Śmierć kliniczna. Co zobaczyli ludzie, którzy byli „po tamtej stronie”

Gdy dusza wychodzi z ciała umierającego, mózg wykonuje jeszcze wielki energetyczny zryw. To nauka potwierdza. O pękających kieliszkach i zatrzymujących się w chwili konania zegarach zagadkowo milczy. Do doświadczeń ludzi, którzy byli „po tamtej stronie”, podchodzi z dystansem, ale definitywnie ich nie odrzuca. Bo dla wielu są dowodem na to, że istnieje jakieś „potem”.

Opublikowano Człowiek, Obserwacje Słońca, Reinkarnacja, UFO cywilizacje pozaziemskie, Świadomość | 37 komentarzy

Byłem Obcym , który… zmieniał Ludzi na Ziemi w czasach prehistorycznych! – wstrząsająca relacja z regresji hipnotycznej

„Regresja hipnotyczna to niezwykłe narzędzie do sięgania w nasze poprzednie wcielenia. Wystarczy w umiejętny sposób wprowadzić dowolnego człowieka w stan hipnozy i poprosić, aby cofnął się do czasu „przed urodzeniem”. Ludzie opowiadają fascynujące rzeczy o tym, kim byli w przeszłości. Bez większych problemów można je weryfikować i udowadniać, że nie są to żadne „majaczenia i fantazje mózgu”, ale rzeczywiste wspomnienia z poprzedniego życia.

/UWAGA! na końcu tekstu jest zaprezentowany materiał wideo pokazujący przykładowy przebieg sesji hipnotycznej, w której sięga się hipnozą do wspomnień z poprzednich żyć/.

Kilka miesięcy temu nawiązaliśmy kontakt z panem Henrykiem Markowskim, który jest hipnotyzerem i w trakcie swojego życia przeprowadził ogromną ilość takich sesji. W ich trakcie ludzie opowiadali o mniej lub bardziej ciekawych „poprzednich wcieleniach”, ale jedna z sesji… naprawdę ścina z nóg.

W jej trakcie mężczyzna przypomniał sobie, jak był przedstawicielem obcej cywilizacji i prowadził na naszej planecie program doskonalenia genetycznego istot znanych jako „ludzie pierwotni”. Wszyscy wiemy, że nauka bezskutecznie szuka od dziesięcioleci słynnego „brakującego elementu” pomiędzy pierwotnymi małpoludami a współczesnymi ludźmi. Ta relacja może być właśnie śladem, który może nas doprowadzić do rozwiązania zagadki.

Oto list, który napisał do nas p. Henryk Markowski.

From: Henryk [dane do wiad. FN]

Sent: Thursday, May 18, 2017 6:47 PM

To: Redakcja FN Portalu Messing

Subject: zapis sesji

 

W obecnej dobie naszego życia, bardzo dużo dzieje się rzeczy niewyjaśnionych. Od czasu kiedy naukowe podejście ugruntowało swoje korzenie w siedemnastowiecznej wizji świata materii, tych niewyjaśnionych zjawisk przybywa. Czytelnicy tego portalu, zapewne dostrzegają, że wzrost ten z roku na rok, potęguje się. Nie tylko przybywa obserwacji niewyjaśnionych obiektów, kontaktów z innymi istotami, jak ziemska rasa. Ale także odkrycia archeologów, niejako podważają liniowy sposób ewolucji naszego gatunku.

Dlatego śmiem twierdzić, że czytelnicy tego portalu muszą być otwarci nie tylko na naukowe podejście do tego problemu. Problemu zredukowanego do przysłowiowego “szkiełka i oka”, czyli zmysłowego postrzegania rzeczywistości. Nasi czytelnicy są na tyle odważni, aby zaakceptować także mistyczne podejście do tego rodzaju badań.

Słowo “mistyczne” w moim ujęciu, nie znaczy jakieś czarodziejskie czy mityczne, ale od strony świadomości ducha. Naszej wyższej tożsamości, nadświadomości, czy duchowej formy istnienia.

Skoro, prawdopodobnie, większość czytelników skłonna jest wierzyć w reinkarnację. W to, że można zobaczyć swoje minione doświadczenia w innych ciałach i innych czasach, to również można jeszcze dalej się posunąć. Ufając swoim mistycznym doznaniom możemy oczami duszy, zbadać wiele ludzkich historii istnienia, związanych z tą planetą i nie tylko z nią.

Właśnie z takiego założenia wyszedłem, kiedy eksperymentowałem z Markiem, który przejawiał zdolności mediumiczne. Moje eksperymenty rozpoczęły się z początkiem 2002 roku. Jedna z ciekawych sesji, dotyczącej ewolucji ludzkiej rasy pochodzi ze stycznia 2002 roku.

Zdaję sobie sprawę, iż może być zbyt długa na jeden artykuł. Może zaistnieć konieczność podzielenia na dwie części, ale wartość tego materiału w całości jest większa od kilku fragmentów.

 

Pozdrawiam

Henryk Markowski

 

PONIŻEJ ZAPIS SESJI

Regresja z 31.01.02r.  Marek okres prehistoryczny

Jestem na jakimś płaskowyżu. Dosyć wysoka trawa tam rośnie. Przeprowadzam jakieś badania. Jakbym pobierał krew czy jakieś inne próbki od takiej istoty człekokształtnej. To jest  właściwie człowiek. Ale ma bardzo dużo włosów na skórze. Odziany jest w jakąś taką przepaskę skórzaną z dzikiego zwierza. Jest spokojny, ufny. Tak mi się wydaje, że to nie pierwszy raz akurat z nim mam do czynienia. Tak jakieś badania są robione, próbki pobieram. Wokół nas jest cisza, panuje taki półmrok. Nie wiem czy to jest już wieczór, zachód słońca, czy wschód. Trudno mi powiedzieć bo słońce jest schowane w oddali za górami. Przychodzi jeszcze teraz mój towarzysz. Przychodzi właśnie z propozycją abyśmy już zakończyli te badania, żebyśmy wracali do bazy.

A powiedz, jakich instrumentów używacie do tych badań?

To są małe urządzenia, ale to są zupełnie inne, to są urządzenia bezdotykowe, bezkontaktowe właściwie. Czyli wystarczy je przyłożyć do ciała i automatycznie wiadomo jakie są wyniki badań. Ale my musimy je bez przerwy powtarzać bo, ponieważ tu chodzi o selekcję. Najbardziej wytrzymałych, najlepiej rozwiniętych musimy przygotować do jakichś badań. Ale to już nie my robimy,  to już chyba ktoś inny. W każdym bądź razie, my jak gdyby definiujemy. Odnajdujemy tych, którzy będą poddani później innym badaniom.

Taka wstępna selekcja, tak?

Tak.

Dużo istot musicie przebadać?

Co to znaczy dużo?

No, czy tylko jedną badacie, czy wiele?

Tam nie ma za dużo do wytypowania, to są małe społeczności. Mi się wydaje, że się przenosimy z miejsca na miejsce w poszukiwaniu takich grup. To są grupy koczownicze. Oni też się przemieszczają. Często musimy… no właśnie, żeby nam nie uciekli zakładamy im takie opaski, to są nadajniki. Tak, i w tedy nie mamy problemów z odnalezieniem ich.

Powiedz, czym wy się przemieszczacie?

W tamtym teranie? Chodzimy na piechotę, ponieważ tam to jest teren porośnięty wysoką trawą, jakimiś krzakami. W oddali, to jest busz, tak to jest busz. Najbardziej bezpiecznie jest na piechotę, bo są też bagna, to chyba są bagna. Bardzo nieprzyjazne tam są warunki. Bardzo trudne. Mieszkamy w bazie.

Powiedz, jak ta baza wygląda?

Jest to kontener. Coś jakby kontener. Nie ma tam za dużo miejsca.

Jest to na kołach, czy na stałe  na ziemi osadzone? Czy to ma możliwość przemieszczania się?

Nie to jest lądownik, tak.

Czyli urządzenie latające?

Ono nas przemieszcza z miejsca na miejsce. I też, tym aparatem docieramy do swojej bazy.

Powiedz mi, jak wygląda ten aparat. Jaki jest duży, jak jest skonstruowany? Może coś na ten temat wiesz?

Ta druga osoba, z którą ja tam przeprowadzam badania, obsługuje to urządzenie. Jest kierowcą… pilotem jest,  o. Ja się nie bardzo znam na tych przyrządach. Laboratorium, w środku jest laboratorium. Te próbki,  które pobieramy, to urządzenie, jest podłączane do większego urządzenia. To jest chyba, można powiedzieć, jak gdyby komputer. Wszelkie informacje z badań są przekazywane do centrali. Do ośrodka, który zbiera te dane. Nie ma tam za dużo miejsca.

Ile osób jest tutaj, czy tylko wy dwaj, czy więcej?

Tylko we dwójkę jesteśmy. Miejsca do wypoczynku, bardzo niewiele miejsca. W instrukcji jest podane, że możemy poza tą bazą przebywać tylko określoną ilość czasu. Ponieważ musimy się tak, jak gdyby doenergetyzowywać w środku. Musimy po to, żebyśmy nie byli narażeni na środowisko, w którym bezpośrednio jesteśmy. Czyli jak gdyby nas tu w środku, w tym lądowniku, sterylizowali, wzmacniali. Dużo pracy mamy, dużo pracy. Wszystko wykonujemy tak automatycznie. Wszystko jest zaplanowane z dużą dokładnością. Jest bardzo, bardzo ciekawy ten teren, dużo roślin, dużo zwierząt. Ale tylko takie małe widujemy, jak gdyby gryzonie, ptaki, owady.

Innym zwierzętom nie robicie badań?

Mamy się tylko koncentrować na tych małpach.

Na tych istotach humanoidalnych, tak? Można to tak określić?

No tak, one dużo potrafią. Używają narzędzia, czują, śmieją się, płaczą, radują. Mają swoje kaprysy, emocje.

Co jeszcze ciekawego w nich jest?

Strasznie są zazdrośni, pazerni. Walczą często między sobą, kłócą się. Ale oni są bardzo, bardzo przywiązani do środowiska. Oni z tego środowiska dużo czerpią wiedzy. Obserwują, jak się zachowują inne zwierzęta i często podobnie działają. Szczególnie, gdy są agresywni.

A powiedz, jak mieszkają te istoty?

W ogóle nie mieszkają.

Nie mieszkają?

Tam gdzie się zatrzymają, kładą się i śpią. Odpoczywają, bawią się, jedzą w drodze, wypoczywają w drodze.

Nie budują żadnych szałasów?

Szałasów?

Jak przygotowują posiłki? Czy palą ognisko? Przyjrzyj się temu zwyczajowi.

Oni nie muszą niczego budować. To wszystko mają, gdy potrzebują, znajdują. Chowają się pod drzewami, w pniach starych drzew. Oni nic nie przygotowują sobie do jedzenia.

Nic nie jedzą?

Jedzą, ale to co znajdą to od razu spożywają.

To co zbierają, tak? Zwierząt nie jedzą, mięsa?

Nic nie wiem.

Nie wiesz czy palą ogniska?

Noszą ze sobą ogień, ale po to aby odstraszać zwierzęta. Tak, jest tam ktoś, kto jest odpowiedzialny za to. Cały czas pilnuje ten ogień. Jest to dla nich bardzo, bardzo ważne. Bardzo ważne. Unikają innych. Nie dla tego, że się boją, ale nie chcą rywalizować o terytorium. Nie są na tyle silni  jak ich sąsiedzi, dlatego unikają. Są jakby bardziej pokojowo nastawieni. Bardzo, bardzo są oddani przyrodzie.

A jak są ustosunkowani do ciebie i do twojego towarzysza?

Oni się tak naprawdę nas boją, ale wymusiliśmy posłuszeństwo na nich.

W jaki sposób?  Czy macie jakąś broń?

No bez tego nie możemy tam być.

To powiedz mi, jak ona wygląda, jak  jest skonstruowana, jak działa?

Te urządzenia wysyłają wiązkę promienia i ona je paraliżuje. I oni wiedzą, że lepiej być posłusznym, bo to strasznie boli. Tak krzywdy im fizycznie nie robimy, ale najgorzej pierwszy raz. Teraz przed nami już nie uciekają, są bardzo ciekawi, oglądają nasz lądownik, skubią, pomrukują. Są zdziwieni w ogóle, że coś takiego może istnieć. Traktują nas w specjalny sposób. Ale mimo to się boją. Cały czas się boją, czują respekt. Nie wiem czy tak można powiedzieć, ale dla nich jesteśmy najważniejsi. Oni jak gdyby nie rozumieją, czy jeszcze nie uświadomili sobie, że nad nimi mogą panować jakieś wyższe istoty. Oni jeszcze tego nie rozumieją. Ale jesteśmy dla nich bardzo ważni.

A powiedz mi jak bardzo różnią się wasze ciała? Jak wy wyglądacie i jak oni?

Oni są w stosunku do nas niżsi, bardzo krępej budowy ciała, i mają nieskoordynowane ruchy. Szybko popadają w emocje. Przede wszystkim mają bardzo owłosione ciało. Pomarszczone, zaniedbane w stosunku do naszego. Jesteśmy wyżsi, smuklejsi. Właściwie bardzo chudzi w stosunku do nich. Większe głowy mamy, dłuższe palce, lepiej ukształtowane. No przede wszystkim kolorem skóry i owłosienia, zupełnie prawie nie ma.

Wy nie macie?

Prawie w ogóle, jakieś resztki gdzieniegdzie.

A jakie macie ubrania?

To jest jednolite, uniform. Ale my tego nie możemy ściągać, ponieważ tam jest dużo takich owadów i one zabijają nas. Natomiast tamte istoty,  nie. Są jak gdyby bardziej uodpornione. Bardzo, bardzo gładkie, przylegające ściśle do ciała stroje. Ściągamy ten strój, dopiero jak jesteśmy w bazie.

A określ mi, jaki jest kształt tej bazy? Do czego podobna, do czegoś co znasz? Jak byś mi to opisał?

Do kształtu tortu.

Tortu?

Tak średnica nie jest duża, ale tam jest wszystko tak poukładane, że dla nas wystarczy tam miejsca.

Czy okna są też?

Są okna, ale one właściwie są w kształcie elipsy.

Takie bulaje w kształcie elipsy, tak?

Tak.

A jaka może być średnica, mniej więcej, gdybyś tak w metrach mógł to przybliżyć? Jak byś to określił?

Średnica głowy.

No, to okna, tak?

Tak.

Ale cały pojazd, cały ten tort.

Średnica? Nawet nie ma trzech metrów. To jest mały lądownik.

A wchodzi się po drabince, czy jak?

Od spodu.

Są schodki, czy jak?

Taka rampa opuszczana jest na sygnał, albo z zewnątrz, albo od środka.

Rozumiem. OK. Teraz kiedy policzę do trzech […]. Powiedz mi, gdzie teraz jesteś, co widzisz, co robisz?

Właśnie się zbliżamy do naszej bazy. Na pokładzie mamy… Na pokładzie właśnie mamy małpę.

Jedną?

Tak, jest strasznie przerażona. Ona jest świadoma tego co się wokół dzieje, ale jest pozbawiona jakiejkolwiek reakcji. Jest na wpół przytomna, a zabraliśmy ją na polecenie. Ona ma być jakimś szczególnym badaniom poddana. To muszą zrobić na bazie. Jest bardzo, bardzo ciężka. Obsługa nie może sobie z tym poradzić.

Już jesteście przy tej bazie, tak?

Tak.

Przenosicie ją? Musicie ją w rękach przenosić?

My nie przenosimy, to obsługa przenosi. Tak, ona będzie badana, ale wróci z powrotem do swojego stada.

Odwieziecie ją, tak?

Tak.

Powiedz mi, jak wygląda ta baza? Jakie to jest duże? Czy to jest zakotwiczone gdzieś na jakimś stałym gruncie, czy też w powietrzu?

W powietrzu.

W powietrzu, tak? Gdzieś na orbicie?

Tak, tak. To jest potężna stacja.

Powiedz, jak duża?

Bardzo duża, trudno mi powiedzieć. Praktycznie to jest… no nie wiem jak to ująć.

Jak dom, jak wioska?

Jak miasto.

Czy to wszystko krąży wokół Ziemi, czy gdzieś dużo dalej?

Nie może być blisko Ziemi, bo jest nie korzystne jakieś oddziaływanie, ale ja się na tym nie znam. W każdym bądź razie dotarcie na Ziemię to jest chwila, moment

Tym waszym lądownikiem, tak?

Nie tylko naszym, bo tam na bazie są jeszcze inne grupy, w różnych częściach tej planety robią badania na roślinach, na zwierzętach.

Każda grupa  zajmuje się czymś innym, tak?

Tak. Rośliny i zwierzęta, są też jakoś klasyfikowane i zabierane niektóre, chyba gdzie indziej. Transportują je do bazy. Pozostałe grupy właśnie do bazy je transportują. Też przeprowadzają selekcję.

Czy ty też bierzesz udział w jakichkolwiek badaniach tutaj na stacji? W tej głównej bazie?

Ja w zasadzie jestem, nie wiem jak to określić, w tej grupie pośredniej. Czyli wykonuję taką pracę jak gdyby bardziej techniczną, czy mam pozyskać materiał, dostarczyć, zbadać. A inne grupy już bardziej zaawansowane przeprowadzają szczegółowe badania. Ja tylko pobieram próbki, jeżeli jest zakwalifikowany, tego dostarczamy do bazy. Jest jakaś ostra selekcja.

Czy potem te osobniki, wy też z powrotem odprowadzacie na Ziemię?

Nie wszystkie.

Tak?

Nie wszystkie.

Nie wszystkie? A co się dzieje z tymi, których nie odprowadzacie?

Pobierają nasienie. To co wiem. Po to żeby przechować. I są transportowani, ale nie wiem gdzie. W ogóle gdzie indziej, ale tym się już nie zajmujemy. Nie wiem.

Ok. Teraz kiedy policzę […]. Powiedz, gdzie jesteś, co robisz?

Jestem wśród tych małp i jedna z nich właśnie będzie rodzić. Ona została zapłodniona na stacji. Tak, i  my cały czas właśnie ją pilnowaliśmy. Byliśmy przy niej. Oprócz nas jest jeszcze inna grupa z bazy. Ale czemu to służyć ma dalej to my nie wiemy, oni tylko wiedzą. My jesteśmy od tego, aby ich formalnie tam zabezpieczyć. Pozostałe osobniki siedzą skulone tak jakby miały świadomość, że to nie będzie ich członek społeczności. One tego są świadome. Ale na nas to nie robi żadnego wrażenia. Po prostu robimy to co do nas należy. Wiemy, że to ma być konkretna selekcja ukierunkowana i to wszystko. Naszym zadaniem jest po prostu doprowadzić do końca naszą pracę. Właśnie tamta grupa z bazy się cieszy, bo wszystko się odbyło w naturalny sposób.

Czyli zdziwieni, że wszystko tak jak w naturze, tak samo ta samica rodziła. Bez udziału kogokolwiek, sama sobie po prostu poradziła. Chyba oni planują, że tego noworodka zabiorą ze sobą, ale muszą to z kimś skonsultować, z kimś bardzo ważnym. No już wiedzą, że praktycznie, jak gdyby już w fazie płodu było wiadomo, że jest bardziej szlachetny, bardziej uszlachetniony. Że jak gdyby lepsza wersja do stworzenia. Że podjęli właściwe ryzyko, właściwy kierunek, żeby z tych małp zrobić sobie podobnych do siebie. Wszyscy się cieszymy, jesteśmy zadowoleni, że się udało. Wiem, że na bazie jest przygotowany jakiś program przyspieszenia ich, jak gdyby nauki, ewolucji. I my też tym się mamy zająć, ale to dopiero przyszłość. Tych nowych osobników musi być więcej. To z nimi mamy pracować. Właśnie, jesteśmy upominani, że mamy swoją pracę, swoje zadanie szybciej wykonywać. Kurde! Przecież tu chodzi o rywalizację jakąś. Że takich jak my tu jest więcej chętnych. Tu chodzi o przejęcie, o kontrolę nad tymi małpami. No, ale tamci są też pokojowo nastawieni. Bardzo dużo od nas wymagają. Bardzo dużo. Czasu mówią, że coraz mniej, że musimy się spieszyć. Tak wygląda jakby się… Nie wiem czy dobrze to rozumiem, jakby się nasz baza z tamtą dogadała, żeby prowadzić wspólnie badania, żeby w przyszłości mogły te grupy się połączyć. Mamy wspólnie prowadzić badania, ale co z tego wyjdzie to jeszcze nie wiadomo.


Ok. Teraz kiedy policzę […]. Jesteś już gdzie indziej. Powiedz mi co robisz, i czym się zajmujesz?

Jestem w pomieszczeniu. Nie wiem… to jest biurko, katedra, jakiś kontuar. Przede mną siedzą młodsi ode mnie. Tak ja ich przygotowuję. Między innymi ja ich przygotowuję. Oni mają zostać na tej planecie. To są ochotnicy. Z tamtymi po eksperymencie mają się łączyć, mają z nimi żyć. O kurde!

Z tymi sklonowanymi, tak?

Tam są też mężczyźni, tam są też kobiety. Zdają sobie sprawę, że zostaną tutaj do końca już. Że za chwilę bazę opuszczą i będą zdani tylko na siebie. Ale niektórzy w ostatniej chwili jeszcze się zastanawiają, czy podołają, czy zechcą. Mają wolny wybór. I są tacy, którzy z pełnym przekonaniem chcą wziąć udział w tym przedsięwzięciu.

A jaka jest twoja rola w tym momencie?

Ja im opowiadam o moich doświadczeniach, o tym jak tam jest. Jak należy z nimi żyć, jak do nich podchodzić i jakimi emocjami się kierują. Opowiadam im wszystko to, co tam doświadczyłem sam. Inni przede mną im mówili w jaki sposób mają ich uczyć, edukować. Stopniowo, po woli, że będą zdani na siebie, że nie będą mieli możliwości ochrony. Ochrony istnienia,  tak jak mają na bazie. Że będą narażeni na zwierzęta, na owady, na choroby, i że wielu z nich nie wytrzyma i umrze, pozostanie. Ale oni są tego świadomi. Tu chodzi o stworzenie nowej rasy. Bardzo są oni odważni i ciekawi.

Co jeszcze robisz teraz na bazie? Oprócz dzielenia się swoimi doświadczeniami? Jakie są jeszcze inne twoje zadania?

Ja mam taką rolę łącznika. Przez jakiś czas będę obserwować dwie wybrane grupy. Będę zdawać relację, ale nie ingerując. O kurde! Oni tam robią pranie mózgu. Oni muszą o wszystkim zapomnieć. Czy to jest możliwe? Oni po prostu nie będą wiedzieli  skąd przybywają i kim są. Ale to ich załatwili. Dlaczego wcześniej im o tym wszystkim  mówili? A teraz o niczym nie będą pamiętać. Oni po prostu się mają stać tak jak tamci, jak te małpy. Wszystko od początku. To jest cel. Wszystko od początku. Tak baza wróci za jakiś czas sprawdzić. A ja tam będę i będę z bazą właśnie zbierać informacje, kontrolować.  Przypatrywać się. Ale dlaczego na poziomie fizycznym mają być bezwzględni. Eliminować tych, którzy się nie nadają. Tak ma być widocznie.

Czy chodzi o selekcję rasy?

Tak, tylko najzdrowsi z tej krzyżówki mają…  będą mieli prawo żyć, istnieć. Poza kontrolą wszystko pozostało. Oni mają wolny wybór. Żadnej ingerencji z zewnątrz. Oprócz tego, że na początku fizyczna. Czyli eliminacja tych najsłabszych. Chorych i niedorozwiniętych, źle ukształtowanych. Ale ich załatwili, no! Oni nic już nie wiedzą. Już nic nie wiedzą.

Dobrze, teraz kiedy policzę do […]. Powiedz, gdzie jesteś, co robisz, czego doświadczasz?

Jest taki program, aby z tych dwóch koloni stworzyć jeszcze kilka większych. W czasie… O kurde! I w czasie ich snu mają być zabrani wytypowani, po to żeby ich osiedlić w innym miejscu. Zmieszać pierwszą i drugą grupę, tak aby powstała trzecia. I przygotowane jest dla nich miejsce. To jest prawdziwe laboratorium w naturze. Tu wszystkie chwyty dozwolone. Liczy się wynik, efekt.  Ale baza jest zadowolona, bo wszystko idzie zgodnie z planem. Są sprawniejsi manualnie. Lepiej dostrzegają to co się wokół nich dzieje. Są bardziej błyskotliwi. Mniej cech zwierzęcych mają w sobie. Ale za to mają coś takiego, za dużo kombinują. Zaczynają eksperymentować. Szybko się uczą. Zaczynają uciekać się do małych oszustw. W bardziej wyrafinowany sposób rywalizują między sobą. Tutaj właśnie prym zaczynają zdobywać męskie osobniki. Są fizycznie silniejsi, ale emocjonalnie i psychicznie słabsi. I dla tego ukrywają to przed samicami. Dlatego siłą,  jak gdyby zdobywają przewagę, władzę nad pozostałymi. Intelektualnie są mniej rozwinięci, bardziej szorstcy, bardziej prymitywni. Samice są bardziej, takie subtelne, bardziej uczuciowe. Bardziej zaradne, bardziej przewidujące, jest duża różnica. Jeśli chodzi o budowę fizyczną i to co jest w nich w środku w psychice. Coś tutaj nie wyszło tak jak powinno. A baza jeszcze nie wie, co tutaj zaszło, o co tutaj chodzi, ale ta różnica jest. I ją bardzo trudno będzie zlikwidować, zatrzeć. Nie poszło w tym kierunku, w którym miało iść. Ale my wiemy,  że to jest cena, jaką trzeba było zapłacić. Na początku dali im wolną wolę. Bez żadnych ingerencji. Ja się bardzo dziwnie tam czuję teraz. Jakiś czuję niedosyt, że nie poszło tak jak powinno, jak zamierzaliśmy. Od tamtego czasu się wiele, wiele zmieniło, tam gdzie byliśmy. Kurde! Może to… Nie to jest chyba nie możliwe, tam się troszeczkę przyroda zmieniła. Jakby inne drzewa były inne rośliny. Trochę inne zwierzęta, ale to jest ten sam obszar. Coś tam się zmieniło. Cała się zmienia. To się zmienia wszystko. O jejku! Tak jakby się zmieniał klimat. Nie wiem, ale tamci są przerażeni, nie wiedzą co z tym zrobić. […]  (kas). Im dłużej tam żyją, tym większą ilość czasu muszą poświęcić na zdobycie pożywienia, na miejsce do życia. Coraz trudniej im się żyje. Jeszcze do tego komplikują sobie życie. Coś nie poszło tak jak powinno. To nie tak miało być. Za bardzo się chyba skoncentrowali na ciałach, a tamte sprawy zostały zaniedbane.

Jakie sprawy?

No, rozwoju psychicznego, emocjonalnego.

A czy możesz, bardziej dokładnie opisać mi te istoty. Jak w tej chwili one wyglądają. Czy mocno zmieniły się ich postawy, ich ciała.?

Są sprawniejsi. Sprawniejsi są intelektualnie i fizycznie.

Czy nadal są tak samo kudłate, czy nie?

Nie wszyscy, ale raczej już nie. Już mniej. Już twarze mają ładniejsze, bardziej kształtne. Niektóre grupy już jak gdyby osiadły na stałe. A niektóre jeszcze wędrują, szukają swojego miejsca. Ale wolno im to,  bo mają wolną wolę.

Powiedz mi, czy te grupy, które osiadły na stałe, żyją w jakichś szałasach, budynkach? Jak to można określić, gdzie sypiają?

I tu jest problem, bo te grupy,  które zaczęły osiadać na stałe, zaczęły odbiegać od tego głównego wzorca. Rywalizacja między sobą, kłótnie, walki.  Próbują już… nie wiem jak to nazwać, ale już robią takie budowle konkretne. Bardziej trwałe i z tego materiału,  który mają pod ręką. Drewno, kamień, błoto… Nie, to nie jest błoto, to jest chyba glina. Tak i tym łączą różne elementy i z drewna i z głazów i z kamieni. Też Góra nie jest zadowolona, bo oni zaczynają polować na zwierzęta. Tam chyba jest straszny głód.  W ogóle nie ma… Dlatego polują na zwierzęta, bo oni są głodni. Zaczęli wokół siebie wszystko niszczyć. No i przyroda nie zaczęła się odtwarzać. Tak, już nie jest w stanie ich wykarmić, to co jest wokół  nich. Zaczynają polować na zwierzęta.

A powiedz mi, w jaki sposób polują na te zwierzęta? Jak potem przygotowują to mięso zwierząt do spożycia?

Osaczają zwierzęta i zabijają, kijami, głazami. Niektóre kobiety, a i dzieci, wszystkie dzieci jedzą… O kurde! Surowe mięso, wątrobę –  to jest chyba wątroba – mózg! O jeju! Ale oni są strasznie głodni, krew piją. Oni nauczyli się już przygotowywać. Oni wrzucają kawałki mięsa do ogniska. Tak, i później takie mięso jedzą. Kurcze, on ze skórą to… o jej! Zjadają wszystko, dosłownie wszystko. Nawet kości są łamane i to co jest w środku też wysysają. Nawet małe zwierzątka, łapią i jedzą. Wszystko co im w ręce wpadnie. A baza się cieszy, że sobie radzą, że są w stanie przetrwać. Pytają nas, czy można już ich samych sobie zostawić i wrócić za jakiś czas, sprawdzić co u nich się dzieje. Nie przewidzieliśmy, że powstaną takie grupy. Jedne będą wędrować, a drugie zostaną na stałe w danym miejscu. Że taka różnica będzie między nimi, jeżeli chodzi o zachowanie. O to, że część z nich się inaczej zachowuje, jest bardziej dojrzała psychicznie, a druga część bardziej fizycznie, ale to ma i dobre i złe strony. Właśnie podjęto decyzję, że co jakiś czas będą odwiedzani. Mamy ich zostawić.

Ok. Teraz kiedy policzę […]. Gdzie teraz jesteś?

Chyba to jest Ziemia. Ale pięknie tam jest. Bardzo  ładnie. Zgodziłem się tam zostać do końca. Dlaczego? Nie wiem.

Opowiedz mi jak mieszkasz, jak żyjesz, co jest twoim domem?

Kudźwa, nic nie jest moim domem, nigdzie nie mieszkam. O co tam chodzi?

Czy masz ciało?

Nie wiem właśnie, czy mam ciało.

Zbadaj sytuację, masz trochę czasu.

Już nie mam ciała. Ale dlaczego tam jestem? Miałem takie życzenie.

To jest w nagrodę, tak?

To jest nagroda.

Powiedz, czego doświadczasz?

Tego, czego nie mogłem wcześniej. Przecież tam jest pięknie. Jest cudownie. Wtedy nie mogłem.

Kiedy miałeś ciało, nie czułeś się Ziemianinem? Nie miałeś takiej możliwości być na stałe na Ziemi? Jak to było?

Przecież to jest wszystko takie dziwne. Ja nie byłem nigdy Ziemianinem. Ale się zgodziłem na taką pracę, na taki program i taki byłem. Nie było łatwo. Było nieraz niebezpiecznie. I teraz jestem ponad wszystkim. Wolny. Pięknie tam jest.

Jak długo zamierzasz pozostać na Ziemi w tej formie?

I tu jest problem. Sam nie wiem. Mi się wydaje, że ja nigdy się nie nacieszę widokiem takim czy innym, że wciąż mi będzie mało. Zawsze coś odkryję i zostaję, zawsze coś odkryję i zostaję. Ale się cieszę, że mogę tam być.

Czy spotykasz te istoty, które wcześniej  nadzorowałeś?

Już ich dawno nie ma. Już ich dawno nie ma.

A co się z nimi stało?

Rozwinęli się. Rozeszli się w różne strony. Zaczęli się łączyć z innymi.

Czy wyglądają teraz inaczej?

Co to znaczy inaczej?

No, po prostu wyewoluowały, tak czy nie?

Oni się cały czas rozwijają. Cały czas, ale nie tak jak miały. Coś tu nie tak. Jeszcze próbują przechytrzyć samych siebie. Ale oni już wiedzą, że nad nimi jest ktoś wyższy. Nie potrafią sobie z tym poradzić. Ale nikt nie próbuje im z zewnątrz tego wytłumaczyć. Bo to tak ma być. Mają wolną wolę. Nie ograniczone możliwości. Żadnych nakazów, żadnych zakazów. Jakieś wyjątkowe to jest.

Ok. Teraz powoli będziemy wracać… (zakończenie).

 

Pięknie dziękujemy autorowi za przesłanie tego jakże fascynującego zapisu sesji hipnotycznej. Wiemy, że pan Henryk Markowski ma takich materiałów mnóstwo i już zapowiadamy publikację kolejnych… Obiecaliśmy na początku materiał wideo, który pokazuje przykładową sesję hipnotyczną. Poniżej obiecany materiał.”

 źródło:
Opublikowano ., Esperymenty, Rozwój duchowy, Starożytność, UFO cywilizacje pozaziemskie, Wydarzenie-ujawnienie | 65 komentarzy

Porozmawiajmy na temat szeroko pojętego zdrowia…

Na prośbę Małgosi , kontynuacja tematu szeroko pojętego Zdrowia.Mogą być w nim poruszane metody konwencjonalne i niekonwencjonalne np leczenie za pomocą akupunktury, wodolecznictwo, krioterapia, ziołolecznictwo,. Osobiście do chirurgii mam stosunek nieufny- nie wydaje mi się ,że krojenie człowieka jest jego leczeniem, moim zdaniem istnieje zawsze szansa aby uniknąć leczenia chirurgicznego.Kiedyś miałem problem z przepukliną i miałem nadzieję ,że się cofnie ale tak się nie stało i musiałem podać się zabiegowi podwieszenia jelita za pomocą siatki.

Imponują mi wszyscy healerzy filipińscy którzy potrafią wykonywać bezkrwawe operacje.Uważam również ,że ok  90 % chorób rodzi się w naszym umyśle, nawet bakterie czy wirusy nie zawsze nas zaatakują , ale najczęściej wtedy kiedy mamy obniżoną odporność.

Opublikowano Uzdrawianie | 53 komentarze

Modlitwy do Matki Ziemi

Niektórzy modlą się do Matki Bożej, ale dużo dużo mniej osób modli się do Matki Ziemi.To z jej pierwiastków, z jej „ciała”, między innymi z wodoru, tlenu, węgla, azotu zbudowane jest nasze ciało- niektórzy mówią – „opakowanie” naszej Duszy.Jednak bez naszego ciała nie moglibyśmy doznawać emocji , uczuć , nie moglibyśmy odczuwać jej zapachu po naszymi stopami, nie moglibyśmy odczuwać głębi Oceanu obmywającego nasze ciało, nie moglibyśmy również poczuć rytmu przepływającego powietrza przez nasze Ciało.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O Matko Ziemia
Nieskalana bądź .
Otwórz swe ramiona
I dzieci swe pobłogosław
Dobrem wszelkim.

    O Matko Ziemio
W jedni z nami zostań
I twórz wspólnie
Harmonię istnienia.

O Matko Ziemio
Ty miłości spragniona
Dajemy Ci ją.

    O Matko Ziemio
I My miłości spragnieni
Daj  nam ją .

Pozostańmy Matko
We wspólnych objęciach
Nieskalanej  miłości
Boga.

źródło: http://www.epokaserca.pl/joomla/medytacje/45-modlitwa-do-matki-ziemi

Opublikowano ., Gaja, Istota Ludzka, Kosmos | 77 komentarzy

„WSZYSTKO” we WSZYSTKIM

ROZDZIAŁ VII „WSZYSTKO” WE WSZYSTKIM „Podczas gdy wszystko jest we WSZYSTKIM, równie prawdziwym jest, że WSZYSTKO jest we wszystkim. Ten, kto prawdziwie rozumie tę prawdę, doszedł do wielkiej wiedzy” – Kybalion.

Jak często większość ludzi na okrągło słyszy, że ich Bóstwo (nazywane wieloma imionami) było „Wszystkim we Wszystkim”, a jak mało podejrzewali oni istnienia wewnętrznej okultystycznej prawdy ukrytej w tych nierozważnie wymawianych słowach? To powszechnie używane wyrażenie jest tym, co przetrwało ze starożytnej maksymy hermetycznej przytaczanej powyżej. Kybalion mówi: „Ten, kto prawdziwie rozumie tę prawdę, doszedł do wielkiej wiedzy”. A skoro tak, to odnajdźmy tę prawdę, której zrozumienie oznacza tak wiele. W tej prawdzie – w tej hermetycznej maksymie – zawarta jest jedna z największych prawd filozoficznych, naukowych i religijnych. Przedstawiliśmy nauki hermetyczne odnoszące się do mentalnej natury Wszechświata – do prawdy mówiącej, że „Wszechświat jest mentalny, utrzymywany w Umyśle WSZYSTKIEGO”. W wyżej przytaczanym cytacie Kybalion mówi: „wszystko jest we WSZYSTKIM”. Lecz zwróć uwagę na skorelowane z tym stwierdzenie, że „równie prawdziwym jest, że WSZYSTKO jest we WSZYSTKIM”. Te wyraźnie sprzeczne stwierdzenie jest możliwe do pogodzenia dzięki prawu paradoksu. Co więcej, jest to dokładne stwierdzenie hermetyczne dotyczące relacji istniejących pomiędzy WSZYSTKIM a jego mentalnym Wszechświatem. Widzieliśmy, jak „wszystko jest we WSZYSTKIM” – teraz zbadajmy ten drugi aspekt tematu.

Nauki hermetyczne mówią, że WSZYSTKO jest immanentne („pozostające wewnątrz; wrodzone; trwające wewnątrz”) w swoim Wszechświecie i w każdej części, cząsteczce, jednostce czy złączeniu wewnątrz Wszechświata. To stwierdzenie jest zazwyczaj ilustrowane przez nauczycieli odniesieniem do prawa zgodności. Nauczyciel instruuje ucznia, aby ten stworzył mentalny obraz czegoś – osoby, idei – co ma formę mentalną; ulubionym przykładem jest autor czy dramaturg tworzący postaci swoich bohaterów lub malarz czy rzeźbiarz tworzący obraz ideału, jaki chce oddać poprzez swoją sztukę. W każdym z tych przypadków uczeń odkryje, że chociaż obraz ma swoje istnienie i istotę wyłącznie wewnątrz tworzącego go umysłu, to jednak uczeń, autor, dramaturg, malarz, rzeźbiarz również jest, w pewnym sensie, w nim immanentny – przebywa w środku, trwa wewnątrz tego mentalnego obrazu. Innymi słowy, wszystkie zalety, życie, duch w rzeczywistości mentalnego obrazu wynoszone jest z „immanentnego umysłu” twórcy. Rozważ to przez chwilę, aż uchwycisz tę ideę.

Jako współczesny przykład załóżmy, że Otello, Iago, Lear, Ryszard III w momencie ich poczęcia czy kreacji istnieli wyłącznie w umyśle Szekspira. A jednak Szekspir również istniał w każdej z tych postaci, dając im ich witalność, ducha i działanie. Czyim jest „duch” bohaterów znanych jako Micawber, Oliver Twist, Uriah Heep – czy jest to Dickens, czy każda z tych postaci ma osobistego ducha, niezależnego od swego twórcy? Czy Venus de Medici, Madonna Sykstyńska czy Apollo Belvidere są samodzielnymi duchami i rzeczywistościami, czy może reprezentują one duchowe i mentalne moce ich twórców? Prawo paradoksu tłumaczy, że obie propozycje są prawdziwe, gdy spogląda się na nie z różnych punktów widzenia. Micawber jest Micawberem, a jednak Dickensem. Ale gdy o Micawberze można powiedzieć, że jest Dickensem, to jednak Dickens nie jest identyczny z Micawberem. Człowiek, tak jak Micawber, może zawołać:

„Duch mojego Twórcy jest obecny we mnie – a jednak ja nie jestem NIM!”. Jak odmienne jest to od szokującej półprawdy tak krzykliwie głoszonej przez połowicznie mądrych, którzy wypełniali powietrze swoimi ochrypłymi okrzykami: „Jestem Bogiem!”. Wyobraź sobie biednego Micawbera czy przebiegłego Uriah Heep, krzyczącego: „Jestem Dickensem”, czy kogoś z mniejszych ról w sztuce Szekspira, kto kwieciście ogłasza: „Jestem Szekspirem!”. WSZYSTKO jest w dżdżownicy, a jednak dżdżownica jest daleka od bycia WSZYSTKIM. Ale wciąż zastanawiamy się, że chociaż dżdżownica istnieje zaledwie jako niska forma życia i ma swoje istnienie wyłącznie wewnątrz Umysłu WSZYSTKIEGO, to jednak WSZYSTKO  istnieje w dżdżownicy i w cząsteczkach, które tworzą dżdżownicę. Czy może być większa tajemnica niż ta, że „wszystko we WSZYSTKIM; i WSZYSTKO we wszystkim”?

Uczeń oczywiście zda sobie sprawę, że powyższe przykłady są zawsze niedoskonałe i nieadekwatne, gdyż reprezentują one tworzenie obrazów mentalnych w skończonych umysłach, podczas gdy Wszechświat jest kreacją Nieskończonego Umysłu – i rozdziela je różnica pomiędzy tymi dwoma biegunami. A jednak jest to zaledwie kwestia stopnia – działa to samo prawo – prawo zgodności ukazuje się w każdym: „Jak na górze, tak i na dole; jak na dole, tak i na górze”.

Człowiek, w stopniu, w jakim zdaje sobie sprawę z istnienia wewnątrz jego istoty wewnętrznego, immanentnego Ducha, będzie wzrastał na duchowej skali życia. To właśnie oznacza duchowy rozwój – rozpoznanie, spełnienie i ukazanie Ducha wewnątrz nas. Spróbuj zapamiętać tę ostatnią definicję dotyczącą duchowego rozwoju. Zawiera ona w sobie Prawdę Prawdziwej Religii.

Istnieje wiele płaszczyzn istnienia – wiele podpłaszczyzn życia – wiele stopni egzystencji we Wszechświecie. Wszystkie zależą od zaawansowania istot na skali, której najniższym punktem jest najgęstsza materia, a najwyższy jest jedynie najcieńszym podziałem oddzielony od DUCHA WSZYSTKIEGO. I wszystko porusza się do przodu i w górę wzdłuż tej skali życia. Wszystko jest na Drodze, której końcem jest WSZYSTKO. Każdy rozwój jest powracaniem do domu. Wszystko jest do góry i do przodu, nawet gdy zdaje się być przeciwnie. Takie jest przesłanie oświeconych.

Nauki hermetyczne odnoszące się do procesu mentalnej kreacji Wszechświata mówią, że na początku cyklu kreacji WSZYSTKO, w swoim aspekcie „istnienia”, dokonuje projekcji swojej woli ku swojemu aspektowi „stawania się” i to rozpoczyna proces tworzenia. Naucza się, że ten proces składa się z obniżania wibracji, aż osiągnięty zostanie bardzo niski poziom energii wibracyjnej, w którym to miejscu manifestowana jest najgęstsza forma materii. Ten proces nazywany jest stadium inwolucji, w którym WSZYSTKO staje się „związany” czy też „wpleciony” w swoją kreację. Hermetycy wierzą, że proces ten odpowiada mentalnemu procesowi artysty, pisarza, wynalazcy, który staje się tak bardzo wpleciony w swoją mentalną kreację, że prawie zapomina o swoim własnym istnieniu i przez ten czas prawie „żyje w swojej kreacji”. Jeśli zamiast „wpleciony” użyjemy słowa „zaabsorbowany”, to zapewne lepiej oddamy to, co mamy na myśli.

To mimowolne stadium tworzenia jest czasem nazywane „wylewaniem” boskiej energii, tak jak stan ewolucyjny jest nazywany „wciąganiem”. Skrajny biegun procesu tworzenia uważany jest za najbardziej odległy od WSZYSTKIEGO, podczas gdy początek stadium ewolucyjnego uważany jest za początek powrotnego ruchu wahadła rytmu – idei „powracania do domu”, która utrzymywana jest we wszystkich naukach hermetycznych.

Nauki głoszą, że podczas „wylewania”, wibracje stają się coraz niższe, aż ostatecznie ta potrzeba zanika, a wtedy zaczyna się ruch powrotny. Lecz z tą różnicą, że o ile podczas „wylewania” siły twórcze ukazują się w połączeniu i jako całość, o tyle od początku stadium ewolucyjnego, czyli „wciągania”, ukazuje się prawo indywidualizacji, czyli tendencja do dzielenia na jednostki mocy. Skutkuje to tym, że ostatecznie to, co wyszło z WSZYSTKIEGO jako niezindywidualizowana energia, powraca do swojego źródła jako nieskończenie wysoce rozwinięte jednostki życia, które wzrastały coraz wyżej i wyżej poprzez rozwój fizyczny, mentalny i duchowy.

Starożytni hermetycy przy opisywaniu procesu mentalnej kreacji Wszechświata w Umyśle WSZYSTKIEGO używają słowa „medytacja”. Słowo „kontemplacja” jest również często stosowane, lecz zdaje się, że zamysłem jest tutaj użycie Boskiej Uwagi. „Uwaga” jest słowem wywodzącym się z łacińskiego określenia „sięgać; wyciągać”, i właśnie akt uwagi jest mentalnym „sięganiem; rozszerzaniem” mentalnej energii. Teraz mamy już podstawowe rozumienie do badania prawdziwego znaczenia „uwagi”.

Nauki hermetyczne odnoszące się do procesu ewolucji mówią, że WSZYSTKO, po medytowaniu nad początkiem tworzenia – mając zatem ustanowione materialne podstawy Wszechświata, powołując go myślą do życia – stopniowo rozbudza się lub wznosi ze swojej medytacji i tym samym zaczyna ukazywać się proces ewolucji, na płaszczyźnie materialnej, mentalnej i duchowej, sukcesywnie i po kolei. Tym samym zaczyna się ruch do góry – i  wszystko zaczyna poruszać się w kierunku Ducha. Materia staje się mniej gęsta; pojawiają się Jednostki; zaczynają formować się połączenia; Życie pojawia się i ukazuje w coraz to wyższych postaciach; a Umysł staje się coraz bardziej jasny – wibracje nieustannie się wznoszą. W skrócie – rozpoczyna się cały proces ewolucji, we wszystkich swoich fazach, i przebiega on według ustanowionych praw procesu „wciągania”. Wszystko to trwa eony eonów czasu człowieka, gdzie każdy eon zawiera niezliczone miliony lat. A jednak oświeceni informują nas, że całe tworzenie, inwolucja i ewolucja Wszechświata jest jak „mrugnięcie okiem” dla WSZYSTKIEGO. Na końcu niezliczonych cykli eonów czasu WSZYSTKO wycofuje swoją uwagę – swoją kontemplację i medytację – Wszechświata, gdyż Wielkie Dzieło jest ukończone, i wszystko jest cofnięte do WSZYSTKIEGO, z którego się wyłoniło. Lecz tajemnicą tajemnic – duch każdej duszy nie jest unicestwiany, lecz jest nieskończenie rozszerzany – Twórca i Tworzenie są scaleni. Tak mówią oświeceni!

Powyższy przykład „medytacji” i następującego po niej „rozbudzania z medytacji” WSZYSTKIEGO jest oczywiście jedynie dokonaną przez nauczycieli próbą opisania nieskończonego procesu poprzez skończony przykład. A jednak: „Jak na górze, tak i na dole”. Różnica istnieje zaledwie w stopniu. I tak jak WSZYSTKO wstaje z medytacji nad Wszechświatem, tak i człowiek (z czasem) przestaje ukazywać się na płaszczyźnie materialnej i wycofuje się coraz bardziej do wewnętrznego ducha, który rzeczywiście jest „Boskim Ego”.

Istnieje jeszcze jedna kwestia, którą chcemy przedstawić w tej lekcji metafizycznej sfery spekulacji, chociaż naszym celem jest jedynie ukazanie jej daremności. Chodzi nam o pytanie, które niewątpliwie pojawia się w umysłach wszystkich myślicieli, którzy dążyli do poznania Prawdy. To pytanie brzmi: „DLACZEGO WSZYSTKO tworzy Wszechświaty?”. To pytanie można zadać w różnych postaciach, lecz powyższe stanowi sedno.

Ludzie usilnie starali się odpowiedzieć na to pytanie, lecz nie istnieje odpowiedź godna swej nazwy. Niektórzy wyobrażali sobie, że WSZYSTKO miałoby coś przez to zyskać, lecz jest to absurd, bo czyż WSZYSTKO mogłoby zyskać coś, czego nie posiada? Inni poszukiwali odpowiedzi w idei, że WSZYSTKO „chciało coś kochać”; a jeszcze inni uważali, że dla przyjemności czy zabawy; albo dlatego, że „było samotne”; czy też dla ukazania swojej mocy – wszystko to są dziecinne wyjaśnienia i pomysły, które należą do dziecinnego okresu myśli.

Inni poszukiwali wyjaśnienia tajemnicy w założeniu, że WSZYSTKO jest „pobudzone” do tworzenia z powodu własnej wewnętrznej natury – jej „instynktu do tworzenia”. Idea ta wyprzedza pozostałe, lecz jej słaby punkt to pomysł, że WSZYSTKO jest „pobudzone” przez cokolwiek, wewnętrznego czy zewnętrznego. Jeśli jego „wewnętrzną naturą” czy „instynktem do tworzenia” byłby Absolut, a nie WSZYSTKO, to ta część propozycji upada. A jednak WSZYSTKO tworzy i ukazuje, i zdaje się odnajdywać w tym pewien rodzaj satysfakcji. Trudno też jest uciec konkluzji, że w pewnym nieskończonym stopniu musi ono posiadać coś, co odpowiadałoby „wewnętrznej naturze” czy „twórczemu instynktowi” u człowieka, z odpowiednio nieskończonym pragnieniem i wolą. Nie mogłoby działać, gdyby nie miało woli działania; i nie miałoby woli działania, gdyby nie pragnęło działać; i nie byłoby pragnienia do działania, gdyby nie było uzyskanej z tego satysfakcji. Wszystkie te rzeczy należałyby do „wewnętrznej natury” i można by postulować ich istnienie według prawa zgodności. Jednak wciąż wolimy myśleć, że WSZYSTKO działa całkowicie SWOBODNIE, bez żadnego wpływu, czy to wewnętrznego, czy zewnętrznego. Jest to problem, który leży u podstaw trudności; i trudność, która leży u podstaw problemu.

Mówiąc wprost, nie można stwierdzić, że istnieje jakikolwiek „powód” dla działania WSZYSTKIEGO, gdyż „powód” implikuje „przyczynę”, a WSZYSTKO jest ponad przyczyną i skutkiem, z wyjątkiem tego, gdy chce stać się Przyczyną, w którym to momencie to prawo będzie wprawione w ruch. Widać więc, że materia ta jest nie do objęcia myślą, tak samo jak i WSZYSTKO jest niepoznawalne. Tak jak mówimy, że WSZYSTKO po prostu „JEST”, tak samo jesteśmy zmuszeni do stwierdzenia, że „WSZYSTKO DZIAŁA, PONIEWAŻ DZIAŁA”. W końcu WSZYSTKO jest wszelkim powodem w samym sobie – wszelkim prawem samym w sobie; wszelkim działaniem samym w sobie – i można prawdziwie powiedzieć, że WSZYSTKO jest swoim własnym powodem, swoim własnym prawem, swoim własnym działaniem, czy nawet więcej, że WSZYSTKO, jego powód, jego działanie, jego prawo są JEDNYM, gdyż wszystko to są nazwy dla tej samej rzeczy. W opinii tych, którzy przedstawiają te lekcje,  odpowiedź zamknięta jest w WEWNĘTRZNEJ JAŹNI WSZYSTKIEGO razem z jego tajemnicą istnienia. Prawo zgodności, w naszym odczuciu, sięga jedynie do tego aspektu WSZYSTKIEGO, który można określić jako „aspekt STAWANIA SIĘ”. Za tym aspektem jest „aspekt ISTNIENIA”, w którym wszystkie prawa są zagubione w PRAWIE; wszystkie zasady scalają się w ZASADĘ; a WSZYSTKO, ZASADA i ISTNIENIE są IDENTYCZNE, są JEDNYM I TYM SAMYM. Zatem metafizyczna spekulacja w tym miejscu jest bezowocna. Wchodzimy w nią tutaj tylko po to, by pokazać, że znamy to pytanie, jak również by ukazać absurdalność pospolitych odpowiedzi udzielanych przez metafizykę i teologię.

Na zakończenie może być interesującym fakt, że o ile zarówno starożytni, jak i współcześni nauczyciele hermetyzmu skłaniali się raczej w kierunku zastosowania do tego pytania zasady zgodności, co owocowało konkluzją o „wewnętrznej naturze”, o tyle legendy mówią, że HERMES, Wielki, gdy zaawansowani uczniowie zadali mu to pytanie, odpowiedział im MOCNO ZACISKAJĄC WARGI i nie wypowiadając ani słowa, co wskazywało, że ODPOWIEDŹ NIE ISTNIEJE. Może jednak chciał zastosować aksjomat swej filozofii, mówiący: „Usta mądrości są zamknięte dla wszystkiego za wyjątkiem uszu zrozumienia”, uważając, że nawet jego zaawansowani uczniowie nie posiadali zrozumienia, które uprawniałoby ich do otrzymania tej nauki. W każdym bądź razie, jeśli Hermes znał tę tajemnicę, to nie przekazał jej, zatem w tej kwestii USTA HERMESA SĄ ZAMKNIĘTE dla świata. A tam, gdzie Wielki Hermes nie chciał mówić, jaki śmiertelnik ośmieli się nauczać?

Pamiętaj jednak, że jakakolwiek by nie była odpowiedź na ten problem, jeśli rzeczywiście ona istnieje, to pozostaje prawdą, że: „Podczas gdy wszystko jest we WSZYSTKIM, to równie prawdziwe jest, że WSZYSTKO jest we wszystkim”. Nauka w tym temacie jest wyraźna. I możemy dodać kończące słowa cytatu: „Ten, kto prawdziwie rozumie tę prawdę, doszedł do wielkiej wiedzy”.

źródło:

http://www.pistis.pl/biblioteka/Kybalion.pdf

Opublikowano ., Bóg, Dusza, Matrix, Transformacja 2016-2017, Świadomość | 176 komentarzy

Kronika Akaszy – tam jest zapisana każda sekunda życia wszystkich Istot we Wszechświecie

To wyjątkowo ciekawa teoria dotycząca ogółu wiedzy, która została zmagazynowana przez wszechświat od samego początku powstania. Każda myśl, rzecz, obraz lub dowolne wydarzenie, które miało, ma lub będzie mieć miejsce we wszechświecie zostaje „zapisane i skatalogowane” i trafia w jedno miejsce, jedną „centralną bibliotekę wszechświata”. Ktoś, kto potrafi korzystać z tego „zbioru informacji” ma w zasadzie nieograniczony dostęp do wszechwiedzy, na każdy temat. Owa „biblioteka wszechświata” jest różnie nazywana w różnych kulturach, ale przyjęło się ją określać jako „Kronikę Akaszy”.

Dość obszernie pisze na jej temat A.E. Powell w książce „Ciało mentalne”. Autor poruszył w niej kwestię plagiatu, czyli wykonania identycznego dzieła przez dwie różne osoby, co miało miejsce wielokrotnie w historii. Powell sugeruje, że albo jedna, albo dwie osoby na raz nieświadomie skorzystały z owej „biblioteki” i – mówiąc w uproszczeniu – po prostu ściągnęli „ten sam plik”. Warto jest przybliżyć czytelnikom FN tę kwestię. W rozdziale XXI książki „Ciało Mentalne” zatytułowanym „KRONIKA AKASZY” jest następujące wyjaśnienie tej kwestii:

Opis sfery mentalnej nigdy by nie był zupełny, gdyby się pominęło to, co obecnie nosi nazwę kroniki akaszy. Kronika ta stanowi jedyną wiarygodną historię świata. Często nazywa się ją pamięcią przyrody, jak również kroniką karmy lub księgą Lipików.

Słowo akasza jest w tym wypadku niewłaściwe, choć bowiem kronikę tę odczytuje się z akaszy, czyli materii sfery mentalnej, to jednak w rzeczywistości nie przynależy ona do tej sfery.

Jeszcze gorszym określeniem jest dawniej często używana w literaturze nazwa „kronika świata astralnego„, gdyż kronika ta znajduje się daleko od sfery astralnej. Można w niej jedynie czasem znaleźć, jak to niebawem zobaczymy, zniekształcone fragmenty.

Słowo akasza jest w tym wypadku o tyle uzasadnione, że z kroniką tą spotykamy się wyraźnie po raz pierwszy w sferze mentalnej oraz że tutaj możemy się w swej pracy oprzeć na niej w sposób pewny.

Czytelnikowi znany jest już fakt, że w miarę rozwoju człowieka jego ciało przyczynowe, które wyznacza zasięg aury, powiększa swą wielkość, jak również świetlistość i czystość barw. Przenosząc tę myśl na bez porównania wyższy poziom dochodzimy do wniosku, że Logos Słoneczny zawiera w sobie cały Układ Słoneczny. Dlatego wszystko, cokolwiek się w naszym systemie dzieje, znajduje się w obrębie świadomości Logosa. Jak więc widzimy, prawdziwa kronika jest Jego pamięcią.

Co więcej, jest równie jasne, że w jakiejkolwiek sferze ta kronika istnieje, nie może się znajdować zbyt daleko od tego, co mamy my. Wobec tego wszelka kronika, którą potrafimy odczytać, musi być tylko odbiciem owej wielkiej oryginalnej kroniki, jej odzwierciedleniem w gęstszej materii niższych sfer.

Wiadomo nam, że kroniki takie istnieją w sferach buddhi, mentalnej i astralnej; opiszemy je w odwrotnym porządku.

Odbicie kroniki w sferze astralnej jest bardzo niedoskonałe; kroniki, jakie można widzieć w tej sferze są bardzo fragmentaryczne i w dodatku często poważnie zniekształcone. Analogia z wodą, której tak często się używa jako symbolu świata astralnego, jest w tym wypadku wybitnie trafna. Wyraźne odbicie przedmiotu w spokojnej wodzie jest w najlepszym razie tylko dwuwymiarowym odbiciem przedmiotu trójwymiarowego i ukazuje nam tylko jego kształt i barwę. Przedmiot jest przy tym w odbiciu skrócony. Jeśli powierzchnia wody jest pomarszczona, odbicie rozpada się na części i zostaje tak zniekształcone, że staje się niemal całkiem bezużyteczne, a nawet może wprowadzić w błąd co do rzeczywistego kształtu i wyglądu odbitego przedmiotu.

Tymczasem w świecie astralnym nigdy nie możemy mieć stanu, który by choć w przybliżeniu był podobny do spokojnej powierzchni wody. Wręcz przeciwnie, mamy tu do czynienia z gwałtownym i oszałamiającym ruchem. Dlatego nie możemy się spodziewać wyraźnego odbicia. Toteż jasnowidz, który rozporządza tylko widzeniem astralnym, nie może nigdy polegać na żadnym obrazie przeszłości, który się przed nim pojawia, jako na dokładnym i doskonałym. Ta lub owa część odbicia może taka być, ale nie ma żadnej możliwości, żeby to sprawdzić. Przez długie i staranne ćwiczenia może on nauczyć się odróżniać szczegóły wiarygodne od niewiarygodnych oraz budować z dostrzeżonych fragmentów jakiśobraz odzwierciedlonego przedmiotu. Zazwyczaj jednak dużo wcześniej, zanim opanuje te trudności, rozwija wzrok mentalny, który czyni ten wysiłek niepotrzebnym.

W świecie mentalnym warunki są zupełnie odmienne. Kronika, jaką tu można oglądać, jest pełna i dokładna, niepodobna też pomylić się przy jej odczytywaniu. Inaczej mówiąc, wielu jasnowidzów posługujących się wzrokiem mentalnym i badających tę samą kronikę, widzi to samo odbicie i każdy je odczytuje poprawnie.

Czytanie kroniki jest jeszcze łatwiejsze, gdy się rozporządza zdolnościami ciała przyczynowego. Okazuje się, że do doskonałego odczytania kroniki (w stopniu dostępnym w sferze mentalnej), ego musi być w pełni przebudzone, tak iż człowiek potrafi się posługiwać materią atomową sfery mentalnej.

Wiadomo dobrze, że gdy pewna liczba osób ogląda jakieś zdarzenie w świecie fizycznym, to ich opisy tego zdarzenia często poważnie się różnią. Wynika to z błędów obserwacji, gdyż każda osoba widzi zwykle tylko te cechy zdarzenia, które robią na niej wrażenie.

Ten osobisty czynnik nie odgrywa większej roli przy obserwacji w sferze mentalnej, każdy bowiem obserwator ujmuje przedmiot całą swą istotą i dlatego niemożliwe jest, by widział go w zmienionej postaci.

Niemniej jednak może się łatwo wślizgnąć błąd przy przenoszeniu wrażeń w niższe sfery. Przyczyny tego błędu mogą być dwojakie: związane z osobą obserwatora i z trudnością, czy raczej z niemożliwością, wykonania tego zadania w sposób doskonały.

Z natury rzeczy tylko mała część doświadczenia w sferze mentalnej może być wyrażona za pomocą słów fizycznego świata. Ponieważ więc każdy sposób przedstawienia tego doświadczenia może być tylko cząstkowy, istnieje zawsze możliwość wyboru tej cząstki, która będzie ujęta w słowa. Z tego powodu badania prowadzone przez czołowych teozofów za pomocą jasnowidzenia są stale sprawdzane i kontrolowane przez innych badaczy, zanim zostaną opublikowane.

Niezależnie od czynnika osobistego istnieją jeszcze trudności przyrodzone związane z przeniesieniem doznań z wyższej sfery do niższej. W zrozumieniu tej trudności może pomóc analogia do sztuki malarskiej. Artysta malarz usiłuje przedstawić trójwymiarowy przedmiot na płaszczyźnie, która oczywiście ma tylko dwa wymiary. W rzeczywistości zatem nawet najdoskonalszemu obrazowi jest nieskończenie daleko do wiernego odtworzenia sceny, którą przedstawia, niemal żadna bowiem linia ani kąt nie mogą być na obrazie takie same jak w malowanym przedmiocie. Obraz jest tylko niezmiernie pomysłową próbą przekazania jednemu zmysłowi zapomocą linii i barw na płaszczyźnie wrażenia podobnego do tego, jakie odmalowana scena na nas wywiera. Nie może on przekazać nam nic więcej oprócz sugestii zależnych od naszych uprzednich doświadczeń, na przykład szumu morza, zapachu kwiatów, smaku owoców, twardości czy miękkości powierzchni.

Jeszcze większych trudności doznaje jasnowidz, gdy usiłuje opisać zjawiska świata mentalnego za pomocą języka świata fizycznego, gdyż jak była już o tym mowa w poprzednim rozdziale, świat mentalny jest pięciowymiarowy.

W pewnej mierze kronika może się przedstawiać rozmaicie, zależnie od warunków, w jakich jest oglądana. W sferze astralnej odbicie jej ma zwykle postać pojedynczego obrazu, choć niekiedy widziane postacie mogą być obdarzone ruchem. Wówczas zamiast migawkowego zdjęcia mamy dłuższe i doskonalsze odbicie.

W sferze mentalnej występują dwa różne aspekty obrazów.

Po pierwsze: jeśli obserwator nie myśli o obrazach kroniki, tworzą one po prostu tło dla dziejących się zdarzeń. W takiej sytuacji są one w rzeczywistości tylko odbiciem nieustającej aktywności wielkiej świadomości w o wiele wyższej sferze i mają w dużej mierze wygląd obrazów filmowych. Działalność odbitych postaci toczy się stale i rozwija tak, jak gdyby obserwowało się aktorów na odległej scenie.

Po drugie: Jeśli wyćwiczony obserwator kieruje uwagę specjalnie na jakąś jedną scenę, to – ponieważ dzieje się to w sferze, gdzie myśl nie napotyka przeszkód – scena ta natychmiast przed nim się zjawia. Tak na przykład, jeśliby zapragnął widzieć lądowanie Juliusza Cezara w Bretanii, to natychmiast znalazłby się – zamiast tylko oglądać obraz – na brzegu morza wśród legionistów, a całe zdarzenie rozgrywałoby się dokoła niego dokładnie tak, jakby się tam znajdował w 55 roku przed naszą erą. Aktorzy zdarzenia byliby oczywiście zupełnie nieświadomi jego obecności, gdyż są tylko odbiciem; on też nie może zmienić swym wysiłkiem rozgrywającej się akcji. Ma jednak możność regulowania prędkości, z jaką dramat rozgrywa się przed jego oczyma. Może sprawić, że zdarzenia roku przesuną się przed nim w ciągu jednej godziny. Może też, jeśli zechce, zatrzymać ruch w każdym momencie i przyglądać się wybranej scenie tak długo, jak zechce.

Nie tylko widzi wszystko, co widziałby fizycznie, gdyby był świadkiem zdarzenia, ale także słyszy i rozumie, co ludzie mówią, jak również jest świadomy ich myśli i motywów.

W pewnym szczególnym wypadku obserwator ma możność nawiązania intymniejszego kontaktu z kroniką. Gdy obserwuje scenę, w której sam w poprzednim życiu uczestniczył, otwierają się przed nim dwie możliwości:

1. Może odnieść się do niej w zwykły sposób jako obserwator, chociaż – jak zaznaczyliśmy wyżej – o doskonałym widzeniu i wrażliwości.

2. Może jeszcze raz utożsamić się z dawno zmarłą postacią i przeżyć ponownie myśli i uczucia z owych czasów. Odnajduje wówczas w świadomości powszechnej tę cząstkę, z którą ongiś był sam związany.

Czytelnik może teraz z łatwością pojąć, jak cudowne możliwości otwierają się przed człowiekiem, który obdarzony jest zdolnością czytania kroniki akaszy w każdej chwili. Ma możność oglądania w wolnych chwilach całej historii i poprawienia wielu błędów i nieporozumień, jakie wkradły się do przekazywanych nam przez historyków relacji. Może również obserwować na przykład zmiany geologiczne, jakie się w przeszłości dokonały, i kataklizmy, które wielokrotnie zmieniały oblicze ziemi.

Zazwyczaj można ustalić datę każdej badanej kroniki, ale wymaga to niekiedy znacznego wysiłku i pomysłowości. Istnieje kilka metod wykonania tego zadania:

1. Obserwator może wejrzeć w umysł inteligentnej osoby występującej w obserwowanej scenie i zobaczyć, jaką datę ona przyjmuje.

2. Może odnaleźć datę napisaną w liście lub dokumencie. Po ustaleniu daty według, na przykład, rzymskiej lub greckiej chronologii, trzeba oczywiście dokonać pewnego rachunku, aby otrzymać datę według przyjętego obecnie systemu.

3. Możliwe jest także posłużenie się jakimś ówczesnym zdarzeniem, którego datę można łatwo ustalić na podstawie zwykłych źródeł historycznych.

Stosunkowo od niedawna można bez większych trudności ustalić datę historycznych zdarzeń, ale w dawniejszych czasach stosowano inne metody oznaczania dat. Jeśli nawet da się odczytać datę w umyśle jakiejś osoby występującej w obserwowanej scenie, to jeszcze mogą się wyłonić znaczne trudności połączone z powiązaniem jej ze stosowanym przez obserwatora systemem liczenia czasu. W takim wypadku obserwator może:

4. Przebiegać kroniki rok za rokiem z dowolną prędkością, na przykład jednej sekundy na każdy rok lub jeszcze prędzej, jeśli zechce, i liczyć w ten sposób lata od znanej sobie daty. Wówczas jest oczywiście niezbędna uprzednia ogólna orientacja (na podstawie wyglądu zjawisk) w przeszłości, aby nie musieć przeliczać zbyt długa łańcucha lat.

5. Gdy lata liczą się na tysiące, powyższa metoda byłaby zbyt nudna i niepraktyczna. Obserwator może wtedy ustalić najpierw punkt na niebie, który wskazuje przedłużenie osi ziemskiej, i obliczyć datę na podstawie prędkości przesuwania się punktów równonocy.

6. W skrajnych wypadkach, gdy chodzi o zdarzenia sprzed milionów lat, można użyć jako jednostki czasu okresu ruchu precesyjnego (około 26 000 lat). W odniesieniu do tak odległych lat, nie jest konieczna absolutna ścisłość.

Dokładne czytanie kronik jest możliwe tylko po starannym treningu. By można było polegać na ścisłości tego czytania, niezbędne jest posiadanie przez obserwatora zdolności mentalnego jasnowidzenia. W celu jak największego zmniejszenia możliwości błędu, badacz powinien w pełni zapanować nad mentalnym wzrokiem w stanie czuwania w ciele fizycznym. Wymaga to lat pracy i surowej samodyscypliny.

Co więcej, ponieważ prawdziwe kroniki znajdują się w sferze, która obecnie jest dla naszego wzroku bardzo odległa, doskonałe ich zrozumienie wymaga zdolności o wiele wyższego rzędu, aniżeli rozwinięte dotąd przez ludzkość. Dlatego nasza obecna znajomość tego przedmiotu musi być z konieczności niedoskonała, gdyż oglądamy tę sferę z dołu, zamiast z góry.

Nie należy mieszać kroniki akaszy z wytworzonymi przez ludzi myślokształtami, których pełno jest w sferach astralnej i mentalnej.

Tak na przykład, jak widzieliśmy w rozdziale VIII, każde historyczne zdarzenie, o którym ciągle wielu ludzi myślało żywo je sobie wyobrażając, istnieje w sferze mentalnej jako określony myślokształt. Dotyczy to także postaci z powieści, dramatów itd. Takie wytwory myśli (często całkiem błędne i nacechowane ignorancją) można o wiele łatwiej zobaczyć aniżeli prawdziwą kronikę akaszy, gdyż czytanie kroniki wymaga przygotowania, natomiast do widzenia myślokształtów wystarczy przypadkowy przebłysk wizji świata mentalnego. Dlatego wiele wizji ludzi świętych, jasnowidzów i innych osób nie odnosi się do prawdziwej kroniki, lecz tylko do myślokształtów.

Jedną z metod czytania kroniki akaszy jest psychometria. Jak się zdaje, istnieje coś w rodzaju magnetycznego związku lub powinowactwa pomiędzy każdą cząstką materii a kroniką zawierającą jej historię. Każda cząsteczka materii istotnie zawiera w sobie odbicie wszystkiego, co działo się w jej pobliżu. To powinowactwo pozwala jej działać jako swego rodzaju łącznikowi pomiędzy kroniką a zdolnościami człowieka, który potrafi ją czytać.

Nie wyćwiczony jasnowidz zazwyczaj nie potrafi czytać kroniki bez jakiegoś fizycznego łącznika, który by mu dostarczył magnetycznego kontaktu z pożądanym przedmiotem. Taką metodę posługiwania się jasnowidzeniem nazywamy psychometrią.

Jeśli więc damy psychometrze kawałek kamienia pochodzący na przykład ze Stonehenge, to zobaczy on i potrafi nam opisać ruiny i otaczającą je okolicę; ponadto prawdopodobnie zobaczy także jakieś przeszłe zdarzenie związane ze Stonehenge, jak np. ceremonię druidów.

Prawdopodobnie nasza zwykła pamięć działa na tej samej zasadzie. Sceny, które przeżywamy w ciągu swego życia, działają na komórki mózgu w taki sposób, że powstaje związek pomiędzy tymi komórkami a częściami kroniki zdarzeń, z którymi byliśmy związani; w ten sposób „pamiętamy” to, co widzieliśmy.

Nawet wyćwiczony jasnowidz potrzebuje łącznika, umożliwiającego mu odnalezienie kroniki zdarzenia, o którym dotąd nic nie wie. Może to zrobić kilkoma sposobami.

1. Jeżeli odwiedził kiedyś miejsce zdarzenia, może przypomnieć sobie wygląd tego miejsca, a następnie przeglądać związaną z nim kronikę, aż dotrze do pożądanego okresu.

2. Jeśli nie widział nigdy tego miejsca, może przeglądać kronikę aż do roku zdarzenia, a następnie szukać tego, czego mu potrzeba.

3. Jeśli nie ma trudności z rozpoznaniem jakiejś wybitnej związanej ze zdarzeniem osoby, może też badać kronikę tego okresu dziejów zgłębiając kronikę tej osoby i w ten sposób dotrzeć wreszcie do interesującego zdarzenia.

Jak widzimy, zdolność czytania w pamięci przyrody jest u ludzi rozwinięta w rozmaitym stopniu. Nieliczni wyćwiczeni jasnowidze potrafią sięgać do kroniki akaszy według swej woli; psychometrzy znów potrzebują jakiegoś przedmiotu związanego z przeszłością, aby za jego pomocą zetknąć się z odpowiednim fragmentem przeszłości; niektóre osoby mają czasem przypadkowe wizje przeszłości. Osoby wpatrujące się w kryształ potrafią czasem skierować swój jednak mniej pewny astralny teleskop ku jakiejś odległej w czasie scenie. Wiele z niższych przejawów tych zdolności uwidacznia się bez świadomego udziału człowieka. Tak na przykład osoby posługujące się kryształem widzą nieraz sceny z przeszłości, lecz nie potrafią ich odróżnić od wizji teraźniejszości. Inne znów osoby o mglistych i nie określonych jeszcze zdolnościach psychicznych postrzegają stale jakieś postacie, jakieś pojawiające się przed ich oczyma obrazy, nie zdając sobie sprawy, że po prostu psychometryzują rozmaite przedmioty ze swego otoczenia.

Szczególnym przykładem tej kategorii uzdolnionych psychicznie jest człowiek, który potrafi psychometryzować tylko ludzi, a nie „martwe” przedmioty, jak to się najczęściej zdarza. W większości wypadków zdolność ta przejawia się kapryśnie. Osoby takie spotykając czasem obcego człowieka widzą błyskawicznie jakieś ważne zdarzenie z jego życia, kiedy indziej znów nie widzą nic.

Rzadko jednak można spotkać ludzi, którzy mają wizje zdarzeń z minionego życia każdej spotykanej osoby. Jednym z najlepszych w tej kategorii osób był zapewne Niemiec Zachckke, który opisał szczegółowo tę swoją zdolność w autobiografii.

Chociaż w niniejszej książce nie omawiamy sfery buddhi, to jednak pozwolimy sobie w tym jednym wypadku wspomnieć krótko o kronice akaszy w sferze buddhi.

Kronika określana jako pamięć przyrody jest w sferze buddhi czymś znacznie więcej niż tylko pamięcią w zwykłym tego słowa znaczeniu. W sferze tej nie ma już ograniczenia i przestrzeni. Obserwator nie musi przeglądać długiego łańcucha zdarzeń, gdy przeszłość i teraźniejszość, jak również przyszłość, są dla niego jednakowo dostępne, albowiem znajdują się w tym, co nazywa się „wieczystym teraz”, choć w sferze fizycznej określenie to może brzmieć bezsensownie.

Jakkolwiek i sfera buddhi znajduje się poniżej świadomości Logosa, to jednak jest wystarczająco jasne, że kronika nie jest tylko pamięcią, wszystko bowiem, cokolwiek się zdarzyło w przeszłości lub zdarzy się w przyszłości, rozgrywa się obecnie przed oczyma Logosa, tak jak zdarzenia, które dla nas są teraźniejszością. Choć brzmi to niewiarygodnie, jest jednak prawdą.

Prosta i czysto fizyczna analogia pomoże nam częściowo zrozumieć, że przeszłość i teraźniejszość mogą być widzialne równocześnie. Przyjmijmy tylko w tym celu dwa przesłania:

1. Światło może biec bez końca ze zwykłą prędkością w przestrzeni bez utraty energii.

2. Logos będąc wszechobecnym musi się znajdować w każdym punkcie przestrzeni równocześnie, a nie kolejno.

Z przesłanek tych wynika logicznie, że wszystko, co się kiedykolwiek od początku świata zdarzyło, musi się w tej właśnie chwili znajdować przed oczyma Logosa nie jak wspomnienie, lecz jako aktualny fakt przez Niego obserwowany.

Ponadto dzięki prostemu ruchowi świadomości w przestrzeni czasu, będzie On nie tylko nieustannie świadomy każdego zdarzenia, które kiedykolwiek miało miejsce, ale również każdego zdarzenia, które się rozwija bądź cofa, zależnie od wybranej prędkości ruchu.

Analogia ta jednak, jak zaznaczono, nie rzuca światła na problem widzenia przyszłości, który na razie musi pozostać niewyjaśniony, a możliwość takiego widzenia, niezależnie od rozważań metafizycznych, opiera się jedynie na twierdzeniach osób, które same w jakiejś mierze potrafiłyby korzystać ze zdolności widzenia przyszłości.

Przyszłości nie można zobaczyć tak wyraźnie jak przeszłości, bo zdolność widzenia przyszłości przynależy do jeszcze wyższej sfery. Co więcej, przewidywanie, chociaż w dużym stopniu możliwe już w sferze mentalnej, nie jest jednak doskonałe, gdy bowiem ręka rozwiniętego człowieka dotyka przędziwa przeznaczenia, wówczas jego potężna wola może wprowadzić w nie nowe wątki i zmienić zarys przyszłego życia. Tok życia zwykłego, mało rozwiniętego człowieka, który w praktyce nie objawia własnej woli, może być przewidziany dostatecznie wyraźnie; gdy jednak ego bierze swą przyszłość we własne ręce, dokładne przewidywanie staje się niemożliwe.

Człowiek, który umie się posługiwać ciałem atmicznym, może sięgać do Powszechnej Pamięci nawet poza granice naszego Łańcucha Planetarnego.

Wspomnieliśmy już wcześniej o pewnej możliwości popełnienia plagiatu. Jeszcze inną przyczyną plagiatu, która czasem występuje, jest to, że dwóch pisarzy widzi przypadkiem w tym samym czasie tę samą kronikę akaszy. Wówczas nie tylko wyraźnie popełniają plagiat w stosunku do siebie, lecz również – mimo iż każdemu się zdaje, że jest twórcą intrygi, sytuacji itd. – obaj popełniają plagiat w stosunku do zapisanej historii świata.   Kilka razy mieliśmy do czynienia z sytuacjami, kiedy to ktoś wyraźnie korzystał z „biblioteki wszechświata”, czyli „Kroniki Akaszy”. Warto podać przykład takiej sytuacji z Archiwum FN.

Serwis yahoo.com podał informację o zadziwiającym przypadku irackiego chłopca.

Ten 16-letni emigrant z Iraku mieszkający w Szwecji złamał skomplikowane kody matematyczne, nad którymi głowili się uczeni od ponad 300 lat. Najtęższe głowy nie mogły rozwiązać tej matematycznej zagadki przez trzysta lat. A 16-letni imigrant z Iraku poradził sobie z nią w ciągu… czterech miesięcy. Szwedzka prasa doniosła właśnie o sukcesie Mohameda Altoumaimiego, który znalazł wzór na tak zwane liczby Bernoulliego.

Liczby Bernoulliego to – mówiąc ogólnie – nieskończony ciąg liczb wymiernych, który wykorzystuje się w analizie matematycznej i teorii liczb. Pierwsze wyrazy tego ciągu to 1, -1/2, 1/6, 0, -1/30, 0, 5/66, 0, -691/2730 i tak dalej…

Altoumaimi zdołał uprościć wzór na liczby Bernoulliego, czym zadziwił swoich nauczycieli ze szkoły średniej w szwedzkim Falun. Dopiero matematycy z Uniwersytetu w Uppsali potwierdzili na podstawie notatek ucznia, że rzeczywiście ma rację i… natychmiast zaoferowali mu miejsce na swojej uczelni.

Sprawa ta ma kilka ciekawych aspektów, gdyż wcześniej Mohamed Altoumaimi nie wykazywał jakiś nadzwyczajnych zdolności matematycznych. Sam zresztą tłumaczył dziennikarzom, że rozwiązanie tego problemu „przyszło nagle” po wielu dniach zastanawiania się, skąd można by poznać rozwiązanie tego skomplikowanego problemu. Być może chłopiec wprowadził się w dość szczególny stan umysłu, dzięki któremu mógł skorzystać z „Kroniki Akaszy”. Ona zawiera bowiem odpowiedzi na wszystkie pytania, które już zostały zadane przez wszystkie inteligentne istoty we wszechświecie. W ten sposób możemy także do woli korzystać z wiedzy zgromadzonej przez obce cywilizacje, o czym „obcy” kilka razy powiedzieli uczestnikom CE III (Bliskich Spotkań III Stopnia). „Te wszystkie odpowiedzi na pytania które zadajecie są w Was, tylko musicie się nauczyć je odczytywać” – takie zdania zdarzało się słyszeć ludziom, kiedy zadawali istotom z pojazdów UFO skomplikowane pytania dotyczące energii, sensu życia itp. Być może chodziło im właśnie o ową słynną „Kronikę Akaszy”, czyli Bibliotekę Wszechświata.

źródło:

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3357,kronika-akaszy—tam-jest-zapisana-kazda-sekunda-zycia-wszystkich.html

Opublikowano ., Bóg, Istota Ludzka, Jasnowidzenie, Matrix, Przepowiednie, UFO cywilizacje pozaziemskie | 13 komentarzy

Wielki Zderzacz Hadronów – LHC – mógł zniszczyć nasz wszechświat, a teraz żyjemy w jego alternatywnej wersji

Źródło: CERN

Młody 13 letni chłopak, uważany za geniusza, Max Loughan nie jest zwykłym dzieckiem. Znany jest powszechnie głównie jako tak zwany „wynalazca” urządzenia do produkcji darmowej energii. Teraz jednak wypowiedział się w dziedzinie fizyki kwantowej twierdząc, że tak zwany efekt Mandeli to dowód, że na skutek działalności Wielkiego Zderzacza Hadronów nasz wszechświat implodował podczas któregoś z eksperymentów a teraz żyjemy w alternatywnym, najbardziej zbliżonym do niego.

 

 

Samozwańczy trzynastoletni geniusz twierdzi, że CERN, gdzie znajduje się Wielki Zderzacz Hadronów zniszczyło świat w którymś z ostatnich eksperymentów. Doprowadziło to do ​​tego, że żyjemy obecnie w sąsiednim, równoległym wszechświecie.

Zdaniem Maxa dowodem na to, że do tego doszło jest słynny efekt Mandeli. Jest to zjawisko związane z tak zwaną pamięcią zbiorową. Zdarza się, że bardzo wiele osób pamięta pewne wydarzenia nie tak samo jak twierdzi oficjalna historia. Potem ludzie przysięgają, że widzieli pewne rzeczy na własne oczy, albo uczy się o nich w szkołach i na uniwersytetach. Niesamowite w tym jest to, że te same zbieżne relacje podają niekiedy jednocześnie setki osób. Wydaje się, że najwygodniejszym wytłumaczeniem byłoby założenie, że to dziwny zbiorowy obłęd.

Nazwa tego dziwacznego zjawiska „efektu Mandeli”, pojawiła się na dobre właśnie po śmierci Nelsona Mandeli w 2013 roku, kiedy setki tysięcy ludzi pisało w Internecie, że pamiętają śmierć Nelsona Mandeli w latach osiemdziesiątych XX wieku w więzieniu w Republice Południowej Afryki.

 

Bardzo wiele osób sądzi, że padli czymś w  rodzaju oszustwa, gdy nagle Nelson Mandela „znowu” umarł, ale już w 2013 roku. Psychologowie nie byli w stanie stwierdzić skąd nagle u tylu ludzi pojawiły się niemal takie same, szczegółowe wspomnienia. Poza zbiorowym szaleństwem pojawiło się wtedy wyjaśnienie wedle którego te „fałszywe wspomnienia” to skutek jakiegoś zjawiska na poziomie kwantowym. Na przykład przeskoku do innego wszechświata niż ten, w którym Mandela zmarł jeszcze w XX wieku i na całym świecie grano na jego cześć serie koncertów charytatywnych.

 

Skoro do czegoś takiego doszło to w oczywisty sposób pierwszym winnym staje się Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN i znajdująca się na przedmieściach Genewy maszyna, Wielki Zderzacz Hadronów – LHC – akcelerator cząstek, który poszukiwał i znalazł bozon cechujący Higgsa, zwany też „boską cząsteczką”.

Słynny fizyk Stephen Hawking już dawno ostrzegał naukowców, że dążenie do podnoszenia energii zderzeń w LHC może doprowadzić do katastrofy. Jego zdaniem eksperymenty z bozonem Higgsa mogą się źle skończyć i nawet nie zauważymy, gdy nasz wszechświat przestanie istnieć. Zatem hipoteza, że mogło dojść do jakiegoś przeskoku między alternatywnymi wszechświatami, to nie tylko śmiała teoria rzekomo genialnego nastolatka, tylko realne ryzyko ingerowania w obszary natury, o których nadal niewiele wiemy.

 

źródło:http://innemedium.pl/wiadomosc/wielki-zderzacz-hadronow-lhc-mogl-zniszczyc-nasz-wszechswiat-teraz-zyjemy-w-jego

 

Opublikowano ., Esperymenty, Matrix, UFO cywilizacje pozaziemskie | 41 komentarzy