Szczególne właściwości trójek liczb- (1,4,7), (2,5,8) i (3,6,9)

Krótkie przypomnienie. Liczby (1,4,7) zaliczane są do tzw. trójkata energii, liczby (2,5,8) do trójkąta materii , a liczby (3,6,9) do trójkąta informacji. W enneagramie liczby 1,4,2,8,5,7 tworzą jedną figurę, a 3,6,9 drugą. Liczby (1,4,7) posiadają polaryzację (+), (2,5,8) polaryzację (-), (3,6,9) polaryzację neutralną .W wyniku mnożenia liczb z poszczególnych trójkątów liczb otrzymujemy bardzo ciekawe właściwości :
(1,4,7)x(1,4,7) =(1,4,7) bo (+)x(+) =(+)
(2,5,8)X(2,5,8)=(1,4,7) bo (-) x(-) =(+)
(1,4,7)X((2,5,8)=(2,5,8) bo (+)x(-) = (-)
(3,6,9)X(3,6,9)=(9,9,9) bo 0x0=0
(3,6,9)X(1,4,7)=(3,6,9) bo (+)x0=0
(3,6,9)X(2,5,8)=(6,3,9) bo (-)x0=0
(1,4,7)+(1,4,7)=(2,5,8)
(1,4,7)+(2,5,8)=(3,6,9)
(2,5,8)+(2,5,8)=(1,4,7)
(1,4,7)+(3,6,9)=(1,4,7)
(2,5,8)+(3,6,9)=(2,5,8)
(3,6,9)+(3,6,9)=(3,6,9)
Liczby postaci 1,4,7 to liczby 1,4,7,10,13,16,19,22,25 (1+(n-1)x3) dla n=1,2…
Liczby postaci 2,5,8 to liczby 2,5,8,11,14,17,20,23,26 (2+(n-1)x3) ) dla n=1,2…
Liczby postaci 3,6,9 to liczby 3,6,9,12,15,18,21,24,27 (3+(n-1)X3) ) dla n=1,2…

Bardzo łatwo sprawdzić powyższe zależności
Liczba 25 to numerologicznie 7
Liczba 61 to tez numerologicznie 7; 7×7=49=13=4 ; 61×25=1525=1+5+2+5=13=4
7+7=14=5 a 61+25=86=14=5
25×25=625=4 i 7×7=49=4
25+25=50=5
21+12=33 =6 a 3+3=6
21×12=252=9 i 3×3 =9
Z tych rozważań liczbowych można wysnuć jeszcze inne wnioski
Materia x materia= energia
Materia x energia= materia
Energia x energia= energia
Energia x informacja = informacja
Materia x informacja= informacja
Informacja x informacja =informacja
Z powyższych równań wynika, że tylko w jednym wypadku może powstać materia , a cały Wszechświat jest przesycony informacją i energią. Materia występuje bardzo rzadko! Jest to zgodne z występowaniem materii na ściśle określonych poziomach energetycznych i zgodne z jedynym uprzywilejowanym kierunkiem występowania tzw węzłów w Krzyżu liczb pierwszych Petera Plichty.Te węzły występują „na godzinie 1″ i noszą wzór 24k+1
https://nnka.wordpress.com/2014/06/14/krzyz-zodiakalny-eneagramiczny-i-fibonacciego-wpisany-w-krzyz-liczb-pierwszych-petera-plichty/

Opublikowano ., Ezoteryka, Fraktale, Matrix | Dodaj komentarz

Prognozy na rok 2015 – Igor Witkowski-audycja z NTV z 09.01.2015

20 marca o godzinie 23.45 wraz z wejściem Słońca w fazę Barana polskiego czasu zaczął się tak naprawdę solarny rok 2015.Myślę że warto zapoznać się z predykcjami Igora Witkowskiego na rok 2015.


całą prognoza znajduje się tutaj
http://niezaleznatelewizja.pl/2015/01/ufo-oni-juz-tu-sa-9-01-2015/

Opublikowano OSTRZEŻENIE, Przeznaczenie | 52 komentarzy

Bratnie Dusze

Wczoraj zamieściłem wpis o bliźniaczych duszach ( najczęściej damskiej i męskiej). Istnieje przynajmniej jeszcze jeden rodzaj więzi duchowej – to braterstwo dusz. Bratnią duszę na swej drodze możemy spotkać w dowolnej sytuacji. Bardzo często będzie to Dusza z którą w jakiś sposób byliśmy związani w poprzednich żywotach. Spotykamy nieznajomego człowieka, ale mamy wrażenie jakbyśmy znali go co najmniej od bardzo wielu lat. Umiemy się porozumiewać ze swoją duszą niemal bez słów. Bratnia dusza odgaduje w mig to o czym zamierzamy powiedzieć i odwrotnie, my też w mig odgadujemy co mam bratnia dusza, czasami nieznajomego człowieka ma nam do powiedzenia. Często bratnie dusze mają bardzo podobną wibrację duchową. Obecnie w dobie komunikacji internetowej bratnie dusze odnajdują się na różnych forach, pomimo, iż nigdy dotąd nie widzieli się twarzą w twarz. Myśli ich i słowa bywają często ze sobą zsynchronizowane. Jedna osoba poruszy dany temat na swoim blogu i niemal w tym samym czasie druga robi to samo. Zdarza się również, że poruszają na forach ten sam temat w tym samym czasie.:)

Kim jest Bratnia Dusza?
Bratnia Dusza to ktoś, kogo my czujemy, a kto czuje nas… ktoś w towarzystwie kogo czasami słowa są zupełnie niepotrzebne… ktoś, którego spojrzenie mówi wszystko… ktoś, przy kim czujemy się swobodnie, bezpiecznie, bez żadnych ograniczeń i tajemnic… ktoś, kto zawsze, o każdej porze znajdzie dla nas czas…wreszcie ktoś, z kim łączą się jednocześnie nasze serce, umysł i nasza dusza… Ta pełna synchronizacja sprawia, że jedno przenika drugie, że słowa dotykają duszy, a serce wypełnia umysł swoim ciepłem, spokojem i zrozumieniem…To stanowi o sensie naszego życia…
Bratnia Dusza to przede wszystkim wspaniały i wyjątkowy przyjaciel. To osoba, która w chwilach zwątpienia, zagubienia, popełnianych błędów, niezrozumienia, nieporozumień – nie odchodzi, nie zamyka swoich drzwi, zostaje wbrew wszystkiemu i wszystkim. Ona jest, otula swoją obecnością, słucha, pomaga, wspiera, dotyka głębią swego wnętrza powodując, że umysł budzi się, serce łapie głęboki oddech, a dusza odnajduje iskierkę nadziei, odnajduje siebie…
Czy Bratnia Dusza to Kochanek lub Kochanka?
Niekoniecznie. Często bywa tak, że znamy kogoś od przedszkola, przyjaźnimy się przez wiele lat i na tym poprzestajemy, będąc z kimś innym w związku. Cudowna jest oczywiście sytuacja, jak między takimi Bratnimi Duszami dochodzi nie tylko do połączenia mentalnego, ale i cielesnego. Dlaczego? Bo takie osoby wiedzą prawie wszystko o sobie, a fakt, że połączyła ich nie tylko miłość przyjacielska, świadczy o tym, że były sobie przeznaczone i takie związki są nie do rozwiązania.
Bywa też tak, że spotykamy kogoś pierwszy raz, pierwszy raz wymieniamy się spojrzeniem, słowem, także pisanym (w przypadku znajomości internetowych) i…od samego początku czujemy jak ta druga osoba przenika nas, trafia do każdej naszej komórki, łączy się z nami, bo w takim momencie następuje uwolnienie naszej energii. Ona swobodnie sobie płynie powodując, że w głębi siebie odczuwamy i wiemy, że tak, to jest to, to jest ta osoba.
Gdzie szukać takiej Bratniej Duszy?
Wszędzie i nigdzie. Dziwi Cię taka odpowiedź? No cóż… czasami zdarza się, że nawet nie szukając spotykamy kogoś takiego na swojej życiowej drodze. Każde miejsce realne, czy też wirtualne nie wyklucza, że Bratnia Dusza krąży gdzieś tam, czekając podobnie jak Ty, na spotkanie, na połączenie się. Często bywa też tak, że już przy pierwszym kontakcie, czy to bezpośrednim, czy pośrednim, czujemy, że jest COŚ, co mogłoby doprowadzić do tego, aby dana osoba odczuwała podobnie jak my. Dla mnie taką pierwszą wskazówką są zawsze SŁOWA, których dźwięk i kształt, albo trafia do mnie, albo nie. Każde słowo powoduje, że zagłębiam się w nim, szukam, poznaję, odkrywam…
Może oczywiście zdarzyć się, że przez dłuższy czas Bratnie Dusze nie będą słyszały, ani widziały siebie. Jednakże w sytuacjach, w których naprawdę będą potrzebowały bliskości – dotrą do siebie, bo w ten sposób odnajdują spokój, odnajdą siebie…
Są różne oblicza miłości, najważniejsze jednak, aby mieć Serce i Duszę gotowe i otwarte na kochanie… Wówczas miłość zagości w naszych sercach, odnajdzie nas. Miłości nie ma i nie będzie tam, gdzie nie jest mile widziana, gdzie jest niechciana. Podobnie jest z miłością przyjacielską …
Dlaczego Myśli, Słowa i Czyny są nieodłącznym źródłem Jedności?
W miejscu, w którym mieszają się Strach i Lęk, a Wątpliwości są ich dopełnieniem, nie może dojść do odrodzenia tego, co najpiękniejsze – MIŁOŚCI… Kochając i akceptując siebie jesteśmy w stanie odróżnić, kiedy nasz umysł zaczyna analizować, wycofywać się i paraliżować nasze działania. Świadomość tego sprawia, że nie mamy problemu z pojawiającymi się emocjami, z odnalezieniem siebie…
Otwierając swoją duszę, każdą komórkę naszego ciała, czujemy w chwili spotkania i bliskości jak energia swobodnie płynie z jednego ciała do drugiego, będąc najgłębszym i najcudowniejszym Dotykiem, jakiego doświadczyliśmy w swoim życiu.
Nie dotyczy to tylko bliskości fizycznej, erotycznej, ale także bliskości przyjacielskiej…
W takim kontakcie każda Myśl wyrażona zostaje Słowem, a każde Słowo Czynem… Tutaj nie ma miejsca na sprzeczności, bo tutaj rodzi się Jedność…

Więcej
http://www.inside-job.pl/rozwoj-relacje/jak-poznac-swoja-bratnia-dusze/

Opublikowano Człowiek, Ezoteryka, Psychologia głębi, Rozwój duchowy | 244 komentarzy

Bliźniacze dusze – bliźniaczy płomień

W ostatnim „Nieznanym Świecie” nr 4/2015 jest bardzo ciekawy artykuł Małgorzaty Stępień zatytułowany „Bliźniacze dusze”. Zacytuję, moim zdaniem bardzo interesujący fragment tego artykułu:

„Podczas sesji regresingu, słuchając w swym gabinecie relacji zarówno Elżbiety i Pedra dr Weiss zorientował się, że mówią o tych samych żywotach.Oboje pragnęli prawdziwej miłości, tęskniąc za partnerami z tamtych wcieleń, a więc za sobą! lekarz przyznaje, że sam był wstrząśnięty tym faktem.Nie mógł jednak jako terapeuta, w dodatku związany tajemnicą zawodową, jawnie zaingerować w połączenie pacjentów. Zaaranżował więc w wizyty Elżbiety i Pedra w takich godzinach , by mogli minąć się w poczekalni- miał nadzieję, że w ten sposób się rozpoznają.A czas gonił , bo obydwoje kończyli terapię.Pedro zaś za parę dni wracał na stałe do Meksyku.
Przelotne spotkanie w poczekalni nastąpiło dwa razy.Oboje pacjenci co prawda wymienili pozdrowienia, ale…nic z tego nie wynikło.Dr Weiss był rozczarowany i zmartwiony, ale uznał, że dalsza zabawa w kosmicznego swata byłaby nieetyczna.Jednak splot nici przeznaczenia sprawił, że kilka dni później, o tej samej porze ludzie ci znaleźli się na tym samym lotnisku, chociaż udawali się do zupełnie innych miast.Ponieważ lot Elżbiety odwołano z przyczyn technicznych, postanowiła lecieć inną maszyną.Był to…samolot Pedra.
Podczas odprawy przypomnieli sobie , że spotkali się w poczekalni dr Weissa i postanowili usiąść obok siebie.Ich całonocna rozmowa na pokładzie oraz turbulencje , w trakcie których trzymali się za ręce spowodowały powrót gorącego uczucia sprzed wieków.Obecnie są małżeństwem i mieszkają w Meksyku”

Na stronie http://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_blizniaczy_plomien_cz2.html
można przeczytać również o Bliźniaczych Duszach

blizniacze_dusze

Bliźniaczy Płomień lub Bliźniacze Dusze to dwie połówki tej samej całości, para niosąca ten sam Płomień. Każdy z nas posiada swoją bliźniaczą duszę, z którą jesteśmy rozłączeni podczas inkarnacji. Każda połówka doświadcza własnych dróg. Dwie bliźniacze dusze inkarnują się w ludzkiej naturze lecz przychodzi ten czas kiedy obie bliźniacze połówki się spotykają. Następuje to w ostatnim wcieleniu na planie Ziemi, oboje w tym samym czasie wniebowstąpią.

Człowiek podróżuje po Ziemi długi czas bez kontaktu ze swoim bliźniakiem. W czasie inkarnacji każdy bliźniak jest odrębną duszą, nie jest tylko połówką, każda z połówek musi nauczyć się balansować w swoim ciele dwie energie: męską i żeńską, musi posiąść umiejętność zjednoczenia się ze swoją bliźniaczą duszą.

– Jeśli spotkasz bliźniaczą duszę czujesz olbrzymią miłość jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyłeś,
– jest dokładnie odbiciem twojej osoby,
– posiada ten sam stan świadomości, komunikujecie się bez słów w życiu fizycznym i duchowym.
blizniacze_dusze2
W chwili inkarnacji kiedy jedna połówka schodzi do ziemskiego życia, druga pozostaje na innym poziomie, „co na górze to i na dole”. Stąd też wynika, że dusze inkarnują się naprzemian, jako mężczyzna i kobieta, przychodzą do życia naprzemian jako dwa promienie tego samego Bliźniaczego Płomienia, ale wspólnie niosą wszystko co znajduje się w tym związku. Tylko w ten sposób można rozpoznać świat iluzji jak również ostatecznie uwolnić się od każdej iluzji. Ważnym etapem dla dwóch bliźniaczych dusz jest integracja polaryzacji. Obie połówki muszą ze sobą silnie współgrać. Polaryzacja jest niezbędnym warunkiem alchemicznym zachodzącym podczas transformacji, w którym każdy dualizm doprowadzony zostanie do jedności.

Budzi się ciało i Energia Kundalini – święty ogień zapala się instynktownie, zmierza do zjednoczenia z własnym duchem, uwalnia blokady, ukierunkowuje myślenie, dwa aspekty energii: męska i żeńska – Ida i Pigala już wspólnie połączone wchodzą do kanału Shusumny i zmierzają do czakry korony. Aktywują wyższą świadomość. Kundalini jest mechanizmem i bazą wyjściową do wydobycia się z więzienia i wstąpienia w ogień transformacji.

Ludzkie pragnienia będą tym budulcem, który poruszy kod świetlisty. Od nas samych zależy czy otworzymy się na połączenie z Jednością czy energia Kundalini posłuży nam do tworzenia swojego indywidualnego wzoru w celu zaspokojenia swoich ziemskich pragnień. Od samego człowieka zależy czy wygra duch czy materia. Jeśli duch okaże się silniejszy doprowadzi do niepowtarzalnego indywidualnego wzrostu ewolucyjnego, da dostęp do uniwersalnej mądrości. Jeśli postawimy na materię rozwiniemy w sobie wysoką inteligencję, uczepimy się ciała fizycznego, wyzwolimy w ciele poczucie pewności i wielką wiarę we własne siły, stłamsimy własnego ducha. W tym stanie człowiek doświadcza egoświadomości, samorealizacja przyczynia się do separacji z Boskim Źródłem.

W ten sposób stwarzamy sobie zupełnie nową rzeczywistość. Pojawi się strach przed śmiercią i wielkie pragnienie życia na Ziemi, Twoja duchowa swoboda zostanie ograniczona i zamiast wspinać się po stopniach wysokiej piramidy aby doświadczyć głębin oceanu zakotwiczasz się na długi czas albo na zawsze w zawężonym polu świadomości, nie wykorzystujesz swojego prawdziwego potencjału i jakże daleko odpływasz od płaszczyzny spirytualnej. Otwierasz inną oktawę ukształtowaną z potrzeb własnego ego co cię czyni mniejszym i gorszym od prawdziwej rzeczywistości. Tam podzielisz własny los z podobnymi bytami chociaż każdy będzie wibrował na własny sposób i będzie ślepo bronił własnej filozofii. Takie połączenie energii Kundalinii nie pochodzi od aspektów światła.

Człowiek, który poddaje się procesowi transformacji w drodze uwalniania od materializmu przyciąga Najwyższe pola świadomości, które odrywają go od wszelkich iluzji świata.

W chwili budzenia się świetlistego kodu uruchamia się DNA, jest to czas na powrót Bliźniaczej duszy. Czas na wielkie Zjednoczenie, rozpoczyna się podróż do Boskiego Źródła. Czujemy się kompletni jako jedność. W chwili kiedy drugi bliźniak oddala się odczuwamy samotność i opuszczenie, popadamy w depresję. Tylko połączenie ze swoim bliźniaczym Płomieniem daje wejście w wniebowstąpioną przestrzeń już niczym nie ograniczoną – wielowymiarową. Bliźniaczy Płomień jest aspektem oryginalnego Źródła: Ojciec – Matka, dwa aspekty doskonale wybalansowane.

Połączenie „góry i dołu”, wniknięcie Boskiej Energii w ciało jest sekretnym małżeństwem męskiej i żeńskiej energii. Celem takiego małżeństwa jest duchowa ewolucja i wniebowstąpienie. Unia dwóch źródeł: fizycznego „ja” i Wyższego „Ja”, obie strony muszą mieć jednakowo silne i wybalansowane pola.

Trudno jest dokładnie wychwycić naszym zmysłom związek Bliźniaczego Płomienia i Sekretnego Małżeństwa. W chwili zjednoczenia osoby te popadają w celibat. Jedni schodzą do ostatniego wcielenia razem i idą przez życie tą samą drogą, inni łączą się „góra – dół”, zdarzają się przypadki narodzenia się dwóch bliźniaczych dusz w jednym ciele.

Boska energia wnika w ciało tworząc jednakowy rezonans. Zjednoczony Święty Płomień budzi anielską naturę. Bliźniacza para uwalnia się z labiryntu złudzeń materialnych i mentalnych, od tej pory wyruszają we wspólną podróż. Znane są słynne bliźniacze pary, które spotkały się na Ziemi:

Opublikowano Ezoteryka, Psychologia głębi, Rozwój duchowy | 111 komentarzy

Opowieść o Logresie, Merlinie i o innych tajemniczych siłach władających planeta Ziemia

Trzecia część trylogii międzyplanetarnej- „Ta ohydna siła” Clive’a Stape Lewisa jest chyba najważniejsza.Zawiera opowieść o walce o Człowieka o człowieczeństwo i o Miłość.Chodzi o to, że nowy wspaniały świat pozbawiony emocji pozbawiony słabych jednostek ma być zasiedlony przez tzw wyewoluowaną(czystą) formę Człowieka.Te nowy człowiek ma się nawet rozmnażać w sposób sztuczny.Książka została napisana w latach 30-tych XX wieku, ale jej przesłanie jest cały czas aktualne- wybór pomiędzy nową stechnicyzowana nieomylną formą człowieka pozbawioną uczuć , a człowiekiem który potrafi okazywać uczucia i czasami popełnia błędy.

Dla stowarzyszenia przez długi czas pozostawało zagadką, dlaczego nieprzyjaciel stara się o uzyskanie prawa do Lasu Bragdon. Teren był nieuzbrojony i jego przygotowanie do budowy obiektu o takiej skali musiałoby bardzo dużo kosztować; zresztą samo Edgestow też trudno było nazwać wygodnym miejscem. Wnikliwe studia, prowadzone we współpracy z doktorem Dimble’em, pozwoliły jednak Przewodniczącemu – mimo nieprzejednanego sceptycyzmu MacPhee – dojść do pewnej konkluzji. On sam, Dimble i Dennistonowie mieli bogatą wiedzę na temat Brytanii arturiańskiej – wiedzę daleko wykraczającą poza to, co głosiła współczesna historia ortodoksyjna. Wiedzieli, że Edgestow leży w samym sercu starożytnego Logresu, że Cure Hardy to dawne Ozana le Coeur Hardi, a w Lesie Bragdon przebywał kiedyś historyczny Merlin. Co właściwie Merlin tam robił, tego jeszcze nie wiedzieli, ale wszyscy, dochodząc do tego różnymi drogami, już dawno odrzucili popularne w świecie historyków przekonanie, że jego niezwykłe zdolności były legendą, a on sam szarlatanem; nie zadowalała ich również inna hipoteza głosząca, iż zajmował się tym, co w czasach Renesansu nazywano magią. Według doktora Dimble’a wystarczy przyjrzeć się krytycznie świadectwom literackim, by wykryć zasadnicze różnice między barwnymi opisami owych „magów” i alchemików, a tym, co wiemy o Merlinie.
– Co może łączyć takich rytualistycznych okultystów – pytał doktor Dimble – jak Faust,
Prospero czy Archimag, studiujących po nocach zakazane księgi, zgłębiających tajemnice żywiołów i korzystających z pomocy demonów, z postacią taką jak Merlin, który dokonuje niezwykłych czynów, po prostu będąc Merlinem?
Ransom zgadzał się z nim. Wszystko wskazywało na to, że Merlin był ostatnim dziedzicem
prastarej wiedzy, przyniesionej do zachodniej Europy po upadku Numinoru, a pochodzącej z epoki, w której na naszej planecie ogólne relacje między duchem a materią były zupełnie inne niż te znane dzisiaj. Prawdopodobnie wiedza ta różniła się zasadniczo od renesansowej magii. Można mniemać (choć nie jest to pewne), że była mniej grzeszna i diaboliczna, natomiast z całą pewnością – bardziej skuteczna. Paracelsus i Agryppa, jak również cała reszta alchemików właściwie niewiele osiągnęli:
sam Bacon – który przecież nie był wrogiem magii – stwierdził, że dokonania owych magów „nie są ani wielkie, ani pewne”. Cały ten renesansowy wybuch zakazanych nauk wydaje się jedynie skuteczną metodą zaprzedania duszy diabłu na wyjątkowo niekorzystnych warunkach. Skoro jednak jedyna możliwa atrakcyjność Lasu Bragdon polegała na jego związkach z ostatnimi śladami pradawnej atlantyckiej magii, miało to poważne konsekwencje dla ujawnienia prawdziwego charakteru Narodowego Instytutu Badań Skoordynowanych. Wynikało z tego, że instytut nie jest – przynajmniej w swoim kierowniczym rdzeniu – skoncentrowany na zdobyciu wyłącznie nowoczesnych, materialistycznych środków władzy. Przewodniczący doszedł do wniosku, że za
celami i działalnością NIBS-u kryje się energia i wiedza skrzywionych eldilów. Czy jego członkowie zdają sobie sprawę z tego, że służą ciemnym silom, to już inna kwestia, w dalszej perspektywie być może wcale nie najważniejsza.
– Niezależnie od tego, czy o tym wiedzą, czy nie wiedzą – mówił sobie co jakiś czas Ransom –stanie się to, co ma się stać. Nie chodzi o to, jak ludzie z Belbury zamierzają działać – ciemne eldile już o to zadbają – ale o to, co ci ludzie będą sądzić o celach swoich działań. Wiemy, że przejmą Bragdon, ale jeszcze nie wiemy, czy którykolwiek z nich będzie świadom, po co naprawdę się tam pakują, czy też wszyscy będą przekonani, że jest tam jakaś nadzwyczajna gleba, powietrze czy eteryczne napięcia. Do pewnego momentu Ransom tylko podejrzewał, że siła, do której wzdychał wróg, była w jakiś sposób powiązana z samym Lasem Bragdon; istnieje bowiem stare i szeroko rozprzestrzenione przeświadczenie, iż miejsca odgrywają w takich sprawach ważną rolę. Opowiedziany przez Jane sen o śpiącym starcu utwierdził go w tym. Pod Lasem Bragdon musi być coś, co ma duże znaczenie, coś, co należy odkopać. Wszystko przemawiało za tym, że chodzi o ciało Merlina. To, co powiedziały mu o możliwości takiego odkrycia eldile, nie był o niespodzianką ani dla niego, ani dla nich. Ziemskie formy narodzin, śmierci i rozkładu były dla nich nie mniej cudowne niż inne, niezliczone wzorce istnienia, jakie nieustannie poznawały ich rozbudzone świadomości. Dla tych wyższych istot, których aktywność tworzy to, co my nazywamy Naturą, nic nie
jest „naturalne”. Nieustannie postrzegają zasadniczą „dowolność” każdego stworzenia, nie uznają żadnych sztywnych założeń: dla nich wszystko wykwita spontanicznie jak dobry żart czy melodia w owym cudownym momencie samoograniczenia, w którym Nieskończoność, odrzuciwszy miliardy możliwości, wyrzuca z siebie ten, a nie inny pozytywny wzór. Zupełnie ich nie dziwiło, że ciało może leżeć nie zepsute przez piętnaście stuleci: znały światy, w których w ogóle nie było rozkładu. Nie
widziały też nic nadzwyczajnego w tym, że życie takiego ciała może być przez cały ten czas w fazie uśpienia: widziały niezliczone inne formy, w których dusza i materia mogą się łączyć i rozdzielać – rozdzielać również bez utraty wzajemnego wpływu, łączyć bez konieczności realnego wcielenia, w krótkotrwałej unii, niekiedy tak krótkiej, jak ślubny pocałunek. To, co przekazały Ransomowi, nie brzmiało jak zadziwiający fakt z zakresu filozofii przyrody, lecz po prostu jako rzeczowa informacja przekazana w czasie wojny. Merlin nie umarł . Jego życie zostało skierowane na boczny tor, wyłączone na piętnaście stuleci spod praw naszego
jednowymiarowego czasu. Wystarczy spełnienie pewnych warunków, aby powróciło do swego ciała. Eldile powiedziały mu to dopiero teraz, bo przedtem same o tym nie wiedziały. Jedną z największych trudności w dyskusji Ransoma z takim sceptykiem jak MacPhee (który nieustannie przeczył możliwości istnienia eldilów) było wyrażane przez niego dość popularne, choć dziwne przekonanie, że gdyby istniały takie istoty, mądrzejsze i potężniejsze od człowieka, to musiałyby być wszechwiedzące i wszechmocne. Ransom na próżno usiłował mu wyjaśnić, jak jest naprawdę. Nie ulega wątpliwości, że te istoty, które ostatnio tak często go odwiedzają, obdarzone są taką mocą, że mogłyby bez trudu zmieść Belbury z powierzchni Anglii, Anglię z powierzchni Ziemi, a być
może unicestwić cały nasz glob. Rzecz w tym, że nigdy by czegoś takiego nie zrobiły. Nie mają również jakiegoś bezpośredniego wglądu w ludzkie umysły. Stan Merlina odkryły w zupełnie innym miejscu, sięgając po wiedzę z zupełnie innej rzeczywistości – nie badały szczątków spoczywających pod Lasem Bragdon, ale zauważyły pewną wyjątkową konfigurację w miejscu, w którym przebywają byty wzięte z głównej drogi czasu, poza niewidzialnymi żywopłotami, pośród trudnych do wyobrażenia pól. Dla nich czas, który nie jest czasem teraźniejszym, nie musi być czasem przeszłym czy przyszłym. To właśnie nie pozwalało Ransomowi zasnąć w czasie tych chłodnych godzin przed świtem, gdy inni opuścili go po naradzie. Uważał, że nie ulegało wątpliwości, iż wróg kupił Bragdon, aby odnaleźć ciało Merlina, a po odnalezieniu – obudzić go do drugiego życia. Stary druid mógłby się z nimi sprzymierzyć – cóż mogłoby go powstrzymać? Połączenie dwu tak potężnych sił, dwu różnych
form władzy, mogło przynieść tylko jedno: uzyskanie całkowitego wpływu na los naszej planety. I taki był, bez wątpienia, pradawny plan czarnych eldilów. Nauki przyrodnicze, same w sobie dobre i niewinne, za życia Ransoma zaczynały podlegać subtelnym wpływom, wiodącym je w określonym kierunku. Utrata nadziei na osiągnięcie obiektywnej prawdy stawała się coraz bardziej powszechną
chorobą uczonych; rezultatem było zlekceważenie prawdy i skoncentrowanie się na poszukiwaniu energii i władzy. Paplanie o elan vital i ciągoty do panpsychizmu przybliżały odrodzenie się starej idei magów o Anima Mundi. Wizje świetlanej przyszłości człowieka pozwalały na odgrzebanie pradawnego marzenia o Człowieku jako Bogu. Doświadczenia, przeprowadzane w laboratoriach instytutów patologii, rodziły przekonanie, iż pierwszą podstawową zasadą wiodącą ku postępowi jest odrzucenie dawnych, głęboko zakorzenionych uprzedzeń i sentymentów. A teraz wszystko to
weszło w fazę, którą ciemne siły uznały za dogodną, by cały ten proces nagiąć wstecz, tak aby można było przejść do sojuszu nowej wiedzy ze starymi potęgami. Wybierały właśnie pierwszy moment, w którym powinno to się stać. Trudno było dokonać tego z dziewiętnastowiecznymi uczonymi!
Przeszkodą był ich niewzruszony, obiektywny materializm, a odziedziczona zdrowa moralność nie pozwalała na kontakt z brudem. MacPhee był spadkobiercą tej tradycji.
Teraz sytuacja uległa zmianie. Być może w Belbury tylko parę osób (a może żadna?) wie, o co naprawdę chodzi, a kiedy już to się stanie, wszyscy ulegną owym ciemnym planom jak słoma, w którą wrzucono płonącą zapałkę. Cóż może być dla nich niewiarygodnego, skoro nie wierzą już w rozumny wszechświat? Co mogą uznać za zbyt wstrętne, skoro utrzymują, iż cała moralność jest tylko subiektywnym produktem ubocznym fizycznej i ekonomicznej sytuacji człowieka? Z diabelskiego punktu widzenia cała historia Ziemi prowadziła do tego momentu. Nadszedł wreszcie czas prawdziwej szansy dla upadłego Człowieka, by otrząsnął się z ograniczeń swej potęgi, narzuconych
mu przez Łaskę dla ochrony przed wszystkimi skutkami jego upadku. Jeśli to się uda, nastąpi w końcu wcielenie piekła. Źli, skrzywieni ludzie, nadal w ciałach, nadal pełzając po tym małym globie, osiągną stan, który dotąd mogli osiągnąć jedynie po śmierci, osiągając długowieczność i moc złych duchów. Na całej Ziemi Natura stanie się ich niewolnicą, a trudno przewidzieć, czy ich panowanie osiągnie kres przed końcem samego czasu.

Logres-legendarna kraina Króla Artura
eldile -byty duchowe
Numimor-wyspa o kształcie pięcioramiennej gwiazdy
http://pl.wikipedia.org/wiki/N%C3%BAmenor

Opublikowano ., Człowiek, Eksperymenty, Matrix | 161 komentarzy

Nieznane dziedzictwo druidów

Starożytni greccy podróżnicy opisywali Celtów jako plemię krwiożerczych troglodytów i szaleńców, którzy wrzucali własne dzieci do rzeki, brodzili z mieczami w morzu i brutalnie gwałcili swych gości. Skąd wzięła się taka ocena nie wiadomo, bo prawdopodobnie cywilizacja celtycka była na znacznie wyższym poziomie niż sądzono.

„Ważne, jeśli to prawda”. XIX-wieczny pisarz i historyk Alexander Kinglake chciał, by ta właśnie sentencja wyryta była nad drzwiami wszystkich kościołów. Słowa te przypominają się raz po raz w trakcie lektury najnowszej książki Grahama Robba, znakomitego biografa i historyka. Jeżeli weźmiemy zawarte w tej publikacji rewelacje za dobrą monetę, dzieło to powinno całkowicie zburzyć nasze istniejące od dwóch tysięcy lat wyobrażenie o epoce żelaza w Wielkiej Brytanii i Europie. Dowiadujemy się bowiem, że szereg naukowych odkryć jest o kilka stuleci starszych niż sądziliśmy.
REKLAMA

Autor przyjmuje sceptyczną postawę i drobiazgowo sprawdza swe hipotezy, prezentując swoje przełomowe wnioski w bardzo przekonujący i bezkompromisowy sposób. Jak sam zauważa z ironią, „każdy, kto pisze o druidach i tajemnej komunikacji na łonie natury, albo twierdzi, że odnalazł przecięcie słonecznych dróg Śródziemia na jakimś polu, ulicy, stacji kolejowej lub w kopalni cementu, siłą rzeczy traktowany będzie jako krzewiciel zabobonu”. Z zapisanych eleganckim językiem stronic książki wyłania się istny cud starożytnego świata: pierwszy rzetelny opis druidzkiej nauki i jej osiągnięć, w tym najwcześniejszej dokładnej mapy naszego kontynentu. O ile rzecz jasna to prawda.

Rozpoczynając swą wyprawę w małej chatce w Oxfordshire, Robb przedstawia kilka zagadek, na jakie natknął się, gdy przygotowywał podróżniczą książkę „The Discovery of France”, uhonorowaną nagrodą Ondaatje.

Owe tajemnice wiążą się z Drogą Heraklejską (Via Heraklea), starożytnym szlakiem, który biegł w prostej linii przez 1600 kilometrów od wysuniętego najbardziej na południe punktu Półwyspu Iberyjskiego aż do Alp. Wzdłuż trasy tej leżało kilka celtyckich osad noszących nazwę Mediolanum.

Po przestudiowaniu zdjęć satelitarnych (które wcale nie są łatwo dostępne dla niezależnych naukowców) oraz kilku wyjazdach badawczych Robb wpadł na trop dwóch niezwykłych odkryć. Po pierwsze, cała Droga Heraklejska, prosta niczym strzała, odpowiada pozycji Słońca wschodzącego i zachodzącego podczas przesilenia. Po drugie, po połączeniu na mapie celtyckich osad Mediolanum otrzymamy linię pokrywającą się z odcinkami drogi rzymskiej, które prowadziły nie do rzymskich miast, ale do położonych dalej celtyckich osiedli warownych, zwanych oppidami.

Patrząc z tej perspektywy, relacje starożytnych najeźdźców z Italii powinny skrywać tajemnice pokonanych przez nich ludów. Kawałek po kawałku objawia się mapa antycznego świata, wyznaczona precyzyjnie dzięki obserwacji ciał niebieskich – rozległa sieć południków i osi, która posłużyła jako narzędzie celtyckiej kolonizacji Europy, określała rozmieszczenie osad oraz miejsc kultu, a później została niemal całkowicie wymazana z historii świata. Oględnie mówiąc, dotychczas zupełnie inaczej postrzegaliśmy Celtów, których język nie przetrwał, a reputacja mocno ucierpiała na skutek przekłamań ich następców.

Począwszy od VI wieku przed naszą erą greccy podróżnicy opisywali Celtów jako plemię krwiożerczych troglodytów i szaleńców, którzy wrzucali własne dzieci do rzeki, brodzili z mieczami w morzu i brutalnie gwałcili swych gości. „Nie trzeba być antropologiem, by domyślić się – zauważa Robb – że przybysze prawdopodobnie byli świadkami obrzędów chrztu, ceremonii poświęcenia broni bogom niższego świata oraz uprzejmego obyczaju dzielenia łoża z nieznajomymi”.

Późniejsi goście, gładko ogoleni i odziani w togi Rzymianie odwiedzający krainy zwane Gallia Bracata i Gallia Comata – czyli dosłownie Galią Spodniową i Galią Włochatą – byli przerażeni zamiłowaniem tubylców do praktycznych nogawek oraz wymyślnych wąsów. Zdziwili się też, że miejscowi nie porozumiewają się w koszmarnym języku galijskim, ale biegle władają greką.

Gdy rzymska militarna machina podbijała Europę, przedstawianie Celtów jako leśnych dzikusów nie było już podyktowane tylko włoskim snobizmem, ale głównie wymogami propagandy.

Kiedy Rzymianie zjawili się po drugiej stronie Alp, według Robba zastali cywilizację, której techniczne osiągnięcia były co prawda inne, ale równie zaawansowane, co ich własne.

Galią rządziła grupa uczonych kapłanów, którzy prowadzili obserwację ciał niebieskich, starając się odwzorować ich ruch na Ziemi. Rozbudowana sieć dróg umożliwiała szybki przejazd flocie wyjątkowych, nowoczesnych jak na tamtą epokę rydwanów („prawie wszystkie łacińskie określenia pojazdów kołowych pochodzą z języka galijskiego”, zauważa Robb). Celtowie mieli wiedzę w zakresie astronomii oraz innych nauk, jakiej ich następcy nie zdobyli przez kolejny tysiąc lat. Galia jawiła się Rzymianom, prezentującym wybitnie wojskową mentalność, jako enigmatyczne miejsce. Kiedy Juliusz Cezar najechał te tereny, nie cofnął się przed ludobójstwem – przez co nawet jego rodak Pliniusz oskarżył go o humani generis iniuria, czyli „zbrodnie przeciwko ludzkości”. Znaczna część celtyckiej wiedzy zniknęła wraz z samymi druidami w głębokim lesie i nigdy już nie została ponownie odkryta.

Co najważniejsze, sugeruje Robb, Cezarowi nie udało się „rozpracować” Celtów. Słowo „druid” większości z nas kojarzy się z magiem w białej szacie z sierpem, połączeniem Panoramiksa z hipisem z Glastonbury. (Powołując się na wizerunki na galijskich kotłach, Robb twierdzi, że druidzi ubierali się raczej w obcisłe stroje przypominające z wyglądu korę dębu, co pozwalało im łatwo kamuflować się w lesie. Był to zresztą jeden z powodów, dla których Cezar nienawidził walczyć z ich armią). Szkolenie druidzkich nowicjuszy trwało podobno aż dwadzieścia lat, jednak owi wybitni galijscy uczeni nie pozostawili po sobie żadnych dokumentów pisanych. Podobnie jak ich drewniane domy, ich wiedza nie przetrwała próby czasu. Czy i jak zatem można odkryć ich sekrety?

Robb udziela na to pytanie odpowiedzi, która stanowi centralny wątek jego książki. Autor przybliża całą masę odkryć. Jedną z osobliwości, które najbardziej zadziwiają współczesnych badaczy, jest kształt planu celtyckich świątyni: owe koślawe prostokąty wydają się mimo wszystko dość konsekwentne w swej nieregularności. Dzięki skrupulatnemu odtworzeniu programu druidzkiej edukacji, która kładła istotny, religijny wręcz nacisk na odzwierciedlenie niebiańskich wzorców w niższym „Śródziemiu” naszego świata, Robb dokonał niesamowitego odkrycia. Otóż te nieregularne prostokąty idealnie odpowiadają metodzie wyznaczania geometrycznej elipsy, a więc obrazu biegu Słońca na niebie. Dotychczas sądzono, że technika ta nie była znana w zachodnim świecie aż do XVI wieku.

Autor wysuwa liczne kolejne hipotezy, poparte uważnymi lekturami, matematycznymi wyliczeniami oraz drobiazgowymi dociekaniami naukowymi. Obserwując południki i równik niebieski, druidzi sporządzili przy pomocy swego atlasu niebios mapę całego kontynentu, dostatecznie dokładną pod względem współrzędnych, by umożliwić celtyckiej diasporze ekspansję na wschód Europy.

Robb dowodzi, że zawijasy i wzorki na celtyckich dziełach sztuki są odbiciem ścisłych matematycznych prawideł, a być może nawet kryją nawigacyjne i kartograficzne sekrety, mozolnie zgłębiane i zaszyfrowane przez druidów.

Robb prezentuje swe rewelacje z talentem godnym showmana, z pewną dozą skromności, ale i świadomością, że ujawnia w swej książce nieznaną przez tysiąclecia historię Brytanii i Europy w epoce żelaza. Na każdej niemal stronie pojawiają się nowe rozwiązania starych zagadek – niektóre tak śmiałe, że można roześmiać się w głos. Wytypowanie nowej lokalizacji Uxellodunum, miejsca ostatniej przegranej bitwy Galów we Francji, to jedno, ale już sugestie, gdzie może znajdować się dwór króla Artura, albo w którym jeziorze należy szukać miecza Excalibur, to już zupełnie inny kaliber. Robb uznał jednak, że czytelnikom warto zaserwować i takie ciekawostki.

więcej
http://strefatajemnic.onet.pl/nieznane-dziedzictwo-druidow/4b1fs

Opublikowano . | 221 komentarzy

Już jutro( 17.03.2015) ostatnia z siedmiu kwadratura Uran-Pluton, a 20 marca częściowe zaćmienie Słońca i astronomiczny początek wiosny

Ostanie całkowite zaćmienie Słońca widziane w Polsce, miało miejsce 30 czerwca 1954.Starsi ludzie opowiadali, że kury i koguty kładły się do snu w samo południe
http://pl.wikipedia.org/wiki/Za%C4%87mienie_S%C5%82o%C5%84ca_z_30_czerwca_1954
Duże częściowe zaćmienie Słońca miało miejsce 11.08.1999, a kolejne z dość dużą fazą zaćmienia( szczególnie w Północnej Polsce) będzie miało miejsce 20 marca 2015 roku.
20 marca br., na ok. 20 minut przed 10 rano, rozpocznie się niezwykły astronomiczny spektakl – częściowe zaćmienie Słońca. Jeśli pogoda dopisze, warto tego dnia wybrać się na obserwację, najlepiej ok. 10:50, kiedy dla ziem polskich zaćmienie zacznie wchodzić w maksymalną fazę, a Księżyc w niektórych rejonach zasłoni nawet ponad 75 procent tarczy naszej gwiazdy. Najlepiej będzie to widoczne w północno-zachodniej części Polski (im dalej na południowy-wschód, tym ten odsetek będzie mniejszy). Całe zjawisko ma trwać ok. 140 minut.
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/3787327,zacmienie-slonca-zobaczymy-w-piatek-20032015-gdzie-o-ktorej-i-jak-obserwowac-jak-chronic-wzrok,id,t.html?cookie=1
Trzeba jednak pamiętać o tym że nawet na zakryte w 75 procentach Słońce nie wolno patrzeć gołym okiem .Najlepiej ogląda się Słońce np. przez szybkę od maski spawalniczej
Wg wierzeń ludowych całkowite zaćmienia Słońca budziły zawsze strach. O niezwykłych znakach na niebie, które wróżyły ważne wydarzenia pisał Henryk Sienkiewicz na pierwszych kartach swojej powieści „Ogniem i Mieczem” :

” Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach: odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki „

Trzeba jednak uściślić dane historyczne- 2 lipca 1647 miało miejsce rzeczywiście całkowite zaćmienie Słońca, jednak nie było ono widoczne w Polsce
Całkowite zaćmienie Słońca było widziane w Polsce 7 lat później, to jest 12 sierpnia 1654 roku, na rok przed inwazją Szwedów w Polsce w 1655 roku.
zacmienie_1654
http://pl.wikipedia.org/wiki/Za%C4%87mienie_S%C5%82o%C5%84ca_z_12_sierpnia_1654

Opublikowano Człowiek, Obserwacje Słońca | 371 komentarzy