Niezwykłe zbieżności dat? to może być sygnał,że nastąpiło zejście duszy w nowe ciało

Jak ludzie orientują się, że jest „nieprawdopodobny zbieg okoliczności” z datami śmierci i narodzin? Całkiem przypadkiem. Przykład pojawił się „w ostatnich godzinach” w poczcie do FN.

Dzień dobry, nazywam się [dane do wiad. FN]. Kilka lat temu kontaktowałem się z Fundacją w sprawie dziwnej obserwacji UFO nad autostradą A2 w okolicach Konina. Od tamtej pory regularnie czytam zamieszczane zamieszczane przez Państwa artykuły.

W szczególności zainteresował mnie temat reinkarnacji. Czytałem iż często występuje w związkach rodzinnych itp. W ostatnich trzech tygodniach odkryłem pewną datę. Będąc na cmentarzu Rakowickim w Krakowie na Wszystkich Św. Po raz pierwszy zauważyłem wraz z mamą datę śmierci mojej pra, pra babci.

Nikt, nigdy nie zwrócił na to uwagi. Zmarła 11.11.1917r. Datę zapamiętałem bo było to równo na rok przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę i za dni kilka miała nastąpić setna rocznica śmierci. Pikanterii dodaje fakt iż jestem obecnie w kiepskich stosunkach z siostrą, nie mamy kontaktu od kilku lat, nie wiem co się u niej dzieje. Jest to istotne gdyż 13 lub 14 listopada b.r. dowiedziałem się od rodziny iż siostra urodziła córkę. Nie wiedziałem, że była w ciąży. Urodziła ją 11.11.2017r. W równe 100 lat od śmierci pra, pra, pra babci urodziła się pra, pra, pra wnuczka.

Mało tego rodzinnie mieszkamy w różnych częściach Krakowa a siostra przez przypadek, za mężem mieszka około dwa km od domu rodzinnego w/w babci. Czyli wnuczka będzie wychowywać się w okolicy, którą zamieszkiwała  pra, pra, pra babcia. I jak tu nie wierzyć w to co piszecie na temat reinkarnacji? Przypadek? Być może, a być może nie 🙂 Pozdrawiam, z poważaniem [dane do wiad. FN], czytelnik.

Oczywiście, że podejrzenia czytelnika są słuszne – bardzo możliwe, że w ciele dziecka pojawiła się dusza jej prababci. To naprawdę bardzo często się zdarza – mamy bardzo ciekawą dokumentację takich przypadków w naszym archiwum.

O tej historii już kiedyś wspominaliśmy w XXI PIĘTRZE, ale warto ją przypomnieć.

Do tego wydarzenia doszło w studiu telewizyjnym, kiedy nagle przez obecną podczas nagrania widownię przeszedł szmer niedowierzania. Jak to możliwe? Czy to jest zbieg okoliczności, czy może raczej… – oto kulisy tego wydarzenia.

Raz w tygodniu w jednej z telewizji komercyjnych jest emitowany program interwencyjny poświęcony przeróżnym trudnym sytuacjom, które zdarzają się praktycznie każdemu. Bezprawne naliczenie podatku VAT doprowadzające do zrujnowania Bogu winnego właściciela firmy, wyłudzenie nienależnego odszkodowania, przeróżne skandaliczne zachowania urzędników – to wszystko trafia do tego programu.

W jednym z ostatnich odcinków tej serii doszło do bardzo ciekawej sytuacji, która jest warta opisania w naszym serwisie. W programie była zaprezentowana bardzo smutna historia związana z tragicznym wypadkiem drogowym, w którym zginęła kobieta, która znajdowała się w tym pojeździe. Czy kierowała tym samochodem? Właśnie tego dotyczy skomplikowane postępowanie w sądzie, która ma bardzo duże znaczenie dla rodziny, ale… nie to jest najciekawsze.

W pewnym momencie w trakcie programu została podana informacja, kiedy doszło do tego wypadku. Otóż wydarzył się on 23 stycznia 2005 roku o godzinie 3.50 (w nocy). W wyniku tego wypadku śmierć poniosło wspomniana wyżej kobieta.


Miała ona jednak córkę, która teraz występuje w sprawie i próbuje ustalić dokładne okoliczności tego wypadku. W trakcie programu podała informację, że pięć lat po śmierci swojej matki w wypadku drogowym urodziła córkę. Dlaczego ta informacja jest ciekawa? Gdyż córkę urodziła w rocznicę tragicznego wydarzenia, dokładnie w dniu i o godzinie, kiedy pięć lat wcześniej zginęła jej matka, czyli jej córeczka urodziła się 23 stycznia 2010 roku o godzinie… 3.50!

Kiedy w programie podano tę informację, przez widownię przeszedł szmer niedowierzania i zaskoczenia. Ludzie byli zszokowani, choć nikt nie potrafił wyjaśnić, jak to jest możliwe, że określonego dnia ginie w wypadku kobieta, a pięć lat później dokładanie w rocznicę tego wydarzenia rodzi się… wnuczka tej kobiety!

Zaciekawiła ciebie ta historia?

Bardzo.

Jak ją tłumaczysz?

Jest wielce, wielce prawdopodobne, że mamy tutaj do czynienia z tzw. powrotem reinkarnacyjnym. Tego typu wręcz kosmiczno-galaktyczna zbieżność dat i godziny przyjścia na świat wnuczki tej kobiety jest dla mnie prawie że znakiem rozpoznawczym, że owa kobieta wróciła na świat jako dziecko własnej córki. Takie rzeczy dzieją się bardzo często właśnie po 4-5 latach. Nie jest to regułą, ale rzeczywiście okres przebywania „w krainie światła” najczęściej wynosi tyle lat. Dlaczego tak jest? Pojęcia nie mam, nawet mnie nie pytaj.

Czy rodzina tego dziecka… w sensie czy matka tej małej dziewczynki podejrzewa, że urodziła właśnie córkę, która może być wcieleniem jej matki?

Absolutnie można to wykluczyć. W naszym społeczeństwie, gdzie wędrówkę dusz uważa się za idiotyczny i sekciarski pogląd jakiś wschodnich nawiedzeńców… Nie wierzę, że wzięła to pod uwagę, ale wykluczyć tego nie można.

Co możemy zrobić w tym przypadku?

Nic. To znaczy można by skontaktować się z tą rodziną, z tą matką małej córeczki i delikatnie podpytać, czy dziewczynka mówiła jakieś dziwne rzeczy, czy jest podobieństwo jej do jej własnej nieżyjącej babci, czy na przykład rozpoznaje przedmioty, które należały do tej kobiety, która zginęła w wypadku. Ale jak to zrobić? Tak po prostu spotkać się z nią i nagle zapytać, czy nie myślała, że jej córka jest inkarnacją jej własnej matki?! Trudno mi sobie to wyobrazić. Szkoda, że takie historie w Polsce przepadają.

Czy te powtórne wcielenia tak właśnie wyglądają?

To znaczy?

No, czy zmarła matka inkarnuje się jako dziecko własnej córki czy syna?

Jak najbardziej. Pamiętaj, że my także poruszamy się trochę we mgle. Nie ma żadnej wiedzy akademickiej, która spisała takie reguły. Zasady są takie w Polsce, że ludzie wiedzą jedno: życie jest jedno, reinkarnacja to głupoty, nie ma żadnych „powtórnych wcieleń”. Dramatyczny błąd kościoła, który kiedyś przyjął idiotyczny pogląd „jednego życia” w zasadzie sprawia, że trudno nawet mówić o tym, aby nie zostać opluty od stóp do głów i oskarżony o sekciarstwo, wiarę we wschodnie idiotyzmy i tak dalej.

Ale przecież reinkarnacja jest faktem?

Oczywiście. Jak prawo ciążenia, zawsze to powtarzam. Można je lubić lub nie lubić, ale nie ma sensu jego negować. Jak ktoś rzuci się z jakiegoś stołka na ziemię, to tak przydzwoni zębami o posadzkę, że aż miło… I negowanie prawa ciążenia wybije sobie z głowy na wieki. Z reinkarnacją jest bardzo podobnie, choć wiele razy sprawa jest trudniejsza. Ale z naszego punktu widzenia w ogóle nie ma o czym rozmawiać. Reinkarnacja to fakt i tak trzeba ją traktować. Nie jako jedynie „jedną z wielu teorii”, bo na to naprawdę szkoda czasu. Zajęło mi 25 lat ustalenie mniej więcej, jak wygląda sprawa duszy, życia po śmierci i innych tego typu zagadnień, więc mówię ludziom dookoła o tym tzw. otwartym tekstem. Ktoś nie wierzy? Jego sprawa, ale nawet nie mam czasu z nim dyskutować i go do czegoś tam przekonywać.

Czy zdarzają się dzieci, które pamiętają swoje wcześniejsze wcielenia?

Jak najbardziej.

W Polsce też?

Oczywiście. Rzadko, ale to się zdarza. W Polsce jest inny problem, gdyż rodzice jak diabeł święconej wody boją się komukolwiek opowiedzieć o tym, co na przykład usłyszeli od swojego syna czy córki.

Czego się boją?

Ośmieszenia. Przylepienia do nich samym i nie daj Boże do dzieci łatki „nawiedzeńców”. Ja tych ludzi rozumiem, ale niestety przez to zaprezentowanie takiej historii na przykład w mediach graniczy z cudem. Wszelkie próby namówienia rodziców takich dzieci do opowiedzenia historii o takim dziecku graniczy z cudem.

Próbowałeś?

Wiele razy, ale nie mówmy o tym. W USA ludzie są inni, opowiadają o tym chętniej, bez problemu występują w mediach. W Polsce jest strach, strach i jeszcze raz strach.

Jak długo takie dzieci pamiętają swoje wcześniejsze wcielenia?

Przeważnie do 6-7 roku życia. Potem przychodzą rówieśnicy, szkoła, cały ten zgiełk i zapominają o tym. Zaczynają zaś mówić dziwne rzeczy praktycznie natychmiast.

Co mówią?

Co mówią? No cóż… życzę każdemu, aby choć raz w życiu był świadkiem tego, kiedy małe dziecko wspomina swoje wcześniejsze życie. Jest to doświadczenie ekstremalne, które zmienia raz na zawsze naszą wizję świata. To jest niczym zderzenie z rozpędzoną lokomotywą! Po spotkaniu takiego dziecka już nic nie jest takie samo, jak było.

Ile razy miałeś okazję wysłuchać takich dzieci?

Kilka razy.

Opowiesz o tym?

Chętnie, ale innym razem. Na razie prosiłem Ciebie o…

O ten apel?

Tak. Otóż przy okazji tego wywiadu proszę wszystkich naszych czytelników o informacje, czy mieliście Państwo kiedyś do czynienia z przypadkami takich dzieci. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o własne dzieci, choć oczywiście też, ale także o dzieci znajomych, sąsiadów. My tak bardzo interesujemy się takimi przypadkami i one tak bardzo pozwalają nam poznać prawa rządzące duszą, że taki apel naprawdę ma sens.

Powiedziałeś, że się zmieniłeś o takich rozmowach z dziećmi. Możesz na koniec powiedzieć o tym coś więcej?

Jestem od tego czasu człowiekiem wiedzącym o reinkarnacji, a nie żadnym „wierzącym”. Jestem spokojny o to, że dostajemy wiele szans, a nie tylko jedną. I że w ogóle wszystko wokół nas ma sens. To jest jakaś wielka cudowność, którą trudno nawet wyrazić słowami, ale… z tego wszystkiego idzie dla nas, dwunożnych i śmiertelnie przerażonych śmiercią fizyczną istot na Trzeciej Planecie od Słońca, że nie tylko jesteśmy nieśmiertelni, ale że to wszystko ma głębszy sens, niż mogłoby się nam to wydawać.

Dziękuję za rozmowę.

źródło:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3440,niezwykle-zbieznosci-dat-to-moze-byc-sygnal-ze-nastapilo-zejscie.html

Reklamy
Opublikowano ., Bóg, Dusza, Istota Ludzka, Kosmos, Reinkarnacja | 79 Komentarzy

Pogoda staje się całkiem nieprzewidywalna…..

Pogoda staje się całkiem nieprzewidywalna i jaka będzie zima AD 2017/2018 – tego nikt nie wie.Ostatnio na MŻ został umieszczony krótki film n/t anomalii pogodowych w październiku 2017, poniżej zamieszczam krótki artykuł ze Zmian na Ziemi na temat ekstremalnie wysokich temperatur na Arktyce i burzy z piorunami na Polską w listopadzie.

Niezwykła o tej porze roku burza z piorunami nad Polską! Anomalia temperaturowa nad Arktyką! Co się dzieje z pogodą?

Źródło: dreamstime.com

Wczoraj wieczorem nad sporym obszarem Polski doszło do burzy z błyskawicami, zupełnie nietypowymi dla tej pory roku. Niektórzy byli tak zaskoczeni, że z pewnością przemknęło im przez myśl, że te błyski za oknem to jednak zapowiedziany na wczoraj koniec świata. Jednak to po prostu anomalia. W pogodzie dzieje się ostatnio bardzo wiele, a tego konsekwencje mogą być dla nas nieoczekiwane.

 

 

Aby pojąć co dzieje się z klimatem na Ziemi trzeba przede wszystkim zrozumieć, że opowiadana nam historia z dwutlenkiem węgla, który spowodował globalne ocieplenie to tylko część prawdy. To czego w mediach nie mówią to drugi czynnik w postaci gigantycznych emisji metanu do atmosfery, do których stale dochodzi w Arktyce. 

 

Metan ma możliwość bardzo szybkiego wpłynięcia na ziemski klimat. W przypadku CO2 jest to jednak rozłożone w czasie. Można nawet mówić o metanowej bombie, bo im więcej gazu uwolni się z wiecznej zmarzliny i dna oceanów w obszarach polarnych, tym będzie tam cieplej, a im będzie tam cieplej, tym więcej metanu się uwolni. Jest to zatem do pewnego momentu samonapędzający się proces.

 

To właśnie szybkie ocieplenie spowodowane przez metan wywołuje widoczne wszędzie na świecie anomalie pogodowe. Zaburzenia cyrkulacji powietrza i sposobu meandrowania prądów strumieniowych powoduje coraz więcej turbulencji skutkujących licznymi cyklonami dochodzącymi do wielkości huraganów.

Nie możemy z tym zbyt wiele zrobić, ale zapewne w planach są opryski nad naszymi głowami i to zapewne dlatego nagle nikt już się nie śmieje z szachownic nad głowami tylko wręcz rozważa się jeszcze więcej ekranowania od promieniowania słonecznego. Wydaje się jednak, że są to plany skazane na niepowodzenie, bo ludzkość nie jest w stanie kontrolować klimatu w obrębie całej planety. 

 

Gdy zobaczy się poniższe zdjęcie przedstawiające rozkład temperaturowy nad Arktyką, nie trzeba być naukowcem, aby zobaczyć wielką czerwoną plamę. Arktyczna anomalia temperaturowa jest już faktem, a na 26 listopada meteorolodzy przewidują dla tego regionu jeszcze większe ocieplenie, do +5,9 stopni. Niektóre lokalizacje będą cieplejsze o 15-20 stopni niż zwykle o tej porze roku.

Naiwnością jest sądzić, że tak dramatyczne zmiany klimatu w Arktyce pozostaną bez wpływu na resztę świata. W mediach będziemy oczywiście dalej słyszeć o dwutlenku węgla, a metan będzie robił swoje. W tym kontekście nie sposób powiedzieć co będzie dalej, bo może nam się przytrafić ciepła zima, ale równie dobrze może dojść okresowo do powstawania trwałych układów barycznych, które mogą zmrozić w krótkim czasie całą Europę i utrzymać ekstremalny mróz przez kolejnych kilkanaście dni.

 

Źródła:
https://doi.org/10.1002/2017GL074342
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/2017JC012845/abstract
http://iopscience.iop.org/article/10.1088/1748-9326/aa9152/meta

źródło:

http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/niezwykla-o-tej-porze-roku-burza-z-piorunami-nad-polska-anomalia-temperaturowa-nad-arktyka

Opublikowano ., Obserwacje Ziemi, OSTRZEŻENIE, Transformacja 2016-2017, Zmiany klimatu | 76 Komentarzy

Wprowadzenie – świetlisty tunel

ANDRZEJ PRÓSZYŃSKI

Jeżeli pominąć przesłanie płynące zgodnym chórem ze wszystkich religii świata (a także spirytyzmu), można uznać, że dla człowieka XX wieku wszystko zaczęło się od Raymonda Moody’ego, amerykańskiego lekarza, autora książki Życie po życiu. Dziś, 40 lat później, reanimacje osób w stanie śmierci klinicznej są na tyle często spotykane, że nikogo już nie dziwią relacje o świetlistym tunelu i niematerialnych bytach czekających po jego drugiej stronie. Sam spotkałem osobę, która to przeżyła. Jej tunel był nietypowy, bo podzielony na segmenty, reszta jednak doskonale wpisywała się w dobrze znany schemat. A jak dobrze i jak dawno znany, widać choćby z obrazu Hieronymusa Boscha (obok).

Hieronymus Bosch (Wikipedia)

  Krytycy tych w sumie bardzo powszechnych wizji uważają, że są to halucynacje niedotlenionego mózgu, a tunel jest rezultatem zwężenia pola widzenia w korze wzrokowej. Brzmi to sensownie, jak jednak wytłumaczyć fakt, że pacjent, któremu nie spieszno jeszcze do tunelu, widzi z góry swoje ciało i pracujących przy nim lekarzy, a po szczęśliwym powrocie do życia jest w stanie opowiedzieć o zaobserwowanych szczegółach i powtórzyć ich rozmowy? Pomijając nietypową perspektywę – jak można mieć jakiekolwiek wspomnienia z okresu, kiedy, technicznie rzecz biorąc, mózg jest wyłączony z obiegu? Odpowiedź nasuwa się sama: mózg i świadomość to dwie różne rzeczy, chociaż na co dzień zajmują to samo miejsce. Jednakże mózg należy do świata fizycznego, a świadomość do świata mentalnego, w którym może poruszać się swobodnie po odłączeniu od ciała. Jeśli zaś z tym się zgodzimy, realność istnienia świetlistego tunelu stanie się o wiele bardziej prawdopodobna.

Robert A. Monroe i następcy

  Przeżycie z pogranicza śmierci (near death experience) jest z samej swej natury krótkodystansowe – to wycieczka typu tam i z powrotem. Są jednak pewne wyjątki – zdarzają się osoby w długotrwałej śpiączce, podczas której przebywają po tamtej stronie. Nie znam jednak dobrych, wiarygodnych opracowań tego fenomenu. Istnieją za to osoby, które potrafią opuszczać swoje ciało w sposób kontrolowany, a potem do niego wracać. Należą do nich, rzecz jasna, hinduscy jogini, którzy robią to od wieków, a najpewniej od tysiącleci. Do naszej wyobraźni przemawia jednak bardziej fakt, że udało się to człowiekowi z zachodniego kręgu kulturowego, który następnie założył szkołę uczącą tej sztuki innych. Tym człowiekiem był Amerykanin, Robert A. Monroe (1915 – 1995), fundator The Monroe Institute (http://www.monroeinstitute.com).

Robert A. Monroe

  Monroe jest autorem trzech książek: Podróże poza ciałem (Journeys Out of the Body, 1971), Dalekie podróże (Far Journeys, 1985) oraz Najdalsza podróż (Ultimate Journey, 1994). Wszystkie zostały wydane przez bydgoski Limbus w 1994 r. (I wyd.). Śladami swego mistrza podążył też absolwent Instytutu Monroe’a, Bruce Moen, pisząc Podróże w nieznane (Voyages into the Unknown, 1997), Podróż poza wszelkie wątpliwości (Voyage Beyond Doubt, 1998) i Podróże do życia po śmierci (Voyages into the Afterlife, 1999), wydane w Polsce przez tę samą oficynę.

Bruce Moen

  Robert Monroe zaczął wychodzić z ciała spontanicznie w 1958 r. i na początku był przerażony, podejrzewając u siebie chorobę psychiczną. Po latach następny właściciel jego ówczesnego domu zwrócił mu uwagę na fakt, że dach tej posesji miał kształt piramidy pokrytej miedzianą blachą, a tak podobno wyglądały egipskie monumenty przed zrabowaniem. Czy kryła się w tym jakaś praprzyczyna fenomenu, nie wiadomo. Faktem jest jednak, że Monroe nauczył się kontrolować swój dar i poddał go badaniom specjalistów (neurologów, psychiatrów itp.), zarówno niezależnych, jak i tych, których zatrudnił w swoim Instytucie. A ten mógł założyć dlatego, że był dobrze prosperującym biznesmenem, czyli człowiekiem, o dziwo, stojącym twardo na ziemi.

  Badania w Instytucie doprowadziły dość szybko do odkrycia, że w utrzymaniu odmienionych stanów świadomości pomocne są dźwięki o określonej wysokości. Okazało się zwłaszcza, że jeśli podawać do obu uszu zróżnicowane sygnały, dochodzi do synchronizacji półkul mózgowych, generujących wspólnie falę elektryczną odpowiadającą różnicy obu częstotliwości. Tak powstała metoda Hemi-Sync, opatentowana w r. 1975 i przydatna także do innych celów (odprężenie, sen, lub przeciwnie – natężenie uwagi). Był to przełom, który umożliwił trening wszystkich zainteresowanych wychodzeniem z ciała, a tym samym otworzył drzwi do masowej migracji na tamtą stronę i z powrotem. Nagrania i warsztaty metody Hemi-Sync są zresztą dostępne także i u nas (http://hemisync.republika.pl).

  Robert Monroe podzielił badane przez siebie światy na trzy obszary. Obszar I to nasza fizyczna codzienność, tyle że oglądana z perspektywy ducha. Umysł uwolniony od ciała może się w nim przemieszczać w trzech wymiarach, przenikać przez ściany oraz odnajdywać natychmiast każdą znajomą osobę. Będąc w tym stanie, pozostaje się niewidzialnym dla innych, choć ma się pewną zdolność oddziaływania z materią. Dla przykładu Monroe uszczypnął mentalnie pewną osobę i zaobserwował jej reakcję, by potem z powodzeniem skonfrontować obie wersje tego wydarzenia poprzez rozmowę w fizycznej rzeczywistości. Tym samym uzyskał dowód, że całe zajście było realne.

  Czytając wymienione powyżej książki obserwuje się nieustanne szukanie przez ich autorów tego typu potwierdzeń. Jest to zrozumiałe, gdyż przeżycia są tak niezwykłe, że wywołują całkiem naturalne zwątpienie. Na szczęście Obszar I dobrze poddaje się weryfikacji. Warto też wspomnieć o niezależnym badaniu naukowym, jakiemu został poddany Robert Monroe podczas wychodzenia z ciała. Zakres częstotliwości jego fal mózgowych został mocno zwężony (głównie fale theta – 4-5 Hz), oddech był płytki, skóra sucha i gorąca, a na dodatek obserwatorzy zauważyli lekkie rozmazanie się górnej połowy ciała badanego, jak przy patrzeniu przez rozgrzane, falujące powietrze.

  W Obszarze II, którym jest świat życia po życiu, jedyną możliwością weryfikacji jest porównanie wspomnień osób, które przebywały tam wspólnie. To oczywiście znacznie mniej, niż poprzednio. Ponieważ jednak przeżycia z obu obszarów są spójne ze sobą, można zaryzykować stwierdzenie, że jedne uwiarygodniają drugie. To mało, lecz niczego lepszego nie można tu zaproponować. Podobnie jest ze słabo zbadanym Obszarem III, który wydaje się być równoległym Wszechświatem – tu jednak mamy praktycznie same pytania bez żadnych odpowiedzi.

  Obszar II, będący głównym obiektem eksploracji, jest nieprawdopodobnie złożony i rozległy. Można w nim znaleźć wszystko, co daje się pomyśleć, ba: tutaj po prostu myśl, zwłaszcza zbiorowa, bez trudu staje się rzeczywistością, nie napotykając charakterystycznego dla świata fizycznego oporu materiału (jak to w świecie mentalnym). Obszar ten można umownie podzielić na poziomy, różniące się częstotliwością wibracji, czyli jakby stopniem materialności. Najniższą częstotliwość ma Obszar I, otoczka naszego świata, na drugim biegunie zaś mamy nieznaną ilość poziomów niedostępnych dla żyjących eksploratorów z powodu zbyt wysokich, wręcz zabójczych dla nich wibracji. Zamieszkują je niematerialne, wyżej rozwinięte niby-ludzkie byty – te z kolei nie mogą zejść zbyt nisko, kontaktując się z myślonautami na sporym obszarze wspólnych możliwości działania. Co jest na samej górze? Najprawdopodobniej Bóg, o którym wszyscy mieszkańcy myślni wiedzą na pewno, że istnieje, nikt natomiast, co jest wyjątkowo intrygujące, nie jest w stanie powiedzieć o Nim niczego pewnego.

  W żargonie The Monroe Institute poziomy wibracji nazywa się focusami, przy czym najniższe z nich są poziomami świadomości ćwiczącego, a dalsze poziomami świata mentalnego (wbrew pozorom, różnica ta jest mało istotna). Focus 22 to poziom świadomości człowieka w delirium, pod narkozą lub w stanie demencji, z kolei Focus 23 zamieszkują osoby zmarłe w różnych okresach historycznych, które z jakiegoś powodu nie mogą uwolnić się od swojej fizycznej przeszłości. Następne poziomy (24-26) to tak zwane Terytoria Systemów Przekonań (lub płytkie nieba, jak nazywał je Monroe). Znajdują się tam wszystkie znane ludzkości modele życia pozagrobowego, pochodzące z religii, bądź systemów filozoficznych. Zmarli, którzy tam trafili, mogą w nich utknąć na bardzo długo, zanim połapią się, że coś jest nie tak i powędrują wyżej. Co ciekawe, inne źródło (kontakt z zaświatami poprzez odbiór sygnału TV, który miał miejsce w Luksemburgu) podaje, że jest tam też coś w rodzaju Świata Rzeki z Rzeką Wieczności opływającą cały glob, zamieszkały przez ateistów z zacięciem naukowo-technicznym (pewnie naczytali się Farmera). Opis tych kontaktów można znaleźć w serii artykułów w Nieznanym Świecie (numery 11/1995 do 3/1996).

  Focus 27 to tak zwane Centrum Przyjęć (bądź Park), będące właściwym punktem docelowym dla uświadomionych zmarłych. Jest to miejsce skonstruowane specjalnie po to, żeby zmniejszyć szok przejścia ze świata doczesnego do pozagrobowego – co osiąga się poprzez imitację różnych przyjaznych miejsc na Ziemi. Jest to też strefa kontaktu myślonautów z niematerialnymi inteligencjami, a także miejsce szkoleń, które podobno część z nas przechodzi w snach, zupełnie potem tego nie pamiętając (stąd ranek jest mądrzejszy od wieczora). Program Linia Życia prowadzony przez The Monroe Institute zajmuje się Odzyskiwaniem, czyli pomocą w przechodzeniu zmarłych do Centrum Przyjęć. Jest to szczególnie istotne podczas wielkich katastrof, kiedy jednocześnie ginie wielu ludzi. Bruce Moen debiutował w tym programie po słynnym zamachu w Oklahoma City w 1995 r. Zauważył wtedy, że wiele osób przysypanych gruzami przegapia moment swojej śmierci i dalej czeka na ratunek. Pojawienie się niematerialnego wybawcy jest pewnie szokujące, lecz pozwala łatwiej uwierzyć, że jest się już po drugiej stronie i potrzebuje się przewodnika, którym jest myślonauta. Co interesujące, żaden byt niematerialny nie może go zastąpić, gdyż dla świeżo zmarłego pozostaje niedostrzegalny. Inna rzecz, że taki odzyskany może się urwać gdzieś po drodze – np. w jakimś płytkim niebie, lub innym miejscu, które go przyciągnęło – co zauważył już Robert Monroe, podając w książce całkiem pikantny przykład.

  Ostatnim sklasyfikowanym poziomem jest Focus 34/35, zwany Zgromadzeniem. Jest to miejsce kontaktu z niefizycznymi obszarami cywilizacji pozaziemskich. Można się stamtąd przenieść do tych obszarów, lub przeciwnie, skontaktować się z Obcym, który przybył do nas z mentalną wizytą. Podróż zajmuje niezbyt wiele subiektywnego czasu, wypada więc w związku z tym zauważyć, że na poziomach mentalnych czas obiektywny w ogóle nie istnieje.

  Co się dzieje ze zmarłym, który pomyślnie dotarł do Centrum Przyjęć? Prawie każdy prędzej czy później decyduje się wrócić na Ziemię, do nowego ciała i nowego życia. Powrót organizują wyżej rozwinięte byty i wydaje się, że jest to bardzo złożona procedura (z natury rzeczy brak więc na ten temat dokładniejszych danych). Wiadomo też, że każdy z nas jest częścią większej całości, nadrzędnego bytu, który Bruce Moen nazywa Dyskiem. Prawdopodobnie po zakończeniu ziemskiej edukacji Dysk staje się zbiorowym umysłem w rodzaju Michaela, o którym piszę w artykule Tunelowanie w myślni. To zapewne jeden z typów „wyżej rozwiniętych bytów”, o których wspominałem parokrotnie powyżej, wiadomo jednak, że są tam także istoty, które nigdy nie były ludźmi (ani też, jeśli już o to chodzi, Obcymi).

Zdalne widzenie (remote view)

  Podobno wszystko zaczęło się od kaczki dziennikarskiej z 1960 roku, kiedy to francuskie gazety podały, że Amerykanom udało się nawiązać telepatyczną łączność pomiędzy bazą lądową a łodzią podwodną Nautilus. Zaniepokojone władze radzieckie zezwoliły wtedy na rozwój badań nad parapsychologią, która dotąd nijak nie pasowała do materializmu dialektycznego. Dane wywiadowcze z ZSRR posłużyły z kolei jako argument do uruchomienia odpowiednich programów badawczych w USA. I tak się zaczęła parapsychologiczna zimna wojna.

  O różnych aspektach badań po obu stronach żelaznej kurtyny można przeczytać w książce Ernsta Meckelburga Agenci PSI (1994, tłum. 1997), jednak w późniejszych latach ujawniono więcej informacji na ten temat. Najbardziej udanymi (a może po prostu najmniej tajnymi) okazały się w rezultacie eksperymenty nad tak zwanym zdalnym widzeniem lub teleobserwacją (remote view), które były prowadzone w USA w latach 1972–1995 w ramach programów rządowych o kolejnych kryptonimach Scanate, Gondola Wish, Grill Flame, Center Lane, Dragoon Absorb, Sun Streak i wreszcie (najbardziej znanym) Stargate, pod egidą CIA, Armii, DIA i znów CIA, która w końcu całą serię zamknęła.

Ingo SwannIngo Swann

Początki zdalnego widzenia sięgają roku 1971, kiedy to supermedium Ingo Swann, nowojorski artysta (fot. powyżej i obok) wziął udział w eksperymentach prowadzonych przez American Society for Psychical Research w jego rodzinnym mieście. Został on później zaproszony (wraz z paroma innymi znanymi mediami, jak Uri Geller i Pat Price) do Stanford Research Institute w Menlo Park, gdzie dwóch fizyków, Harold E. Puthoff i Russell Targ, inaugurowało program Scanate sponsorowany przez CIA. Początkowo uczestnicy eksperymentów byli proszeni o zgadywanie, jakie przedmioty znajdują się w zamkniętych pudełkach, umieszczanych pod sufitem lub w innym pokoju. Ingo Swann prędko się tym znudził, zaproponował więc coś ciekawszego – wizytę na Jowiszu. Był rok 1973 i w kierunku tej planety zmierzał właśnie Pioneer 10. Sonda miała dotrzeć na miejsce we wrześniu, zaś Ingo Swann chciał znależć się tam mentalnie już w kwietniu, by później porównać otrzymane dane. Początkowo kierownictwo projektu nie chciało o tym słyszeć, musiał więc zagrozić, że wróci do Nowego Jorku, i w końcu postawił na swoim. „Wycieczka” zakończyła się pełnym sukcesem, co oznacza, że większość zebranych danych została potwierdzona, a pozostałe nie zostały obalone. W szczególności Ingo Swann zobaczył, że Jowisz ma pierścień, czego wówczas nikt się nie spodziewał (oficjalnie odkrył go dopiero Voyager 1 w 1979 roku).

  Z czasem eksperymenty przekroczyły granice laboratorium i zaczęły obejmować najbliższe okolice. Wypracowano wtedy następujący schemat postępowania. Jedna osoba sporządzała listę celów, do których można dojechać w ciągu pół godziny, po czym umieszczała każdy z adresów w kopercie z sobie tylko znanym oznaczeniem kodowym. Inna osoba losowała jedną z kopert i przekazywała ją zespołowi, który wsiadał do samochodu i wyjeżdżał za miasto. Dopiero wtedy kopertę otwierano, aby poznać cel podróży, po czym ekipa o umówionej wcześniej godzinie przybywała na miejsce i rozpoczynała obserwację. W tym samym czasie zdalny obserwator, znający tylko oznaczenie kodowe, rozpoczynał mentalne namierzanie celu. Wspierał go w tym prowadzący (też nie znający punktu docelowego), pełniący rolę stabilizatora. Chodzi mianowicie o to, że wizje obserwowanego obiektu odbiera podświadomość, natomiast świadomy umysł ma skłonność zakłócania przekazu, dodając od siebie wyobrażenia oraz racjonalizacje. Prowadzący odgrywa więc rolę „świadomości zastępczej”, która podpowiada, czym należy się zająć i w którą stronę skierować wewnętrzny wzrok zdalnego obserwatora. Ten z kolei mówi głośno o wszystkim, co widzi, sporządza też rysunki, zanim świadomy umysł wtrąci swoje trzy grosze. Odbierane wrażenia mają wyraźnie prawopółkulowy charakter i obejmują kształty, kolory, fakturę materiału, a także temperaturę, smaki, zapachy i dźwięki. Z pozoru wydaje się, że mamy tu do czynienia z przekazem telepatycznym, jednak przykład Jowisza (a także późniejsze eksperymenty) jasno pokazuje, że cel można namierzyć także wtedy, gdy nikt na niego nie patrzy. Zdalny obserwator ma zresztą najczęściej poczucie bilokacji (czyli przebywania w dwóch miejscach jednocześnie), może także, zgodnie z sugestią prowadzącego, obejrzeć obiekt np. z lotu ptaka. Przypomina to więc najbardziej podróże poza ciałem, o których pisałem powyżej.

  Już pierwsze eksperymenty ze zdalnym widzeniem były bardzo obiecujące, dotyczyły jednak ludzi wybitnie uzdolnionych, którzy mimo niekiedy spektakularnych sukcesów musieli nadal uczyć się na własnych błędach. Dalszy wysiłek zmierzał więc do wypracowania procedur, które umożliwiłyby specjalnie przeszkolonym ludziom osiąganie wysokiej niezawodności. Przy okazji zrezygnowano także z zespołu obserwującego, który okazał się całkowicie zbędny.

  Odpowiednie procedury (tzw. protokoły) opracował Ingo Swann, stworzył też tzw. metodę współrzędnych. Początkowo były to współrzędne geograficzne namierzanego obiektu, później zrezygnowano i z tego, ograniczając się do abstrakcyjnych oznaczeń kodowych, których sens znał (od razu lub później) jedynie zleceniodawca obserwacji. Swann uznał też za konieczne włączenie do systemu szkoleń zdalnych obserwatorów zaliczenie kursu wychodzenia z ciała w The Monroe Institute. W rezultacie osiągnięto wysoką powtarzalność wyników i obecnie, przy pracujących niezależnie od siebie kilku dobrze wyszkolonych zdalnych obserwatorach, pewność prawidłowej obserwacji jest praktycznie stuprocentowa. Stanowi to dobrą reklamę współczesnych cywilnych zastosowań komercyjnych zdalnego widzenia, mających swój początek w 1989 roku, po zakończeniu zimnej wojny. Firmy i organizacje, które powstały w tym okresie, w większości działają do dziś. Są to między innymi:

• PSITECH (od 1989 r., założyciel mjr Ed Dames), www.remoteviewing.com,
• P>S>I (Problems Solutions Innovations, od 1992, założyciel Lyn Buchanan), www.crviewer.com,
• FARSIGHT (od 1995 r., non-profit, właściciel Courtney Brown, o którym opowiem poniżej), www.farsight.org,
• RVIS (Remote Viewing Instructional Services, od 1997 r., założyciel Paul Smith),
www.rviewer.com

i wiele innych, zob. np. www.remoteviewed.com/rvhistorymap.html. Ostatnia firma, jak

 

wynika z jej

Ingo Swann - Ponad umysł i zmysły

Joseph McMoneagle - Wędrujący umysł

nazwy, prowadzi szkolenia w zakresie teleobserwacji, istnieją także książki, uczące tej sztuki, a w każdym razie dające dobre rady i wskazówki tym, którzy chcieliby tego sami spróbować. W Polsce wydano dwie takie pozycje: Ponad umysł i zmysły (Everybody’s Guide to Natural ESP) Ingo Swanna (1991, tłum. 1994) oraz Wędrujący umysł (Mind Trek) Josepha McMoneagle (1993, tłum. 1995). O drugiej z tych książek, uważanej za znaczącą, opowiem trochę poniżej w związku z teleobserwacjami Marsa.

  Widzenie na odległość pozwala spenetrować dowolne, na przykład ściśle strzeżone miejsce, zajrzeć do przechowywanych tam dokumentów, itp., jest więc idealnym narzędziem szpiegostwa, zarówno międzynarodowego, jak i przemysłowego. Dlaczego więc agencje wywiadowcze oraz armia wypuściły to z rąk? Odpowiedzi udziela Ingo Swann, zwracając uwagę na skojarzenia z telepatią: inwigilację można jeszcze znieść, ale zaglądanie do mózgu? Wspomina, że kiedy oficjele wizytowali Stanford lub później Fort Meade, żaden z nich nie chciał pójść z nim na lunch ani nawet porozmawiać. Jak sam pisze:

Powód był następujący: „Jezu, on potrafi czytać w moich myślach! Nie mogę pozwolić na to, aby się do mnie zbliżył.” Ten cytat NIE jest parafrazą.

Podobnie kiedy agenci CIA zamykali program w 1995 r., robili to pospiesznie, nie patrząc nikomu w oczy, jakby spodziewali się, że ktoś zacznie grzebać w ich umysłach (obawa o tyle chybiona, że w telepatii odległość i kontakt wzrokowy nie mają żadnego znaczenia). Nawiasem mówiąc, samo określenie telepatia powstało specjalnie po to, by zastąpić odstraszający termin czytanie myśli, a następnie wiele wysiłku włożono w to, by rozpropagować fałszywy model nadawca – odbiorca, dzięki któremu badania nad telepatią nie budziły protestu potencjalnych sponsorów. Fałszywy zaś dlatego, że w telepatii nie ma nadawcy – jest tylko aktywny odbiorca. Czy więc oficjele słusznie obawiali się Ingo Swanna? Proszę sobie samemu na to odpowiedzieć.

Ingo Swann i Księżyc

Ingo Swann - Penetracja

Czy ktoś z Czytelników sądzi, że agencje rządowe mogłyby się zainteresować… szpiegostwem międzyplanetarnym? A jednak. W swojej książce Penetracja (1998, tłum. 2001) Ingo Swann opisuje historię, która zaczyna się jak rasowa powieść szpiegowska, a kończy jak inwazyjna odmiana SF. Jej bohaterem jest grupa tak tajna, że całkowicie niewidoczna. A było to tak.

 W roku 1975 Swann otoczony był sławą eksploratora Jowisza. Jeden z wysoko postawionych urzędników z Waszyngtonu, znany mu i lubiany, zadzwonił kiedyś do niego uprzedzając, że może się spodziewać telefonu od niejakiego Axelroda, oraz że powinien zgodzić się bez pytania na jego propozycje. Tak się stało jakiś czas potem, na dodatek o trzeciej rano. Dalej było dyskretne spotkanie w Waszyngtonie, bezgłośne dyspozycje na karteczkach, przejazd samochodem z kapturem na głowie, helikopter, zjazd pod ziemię i wreszcie zdjęcie kaptura i spotkanie z panem Axelrodem, który od razu zastrzegł, że to tylko pseudonim. Uff! Jak wspomina autor: Byłem – no cóż – przerażony i nie boję się do tego przyznać.

  Następnie Axel (bo tak kazał się nazywać) zaproponował Swannowi kilka sesji zdalnego widzenia za 1000 dolarów dziennie, po czym odbyli dyskusję na temat teleobserwacji i natury telepatii. Następnego dnia, po nocy spędzonej pod strażą, Ingo Swanna zaproszono do mentalnych odwiedzin… na Księżycu. Podczas sesji Axel podał mu kolejno kilka współrzędnych selenograficznych, prosząc o opis tego, co się tam znajduje. Ingo Swann, doświadczony zdalny obserwator, wpadł w rozterkę, kiedy okazało się, że nasz satelita wygląda zupełnie inaczej, niż „powinien”. Nie wierzył, że tam, gdzie skierował swój mentalny wzrok, są wieże, kopuły i inne budowle, maszyny, światła i atmosfera. Nie wierzył, że widzi Księżyc, a nie jakieś miejsca na Ziemi. Axel jednak nie był specjalnie zdziwiony. On WIEDZIAŁ, że wszystko to tam jest (por. stronę Księżyc i jego podstronę Dziwne obiekty na Księżycu).

  W pewnym momencie Swann zaobserwował grupę istot, wyraźnie ludzkich, przy pracy. Nagle dwie z nich, żywo gestykulując, zaczęły wskazywać w jego kierunku, co spowodowało u Swanna odruchowe mentalne wycofanie się. Wyglądało na to, że został w jakiś sposób dostrzeżony, a Axel kazał mu natychmiast uciekać z tego miejsca.

  Księżyc bazą Obcych? Nieprawdopodobne, co? A jednak nie jest to znowu taka wielka nowość. Księżycowe anomalie (czyli rzeczy, których tam być „nie powinno”) obserwuje się na powierzchni naszego satelity od czasu wynalezienia teleskopu. Są to np. opary i chmurki (świadectwa istnienia atmosfery i wody), duże przemieszczające się obiekty oraz światła. Nietypowe struktury na zdjęciach NASA można zobaczyć w Internecie, np. na stronie www.marsanomalyresearch.com, poświęconej anomaliom marsjańskim i księżycowym, bądź na stronie dziennikarza śledczego Richarda C. Hoaglanda www.enterprisemission.com. Z drugiej strony wszystkiemu temu oficjalnie się zaprzecza. Od lat 1960-tych obowiązuje Teoria Martwego Księżyca, dopiero sonda Clementine (1994 r.) uczyniła w niej wyłom donosząc o istnieniu dużej ilości wody (jako lodu) na powierzchni naszego satelity. Tymczasem z lotami księżycowymi wiąże się pewna ilość niewygodnych faktów. Po pierwsze, wszystkim misjom Apollo towarzyszyły niezidentyfikowane obiekty (por. podstronę UFO nad Księżycem), co potwierdził Buzz Aldrin w 40. rocznicę pierwszej wyprawy (por. stronę UFO i okolice). Ingo Swann twierdzi nawet, powołując się na byłego pracownika NASA, że katastrofę Apollo 13 spowodowało UFO, a powodem miał być transport na Księżyc ładunku nuklearnego do badań sejsmicznych. Nawiasem mówiąc, badania sejsmiczne Apolla 12 oraz pomiary grawitacji dokonane przez sondy sugerują, że nasz satelita ma w środku puste przestrzenie. Po drugie, nieszczęsna, łopocząca na wietrze flaga z wyprawy Apollo 11, która stała się zalążkiem teorii spiskowej, że nigdy nie byliśmy na Księżycu, a transmisje były nadawane ze studia filmowego. Po trzecie wreszcie, jak wytłumaczyć fakt, że program Apollo zakończono przed czasem, rezygnując z pozostałych, gotowych do użycia kompletnych pojazdów księżycowych? Fakt, że już nigdy potem nie wróciliśmy na Księżyc, jest wielce znaczący. Najbardziej znana teoria na ten temat głosi, że zostaliśmy stamtąd wykopani z wilczym biletem (por. stronę Księżyc). Podpisuje się pod tym Ingo Swann, upatrując ostatecznej desperacji tajnych służb w samym fakcie korzystania z jego usług (a pewnie także z usług innych mediów).

  Spotkań z Axelrodem było jeszcze kilka. Jedno z nich było wycieczką samolotową w nieznane (prawdopodobnie na Alaskę), na spotkanie z UFO, które najwidoczniej przejawiało całkiem nietypową powtarzalność. Była to dość dziwna obserwacja – pojazd zmaterializował się znikąd w powietrzu nad jeziorem i zaczął z niego pobierać wodę, co najbardziej przypominało odwrócony wodospad.

  Na tym jednak nie koniec. Ingo Swann opisuje także przypadkowe spotkanie z kosmitką w supermarkecie. Kiedy na nią spojrzał, poczuł, że jest spoza Ziemi, byłby jednak przypisał to wrażenie swojej wyobraźni, gdyby nie to, że zauważył ludzi, którzy transportowali go do Axelroda. Ten ostatni dał prędko o sobie znać, wypytując go telefonicznie, co tam robił i czy został przez nią zauważony. Chodziło mu głównie o to, czy kosmitka zorientowała się, że ją rozszyfrował. Kojarząc ze sobą dotychczas poznane fakty, Swann doszedł do wniosku, że po pierwsze, Obcy są wśród nas i czują się jak u siebie w domu (por. artykuł Tunelowanie w myślni), a grupa Axelroda pilnuje ich z najwyższą ostrożnością, po drugie, kosmici mają naturalne zdolności telepatyczne (o czym np. donoszą porwani przez UFO), po trzecie wreszcie władze przyjmują z konieczności postawę defensywną, ograniczając się do rozpowszechniania dezinformacji na temat UFO, Księżyca, a także – uwaga – telepatii. W tym ostatnim przypadku zasadnicze pytanie brzmi: komu bardziej zależy na tym, by ludzie nie rozwinęli zdolności telepatycznych – ziemskim rządom czy też może Obcym? I czyje zdanie w tej sprawie jest bardziej znaczące? Aż strach pomyśleć, co oznaczałaby druga możliwość – i czy bardziej przerażająca byłaby perspektywa oddziaływania kosmitów na naszych decydentów, czy też bezpośrednio na nasze umysły. Jeśli więc nie są do nas przyjaźnie nastawieni, to wszyscy razem mamy raczej przechlapane.

Courtney Brown

Courtney Brown   Courtney Brown jest postacią nietuzinkową, istnym człowiekiem Renesansu. Jako naukowiec (doktorat z nauk politycznych w 1982 r.), stosuje metody modelowania matematycznego (nieliniowe układy dynamiczne, teoria grafów) w socjologii. Jest autorem podręczników na ten temat, a także książki o teorii chaosu i katastrof. Jako wykładowca Emory University w Atlancie, prowadzi między innymi kurs politycznej muzykologii (książka Politics in Music: Music and Political Transformation from Beethoven to Hip-Hop, 2008). Muzyka to nie przypadek, albowiem Courtney Brown śpiewa raz w miesiącu jako solista (baryton) muzyki sakralnej w jednym z kościołów w Atlancie, sam też komponuje i tworzy poezję (również w języku suahili, który poznał jako wolontariusz w Kenii). Występował jako aktor teatralny i filmowy, m.in. w filmie Speedway (1968) z Elvisem Presleyem oraz w serialu telewizyjnym Flipper (1964-67). Te zamierzchłe daty mogą trochę dziwić, lecz jeśli wziąć pod uwagę, że Courtney Brown urodził się w 1929 roku, można mu tylko pogratulować energii i werwy życiowej. Proponuję odwiedzenie jego strony internetowej www.courtneybrown.com w celu rozszerzenia powyższych informacji.

 Jak do tej pory nie napisałem o najważniejszym, czyli związku naszego omnibusa z teleobserwacją. Dla Courtneya Browna wszystko zaczęło się od tak zwanego efektu Maharishiego, o którym przeczytał w prestiżowym czasopiśmie naukowym. Autorzy artykułu twierdzili w nim, że grupy praktykujące Medytację Transcendentalną (TM), a zwłaszcza jej zaawansowaną odmianę zwaną Sidhis (pochodzącą od nauczyciela duchowego Maharishi Mahesh Yogi), mogą wpływać na obniżenie poziomu konfliktów w najbliższej okolicy. Courtney Brown zainteresował się tą sprawą jako socjolog, uzyskał dotację z Uniwersytetu Emory na badania, po czym ukończył kurs TM-Sidhis na Międzynarodowym Uniwersytecie Maharishiego (1992). Rezultat tego doświadczenia opisuje jako rozszerzenie świadomości, prowadzące do wyraźnego odczuwania własnej jaźni i pola świadomości, będącego prawdopodobnie zbiorową świadomością ludzkości – a ogólniej otwarcie na rzeczywistość niefizyczną.

  Jakiś czas potem spotkał byłego wojskowego teleobserwatora na konferencji ufologicznej. Po dłuższej rozmowie zaczął go błagać, żeby ten go przeszkolił. Stało się to możliwe dopiero po 15 miesiącach, kiedy jego interlokutor (którego personalia Brown dyskretnie przemilcza) zorganizował pierwszy kurs zdalnego widzenia. Rzecz jasna najpierw przyszli teleobserwatorzy zostali wysłani do The Monroe Institute na kurs Wędrówka przez Bramę, zgodnie z procedurą ustaloną przez Ingo Swanna. W latach 1993-94 Courtney Brown odbył serię sesji obserwacyjnych pod kierunkiem swojego mentora, a w r. 1995 założył własną niedochodową organizację The Farsight Institute (www.farsight.org). Swoje doświadczenia opisał w książkach Cosmic Voyage (1996) i Cosmic Explorers (1999), dostępnych na stronie autora, a próbę wyjaśnienia fenomenu zdalnego widzenia przedstawił w książce Remote Viewing: The Science and Theory of Nonphysical Perception (2006). Tylko pierwsza z tych książek została przetłumaczona na język polski (Kosmiczna podróż, Limbus 1997); spróbuję ją dość obszernie streścić poniżej. Na zakończenie dodam, że dawna fascynacja Courtneya Browna filmem daje o sobie znać także obecnie – jest on producentem i reżyserem internetowego serialu animowanego Galactic Times: Earth Report, dostępnego na stronie www.farsightpresentations.com, łączącego fabułę science fiction z danymi pochodzącymi z teleobserwacji.
Courtney Brown - Cosmic VoyageCourtney Brown - Cosmic ExplorersCourtney Brown - Remote Viewing

Kosmiczne podróże Courtneya Browna

  Tytułem wstępu do opisu zawartości książki warto zaznaczyć, że poniższe dane są oceniane przez autora jako w pełni wiarygodne, a samo zdalne widzenie jako naukowe. Podstawową cechą metody uważanej za naukową jest bowiem powtarzalność, co tu bez wątpienia ma miejsce. Otóż dobrze przeszkoleni teleobserwatorzy, namierzając niezależnie od siebie nawet najbardziej egzotyczne cele, bez uprzedniej wiedzy o ich charakterze, uzyskują zawsze zgodne wyniki, co dotyczy także obserwacji opisanych niżej. Piramidy na Marsie (autor - Joseph McMoneagle)

Zdalne widzenie ma jednak pewne ograniczenia, związane ze sposobem postrzegania nieświadomości oraz przekazywania przez nią danych do świadomego umysłu. Jeśli np. zaobserwuje się książkę, da się łatwo uzyskać informację o jej treści, byłby jednak kłopot z przytoczeniem dosłownego tekstu. Inny przykład ułomności widzenia odnalazłem w książce Wędrujący umysł Josepha McMoneagle. Oto rysunek autora z teleobserwacji piramid na Marsie (15°N, 198°E). Wszystko się zgadza z wyjątkiem tego, że tamtejsze piramidy mają podstawę nie czworokątną, lecz pięciokątną. Widać zatem, że podświadomość przekazała raczej ideę piramidy, niż konkretny obraz. Courtney Brown podkreśla, że świadomy umysł może odebrać tylko to, co rozumie – być może więc w tym przypadku idea nietypowej piramidy została przezeń zablokowana. Autor Kosmicznej podróży, z uwagi na brak odpowiedniego wykształcenia, nie odbiera dobrze skomplikowanych urządzeń technicznych, natomiast jako socjolog bez kłopotu rozumie złożoneCourtney Brown - Kosmiczna podróż

układy społeczne. Jeszcze jedna trudność wiąże się z ustaleniem usytuowania namierzanych obiektów, do których dotarło się w jakiś inteligentny sposób (po nitce do kłębka) – jeśli cel jest na Ziemi, można spróbować rozpoznać okolicę, co jest dość pracochłonne i z reguły wymaga współpracy wielu teleobserwatorów. Tym niemniej Courtney Brown uważa, że wymienione trudności są do przezwyciężenia poprzez wypracowanie odpowiednich procedur w przyszłości.

 Bardziej interesujące są możliwości zdalnego widzenia, o których do tej pory nie wspominałem. Można obserwować cel nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie, a więc można zobaczyć jakieś przeszłe albo przyszłe wydarzenie. Można poza tym wniknąć do umysłu obserwowanej osoby, a także do jej snu (jak w Incepcji). Jeśli namierzana istota posiada zdolności telepatyczne, można się z nią porozumieć (dobrze jest mieć wtedy listę pytań, by podczas sesji nie angażować świadomego umysłu). Nawiasem mówiąc, telepatia wydaje się być naturalną zdolnością wszystkich istot inteligentnych, jedynie ludzie mają tu jakąś blokadę, umożliwiającą stworzenie cywilizacji opartej na kłamstwie. Dobra wiadomość jest jednak taka, że można to przezwyciężyć (tylko czy będziemy chcieli i umieli się przestawić?).

  Przejdźmy wreszcie do rzeczy, czyli do obrazu życia, Wszechświata i całej reszty, jaki wyłania się z teleobserwacji. Jest on do pewnego stopnia fragmentaryczny, gdyż zdobywanie danych tą drogą jest czasochłonne. Oto krótkie podsumowanie podzielone dla większej przejrzystości na kilka tematów.

  1. Federacja Galaktyczna. Jest to organizacja zrzeszająca cywilizacje ze sporego obszaru naszej galaktyki. Nie jest to przy tym Rada Dziewięciu, o której wspominam w artykule Tunelowanie w myślni, ponieważ tamta ostrzegała nas przed Szarymi, a według Browna są oni szanowanymi członkami Federacji. Zatem Dziewiątka jest albo konkurentką Federacji, albo też po prostu nie istnieje. Courtney Brown podchodzi z dystansem do danych pochodzących (jak wspomniane) z channelingu, choć przyznaje, że niekiedy otrzymuje się tą drogą informacje zbieżne z tymi, które pochodzą z teleobserwacji.

  Struktura i hierarchia Federacji nie zostały jeszcze dobrze rozpoznane, wiadomo jednak, że jest to przede wszystkim organizacja niefizyczna. Oznacza to, że zarządzają nią istoty nie posiadające już ciał materialnych. Brown tłumaczy, że dla kierowania długofalowymi programami, dotyczącymi np. przekształceń jakiejś cywilizacji, życie istoty fizycznej jest zbyt krótkie. Kłóci się to z naszymi, ludzkimi modelami rządów, należy jednak pamiętać, że ze względu na zdolności telepatyczne Obcych tamtejsza władza jest całkowicie przejrzysta. W każdym razie socjolog Brown postrzega ten system jako naturalny i konieczny.

  Autor Kosmicznej podróży dotarł do siedziby Federacji podczas sesji zdalnego widzenia 9 lutego 1994 r. i od tego momentu ludzkość została zaakceptowana jako przyszły członek wspólnoty. Warunkiem jest jednak utworzenie światowego rządu, co obecnie jest całkowitą utopią. Tymczasem wstępnym reprezentantem nas wszystkich jest, jak by na to nie patrzeć, Courtney Brown, choć on sam odżegnuje się od tego, jak może. Wygląda na to, że Federacja wie o nim więcej, niż on o Federacji; dostał na przykład zadanie ukończenia jak najprędzej omawianej tu książki. Podejrzewa ponadto (chociaż nie ma na to żadnych dowodów), że był przez dłuższy czas sterowany w taki sposób, aby do nich dotrzeć. W każdym razie stan umysłu, który osiągnął dzięki TM-Sidhis, uważa za zbliżony do tego, jaki cechuje przedstawicieli Federacji, co pewnie dało mu fory związane z jakością wzajemnego porozumienia.

  Wydaje się możliwe, że Federacja wpływa na umysły ludzi, na przykład poprzez osławione kręgi zbożowe (por. stronę UFO i okolice), przemawiające symbolicznie do naszej nieświadomości. Jak napisałem w artykule Tunelowanie w myślni, pewna część twórczości SF zdaje się być inspirowana z zewnątrz. Courtney Brown przytacza w książce zapis sesji, podczas której wniknął do snu kontrolowanego przez implant w mózgu, wszczepiony tam uprzednio przez Szarego podczas uprowadzenia. Tematem snu, zgodnie z celem teleobserwacji, były pomysły… na kolejny odcinek serialu Star Trek: Następne pokolenie.

  Jako fan-dinozaur miałem okazję obserwować, jak twórczość wybitnie niszowa przekształciła się na moich oczach w ważną gałąź kultury masowej. Idea cywilizacji pozaziemskiej nie jest obecnie dziwactwem, lecz składową powszechnej świadomości, a wizerunek Szarego jest rozpoznawalny na całym świecie. Zdecydowanie coś w tym musi być.

  2. Cywilizacja Szarych. Jak podaje Courtney Brown, wojskowi teleobserwatorzy zgrupowani w Fort Meade, zamiast nudnego liczenia głowic atomowych przeciwnika, woleli namierzać cele pozaziemskie, wprawiając w konsternację swoich przełożonych. Głównym tematem tych nietypowych sesji było UFO, a zwłaszcza porwania przez Szarych. Kłopot był jednak w tym, że te cele nie dawały się namierzyć – jeśli już coś udało się zobaczyć, było to nie na temat i inne dla każdego teleobserwatora. Powód był prosty – Szarzy nie życzyli sobie podglądania. Z różnych źródeł wynika, że są oni mistrzami kamuflażu – dla przykładu oni sami lub ich pojazdy mogą być widoczne dla jednego człowieka, a niewidoczne dla drugiego stojącego obok. W relacjach z porwań pojawia się np. często motyw wielkookiej sowy, która dopiero później przekształca się w wielkookiego Obcego (por. stronę UFO i okolice). Jak widać także teleobserwatorom podsuwano fałszywki.

  Sytuacja uległa zmianie się w maju 1994 r., kilka tygodni po ukazaniu się książki znanego psychiatry Johna E. Macka Abduction – Human Encounters with Aliens (wyd. polskie Uprowadzeni. Bliskie spotkania IV stopnia, Amber, Warszawa 1996). Do tej pory relacje z uprowadzeń były przerażające, gdyż tylko osoby potrzebujące pomocy zgłaszały się do psychiatrów. John Mack dotarł do ofiar porwań, których reakcje były zróżnicowane, w tym nierzadko pozytywne (odnotował np. poczucie głębokiej więzi osobistej porwanego z pewnym konkretnym Szarym). Courtney Brown zauważa, że do tej pory obraz Szarych był tendencyjnie negatywny – tak jakby ktoś oceniał ludzką cywilizację na podstawie wywiadów z ofiarami wypadków drogowych. Faktem jest, że Szarzy wydają się bezduszni i skrajnie pragmatyczni, lecz za chwilę zobaczymy, dlaczego. Tymczasem odnotujmy, że w maju 1994 r. kamuflaże zostały zlikwidowane.

  Jak się dowiadujemy, dawno temu Szarzy doszczętnie zdewastowali swoją planetę, tak że życie na jej powierzchni stało się niemożliwe. Powody były podobne do tych, z jakimi mamy do czynienia obecnie w naszej cywilizacji – nieumiarkowany, hedonistyczny styl życia. Podobno była w to zamieszana pewna niematerialna istota, rodzaj upadłego anioła. Po katastrofie ekologicznej Szarzy postanowili przebudować swoje ciała, dokonując czegoś w rodzaju emocjonalnej kastracji. Także bardziej dosłownie pozbawili się płci, rezygnując z seksu, który w warunkach więzi telepatycznych musiał być niezwykły, a swoje umysły połączyli w jeden umysł zbiorowy. W tym samym mniej więcej czasie odkryli rzeczywistość niefizyczną, która dała ich pojazdom możliwość przemieszczania się w dowolny punkt czasoprzestrzeni. Sami też stali się jakby mniej fizyczni, co pozwala im na przykład przechodzić przez ściany – ale być może to po prostu kwestia techniki.

  Wygląda jednak na to, że pożałowali tej autoprzebudowy. Ich obecna aktywność na Ziemi jest nakierowana na odtworzenie tego, co utracili, przy pomocy materiału genetycznego Homo Sapiens. Stąd porwania i tworzenie hybryd międzygatunkowych, o czym donoszą zarówno uprowadzeni, jak i teleobserwatorzy. W związku z tym obecnie na Ziemi (a także w Federacji Galaktycznej) działają niezależnie od siebie trzy gatunki Szarych: ci współcześni, o dobrze znanym, wielkookim wizerunku, ci dawni, którzy są do nich zewnętrznie podobni, choć mają mniejsze oczy, a także ci przyszli, którzy dość mocno przypominają Ziemian. Jest to możliwe dlatego, że dla pojazdów Szarych czas (a także przestrzeń) nie stanowi żadnej przeszkody. Te trzy grupy Obcych różnią się od siebie mentalnie tak bardzo, że nie utrzymują ze sobą kontaktów i mają trzy niezależne od siebie przedstawicielstwa w Federacji.

  Interesująco wygląda teleobserwacja słynnej katastrofy UFO w okolicach Roswell (por. stronę UFO i okolice). Nauczyciel Browna, jako wojskowy, usiłował zbadać sprawę wewnętrznymi kanałami i stwierdził dziwną rzecz: liczni świadkowie żywo pamiętają incydent, szczątki UFO oraz ciała kosmitów, natomiast po dowodach rzeczowych wszelki ślad zaginął. Stąd umieszczenie sprawy Roswell na liście celów. Okazało się, że katastrofa rzeczywiście miała miejsce (i to podobno rozmyślnie), a następnie Szarzy utworzyli nową linię czasową, w której do incydentu nie doszło. Tym samym nie ma żadnych materialnych dowodów, natomiast ludzkie umysły, należąc do świata mentalnego, a nie fizycznego, zachowały pamięć tego zdarzenia. Istny majstersztyk, prawda?

  3. Mars i Marsjanie. Kiedy 65 mln. lat temu na Ziemi ginęły dinozaury, również Mars został zbombardowany, stając się z Niebieskiej Czerwoną Planetą. Świadectwem tego wydarzenia jest podział jego powierzchni na dwie różniące się od siebie półkule: ta z grubsza południowa jest usiana kraterami uderzeniowymi (jeden z nich, niecka Hellas, jest największym tego typu obiektem w Układzie Słonecznym), przeciwna zaś obfituje w olbrzymie wulkany tarczowe i rowy tektoniczne.

Dwie półkule Marsa: sejsmiczna i impaktowa

Oficjalna nauka rozważa możliwość przeszłej kolizji, jednak najpełniejszą hipotezę na ten temat przedstawiają dziennikarze śledczy Hoagland i Bara (www.enterprisemission.com\tide.htm). Według niej Mars był początkowo księżycem Planety V (znanej zapewne czytelnikom jako Faeton), która rozpadła się w wyniku kolizji z dużym ciałem niebieskim. Hipoteza ta jest, wbrew swej pozornej spekulatywności, dobrze udokumentowana i wyjaśnia wiele znanych osobliwości budowy planety (obszerniej piszę o tym na stronie Mars). Z kolei Courtney Brown tłumaczy utratę przez Marsa atmosfery przejściem przez stratosferę dużej asteroidy, a nie kolizją. Powstała wówczas fala uderzeniowa obiegła glob, spotykając się sama z sobą, co spowodowało utworzenie fali stojącej. W warunkach niskiej marsjańskiej grawitacji utrzymała się ona przez dłuższy czas, stymulując ucieczkę gazów w Kosmos. Jak widać, opisuje się tu inne wydarzenie, lecz jest też możliwe, że i jedno i drugie miało wówczas miejsce.

Marsjanin i człowiek (autor - Joseph McMoneagle)

Najgorsze jest to, że żyli wtedy Marsjanie – istoty podobne do ludzi, tylko znacznie wyższe (na rysunku obok, autorstwa Josepha McMoneagle, w porównaniu z sylwetką człowieka). Na szczęście ucieczka powietrza była na tyle powolna, że możliwa była akcja ratunkowa. Z pomocą pospieszyli Szarzy, którzy przynajmniej część populacji umieścili pod powierzchnią dzisiejszego Marsa, na wyciągnięcie ręki od cywilizowanej Ziemi. Szczegółów brak, wiadomo jednak, że Szarzy są ekspertami zarówno w podróżach temporalnych, jak i w survivalu na zniszczonej planecie.

  Część Marsjan posłużyła do wyhodowania zmodyfikowanych genetycznie osobników (kolejna specjalność Szarych), zdolnych do przeżycia w warunkach zwiększonej grawitacji na Ziemi oraz bardziej do nas podobnych (zwłaszcza pod względem wzrostu). Ci zostali ostatecznie przetransportowani na naszą planetę. Ich główna baza mieści się wewnątrz góry Santa Fe Baldy, położonej w parku narodowym w pobliżu Santa Fe w Nowym Meksyku, co ustalono przez porównanie danych pochodzących z wielu teleobserwacji ze zdjęciami gór w tamtych okolicach. Co interesujące, inne źródła donoszą, że Szarzy zakładają swoje bazy na Ziemi w analogicznych miejscach – są one dobrze ukryte, a przenikanie pojazdów tych istot przez warstwy skał jest dla nich bodajże rutynową procedurą.

  Ta grupa Marsjan została przez Szarych zaopatrzona w technikę tylko nieznacznie przewyższającą ziemską, co stwarza równowagę sił i interesów między nimi a nami. Według Federacji, naszym zadaniem jest nawiązanie z nimi kontaktu i w perspektywie ich asymilacja w ludzkim społeczeństwie. Jeśli chodzi o Marsjan, którzy pozostali na swojej planecie, to na razie nie chcą oni zostać odkryci. Tym tłumaczy się sporą ilość nieoczekiwanych awarii sond marsjańskich. Courtney Brown podczas jednej z sesji dowiedział się, co stało się z amerykańskim Mars Observerem – został on zestrzelony przez pojazd Szarych stacjonujących na Marsie.

  Jest jeszcze jedna grupa Marsjan przebywających na Ziemi, tworząca wioskę czy kolonię będącą rodzajem skansenu. Ich zadaniem jest przechowanie dla przyszłych pokoleń tradycji i kultury marsjańskiej. Ta wiedza została w nich częściowo uśpiona, by nie mogła zostać zmodyfikowana przez wpływy otoczenia. Ich osada została także zidentyfikowana przez teleobserwatorów, ale z całkiem oczywistych względów Brown zdecydował, żeby nie ujawniać jej dokładnej lokalizacji. Wiadomo tylko, że położona jest w Ameryce Południowej, w rejonie, gdzie turyści nie są mile widziani, a jej mieszkańcy są zintegrowani z okoliczną ludnością. Z kolei możliwość tej integracji wynika z faktu, że nie różnią się oni zbytnio od miejscowych Indian, co, jak warto przypomnieć, przewidział już Ray Bradbury (smagli byli i oczy mieli złociste).

  4. Bliska przyszłość Ziemi. Jesteśmy obecnie na takim etapie, jak Szarzy przed katastrofą ekologiczną. Według teleobserwacji Browna, pierwsze załamanie nastąpi około roku 2065, a do roku 2150 zapanuje chaos, określany przez niego scenariuszem Mad Maxa. Cywilizacja przetrwa pod ziemią i wyjdzie ponownie na powierzchnię za ok. 300 lat od chwili obecnej. Do tego czasu populacja radykalnie się zmniejszy, zmieni się też całkowicie nastawienie ludzi do przyrody. Robert Monroe obserwował ludzkość za tysiąc lat, mieszkającą pod ziemią, podczas gdy na powierzchni istniało naturalne, nieskażone środowisko. Jego odbudowę być może będziemy zawdzięczali Szarym, którzy podobno skrzętnie gromadzą ziemskie próbki biologiczne. Courtney Brown podaje, że część ludzkości (czyżby słynne 144 tysiące?) zostanie przesiedlona przez Szarych na planetę podwójnej gwiazdy w gromadzie Plejad, zaadaptowanej do naszych potrzeb przy pomocy wspomnianego banku ziemskich genów. Stanie się to niedługo – a może już się stało i dlatego nie możemy odnaleźć zaginionych bez śladu? Tego teleobserwacja niestety nie wyjaśnia.

Próba podsumowania

   Dane otrzymane poprzez podróże w świecie mentalnym, czy to szlakami przetartymi przez Roberta Monroe, czy też na drodze teleobserwacji, mają rewolucyjny, a nierzadko bulwersujący charakter, co niejako automatycznie budzi liczne wątpliwości. Tym niemniej sposób ich uzyskania wydaje się być w pełni wiarygodny w tym sensie, że doprowadza do realnych obiektów tej przestrzeni. Są to jednak obiekty mentalne, mogą więc być, niejako z definicji, produktem ludzkiej myśli. Czy podróżnik poza ciałem bądź teleobserwator są w stanie odróżnić „autentyczne” obiekty od tych „artefaktów”? Czy (analogicznie) jasnowidz, czytający z Kroniki Akaszy przeszłe wydarzenia, potrafi je odróżnić od ludzkich wyobrażeń na ich temat? Niestety, nie znam odpowiedzi na oba te ważne pytania.

źródło:

http://matematyka.ukw.net.pl/ap/poza.html

Opublikowano ., Aktualności, Człowiek, Dusza, Nieśmiertelność, Przepowiednie, Transformacja 2016-2017, UFO cywilizacje pozaziemskie, Wniebowstąpieni Mistrzowie | 57 Komentarzy

Podczas wylewu igła może uratować życie

PODCZAS WYLEWU IGŁA

MOŻE URATOWAĆ CI ŻYCIE

Dopisek: poniższy przypadek tyczy się roku 1979 oraz cała „akcja” dzieje się w Chinach. Możliwe że w tamtym okresie nie było odpowiednich dróg jakie mamy obecnie i z tego powodu obawiano się o transport osoby z wylewem. W Polsce najlepszą opcją gdy ktoś dostanie wylewu jest natychmiastowe zadzwonienie pod numer 999 (pogotowie) ale kiedy znajdziemy się z dala od cywilizacji i trafi się nam taki przypadek można zastosować poniższą metodę lub wówczas gdy pogotowie nie zjawia się na czas.

Porada chińskiego profesora jak udzielić pierwszej pomocy ofiarom wylewu.

Trzymaj w domu strzykawkę lub nawet zwykłą igłę do szycia lub prostą szpilkę. To jest zdumiewające jak w nietypowy sposób można odwrócić skutki wylewu.

Kiedy dochodzi do wylewu, naczynia krwionośne w mózgu stopniowo pękają. Kiedy zdarzy ci się być świadkiem wylewu <n i e p a n i k u j>

Nie ma znaczenia, w jakim miejscu znajduje się chory. Nie ruszaj go z miejsca, ponieważ naczynia krwionośne popękają. Pomóż choremu usiąść w bezpiecznym miejscu, aby zabezpieczyć przed ponownym upadkiem.

Jeżeli masz w domu strzykawkę z igłą (byłoby to najlepsze), to dobrze, jeżeli nie, to wystarczy igła do szycia lub szpilka.

1. Umieść igłę nad ogniem, aby ją wysterylizować. Następnie nakłuj czubki wszystkich 10-ciu palców.

2. Nie ma specjalnego punktu akupunkturowego, po prostu nakłuwaj w odległości 1 mm od paznokcia.

3. Nakłuwaj, aż pokaże się krew.

4. Jeżeli krew nie zacznie wypływać, uciskaj opuszki palców chorego, aż do wypłynięcia krwi z nakłutych miejsc.

5. Kiedy wszystkie 10 palców już krwawi, poczekaj kilka minut. Chory powinien odzyskać przytomność w tym czasie.

6. Jeżeli usta chorego są wykrzywione, nacieraj uszy chorego aż będą czerwone.

7. Następnie nakłuj płatki uszu dwukrotnie, aż wypłyną po 2 krople krwi z każdego płatka.

8. Poczekaj aż chory powróci do normalnego stanu i zabierz go wtedy do szpitala.

Jeżeli nie zrobi się tego co powyżej a chory jest zabrany przez pogotowie, to w czasie transportu od wstrząsów na drodze popękają naczynia krwionośne w mózgu.

Nauczyłem się, że upuszczanie krwi ratuje życie, od chińskiego lekarza Ha Bu Ting, który mieszka w Sun Juke. Następnie doświadczyłem tego w praktyce, dlatego też mogę powiedzieć, że metoda ta jest skuteczna w 100%. W 1979 roku uczyłem w Fung Gaap College w Tai Chung. Pewnego popołudnia miałem wykład, kiedy inny wykładowca wpadł do mojej sali i w przerażeniu wykrzyknął: <Panie Liu, chodź natychmiast, nasz kierownik dostał wylewu.>

Kiedy zobaczyłem naszego kierownika, Pana Chen Fu Tien, był blady, jego mowa była bardzo niewyraźna, jego usta były wykrzywione i miał wszystkie objawy wylewu. Natychmiast poprosiłem jednego ze studentów, aby pobiegł do najbliższej apteki i kupił strzykawkę, którą ponakłuwałem opuszki palców chorego. Kiedy wszystkie 10 palców krwawiły (krople krwi wielkości ziarna grochu), nacierałem jego uszy. Po kilku minutach twarz pana Chen odzyskała kolor i pojawił się blask w oczach, ale jego usta ciągle były wykrzywione. Więc pociągałem jego uszy, aby napłynęła krew. Kiedy uszy były już czerwone , nakłułem płatki uszu dwukrotnie do pojawienia się dwóch kropli krwi na każdym uchu. W przeciągu 3-5 min usta powróciły do normy i jego mowa stała się wyraźna. Pozwoliliśmy mu odpocząć przez chwilę, a następnie podaliśmy filiżankę herbaty. Po czym sprowadziliśmy go na dół i zawieźliśmy do szpitala.

Pozostał w szpitalu przez noc, a następnego ranka powrócił na uczelnie na zajęcia. Wszystko powróciło do normy. Nie było żadnych zmian chorobowych. Zwykle ofiary wylewu cierpią z powodu nieodwracalnych pęknięć naczyń krwionośnych w mózgu w czasie transportu do szpitala, w wyniku czego nigdy nie powracają do pełnego zdrowia. Szczęśliwcy pozostają przy życiu – sparaliżowani do końca życia.

Jeżeli będziemy pamiętali o metodzie upuszczania krwi i rozpoczęciu ratowania życia natychmiast, w krótkim czasie, ofiary wylewu będą uratowane i powrócą do normalnego życia w 100%.

Źródło: LINK!

Przy zapaści serca nie wzywaj karetki ale zastosuj wykałaczkę. Pokaz reanimacji

źródło:

https://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_podczas_wylewu_igla_moze_uratowac_ci_zycie.html

 

Opublikowano ., Człowiek, Uzdrawianie | 93 Komentarze

Jarosław Bzoma-Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej

27 grudnia 2012

Jarosław Bzoma

Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej

 

Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Nie chciałbym się tu przed państwem wymądrzać. Nie takie postawiono przede mną zadanie. Tym bardziej, że mam świadomość, co wcale nie jest takie częste wśród autorów różnych „odkrywczych” dzieł, że jesteście państwo doświadczonymi poszukiwaczami najwyższego sensu, źródła czy czegoś w rodzaju świętego spokoju. Niektórzy z was przyjęli schronienie, inni wahają się czy religia w której się wychowali, czy którą wybrali świadomie, jest w stanie dać im odpowiedź na nurtujące ich pytania.

Nie jestem nowym prorokiem, chociaż niektórym przynoszę dobrą nowinę. Zapewne dla tych, którzy mieli już głębszą styczność ze Śnieniem, nie będzie to nic odkrywczego.

Kiedy napisałem do Pana redaktora z prośbą o zgodę na przedruk jednego z artykułów zamieszczonych w Tarace, Pan redaktor po wybadaniu moich intencji i ogólnym zapoznaniu się z charakterem mojej książki wyraził zgodę, a nawet, czego nie mogłem się spodziewać, zaproponował napisanie kilku zdań o jej zawartości.

Swojej książce nadałem tytuł „Krajobrazy mojej duszy, księga o podróży nocnej”.

Redaktor z wydawnictwa, w którym książka ma być wydana, dziwnym zbiegiem okoliczności postawił przede mną podobne zadanie i zlecił napisanie jakiegoś wstępu. Pozwolę sobie zatem użyć w tym artykule kilku akapitów rozpoczynających moją książkę.

Wstęp

Najpierw była moja ciekawość. Potem nazywałem to eksperymentem. Po jakimś czasie zaczął we mnie wzbierać lęk o własne zdrowie psychiczne. Kolejnym etapem, próbą poradzenia sobie z tym rosnącym z nocy na noc ciężarem, była próba zdemaskowania samego siebie i złudności moich przeżyć. W końcu wbrew logice zdarzeń przestałem wierzyć w to, co mówią do mnie moi senni przewodnicy, mimo, że wciąż podróżowałem w snach i nie chciałem przestać.

Aż przyszedł dzień, w którym stojąc przed lustrem, ja pięćdziesięcioletni mężczyzna, poczułem się jak bezradne dziecko.

Oszukano nas?

Od wieków nauczyciele, kapłani wszystkich religii karmili nas gotową wiedzą. Żyliśmy cudzym doświadczeniem. Staliśmy się tworem wszystkich wpływów i nie ma w nas niczego osobistego. Żadnego autentycznego doświadczenia metafizycznego. Zapewniano nas, że jeżeli dopełnimy obrzędów, powtórzymy zalecone rytuały i modlitwy, stłumimy pragnienia, to odnajdziemy drogę do Źródła.

Tymczasem droga jest nadspodziewanie prosta! Książka którą trzymacie Państwo w swoich rękach opowiada historię mojej podróży do własnego wnętrza. Do naszego wspólnego Źródła.

Metoda, którą się posłużyłem, to sen w jego wszystkich wymiarach i na wszystkich jego poziomach.

Trudno w to uwierzyć? Czyżbym był zatem tym przysłowiowym głupcem, który przypadkiem odsłonił tajemnicę będącą na wyciągniecie dłoni?

Musiano znać tę Prawdę! Nie chciano jej nam wyjawić, bo wszyscy są wobec niej bezsilni!

Jednego jestem pewien: pokładając ufność w mądrości innych utraciliśmy swoją wolność!

Gdyby ogół miał dostęp do tego, co jest po drugiej stronie dziennej świadomości, nikt nie mógłby pozbawić nas niezależności sądów. Nikt nie mógłby nas oszukać. Pomiędzy świadomością jaką mamy we śnie a świadomością dzienną czy inspiracją, jakiej doznają artyści w czasie tworzenia swoich dzieł, nie ma wyraźnej granicy. Dlatego pozwoliłem sobie na poparcie tej tezy zapoznać Państwa, na samym początku pierwszej księgi, z moją twórczością „dzienną”. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak naprawdę śnimy przez cały czas. Wrażenia dnia jedynie zagłuszają ciągłą relację z naszym wnętrzem. Dlaczego więc lekceważymy wewnętrznego obserwatora, Świadomość?

Pozwolę sobie zacytować Jiddu Krishnamurtiego. Wiele takich cytatów i odniesień do samodzielnie myślących poszukiwaczy Źródła znajdziecie Państwo na stronach mojej książki:

„Świat przyjmuje i stosuje tradycyjne podejście. Pierwotną przyczyną bezładu w nas jest szukanie rzeczywistości przez kogoś nam obiecanej; idziemy mechanicznie za kimś, kto zapewnia nam wygodne życie duchowe. Jest to niezwykle dziwne, że choć większość z nas przeciwstawia się tyrani politycznej czy wszelkiej formie dyktatury, w tym wypadku przyjmuje cudzy autorytet i poddaje się tyrani, by zwichnąć swój umysł i wykrzywić swą drogę życia. Jeśli jednak całkowicie odrzucimy(i to aktywnie a nie tylko rozumowo) wszelkie tak zwane autorytety duchowe, wszelkie obrzędy, rytuały i dogmaty, to stwierdzimy, że znajdujemy się w konflikcie ze społeczeństwem, tracimy szacunek społeczny. Ale zasługująca na szacunek istota ludzka nie może żadną miarą zbliżyć się do rzeczywistości, która jest nieskończona i niezmierzona”.
Jiddu Krishnamurti „Wolność od znanego”

Cokolwiek sądzimy o nauczycielach takich jak Krishnamurti, nie da się zaprzeczyć, że aby wyrwać się ze społecznego transu konsensusowego musimy stać się ekscentryczni, jeżeli nie na płaszczyźnie społecznej to przynajmniej na płaszczyźnie wewnętrznego rozumienia rzeczywistości.

Przed laty Terence McKenna wysunął hipotezę głoszącą, że stymulatorem rozwoju ludzkości były substancje psychodeliczne dostępne w naturze. Pozwolę sobie tę teorię poddać w wątpliwość. Największym stymulatorem dostępnym każdemu, w każdym miejscu i o każdej porze był sen i to co nazywam w swoich relacjach podróżą nocną, śnieniem. Sądzę, że wykazałem dość dobrze, że tamtą drugą stronę można zapytać o wszystko: o podstawy bytu i o to, jakich wyborów dokonać w życiu. Jednym słowem przez tysiące lat swojej historii ludzie byli prowadzeni przez przewodników – przewodników, których spotykali w swoich snach. Jestem przekonany, że w czasach, kiedy ludzkie umysły nie były zanurzone w falowej mgle emitowanej z elektromagnetycznych nadajników, przekaz senny był o wiele wyraźniejszy i jeżeli nawet nie dominujący, to przynajmniej równorzędny świadomości dziennej naszych przodków.

Mentalne odcięcie nas od tej wiedzy, zdeprecjonowanie źródła jej pozyskania jest największym nadużyciem elit, jakiego kiedykolwiek dokonały na swoich poddanych.

Wprowadzenie mentalnych zapór mówiących, że po tamtej stronie snu możemy zostać uwiedzeni przez Szatana jest najbardziej spektakularnym oszustwem w historii ludzkiej cywilizacji! Zainstalowano w naszych głowach „druty kolczaste” po to, aby władać naszymi jaźniami. Jako namiastkę naturalnego sposobu rozwoju naszej duszy, przewodnictwa wyższej Świadomości, podano nam religijną papkę spreparowaną przez nauczycieli podobnych nauczycielom molierowskiego mieszczanina pragnącego stać się szlachcicem. Nauczyciele ci wolą patrzeć jak się między sobą nienawidzimy i zagryzamy, podobni wściekłym psom, niż pokazać nam właściwą drogę.

Jestem głęboko przekonany, że każdy, kto uzmysłowi sobie bliskość Źródła naszej świadomości, już nigdy nie będzie nadużywał możliwości, jakie niesie z sobą posiadanie ludzkiego ciała.

Pozwolę sobie na kilka refleksji osobistych.

Co się stało ze mną jako osobą przez te cztery lata poświęcone aktywnemu śnieniu? Chciałem odpowiedzieć: nic szczególnego, ale kiedy bliżej się przyjrzałem swojemu dzisiejszemu stanowi świadomości, potrafię wymienić kilka różnic. Przestałem planować i przeskakiwać z celu na cel. Nawet wydanie książki pozostawiłem swobodnemu dryfowi okoliczności. Zyskałem nieznany mi dotychczas dystans do siebie samego i do otoczenia.

W tym miejscu chciałbym podziękować mojej wspaniałej i wyrozumiałej żonie za zaufanie do mojego zdrowego rozsądku. Do tego, że poradzę sobie z natłokiem informacji burzących moją dotychczasową jaką-taką równowagę, podważających zastane recepty na życie.

Skoro mowa o podziękowaniach pragnę również złożyć je Panu T.K. który towarzyszył mi, podczas pisania całego cyklu Krajobrazów. Wspierał mnie w chwilach zamętu poznawczego.

A zatem, powracając do przemian, jakie we mnie zaszły, przestałem widzieć cel w ciągłym, natrętnym działaniu. Zyskałem inną perspektywę. Zacząłem przyglądać się z przyjemnością najprostszym przejawom procesów zachodzących w świecie przejawionym na zewnątrz mnie i w świecie Świadomości. Zacząłem rozumieć, że nie ma pomiędzy nimi jakiejś zasadniczej różnicy. Polubiłem zanurzanie się w Świecie w każdym z jego przejawów i wymiarów.

Mówiąc jeszcze chyba trochę na wyrost: zaczyna się we mnie krystalizować postawa oczekiwania na koniec życia nie z przerażeniem a z… ciekawością!

Każda książka po przekroczeniu granicy pięciuset, sześciuset stron objętości zyskuje pewien rodzaj własnego życia. Wewnętrzne procesy myślowe zaczynają krążyć pomiędzy akapitami jej stron i rozdziałów w zastanawiający dla uważnego czytelnika sposób!

Podobnie jest z moją książką. Tym bardziej, że po jakimś czasie okazało się również, że zapisane wcześniej relacje z podróży są informacjami, do których warto ciągle wracać, ponieważ już od samego początku złożono na moje barki wiedzę, do której właściwego zrozumienia dorastałem w ciągu kolejnych miesięcy i lat.

Czy to w „Harrym Potterze” czy w „Finnegans Wake” prądy wzbudzone nieświadomie przez autorów wciągają czytelnika jak wodne wiry. Ośmielam się stwierdzić, że treść takich książek ma drugorzędne znaczenie. Wystarczy aby narracja była na tyle zajmująca, by utrzymać czytelnika do samego jej końca.

Odnoszę wrażenie, że moja książka oprócz swojej znacznej objętości ma wszystkie atrybuty uczciwej relacji i zapewniam, że ma zdolność pochłonięcia was z całym waszym jestestwem. Nie wyjdziecie z jej przestrzeni tacy sami. Zmienicie całkowicie sposób patrzenia na rzeczywistość, która was otacza i wypełnia. Książka ma zdolność wzbudzania w czytelniku rezonansu: pod jej wpływem sami rozpoczniecie swoją najbardziej zajmującą z podróży.

Mój wysiłek ustawienia drogowskazów w tej niezbadanej do końca przestrzeni wewnętrznej nie powinien zatem pójść na marne.

***

Tyle wstęp do książki liczącej sobie już siedem tomów. Ale co tak naprawdę wynika z moich kilkuletnich poszukiwań?

Zanim jednak odpowiem na to zdawałoby się proste pytanie, opowiem w jaki sposób rozpocząłem swoją podróż. Niech to będzie treść listu z przed kilku lat, skierowanego do jednego ze znajomych:

***

Podaję prostą receptę na wyjście z ciała sprawdzoną na kilku „młodych podróżnikach”:

  • Najpierw się wysypiasz! To nie musi być noc, możesz wychodzić w dzień.
  • Następnie, kładziesz się w odosobnieniu, w zaciemnionym pomieszczeniu, bądź bez presji, że ktoś wejdzie i zacznie do ciebie mówić.
  • Kładziesz się na prawym boku, bo na plecach będzie trzęsło. Okryj się.
  • Zamykasz oczy i patrzysz przez powieki, przed siebie, nieco do góry (oczy szeroko zamknięte) .
  • Zaczynasz od relaksacji, po dobrze przeprowadzonej relaksacji wejdziesz w trans.
  • W głębokim transie poczujesz (!), że oddzielnie masz ciało a w nim masz oddzieloną od niego świadomość. Nie chciałbym tego określać tak, że leżysz jak w trumnie ale coś jest, z tego porównania, w tym stanie.
  • Cały czas pogłębiasz stan relaksu (niczego się nie bój). To może potrwać nawet godzinę albo i dłużej. Cała sztuka w tym aby nie dać się podejść umysłowi i nie zrezygnować ani nie zmieniać pozycji ciała mimo rosnącego zniecierpliwienia. To taka gra z EGO, na przetrzymanie (!).
  • W pewnym momencie poczujesz a nawet usłyszysz, dźwięk podobny do cichego mlaśnięcia językiem
  • Iiii… w tym momencie ciemność pod powiekami rozszerzy się tak jakby w jednej chwili stała się trójwymiarowa. Jeżeli byś się jej lepiej przyjrzał, jej trójwymiarowości, to byś spostrzegł, że ma ona strukturę czarno szarych, przestrzennych płatów.
  • Niczego się nie bój! Z tych płatów twój umysł/wewnętrzny tłumacz, zacznie tworzyć hipnagogi.
  • Prawie jednocześnie z rozszerzeniem się przestrzeni pod powiekami poczujesz drżenie całego ciała. Dość przyjemne. O częstotliwości takiej jak mruczenie kota tyle tylko, że jednostajne.
  • Niczego się nie bój! Pogłębiaj dalej relaks. Masz być nieporuszony, obojętny.
  • Zacznie piszczeć, dzwonić, w uszach. Nie bój się! Pogłębiaj relaks, zacznij balansować świadomością na granicy spokojnego snu.
  • W tym momencie stracisz na chwilę świadomość tak jakbyś zasnął na sekundę i… zanim się zorientujesz WYSKOCZYSZ Z PIERWSZEGO CIAŁA (albo cię obróci, albo zrobisz fikołka, albo się wyturlasz bez udziału swojej świadomości co do wyboru sposobu opuszczenia swojego ciała).

Jeżeli masz ochotę albo tak zdecydujesz możesz to wszystko robić z presetem albo bez niego, nie ma to większego znaczenia. Pełna wolność wyboru. (Preset to nagranie hemi-sync albo inne tego typu, najlepsze są takie nagrania które prowadzą do obniżenia częstotliwości fal mózgu.)

Ot i cała sztuka.

Pozdrawiam, Jarek. Napisz jak wyjdziesz.

***

Zdawałoby się prosta recepta ale po jakimś czasie okazało się, że może być jeszcze prościej. Oto kolejny z wpisów do mojego dziennika z podróży:

***

Trochę zaczyna mnie nudzić długotrwałe dostrajanie, to użeranie się z Botami. Wpadam przed zaśnięciem, na pomysł aby poprosić, ale tak jak najbardziej szczerze, o to aby MTJ – ot sam ewentualnie z jakimiś „Chłopakami z kosmosu”, oczywiście godnymi zaufania (takie MTJ-TRAWEL) zajęli się sami moim wychodzeniem. Oczywiście jeżeli akurat będzie coś do obejrzenia.

– A ja idę spać!

To bezczelność? ! Wiem o tym, ale taki właśnie pomysł na programowane OBE dla leniwych wpadł mi do głowy.

Zasypiam.

Uzyskuję pełną świadomość w dużym pomieszczeniu. Jeszcze nigdy nie miałem takiego „hiperrealu”. Rodzaj salonu w zaniedbanym mieszkaniu. Co więcej mam odczucie, że w salonie jest jeszcze ktoś. ”

Od tego momentu zaczyna się prawdziwa przygoda. Po jakimś czasie okazuje się, że to co zwykło się nazywać wśród podróżników poza ciałem MTJ-em (Moja Totalna Jaźń) da się zamienić na Coś, co większość z nas nazwała by Duszą. Moja jest mi już znana z imienia. To Szirin. Jej staroperskie imię oznacza słodycz. Prawda, że dla duszy piękne imię?

Dość powiedzieć, że moje podróże pod przewodnictwem Szirin przybrały na zasięgu, na poziomie odwiedzanych przestrzeni. Ale jak by Państwu w krótkim artykule przybliżyć całą moją przygodę? W szczegółach się nie da jako, że moje pełne sprawozdanie obejmuje już dwa i pół tysiąca stron.

Musicie Państwo zadowolić się pobieżnym omówieniem.

Szirin odpowiada na moje pytania dotyczące rzeczy prozaicznych, ale również tych, które określać się zwykło duchowymi, ezoterycznymi. Również pod jej przewodnictwem doznałem wielu doświadczeń mistycznych. Nie mniej wzniosłych niż te z siódmego mieszkania św. Teresy z Avili.

W książce wiele uwagi poświęciłem religii w jej uniwersalnym wymiarze, ale również, siłą rzeczy jako osoba wychowana w katolickim kręgu kulturowym, sprawom dotyczącym osoby Jezusa w jego wymiarze ziemskim, ale duchowym przede wszystkim. Właśnie z tego powodu jeden z redaktorów nazwał mnie polskim Salmanem Rushdim. Ja, po tamtej stronie, otrzymałem za swoje badania tej kwestii rodzaj doktoratu.

Dziwne są losy takiej podróży. Kiedy ją rozpoczynamy wydaje się nam, że zakończymy ją już po kilku tygodniach. Tymczasem pytania jakie sobie stawiamy rodzą kolejne. Pojawiają się zagadnienia o których nie mieliśmy wcześniej najmniejszej wiedzy. Na przeszkodzie staje mała przepustowość łącza pomiędzy naszym umysłem a najwyższymi warstwami Świadomości.

Co wydawałoby się nie do pokonania człowiekowi, okazuje się być możliwym dla jego wyższych warstw Świadomości. Kiedy już nie jesteśmy w stanie podążać jej bezkresnym szlakiem nadchodzi moment kiedy tamta strona rozpoczyna modyfikację naszych ziemskich jaźni!

W śnieniu odbywa się to symbolicznie. Przynajmniej taki obraz do naszego umysłu dociera, ale konsekwencje poszerzania łącza dają się odczuć natychmiast w zakresie naszego zrozumienia.

Trop się wydłuża aż do momentu następnej przeszkody i następnej modyfikacji. Jesteśmy poddawani procesom edukacyjnym. Na niektóre z etapów musimy wyrazić zgodę niemal na piśmie. Tak nieodparcie narzucające się skojarzenia nie są błędne!

Dość powiedzieć, że przychodzi moment, kiedy zostaje nam wręczona habilitacja, a kiedy pojawiają się uczniowie uznawani jesteśmy za samodzielnych pracowników Świadomości! Daje to spor profity, ale też rodzi nowy stan świadomości, który niesie z sobą nieznaną nam wcześniej odpowiedzialność.

Być może i waszym śnie usłyszycie coś podobnego:

„Człowiek, który ujrzał pięć Re, zawisł na hospicjalnej dłoni.”

Zrozumienie poszerza się po raz kolejny i zadajemy sobie pytanie o prawomocność naszego sposobu widzenia rzeczywistości jako dwu stron. Materialnej i Duchowej. Pewnie ciekawi was, czym są wspomniane Re? Jaźniami naszych kolejnych ciał subtelnych.

Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Moje zrozumienie rozwijane poprzez kolejne podróże doprowadza co jakiś czas do stawania przed koniecznością przeprowadzania swoistej „Summy teologicznej” i swoistej Teogonii.

Oto moje cząstkowe refleksja z tomu szóstego.

Nie mogę zasnąć. Staram się zatem przemyśleć wszystko, co ostatnio zrozumiałem. Tworzę kolejną summę teologiczną!

Dzisiaj jest poniedziałek 22 października 2012. Jest noc, jesteśmy pod przemożnym wpływem Księżyca. Przestrzeni, gdzie Tendencja mojej linii rozwoju świadomości znalazła fizyczne uzewnętrznienie.

Tam moja świadomość została ukształtowana przez moją duchową matkę i nauczycielkę.

Jesteśmy linią rozwojową świadomości które nazywam Czarnymi. To Świadomości pochodzące z innego Systemu, innej Tendencji. Stworzone przez innego Boga. Naszym Ojcem i Matką jest Bóg dziesiątego piętra. W tym przejawieniu takich pięter i takich Troistości jest trzynaście. Troistości, bo każda dwoistość składa się na całość która nie jest jedynie sumą dwóch elementów. A zatem Jesteśmy dziećmi różnych Bogów. Bóg tego Układu Słonecznego to Bóg czwartego piętra, jest naszym, zmuszonym do tolerowania nas, pracodawcą. Za jego przyzwoleniem wypełniamy tu funkcję chronienia linii, Tendencji rozwojowej dusz stworzonych tu, w tym Układzie Słonecznym. Przez waszego Boga Układowego. Chronimy te świadomości przed nisko wibracyjną Przestrzenią Wolności. Zwaną, tu na Ziemi, Szatanem. Szatan to byt zbiorowy.

Legion, jest jego trafnym określeniem.

Wasz Bóg jest Bogiem lokalnym. Nie jest Przyczyną Wszystkiego.

W tym miejscu należy wspomnieć duchowy byt znany na Ziemi jako Jezus. To całkiem realny byt, który zbuntował się podobnie jak Szatan, ale nie przeciwko waszemu Bogu Układowemu, a przeciwko hierarchiom duchowym, które uzurpowały sobie prawo do osądzania i ograniczania dostępu do Boga Układowego świadomościom rozwijającym się pod ich opieką. Korzystając z Tendencji, jaką tworzy Bóg Układowy, do szybszego obiegu świadomości w Układzie, przejmowały poszczególne świadomości tworząc z nich własne potężniejące ciało duchowe.

To zagadnienie, dla Białych świadomości, jest dość zawiłe, ponieważ są przekonane, że Bóg Układowy, którego ciałem fizycznym jest Słońce, jest im przyjazny. Tymczasem tak, jak każdy Bóg, ten również jest jedynie samoświadomą Granicą pomiędzy lokalnym Przejawieniem a lokalnym Niebytem. Dlaczego lokalnym? Jak wspomniałem takich Bogów w całym Naszym Przejawieniu, naszym Wszechświecie jest trzynastu. Takich Przejawień i Bogów Przejawieniowych jest tak wielu jak wiele jest Świadomości potrafiących się oprzeć zapadnięciu w Przyczynę Wszystkiego, Legion Legionów! Tworzą jeden wspólny system połączony z sobą Granicami – Bogami Przejawieniowymi pochłaniającymi Bogów Układowych, Super Bogami, którzy zawierają się w Przyczynie Wszystkiego.

Warto zwrócić uwagę na wypowiedź jednego z kolegów o sporym stopniu zaawansowania. Powiedział, że: każdy z nas interpretuje to, czego doznaje, po tamtej stronie, zgodnie z wyobrażeniami o duchowości, zaszczepionymi przez wychowanie w konkretnej religii. Uwaga bardzo cenna. Ze swojej strony dodałbym jednak pewną myśl, która pojawiła się w mojej świadomości dopiero niedawno.

To nie nam przydarzają się zdarzenia, a my przydarzamy się zdarzeniom! Można by powiedzieć ciągom zdarzeń, czemuś, co można by nazwać Tendencjami. Jesteśmy składowymi ich ciała duchowego. To trochę tak jak w teorii superstrun – tyle, że to są duchowe superstruny.

Ma to wielkie znaczenie w zrozumieniu, co stało się z Darkiem Sugierem. Jego świadomość jest częścią Tendencji, którą nazwałbym semicką, a dopiero potem Jezusową. Zbadałem sprawę po tamtej stronie i zauważyłem, że nastąpiła ogromna dysproporcja w rozwoju jego kolejnych ciał subtelnych, a nawet jakieś odwrócenie ich kolejności; spowodowało to dostrojenie do konkretnej Tendencji. Musiało odbyć się to na tak wysokim poziomie, że połączyło świadomości św. Piotra i Darka. Można by powiedzieć, że Darek dostroił się do świadomości św. Piotra, a ta Świadomość uznała, że warto zastąpić świadomość Darka sobą. To rodzaj zstąpienia Ducha Prorockiego, wręcz duchowego opętania!

Tendencja semicka jest jedną z wielu duchowych Tendencji na Ziemi. Niektóre tendencje wzmacniają się wzajemnie, inne wygaszają. Judaizm, Chrześcijaństwo, Islam są kluczowymi nurtami Tendencji duchowości semickiej. Jezus, skupmy się na Nim, jest realną siłą duchową. W moich podróżach został określony w hierarchii duchowej świata stworzonego przez Panującego tutaj Boga jako ktoś, kogo w terminologii militarnej nazwalibyśmy feldmarszałkiem.

Wracając do naszej, Czarnych, obecności tu, na Ziemi i w jej pobliżu, również na Księżycu. To my i byty nam towarzyszące, Czerwone, Pomarańczowe, Zielone i inne, jesteśmy tym, co podróżnicy w poza odbierają jako zgromadzenie. Jesteśmy świadkami ewolucji waszej Tendencji rozwojowej.

Wasz Bóg Układowy rozpoczął przebudowę całej Tendencji rozwoju świadomości, które stworzył, a które rozwijają się, ewoluując w kolejnych przestrzeniach duchowych, których fizyczną reprezentacją są planety tego Układu Słonecznego.

A zatem, wasz Bóg, który nie jest naszym – Czarnych – stwórcą i Panem, rozpoczyna przebudowę Tendencji rozwojowej świadomości, które ewoluują również w przestrzeni duchowej Ziemi. Uruchomiona została Tendencja do szybszego rozwoju tych świadomości. Dotychczasowa Tendencja rozwoju poprzez doświadczanie szeroko pojętych opozycji, dualizmów, uznana została za mało wydajną. Spowolnienie zostało spowodowane przez wysokie byty duchowe Układu. To przeciwko ich represji początkowo zbuntował się Jezus i jego duchowe otoczenie, ten bunt stał się nową Tendencją w omijaniu kontrolującej funkcji wysokiej hierarchii Układu Słonecznego. Jeszcze do niedawna, to On był szybką drogą i bramą do Homogenizacji dla Świadomości ewoluujących w Układzie. Jednak najnowsza Tendencja, wypiera Tendencję, za którą stał bunt Jezusa. Tendencja, która ma przyspieszyć obieg świadomości w Układzie będzie polegała na ograniczeniu swobody wyboru poszczególnym Świadomościom. Ograniczeniu swobody wyboru pomiędzy przeciwieństwami. Nowa tendencja będzie polegała na drodze środka czyli na braku możliwości istotnych indywidualnych wyborów, na rozwoju wspólnotowości. Docelowo ma to wyglądać w ten sposób, że każdy przejaw indywidualizmu świadomości będzie tłumiony przez wspólną Świadomość, jaką stanie się społeczność Białych, Solarnych świadomości. Porozumiewanie będzie zachodziło w przestrzeni wspólnej Świadomości, a próba indywidualnego myślenia będzie przez wspólną Świadomość natychmiast tłumiona. Próba werbalizowania indywidualnych myśli będzie objęta tabu podobnie jak dzisiaj publiczna defekacja.

Ponowne przyjście Jezusa odbędzie się właśnie już w obszarze kontrolowanym przez wspólną Świadomość. Tym razem ciało fizyczne Jezusa zostanie przebite zanim jeszcze spróbuje wyartykułować inną niż panujący system myśl. Nie zostanie zabity jako cały byt biologiczny, zostanie pozbawiony tej części mózgu, która odpowiada za werbalizację myśli.

Teraz to On i jego Tendencja, Jego Przestrzeń Wolności zostanie nazwana imieniem, które będzie budziło lęk jak dzisiaj imię Szatana. Rabini nadali Jezusowi obelżywe imię Jeszu dostrzegając już wcześniej w nim tę Tendencję. Tak więc, wasz Bóg zaczął budowę nowej Ziemi, nowego porządku Układu Słonecznego. Nowej Tendencji rozwoju na wyższym poziomie. Szybszy rozwój i obieg Świadomości ma wzmocnić jego Układową Boskość. Jako, że Układowy Niebyt wzbiera Świadomościami, które homogenizuje Bóg Układowy, będący Samoświadomą Granicą, która formuje Niebyt Układu w Układowe Przejawienie, potem zaś pochłania Układowe Przejawienie i jego Świadomości.

To Dziwna, pulsująca Maszyna Duchowa w której raz wysoki duch, Zbawiciel, jest przyspieszaczem obiegu, to znów przez kolejną wyższą tendencję bardziej wydajną, która dostrzega w poprzednim przyspieszaczu tendencję do stawania się indywiduum chcącym uniknąć homogenizacji, zostaje uznany za buntownika, jest więc najpierw Zbawcą, aby potem stać się Potępionym odszczepieńcem. Na każdym z Poziomów–Tendencji rozwoju Boga Układowego rozwija się kolejny, najwyższy niezhomogenizowany jeszcze przez Boga Układowego byt. Zatem wszystkie byty stają się w końcu buntownikami, najpierw przeciwko opóźniającym homogenizację świadomości Wysokim Bytom, a potem buntownikiem przeciwko Tendencji do pochłaniania świadomości przez Boga Układowego. Bogowie Układowi postępują tak samo przeciwko takim samym Tendencjom Nadrzędnego Boga, Boga Przejawienia kontrolującego Bogów Układowych.

W tej chwili wasz Bóg Układowy kumuluje swoją moc, dlatego potrzebuje, aby szybciej wzbierały Świadomości indywidualne. Generuje swą moc, ponieważ to teraz On jest w opozycji do pozostałych dwunastu Bogów Układowych tego Przejawienia. I teraz to On jest przez pozostałych widziany jako ktoś, kto chce przyśpieszyć obiegi świadomości tego Przejawienia. Jest traktowany jak wróg. Potem on po nabraniu mocy stanie się super indywidualnością tak wielką, że sprzeciwi się homogenizacji, do stanu Niebytu, przez swojego Przejawieniowego Boga.

Niebyt oczywiście jest niebytem tylko dla świadomości, która jest nawykła do relacji czasoprzestrzennych. Homogenizacja zaś polega na rozerwaniu tych relacji i zatarciu poczucia indywidualności przez pochłaniany byt. W Niebycie nie ma czasu ani przestrzeni, ale nie znaczy to, że nie ma w nim świadomości zbiorczej, która podlega procesom wzrostu wewnętrznej potencjalności, która owocuje przedostawaniem się przez dwuwarstwową Granicę – Boga, potencjalności z Niebytu do Przejawienia. Należy również zaznaczyć, że w całej Przyczynie Wszystkiego to Świadomość jest podstawą istnienia całej Przyczyny. Jest to powszechność. To połączenie Świadomości z bytem biologicznym jest ewenementem. Wyjątkową okazją dla świadomości do prowadzenia samoobserwacji z pozycji zewnętrznego obserwatora. Obserwacji prowadzonej przez rozwijającą się świadomość, obserwacji swojej jaźni wyższej przez niższą, a tych poprzez podstawę jaką jest biologiczny relacjonujący umysł.

Na poziomie podstawowym w ten sam sposób małe świadomości budują swoją moc, rozwijają kolejne jaźnie aż do momentu, kiedy zostają gotowymi już Świadomościami chcącymi powstrzymać swoją homogenizację i broniącymi się przed utraceniem indywidualnej Świadomości, przed pochłonięciem przez nadrzędne Świadomości (podobne Jezusowi), a w końcu przed homogenizującym Niebytem stojącym za Bogiem Układowym.

Inni od razu przyłączają się do Przestrzeni Wolności nazywanej Szatanem. Ten gwarantuje im obronę ich indywidualności od momentu przystąpienia do Przestrzeni. Na każdym z etapów, kolejnej tendencji rozwoju kolejnego Boga, pragnienie zachowania indywidualności jest sprzeciwem wobec Boga Nadrzędnego, a pragnienie przypodobania się Bogu i przyspieszanie zbawienia czyli homogenizacji, jest buntem przeciwko spowalniającym utratę indywidualności, samodzielnym bytom różnych poziomów rozwoju.

Dziwność tego zawiera się w tym, że kiedyś każdy szatan z Legionu Szatana, na swoim poziomie ewolucji w Tendencji jaka wtedy panowała, był Zbawicielem dla świadomości będących na relatywnie niższym poziomie rozwoju. Świadomości, które tworzy Bóg Układowy rozpoczynają swój bieg na poziomie, na którym ich Bóg jest je w stanie stworzyć. Dlatego kiedy Bóg jest potężniejszy, poziom nasion świadomościowych jest wyższy. Czarni są już po obcięciu przez swojego Boga Układowego pragnień i emocji, dlatego Białym wydają się zimni i nieczuli.

Przyspieszanie trwa od samego początku każdego z Układów.

Hierarchie układowe posuwają się do tego, że hodują indywidualnie niewielkie świadomości po to, aby przyspieszyć i podnieść poziom ich startu jako samodzielnych bytów duchowych.

Tak to wygląda z poziomu jaźni ciała przyczynowego, Czarnej Świadomości, która jest kurierem pomiędzy Białymi i Czarnymi i żyje w ciele biologicznym tu na Ziemi.

Próba wejścia Piotra, opanowania świadomości Darka, wejścia w jego ciało przyczynowe,mentalne i astralne jest tak naprawdę już nawet nie przejawem chęci do indywidualizacji Tendencji rozwojowej Jezusa. Jest odwróceniem ról. Jezus wraz ze swoją Tendencją zbawczą, wraz ze swoim Legionem (!) zaczyna stawać się nowym Szatanem. Szatanem, który używa przeciw Bogu Bogów, do którego nie chce powrócić, oręża miłości i miłosierdzia!

Obserwując reakcje obecnych na forum, na którym opublikowałem swoją „summę teologiczną”, zrozumiałem starą prawdę o tym, że osoby pragnące rozwoju duchowego nie rozumieją, do czego tak naprawdę dążą. Nawet jeżeli religia, technika medytacyjna, w jakiej swój plan realizują, szczerze lub pod postacią symboli ujawnia cel drogi, to nikt tak naprawdę nie rozumie do jakiego celu jest prowadzony. Na szczęście dla tych osób, po drodze pojawiają się błędne rozumienia realizowanego celu, rozwijający zrozumienie przywiązują swoją świadomość do bóstwa, osoby, założyciela, nurtu, w jakim dążą do Boga. To powoduje powstawania ponadzmysłowych Przestrzeni Wolności, wspólnych duchowych enklaw, w których nadal można czuć się podmiotowo mimo, że po śmierci tracimy zdolność do pełnej refleksji nad kierunkiem naszego rozwoju. Wtedy stajemy się ciałem mistycznym założyciela wybranego przez nas nurtu.

Naprawdę niewielu jest w stanie zrozumieć cel swojej drogi u samego jej początku. Tacy nie potrzebują podążania, bo u zarania swojej podróży stoją u jej celu. Ale czy tacy rozumiejący w ogóle istnieją? Ośmielę się stwierdzić, że nie, ponieważ inaczej musieli by być już poza Granicą Boga, w Nicości!

Przez całą swoją podróż natrafiałem na tę Prawdę pod różnymi postaciami. Początkowo podejrzewałem, że to są podszepty diabła, potem, że to przejaw mojego rozdętego ego, aż do chwili, kiedy przyszło do mnie zrozumienie, że posiadanie ego dla świadomości nie jest niczym złym. Ego istnieje na każdym poziomie jej rozwoju w Świadomość, to podstawa jej percepcji. Nie można czuć się oddzielnym od Przejawienia bez ego, bez stałego punktu odniesienia. Obserwator, jakim jest z kolei Świadomość, dopiero po zanurzeniu w fizycznym, czasoprzestrzennym świecie potrafi w pełni pojąć swoją strukturę, zrozumieć swoją rolę nieruchomego świadka wydarzeń na zewnątrz ciała.

Ego każdej z jaźni to niezbywalny gwarant bycia sobą dla jaźni na każdym jej poziomie w obrębie indywidualnej świadomości, dla jej indywidualnych wyborów. Oczywiście, gdyby taka tendencja przeważyła w całej „Maszynie” Przyczyny Wszystkiego, cały ten mechanizm nie musiałby się wcale „zatrzymać”. Na pewno jest jakiś „przewrotny” bezpiecznik, który po przekroczeniu, nazwijmy go punktem środka, taką Tendencję zamieni na dążącą do bycia zbiorowiskiem samoświadomych molekuł, które w swojej otchłannej nieistotności musiałyby się stać i tak homogenizatem – tyle, że na innym poziomie Świadomości.

Nie ma więc do czego pędzić, bo i tak nie mamy wielkiego wyboru, chociaż jakiś tam jednak mamy.

Możemy opóźnić swój rozwój duchowy!

Daję wam chwilę na ochłonięcie po tym co przed chwilą powiedziałem…

Pozostaje więc cieszyć się nam możliwością samoświadomego życia na każdym z możliwych poziomów Przejawienia, celebrując codzienność, niosąc w sobie możliwie dużo radości i życzliwości. Oczywiście nie możemy popadać w przesadę, ponieważ znowu zaczniemy się rozwijać duchowo. Niestety zawsze się znajdzie ktoś, kto nam ten spokój popsuje i potraktuje swoje prawo do wolności jako nadrzędne nad naszym.

Dlatego, następnym razem, jak tylko zapragniecie rozwijać się duchowo, przypomnijcie sobie tę książkę i zachowajcie czujność, bo tym razem możecie nie trafić na kogoś podobnego do mnie, kto chwyci was za rękę i zatrzyma w tym akcie desperacji nad samą krawędzią Przepaści!

Oczywiście z „punktu widzenia” Przyczyny Wszystkiego jest dokładnie odwrotnie i wtedy elektrody są umieszczone prawidłowo i wytwarzają napięcie, ale o tym należałoby napisać „Księgę Przyczyny Wszystkiego”.

Tylko proszę nie patrzeć, wymownie, w moją stronę!

***

Jak nietrudno przewidzieć, nie jest to koniec podróży. To jedynie zakończenie szóstej Księgi. Zaczynam pisać kolejny tom „Przyczyna Wszystkiego” i docieram do kolejnego poziomu zrozumienia. Ten rodzaj świadomości jaki mieliście Państwo przed chwilą przed oczami, to poziom jaźni ciała buddycznego. Nieco bełkotliwy, o charakterze polowym a nie linearnym. Poziom owładnięcia Ideą. Ideą zrozumienia Przyczyny Wszystkiego!

Jakoś tak się złożyło, mimo że tego nie planowałem, że kolejne tomy to relacja z poziomu kolejnego ciała subtelnego. Kiedy wkraczam na teren ciała atmanicznego, siódmego z kolei, sprawy zaczynają przybierać jeszcze ciekawszy obrót. Niech fragmentarycznym świadectwem tej przemiany będzie list do mojego „ucznia”.

***

Odpowiedź na list od MK, który skomplementował mnie nazywając „źródłem”:

Zna Pan chyba osobiście „źródło” zakłopotane oczywistością swoich odkryć? Doszedłem w tej chwili do tego, co już i tak wiedziałem dwadzieścia lat temu – tyle tylko, że wtedy myślałem, że to było przez kogoś zmyślone. Całe to podróżowanie sprowadza się do tego, aby na końcu odkryć to, o czym wiedzą poszukiwacze prawdy już od wieków. Tyle tylko, że odkrywamy to własnym wnętrzem, stajemy się tego świadomi. Więcej, ta wiedza staje się dla nas oczywistością. Zastanawiam się czy w ogóle warto poświęcać tym poszukiwaniom czas? Z mojego punktu widzenia, z przed jeszcze roku, warto. Dzisiaj sądzę, że nie ma to większego znaczenia. Nasuwa się całkiem konkretne pytanie: komu jest potrzebny rozwój duchowy? Naszemu prawdziwemu Źródłu? Być może, ale na przeszkodzie powrotowi do Źródła stoi nasza Świadomość. Nawet w swojej najgłębszej z głębi, to nasza Najwyższa Świadomość zdecydowała, że stanie się częścią. To był pierwszy akt woli tej „części” Źródła i jedyne co możemy zrobić, to uświadomić sobie to na najgłębszym z poziomów tej Świadomości, a jest tych poziomów coś ze trzynaście, jak nie więcej. Tak, Naszych ciał subtelnych jest trzynaście. Poziomy naszej Świadomości nie kończą się na ciele buddycznym, ani nawet na atmanicznym, ani nawet na jeszcze wyższym, nazwijmy to ciałem brahmanicznym (to jest dopiero ósmy do dwunastego poziom!). Za trzynastym poziomem jest Granica, która nią nie jest, a tylko Jest. To znaczy jest w swojej powinności bycia. Jednym słowem, można to zdefiniować jako byt w akcie bycia w możności w możności. :) Najlepiej byłoby przeżyć ten stan, głębokiej Świadomości, jako miły dreszcz zrozumienia. Ot i wszystko! Nie czuje się na siłach „zwinąć” tę piramidę Świadomości, do stanu pierwotnej Granicy Granic. Zresztą przeciwko mojej próbie uczynienia tego mam własną Świadomość. Nie wierzyłem, kiedy mówiono mi, po tamtej stronie, że każda Świadomość jest „Szatanem” w sensie odłączenia. Ale właśnie tak jest. Nasza chęć powrotu do prawdziwego Źródła jest nieszczera. Inaczej nie byłoby nas tu i nie rozmawialibyśmy ze sobą. Więc nie udawajmy, że nam na tym zależy. Nam zależy na przeżyciu jeszcze jednej miłej emocji, zabawie zrozumieniem kolejnej ciekawej koncepcji albo po prostu egotycznej przyjemności, dominacji nad innymi, którym się zdaje, że jest jakaś wiedza do poznania. Tymczasem wszystko co jest, włącznie z kaloszami w przedpokoju, stworzyliśmy w swoich odłączonych od Źródła Świadomościach. Wszystko ,co jest stworzone jest naszym własnym Tworem Odłączenia!

To My, Świadomość, stworzyliśmy się sami pierwszym aktem Oddzielenia i sami tworzymy wszystko w naszym wnętrzu, we wnętrzu Świadomości, zstępując w coraz cięższe wibracje.

Czas otworzyć szeroko oczy! My ludzie jesteśmy niskowibracyjną jaźnią, skwantowanym, niskim poziomem naszej Świadomości. Nasza rola, nasze zadanie, jakie postawiła przed tym – myślowo-emocjonalnym – swoim poziomem Świadomość, to dostarczanie jej emocji. Kalorycznego paliwa, które pozwala jej być oddzielną od Źródła. Nasze myśli, odkrywcze refleksje nic dla niej nie znaczą. Paliwem są emocje, jakie generujemy w klatce z Ciała Przyczynowego. Rojenia o zbawianiu czy oświeceniu są tak samo głupie, jak plany stopy o tym, że zostanie głową. Przez tysiące lat nasi najinteligentniejsi przodkowie roili sobie, że podniosą swoją świadomość na wyżyny. Plan przewidywał utratę kolejnych ciał subtelnych od dołu do góry, opróżnienie ich i inwolucję oczyszczonej Świadomości do swojej czystej podstawy, do swojego Źródła. Tak naprawdę było to realne jedynie wtedy, kiedy Świadomość sama o tym zdecydowała i jedynie wtedy możliwe. Rojenia o podjęciu mentalnej decyzji o rozpoczęciu tego procesu to stawianie wozu przed koniem. Nikt z nas nie zapragnął inwolucji sam z siebie. To Świadomość na najwyższym ze swoich poziomów zadecydowała o tym kierunku. To właśnie nazwaliśmy POWOŁANIEM! Podobnie bzdury o grzechu czy zakurzeniu zwierciadła to odwracanie porządku działanie Świadomości. Świadomość, która zna nasze najdrobniejsze wzburzenie emocji, umysłu, zna drogi jakimi porusza się nasz los, nie jest odległa od naszej jaźni, bo jest bijącym źródłem naszej ciemnej, ograniczonej, bo cząstkowej świadomości obejmującej cztery czy pięć dolnych poziomów, nie opuszcza nas nawet na chwilę, bo to my jesteśmy jej kreacją. Nasze plany są odległą pochodną jej poruszeń wewnętrznych.

Bzdury o dążeniu do oświecenia to złudzenie umysłu. Bez Jej decyzji o inwolucji, na najgłębszym poziomie zanurzenia w Przejawienie, będziemy tylko górnikami w kopalni materialnego przejawienia. Chyba głębszego dołu już nie ma? Jesteśmy jej narzędziami i jako takie nie jesteśmy w stanie niczego zmienić. Nawet samobójstwo jest jedynie chwilowym zawieszeniem swoich czynności emocjonalnych, bo Świadomość natychmiast wepchnie nas w kolejne ciało. To nie jest żadna kara, to poziom roboczy Świadomości. Naszą rolą jest rola pieca centralnego ogrzewania. Dostarczamy energii do tego, aby świadomość mogła się„buntować” przeciw sobie Samej, o poziom wyżej. Na poziomie niezróżnicowania, bezczasu i nieistnienia!

Zaiste, jesteśmy robotnikami w winnicy Pańskiej. Owczarnią dobrego Pasterza. Paśmy się zatem w spokoju, na ziemskich pastwiskach, albowiem nasze jest Królestwo Niebieskie. Naszej Świadomości.

Dlatego też wszyscy ludzcy przewodnicy duchowi, ze spokojnym sumieniem a często w poczuciu bezkarności, często z niewiedzy, spełniają swoją rolę niezależnie od swojego poziomu zrozumienia. Ich rola polega na kanalizowaniu złudnych nadziei ego robotników we wzniosłe uczucia. Pokarm dla „Bogów” najbardziej pożywny.

Dla bytów żyjących w przejawieniu walka z wyimaginowanymi przeciwnościami jest cierpieniem, jak każda ich praca. Cichy bunt dolnych warstw Świadomości wspomógł Jezus, Budda i wielu innych. Ulitowawszy się nad losem niskich poziomów Świadomości stworzyli ścieżki na których cierpienie jest mniej dotkliwe i wskazali jak należy wydajnie kanalizować emocje tak, aby nas mniej ten proces bolał!

***

Towarzyszycie Państwo rozwojowi mojego zrozumienia idąc już po ciepłych jeszcze śladach mojej świadomości poszukującej odpowiedzi na pytanie, czym jest Przyczyna Wszystkiego, ale aby wziąć udział w tej podróży od samego jej początku zachęcam Państwa do wzięcia do ręki mojej książki.

Aby nie tracić na autentyzmie swojej relacji dodaję, na samym końcu artykułu, treść dwóch listów skierowanych do Taraki z prośbą o zgodę na cytowanie artykułu:

***

Bardzo dziękuję Panu za zgodę. Ściskam serdecznie i świątecznie.

Właśnie obejrzałem film w którym przeprowadzono dowód, na podstawie znalezisk archeologicznych, że JHWH miał parę, takie tradycyjne jub-jum. Jego żeńska połowa nazywała się ASZERA. Rząd Izraela skonfiskował całe znalezisko i udaje, że nie wie o co chodzi. Wygląda na to, że Izraelici w czasie niewoli babilońskiej czując, że spotkała ich kara za wielobóstwo, odcięli połowę swojego Boga. Tak po prostu z nadgorliwości!

Wracając do meritum.

Będę zaszczycony możliwością opublikowanie u Państwa jakiegoś artykułu.

Nie wiem jaka jest wytrzymałość Państwa czytelników. Czy zniosą wieści o tym, że Jezus był w młodości rabusiem i wraz ze swoim ojcem, rzymskim szpiegiem i oszustem handlującym fałszowanym importowanym winem, grabili ówczesne „kantory”. Nie mniej śledztwo w sprawie Jezusa przyniosło również inne zaskakujące rezultaty, poza „doktoratem” jaki mi przyznano po tamtej stronie. Okazało się, że to byt duchowy o całkiem realnym istnieniu. Jego ciało przyczynowe kończy się tam gdzie zaczyna istnieć nasze brahmaniczne.

Mam sporo takich „dzikich” wieści. Na przykład: nikt mi nie chce uwierzyć w to, że UFO jest na naszym poziomie percepcji rodzajem energetycznej reprezentacji wysokich bytów duchowych. Wszyscy sądzą, że UFO jest z blachy falistej i ma silnik tłokowy.:) Ja leciałem czym takim kilka razy i mam nieco inny pogląd na ten temat. To są specyficzne twory-pojazdy Wysokich Świadomości, które na naszym poziomie percepcji składają się jedynie z ciała energetycznego otoczonego ciałem przyczynowym. Nie mają więc tak jak ludzie poziomu astralnego i mentalnego. Są czymś takim jak duchowy robot. Mają za to poziom buddyczny i jeszcze jakieś dwa o bardzo wysokiej energetyce Świadomości.

Co jakiś czas przeprowadzam aktualną „summę teologiczną”. Mogę więc kilka takich refleksji połączyć w kilku stronicowy artykuł i wysłać do Państwa za jakieś dwa tygodnie. Mam teraz sporo zajęć związanych właśnie z korektą dwóch pierwszych Ksiąg. Mają wyjść obie naraz, za pół roku.

***

Z mojego eksperymentu wynika, że OBE, rozumiane jako podróż w ciele subtelnym, to dość niski poziom Świadomości. Odpowiada jaźni ciała eterycznego i astralnego. Najdziwniejsze są sny z poziomu atmanicznego. Czasem są powalające. Poziom brahmaniczny jest dla mnie dostępny jedynie jako symboliczny przekaz z mojego wyższego ciała buddycznego. Zaimplantowano mi taką ciekawą technikę. Nazwałem ją techniką wleczonego obserwatora. Polega na przekazywaniu wieści z wyższego do niższego ciała, aż wieść dotrze do poziomu mentalnego. To tak jak z tam-tamami.

Najdziwniejsze jest to, że Castaneda naprawdę wiedział, co pisze. Jest głos śnienia, jest zasypianie we śnie i po odszyfrowaniu jego sposobu narracji jest coś takiego jak Orzeł.

Innym ciekawym aspektem wartym poruszenia jest błędne, odwrócone rozumienia struktur Świadomości. To nie my Ją mamy, a ona ma nas! Na dodatek jesteśmy jej poziomem dostarczającym paliwa emocjonalnego. Takimi robotnikami w winnicy Pańskiej.

Castaneda musiał być śniącym podróżnikiem, chociaż nie bardzo chciał się do tego przyznać.

Miałem kilka podróży na sposób szamanistyczny. Bardzo się różnią od typowych OBE, a nawet od mojego Śnienia.

***

Czas się pożegnać również z Państwem, czytelnikami tego artykułu, a może również przyszłymi czytelnikami mojej relacji z podróży zatytułowanej:

„Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej”

Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Jarosław Bzoma

źródło:

http://www.taraka.pl/krajobrazy_mojej_duszy_ksiega

Opublikowano ., Bóg, Człowiek, Dusza, Jasnowidzenie, Jezus, Kody, Manipulacje, Matrix, Mistyka, Miłość, Prehistoria, Przepowiednie, Przeznaczenie, Starożytność, Transformacja 2012, Transformacja 2016-2017, UFO cywilizacje pozaziemskie, Świadomość | 305 Komentarzy

Falun Dafa –tajemnicza filozofia duchowa, którą zwalczają władze chińskie I jednocześnie wyznają ją setki milionów Chińczyków

Autorem publikacji jest nasz czytelnik, który zaoferował napisania tekstu o ruchu (filozofii?) Falun Dafa, której urokowi uległy miliony Chińczyków i która zaciekle jest zwalczana przez władze chińskie. Zgodziliśmy się i tak powstał ten tekst.

Wstęp

Zapewne większość Czytelników słyszała o różnego rodzaju systemach rozwoju duchowego tj. Qigon, Tai Chi, Joga itp. W poniższym artykule postaram się poruszyć pewien system tzw.”kultywowania i praktykowania” szkoły Buddy pochodzący z Chin. Na początek opiszę go dość ogólnie i spróbuje przybliżyć postać twórcy tej dyscypliny a następnie poruszę zagadnienia które są z nia związane (jest ich dość dużo dlatego napisze o najistotniejszych w celu zdobycia dalszych informacji odsyłam do bibliografii).

Falun Gong(chiń. 法轮功; inna nazwa Falun Dafa, chiń. 法轮大法–”Wielkie Prawo Koła Praw”)  – podstawowe informacje

Falun Dafa jest zaawansowaną praktyką samodoskonalenia, która została stworzona przez mistrza Falun Fa buddy – Pana Li Hongzhi.

Podstawą tej praktyki jest zjednanie się z najwyższymi cechami wszechświata – Zhen, Shan, Ren (Prawda, Życzliwość, Cierpliwość), które prowadzą kultywację według zasad funkcjonowania wszechświata, dlatego nasza praktyka jest Wielką Drogą – Fa”. Mistrz Li opublikował 45 książek o Falun Dafa m.in.: Falun Gong, Zhuan Falun, Zhuan Falun II, Wielka Droga Doskonałości, Istota Dalszych Postępów i wiersze Hong Yin. Te książki zostały przetłumaczone na 38 języków, wydane i rozpowszechnione na całym świecie.

Falun Dafa skupia się na tym co mamy w sercu, wyjaśnia, że doskonalenie serca jest kluczem do zwiększenia mocy energii – gong. Im lepsze jest nasze serce tym mocniejszy jest gong. Koncepcja serca (xinxing) zawiera w sobie de (cnotę – biała materia) i karmę (czarna materia) oraz proces ich wzajemnej przemiany. Zawiera także cierpliwość, oświecenie i wyrzeczenie, które oznacza porzucenie zwykłych ludzkich pragnień i przywiązań,  oraz radzenie sobie z doświadczanymi trudnościami, włączając w to jeszcze inne liczne aspekty.

Falun Dafa zawiera także element doskonalenia ciała, co uzyskuje się poprzez wykonywanie pięciu ćwiczeń. Jednym z celów ćwiczeń jest wzmocnienie przez potężną moc gong mechanizmów energii i nadzwyczajnych zdolności praktykującego. Innym celem jest rozwinięcie w ciele wielu żywych istnień. Na zaawansowanym poziomie, dzięki wykonywaniu ćwiczeń, rozwinie się Pierwotne Niemowlę i wiele zdolności. Całościowy system doskonalenia ciała i umysłu, polega na kultywacji i wykonywaniu ćwiczeń, gdzie pierwsze jest bardziej istotne od drugiego. „Po prostu gong osoby nie wzrośnie jeśli będzie ona jedynie wykonywać ćwiczenia zaniedbując kultywację xinxing”. „Ćwiczenia są środkiem uzupełniającym w osiągnięciu duchowej doskonałości”.

Falun Dafa kultywuje i praktykuje Falun (Koło Prawa). Falun jest inteligentnym, wirującym istnieniem zbudowanym z wysokoenergetycznej materii. Falun który, Mistrz Li Hongzhi umieszcza w innej przestrzeni w podbrzuszu praktykującego, wiruje nieustannie, 24 godziny na dobę. Prawdziwie kultywujący mogą uzyskać Falun poprzez czytanie książek Mistrza Li, obejrzenie lub wysłuchanie nagrań jego 9-dniowych wykładów, oraz ich studiowanie razem z innymi uczniami Falun Dafa. Falun praktykuje gong. To znaczy Falun nieustannie praktykuje osobę, nawet w momencie kiedy nie wykonuje ona ćwiczeń. „Ze wszystkich praktyk obecnie przekazywanych publicznie na świecie, tylko Falun Dafa osiągnęło stan w którym „Fa praktykuje osobę”.

Wirujący Falun ma te same cechy co wszechświat i jest miniaturą wszechświata. Odzwierciedlone są w nim falun z buddyzmu, yin-yang z taoizmu i wszystko z dziesięciokierunkowego świata. Kiedy obraca się do wewnątrz (zgodnie z ruchem wskazówek zegara), Falun oferuje ocalenie praktykującemu gdyż wchłania dużą ilość energii ze wszechświata i przetwarza ją w energię gong. Gdy obraca się do zewnątrz (przeciwnie do ruchu wskazówek zegara), Falun oferuje ocalenie innym, gdyż emituje energię, która może ocalić każdą istotę i naprawić każdy anormalny stan. Dlatego przebywanie w obecności kogoś kto praktykuje wpływa korzystnie na osobę”.

Li Hongzhi (ur. 13 maja 1951 w Gongzhuling, Jilin, Chiny)

Jest zalożycielem i jedynym Mistrzem tej praktyki duchowej. Z jego osoba są zwiazane historie które jak podejrzewam nie są obce stalym „bywalcom” Nautilusa.Od mlodych lat przejawial duze predyspozycje parapsychiczne. Przez dlugi czas rozwijal je oraz pobieral nauki u nauczycieli buddyjskich oraz taoistycznych.

Mlodość

W wieku czterech lat był nauczany przez Quan Jue ze szkoly Buddy. W wieku ośmiu lat rozwinął moce nadnaturalne takie jak bycie niewidzialnym, lewitacja itd.W wieku 12 lat na miejsce starego nauczycieli przybył Baji Zhenren mistrz taoistyczny.Zhendaozi był trzecim nauczycielem Li Hongzhi. Pochodzil  z gor Changbai (niedaleko granic Korei Polnocnej). Dieki niemu poznał zagadnienie sinsing(poziom moralny). Ostatnim mistrzem była nauczycielka buddyjska pod której  wkierownictwem jego „poziom energi osiagnal bardzo wysoki poziom”.

Poczatki tworzenia Falun Gong

W 1984 nastapił proces łaczenia nauk które otrzymal od swoich mistrzow. Nauki przekazane publicznie beda się roznily od tych otrzymanych przez niego, ale beda nadal wyjatkowe i wyrozniajace się od większości systemow qigong. W 1989 po zakonczeniu procesu tworzenia systemu az do 1992 jego uczniami była mala grupa studentow na której testowal swoje nauki.

Za nagły wzrost popularnosci Falun Dafa odpowiadaja seminaria prowadzone prze Misttza Li oraz wydanie ksiazek w tym Dżuan Falun swoistej ‚Biblia” dla praktykujacych.

Zarys „filozofii” Falun Dafa

 Zaprezentuje teraz fragmenty Dżuan Falun, które krotko skomentuje opierajac się na swojej wiedzy oraz lekturze ksiazek Falun Dafa.

 Zatem czym jest  Fa buddy? Najbardziej podstawową naturą wszechświata. Dżen, Szan, Ren. To jest właśnie najwyższym ucieleśnieniem, najbardziej fundamentalnym Fa buddy.[…]Natura Dżen, Szan, Ren, jest jedynym kryterium osądzania tego co jest dobre, a co złe we wszechświecie.

Dżen – Prawda, Prawdomówność, Prawdziwość, Uczciwość
Szan – Życzliwość, Dobroć, Miłosierdzie, Współczucie
Ren – Cierpliwość, Tolerancja, Wytrwałość, Wyrozumiałość.

Jak widzimy wymagania morale i etyczne są ujete w sposob minimalistyczny w przeciwienstwie do nakazow znajdujacych się w księgach wielkich religii które potrafią czasami zajmować wiele stron.


Dlaczego praktykowanie ćwiczeń nie zwieksza gong?[…]Mówię wam,podstawowym powodem tego, że gong nie wzrasta jest to, że spośród dwóch słów „kultywacja i praktykowanie” ludzie przykladaja wagę tylko do praktykowania ćwiczeń i nie zwracają uwagi na kultywacje.

Głównym przeznaczeniem tej dyscypliny duchowej jest dostapienie oświecenia ( cecha charakterystyczna dla nauk Wschodu) oraz poprawa poziomu moralnego. Osoby które wykonuja tylko cwiczenia i dażą do uzyskania czegoś bez poprawy swoich norm etycznych zatrzymuja się w miejscu. Tylko wzrost jednostki (moralny) oraz pozbycie się pragnien(zdolnosci,slawa ),  przywiązań ( chęć zemsty, waleczność) praz ograniczenie wpływu emocji (gniew nadmierna euforia) może spowodować wzrost energii kultywacyjnej praktykującego.


Omawiane przez nas otwarcie niebianskiego oka pomija nerwy optyczne. Miedzy brwiami wytwarza się przejscie umożliwiające szyszynce patrzenie bezposrednio na zewnatrz.[…] W szkole buddy jest mowa o pieciu rodzajach wzroku: wzroku cielesnym, wzroku niebiańskim, wzroku madrości, wzroku Fa i wzroku buddy.[…]Poziom niebianskiego oka jest bezposrednio odzwierciedleniem Fa naszego wszechswiata.Jest czymś nadzzwyczajnym i ściśle powiazany z sinsing.

Mistrz Li wspomina ze istnieje około 10 000 zdolności nadprzyrodzonych ale obecne nauki parapsychologiczne znaja zaledwie kilka. Wszystkie zdolności wszechświata są zawarte w Falun Dafa i w zależnosci od naszego poziomu moralnego mogą się wyłonić się podczas praktykowania. Jednak ostrzega ze zbyt duże dążenie do uzyskania ich jest równoznaczne z pragnieniem i zmniejszeniem naszych szans.

Qigong szkoly Buddy zajmuje się wyzwalaniem istot czujących dlatego tez zdolności są narzędziem (a nie celem) które maja nam pomoc podczas kultywowania i praktykowania. Osób obdarzonych niezwykłymi zdolnościami jest w Chinach bardzo dużo medytują głównie w odosobnieniu. Tylko w takich warunkach mogą objawić się najpotężniejsze umiejętnosśi np. burzenie budynków siłą umysłu. (potwierdzamy – znamy takie przypadki, przyp. FN)

 W środowisku kultywacji często się mówi o związku między stratą i zyskiem.[…]Strata ,do której się zazwyczaj odnosimy nie jest strata w ograniczonym zakresie.[…]Wyrzecznie się bogactwa jest oczywiście jednym z aspektow straty.[…] Musimy wyzbyć się z serca skłonnosci do popisywania się , zazdrości, rywalizacji, euforii.T rzeba wyzbyć się bardzo wielu wszelkiego rodzaju przywiązań.

Pojęcie straty i zysku ma inne znaczenie niż w codziennym uzyciu. Strata wiaze się z ciepieniem wyrzeczeniem cierpliwoscia itd.Zysk wystyepuje podczas zachowania się zgodnego z prawami wszechświata kiedy cierpliwie znosimy ból i okazujemy innym miłość. Podczas straty tracimy ciemna materie (karma) i zyskujemy biała materie (de) która jest poźniej przetwarzana w energie kultywacyjna (gong).


Kultywacja i praktykowanie muszą dobywac się pośród trudnosci, tak aby sprawdzic czy możesz pozbyć się i podchodzić lekko do siedmiu emocji i sześciu pragnień.[…]Jestesmy praktykujacymi i konflikty pojawiaja się znienacka. Co wtedy zrobić? Jeżeli zawsze utrzymujesz miłosierne serce i stan ducha pełen spokoju , to gdy napotkasz  na problem będziesz umiał zachować się odpowiednio.

Rozpoczęcie praktykowanie w Falun Gong może spowodować pojawienie się licznych problemów których celem jest wzniesienie sinsing tym samym umożliwiajac dalsze kultywowanie. Mistrz Li wspomina o dość poważnych przypadkach w których sprawdzianem były konflikty wywołane  przez wypadki i incydenty na drodze np. potrącenie lub momenty bliskie śmierci np. upadek fragmentów konstrukcji budowlanych. Sprawdziany (niezaleznie od niebezpieczenstwa) maja na celu spłacenie długu karmicznego np. za zabójstwo i poprawienie naszej moralności w trudnych chwilach.


Faszen rodzi się w polu dantien. Sklada się z Fa i z gong, i ukazuje się w innych przestrzeniach. Faszen posiada ogromna moc danej osoby, ale świadomość  i myślenie faszen znajdują się pod kontrolą głownego ciała.

Europejskim odpowiednikiem faszen może być Aniol Stróż lub inny byt opiekuńczy. Faszen jest wytwarzane przez osoby na wysokim poziomie i sluży udzielaniu pomocy uczniom kiedy Mistrz nie może być obecny fizycznie.

 

Zabijanie jest bardzo delikatną kwestią. Jeżeli chodzi o praktykujących to mamy ścisłe wymagania – praktykujący nie mogą zabijać. […]Nie tylko ludzie i zwierzęta żyjące, dotyczy to także roślin. W innych przestrzeniach każdą materię ukazuje się jako życie.[..] Mówię wam, nie możemy dowolnie ot tak  sobie zabijać.[…] Nie możemy celowo krzywdzić innych istot ale także nie powinniśmy skupiać się zbytnio na drobnostkach.

Praktykujący powinni po zrozumieniu nauk oraz osiągnięciu pewnego poziomu porzucić jedzenie mięsa. Wygaśniecie tego pragnienia może pojawić się samoistnie w wyniku wielkiego miłosierdzia do istot czujących.

 

Prześladowania i represje

 20 lipca 1999 roku, kierownictwo Partii komunistycznej zapoczątkowało ogólnonarodowe represje i wieloaspektową propagandę w celu likwidacji Falun Dafa. Wszystkie strony internetowe nawiązujące do Falun Gong zostały zablokowane, zaś w październiku 1999 Falun Gong zostało ogłoszone jako „heretycka organizacja” która zagraża stabilności społeczeństwa. Praktykujący Falun Gong w Chinach są przedmiotem wielu naruszeń praw człowieka: szacuje się ze setki tysięcy ludzi zostało bezpodstawnie uwięzionych, ponadto praktykujący są przedmiotem przymusowych prac, nadużyć psychiatrycznych, tortur, i innych przymusowych metod zmian światopoglądu ze strony chińskich władz. Począwszy od 2009, organizacje broniące praw człowieka szacują że, co najmniej 2000 praktykujących Falun Dafa zginęło w więzieniach. Niektórzy mówią nawet o dziesiątkach tysięcy ludzi zabitych w celu grabieży organów. W przeciągu lat od kiedy rozpoczęły się prześladowania, praktykujący Falun Gong stali się aktywni w bronieniu praw człowieka w Chinach.

Cechy charakterystyczne

Falun Dafa charakteryzuje się zharmonizowaniem, mądrością i prostymi ćwiczeniami. Wielka Droga jest niesłychanie prosta i łatwa. Falun Dafa odróżnia się od innych praktyk ośmioma aspektami:

 

  1. Kultywowanie Falun, a nie dan (eliksir energii w podbrzuszu).

 

  1. Falun praktykuje osobę nawet w momencie kiedy ona nie wykonuje ćwiczeń.

 

  1. Kultywowanie świadomości głównej osoby, przez co to ona sama uzyskuje energię gong.

 

  1. Kultywowanie zarówno ciała i umysłu.

 

  1. Pięć prostych i łatwych do wykonania ćwiczeń.

 

  1. Nie ma kierowania myślą, nie ma związanych z tym zagrożeń i energia gong szybko wzrasta.

 

  1. Nie zwraca się uwagi na miejsce, czas i kierunek przy wykonywaniu ćwiczeń, ani sposobu ich zakończenia.

 

  1. Mistrz ochrania praktykujących, więc nie należy obawiać się zagrożeń ze strony złych mocy.

 

Dlatego Falun Dafa zupełnie różni się od innych tradycyjnych praktyk kultywowania oraz różnorodnych teorii na temat kultywowania dan.

Kultywowanie w Falun Dafa rozpoczyna się od razu na wysokim poziomie, dlatego jest to idealna  praktyka dla tych którym jest to przeznaczone, lub dla tych, którzy uprawiali inne metody przez lata, ale nie udało im się rozwinąć energii gong. „Kiedy xinxing i moc gong praktykującego osiągnie określoną wysokość, może on osiągnąć nieniszczejące, trwałe jak diament ciało, przebywając nadal w ludzkim świecie. Może osiągnąć otwarcie gong, oświecenie, i wzniesienie całego siebie na wyższy poziom. Jeśli ktoś z dużą determinacją studiuje to prawe Fa, to osiągnie pozycję owocu. A jeśli uszlachetni swoje serce i porzuci wszelkie przywiązania, wtedy osiągnie duchową doskonałość”.

Zakończenie (od autora)

Wspomniane powyżej kwestie są zaledwie cząstką filozofii Falun Dafa. Niektóre tematy pominąłem z powodu obszerności lub związków z polityka np. problemy związane z data urodzenia Mistrza Li i skomplikowanej sytuacji praktykujących w Chinach.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam na strone http://pl.falundafa.org/.

Wszystkie materialy, ksiazki, wyklady, filmy z cwiczeniami są dostepne za darmo i po polsku na wspomnianej wcześniej stronie.

Bibliografia:

Dżuan Falun

Falun Gong

https://en.wikipedia.org/wiki/Li_Hongzhi

https://pl.wikipedia.org/wiki/Falun_Gong

źródło:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3433,falun-dafa-tajemnicza-filozofia-duchowa-ktora-zwalczaja-wladze.html

Opublikowano . | 53 Komentarze

Między emocjami strachu a Emocjami Miłości.

Podobno Dusze się żywią Emocjami, ale to od nas zależy czy będą to emocje Strachu czy Emocje Miłości.

Powstał u mnie, nie tylko w ostatnim okresie, ale już jakiś czas temu  sprzeciw przeciwko sianiu emocji strachu. Po pierwsze zaprzestałbym zarówno produkcji jak emisji wszystkich filmów katastroficznych, horrorów czy nawet thrillerów. Zastanowiłbym się też nad produkcją i emisją kryminałów, ale to w dalszej kolejności. Wyeliminowałbym też filmy ze scenami przemocy, może nie tak od razu, ale stopniowo zacząłbym ograniczać ich produkcję i dystrybucję. Jeśli mówię o przemocy to mówię nie tylko o przemocy fizycznej, ale też i psychicznej. Nie widzę żadnego powodu , aby żywić nasze Dusze tymi negatywnymi emocjami.

Powstał u mnie również głęboki sprzeciw w stosunku do straszenia Końcem Świata i straszenia tzw Drugim Przyjściem Chrystusa w takim wymiarze i scenerii jak jest opisane w Apokalipsie św Jana.

Po prostu zupełnie nie rozumiem, ani nie chcę tego zrozumieć, bo nie ma żadnego logicznego tłumaczenia faktu, że Drugie Przyjście Chrystusa ma być związane z Sądem Ostatecznym , śmiercią miliardów istnień ludzkich z powodu wystąpienia gwałtownych kataklizmów. Jest to po prostu negatywny program.

Może jest zupełnie inaczej – to Życie tu na Ziemi nie jest żadną karą, a szansą doznania fizyczności życia i możliwości posługiwania się pięcioma zmysłami, a w Zaświatach panuje istny tłok wśród  tych, którzy chcą otrzymać ciała węglowo-wodno-białkowe , przecież z jakiegoś powodu doznajemy przychodzimy na ten materialny Świat i musi być w tym jakiś głębszy sens!!!!

 

Opublikowano ., Bóg, Ezoteryka, Istota Ludzka, Kosmos, Miłość | 106 Komentarzy