Ks. Jan Kaczkowski. Ekspert od umierania

 

 Ksiadz Jan Kaczkowski w Pucku

 
 fot. Renata Dabrowska  /  źródło: GAZETA
 

Anna Szulc

Podobnie jak ks. Tischner nazywał rzeczy po imieniu: mówił, że nie znosi księżowskiego chamstwa, pluszowych księży i kucanego katolicyzmu. W pierwszą rocznicę śmierci ks. Jan Kaczkowski przypominamy jego niezwykłą postać.

Zaprzyjaźniony dziennikarz zapytał go kiedyś: a co, gdyby wiedział, że zostało mu tylko kilka godzin życia? Wyliczył wtedy bez namysłu: odprawiłby mszę, ale bez celebry. Zaprosiłby do siebie „ważnie wyświęconego, najlepiej wierzącego kapłana”. I poszedłby na polędwicę z lampką wina albo na kaczuchę ze spieczoną skórką.

O tym, że jest z nim coraz gorzej, wiedział już od dwóch lat. – Pierwszy raz usłyszałem wtedy od niego, że chciałby odpocząć – wspomina dr Piotr Szeliga, przyjaciel księdza Jana Kaczkowskiego, którego znał od czasów seminarium.

Jeszcze zimą ubiegłego roku 38-letni ksiądz Jan Kaczkowski, ekspert od umierania, odkąd ponad dekadę temu założył w Pucku hospicjum, pojawiał się publicznie w miarę regularnie – na promocjach książek, premierze dokumentalnego filmu „Śmiertelne życie”, w którym był głównym bohaterem, na zlotach fanów. Mieszkał w Pucku, przy swoich umierających. W marcu odmawiał już nawet spotkań w Trójmieście. W tym czasie odmówił też chemii. Po raz pierwszy, od kiedy w czerwcu 2012 r. zdiagnozowano u niego glejaka.

 

Jan Hartman, filozof Ks. Kaczkowski był jedynym znanym mi duchownym zdeklarowanym antyklerykałem

Nie upierał się przy życiu

– Był świetnym specjalistą od śmierci, wiedział, że ponad trzy lata z glejakiem to cud. Wiedział, że nie ma już sensu faszerować ciała – mówi jeden z przyjaciół księdza. Przypomina, że ksiądz Kaczkowski nigdy nie był zwolennikiem uporczywej terapii. – Za dużo agonii widział, by za wszelką cenę upierać się przy życiu.

 
 

W Wielkim Tygodniu, z trudem łapiąc oddech w swoim dawnym łóżku w domu rodziców w Sopocie, odpowiadał już tylko na pytania: „tak” lub „nie”. – Powoli cichł, milkł, przestał żartować. A tak lubił sobie zawsze pogadać, nie można było go zatrzymać – wspomina ojciec Józef, emerytowany inżynier, gdański opozycjonista. W Niedzielę Wielkanocną księdza Kaczkowskiego posadzono przy suto zastawionym stole. – To była nasza kolacja ku czci Jana. Zjedliśmy pierwszorzędną kaczkę, popiliśmy czerwonym winem. Sam Jan nie przełknął już ani kęsa, nie był w stanie. Ale był z nami. Inny niż zazwyczaj, poważniejszy.

Umarł dzień później, w Poniedziałek Wielkanocny, tak jak chciał – przy ważnie wyświęconym kapłanie, księdzu Piotrze Przyborku. Przyjacielu.
Niewielu było księży, z którymi się przyjaźnił. – Nie lubią mnie w Kościele, jeżdżą po mnie jak walcem – powtarzał często. Ale nie Kościoła się najbardziej bał. Bał się śmierci samotnej, że dopadnie go pod płotem. Albo podczas sprawowania homilii. – Ale byłaby heca – zażartował kiedyś.
Jedną śmierć zapamiętał na zawsze: konający w puckim hospicjum mężczyzna do ostatniej chwili czekał na syna, z którym pokłócił się wiele lat wcześniej. Na próżno.

 

– Jan powtarzał, że ludzie tuż przed śmiercią nie żałują, że nie pojechali na Kanary, tylko że zawalili relacje, bliskość – wspomina Tomasz Ponikło, wiceszef jezuickiego wydawnictwa WAM, wydawca książek księdza Kaczkowskiego, dobry znajomy. Przypomina sobie, że w połowie lutego na jednym z ostatnich spotkań, w Gdyni, Kaczkowski tak dużo mówił o czułości, że jakaś młoda kobieta z widowni w końcu nie wytrzymała, wstała i zapytała, czy może się do księdza przytulić. Nie miał nic przeciwko. – Znamienne – zauważa Ponikło – że inni też chcieli podejść i przytulić się do Jana. A jemu przecież nie o to chodziło. Chciał, by poszli do domu i uściskali żonę, matkę, dziecko, z którym nie gadają od lat.
Byli tacy, którzy z Kaczkowskim nie rozmawiali od lat. Na przykład hierarchowie kościelni z Gdańska latami udawali, że go nie ma. Nie zauważyli nawet, że umarł.

 
 

Jestem onkocelebrytą

Kiedyś przyznał szczerze, że bywał w swoim życiu bardzo nieszczęśliwy. Od dziecka miał niedowład połowy ciała, był prawie niewidomy. Gdy miał sześć lat, w kościele ksiądz przy innych dzieciach powiedział do Jana: „podaj mi kropielnicę, okularniczku”. Przyniósł kropielnicę bez słowa, ale tamtą sytuację zapamiętał. I już taki potulny nie był.

Seminarium przetrwał, choć – o czym później opowiadał – był w nim szykanowany za inność, nie chciano go wyświęcić. Został szpitalnym kapelanem. Przesiadywał ze starcami, rozmawiał z nimi o życiu, Bogu, cierpieniu, widział, jak konają, trzymał ich za rękę.
– On by tego wszystkiego nie przetrwał, gdyby nie był tak głęboko wierzący – uważa prof. Jan Hartman, filozof, bioetyk, znajomy Kaczkowskiego, antyklerykał.

A mimo wszystko zapowiedź bliskiego spotkania z Bogiem Jana Kaczkowskiego zadziwiła. Tak opisywał na łamach „Tygodnika Powszechnego” swoje pierwsze wrażenia, gdy dowiedział się, że ma raka mózgu: „Wychodzisz z budynku, jeżdżą samochody, pies sika pod latarnią, tobie się wali świat, a ten świat, który jest naokoło, nie krzyczy!”.

– Przyszedł do mnie, usiadł i popłakał się – wspomina Piotr Szeląg.

A potem dostał przyspieszenia. I został – jak sam mawiał – onkocelebrytą. Był wszędzie, w gazetach, internecie, telewizjach. Nie był już tylko księdzem z Pucka, który razem z grupką przyjaciół zapaleńców stawał na rzęsach, by stworzyć godne miejsce do umierania. Był księdzem, który pojawia się publicznie z durszlakiem na głowie i mówi, że rak przeżera mu mózg. – Jestem znany głównie z tego, że mam raka – śmiał się, gdy był już bardzo popularny. Niektórzy mówili wtedy, że wypłynął na tym glejaku, że ma parcie na sławę.

Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, uważa, że to bzdura. – Jeździł po tych miastach i miasteczkach, żebrał o pieniądze dla hospicjum, obserwowałam, jak przyjmuje wszystkie zaproszenia. Przyjmował, a potem kuśtykał, przecież on czasem ledwo się poruszał. Cierpiał. Wiem, co mówię, wiem, jakie to trudne, bo sama, gdy ktoś mnie zaprasza, pytam, ile jest schodów. Bardzo go podziwiałam – zapewnia Ochojska. – Dał nadzieję tysiącom ludzi, którzy pewnego dnia dowiadują się, że została im tylko chwila życia. I że tę chwilę mogą przeżyć na różne sposoby. Niekoniecznie kładąc się do łóżka.

Kapsyda Kobro-Okołowicz, była szefowa fundacji Rak’n’Roll, członek zarządu Instytutu Witkacego, pacjentka onkologiczna: – Miał totalną łatwość w nawiązywaniu kontaktu, niezwykły dar.

Kiedy się poznali, ona, niewierząca, nieznająca nawet tradycji katolickiej, nie wiedziała, jak się do niego zwracać. Proszę księdza, jakoś przez gardło by jej nie przeszło. Więc po imieniu?

– Możesz mi mówić Jan albo Johny – zaproponował.

– A może być Hardy? Może. A Hardy Johny? I tak zostało.

Kobro-Okołowicz nigdy nie zapomni, jak ją wpuścił do zakrystii, kazał sobie pomóc przy zakładaniu ornatu. Ani jak na jej świeckim weselu palił wesoło papierosa z Anną Grodzką i dyskutował o wierze. Jak ją zaprosił do Pucka, do hospicjum innego niż wszystkie. – Jak opisać to miejsce? Nikt tu nikogo nie budzi o szóstej rano bez potrzeby, każdy ma indywidualnie układaną dietę. Dba się o każdą chwilę. Gdy ktoś odmówi jedzenia kisielu, robią budyń – tłumaczy.

Kiedy poznała księdza, zrobiła mu jeszcze krótki test. A umierającego z kotem byś przyjął? – zapytała. Pewnie, że by przyjął. – Masz ochotę? Możesz przyjść do nas ze swoim ulubionym kotem. Nałogowego palacza z kotem też by przyjął. Proszę bardzo, jest gdzie zapalić, tu kącik palacza, a tu piwosza.

Mówi, że Johny był jej najlepszym kumplem i kompanem. Dość powiedzieć, że odprawił mszę żałobną w intencji jej mamy. Na tej mszy byli tylko we dwoje.

Ksiądz antyklerykał

Jan Hartman, filozof: – Był jedynym znanym mi księdzem, który publicznie obnosił się z lewakami. Jedynym znanym mi duchownym zdeklarowanym antyklerykałem.

Ostatni raz widział Jana kilka miesięcy temu, tuż przed galą wręczenia Nagród im. Teresy Torańskiej, przyznawanych przez „Newsweek”. Ksiądz poprosił go, by pomógł mu wejść na schody. – Czy możesz mi użyczyć swojego bezbożnego ramienia? – zapytał.
– Można by to tylko uznać za anegdotę, ale kryje się za nią wielka prawda, że Jan był człowiekiem, który lubił ludzi. Z prawa i lewa, wszyscy byli dla niego interesujący – mówi Hartman.

Tomasz Ponikło z jezuickiego wydawnictwa WAM: – Jan Kaczkowski nie był pierwszą charyzmatyczną osobowością odrzuconą przez część Kościoła, zwłaszcza część duchowieństwa. Oczywiście nie tylko dlatego, że świetnie wyczuł media, mówił po ludzku, a nie kapłańską nowomową, która stwarza między księdzem a wiernymi przepaść. Podobnie działał ksiądz profesor Józef Tischner i przez to był podobnie lekceważony przez część księży. Obaj trafiali najbardziej do ludzi z obrzeży Kościoła i spoza jego granic. Ksiądz Jan wypełniał lukę i tęsknotę ludzi za Kościołem ewangelicznym, otwartym na biedę, na trudne pytania i problemy, prawdziwym.

Ponikło widzi więcej podobieństw między księdzem Kaczkowskim i księdzem Tischnerem: brak moralizatorstwa, afirmację życia i rozbijanie kościelnego nadęcia: – Ksiądz Tischner zraził do siebie księży powiedzeniem, że nie spotkał człowieka, który stracił wiarę po lekturze Marksa, ale zna takich, którzy ją stracili po spotkaniu z własnym proboszczem. Ksiądz Jan też nazywał rzeczy po imieniu: że nie znosi księżowskiego chamstwa, pluszowych księży i kucanego katolicyzmu. Rozbijał skostniałe formy, żeby pokazywać, że wiara jest gdzie indziej. Nie oszczędzał w tym nikogo, więc trudno go było zaszufladkować.

Piotr Żyłka, redaktor naczelny katolickiego portalu Deon.pl, współautor książki Kaczkowskiego: – Kiedyś go zapytałem, czy ma świadomość, że wypowiadając się o hierarchach z grubej rury, jeżdżąc na Woodstock, pojawiając się w programie Tomasza Lisa, będzie dostawał po łbie? Odpowiadał, że ma to gdzieś. Nie przejmował się konsekwencjami. Jeśli czuł, że z czegoś może wyniknąć jakieś dobro, był nie do zatrzymania.
Grzegorz Kramer, jezuita: – Był odważny. Nie to, że się nie bał. Bał się, jak każdy. Bólu, umierania, tylko że podobnie jak kiedyś ksiądz Jerzy Popiełuszko poznał swój lęk, nazwał go i wziął za rogi. Podobnie jak Popiełuszko wiedział, że lęk uruchamia w człowieku najniższe instynkty. Po prostu zło.

Zdaniem Piotra Żyłki nie bez znaczenia jest to, z jakiego domu Kaczkowski pochodził. – Z porządnej, sopockiej, mieszczańskiej rodziny – wyjaśnia dziennikarz.

– Nie w tym rzecz, Jan był bardzo podobny do ojca, światły, otwarty, ciepły – zauważa Piotr Szeląg. – Żeby pojąć fenomen Jana Kaczkowskiego, należy najpierw zrozumieć, że jego życie to nie tylko choroba i zmaganie się ze śmiercią. To może przede wszystkim dialog z ojcem.
Ojcem, który nie odstępował Jana od tygodni. Który postawił przed Janem kaczkę tuż przed śmiercią. Wiedział, że plan się nie powiódł, Jan już nie zje. Ale będzie z rodziną przy stole.

Piotr Szeląg: – To on pchał Jana wózek na ostatnie spotkania, poprawiał mu płaszcz, przytrzymywał, gdy się potykał. Cała rodzina kochała Jana, ale myślę, że szczególna i niepowtarzalna była miłość, jaką Jana kochał jego tata.

Jedno z ostatnich spotkań księdza Jana z fanami, styczeń. Mówi, że trochę się martwi o przyszłość hospicjum. I o bliskości, że przed śmiercią jest najważniejsza. I że trochę już jest zmęczony. Chciałby odpocząć.

Autorzy: Anna Szulc, Rafał Gębura

źródło:
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Człowiek, Mistyka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Ks. Jan Kaczkowski. Ekspert od umierania

  1. Maria_st pisze:

    Piękny człowiek

  2. Dawid56 pisze:

    Mario wyobraź sobie że przeczytałem książkę- Wywiad z ks.Kaczkowski na 2 lata przed jego odejściem „Życie na pełnej petardzie”.
    Po prostu nazwałbym Ks Kaczkowskiego jednym z 10 sprawiedliwych dla których warto by było ocalić ten Świat.
    W wywiadzie ty wypowiedział swoje pragnienie że chciałby dożyć wiosny 2016 roku- jego pragnienie się spełniło – dożył Poniedziałku Wielkanocnego 2016 roku.Ks Jan Kaczkowski nie był „pluszowy” jak to mawiał – miał jasno zdeklarowane poglądy na wiele różnych tematów.Z wieloma jego poglądami się nie zgadzam, ale również z wieloma się zgadzam.

  3. Margosia pisze:

    „… Jak ją zaprosił do Pucka, do hospicjum innego niż wszystkie…
    Nikt tu nikogo nie budzi o szóstej rano bez potrzeby, każdy ma indywidualnie układaną dietę.
    Dba się o każdą chwilę.
    Gdy ktoś odmówi jedzenia kisielu, robią mu budyń…”

    ____
    Takiego podejścia pełnego ❤ i empatii w stosunku do ludzi starych, schorowanych i niesprawnych… powinni uczyć się wszyscy właściciele i personel opiekuńczy we wszystkich domach opieki i szpitalach…
    * * *
    „… lęk uruchamia w człowieku najniższe instynkty. Po prostu zło…”
    ____
    I to jest prawdą…

  4. mały budda pisze:

    Na opuszczenie fizycznego ciała.
    Samemu trzeba się przygotować aby w każdym momencie życia. Być gotowym na przejście w inny wymiar.
    Ludzie zmiękną wówczas, kiedy widzą czyjeś odejście lub swoje. Dla mnie to kolejny cykl przejścia świadomości w inny równoległy świat. Lub bez hamulców przejść do samego źródła.
    Bez pracy nad samym sobą. Raczej jest to niemożliwe. Tak więc kolejne w formie życie.
    Prawdą jest, że świadomość musi siebie dokładnie poznać. Kiedy pozna w sobie światło. Zrozumie swoją wewnętrzną substancję.
    To pomyśleć, że jeszcze muszę być tutaj w tym świecie. Mimo tego, że jest gotowy do odejścia z tego fizycznego świata.

    • Dawid56 pisze:

      ….I zmierzać w stronę Źródła 🙂 ❤

    • Margosia pisze:

      „Na opuszczenie fizycznego ciała… trzeba się przygotować aby w każdym momencie życia Być gotowym na przejście w inny wymiar…”
      ____
      Tak długo – jak długo człowiek utożsamia się z ciałem – nigdy nie będzie gotowy na jego opuszczenie i zawsze będzie próbował targować się ze śmiercią…

  5. Loja Jolajna pisze:

    Tak długo – jak długo człowiek utożsamia się z ciałem – nigdy nie będzie gotowy na jego opuszczenie i zawsze będzie próbował targować się ze śmiercią…
    ________________________
    z tego by wynikało, że tylko samobójcy są uduchowieni, bo nie utożsamiają się z ciałem, bo bardziej z duchem. A przecież samobójców uznaje się za grzeszników, czasem za tchórzów albo psychicznie chorych.

    • Margosia pisze:

      ~ Tak długo – jak długo człowiek utożsamia się z ciałem – nigdy nie będzie gotowy na jego opuszczenie ~
      *
      „z tego by wynikało, że tylko samobójcy są uduchowieni, bo nie utożsamiają się z ciałem, bo bardziej z duchem…”
      ____
      Może dla ciebie Loja z tego, co napisałam… „tak by wynikało”, dla mnie – wręcz odwrotnie – samobójca właśnie utożsamia się jedynie z ciałem i nie bierze pod uwagę faktu, że jego życie nie kończy się wraz ze śmiercią ciała fizycznego i trwa nadal !
      Samobójca to człowiek, który nie chce przyjąć odpowiedzialności za swoje życie i za sytuacje, do których sam doprowadził, uważając, że… samobójstwo uwolni go od konsekwencji, które spadły na jego głowę…
      Ale… to nieprawda – od niczego się nie uwolni i prędzej czy później – skutki jego własnych czynów nie ominą go!

      • Loja Jolajna pisze:

        jakbym księdza katolickiego słyszała

      • Loja Jolajna pisze:

        Samobójca to człowiek, który nie chce przyjąć odpowiedzialności za swoje życie i za sytuacje, do których sam doprowadził, uważając, że…

        w odpowiedzi do Alicji piszesz
        (umysł) który nie potrafi jego poznać i oczyścić z brudu przekonań, wyobrażeń i nabytych wzorców…
        ____________________________
        Ten brud przekonań, wyobrażeń i nabytych wzorców to chyba człowiek nabiera po urodzeniu i od innych, od tych, którzy te cechy wcześniej nabrali. Wniosek z tego chyba taki, że samobójca jakby nie sam doprowadził do sytuacji dla siebie bez wyjścia, że może inni w tym „pomogli”. Poza tym powinniśmy pamiętać o wolnej woli, skoro ktoś ma dość to może trzasnąć drzwiami i chyba bez konsekwencji, bo niby jakie one miałyby być i niby za co? czy za to, że ktoś ma dość siedzenia w brudzie przekonań, w chorych wzorcach…więc samobójca to może bohater, a pozostali tchórze bo boją się o swoje ciało,rozstania z nim, boją się bólu, bo z cialem się utożsamiają, a nie z duchem.

        • Margosia pisze:

          „… więc samobójca to może bohater, a pozostali tchórze bo boją się o swoje ciało,rozstania z nim, boją się bólu, bo z cialem się utożsamiają, a nie z duchem.”
          ____
          Doprawdy Loja… nie mogę się nadziwić… jakimi drogami chadza twój umysł, by dojść do konkluzji, w wyniku której zrobiłaś z… „samobójcy… bohatera”

          • Margosia pisze:

            „Ten brud przekonań, wyobrażeń i nabytych wzorców to chyba człowiek nabiera po urodzeniu i od innych, od tych, którzy te cechy wcześniej nabrali..”
            ____
            Dokładnie tak się zadziewa.
            Poza tym, pewne „kosmiczne nasiona”, czyli… tendencje przynosi z sobą w ciele duchowym, zwanym przyczynowym, po to… aby je przepracować i przetransformować, a nie od nich uciekać i je ignorować…
            * * *
            „Wniosek z tego chyba taki, że samobójca jakby nie sam doprowadził do sytuacji dla siebie bez wyjścia, że może inni w tym „pomogli”..”
            ____
            Każda sytuacja w naszym życiu, bez względu na to jak straszną, przykrą czy… „bez wyjścia” wydawała by się nam – zawsze zawiera w sobie kilka możliwych „wyjść”, a każda z tych możliwości jest zawsze lepsza od targnięcia się na własne lub cudze życie !
            * * *
            „..Poza tym powinniśmy pamiętać o wolnej woli,..”
            ____
            Owszem powinniśmy…
            Jednak… „wolna wola” nie jest samowolą i nikogo nie upoważnia do łamania Praw rządzących Wszechświatem.

      • Daria pisze:

        kompletnie się z tą oceną nie zgadzam.

        • Margosia pisze:

          „kompletnie się z tą oceną nie zgadzam.”
          ____
          Nikt tego od Ciebie Dario nie wymaga 🙂
          Jednak… dobrze by było, gdybyś… przedstawiła swoje argumenty sprzeciwu – z czym i z jakiego powodu „się nie zgadzasz”
          Wówczas być może… rozwinęłaby się konstruktywna dyskusja…

  6. Loja Jolajna pisze:

    Każda sytuacja w naszym życiu, bez względu na to jak straszną, przykrą czy… „bez wyjścia” wydawała by się nam – zawsze zawiera w sobie kilka możliwych „wyjść”, a każda z tych możliwości jest zawsze lepsza od targnięcia się na własne lub cudze życie !
    ________________________
    Ale nie ma sensu osądzać/oceniać samobójcę wtedy gdy samemu nie było się w jego sytuacji, gdy samemu nie było się w prawdziwie strasznej sytuacji. Nie chodzi mi o przypadki odbierania sobie życia z powodu zawodu miłosnego czy czegoś podobnego.

    „Jednak… „wolna wola” nie jest samowolą i nikogo nie upoważnia do łamania Praw rządzących Wszechświatem.”
    _________________________
    Kto stworzył prawa Wszechświata, czy nie ludzie dla ludzi?
    Zauważ, że żadne prawo, żaden sąd ludzki nie jest w stanie ukarać człowieka samobójcy za odebranie sobie życia.

    • Margosia pisze:

      „… żadne prawo, żaden sąd ludzki nie jest w stanie ukarać człowieka samobójcy za odebranie sobie życia.”
      _____
      W rzeczy samej Loja… „żadne prawo, ani żaden sąd ludzki” nie karze samobójcy za wzgardę dla życia i jego zniszczenie – samobójca sam siebie karze odbierając sobie szanse na swój własny rozwój – na to jak uczyć się żyć, jak dojrzewać, jak wyrażać siebie, czyli… Boga w sobie..
      Zaprzepaszcza szanse na rozwój własnej indywidualności – swoich zdolności duchowo-umysłowych drzemiących w każdym z nas, dzięki którym jest w stanie nauczyć się jak samemu być szczęśliwym i móc uszczęśliwiać innych…
      Rezygnuje z tego, by nauczyć się odpowiedzialności za swoje życie !.., a w dalszej perspektywie… traci szanse na możność doświadczania na coraz bardziej subtelnych płaszczyznach i poziomach…
      * * *
      „Kto stworzył prawa Wszechświata, czy nie ludzie dla ludzi?”
      _____
      Loja, na litość boską…, a jakie to ma znaczenie ?!
      Prawa Wszechświata są Uniwersalnymi Prawami Życia i myślę, że… nie zostały one przez nikogo wymyślone, że… wynikają one z samej Natury Wszechświata i dyktowane są przez jej fizykę…
      Mądrzy Ludzie, na przestrzeni wieków zaobserwowali korelacje zachodzące pomiędzy… twórczością ludzi i Macierzą odzwierciedlającą tę naszą twórczość i swoje wnioski spisali dla potomnych…
      Wyraźnie widać, że.. cała bolesna i krwawa historia naszej rasy to… jedna wielka i obiektywna lekcja obrazująca to, czym jest nieznajomość i lekceważenie owych Uniwersalnych Praw Życia, jaskrawo ukazując nam – czym jest samowola, czyli… niczym nieograniczona wolna wola !.
      Ta lekcja pokazała i nadal pokazuje – czym jest nieznajomość i nierespektowanie tego… „Kosmicznego Kodeksu” ustalającego zasady współżycia jednostek i społeczeństw obdarzonych wolną wolą…

      Jak dla mnie – doskonale wyjaśnia to Pan Rybicki w swojej książce, gdzie m.in. napisał:

      „…Co.. w konsekwencji oznacza {nieznajomość i lekceważenie Uniwersalnych Praw Życia} ?
      Oznacza, że prawa przestrzeni oddziaływują na Ziemię i Ziemian niejako „pod stopniowo zwiększającym się ciśnieniem”.
      Jak to wpływa na człowieka i jego organizm?
      Nietrudno przewidzieć, że w tych warunkach szybciej, jaskrawiej i boleśniej manifestują się różne formy rozstrojenia naszego biologiczno-duchowego wehikułu wobec praw przestrzeni.

      Czyż tego nie widać?!
      Ba, doświadczamy tego wszyscy na własnej skórze.
      Stąd ten „wysiew” chorób, stąd to „przesunięcie” chorób typowych kiedyś dla starców na coraz młodszych ludzi!
      Na szczęście jest to i tak stosunkowo powolny proces dający nam jeszcze szansę „przepracowania” swoich problemów i osiągnięcia w porę dostrojenia.
      W porę – tzn. do momentu, kiedy nastąpi nagłe przyśpieszenie i “zwiększenie ciśnienia” praw przestrzeni.
      Takiego kosmicznego testu wielu może nie przeżyć.
      Wszystko zależeć będzie od stopnia dostrojenia naszego duchowo-biologicznego organizmu do praw przestrzeni.
      Takie zresztą zjawiska miały już wielokrotnie miejsce na Ziemi – wtedy to ginęły całe cywilizacje.
      Niemniej jednak zawsze jakiś mały ich procent przeżywał (ten w miarę dostrojony) i stawał się zaczątkiem kolejnej cywilizacji…”

    • Maria_st pisze:

      Ale nie ma sensu osądzać/oceniać samobójcę wtedy gdy samemu nie było się w jego sytuacji, gdy samemu nie było się w prawdziwie strasznej sytuacji. Nie chodzi mi o przypadki odbierania sobie życia z powodu zawodu miłosnego czy czegoś podobnego. ”

      zgadzam sie z tym.

  7. Daria pisze:

    Znalam kilka samobojcow, sama jestem niedoszłym – łatwo jest oceniac taka osobe, trudniej zrozumiec.
    A tak naprawde to nic nie wiecie w tym temacie bo tego nie przezyliscie.
    Jak dla mnie samobojstwo to tez doswiadczenie ducha, mocna lekcja. I nie oceniam takiego czlowieka czy specjalnie zmarnowal swoje zycie – kazdy ma inny prog wytrzymałości. I nie sadze aby w kazdym przypadku samobojstwo bylo wynikiem swoich dzialan. Czesto powoduja to osoby trzecie. Kazda smierc jest inna i kazde samobojstwo takze.

  8. tomasz26 pisze:

    samobójcą jak to termin głosi przeważnie jest to niemy krzyk duszy ,która nie rozumie ciała i celu życia w nim ,ale i zdarza się ze do jednej duszy przykleja się inna zbłąkana wtedy tez może dojść do tego.. odebranie sobie życia nie jest niczym dziwnym ,czy niezwyczajnym nie jest ,ani aktem heroizmu ,ani lęku . .to zwyczajna karma duszy w człowieku… lekcja ..to samo tyczy ludzi śmiertelnie chorych umierających w cierpieniu .. itp przypadków… karma to karma ..tak na dobre nie wiemy co dana dusza ”nabroiła” w poprzednich wcieleniach i co za cel ma tu do odegrana…

    • siola pisze:

      Coz stalem ja na polu ,patrzac na graniczne slupy i w oddali Trzebon.Wyjal ja TT by po smierci Matki w glowe strzelic ,ale przyszla mysl do glowy taka ze tym nie naprawisz i tak swiata a masz jeszcze czas by znalezc do domu droge.
      Pomijajac tych dziwnych samobujcow ,mozna samemu dac Kreis swej drodze i tu poprzednie wcielenie nie ma z tym nic wspolnego,raczej terazniejszosc,nie majac celu widzac tylko klody co niektury znajdzie jedno tylko wyscie skrucic sobie droge.
      Pytanie ,ile trzeba jeszcze by ten co zlowil u siebie na stawie ryby sie zabil? Patrzac na niego i na gospodarstwo ,ale moze lepiej juz nic nie powiedziec bo i tak juz satanista w krolowych i boskich pyskach.

      • tomasz26 pisze:

        siola teraźniejszość jest niczym ,tylko sutkiem przeszłości zarazem przyczyną przyszłości do tego dodaj troszkę smaczku splecenia nici widmowych aka(co tknąłeś nie znika ,lecz w przyszłości cie dotyka ) masz prawo karmy i (PRZYCZYNY SKUTKU DZIAŁAŃ WOLNEJ WOLI)lekcje z nią związaną i masz ducha ,który to odbiera ,co logika często odrzuca ..intuicja często szepcze logika mówi a.co ty.. ? fajnie jest jeśli znajdą nić porozumienia między intuicja ,a logika ..jedno czerpie z drugiego .. ..a gdy znajdziesz wewnętrzny spokój i równowagę duch i logika się dogadają to i trzecie się też odezwie. ..oczywiście dobrze jest poprosić o rozmowę… forma jest już indywidualna może to być wewnętrzna spowiedź , pokuta żal , może to być prośba o coś tam (choć z materią różnie bywa..).

    • Loja Jolajna pisze:

      karma to karma ..tak na dobre nie wiemy co dana dusza ”nabroiła” w poprzednich wcieleniach i co za cel ma tu do odegrana…
      ___________________
      Tak na dobre to przecież nie wiemy czy zasady karmy to prawda czy fałsz wymyślony przez nielicznych żeby pozostałą większość trzymać w posłuszeństwie, strachu itp.

      • Daria pisze:

        Tez mam takie przemyslenia.

      • tomasz26 pisze:

        ja w prawo karmy (prawo lekcji ,nauki… = rozwoju w świadomości)wierzę .ale każdy wierzy w to co woli ..to tak jak z żywieniem ,każdy ma swój smak

      • tomasz26 pisze:

        Tak na dobre to przecież nie wiemy czy zasady karmy to prawda czy fałsz wymyślony przez nielicznych żeby pozostałą większość trzymać w posłuszeństwie, strachu itp.

        w prawie karmy nikt nikogo w niczym nie trzyma ,czy zmusza.. prawo karmy jest ”prawem” wolnej woli .. lekcji..nie chcesz nie rób ,chcesz rób…,ale myśli ,słowa, czyny wykonuj z pełną naówczas świadomością .. takie zasady panują w ziemskim inkubatorze.. dalej już jest inaczej mniej swobód (wolna wola) ,ale więcej wiedzy praw, i tzw. bio technologi

  9. Margosia pisze:

    „Tak na dobre to przecież nie wiemy czy zasady karmy to prawda..”
    ____
    „Tak na dobre to”… , Ty Tomaszu nie wiesz !… „czy zasady karmy to prawda” czy blaga ….

    • marek pisze:

      1.Prawdą jest, że świadomość musi siebie dokładnie poznać. Kiedy pozna w sobie światło. Zrozumie swoją wewnętrzną substancję……..

      2.Ty Tomaszu nie wiesz !… „czy zasady karmy to prawda” czy blaga ….

      3. Wyraźnie widać, że.. cała bolesna i krwawa historia naszej rasy to… jedna wielka i obiektywna lekcja obrazująca to, czym jest nieznajomość i lekceważenie owych Uniwersalnych Praw Życia……

      4. ten tytuł Mistyka Życia……

      5. przyklejona dusza i czyściec ….

      Ludzie starali się stworzyć uniwersalny język Esperanto …i co chyba temat zgasł …
      „Mistycy ” starają się odkryć i uzgodnić ” niewiadome – sedno życia „…. lecz co z tego wychodzi ? … każde mówi swoim językiem ….głosi swoją prawdę i tak wciąż rozbierają i budują na nowo swoją wieżę Babel …

      wnioski są proste …póki nie będzie ujednoliconych pojęć , póty nie będzie zgody ,konsensusu – wspólna ujednolicona prawda – nie zaistnieje …

      Tak naprawdę by czynić postęp w kierunku obiektywnej prawdy niewiele trzeba czynić .. ” wszystko samo się zrobi ” jeżeli dasz zezwolenie …zrezygnujesz z swoich dotychczasowych prawd …

      Progiem owego restartu ego jest poznanie i wchłonięcie w siebie zrozumienia , że wszystko jest energią , że energia o zróżnicowanej jakości jest wspólnym mianownikiem wszystkiego co istnieje i Wszystkiego Co Jest

      Kto tego progu nie przeskoczy wciąż będzie funkcjonował w subiektywnych prawdach ….w zderzeniu z obecnymi potrzebami czasu Ziemi …stał w miejscu ….

      Aby zabrać ego-umysł w świat energio świadomości trzeba wszystkie doświadczenia kondensować jak choćby na wzór owego słynnego już E = mc2 …chaos i rozległy rozrzut własnych pojęć i przekonań trzeba scalać …kompresować …bym móc przejść …przez igielne ucho

      …ilość podejmowanych i powierzchownie obrabianych tematów na tej stronie jest zaprzeczeniem takiego działania …

      Aby zmieścić się w przedziale czasu wyznaczonym tej planecie i ludzkości na dokonanie tego samo przemianowania trzeba wszystko w sobie uprościć , nadmiar puścić , poobcinać i zostawić w sobie jedno jedyne przekonanie o funkcjonowaniu prawa przyciągania lecz w tym określeniu będące one źle rozumiane ,gdyż w odniesieniu do owego wspólnego mianownika który zawiera w sobie wszystko co jest , we Wszystkim Co Jest , trzeba to prawo nazwać prawem rezonansu gdyż wówczas dopiero jest ono przystające do pojęcia – energia.

      Skupiając się nad rozległością oddziaływania tego prawa uzyskamy wszystko czego dla siebie pragniemy … przemianowania ego , zrozumienie świata antymaterii , rozpuszczenie własnych złogów -emocjonalnego bagażu ,zniknięcie ,fobii ,natręctw ,pasożytów energetycznych i duchowych….staniemy się szczęśliwi , będąc w swym szczęściu niezmienni …

      To prawo zrozumiane i stosowne jest ” tratwą ratunkową ” katalizatorem lawinowo postępujących przemian w człowieku . Jest ono nam wskazane byśmy mogli porządkować swój chaos wewnętrzny ,wyzwalać się z egotycznych półprawd , zespalać pracę obydwóch półkul mózgu ,wchodzić w komunię z zamieszkującym nasze ciała Duchem …

      ad 1. nie świadomość ma siebie rozpoznać , a ego umysł ma przybliżyć sobie zrozumienie czym jest świadomość poziomu ludzkiej istoty …i iść za tym zrozumieniem ..

      ad.2. nie czas teraz rozważać czym jest inkarnacja,bo zgubisz sedno tych czasów ..

      ad.3. dzieci w piaskownicy brudzą się się ,bawią na różne sposoby, nawet poprzez bójkę się edukują , w zapamiętaniu chwilą wypróżniają się często w majtki zapominając o Bożym świecie i czynią wiele innych niepoważnych z poziomu oglądu dorosłego człowieka rzeczy…lecz ….” okulary miłości – prawdy ” pokazują jakim są cudem …

      ad.4.Mistyka winna być jak promień lasera , jak szkło powiększające skupiające wiązkę światła …wówczas broni się sama …

      ad.5. oba terminy z ” jednej szkoły” lecz słowo ” przyklejona ” niesie w sobie sprzeczność w stosunku do owych nauk …uwaga uczyniona by wykazać ową sprzeczność w stosunku do źródła pochodzenia tych pojęć lecz tak naprawdę temat ten również nie zasługuje na rozwijanie , gdyż tratwa ratunkowa prawo rezonansu jak nazwa sama wskazuje …załatwia wszystko ….ratuje życie .

      Jesteś w Bogu a Bóg wokół ciebie , Miłością jesteś rosą życia bo światło jest w tobie.

      • Margosia pisze:

        „… tratwa ratunkowa prawo rezonansu jak nazwa sama wskazuje …załatwia wszystko ….ratuje życie ..”
        ____
        Marek, a gdyby tak… przekładając z polskiego na nasze, to… jak byś to wyraził najprościej jak to tylko możliwe ?

        Poza tym, jeśli już mówimy o prawdach, to z tego co wiem…, oprócz prawa rezonansu istnieje jeszcze kilka innych – równie istotnych praw i dopiero… egzystencja zgodna z wszystkimi tymi prawami daje gwarancję zapakowania zadka na „tratwę ratunkową”, o której wspominasz…

        „Mistycy ” starają się odkryć i uzgodnić ” niewiadome – sedno życia „…. lecz co z tego wychodzi ? „
        ____
        Jak dla mnie na ten przykład, wychodzi… prosty, spójny i zrozumiały nawet dla średnio inteligentnej małpy – Dekalog Zen… 🙂

        1. Nie przywiązuj się bałwochwalczo do żadnej doktryny, teorii, czy ideologii.
        Wszystkie systemy teoretyczne są jedynie drogowskazami i żaden nie objawia prawdy absolutnej.
        Unikaj ciasnego myślenia. Ucz się nie przywiązywać do aktualnie obowiązujących poglądów, abyś mógł zachować otwartość wobec cudzego punktu widzenia.
        Prawda tkwi w życiu, nie w doktrynach.
        Bądź gotów uczyć się przez całe życie, stale obserwując rzeczywistość w sobie i otaczającym cię świecie.

        2. Nie zmuszaj nikogo – także dzieci – do wyznawania twoich poglądów.
        Nie posługuj się w tym celu groźbą, pieniędzmi, propagandą ani wychowawczym autorytetem.
        Poprzez współczujący dialog pomagaj innym odrzucać fanatyzm i ciasnotę poglądów.

        3. Nie unikaj kontaktu z cierpieniem.
        Niech nie opuszcza cię świadomość, jak wiele cierpienia istnieje na świecie.
        Staraj się docierać do cierpiących na wszelkie możliwe sposoby: poprzez kontakty osobiste, odwiedziny, działania na rzecz innych. Nie trzeba daleko szukać…

        4. Nie gromadź bogactw ponad miarę, gdy miliony głodują.
        Nie rób ze sławy, zysku, zamożności, czy przyjemności zmysłowych… głównego celu twojego życia. Żyj prosto, dzieląc czas, energię i dobra materialne z tymi, którzy są w potrzebie.

        5. Nie podsycaj gniewu i nienawiści.
        Naucz się wykrywać i transformować złe uczucia, póki są tylko ziarnem w twojej świadomości, zanim wykiełkują. Gdy czujesz pierwsze oznaki nienawiści lub złości – skupiaj uwagę na oddechu, aby postrzec i pojąć naturę tych uczuć oraz uwarunkowania osób, które je wywołały.

        6. Nie rozpraszaj się.
        Obserwuj uważnie swoje oddychanie, aby stale powracać do tego, co się dzieje w chwili obecnej. Bądź w kontakcie ze wszystkim, co jest cudowne, odradzające i uzdrawiające w tobie samym i wokół ciebie.
        Zasiewaj w sobie ziarno radości, pokoju i zrozumienia, które sprzyja zachodzącym w głębi twojej świadomości procesom transformacji.

        7. Nie mów rzeczy niezgodnych z prawdą – ani dla osobistej korzyści, ani po to, żeby wywrzeć wrażenie na słuchaczach.
        Nie wypowiadaj słów, które wywołują konflikty i nienawiść. Nie rozpowszechniaj niesprawdzonych wiadomości. Zawsze wypowiadaj się uczciwie i konstruktywnie. Miej odwagę zabrać głos, gdy dostrzegasz niesprawiedliwość, nawet wtedy, gdy może się to dla ciebie okazać niebezpieczne.

        8. Nie wykonuj takiego zawodu, którego efekty są szkodliwe dla ludzkości i innych czujących istot oraz przyrody.
        Nie inwestuj w towarzystwa i spółki pozbawiające innych szansy na życie. Wybierz sobie zajęcie, które pomoże ci wyrazić twą troskę o innych.

        9. Nie przywłaszczaj sobie rzeczy, które powinny należeć do kogoś innego.
        Szanuj cudzą własność, jednak nie dopuszczaj, by inni ludzie bogacili się na ludzkim cierpieniu, czy cierpieniu jakichkolwiek istot…

        10. Szanuj własne ciało i obchodź się z nim jak najlepiej.
        Gromadź energie życiowe dla realizacji swoich ideałów.
        Nie podejmuj życia płciowego bez miłości i płynących z niej zobowiązań.
        Wkraczając w związki seksualne bądź świadom przyszłych cierpień, jakie możesz spowodować.
        Bądź w pełni świadom odpowiedzialności związanej z powołaniem nowego istnienia. Medytuj nad kształtem świata, do którego powołujesz nowe życie.

        • marek pisze:

          prawo rezonansu jak nazwa sama wskazuje …załatwia wszystko ….ratuje życie ..

          Marek, a gdyby tak… przekładając z polskiego na nasze, to… jak byś to wyraził najprościej jak to tylko możliwe ?

          Poza tym, jeśli już mówimy o prawdach, to z tego co wiem…, oprócz prawa rezonansu istnieje jeszcze kilka innych – równie istotnych praw i dopiero…

          Jak dla mnie na ten przykład, wychodzi… prosty, spójny i zrozumiały nawet dla średnio inteligentnej małpy – Dekalog Zen…

          Wszyscy prezentujemy swoje własne poglądy jednakże ten kto uwzględnia naszą wielowymiarowość musi dopuścić iż to co określam jako „swoje światopoglądy ” w niektórych przypadkach to nie tylko wypadkowa własnych obserwacji ale również pogląd lub zrozumienie inspirowane podszeptami z przestrzeni z którymi w danym swoim stanie istnienia mamy ” łączność ”

          Od tego jest krok by zrozumieć ,że wielowymiarowość oznacza istnienie wielu źródeł z którymi człowiek może być połączony lub rozłączony ..a to z kolei wymusza bycie rozważnym w przyjmowaniu informacji-inspiracji zarówno własnych jak i cudzych ….gdyż nie wszystko złoto co się świeci ,a niektóre anioły zapewne mają rogi i kopyta …kończę żartem który służy objaśnieniu .

          ————————————————————————

          Od lat poza obserwacją siebie samego i bliźnich analizuję jakość i treść różnych przekazów z uwzględnieniem tego jak one są przydatne do uzyskania swej pełnej autonomii i wolności w przestrzeni Życia Wszechświata .

          Informacja-inspiracja ewoluuje w miarę jak sami się rozwijamy i otrzymujemy wskazania z coraz wyższy poziomów świata energio świadomości …pozostaje jedynie je wyłuskać by móc z nich skorzystać .

          —————————————————————————–

          Puenta – najprościej… jest czytelna i przyswajalna dla tych którzy rozpatrują wszechświat jako konglomerat różnorodnych energii ..

          Wchodź jak najczęściej w wibrację energii będącej elementarnym budulcem Wszystkiego co Jest….. w starej nomenklaturze Boga , a będziesz stawał się jemu podobny …tylko nie oczekuj , że stanie się to jutro …

          Prawo rezonansu zespala cię ze Źródłem Wszystkiego Co Jest i od chwili zainicjowania tego procesu i podtrzymywania go w sobie – reszta dzieje się sama , czyli wewnętrzne porządki …

          Określone poziomy świadomości dostrzegły iż pomieszanie zbiorowego umysłu ludzkości jak i poszczególnych indywidualnych starań przekracza możliwość osiągnięcia zrozumienia celu swego istnienia w sensownym dla tego procesu czasie …stąd owa tratwa ratunkowa wskazująca jakimi metodami można przybliżyć się do spełnienia swego ” ostatecznego przeznaczenia „.

          Podejrzewam ,że gdyby zebrać w jednym miejscu wszelkie istniejące i zagubione pisma z dekalogami , pouczeniami , zaleceniami to życia brakło by by wyłuskać z nich sedno ….

          Stwórca upomina się o nas i daje nam wskazówkę , naśladuj mnie w stylu bycia – w mej wibracji , a w krótkim czasie ” odzyskasz skrzydła ” i ” będziesz siedział ze mną przy stole „.

          Jesteś w Bogu a Bóg wokół ciebie Miłością jesteś rosą życia bo światło jest w tobie …

          • Margosia pisze:

            „nie wszystko złoto co się świeci ,a niektóre anioły… mają rogi i kopyta „
            ____
            Oj prawda to prawda…

            „Określone poziomy świadomości dostrzegły iż pomieszanie zbiorowego umysłu ludzkości jak i poszczególnych indywidualnych starań przekracza możliwość osiągnięcia zrozumienia celu swego istnienia w sensownym dla tego procesu czasie „
            ____
            Może… spowodowane jest to tym, że… droga poznania każdego z nas jest całkowicie odmienna i dla każdego różna… ?

          • mały budda pisze:

            ____
            Może… spowodowane jest to tym, że… droga poznania każdego z nas jest całkowicie odmienna i dla każdego różna… ?
            Odpowiedź.

            Z mojego doświadczenia wynika, że tak jest.

    • tomasz26 pisze:

      wiedzieć nie muszę wystarczy ,że w mym mniemaniu ją stosuje i w nią wierzę..wiedza jest niedościgniona tak jak rozwój czas,wiec nie znajdziesz Margosiu istoty ,która wie ..oczywiście można mówić ze coś tam wiem itp.. ale to ,tylko domysły i spekulacje subiektywnego ego ..w tej materii panuje też wolna wola

      • Margosia pisze:

        „wiedzieć nie muszę wystarczy ,że w mym mniemaniu ją stosuje”
        ____
        Tomaszu, wiedza i jej zrozumienie pozwala na jej zastosowanie w życiu… 🙂
        * * *
        „oczywiście można mówić ze coś tam wiem itp.. ale to ,tylko domysły i spekulacje subiektywnego ego ..w tej materii panuje też wolna wola”
        ____
        Hmm.., na tak postawione twierdzenie… brak mi argumentów do dalszej dyskusji…

        • tomasz26 pisze:

          Tomaszu, wiedza i jej zrozumienie pozwala na jej zastosowanie w życiu… 🙂

          pozwala ,albo i nie .. to jest fajne ze mamy w tym temacie wolna wolę

          to właśnie w ludziach kocham najbardziej , tą rozwojową różnorodność w myśleniu

          • Margosia pisze:

            Tomaszu, wiedza i jej zrozumienie pozwala na jej zastosowanie w życiu… 🙂
            *
            „pozwala ,albo i nie .. to jest fajne ze mamy w tym temacie wolna wolę”
            ____
            No tak, masz słuszność z tym… „albo i nie „… 🙂
            Chyba… niezbyt poprawnie wyraziłam swą myśl, może powinnam była powiedzieć:
            – Wiedza i jej zrozumienie daje nam szanse na jej zastosowanie w życiu… 🙂 i jak najbardziej zgadzam się z Tobą w kwestii wolnej woli każdego z nas odnośnie zastosowania owej wiedzy w swoim życiu…

          • Margosia pisze:

            „…to właśnie w ludziach kocham najbardziej , tą rozwojową różnorodność w myśleniu”
            ____
            Tomaszu, czy aby napewno ta… „różnorodność w myśleniu” jest jedynie „rozwojowa” ?

            Co „rozwojowego” widzisz chociażby np. w takim myśleniu Livii ?

            „Mam skopiowanych wiele komentarzy w ktorych Maria st odnosila sie do mojego prywatnego zycia.. to szczyt chamstwa!..”

            Albo np. w takim myśleniu BasiB:

            „Niech oglądają jak wali im się GRA, którą tak upajała się Maria_st propagując za pomocą tej GRY miłość i szczęście..”

            No ale… zarówno wola jak i rozum człowieka – w kontekście Praw Uniwersalnych są nienaruszalne!, ponieważ tego bezwzględnie wymaga Prawo Nieingerencji, co oznacza, że… w żaden sposób nie można pomóc człowiekowi bez jego osobistej woli i zgody…

          • Maria_st pisze:

            Co „rozwojowego” widzisz chociażby np. w takim myśleniu Livii ?

            „Mam skopiowanych wiele komentarzy w ktorych Maria st odnosila sie do mojego prywatnego zycia.. to szczyt chamstwa!..”

            heh a cóż maria_st mogła napisac czego inni nie wiedzą dzieki zwierzeniom livii ?
            Toż sama ze szczegółami opisała swoje zycie….jeśli sie cos upublicznia tzn że wyraza sie zgodę na to

          • Margosia pisze:

            „… jeśli sie cos upublicznia tzn że wyraza sie zgodę na to”
            ____
            Takie zachowanie jak zaprezentowane przez mnie wyżej cytaty- to brak odpowiedzialności za to się robi, to szukanie „winnych” swej własnej nieprzemyślanej decyzji wszędzie – tylko nie w sobie !, a to z kolei może świadczyć jedynie… o niedojrzałości emocjonalnej osoby, która tak postępuje.

  10. tomasz26 pisze:

    mnie słowa nie ranią słowa są wynikiem lekcji(przyczyna i zarazem skutkiem ) każdy kiedyś w różnym tempie dojrzewa ,tak jak świadomość się rozwija jak drzewo wzrasta jego kora staje się grubsza ,ale żeby się zaraz obrażać fochach na siebie /.? kiedyś pisałem ze każdy szuka akceptacji(rola rozwoju ego) ,a to przez konfrontacje a to poprzez słowa to nic zdrożnego ,,jeśli by tak było tzw. jezus zapadł by się pod ziemię, albo wsiekał jak go rugali .. on się nie odwijał innym za inne subiektywne słowa on ich wysłuchał i powiedział swoje ,ale przede wszystkim kochał swych tzw oponentów(wybaczcie im bo nie widzą co czynią itp.itd) ,którzy na tym etapie świadomości tak o sobie myśleli….nie ingerował w ich karmę .. to nie fajne

    No ale… zarówno wola jak i rozum człowieka – w kontekście Praw Uniwersalnych są nienaruszalne!, ponieważ tego bezwzględnie wymaga Prawo Nieingerencji, co oznacza, że… w żaden sposób nie można pomóc człowiekowi bez jego osobistej woli i zgody…

    margośu prawo od nas niczego nie może wymagać .to my możemy ,albo się do niego dostosować bądź nie ..oczywiście w miarę lekcji karmy jaka mamy do przerobienia ludzie ludziom pomagają jeśli tego oczekują ,ale nic na siłę…tam gdzie dwóch niesie tzw.pomoc po drugiej stronie dwóch niesie tzw .szkodę gdzie ktoś umiera ktoś się rodzi .itp itd. każdy czyn ma swe dokładne tzw.przeciwieństwo każda karma ma tak samo, każdy człowiek ma swoje odbicie, każdy wymiar .. itp..i ze by to uchwycić ”trzeba balansować jak jak na linie nad przepaścią” stan równowagi jest kluczowym elementem wewnętrznego spokoju i świadomości KAŻDEJ duszy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s