Czy dla Ziemi i Układu Słonecznego istnieją cykle materialne i niematerialne?

W Książce Paramahansy Joganandy „Autobiografia Jogina” rozdział 26 „Nauka Kriya Yogi” znajduje się do następującego fragmentu tekstu:

„Kriszna również mówi (Bhagawad Gita, IV: 1-2), że on sam w poprzedniej inkarnacji przekazał niezniszczalną jogę starożytnemu iluminatowi Wiwaswatowi, który z kolei podał ją wielkiemu prawodawcy – Manu.97 Ten z kolei nauczył jej Ikshawaku, ojca słonecznej, bohaterskiej dynastii Indii. Przekazywana w ten sposób od jednego do drugiego ta królewska joga strzeżona była przez riszich aż do nadejścia materialistycznych czasów.(1) Potem z powodu obowiązującej kapłanów tajemnicy oraz zobojętnienia ludzi święta wiedza stała się stopniowo całkiem niedostępna”

taki przypis:

(1) Według hinduskich pism świętych początek materialistycznej epoki przypada na rok 3012 przed. Chr. Był to początek zstępującego okresu Dwapara. Współcześni uczeni, którzy beztrosko wierzą, że 10.000 lat temu cała ludzkość pogrążona była w barbarzyńskiej epoce kamiennej, zaliczają do „mitów” wszystkie zapiski i tradycje o bardzo starożytnych cywilizacjach Lemurii, Atlantydy, Indii, Chin, Egiptu i innych krajów.

 

Od pewnego czasu wysuwam taką hipotezę: dlatego nie można znaleźć żadnych śladów cywilizacji przed 3102 ( 3113 p.n.e) , ponieważ był to czas kiedy Ziemia i Człowiek znajdowali się w fazie(strefie) niematerialnej.

Biorąc jednak po uwagę to, że Człowiek jest również istotą duchową i to, że po śmierci Człowiek istnieje w ciele niefizycznym, istnienie cykli materialnych i niematerialnych na Ziemi nie wydaje się być wcale tak absurdalne jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.

W pewnym sensie wydaje się to być powiązane z owym Końcem Świata – Apokalipsą –  wejściem Układu Słonecznego wraz z Ziemią w niematerialną część Wszechświata, co może oznaczać konieczność znalezienia się w fazie niematerialnej ciał duchowych( dusz) osób żyjących i nieżyjących.

Po prostu nie ma innego wytłumaczenia na istnienie jakiegokolwiek Końca Świata, jak tylko istnienie cykli materialnych i niematerialnych.

Okazuje się ,że ta hipoteza nawiązuje do wzmianki o cyklu materialnym i niematerialnym Ziemi opisywanym w świętych hinduskich pismach.

 

Istnieje jeszcze jedna ciekawostka– jeśli policzy się 5125 lat( 5200) tunów od roku 3113 p.n.e to otrzyma się rok 2012 a jeśli od roku 3102 to otrzyma się rok 2023.

W jakiś sposób korespondowałoby to z wejściem Atlantów w astral ok 8300 p.n.e.

Opublikowano ., Bóg, Ezoteryka, Matrix, OSTRZEŻENIE, Starożytność | 4 komentarzy

Mahavatar Babaji

Śri Babaji (बाबाजॊ spolsz. Babadżi, Babadźi) znany jako Kriya Babaji Nagaraj to duchowy mistrz, siddha, który urodził się lub pojawił 30 listopada 203 roku e.ch. w wiosce Parangipettai w stanie Tamil Nadu na południu Indii. Jako uczeń dwóch innych znanych mistrzów doskonałych, siddhów osiągnął fizyczną nieśmiertelność, a właściwie stan istnienia w eterycznym ciele linga śarira z możliwością materializacji, czyli zagęszczenia formy bytu i pojawienia się na planie materialnym. Jego mistrzami, guru byli mistrzowie siddhów o dobrze znanych imionach: Agastyar (Ryszi Agastya) oraz Bogar (Boganathar). Informacje o tym podaje m.in M. Govindan w „Babaji and the 18 Siddha Kriya Yoga Tradition”.

Swami Satyeśvarananda nazywa Mahavatara Babaji wprost mistrzem himalajskiej jogi lub mistrzem jogi z Himalajów, gdyż choć urodził się w Tamil Nadu, osiadł jednak głęboko w Himalajach w okolicy Ranikhet stan Uttaranchal i tam osiągnął stan Amritam, Nieśmiertelności, Świetlistego Ciała, z którego okazjonalnie się manifestuje. Mahavatar Babaji jest często utożsamiany z wielkim joginem Śivbabą, Awatarą Śiwa (Śiva, Siva, Sziwa). Baba znaczy w tłumaczeniu na polski „Ojciec”, a Babaji to „Czcigodny Ojciec”. Mahavatar Babaji często jest przedstawiany i wspominany razem ze swoją świetlistą siostrą, Śri Nagalakshmi Deviyar Mataji.

 
Mahavatar Kriya Babaji Nagaraj

Awatara w sanskrycie, a w hindi Awatar jest istotą duchową, która przekroczyła wszelkie ludzkie ograniczenia. Babaji, w spolszczeniu Babadżi jest przewodnikiem duchowym, który kieruje swoimi uczniami na odległość i bardzo rzadko można go zobaczyć w jego fizycznej formie. Przez mieszkańców Indii słowo Babadżi jest często używane w odniesieniu do mistrza zakonnego jakiegoś aśramu czy linii przekazu. Babadżi Maharadź (Babaji Maharaj) używane jest jako właściwe imię odnoszące się do tego wielkiego Mistrza duchowego, współczesnego odrodziciela Krija Jogi. Kiedy ludzie słyszą imię Śri Babadżi Maharadź, tylko jedna osoba przychodzi im do głowy. Babadżi ze swoją potężną, boską mocą stał się duchowym nauczycielem Śri Lahiri Mahasaji, któremu przekazał techniki Krija Jogi w 1861 roku w Ranikhet w Indiach, u podnóży Himalajów.

Nic bliższego nie wiadomo o jego urodzinach, jego duchowym treningu czy jego miejscu zamieszkania, a więc jest on raczej tajemniczy dla duchowych poszukiwaczy. Ta niewielka ilość informacji, które posiadamy została przekazana przez innych Mistrzów Krija Jogi, takich jak Lahiri Mahasaja, który go spotkał lub Swami Śri Jukteswar i Paramahamsa Jogananda, którzy widzieli jego postać. Yogiraj Sri Sri Shyama Charan Lahiri (znany jako Lahiri Mahasaya) spotkał w 1861 roku Babaji Maharaj w pobliżu Ranikhet w Himalajach, około 14 mil od tej miejscowości, gdzie pracował w Dronagiri. Babadżi jest ponadczasowym świętym, wielką inkarnacją, która była zaangażowana w boską lilę (grę) pomagania szczerym poszukiwaczom na ścieżce duchowości. Według nauczycieli Krija Jogi Joganandy Mahavatar Babaji uważany jest za mistrza, który nauczał Jezusa Chrystusa technik zmartwychwstania i wniebowstąpienia, czyli za Ojca Niebieskiego, w istocie duchowego Ojca Chrystusa z Niebios.

Jego uczniowie znają go z wielu imion; zwracano się do niego Mahamuni (wielki święty), Trymbaka Baba, Śiwa Baba, Budua Baba (starożytny Baba). Jego cudowne pojawianie się i znikanie; jego unikalny sposób nauki były opowiadane przez wiele osób duchowych takich jak Lahiri Mahasaja, Swami Szrijukteswar, Hamsa Swami Kevalananda, Brahmachari Keszawananda, Paramahamsa Pranawananda, Paramahamsa Jogananda i nasz ukochany Gurudew Paramahamsa Hariharananda. Babadżi jest także odpowiedzialny za inicjowanie Aćarja Śankara, duchowego reformatora starożytnych Indii w ścieżkę Jogi i Kabira, znanego średniowiecznego poety, mistyka i świętego. Jego przesłanie o osiąganiu życia duchowego poprzez naukową technikę Krija Jogi przyszło do współczesnego świata przez jego głównego ucznia Lahiri Mahasaję.

Jest zarówno bez wieku jak i wiecznie młody, pojawia się swoim uczniom w różnej formie, którą wybierze i dlatego jest wyjątkowo trudno go rozpoznać. Nie ma fotografii Babadżiego. Obrazek, który używamy, został narysowany na podstawie opisu Paramahamsy Joganandy, tak jak on go widział. Od ponad dwóch tysięcy lat przebywa na ziemi i jego ciało ma nadal tak młody wygląd, jak na tej reprodukcji rysunku. Ten wizerunek jest bezmiernie kochany jako forma tego bezforemnego Mistrza. Wciąż żywy, Babadżi emanuje duchowymi wibracjami dla zbawienia wszystkich szczerych poszukiwaczy.

Z relacji wielu nauczycieli duchowych wynika, że Mahavatar Babaji ukazywał się w latach 1861-1935 swoim uczniom dla przekazania Krija Jogi, a jednocześnie ukazywał się innym swoim uczniom, także dla ich edukacji duchowej, chociażby w latach 1861-1924 przychodził w realnych pojawieniach do Baba Hari Das i znany był jako Hariakhan Baba. Ostatnie lepiej znane pojawienie to jako młodzieńczy Haidakhan Babaji w latach 1970-1984. Ostatnie pojawienie miało wyraźną materializację formy wobec wielu świadków w jaskini, ale zakończyło się fizyczną śmiercią ciała. Niektórzy uważają, że jest to oznaka zakończenia trwającej około 1800 lat misji nauczania, a inni, że ta misja nauczania Karma Jogi nie całkiem się powiodła z powodu niesprzyjających warunków we współczesnym świecie.

Niektórzy uważają, że Mahavatar Babaji to manifestacja 28 Awatara Boga Śiwa znanego jako Śri Lakuliśa (Lakulisha), który pojawił się w II wieku e.ch. w Medhavati w Indii. Lakuliśa umocnił i rozwinął śiwaicką tradycję Paśupata.

Można mówić o Tri-Kaya Babaji, czyli trzech wyraźnych manifestacjach Babaji jako Himalaya Rishi:

  1. Nagaraja Babaji – od 203 roku e.ch.
  2. Hariakhan Babaji – od 1861-1924/1935
  3. Haidakhan Babaji – od 1970-1984

Wszystkie pojawienia Śiwbaba mają tę wspólną cechę, że zalecają praktykowanie mantramu „Om Namah Śivāya” siedząc przy ofiarnym ogniu, chociaż dla ostatniej manifestacji Mahawatara jest to główna praktyka powszechnie polecana, podczas gdy poprzednie emanacje skupiały się bardziej na głębokich praktykach wewnętrznych jak techniki Kriya. Mahavatar znany jest w różnych miejscach swego pojawienia jako Wale Baba, Mahamunidra, Śri Sadguru, Śri Sadaśiva, Mahavatar, Trayambak Baba, Babaji Maharaj…

Dla połączenia się z duchową istotą Śivbaba czy Babaji praktykuje się skupienie na sylabach Ba-Ba wizualizowanych w sanskrycie w ośrodku trzeciego oka, czyli w Adźńam (Adżna). Na wdechu Baa बा i na wydechu Baa बा. Oddech odczuwamy jak przechodzi przez szczyt nosa i wędruje do podbrzusza, wchodzi pod pępek i wychodzi z pod pępka. Praktyka ta z zasady dotyczy wszystkich mistrzów, guru, którzy są wyraźnie czczeni, uważani za Awatarów i tytułowani „Babaji”.

Sanatana Dharma – Podstawowe Ideały Nauk Śri Babadżi:

  • Satyam – Prawda, prawdziwość
  • Ekabhavam – Prostota, szczerość, prostolinijność
  • Premam – Miłość, łaska, zmiłowanie
  • Sattvam – Harmonia, dobroć
  • Sundaram, Lālityam – Piękno, wspaniałość, urok

ZŁOTE MYŚLI ŚRI BABADŻI

„Bądź twórczy. Nie imituj. Stój na swoim własnym gruncie. Myśl swoje własne myśli. Działaj z odwagą i dyscypliną. Kontroluj swój umysł. Dostrzegaj Boga we wszystkim. Pracuj ciężko i nigdy nie trać serca.” Heirakhan Babaji, około 1975.

(…) Musicie szukać tej jedności, w której jest świadomość, że my wszyscy jesteśmy jednym. Szukajcie harmonii we wszystkim, co robicie. (…) – (Heirakhan Babaji, cytowany za: „Babaji Mahavatar,” okładka.)

W każdym momencie, w każdym oddechu, podczas jedzenia, spania i pracy, pamiętaj Imię Pana (Îśvara). (Nauki Babajiego, s.35.) 12 marzec – Mahashivratri, święto Śiva (Sziwa).

Każdy kto tu przychodzi musi być przygotowany, by wykonywać jakąkolwiek pracę. W tym Wieku, praca oczyszcza i jest najlepszą praktyką duchową (sadhaną). (…) Praca jest tak dobra, że zapobiega chorobom i daje ci zrelaksowanie umysłu. Praca jest czymś tak dobrym, że uwalnia człowieka ze wszystkich jego dolegliwości. (…) Naucz się mówić mniej a więcej pracować. To jest pole duchowej praktyki. Praca jest najwyższą drogą do doskonałości. To jest wielka rzecz przyjąć ludzkie ciało. Ktokolwiek przychodzi na ziemię musi pracować. (Nauki Babajiego, s.24-25.)

Wielka rewolucja jest bardzo blisko. Nie ma nikogo na świecie, kto by ją zatrzymał. To jest czas wielkiej destrukcji. Każdy człowiek musi się stać mocny duchowo i odważny. Tylko ten może przeżyć, kto ma duchową odwagę. Bez duchowej odwagi jest się martwym, chociaż się żyje. Ten czas nadchodzi bardzo szybko. Dlatego wszyscy musicie pracować. I być odważnymi. Każdy człowiek musi się uważać za pokornego sługę świata. (Nauki Babaji’ego, s.22.)

Nic nie można osiągnąć bez wiedzy, a przecież wszystko można osiągnąć tylko poprzez czyste serce. (Haidakhan Babaji [w]: Gaura Devi, 1990, Babaji’s Teachings, s.7)

(…) my musimy usunąć pojęcia „ja” i „moje” z naszych umysłów. Musicie maszerować naprzód jak żołnierze, odważni i obowiązkowi. Rzeczą, która przynosi upadek człowieka jest jego „przywiązanie” do przyjaciół i krewnych. Kiedy wszyscy należymy do całego wszechświata, gdzie jest miejsce na „ja” i „moje”? (Nauki Babaji’ego, s.99.)

„Jest tylko jeden sposób aby uratować ludzki rodzaj i polega on na zmianie ludzkich serc. (…) Dopóki nie ma zmiany w ludzkich sercach, ludzkość jest w wielkim niebezpieczeństwie.” „Imię Boga jest potężniejsze niż tysiące bomb atomowych i wodorowych. Pomóż sobie powtarzając Imię Pana.” (Nauki Babajiego, ss.99 & 43.).

Musicie być dzielni i odważni – nie bać się niczego. Nie bójcie się spalenia przez ogień ani zalania przez wodę. Jeśli jesteście dzielni i odważni, nic wam nie uczyni szkody, nawet bomby atomowe. Musicie być nieustraszeni dla siebie i dla całej ludzkości. (Nauki Babaji’ego, P.32.) (Heirakhan Babaji, 1970-1984).

źródło:

http://himalaya-wiki.org/index.php/Mahavatar_Babaji

Opublikowano ., Dusza, Istota Ludzka, Nieśmiertelność, Rozwój duchowy, Transformacja 2016-2017, Uzdrawianie | 128 komentarzy

Każdy z nas może jeszcze dziś odwiedzić obcą planetę…w ciele astralnym

To jedna z największych tajemnic jasnowidza Stefana Ossowieckiego. Dowiedzieliśmy się o niej przypadkiem, kiedy zbieraliśmy materiały o życiu tego najsłynniejszego polskiego jasnowidza Polski przedwojennej. W rozmowach prywatnych ze swoimi przyjaciółki przyznawał się do tego, że widział obce światy i inne planety.

Wykorzystując potęgę swojego umysłu bez najmniejszego problemu mógł zobaczyć pokój w domu oddalonym od Polski o
tysiące kilometrów. Kiedyś robiąc takie doświadczenia poszedł krok dalej – postanowił wykorzystując swój dar sprawdzić, czy jest życie na obcych planetach.

To, co zobaczył, wprawiło do w bezgraniczne zdumienie. Nie chciał o tym zbyt wiele mówić obawiając się narażenia się na śmieszność, ale małe ślady jego „pozaplanetarnych podróży” znajdują się w różnych miejscach jego twórczości. Przykład? Pierwszy z brzegu – w książce „Świat mego ducha” w rozdziale pierwszym znajdziemy takie oto słowa:

 

 

Będę tu mówił tylko o ziemi, chociaż mocno wierzę w istnienie życia również na innych planetach. Robiłem nawet ciekawe doświadczenia co do istnienia tamtejszego życia, lecz o tym pisać nie mam zamiaru, gdyż chcę być jak najściślejszym w dziedzinie moich przeżyć, nawet mistycznych, i trzymać się tu pozytywnych form. […]

Z relacji innych ludzi wiemy, że Ossowiecki w rozmowach prywatnych mówił wprost, że widział na obcych planetach istoty podobne do ludzi, które jednak nie były ludźmi. Bał się jednak, że powiedzenie o takich doświadczeniach w kraju o bardzo silnej pozycji kościoła katolickiego mogłoby go narazić na represję, a nawet potępienie. Warto przypomnieć, że wszystko działo się w czasach, kiedy hasło „UFO” w ogóle nie istniało, a hipoteza o odwiedzaniu Ziemi przez obce cywilizacje nie pojawiała się nawet w książkach fantastyczno-naukowych.
Idąc tym tropem można natrafić na kolejne postacie, które przyznawały się do zaskakującego odkrycia: jeśli ktoś potrafi opuścić swoje ciało fizyczne i mieć kontrolę nad ciałem astralnym, wtedy jest w stanie wysłać je w dowolny punkt wszechświata.

Czas i odległość nie jest wtedy żadnym problemem. Można pokonać przestrzeń dzielącą Ziemię od odległej planety o miliardy lat świetlnych i znaleźć się na jej powierzchni od razu po tym, kiedy się tego zapragnęło. Moglibyśmy podawać wiele nazwisk amerykańskich tzw. teleobserwatorów z tajnych amerykańskich projektów rządowych w latach 60-tych, którzy pod koniec życia przyznali się do podróży na obce planety w ciałach astralnych. Podamy tylko jedno: Ingo Swann (ur. 14 września 1933 w Telluride, zm. 1 lutego 2013 w Nowym
Jorku)

Ten amerykański były wojskowy miał okazję opanować sztukę wysyłania ciała astralnego w dowolne miejsca na Ziemi, co było wykorzystywane przez amerykańską armię do szpiegowania. Opisał to szczegółowo w takich książkach jak „Penetracja” czy „Ponad umysł i zmysły”. Pracował w Stanford Research Institute International, Amerykańskim Towarzystwie Badań Parapsychicznych (ASPR – American Society for Psychical Research), a przede wszystkim przewodził projektowi Remote Viewing. Stworzył podstawy współczesnej teleobserwacji, w tym przyczynił się do utworzenia nowej terminologii oraz badań nad Remote Viewing.

Wśród licznych sesji związanych z wysyłaniem swojego ciała astralnego na odległość Ingo Swann robił także doświadczenia z odwiedzaniem obcych planet, na których widział nieprawdopodobnie zaawansowane technologicznie cywilizacje, które wyprzedzają naszą o miliony lat.

Niektóre istoty zamieszkujące obce planety były na tak wysokim poziomie rozwoju duchowego, że dostrzegały astralnego podróżnika i natychmiast reagowały, kiedy Swann swoim umysłem pojawiał się w ich pobliżu.

Czy w Fundacji Nautilus zajmujemy się tym tematem? Jak najbardziej – jest to jeden z celów naszego Projektu Messing, którego istnienie delikatnie sugerowaliśmy w naszym serwisie (będzie o nim wkrótce głośno z innego powodu, ale to uwaga na marginesie). Nie mieliśmy także nikogo, kto byłby w stanie używając swojego umysłu (ciała astralnego) przekroczyć barierę podróży na inne planety. Znaleźć osoby nadające się do teleobserwacji jest bardzo trudno, o czym także pisał Ingo Swann.

Być może właśnie zgłosił się do nas taki człowiek. Sprawę zamierzamy zbadać, jego słowa zweryfikować, ale… zapisaliśmy ją sobie w naszym projekcie. Oto e-mail, który dostaliśmy kilka godzin temu:



 

Witam 

 

Ponieważ wiem , że fundacja Nautilus zajmuje się różnego typu zjawiskami to chciałbym  zainteresować takim zjawiskiem jak podróże poza ciałem. Na początku to miałem tylko takie wrażenie, że gdzieś się przemieszczam a nawet z kimś rozmawiam. Z czasem uświadomiłem sobie, że nie jest to wrażenie, a tym bardziej sen. To realne zjawisko, które się powtarza . Zacząłem się przemieszczać w różne miejsca. Jednym z takich miejsc była planeta , która do złudzenia przypomina naszą Ziemię.

 

Gdy ją zobaczyłem pomyślałem sobie, że to Ziemia. Po chwili zostałem cofnięty do naszej Ziemi i od niej pomału zacząłem się przemieszczać do planety, która do złudzenia przypomina naszą Ziemię. Muszę też dodać, że po drodze minąłem planetę, która jest  podobna do Jowisza. W sumie  byłem w różnych miejscach i muszę przyznać, że warunki  tam panujące nie różnią się tak bardzo od naszych. Dodam, że przemieszczałem  się  w  tunelach. Na przykład czarny tunel oznaczał, że moja podróż będzie krótka, a tunel niebieski, że podróż jest dłuższa . Gdy już tam dotrę, to sprawdzam czy mam nogi i dłonie. Jestem całkowicie świadom tego, że się przemieściłem choć nie wiem gdzie się znajduję. Myślę, że na tym zakończę.

[dane do wiad. FN]

Sprawa trafiła do Projektu Messing. Mamy kontakt z autorem relacji.

https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3341,kazdy-z-nas-moze-jeszcze-dzis-odwiedzic-obca-planete-w-ciele.html

Opublikowano ., Człowiek, Ezoteryka, planety i komety, UFO cywilizacje pozaziemskie | 22 komentarzy

Strażnik serca

Być może najważniejsze są wspomnienia , być może najważniejsza jest pamięć. Nie wiem czy pamiętacie film „Niekończąca się opowieść II” z 1990 roku. Nagle zdałem sobie sprawę z tego że film ten został wyemitowany dosłownie na „parę chwil” przed wybuchem boomu komputerowego. W roku 1990 jeszcze nikt nie myślał o twardych dyskach czy sieci. Nikt w roku 1990 nie miał zielonego pojęcia, że w krótkim czasie zaledwie 20 lat zdjęcia trafią do pamięci komputerów , do pamięci komputerów trafią też książki, tyle tylko że komputery nie mogą pracować bez zasilania. Po drugie zawsze może „paść” dysk albo płyta główna. Nagle jak za dotknięciem złej czarodziejskiej różdżki nasze wspomnienia z wakacji przestają istnieć , bo zapomnieliśmy wykonać rezerwowej kopii danych. Wszyscy jesteśmy niekończącą się opowieścią wypływającą wprost ze źródła, jesteśmy też z drugiej strony oddechem Brahmy. Rozdział tej opowieści tu na Ziemi kończy się w chwili naszej śmierci , nie znaczy to jednak że kończy się cała opowieść. Jak ciężko żyć bez wspomnień, czy bez pamięci, nie miej jednak czasami ważne jest aby odciąć się od złych wspomnień czy złych ludzi. Znajdą się jednak tacy co będą twierdzić ,że nawet złe wspomnienia czy spotkania ze złymi ludźmi wzbogacają naszą osobowość. Zastanawiam się bardzo często dlaczego ( jeśli istnieje reinkarnacja) nie pamiętamy wspomnień z naszych poprzednich wcieleń , z drugiej strony czy przechodząc na tamtą stronę zachowujemy świadomość i pamięć naszego obecnego wcielenia, a może jest tak ,że do banku wspomnień naszej Naświadomości trafiają tylko wspomnienia dotyczące empatii w stosunku do innych czujących istot stosownie do słów Chrystusa „ to co uczyniliście tym maluczkim na tym Świecie , mnie żeście uczynili”. Nad tym co jest tak naprawdę ważne w tej naszej ziemskiej opowieści zastanawiali się wielcy filozofowie i inni uczeni. Ostatnie życzenie Bastiana w „Niekończącej się opowieści” brzmiało tak „pragnę aby Nicość posiadała serce”

Nagle po wypowiedzeniu tego życzenia Świat się zmienił, Świat nabrał dawnych kolorów i barw. Może znowu zabrzmi to trochę patetycznie, ale kiedy Nicość poczuła u siebie serce wtedy pojawiła się też u niej Miłość do wszelkiego Stworzenia.

Bycie strażnikiem serca to bardzo wieka odpowiedzialność, gdyż strażnik serca do końca nie poddaje się i wierzy że nie strach i zwycięży w Człowieku ale empatia i Miłość po prostu Życie.

Opublikowano . | 115 komentarzy

Dusza i Świadomość Człowieka

 

Dusza ludzka – wielka abstrakcja i ciągle nieznana. Trudno ją ująć w jedną formę, w jedną definicję. W zależności od religii i indywidualnych wierzeń dusza człowieka jest ukazywana różnie. Inaczej określają duszę filozofowie wschodu, inaczej jest postrzegana na Zachodzie. Wielu utożsamia duszę z elektrycznością, ruchem, światłem, chemiczną reakcją …

Odróżniamy duszę: indywidualną i uniwersalną.

Pojedyncza dusza – indywidualna jest przedstawiana jako promień, bardziej rozwinięta posiada kilka promieni. Ma ograniczony limit świadomości. W drodze ewolucji rozwija się jej świadomość, powoli się rozszerza i podnosi stopień własnych wibracji. Dopóki dusza nie osiągnie wysokiej świadomości dopóty jak pielgrzym odradza się w procesie reinkarnacji. Będzie krążyć na tym kole tak długo aż nie wygubi własnych indywidualnych cech świadomości.

Absolut – uniwersalna świadomość jest jedną myślą.

Według naukowców ludzka inteligencja jest pochodzenia genetycznego, świadomość rodząca się pod wpływem życia materialnego i wszystkich życiowych akcji.

Ale według filozofów ducha – mistyków, myśl nie jest owocem mózgu lecz inteligencją duszy, która zamieszkuje dane ciało. W zależności od świadomości duszy ludzkiej mózg podlega procesowi ewolucji. Ludzkie ciało jest wynoszone na wyższy poziom, manifestuje się mocno poprzez system nerwowy i rozwija wyższe ciała astralne.

Niższe ciało astralne człowieka, często zwane ciałem pragnienia (żądze) według Sanskryptu Kama-rupa, siedziba wrażliwości jest w tej formie nadal postacią zwierzęcą. Dalsza ewolucja rozwija jeszcze wyższe ciała tzw. ciało Buddy i najwyższe ciało Atmik.

W chwili podnoszenia wibracji w ciele człowieka wzrasta jego świadomość i poprzez mózg taka jednostka dostaje połączenie ze światem fizycznym i z wyższymi ciałami astralnymi sięgającymi głęboko w Uniwersum.

Człowieka zdolności określa się na normalne i paranormalne.

Normalne są stanem świadomości tzw. „chodzącej świadomości” rozwijającej mózg za pomocą doświadczenia w życiu materialnym. W tym stanie człowiek używa swojego mózgu i może za jego pomocą wyrazić wszystkie swoje ziemskie akcje. Jeśli jego wibracje będą harmonijne i wzmacniane duchowym treningiem (modlitwa, medytacja, joga) wzrasta wrażliwość układu nerwowego, mózg przechwytuje te wibracje z niższych partii ciała, mocniej już wibrujących czakr i rozpoczyna się nowe doświadczenie człowieka – podróż w wyższą świadomość.

W normalnym stanie mózg posiada fizjologiczne funkcje przynależne światu materialnemu. W zależności od rozwoju danej osoby są one rozwinięte mocniej albo słabiej. W ten sposób kształtuje się jednostka – człowiek, jego emocje, wrażliwość, inteligencja, intuicja … Nadal w tym stanie nie spotyka się człowieka o wyższych zdolnościach paranormalnych. Normalna świadomość jest pełnią fizjologicznych aktywności, kompletem. Wszystkie są przynależne światu materialnemu.

Wysoka świadomość, która pracuje w połączeniu z ciałami astralnymi ukazuje już nową jednostkę odbiegającą bardzo mocno w swoim zachowaniu i funkcjonowaniu od świadomości normalnych. Wysokie wibracje mózgu i układu nerwowego, które są wielkim instrumentem w podnoszeniu człowieka świadomości powodują, że partie mózgu, które do tej pory były mocniej uśpione budzą się i manifestują w zupełnie odmienny sposób.

Rozpoczyna się astralna świadomość mózgu. Wyższa świadomość rozwija w człowieku wiele dotąd mu nieznanych fenomenów. Z normalnego stanu uśpienia jest w stanie automatycznie zamanifestować się już w przebudzonym stanie. Budzą się zdolności paranormalne. Taki człowiek posiada inne funkcje mózgowe, jego ciało fizyczne również się zmienia. Cały ten proces jest spowodowany wysokimi wibracjami przebudzonej duszy.

 

Wiele istnień ludzkich przez własne myśli spędza swój ziemski czas w uwięzieniu i ograniczeniu. Niskie świadomości trzymają człowieka w więzieniu. Nie potrafi nabrać głębokiego oddechu i wypełnić własnej duszy światłem. Trzech wymiarowy świat daje duszy impuls do życia, energię i siłę. Człowiek mocno łączy się z ziemią. Czuje się na niej panem i nie rozumie a nawet nie chce zrozumieć Wielkiej Twórczej Mocy, która króluje ponad Ziemią i ponad człowiekiem i jest zdolna połączyć ludzką duszę z wieloma światami.

Świadomość naturalna ogranicza duszę a pełne jej przebudzenie wprowadza w odmienną rzeczywistość, łączy z Uniwersalnym Miłosierdziem. Kształtuje duszę o innych formach i stopniowo odłącza ją od fizycznego życia. Wysoka świadomość otwiera wielką wiedzę, mądrość i radość bycia blisko Boga. Jest to dla człowieka potężny oddech nowego życia.

SUPER ŚWIADOMOŚĆ

Osiąga ją człowiek w drodze spirytualnych doświadczeń. Musi być zdolny do zupełnego odłączenia od ziemskich zależności. Taki stan zdarza się często podczas głębokiego snu, wówczas dusza jest rozłączona z ciałem, szybuje w inne wymiary świadomości. Człowiek z super świadomością zna głębokie prawdy zakotwiczone w świetle. Wysokie wibracje penetrują coraz głębiej w mentalne ciało, które już nie posiada ziemskich myśli.
Słyszeliśmy już nieraz jak niektórzy święci zasypiali głębokim snem na długie dni a nawet na wiele tygodni.

Wspomina Św. Teresa z Avila swój głęboki sen. Otworzono nawet dla niej grób. Wszyscy wokół niej byli przekonani, że nie żyje. Nie można było wyczuć u niej żadnych funkcji życiowych.

Marta Robin spała długie tygodnie, kiedy się przebudziła była zdziwiona, że nie ma przy niej jej spowiednika, przy którym zasnęła.

Czytamy historie joginów, potrafią wstrzymać oddech i wejść w inny stan świadomości.

Również Ojciec Pio zostawił notatki, zasypiał nagle, gdzieś przepadał podczas modlitwy. Tłumaczył się Bogu ze swojego niedbalstwa ale rozumiał, że jest to inny sen i jak sam napisał, „… Boże ale to Ty mnie zabierasz do siebie … „.

Ciało fizyczne zapada w komę – śpiączkę, która różni się od komy występującej podczas urazów mózgu i innych chorób.

Dusza żyjąca w świecie materialnym posiada własne „ego” w zależności od zewnętrznego świata egzystuje w odpowiedniej formie twórczej i buduje własne prawdy. Fizyczna egzystencja i komunikacja ze światem fizycznym popycha duszę do działań zupełnie odmiennych niż tych ludzi, którzy poświęcają bardzo dużo czasu na życie spirytualne. Pasja i wiara w inne życie mocno łączy taką duszę ze światłem Boskim. Otwierają swoim postępowaniem mocno drzwi do światła a zarazem furtki w głąb własnego rozumu. Kiedy wniknie w niego światło znika chaos i ignorancja. Czyste wibracje, współczucie i miłość wpływają w ciało człowieka, który potrafi poświęcić swoje życie pomagając innym.

Wyższa świadomość człowieka jest mostem między światem materialnym i światem spirytualnym. Poprzez ten most dusza opuszcza świat materii i otwiera super świadomość.

Bóg jest wielką potęgą i mądrością, Jego Świadomość nie jest niczym ograniczona, zwana Super Niebiańską Świadomością. Bóg jako Ojciec utworzył duszę, dał jej do użytku ciało – jako pojazd, stworzył człowieka a ten poprzez ziemskie doświadczenia wzrasta i rozwija swoje ciała astralne. Są tacy, którzy twierdzą, że jedno ciało zamieszkuje trzy dusze o różnych stopniach świadomości. Ciało jest tylko pojazdem duszy. Jest faktem, że dusza cyklicznie ewoluuje się razem z ciałem. Porusza się przez swoja transformację niczym pory roku: wiosna, lato, jesień i zima aż osiąga ostatni swój oddech i łączy się z Absolutem. Przeżywa wiele stanów: niższą świadomość i reakcje niczym w komie aż w końcu osiąga Wielki Ocean Energii. Człowieka „ego” jest niczym innym jak odłączeniem duszy od Absolutu. Od tej chwili zaistniała odrębnie we własnym świecie. Dopóki rządzi się prawami natury wzrasta i rozwija się prawidłowo osiąga indywidualną mądrość, siłę i można ją porównać do pięknego kwiatu na wielkiej łące. Manifestuje własne cechy i urodę. Ale kiedy jej wibracje zostaną zakłócone i zwróci się w stronę egoizmu nie osiągnie zamierzonego celu. Dusza takiego człowieka jest chora.

W momencie kiedy dusza osiągnie własną doskonałość – pełnię, rodzi się w niej Chrystus. Jej ziemski kres dobiega końca – Chrystus Zbawiciel pociąga ją w wyższe wymiary. Narodziny, liczne życia poprzez reinkarnację, śmierć, stan bardo aż w końcu topi się w oceanie potężnej Energii. Z jednego atomu w drodze reakcji łańcuchowej, poprzez wiele cykli i własną transformację ewoluuje do najwyższej formy spirytualnej.

Podczas normalnego snu odpowiednia wibracja rozłącza ciało i duszę dzięki czemu może podróżować poza ciałem. Ten proces następuje automatycznie. Często jest obserwowany przez jasnowidzów. Po całym dniu czuwania ciało człowieka jest zmęczone, potrzebuje odpoczynku, regeneruje swoje siły i uzupełnia energię. Sen jest niezbędny do normalnego życia. Brak snu przez dłuższy czas powoduje zakłócenia psychiczne i fizjologiczne. Zapotrzebowanie na sen jest cechą wrodzoną. W czasie snu zmienia się częstotliwość fal mózgowych. Zanikają szybsze rytmy beta i alfa, pojawiają się wolniejsze theta i delta. Wykorzystywanie niektórych regionów mózgu jest większe podczas snu niż podczas czuwania. Sen jest drugą sferą życia człowieka, jest życiem utajonym. Snom nie jest w stanie oprzeć się żaden człowiek, przychodzą znienacka, mimo woli. Homer przypisywał snom nadzwyczajne moce, twierdząc:

„… we śnie duch przeziera jasno na oczy, za dnia obraz jest ograniczony, wyobrażenia śniącego mogą być rozleglejsze niż najbardziej jasne czasu jawy … „

Człowiek o wyższej świadomości śni już na jawie bardzo jasnymi wizjami, miewa prorocze sny dotyczące przyszłości. Podczas tego stanu śnienia mózg wibruje jeszcze mocniej. Czasami te sny są tak rzeczywiste, że spełniają się na jawie z matematyczną dokładnością.

Znane są też sny tzw. śmiertelne – kiedy ciało człowieka traci witalne siły i dusza jest w nim zagrożona i koncentruje się już tylko na opuszczenie ciała. Często podczas takich snów ukazuje się wyższa świadomość, takie dusze podczas snu potrafią przekazywać innym duszom wiadomości np. odnośnie wychowania dzieci lub inne ważne nie załatwione sprawy.

Również ciekawe sny zdarzają się osobom pod wpływem środków odurzających np. paląc opium i haszysz. w ciągu kilku minut snu te osoby mogą ujrzeć swoje życie na przestrzeni wielu lat.

Znane są stany somnambuliczne – lunatyczne. Somnambulizm – zjawisko chodzenia podczas snu, które lekarze określają jako niedojrzałość układu nerwowego. Najczęściej występuje u dzieci i uchodzi za niegroźne. Natomiast u osób dojrzałych jest uznawane za chorobę. Śpiący nagle wstaje i wykonuje normalne czynności życiowe, ale jego umysł nadal śpi, chociaż ma otworzone oczy. Nie reaguje na pytania albo bardzo powolnie na nie odpowiada. Ma zaburzoną koordynację. Charakterystyczne cechą u somnambulików są hiperaktywne fale delta co oznacza bardzo głęboki sen uznawany za patologiczny.

Według mistyków somnambulizm jest wysokim stanem świadomości. Taka dusza potrafi równocześnie egzystować na dwóch planach: fizycznym i astralnym. Bardziej znaną somnambuliczką była Katarzyna Emmerich, niemiecka mistyczka, stygmatyczka i wizjonerka. Od dziecka nie cieszyła się dobrym zdrowiem. Uchodziła za osobę wesołą, inteligentną i bardzo pobożną. Katarzyna ciężko zachorowała w wieku 37 lat i wydawało się, że była to choroba śmiertelna. Pojawiły się na jej ciele stygmaty. W czasie tej choroby jak mówiła sama Katarzyna ukazała jej się Maryja mówiąc:

„… Jeszcze nie umrzesz. Jeszcze wiele o tobie mówić będą, ale nie bój się. Jakkolwiek ci powodzić się będzie zawsze doznasz pomocy … „


(Katarzyna Emmerich)

Katarzyna była w zakonie, już do końca życia ciężko chora i cierpiąca, nie była w stanie wstawać z łóżka. Wielokrotnie badano jej stygmaty, podejrzewano ją o fałszerstwo. Wizje Katarzyny Emmerich zostały spisane. Według tych opisów był nakręcony film „Passion of Christ”.

Psychologia i nauka ciągle nie może dać pełnego wyjaśnienia supernaturalnych zjawisk takich jak: somnambulizm, telepatia, czytanie w myślach, hipnoza. Ciągle obwinia się tych ludzi o zaburzenia lub uszkodzenia mózgu.

Człowieka świadomość jest określana niczym podróż trzema pojazdami. Każdy z nich posiada coraz większą szybkość, większe wibracje i wprowadza człowieka w wyższe stany świadomości. Somnombulizm jest utożsamiany z trzecim pojazdem. Super świadomość funkcjonuje w ostatnim stadium

https://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_dusza_i_swiadomosc_czlowieka.html

https://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_dusza_i_swiadomosc_czlowieka2.html

 

Opublikowano ., Człowiek, Dusza, Rozwój duchowy, Świadomość | 16 komentarzy

Buntownik z Nazaretu

Narodził się w stajni, skonał na szubienicy. Brał w obronę prostytutki, kumplował się z celnikami. Gdyby dziś pojawił się wśród nas, bratałby się z oburzonymi i squattersami
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

archiwum prywatneCzarni mieszkańcy południowych stanów USA powtarzają opowieść o biednym Murzynie, który siedział smutny na kamieniu przy drodze. Chciał wejść do kościoła białych, ale go wyrzucano. Wtedy przyszedł Bóg i go pocieszył: „I ja od wielu lat chciałem wejść do tego kościoła, ale mnie też zawsze wypędzali”. Czyż to nie zdumiewające, że Bóg zostaje wyrzucony z kościoła, by znaleźć swoje miejsce wśród wykluczonych i poniżonych?

Minie nasze zdziwienie, gdy zdamy sobie sprawę, że od początku w oficjalnym dyskursie Kościołów szło o zagłaskanie Jezusowego przesłania.

Słyszymy przecież, że nie był on żadnym wichrzycielem, choć łamał prawo i twarde obyczaje. Nie był żadnym buntownikiem, choć przepędził kupców ze Świątyni Jerozolimskiej. Kościoły, mówiąc o Jezusie, owinęły Go tak skutecznie „słowną bawełną”, że dziś przypomina już tylko pluszową maskotkę dla mających problemy ze snem dzieci.

By jednak była jasność: ta kościelna strategia nie jest przypadkowa. Kościoły głoszą Jezusa zbanalizowanego dlatego, gdyż tylko taki obraz Cieśli z Nazaretu jest dla nich gwarancją „świętego spokoju” – spokoju, który stał się oficjalną strategią duszpasterską. Gdyby bowiem zechciały przepowiadać Jezusa takim, jakim był, takim, jakiego obraz znajdujemy na kartach Ewangelii, czyli nonkonformisty, wichrzyciela i buntownika, kręciłyby same na siebie srogi bicz. Jezus, jeśli nie robi za pluszową zabawkę, jest bowiem najradykalniejszym krytykiem i największym zagrożeniem dla popadających dziś w coraz większy marazm Kościołów. Bo Jezus, który nie jest pluszową maskotką, zawsze jest po stronie słabych, ubogich, wykluczonych, poniżonych. A więc w miejscu i z ludźmi, którymi mało się zajmuje zarówno władza kościelna, jak i polityczna!
https://youtu.be/8w2cxoR5XeA
Klip złożony z fragmentów uznanego za obrazoburczy monodramu Klausa Kinsky’ego ”Jezus Chrystus Zbawiciel”, w którym Jezus jest buntownikiem i rewolucjonistą.

I dlatego wejście Jezusa w naszą historie jest tak niewygodne, gdyż podważające zastany i utrwalony porządek niesprawiedliwości. A on chce, by ci, którzy są mocni, zostali skarceni. Ci, którzy są słabi, odzyskali godność. Jezus także dlatego zmartwychwstaje więc, by wzniecić ogień. Tyle że jest to ogień miłości. On też jest Prawdą, bo jest Miłością.

Ale gdzie tu rewolucyjny potencjał? Tkwi w tym, iż ten ogień, ta miłość w pył obraca lęk. Jak poucza św. Jan: „lęka się tylko ten, kto w miłości się nie wyćwiczył”. Jezus pokazuje, co znaczy kochać. A znaczy ni mniej, ni więcej tyle: „Jeśli nie kochasz, jesteś martwy. Jeśli kochasz, zostaniesz zabity” (Terry Eagleton). Jeśli śmierć może mieć sens, to tylko chyba wtedy i tylko tak, że umiera się z miłości. I solidarności. Z cierpiącymi i poniżonymi. Jak Jezus – wyrzutek i pętak – na krzyżu

Ale dlaczego z cierpiącymi? Rację ma bowiem niemiecki teolog protestancki Jürgen Moltmann, gdy stwierdza: „Jeśli mamy przed oczyma prawo, osądzamy ludzi według ich uczynku, jeśli mamy przed oczyma Jezusa, osądzamy ludzi według ich cierpienia”.

Rewolucyjność Jezusa więc polega na tym, że ustanawia on nowy autorytet: ”autorytet cierpiących”.

Zgoda, nie jest to silny autorytet, ale jak dowodzi katolicki teolog Johann B. Metz, jest to ”jedyny uniwersalny autorytet, jaki pozostał nam jeszcze w naszym zglobalizowanym świecie. Jest on jednak w tym sensie ”mocny”, że ani religijnie, ani kulturowo nie można go ominąć”.

Dlaczego? Człowiek cierpiący nie ma koloru skóry, statusu społecznego, narodowości, płci. To, co „ma”, to jego cierpienie. I temu cierpieniu musi podporządkować się rozum, także z racji swej rozumności. Inaczej zredukowałby się do czystego instrumentalizmu i czystej funkcjonalności. A cóż nam po rozumie, który jest ślepy na krzyk ofiar i błagania cierpiących?

I dalej: cóż nam po etyce, która gardzi słabymi? Cóż po ekonomii, której nie drgnie serce, gdy widzi nierówności? Cóż po polityce, która pozostaje głucha na krzyk wyrzutków i ubogich?

Czyż nie miał więc racji Theodor W. Adorno, gdy mówił: „dać się wypowiedzieć cierpiącemu – oto warunek wszelkiej prawdy”?

Czy jednak to, co piszę, nie trąci naiwnością? Zgoda: każdemu, kto domaga się sprawiedliwości i solidarności, najlepiej przykleić łatkę szaleńca. Ale zobaczmy: czyż, gdy i w radykalny sposób Martin Luther King czytał przesłanie Cieśli z Nazaretu, nie był traktowany jak wariat? I więcej: czy siła dr. Kinga, który zmienił oblicze Ameryki, polegała na tym, że uciekł się do przemocy?

Nic z tych rzeczy. Przeciwnie: w słynnej mowie „I have a dream…” pod waszyngtońskim Lincoln Memorial, gdzie zgromadziło 200 tys. manifestantów, przestrzegał: „Nie możemy pozwolić, by nasz protest, który stworzyć ma nowe wartości, osunął się do poziomu przemocy. Przyjdzie nam po wielekroć zdobywać się na to, by na siłę fizyczną odpowiedzieć wyłącznie siłą duchową”. Silni i możni tego świata upadają nie dlatego, że zabijają nasze ciała. Upadają, gdyż nie udaje im się zabić naszego ducha. Podobnie ks. Józef Tischner miał rację, gdy pisał, że prawdziwa rewolucja zawsze dokonuje się w sferze ducha.
https://youtu.be/v2HzmonoJWU

Radykalizm dr. Kinga próbowano stępić, gdy pytano go, czego jeszcze potrzebuje, aby w końcu poczuł się zadowolony. Odpowiadał w imieniu milionów poniżonych i zepchniętych na margines: „Nie będziemy zadowoleni, dopóki Murzyn będzie ofiarą koszmaru policyjnych przesłuchań. Nie będziemy zadowoleni, dopóki, znużeni podróżą, nie będziemy mogli zaznać spoczynku w motelach przy autostradzie i w hotelach wielkich miast (…) Nie: nie jesteśmy i nie będziemy zadowoleni, dopóki sprawiedliwość wymyka się i ucieka w dal jak woda, dopóki prawość pozostaje nieuchwytna jak woda”.

Czy i dziś nie słyszymy podobnego pytania, stawianego nam przez polityczną, medialną, kościelną i finansową elitę? Czy i dziś ubodzy, robotnicy, squattersi, samotne matki, studenci, geje nie słyszą tego pytania: „Czego jeszcze wam potrzeba, byście w końcu przestali się buntować”?

Otóż parafrazując dr. Kinga, należy powiedzieć: nie będziemy zadowoleni, gdy za kryzys finansowy, spowodowany chciwością bankierów, koszty ponoszą ubodzy. Nie będziemy zadowoleni, gdy nasze demokratycznie wybrane rządy ratują z naszych pieniędzy prywatne banki, a nie upadające zakłady pracy. Nie będziemy zadowoleni, gdy absolwenci nie mają pracy. Nie będziemy zadowoleni, gdy nie stać nas na dobrą edukację dla naszych dzieci.

I więcej: nie będziemy zadowoleni, gdy ulice naszych miast, przy aprobacie władzy, przejmowane są przez korporacje i banki. Nie będziemy zadowoleni, gdy Matka Ziemia jest brutalnie gwałcona i dewastowana. Nie będziemy zadowoleni, gdy Kościoły dbają tylko o zabezpieczenie swoich dóbr materialnych, a nie dbają o dobra duchowe swoich wiernych.

A więc tylko jeśli nie będziemy zadowoleni tak, jak niezadowolony był Jezus z Nazaretu, i jeśli będziemy solidarni tak, jak ten żydowski buntownik solidarny był z tłamszonymi, inny świat stanie się możliwy. A zmartwychwstanie przestanie być pustym słowem.

*Jarosław Makowski jest publicystą, filozofem i teologiem. Szef Instytutu Obywatelskiego. Ostatnio opublikował „Wariacje Tischnerowskie”

źródło:
Opublikowano Aktualności, Bóg, Ezoteryka, Portrety | 145 komentarzy

Hejtem w darczyńcę…

Kochani długo zastanawiałem się nad napisaniem tego artykułu. Wybaczcie, ale bardzo trudno mi się z tą całą sytuacją pogodzić. Jak już zapewne wiecie oprócz blogu Mistyka Życia, który prowadzę razem z Marią jestem również prezesem Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Wyobraźmy sobie teraz taką, na szczęście hipotetyczną sytuację że Ci co dostają jakąś darowiznę np. za pomocą platformy PayPal uruchamiają wyszukiwarkę google i dowiadują się czym zajmują się ich darczyńcy prywatnie albo zawodowo i potem np. za dwa lata hejtują danego darczyńcę  w Internecie oskarżając jego albo organizację której darczyńca jest członkiem o różne czyny .To tak jakby obdarowany po otrzymaniu darowizny zapytał się publicznie skąd darczyńca miał np. te 1000 PLN, które wpłacił na jakiś cel, mógłby zamieścić też publicznie inne oskarżenie np. o niemieckie korzenie albo sympatie, bo dziadek darczyńcy, albo ktoś z jego rodziny służył w Wehrmachcie.

W obiegowym myśleniu, jeśli czyni to nasz wróg  jest to trochę zrozumiałe, natomiast jeśli czyni to obdarowany staje się to zupełnie niezrozumiałe. Na tym polega mniej-więcej hejt w Internecie. Jesteś oskarżany  z imienia i nazwiska, a nawet zdjęcia o czyny niepopełnione i jesteś praktycznie bezbronny.

Nikt nie lubi się tłumaczyć z niczego, szkoda że Pani Dorota Ceynowa Szmołda o tym zapomniała. Mały Budda określił mnie jako męczennika, oczywiście nie chcę nim być, ale jestem już po prostu zmęczony.

Nie wiem czy będę miał siły dalej współprowadzić blog Mistykę Życia. Napisz Livio publicznie co zrobił Ci Janusz Pawelczyk , jakie zrobił Ci świństwo, że go zhejtowałaś  na swoich blogach( prowadzisz ich przecież więcej nieprawdaż? )Napisałaś jeszcze, żeby hejt na temat mojej osoby j był jeszcze bardziej rozpowszechniany. Napisz Doroto Ceynowo-Szmołda publicznie- co Ci zrobiłem?

Tak jak widzisz, przeżywam Twój hejt, bo nie mogę się z tą sytuacją pogodzić.

Niestety ten hejt którego doświadczyłem z Twojej strony jest przestrogą dla wszystkich darczyńców, aby się pięć razy zastanowili komu przekażą swoją darowiznę. Zobacz do czego doprowadziłaś ,że muszę pisać te słowa, a Ty piszesz, że sobie leżysz na leżance ze swoją córeczką i się radujesz z wiosny.

Może pamiętacie jak datę 20.03.2017 wymieniałem jako pewien ważny próg , niewiele się pomyliłem bo był to 27.03.2017.

Być może moja historia stanie się przykładem nienormalnego hejtu w internecie jak darczyńca może zostać w każdej chwili zhejtowany w sposób , którego nigdy nie się nie domyślał i nie spodziewał. Livio osiągniesz jednak sławę, być może  przykład Twojego zachowania będzie  powstrzymywał wszystkich darczyńców przed przekazaniem darowizny na jekiekolwiek szczytne cele, przecież obdarowany kiedyś za dwa, trzy lata może zawsze zhejtować swojego darczyńcę.

Aha, zapomniałem jeszcze o jednym Livio, napisz na swoim blogu, że chciałaś tylko z sobie znanych powodów zhejtować Janusza Pawelczyka i nie chciałaś Broń Boże hejtować innych darczyńców-może Ci ewentualni przyśli uwierzą?

No cóż, być może swoistego rodzajem zabezpieczeniem dla darczyńców powinno być wymaganie oświadczenia od obdarowanego o poniższej treści:

                                            Oświadczenie

„Ja ……………………… jako obdarowany oświadczam ,że dane osobowe darczyńcy zachowam w tajemnicy i bez zgody darczyńcy ich nie ujawnię. Oświadczam również, że nie wykorzystam danych darczyńcy do innych celów i nie będę publicznie szkalował darczyńcy, jego rodziny albo instytucji w której pracuje albo jest jej członkiem”

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano ., Aktualności, Człowiek, OSTRZEŻENIE, Świadomość | 28 komentarzy