Ludzie współistnieli z dinozaurami? Oto dowody!

Powszechnie uważa się, że dinozaury występowały na Ziemi około 65 milionów lat temu. Ich egzystencja została gwałtownie ucięta, gdy w Ziemię uderzyła masywna asteroida, na jakiś czas pozbawiająca planetę życia. Okazuje się jednak, że istnieją dowody na to iż część z nich mogła przetrwać.

 

„Kiedy planetoida o długości 10 kilometrów zderzyła się z Ziemią, ssaki i dinozaury poniosły ogromne straty. Wszystkie dinozaury wyginęły, tak samo jak 75 % wszystkich ssaków” – twierdzi Gregory Wilson, paleontolog z Burke Museum of Natural History and Culture w Seattle – „Ssaki, które przeżyły, były wyjątkowo małe, mogły łatwo się ukryć i nie potrzebowały dużej ilości pożywienia”.

Mimo tego typu opinii, wielu badaczy jest silnie przekonanych o istnieniu dowodów na to, że w zamierzchłej przeszłości ludzie żyli w otoczeniu dinozaurów. Mają o tym świadczyć obecne w folklorze ludowym legendy oraz zabytki kulturowe z niemal całego globu. Historie o smokach, bazyliszkach i wiwernach znajdują się u wielu starożytnych kultur, które rozwinęły się na Ziemi tysiące lat temu. Historie o smokach znamy ze starożytnych Chin oraz od niedostępnych plemion australijskich Aborygenów. Wiele z opisów mitycznych stworów wyjątkowo przypomina opisy anatomiczne niektórych gatunków dinozaurów.

Jednak to nie wszystko. Niemal we wszystkich zakątkach świata można odnaleźć rysunki naskalne, rzeźby oraz figurki, które pokazują obraz stworzeń do złudzenia przypominających dinozaury. W Stanach Zjednoczonych w hrabstwie Dawson odkryto nawet róg Triceratopsa, którego wiek datuje się na około 33,5 tysiąca lat. To znalezisko dodatkowo kwestionuje tezę o tym, że dinozaury wymarły około 66 milionów lat temu. Róg jest obecnie przechowywany w Glendive Dinosaur and Fossil Museum, a badający go paleontolodzy poważnie zastanawiają się nad tym, czy ludzkość miała kontakt z dinozaurami.

Rzeźba odkryta w kambodżańskiej świątyni Ta Prohm także wygląda szczególnie intrygująco. Wyryty w skale obrazek dla wielu z nas przypomina wygląd Stegozaura, niemniej jednak sama świątynia została zbudowana około XII wieku.

Istnieją również opinie na temat tego, że tapiseria z francuskiego Zamku w Blois przedstawia dinozaura Drakoreksa wraz ze swoim młodym.

W pobliżu doliny Nazca w Peru dokonano zbioru równie interesujących odkryć. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych jest starożytny kawałek materiału włókienniczego, którego wiek sięga 700 roku n.e. Na materiale wyszyto stworzenie podobne do dinozaura. Czy możliwe jest więc, że ludność Nazca miała kontakt z żywymi dinozaurami?

Do kontrowersyjnych odkryć należą także Kamienie z Ica, na których wyryto różnorodne wzory. Wśród nich znajdują się wizerunki ludzi obcujących z dinozaurami, takimi jak brontozaury, tyranozaury, stegozaury oraz pterodaktyle. Zgodnie z opinią koneserów, klejnotem wśród tej kolekcji, jest scena, w której ludzie używają toporów do zabicia dinozaura. Łowcy zdają się wykazywać wiedzą z zakresu anatomii zwierzęcia, uderzając w ośrodek nerwowy w kręgosłupie dinozaura, co może wywołać szybką i nagłą śmierć.

Kolejne fascynujące odkrycie dotyczy petroglifu z Natural Bridges National Monument – amerykańskiego pomniku narodowego, znajdującego się w stanie Utah. Wyryty w skale rysunek przedstawia dinozaura do złudzenia przypominającego tytanozaura.

 

Jak jednak mają się te dowody do rzeczywistości? Kamienie Ica zostały uznane za oszustwo i oficjalną gałąź przemysłu turystycznego, choć nadal istnieją badacze wierzący w ich autentyczność. A co z resztą dowodów? Dlaczego świat naukowy tak skąpi informacji na ich temat? Jedno jest pewne – tego typu odkrycia jeszcze nie raz nas zaskoczą.

źródło:

http://innemedium.pl/wiadomosc/ludzie-wspolistnieli-z-dinozaurami-oto-dowody

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, Obserwacje Ziemi, Prehistoria, Reptilianie, Świadomość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

49 odpowiedzi na „Ludzie współistnieli z dinozaurami? Oto dowody!

  1. Rekju2 pisze:

    Do kontrowersyjnych odkryć należą także Kamienie z Ica, na których wyryto różnorodne wzory

    W Egipcie mamy problem z odkryciem,raczej z interpretacja odczyt(ow)u przez wyszkolono POddyplomowanych analfabetow.
    Z czegos w Dendrze…,

    /różnorodne wzory /

    …,ze to lampa i elektrycznosc ?

    To swiadczy tylko i jedynie
    jak-(P)e-l(O) wzgl.w przeroznych ‚lbach’ ludzi(owych)om dosc czesto i PO dzis roi !

    Sa tez czaszki jak nasze glowy ale wydluzone.Pelowo eseldowo peselowo pis-owi mysla jesli w ogole,pis-z(a-c)e rozne banjaluki ze je preparowano i wydluzano celem ? Ciekawy jestem skad ten wzor ? Cyzby od dzisiejszych carow mody zaczerpnieto ? Ale ze na Gai mogla zyc kiedy?s jaka?s rasa kogos?iowych,nie wchodzi sie samo nazywajacym i wielce cywilizowanym-i za wiele do glow-y.
    Ze Dinozaury od uderzenia Meteoryta wyginely,zyjac 65 czy wiecej mil.lat przed czy juz z cywilizowany-mi,jesli dobrze pamietam byl to okres kredy. Nasuwa sie pytanie,czy obok kosci(czy drobne koscio-kawalki)od duzych dinozaurow POchodza a wiemy ze sa one roznej wielkosci byc mogly ale i wiele na ten temat (lenin tez) przemawia(l) byly ZPTASZONE i moga
    pochodzic od duzo mniejszych kanguro ptako zwierzakow.Ze insza ptako zwierzyna przezyla a dinozaury nie ?
    No a co wyeliminowalo i Mamuty ?
    Kolejnosc mogla byc ‚insza’ albo zadna.
    Przciez skoro istnieja slady po uderzeniu Meteoryta,tak sie twierdzi,musza powinnismy znalezc z epoki kredy gdzie i slady popiol-y-ow no i co?s na temat zlodowacenia ?

    PS.

    Ze…,

    wyryto różnorodne wzory

    …,i pisanki nie znaczy ze neandertalczyk nie potrafil ‚ryc’ z wyobraznia i za pozywieniem padliny.

  2. Alicja z Krainy Czarów pisze:

    Jakiekolwiek życie przejawione w świcie materii na dłuższą metę mija się z jakimkolwiek celem.
    Bliżej jestem poglądów Katarów którzy twierdzili że świat materialny jest dziełem złego boga zwanego demiurgiem który walczy z Dobrym Bogiem świata Duchowego.

    Życie przejawione w materii posiada tak wiele sprzeczności umysłowych które powodują wraz z rzeczywistym przebudzeniem Ducha ciągłe cierpienie jednostki.

    Stwórcy należy się uznanie i szacunek, Czyżby???

    Jaki jest sens powoływać do istnienia według szablonu DNA takie zwierzątko jakim jest Lew które aby utrzymać się przy życiu musi zabijać i pożerać inne istnienia zupełnie w bestialski sposób, tak, tak stworzonko nie jest niczemu winne ale gdzie tutaj jest Dobro gdzie jest Miłość gdy krew leje się strumieniami, gdzie tylko cierpienie innych świadomych istnień.

    Gdybyśmy byli sami we Wszechświecie było by to ogromne marnotrawstwo przestrzeni OK.

    A co z marnotrawstwem Energii? Przecież na orbicie ziemskiej równie dobrze można by umieścić i pięć takich planet podobnych do Ziemi, trochę wyobraźni i gotowe, wiec po Co to wszystko skoro jak na razie ten świat istnieje dzięki energii najbliżej gwiazdy zwanej Słońcem.

    Porównanie wielkości Ziemi i Słońca, wiec co z Marnotrawstwem Energii?

    Po co te wszystkie bajeczki o ewolucji i wzniesieniach nie wiadomo dokąd skoro od początku istnienia wszechświata Obowiązywała Zasada Zachowania Energii, po co kręcić się niczym chomik w kołowrotku skoro można stać się jednością ze Światłem, zakończyć jakiekolwiek ewolucje, całkowite spełnienie i kres wszelakich bolączek Duchowych.

    Mały Budda pisał tutaj już wielokrotnie że czuje upływ czasu i jest gotowy opuścić ten fizyczny świat, precyzyjnie rzecz ujmując od około 2012 roku mamy do czynienia ze zjawiskiem Kurczenia się Czasu, wiec w takim układzie gdzie dni oraz miesiące bardzo szybko upływają dochodzi się do jedynego sensownego wniosku że Świat Materii jest upadkiem Ducha.

    Najlepiej było by dla Was gdybyście zaczęli wyobrażać siebie bez ograniczeń materialnej-cielesnej formy jako cząsteczkę Światła-Odrobinkę Najwyższego Stwórcy i wyrazili w Swym Sercu chęć powrotu do Źródła.

    • Ifryt pisze:

      Świat ani wszechświat nie jest Twoją własnością, ani moją, ani wyimaginowanego Jahwe/Allacha czy innego Zeusa/Ateny. Prawdopodobnie niema ten twór żadnego Władcy.
      Jest jednak możliwość istnienia takowego Władcy, bo we wszechmożliwości wyobrażni wszystko jest możliwe, i sam fakt istnienia takowej możliwości ma taką MOC, iż wciąga czasem ludzi bez reszty, i nie pozwala odejść.

      Jaki jest do cholery sens oceniać, czy istnienie życia ma sens? Czy w tym jest jakaś moc?
      Ni cholery, no chyba że moc negatywna która wciąga i nie wypuszcza, ale na pewno nie twórcza pozytywna moc. Życie to Życie, Człowiek nim jest i ma jakąś tam moc, natomiast poddając w wątpliwość życie Człowiek zaczyna bawić się w pseudostwórce który rości sobie prawo do oceniania wszystkiego, nie mając nad tym jednak żadnej władzy, mocy czy czegokolwiek w tym stylu. Żeby Ci to zobrazować, to napisze że podczas gdy Ty będziesz się zastanawiać nad sensem istnienia Lwa, to on niczym się nie frustrując zje Cię na śniadanie, czując się przy tym świetnie i ewoluując na przykład.
      Zamiast oceniać inne życie po prostu bądż sobą i olej to gówno, a nawet jak oceniasz to rób to w innym duchu.

      • Alicja z Krainy Czarów pisze:

        Jaki jest sens oceniać przejawienie życia w materii ano taki że Świadomość nieustannie się komunikuje przekazując sobie coś na wzór uczuć które jej tutaj towarzyszą więc jaki jest sens utrzymywać coś tj Świat Obracający się w ciągłym Negatywie i Cierpieniu?

        Jaki Wyższy Cel Istnienia.

        Żaden.

    • Alicja z Krainy Czarów pisze:

      Mistyka Życia więc zaczynamy:

      Po pierwsze Darujcie sobie te swoje bajeczki o energiach męskich oraz żeńskich oraz potrzebie ich wyrównywania, Raz że tych energii wcale nie ma, wiec nie ma co wyrównywać, Dwa to to że życie samo w sobie jest bezpostaciowe i przyjmuje kształt naczynia w którym się znajduje zupełnie jak woda.

      Więc niby co wyrównywać? Podobno Ludzie zostali ulepieni z gliny oraz zostało tchnięte w taką formę życie, wiec niby co wyrównać?

      Szklanka i Kubek z Wodą w Środku więc ma się rozmieć że według tych pseudo duchowych opowieści Szklanka jest energią Żeńską a Kubek Męską hahaha.

      Może inny przykład: Łyżka i Widelec wykonane w tej samej fabryce z identycznych stopów metali wiec wynikało by według tych pseudo mistycznych opowieści że Łyżka to Energia Żeńska a Widelec Męska —>Śmiech na Sali.

      Dalej Bajka Wygląda Tak:

      Jest więcej niż pewne że Najwyższy Stwórca przez Duże N nie jest tak upośledzona na umyśle aby potrzebowała kogoś do spółki i/lub pary aby powołać inne istnienie do życia.

      Opowieści o polaryzacji Yin oraz Yang w odniesieniu do nieistniejących energii żeńskich i męskich także są zwykłym błądzeniem we mgle.

      Jest więcej niż pewne że Symbol Yin oraz Yang jest zarezerwowany dla jednej Istoty Najwyższego Stwórcy a nie pary bóstw gdzie jedno jest żeńskie a drugie męskie.

      Takie coś jest błędnym schematem rozumienia typowo ludzkiego.

      Darujcie sobie także bajeczki o równości Dobra ze złem, takie nierealne marzenia są marzeniami upadłych aniołów z podstępnym i złym diabłem na czele.

      Walka Dobra ze złem także nie ma najmniejszego sensu, zło powinno być trwale odseparowane od Dobra i zamknięte we wiezieniu.

      • Ifryt pisze:

        Z czego się śmiejesz mizeroto? Mało kogo obchodzi w co Ty wierzysz, każdy snuje takie bajki jakie mu odpowiadają? Prezentujesz prymitywny obraz męskości i kobiecości to nic dziwnego że coś tu nie gra 😉 Wymyśliłaś se jakiegoś „najwyższego Stwórce” i zadowolona z siebie 😀 Chcesz poznać moje odkrycie czy nie?

        • Alicja z Krainy Czarów pisze:

          Wymyśliłam Sobie albo w końcu widzę że to co Mnie otacza to jedna mistyczno-duchowa ferajna do której nie pasuję…

          Lepiej zamiast określenia Mizerota użyjcie stwierdzenia [Przybłęda] w Nie swoim Świecie…….

          • Ifryt pisze:

            Przepraszam za tą mizerotę 😦
            Nie mam ochoty po prostu gadać teraz o yangu i yinie, i mnie to wytrąca z równowagi.
            Chciał bym jednak coś innego napisać, co może się przydać być może i Tobie, dlatego zrobię to w oddzielnym poście 🙂 Znaczy to odkrycie.

  3. mały budda pisze:

    Mały Budda pisał tutaj już wielokrotnie że czuje upływ czasu i jest gotowy opuścić ten fizyczny świat, precyzyjnie rzecz ujmując od około 2012 roku mamy do czynienia ze zjawiskiem Kurczenia się Czasu, wiec w takim układzie gdzie dni oraz miesiące bardzo szybko upływają dochodzi się do jedynego sensownego wniosku że Świat Materii jest upadkiem Ducha.
    Odpowiedź.

    To fakt. Pisałem, że czuję upływ czasu.
    Jestem gotowy opuścić ten świat fizyczny.
    Czuję szybki upływ czasu.
    Zdecydowanie masz rację Alicja, że to jest powiązane z zjawiskiem kurczenia czasu.
    Pozwól, że ciebie poprawie, zastępując słowo duch na świadomość.
    Materia jest upadkiem świadomości.
    Dlatego świadomości rozwijają się w trakcie tworzenia równoległych światów.
    Zdobywając w obrębie tych równoległych światów. Swoje umiejętności i indywidualne doświadczenia, żeby mieć możliwość zjednoczenia z źródłem światła.

    • Dawid56 pisze:

      Ja również czuję bardzo szybki upływ czasu.Jeszce w zeszłym roku używając terminu zegarowego twierdziłem że mamy np 7 godzinę roku 2016 roku obecnie jutro zaczyna się już 19 godzina 2017 roku, niedługo Sylwester i …..brak jakichkolwiek przepowiedni na rok 2018, a w zasadzie to co się stanie w roku 2018 zależy tylko od nas , to co się miało zdarzyć już się zdarzyło

      • Ktoś pisze:

        „w zasadzie to co się stanie w roku 2018 zależy tylko od nas”

        —buahahahahahahaha….

        zostaliście ZWAŻENI, OSĄDZENI i czekacie jako bezduszni na swoją EGZEKUCJE….
        tyle możecie…

        pospekulować czy wam, na Sądzie Bożym, „łeb utną” czy go „ukręcą” jak indyki w bajce…

  4. mały budda pisze:

    Po tym krótkim rysie historycznym prezentujemy tłumaczenie wywiadu z Gienadijem Szypowem przeprowadzonego przez redaktora naczelnego czasopisma „Inne Brzegi” Galinę Gusjewą. Galina Gusjewa w swych tekstach dokonuje nieoczekiwanych porównań, na przykład pomiędzy Faustem Goethego i genetyką kwantową, lub pomiędzy Eugeniuszem Onieginem Puszkina i teorią fizycznej próżni.
    Porównania te przynoszą nieoczekiwane owoce i ukazują, że świat, w którym żyjemy jest jednością niezależnie od punktów widzenia, z których go rozpatrujemy. Pojęcie próżni fizycznej powstało na początku wieku XX w związku z odkryciami fizyki teoretycznej. Z jednej strony stworzono ogólną teorię względności, a z drugiej kwantową teorię pola.
    wakum
    Galina Gusjewa: Akurat to można zrozumieć.
    Gienadij Szypow: Bez wykształcenia fizycznego?
    Galina Gusjewa: Myślę, że tak.
    -W każdym razie mamy obecnie prawo twierdzić, że fundamentalne postulaty religijne są faktem fizycznym. Rzecz w tym, że każda postać materii, wszystko co obserwujemy wokół siebie włącznie z nami samymi, zrodziło się z próżni.
    -Czyli ludzie, to właściwie pustka?
    -Owszem. Jesteśmy pustką. Jesteśmy pobudzonym ściśle zorganizowanym stanem próżni fizycznej. Oczywiście mówię o obrazie świata takim jakim przedstawia go sobie współczesna fizyka. Według założeń współczesnej fizyki wszystkie obecne cząstki zrodziły się z pustki. Obecnie zakładamy, że próżnia fizyczna, to niższy stan energetyczny wszystkich form materii. Z tego niższego stanu powstają cząstki, z których z kolei tworzą się atomy, molekuły, substancje organiczne i nieorganiczne – jednym słowem wszystko.
    -Jakby łono, z którego powstaje cały Wszechświat włącznie z człowiekiem?
    -Właśnie tak. Ogólnie próżnia jest neutralna. Nie posiada ładunku, masy ani innych parametrów. Średnio pod każdym względem jest zerem. Niemniej to zero posiada pewne właściwości mieszczące się w jego wnętrzu (wnętrzu tej próżni), które pozwalają mu rodzić z samego siebie wszelkie rodzaje materii.
    -Cóż to za właściwości pozwalające próżni rodzić materię?
    -Rzecz w tym, że próżnia zawiera w sobie pewien Plan. Czyli materia jeszcze się nie pojawiła, lecz istnieje pewien plan, zgodnie z którym ta materia rodzi się i kształtuje. Taka jakby matryca możliwości. Wewnątrz próżni.
    -Skąd bierze się ten plan?
    -Oto jest pytanie. Istnieje on od zawsze i póki co nie możemy powiedzieć skąd się wziął. Możemy mówić, że stworzył go pewien umysł absolutny, albo jeśli Pani woli Superrozum. Ale Superrozum dysponuje takimi cechami, które na razie nie podlegają naszej analizie i naszej logice.
    -Co znaczy „na razie”? I co znaczy „nasza logika”? Czy ma Pan na myśli ludzkość jako całość, lub logikę współczesnej nauki?
    -Mam na myśli zachodni typ logiki, albo logikę Arystotelesa. Jest ona bardzo prosta, dualna i posiada tylko dwa stany: tak i nie. Właśnie tą logika się posługujemy. Posługuje się nią nauka, zachodnia nauka, która opiera się na eksperymentach. I na podstawie tych eksperymentów fizycy i inni uczeni budują obraz świata.
    -Czyli czysty empiryzm?
    -Tak. Ten obraz świata, który obecnie publikowany jest we wszystkich podręcznikach, to obraz oparty na logice Arystotelesa, czyli na dwóch pojęciach: „tak i nie”. W rzeczywistości w świecie istnieje jeszcze logika nieudualistyczna oparta na wielu innych wymiarach. Dlatego też w tym sensie mamy najprostszy obraz świata. Rzeczywistość najwidoczniej jest skonstruowana bardziej złożenie i w przyszłości będziemy wykorzystywać logiki wyższej klasy. A teraz wróćmy do próżni fizycznej. Ta, którą się dzisiaj zajmuję prowadzi nas do wniosku, że istnieje siedem poziomów rzeczywistości. Spośród nich jedynie cztery bada współczesna nauka.
    -Uściślijmy. Wciąż mówimy o rzeczywistości fizycznej.
    -Najniższy poziom, to ciała stałe. Stół, krzesło, węgiel kamienny. Już w szkole podstawowej uczymy się badać zachowanie ciał stałych zgodnie z mechaniką Newtonowską. Kolejny poziom, to stan płynny, płyny. Potem są gazy. I w końcu plazma. Cały koniec wieku XIX i cały wiek XX nauka zajmowała się analizą plazmy. Plazmy w szerokim rozumieniu, czyli cząstek elementarnych. Współczesna fizyka, jej awangarda, bada teorię cząstek elementarnych. Jednocześnie zrozumiano skąd biorą się owe cząstki elementarne: rodzą się z próżni, czyli z absolutnego zera. Z pustki. I właśnie piątym poziomem rzeczywistości jest próżnia fizyczna.
    -Rodząca świat materialny.
    -Ma Pani absolutną rację.
    -I co więcej, materia ta nie powstaje jakoś chaotycznie, lecz stworzona jest według ściśle określonego planu: taka postać materii, a nie inna. O takich właściwościach i takiej strukturze oraz takich możliwościach rozwoju i przekształcania się.
    -No właśnie. Ten piąty stan rzeczywistości, to właśnie matryca możliwości. Pewien plan, według którego powstaje materia. Wydawałoby się, że zero zawsze równe jest zeru. Nie powinno zawierać w sobie żadnej informacji. Tymczasem okazuje się ono nasycone informacją

    https://www.igya.pl/114-aktualnosci/z-ostatnich-dni/610-pola-torsyjne-i-pronia-fizyczna

  5. Ifryt pisze:

    Kilkanaście lat temu kupiłem książkę którą polecam innym – Zakazana Archeologia – i tam są przedstawione dość mocne przesłanki na dużo dłuższą historię życia ludzi na ziemi, tagże w epoce dinozaurów. Osobiście jestem prawie pewny że gatunek ludzki jest starszy bo dowody zgromadzone przez autorów tej książki mnie przekonały, i tyle 🙂

  6. mały budda pisze:

    Macie dwa filmy.
    Pierwszy Amerykański.
    Drugie Rosyjski.
    Jakoś ponownie wybił Nikola Tesla.
    Miłego przypomnienia.

  7. mały budda pisze:

    Tesla miał dobre wrażliwe serce.
    Dał ludzkości możliwość zbudowana cywilizacji, opartej na darmowej energii.
    Znajdującej się w przyrodzie matki natury.
    Dlatego ludzkość na tym poziomie jeszcze się rozwinęła.
    Dobry człowiek a zniszczony przez chciwość złośliwość innych ludzi.
    Po gębach można poznać tych zazdrośnikòw. Przecież to gęby ignorantów.
    Nikola Tesla był inny, dosłownym znaczeniu praktyczny.
    Był człowiekiem z przeszłości dającym możliwość zbudowana cywilizacji opartej na
    wykorzystaniu energii samej przyrody.

  8. Ifryt pisze:

    Poznałem jedno ze „żródeł” mocy ascetów.
    Zdaje się że nie chodzi o wyrzeczenie się dla samego cepowatego wyrzeczenia, typu „grzech” czy podobne rzeczy mające dać „pseudoascecie” poczucie moralnej wyższości nad ciemnym i niemoralnym ludem, lub też nagrodę od jakiegoś super-moralnego bóstwa.

    Odkryłem że prawdziwi asceci(a przynajmniej ich spora część), podejmują ascezę aby zwrócić swoją energię w zupełnie inne rejony, niż to nakazuje im prosta natura.
    Prawdziwy asceta może być potencjalnie dupcyngerem, który nie przepuści żadnej panience, jednak zrezygnuje z tego na jakiś bardzo długi czas, bo wie że ten popęd nie pozwoli mu się zająć czymś, czym on chce się zająć, a co z prostymi popędami ma niewiele wspólnego.
    Potem na przykład jakiś cep go podpatrzy, i chcąc go naśladować zacznie stronić od kobiet w nadziei że to go uczyni tak silnym i mądrym jak jego idol, tylko że o ile asceta wie dlaczego się czegoś wyrzeka, to jego naśladowca już niekoniecznie, a potem wychodzą z niego frustrację i potrzeba zwalczania „nieczystości” i „grzechu”. Tymczasem asceta po osiągnięci swoich celów i spełnieniu zadania ascezy może wrócić do swoich dawnych zwyczajów, mając na wszystko wyrąbane, za to cep będzie do końca wierzył że „Boskość” polega na NIE-dupczeniu 😀
    Tymczasem prawdziwy asceta pokazuje siłę swojej woli, może sobie mieć słabość do kobiet, ale ma też swoje pasje, i nie będzie tracił życia na uganianie się za spódniczkami, wie jednak że to nic „grzesznego” inaczej był by ciemnym głupcem nastającym na prostą Naturę i prostych ludzi, a nie prawdziwym ascetą/Demonem, bo asceci są Demonami czyli czempionami i mistrzami Natury.

    Podobnie jest ze wszystkim, a nie tylko z tym efekciarskim popędem.
    Każde wyrzeczenie, na przykład post czy rezygnacja z ulubionych potraw, ma na celu stymulację psychiczną, aby czymś zastąpić tą przyjemność, bo przyjemności mogą być zamulające, sprawiać że się po prostu nic nie chce, tylko by się trwało w danym punkcie, lecz Serce wyrywa do przodu i wie czego chce, kocha to wszystko ale wie że jeszcze przyjdzie na to kiedyś czas, a teraz trzeba się ruszyć. Asceta może kochać dane przyjemności i nigdy nie mieć zamiaru się ich wyrzec, ale nie ma zamiaru stać się ich zniewolonym więżniem. Dlatego czasem podejmuje z nimi walkę i staje się mistrzem a nie więżniem tego co KOCHA.

    Zrozumiałem to podczas rzucania palenia, porzucenie tego zbędnego nałogu stało się dla mnie impulsem do nowych poszukiwań, mimo że wiodłem szczęśliwy żywot, ale nie dałem się zniewolić stagnacji. Nic nie straciłem za to odkryłem wielkie możliwości, które mnie zdumiewają tak że pisze czasem o tym, aby potem sam to przeczytać, i to sobie w głowie poukładać. Takie się jazdy czasem dzieją wokoło mnie 😀 Mam nadzieję że komuś się to też przyda lub zainspiruje, bo z dupy se tego nie wziołem, to moje realne doświadczenia i związane z nimi przemyślenia.

    • Ktoś pisze:

      A w bajkach za to jest tak iż taki sobie ASCETA ASCETUJE z ŻĄDZY by go za to ASCETOWANIE bogowie NAGRODZILI super bajerami…..

      więc jego „poświęcenie” nie wynika z serca ani z jego czystości ale chęci bycia panem z błyszczącym kostiumem mocy.

      • Ifryt pisze:

        Rzeczywiście tak jest w hinduskich mitach, które nie opisują prawdziwych ascetów tylko pseudoascetów. Opisywani pseudoasceci są godni pożałowania i litości, dlatego podejmują ascezę aby wzbudzić litość w potężnych Bogach znanych z litościwości, takich jak Śiwa czy Brahma. Zwykle zresztą Bogowie się litują i coś dają.

        Prawdziwym Demonem w hinduskich mitach jest Bali, przed którym w końcu zjawia się sam Wisznu, i bez zbędnej przemocy wyjaśnia mu, aby ten skończył to całe kozakowanie.
        Wisznu nie należy do zbyt litościwych, i niedoroby go raczej o nic nie błagają.
        Bali o nic nie prosił, i nic od litościwych bóstw nie otrzymał, nie mieli więc nad nim władzy, a Wisznu który mógł go kropnąć, go po prostu miłował.

        Mity na dłuższą metę są śmiertelnie nudne, de fakto i tak do wszystkiego trzeba dojść samemu, z boku od wszelkich mitów, tak że ja osobiście zawsze wolałem jako inspirację książki sf i fantasy.

        • mały budda pisze:

          Rzeczywiście tak jest w hinduskich mitach, które nie opisują prawdziwych ascetów tylko pseudoascetów. Opisywani pseudoasceci są godni pożałowania i litości, dlatego podejmują ascezę aby wzbudzić litość w potężnych Bogach znanych z litościwości, takich jak Śiwa czy Brahma. Zwykle zresztą Bogowie się litują i coś dają.
          Odpowiedź.

          Zgadzam się z tobą Ifryt 100%
          Czuję Infryt, że jesteś autentycznym w tym co piszesz. Przez to bardziej ciebie lubię i szanuję za ekspresję, która z ciebie bije.
          W moim odczuciu serca czuję, że jesteś na swój sposób człowiekiem wrażliwym.
          Masz ogromny potencjał,lecz albo to już wiesz. Lub w tym życiu to odkryjesz.
          Sam wiesz jak jest i poprawić możesz. Jeśli się mylę.
          Tak więc być ascetą dla samej mocy.
          To w moim odczuciu, wielkie oszustwo.
          Napisałeś, że:
          ,,do wszystkiego trzeba dojść samemu,,.
          Szczera prawda i samo życie.

          • mały budda pisze:

            ekran.
            zdjęcie Autora
            09 grudnia 2011
            Artur Przybysławski
            Dusza nie istnieje
            Wywiad przeprowadził Przemysław Staciwa

            Kategoria: Religie
            Tematy/tagi: buddyzm, filozofia

            Przemysław Staciwa: Jak można w kilku zdaniach sprecyzować pojęcie Buddyzmu?

            Artur Przybysławski: Buddyzm nie jest religią ani kultem żadnego boga opartego na wierze. Jest właściwie filozofią do przeżycia, której celem jest szczęście wszystkich istot. Jest to jedyna świętość w Buddyzmie. Dla Buddyzmu bogowie nie mają żadnego znaczenia, to wiedza jest wyzwalająca, bo opiera się na doświadczeniu. To, w co wierzymy jest bez znaczenia, bo wiara nie jest wiedzą.

            foto
            Przemysław
            StaciwaCi z buddystów, którzy nie doznali oświecenia muszą jednak wierzyć w to, że ono istnieje, muszą zawierzać swoim mistrzom?
            Oni mają do nich zaufanie, a to zupełnie co innego, ponieważ zaufanie powstaje w wyniku zgromadzonej wiedzy. Wszystko polega na tym, że mistrzowie nauczają tego, co uczniowie mogą sprawdzić. Ich zaufanie do jeszcze bardziej zaawansowanych nauk, których w danym momencie swojej praktyki nie mogą sprawdzić, wynika z wcześniejszej pozytywnej weryfikacji innych, nieco prostszych przekazów. Tak jak ufamy lekarzowi i jego wiedzy, tak zawierzamy nauczycielom, którzy dali nam metody, dzięki którym już teraz jesteśmy szczęśliwsi, radośniejsi i bardziej wolni.

            Co kryje się pod pojęciem oświecenia?

            Oświecenia nie można opisać, jest niewyrażalne. Wielcy mistrzowie twierdzą, że można w przybliżeniu próbować je tłumaczyć. Jest to stan, w którym wszystkie właściwości naszego umysłu są rozwinięte w stu procentach. Nasze zdolności do współodczuwania, radości i poznawania stają się absolutne i jesteśmy wtedy nieustraszeni. Spontanicznie pojawiają się wtedy 4 oświecone aktywności, które są podarunkiem dla świata. Dzięki nim możemy ludzi inspirować, ochraniać, łagodzić konflikty i pomnażać wszystko, co pozytywne.

            Czym Buddyzm Diamentowej Drogi różni się od innych jego odłamów? Jakie są jego charakterystyczne cechy?

            Buddyzm Diamentowej Drogi to nauki dla tych, którzy mają zaufanie do tego, iż noszą w sobie doskonały potencjał, którego rozwinięcie jest tylko kwestią pracy włożonej we własny umysł.

            Często różnice istniejące pomiędzy poszczególnymi szkołami Buddyzmu są wynikiem różnych temperamentów i stylów życia. Buddyzm japoński może zewnętrznie przypominać musztrę, bo po prostu Japończycy dobrze się czują, praktykując w tak określonych ramach. Buddyzm tybetański, zwłaszcza Karma Kagyu jest bardziej jowialny i bliższy mu jest nastrój śmiejącego się wujka, który przy drugim piwie zaczyna opowiadać, jak funkcjonuje świat.

            Podstawowe różnice sprowadzają się do wykorzystaniu trzech poziomów nauk, na jakich wykładał Budda. W Tybecie zachowały się najwyższe nauki Diamentowej Drogi, które zapewne najlepiej pasują do szybkiego, współczesnego życia.

            Podczas swojego wykładu związanego z łódzką edycją „Przestrzeni umysłu” powiedział Pan, że Buddyzm nie wierzy w duszę ludzką. Co zatem inkarnuje się do kolejnych wcieleń?

            W Buddyzmie mówimy, że to, co naprawdę istnieje, jest tym, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy czyli świadomość, zdolność do doświadczania. Świadomość nie jest jednak nie rzeczą, ani obiektem, ani duszą. Bardziej przypomina przestrzeń, z którą bywa nierzadko porównywana. Dopóki nie jesteśmy oświeceni nasza świadomość przeżywa samą siebie w bardzo ograniczony sposób, który nazywa się ego. Ego jest iluzją i to ona się inkarnuje, a do tego jeszcze pochłania dużo energii i sprawia dużo kłopotów.

            Czy dla adeptów buddyzmu, którzy pracują nad swoim umysłem, postrzeganie świata jako umysłu może być tarczą chroniącą ich przed niegodziwością i złem świata?

            Być może tarcza nie jest stosownym słowem, ale rzeczywiście to umysł decyduje o wszystkim. To, w jaki sposób odbieramy i przeżywamy świat zależy od niego, więc jeśli mamy metody, dzięki którym zmienia się nasz umysł, to zmienia się cały nasz świat. Sytuacja ta jest bardzo komfortowa, gdyż świat zewnętrzny znacznie trudniej poddaje się zmianom. Nawet gdy zmieniamy zewnętrzne warunki naszego życia, robimy to nie dla nich samych, lecz dla poprawy stanu naszego umysłu. Dlaczego nie zacząć zatem od samego umysłu, skoro to on może być szczęśliwy? Buddyzm zatem kładzie tak duży nacisk na ćwiczenia umysłu, gdyż to jest najkrótszą drogą do szczęścia.

            Chrześcijanie przyzwyczajeni do etosu miłosierdzia i niesienia pomocy wszystkim potrzebującym niekiedy utożsamiają Buddyzm z egoizmem. Czy można powiedzieć, że nauki Buddy dopuszczają pewną dozę egoizmu?

            Zaczęcie od pomocy samemu sobie nie jest egoizmem, tylko zdrowym rozsądkiem. Gdy ktoś mówi, że Buddyzm jest egoizmem to jedno jest pewne: nigdy nie studiował żadnych tekstów buddyjskich, ponieważ najważniejszą rzeczą w buddyzmie i motorem całego rozwoju jest współczucie dla wszystkich czujących istot, również dla tych, których Chrześcijaństwo nie bierze pod uwagę, czyli zwierząt. Według Chrześcijaństwa zwierzęta nie mają duszy, według buddystów mają umysł, który tak samo jak nasz chce być szczęśliwy. Jeżeli ktoś twierdzi, że Buddyzm jest egoizmem, to jest to dowód na to, że nie wie o czym mówi – nie rozumie słowa Buddyzm, albo słowa egoizm. Najprawdopodobniej nie rozumie obu.

            Jeśli przyjąć, że jedną z nadrzędnych wartości w Buddyzmie jest współczucie i współodczuwanie, także w stosunku do zwierząt, to czym można tłumaczyć spożywanie mięsa przez część buddystów i duchowych przewodników Buddyzmu np. lamów?

            W przypadku Buddyzmu tybetańskiego sprawa jest oczywista. Gdy mieszka się na wysokości 5 tysięcy metrów w Himalajach, to mało jest roślin, które można jeść, a tamtejsi ludzie nie mogą żywić się tylko śniegiem (śmiech).

            Wegetarianizm jest bardzo piękną ideą XX wiecznego człowieka. Opowiem taką historię: Kiedyś jeden z wielkich mistrzów buddyjskich podczas wykładu w Stanach Zjednoczonych poprosił o hamburgera. Uczniowie oczywiście przynieśli hamburgera, ale byli całkowicie zaszokowani, że współczujący mistrz je mięso. Po chwili nie wytrzymali i zapytali go o tę kwestie. Mistrz odpowiedział, że jest to pytanie bardzo dobrych ludzi, którzy nie jedzą mięsa, ale poczęstowali go szklanką herbaty. By ta herbata mogła powstać trzeba zaorać pole, powiedział. Podczas orania pola zginęło wiele zwierząt, które żyją w ziemi. Później zasadzono rośliny wymagające pielęgnacji. Podczas pielęgnacji zginęło bardzo wiele istot mieszkających na tych roślinach. Podczas ścinania i zasuszania rośliny, śmierci uległy kolejne żywe istoty mieszkające w nich. Na koniec, podczas gotowania herbaty również zginęły istnienia, więc to co mi podaliście jest w rzeczywistości nie szklanką herbaty, lecz szklanką krwi.

            Zostawmy więc Tybetańczyków w spokoju. Czy jednak nie można wyjść z założenia, że oczywiście nie uratujemy wszystkich istnień, ale możemy przynajmniej minimalizować ich cierpienie? Mieszkańcy, na przykład Europy mogliby swobodnie obyć się bez zabijania i spożywania zwierząt.

            To wszystko się zgadza. Jednak w takim razie sądzimy, że zabicie jednej krowy jest znacznie bardziej dramatyczne niż unicestwienie 100 tysięcy owadów na polu kukurydzy. Chyba, że ktoś kto pije herbatę ma pewność, że zabija mniej istot. Wedle nauk buddyjskich owad ma taki sam umysł jak krowa. Dopóki nie jesteśmy oświeceni, dopóty będziemy zabijać. Każda wizyta w toalecie i spuszczenie wody w ubikacji przyczynia się do śmierci wielu istnień. Ten temat można więc demonizować, lub podejść do niego w bardziej rozluźniony sposób. Nigdy natomiast nie dopuszczamy do sytuacji, gdy zwierzę jest zabijane na naszą prośbę, to inna kwestia.

            Czy Buddyzm może stanowić ciekawą propozycję dla społeczeństwa doby postępującej komercjalizacji i poszukiwania natychmiastowych recept na życie?

            Jest zdecydowanie propozycją dla ludzi poszukujących czegoś trwałego, ludzi którzy chcą czegoś więcej niż tylko dobrego samochodu i dużych pieniędzy, co jest dosyć nudne i stosunkowo łatwe do uzyskania. Codzienne życie bazujące na chodzeniu do pracy i wieczornym wylegiwaniu się przed telewizorem, nawet w najpiękniejszym domu jest naprawdę bardzo nudne (śmiech). Trzeba jednak jasno powiedzieć, że Buddyzm nie był, i nigdy nie będzie religią dla mas, gdyż wymaga dużej pracy nad samym sobą.

            Jak przedstawia się kondycja buddyzmu w katolickiej Polsce?

            Jeśli chodzi o ośrodki Linii Karma Kagyu, to w naszym kraju jest ich 70. W każdym dużym mieście znajduje się nasz ośrodek. Dla porównania w Grecji jest ich około 5, w Hiszpanii kilkanaście. Myślę, że Słowianie są uduchowioną nacją i przejawiają bardzo duże otwarcie na Buddyzm. Nie przeszkadzamy sobie z kościołem katolickim. Do kościoła katolickiego idą ludzie, którzy chcą w coś wierzyć, do ośrodków buddyjskich przychodzą ludzie chcący coś wiedzieć. Zatem zupełnie sobie nie przeszkadzamy.

            Niekiedy ludzie zachodu słyszący słowo „medytacja” spodziewają się, że wytrwała praktyka może dać efekt w postaci fajerwerków takich jak zyskanie specjalnych zdolności. Czy to w ogóle jest możliwe?

            Prawdą jest, że słowo medytacja bardzo obrosło mistycznymi wyobrażeniami. W języku tybetańskim medytacja jest traktowana bardzo normalnie, słowo znaczy tyle co „stabilny umysł”. Medytacja jest sposobem na posiadanie wglądu w umysł i szansą na to by był on królem, a nie poddanym. Polega na bardzo uważnym przyglądaniu się procesom, jakie zachodzą w umyśle i eliminowaniu rzeczy dla nas przykrych. Medytacja służy temu, by lepiej i mądrzej żyć, a nie widzieć aurę. Jaki jest z tego pożytek? Ważne jest to czy potrafimy komuś pomóc. Oczywiście medytujący umysł jest bardziej otwarty i więcej może, dlatego efektem ubocznym może być to, że czasem przewidzimy coś zanim to nastąpi, etc., ale jest to absolutnie normalna sprawa.

            Z którą doktryną polityczną Buddyzm mógłby się możliwie najbardziej utożsamiać?

            Buddyzm stara się unikać polityki, ponieważ trudno w niej zachować szczerość i czyste ręce. Mieszanie duchowego rozwoju z polityką nigdy nie przyniosło dobrych efektów, o czym świadczy historia świata. Jeżeli zaś przyjmiemy, że najogólniej rzecz biorąc utylitaryzm jest poglądem, w którym mówi się, że najważniejsze jest największe dobro jak największej ilości istnień w najdłuższej perspektywie, to takie spojrzenie mogłoby się zgodzić z buddyjskim punktem widzenia.

            Rozmawiali: Artur Przybysławski, Przemysław Staciwa

            Wywiad zamieszczony najpierw w Liberté!: „Dusza nie istnieje”.

            http://www.taraka.pl/dusza_nie_istnieje

          • mały budda pisze:

            2. Buddyzm jest religią • autor: Sun9992011-12-09 14:07:13

            Twierdzenie, że podstawą relacji szczególnie początkującego ucznia do mistrza jest zaufanie jest zwyczajnym fałszem. Zawsze i wszędzie a szczególnie w sferze ducha ktoś, jakiś X decyduje się podporządkować mistrzowi/nauczycielowi przede wszystkim dlatego, że WIERZY a nie, że mu UFA. Ufność jest skutkiem, a Wiara przyczyną związku a nie odwrotnie […].

            Postawę pana [Przybysławskiego] trafnie oddaje również słownictwo, którego używa. Otóż na pytanie dziennikarza cyt fragm„…muszą zawierzać swoim mistrzom” pan [Przybysławski] nie zgadzając się z opinią, że chodzi tu o wiarę a nie zaufanie mówi cyt fragm., „…Tak jak ufamy lekarzowi i jego wiedzy, tak zawierzamy nauczycielom”. Tak to właśnie jest […] – ponieważ ludzie wierzą lekarzom to dlatego im zawierzają. Jak nie mają zaufania do dr X to idą do dr Y . Dlaczego? Bo wierzą. Wiara jest podstawą działania istot ludzkich. Zaufanie co prawda idzie w parze, ale tak jak kobieta w kulturze japońskiej krok z tyłu, a nie odwrotnie.

            I jeszcze drobiazg.
            Wynikający częściowo stąd wniosek pana [Przybysławskiego], że Buddyzm nie jest religią jest również nie trafiony.
            Religią/sektą jest każda masowa/grupowa relacja kreowana przez ludzi gdzie u podstaw leży podświadoma wiara w boskość człowieka i gdzie wierzchołek struktury zajmują mniej czy więcej prawdziwi mistrzowie oddziałujący taką mocą i świadomością do której doszli na nieświadomych swej mocy niemniej poszukujący, świadomie lub nie, ludzi.
            Buddyzm jest jak najbardziej religią , a mnisi buddyjscy nie są w niczym lepsi od księży katolickich czy innych kapłanów. Polecam fragment książki Alejandro Jodorowskyego – Mistrz i czarownice, kiedy to mistrz Zen zwierza się swojemu uczniowi /Jodorowskyemu/ jak to sam będąc uczniem w klasztorze buddystów Zen był molestowany przez dorosłego mnicha. Z resztą podobnie jak i wszyscy pozostali jego koledzy. Mamy rok 2012 kochani, mity się walą.

            Jeszcze jedno. Nie chciałbym wychodzić na jakiegoś pogromcę Buddyzmu. Nie obchodzi mnie tak naprawdę kto jest kim i w co wierzy, cenię natomiast rzetelność w podchodzeniu do tematu i nie lubię krypto reklamy. Buddyzm może być fajny tak jak i KK czy inne religie czy ścieżki ale i nie musi i warto o tym pamiętać.

            Korzystając z możliwości administratora usunąłem lub zamieniłem fragmenty, które brzmiały ironicznie. Teraz tam są nawiasy []. – Wojciech Jóźwiak.
            [foto]
            3. No to Mirku mnie informacje o neurologii, kognitywistyce • autor: Piotr Jaczewski2011-12-09 16:48:27

            psychologii etc prowadzą do trochę innych wniosków pt. trening w buddyźmie tybetańskim jest świetnie dopasowany do neurologii człowieka i tego jak ten mechanizm funkcjonuje: i zaprojektowany zgodnie z obietnicą do tego, żeby w obrębie praktyki rosło poczucie zadowolenia z życia, ciepłe uczucia do innych i „przytomność” reagowania. Cele deklarowane = cele osiągane.

            Np. przejście od tego, że medytacja nad śmiercią zwiększa zainteresowanie seksualnością, impulsywność zachowań tu i teraz do medytacji na yidamie yab-yum i precyzyjnym treningu wizualizacji/samokontroli uważam za genialne.
            Jest nacisk na postać guru, super: dodaj figurę autorytetu + dużo reguł i wskazań typu samaya tantryczne – a otrzymasz silne pobudzenie wyobraźni ułatwiające wizualizację.

            I kilka(dziesiąt) podobnych kwiatuszków.
            Ale jakoś nie spodziewam się, że skoro jadę na retrit, to gość praktykujący będzie musiał przejść przez ścianę, żeby udowodnić swoje zrozumienie nietrwałości;)
            [foto]
            4. Apropo nieszczęsnego mięsa… • autor: Przemysław Staciwa2011-12-09 23:38:09

            Rajah, zgodzę się z Tobą, argument rzeczywiście nie przekonywujący, a zasada z tym „niezabijaniem na życzenie” dość mglista jest. Mnie jeden z nauczycieli Zen powiedział: ” Zabijamy marchewki a nie krowy dlatego, że marchewki krzyczą ciszej od krów”. I tu bym się zgodził.
            5. Zabijamy marchewki a nie krowy dlatego, że marchewki krzyczą ciszej od krów • autor: Sun9992011-12-10 09:11:11

            To taki oświecony talmud w wersji himalaja? czy fudżi?

            Żałosne
            Powiem tak, jeżeli ktoś mi tłumaczy, ze je krowę bo inaczej by padł z głodu to ja zapytam – jesteśmy w przededniu przelomu czy w neolicie? rozwijamy sie duchowo czy najważniejsza jest kasa i władza /i niech mi nikt nie zarzuca że nie szanuje kasy. Kasa + władza to taka prosta definicja bezwzglednej elity, nie wazne czy politycznej, bankierskiej czy religijnej/.
            Buddyzm włącznie z „cudownym” Zenem, KK i inne takie ulegna transformacji. Sami sie wyprą tych pseudo mądrości. Bądźcie uważni, nie dajcie sie omotać. A zresztą róbcie jak uważacie
            6. „niezabijanie na życzenie” • autor: Barbara2011-12-10 10:43:28

            No cóż – żyjemy, więc zabijamy – i marchewki i krowy. Problem jednak w sformułowaniach. Myślę, że żyjemy – i „z konieczności” zabijamy, chociaż podobno niektórzy żyją energią z powietrza. Ale nawet mnich buddyjski siedzący z miseczką na kolanach, aby wsypano mu w nią garstkę ryżu, w tym samym sensie przyczynia się do zabijania ( ryż też trzeba wyprodukować). Chyba odczucie wdzięczności za możliwość jedzenia byłoby tu dobrą formą. Można podziękować Bogu, a można i marchewce czy jabłku. Zabijanie „na życzenie” utożsamiam z zabawą – a więc z sytuacją bez wyraźnego kontekstu „konieczności” – np. bezmyślne zabijanie zwierząt ( czy nawet drzew) na terenie, gdzie przebywamy. Tu można przywołać tzw. myśliwych, którzy twierdzą, że jako jedyni zabijają humanitarnie – więc sobie wymyśliłam, że mogliby to robić w ubojniach. To o zabijaniu.
            Natomiast czytając komentarze pod wypowiedziami na temat takiego czy innego systemu wyznań – zawsze znajdą się porównujący jeden system z innym. Jednak prawda jest taka, że każdy z tych systemów opiera się na wspólnym „jądrze” i nieważne czy będzie to jakiś typ buddyzmu, hinduizmu, taoizmu chrześcijaństwo, islam czy systemy szamańskie. Jak zwał tak zwał – różnice raczej wynikają z celu jaki się chce osiągnąć lub są tylko czysto folklorystyczne. I nie zawsze wyodrębnia się konkretna hierarchia.Na przykład dość znaczna liczba mnichów buddyjskich żyje w odosobnieniu, pojedynczo. Zdarza się to też księżom katolickim. Ale jeśli dla kogoś większe znaczenie ma wspólnota niż myśl, to będzie się opierał na hierarchicznych układach. Tu Machiavelli ma rację – jeśli się chce być „księciem” w każdym systemie będzie się stosować metody jakie ludzkość na taką okoliczność wypracowała.
            Ale to przecież ocenia każdy z nas według swej wiedzy, przemyśleń doświadczenia. A, że mamy taką przemożną potrzebę „dochodzenia do prawdy” więc każdemu, kto się objawi w tych sferach udowodnimy, że „taki święty” to on nie jest – ani Jezus, ani Gandhi, Dalajlama czy Matka Teresa. I właśnie te „poszukiwania” chyba najbardziej wszystkich kręcą. Chyba bardziej niż idee.
            [foto]
            7. O nieszczęsnym porównaniu do marchewek… • autor: Przemysław Staciwa2011-12-10 11:04:55

            Sun 999 – To było powiedziane w raczej rozluźnionym i nieco żartobliwym tonie, nie stanowiło wykładni życia, ani nie miało być ofensywne. Oczywiście żyjemy i zabijamy na codzień. Szanuję pogląd Pana Przybysławskiego na kwestię wegetarianizmu, ale mogę się z nią nie zgadzać. Pozdrawiam
            [foto]
            8. Nie taki mistrz mądry jak go malują • autor: Paweł Brągoszewski2011-12-10 13:20:32

            Anegdota o kotlecie: dowodzi hipokryzji, buddyzm dla bogatych amerykoeuropejan, w którym zabijanie jest ok. Zabijanie zwierząt tym różni się od uprawy roślin, że zwierzęta mają układ nerwowy i cierpią. A ssaki dodatkowo mają rozwinięty mózg i odczuwają swoje cierpienie bardziej niż pędraki. Nie jestem wegetarianinem i daleko mi do oświecenia, ale porównywanie uprawy marchewki i hodowli zwierząt na mięso (zwłaszcza hodowli przemysłowej – hamburger to dowód na coś przeciwnego do mądrości…
            9. Buddyzm a nie jedzenie mięsa • autor: Miluszka2011-12-12 10:58:32

            Tu daję link do wypowiedzi XVII Karmapy na temat nie jedzenia mięsa
            http://buddyzm.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=223:weg&catid=105:o&Itemid=187&lang=en
            10. odnosnie nie jedzenia mięsa • autor: Miluszka2011-12-12 12:12:26

            Ponieważ w poprzednim poście nie wkleiłam linku do tekstu i by go przeczytać trzeba by kopiować tekst do przegladarki – a może nie każdemu się chce, poniżej zamieszczam jego fragment
            Jeśli praktykujący mahajanę, który traktuje wszystkie żyjące istoty jak ojca lub matkę, je ciało innej istoty z bezmyślności i bez współczucia, nie jest to dobre. Dlatego musimy myśleć o tym i zwracać na to uwagę. Wszyscy my, którzy praktykujemy mahajanę, którzy akceptujemy to, że każda czująca istota była kiedyś naszą matką lub ojcem, musimy o tym myśleć. Z tego powodu byłoby dobrze zmniejszyć ilość spożywanego przez nas mięsa. To właśnie powiedziałem.

            Bez wątpienia nie powiedziałem, że nie wolno wam w ogóle jeść mięsa. To byłoby trudne. Czy to ze względu na swoją poprzednią karmę, czy obecne okoliczności, niektórzy ludzie nie są w stanie żyć bez mięsa. Tak jest i nic nie da się z tym zrobić. To nie jest problem.

            Jeśli musisz jeść mięso, jest na to właściwy sposób. Nie chwytaj go po prostu i nie wpychaj sobie do ust, kiedy tylko zostanie ci położone na talerzu. Jeśli najpierw pomyślisz o tym uważnie, pomedytujesz o współczuciu i wyrecytujesz imiona Buddów lub modlitwy odmawiane przed jedzeniem, wtedy przyniesie to pewien pozytywny skutek.

            Chcę jeszcze dodac, że choć umysły karalucha i człowieka w swej ostatecznej naturze są tożsame, jednak nawet z punktu widzenia buddyzmu skutki karmiczne zabicia człowieka są znacznie poważniejsze niz skutki zabicia muchy, a także skutki zabicia krowy są poważniejsze niż zabicia karalucha
            11. Czytam sobie komentarze nie-mięsożernych… i tak sobie myślę… • autor: Nihil2011-12-12 18:33:53

            …sami vege obalają tezy o tym, jak to ponoć wegetarianie są mniej agresywni, bardziej tolerancyjni, spokojniejsi, pozbawieni bigoterii…
            Śmiech mnie bierze mówiąc szczerze…
            Ludkowie moi mili niemięsożerni: najpierw nauczcie się szanować i tolerować innych ludzi, a potem pogadamy o innych sprawach :-p
            12. umysł a świadomość • autor: Miluszka2011-12-12 23:57:07

            W buddyzmie świadomość nie jest tożsama z umysłem. Jest jedynie przejawem jego działania – i to działania kiedy podlega on (umysł) wpływom zaciemnień.
            Umysł, a raczej pewne ciało subtelne może w ogóle nie być związane z cielesną formą. Jest cały świat np bogów bezforemnych.
            Oczywiście można nie podzielać buddyjskiego punktu widzenia, w Polsce to zresztą nic dziwnego. Natomiast skoro się dyskutuje o tym poglądzie, warto cokolwiek o nim wiedzieć.
            A czy istnieją polscy buddyjscy „oświeceni” ? Trudno powiedzieć. W każdym razie domaganie się oswieconych rzesz , bo buddyzm już od lat siedemdziesiątych jest w Polsce to przejaw niestety, niezrozumienia czym jest oświecenie ( ja wolę określenie „przebudzenie”) i z czym adept do niego dążący musi się zmierzyć , a także z czasowej perspektywy takiej drogi. A ścieżka tantryczna jest nazywana drogą szybkiego rozwoju, bo jeśli ktoś podąża nią rzetelnie, to może osiągnąć rezultat już po siedmiu żywotach, a nie jak w mahajanie po kilku kalpach/eonach. A ci, co uzyskali rezultat w jednym życiu są rzadkością porównywalną do Słońca i Księżyca na naszym niebie.
            13. modlitwa do pieczonego kurczaka • autor: Wajzerek2011-12-13 15:44:01

            Odnośnie mięsożerności i wegetarianizmu.
            Lamowie z Tybetu, to ludzie, to my robimy z nich mosiężne posążki. Czyż nie podobnie „wypchaliśmy” trocinami Wojtyłę? Przepraszam, jeżeli to zabrzmiało zbyt okrutnie. Jeżeli nauczyciel duchowy jada hamburgery, to czyż nie należałoby tego potraktować jako prowokację do dyskusji, jak performance? Być może mistrz szuka argumentów.
            W ostatnim numerze Scientific American w artykule „Wyżywić świat, ocalić planetę”, znalazłem przekonujący argument w sprawie wegetarianizmu. Autor artykułu Jonathan A.Foley, prof. Ekologii z Minessoty wskazuje na relację między przyrostem naturalnym ludzkości i powierzchnią areałów rolnych, a także tychże areałów do powierzchni pastwisk. Autor twierdzi, że ograniczenie mięsożerności mogłoby się przyczynić do poprawy tych stosunków. A to przez przeznaczenie pastwisk pod uprawy. Im mniejsze spożycie mięsa, zwłaszcza wołowiny, tym więcej ziemi pod uprawy i tym mniejsze zagrożenie dla środowiska naturalnego, ze szczególnym uwzględnieniem lasów deszczowych, głównych producentów tlenu na Ziemi. Profesor uważa, iż większą ilość ludzi i przez dłuższy czas można wyżywić dietą roślinną niż białkiem pochodzenia zwierzęcego.
            Moja osobista refleksja: Ja również, nie bez żalu, zauważyłem, że jedzenie mięsa jest zagadnieniem moralnym i samo z siebie, w moim przypadku, przekształca się w skromny rytuał. Do mięsa piję czerwone wino i rzeczywiście przyłapałem się na modlitwie dziękczynnej do pieczonego kurczaka. Omal się przy niej, zresztą, nie zadławiłem.
            Dziękuję. Pozdrawiam Jakub Wajzer, sympatyk wszystkich tradycji naukowych i duchowych.
            [foto]
            14. Pomieszanie • autor: Przemysław Kapałka2011-12-13 16:57:38

            Mnie to jedzenie mięsa ze współczuciem przypomina tzw. krokodyle łzy. Trochę rozwijając tą myśl dojdziemy do tego, że i bić żonę można, jeśli się przy tym okaże jej współczucie.
            A ostatni wywód Mirka Miniszewskiego, przepraszam, ale przypomina mi wypowiedzi materialisty na temat religii, na temat zagadnień poruszanych w Tarace wypowiadałby się w podobnym tonie. Budda nie wiedział tego, co wiemy dzisiaj… Śmieszne. Delikatnie mówiąc śmieszne.
            15. nie ma to jak tolerancja dla poglądów innych niż własne! • autor: Miluszka2011-12-13 18:29:23

            cytuję wypowiedź powyżej
            Opisy stanu umysłowego Buddy przed i po oświeceniu wskazują na jakąś chorobę, prawdopodobnie chorobę afektywną dwubiegunową czyli psychozę maniakalno-depresyjną. Dzisiaj podano by mu leki. Terapii psychiatrycznej potrzebują Karmapa jeden i drugi
            [foto]
            16. Pomimo tego • autor: Terravis2011-12-13 22:57:49

            Pomimo tego, że doskonale rozumiem niechęć Mirosława Miniszewskiego do instytucjonalnego buddyzmu, a zwłaszcza do jego feudalnej tybetańskiej odmiany i ponownie podkreślę, że żałuję usunięcia odcinka jego blogu w którym nie tak dawno, bo jak pamiętam w 2010 r. wyjaśniał dlaczego nie potrafi być buddystą, to jednak sugerowanie jakiemukolwiek reformatorowi, mistykowi, filozofowi, magowi, szamanowi etc. zaburzeń psychicznych uważam za niebezpieczne, a to z uwagi na tragiczne doświadczenia wschodniego zamordyzmu, który jak wiadomo znał nie tylko łagry ale i psychuszki
            17. trochę o rozumie i ciut o jedzeniu • autor: Nierozpoznany2011-12-14 21:24:34

            cyt.
            „autor: Mirosław Miniszewski 2011-12-12 14:56:40
            To jest właśnie przykład sofistyki nie podpartej doświadczeniem. Karaluch nie ma umysłu, ani świadomości bo z tych kilkuset komórek nerwowych świadomość się nie wyłoni. Buddyjska koncepcja umysłu jest dla mnie tylko sofistyczną ideologią – już dawno udowodniono, że umysł jest funkcją mózgu i są na to liczne dowody naukowe. Polecam choćby prace ptof. Daniela Dennetta, np. „Natura umysłu”, albo prace Antonio Damasio, Davida Chalmersa, Johna Searle’a. Budda był na dobrej ścieżce, ale nie miał ostatecznie racji, bo to było 2500 lat temu i mógł tylko bajać. Nie chcę mi się wchodzić w spór światopoglądowy, ale dla mnie niestety buddyzm jest w większości zbiorem absurdów, nieweryfikowalnych koncepcji, jest ideologią tak samo niebezpieczną, jak każda inna ideologia.”

            – Otóż, gdyby Mirek, podał dowód wynikający z jego własnego doświadczenia, że karaluch jest pozbawiony i umysłu i świadomości, wtedy należało by tę wypowiedź, bez względu na wiedzę i domysły czytającego, wedle uznania: uszanować, zaakceptować, przyjąć do wiadomości.
            Należy zwrócić uwagę, że Mirek, „swoje” wypowiedzi kształtuje na podstawie wypowiedzi innych osób. Gdzież więc jest wartość takiej wypowiedzi, jeśli opisuje on to, co powiedział na dany temat ktoś inny, a czyni to jedynie własnym sposobem i na podstawie własnych osądów ?
            Takie podejście jest z gruntu obarczone błędem, gdyż mało kto, lub w ogóle ktokolwiek, ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co miał na myśli jakiś Budda. Tak też Mirkowi brak pojęcia o tym, co myślał ten, na którego się powołuje. A może oni tylko bajali…?
            Innymi słowy, twierdzenie, snute na podstawie wypowiedzi innych osób, jest mało hm..rozumne. Ileż to twierdzeń zostało obalonych…
            Za to, przedstawianie „swoich” twierdzeń, na podstawie domniemanych czyichś doświadczeń, czy domniemanych czyichś dowodów, że gdzieś tam one były zrobione i że są, na dodatek są liczne, jest swego rodzaju manipulacją. Jakże ciekawie było by przeczytać, że oto Mirek, podaje choćby jeden z „licznych” dowodów na to, że karaluch żyje, ale bez umysłu i świadomości.
            Ale, na samym początku należałoby przedstawić dowód na to, czym jest umysł i czym jest świadomość. Znając to, wtedy dopiero, można przystąpić do badań tegoż. Zaś z uwagi na to, że brak takich dowodów, tym łatwiej jest o „tym” i „tym” żonglować, w zależności od potrzeby i sytuacji. Czy jest to postępowanie godne naukowca ? Osoby z „tytułem” ?
            – Ciut na temat jedzenia.
            Ten świat, jest jakoś tak uformowany, że każdy każdego, konsumuje.
            Człowiek je robaka, robak je człowieka, robak je marchewkę, marchewka ssie glebę, rdza zżera metal, pruchnica żre drewno, kanibalizm w bezrozumnej i bez świadomej postaci :):)
            A czym jest to wszystko ? to wszystko jest z grubsza określone w tablicy pierwiastków, tabelkach aminokwasów, itp, itd.
            Wciskanie w to wszystko kitu o wegetarianizmie, ahimsie, gołym starcu energicznie zmiatającym gałęziami to, co ma przed stopami, bo a nuż stanie na jakiegoś, już śmiertelnie przetrąconego przez siebie, robaczka…ech, gdzież rozum ?
            Dlaczego tematy: jedzenia, wiary, przekonań, wnoszą tyle złości, nerwów, przemocy ? Bo siłą rzeczy, opierają się na fikcji.

            Odniesienie do tematu komentowanego tekstu „Dusza nie istnieje”.
            – Można czemuś zaprzeczyć: dla żartu, dla prowokacji, z powodu braku wiedzy, lub przecząc, potwierdzać fakty. Czy w podanym tekście, podane są fakty ?

            http://www.taraka.pl/dusza_nie_istnieje

          • Ifryt pisze:

            Jestem bardzo wrażliwy Mały Buddo, ale mam też zamiłowanie do aspektów ryzykownych i niebezpiecznych, i lubię swoją zuchwałość.
            Ja Ciebie bardzo lubię już od dłuższego czasu, podoba mi się Twoje Serce, nie poglądy i przekonania które zawsze mogą ulec zmianie i tak naprawdę zmieniają się nieustannie, ale właśnie Twoje Serce, lecz nie w tym sensie abym chciał je zagarnąć czy podobne rzeczy 😀 Bo zupełnie o coś innego chodzi co zaraz wyjaśnię.

            Jako tako samego siebie poznałem, i znam swoje wady i zalety jako tako.
            Mam mocny charakter, jestem inteligentny, silny i odważny, ale mam taką słabość że mam bardzo słabą psychikę, to taka moja pięta achillesowa.
            Potrzebuje zatem czasami żywej inspiracji, czegoś co by podniosło tą moją mizerną psychikę, i tym czymś jest świadomość istnienia na przykład kogoś takiego jak Ty.

            No bo istniejesz sobie, i masz wyrąbane co o Tobie myśli zewnętrzny świat, czyli masz silne Serce, a z psychiką też sobie jakoś poradziłeś.

          • mały budda pisze:

            należałoby przedstawić dowód na to, czym jest umysł i czym jest świadomość. Znając to, wtedy dopiero, można przystąpić do badań tegoż.
            Odpowiedź.

            Nie potrzeba dowodów na to, czym jest umysł a czym jest świadomość.
            Może jedynie ignorant tak myśleć.

            Praktyka mówi wszystko o nas samych.
            Praktyka to zdobyte przeżyte doświadczenia.
            Kto obserwował własną naturę umysłu.
            Z czasem zrozumieć można,że
            umysł to naczynie a świadomość jest światłem.

          • Dawid56 pisze:

            Dusza nie istnieje

            Mały Buddo teraz zapytam się Ciebie , skoro dusza jak mówią Buddysci nie to w jakiej formie istniejesz po Śmierci – bezcielestnej i bezkształtnej Świadomości „zawieszonej” w próżni albo w Pustce bez Świadomości istnienia?

          • Dawid56 pisze:

            Buddyjska koncepcja umysłu jest dla mnie tylko sofistyczną ideologią – już dawno udowodniono, że umysł jest funkcją mózgu i są na to liczne dowody naukowe. Polecam choćby prace ptof. Daniela Dennetta, np. „Natura umysłu”, albo prace Antonio Damasio, Davida Chalmersa, Johna Searle’a. Budda był na dobrej ścieżce, ale nie miał ostatecznie racji, bo to było 2500 lat temu i mógł tylko bajać

            Bardzo lubię jak Ktoś jest aż tak przemądrzały, tylko że buddyzm przetrwał 2500 lat i to dowodem na prawdziwość twierdzeń Buddyzmu.
            Chrześcijaństwo tez przetrwało z powodu niektórych prawdziwych twierdzeń( Miłość jest najważniejsza) ale niestety też z powodu strachu przed śmiercią i nowej „oferty” na przetrwanie po śmierci

          • mały budda pisze:

            Dusza nie istnieje

            Mały Buddo teraz zapytam się Ciebie , skoro dusza jak mówią Buddysci nie to w jakiej formie istniejesz po Śmierci – bezcielestnej i bezkształtnej Świadomości „zawieszonej” w próżni albo w Pustce bez Świadomości istnienia?
            Odpowiedź.

            Istnieje pod postacią Światła Świadomości.

        • mały budda pisze:

          Jestem bardzo wrażliwy Mały Buddo, ale mam też zamiłowanie do aspektów ryzykownych i niebezpiecznych, i lubię swoją zuchwałość.
          Ja Ciebie bardzo lubię już od dłuższego czasu, podoba mi się Twoje Serce, nie poglądy i przekonania które zawsze mogą ulec zmianie i tak naprawdę zmieniają się nieustannie, ale właśnie Twoje Serce, lecz nie w tym sensie abym chciał je zagarnąć czy podobne rzeczy 😀 Bo zupełnie o coś innego chodzi co zaraz wyjaśnię.
          Odpowiedź.

          Ukłon w twoją stronę, za szczere słowa prawdy.
          Bardziej pokazałeś swoją mocną stronę swojej prawdziwej w tobie mocy światła.
          Tak więc niech prawda nas prowadzi , żeby od mojego serca do twojego serca płynęło mega dużo światła.
          W moim odczuciu jesteś gotowy aby trzymając w jednej dłoni żywioł ognia a drugiej symbol prawdy.
          Tak naprawdę być sobą.
          Zobacz jak jest na mistyce życia.
          Tak samo jak jest w samym życiu.
          Od małego dziecka jestem bardzo wrażliwy w odbiorze swojego serca.
          Od dziecka mówiłem od serca to, co czuję.

          Jako tako samego siebie poznałem, i znam swoje wady i zalety jako tako.
          Mam mocny charakter, jestem inteligentny, silny i odważny, ale mam taką słabość że mam bardzo słabą psychikę, to taka moja pięta achillesowa.
          Odpowiedź.

          Też miałem słabą psychikę.
          Od dziecka powtarzali mi jak mantrę.
          Masz wrażliwe serce, to tyłek musisz mieć twardy.
          Buntować się potrafiłem, czując prawdziwą wrażliwą naturę swojego serca.
          Stałem się buntownikiem z własnego wyboru. Wobec systemu w jakim przyszło mi zbierać doświadczenia.

          Potrzebuje zatem czasami żywej inspiracji, czegoś co by podniosło tą moją mizerną psychikę, i tym czymś jest świadomość istnienia na przykład kogoś takiego jak Ty.
          Odpowiedź.

          Też tak miałem, jak poszukiwałem odpowiedniego wzora dla siebie aby rozwinąć skrzydła. Tym sposobem być wolnym w przestrzeni, żeby sobie szybować i obserwować ja ptak.
          Żeby mnie ludzie nieograniczali tym ich tępym, głupim stereotypowym myśleniem.
          Tylko trzeba było do mnie mówić sercem a nie naturą umysłu.

          No bo istniejesz sobie, i masz wyrąbane co o Tobie myśli zewnętrzny świat, czyli masz silne Serce, a z psychiką też sobie jakoś poradziłeś.
          Odpowiedź.

          To fakt, że mam wyrąbane co o mnie myśli zewnętrzny świat.
          Znam swoją wewnętrzną prawdę o sobie samym. Tak więc nie można mnie oszukać.
          Zazwyczaj wrażliwe serce jest słabe w konfrontacji z fizycznym światem ludzi.
          Ponieważ taki fałszywy świat zastałem jak moja świadomość przyjęła formę w tej ziemskiej przestrzeni. Żeby zbierać doświadczenia w drodze do poznania samego siebie.
          Stałem się jeszcze bardziej wrażliwy w odbiorze różnych częstotliwości wibracji energii.
          Teraz mogę z pozycji czasu i doświadczeń powiedzieć, że największa moc jest wrażliwym sercu.
          Stąd musiałem wybrać Polskę na rozwój i dalsze poznanie mojej drogi.serce
          Infryt napisałem tobie na temat serca jaki jest w narodzie Polskim.
          W konfrontacji z tobą poczułem i napisałem, co czuję.
          Tylko, że tylko ty to zrozumiałeś w sercu.
          Niech moc światła z tobą będzie przyjacielu.
          Służę pomocą jakby co.

          • Ifryt pisze:

            Cóż mam napisać, dzięki Mały Buddo i wzajemnie 🙂
            Mam jeszcze kilka „odkryć” ale muszę mieć na wszystko nastrój.

  9. Rekju2 pisze:

    Macie dwa filmy.
    Pierwszy Amerykański.
    Drugie Rosyjski.

    W tym rosyjskim filmie gledzi w sumie facet na temat o katastrofie Tanguskiej ze ja spowodowal eksperyment Tesli.
    Ze Tesla rozne eksperymenty przeprowadzal to i zlodziejaszek Edison nie zaprzeczylby.Ale zeby setki kilometrow lasu jak zapalki polozyc wykarczowac,do tego moim zdaniem jedna Hiroszimowa
    nie starczylaby.Pozatym w Tanguzji powinno pozostac z piasku jakies slady zeszklonego piasku.Tanguzka katastrofa w/g mnie musiala miec swe zrodlo z zimnego Nieba.

    Ja też bardzo lubię i szanuje Pana Teslę, moim zdaniem to on powinien być synonimem Geniusza a nie Eistein.

    https://g.co/kgs/bxMCxP…,zostal przez Tesle oswietlony.
    A ten efekt umozliwil ‚cywilizowanym” i Einsteinowi w nocy rowerem jezdzic i w chacie po nocy na skrzypcach grac.

    • Ktoś pisze:

      Jakby Tesla był GENIUSZEM to by WIEDZIAŁ że się nie daje (wynajduje) DEBILOM BRZYTWY…

      Gdyby zaś Tesla był MĄDRYM człowiekiem jak o nim piszą to by TO WYMYŚLIŁ i by się zajął badaniami NIEGROŹNYMI dla świata….

      ale chciał BYĆ SŁAWNY….. więc dał DEBILOM BRZYTWY jakimi oni teraz TERRORYZUJĄ ŚWIAT via HAARP czy inne MIKROFALE….

      to jest jego „genialność’ w praktyce…. .

  10. Rekju2 pisze:

    Gdyby…,

    /zaś Tesla był MĄDRYM człowiekiem jak o nim piszą to by TO WYMYŚLIŁ i by się zajął badaniami NIEGROŹNYMI dla świata…./

    …,babcia wiedziala ze sie jutro przewroci,

    /Jakby Tesla był GENIUSZEM to by WIEDZIAŁ że się nie daje (wynajduje) DEBILOM BRZYTWY…/

    …,to by nie wychodzilaby z chaty i nie musialaby zgalac wasow.A wiem-y ze babcia moze miec wasy i nie musi byc dziadkiem.

    POwiedzmy ze jakby nieco i historia domniemanej madrosci i tzw.wynalaz-czosci ‚cywilizowanego’,wiele wskazuje ze sie sprowadza do ? Niczego czlowiek sam nie wymyslil.A kto wie czy nieznacznie od kogo?s dostal POdsuniete.Niech za przyklad POsluzy przyklad z samosie-jkami,religia-mi,metro-miarami,wi-fi-jami,Teslami itp.Kiedy?s insi dlugo przed nami nie dzwigami POtezne budowali i sciany kamienio glazami(kazdy kamien musial byc i byl osobno planowany)roznil sie wymiarami i do 0,8 mm.gruboscio fug(i)ami) z gory jeszcze raz z osobna wymierzany wielkoscio ksztaltem zaplanowany.Nie jak dzisiejsza cegla dziurawka z tymi samymi wymiarami.
    Jakies wiazania przeciw Richter skale ?
    A nam naszej ePOce kto?s dal szanse nie korzystania z free energia-mi i tylko dzwigania dzwigami.A to z kolei inna para kaleson dlaczego..,

    /Antek a nie ja,my/

    ..,tego nie zauwazamy,myslac przy tym ze jestesmi panami na tej planecie. A o okeanie kosmicznym wiemy tyle,
    co kot naplakal.

    PS.

    No i te sie klonowanie cywilizowanych.
    Kiedy?s i jaki bedzie FINE ?

  11. Å pisze:

    Zastanawia mnie działalność takiego Małego Buddy. Jesteś bibliotekarzem czy bibliofilem? A może jedno i drugie, do czego dążysz wklejając te metrowe wątki, z których nawet trudno wyszczególnić czyjego autorstwa te treści, czy to Twoje komentarze binarne, czy kopiuj/wklej z jakiegoś poradnika typu http://www.religieifilozofie.com
    Mały Buddo, buddyzm to działania przebudzonego, lecz o tym mogą rozmawiać tylko przebudzeni, dlatego cokolwiek w temacie tu wkleisz będzie tylko mierną namiastką kwiecistych wyobrażeń o istocie przebudzonego.

    • mały budda pisze:

      Zastanawia mnie działalność takiego Małego Buddy. Jesteś bibliotekarzem czy bibliofilem? A może jedno i drugie, do czego dążysz wklejając te metrowe wątki, z których nawet trudno wyszczególnić czyjego autorstwa te treści, czy to Twoje komentarze binarne, czy kopiuj/wklej z jakiegoś poradnika typu http://www.religieifilozofie.com
      Mały Buddo, buddyzm to działania przebudzonego, lecz o tym mogą rozmawiać tylko przebudzeni, dlatego cokolwiek w temacie tu wkleisz będzie tylko mierną namiastką kwiecistych wyobrażeń o istocie przebudzonego.
      Odpowiedz

      Napiszę od serca aby inni znali moc intencji mojego serca.
      Za bardzo nie wynikaj w moją działalność, gdyż tak nie możesz mnie przeniknąć aby wiedzieć co mną kieruję.
      Mnie nie zrozumiesz swoją naturą umysłu i rozumu. Można moją treść zobaczyć prawdziwą naturą serca.
      Będąc miłym, żeby zaspokoić twoją ciekawość.
      To dążeniem mym jest widzenie Prawdy.
      Jeśli sam widzę prawdę, to inni też tą prawdę zobaczą.
      Tym bardziej, że słońce oddziałuje na mnie bardzo silne. Z kolei szybko spływają do mnie informacje.
      Ty mnie nie musisz rozumieć, biorę to pod uwagę. Są osoby, którym pragnę pomóc światłem serca.

      • Å pisze:

        Mały Buddo słońce;) działa na Ciebie aż za bardzo, tyle że nie ma to za wiele wspólnego ani z prawdą, ani z sercem, a raczej z głową. Aby odwoływać się do działania Słońca to trzeba mieć ochronę, moc i wizję, a nade wszystko siłę ducha.

        • Dawid56 pisze:

          Å, ja taj wcale nie uważam.Każdy ma prawo do swojego postrzegania Świata fizycznego, Świata duchowego czy planet.Jest to po prostu indywidualne spojrzenie możesz się z nim zgadzać lub nie masz do tego prawo, ale musisz je szanować i o to Ciebie proszę.

          • Loja Jolajna pisze:

            Czy to znaczy Dawidzie, że każdy może mieć swoje zdanie, ale nie powinien go wypowiadać głośno?

          • Å pisze:

            Dawidzie, oczekuje odpowiedzi adekwatnej do mojego komentarza odnośnie buddyzmu, a nie ckliwego opowiadania o swoich wyimaginowanych „wymysłach od serca”, ktore płyną jak zwykle z umysłu. Jeżeli ktoś jest nadwrażliwy to wynika to z egoizmu i zadufania w siebie, a nie z istoty wewnętrznej ducha, czyli duchowości. Także nie ma to za wiele wspólnego czy kogoś szanujesz, czy też wcale. Moze jakaś zdrowa kuracja pomoże? żeby zlikwidować to odrealnienie.

  12. Maria_st pisze:

    W Buddyzmie mówimy, że to, co naprawdę istnieje, jest tym, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy czyli świadomość, zdolność do doświadczania. Świadomość nie jest jednak nie rzeczą, ani obiektem, ani duszą. Bardziej przypomina przestrzeń, z którą bywa nierzadko porównywana. Dopóki nie jesteśmy oświeceni nasza świadomość przeżywa samą siebie w bardzo ograniczony sposób, który nazywa się ego. Ego jest iluzją i to ona się inkarnuje, a do tego jeszcze pochłania dużo energii i sprawia dużo kłopotów. ”

    pokrywa się to z moim odbiorem…..dlatego duszę nieraz określam jako świadomość, zapis….
    W tym co wkleiłam jest fajnie to wyjaśnione…..
    Dzięki mb za ten wpis..może mniej będzie słownych przepychanek gdy zrozumiemy to zrozumienie…

    • Dawid56 pisze:

      dlatego duszę nieraz określam jako świadomość, zapis…

      …I tu nasuwa się zasadnicze pytanie co się dzieje po śmierci?. Czy ten „zapis” przetrwa opuszczenie ciała? albo czy ta Świadomość przetrwa opuszczenie ciała?. Czy z powrotem się inkarnuje?Moim zdaniem tylko inkarnacja zapewnia równe szanse w tym i tamtym życiu , gdyby jej nie było istniałaby we Wszechświecie wielka niesprawiedliwość .

      • Maria_st pisze:

        ” dlatego duszę nieraz określam jako świadomość, zapis…

        …I tu nasuwa się zasadnicze pytanie co się dzieje po śmierci?. Czy ten „zapis” przetrwa opuszczenie ciała? albo czy ta Świadomość przetrwa opuszczenie ciała?. Czy z powrotem się inkarnuje?Moim zdaniem tylko inkarnacja zapewnia równe szanse w tym i tamtym życiu , gdyby jej nie było istniałaby we Wszechświecie wielka niesprawiedliwość .”

        Dawidzie nie wiem czy potrafie to wyjaśnić na podstawie swoich przypomnień–doświadczeń, bo nie zawsze mozna to ubrac w słowa.
        Kiedyś powiedziałam nnce, że Jej blog i blog Mukiego tworzą całość zrozumienia i że fajnie byłoby je oba znać aby pojąć nie tylko naszą naturę ale i iluzje w jakiej zaistnieliśmy.
        Jedno bez drugiego jest jak niedopełnienie całości.
        Oczywiście to moje zdanie.
        Co jest po śmierci…..a czym jest śmierć Dawidzie ?
        Jednym z etapów przejścia ?
        Co do inkarnacji..to dość zawiły temat….
        Taki przykład…..coś obumiera aby mogło powstać….to samo lecz czy na pewno to samo, choc nasionko może stwarzac taką iluzję..a co z obumarłym—gnije i staje sie częścią czegoś..innego .
        Co z pamięcią ?
        Gdzie jest i co z nia się dzieje ?
        Pytań i odpowiedzi wiele ….lecz czy warto w to wnikać ?
        Pamięć w iluzji pozostaje w postaci śladów….myślokształtów z których my tworzymy przyszłośc…..lepszą lub gorszą…ot nasze wybory…
        Opisywałam kiedyś sen, dość mocny i dlatego wyszłam z ciała / tak sie to nazywa /…..lecz nie bujałam w myślokształtach lecz miałam poznać budowę człowieka…..ciał z jakich jest stworzony…opisuje to tez Muki bardzo jasno.
        I wtedy zrozumiałam, że ciało to tylko przystań, dom, ubranko na jakiś czas….w ktorym najwazniejsza jest właśnie świadomość…..którą „widziśz-odbierasz” inaczej niż oczami…..zrozumiałam też że można nie wrócić do swojego ciała ….
        Dawidzie nie ma niesprawiedliwości–to tylko postrzeganie naszego ego….mamy co sami tworzymy…..z jakiegos powodu zrobiliśmy z siebie ofiarę i tak sie gnębimy po przez –nazistów, żydów, bankierów, polityków, wojskowych…hrabiów …panów…taki kij samobij…
        pewnie nam sie podoba sadomasochizm…na tym etapie gry…taki poziom

        • Dawid56 pisze:

          Dawidzie nie ma niesprawiedliwości–to tylko postrzeganie naszego ego….mamy co sami tworzymy…..z jakiegos powodu zrobiliśmy z siebie ofiarę i tak sie gnębimy po przez –nazistów, żydów, bankierów, polityków, wojskowych…hrabiów …panów…taki kij samobij…

          Nasuwa się kolejne „mocne” pytanie – skoro tak to dlaczego rodzą się dzieci upośledzone, które nie potrafią samodzielnie egzystować na tym świecie bez Miłości drugiej osoby?.Czasami może się zdarzyć ,że jakaś ciężka choroba od urodzenia jest wyleczalna ale niestety czasami.Wybacz, chociaż nie wolno mi tego powiedzieć,że tylko reinkarnacja może te nierówne szans wyrównać .Raz się rodzę królem raz niewolnikiem Raz osobą płci żeńskiej a raz męskiej.Płeć determinuje moje życie na całe życie, dlatego będąc mężczyzną nie mam pełnych szans przeżyć życia to samo będąc kobietą pewne męskie sprawy będą mi zupełnie obce.

      • mały budda pisze:

        Kiedyś powiedziałam nnce, że Jej blog i blog Mukiego tworzą całość zrozumienia i że fajnie byłoby je oba znać aby pojąć nie tylko naszą naturę ale i iluzje w jakiej zaistnieliśmy.
        Jedno bez drugiego jest jak niedopełnienie całości.
        Oczywiście to moje zdanie.
        Odpowiedź.

        Pisałem prawdę, że Maria to istota niezwykła. Jej świadomość dużo o niej samej mówi.
        Oczywiście Maria bardzo dobre odczucie na temat tego co piszę.
        Podjąłem próbę aby wczuć się wibracje Pana Mukiego.
        Mam nadzieję, że Pan Muki nie spali mnie na stosie.

  13. mały budda pisze:

    Dzięki mb za ten wpis..może mniej będzie słownych przepychanek gdy zrozumiemy to zrozumienie…
    Odpowiedz

    Też tak myślę.
    🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.