Tajemnice ziemskiego Księżyca nadal pozostają bez odpowiedzi

Źródło:

Biorąc pod uwagę całe zamieszanie powstałe naokoło naszego ziemskiego satelity, wliczając w to wszelkie superksiężyce, krwawe księżyce czy choćby temat samego lądowania na księżycu warto zwrócić uwagę na kilka interesujących szczegółów z nim związanych. Szereg teorii spikowych które postrzegają księżyc jako iluzję, statek obcych czy ogromną wieżę strażniczą nabiera zupełnie innego sensu, gdy zdamy sobie sprawę z tego jak dziwne jest ów ciało niebieskie.

 

Posiadając średnicę około 3476 kilometrów rozmiar Księżyca odpowiada jednej czwartej rozmiaru Ziemi. To największa dysproporcja masy zaobserwowana do tej pory przez astronomów. Ponadto, wszystkie księżyce w Układzie Słonecznym okrążają swoje planety wokół równika, wszystkie poza naszym, który to obiega Ziemię przy nachyleniu pięciu stopni. Jakby to nie wystarczyło część z księżycowych skał, które zostały znalezione na powierzchni ziemi, zawiera przetworzone metale takie jak mosiądz, mika, uran 236 i neptun 237.

Mówiąc najprościej, ziemski księżyc jest jednym z najbardziej tajemniczych obiektów w naszym Układzie Słonecznym. Jest on uznawany za „dziwne” ciało niebieskie, nie tylko z powodu jego licznych cech fizycznych, których naukowcy nie są w stanie wyjaśnić, a raczej ze względu na fakt, że jest to najbardziej wyjątkowy obiekt w całym Układzie Słonecznym, nieporównywalny z żadnym innym księżycem znalezionym do tej pory.


Dr Robin Brett, naukowiec z NASA, pokusił się nawet o stwierdzenie, że „O wiele łatwiej wyjaśnić nieistnienie Księżyca niż jego istnienie”. Może to brzmieć absurdalnie, ale takie są fakty. Idąc dalej, gęstość naszego satelity jest szacowana na mniej więcej 60% gęstości Ziemi. Fakt ten ma wspierać teorię, że glob ten jest pusty w środku.Niewyjaśniona pozostaje też dziwnie niewielka głębokość kraterów księżycowych. Nawet takie, które mają 150 kilometrów średnicy mają najwyżej 4 kilometry głębokości. Według naszej wiedzy impakty meteorytów i asteroid powinny zostawiać głębsze szramy na powierzchni tego globu. Wygląda to tak jakby powierzchnia naszego satelity Ziemi była faktycznie wykonana z jakiegoś bardzo twardego materiału.

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że księżyc, co miesiąc dokładnie symuluje roczny ruch Słońca. Dlatego w środku zimy, kiedy Słońce świeci najsłabiej i jest nisko nad horyzontem, Księżyc świeci najbardziej jaskrawo i wznosi się wysoko nad horyzontem. Za to w środku lata, gdy Słońce jest najsilniejsze jego jasność maleje. Pozostaje jeszcze kwestia tak zwanej ciemnej strony, a właściwie niewidocznej z Ziemi strony Księżyca. Jest to bardzo wygodne, że cześć srebrnego globu jest stale niewidoczna z Ziemi.


Gdyby ktoś chciał się ukrywać przed ludzkością lepiej nie można było tego wymyślić. Poza tym, mimo że mamy 2016 rok na Księżycu nie znalazł się w ostatnich latach ani jeden łazik. Można oczywiście bajdurzyć, że wysyłamy takie urządzenia na Marsa, a Księżyc nie ma już przd nami żadnych tajemnic, ale jak wskazałem wcześnie tajemnic jest aż nadto. Chyba, że nie robi się tego celowo. A powód tego stanu rzeczy, mógłby obrócić do góry nogami całą dotychczasową naukę.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eksperymenty, Kosmos, planety i komety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Tajemnice ziemskiego Księżyca nadal pozostają bez odpowiedzi

  1. Dawid56 pisze:

    Mnie zastanowiła precyzyjna odległość Księżyca od Ziemi, tak „dobrana” aby mogło w pewnych wypadkach zachodzić zaćmienie Słońca.
    Bez Księżyca nie byłoby Życia na Ziemi( przynajmniej w takiej postaci w jakiej obecnie się znajduje)

    • Maria_st pisze:

      Kto zbudował Księżyc i ustalił jego zasady i miary?

      Komunikat obcej myśli i cywilizacji:
      Księżyc wasz satelita jest obiektem sztucznym i sztucznego pochodzenia tak samo jak i nasza planeta.
      Kto z wielkich istot zwanych przez naszych praojców Bogami w otchłaniach Kosmosu, zaprojektował i zbudował dla nas Księżyc?
      Kto w ogóle zaprojektował i zbudował Ziemie – naszą planetę?
      I razem te dwa ciała kosmiczne połączył w jedną całość?

      Wydawać by się mogło, że to głupawe zapytania rozbieganego umysłu. Ale prawda leży w przekazie i zawartych w nim formach zrozumiałych dla społeczeństwa wykształconego na pewnym określonym poziomem edukacji.

      W związku z tym rasa to wykonująca lub projektująca powinna pozostawić po sobie ścisłe i jednoznaczne artefakty i wskazówki, że to wykonała i zaprojektowała. Jak i te artefakty powinny być wzajemnie same sobie uzupełniające w ciągłości przekazu.

      Dlatego ów artefakt albo będzie istniał zawsze od czasu zainicjowania lub tylko w ściśle określonym przedziale czasu będzie się manifestował czy uaktywniał.. W ten sposób jakby dokumentując, ze jest przeznaczony do ściśle wybranej i ukierunkowanej grupy odbiorców stojących na określonym poziomie zaawansowania.

      Tak wiec dowody możemy posiadać bezpośrednie i pośrednie. Czyli ściśle i wynikowo określone i we wzajemnych stosunkach ułożone.

      Zamiast wiec pisać kilometry tekstu i tak kompletnie nie zrozumiałego dla przeciętnego czytelnika, który i tak nie wie, jak sporzytkowac zasięgniętą wiedze, przedstawię ją w postaci lakonicznego opisu i liczb zebranych u różnych autorów i z własnych ocen. We wzajemnych występujących proporcjach.

      Nie istnieje żaden rozsądny i oczywisty dowód ani powód i jakie kolwiek realne wyjaśnienie lub wytłumaczenie, według których mogą czy mogłyby występować zależności zebrane i usystematyzowane poniżej w jakiejś innej odmiennej konfiguracji, dla podanych ciał i zależności.

      Podczas jednego pełnego obiegu wokoło naszego Słońca Ziemia planeta nasza obraca się 366,259 razy, co daje jeden rok planetarny wyróżniony w dobach planetarnych.

      Czas obiegu orbity Stosunek obwodów biegunowych w %.

      Ziemia: 366,259 27,31%
      Księżyc: 27, 396 366,175 %

      Trzeba wiedzieć, co nie wie wielu, że jednostka długości jednego metra została tak zdefiniowana, aby obwód Ziemi wynosił 40 000 km. Obwód równikowy jest nieco dłuższy niż obwód biegunowy, co powoduje ze wielu ludzi się w tym myli.

      Bez względu, jakie weźmiemy jednostki metryczne, Księżyc obraca się z prędkością prawie doskonale równe 1 % prędkości obrotowej Ziemi. Czyli jakby, kto z dyskutantów nie wiedział Ziemia nasza planeta obraca się 100 razy szybciej od naszego Księżyca.

      Zdumiewająca zależność. Zdumiewająca, dlatego ze nigdzie indziej w żadnym z systemów planetarno satelitarnych te zależności nie występują i nie wystąpią.

      Księżyc obiega ziemie ze średnią prędkością wynoszącą 1 km /s. I nigdy ta prędkość nie spada poniżej 0,964km/s i nie jest większa od 1,076 km/s.

      Choć należy wiedzieć ze prędkość ta zmienia się nieco w zależności od punktu Księżyca na orbicie.
      Niewielu ludzi wie ze średnica Słońca jest 109,2 razy większa od średnicy Ziemi.

      Jednocześnie odległość Ziemi od Słońca w najodleglejszym miejscu orbity Ziemi
      jest 109,2razy większa od średnicy Słońca.

      Ale żeby było ciekawiej Obwód Księżyca wynosi 109,2 x 100 km.

      Przypadek czy Boskie mrugniecie oczkiem?

      Liczba obrotów Ziemi w ciągu roku = 366, 259.
      Stosunek wielkości Ziemi do Księżyca = 366%.

      Stosunek wielkości Słońca do wielkości Ziemi = 109,28
      Stosunek średnicy Ziemi do średnicy Słońca = 109,25
      Stosunek odległości największej odległości
      Ziemi od Słońca do średnicy Słońca = 109,26

      27,322 x4 = 109,2
      = Liczb a dni gwiazdowych w cyklu orbity Księżycowej.

      27,322%
      = Stosunek wielkości Księżyca do wielkości Ziemi.

      Można by tak długo.
      Niemniej Księżyc wykonuje 366 pełnych obiegów po swej orbicie w 10 000 Ziemskich dni.

      Niewielu wie i z tych niewielu zdaje sobie sprawę ze gdyby Księżyc obiegał Ziemie po innej orbicie niższej to doba Ziemi była by krutsza a rok trwałby od 600do 730dni. A tak ma tylko 366 dni.
      Czy to nie dziwne i nie zdumiewające? Te wartości nie maja prawa się ze sobą spotkać i zgodzić a jednak tak jest. Co stanowi dowód ze ktoś doskonale wyliczył orbity masy wzajemne, obiegowe orbity i współzależności. Które nigdy z przypadku nawet nieprawdopodobnie zrealizowanego zdarzyć się nie mogły.

      Wiec, jaki Bóg czy Bogowie tego dokonali?
      Byli tacy mocarze.

      Wiec, kto z czytelników zaprzeczy ze to nie sztuczne zależności i w sposób szczególny ustawione. Na planecie powinny być odpowiedniki artefaktów tych zależności. I są.
      Powinny w szczególności odpowiadać przedstawionym zależnościom. I przedstawiają.
      Wiec jak długo ci, co się mianują uczonymi będą ogłupiać i okłamywać malutkich ludzików na planecie?

      Pozdrawiam:

      Ps: wyjaśnienie:

      365 – to rok słoneczny naszej planety: dokładniej = 365,256366
      366,259 – to rok gwiazdowy naszejplanety
      365,2422 -zwrotnikowy

      Wśród wielu jeszcze tu nie ujętych i nie omówionych dowodów. Jeden jest nie do podważenia. I nikt i nic nie może go obalić. To dowód ostateczny i niepodważalny za fakt ze to szczególnie sztuczne i celowe zestawienie.

      (1 – szy ) Dodatek korekcyjny do treści:

      40 000 = Liczba km pokonanych przez punkt na równiku Ziemi w ciągu doby. (Knight,Butler)

      400 = Liczba km pokonanych przez punkt na równiku Księżyca w ciągu doby. (Knight,Butler)

      Stosunek prędkości obrotowej Ziemi do Księżyca wynosi w bardzo bliskim przybliżeniu 27.

      Widać z mych wskazań ze liczba 400 ma szalone i nieprawdopodobne znaczenie w postrzeganiu zależności Księżycowych.

      * Księżyc znajduje się 400 razy bliżej Ziemi niż Słońce.

      * Słońce znajduje się 400 razy dalej od Ziemi zniż Księżyc.

      *Księżyc jest400 razy mniejszy niż Słońce.

      Stwierdzenie przypuszczenie:

      Mając tylko te dane na uwadze, można zaryzykować stwierdzenie że „”konstruktor”” ciał planetarnych i ich rozmieszczenia przestrzennego doskonale wiedział, że będziemy używać metra jako jednostki długości, oraz uśrednionej doby słonecznej jako wskaźnika jednostki czasu.

      http://muki.salon24.pl/211275,kto-zbudowal-ksiezyc-i-ustalil-jego-zasady-i-miary

  2. A 58 pisze:

    Zwrócę waszą uwagę na błąd w rysunku poglądowym z tego opracowania.W rzeczywistości odchyłka trajektorii księżyca jest minimalna (poniżej jednego stopnia od płaszczyzny ekliptyki)To Ziemia jest raz ponad a raz poniżej ekliptyki.Stąd pochodzi tzw libracja pionowa.Porównując to z innymi układami planet i ich księżyców wychodzi na to ,że księżyc nie był poddany podobnym siłom jak inne obiekty a to z kolei daje podejrzenie ,że kiedyś go nie było i został przechwycony podczas jakiegoś przemeblowania w układzie słonecznym.

    • marek pisze:

      Miło mi o trzeciej w nocy czytać wpisy które odbieram jako bardziej bliskie rozsądkowego niż życzeniowego myślenia …łącznie z Małgosi wpisem n/t mego braku rozumienia Buddyzmu …

      Nie wiem Dawidku czy obejrzałeś film dotyczący księżyca który wcześniej wkleiłem , jednak pozwolę sobie powtórzyć że obejrzenie wszystkich daje autentyczne poszerzenie rozumienia jak wygląda od zaplecza bigos na Ziemi w którym się gotujemy …

      Życzę Wszystkim pokonania uprzedzeń i rozszerzenia zakresu zainteresowań , …

      ….. przecież kula jest okrągła więc jeżeli mamy być kompletni to nasz umysł musi mieć oczy wokół głowy a nie tylko zapatrzone w to co nam smakuje lub się podoba..

      / o kurcze ! , a miałem już nie pouczać /

      Jam Jest w Bogu a Bóg wokół mnie Miłością jestem rosą życia bo światło jest we mnie

      • marek pisze:

        Moje rozumienie sprowadza się do tego że tak nie rozumiemy całościowo i dokładnie otaczającej nas rzeczywistości jak nie rozumiemy że z chwilą zaimportowania sobie demokracji wraz z kapitalizmem zaimportowaliśmy sobie taką rzeczywistość jak w poniższym eseju …

        Dlatego zawsze będę odwoływał się że tak funkcjonująca cywilizacja wskazuje na wpływ oddziaływania czarnej dziury i jest na drodze do przekształcenia się w cywilizację fantomową ,którą na chwilę obecną już częściowo jesteśmy …

        Piekła nie ma , ale życie całych populacji może być piekłem .

        Esej o pracy

        Autor: James Livingston, profesor historii z Uniwersytetu Rutgers

        Dla nas Amerykanów praca oznacza wszystko. Przez wieki, bo powiedzmy od 1650 roku wierzyliśmy, że praca buduje charakter (punktualność, inicjatywę, uczciwość, samodyscyplinę i tak dalej). Uważaliśmy również, że rynek pracy, gdzie sie udajemy, aby znaleźć pracę, był stosunkowo skuteczny w przydzielaniu okazji i dochodów. I wierzyliśmy, nawet jeśli to jest do bani, że praca nadaje sens, cel i strukturę naszemu codziennemu życiu – w każdym razie, jesteśmy prawie pewni, że praca podnosi nas z łóżka, płaci nasze rachunki, sprawia, że czujemy się odpowiedzialni i trzyma nas z dala od dziennych programów w TV.

        Te przekonania nie są już dłużej wiarygodne. W rzeczywistości stają się one śmieszne, bo nie ma wystarczająco dużo pracy wokół, a ta, która pozostała jako dostępna, nie opłaci rachunków – no chyba, że już znalazłeś sobie pracę jako dealer narkotyków lub bankier z Wall Street, który i tak staje się gangsterem.

        Obecnie wszyscy od lewej do prawej, od ekonomisty Deana Bakera, naukowca społecznego Arthur’a C. Brooks’a do Bernie Sandersa i Donalda Trumpa zajmują się załamaniem i podziałem rynku pracy, promując „pełne zatrudnienie”, jakby posiadanie pracy już samo przez się było dobre, bez względu na to, jak bardzo jest to niebezpieczne, wymagające lub poniżające. Ale „pełne zatrudnienie” nie jest sposobem, aby przywrócić wiarę w ciężką pracę, ani gra przepisami, ani cokolwiek innego co brzmi dobrze. Oficjalna stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych jest już poniżej 6 procent, jest to całkiem blisko do tego, co ekonomiści zwykli nazywać „pełnym zatrudnieniem”.

        Ale nierówność dochodów nie zmieniła się ani trochę. A mierna praca dla każdego, nie rozwiąże żadnych problemów społecznych, z którymi mamy teraz do czynienia.

        Nie wierzcie mi na słowo, ale spójrzcie na liczby. Jednej czwartej dorosłych, faktycznie zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych są wypłacane pensje niższe niż te, które mogłyby podnieść ich powyżej oficjalnej granicy ubóstwa, a jedna piąta amerykańskich dzieci żyje w ubóstwie. Prawie połowa zatrudnionych osób dorosłych w tym kraju, ma prawo do bonów żywnościowych (większość z tych, którzy są uprawnieni o nie nie występują). Rynek pracy uległ awarii, wraz z większością innych rzeczy.

        Ten rodzaj pracy, który zniknął w czasie wielkiej recesji po prostu nie powraca, bez względu na to, co mówi stopa bezrobocia – zysk netto w pracy od roku 2000 stoi w miejscu. I jeśli ta praca nie zmartwychwstanie, to pojawi się masa pracy “zombie”, prac warunkowych, prac w niepełnym wymiarze czasu, za minimalną płacę, gdzie szefowie mogą przesunąć zmianę pracownika z tygodnia na tydzień. Zapraszamy do Wal-Martu, gdzie kartki żywnościowe są bonusem /dodawanym do wykonywanej pracy/.

        I nie mówcie mi, że podniesienie płacy minimalnej do 15 $ za godzinę rozwiązuje problem. Nikt nie może mieć wątpliwości o moralnym znaczeniu tego ruchu. Ale przy takim poziomie wynagrodzenia możesz przekroczyć granicę oficjalnego progu ubóstwa dopiero po przepracowaniu 29 godzin w tygodniu. Obecnie zgodnie z prawem federalnym minimalna płaca wynosi $ 7.25. Więc przy 40-godzinowym tygodniu pracy, ktoś musiałby zrobić stawkę 10 $ za godzinę, aby dotrzeć do oficjalnego progu ubóstwa. Jaki dokładnie jest sens zarabiania wypłaty, która nie wystarczy na utrzymanie, a jedynie może udowodnić, że masz etykę pracy?

        Na przykład, ekonomiści z Oxfordu badający trendy zatrudnienia mówią nam, że prawie połowa istniejących miejsc pracy, w tym te związane z „nie-rutynowymi zadaniami poznawczymi” – wiesz takimi jak myślenie – są narażone na ryzyko śmierci w ciągu 20 lat, w wyniku informatyzacji . Oni tylko rozwijają wnioski wyciągnięte przez dwóch ekonomistów z MIT, w prezentowanej książce “Race Against the Machine” 2011 r. [Wyścig z maszyną]. Tymczasem typy z Doliny Krzemowej dający wykłady TED zaczęli mówić o „nadwyżkach ludzi” w wyniku tego samego procesu skomputeryzowanej produkcji. “Świt robotów” nowa książka Martina Forda, która przytacza te same źródła, jest nauką społeczną, a nie science fiction.

        http://lubimyczytac.pl/ksiazka/273974/wyscig-z-maszynami

        http://lubimyczytac.pl/ksiazka/305142/swit-robotow

        ………

        Z pewnością ten kryzys każe nam zapytać: co nastąpi po pracy?

        Co byś zrobił bez twojej pracy, jako czynnika dyscyplinującego cię z zewnątrz, który organizuje twoje życie na jawie jako społeczny imperatyw, który powoduje, że wstajesz, idziesz do fabryki, biura, sklepu, magazynu, restauracji, gdziekolwiek jest twoje miejsce pracy i bez względu na to, jak bardzo go nienawidzisz, to ciągle tam wracasz?

        Co byś robił, gdybyś nie musiał pracować, aby otrzymać dochód?

        Jak wyglądałoby społeczeństwo i nasza cywilizacja gdybyśmy nie musieli „zarobić” na swoje życie – jeśli wolny czas i wypoczynek nie byłby naszym wyborem, ale naszym losem? Czy będziemy spędzać czas w lokalnym Starbucksie z otwartymi laptopami? Albo czy zostaniemy może ochotnikami do nauczania dzieci w słabiej rozwiniętych miejscach kraju, takich jak Mississippi? A może będziemy palić zioło i oglądać reality show przez cały dzień w TV?

        ……..

        Kiedy pokładamy naszą wiarę w ciężką pracę, życzymy sobie zbudować charakter, ale mamy także nadzieję, czy też spodziewamy się, że rynek pracy będzie lokować dochody rzetelnie i racjonalnie. I w tym sęk, że to nie idzie w parze. Charakter może być tworzony w pracy tylko wtedy, gdy widzimy, że jest czytelna, uzasadniona relacja między ostatnim wysiłkiem, zdobytymi umiejętnościami i obecnym wynagrodzeniem. Kiedy widzę, że twoje dochody są zupełnie nieproporcjonalne do twojej realnej produkcji środków o trwałej wartości, które reszta z nas może wykorzystać i docenić (i jako „trwałe” nie mam na myśli tylko rzeczy materialnych), zaczynam wątpić, że charakter jest wynikiem ciężkiej pracy.

        Kiedy widzę, na przykład, że robisz miliony poprzez pranie pieniędzy z karteli narkotykowych (bank HSBC), lub przepychasz trefne papiery /obligacje/ przez menedżerów funduszy inwestycyjnych (AIG, Bear Stearns, Morgan Stanley, Citibank) lub żerujesz na kredytobiorcach o niskich dochodach (Bank of America), albo kupujesz głosy w Kongresie (wszystkie powyżej) – jak to zwykle bywa w biznesie na Wall Street – podczas gdy ja ledwo wiążę koniec z końcem z zarobkami za pracę w pełnym wymiarze godzin, to zdaję sobie sprawę, że mój udział w rynku pracy jest nieracjonalny. Wiem, że budowanie mojego charakteru poprzez pracę jest głupie, ponieważ to przestępczość się opłaca. Równie dobrze mogę zostać gangsterem jak i ty.

        Dlatego kryzys gospodarczy, taki jak wielka recesja jest również problemem moralnym, duchowym impasem i intelektualną szansą.

        ………

        Praca była sposobem na wykazanie różnic między mężczyznami i kobietami, na przykład poprzez łączenie znaczenia ojcostwa i znaczenia „żywiciela rodziny”, dopiero od niedawna, rozdzielono te pojęcia od siebie. Od XVII wieku, męskość i kobiecość zostały zdefiniowane – niekoniecznie poprzez osiągnięte przez nich miejsce w moralnej gospodarce, jako mężczyźni, którzy otrzymywali wypłacane wynagrodzenie za wytwarzane dzieła i wartości w pracy, za to kobiety pracujące, nic nie miały płacone za ich produktywność i utrzymanie rodzin. Oczywiście, te definicje są teraz zmieniane, tak jak rozumienie ‚rodziny’, wraz z głębokimi i równolegle zachodzącymi zmianami na rynku pracy.

        Gdy znika praca, rozróżnienie płci stworzone przez rynek pracy staje się zamazane. Gdy załamuje się praca społecznie niezbędna, coś co kiedyś nazywano pracą kobiet – edukacja, opieka zdrowotna, usługi – to ona staje się naszym podstawowym przemysłem, a nie trzeciorzędny wymiar mierzalnej ekonomii. Praca z miłości, troski o siebie nawzajem i uczenie się jak być opiekunami naszych braci – społecznie korzystna praca – staje się nie tylko możliwa, ale wybitnie konieczna, nie tylko w rodzinach, w których uczucie jest rutynowo dostępne. Taka praca staje się konieczna w szerokim, szerokim świecie.

        Fragmenty przetłumaczyła Aldabra

        https://aeon.co/essays/what-if-jobs-are-not-the-solution-but-the-problem

        https://krystal28.wordpress.com/2016/12/09/esej-o-pracy/

      • marek pisze:

        Moje rozumienie sprowadza się do tego że tak nie rozumiemy całościowo i dokładnie otaczającej nas rzeczywistości jak nie rozumiemy że z chwilą zaimportowania sobie demokracji wraz z kapitalizmem zaimportowaliśmy sobie taką rzeczywistość jak w poniższym eseju …

        Dlatego zawsze będę odwoływał się że tak funkcjonująca cywilizacja wskazuje na wpływ oddziaływania czarnej dziury i jest na drodze do przekształcenia się w cywilizację fantomową ,którą na chwilę obecną już częściowo jesteśmy …

        Piekła nie ma , ale życie całych populacji może być piekłem .

        Esej o pracy

        Autor: James Livingston, profesor historii z Uniwersytetu Rutgers

        Dla nas Amerykanów praca oznacza wszystko. Przez wieki, bo powiedzmy od 1650 roku wierzyliśmy, że praca buduje charakter (punktualność, inicjatywę, uczciwość, samodyscyplinę i tak dalej). Uważaliśmy również, że rynek pracy, gdzie sie udajemy, aby znaleźć pracę, był stosunkowo skuteczny w przydzielaniu okazji i dochodów. I wierzyliśmy, nawet jeśli to jest do bani, że praca nadaje sens, cel i strukturę naszemu codziennemu życiu – w każdym razie, jesteśmy prawie pewni, że praca podnosi nas z łóżka, płaci nasze rachunki, sprawia, że czujemy się odpowiedzialni i trzyma nas z dala od dziennych programów w TV.

        Te przekonania nie są już dłużej wiarygodne. W rzeczywistości stają się one śmieszne, bo nie ma wystarczająco dużo pracy wokół, a ta, która pozostała jako dostępna, nie opłaci rachunków – no chyba, że już znalazłeś sobie pracę jako dealer narkotyków lub bankier z Wall Street, który i tak staje się gangsterem.

        Obecnie wszyscy od lewej do prawej, od ekonomisty Deana Bakera, naukowca społecznego Arthur’a C. Brooks’a do Bernie Sandersa i Donalda Trumpa zajmują się załamaniem i podziałem rynku pracy, promując „pełne zatrudnienie”, jakby posiadanie pracy już samo przez się było dobre, bez względu na to, jak bardzo jest to niebezpieczne, wymagające lub poniżające. Ale „pełne zatrudnienie” nie jest sposobem, aby przywrócić wiarę w ciężką pracę, ani gra przepisami, ani cokolwiek innego co brzmi dobrze. Oficjalna stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych jest już poniżej 6 procent, jest to całkiem blisko do tego, co ekonomiści zwykli nazywać „pełnym zatrudnieniem”.

        Ale nierówność dochodów nie zmieniła się ani trochę. A mierna praca dla każdego, nie rozwiąże żadnych problemów społecznych, z którymi mamy teraz do czynienia.

        Nie wierzcie mi na słowo, ale spójrzcie na liczby. Jednej czwartej dorosłych, faktycznie zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych są wypłacane pensje niższe niż te, które mogłyby podnieść ich powyżej oficjalnej granicy ubóstwa, a jedna piąta amerykańskich dzieci żyje w ubóstwie. Prawie połowa zatrudnionych osób dorosłych w tym kraju, ma prawo do bonów żywnościowych (większość z tych, którzy są uprawnieni o nie nie występują). Rynek pracy uległ awarii, wraz z większością innych rzeczy.

        Ten rodzaj pracy, który zniknął w czasie wielkiej recesji po prostu nie powraca, bez względu na to, co mówi stopa bezrobocia – zysk netto w pracy od roku 2000 stoi w miejscu. I jeśli ta praca nie zmartwychwstanie, to pojawi się masa pracy “zombie”, prac warunkowych, prac w niepełnym wymiarze czasu, za minimalną płacę, gdzie szefowie mogą przesunąć zmianę pracownika z tygodnia na tydzień. Zapraszamy do Wal-Martu, gdzie kartki żywnościowe są bonusem /dodawanym do wykonywanej pracy/.

        I nie mówcie mi, że podniesienie płacy minimalnej do 15 $ za godzinę rozwiązuje problem. Nikt nie może mieć wątpliwości o moralnym znaczeniu tego ruchu. Ale przy takim poziomie wynagrodzenia możesz przekroczyć granicę oficjalnego progu ubóstwa dopiero po przepracowaniu 29 godzin w tygodniu. Obecnie zgodnie z prawem federalnym minimalna płaca wynosi $ 7.25. Więc przy 40-godzinowym tygodniu pracy, ktoś musiałby zrobić stawkę 10 $ za godzinę, aby dotrzeć do oficjalnego progu ubóstwa. Jaki dokładnie jest sens zarabiania wypłaty, która nie wystarczy na utrzymanie, a jedynie może udowodnić, że masz etykę pracy?

        Na przykład, ekonomiści z Oxfordu badający trendy zatrudnienia mówią nam, że prawie połowa istniejących miejsc pracy, w tym te związane z „nie-rutynowymi zadaniami poznawczymi” – wiesz takimi jak myślenie – są narażone na ryzyko śmierci w ciągu 20 lat, w wyniku informatyzacji . Oni tylko rozwijają wnioski wyciągnięte przez dwóch ekonomistów z MIT, w prezentowanej książce “Race Against the Machine” 2011 r. [Wyścig z maszyną]. Tymczasem typy z Doliny Krzemowej dający wykłady TED zaczęli mówić o „nadwyżkach ludzi” w wyniku tego samego procesu skomputeryzowanej produkcji. “Świt robotów” nowa książka Martina Forda, która przytacza te same źródła, jest nauką społeczną, a nie science fiction.

        http://lubimyczytac.pl/ksiazka/273974/wyscig-z-maszynami

        http://lubimyczytac.pl/ksiazka/305142/swit-robotow

        ………

        Z pewnością ten kryzys każe nam zapytać: co nastąpi po pracy?

        Co byś zrobił bez twojej pracy, jako czynnika dyscyplinującego cię z zewnątrz, który organizuje twoje życie na jawie jako społeczny imperatyw, który powoduje, że wstajesz, idziesz do fabryki, biura, sklepu, magazynu, restauracji, gdziekolwiek jest twoje miejsce pracy i bez względu na to, jak bardzo go nienawidzisz, to ciągle tam wracasz?

        Co byś robił, gdybyś nie musiał pracować, aby otrzymać dochód?

        Jak wyglądałoby społeczeństwo i nasza cywilizacja gdybyśmy nie musieli „zarobić” na swoje życie – jeśli wolny czas i wypoczynek nie byłby naszym wyborem, ale naszym losem? Czy będziemy spędzać czas w lokalnym Starbucksie z otwartymi laptopami? Albo czy zostaniemy może ochotnikami do nauczania dzieci w słabiej rozwiniętych miejscach kraju, takich jak Mississippi? A może będziemy palić zioło i oglądać reality show przez cały dzień w TV?

        ……..

        Kiedy pokładamy naszą wiarę w ciężką pracę, życzymy sobie zbudować charakter, ale mamy także nadzieję, czy też spodziewamy się, że rynek pracy będzie lokować dochody rzetelnie i racjonalnie. I w tym sęk, że to nie idzie w parze. Charakter może być tworzony w pracy tylko wtedy, gdy widzimy, że jest czytelna, uzasadniona relacja między ostatnim wysiłkiem, zdobytymi umiejętnościami i obecnym wynagrodzeniem. Kiedy widzę, że twoje dochody są zupełnie nieproporcjonalne do twojej realnej produkcji środków o trwałej wartości, które reszta z nas może wykorzystać i docenić (i jako „trwałe” nie mam na myśli tylko rzeczy materialnych), zaczynam wątpić, że charakter jest wynikiem ciężkiej pracy.

        Kiedy widzę, na przykład, że robisz miliony poprzez pranie pieniędzy z karteli narkotykowych (bank HSBC), lub przepychasz trefne papiery /obligacje/ przez menedżerów funduszy inwestycyjnych (AIG, Bear Stearns, Morgan Stanley, Citibank) lub żerujesz na kredytobiorcach o niskich dochodach (Bank of America), albo kupujesz głosy w Kongresie (wszystkie powyżej) – jak to zwykle bywa w biznesie na Wall Street – podczas gdy ja ledwo wiążę koniec z końcem z zarobkami za pracę w pełnym wymiarze godzin, to zdaję sobie sprawę, że mój udział w rynku pracy jest nieracjonalny. Wiem, że budowanie mojego charakteru poprzez pracę jest głupie, ponieważ to przestępczość się opłaca. Równie dobrze mogę zostać gangsterem jak i ty.

        Dlatego kryzys gospodarczy, taki jak wielka recesja jest również problemem moralnym, duchowym impasem i intelektualną szansą.

        ………

        Praca była sposobem na wykazanie różnic między mężczyznami i kobietami, na przykład poprzez łączenie znaczenia ojcostwa i znaczenia „żywiciela rodziny”, dopiero od niedawna, rozdzielono te pojęcia od siebie. Od XVII wieku, męskość i kobiecość zostały zdefiniowane – niekoniecznie poprzez osiągnięte przez nich miejsce w moralnej gospodarce, jako mężczyźni, którzy otrzymywali wypłacane wynagrodzenie za wytwarzane dzieła i wartości w pracy, za to kobiety pracujące, nic nie miały płacone za ich produktywność i utrzymanie rodzin. Oczywiście, te definicje są teraz zmieniane, tak jak rozumienie ‚rodziny’, wraz z głębokimi i równolegle zachodzącymi zmianami na rynku pracy.

        Gdy znika praca, rozróżnienie płci stworzone przez rynek pracy staje się zamazane. Gdy załamuje się praca społecznie niezbędna, coś co kiedyś nazywano pracą kobiet – edukacja, opieka zdrowotna, usługi – to ona staje się naszym podstawowym przemysłem, a nie trzeciorzędny wymiar mierzalnej ekonomii. Praca z miłości, troski o siebie nawzajem i uczenie się jak być opiekunami naszych braci – społecznie korzystna praca – staje się nie tylko możliwa, ale wybitnie konieczna, nie tylko w rodzinach, w których uczucie jest rutynowo dostępne. Taka praca staje się konieczna w szerokim, szerokim świecie.

        Fragmenty przetłumaczyła Aldabra

        https://aeon.co/essays/what-if-jobs-are-not-the-solution-but-the-problem

        https://krystal28.wordpress.com/2016/12/09/esej-o-pracy/

      • marek pisze:

        Moje rozumienie sprowadza się do tego że tak nie rozumiemy całościowo i dokładnie otaczającej nas rzeczywistości jak nie rozumiemy że z chwilą zaimportowania sobie demokracji wraz z kapitalizmem zaimportowaliśmy sobie taką rzeczywistość jak w poniższym eseju …

        Dlatego zawsze będę odwoływał się że tak funkcjonująca cywilizacja wskazuje na wpływ oddziaływania czarnej dziury i jest na drodze do przekształcenia się w cywilizację fantomową ,którą na chwilę obecną już częściowo jesteśmy …

        Piekła nie ma , ale życie całych populacji może być piekłem .

        Esej o pracy

        Autor: James Livingston, profesor historii z Uniwersytetu Rutgers

        Dla nas Amerykanów praca oznacza wszystko. Przez wieki, bo powiedzmy od 1650 roku wierzyliśmy, że praca buduje charakter (punktualność, inicjatywę, uczciwość, samodyscyplinę i tak dalej). Uważaliśmy również, że rynek pracy, gdzie sie udajemy, aby znaleźć pracę, był stosunkowo skuteczny w przydzielaniu okazji i dochodów. I wierzyliśmy, nawet jeśli to jest do bani, że praca nadaje sens, cel i strukturę naszemu codziennemu życiu – w każdym razie, jesteśmy prawie pewni, że praca podnosi nas z łóżka, płaci nasze rachunki, sprawia, że czujemy się odpowiedzialni i trzyma nas z dala od dziennych programów w TV.

        Te przekonania nie są już dłużej wiarygodne. W rzeczywistości stają się one śmieszne, bo nie ma wystarczająco dużo pracy wokół, a ta, która pozostała jako dostępna, nie opłaci rachunków – no chyba, że już znalazłeś sobie pracę jako dealer narkotyków lub bankier z Wall Street, który i tak staje się gangsterem.

        ”.

        Ale nierówność dochodów nie zmieniła się ani trochę. A mierna praca dla każdego, nie rozwiąże żadnych problemów społecznych, z którymi mamy teraz do czynienia.

        Nie wierzcie mi na słowo, ale spójrzcie na liczby. Jednej czwartej dorosłych, faktycznie zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych są wypłacane pensje niższe niż te, które mogłyby podnieść ich powyżej oficjalnej granicy ubóstwa, a jedna piąta amerykańskich dzieci żyje w ubóstwie. Prawie połowa zatrudnionych osób dorosłych w tym kraju, ma prawo do bonów żywnościowych (większość z tych, którzy są uprawnieni o nie nie występują). Rynek pracy uległ awarii, wraz z większością innych rzeczy.

        I nie mówcie mi, że podniesienie płacy minimalnej do 15 $ za godzinę rozwiązuje problem. Nikt nie może mieć wątpliwości o moralnym znaczeniu tego ruchu. Ale przy takim poziomie wynagrodzenia możesz przekroczyć granicę oficjalnego progu ubóstwa dopiero po przepracowaniu 29 godzin w tygodniu. Obecnie zgodnie z prawem federalnym minimalna płaca wynosi $ 7.25. Więc przy 40-godzinowym tygodniu pracy, ktoś musiałby zrobić stawkę 10 $ za godzinę, aby dotrzeć do oficjalnego progu ubóstwa. Jaki dokładnie jest sens zarabiania wypłaty, która nie wystarczy na utrzymanie, a jedynie może udowodnić, że masz etykę pracy?

        Na przykład, ekonomiści z Oxfordu badający trendy zatrudnienia mówią nam, że prawie połowa istniejących miejsc pracy, w tym te związane z „nie-rutynowymi zadaniami poznawczymi” – wiesz takimi jak myślenie – są narażone na ryzyko śmierci w ciągu 20 lat, w wyniku informatyzacji . Oni tylko rozwijają wnioski wyciągnięte przez dwóch ekonomistów z MIT, w prezentowanej książce “Race Against the Machine” 2011 r. [Wyścig z maszyną]. Tymczasem typy z Doliny Krzemowej dający wykłady TED zaczęli mówić o „nadwyżkach ludzi” w wyniku tego samego procesu skomputeryzowanej produkcji. “Świt robotów” nowa książka Martina Forda, która przytacza te same źródła, jest nauką społeczną, a nie science fiction.

        http://lubimyczytac.pl/ksiazka/273974/wyscig-z-maszynami

        http://lubimyczytac.pl/ksiazka/305142/swit-robotow

        ………

        Z pewnością ten kryzys każe nam zapytać: co nastąpi po pracy?

        Co byś robił, gdybyś nie musiał pracować, aby otrzymać dochód?

        Jak wyglądałoby społeczeństwo i nasza cywilizacja gdybyśmy nie musieli „zarobić” na swoje życie – jeśli wolny czas i wypoczynek nie byłby naszym wyborem, ale naszym losem? Czy będziemy spędzać czas w lokalnym Starbucksie z otwartymi laptopami? Albo czy zostaniemy może ochotnikami do nauczania dzieci w słabiej rozwiniętych miejscach kraju, takich jak Mississippi? A może będziemy palić zioło i oglądać reality show przez cały dzień w TV?

        ……..

        Wiem, że budowanie mojego charakteru poprzez pracę jest głupie, ponieważ to przestępczość się opłaca. Równie dobrze mogę zostać gangsterem jak i ty.

        Dlatego kryzys gospodarczy, taki jak wielka recesja jest również problemem moralnym, duchowym impasem i intelektualną szansą.

        ………

        Praca była sposobem na wykazanie różnic między mężczyznami i kobietami, na przykład poprzez łączenie znaczenia ojcostwa i znaczenia „żywiciela rodziny”, dopiero od niedawna, rozdzielono te pojęcia od siebie. Od XVII wieku, męskość i kobiecość zostały zdefiniowane – niekoniecznie poprzez osiągnięte przez nich miejsce w moralnej gospodarce, jako mężczyźni, którzy otrzymywali wypłacane wynagrodzenie za wytwarzane dzieła i wartości w pracy, za to kobiety pracujące, nic nie miały płacone za ich produktywność i utrzymanie rodzin. Oczywiście, te definicje są teraz zmieniane, tak jak rozumienie ‚rodziny’, wraz z głębokimi i równolegle zachodzącymi zmianami na rynku pracy.

        Gdy znika praca, rozróżnienie płci stworzone przez rynek pracy staje się zamazane. Gdy załamuje się praca społecznie niezbędna, coś co kiedyś nazywano pracą kobiet – edukacja, opieka zdrowotna, usługi – to ona staje się naszym podstawowym przemysłem, a nie trzeciorzędny wymiar mierzalnej ekonomii. Praca z miłości, troski o siebie nawzajem i uczenie się jak być opiekunami naszych braci – społecznie korzystna praca – staje się nie tylko możliwa, ale wybitnie konieczna, nie tylko w rodzinach, w których uczucie jest rutynowo dostępne. Taka praca staje się konieczna w szerokim, szerokim świecie.

        Fragmenty przetłumaczyła Aldabra

        https://aeon.co/essays/what-if-jobs-are-not-the-solution-but-the-problem/,

        całość :

        https://krystal28.wordpress.com/2016/12/09/esej-o-pracy/

      • A 58 pisze:

        No właśnie Marku.Chodzi o zdrowy rozsądek, choć dla niektórych takie podejście może wydawać się objawem choroby psychicznej.No to pobawmy się danymi astrofizycznymi dostępnymi powszechnie.Zasady związku układu Ziemia Księżyc określił ponad trzy wieki temu dyrektor obserwatorium w Paryżu Cassini.Współczesna astronomia potwierdza wtedy określone reguły.Dziwne jest ,że wnioski wypływające z zebranych danych i znanych powszechnie praw fizyki jakoś nie są podawane do publicznej wiadomości.Weźmy np efekt oddalania się księżyca od Ziemi.Dokładne pomiary odległości mówią ,że Księżyc oddala się od Ziemi o cztery centymetry rocznie.Niby mało , ale fakt to fakt.Skąd ta zmiana odległości?>Księżyc wierci się wokół Ziemi ze zmienną prędkością około jednego kilometra na sekundę.Ma pęd określony jako iloczyn masy i prędkości.Orbita zależy od siły przyciągania zgodnie z prawem grawitacji a to jest iloczyn stałej grawitacji masy Ziemi i masy Księżyca przez kwadrat odległości obu ciał.Siła przyciągania Księżyca przez Ziemię określa energia potencjalna czyli w stanie spoczynku (iloczyn masy , odległości i przyśpieszenia ziemskiego).Drugim elementem mającym wpływ na określenie orbity jest energia kinetyczna(iloczyn masy , prędkości do kwadratu ciała orbitującego podzielone przez dwa.Wniosek z tego wypływa taki ,że to wspomniane wcześniej oddalanie się Księżyca wskazuje na nieustabilizowanie się sił przyciągania Ziemi z siłą odśrodkową spowodowaną ruchem Księżyca po orbicie okrężnej.Księżyc jeszcze ma za dużą prędkość od tej potrzebnej do ustabilizowania się orbity.Nie trudno przewidzieć ,że wzajemne oddziaływanie będzie maleć zgodnie z prawem grawitacji i pewnego dnia łysy może odlecieć gdzieś w układ słoneczny.Wtedy żegnajcie romantyczne randki w świetle Księżyca.Ten proces mimo ,że liczony w milionach lat może zdarzyć się dużo wcześniej.Jak przyjrzeć się innym obiektom układu , to trudno nie zauważyć anomalii , które musiały być spowodowane oddziaływaniem grawitacji obiektu pojawiającego się w układzie cyklicznie.Ciekawe co spowodowało wywrócenie się Urana i jego księżyców nie do odchyłki 23,5 stopnia jak w przypadku Ziemi a do 98 stopni w stosunku do płaszczyzny ekliptyki. Praktycznie to Uran kręci się wokół swojej osi równolegle do płaszczyzny ekliptyki.Samo się tak porobiło czy miało na niego i jego księżyce wpływ oddziaływanie grawitacyjne.Ciekawe dlaczego Pluton w ogóle nie nie porusza się w ekliptyce.Ciekawe dlaczego Wenus obraca się w przeciwnym kierunku niż wszystkie inne planety układu i do tego z prędkością mniejszą wokół własnej osi od roku wenusjańskiego..Ciekawe dlaczego księżyc Tryton ma kierunek odwrotny krążenia od innych księżyców Neptuna.Czy Tryton to nie namacalny dowód na zachodzące w układzie zmiany?Mógł Neptun złapać Trytona , to i Ziemia mogła złapać Księżyc.Tylko co powoduje zmiany w układzie?czego namacalnym dowodem są min epoki lodowcowe naprzemiennie z erami jak w piekarniku.Wymieranie zwierząt wielgachnych jak stodoła z mikrusami w innym czasie.Skąd na biegunach węgiel i inne ślady bujnego życia biologicznego.Co spowodowało dwanaście tysięcy lat temu nagłe roztopienie się lodów ostatniego glacjału i jednocześnie zamrożenie mamutów na Syberii i to tak szybko ,że dziś odnajdywane są w stanie nadającym się do spożycia.Czekają nas jeszcze raz duże zmiany , ale tym razem te tajemnicze źródła jakim są manuskrypty , do których często się odwołuję mówią jasno – nie będzie już katastrof a ta tajemnicza grawitacja zostanie w układzie słonecznym.Nowy układ planet , ale bardzo korzystny dla życia na Ziemi.Księżyc ma być dalej i w poziomie do stabilnej i wyprostowanej oddziaływaniem grawitacyjnym układem dwóch gwiazd Ziemi.Księżyc odsunięty dalej to brak naprężeń skorupy ziemskiej i spowodowanych tym trzęsień Ziemi.Normalnie żyć nie umierać.Ten problem też jest jasny , ale ludkowie przyzwyczajeni do religijnych przekazów nadzieję pokładają nie tam gdzie trzeba.To tyle od umysłowo chorego .

        • sioLa pisze:

          Moze to nie strach przed uchodzcami tak niekturych przejal.Moze tylko strach by Sauryt nie pokazal ze nie po to sie uczono i pisano by KTOS z debilizmu wszystko zniszczyl.Moze wiecznym piorem terz napisal bajke o ksiezycu,.Pisal duzo wiec mu bylo szkoda by to co pisal zmyla woda i zaczyna l czlowiek swa meke Cod nowa.Czytaj czlecze z zrzumienien co jest napisane i nie wciskaj BOGA w tlumaczeniu miedzy linijkami,bo madry czlowiek nie bedzie niszczyl tego co sam zrobil,raczej bedzie staral sie poprawic moze i udoskonalic ale nigdy nie wyrzuci co poprawic mozna.Idzie groc jak mode cmoki,karninadel w rece schowac za plecoma,ale czy pomoze tu godanie ze sie nie mo drugi reki.Czosem z Taki glupiej godki wydzie na to ze sie ta drugo reka tak naprowde straci.Coz nakonbinowali Bozki by swiat miec dla siebie slodki,wiec i czytaj ty swoje a czasem Araba bo to moze Sauryt Ci to powie po co Piramida budowana i jaka z ksiezycem jest zabawa.Bo to tam gdzie bywal byla ziemia raz na gorze raz na dole i zawsze po przeciwnej stronie byly swiatla w oddali.Coz juz tak dawno temu mozna bylo znalezc czlowieka co to dobrze wiedzial ze szkoda zaczynac znowu wszystko od poczatku choc by i zylo sie wiecznie.Nauczyciel jest po to by uczyl,gorze nam jak nauczyciel staje síe Bogiem wtedy musisz w karzde klamstwo wierzyc bo za brak wiary utna Tobie glowe ,bo nie moze byc czlowieku bys madrzejszy byl od Boga.Coz sladow i wiedzy o nas i kosmosie jest na ziemi duzo,czasem trzeba wiedziec gdzie to znalezc ,najwazniejsze jednak ze zrozumieniem czytac i dla pewnosci Terz samemu sprawdzic.Bo nawet i sami tzw. bogowie byli tylko specjalistami w swych dziedzinach i tu teraz jest Terz tak samo.Coz mozna wiedziec duzo ,ale czy mozna sie komus rownac z specjalista w danej dziedzinie.Coz mozemy miec pecha gdy specjalisci klamia,ale czy wyjdzie to specjaliscie na dobre gdy okarze sie ze przez tysiaclecia jeden z drugim klamal.
          Coz mozna bylo by sie wtedy z nich dobrze usmiac,ale czy to warto,jeszcze stanie sie czlowiek Taki jak Te co to lepiej wszystko wiedza.Czasem wynik liczenia moze byc inny jak w ksiazce napisany,wiec liczmy na nas sami .
          Sarkofagi i asfalt,munifikowano wszystko co zylo ptaki ,gady ,czlowieka ale kogo bano sie tak bardzo ze pokawalkowano i wsadzono do asfaltu,coz moze to rodzi sie nadal choc nie w starym ciele ale czlowieczym .Tajemic duzo kto je pomoze rozwiazac,kto uchroni nas przed katastrofa,… — …I… — …I…—…

          • sioLa pisze:

            Wy tu o Ksiezycu a ja glupiec cieszyl sie dzis z prostej w samej rzeczy sprawie,widzialem na zywo Zimorodka z srebna rybka w dzobie.Nawet nie przypuszczalem ze ten niebieski tak sie swieci jak metalicklack na samochodzie.W pierwszej chwili pomyslalem a to co za niebieska papuga ale farba piorek taka swiecaca no i to srebro Kolo dzioba,no i co jeszcze ciekawego ze rybki znow w strumyku i to takim ze nie przypuszczalem ze ktos zlowi sobie tam rybki.

        • Dawid56 pisze:

          Taj jak napisałem , wszystkim się wydaje że Księżyc jest „naturalnym” satelitą , wszystko jednak wskazuje na to że jest po prostu sztucznym satelitą , wówczas nie jest możliwe przez niego „opuszczenia ” przyciągania ziemskiego.
          Pobawmy się w liczby – Księżyc oddala się niby o 4 cm rocznie, po 10000 lat byłoby to 400 m a po 1000000 lat 40 km a 10 000 000 400 km – stanowi to zaledwie ok 1 promil odległości Księżyca od Ziemi
          De facto nikt nie jest w stanie stwierdzić czy w ciągu następnych tysiącleci ta tendencja oddalania się Księżyca od Ziemi będzie się pogłębiać, czy raczej odwrotnie.

          • A 58 pisze:

            Nie zapomnij Dawidzie ,że jeśli ten proces oddalania utrzyma się , to siła przyciągania będzie stopniowo maleć i wtedy proces może w sposób ciągły powodować przyśpieszenie oddalania się obu obiektów.Dziś jest to cztery centymetry a za 10000000 może nie być to 400 km a dużo więcej.ponieważ siła przyciągania zależy od kwadratu odległości w mianowniku wzoru .No ale w wielu źródłach historycznych jest określony mniej więcej czas zapowiadanych zmian.Święta księga Dżinizmu czy choćby Wergiliusz mówią o czasie około roku dwutysięcznego.

          • Dawid56 pisze:

            Z tym rokiem około 2000 masz zupełną racje gdyż wszyscy Ci co chcą wiedzieć i czuć to wiedzą i czują że obecnie zachodzą wielkie zmiany na wielu płaszczyznach, choćby geologii Ziemi i świadomości istot ludzkich.

        • Dawid56 pisze:

          Czekają nas jeszcze raz duże zmiany , ale tym razem te tajemnicze źródła jakim są manuskrypty , do których często się odwołuję mówią jasno – nie będzie już katastrof a ta tajemnicza grawitacja zostanie w układzie słonecznym.Nowy układ planet , ale bardzo korzystny dla życia na Ziemi.Księżyc ma być dalej i w poziomie do stabilnej i wyprostowanej oddziaływaniem grawitacyjnym układem dwóch gwiazd Ziemi.

          Z tego co napisałeś A58 mamy zrozumieć to, że mają być jeszce raz bardzo głębokie zmiany w Układzie Słonecznym wraz ze zmianą orbity Ziemi włącznie , apotem już sie wszystko ustabilizuje?

  3. margo0307 pisze:

    „… Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że księżyc, co miesiąc dokładnie symuluje roczny ruch Słońca…”
    ____
    Ano… mało kto…

    Gdyby nie było Księżyca – niemożliwe byłoby powstanie i istnienie Życia na Ziemi.
    Nie byłoby oceanów, przypływów i odpływów, nie byłoby pola magnetycznego chroniącego nas przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym.
    Ziemia by była martwą, suchą i jałową planetą…

    Ktoś… celowo zaprogramował i urządził tak nasza planetę, oraz zrobił dla niej sztucznego satelitę – aby powstało i kwitło na Ziemi życie oraz by powstał i rozwijał się gatunek ludzki.

    Jak niesamowita musiała być potęga, moc i mądrość Tej Istoty… Boga ?, lub Społeczności, Cywilizacji…, która potrafiła tworzyć i przesuwać globy, siać na nich życie, oraz kontrolować jego rozwój przez miliony lat… ?!

    Do dnia dzisiejszego zarówno same informacje, jak i artefakty dot. Księżyca są starannie ukrywane przed nami, pytanie brzmi:
    – dlaczego ?

    Richard C. Hoagland, były konsultant NASA i kurator w Springfield Science Museum w Springfield, a także konsultant stacji CBS podczas kolejnych misji realizowanych przez NASA w ramach programu Apollo, od wielu już lat podkreśla, że… w trakcie kolejnych wypraw człowieka na Księżyc oraz w czasie misji bezzałogowych, naukowcom udało się zgromadzić cały arsenał dowodów potwierdzających jego teorie jakoby Księżyc… był sztucznie zaprojektowanym tworem

    W książce pt.: „Dark Mission: The Secret History of NASA”, której współautorem jest właśnie Hoagland pojawiły się sensacyjne doniesienia na temat wielkich szklanych konstrukcji, które znajdują się na Księżycu oraz tajemniczych struktur o charakterystycznej geometrii…
    Informacje te można by włożyć między bajki, a Hoaglanda nazwać niegroźnym szaleńcem, gdyby nie fakt, że w swoich wypowiedziach oraz publikacjach opiera się on często na… oficjalnych dokumentach NASA…

    W innej ciekawej książce pt. „Kto zbudował Księżyc”, autorstwa dwóch amerykańskich fizyków Christophera Knighta i Alana Butlera, którzy opierając się na badaniach NASA oraz danych przekazanych z sond kosmicznych donoszą o zadziwiającej… „przypadkowości” występowania liczby 400 w odniesieniu do Księżyca…
    Np.
    „…Stosunek wielkości Słońca do Księżyca = 400
    Stosunek odległości Słonce-Ziemia do odległości Księżyc-Ziemia = 1/400
    Liczba kilometrów pokonywanych przez punkt na równiku Ziemi w ciągu doby = 40 000
    Liczba kilometrów pokonywanych przez punkt na równiku księżyca w ciągu doby = 400…”

    W innym rozdziale: „Warunek istnienia życia” autorzy analizują mechanikę ruchu Księżyca i stwierdzają, że bez niego nie byłoby na Ziemi pór roku, oceanów (wody), pływów etc…, a Ziemia obracałaby się tak szybko, że dzień trwałby zaledwie 8 godzin, natomiast złożone formy życia jeszcze by nie powstały; zaś gdyby wyższe formy życia ostatecznie zdołały wyewoluować, byłyby bardzo odmienne od nas, które na przykład nie komunikowałyby się za pomocą mowy…

    Autorzy m.in. twierdzą również, że… gdyby nie było Księżyca – nie byłoby ludzi ! 🙂 oraz, że… komórki naszego ciała – a także wszelkich żywych organizmów – zawierają komunikat umieszczony w DNA miliardy lat temu…, że w DNA istnieją wielkie obszary bardzo dobrze chronione, nie biorące udziału w mutacjach… i że jest tam więcej miejsca do zapisu niż… we wszystkich bibliotekach Ziemi !…
    I tu nasuwają się dwa istotne pytania:
    – Kto i kiedy… będzie potrafił odczytać te komunikaty, które mogą całkowicie zmienić los i kierunek naszego rozwoju ?
    oraz
    – Dlaczego… zarówno Rosjanie i Amerykanie tak szybko wycofali się z badań nad Księżycem, pomimo zainwestowania w nie ogromnych środków finansowych ?

    Czy to nie dziwne, że… od czasu gdy człowiek ponoć… stanął na księżycu w 1969 roku misje trwały jedynie do 1972 roku, a więc tylko 3 lata ?!, i dlaczego… od tego czasu NASA tam nie zagląda ?

    • Dawid56 pisze:

      Dokładnie tak Małgosiu. Zadałem kiedyś takie pytanie prof Leszkowi Weresowi- było to chyba w 1990 roku dlaczego Amerykanie zaprzestali misji załogowych na Księżyc, czyżby znaleźli na nim coś nie wolno było ujawnić opinii publicznej i otrzymałem odpowiedź twierdzącą.Mniej więcej też od tego czasu zintensyfikowała się moja przygoda z „nieznanym światem”. Zacząłem kupować „Nieznany Świat” „Sfinks” „Nie z tej Ziemi” potem kwartalnik „UFO” niedługo też kupiłem książkę „Sprawa Andreassonów”
      10 lat wcześniej ok roku 1981 kupiłem książkę Arnolda Mostowicza „My z kosmosu” .W ty samym czasie rozczytywałem się w książkach Andrezja Donimirskiego .

  4. margo0307 pisze:

    Poniżej… wybrane fragmenty z książki Ingo Swanna pt: ” Penetracja ” w której autor opisuje swoje autentyczne przeżycia podczas zdalnego postrzegania…

    „… – Ingo, co wiesz o Księżycu?
    O KSIĘŻYCU! Chce, abym dostał się na Księżyc.
    – Cóż, wiem, że istnieje, że jest martwym satelitą Ziemi, ma kratery i góry, jeśli o to ci chodzi.
    – Czy badałeś Księżyc? Czy byłeś tam w psychotronicznej podroży?
    – Nie, nigdy nie eksperymentowaliśmy z Księżycem, ponieważ zbyt wiele wiadomo na jego temat.
    Nie byłby to dobry eksperyment. Ludzie pomyśleliby, że nauczyłem się czegoś o Księżycu lub
    spoglądałem na jego tarczę przez teleskop.
    A co z ciemną stroną Księżyca? Jest ona z Ziemi niewidoczna. Nikt nie oskarżyłby cię o to, że
    mogłeś ją zobaczyć przez teleskop.
    – Jednak sondy NASA okrążały Księżyc. Istnieje wiele fotografii.
    Axel roześmiał się.
    – No cóż, chcemy, abyś dostał się na Księżyc i opisał, co widzisz. Mam kilka współrzędnych
    Księżyca, około dziesięciu. Czy to nie za dużo?
    (…..)
    Nie miałem pojęcia czego chce Axelrod. Może ONI kimkolwiek są – szukają po prostu
    odpowiednich miejsc na budowę baz księżycowych? A może “zgubili” statek kosmiczny lub coś w tym
    rodzaju?
    Byłem więc tam, nielicho zdenerwowany, gdzieś głęboko pod ziemią, przewracając się na twardym
    łóżku z boku na bok. Cóż, obejrzę Księżyc z daleka i skończę z tym. Nie spodziewałem się ujrzeć
    wielu rzeczy na Księżycu. To przecież martwy satelita. Kupa skał i kurzu.
    Tak czy owak, tajemnica ISTNIAŁA, jeśli by się nad tym zastanowić. Przyprowadzono mnie tu w
    kapturze na głowie! Postanowiłem, że nigdy więcej nie dam się wciągnąć w podobną aferę.
    (…..)
    Wcześniej tego dnia omawialiśmy sposób, w jaki sesja miała być przeprowadzona.
    Poza podawaniem księżycowych współrzędnych, kiedy o nie prosiłem, Axel nie miał się w ogóle
    odzywać. Mówię głośno, kiedy “robię swoje”, zadając SOBIE serię pytań. Ale są to pytania, mające
    pomóc mojemu intelektowi w zrozumieniu tego, czego doświadczam. Nie muszą na nie odpowiadać
    inni. NIE LUBIĘ, zamykać oczu kiedy robię “swoje”.
    (……)
    Te współrzędne – zapytałem – dotyczą ciemnej strony Księżyca? No tak, to oczywiste.
    Próbowałem nadać sens wrażeniom, których doznawałem.
    – Cóż, chyba jestem w pobliżu jakiegoś klifu. Wznosi się w górę całkiem wysoko.– To czarna skała.
    Jest tu też biały piasek, bardzo puszysty i szeroka przestrzeń. Na piasku jest kilka wzorów, czy coś w
    tym rodzaju.
    – Jak wyglądają te wzory? – wtrącił Axel. Nie powinien przeszkadzać mi pytaniami, ale zrobił to,
    więc mu odpowiedziałem.
    – Hm (zamknąłem oczy), to coś jak małe kępki lub wydmy. Mam wrażenie jakby to wiatr wykonał
    ten wzór. Po chwili zastanowienia powiedziałem:
    – Na Księżycu nie powinno być jednak żadnego wiatru, prawda? Nie ma przecież atmosfery… Ale
    ja wyczuwam coś, co przypomina atmosferę… Zaczynam się w tym gubić. Zróbmy przerwę.
    Myliłem się? Axelrod wydawał się spoglądać na mnie w dziwny sposób. Miałem wrażenie, że tłumi
    w sobie chęć mówienia.
    – Cóż – kontynuowałem po chwili – wygląda to właściwie jak duże ślady pojazdów gąsienicowych.
    Ale nie wiem, jak mogły powstać. Muszą być czymś, czego nie rozumiem. Są to po prostu ślady.
    Dziwne ślady.
    (…..)
    “Wprowadziłem” kolejne współrzędne. Wizja klifu zbladła i w ciągu kilku sekund znalazłem się w
    innym miejscu. Nie mogłem uwierzyć, że znajduje się ono na Księżycu.
    – Przykro mi Axel, chyba wróciłem na Ziemię… – Dlaczego tak myślisz? – zapytał.
    – No cóż, jest kilka… – przerwałem i spojrzałem na Axelroda. – Może lepiej zróbmy przerwę.
    Proponuję małą kawę i znów zaczniemy.
    – Dobrze, ale co widziałeś?
    – Nie mam pojęcia. Jednak cokolwiek to było, nie mogło znajdować się na Księżycu.
    (……)
    Po piętnastu minutach wróciliśmy do eksperymentu. Ponownie przeszedłem proces oddalania się
    od Słońca, aż znalazłem się na Księżycu.
    – W porządku, podaj mi współrzędne.
    Zrobił to. “Wprowadziłem” je powoli, upewniając się, że nie popełniam żadnego błędu. Zobaczyłem
    zieloną mgłę, którą widziałem wcześniej. Tym razem postanowiłem wejść w nią.
    Jestem w miejscu, które jest raczej głęboko. Przypuszczam, że to wulkan. Jest tu dziwna, zielona
    mgiełka, jakby jakieś światło. Poza tym, wokół jest ciemno. Zastanawiam się skąd dochodzi to
    światło… – zamilkłem na chwilę. Axel szturchnął mnie.
    – Co jeszcze? – zapytał.
    – Myślę, że to ci się nie spodoba. Widzę albo przynajmniej myślę, że widzę, hm… światła. To
    zielone światła… Są dwa rzędy świateł… Tak, coś w rodzaju świateł na stadionach piłkarskich.
    Światła na wieżach… – Poddałem się. – Och, Axel, to nie może być Księżyc. Wydaje mi się, że… –
    przepraszam cię – ale chyba jestem gdzieś na Ziemi.
    Axel wpatrywał się we mnie przez chwilę. NIE UŚMIECHAŁ SIĘ. Na jego twarzy nie było ani
    sympatii, ani tolerancji. Pomyślałem, że to koniec.
    – Jesteś pewien, że naprawdę widzisz światła? – zapytał w końcu.
    – Cóż, widzę światła! Ale czyż na Księżycu mogą być światła?
    Axel trzymał w ręku ołówek, którym cały czas obracał. Słysząc co mówię, zmarszczył brwi.
    – Cholera – wydusił w końcu i złamał ołówek na pół. Byłem mocno zdziwiony, bo oczekiwałem, że
    wstanie i wyjdzie z pokoju, skonsternowany głupią pomyłką mojego zdalnego postrzegania. Ale nie
    wyszedł.
    – Światła, tak? Jesteś pewien, że widziałeś światła? – Cóż, tak. Ale to oczywiście nie mógł być
    Księżyc. Skąd na Księżycu wzięłyby się światła?
    Axel wpatrywał się we mnie nic nie mówiąc.
    Może jestem tępy, ale nagle coś zaczęło brzęczeć w mojej głowie.
    Zwróciłem się do Axela.
    – Myślisz, że… – zacząłem trochę niepewnie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że muszę ostrożnie
    dobierać słowa.
    Czy mam uważać, że te światła naprawdę znajdują się na Księżycu?
    Axel nie odpowiadał. Naciskałem dalej:
    – Czy Rosjanie zbudowali na Księżycu bazę lub coś w tym rodzaju? Czy to jest rzeczywiście
    zdalne postrzeganie?
    Żadnej odpowiedzi.
    Siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie przez dłuższy czas. Po chwili postanowiłem znowu
    przejąć inicjatywę: – Może powinienem ponownie sprawdzić te same współrzędne?
    Wróciwszy w obszar zielonych świateł poczułem, że mam odwagę na nie spoglądać.
    – Światło chyba ulega rozproszeniu, jak wtedy, gdy jest duża mgła – nie, to kurz – kurz! W
    powietrzu unosi się kurz! – Przerwałem na chwilę, po czym kontynuowałem:
    – Przecież na Księżycu nie ma powietrza, prawda? Słyszę hałas, jakby grzmot. Teraz widzę jakąś
    oświetloną wieżę. Zbudowana jest chyba z kilku wąskich wsporników, cienkich jak ołówki. Jak dom z
    prefabrykatów tuż przed Buckminster Fuller.
    – Jak wysoka jest ta wieża? – przerwał Axel.

    – Dość wysoka. Jest ich zresztą więcej. Muszę znaleźć coś, z czym można by je porównać.
    Pomyślmy… wszędzie są ślady gąsienic. Jeśli mają one około 30 cm szerokości, wtedy, poczekaj,
    niech to obliczę… – Przerwałem, patrząc na Axela. Nie uśmiechał się.
    – Tak? – ściągnął brwi.
    – Cóż, są wysokie, powiedzmy, na ponad trzydzieści metrów, ale…
    – Ale co? – zapytał Axel, pochylając się do przodu. Ciężko przełknąłem ślinę i prawie stchórzyłem.
    – Umknęła mi krawędź krateru. Myślę, że widzę na nim ogromną wieżę. Jest bardzo wysoka.
    – Tak?
    – Tak! Duża, naprawdę duża. – Jak duża?
    Znowu przełknąłem ślinę.
    – Cóż, jeśli porównać ją do czegoś w Nowym Jorku, to jest tak wysoka, jak budynek Sekretariatu
    Organizacji Narodów Zjednoczonych, który ma 39 pięter.
    Axel ściągnął usta.
    – A więc widzisz, tak?
    Jak się domyśliłem, to pytanie było skierowane raczej do niego, niż do mnie.
    I znowu zapadła cisza. Ponownie zdecydowałem się przejąć inicjatywę.
    – Czy mam założyć, że to, co widzę, naprawdę ZNAJDUJE SIĘ na Księżycu? Jeśli tak, to jest to
    coś więcej, niż baza księżycowa, prawda?
    Nie było odpowiedzi. Kontynuowałem więc swe wywody:
    – Ten sprzęt jest ogromny. Czy NASA albo Rosjanie mają możliwość dostarczenia tak wielkiej
    ilości sprzętu na Księżyc? Myślałem, że problemy były już z przeniesieniem kilku facetów i psa na
    orbitę i że jedyną rzeczą, jaką mamy na Księżycu jest flaga, wciśnięta gdzieś w krater.
    Kiedy tak mówiłem do siebie, coś zaczęło mi świtać. Nagle przestałem mówić.
    Wpatrywałem się z niedowierzaniem w Axela.
    – Myślisz, że to co widzę, NIE pochodzi z Ziemi? Axel uniósł brwi. Próbował się uśmiechnąć.
    – Cóż za niespodzianka, prawda? – zapytał. Miałem wrażenie, że próbował NIE kierować się
    emocjami. Niespodzianka? Delikatnie mówiąc! Kompletnie osłupiałem, do tego stopnia, że zacząłem
    dość szybko oddychać. Zakręciło mi się w głowie.
    – Zrozumiem, jeśli zechcesz zrobić przerwę, nim będziemy kontynuować – rzekł Axel.
    To, czego naprawdę potrzebowałem, to było łóżko. Prawdę mówiąc, wciąż mam bezdech, gdy o
    tym pomyślę, nawet teraz, kiedy piszę te słowa.
    Jedną rzeczą jest czytać o UFO w czasopismach i książkach. Inna – słyszeć o wojsku czy rządzie,
    zainteresowanym tymi sprawami, o tym, że schwytano Obcych i że wylądował ich statek.
    Czymś kompletnie innym jest jednak znaleźć się w sytuacji, która w oczywisty sposób potwierdza
    to WSZYSTKO. I to nie dlatego, że nagle dowiadujemy się, iż pogłoski to prawda. Sam znalazłem się
    w sytuacji, w której w procesie zdalnego postrzegania widzę dowody!
    Dobry Boże! – westchnąłem.
    Mój mózg zaczął intensywnie pracować, składając wszystkie elementy do kupy. Axel i bliźniacy
    oraz zawiła tajemnica całej tej “misji”.
    Byłem teraz całkowicie pewien, że jestem obecny w nadzwyczaj dziwnym miejscu i że misja, którą
    wykonujemy, polega na rozwiązywaniu tajemnic związanych z cywilizacją pozaziemską.
    Wiedziałem, że NASA fotografowała dowody aktywności Obcych na Księżycu.
    Nie rozumiałem jednak jednej rzeczy i zdałem sobie z tego sprawę przy trzeciej filiżance kawy i
    dziesiątym papierosie. Zastanawiało mnie, dlaczego ten niezwykły i tajemniczy projekt wymagał moich
    skromnych usług?
    Spojrzałem na Axela, ale tym razem nie uśmiechnął się.
    – Dlaczego, do diabła, wciągnąłeś mnie w coś takiego? Widzę, że masz wystarczająco dużo informacji w tej sprawie, więc zastanawiam się, czy jestem ci do czegokolwiek potrzebny?
    – No cóż, Ingo, i tak, i nie.
    – Pogubiłem się – odpowiedziałem ostro. – Wytłumacz mi to.
    – Nie mogę. Nie wolno mi udzielać ci żadnych wyjaśnień. Gdybyśmy tak uczynili, narazilibyśmy na
    szwank nie tylko nas, ale i całą misję. Wydajesz się jednak wystarczająco bystry, by się w tym
    połapać.
    – Wielkie dzięki, Axel. A jednak ta ostrożność prawie zepsuła ci wszystko. Czyż nie nauczyłem się
    akceptować i opisywać to, co widzę, ZANIM jeszcze zacznę to oceniać? Nie ośmieliłbym się
    powiedzieć ci, że widzę światła na Księżycu. Odrzuciłbym to w obawie, że inni mogą wziąć mnie za
    pomyleńca. A niech to! Obcy na Księżycu, nie inaczej!
    – Cóż – zaczął Axel. – Gdybym cię uprzedził, czyż nie wziąłbyś mnie za pomylonego? – zapytał.
    Tu mnie miał.
    A WIĘC TO WSZYSTKO PRAWDA!
    Zamknąłem oczy, ponieważ fala gęsiej skórki przeszła przez moje ciało.
    Nie mogłem już siebie kontrolować, więc zalałem się łzami.

    Po powrocie do pracy, dostałem od Axela kolejne współrzędne Księżyca; każda z nich
    reprezentowała konkretne miejsce na jego powierzchni.
    W niektórych – jak mi się wydawało – nie istniało nic prócz zwykłego, księżycowego krajobrazu.
    Ale w innych? Cóż, było tam wiele dziwnych rzeczy, których przeznaczenia nie mogłem zrozumieć.
    Wykonałem sporo szkiców. Axel zabierał je szybko, bez komentarza nigdy więcej już ich nie
    widziałem.
    Odkryłem wieże, maszyny, różnokolorowe światła i dziwie wyglądające budowle.
    Znalazłem mosty, których funkcji nie mogłem odgadnąć. Jeden z nich zaczynał się po prostu w
    pewnym miejscu i nigdzie nie kończył. Było wiele okrągłych kopuł, różnych rozmiarów. Wyglądały jak małe spodki z oknami. Przechowywano je w pobliżu kraterów, czasem w jaskiniach, niekiedy w czymś, co wyglądało jak hangary.
    Miałem pewne problemy z oszacowaniem rozmiarów. Niektóre z owych “rzeczy” były bardzo duże.
    Ujrzałem długie, ruropodobne konstrukcje, maszyny przypominające traktory, jeżdżące w górę i w
    dół po wzgórzach, proste drogi, ciągnące się kilka kilometrów, obeliski, które nie spełniały żadnej
    widocznej funkcji.
    Na kopułach znajdowały się ogromne platformy w kształcie krzyży.
    W ścianach krateru wydrążono otwory, mające najwyraźniej związek z pracami górniczymi:
    poprzez nie usuwano ziemię.
    Ponad kraterami rozciągnięto “siatki”; były tam również “domy”, w których ktoś najwyraźniej
    mieszkał.
    Widziałem postacie jakby ludzkie, zajęte pracą nad czymś, czego nie mogłem zrozumieć.
    W miejscu tym panowała ciemność.
    “Powietrze” wypełniał jasny pył i była tam jakaś iluminacja – rozświetlająca ciemną, cytrynowo–zieloną mgłę.
    Postacie wyglądały dokładnie jak my, ludzie, ale byli to sami mężczyźni. Mogłem to stwierdzić,
    ponieważ wszyscy mieli gołe tyłki, nie miałem pojęcia dlaczego. Kopali w zboczu.
    Opisałem to w sposób następujący:
    – Muszą mieć jakiś sposób tworzenia przyjaznego im środowiska, gdzie jest ciepło i gdzie mają
    czym oddychać.
    Ale dlaczego mieliby chodzić nago? – Na to pytanie nie było żadnej odpowiedzi.
    Kiedy przebywałem tam w stanie medialnym, poczułem nagle, że kilku z mężczyzn zaczyna coś
    mówić i z podnieceniem gestykulować. Dwóch z nich wskazało w moim “kierunku”.
    Odniosłem wtedy wrażenie, że “uciekam” i chowam się, co – jak sądzę – uczyniłem, ponieważ
    “straciłem” ów szczególny widok.
    – Myślę Axel, że mnie zauważyli. Chyba wskazywali na mnie. Ale jak mogli to zrobić? Chyba, że
    także posiadają coś w rodzaju wysoko rozwiniętej medialnej percepcji.
    Axel odezwał się spokojnym, cichym głosem, tak cichym, że w pierwszej chwili ledwie go
    usłyszałem.
    – Uciekaj z tego miejsca – powiedział. – Szybko. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy zrozumiałem
    jego słowa.
    Wiedziałeś o tym, że to istoty medialne, prawda? – zapytałem.
    Axel uniósł brwi i wziął głęboki wdech.
    W jednej chwili nagle zamknął wszystkie swoje teczki. – Myślę, że lepiej będzie, jak na dziś
    zakończymy pracę
    – Byłem bardzo zaskoczony, ale udało mi się nad sobą panować – inaczej niż poprzedniego dnia.
    – A więc WIESZ, że dysponują czymś w rodzaju telepatii.
    Czy myślisz, że są w stanie wytropić, skąd pochodzi sonda medialna?
    Axel uśmiechnął się, ale nie zamierzał odpowiadać na moje pytanie.
    Daj spokój Axel, wyluzuj się – powiedziałem po chwili.
    Nie chciałem, aby zbywał mnie milczeniem…” 🙂

    • marek pisze:

      Małgosiu jeżeli ” zdalne postrzeganie ” to dlaczego nie hipnoza regresyjna …\..jeżeli DNA miliardy lat temu to dlaczego nie Ashyana Deyan i tak jeszcze wiele dlaczego a poniżej taki mały esej o tym oczy wiedziałem gdyśmy w to leźli i co mamy z tego ….

      Moje rozumienie sprowadza się do tego że tak jak nie pojmujemy całościowo i dokładnie otaczającej nas rzeczywistości tk nie rozumiemy że z chwilą zaimportowania sobie demokracji wraz z kapitalizmem zaimportowaliśmy taką rzeczywistość jak w poniższym eseju …

      Dlatego zawsze będę odwoływał się , że tak funkcjonująca cywilizacja wskazuje na wpływ oddziaływania cywilizacji pochodzących z czarnej dziury i jest na drodze do przekształcenia się w cywilizację fantomową ,którą na chwilę obecną już częściowo jesteśmy …

      Piekła nie ma , ale życie całych populacji może być piekłem .

      Esej o pracy

      Autor: James Livingston, profesor historii z Uniwersytetu Rutgers

      Dla nas Amerykanów praca oznacza wszystko. Przez wieki, bo powiedzmy od 1650 roku wierzyliśmy, że praca buduje charakter (punktualność, inicjatywę, uczciwość, samodyscyplinę i tak dalej). Uważaliśmy również, że rynek pracy, gdzie sie udajemy, aby znaleźć pracę, był stosunkowo skuteczny w przydzielaniu okazji i dochodów. I wierzyliśmy, nawet jeśli to jest do bani, że praca nadaje sens, cel i strukturę naszemu codziennemu życiu – w każdym razie, jesteśmy prawie pewni, że praca podnosi nas z łóżka, płaci nasze rachunki, sprawia, że czujemy się odpowiedzialni i trzyma nas z dala od dziennych programów w TV.

      Te przekonania nie są już dłużej wiarygodne. W rzeczywistości stają się one śmieszne, bo nie ma wystarczająco dużo pracy wokół, a ta, która pozostała jako dostępna, nie opłaci rachunków – no chyba, że już znalazłeś sobie pracę jako dealer narkotyków lub bankier z Wall Street, który i tak staje się gangsterem.

      Obecnie wszyscy od lewej do prawej, od ekonomisty Deana Bakera, naukowca społecznego Arthur’a C. Brooks’a do Bernie Sandersa i Donalda Trumpa zajmują się załamaniem i podziałem rynku pracy, promując „pełne zatrudnienie”, jakby posiadanie pracy już samo przez się było dobre, bez względu na to, jak bardzo jest to niebezpieczne, wymagające lub poniżające. Ale „pełne zatrudnienie” nie jest sposobem, aby przywrócić wiarę w ciężką pracę, ani gra przepisami, ani cokolwiek innego co brzmi dobrze. Oficjalna stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych jest już poniżej 6 procent, jest to całkiem blisko do tego, co ekonomiści zwykli nazywać „pełnym zatrudnieniem”.

      Ale nierówność dochodów nie zmieniła się ani trochę. A mierna praca dla każdego, nie rozwiąże żadnych problemów społecznych, z którymi mamy teraz do czynienia.

      Nie wierzcie mi na słowo, ale spójrzcie na liczby. Jednej czwartej dorosłych, faktycznie zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych są wypłacane pensje niższe niż te, które mogłyby podnieść ich powyżej oficjalnej granicy ubóstwa, a jedna piąta amerykańskich dzieci żyje w ubóstwie. Prawie połowa zatrudnionych osób dorosłych w tym kraju, ma prawo do bonów żywnościowych (większość z tych, którzy są uprawnieni o nie nie występują). Rynek pracy uległ awarii, wraz z większością innych rzeczy.

      Ten rodzaj pracy, który zniknął w czasie wielkiej recesji po prostu nie powraca, bez względu na to, co mówi stopa bezrobocia – zysk netto w pracy od roku 2000 stoi w miejscu. I jeśli ta praca nie zmartwychwstanie, to pojawi się masa pracy “zombie”, prac warunkowych, prac w niepełnym wymiarze czasu, za minimalną płacę, gdzie szefowie mogą przesunąć zmianę pracownika z tygodnia na tydzień. Zapraszamy do Wal-Martu, gdzie kartki żywnościowe są bonusem /dodawanym do wykonywanej pracy/.

      I nie mówcie mi, że podniesienie płacy minimalnej do 15 $ za godzinę rozwiązuje problem. Nikt nie może mieć wątpliwości o moralnym znaczeniu tego ruchu. Ale przy takim poziomie wynagrodzenia możesz przekroczyć granicę oficjalnego progu ubóstwa dopiero po przepracowaniu 29 godzin w tygodniu. Obecnie zgodnie z prawem federalnym minimalna płaca wynosi $ 7.25. Więc przy 40-godzinowym tygodniu pracy, ktoś musiałby zrobić stawkę 10 $ za godzinę, aby dotrzeć do oficjalnego progu ubóstwa. Jaki dokładnie jest sens zarabiania wypłaty, która nie wystarczy na utrzymanie, a jedynie może udowodnić, że masz etykę pracy?

      Na przykład, ekonomiści z Oxfordu badający trendy zatrudnienia mówią nam, że prawie połowa istniejących miejsc pracy, w tym te związane z „nie-rutynowymi zadaniami poznawczymi” – wiesz takimi jak myślenie – są narażone na ryzyko śmierci w ciągu 20 lat, w wyniku informatyzacji . Oni tylko rozwijają wnioski wyciągnięte przez dwóch ekonomistów z MIT, w prezentowanej książce “Race Against the Machine” 2011 r. [Wyścig z maszyną]. Tymczasem typy z Doliny Krzemowej dający wykłady TED zaczęli mówić o „nadwyżkach ludzi” w wyniku tego samego procesu skomputeryzowanej produkcji. “Świt robotów” nowa książka Martina Forda, która przytacza te same źródła, jest nauką społeczną, a nie science fiction.

      całość na

      https://krystal28.wordpress.com/2016/12/09/esej-o-pracy/

      • margo0307 pisze:

        ” Małgosiu jeżeli ” zdalne postrzeganie ” to dlaczego nie hipnoza regresyjna …”
        ___
        Nie mam nic przeciwko „hipnozie regresyjnej”, w końcu to przecież sama wkleiłam pierwszy filmik z Grifasim… 🙂
        * * *
        „… jeżeli DNA miliardy lat temu to dlaczego nie Ashyana Deyan…”
        ___
        Nie ufam tej pani, po prostu…

        • Dawid56 pisze:

          Ja też jej nie ufam ale z kolei ufam Barbarze Marciniak.
          W swoich Zwiastunach Świtu z 1992 roku mówiła np o Reptylach na długo długo przed Davidem Icke’m, wspominała o implantach świetnych o kształcie piramidy czy Sześcianu, wspominała też o tym że przeciwieństwem Miłości jest strach, mówiła też o kryształowej czaszce jako o holograficznym superdysku z wiedzą, którą może otrzymać czy rozszyfrować tylko osoba odpowiednio dostrojona czy przygotowana do otrzymania tej wiedzy bo w przeciwnym wypadku po prostu zwariuje.

  5. margo0307 pisze:

    Czy tak wygląda Babusia Jagusia ?

    • Dawid56 pisze:

      Nie wiem czy tak wyglądała Jagusia, ale Legenda mi się bardzo podobała, bo taka na czasie.Dziękuję Małgosiu 🙂

    • Maria_st pisze:

      Małgoś ciekawy ten urywek a początek gdy Jagusia walczyła z oddziałem szturmującym to jakbym swój sen zobaczyła choć tamci nie mieli hełmów na głowach a ona nie ma miecza w dłoni…ogólnie ciekawe słowa tu użyto choć nie wszystko tak jak w oryginale.
      heh
      przypomnienia…..
      jaskółka…jaskółeczka_

    • mały budda pisze:

      Bardzo popularne jest teraz na You Tube powrót do pradawnych wierzeń słowiańskich.
      Babusia Jagusia to bardziej wygląda mi na matkę naturę i nie może sama walczyć. Ma sprzymierzeńca Pana Pioruna.
      Jeszcze istnieje pradawna moc słońca, która wspiera matkę naturę i samego Pana Pioruna tj. błyskawice.

    • Maria_st pisze:

      …..”I mistyczne diably I wiedzmy poczuly sie jak u siebie.. ale film naprawde super! ”

      jestem diabłem, wiedżmą i wszystkim po trochę…nawet mogę być mistyczną….
      kiedyś mąz nazywał mnie i czarownicą uha ha ha ha….bójcie sie ” hipokryci ” ha ha ha czarownica na turboodkurzaczu po niebiosach leci ha ha ha

    • Maria_st pisze:

      attikor
      rokkita
      a jak mam odczytac to cos wkleil?

      • Ktoś pisze:

        Tam jest napisane….

        SIOLA KAPUT…..

        co słowami klasyka oznacza

        IŻ TA ŻAŁOSNA REBELIA judaistyczna NIEODWRACALNIE ZDECHŁA

        o czym wiedzą wszyscy zainteresowani stąd te ich rozpaczliwe próby podczepienia się po Słowiaństwo…. ale zapomnieli o jednym… ;p

        • Ktoś pisze:

          o 3 M czyli o Bajce, Bójce i Brawurce jakie spuszczą im wpierdol za zdradę i za niedawne zerwanie JABŁKA Z ZAKAZANEJ JABŁONI 😉

          które wbrew pozorom mrzonek jednego pana nie oznaczają ani Marii ani tym bardziej kobiet ;D

          • marek pisze:

            Cześć Adaś

            i na Ziemi wreszcie będą rządzić niepodzielnie Muflony które będą miały rogi na cztery strony świata jak Światowid swe twarze i po trzy ogony …

            chociaż wciąż będą pachnieć (Allium sativum L.) będą się jak drożdże namnażały aż Nową Ziemię zaludni ród Ktosiów Wielkich – Małych i dopiero się hece będą działy…

          • attikor pisze:

            Drze sie bezimienny baran z pustyni ,myslac ze nikt nie widzi.Coz jak to dobry koziol ,narozrabiac to ci to potrafi a na koniec schowac rzyc na swym obesranym baskowym balkonie miedzy swoim mistem glowe schowac.Coz zdrajcy jak zlodzieje jedna to jest boska paczka ,narozrabiac ,zdradzac,okradac a na koniec za calym narodem swa obesrana rzyc swa chowac.Przecierz bezimienny dupku ciagle spiewasz ,bezimieny KTOSIEK swiety a moze tylko Koziol i jego Baski (Owieczki ) po prostu zdrowo w glowe stukniety .Coz jak sie juz od wiekow gra Tarana to i w glowie Kapusta wieje,coz czasem i za duzo witaminy bardzo moze szkodzic.Coz pograj sobie z swymi Owieczkami w 6dziesiat&6 swymi znaczonymi kartami,,oby tylko dorze policzyli bo to miedzy wielkopolem i slaskiem w kartach roznice sie chowaja,moze byc to roznie jak sie owce kapna ze KTOS to nie ten koziol jeno po prostu Mul co lubi grac znaczonymi kartami i chorymi z nienawisci do samego siebie uczuciami.Coz ale co ja bede pisal oswieconej bozej bandzie jak ja w swym pisaniu bledy robie.Coz moze to i racja niech im bedzie tak jak i byc mialo,”Beda babowac Owieczki i Ktosie swa dembowa glowa w swoje wlasne mury,coz nie spadnie z nieba manna za to mozna z pola ludziom przenicy ukrasc.” Coz przepraszam za ostatnie zdanie ,stalem sie jakm Owieczki pisac poprawnie.
            KTOS dobrze jak plecien morde ludzmi co nie zyja morde swa wycierac,ale jak to bedzie gdy za wycieranie swoim Mistem swiadomie drugich kturzy juz nie zyja .A moze ?Byl caly artykul ale po niemiecku ,zamiescilem Marys caly ,Dostal to co napisamne chlopiec od swej Omy i prubowano to tlumaczyc ale bardzo przy tym religijnie.Coz moze tak mialo byc by tylko pozostalo to co Babcia wnuczkowi napisala.No coz Ktos zakazana morda musi swoje dwa grosze wsadzic gdzie nie trzeba,ale jest stara tradycja ,”nie pchaj lapy gdzie nie trzeba,bo ja czasem mozesz stracic..Och Mist ,obiecalem sobie ze nie bede sie smarowal bezimienego KTOSIA Mistem mojej glowy.Przecierz On jak jeich stworca z Pustyni bezimienny.Coz wiec na nic jest Kapusta i tak Debowa beczka bedzie pusta bo u KTOSIA juz dawno kultura pustynna,jedno co mu w glowie to Zemsta na tych co jak ON i jego stwurca pustka nie smierdza.
            Coz jablon jest dla wszystkich ,a nie tylko dla bezimienego jak jego stworcy dupka,ale graj se graj ty dalej ,oby jednak z oslej skury teraz Dudow nie zrobiono,bo sie karzdy goral kapnie ze nie smierdzi capem ale bardziej Oslem.

        • marek pisze:

          Jak wieść po wszechświecie niesie na Ziemię lecą Ktosie w nowej generacji przerażających statków bojowych marki Browar Tyż- ski …

          • Ktoś pisze:

            Prawda nawet mnie przeraża…… prawda o Ktosiu z Ktosiowa. ;D

            Ale z drugiej strony dzięki temu mam bekę choćby z takiego Kaput Siola

            PS.
            … żeby tylko TYŻ.skie leciało ale lecą też OKO.CIM.skie…… w nieprzebranej ilości….
            więc będzie można pić i swawolić do rana. 😉

          • Ktoś pisze:

            …. i swawolić od rana do rana…..

            ups. erracik ;p

    • A 58 pisze:

      „A moze ?Byl caly artykul ale po niemiecku ,zamiescilem Marys caly ,Dostal to co napisamne chlopiec od swej Omy i prubowano to tlumaczyc ale bardzo przy tym religijnie.Coz moze tak mialo byc by tylko pozostalo to co Babcia wnuczkowi napisala.”

      Czy o tym wnuczku i jego babci w tym artykule napisali coś więcej Siolu?To nie pierwszy tekst w takiej dziwnej formie.Nawalczyłem się sporo z tymi kodowanymi łamigłówkami.Czy zauważyłeś co napisane jest w siódmej linijce od góry a zaczynając od szóstej litery od lewej strony?Jest tam więcej znanych nam obu określeń , które były w użytku.Są tam też znaki używane w manuskrypcie Wojnicza..Są zaznaczone pewne litery .Już część odczytałem i wyszedł mi całkiem sensowny przekaz.

  6. attikor pisze:

    Coz piwo Tyskie juz nie o starym smaku,widac juz z daleka ze Ktos zrodlo nam tu zatrul.
    Coz nazywaja je Ksiazecym ,ale przeca Ksiecia nie ma albo KTOS nam ciemnym Ksieciem.
    Coz ciemne bylo slodkie na Gliwickim dworcu,ale i tak po gebie od Matuli Dostal za smrod z piwa.
    Coz mialem wtedy ze 15 latek ,coz moze sie Matula bali ze od ciemnego mi jasnym odwali.

    • Ktoś pisze:

      Siola ist Kaput, Siola ist Kaput, Siola ist Kaput, Siola ist Kaput, Siola ist Kaput…..

      mówiła papuga … i miała rację i to bez przekupstwa. ;p

  7. attikor pisze:

    Od wali wali na calego ,powoli sam pokazujesz swoja role.Jeszcze troche a sam zaczniesz sig hajowac ,ale oby KTOSIU nie za wczesnie bo jak Cosowi ludzie tylek skopia a Maja Maja za co.
    Kazdy normalny czlowiek juz by dawno pojal,by byc kaput to trza walczyc.Wiec nie wpieraj pierdolo swego drugim i uwazaj by nie bylo z Ktosiem jak z Adolfem -lufa w krzokach.A mowila wiedzma spiesz sie Adas powoli bo jak Adolfa wlasna boskosc dogoni.

    mówiła papuga … i miała rację i to bez przekupstwa. ;p

    Mowila ,mowila ,ale co ma robic biedna jak ja same krzyworyjce zostawily bez piorek na tym zimnie gola w szczerym polu..
    Taka wasza juz jest szczerosc jak i slownosc,nawet jak sie zacznie tylek palic bezimieny wszystkich zdradzi by swoj tylek uratowac ,mysli ze ucierpia wszyscy za to co namieszal jeden z drugim.
    Coz znam jednego co Terz na to liczy ,ze ja obocza co ´to bedzie jak Oni przyjada,coz ja jego pomocy i jego Chmielowej jedzy nie potrzebuje.
    Jak Maja przyjechac to i niech przyjada i tak wiedza KTO sie zdrada splamil.
    Wiec nie bedzie byle cymbal zdrady przypisywal i niech lepiej przypilnuje wlasnego tylka .
    Moze zostac tak na koniec nie tylko papuga bez piorek ale Coski moga swoje piorka stracic i nie pomoze gra w Owieczki .
    Siola ist Kaput, Siola ist Kaput, Siola ist Kaput, Siola ist Kaput, Siola ist Kaput…..
    I tak widac ze ze popela Ktosowy ryjek sie zacial jak stara zarznieta plyta .
    Coz Adasowym dzieciom gra z hologramami bije juz totalnie do glowy ,wiec i nie dziwota ze sasiadka gadala ze znecaja sie nad zwierzetami ,mlody przed komputerem konia wali .
    A ja na poczatku glupiec myslal co to Ona mi tu gada o znecaniu sie nad zwierzetami,a mogl Adasek okno swe zaslonic i pomyslec Terz o lustrach.
    I tak sie znecaja Adaski nad zwierzatkami ,myslac ze jak cos do czego to zwala wine na niewinnego.
    Wiec sie o mnie nie martw Ktosiek jak ten Popel w nosie ,lepiej pomys ty o sobie by z Popela nie zostal na tej zemi jeno Popel.Coz juz zaczynam sam jak Ktosiek po trzy razy Popel ale sie ja nie martwie karzdy Popel inny Popel i nie ino w nosie.
    A teraz juz na temat ,puki co jak jeszcze ksiezyc mamy to jak Twardowski na koguciku po nim se polotom i jak wiadomo jest karzdymu ze On sam nie swieci a odbijo swiatlo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s