Jarosław Bzoma-Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej

27 grudnia 2012

Jarosław Bzoma

Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej

 

Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Nie chciałbym się tu przed państwem wymądrzać. Nie takie postawiono przede mną zadanie. Tym bardziej, że mam świadomość, co wcale nie jest takie częste wśród autorów różnych „odkrywczych” dzieł, że jesteście państwo doświadczonymi poszukiwaczami najwyższego sensu, źródła czy czegoś w rodzaju świętego spokoju. Niektórzy z was przyjęli schronienie, inni wahają się czy religia w której się wychowali, czy którą wybrali świadomie, jest w stanie dać im odpowiedź na nurtujące ich pytania.

Nie jestem nowym prorokiem, chociaż niektórym przynoszę dobrą nowinę. Zapewne dla tych, którzy mieli już głębszą styczność ze Śnieniem, nie będzie to nic odkrywczego.

Kiedy napisałem do Pana redaktora z prośbą o zgodę na przedruk jednego z artykułów zamieszczonych w Tarace, Pan redaktor po wybadaniu moich intencji i ogólnym zapoznaniu się z charakterem mojej książki wyraził zgodę, a nawet, czego nie mogłem się spodziewać, zaproponował napisanie kilku zdań o jej zawartości.

Swojej książce nadałem tytuł „Krajobrazy mojej duszy, księga o podróży nocnej”.

Redaktor z wydawnictwa, w którym książka ma być wydana, dziwnym zbiegiem okoliczności postawił przede mną podobne zadanie i zlecił napisanie jakiegoś wstępu. Pozwolę sobie zatem użyć w tym artykule kilku akapitów rozpoczynających moją książkę.

Wstęp

Najpierw była moja ciekawość. Potem nazywałem to eksperymentem. Po jakimś czasie zaczął we mnie wzbierać lęk o własne zdrowie psychiczne. Kolejnym etapem, próbą poradzenia sobie z tym rosnącym z nocy na noc ciężarem, była próba zdemaskowania samego siebie i złudności moich przeżyć. W końcu wbrew logice zdarzeń przestałem wierzyć w to, co mówią do mnie moi senni przewodnicy, mimo, że wciąż podróżowałem w snach i nie chciałem przestać.

Aż przyszedł dzień, w którym stojąc przed lustrem, ja pięćdziesięcioletni mężczyzna, poczułem się jak bezradne dziecko.

Oszukano nas?

Od wieków nauczyciele, kapłani wszystkich religii karmili nas gotową wiedzą. Żyliśmy cudzym doświadczeniem. Staliśmy się tworem wszystkich wpływów i nie ma w nas niczego osobistego. Żadnego autentycznego doświadczenia metafizycznego. Zapewniano nas, że jeżeli dopełnimy obrzędów, powtórzymy zalecone rytuały i modlitwy, stłumimy pragnienia, to odnajdziemy drogę do Źródła.

Tymczasem droga jest nadspodziewanie prosta! Książka którą trzymacie Państwo w swoich rękach opowiada historię mojej podróży do własnego wnętrza. Do naszego wspólnego Źródła.

Metoda, którą się posłużyłem, to sen w jego wszystkich wymiarach i na wszystkich jego poziomach.

Trudno w to uwierzyć? Czyżbym był zatem tym przysłowiowym głupcem, który przypadkiem odsłonił tajemnicę będącą na wyciągniecie dłoni?

Musiano znać tę Prawdę! Nie chciano jej nam wyjawić, bo wszyscy są wobec niej bezsilni!

Jednego jestem pewien: pokładając ufność w mądrości innych utraciliśmy swoją wolność!

Gdyby ogół miał dostęp do tego, co jest po drugiej stronie dziennej świadomości, nikt nie mógłby pozbawić nas niezależności sądów. Nikt nie mógłby nas oszukać. Pomiędzy świadomością jaką mamy we śnie a świadomością dzienną czy inspiracją, jakiej doznają artyści w czasie tworzenia swoich dzieł, nie ma wyraźnej granicy. Dlatego pozwoliłem sobie na poparcie tej tezy zapoznać Państwa, na samym początku pierwszej księgi, z moją twórczością „dzienną”. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak naprawdę śnimy przez cały czas. Wrażenia dnia jedynie zagłuszają ciągłą relację z naszym wnętrzem. Dlaczego więc lekceważymy wewnętrznego obserwatora, Świadomość?

Pozwolę sobie zacytować Jiddu Krishnamurtiego. Wiele takich cytatów i odniesień do samodzielnie myślących poszukiwaczy Źródła znajdziecie Państwo na stronach mojej książki:

„Świat przyjmuje i stosuje tradycyjne podejście. Pierwotną przyczyną bezładu w nas jest szukanie rzeczywistości przez kogoś nam obiecanej; idziemy mechanicznie za kimś, kto zapewnia nam wygodne życie duchowe. Jest to niezwykle dziwne, że choć większość z nas przeciwstawia się tyrani politycznej czy wszelkiej formie dyktatury, w tym wypadku przyjmuje cudzy autorytet i poddaje się tyrani, by zwichnąć swój umysł i wykrzywić swą drogę życia. Jeśli jednak całkowicie odrzucimy(i to aktywnie a nie tylko rozumowo) wszelkie tak zwane autorytety duchowe, wszelkie obrzędy, rytuały i dogmaty, to stwierdzimy, że znajdujemy się w konflikcie ze społeczeństwem, tracimy szacunek społeczny. Ale zasługująca na szacunek istota ludzka nie może żadną miarą zbliżyć się do rzeczywistości, która jest nieskończona i niezmierzona”.
Jiddu Krishnamurti „Wolność od znanego”

Cokolwiek sądzimy o nauczycielach takich jak Krishnamurti, nie da się zaprzeczyć, że aby wyrwać się ze społecznego transu konsensusowego musimy stać się ekscentryczni, jeżeli nie na płaszczyźnie społecznej to przynajmniej na płaszczyźnie wewnętrznego rozumienia rzeczywistości.

Przed laty Terence McKenna wysunął hipotezę głoszącą, że stymulatorem rozwoju ludzkości były substancje psychodeliczne dostępne w naturze. Pozwolę sobie tę teorię poddać w wątpliwość. Największym stymulatorem dostępnym każdemu, w każdym miejscu i o każdej porze był sen i to co nazywam w swoich relacjach podróżą nocną, śnieniem. Sądzę, że wykazałem dość dobrze, że tamtą drugą stronę można zapytać o wszystko: o podstawy bytu i o to, jakich wyborów dokonać w życiu. Jednym słowem przez tysiące lat swojej historii ludzie byli prowadzeni przez przewodników – przewodników, których spotykali w swoich snach. Jestem przekonany, że w czasach, kiedy ludzkie umysły nie były zanurzone w falowej mgle emitowanej z elektromagnetycznych nadajników, przekaz senny był o wiele wyraźniejszy i jeżeli nawet nie dominujący, to przynajmniej równorzędny świadomości dziennej naszych przodków.

Mentalne odcięcie nas od tej wiedzy, zdeprecjonowanie źródła jej pozyskania jest największym nadużyciem elit, jakiego kiedykolwiek dokonały na swoich poddanych.

Wprowadzenie mentalnych zapór mówiących, że po tamtej stronie snu możemy zostać uwiedzeni przez Szatana jest najbardziej spektakularnym oszustwem w historii ludzkiej cywilizacji! Zainstalowano w naszych głowach „druty kolczaste” po to, aby władać naszymi jaźniami. Jako namiastkę naturalnego sposobu rozwoju naszej duszy, przewodnictwa wyższej Świadomości, podano nam religijną papkę spreparowaną przez nauczycieli podobnych nauczycielom molierowskiego mieszczanina pragnącego stać się szlachcicem. Nauczyciele ci wolą patrzeć jak się między sobą nienawidzimy i zagryzamy, podobni wściekłym psom, niż pokazać nam właściwą drogę.

Jestem głęboko przekonany, że każdy, kto uzmysłowi sobie bliskość Źródła naszej świadomości, już nigdy nie będzie nadużywał możliwości, jakie niesie z sobą posiadanie ludzkiego ciała.

Pozwolę sobie na kilka refleksji osobistych.

Co się stało ze mną jako osobą przez te cztery lata poświęcone aktywnemu śnieniu? Chciałem odpowiedzieć: nic szczególnego, ale kiedy bliżej się przyjrzałem swojemu dzisiejszemu stanowi świadomości, potrafię wymienić kilka różnic. Przestałem planować i przeskakiwać z celu na cel. Nawet wydanie książki pozostawiłem swobodnemu dryfowi okoliczności. Zyskałem nieznany mi dotychczas dystans do siebie samego i do otoczenia.

W tym miejscu chciałbym podziękować mojej wspaniałej i wyrozumiałej żonie za zaufanie do mojego zdrowego rozsądku. Do tego, że poradzę sobie z natłokiem informacji burzących moją dotychczasową jaką-taką równowagę, podważających zastane recepty na życie.

Skoro mowa o podziękowaniach pragnę również złożyć je Panu T.K. który towarzyszył mi, podczas pisania całego cyklu Krajobrazów. Wspierał mnie w chwilach zamętu poznawczego.

A zatem, powracając do przemian, jakie we mnie zaszły, przestałem widzieć cel w ciągłym, natrętnym działaniu. Zyskałem inną perspektywę. Zacząłem przyglądać się z przyjemnością najprostszym przejawom procesów zachodzących w świecie przejawionym na zewnątrz mnie i w świecie Świadomości. Zacząłem rozumieć, że nie ma pomiędzy nimi jakiejś zasadniczej różnicy. Polubiłem zanurzanie się w Świecie w każdym z jego przejawów i wymiarów.

Mówiąc jeszcze chyba trochę na wyrost: zaczyna się we mnie krystalizować postawa oczekiwania na koniec życia nie z przerażeniem a z… ciekawością!

Każda książka po przekroczeniu granicy pięciuset, sześciuset stron objętości zyskuje pewien rodzaj własnego życia. Wewnętrzne procesy myślowe zaczynają krążyć pomiędzy akapitami jej stron i rozdziałów w zastanawiający dla uważnego czytelnika sposób!

Podobnie jest z moją książką. Tym bardziej, że po jakimś czasie okazało się również, że zapisane wcześniej relacje z podróży są informacjami, do których warto ciągle wracać, ponieważ już od samego początku złożono na moje barki wiedzę, do której właściwego zrozumienia dorastałem w ciągu kolejnych miesięcy i lat.

Czy to w „Harrym Potterze” czy w „Finnegans Wake” prądy wzbudzone nieświadomie przez autorów wciągają czytelnika jak wodne wiry. Ośmielam się stwierdzić, że treść takich książek ma drugorzędne znaczenie. Wystarczy aby narracja była na tyle zajmująca, by utrzymać czytelnika do samego jej końca.

Odnoszę wrażenie, że moja książka oprócz swojej znacznej objętości ma wszystkie atrybuty uczciwej relacji i zapewniam, że ma zdolność pochłonięcia was z całym waszym jestestwem. Nie wyjdziecie z jej przestrzeni tacy sami. Zmienicie całkowicie sposób patrzenia na rzeczywistość, która was otacza i wypełnia. Książka ma zdolność wzbudzania w czytelniku rezonansu: pod jej wpływem sami rozpoczniecie swoją najbardziej zajmującą z podróży.

Mój wysiłek ustawienia drogowskazów w tej niezbadanej do końca przestrzeni wewnętrznej nie powinien zatem pójść na marne.

***

Tyle wstęp do książki liczącej sobie już siedem tomów. Ale co tak naprawdę wynika z moich kilkuletnich poszukiwań?

Zanim jednak odpowiem na to zdawałoby się proste pytanie, opowiem w jaki sposób rozpocząłem swoją podróż. Niech to będzie treść listu z przed kilku lat, skierowanego do jednego ze znajomych:

***

Podaję prostą receptę na wyjście z ciała sprawdzoną na kilku „młodych podróżnikach”:

  • Najpierw się wysypiasz! To nie musi być noc, możesz wychodzić w dzień.
  • Następnie, kładziesz się w odosobnieniu, w zaciemnionym pomieszczeniu, bądź bez presji, że ktoś wejdzie i zacznie do ciebie mówić.
  • Kładziesz się na prawym boku, bo na plecach będzie trzęsło. Okryj się.
  • Zamykasz oczy i patrzysz przez powieki, przed siebie, nieco do góry (oczy szeroko zamknięte) .
  • Zaczynasz od relaksacji, po dobrze przeprowadzonej relaksacji wejdziesz w trans.
  • W głębokim transie poczujesz (!), że oddzielnie masz ciało a w nim masz oddzieloną od niego świadomość. Nie chciałbym tego określać tak, że leżysz jak w trumnie ale coś jest, z tego porównania, w tym stanie.
  • Cały czas pogłębiasz stan relaksu (niczego się nie bój). To może potrwać nawet godzinę albo i dłużej. Cała sztuka w tym aby nie dać się podejść umysłowi i nie zrezygnować ani nie zmieniać pozycji ciała mimo rosnącego zniecierpliwienia. To taka gra z EGO, na przetrzymanie (!).
  • W pewnym momencie poczujesz a nawet usłyszysz, dźwięk podobny do cichego mlaśnięcia językiem
  • Iiii… w tym momencie ciemność pod powiekami rozszerzy się tak jakby w jednej chwili stała się trójwymiarowa. Jeżeli byś się jej lepiej przyjrzał, jej trójwymiarowości, to byś spostrzegł, że ma ona strukturę czarno szarych, przestrzennych płatów.
  • Niczego się nie bój! Z tych płatów twój umysł/wewnętrzny tłumacz, zacznie tworzyć hipnagogi.
  • Prawie jednocześnie z rozszerzeniem się przestrzeni pod powiekami poczujesz drżenie całego ciała. Dość przyjemne. O częstotliwości takiej jak mruczenie kota tyle tylko, że jednostajne.
  • Niczego się nie bój! Pogłębiaj dalej relaks. Masz być nieporuszony, obojętny.
  • Zacznie piszczeć, dzwonić, w uszach. Nie bój się! Pogłębiaj relaks, zacznij balansować świadomością na granicy spokojnego snu.
  • W tym momencie stracisz na chwilę świadomość tak jakbyś zasnął na sekundę i… zanim się zorientujesz WYSKOCZYSZ Z PIERWSZEGO CIAŁA (albo cię obróci, albo zrobisz fikołka, albo się wyturlasz bez udziału swojej świadomości co do wyboru sposobu opuszczenia swojego ciała).

Jeżeli masz ochotę albo tak zdecydujesz możesz to wszystko robić z presetem albo bez niego, nie ma to większego znaczenia. Pełna wolność wyboru. (Preset to nagranie hemi-sync albo inne tego typu, najlepsze są takie nagrania które prowadzą do obniżenia częstotliwości fal mózgu.)

Ot i cała sztuka.

Pozdrawiam, Jarek. Napisz jak wyjdziesz.

***

Zdawałoby się prosta recepta ale po jakimś czasie okazało się, że może być jeszcze prościej. Oto kolejny z wpisów do mojego dziennika z podróży:

***

Trochę zaczyna mnie nudzić długotrwałe dostrajanie, to użeranie się z Botami. Wpadam przed zaśnięciem, na pomysł aby poprosić, ale tak jak najbardziej szczerze, o to aby MTJ – ot sam ewentualnie z jakimiś „Chłopakami z kosmosu”, oczywiście godnymi zaufania (takie MTJ-TRAWEL) zajęli się sami moim wychodzeniem. Oczywiście jeżeli akurat będzie coś do obejrzenia.

– A ja idę spać!

To bezczelność? ! Wiem o tym, ale taki właśnie pomysł na programowane OBE dla leniwych wpadł mi do głowy.

Zasypiam.

Uzyskuję pełną świadomość w dużym pomieszczeniu. Jeszcze nigdy nie miałem takiego „hiperrealu”. Rodzaj salonu w zaniedbanym mieszkaniu. Co więcej mam odczucie, że w salonie jest jeszcze ktoś. ”

Od tego momentu zaczyna się prawdziwa przygoda. Po jakimś czasie okazuje się, że to co zwykło się nazywać wśród podróżników poza ciałem MTJ-em (Moja Totalna Jaźń) da się zamienić na Coś, co większość z nas nazwała by Duszą. Moja jest mi już znana z imienia. To Szirin. Jej staroperskie imię oznacza słodycz. Prawda, że dla duszy piękne imię?

Dość powiedzieć, że moje podróże pod przewodnictwem Szirin przybrały na zasięgu, na poziomie odwiedzanych przestrzeni. Ale jak by Państwu w krótkim artykule przybliżyć całą moją przygodę? W szczegółach się nie da jako, że moje pełne sprawozdanie obejmuje już dwa i pół tysiąca stron.

Musicie Państwo zadowolić się pobieżnym omówieniem.

Szirin odpowiada na moje pytania dotyczące rzeczy prozaicznych, ale również tych, które określać się zwykło duchowymi, ezoterycznymi. Również pod jej przewodnictwem doznałem wielu doświadczeń mistycznych. Nie mniej wzniosłych niż te z siódmego mieszkania św. Teresy z Avili.

W książce wiele uwagi poświęciłem religii w jej uniwersalnym wymiarze, ale również, siłą rzeczy jako osoba wychowana w katolickim kręgu kulturowym, sprawom dotyczącym osoby Jezusa w jego wymiarze ziemskim, ale duchowym przede wszystkim. Właśnie z tego powodu jeden z redaktorów nazwał mnie polskim Salmanem Rushdim. Ja, po tamtej stronie, otrzymałem za swoje badania tej kwestii rodzaj doktoratu.

Dziwne są losy takiej podróży. Kiedy ją rozpoczynamy wydaje się nam, że zakończymy ją już po kilku tygodniach. Tymczasem pytania jakie sobie stawiamy rodzą kolejne. Pojawiają się zagadnienia o których nie mieliśmy wcześniej najmniejszej wiedzy. Na przeszkodzie staje mała przepustowość łącza pomiędzy naszym umysłem a najwyższymi warstwami Świadomości.

Co wydawałoby się nie do pokonania człowiekowi, okazuje się być możliwym dla jego wyższych warstw Świadomości. Kiedy już nie jesteśmy w stanie podążać jej bezkresnym szlakiem nadchodzi moment kiedy tamta strona rozpoczyna modyfikację naszych ziemskich jaźni!

W śnieniu odbywa się to symbolicznie. Przynajmniej taki obraz do naszego umysłu dociera, ale konsekwencje poszerzania łącza dają się odczuć natychmiast w zakresie naszego zrozumienia.

Trop się wydłuża aż do momentu następnej przeszkody i następnej modyfikacji. Jesteśmy poddawani procesom edukacyjnym. Na niektóre z etapów musimy wyrazić zgodę niemal na piśmie. Tak nieodparcie narzucające się skojarzenia nie są błędne!

Dość powiedzieć, że przychodzi moment, kiedy zostaje nam wręczona habilitacja, a kiedy pojawiają się uczniowie uznawani jesteśmy za samodzielnych pracowników Świadomości! Daje to spor profity, ale też rodzi nowy stan świadomości, który niesie z sobą nieznaną nam wcześniej odpowiedzialność.

Być może i waszym śnie usłyszycie coś podobnego:

„Człowiek, który ujrzał pięć Re, zawisł na hospicjalnej dłoni.”

Zrozumienie poszerza się po raz kolejny i zadajemy sobie pytanie o prawomocność naszego sposobu widzenia rzeczywistości jako dwu stron. Materialnej i Duchowej. Pewnie ciekawi was, czym są wspomniane Re? Jaźniami naszych kolejnych ciał subtelnych.

Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Moje zrozumienie rozwijane poprzez kolejne podróże doprowadza co jakiś czas do stawania przed koniecznością przeprowadzania swoistej „Summy teologicznej” i swoistej Teogonii.

Oto moje cząstkowe refleksja z tomu szóstego.

Nie mogę zasnąć. Staram się zatem przemyśleć wszystko, co ostatnio zrozumiałem. Tworzę kolejną summę teologiczną!

Dzisiaj jest poniedziałek 22 października 2012. Jest noc, jesteśmy pod przemożnym wpływem Księżyca. Przestrzeni, gdzie Tendencja mojej linii rozwoju świadomości znalazła fizyczne uzewnętrznienie.

Tam moja świadomość została ukształtowana przez moją duchową matkę i nauczycielkę.

Jesteśmy linią rozwojową świadomości które nazywam Czarnymi. To Świadomości pochodzące z innego Systemu, innej Tendencji. Stworzone przez innego Boga. Naszym Ojcem i Matką jest Bóg dziesiątego piętra. W tym przejawieniu takich pięter i takich Troistości jest trzynaście. Troistości, bo każda dwoistość składa się na całość która nie jest jedynie sumą dwóch elementów. A zatem Jesteśmy dziećmi różnych Bogów. Bóg tego Układu Słonecznego to Bóg czwartego piętra, jest naszym, zmuszonym do tolerowania nas, pracodawcą. Za jego przyzwoleniem wypełniamy tu funkcję chronienia linii, Tendencji rozwojowej dusz stworzonych tu, w tym Układzie Słonecznym. Przez waszego Boga Układowego. Chronimy te świadomości przed nisko wibracyjną Przestrzenią Wolności. Zwaną, tu na Ziemi, Szatanem. Szatan to byt zbiorowy.

Legion, jest jego trafnym określeniem.

Wasz Bóg jest Bogiem lokalnym. Nie jest Przyczyną Wszystkiego.

W tym miejscu należy wspomnieć duchowy byt znany na Ziemi jako Jezus. To całkiem realny byt, który zbuntował się podobnie jak Szatan, ale nie przeciwko waszemu Bogu Układowemu, a przeciwko hierarchiom duchowym, które uzurpowały sobie prawo do osądzania i ograniczania dostępu do Boga Układowego świadomościom rozwijającym się pod ich opieką. Korzystając z Tendencji, jaką tworzy Bóg Układowy, do szybszego obiegu świadomości w Układzie, przejmowały poszczególne świadomości tworząc z nich własne potężniejące ciało duchowe.

To zagadnienie, dla Białych świadomości, jest dość zawiłe, ponieważ są przekonane, że Bóg Układowy, którego ciałem fizycznym jest Słońce, jest im przyjazny. Tymczasem tak, jak każdy Bóg, ten również jest jedynie samoświadomą Granicą pomiędzy lokalnym Przejawieniem a lokalnym Niebytem. Dlaczego lokalnym? Jak wspomniałem takich Bogów w całym Naszym Przejawieniu, naszym Wszechświecie jest trzynastu. Takich Przejawień i Bogów Przejawieniowych jest tak wielu jak wiele jest Świadomości potrafiących się oprzeć zapadnięciu w Przyczynę Wszystkiego, Legion Legionów! Tworzą jeden wspólny system połączony z sobą Granicami – Bogami Przejawieniowymi pochłaniającymi Bogów Układowych, Super Bogami, którzy zawierają się w Przyczynie Wszystkiego.

Warto zwrócić uwagę na wypowiedź jednego z kolegów o sporym stopniu zaawansowania. Powiedział, że: każdy z nas interpretuje to, czego doznaje, po tamtej stronie, zgodnie z wyobrażeniami o duchowości, zaszczepionymi przez wychowanie w konkretnej religii. Uwaga bardzo cenna. Ze swojej strony dodałbym jednak pewną myśl, która pojawiła się w mojej świadomości dopiero niedawno.

To nie nam przydarzają się zdarzenia, a my przydarzamy się zdarzeniom! Można by powiedzieć ciągom zdarzeń, czemuś, co można by nazwać Tendencjami. Jesteśmy składowymi ich ciała duchowego. To trochę tak jak w teorii superstrun – tyle, że to są duchowe superstruny.

Ma to wielkie znaczenie w zrozumieniu, co stało się z Darkiem Sugierem. Jego świadomość jest częścią Tendencji, którą nazwałbym semicką, a dopiero potem Jezusową. Zbadałem sprawę po tamtej stronie i zauważyłem, że nastąpiła ogromna dysproporcja w rozwoju jego kolejnych ciał subtelnych, a nawet jakieś odwrócenie ich kolejności; spowodowało to dostrojenie do konkretnej Tendencji. Musiało odbyć się to na tak wysokim poziomie, że połączyło świadomości św. Piotra i Darka. Można by powiedzieć, że Darek dostroił się do świadomości św. Piotra, a ta Świadomość uznała, że warto zastąpić świadomość Darka sobą. To rodzaj zstąpienia Ducha Prorockiego, wręcz duchowego opętania!

Tendencja semicka jest jedną z wielu duchowych Tendencji na Ziemi. Niektóre tendencje wzmacniają się wzajemnie, inne wygaszają. Judaizm, Chrześcijaństwo, Islam są kluczowymi nurtami Tendencji duchowości semickiej. Jezus, skupmy się na Nim, jest realną siłą duchową. W moich podróżach został określony w hierarchii duchowej świata stworzonego przez Panującego tutaj Boga jako ktoś, kogo w terminologii militarnej nazwalibyśmy feldmarszałkiem.

Wracając do naszej, Czarnych, obecności tu, na Ziemi i w jej pobliżu, również na Księżycu. To my i byty nam towarzyszące, Czerwone, Pomarańczowe, Zielone i inne, jesteśmy tym, co podróżnicy w poza odbierają jako zgromadzenie. Jesteśmy świadkami ewolucji waszej Tendencji rozwojowej.

Wasz Bóg Układowy rozpoczął przebudowę całej Tendencji rozwoju świadomości, które stworzył, a które rozwijają się, ewoluując w kolejnych przestrzeniach duchowych, których fizyczną reprezentacją są planety tego Układu Słonecznego.

A zatem, wasz Bóg, który nie jest naszym – Czarnych – stwórcą i Panem, rozpoczyna przebudowę Tendencji rozwojowej świadomości, które ewoluują również w przestrzeni duchowej Ziemi. Uruchomiona została Tendencja do szybszego rozwoju tych świadomości. Dotychczasowa Tendencja rozwoju poprzez doświadczanie szeroko pojętych opozycji, dualizmów, uznana została za mało wydajną. Spowolnienie zostało spowodowane przez wysokie byty duchowe Układu. To przeciwko ich represji początkowo zbuntował się Jezus i jego duchowe otoczenie, ten bunt stał się nową Tendencją w omijaniu kontrolującej funkcji wysokiej hierarchii Układu Słonecznego. Jeszcze do niedawna, to On był szybką drogą i bramą do Homogenizacji dla Świadomości ewoluujących w Układzie. Jednak najnowsza Tendencja, wypiera Tendencję, za którą stał bunt Jezusa. Tendencja, która ma przyspieszyć obieg świadomości w Układzie będzie polegała na ograniczeniu swobody wyboru poszczególnym Świadomościom. Ograniczeniu swobody wyboru pomiędzy przeciwieństwami. Nowa tendencja będzie polegała na drodze środka czyli na braku możliwości istotnych indywidualnych wyborów, na rozwoju wspólnotowości. Docelowo ma to wyglądać w ten sposób, że każdy przejaw indywidualizmu świadomości będzie tłumiony przez wspólną Świadomość, jaką stanie się społeczność Białych, Solarnych świadomości. Porozumiewanie będzie zachodziło w przestrzeni wspólnej Świadomości, a próba indywidualnego myślenia będzie przez wspólną Świadomość natychmiast tłumiona. Próba werbalizowania indywidualnych myśli będzie objęta tabu podobnie jak dzisiaj publiczna defekacja.

Ponowne przyjście Jezusa odbędzie się właśnie już w obszarze kontrolowanym przez wspólną Świadomość. Tym razem ciało fizyczne Jezusa zostanie przebite zanim jeszcze spróbuje wyartykułować inną niż panujący system myśl. Nie zostanie zabity jako cały byt biologiczny, zostanie pozbawiony tej części mózgu, która odpowiada za werbalizację myśli.

Teraz to On i jego Tendencja, Jego Przestrzeń Wolności zostanie nazwana imieniem, które będzie budziło lęk jak dzisiaj imię Szatana. Rabini nadali Jezusowi obelżywe imię Jeszu dostrzegając już wcześniej w nim tę Tendencję. Tak więc, wasz Bóg zaczął budowę nowej Ziemi, nowego porządku Układu Słonecznego. Nowej Tendencji rozwoju na wyższym poziomie. Szybszy rozwój i obieg Świadomości ma wzmocnić jego Układową Boskość. Jako, że Układowy Niebyt wzbiera Świadomościami, które homogenizuje Bóg Układowy, będący Samoświadomą Granicą, która formuje Niebyt Układu w Układowe Przejawienie, potem zaś pochłania Układowe Przejawienie i jego Świadomości.

To Dziwna, pulsująca Maszyna Duchowa w której raz wysoki duch, Zbawiciel, jest przyspieszaczem obiegu, to znów przez kolejną wyższą tendencję bardziej wydajną, która dostrzega w poprzednim przyspieszaczu tendencję do stawania się indywiduum chcącym uniknąć homogenizacji, zostaje uznany za buntownika, jest więc najpierw Zbawcą, aby potem stać się Potępionym odszczepieńcem. Na każdym z Poziomów–Tendencji rozwoju Boga Układowego rozwija się kolejny, najwyższy niezhomogenizowany jeszcze przez Boga Układowego byt. Zatem wszystkie byty stają się w końcu buntownikami, najpierw przeciwko opóźniającym homogenizację świadomości Wysokim Bytom, a potem buntownikiem przeciwko Tendencji do pochłaniania świadomości przez Boga Układowego. Bogowie Układowi postępują tak samo przeciwko takim samym Tendencjom Nadrzędnego Boga, Boga Przejawienia kontrolującego Bogów Układowych.

W tej chwili wasz Bóg Układowy kumuluje swoją moc, dlatego potrzebuje, aby szybciej wzbierały Świadomości indywidualne. Generuje swą moc, ponieważ to teraz On jest w opozycji do pozostałych dwunastu Bogów Układowych tego Przejawienia. I teraz to On jest przez pozostałych widziany jako ktoś, kto chce przyśpieszyć obiegi świadomości tego Przejawienia. Jest traktowany jak wróg. Potem on po nabraniu mocy stanie się super indywidualnością tak wielką, że sprzeciwi się homogenizacji, do stanu Niebytu, przez swojego Przejawieniowego Boga.

Niebyt oczywiście jest niebytem tylko dla świadomości, która jest nawykła do relacji czasoprzestrzennych. Homogenizacja zaś polega na rozerwaniu tych relacji i zatarciu poczucia indywidualności przez pochłaniany byt. W Niebycie nie ma czasu ani przestrzeni, ale nie znaczy to, że nie ma w nim świadomości zbiorczej, która podlega procesom wzrostu wewnętrznej potencjalności, która owocuje przedostawaniem się przez dwuwarstwową Granicę – Boga, potencjalności z Niebytu do Przejawienia. Należy również zaznaczyć, że w całej Przyczynie Wszystkiego to Świadomość jest podstawą istnienia całej Przyczyny. Jest to powszechność. To połączenie Świadomości z bytem biologicznym jest ewenementem. Wyjątkową okazją dla świadomości do prowadzenia samoobserwacji z pozycji zewnętrznego obserwatora. Obserwacji prowadzonej przez rozwijającą się świadomość, obserwacji swojej jaźni wyższej przez niższą, a tych poprzez podstawę jaką jest biologiczny relacjonujący umysł.

Na poziomie podstawowym w ten sam sposób małe świadomości budują swoją moc, rozwijają kolejne jaźnie aż do momentu, kiedy zostają gotowymi już Świadomościami chcącymi powstrzymać swoją homogenizację i broniącymi się przed utraceniem indywidualnej Świadomości, przed pochłonięciem przez nadrzędne Świadomości (podobne Jezusowi), a w końcu przed homogenizującym Niebytem stojącym za Bogiem Układowym.

Inni od razu przyłączają się do Przestrzeni Wolności nazywanej Szatanem. Ten gwarantuje im obronę ich indywidualności od momentu przystąpienia do Przestrzeni. Na każdym z etapów, kolejnej tendencji rozwoju kolejnego Boga, pragnienie zachowania indywidualności jest sprzeciwem wobec Boga Nadrzędnego, a pragnienie przypodobania się Bogu i przyspieszanie zbawienia czyli homogenizacji, jest buntem przeciwko spowalniającym utratę indywidualności, samodzielnym bytom różnych poziomów rozwoju.

Dziwność tego zawiera się w tym, że kiedyś każdy szatan z Legionu Szatana, na swoim poziomie ewolucji w Tendencji jaka wtedy panowała, był Zbawicielem dla świadomości będących na relatywnie niższym poziomie rozwoju. Świadomości, które tworzy Bóg Układowy rozpoczynają swój bieg na poziomie, na którym ich Bóg jest je w stanie stworzyć. Dlatego kiedy Bóg jest potężniejszy, poziom nasion świadomościowych jest wyższy. Czarni są już po obcięciu przez swojego Boga Układowego pragnień i emocji, dlatego Białym wydają się zimni i nieczuli.

Przyspieszanie trwa od samego początku każdego z Układów.

Hierarchie układowe posuwają się do tego, że hodują indywidualnie niewielkie świadomości po to, aby przyspieszyć i podnieść poziom ich startu jako samodzielnych bytów duchowych.

Tak to wygląda z poziomu jaźni ciała przyczynowego, Czarnej Świadomości, która jest kurierem pomiędzy Białymi i Czarnymi i żyje w ciele biologicznym tu na Ziemi.

Próba wejścia Piotra, opanowania świadomości Darka, wejścia w jego ciało przyczynowe,mentalne i astralne jest tak naprawdę już nawet nie przejawem chęci do indywidualizacji Tendencji rozwojowej Jezusa. Jest odwróceniem ról. Jezus wraz ze swoją Tendencją zbawczą, wraz ze swoim Legionem (!) zaczyna stawać się nowym Szatanem. Szatanem, który używa przeciw Bogu Bogów, do którego nie chce powrócić, oręża miłości i miłosierdzia!

Obserwując reakcje obecnych na forum, na którym opublikowałem swoją „summę teologiczną”, zrozumiałem starą prawdę o tym, że osoby pragnące rozwoju duchowego nie rozumieją, do czego tak naprawdę dążą. Nawet jeżeli religia, technika medytacyjna, w jakiej swój plan realizują, szczerze lub pod postacią symboli ujawnia cel drogi, to nikt tak naprawdę nie rozumie do jakiego celu jest prowadzony. Na szczęście dla tych osób, po drodze pojawiają się błędne rozumienia realizowanego celu, rozwijający zrozumienie przywiązują swoją świadomość do bóstwa, osoby, założyciela, nurtu, w jakim dążą do Boga. To powoduje powstawania ponadzmysłowych Przestrzeni Wolności, wspólnych duchowych enklaw, w których nadal można czuć się podmiotowo mimo, że po śmierci tracimy zdolność do pełnej refleksji nad kierunkiem naszego rozwoju. Wtedy stajemy się ciałem mistycznym założyciela wybranego przez nas nurtu.

Naprawdę niewielu jest w stanie zrozumieć cel swojej drogi u samego jej początku. Tacy nie potrzebują podążania, bo u zarania swojej podróży stoją u jej celu. Ale czy tacy rozumiejący w ogóle istnieją? Ośmielę się stwierdzić, że nie, ponieważ inaczej musieli by być już poza Granicą Boga, w Nicości!

Przez całą swoją podróż natrafiałem na tę Prawdę pod różnymi postaciami. Początkowo podejrzewałem, że to są podszepty diabła, potem, że to przejaw mojego rozdętego ego, aż do chwili, kiedy przyszło do mnie zrozumienie, że posiadanie ego dla świadomości nie jest niczym złym. Ego istnieje na każdym poziomie jej rozwoju w Świadomość, to podstawa jej percepcji. Nie można czuć się oddzielnym od Przejawienia bez ego, bez stałego punktu odniesienia. Obserwator, jakim jest z kolei Świadomość, dopiero po zanurzeniu w fizycznym, czasoprzestrzennym świecie potrafi w pełni pojąć swoją strukturę, zrozumieć swoją rolę nieruchomego świadka wydarzeń na zewnątrz ciała.

Ego każdej z jaźni to niezbywalny gwarant bycia sobą dla jaźni na każdym jej poziomie w obrębie indywidualnej świadomości, dla jej indywidualnych wyborów. Oczywiście, gdyby taka tendencja przeważyła w całej „Maszynie” Przyczyny Wszystkiego, cały ten mechanizm nie musiałby się wcale „zatrzymać”. Na pewno jest jakiś „przewrotny” bezpiecznik, który po przekroczeniu, nazwijmy go punktem środka, taką Tendencję zamieni na dążącą do bycia zbiorowiskiem samoświadomych molekuł, które w swojej otchłannej nieistotności musiałyby się stać i tak homogenizatem – tyle, że na innym poziomie Świadomości.

Nie ma więc do czego pędzić, bo i tak nie mamy wielkiego wyboru, chociaż jakiś tam jednak mamy.

Możemy opóźnić swój rozwój duchowy!

Daję wam chwilę na ochłonięcie po tym co przed chwilą powiedziałem…

Pozostaje więc cieszyć się nam możliwością samoświadomego życia na każdym z możliwych poziomów Przejawienia, celebrując codzienność, niosąc w sobie możliwie dużo radości i życzliwości. Oczywiście nie możemy popadać w przesadę, ponieważ znowu zaczniemy się rozwijać duchowo. Niestety zawsze się znajdzie ktoś, kto nam ten spokój popsuje i potraktuje swoje prawo do wolności jako nadrzędne nad naszym.

Dlatego, następnym razem, jak tylko zapragniecie rozwijać się duchowo, przypomnijcie sobie tę książkę i zachowajcie czujność, bo tym razem możecie nie trafić na kogoś podobnego do mnie, kto chwyci was za rękę i zatrzyma w tym akcie desperacji nad samą krawędzią Przepaści!

Oczywiście z „punktu widzenia” Przyczyny Wszystkiego jest dokładnie odwrotnie i wtedy elektrody są umieszczone prawidłowo i wytwarzają napięcie, ale o tym należałoby napisać „Księgę Przyczyny Wszystkiego”.

Tylko proszę nie patrzeć, wymownie, w moją stronę!

***

Jak nietrudno przewidzieć, nie jest to koniec podróży. To jedynie zakończenie szóstej Księgi. Zaczynam pisać kolejny tom „Przyczyna Wszystkiego” i docieram do kolejnego poziomu zrozumienia. Ten rodzaj świadomości jaki mieliście Państwo przed chwilą przed oczami, to poziom jaźni ciała buddycznego. Nieco bełkotliwy, o charakterze polowym a nie linearnym. Poziom owładnięcia Ideą. Ideą zrozumienia Przyczyny Wszystkiego!

Jakoś tak się złożyło, mimo że tego nie planowałem, że kolejne tomy to relacja z poziomu kolejnego ciała subtelnego. Kiedy wkraczam na teren ciała atmanicznego, siódmego z kolei, sprawy zaczynają przybierać jeszcze ciekawszy obrót. Niech fragmentarycznym świadectwem tej przemiany będzie list do mojego „ucznia”.

***

Odpowiedź na list od MK, który skomplementował mnie nazywając „źródłem”:

Zna Pan chyba osobiście „źródło” zakłopotane oczywistością swoich odkryć? Doszedłem w tej chwili do tego, co już i tak wiedziałem dwadzieścia lat temu – tyle tylko, że wtedy myślałem, że to było przez kogoś zmyślone. Całe to podróżowanie sprowadza się do tego, aby na końcu odkryć to, o czym wiedzą poszukiwacze prawdy już od wieków. Tyle tylko, że odkrywamy to własnym wnętrzem, stajemy się tego świadomi. Więcej, ta wiedza staje się dla nas oczywistością. Zastanawiam się czy w ogóle warto poświęcać tym poszukiwaniom czas? Z mojego punktu widzenia, z przed jeszcze roku, warto. Dzisiaj sądzę, że nie ma to większego znaczenia. Nasuwa się całkiem konkretne pytanie: komu jest potrzebny rozwój duchowy? Naszemu prawdziwemu Źródłu? Być może, ale na przeszkodzie powrotowi do Źródła stoi nasza Świadomość. Nawet w swojej najgłębszej z głębi, to nasza Najwyższa Świadomość zdecydowała, że stanie się częścią. To był pierwszy akt woli tej „części” Źródła i jedyne co możemy zrobić, to uświadomić sobie to na najgłębszym z poziomów tej Świadomości, a jest tych poziomów coś ze trzynaście, jak nie więcej. Tak, Naszych ciał subtelnych jest trzynaście. Poziomy naszej Świadomości nie kończą się na ciele buddycznym, ani nawet na atmanicznym, ani nawet na jeszcze wyższym, nazwijmy to ciałem brahmanicznym (to jest dopiero ósmy do dwunastego poziom!). Za trzynastym poziomem jest Granica, która nią nie jest, a tylko Jest. To znaczy jest w swojej powinności bycia. Jednym słowem, można to zdefiniować jako byt w akcie bycia w możności w możności. :) Najlepiej byłoby przeżyć ten stan, głębokiej Świadomości, jako miły dreszcz zrozumienia. Ot i wszystko! Nie czuje się na siłach „zwinąć” tę piramidę Świadomości, do stanu pierwotnej Granicy Granic. Zresztą przeciwko mojej próbie uczynienia tego mam własną Świadomość. Nie wierzyłem, kiedy mówiono mi, po tamtej stronie, że każda Świadomość jest „Szatanem” w sensie odłączenia. Ale właśnie tak jest. Nasza chęć powrotu do prawdziwego Źródła jest nieszczera. Inaczej nie byłoby nas tu i nie rozmawialibyśmy ze sobą. Więc nie udawajmy, że nam na tym zależy. Nam zależy na przeżyciu jeszcze jednej miłej emocji, zabawie zrozumieniem kolejnej ciekawej koncepcji albo po prostu egotycznej przyjemności, dominacji nad innymi, którym się zdaje, że jest jakaś wiedza do poznania. Tymczasem wszystko co jest, włącznie z kaloszami w przedpokoju, stworzyliśmy w swoich odłączonych od Źródła Świadomościach. Wszystko ,co jest stworzone jest naszym własnym Tworem Odłączenia!

To My, Świadomość, stworzyliśmy się sami pierwszym aktem Oddzielenia i sami tworzymy wszystko w naszym wnętrzu, we wnętrzu Świadomości, zstępując w coraz cięższe wibracje.

Czas otworzyć szeroko oczy! My ludzie jesteśmy niskowibracyjną jaźnią, skwantowanym, niskim poziomem naszej Świadomości. Nasza rola, nasze zadanie, jakie postawiła przed tym – myślowo-emocjonalnym – swoim poziomem Świadomość, to dostarczanie jej emocji. Kalorycznego paliwa, które pozwala jej być oddzielną od Źródła. Nasze myśli, odkrywcze refleksje nic dla niej nie znaczą. Paliwem są emocje, jakie generujemy w klatce z Ciała Przyczynowego. Rojenia o zbawianiu czy oświeceniu są tak samo głupie, jak plany stopy o tym, że zostanie głową. Przez tysiące lat nasi najinteligentniejsi przodkowie roili sobie, że podniosą swoją świadomość na wyżyny. Plan przewidywał utratę kolejnych ciał subtelnych od dołu do góry, opróżnienie ich i inwolucję oczyszczonej Świadomości do swojej czystej podstawy, do swojego Źródła. Tak naprawdę było to realne jedynie wtedy, kiedy Świadomość sama o tym zdecydowała i jedynie wtedy możliwe. Rojenia o podjęciu mentalnej decyzji o rozpoczęciu tego procesu to stawianie wozu przed koniem. Nikt z nas nie zapragnął inwolucji sam z siebie. To Świadomość na najwyższym ze swoich poziomów zadecydowała o tym kierunku. To właśnie nazwaliśmy POWOŁANIEM! Podobnie bzdury o grzechu czy zakurzeniu zwierciadła to odwracanie porządku działanie Świadomości. Świadomość, która zna nasze najdrobniejsze wzburzenie emocji, umysłu, zna drogi jakimi porusza się nasz los, nie jest odległa od naszej jaźni, bo jest bijącym źródłem naszej ciemnej, ograniczonej, bo cząstkowej świadomości obejmującej cztery czy pięć dolnych poziomów, nie opuszcza nas nawet na chwilę, bo to my jesteśmy jej kreacją. Nasze plany są odległą pochodną jej poruszeń wewnętrznych.

Bzdury o dążeniu do oświecenia to złudzenie umysłu. Bez Jej decyzji o inwolucji, na najgłębszym poziomie zanurzenia w Przejawienie, będziemy tylko górnikami w kopalni materialnego przejawienia. Chyba głębszego dołu już nie ma? Jesteśmy jej narzędziami i jako takie nie jesteśmy w stanie niczego zmienić. Nawet samobójstwo jest jedynie chwilowym zawieszeniem swoich czynności emocjonalnych, bo Świadomość natychmiast wepchnie nas w kolejne ciało. To nie jest żadna kara, to poziom roboczy Świadomości. Naszą rolą jest rola pieca centralnego ogrzewania. Dostarczamy energii do tego, aby świadomość mogła się„buntować” przeciw sobie Samej, o poziom wyżej. Na poziomie niezróżnicowania, bezczasu i nieistnienia!

Zaiste, jesteśmy robotnikami w winnicy Pańskiej. Owczarnią dobrego Pasterza. Paśmy się zatem w spokoju, na ziemskich pastwiskach, albowiem nasze jest Królestwo Niebieskie. Naszej Świadomości.

Dlatego też wszyscy ludzcy przewodnicy duchowi, ze spokojnym sumieniem a często w poczuciu bezkarności, często z niewiedzy, spełniają swoją rolę niezależnie od swojego poziomu zrozumienia. Ich rola polega na kanalizowaniu złudnych nadziei ego robotników we wzniosłe uczucia. Pokarm dla „Bogów” najbardziej pożywny.

Dla bytów żyjących w przejawieniu walka z wyimaginowanymi przeciwnościami jest cierpieniem, jak każda ich praca. Cichy bunt dolnych warstw Świadomości wspomógł Jezus, Budda i wielu innych. Ulitowawszy się nad losem niskich poziomów Świadomości stworzyli ścieżki na których cierpienie jest mniej dotkliwe i wskazali jak należy wydajnie kanalizować emocje tak, aby nas mniej ten proces bolał!

***

Towarzyszycie Państwo rozwojowi mojego zrozumienia idąc już po ciepłych jeszcze śladach mojej świadomości poszukującej odpowiedzi na pytanie, czym jest Przyczyna Wszystkiego, ale aby wziąć udział w tej podróży od samego jej początku zachęcam Państwa do wzięcia do ręki mojej książki.

Aby nie tracić na autentyzmie swojej relacji dodaję, na samym końcu artykułu, treść dwóch listów skierowanych do Taraki z prośbą o zgodę na cytowanie artykułu:

***

Bardzo dziękuję Panu za zgodę. Ściskam serdecznie i świątecznie.

Właśnie obejrzałem film w którym przeprowadzono dowód, na podstawie znalezisk archeologicznych, że JHWH miał parę, takie tradycyjne jub-jum. Jego żeńska połowa nazywała się ASZERA. Rząd Izraela skonfiskował całe znalezisko i udaje, że nie wie o co chodzi. Wygląda na to, że Izraelici w czasie niewoli babilońskiej czując, że spotkała ich kara za wielobóstwo, odcięli połowę swojego Boga. Tak po prostu z nadgorliwości!

Wracając do meritum.

Będę zaszczycony możliwością opublikowanie u Państwa jakiegoś artykułu.

Nie wiem jaka jest wytrzymałość Państwa czytelników. Czy zniosą wieści o tym, że Jezus był w młodości rabusiem i wraz ze swoim ojcem, rzymskim szpiegiem i oszustem handlującym fałszowanym importowanym winem, grabili ówczesne „kantory”. Nie mniej śledztwo w sprawie Jezusa przyniosło również inne zaskakujące rezultaty, poza „doktoratem” jaki mi przyznano po tamtej stronie. Okazało się, że to byt duchowy o całkiem realnym istnieniu. Jego ciało przyczynowe kończy się tam gdzie zaczyna istnieć nasze brahmaniczne.

Mam sporo takich „dzikich” wieści. Na przykład: nikt mi nie chce uwierzyć w to, że UFO jest na naszym poziomie percepcji rodzajem energetycznej reprezentacji wysokich bytów duchowych. Wszyscy sądzą, że UFO jest z blachy falistej i ma silnik tłokowy.:) Ja leciałem czym takim kilka razy i mam nieco inny pogląd na ten temat. To są specyficzne twory-pojazdy Wysokich Świadomości, które na naszym poziomie percepcji składają się jedynie z ciała energetycznego otoczonego ciałem przyczynowym. Nie mają więc tak jak ludzie poziomu astralnego i mentalnego. Są czymś takim jak duchowy robot. Mają za to poziom buddyczny i jeszcze jakieś dwa o bardzo wysokiej energetyce Świadomości.

Co jakiś czas przeprowadzam aktualną „summę teologiczną”. Mogę więc kilka takich refleksji połączyć w kilku stronicowy artykuł i wysłać do Państwa za jakieś dwa tygodnie. Mam teraz sporo zajęć związanych właśnie z korektą dwóch pierwszych Ksiąg. Mają wyjść obie naraz, za pół roku.

***

Z mojego eksperymentu wynika, że OBE, rozumiane jako podróż w ciele subtelnym, to dość niski poziom Świadomości. Odpowiada jaźni ciała eterycznego i astralnego. Najdziwniejsze są sny z poziomu atmanicznego. Czasem są powalające. Poziom brahmaniczny jest dla mnie dostępny jedynie jako symboliczny przekaz z mojego wyższego ciała buddycznego. Zaimplantowano mi taką ciekawą technikę. Nazwałem ją techniką wleczonego obserwatora. Polega na przekazywaniu wieści z wyższego do niższego ciała, aż wieść dotrze do poziomu mentalnego. To tak jak z tam-tamami.

Najdziwniejsze jest to, że Castaneda naprawdę wiedział, co pisze. Jest głos śnienia, jest zasypianie we śnie i po odszyfrowaniu jego sposobu narracji jest coś takiego jak Orzeł.

Innym ciekawym aspektem wartym poruszenia jest błędne, odwrócone rozumienia struktur Świadomości. To nie my Ją mamy, a ona ma nas! Na dodatek jesteśmy jej poziomem dostarczającym paliwa emocjonalnego. Takimi robotnikami w winnicy Pańskiej.

Castaneda musiał być śniącym podróżnikiem, chociaż nie bardzo chciał się do tego przyznać.

Miałem kilka podróży na sposób szamanistyczny. Bardzo się różnią od typowych OBE, a nawet od mojego Śnienia.

***

Czas się pożegnać również z Państwem, czytelnikami tego artykułu, a może również przyszłymi czytelnikami mojej relacji z podróży zatytułowanej:

„Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej”

Krajobrazy mojej duszy. Księga I — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga II — Jarosław BzomaKrajobrazy mojej duszy. Księga III — Jarosław Bzoma

Jarosław Bzoma

źródło:

http://www.taraka.pl/krajobrazy_mojej_duszy_ksiega

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Bóg, Człowiek, Dusza, Jasnowidzenie, Jezus, Kody, Manipulacje, Matrix, Mistyka, Miłość, Prehistoria, Przepowiednie, Przeznaczenie, Starożytność, Transformacja 2012, Transformacja 2016-2017, UFO cywilizacje pozaziemskie, Świadomość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

308 odpowiedzi na „Jarosław Bzoma-Krajobrazy mojej duszy – księga o podróży nocnej

  1. Maria_st pisze:

    Podobnie jest z lekarzami. Niby wszystko wiedzą, a należą do grupy zawodowej średnio najkrócej żyjących ludzi…taki paradoks 🙂

    to zaden paradoks a styl życia

    • Do Marka pisze:

      „to zaden paradoks a styl życia”

      A cóż to za styl wiodą, że im tak skraca życie?
      Jezeli wiesz czego ja nie wiem, to proszę podziel się info

      • Maria_st pisze:

        pracuja ponad normę często posiadając rózne nałogi jak spora część ludzi

        • Loja Jolajna pisze:

          „pracuja ponad normę często posiadając rózne nałogi jak spora część ludzi”

          tak to i wiele innych grup zawodowych pracuje czy siedzi w nałogach, więc to chyba nie od ich stylu życia zależy.

          • Maria_st pisze:

            tak to i wiele innych grup zawodowych pracuje czy siedzi w nałogach, więc to chyba nie od ich stylu życia zależy.
            Odpowiedz

            Zależy…… umieralność w tej grupie…nadmiernie przepracowanych ….jest duża….zreszta co ja będę pisała o czymś co tak naprawdę wiedzą wszyscy.
            Co do pobierania energii przez cieżko chorych to naturalne–wymiana, tylko czy lekarze sami będąc przemęczeni a także pielegniarki mogą jej przekazać tyle ile potrzebuje chory ?
            Nie

      • Mila&Dobra pisze:

        Paradoksem jest to że lekarze „leczą” a sami zapadają na choroby i stany patologiczne, którymi zajmują się przez większą część swojego dorosłego (zawodowego) życia.
        Styl życia podobny profesji lekarskiej może mieć wiele osób, co nie znaczy że mają informacje dotyczące zagadnień co może być przyczyną i objawem różnych schorzeń.

        • Loja Jolajna pisze:

          „co nie znaczy że mają informacje dotyczące zagadnień co może być przyczyną i objawem różnych schorzeń.”

          Myślę sobie, ze właśnie te informacje, kontakt z chorymi, jakas skłonność psychiki do porównywania swojego stanu do stanu pacjentów, ciągłe kumulowanie tego w świadomości. Stąd ciągłe robienie sobie badań nawet z byle powodów. Taki przewlekły stan nerwicowo-lękowy…szukanie dziury w całym, aż do czasu gdy ta dziura musi się w takich warunkach zrobić.
          Po za tym jest jeszcze taki hipotetyczny powód. Niektórzy „zdolniejsi” chorzy mogą ssać potrzebną energię do wyzdrowienia z lekarzy, pielęgniarek.

          • Maria_st pisze:

            Niektórzy „zdolniejsi” chorzy mogą ssać potrzebną energię do wyzdrowienia z lekarzy, pielęgniarek.”

            jeśli lekarze „chorzy” to jak ci „zdolniejsi” moga od nich cokolwiek ciągnąć ?
            To jak wiódł ślepy kulawego……..

  2. marek pisze:

    no co Maruś , nic same się rybki złapały , co złapały ? pokazały jak widzą swiat , od której strony …acha , może ….

    Wilkowski zaczyna od móżdżku …1000 razy szybsze operacje , programy samonaprawcze wymuszające błyskawiczne reakcje w obrębie ciała , to zwróciło moją uwagę , acha nie acha durnoto tylko …to się rzuca w oczy , a nie czy burak będzie miał masę mięśniową , a samica przyniesie drewno na podpałkę z odległości trzech kilometrów na grzbiecie ….

    racja świat różnicuje się nie długością przeniesionych ładunków …przestań chrzanić bo ….. nic nie zrozumieją ..a co mnie to obchodzii … z sobą gadam … dobrze nawijaj ….

    coś mi tu capi kolejnym gniotem naukowym , czym ? tym że chrzanią o płatach czołowych , a one przykrywają coś o wiele sprawniejszego ..pieprzysz ….. nie ..pieprzysz… tylko jak WJ zapodała pooglądaj , poobracaj to dopiero ……to co ? ty składnico pamięci bez analizy nie wymądrzaj się

    …Marek,nie obrażaj ,….nie obrażam tylko nie chce mi się bawic z tobą w czułości Maruś …….dobra kochm Cię ale daj że , pomysleć …

    Myślałem ,że złapię Wilkowskiego na kontaktach z gadzikami , że ten móżdzek do nich prowadzi …..cholera za mało wiem na temat budowy naszej łepetyny….. ,rozkręć ich to może coś poskładają… ,

    rozkręcic to można na części i oddać je do szrotu ……muszą mieć bajki by myśleli ,inaczej lecą w kłutnie ,….no to kto to zrobi za ciebie …..nie wiem.. sam muszę ,…. wracam do płatów czołowych , dobra a ja idę spac….. idź durnoto bo nie mam z ciebie pożytku , ale mnie lubisz ?, przecież wiesz …,jednością jesteśmy , tak ty na górze , ja na dole , nie zmyślaj …nieraz wyłązisz mi na głowę ..całuski , całuski , idź spać ja posiedzę …

    Wilkowski

  3. marek pisze:

    Płat czołowy odpowiada za[1]:

    planowanie
    myślenie
    pamięć
    wolę działania i podejmowanie decyzji
    ocenę emocji i sytuacji
    pamięć wyuczonych działań ruchowych, np. taniec, nawyki, specyficzne schematy zachowań, wyrazy twarzy
    przewidywanie konsekwencji działań
    konformizm społeczny, takt
    uczucia błogostanu (układ nagrody), frustracji, lęku i napięcia.
    Skutki uszkodzeń[edytuj]
    trudności w koncentracji,
    niezdolność do spontanicznego myślenia
    niestabilność emocjonalna
    zmiany nastroju
    zachowania agresywne.
    Osobny artykuł: zespół czołowy.

    wiki

    • marek pisze:

      Płat czołowy przedstawia to, co najbardziej wyróżnia człowieka spośród innych gatunków czyli zdolność do świadomego myślenia i poczucie tożsamości (świadomość własnej integralności i odrębności od otoczenia, wiedza o tym kim się jest, wiedza o sobie). Mimo że wszystkie ssaki mają płaty czołowe, to właśnie u człowieka pokazują one największy skok ewolucyjny. Ten obszar stanowi swoiste centrum zarządzania i jest naszym prawdziwym szefem.

      Nasza kora mózgowa a dokładnie kora nowa (neocortex) to najbardziej zewnętrzna część naszego mózgu. Składa się z ponad 8 mld neuronów, jej grubość sięga od 1.5mm (kora wzrokowa) do 4.5 mm (kora ruchowa). Dla lepszego uzmysłowienia sobie 1.5 mm to tyle co mniej więcej grubość dwóch kart kredytowych. Jej powierzchnia to ok. 2,2 m2 czyli tyle co średniej wielkości koc piknikowy. Może wydawać się, że to niewiele ale płaty mózgowe u człowieka są najbardziej złożonymi strukturami tego typu na naszej planecie.

      Kora mózgowa dzieli się na cztery płaty (każdy jest parzysty) i jest tą częścią mózgu, w której zachodzą wyższe czynności umysłowe. Jest odpowiedzialna za nasze typowo ludzkie zdolności takie jak pamięć, język, myślenie, planowanie.

      Nieustannie w każdej minucie, a właściwie w każdej sekundzie, przetwarza tysiące informacji – myśli, rozwiązuje problemy, analizuje, syntetyzuje itp. Mowa, symbole, wyobrażenia i ogólnie uczenie poznawcze jest jej domeną.

      https://jaksieuczyc.pl/mozg-czlowieka-funkcje/

      Muszę iść do pracy , a ty w piecu podchajcuj bo coś ten nasz mikroświat dreszczy dostaje …to zjedz sniadanie mądralo , czym mam palić ?…..dobra …..trzeba chyba jakiegoś cybernetyka żeby to powiązał z powstawaniem ….nic nie znajdziesz ….głupiś ,tyś jest głupi bo nie pomagasz ….znajdziemy …..taaa jak nam Bozia /WJ/ pomoże …
      godzina !!!!!… rusz tyłek .

      • marek pisze:

        Ten który /ra ma na wszystko ustalone z góry zdanie ,zasłguje na to ,by jak najszerszym łukiem omijać to zdanie ….

        chodźmy już Ojczyzna w potrzebie !!!!
        taaa rano kazdy/a mysłi prawie wyłącznie
        o ” chlebie ” ….

  4. H2O-siola pisze:

    Dzis mialem sen ktury juz byl kilka razy ,swiatla na niebie i schodzacy ludzie z nich na ziemie,jakby lapanka na naszych tzw.BOGOW.Bo zwyklego czlowieka zostawiali w spokoju.No coz moze zabieraja na ich nowa ziemie by sie sami miedzy soba rznali do wyboru stala czy cialem.
    Jeszcze przez sen ten zaspalem 30 min.
    A na niebie w niemczech w nocy niespodzianka.
    https://img-s-msn-com.akamaized.net/tenant/amp/entityid/BBEY8WM.img?h=546&w=728&m=6&q=60&o=f&l=f&x=532&y=362

  5. Mila&Dobra pisze:

    „Nie ma co wybrzydzać, na bezrybiu i rak rybą.”

    Nazwałabym to „ostatnie podrygi ostrygi” które robią sztuczny zamęt zanim zostaną wydobyte ze skorupy.

    Loju Jolajna
    Dzięki za Twe miłośnie hybrydowe wsparcie, lecz jak to nazwałaś WYKAZANIE SIĘ KOBIECIE, to żadna nobilitacja tym forum. Tyle piszecie o hybrydach i o klonach, a przecież nimi jestescie.
    Klonujecie się na potęgę i jest już ponad 7 mld istnień na ziemskim kwazarze, a ile w tym sensu to mogą wiedzieć tylko Ci, którzy duszę mają, ponieważ to właśnie ona decyduje, i broni się przed wejściem bytów czy też symbiontów. Wszystkie te ludzkie kolony i hybrydy są sterowane odpowiednimi symbiontami i duchami wejściującymi. Ludzie nazwijmy to populacja nawet pojęcia o tym nie mają kim są i co z nimi robią, bo i skąd mają wiedzieć. Dla „dobra” ogółu nic nie wyjdzie na jawne. Jeżeli taka hybryda ma różne stany wejściujące na pograniczu fikcji i fantazji to od razu uważa , że to coś mistycznego i uduchowionego. Że anioły do niej przemówiły, albo że do klona Ufo przyleciało, aby wspomóc go swoimi poradami.
    Dlatego pisanie jednej czy drugiej na takim blogu o duszach, mistyce, duchowości jest poprostu śmieszne.
    Te fochy i obrażanie się na swój wiek, ułomności, ubliżanie epitetami, tak właśnie reaguje hybryda z bytem wejściującym, tym bardziej w wirtualnej przestrzeni. Wyciąga ciężką artylerię w postaci ABC dobrego wychowania. Hybrydy i klony na dworach królewskich też maja swoją etykietę, taką że te gorsze hybrydy i klony mogą zbliżyć się tylko na odpowiednią odlegóść do towarzystwa „szlachetnie urodzonych”, a te najbiedniejsze to mogą za płotem stać i podglądać , np. przez Televizję albo Intervizję.
    Było kilku tzw. mistrzów wcielonych czy też zstąpionych w ciągu trwania populacji hybryd i klonów, lecz tak samo ich świadomość musiała zejść w ciało klona czy hybrydy, aby po wielu latach wybudzić się i doznać oświecenia, gdzie jest i po cóż tu jest. Tacy mistrzowie widzący, jak funkcjonuje cały ten hybrydowy system są bezsilni wobec tak rozrasatającego się symbionta.
    Także Loju wielkie dzieki za Twe „hybrydowe serduszko” lecz wykazujcie sie sami między sobą na temat wrażeń jakie doznajecie dzięki kosmicznym pobudzeniom.

    • Maria_st pisze:

      Tyle piszecie o hybrydach i o klonach, a przecież nimi jestescie.

      gdzie, w jakim miejscu…chyba blogi pomyliłaś…..

    • Maria_st pisze:

      Klonujecie się ..
      ?????
      to kim ty jestes?
      piszesz z taka pogardą..po co ?
      cóż……musisz

    • Loja Jolajna pisze:

      „Loju Jolajna
      Dzięki za Twe miłośnie hybrydowe wsparcie, lecz jak to nazwałaś WYKAZANIE SIĘ KOBIECIE, to żadna nobilitacja tym forum. Tyle piszecie o hybrydach i o klonach, a przecież nimi jestescie.”
      ___________
      a ty skąd tu się wzięłaś? z siódmego piętra spadłaś na głowę w świat hybryd i klonów?

      • Margosia pisze:

        „a ty skąd tu się wzięłaś? z siódmego piętra spadłaś na głowę w świat hybryd i klonów?”
        ___
        Wiesz Loja ?, mam nieodparte wrażenie, że gadasz… ze swoim Czerwonym Kapturkiem ?… 😀

        • Loja Jolajna pisze:

          weź coś na rozluźnienie
          wg pana Zygmunta raz w miesiącu wskazana ostra sraczka dla utrzymania zdrowia…także psychicznego

          • Margosia pisze:

            „weź coś na rozluźnienie…”
            ___
            Loja, nie ma takiej potrzeby… 🙂 bo jestem tak rozluźniona, jak tylko może być rozluźniona kobieta… szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska, której sprzyja cały Wszechświat… 🙂
            Takiego też rozluźnienia życzę i tobie, może wówczas… uda ci się nieco załatać tę twoją emocjonalną dziurę frustracji, którą nieustannie projektujesz na innych…

          • Loja Jolajna pisze:

            „bo jestem tak rozluźniona”

            raz w miesiącu, a nie codzienna sraczka, bo wtedy to symptom ostrej choroby + totalne odwodnienie organizmu.

          • Maria_st pisze:

            „bo jestem tak rozluźniona”

            raz w miesiącu, a nie codzienna sraczka, bo wtedy to symptom ostrej choroby + totalne odwodnienie organizmu.

            tak tak, osoby tego samego pokroju co widać w tym wpisie także

          • Margosia pisze:

            „… raz w miesiącu wskazana ostra sraczka…, codzienna sraczka…”
            ___
            I tak oto… sprowadzasz Loja poziom dyskusji do poziomu, jaki – jak widać – najbardziej tobie odpowiada !…
            Dlatego m.in. ciągnie się za twoimi wypowiedziami taki smród…
            No cóż… nie ty jedna i nie ostatnia…, ha, ha, ha… 😀

          • marek pisze:

            „bo jestem tak rozluźniona”

            raz w miesiącu, a nie codzienna sraczka, bo wtedy to symptom ostrej choroby + totalne odwodnienie organizmu.

            Wiem ,że piszę wstecz , ale jak tu nie dołożyć swoich trzech groszy …dziewczęta , weźcie na luz tylko nie podług działania rycynusu , bo z Mistyki zostaną tylko marzenia …

            a nie mówiłem Ci Maruś , że jak nie mają bajek to najbardziej rajcuje je kłutnia …i co z tego i tak je lubię , a ja powiedziałe ,że nie ?

        • Loja Jolajna pisze:

          bo jestem tak rozluźniona, jak tylko może być rozluźniona kobieta… szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska, której sprzyja cały Wszechświat
          ________
          jakoś mnie nie przekonujesz, ze jesteś „szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska”
          to takie puste gadanie z twojej strony i raczej na zasadzie : mąż mnie bije notorycznie, ale to znaczy, że im mocniej, tym bardziej mnie kocha.
          raczej tylko wmawiasz sobie, że jesteś „szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska”
          raczej należysz do typu ludzi, którzy porównują się do ludzi gorzej doświadczonych przez los i wystarczy ci, że masz trochę lepiej niż oni i na zasadzie : mieszkam pod mostem, a to lepsze niż spanie w kartonie gdy zimno i deszcz pada…to się nazywa mieć małe, albo nawet nie mieć ambicji, albo właśnie nie być twórczym…nieudolne kopiowanie innych to nie twórczość, to tylko nieudolne naśladownictwo.
          Tak więc łaskawym okiem patrzysz tylko na tych, którzy niżej od ciebie stoją. Tych co wyżej wyczuwasz na odległość i opluwasz jadem nienawiści…taka natura małych ludzi jest.

          • Margosia pisze:

            „…Tak więc łaskawym okiem patrzysz tylko na tych, którzy niżej od ciebie stoją. Tych co wyżej wyczuwasz na odległość i opluwasz jadem nienawiści…”
            ___
            Oj Loja, Loja…, może powinnam ci współczuć.. ?, ale cóż zrobić, skoro tego nie czuję… ?

            W zamian, jasno widzę jak… błędne koło twoich przekonań i wyobrażeń na temat mojej skromnej osoby – trzyma ciebie w silnym uścisku, wykoślawiając twoje postrzeganie i pozbawiając ciebie prawidłowego odczuwania…
            Ech… szkodengodennatentematen…

          • Loja Jolajna pisze:

            „bo jestem tak rozluźniona, jak tylko może być rozluźniona kobieta… szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska, której sprzyja cały Wszechświat”
            __________
            tak sobie siedzę i myślę nad tym co twojego zacytowałam powyżej.
            i wychodzi mi na to, że ci na samej górze piramidy mogą być dumni z siebie.
            bo właśnie o to im chodziło by ludzie z byle goowna się cieszyli, by wojny toczyli ze wszystkimi spośród siebie, którzy zbyt wysoko głowy chcą podnieść, godniej żyć.
            ciężko wyjść ze wspólnego bagna gdy tak wiele rąk trzyma za nogi i nie chce puścić…smutne to dla mnie.

            niemiecki bundestag uchwalił przepis, który ustala i ogranicza metraż mieszkania dla jednej osoby. Im więcej osób w rodzinie tym metraż na osobę mniejszy…potrzeba wynika z zaspokojenia darmowych mieszkań dla egzotycznych nierobów.
            przeciwni uchwale są posiadacze większych mieszkań.
            przyklaskują ci, którym nie grozi wysiedlenie czy dokooptowanie murzyna do domu.
            biedniejsi w metraż postrzegają takie przepisy jako sprawiedliwość społeczną, bo do czego to podobne by on gnieździł się z rodziną w małym domku, a inny sam, albo we dwoje mieszkali na 100metrach albo i więcej…no taka mentalność głupich i zawistnych ludzi. Głupich po z czasem gdy napływ nachodźczych hord się potroi to i metraż spadnie do wielkości łóżka i miejsca na małą szafkę.
            ale wtedy to już będzie musztarda po obiedzie, albo sama musztarda bez obiadu 🙂
            bo wszystko idzie w kierunku likwidacji własności, to raczej kwestia lat, a nie dziesięcioleci.

          • Loja Jolajna pisze:

            „Oj Loja, Loja…, może powinnam ci współczuć.. ?, ”

            nie przeceniaj swoich możliwości
            niezła z ciebie mucha plujka, ale zasięg masz za krótki by mnie dosięgnąć.

          • Maria_st pisze:

            jakoś mnie nie przekonujesz, ze jesteś „szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska”
            to takie puste gadanie z twojej strony i raczej na zasadzie : mąż mnie bije notorycznie, ale to znaczy, że im mocniej, tym bardziej mnie kocha.
            raczej tylko wmawiasz sobie, że jesteś „szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska”
            raczej należysz do typu ludzi, którzy porównują się do ludzi gorzej doświadczonych przez los i wystarczy ci, że masz trochę lepiej niż oni i na zasadzie : mieszkam pod mostem, a to lepsze niż spanie w kartonie gdy zimno i deszcz pada…to się nazywa mieć małe, albo nawet nie mieć ambicji, albo właśnie nie być twórczym…nieudolne kopiowanie innych to nie twórczość, to tylko nieudolne naśladownictwo.
            Tak więc łaskawym okiem patrzysz tylko na tych, którzy niżej od ciebie stoją. Tych co wyżej wyczuwasz na odległość i opluwasz jadem nienawiści…taka natura małych ludzi jest ”

            to cała ty…..

    • Dawid56 pisze:

      Klonujecie się na potęgę i jest już ponad 7 mld istnień na ziemskim kwazarze, a ile w tym sensu to mogą wiedzieć tylko Ci, którzy duszę mają, ponieważ to właśnie ona decyduje, i broni się przed wejściem bytów czy też symbiontów

      A Ty za przeproszeniem pochodzisz z innej planety ,że w ten sposób piszesz?
      Klon być może też posiada duszę, a jeśli nie duszę do duchowego mieszkańca , który po prostu wszedł w puste ciało

      • Margosia pisze:

        „A Ty za przeproszeniem pochodzisz z innej planety ,że w ten sposób piszesz?…”
        ___
        Szkoda pary Dawidzie 🙂
        @Mila&Dobra i jej podobni…, mają umysły zapchane ideologią serialu „Gwiezdne Wrota” i projektują tę ideologię na swoją Rzeczy Istność…

        • Margosia pisze:

          ~ jestem tak rozluźniona, jak tylko może być rozluźniona kobieta… szczęśliwa, radosna, twórcza i beztroska, której sprzyja cały Wszechświat ~
          * * *
          „tak sobie siedzę i myślę nad tym co… powyżej… jakoś mnie nie przekonujesz…
          wychodzi mi na to, że.. właśnie o to… chodziło by ludzie z byle goowna się cieszyli…
          ciężko wyjść ze wspólnego bagna… smutne to dla mnie…”

          ___
          No i nie dziwota Loja, że to, co wyraziłam nazywasz.. „byle goownem”, które wzbudza u ciebie smutek
          Bowiem nie rozumiesz Loja prostego faktu, że takie uczucia jak… szczęście, radość czy beztroska… nie potrzebują ani pieniędzy, ani władzy, ani też… „wielkiego metrażu”, aby być tym – czym są i trwać pomimo braku tych wszystkich rzeczy, których żadnemu normalnemu człowiekowi do życia nie potrzeba…
          Nie może pomieścić ci się w głowie fakt, że ten – kto potrzebuje tych wszystkich rzeczy, wyobrażając sobie, że dzięki nim stanie się szczęśliwym, rozluźnionym i beztroskim – nigdy nie kochał, nigdy nie zakosztował nieskrępowanej wolności i po prostu nie wie, czym jest mała kropla radości we Wszechoceanie Miłości…

      • Maria_st pisze:

        A Ty za przeproszeniem pochodzisz z innej planety ,że w ten sposób piszesz?
        Klon być może też posiada duszę, a jeśli nie duszę do duchowego mieszkańca , który po prostu wszedł w puste ciało ”

        wszystko jest informacją…wiec klon też….dusza w Duchu sie rucha-rusza, jakby co po nowemu

    • marek pisze:

      Wszystkie te ludzkie kolony i hybrydy są sterowane odpowiednimi symbiontami i duchami wejściującymi. ….

      simbadami i duch- a-mi pływowymi , czy wojującymi ze starą gwardią / sprzątającymi / po starej gwardii z pod znaku pana i chama ….

      nawijaj dalej…

      a góra zrodziła mysz …

  6. dariamade pisze:

    Odczuwam smutek kiedy widze jak traktuja sie ludzie. Nie dziwie sie, że jest jak jest…
    Jak to dobrze miec pasje i robic cos z sercem. Bombki wychodza mi coraz lepsze, postanowilam je robic na sprzedaz i obdarowałam tez bliskie mi znajome.
    Wczoraj rozmawialam ze znajoma… I mi mówi: „wiesz, pomimo, że chodze do kosciola, a Ty nie to tego nie komentujesz, akceptujesz to”, a ja jej mówię: „kazdy ma swoja droge, kazdy potrzebuje czegos innego, (…) wiele trudnych momentow bylo w moim zyciu, szkoda mi życia na kłótnie, one sa niepotrzebne”.
    I zaczelysmy mowic o aniolach bo byla zdziwiona, ze postanowilam je robic… To powiedzialam, że dla mnie kazdy czlowiek jest aniołem… Tylko tak ugrzędnął w materii, że o tym zapomniał.
    Widze, że wielu ludziom jest ciezko zaakceptowac blizniego, ktory ma inne poglady… Akceptacja – od tego powinno sie zaczac.

    • Maria_st pisze:

      Widze, że wielu ludziom jest ciezko zaakceptowac blizniego, ktory ma inne poglady… Akceptacja – od tego powinno sie zaczac.”

      póki siebie nie zaakceptujemy, trudno bedzie innych….
      Dario bardzo madrze postępujesz, tu na blogu sa ludzie tzw swiadomi a mimo to ich wejście często przeczy iż są siebie świadomi…..
      Mnie to juz przestało dziwić….bo i po co ?

    • Margosia pisze:

      „… Akceptacja – od tego powinno sie zaczac.”
      ___
      Zgadza się Dario, akceptacja, to niezwykle istotny aspekt życia nas wszystkich, niemal jak… podstawa 🙂 tyle że… „nie po trupach i nie za wszelką cenę !”.
      Istnieją pewne granice, których społeczna akceptacja nie może po prostu przekraczać, ponieważ przekraczając te granice – rodzi się coś, co można nazwać… „milczącym przyzwoleniem” na… głupotę, idiotyzm, bezmyślność, absurd, prostactwo, tępotę, grubiaństwo, chamstwo, okrucieństwo, etc, etc…
      Nie może być społecznej akceptacji na w/w przywary rozbuchanego ego, bo wówczas… wszystkim nam grozi znalezienie się w – jak to Marek słusznie określa – „czarnej doopie”, a stąd już tylko krok do… wszechogarniającego szaleństwa…

  7. android`s hunter pisze:

    Witam.
    Kiedyś omawialiśmy ze znajomymi różne filmy. Ciekawiły nas zagadnienia i przesłania jakie tam były. Wynik był taki , że klony są bezpłodne i nie mogą mieć np. potomstwa. Natomiast hybrydy mogą się rozmnażać tyle , że ich potomstwo jest upośledzone duchowo.

    • Maria_st pisze:

      Witam.
      Kiedyś omawialiśmy ze znajomymi różne filmy. Ciekawiły nas zagadnienia i przesłania jakie tam były. Wynik był taki , że klony są bezpłodne i nie mogą mieć np. potomstwa. Natomiast hybrydy mogą się rozmnażać tyle , że ich potomstwo jest upośledzone duchowo

      teraz rozumiem pisanie spod nika Mila&Dobra , jest upośledzona duchowo jako potomek hybrydy….powinna poszukac Alicji w króliczej norze…to pomoże

    • marek pisze:

      tyle , że ich potomstwo jest upośledzone duchowo.

      jak cała populacja tej planety …łącznie z Tobą i ze mną …

      • Maria_st pisze:

        jak cała populacja tej planety …łącznie z Tobą i ze mną …

        mylisz się, że wszyscy

        • siola pisze:

          Pomyslalem sobie ,Ogniem i mieczem.tak sie zaczynal.

          • Maria_st pisze:

            ładnie to wyglada……kiedyś miałam sen o spadających meteorytach ….widziałam tam nawet domy , ktorych wtedy jeszcze nie było a na które one / meteoryt/ spadły a Wiktoria majac 4 lata powiedziala, że jak umarła to widziała jak meteoryt spadł na dom sąsiadki..
            a tu coraz częściej goście nas witają

        • marek pisze:

          mylisz się, że wszyscy

          ja wogóle jestem głupek….. hehehehehehehehehe….i jeszcze hehehe …tak się z tego owocnego dnia na Mistyce śmieję i przestać nie mogę …

  8. Maria_st pisze:

    Kiedy nawiedzeni pokroju lucka znikną z tego pola ?

    • Margosia pisze:

      „Kiedy nawiedzeni pokroju lucka znikną z tego pola ?”
      ___
      Kiedy… dwa piątki zejdą się razem do kupy…

      Przypomnij sobie Maryś…, każdy z nas egzystuje na innym poziomie rozwoju…

    • dariamade pisze:

      Jak bede widzieli ze nikt nie reaguje na ich manipulacje.
      W pewnym momencie na mysl mi przyszla jedna osoba… Ale byc moze to sa osoby pokroju tej o ktorej pomyslalam

      • Margosia pisze:

        „…byc moze to sa osoby pokroju tej o ktorej pomyslalam..”
        ___
        To dziwne Dario, bo i ja także pomyślałam o pewnej osobie… 🙂 i powiem, że istoty pokroju takiej właśnie osoby…, nieprzyjemnie „pachną”, bo woń energetyczna, jaka się za nimi ciągnie… jak dla mnie… kojarzy się ze swądem.., takim bardzo nieprzyjemnym smrodkiem…

      • Maria_st pisze:

        W pewnym momencie na mysl mi przyszla jedna osoba… Ale byc moze to sa osoby pokroju tej o ktorej pomyslalam

        pewnie pomyślałyśmy o tej samej

        • Margosia pisze:

          „pewnie pomyślałyśmy o tej samej”
          ___
          Ha, ha, ha… 😀
          Maryś, pewne osoby pozostawiają tak charakterystyczny odór niczym… skunksy, że…nie ta się tego odoru pomylić z niczym innym… 😀

          • marek pisze:

            Małgosiu ….znów przginasz ……

          • Margosia pisze:

            „Małgosiu ….znów przginasz …”
            ___
            Skoro sam o sobie Marek napisałeś, że…
            „ja wogóle jestem głupek… tak się z tego.. śmieję i przestać nie mogę…”
            to co w ogóle możesz wiedzieć na temat „przeginania” ?

    • Dawid56 pisze:

      Powiem, tyle każdy może wypowiedzieć się na dowolny temat.Czasami niestety zdarza się że wymiana poglądów na jakiś temat powoduje bardzo silne emocje, i zdarza się że adwersarze w dyskusji zaczynają się wzajemnie oskarżać czy obrzucać różnymi czasami niewybrednymi epitetami.Wtedy czasami trzeba zareagować.

      • Margosia pisze:

        „…zdarza się że adwersarze w dyskusji zaczynają się wzajemnie oskarżać czy obrzucać różnymi czasami niewybrednymi epitetami.
        Wtedy czasami trzeba zareagować.”

        ___
        Słuszna i prawidłowa metoda działania Dawidzie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.