O zmartwychwstaniu Jezusa w/g Ewangelii Filipa

[Światłość i ciemność]
10a. (p.53,14-20) Światłość i ciemność, życie i śmierć, ci po prawicy jak ci po lewicy są braćmi nawzajem dla siebie. Dlatego ani dobrzy nie są dobrymi, ani źli złymi, ani życie nie jest żywe, ani śmierć śmiertelna.
10b. (p.53,20-23) Dlatego każdy zostanie rozwiązany do swego pierwotnego stanu4. Ci zaś, którzy są wyniesieni ponad świat, są nierozwiązalni, (gdyż) są wieczni.

[Śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa]
21. (p.56,15-20) Ci, którzy twierdzą, że Pan najpierw umarł i (następnie) zmartwychwstał, mylą się. Najpierw bowiem zmartwychwstał a (potem) umarł. (Czy jest tak, że) jeśli ktoś nie osiąga najpierw zmartwychwstania, to (potem) nie będzie umierał? (Ależ tak) Bóg żyje, a ten oto (mając ciało) byłby [umarł].

[Nago zmartwychwstać, czyli bez ciała?]
23a. (56,26-32) Niektórzy obawiają się tego, żeby nie powstać z martwych nago9. Dlatego chcą zmartwychwstać w ciele. A nie wiedzą (tego): Ci, którzy noszą ciało, ci właśnie są nadzy. Ci bowiem [którzy mogą się z niego] rozebrać, [ci w istocie] nie są nagimi.
23b. (p.56,32-57,8) „Ciało [i krew] nie odziedziczą królestwa [bożego]”10 Jakie to (ciało), które nie będzie dziedziczyć? To (ciało) które my nosimy! Które jednak będzie dziedziczyć?
To (ciało) Jezusa i jego krew! Dlatego więc powiedział: „Kto nie spożywa mego ciała i nie pije mojej krwi, nie ma życia w sobie”11 Co to znaczy? Jego ciałem jest Słowo a jego krwią jest Duch święty. Kto je przyjmuje, ma pokarm i napój i odzienie.
23c. (p.57,9-19) Ja strofuję innych, którzy mówią, że (ciało) nie zmartwychwstanie12. Czy tak jest? Czy obydwaj nie mają racji? Twierdzisz, że ciało13 nie może zmartwychwstać. To powiedz mi zatem, co może zmartwychwstać, abyśmy okazali ci szacunek. Odpowiadasz, że to Duch w ciele. A ten (jeden) jest jakby światłością, która jest w ciele, zaś ten inny jest jakby rozumem14 w ciele15. Bo co będziesz mógł jeszcze nazwać, to jednak nie wymienisz niczego, co byłoby poza ciałem. Jest więc czymś koniecznym, aby zmartwychwstać w tym ciele, gdyż w nim jest każda rzecz.
24. (p.57,19-22) Na tym świecie ci, którzy przybrali szaty, są lepsi od szat. W królestwie niebieskim zaś szaty są lepsze od tych, którzy je przybrali.

[Widzenie i przemiana]
44a. (p.61,20-32) Nie może ktoś oglądać czegoś z (istot) pewnych, jeśli nie stał się takim jak one. Nie jest tak jednak z człowiekiem na świecie: widzi słońce, nie stając się słońcem, widzi niebo i ziemię jak i wszystkie inne rzeczy nie będąc nimi. Tak jednak jest w (zakresie) prawdy: bo zobaczyłeś coś z tego miejsca i stałeś się (kimś) z tych miejsc. Zobaczyłeś ducha i stałeś się duchem, zobaczyłeś Chrystusa i stałeś się Chrystusem. Zobaczyłeś [Ojca] i zostaniesz Ojcem.
44b. (p.61,32-35) Dlatego: [Na tym miejscu] zobaczyłeś wszystkie rzeczy a nie [zobaczyłeś siebie] samego. Tam jednak zobaczyłeś siebie. Bo co (tam) zobaczyłeś, tym [zostaniesz].

[Opuścić świat]
61c. (p.65,27-35) Tego, kto wyszedł ze świata, nie można już zatrzymać dlatego, że
przebywa na świecie, ponieważ jest on wyższy ponad namiętnościami tego […] i lękiem. Jest panem nad […]. Jest wybrany ponad zazdrość. Jeśli tak jest, że [ on….]37 (wtedy) chwytają go i dławią [go], to jak będzie mógł się uwolnić od [wielkich mocy], które [uderzają], jak będzie mógł się [przed nimi ukryć]?
61d. (p.65,25-66,4) Często pojawiają się ludzie, którzy [mówią]: „my jesteśmy wierzącymi”, aby ( w ten sposób) [nie musieli oglądać] ducha [nieczystego] czy demona. Gdyby jednak posiedli Ducha świętego, wtedy żaden duch nieczysty by ich nie dręczył.
62. (p.66,4-6) Nie obawiaj się ciała, ani go nie kochaj. Jeśli się go obawiasz, zapanuje nad tobą, jeśli go kochasz, wtedy cię połknie i zadławi.

[Zmartwychwstanie: świat i miejsce środkowe]
63a. (p.66,7-9) I tak jest (człowiek) na tym świecie, albo w zmartwychwstaniu, albo w
miejscach środkowych. Oby się tak nie stało, żebym się w nich znalazł!
63b. (p.66,9-16) Ten świat ma w sobie dobro i ma zło. Jego dobra nie są jednak dobrem, a jego zła nie są złe. Jest jednak zło (istniejące) po tym świecie, które jest prawdziwie złe. Nazywa się „środkiem”. I jest nim śmierć.
63c. (p.66,16-20) Jak długo istniejemy na tym świecie, trzeba nam starać się o
zmartwychwstanie, abyśmy, gdy rozbierzemy się z ciała, mogli się znaleźć (w miejscu)
odpoczynku, a nie wędrowali w (miejscu) środka.
63d. (p.66,20-21) Wielu bowiem błądzi na drodze.

[Wola i działanie]
63e. (p.66,21-23) Dobrze jest odejść ze świata, zanim człowiek zgrzeszy.
64. (p.66,23-29) Są tacy, co ani nie chcą ani nie mogą. Inni zaś, jeśli już chcą, to nie mają korzyści, gdyż nie wykonują tego. Czyż taka chęć, czyni z nich grzeszników? To raczej brak chęci! Sprawiedliwość będzie ukryta przed takimi obydwoma: i niechęcią i brakiem wykonania.

[Prawdziwe ciało]
72b. (p.68,29-30) […] został zrodzony z tego, [który…] przez Boga.
72c. (p.68,31-37) [Pan powstał] z martwych . Nie przyszedł jednak takim, jakim istniał, lecz [jego ciało stało się] doskonałe całkowicie. Ma ciało, lecz to ciało jest ciałem prawdziwym. [Nasze ciało] nie jest prawdziwym, lecz [jest ciałem], odbiciem prawdziwego (ciała).

[Nosiciele światła]
77. (p.70,5-9) Przybranych w doskonałą światłość moce nie mogą oglądać i nie są w stanie ich pochwycić. Ktoś może jednak przybrać (tę) światłość w tajemnicy zjednoczenia.

[Zmartwychwstanie i chrzest]
90a. (p.73,1-5) Ci, którzy twierdzą, że będziemy najpierw umierać, a (potem) powstaniemy z martwych, mylą się. Jeśli nie otrzymają zmartwychwstania najpierw, gdy jeszcze żyją, to nie otrzymają niczego, gdy umrą.
90b. (p.73,5-8) W ten sposób mówią także o chrzcie: „Chrzest jest wielki, gdy go przyjmą, będą żyli”.

[Doskonały człowiek i światłość]
106. (p.76,22-31) Człowieka doskonałego nie tylko nie będzie można pochwycić, ale nawet nie będzie można go widzieć. Bowiem, jeśli go się widzi, to będzie go można także pochwycić. Nikt nie może sobie tej łaski pozyskać inaczej, jak przez to, że ubierze się w doskonałą światłość i sam stanie się doskonałą światłością. Tylko ten, kto został tak ubrany, wejdzie do [(miejsca) odpoczynku]55. To jest doskonałe […].
107a. (p.76,31-33) [Jest konieczne dla nas], abyśmy się stali […całkowicie56], zanim
wyjdziemy z [tego świata].
107b. (p.76,33-77,1) Kto wszystko otrzymał [a nie oddzielił się57] od tego miejsca, [nie] będzie mógł […] tamtego miejsca (osiągnąć), lecz [wejdzie do Środka] jako (człowiek) niedoskonały. Tylko Jezus zna kres takiego (człowieka).

[Człowiek duchowy]
108. (p.77,2-7) Człowiek święty jest święty całkowicie, także w swoim ciele. Jeśli tak jest, że jeśli bierze chleb, to czyni go świętym, albo kielich, albo inne pozostałe rzeczy, gdy bierze je, czyni je czystymi, to jak nie będzie mógł oczyścić także ciała?

źródło:
http://www.bt.us.edu.pl/pliki/naghammadi/ewangelia_filipa_tlumaczenie_dla_www.pdf

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, Dusza, Ezoteryka, Istota Ludzka, Rozwój duchowy, UFO cywilizacje pozaziemskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

253 odpowiedzi na „O zmartwychwstaniu Jezusa w/g Ewangelii Filipa

  1. marek pisze:

    Cóż napisać o tym tekście odrzuconym przez ” wielkich-małych ” układających treść biblii .
    Choć uznany za błędny – kłamliwy w mym odbiorze stanowi objaśnienie wszystkiego.

    Mam przekonanie , że wielokrotne go przeczytanie i zagłębienie się w jego treść musi przynieść jej akceptację , a w konsekwencji uwolnienie się od egzystencji w odzwierzęcym ciele .

    Ale warto przeczytać całość , by móc podzielić moją opinię .

    m

    • Dawid56 pisze:

      Też podobnie myślę Marku i dlatego go zamieściłem , bo uważam że jest bardzo ważny nie tylko ten fragment , ale cała Ewangelia Filipa🙂

      • marek pisze:

        To przynajmniej Dawidzie mamy już pierwsze zgodne zrozumienie , humanistycznych treści.
        A tak na marginesie to dochodzę do wniosku ,ze cała wiedza przeszkadza , a nie pomaga w wyzwoleniu się z ” fizyczności „.

        m

  2. Krzysztof pisze:

    Dnia 21 marca 2016 22:51 „Mistyka Życia” <comment-reply@wordpress.com> napisał(a): nnka posted: „[Światłość i ciemność] 10a. (p.53,14-20) Światłość i ciemność, życie i śmierć, ci po prawicy jak ci po lewicy są braćmi nawzajem dla siebie. Dlatego ani dobrzy nie są dobrymi, ani źli złymi, ani życie nie jest żywe, ani śmierć śmiertelna. 10b. (p.53,20-„

  3. marek pisze:

    Krzysztofie

    to jest tylko wycinek z większej całości , bez zapoznania się z nią trudno go zrozumieć .
    A Ty z jaką intencją go zamieściłeś.

    m

  4. marek pisze:

    Tyle już objaśnień poznałem dotyczących Jezusa Chrystusa.
    To jest dla mnie owe .

    Jezus]
    47. p.62,6-17

    ) Apostołowie, którzy byli przed nami, nazywali (Pana): „Jezus,Nazorejczyk,

    Mesjasz” a to znaczy: „Jezus, Nazorejczyk, Chrystus”. Ostatnie imię to „Chrystus” , pierwsze to „Jezus”, środkowe zaś to „Nazareńczyk”.

    „Mesjasz” ma dwa znaczenia: „Chrystus” (to jest: „namaszczony”) i „odmierzony”. „Jezus” po hebrajsku znaczy „zbawiciel. „Nazara” znaczy „prawda”. Stąd „Nazareńczyk” znaczy „(człowiek) prawdy”.

    „Chrystus” zaś(„namaszczony”) jest tym, który został odmierzony. Tak więc „Nazarejczyk” i „Jezus” są tymi (imionami), które (go) odmierzyły.

    m

  5. margo0307 pisze:

    Jeśli ktoś się nudzi zapraszam na…. ciekawy film oparty na faktach: „Siła spokoju”🙂

  6. Loja Jolajna pisze:

    marek pisze: Marzec 22, 2016 o 14:17

    A tak na marginesie to dochodzę do wniosku ,ze cała wiedza przeszkadza , a nie pomaga w wyzwoleniu się z ” fizyczności „.
    __________________________________________
    Tak, to prawda najprawdziwsza
    wiedza ludzka, nabyta po urodzeniu bardzo przeszkadza
    jest przydatna do radzenia sobie w świecie fizycznym

    wyzwolenie się z fizyczności, a raczej panowanie nad fizycznością, zarządzanie nią, do tego wystarczy wiedza dziecka, małego dziecka…tak myślę

    • Dawid56 pisze:

      I o tym mówi właśnie między innymi Ewangelia Filipa…

    • marek pisze:

      Loja Jolajna pisze:

      wyzwolenie się z fizyczności, a raczej panowanie nad fizycznością, zarządzanie nią, do tego wystarczy wiedza dziecka, małego dziecka…tak myślę

      Maria_st pisze:

      my o tym wewnętrznym dziecku piszemy od prawie początku bloga

      Osobiście uważam ,że owo ” małe dziecko ” jest symbolem kogo? czego ? znaczna część z nas tak naprawdę nie wie . Przeczuwamy jedynie , że jest to odniesienie do ” czystości ” niewinności , braku drapieżności w obrębie jego jestestwa .

      W sensie dosłownym , każde dziecko czy to zwierzęce , czy ludzkie momentalnie ginie w świecie fizycznym bez opieki rodzica.

      Więc jak wskazać to dziecko w człowieku , jak je dookreślić.

      Mam odczucie ,że prowadzone w ostatnich dniach prywatne dyskusje z naszą koleżanką Ostoją sprowadziły mnie na właściwe pojmowanie owego ” dziecka w nas „.

      Tym ” dzieckiem ” jest Bóg we mnie . Ta elementarna część mnie wokół której zaistniała cała reszta mojego jestestwa.

      To nasienie życia we mnie odpowiada wszelkim określeniom bycia podobnym do dziecka , gdyż nie nazywa , nie pożąda i akceptuje wszystko co jest.

      Jest również samowystarczalne , gdyż stanowi nieoddzielony element Wszystkiego co jest .

      Jak więc oddać berło władzy owemu dziecku w nas ?.

      Teraz głębiej rozumiem Jestem w jej postawach z którymi się z nami dzieliła i w pewnym sensie przykro mi w stosunku do niej za uszczypliwości na które sobie pozwalałem z powodu braku zrozumienia.

      Myślę ,że brakowało mi w jej objaśnieniach wyrazu więzi tworzącej się między ego a owym dzieckiem przejawiającym się coraz bardziej w niej i to utrudniało mi zrozumienie całości.

      Obecnie mam przekonanie , że Bogu w nas , po prostu trzeba jedynie nie przeszkadzać , aby się przejawił. Ułatwia to rezygnacja z uporczywego podążania za własnymi pragnieniami , wyolbrzymionymi potrzebami , a skupienie się na oglądzie w sobie myśli owego ” dziecka „.

      Taka postawa obniża poziom ” napięć wewnętrznych ” i sama w sobie jest nauką coraz bardziej wciągającą , gdyż sposób przeżywania istnienia Boga w nas jest doskonały.

      Ego samo ulega czarowi takiej egzystencji której mottem jest : królestwo moje jest nie z tego świata i samoczynnie wyrywa swe korzenie z fizyczności . Nasze ego świadomie obcując z Bogiem zespala się z Nim .

      Adaś- Ktoś mówi że kieruje się stosowaniem tzw. brzytwy Ockhama . Jednak jak na razie czyni to wybiórczo w temacie do nadmiaru informacji o liniach krwi , dziedziczeniu , prawu własności na przestrzeni czasu.

      Tymczasem to do czego nakłania nas dzisiejsza rzeczywistość to stosowanie brzytwy Ockhama do wszystkiego co rodzi się w naszych głowach jako potrzeba.

      Te potrzeby blokują przejawienie się Boga w nas , one zagarniają naszą uwagę w fizyczność .

      Nawet kumulowana wiedza jest wyrazem owej potrzeby , wiedza chaotycznie zdobywana prowadzi jedynie do oddalenia się chwili narodzenia Boskiej świadomości w nas samych.

      W tym momencie zastanawiam się czy właściwie robimy ” omijając ” w naszych rozmowach dorobek Chrześcijaństwa , gdyż odrzucając wszelkie nałożone na nie wypaczenia , skłaniające nas do niewolnictwa , poddaństwa i strachu , możemy w nim odnaleźć bardzo zwięzłe wskazówki jak przybliżyć się do Boga będącego w nas samych i skutkiem tego procesu stać się Jego wyrazem w naszej fizycznej rzeczywistości.
      Najczystsze w swej treści sentencje nauk Jezusa Chrystusa są owymi ” perłami ” rzuconymi w świat ludzi i nabieram przekonania ,że one wystarczą ” by się obudzić ”

      m

      • margo0307 pisze:

        „…Najczystsze w swej treści sentencje nauk Jezusa Chrystusa są owymi ” perłami ” rzuconymi w świat ludzi i nabieram przekonania ,że one wystarczą ”by się obudzić”.
        ______
        Pięknie to wyraziłeś Marek 🙂❤
        I ja wiele lat… zastanawiałam się nad dorobkiem Chrześcijaństwa, którego nie rozumiałam…, a które zawiera zwięzłe i proste wskazówki jak przybliżyć się do Boga będącego w nas…
        Przeżyłam czas wyobrażonego sobie odkrycia……, doświadczyłam czasu buntu i walki…, zwątpienia i braku sensu… i nie ukrywam, że… był to czas bardzo dla mnie trudny…

        Dziś mam wrażenie, że… wróciłam z dalekiej podróży, podczas której szukałam tego – co… zawsze miałam przed samym nosem…😉
        Dziś także rozumiem, że… zatoczyłam koło i powróciłam do punktu wyjścia lecz… o schodek wyżej…
        Nie uważam tego czasu za stracony – wręcz przeciwnie, ponieważ… wiedza bez jej z-rozumienia jest jak… cymbał brzęczący… poluzowaną śrubką, który nigdy nie wyda czystego tonu…
        Podczas mojej życiowej podróży… dowiedziałam się również o tym – jak wiele dróg… prowadzi do Celu jakim jest właśnie… odnalezienie Boga w sobie… i z-rozumienie faktu, że… „wiedza chaotycznie zdobywana prowadzi jedynie do oddalenia się chwili narodzenia Boskiej świadomości w nas samych”

        • marek pisze:

          Nie jeden raz Małgosiu wyrażałem ,że rozumiem Twój świat mając nieuświadomione przeczucie ,że kroczyliśmy podobną ścieżką życia i to czyni mi Ciebie bliską .

          Odczuwam radość , że w podobnym czasie zdajemy sobie sprawę ,że ten pozorny odwrót od tego co nam wpojono w dzieciństwie / jednak w krzywym zwierciadle / zaowocowało świadomością że Bóg jest w nas więc to poszukiwanie nie było wysiłkiem na marne.

          m

          • Teresa Chacia pisze:

            Bóg jest w nas
            dla niewielu przyszedł na to czas
            Bóg jest w nas
            tylko kilka osób mówi na raz
            Bóg jest w nas
            dla tych co niedojrzeli ależ kwas
            Bóg jest w nas
            takie stwierdzenie jeszcze nie dla mas
            Bóg jest w nas
            dla wielu jeszcze ta nauka pójdzie w las

            DLA LEPSZEGO TUTAJ ŻYCIA NAJWAŻNIEJSZA ŚWIADOMOŚĆ POWINNA BYĆ TA
            BOGIEM JESTEM WŁAŚNIE JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA
            ……………………………………………………………………………………………………………………JA.

          • marek pisze:

            DLA LEPSZEGO TUTAJ ŻYCIA NAJWAŻNIEJSZA ŚWIADOMOŚĆ POWINNA BYĆ TA BOGIEM JESTEM WŁAŚNIE JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA JA

            Witaj Tereso

            od przeczytania pierwszych Twoich wierszy odczuwałem , że pragniesz na to co powyżej zwrócić naszą uwagę .

            Jednak dostrzegałem w nich również pewną nutkę irytacji , pouczenia i apodyktyczności .

            Nie piszę o tym jako czymś szczególnym , bo większość z nas w mniejszym czy większym stopniu wyraża w swych wypowiedziach ślady takich postaw , lecz w mym odczuciu kłóciły się te akcenty z poruszanym tematem .

            Boga którego odczuwam w sobie kojarzę z kimś absolutnie niewinnym , łagodnym , cierpliwym . Nawet nie próbującym pouczać w postawie – słuchaj mnie.

            Dostrzegam ,że każde z nas choć chce wyrazić Boga w sobie , generalnie wyraża własne wyobrażenia o nim zabarwione przekonaniami ego .

            Aby Bóg mógł w pełni przejawić się przez człowieka potrzebujemy bardzo dużo wewnętrznego treningu , który najdobitniej opisuje Jestem w swoich wypowiedziach.

            Planuję podnieść w sobie tolerancję .
            Wierzę że mą wypowiedź potraktujesz podobnie .

            m

  7. M.A.T 13 pisze:

    …ta też jest dobra…Polecam jeszce ewangelia Seta , w której to Adam wykłada setowi co i jak i dlaczego mamy przegibane.Ale w niej adam zachowuje się troche jak faja i opowiada synalkowi , że to przez Ewe….a fe nie ładnie wszystko tak na bidną Ewcie zwalać.Żarli przeca wspólnie….:)
    Tego, kto wyszedł ze świata, nie można już zatrzymać dlatego, że
    przebywa na świecie, ponieważ jest on wyższy ponad namiętnościami tego […] i lękiem. Jest panem nad […]. Jest wybrany ponad zazdrość…..

    • Maria_st pisze:

      „a fe nie ładnie wszystko tak na bidną Ewcie zwalać.Żarli przeca wspólnie….:) ”

      tylko słabeusz tak postepuje…..widac Adasie tak maja…..wykorzysta a potem powie ze Ewa go zmusiła…..jakieś to dziwnie znajome na chwile obecna…..

      • margo0307 pisze:

        „… widac Adasie tak maja….. wykorzysta a potem powie ze Ewa go zmusiła
        jakieś to dziwnie znajome na chwile obecna…”

        _____
        Oj znajome Maryś, znajome…😀

        • marek pisze:

          Oj znajome Maryś, znajome…😀

          Biedne dziewczynki , niby oświecone , a wciąż feministki …

          m

          • Maria_st pisze:

            Jestem BOGATA, oświecona żarówka OSRAM, nie jestem feministka choc meżczyżni pewnie wolą gdy kobieta przejmuje ich role .

          • Maria_st pisze:

            „Goniąc myślami ogólne skojarzenia, feministka to kobieta, która nienawidzi mężczyzn, nie chce mieć dzieci, nie goli nóg, ma włosy pod pachami i łupież na głowie. Jest oschła, twarda, nie zawraca sobie głowy miłością i związkami, a to tylko dlatego, że nikt jej nie chce. Oczywiście nie są to jedynie przytyki złośliwych mężczyzn, okazuje się bowiem, że w ten sam sposób feministki postrzegane są przez inne kobiety. Czy słusznie?
            Kobiecość, męskość, współczesność

            Wiele kobiet odcina się grubą kreską od feminizmu, uważając, że jest niepotrzebny i powoduje zatarcie się granicy pomiędzy kobiecością a męskością. Niejednokrotnie feministki obwiniane są o przesadną delikatność, brak pewności siebie i androgeniczność, a zresztą – nazywajmy rzeczy po imieniu – zniewieściałość współczesnych mężczyzn. To feministkom zarzuca się, że kreując modele silnych i samowystarczalnych kobiet, pozbawiły mężczyzn ich atutów. Podobnie wiele kobiet uważa, że feministki najzwyczajniej w świecie są nieatrakcyjne i sfrustrowane, a we współczesnym świecie, przede wszystkim, niepotrzebne, bo mamy wszystko, o czym mogłybyśmy marzyć.

            Prawa kobiet

            Gdyby jednak pozbawić kobiety praw, które wywalczyły dla nich ruchy feministyczne, wówczas pewnie okazałoby się, że każda z nas byłaby w stanie ostro o nie zawalczyć – niekoniecznie chodzi tu o prawa kobiety, ale przede wszystkim o prawa człowieka.

            Dziś zapominamy, że jeszcze sto lat temu kobiety praktycznie nie miały dostępu do edukacji, zwłaszcza edukacji wyższej, a w życiu codziennym były niemalże całkowicie zależne od mężczyzn, nie posiadały osobowości prawnej czy społecznej (chociażby praw wyborczych) i nie mogły samodzielnie decydować o własnym losie. Czy się to podoba czy nie, rola feministek w walce o prawa kobiet jest nieoceniona. To dzięki tej walce kobiety mogą otwarcie uczestniczyć w życiu publicznym, kształcić się i realizować zawodowo.

            Ruchy feministyczne odegrały również ogromną rolę w walce z przemocą wobec kobiet, a dziś próbują doprowadzić do wyrównania szans obu płci na rynku pracy, między innymi poprzez wyrównanie płac. Co jakiś czas odnawia się też dyskusja dotycząca przywilejów pracujących młodych matek oraz kontrowersyjnych parytetów, dzięki którym kobiety miałyby realny wpływ na kształt polityki w naszym kraju.

            Równouprawnienie dawniej i dziś

            W ogólnej świadomości celem działalności feministek jest równouprawnienie płci. Pomijając kwestie polityczno-społeczne, co oznacza równouprawnienie w życiu codziennym? W jaki sposób równouprawnienie przejawia się w związkach? Czy kobiety deklarujące się jako niefeministki dążą do równouprawnienia przynajmniej w sferze prywatnej? Bardzo możliwe, że tak. Coraz popularniejszy bowiem staje się model związku, w którym partnerzy dzielą się obowiązkami, tudzież wykonują je wspólnie. Nasze babcie, a w niektórych przypadkach nawet mamy, pewnie nigdy nie wyobrażały sobie, że ich mężowie mogliby sprzątać, prać, robić zakupy, ba! Gotować.

            Dziś nikogo już nie dziwi mężczyzna przygotowujący obiad albo zmywający naczynia. Wręcz odwrotnie, coraz więcej kobiet drażni mężczyzna, któremu trzeba podtykać pod nos talerze z ciepłym obiadem, a potem jeszcze należy po nim zmywać. Zresztą podział obowiązków widoczny jest nie tylko w przypadku prac domowych. Wychowywanie dzieci także znacznie odbiega od modelu preferowanego przez naszych rodziców i dziadków. Dzisiejsi ojcowie są znacznie bardziej zaangażowani w opiekę nad pociechami i nie chodzi jedynie o karmienie, przewijanie i wychodzenie na spacery, ale także o, coraz bardziej popularne, urlopy tacierzyńskie. Coraz więcej par decydujących się na dziecko przeprowadza chłodną kalkulację dotyczącą tego, któremu z partnerów bardziej „opłaca się” dłuższa przerwa w pracy. Niestety, inną sprawą jest fakt, że mimo wszelkich ustaleń prawnych, młode kobiety, ze względu na możliwość zajścia w ciążę, wciąż bywają gorzej traktowane przez pracodawców. ”
            wiecej TU :
            http://tescomagazyn.pl/lifestyle/kobiece-sprawy/jestem-feministka-co-to-znaczy/

            z tego wynika że poniekąd każda kobieta jest feministką…..

          • marek pisze:

            choc meżczyżni pewnie wolą gdy kobieta przejmuje ich role .

            Jezusiu kochanieńki , ale wykład zarobiłem za te feministki .

            Marysiu miałem tylko jedno na myśli w odpowiedzi na Twoje potwierdzenie wypowiedzi Małgosi .

            „… widac Adasie tak maja….. wykorzysta a potem powie ze Ewa go zmusiła…
            jakieś to dziwnie znajome na chwile obecna…”
            _____
            Oj znajome Maryś, znajome…😀

            toż sama zacytowałaś że feministka to taka inna „baba ” trochę chłop , więc jak przejęła rolę to po co potem „chlipe ” ,że wykorzystana , jak za naszymi braćmi Arabami zmusiła go do tego w głębi swego egodziewiczego serduszka tymi wszystkimi walorami którymi w naszych stronach kobiety o takiej mówią „kusica „.

            Nie pisz tylko dalszych epistoł bo mnie już rozbolała głowa od czytania o tym co to za straszydło ta feeee fiistka .

            m

          • margo0307 pisze:

            „… niby oświecone , a wciąż feministki …”
            _____
            A co to – wg. Ciebie Maruś oznacza… „oświecone dziewczynki”.. oraz… feministki ?…😀
            Bo wg. mnie – jedno i drugie oznacza praktycznie to samo – mistyczną kobietę, która nie zaciera granic pomiędzy kobiecością i męskością, ale… która pamięta o tym, że… jeszcze 100 lat temu… kobiety praktycznie… nie miały dostępu do edukacji, zwłaszcza… edukacji wyższej, a w życiu codziennym były niemalże całkowicie zależne od mężczyzn, z uwagi na to, że… nie posiadały osobowości prawnej czy społecznej… a w związku z tym – nie mogły samodzielnie decydować o własnym losie…🙂
            Tak więc, czy się komuś to podoba czy nie – rola feministek w procesie uzyskania praw przez nas – kobiety – jest nieoceniona…😀 bo dzięki temu możemy otwarcie uczestniczyć we wszelakim życiu publicznym, kształcić się i realizować zawodowo…🙂❤

          • marek pisze:

            Małgosiu no dobrze , wiem jak kobiety miały i mają nadal bardzo często pod górkę .
            Inaczej nie pisał bym że wszystkie Was kocham min. za to , często wręcz udręczone przez obojętność i głupotę mężczyzn życie.

            Już dobrze feministki są piękne – niektóre , a niektóre straszne .
            Muszę żartować , bo nie był bym sobą .

            m

      • M.A.T 13 pisze:

        :)….Jak Adasie tak maja to nieładnie, bo ktoś powinien mieć jaja i wziąć całą winę na siebie, wszak Ten miał być mężczyzną a ta była pierwej „NIEWIASTĄ” zanim stała się po spożyciu KOBIETĄ. Przecież Adam wiedział od tej pory co i jak!!! i kto jest kto. Jednak ewa wiedząc co się stała też mogłaby uderzyć się w pierś i się ogarnąć.do tego musiała by też mieć „jaja”, zeby spojrzeć prawdzie w oczy i musiała by się stać „duchowo mężczyzną”-czyli WIASTĄ :)-kobietą świadomą, posiadającą WIEDZĘ…..ta Qrewska ciekawość…hm…ale czy sam NAJWYŻSZY nie był jej twórcą????!!! BYŁ!!! czy nie wiedział jak sie historia skończy?????!!!!WIEDZIAŁ. To wszystko nam sie przytrafia ku poznaniu, byśmy odkryli swoja prawdziwą naturę i moc jaka się kryje w SŁOWIE…..ŻYWYM SŁOWIE..TAKI FILM 5d.Możemy poczuć, zobaczyć, usłyszeć, polizać, posmakować, powochąć, dotknąć, przeżyć wewnętrznie…ŻYCIE/BOGA.Jesteśmy umieszczeni w niesamowitym kinie , w którym KTOŚ chce nam przekazać ŚWIADOMOŚĆ tego kim jesteśmy!!!!Oczywiście tylko tym , którzy wogóle maja taka potrzebę JEJ poszukiwania.W każdym bądx razie w życiu bym sie nie spodziewał , że takie rzeczy się dzieja.Zycie jest NIEBYWAŁEi co najważniejsze NIESKOŃCZONE. SŁOWO PRAWDZIWE w prawdzie się OSTOI. Kłamstwo nie ma prawa bytu.Istnieje tylko dzięki PRAWDZIE.Fałsz jest nieudolnym odbiciem PRAWDY (PRA WIEDZY). Odnoszę wrażenie , że gatunek ludzki zaczął podchodzić do życia OD DUPY STRONY i tak trwa w tym maraźmie.Wszystko ma jednak swój kres i Człowieki zaczynają chiba kminić, że są tu jeszcze insze , bardziej ŻYCIOWE tematy. 🙂 pzdr i powodzenia we wznoszeniu ..:)

        • marek pisze:

          M.A.T 13
          coś mi się widzi że w tym Twoim wywodzie jest za dużo ” jaj ” . Adam z ” jajami ” Ewa powinna mieć j…a , a mnie coś mówi że choć już ” jaj ” nie mam to chłopem nadal jestem .

          Jak już coś cytujesz , to przynajmniej utrzymuj styl cytatu w swojej wypowiedzi , bo miód z pieprzem chyba nielicznym tylko smakuje.

          Więcej wyrazisz ” jak wysoko latasz ” , gdy napiszesz więcej od siebie.

          m

          • M.A.T 13 pisze:

            widać życie to TAKIE JAJA🙂 pieprz i wanilia taki program był i całkiem smakował :)…a propos jaj…skoro Bóg stworzył Mężczyznę i Kobietę jako jedno to pewno wykluli się z JAJA jako bliźnięta jednojajowe :)…jako cud stworzenia byli „niebiańsko” piękni….palce lizać, mniam mniam…:)Najkochańsze DZIECI …..Ależ musiały Go wkurzyć.Wypad z Raju….nabywać rozóma, a jak się nabędą to wrócą…:) Trochu im zejdzie ale wrócą i będą wiedzieć dlaczego Ojciec prosił by nie tykać.No ale weź to wytłumacz tem człowiekom.Toż to jak ie spróbuje to takie CIELE będzie całe życie.Przeca Wszechwiedzący WIEDZIAŁ , że spróbują i że wówczas będą kombinowali jak to wszystko ogarnąć i że stworzeni na Jego podobieństwo , obdarzeni Jego cząstką,dziedzictwem….poradzą sobie ,zatoczą koło i wrócą.Nie róbmy sobie z Życia jaj..:)…a propos jaj..miałem na myśli „jaja duchowe” nie fizyczne.W Tomaszowej na samym końcu Jesus też głosi , że jeno Te kobiety, które stana się „meżczyznami” wejdą do królestwa.Mążczyznami w sensie „jaj duchowych” bo przecież nie każdy facet jest mężczyzną.odnoszę wrażenie ,że mężczyźni to gatunek wymarły.Dookoła same ….pipki🙂, puszący sie przed Dzewczynami a jak co do czego przyjdzie to daje taki w długą i tyle z jego „męskości” P.Wystarczy , że przytrafi sie takiemu dziecię chorsze i z reguły tatulek zostawia potomstwo z samotną mamusią….ale jest sprawiedliwość na tym świecie i nadchodzi kres sqr…syństwa.:)

          • Ifryt pisze:

            Menżczyżni mają się świetnie, ale przeszli do innej strefy istnienia w której ich skrzydła przybrały demoniczny wygląd, jak u nietoperzy😛
            Z tymi „mitycznymi jajami” to chodzi o zuchwałość/polot, a nie odwagę jako taką czy „twardość”, bo kobiety są i zawsze były równie odważne jak menżczyzni, a bywają twardsze, ale jaj nie mają bo to męska domena.

            Dobro nie jest gorsze od zła, a nawet jest lepsze, więc oczywiste że też ma swoje jaja, a nie tylko jajniki, choć mroczniaki woleli by aby było inaczej😀

  8. M.A.T 13 pisze:

    człowiek jest „owocem” poznania dobrego i złego ….

    • marek pisze:

      człowiek jest „owocem” poznania dobrego i złego

      Rozróżnienie na dobre i złe jest czynnikiem procesu zindywidualizowania człowieka.

      Człowiek jest ” owocem ” Boga , gdyż On sam jest w nim .

      m

      • Maria_st pisze:

        ” Człowiek jest ” owocem ” Boga , gdyż On sam jest w nim .

        m ”

        Piszesz o jakim Bogu ?
        Tym biblijnym
        Tym mistycznym
        Czy o Świetle?

        • marek pisze:

          Znajdź go , podobny do dziecka …

          m

        • mały budda pisze:

          Widzisz Mario jakie to wszystko jest proste.
          Gdyby ludzie doznali poznania i zrozumienia, iż bóg to dobry sposób aby przekierować świadomości do niższego świata. Świata w którym brakuje doznania poznania. Nazywam to brakiem rozpoznania własnej przyczyny zaistnienia siebie jako świadomości w materii.
          Więc moją prawdę pisząc według moich przeżyć co przeszedłem tu jako świadomość aby rozpoznać swoją wewnętrzną przyczynę.
          Zobaczyłem to co było przyczyną, że ponownie musiałem zejść tu na matkę naturę.
          Przeżyć krzywdę jaką wyrządziłem sobie i mojemu uczniowi. Przez słuchanie co powiedzą inni uczniowie.
          Miałem słuchać swojego wnętrza i sercem się kierować aby poznać słabość ucznia.
          Moje role się odwróciły. Byłem mnichem mistrzem w swoim fachu.
          Przeszłem na rolę ucznia rozpoczynając ponowną naukę tu na ziemi.
          Mogę powiedzieć, że warto było ponownie przyjść na ziemię aby zrozumieć własną przyczynę zaistnienia w formie materii.
          Zrozumieć mojego ucznia i poznać jego słabości.
          Przynajmniej zrozumiałem jaką człowiek miłość i rozkosz czerpie z jedzenia.
          Morał jest taki, że uczeń był wrażliwy a słabość miał do jedzenia.
          Dostałem w tym życiu do przerobienia wielki apetyt a poznałem jaką dobrzy ludzkie żywią miłość do jedzenia.

  9. margo0307 pisze:

    „… to prawda najprawdziwsza
    wiedza ludzka, nabyta po urodzeniu bardzo przeszkadza jest przydatna do radzenia sobie w świecie fizycznym…”

    _____
    Zgadza się Loja Jolajna, że… ogrom naszej wiedzy nikogo z nas nie czyni Mądrym… 🙂
    „Bo w wielkiej mądrości – wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy – przysparza i cierpień”
    (Koh 1, 18)

    „…Bardziej niż wszystkiego innego, czego należy pilnować – strzeż swego serca, bo z niego pochodzą źródła życia.
    Odrzuć od siebie przewrotność mowy i oddal od siebie przebiegłość warg…” – (Prz 4, 23)

    * * *
    „… „Kto nie spożywa mego ciała i nie pije mojej krwi, nie ma życia w sobie”
    11 Co to znaczy?
    Jego ciałem jest Słowo a jego krwią jest Duch święty.
    Kto je przyjmuje, ma pokarm i napój i odzienie…”

    _____
    Tak sobie myślę, że… może odpowiedzi…, czy raczej wyjaśnienia tych alegorycznych przesłań należałoby szukać w całej „czarnej księdze” ?

    „Wiara rodzi się z tego co się słyszy, tym zaś co się słyszy jest słowo Chrystusa” –
    (Rz 10:17 )
    i dalej…
    „Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” – (Mat 4:4)
    „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.” – (Mat 6:33)

    * * *
    „…Ten świat ma w sobie dobro i ma zło. Jego dobra nie są jednak dobrem, a jego zła nie są złe. Jest jednak zło (istniejące) po tym świecie, które jest prawdziwie złe. Nazywa się „środkiem”.
    I jest nim śmierć.
    … Jak długo istniejemy na tym świecie, trzeba nam starać się o zmartwychwstanie, abyśmy, gdy rozbierzemy się z ciała, mogli się znaleźć (w miejscu) odpoczynku, a nie wędrowali w (miejscu) środka… Wielu bowiem błądzi na drodze…”

    _____
    „Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest” – (J3:6).

    „Odpowiedział Jezus:
    … Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić – (J3:5,7).

    „… I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam wam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serca mięsiste.
    Mojego Ducha dam wam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według przykazań moich, moich praw będziecie przestrzegać i wykonywać je…” – (Ez 36:26-27)

  10. Loja Jolajna pisze:

    margo0307 pisze:
    Marzec 23, 2016 o 12:20

    „Tak więc, czy się komuś to podoba czy nie – rola feministek w procesie uzyskania praw przez nas – kobiety – jest nieoceniona…😀 bo dzięki temu możemy otwarcie uczestniczyć we wszelakim życiu publicznym, kształcić się i realizować zawodowo…” wrastać w zastałą tu strukturę życia społecznego, kusząc się na ewentualne dobre/lekkie/znośne życie fizyczne/materialne i tym samym rezygnując z rozwoju swojej duchowości…bo większość z nas ma wybór : albo jedno, albo drugie🙂

    • margo0307 pisze:

      …uczestniczyć we wszelakim życiu publicznym, kształcić się i realizować zawodowo…”

      „wrastać w zastałą tu strukturę życia społecznego, kusząc się na ewentualne dobre/lekkie/znośne życie fizyczne/materialne i tym samym rezygnując z rozwoju swojej duchowości…bo większość z nas ma wybór : albo jedno, albo drugie🙂 „
      ______
      Loja Jolajna, uczestniczenie w życiu publicznym, kształcenie samego siebie oraz realizowanie siebie zawodowo – wg. mnie – wcale nie oznacza… zaniechania czy… zaprzestania dokonywania postępu na drodze swego rozwoju duchowego, bo… jedno i drugie – doskonale może iść w parze i uzupełniać się…🙂
      Przez ostatnie 5 lat… pracowałam zawodowo jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych i szczerze mogę powiedzieć, że… praca ta pomogła mi bardzo wiele z-rozumieć w temacie tego – co w moim życiu jest najważniejsze…
      Pomogła mi ujrzeć życie… z odmiennej niż dotychczas perspektywy i dokonać właściwych wyborów…🙂
      Nikt przecież… nikogo do niczego nie zmusza…, każdy sam dokonuje swoich wyborów, których konsekwencje także sam ponosi…🙂

      • Loja Jolajna pisze:

        Nikt przecież… nikogo do niczego nie zmusza…, każdy sam dokonuje swoich wyborów, których konsekwencje także sam ponosi…🙂
        _______________________________________
        Od początku do końca wybierasz w przedziale norm nakreślonych przez pokolenia. Wybierasz z określonego/zastałego tu zakresu.
        Przychodzisz tu od Boga, jako jego cząstka. Przychodzisz mądra, umierasz głupia.
        Po śmierci wraca mądrość i chyba przez krótki czas poczujesz niesmak po kolejnym zmarnowanym życiu, które przeleciało przez sito pełne możliwych wyborów do wyboru.
        Najgorsze jest to, że jesteśmy zmuszeni dokonywać wyborów, żeby przeżyć to swoje tu życie, żeby nie umrzeć z głodu czy zimna.

        „uczestniczenie w życiu publicznym, kształcenie samego siebie oraz realizowanie siebie zawodowo – wg. mnie – wcale nie oznacza… zaniechania czy… zaprzestania dokonywania postępu na drodze swego rozwoju duchowego, bo… jedno i drugie – doskonale może iść w parze i uzupełniać się… ”
        ________________________________________
        nie takie to proste. Im bardziej szeroko i głęboko wchodzisz w relacje z innymi fizycznymi bytami, nadmiernie skupiasz się na problemach innych, przeładowujesz umysł nadmiarem pseudo wiedzy itp, tym mniejsze możliwości na jakikolwiek „rozwój duchowy” (panowanie ducha nad materią).
        Obowiązek nauki w szkołach, konieczność podjęcia pracy zarobkowej, dom, rodzina, dzieci, wnuki i wszystkie ciężary z tym związane, to nie sprzyja rozwojowi duchowemu, a wręcz uniemożliwia…no chyba, że dla ciebie „rozwój duchowy” to tylko przyswojona jakaś tam ilość wiedzy teoretycznej w tym temacie.
        oczywiście to tylko takie moje przemyślenia🙂

        • Maria_st pisze:

          „Obowiązek nauki w szkołach, konieczność podjęcia pracy zarobkowej, dom, rodzina, dzieci, wnuki i wszystkie ciężary z tym związane, to nie sprzyja rozwojowi duchowemu a wręcz uniemożliwia ”

          Z tym sie nie zgadzam.
          To właśnie ten tzw rozwój duchowy – cokolwiek przeż to rozumiemy……..to nasze życie, nasze wybory…….ciekawość .
          Czy życie to wiedza teoretyczna?

          „Najgorsze jest to, że jesteśmy zmuszeni dokonywać wyborów, żeby przeżyć to swoje tu życie, żeby nie umrzeć z głodu czy zimna.”

          Dlaczego najgorsze?
          Chciałaś tego doświadczyć i doświadczasz…..żadna filozofia.

        • JESTEM pisze:

          „Od początku do końca wybierasz w przedziale norm nakreślonych przez pokolenia. Wybierasz z określonego/zastałego tu zakresu.
          Przychodzisz tu od Boga, jako jego cząstka. Przychodzisz mądra, umierasz głupia.
          Po śmierci wraca mądrość i chyba przez krótki czas poczujesz niesmak po kolejnym zmarnowanym życiu, które przeleciało przez sito pełne możliwych wyborów do wyboru.
          Najgorsze jest to, że jesteśmy zmuszeni dokonywać wyborów, żeby przeżyć to swoje tu życie, żeby nie umrzeć z głodu czy zimna.

          Witaj Loja Jolajna. Rozumiem, że w powyższym fragmencie opisujesz swoją historię – swój przypadek. Ponieważ moje doświadczenie i rozpoznanie z niego płynące jest inne.🙂

          „(…) Im bardziej szeroko i głęboko wchodzisz w relacje z innymi fizycznymi bytami, nadmiernie skupiasz się na problemach innych, przeładowujesz umysł nadmiarem pseudo wiedzy itp, tym mniejsze możliwości na jakikolwiek „rozwój duchowy” (panowanie ducha nad materią).”

          Owszem, jednak… To wchodzenie „szeroko i głęboko w relacje z innymi fizycznymi bytami” ma dwa „kierunki”:
          w jednym – gdy
          „nadmiernie skupiasz się na problemach innych, przeładowujesz umysł nadmiarem pseudo wiedzy itp”,
          a w drugim łącząc się z innymi na poziomie samo-świadomości (Miłości i Zrozumienia) nie zaprzątasz sobie głowy problemami innych, ponieważ jakiekolwiek problemy znikają. Pojawiają się co najwyżej sytuacje, w których coraz bardziej świadomie (świadomi przyczyn i skutków) możemy reagować i działać.

          I pozdrawiam serdecznie

          • Loja Jolajna pisze:

            „a w drugim łącząc się z innymi na poziomie samo-świadomości (Miłości i Zrozumienia) nie zaprzątasz sobie głowy problemami innych, ponieważ jakiekolwiek problemy znikają. Pojawiają się co najwyżej sytuacje, w których coraz bardziej świadomie (świadomi przyczyn i skutków) możemy reagować i działać.”
            ___________________________________________
            „możemy reagować i działać”
            ale to znów obracanie sie wokół fizyczności, co robi wodę z mózgu,

            JESTEM…zastanawiam się czy problem z niemożnością współgrania/panowania ducha nad materią nie lezy w tym, że ludzie znaleźli się w pułapce wyborów do wyboru. Wyborów, które zostały udostępnione/okreslone przez normy prawne/społeczne/etyczne itp.

            „Rozumiem, że w powyższym fragmencie opisujesz swoją historię – swój przypadek. Ponieważ moje doświadczenie i rozpoznanie z niego płynące jest inne.”
            ___________________________________________
            Nie wiem jakie ty masz doświadczenia, ale z moich wynika, że przeszkodą w panowaniu ducha nad materią jest zbyt duże skupianie się na fizyczności, życie wg tych norm zastanych tu po urodzeniu.
            Trudno mi to w kilku zdaniach wytłumaczyć (zeszłam na Ziemię🙂 )
            ale czy nie zastanawiało cię dlaczego np kandydaci na mnichów buddyjskich odchodzą od rodzin we wczesnym dzieciństwie, albo duchowni np katoliccy nie angażują się w życie rodzinne, zarobkowe…Jezus też odszedł od swojego domu i chyba nie gloryfikował ani matki, ani rodzeństwa, nie pracował zawodowo żeby przetrwać.
            Czy nie sądzisz, że to dotyczy wyboru albo fizyczność, albo duchowość? że inaczej to tylko substytut/namiastka jednego albo obu?
            również serdecznie pozdrawiam

          • JESTEM pisze:

            „„a w drugim łącząc się z innymi na poziomie samo-świadomości (Miłości i Zrozumienia) nie zaprzątasz sobie głowy problemami innych, ponieważ jakiekolwiek problemy znikają. Pojawiają się co najwyżej sytuacje, w których coraz bardziej świadomie (świadomi przyczyn i skutków) możemy reagować i działać.”
            ___________________________________________
            „możemy reagować i działać”
            ale to znów obracanie sie wokół fizyczności, co robi wodę z mózgu,”

            ===========================================

            Co, kto i komu robi „wodę z mózgu”?🙂
            Przecież istniejemy w fizycznym świecie, w fizycznych ciałach, więc świadome reagowanie i świadome działanie może zmienić i to baaardzo nasze relacje z innymi ludźmi oraz to, co wspólnie wszyscy współtworzymy na tej planecie.
            Kiedy mamy problemy, to szukamy rozwiązania według pewnych starych nawyków, przekonań, koncepcji. A gdy nie traktujemy sytuacji jako problem, to świadomie reagujemy i działamy, ponieważ wtedy pojawiają się coraz bardziej niekonwencjonalne reakcje i działania.

            „zastanawiam się czy problem z niemożnością współgrania/panowania ducha nad materią nie lezy w tym, że ludzie znaleźli się w pułapce wyborów do wyboru. Wyborów, które zostały udostępnione/okreslone przez normy prawne/społeczne/etyczne itp.”

            To zastanawiaj się dalej nad tym „problemem”, jak masz taką potrzebę.🙂 Nie postrzegam tej sytuacji jako problem. Według mnie „panowanie ducha nad materią” stwarza sytuację, kiedy znajdujemy się „w pułapce wyborów do wyboru”, które jednocześnie przez „ducha chcącego panować nad materią” są przedstawiane jako np. konieczne, niezbędne itd.. Według mnie „panowanie ducha nad materią” jest czymś innym niż na przykład przejawianie się ducha w materii, poprzez materię.🙂

            „Nie wiem jakie ty masz doświadczenia, ale z moich wynika, że przeszkodą w panowaniu ducha nad materią jest zbyt duże skupianie się na fizyczności, życie wg tych norm zastanych tu po urodzeniu.

            Coś w tym jest, co napisałaś. Ponieważ zbytnie skupianie się na materialnych aspektach i na fizyczności, zbytnie utożsamianie się z ciałem, seksualnością, a także zbytnie utożsamianie się z poglądami, przekonaniami czyli utożsamianie się z myślami, to wszystko jest czymś, od czego trzeba się trochę uwolnić, aby „duch” mógł nie tyle „panować nad materią”, co mógł się coraz swobodniej przejawiać w materii i poprzez materię. I abyśmy my stawali się coraz bardziej świadomi.

            „czy nie zastanawiało cię dlaczego np kandydaci na mnichów buddyjskich odchodzą od rodzin we wczesnym dzieciństwie, albo duchowni np katoliccy nie angażują się w życie rodzinne, zarobkowe…Jezus też odszedł od swojego domu i chyba nie gloryfikował ani matki, ani rodzeństwa, nie pracował zawodowo żeby przetrwać.
            Czy nie sądzisz, że to dotyczy wyboru albo fizyczność, albo duchowość? że inaczej to tylko substytut/namiastka jednego albo obu?”

            Zastanawiało mnie kiedyś, ale dla mnie to oczywiste, że to nie jest wybór pomiędzy fizycznością a duchowością, lecz pomiędzy uzależnieniem się od pewnych kulturowo-społecznych norm i uwolnieniem się od nich – dotyczy to Jezusa Chrystusa czy Buddy.

            Ale jeśli nie jest to w pełni świadomy wybór, to wtedy może nastąpić uzależnienie się od innych kulturowo-społecznych norm… Na przykład ksiądz rezygnuje z małżeństwa, ale ma nieoficjalną kochankę – gosposię. Albo ksiądz rezygnuje z małżeństwa i seksu z kobietą, ale ma za to seks z mężczyznami. I na przykład nie próbuje wtedy kontrolować i manipulować swoją żoną, której nie ma😉, ale za to kontroluje i manipuluje pewną grupą ludzi – „wiernymi kościoła, w którym on pełni jakąś ważną funkcję”.🙂

            Niewolnik jakiegokolwiek pożądania jest zbyt przywiązany do swych kajdan.
            Nawet pożądając np. duchowego rozwoju także skazujemy się na takie same cierpienia jak pożądając innych rzeczy. Dlatego na ścieżce duchowej jest sporo pułapek…
            Gdy pożądanie jest spełniane, niewolnik odczuwa pozorny spokój i ulgę chwilowego zaspokojenia. By za chwilę znów poczuć głód jeszcze większego pożądania… A ścieżka duchowego rozwoju jest jednak… ścieżką „wyrzeczeń”, bo trzeba zrezygnować z pewnych przyzwyczajeń, nawyków czy uzależnień… uwolnić się od nich.

            Rezygnacja z seksu może, ale nie musi, dać rozpoznanie czym jest seks, jaka rolę pełni seksualność w życiu człowieka nie tylko na poziomie biologii, psychologii, lecz również w świecie energii. Takie rozpoznanie może wzbogacić człowieka i poszerzyć jego samo-świadomość… Może, ale nie musi, bo na przykład… czyjeś powierzchowne czyli fałszywe rozpoznanie może być takie: „Jedyne co gwarantuje celibat to nerwica.”🙂

            Są kobiety, które po rozstaniu z jakimś kolejnym partnerem zostają same przez lata i są z tego powodu nieszczęśliwe. Marzą o spotkaniu odpowiedniego partnera. Kompensują sobie te tęsknoty np. w snach (uprawiając seks z różnymi mężczyznami). Te kobiety są w „celibacie” nie z powodu dokonania świadomego wyboru, lecz z niemożności znalezienia „odpowiedniego” partnera. Podobnie wielu księży wybiera ten” zawód” dla „prestiżu” na przykład nie będąc w pełni świadomymi, czym naprawdę jest tzw. celibat. Tę decyzję – aby rzeczywiście wyrzeczenie się seksualności mogło spełnić swoją funkcję jako „narzędzie poznawcze” i uwalniające – warto jest podejmować świadomie. Bo oczywiście w innym przypadku można nabawić się porządnej nerwicy albo nawet jakiejś „psychozy”😉

            Kiedyś zadałam takie pytanie:
            – Czy potrafiłbyś zrezygnować na przykład z orgazmów, gdybyś wiedział, że jest to jeden z warunków uwolnienia się od cierpienia?

            W odpowiedzi usłyszałam:
            – „A czy realizacja tego postulatu nie spowoduje przerwania rozwoju ludzkości?”
            🙂 Nie. Ponieważ energia seksualna – akt seksualny jako akt prokreacji służy do przyjęcia na świat kolejnej istoty ludzkiej. Jeśli nawet realizacja tego postulatu spowodowałaby przerwanie kontynuacji ludzkości w takim wydaniu, jak teraz, to co by się stało? Czy uważasz, że teraz ludzkość rozwija się przez uprawianie seksu, który nie prowadzi do prokreacji?

            Gdyby cała ludzkość była gotowa „wrócić do Raju”, to czy przerwałoby to jej rozwój czy może świadczyłoby to o jej rozwoju? Słyszeliście coś o tym, że dzieci w Raju się rodziły? Może w Raju dzieci się nie rodzą? Być może ludzkość w Raju nie rozwijałaby się… w taki sposób, jak teraz to się dzieje, ale może rozwijałaby się inaczej?😀 Może tam rodzimy się w kwiatach?😀

            Nakazem natury jest trwanie gatunku. Ale ponieważ nie możemy widzieć przepływu energii, nie jesteśmy świadomi, co się dzieje w trakcie aktu seksualnego. A możemy bez końca powtarzać te czynności i te wzorce zachowań oraz interpretacje emocjonalne, które są zgodne z ukrytym dla nas (nieuświadomionym) procesem.

            Jednak istoty ludzkie (może nie wszystkie😉 ) są dostatecznie inteligentne, by dążyć do celów innych niż biologiczna reprodukcja. A rozwój osobisty jest czymś tak samo ważnym, jeśli nie ważniejszym niż reprodukcja.”

            Więc, jeśli ktoś ma ochotę, niech przyjrzy się temu, ile energii „idzie z dymem”, gdy kobieta i mężczyzna uprawiają seks, który nie prowadzi do prokreacji. Być może wystarczyłoby jedno lub dwa zbliżenia na kilka lat męża i żony, by spłodzić jedno lub dwoje dzieci (przykładowo). A co z resztą „aktów”? Ludzie się uzależnili od takiego seksu… jako konieczności spełnienia pożądania. Ale głód taki zostaje zaspokojony tylko na chwilę. Tracimy ogromne ilości w akcie seksualnym na podtrzymywanie pewnych nieuświadomionych wzorców…I przez to wciąż prowadzimy różne „gry”, których skutkiem często w rezultacie jest cierpienie albo/i destrukcja. I przenosimy te wzorce na następne pokolenia.

            Polecam (dla ewentualnych zainteresowanych) w kontekście powyższych rozważań😉 do obejrzenia film „SEX – The Secret Gate To Eden”. Jako pewną przypowieść, która daje możliwość spojrzenia na temat naszej seksualności z całkiem innej perspektywy. Film jest w języku angielskim. Nie doczekał się polskiego tłumaczenia.

            O filmie:
            „Oto Wielkie Arcanum: ogromny sekret usilnie chroniony przez wieki. Oto prawdziwe serce wszystkich wielkich religii i tradycji mistycznych; aby obudzić świadomość i uwolnić duszę od cierpienia. (…) Droga powrotu do Edenu zostaje objawiona, to jest czas dla mężczyzny i kobiety do naprawienia swoich błędów i powrotu do ich prawdziwego domu. (…) Wiedza i mądrość przedstawiona na filmie jest syntezą nauk Jezusa, Buddy, Mojżesza, Rinpocze, Dalajlamy, Samaela Aun Weor i wielu innych . (…) istnieje wiele ścieżek do wiedzy, ale tylko jedna droga, która prowadzi do prawdy.”

            Dziękuję.

      • margo0307 pisze:

        „…Najgorsze jest to, że jesteśmy zmuszeni dokonywać wyborów, żeby przeżyć to swoje tu życie, żeby nie umrzeć z głodu czy zimna…”
        _____
        Nie bardzo rozumiem dlaczego… uważasz za najgorsze… dokonywanie przez siebie wyborów… aby przeżyć godnie to życie w nisko wibrującej materii ?

        Ta zasada – wybór w przedziale nakreślonych norm – wszystkich nas tu obowiązuje, ale… wszyscy też – zostaliśmy wyposażeni… w oręż zwany Intelektem, którym kierujemy się w naszym życiu, można więc powiedzieć, że… nasze świadome wybory są określone i ograniczone… jedynie przez nasz własny Intelekt, będący jednym z aspektów naszej Świadomości…🙂
        Dlatego… najlepszym – co każdy z nas może zrobić dla siebie – jest optymalny jego rozwój tak – by w wyniku dokonywanych przez nas wyborów – nie czuć „niesmaku po kolejnym zmarnowanym życiu”
        Co jednak dzieje się z intelektem, który nie chce się rozwijać ?
        – Oczywistym jest, że… po pewnym czasie taki intelekt zacznie zanikać…, zacznie cofać się w rozwoju…😛
        Ażeby nasz świadomy intelekt mógł się optymalnie rozwijać… potrzebuje do tego Wyższych Uczuć – takich jak np. Miłość, jednak… Wyższe Uczucia są możliwe tylko wówczas – gdy intelekt jest dostatecznie rozwinięty…😛
        – Czyż wszyscy nie odczuwamy potrzeby kochania i bycia kochanymi… ? 🙂
        Z drugiej strony jednak…
        – Czy można zmusić albo wymagać od kogoś aby nas kochał ?
        – Czy możemy prawdziwie kochać kogoś – kto stawia nam „warunki” ?

        Ludzie, którzy przeżywają swoje życie w poszanowaniu zasad cnót❤ :
        Wdzięczności, Współodczuwania, Przebaczenia, Skromności, Rozumienia i Dzielności – nigdy nie odczuwają „niesmaku zmarnowanego życia”…🙂

        Tak więc uważam, że nasz… Rozwój Duchowy – postępuje wraz z harmonijnym rozwojem Świadomego Intelektu i… nie jest prawdą pogląd, że…
        „Przychodzisz mądra, umierasz głupia”

        Wg. mnie – Loja Jolajna, Lilu, Toja… czy jak tam jeszcze chcesz siebie nazywać…😉 – jest wręcz odwrotnie – po każdym życiu umierasz mądrzejsza – a więc i… bogatsza wewnętrznie o Mądrość nabytą w wyniku doświadczeń tegoż życia…🙂
        * * *
        „…nadmiernie skupiasz się na problemach innych, przeładowujesz umysł nadmiarem pseudo wiedzy itp…”
        _____
        Ponownie powtórzę to, co już stwierdziłam:
        Nikt.., nikogo…, do niczego nie zmusza – każdy sam dokonuje swoich wyborów, których konsekwencje także sam ponosi…
        – Czy ktoś Ciebie… zmusił abyś wiodła swe życie z mężczyzną, z którym jesteś ?

        Nikt, nikomu nie nakazuje skupiać się nadmiernie na czymkolwiek – każdy ma Wolność Wyboru… i skupia się nad tym, co najlepiej mu odpowiada…

        ” Nauka w szkołach, konieczność podjęcia pracy zarobkowej, dom, rodzina, dzieci, wnuki i wszystkie ciężary z tym związane”nie są jedynie wiedzą teoretyczną jak to przedstawiasz, są – lekcjami.., doświadczeniami życiowymi…, które – każdy sam dla siebie wybiera, i w wyniku których – się rozwija…
        Jeden wybiera dom, rodzinę, dzieci, wnuki…
        Inny wybiera życie w samotności…
        Jeden wybiera pracę zarobkową z konieczności…
        Inny wybiera pracę zarobkową z zamiłowania…

        Nigdy, żadna wiedza… nie stanie się Mądrością dopóty – dopóki jej nie z-rozumiemy…
        Wiedzę teoretyczną… z biegiem czasu zapomnimy…
        Wiedzę płynącą ze z-rozumienia – zawsze będziemy nosić w sobie🙂

        • JESTEM pisze:

          „Wiedzę teoretyczną… z biegiem czasu zapomnimy…
          Wiedzę płynącą ze z-rozumienia – zawsze będziemy nosić w sobie „

          🙂❤
          A gdy odpuszczamy sobie przywiązanie do jakiejkolwiek wiedzy,' otrzymujemy' wtedy bezpośredni dostęp do Wiedzy wspierającej nasze istnienie w wiecznym tu i teraz.
          😉❤

  11. Ostoja pisze:

    Zaczęło się tak pięknie, czysto w dyskusji na początku, aż tu nagle temat fiministek, nie rozumiem z jakiego powodu …
    Leży mi na sercu echo dyskusji z 21.03.15r., powrócę do tego tematu może jutro, on boli, on kole i uwiera, dziwnie kojarzy mi się stan tamtej energii z tym co zaistniało na drugi dzień rano na lotnisku i w metrze. Rozmyślałam nad tym i powrócę jeszcze z tym tematem.

    Podtrzymam teraz temat „Wewnętrznego Dziecka” i Piękna w nas … jako że powinien zaistnieć w nas Pokój, bo to i pisanki i koszyczki z kiełbasą i jajkiem, choć jak niektórzy piszą – pogańskie to zwyczaje, ale jednak miło być razem przy wielkanocnym stole, zatem może moje wiersze wpłyną na dobre nastroje.
    Może za dużo jak na jedno wejście, ale biorę przykład z innych i zamieszczam
    Pozdrawiam Was

    Chcę Cię odnaleźć, Boże

    Wewnętrzne Dziecko

    Witam Cię Wewnętrzne Dziecko całą pełnią duszy mej.
    Rozpościeram przed Tobą, Majestatyczny Cedrze,
    siedemkroć większą miłość niż dotąd doświadczało moje serce.
    Wewnętrzne Dziecko – Jedność Chrystusa z Ojcem i człowiekiem.

    Kocham Cię moje Wewnętrzne Dziecko.
    Kocham Cię – Pełnio szczęścia
    w odrobinie mojego Bytu ludzkiej egzystencji.

    Świętą Jedność z Tobą określam mianem: Bóg.
    Tyś we mnie, ja w Tobie – symbioza – cud.
    Nazwij mnie, proszę, Całością:
    męsko – żeńską, lewo – prawą,
    ludzko – boską, codziennością i świętością.

    „Jam Jest” przechadza się po wstędze rozpostartej jak tęcza,
    łączy: ujemne z dodatnim, białe z czarnym,
    moc ze słabością, piękno z brzydotą,
    zimne z gorącem, jasność z ciemnością,
    nicość z Wielkością.
    Most – wysubtelnione przejście z krańca do krańca:
    Przejście w Głębię Obecności Boga w sobie,
    w jedność umysłu i serca.
    Most: Wyjdź i Wróć.

    Wewnętrzne Dziecko – jedność Boga Człowieka z Bytem
    – ziemską egzystencją na czas dojrzewania ziarna w glebie:
    ciebie w Bogu i Boga w tobie.
    Bądź glebą orną, urodzajną, aby dokonał się wzrost
    trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny, stokrotny.
    Łany zbóż – łany ludzkich serc .
    W nich dojrzewa – w każdym – wewnętrzny zapis
    Obecności Boga w nich.
    Wewnętrzne Dziecko – to Bóg w tobie a ty w Nim.
    Gleba i ziarno.
    Wzrastaj i pielęgnuj zasiew Boga w sobie.
    Wewnętrzne Dziecko – żyje w tobie.
    13.09.08r.

    Tęsknota

    Tęskni moje serce za Tobą, mój Boże
    tęskni dusza.
    Głębia rozpościera wołanie: „Przyjdź i rozświetl Imię Twe”.
    Podjąć mi pozwól czysty, bezpylny
    trakt ku Tobie – w sobie.
    Miłując Cię wzdycham ku zjednoczeniu
    Mocy Mądrości Miłości Twojej we mnie.
    Tęsknię za Tobą, mój Boże …

    Tęsknię za Tobą, mój Boże,
    jak zeschła łąka za deszczem,
    jak snop z dojrzałym ziarnem
    do wypieku chleba,
    jak dorastająca, młodzieńcza
    miłość do czułych objęć
    i pocałunku.

    Pomnóż nadzieję i wiarę wesprzyj
    świętą strugą darów Twych.
    Tęsknię, bo w Tobie
    zamieszkać chce duch.
    Pusto mi w sobie,
    wypełnij mnie Światłem Twym
    po brzegi kielicha.
    Naucz mnie być Tobą we mnie
    tworząc świętą Jedność.

    Jestem w tobie, a ty we Mnie,
    Kocham Cię.

    Piękno

    Piękno ujrzysz w sobie wśród rozlicznych marzeń,
    wśród kolców akacji i róży, wśród wstęgi tęczy,
    na tafli jeziora o zmierzchu, w południe.
    Piękno wydobędziesz prostą nutą : „Kocham siebie,
    kocham bliźnich, kocham cud Obecności Boga we mnie”.

    Inną frazą odnieść można Piękno duszy,
    piękno bezpiecznej toni zapatrzenia w głębię miłości,
    w program w niej zapisany.
    Tu jawią się schematy: Być ponad otaczające
    piękno zewnętrzne.
    Dostrzec w sobie piękno, które wrysował Stwórca
    tchnieniem miłości – Piękno – które nie blednie
    nawet w zawierusze podniet płochych, które samo z siebie
    prowokuje do poszukiwań na miarę Celu, który w nim tkwi.

    To piękno jedni widzą w obrazie oczu wpatrzonych
    w spotkaniu dwojga, inni odnajdą w księżycowej poświacie,
    a jeszcze inni nawet w szarzyźnie dnia, jeśli ich serce
    otwarte i czułe wylewa miłość, żyje sprawiedliwie
    i nie przyczynia się do mnogości zła.

    Piękno to Ty i ja, to On, Ona, My,
    to cud bycia dobrym, to zawieja, mróz, grad
    i słońce w zenicie.
    Piękno – to Życie !

    Kochając spełniasz się w nim, błądząc – poszukuj,
    aż znajdziesz, lecz nie chwilowy stan zachwytu,
    ale stwórz program : „Żyję rozmnażając Piękno”.

    Miłość Piękno Prawda
    Wiara Pokój Harmonia
    tworzą warkocze wzlotu ponad poziomy.

    Piękno jest również zawarte w pozdrowieniu
    staropolskim naszych Ojców :
    „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”
    Proste, łagodne, a jakże piękne – wysławiające Imię,
    również rodzące to czym jest – Miłość.

    Miłość Piękno Prawda – niechaj świat otoczy, a
    Wiara Pokój Harmonia – serca zjednoczy.

    Niech tak się stanie w Tobie, we mnie, w nas. Amen

    17.02.2010r.

    Łagodna miłość

    O, jak łagodna jest Miłość, która się ofiarowuje.
    Jakże łagodna jest Miłość, którą Bóg nam darowuje.
    Są Jednością – ta, która się ofiarowuje i ta, którą Bóg obdarowuje.
    Idą w parze, jak dwie siostry miłością jednej matki splecione,
    siostry z jednego Ojca zrodzone, umiłowane, pielęgnowane.
    Wola ludzka i Boża spleciona misją dawania siebie w zamian
    otrzymania stokroć pełniejszej wizji Novej Chrystusowej Myśli.

    O, jakże wielka jest Miłość Twoja, Jezu, w tym świetle czułych
    spotkań z Tobą, a jakże ułudna w świecie, gdzie oczy patrzą trwogą,
    poczuciem pozy nadętych ust, w świecie pogardy tego co dobre,
    małe, delikatne, tego, co pyłkiem zdać może się – a to jest przecie
    Twoje wcielenie w nim, w niej, we mnie, w każdym stworzeniu, przyrodzie.

    Przechodzisz tak cichutko, zdjąłeś sandały, by szelest kroków nie budził lęku,
    przychodzisz – wzmacniasz słowem, oddalasz udrękę, podajesz dłoń,
    przeprowadzasz przez Cedron, pochylasz się nad łzą, dodajesz otuchy
    i wypowiadasz Prawdę o Sobie, o mnie, o Twoim we mnie zamieszkiwaniu,
    o dojrzewaniu ziarna i o podłożu na które spadło, o ptakach, skałach, cierniach
    i o Twoim staraniu, aby plon wydało trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny,
    stokrotny. Pozwalasz spierać się z Tobą, jak czynił to Abraham z Ojcem.
    Ty jesteś w Nim i we mnie, Ty mnie kształtujesz na wzór i podobieństwo.
    Tyś Kłos obojga płci : Ojciec – Matka, Ty rodzisz Siebie we mnie.
    Czy moja wdzięczność Ci wystarcza ?
    Czy moje maleńkie, jak pyłek, posłanie dla Ciebie, wystarcza Ci
    przygotować Twoje Przyjście Nowe ?

    Ja jestem w tobie, ty jesteś we Mnie – mówisz mi.
    Jestem Ci wdzięczna, choć gasnę w mym „Ja” stając się stokroć
    pełniejsza w Tobie. Moje maleńkie : „Oto jestem, Panie, prowadź mnie”,
    niech nie przerasta nad mech, niech się rozściela, zieleni u stóp Twych.
    Mój Jam Jest, Jezus Chrystus, Bóg we mnie – kocham Cię.

    13.02.2010r.

    Tworzę z Tobą, Stwórco, ….

    Tworzę z Tobą, Stwórco, nowe ciało, nowe życie, nowy świat.
    Podajesz mi w dłonie nowy model istnienia mego Tu i Teraz,
    wysmukłym dziełom, które przede mną ustawiasz, jak las,
    nadawać pozwalasz imiona i Ducha Świętego wzywać ku rozpostarciu skrzydeł modułu : „Jestem w Bogu a Bóg jest we mnie”.

    Czysty i szklący umysł mój zszedł torem Światła w najczulszą
    Przestrzeń w sercu zawartą, jako Twój Ognik Miłości.
    Wytrychem słowo: „Jam Nowa Myśl” otwiera Przestrzeń
    czułej Jedności i staję w ogniu planet i gwiazd ku rozpostarciu
    Jestem Tym Który stwarza Tu i Teraz : nowe ciało, nowe życie, nowy świat.
    TAK- TAK- TAK – Jestem Tym Który tworzy – NOWY ŚWIAT.
    Jam Jest Nowa Myśl, z serca płynie wdzięk i plan twórczych działań.
    Kocham Cię, kocham się, kocham tak jak umiem, jak „na początku”
    tchnąłeś stwarzając maleńki pierwiastek bycia Tobą – TU – w świetlistej
    przestrzeni Twojego „Być” we mnie. Kocham Cię, Stwórco.
    Jestem Ci wdzięczna po stokroć więcej niż zamierzałam nie znając,
    nie pojmując Tej Obecności mojej w Tobie i Twojej we mnie.
    Rozkwitł już Lotos, rozkwitły lilie, pachnący ogród cnót zawirował,
    stanąłeś w ciszy budząc Myśl Nową : Ja Jestem w tobie, ty jesteś we Mnie – stanowiąc Jedność.
    Poczęcie nowe nie wzbudza lęku, powstaje pośród uśmiechu,
    radości i czułych oczekiwań na podjęcie : „Oto jestem, prowadź mnie”,
    mój „ Jam Jest” Bóg we mnie, w nowe ciało, nowe życie, nowy świat.

    Serce – Wie
    Serce – Wierzy
    Serce – Widzi

    nowe ciało, nowe życie, nowy świat.
    Nowa Przestrzeń Serca Mego – Bóg mój i Pan.

    18.10.2010r.

    • margo0307 pisze:

      Ostoja, z całego❤ dziękuję Ci za ten piękny DAR, którym dzielisz się z nami na forum… Wzruszyłam się i zadumałam nad słowami budzącymi uczucia…
      Gdzieś w głębi duszy… poruszyła się jakaś struna…

      „… Łany zbóż – łany ludzkich serc .
      W nich dojrzewa – w każdym – wewnętrzny zapis
      Obecności Boga w nich…”

      „…Pusto mi w sobie,
      wypełnij mnie Światłem Twym
      po brzegi kielicha.
      Naucz mnie być Tobą we mnie
      tworząc świętą Jedność…” 🙂❤

      • Ostoja pisze:

        Margo dziękuję, cieszę się z poruszenia struny… Mnie też te wiersze w tamtym czasie i obecnie wzruszają i pomagają
        Za każdym razem kiedy czytam, to tak odczuwam, jakbym je pierwszy raz czytała.
        Jeśli pozwolisz to napiszę do Ciebie któregoś dnia na Twoim blogu
        I Twoje wypowiedzi też są pełne miłości
        Pozdrawiam

        • margo0307 pisze:

          „… Jeśli pozwolisz to napiszę do Ciebie któregoś dnia na Twoim blogu…”
          ___
          Nie tylko pozwalam – ale także serdecznie zapraszam Ciebie do dzielenia się sobą…🙂
          Nigdy nie wiadomo… co, kogo – zainspiruje do odkrywania siebie…🙂❤

  12. margo0307 pisze:

    Nie zbadane są wyroki… Losu i ścieżki, którymi On nas wiedzie… 🙂

  13. margo0307 pisze:

    Jeszcze jeden piękny filmik… 🙂

    „Nie wierzę w Boga, Bóg jest podpórką dla ludzi, którzy nie radzą sobie z własnym życiem…” 🙂

    • Dawid56 pisze:

      „Nie wierzę w Boga, Bóg jest podpórką dla ludzi, którzy nie radzą sobie z własnym życiem…”🙂

      To bardzo odważne stwierdzenie – rozumiem, że to cytat z filmu. Ale jedno nie nic wspólnego z drugim. Bóg jest zapewnieniem sensu stworzenia- bóg rozumiany jako najwyższa myśląca energia, w zasadzie Światłość która zaistniała w Ciemności albo Nieistnieniu

      „Podpórka” może głownie dotyczyć wszelkiego rodzaju modlitw, jednak dlaczego nie możemy dziękować Bogu albo Kosmosowi albo Absolutowi że jest wszystko O.K. ?

  14. siola pisze:

    Slowo BOG stalo sie co dla niekturych zwykla kurtyna za ktura ukrywaja swoje chore wnetrze,myslac ze ich bezdusznosci nikt nie widzi i dzieki temu nikt nie pociagnie do odpowiedzialnosci za ich zbrodnie.Coz trzeba co niekturym nie zapomniec i poprosic o wybaczenie a nie dalej isc klamstwa droga myslac ze niewinny zawisnie na krzyzu za ich winny.Co to bedzie gdy ten krzyz stanie sie dla nich zamkien kturego juz nigdy nie uda sie im zlamac i tak zamkna sami na wieki swa chora swiadomosc.Coz dalej toczy sie teatrzyk marionetek kture w swej pustocie nie widza ze klamliwymi slowami siebie samych niszcza ,ale przecierz kurtyna dzialal przez tysaclecia wiec i mysla ze to dziala dalej.Coz smrod klamstwa ale czuc na kilometry i tu nie pomoze stara kurtyna tu trza z siebie wyrzucic pustoslowie i poprawic sie w tym co sie czymi.Czasami moze kiedy byc za pozno by swoj wieczny los odmienic ,czasami moze byc juz za pozno by poprosic skrzywdzonych przez siebie o wybaczenie.Coz jak na razie co niekturzy postawili dalej na swa stara karte Klamstwa Mordu i Szantarzu .

  15. Maria_st pisze:

    Toja czy to doświadczenie nie jest podobne do twojego ?

    „Pewnego dnia piętnastoletni Natan poczuł się zle, jego ciało doznawało w ciągu dnia silnych dreszczy. Zaczął odczuwać zimno więc udał się do łóżka, nakrył się kołdrą, dygotanie ciała nie ustępowało, odczuwał ogólny wszechobecny ból. Jak sam opowiada nagle opuścił swoją cielesną powłokę, zaczął unosić się ponad łóżkiem, widząc u dołu swoją materialną sylwetkę, jednak nie rozpoznał jej jako siebie, generalnie nie rozumiał sytuacji w jakiej się znalazł. Następnie zaczął się unosić w górę, coraz wyżej i wyżej, aż zobaczył całą planetę Ziemia, jednak jego lot „ku górze” się nie zatrzymywał, w końcu znalazł się w jakiejś nieznanej przestrzeni, jak gdyby „nigdzie”, dotarł do ogromnego tunelu, na którego końcu dostrzegł małe światło. W czymś co przypominało tunel, na jego „ścianach”- obrzeżu znajdowało się całe mnóstwo dusz, tunel składał się jakby z kół-pierścieni, wewnątrz których dostrzegł ogromną ilość duchowych bytów. ”
    http://argonauta.pl/podroz-mlodego-zyda-do-innego-wymiaru-czesc-i/

    • Loja Jolajna pisze:

      Maryś
      podobne tylko w tym
      „Następnie zaczął się unosić w górę, coraz wyżej i wyżej, aż zobaczył całą planetę Ziemia, jednak jego lot „ku górze” się nie zatrzymywał, w końcu znalazł się w jakiejś nieznanej przestrzeni,”

  16. siola pisze:

    Przyszlo mi do glowy cos co mi sie moze jeszcze przyda.ONI nie posiadaja duszy to i nie znaja wstydu wiec dlaczego ja glupiec wstydze sie za tych palantow?Przecierz ONI licza na to ze ja bede sie za nich wstydzil .

    • margo0307 pisze:

      „…ONI nie posiadaja duszy to i nie znaja wstydu wiec dlaczego ja glupiec wstydze sie za tych palantow?…”
      ____
      Siola… odpuść sobie i… nie wstydź się za nikogo jak tylko… sam za siebie…

  17. JESTEM pisze:

    Marek:
    „Teraz głębiej rozumiem Jestem w jej postawach z którymi się z nami dzieliła i w pewnym sensie przykro mi w stosunku do niej za uszczypliwości na które sobie pozwalałem z powodu braku zrozumienia.”

    Miłość Wszechogarniająca przejawia się w taki sposób, że nie musimy już na nikogo obrażać się. Wiemy – jesteśmy samo-świadomi SIEBIE, (Jedni, Całości), że ja-ego – gdy stawia opór z powodu swojego oddzielenia od innych części Jedni, Całości i wynikającego z tego przywiązania do pewnych myśli, koncepcji, przekonań – pozwalać sobie może między innymi na różne „uszczypliwości” – własnie z „z powodu braku zrozumienia”.🙂❤
    Wtedy już nie bierzemy tego do siebie, bo rozumiemy – jesteśmy świadomi, że jest to przejaw niezrozumienia, nieświadomego oporu przed zrozumieniem cząstki Jedni, Całości, która jeszcze znajduje się w stanie oddzielenia. I działa pod wpływem tych myśli, koncepcji, przekonań, których nie jest w pełni świadoma, a które nią "animują".❤

    „Myślę ,że brakowało mi w jej objaśnieniach wyrazu więzi tworzącej się między ego a owym dzieckiem przejawiającym się coraz bardziej w niej i to utrudniało mi zrozumienie całości.”

    Może brakowało czegoś w moich objaśnieniach. Ale jeśli nawet, to nie musisz tworzyć z tego „usprawiedliwienia” dla swojego wcześniejszego niezrozumienia.❤ Twojemu ja-ego jeszcze stawiającemu opór (z powodu swojego oddzielenia i przywiązania do pewnych myśli, koncepcji, przekonań) po prostu brakowało zrozumienia, ponieważ objaśniałam przecież, że np.:
    – gdy stajemy się coraz bardziej świadomi SIEBIE (Jedni, Całości), puszczają nasze różne opory i stajemy się otwarci na poznawanie i coraz 'głębsze' zrozumienie SIEBIE, a nasze ja ekspanduje i staje się JA.
    – gdy nasza świadomość SIEBIE poszerza się, nasza wola łączy się z Wolą Całości, Jedni.
    Więc objaśnienia się pojawiały. Ale "nie mogłeś" ich dostrzec.:-) Tak jak i ja kiedyś nie mogłam. (To nie jest ani dobre ani złe. Jest takie, jakie JEST.) A zrozumienie pojawia się w nas, poprzez nas wtedy, gdy się pojawia.🙂❤

    • JESTEM pisze:

      margo0307 przytoczyła cytat:
      „Nie wierzę w Boga, Bóg jest podpórką dla ludzi, którzy nie radzą sobie z własnym życiem…”🙂 „

      Dawid56:
      „To bardzo odważne stwierdzenie – rozumiem, że to cytat z filmu. Ale jedno nie nic wspólnego z drugim. Bóg jest zapewnieniem sensu stworzenia- bóg rozumiany jako najwyższa myśląca energia, w zasadzie Światłość która zaistniała w Ciemności albo Nieistnieniu”

      Światło rozświetla Ciemność tylko wtedy, gdy jest w oddzieleniu od Ciemności taj, jak Umysł – Bóg, który ‚zapomina’, że z Łona Świadomości – Bogini pochodzi… Bóg nie tworzy, lecz roz-poznaje. Sam siebie jako Rybak wyławiający z Oceanu wzory, formy i nazywa je – w ten sposób utrzymuje przejawiające się wzory jako tworzące różne światy, rzeczywistości (Sny).
      ———
      /// Wszyscy wiedzą i są świadomi faktu, że istnieją dwa słowa: bóg i bogini, które wyznaczają granicę rozróżnienia, a w zasadzie podziału boskości na rodzaj męski i żeński (światło i ciemność, umysł i świadomość itd.).

      Jeśli za Źródło, Praprzyczynę lub Wszystko, co Jest czy Jednię (cały wszechświat albo nawet nieskończoną ilość wszechświatów, jak chcą niektórzy, chociaż ja pozostaję przy jednym wszechświecie i wielości światów) uznajemy boga, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka męskiego – świat patriarchalny. Taka jest prawda. I odwrotnie, gdy za „początek” uznajemy boginię, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka żeńskiego – świat matriarchalny. Dlatego na oznaczenia tego, co jest Wszystkim i Jednym, najchętniej używam słowa „Źródło” oraz Jednia. Tak zwany Absolut.

      Jestem świadoma tego, jak trudno tę wiedzę zaakceptować, a co dopiero przyjąć do świadomości czyli uznać tę wiedzę za prawdziwą. Skoro od tysięcy lat we wszystkich religiach używane jest słowo Bóg uznawane za Źródło. Boginie istnieją, ale albo niezbyt rozumiane, albo całkowicie „usunięte w cień” czy czasowy „niebyt” z powodu lęków przed ich nieznaną i niezrozumianą mocą. Tak się stało np.z Kali (w hinduizmie) albo Matką Boską (w różnych odłamach chrześcijaństwa) niby „Matką Boga”, ale pozbawioną jej z miana-imienia Bogini. Boginie zostały podporządkowane bogom, „oddane” w służbę w poddaniu i pokorze jako…wielbiące bogów; oblubienice i „wybranki”… Czy tak ma wyglądać harmonijne współistnienie?

      Aby ludzkość mogła rozwijać się ewolucyjnie, każdy człowiek (kobieta i mężczyzna) potrzebuje w sobie dążyć do harmonii pomiędzy Animą i Animusem – tym, co męskie i żeńskie, ducha i duszy, umysłu i świadomości, Światła i Ciemności. Nie chodzi tu o osiągnięcie całkowitej symetrii, bo ta jest niemożliwa, gdy jesteśmy w ciałach kobiet i mężczyzn (i to jest piękne), ale o zharmonizowanie w sobie tych pozornych „przeciwieństw”, które nie są przeciwieństwami, ale dwoma częściami jednego, częściami, które się wzajemnie uzupełniają jako Dwa połączone w Jedni, współtworzące Całość./// – http://tonalinagual.blogspot.com/2011/12/sofia-i-logos.html

      • Dawid56 pisze:

        A jednak Bóg stwarza i panuje nad materią całkowicie- na tym polega być między innymi bycie Bogiem. Jednym z zasadniczych przymiotów bycia Bogiem jest stwarzanie czegoś z niczego🙂

        • JESTEM pisze:

          A jednak Bóg stwarza i panuje nad materią całkowicie- na tym polega być między innymi bycie Bogiem. Jednym z zasadniczych przymiotów bycia Bogiem jest stwarzanie czegoś z niczego🙂 „

          Bogu oddzielonemu od Absolutu, Jedni, Całości, którą współtworzy wraz z Boginią, wydaje się, że „stwarza coś z niczego„.🙂

          NIC nie istnieje. To koncept, że coś może nie istnieć.🙂 A NICOŚĆ to jednak NIC + COŚ… czyli dla ja-ego umysłu oddzielonego od Jedni, Całości, NICOŚĆ to NIC, bo nie dostrzega ono tego COŚ w Niej (nicości), CZEGOŚ trudnego do uchwycenia dla umysłu oddzielonego od Jedni, Całości.😀

          Dawidzie kochany, Zwracam się do twojej świadomości, którą JESTEŚ.🙂❤. Rozumiem, że póki co – tak jest dla ciebie, że „Bóg stwarza i panuje nad materią” i „na tym polega być między innymi Bogiem”.

          Rozumiem, że tak to postrzegasz i nawet w to wierzysz. Napiszę zatem: I tak i nie.🙂 Ponieważ Bóg stwarza „coś”, ale nie z niczego.🙂 Bo na przykład energia potencjalna nie jest niczym. Jest energią potencjalną, która może przejawić się jako światło albo jako atomy, a nawet jako różne formy materii… itd.😉 Jeśli na przykład będziesz obserwował jakąś ciemną przestrzeń, to w niej zaczną się pojawiać jakieś świetliste błyski, nitki, a nawet kształty, a nawet różne obrazy mogą się zacząć w z niej wyłaniać i w niej pojawiać. Czy pomyślisz, że ty je stwarzasz? Albo że Bóg je stwarza z niczego? Jeśli tak stwierdzisz, to oczywiste, że można to tak postrzegać.

          Jednak nawet panowanie Boga nad materią jest ograniczone. Dlaczego? To tak, jakbyś był jednocześnie konstruktorem i kapitanem statku, i płynął tym statkiem po oceanie. Świetnie sobie radzisz, dopóty, dopóki nie pojawi się taka burza Oceanu, która spowoduje zatonięcie statku.😀

          I to trochę tak, jak z kłamstwami…😉 Kiedy jesteśmy na etapie poszukiwania Prawdy, a upieramy się przy kłamstwach i usprawiedliwiamy je (w imię jakichś iluzorycznie, względnie „wyższych celów”), wtedy Prawda nam wciąż umyka. Umykać nam może i to, że Bóg Umysł nie stwarza czegoś z niczego, ponieważ „nic” nie istnieje. Istnieje za to COŚ, co Bóg w tobie😉 może postrzegać jako NIC, a jest to jednak NIC + COŚ (nicość) czyli w nicości jest COŚ, co dla umysłu oddzielonego od Jedni, Całości jest trudne do „chwycenia” w „sieci”..🙂

          Taki Bóg JEST, a Jego cząstki się „wyłaniają” z Łona Bogini i On je „nazywa” i…stara się utrzymywać te struktury, które wyłaniają się jako On z przestrzeni Świadomości – Łona Bogini. Więc Bóg w tym sensie tworzy i nie tworzy. Sam siebie nie tworzy, ponieważ się wyłania, ale tworzy jako „Rybak”, który wyławia z Oceanu Świadomości… wzory, formy, które są/zawsze istnieją w Oceanie jako „wcześniej dla Niego „ukryte”. I On nazywa je – i poprzez to nazwanie utrzymuje przejawiające się różne wzory, formy jako struktury tworzące tzw. rzeczywistość.
          A to, co uznajemy za tzw. rzeczywistość, to tylko jeden z wielu Snów, w który „weszliśmy” tak „głęboko”, że uznaliśmy go za jedyną rzeczywistość.

          😀❤

          • Dawid56 pisze:

            Jestem przecież Bóg nie ma płci!!!To do czego potrzebna jest mu Bogini!!!!Chyba że Boginii też nie ma płci😉

          • Ifryt pisze:

            Bóg niema tego, Bóg niema tamtego, to wkońcu żebrakiem jest czy królem, a może czymś więcej?
            Z tym że owo „coś więcej” nie oznacza braku czego kolwiek, tylko dodatkową zawartość/bonus.

            ps nie czytajcie tego blużnierstwa które napisze poniżej, chyba że na własną odpowiedzialność😀
            BÓG MA EGO.

          • JESTEM pisze:

            Dawid56:
            „Jestem przecież Bóg nie ma płci!!!To do czego potrzebna jest mu Bogini!!!!Chyba że Boginii też nie ma płci😉 „

            Ach, jak lubię te twoje wykrzykniki, kochany Dawidzie..🙂
            Oczywiście, Bóg nie ma płci, to po co to COŚ nazywać słowem Bóg, skoro to słowo ma „płeć” – rodzaj męski.😀 To słowo „rodzaju męskiego”. 😀

            Ifryt:
            „BÓG MA EGO.”
            😀 EGO – JA… no tak, kochany Ifrycie.🙂 Można by nawet napisać, że Bóg to JA – EGO.😉

            A Marek napisał:
            „ze zdziwieniem stwierdziłem , że ” w Bogu i z Bogiem we mnie ” już w przeszłości funkcjonowałem , jednak nie umiejąc tego nazwać ani dostrzec wartości tego stanu , porzuciłem go poprzez całkowite oddanie się władzy ego.”

            To bardzo inspirujące spostrzeżenie w tym kontekście, co napisał Ifryt.😀❤

          • Dawid56 pisze:

            Oczywiście, Bóg nie ma płci, to po co to COŚ nazywać słowem Bóg, skoro to słowo ma „płeć” – rodzaj męski.😀 To słowo „rodzaju męskiego”.😀

            Hm… Od kiedy o Bogu mówimy coś? Inteligentna energia albo nawet Życie nigdy nie jest czymś:(

          • JESTEM pisze:

            JESTEM:
            „Bóg nie ma płci, to po co to COŚ nazywać słowem Bóg, skoro to słowo ma „płeć” – rodzaj męski.😀 To słowo „rodzaju męskiego”.😀

            Dawid56:
            „Hm… Od kiedy o Bogu mówimy coś? Inteligentna energia albo nawet Życie nigdy nie jest czymś:(

            Nie czymś, ale CZYMŚ.🙂
            Uważasz, że nazywanie „Inteligentnej energii” albo Życia CZYMŚ lub COŚ jest nie w porządku? Dlaczego?

            W czym nazywanie Bogiem „Inteligentnej energii” albo Życia jest lepsze od nazywania mniej konkretnym COŚ – CZYMŚ? I dlaczego w takim razie „Inteligentną energię” albo Życie nie możesz nazwać Boginią?😉😀

          • marek pisze:

            Hm… Od kiedy o Bogu mówimy coś? Inteligentna energia albo nawet Życie nigdy nie jest czymś:( .

            Dawid , to podaj określenie dotyczące owej energii jeżeli jest ona wyzbyta z osobowości ?

            m

          • JESTEM pisze:

            cyt.:
            „ŚNIŁO MI SIĘ, że przeprowadziłem wywiad z Bogiem”.

            Też piękny SEN.🙂❤

          • Dawid56 pisze:

            Dlatego , bo coś mówi się do rzeczy a nie istot , a Bóg niezależnie od tego jaka ma płeć jest zawsze istotą.Bóg jest jednocześnie duchem.Nie spotkałem aby ducha nazywać Coś.
            Czasami określenie coś używa się do zwierzą( o coś mnie przestraszyło)
            Co Bogini czy Boga to tylko określenia o zabarwieniu rodzaju( zgodnie z prawami hermetyzmu) .W Świecie duchowym nie ma płci wówczas istnieje „najwyższy Duch” niekiedy zwany Bogiem-Boginią albo Boginią -Bogiem , my też jesteśmy cząstką tego Boga-Boginii, ale w żadnym wypadku nie jesteśmy ani Bogiem ani Boginią..
            COŚ pisane wersalikami to zawsze i tak jest coś a nie ktoś czy Ktoś.

          • siola pisze:

            Swiadectwo o Bogu i czym albo kim jest daja sami w niego wierzacy.Nie wrzucajac wszystkich do jednego kosza ,ale zaprawde powiadam ze niekturych chamstwo przeroslo ich samych i dlatego strach przed wlasnym schaten.Babilon 5.Coz znow Maja swe swieto ,znowu moga zabic tego ktury mial za nich odpokutowac.A czasem na koniec na nic sie zdaja klamstwa i falszerstwa i konczy jak rybaka zona .Wlasne klamstwo wlasna chciwosc cie prrzerasta i jak bumerag ciebe sama -ego trafia.Wiec po co Cale te dyskusje o Bogu ,wszyscy razem i z osobna budujemy mu swiadectwo.Coz moje wrazenie jest po prostu chlopskie „Boga tak naprawde nie ma ale jest slowo stosowane przez niekturych jako kurtyna by zaslonic swoje zbrodnie i miec tlumaczenie Wszystko w imie Boze.

          • Maria_st pisze:

            „„Boga tak naprawde nie ma ale jest slowo stosowane przez niekturych jako kurtyna by zaslonic swoje zbrodnie i miec tlumaczenie Wszystko w imie Boze.”

            Ja też tak uważam siola.
            W imię Boga wszystko jest usprawiedliwione, wszelkie podłości a jak trwoga to też do Boga

          • margo0307 pisze:

            „…Boga tak naprawde nie ma ale jest slowo stosowane przez niekturych jako kurtyna by zaslonic swoje zbrodnie i miec tlumaczenie Wszystko w imie Boze…”
            ____
            A ja tak nie uważam…🙂
            Twierdzę, że… Bóg jest, i jest On tą Mocą…, Źródłem…, które wszystko stworzyło i natchnęło życiem… i jak dla mnie – nie ma Ono żadnego imienia, ani żadnej konkretnej twarzy, nie wiąże się też z żadną religią stworzoną przez nas ludzi – jest ponad wszystkimi religiami…, ponad wszystkimi podziałami…, bo… jest Wszystkim tym co jest w nas i wokół nas…
            Jest Prawdą, Miłością, Nadzieją i wszelkim Dobrem…🙂❤
            Jedna z pieśni chrześcijańskich pięknie to uchwyciła…

            Gdy szukasz Boga popatrz na kwiaty
            Popatrz na góry i ciemny las
            Z każdej wędrówki wrócisz bogaty
            I nową treścią wypełnisz swój czas
            Bo cały świat jest pełen śladów Boga
            I każda rzecz zawiera Jego myśl
            Wspaniały szczyt, błotnista wiejska droga
            To Jego znak który zostawił ci…

            Gdy szukasz Boga popatrz na ludzi
            Spójrz jak taternik zdobywa szczyt
            Zobacz jak matka w domu się trudzi
            Spójrz w oczy dziecka powiedzą ci
            Że każdy z nas stworzony jest przez Pana
            I w każdym z nas zamieszkać pragnie Bóg
            By dobra wieść była przekazywana
            By miłość Swą objawić przez nas mógł

          • Maria_st pisze:

            „A ja tak nie uważam…🙂
            Twierdzę, że… Bóg jest, i jest On tą Mocą…, Źródłem…, które wszystko stworzyło i natchnęło życiem… i jak dla mnie – nie ma Ono żadnego imienia, ani żadnej konkretnej twarzy, nie wiąże się też z żadną religią stworzoną przez nas ludzi – jest ponad wszystkimi religiami…, ponad wszystkimi podziałami…, bo… jest Wszystkim tym co jest w nas i wokół nas…
            Jest Prawdą, Miłością, Nadzieją i wszelkim Dobrem…🙂❤
            Jedna z pieśni chrześcijańskich pięknie to uchwyciła"

            Małgoś nie mylmy tzw Żródła, ktorego ja określam mianem–Światło z tworem wymyślonym przez ludzi–Bóg.
            Z tego tylko mamy galimatias .
            Co widać na zewnątrz .

          • margo0307 pisze:

            „…Swiadectwo o Bogu i czym albo kim jest daja sami w niego wierzacy…”
            _____
            Siola, spotkałeś na swojej drodze ludzi, którzy wyrządzili Ci krzywdę…
            Teraz…, nie możesz tym ludziom wybaczyć i zapomnieć tego, co Ci uczynili…, wyzywasz ich, szkalujesz i pomstujesz…, bo głęboko w Twym❤ zakotwiczyłeś ból i żal… – rozumiem.
            Nie rozumiem jednak – dlaczego sądzisz wszystkich tą jedną miarą ?
            Dlaczego uważasz, że wszyscy wierzący w Boga są ludźmi złymi i skorymi do krzywdzenia innych ?
            Dlaczego nie zatrzymasz się choćby na chwilę… i nie popatrzysz obiektywnie na ludzi, którzy Ciebie otaczają ?

          • margo0307 pisze:

            ” Małgoś nie mylmy tzw Żródła, ktorego ja określam mianem–Światło z tworem wymyślonym przez ludzi–Bóg…”
            _____
            Maryś niczego nie mylę…, mówię jedynie to, co czuję…🙂
            Ty używasz określenia Światło i… Oki🙂
            Ktoś…, kiedyś… użył określenia „krzew gorejący”… i – jak dla mnie – to też jest Oki🙂
            Ja używam określenia Bóg, Źródło, Moc… i… to także jest Oki🙂

            A wszystko dlatego, że nasz umysł nie jest w stanie pojąć czegoś – dla czego – nie znajduje określenia…😉
            Nauczono nas bowiem etykietkować wszystko i wkładać do „przegródek” naszych osądów, przekonań i wyobrażeń mających swe źródło w umyśle…, bo wszystko chcemy pojąć i z-rozumieć…
            Boga jednak – już to wiem – nie da się pojąć…, nie da się z-rozumieć naszym ludzkim, ograniczonym pojmowaniem… bo ON – Ona – Ono… nie funkcjonuje wg. naszych ludzkich zasad czy wyobrażeń…
            Bóg jako… Duch Światła Miłości i Prawdy… jest wszystkim, co istnieje i nie można Go zamknąć w żadnej „przegródce” umysłu z jakąkolwiek etykietką…🙂
            Jedynym sposobem – jak myślę – zbliżenia się do prawdy o Tym Wiekuistym Duchu… jest kierowanie się we wszystkim co myślimy i czynimy… Dobrem Wszystkich Istot – w pełnym tego słowa znaczeniu… 🙂❤
            To, że niektórzy ludzie czy Istoty… krzywdzą innych ludzi, czy inne istoty… z imieniem "boga" na ustach – nie ma nic wspólnego z Wiekuistym Duchem Prawdy… i nie oznacza, że On nie istnieje…

          • siola pisze:

            Malgos slowa piykne,ale czyny jeszcze piykniejsze.
            Niedawno chcialem sprawdzic czy z polski terrorysty u was czytaja co ja pisze.
            Wiec napisalem ze dostalem 7000 tys euro renty.Pisalem wam o srubach w aucie ,chociarz Auto caly czas w garazu stalo zamkniete.Wiedzialem ze znowu probuja straszyc by cos ukrasc.Widzisz Malgosc i sie nie mylilem ;przyszlo z polski pismo ze ja wlasciciel budynku i mieszkam na Barglowce .A ostatni bylem tam zameldowany 73 roku zanim poszedl do WOPu szkoly.Coz wiedzialem ze jak przeczytaja to im chciwosc rozum odbierze i beda chcieli jak Ojca szantarzowac.Coz moze troche prawdy bylo ale trza byc naprawde glupcem ze ktos moze dostac 7000 tys rety z normalnej pracy,coz Prawda bylo ze dostalem taka sume ale musialem zwrucic do urzedu za branie zasilku spolecznego,widac chca zlodzieje moze zaplacic za ten brany zasilek ale niech biora pod uwage ze w urzedzie pismo od nich ze ze spadku nic nie dadza.Coz ja mam dla switych katolikow przed sadem tylko jedno pytanie dlaczego Bali sie podpisac zgonu Ojca w swoim wlasnym domu ,ja znam juz odpowiedz i nie dam se przypisac jak Ojciec w imie BOGA dokonanych zbrodni.Coz wzieli pieniadze z BPH banku wiec i wyszlo ze nie Ojciec zabil i ten co reszte ukradl i myslal ze tak nigdy nie wyjdzie zbrodnia i jeszcze bedzie szantarzowac mnie bo ja podpisalem u nich w domu Ojca zgon i bede czul sie winny.Zapomniale jednak debilana boza zona ze tym pokazala sama ze podpisac zgon sie bala -pytanie stawialem dlaczego COZ kAMIENIEC w rekach Kosciola a reszte z odszkodowanie ukradla na swe Konto boza zona niech se sprawdza w pko SA.Od widzisz Malgosc te sruby widac ze spiewanych zwrotek o milosci ale nie do blizniego ale woreczka z pieniedzmi pelnego no jakos trza zyc a szantarz to nic innego jak terroryzm wiec czym sie rozni Muslem terrorysta od Katolickiego terrorysty czy innego terrorystycznego sekciarza.Karzdy z nich zabija dla boga .Z mej strony jak nie chca naprawde placic za swe gowna mam ja dla nich rade niech dadza dom rodzinie uciekinierow np z Iraku za zadane tym ludziom przez najemnikow wojny cierpienie.Ja cudzego nie potrzebuje ale tez juz nie bede byle gownu morde do bicia nastawial,bo to nic nie pomoze gowno dalej bedzie smierdziec swym chciwosci smrodem ale spiewac moze dobrze ja tak naprawde spiewac nie potrafie i tak na szczescie nie zostalem ksiedzem bo sie balem ze nie wyjdzie przed oltarzem spiewanie. No i na szczescie bo nkomu nie zaspiewal idzcie do domu ofiary skonczone.

          • Maria_st pisze:

            „Ktoś…, kiedyś… użył określenia „krzew gorejący” ”
            nie znam tych Ktosiów z kiedyś a krzew gorejacy to tylko przyroda

          • marek pisze:

            A wszystko dlatego, że nasz umysł nie jest w stanie pojąć czegoś – dla czego – nie znajduje określenia…😉

            Tak sobie rozmyślając o naszych wyobrażeniach o Bogu przypomniały mi się wizerunki starca siedzącego na tronie które w malarstwie sakralnym mają Go uosabiać .

            Ileż ludzi nosi w sobie takiej Jego wyobrażenie .

            Pomyślałem , a co by oni powiedzieli gdyby na tronie dostosowanym do wzrostu siedział maluch , małe, gołe dziecko.

            Jak by ten obraz odebrali gdyby to ono uosabiało Boga. Może gdyby oczami wyobraźni zobaczyli jak ten Bóg- maluch znudzony siedzeniem na tronie, bardzo szybko ,niezdarnie ucieka z tego tronu padając po drodze na pupę , jak wędruje na czworakach w kierunku tego, co wydało mu się interesującym w danej chwili ,może wtedy łatwiej zrozumieli by Boga w sobie i pojęli jak przeżywać życie .

            A tego na zewnątrz z ostrożnością by dookreślali , rozumiejąc że choć podobny w postawie do życia temu małemu dziecku to jednocześnie starszy doświadczeniem i mądrością od tego Malucha i nas wszystkich razem wziętych.

            Ale na pewno ani nie straszny obojętny czy karzący.

            m

          • margo0307 pisze:

            „Tak sobie rozmyślając o naszych wyobrażeniach o Bogu przypomniały mi się wizerunki starca siedzącego na tronie które w malarstwie sakralnym mają Go uosabiać …
            a co by oni powiedzieli gdyby na tronie dostosowanym do wzrostu siedział maluch , małe, gołe dziecko…”

            _____
            Chyba nie o to chodzi, by zmienić swe jedno… wyobrażenie… na drugie – ze starca na dziecko…😉
            * * *
            „…Ale na pewno ani nie straszny obojętny czy karzący.”
            _____
            Powiedz Maruś: – skąd to wiesz… twierdząc: Ale na pewno…” ?
            Od siebie powiem, że… jestem…, hmm… dość ostrożna i staram się jak najrzadziej używać słowa… na pewno, bo w moim życiu – przekonałam się kilkakrotnie , że… słowo to – niewiele ma wspólnego z Rzeczy Istnością… 🙂

            – Czy wyjawienie Prawdy – nie jest karzące… dla niektórych ?
            – Czy jeśli widzisz, że np. Twój przyjaciel niszczy sobie zdrowie narkotykami, a Ty starając się mu to uświadomić – spotykasz się z jego niezrozumieniem a nawet gniewem i agresją… – nie stanie Ci się w końcu obojętne to, co on czyni ze sobą ? 😉

            „Straszny” to… pojęcie względne…, co dla jednych bywa straszne – innych fascynuje…😉

          • marek pisze:

            nie lubię kulturowych zapożyczeń

            W jeszcze innym moim obrazie Boga i życia to zabawa w światło i lusterko .

            Po ustanowieniu kilku podstawowych praw i zasad Bóg – lustro – rozbił sam siebie w nieskończoną ilość kawałków / które w wypadku ludzi wciąż się rozdrabniają /.

            Zostawił jeden większy kawałek tego lustra – którym się ustanowił / drogowskaz / z którego emanuje słowo i światło .

            To światło odbija się w nieskończonej ilości jego okruszek , gdy zwracają się do Niego ” twarzą „.

            Wrażliwość owych okruszek na światło , skupia je jednak najpierw ze sobą , zaczynając od tych bardziej odbijających to główne . Tak się rodzą Bogowie .

            Te odwrócone plecami do światła , też się grupują , lecz motywacją ich jednoczenia się jest strach , Tak powstają ” ciemni Bogowie „.

            Ja w swych upodobaniach jestem przyciągany od młodych lat przez światło Jezusa Chrystusa i chyba ostatecznie przestanę się temu opierać .

            Każdy ma prawo iść – za wybranym przez siebie Bogiem , byle On świecił jasno .

            Odwracanie się plecami do światła i wchodzenie w strefę Bogów Cienia , to naprawdę bardzo ciężka droga.

            m

          • margo0307 pisze:

            „… Każdy ma prawo iść – za wybranym przez siebie Bogiem…”
            _____
            Dokładnie Maruś…🙂
            Dlatego właśnie otrzymaliśmy Dar Wolnej Woli i niczym nieuwarunkowanego wolnego wyboru…🙂

          • JESTEM pisze:

            Maria_st
            „Małgoś nie mylmy tzw Żródła, ktorego ja określam mianem–Światło z tworem wymyślonym przez ludzi–Bóg.
            Z tego tylko mamy galimatias .
            Co widać na zewnątrz .”

            Jak dla mnie to mądre słowa.🙂 Wiele z nas nazywa to COŚ (zjawiska, siłę, energię, inteligencję, naturę itd. ) Bogiem, ale każdy inaczej to COŚ postrzega.
            Ja określam to COŚ😉 Źródłem, Jednią, Całością, Wszechświatem.😀
            Ale takie piosenki też lubię:

            słowa:
            „Spaceruję z boginią i bogini spaceruje ze mną.”😉

            Margo zacytowała słowa pieśni:
            „Gdy szukasz Boga popatrz na kwiaty
            Popatrz na góry i ciemny las
            Z każdej wędrówki wrócisz bogaty
            I nową treścią wypełnisz swój czas
            Bo cały świat jest pełen śladów Boga
            I każda rzecz zawiera Jego myśl
            Wspaniały szczyt, błotnista wiejska droga
            To Jego znak który zostawił ci…”

            Toć to opis NATURY…🙂
            kwiaty, las, wspaniały szczyt, błotnista droga…
            Jaki jest sens w nazywaniu NATURY Bogiem?

            „Spójrz w oczy dziecka powiedzą ci
            Że każdy z nas stworzony jest przez Pana

            No tak… jak jest pan, to jest i niewolnik – poddany…

            Po co nam jakiś „Pan”? Skoro to SIŁA bezosobowa nas stworzyła. My z Natury pochodzimy. My mamy nauczyć się szanować SIEBIE i NATURĘ.
            I człowiek ponoć od Boga otrzymał panowanie nad Ziemią i NATURĄ. I jakie mamy efekty tego „panowania”? Uczmy się raczej szacunku do siebie i innych, do natury, a może nie kontynuujmy już „panowania” nad naturą i innymi?

            margo0307:
            „Twierdzę, że… Bóg jest, i jest On tą Mocą…, Źródłem…, które wszystko stworzyło i natchnęło życiem… i jak dla mnie – nie ma Ono żadnego imienia, ani żadnej konkretnej twarzy, nie wiąże się też z żadną religią stworzoną przez nas ludzi – jest ponad wszystkimi religiami…,”

            Margo kochana, ale gdzie w takim razie jest Bogini?

            Widzę, jak trudno ludziom jest odkleić się od starego sposobu myślenia i nazywania pewnych zjawisk. Jeśli za Źródło, Praprzyczynę lub Wszystko, co Jest czy Jednię (cały wszechświat albo nawet nieskończoną ilość wszechświatów, jak chcą niektórzy, chociaż ja pozostaję przy jednym wszechświecie i wielości światów) uznajemy boga, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka męskiego – świat patriarchalny. Taka jest prawda.
            Słowami, które opisują pewne zjawiska i wiarą w nie, tworzymy taką, a nie inną rzeczywistość. No to… powodzenia.

          • JESTEM pisze:

            Jako komentarz do powyższych naszych wypowiedzi dodaję to, co margo0307 napisała w innym miejscu:

            „Właściwie to… niemal we wszystkich aspektach naszego życia – sami siebie ograniczamy i zamykamy w naszych własnych urojonych wyobrażeniach umysłu…”</i?</b?

          • Ifryt pisze:

            Bogini to żeńska energia co się przejawia w kobietach, a tak wogule to jest mnóstwo Bogiń, a tą energie nazywa się Boginią tylko dlatego że Jest Boska, bo Boginią to może być tylko kobieta. Która to sobie uraja to i owo, bo wkońcu Bogini to wiele może.

            Skoro twierdzisz JESTEM że to ma związek z patriarchatem, który utożsamiasz z męską energią, to mogła byś wyjaśnić dlaczego wszystkie te patriarchalne mendy mają obsesje na punkcie owej jedni, czyli JEDEN BÓG-JEDNO PRAWO-JEDNO PAŃSTWO?
            Pytam z ciekawości, co Ty o tym myślisz, bo ja i tak swoje wiem.

          • margo0307 pisze:

            „…Jaki jest sens w nazywaniu NATURY Bogiem?…”
            ____
            Skoro Bóg jest Wszystkim Co Jest – to jest także Naturą…🙂
            * * *
            „…Margo kochana, ale gdzie w takim razie jest Bogini?…”
            ____
            Bogini to… oblubienica Boga i na imię ma Mądrość…🙂
            * * *
            „…No to… powodzenia.”
            ____
            Dziękuje kochana Jestem🙂❤

          • JESTEM pisze:

            margo0307:
            „Skoro Bóg jest Wszystkim Co Jest – to jest także Naturą… :)”

            No to nasze postrzeganie jest różne.😀
            We Wszystkim Co Jest jest mieści się Wszystko czyli także Bóg i Bogini oraz Natura.🙂❤

          • margo0307 pisze:

            „… No to nasze postrzeganie jest różne.😀 …”
            ____
            Wychodzi na to, że… w tej kwestii – tak i… nie tylko w tej…, i nie tylko nasze…😀
            Każdy z nas postrzega wg. swoich wyobrażeń i ze swojego z-rozumienia otaczającego go świata oraz ze swojego – jedynego miejsca patrzenia…
            I to… nie jest ani dobre, ani złe, bo po prostu takie jest i jest Oki… 😀

          • JESTEM pisze:

            Ifyt:
            „Skoro twierdzisz JESTEM że to ma związek z patriarchatem, który utożsamiasz z męską energią, to mogła byś wyjaśnić dlaczego wszystkie te patriarchalne mendy mają obsesje na punkcie owej jedni, czyli JEDEN BÓG-JEDNO PRAWO-JEDNO PAŃSTWO?
            Pytam z ciekawości, co Ty o tym myślisz, bo ja i tak swoje wiem.”

            😀
            Nie wiem kogo masz na myśli pisząc:

            „dlaczego wszystkie te patriarchalne mendy mają obsesje na punkcie owej jedni:

            Ale wiem, że myli ci się JEDNIA z JEDNYM. Bo JEDNO to nie JEDNIA. JEDNO chce górować, panować nad DRUGIM. A JEDNIA to jak UNIA – wszystko ze sobą połączone, wszystko ‚pochodzi z tego samego Źródła’. Unia Wszystkiego scala wszystko w Całości, Jedni. Ale wiem, że ty i tak swoje wiesz.😀❤

          • JESTEM pisze:

            „Każdy z nas postrzega wg. swoich wyobrażeń i ze swojego z-rozumienia otaczającego go świata oraz ze swojego – jedynego miejsca patrzenia…
            I to… nie jest ani dobre, ani złe, bo po prostu takie jest i jest Oki… :D”

            To już „jasne jak słońce w dzień”.

          • Ifryt pisze:

            Przedewszystkim to istnienie Boga czy Bogini nie jest kwestią kazuistyki słownej, i tego co zamknięte w umyśle.
            Bóg to Bóg, i jest silniejszy niż wszystko inne, no chyba że go niema.

          • JESTEM pisze:

            „Bóg to Bóg, i jest silniejszy niż wszystko inne, no chyba że go niema.”
            😀😀 😀
            http://i.pinger.pl/pgr77/9866b3b900002c5f51460b49

          • margo0307 pisze:

            „…We Wszystkim Co Jest jest mieści się Wszystko czyli także Bóg i Bogini oraz Natura.”🙂❤
            ____
            Nie.
            Bóg i Bogini czyli… Mądrość – wg. mnie – nie mieści się w niczym…, Bóg i Mądrość jest Wszystkim…
            Ale… pomimo różnic w postrzeganiu… i tak Cię kocham Jestem…🙂❤

          • JESTEM pisze:

            JESTEM:
            „…We Wszystkim Co Jest jest mieści się Wszystko czyli także Bóg i Bogini oraz Natura.”🙂❤
            ____
            margo0307:
            „Nie.
            Bóg i Bogini czyli… Mądrość – wg. mnie – nie mieści się w niczym…, Bóg i Mądrość jest Wszystkim…”

            =======================

            We Wszystkim, Co Jest mieści się wszystko, więc to, w jaki sposób ja postrzegam oraz to, w jaki sposób ty postrzegasz, także. Moje postrzeganie nie odrzuca twojego, ale je scala we Wszystkim, Co Jest, a twoje postrzeganie „odrzuca” moje😉 , ponieważ użyłaś słowa „Nie”, które zaprzecza temu, co napisałam, a co zacytowałaś.

            Lecz ponieważ we Wszystkim, Co Jest, mieści się wszystko czyli także to, w jaki sposób ja postrzegam oraz to, w jaki sposób ty postrzegasz, dlatego gdy odpisuje i dialoguję z Tobą, nie odpowiadam na to, co ty przedstawiasz słowem „Nie”. Nie neguję tego, co ty przedstawiasz.🙂

            „Ale… pomimo różnic w postrzeganiu… i tak Cię kocham Jestem…🙂❤ "

            Z wzajemnością.❤

          • margo0307 pisze:

            „… Nie neguję tego, co ty przedstawiasz.”🙂
            ____
            Być może jest tak, jak mówisz…🙂
            – Dlaczego jednak uważasz, że ja odrzucam to, co Ty lub ktokolwiek inny… postrzega ?
            Czy użycie słowa: „nie” – w domyśle – „nie postrzegam tego tak, jak Ty…” – oznacza, że cokolwiek odrzucam ?
            Wg. mnie – nie oznacza to odrzucenia…😛
            Oznacza jedynie to, co już stwierdziłam na początku naszego dialogowania🙂 –
            „… No to nasze postrzeganie jest różne.😀 …”
            ~
            Wychodzi na to, że… w tej kwestii – tak i… nie tylko w tej…, i nie tylko nasze…😀

            Wiesz kochana Jestem… ?, chyba… cały ten nasz dialog… nt. naszego różnego postrzegania Źródła, które zawiera w sobie wszystko… spowodował, że… nie mogłam dziś w nocy długo zasnąć, a kiedy już przysnęłam miałam dziwaczne sny… o niezmierzonej, bezkresnej kosmicznej pustce…, w której dryfowałam…, o niekończących się grząskich bagnach, w których topiłam buty…, o rozciągających się wszędzie pajęczynach, przez które się przedzierałam…
            Sny zadziewały się w scenerii ciemnych, mrocznych kolorów i były przepełnione mgłą… tajemnicy, bo kiedy miałam już nieodparte wrażenie, że… za chwilę…, już za chwilkę… ujrzę co jest za tym wszystkim…, nagle… budziłam się… i tak zadziewało się trzy razy…
            Budziłam się z uczuciem…, hmm… niespełnienia.., niedosytu… niemal zawodu…
            Kiedy ostatni raz przysnęłam nad ranem ok. 4-ej…, przyśnił mi się inny sen – w sensie – innej…, bardziej rozjaśnionej kolorystyki…
            Przyśniło mi się moje ciało…, ale nie – jako „ja..”, jako osoba pt. Margo😉 .., tylko…, hmm… nie wiem jak to powiedzieć by być dobrze zrozumianą… ?, – przyśniło mi się ciało jako.. zbiorowisko miliardów komórek…, i wyraźnie je widziałam…, a każda komórka tego ciała miała… swoje sprawy…😀
            Wiem, że to śmiesznie brzmi i mi samej chce się śmiać jak czytam to, co piszę…😀 ale…
            w tym śnie – wcale nie było to śmieszne…, było… takie… poważne, by nie powiedzieć… dostojne…🙂
            I kiedy zbudziłam się ok. 5,30, rozmyślając nad tym snem…, przyszła do mnie myśl…, którą opisała bym w sposób… Bogini będąca Bogiem śni sen… wraz z nami… i kiedy się obudzi… sen się rozpłynie… 🙂❤

          • Maria_st pisze:

            ” przyśniło mi się ciało jako.. zbiorowisko miliardów komórek…, i wyraźnie je widziałam…, a każda komórka tego ciała miała… swoje sprawy… ”

            pamięć komorkowa

          • margo0307 pisze:

            „pamięć komorkowa”
            ____
            Oki, i co dalej ?

          • JESTEM pisze:

            margo0307:
            „Wiesz kochana Jestem… ?, chyba… cały ten nasz dialog… nt. naszego różnego postrzegania Źródła, które zawiera w sobie wszystko… spowodował, że… nie mogłam dziś w nocy długo zasnąć, a kiedy już przysnęłam miałam dziwaczne sny… „

            Kochana Margo, a ja zasypiając myślałam o tobie. Wszystko jest takie, jakie jest, (doskonałe samo w sobie) i zadziewa się to, co ma się zadziać.❤

            „przyśniło mi się ciało jako.. zbiorowisko miliardów komórek…, i wyraźnie je widziałam…, a każda komórka tego ciała miała…swoje sprawy…😀
            Wiem, że to śmiesznie brzmi i mi samej chce się śmiać jak czytam to, co piszę…😀 ale…
            w tym śnie – wcale nie było to śmieszne…, było… takie… poważne, by nie powiedzieć… dostojne…🙂 „

            Margo, pamiętasz swoje niedawne doświadczenie z sercem. A teraz doświadczenie z ciałem na poziomie komórkowym… Ciało ma swoją świadomość i mądrość… Z tego, co już wiem, to w tym śnie doświadczyłaś tego, jak świadomość „rozgaszcza się” w ciele i ekspanduje poprzez nas, w tym także poprzez nasze ciała na jego wszystkich „poziomach”. Póki co jeszcze postrzegasz to, że każda komórka ma „swoje sprawy”, ale one przecież wszystkie ze sobą współdziałają w pełnej harmonii. Nawet wtedy, gdy „lokalnie” pojawiają się niby „konflikty” pomiędzy komórkami. To i tak wszystkie one „współtworzą” i współpracują ze sobą.

            „Przyszła do mnie myśl…, którą opisała bym w sposób… Bogini będąca Bogiem śni sen… wraz z nami…”,/i>
            🙂❤

            ” i kiedy się obudzi… sen się rozpłynie…🙂❤ "

            A wtedy może zacząć Śnić świadomie…
            I wtedy już nie będziemy odczuwać żadnego strachu przed
            „niezmierzoną, bezkresną kosmiczną pustką…”

            A to, co widziałaś i doświadczałaś dziś trzykrotnie w swoim śnie o pustce:

            „w której dryfowałam…, o niekończących się grząskich bagnach, w których topiłam buty…, o rozciągających się wszędzie pajęczynach, przez które się przedzierałam…
            Sny zadziewały się w scenerii ciemnych, mrocznych kolorów i były przepełnione mgłą… tajemnicy, bo kiedy miałam już nieodparte wrażenie, że… za chwilę…, już za chwilkę… ujrzę co jest za tym wszystkim…, nagle… budziłam się… i tak zadziewało się trzy razy…
            Budziłam się z uczuciem…, hmm… niespełnienia.., niedosytu… niemal zawodu…”

            nie będzie już powodowało „uczucia niespełnienia, niedosytu czy zawodu”.
            Zostanie objęte świadomością, wszechogarniającą miłością i Z-rozumieniem…
            🙂❤

            ( https://nnka.wordpress.com/2016/03/21/o-zmartwychwstaniu-jezusa-wg-ewangelii-filipa/#comment-60180 )

  18. JESTEM pisze:

    Utożsamienie się z Bogiem – JA, to proces TRANSFORMACJI od stanu istnienia istoty ludzkiej jako „odzwierzęcej” do stanu istnienia istoty ludzkiej jako „boskiej” – „Bóg we mnie”.
    Następuje transformacja ze stanu „ja jestem tym ciałem i myślami” do stanu „JA jestem Bogiem” („JA jestem Bogiem czyli Tym, co przebywa w ciele i przejawia się w myślach”)…
    I wtedy Światło „jest w nas”.🙂❤

    Kolejny "etap" to TRANSCENDENCJA…🙂❤ To przejście w taki stan istnienia, w którym stajemy się świadomi potencjału "poznania" SIEBIE jako Jedni, Całości – poznania poza "umysłem poznającym"; to stan istnienia w połączeniu z Absolutem… zadziewa się poprzez poznającego i jednocześnie "przekracza" tzw. rzeczywistość poznającego. To jakby Świadomość doświadczała SIEBIE w Jedni, Całości poprzez cząstki SIEBIE – Umysłu. Wówczas te cząstki "roztapiają się" w Niej wykraczając poza zasięg ludzkiego poznania przy pomocy podstawowych pięciu zmysłów i umysłu… .🙂❤ Wtedy Światło już nie tyle "jest w nas", ale Światłem – Energią JESTEŚ-MY – Światłem czyli Energią Świadomości obejmującą całe spektrum nieskończonych możliwości i zakresy częstotliwości… Umysł zaś "rozprasza się" i nie oddziela przedmiotów poznania od tła czyli przestrzeni, w której przejawiają się te "przedmioty" poznania. I stajemy się 'wtedy' energią widzialnego i niewidzialnego światła jednocześnie przejawiającą się w cząstkach Jedni, Całości… .🙂❤ JA roztapia się w JESTEM jako Jednia, Całość przejawiającą się jako JA JESTEM.🙂❤

    Tak jedynie mogę "uchwycić" TO COŚ, co w zasadzie nie jest do uchwycenia słowami. Słowa jedynie (jak drogowskazy) wskazują na TO COŚ.🙂❤

    • marek pisze:

      Tak jedynie mogę „uchwycić” TO COŚ, co w zasadzie nie jest do uchwycenia słowami. Słowa jedynie (jak drogowskazy) wskazują na TO COŚ. .

      Dziękuję Jestem za ten „wykład „. Wiem ,że już te objaśnienia nam przedstawiałaś . Jednak dopiero teraz w sensie intelektualnym je pojąłem .

      Pomogły mi zrozumieć w jakim ” miejscu „obecnie jestem i ze zdziwieniem stwierdziłem , że ” w Bogu i z Bogiem we mnie ” już w przeszłości funkcjonowałem , jednak nie umiejąc tego nazwać ani dostrzec wartości tego stanu , porzuciłem go poprzez całkowite oddanie się władzy ego.

      Teraz klarowniej rozumiem swą przyszłość w połączeniu z głosami płynącymi z mego wnętrza .

      Dziękuję i pozdrawiam Cię❤

      m

    • M.A.T.13 pisze:

      Rozumiem że to JA JESTEM BOGIEM to aż emanuje na zewnątrz niebywałą harmonią jedności…Patrzę i widzę no ADAM jakiego świat nie widział. ..czy tak mam na dobre slowo uwierzyc…Samo chodzace zdrowie o zwinnosci dziecka.☺A jakimż to BOG W JESTEM BEDACY prawem się kieruje dokonując wolnych wyborów wszelakich.?Co właściwe a co nie?

      • margo0307 pisze:

        „…A jakimż to BOG W JESTEM BEDACY prawem się kieruje dokonując wolnych wyborów wszelakich ?
        Co właściwe a co nie?”

        ____
        Świetne pytania M.A.T.13 … 🙂
        Ale… jak dla mnie – bardziej ciekawa była odpowiedź na pytanie…
        – czy Bóg w ogóle…. dokonuje jakichkolwiek wyborów ? 😉

      • JESTEM pisze:

        M.A.T.13 pisze:
        Marzec 24, 2016 o 23:19
        „Rozumiem że to JA JESTEM BOGIEM to aż emanuje na zewnątrz niebywałą harmonią jedności…”

        Wyjaśniam:
        W „ja jestem Bogiem” nie ma „niebywałej harmonii jedności”. Jest „światło, które walczy z ciemnością i jest światło, w którym spalają się ćmy”.

        Natomiast w JA JESTEM jest harmonia jedności, ale nie ma żadnego Boga, który by tym wszystkim „zawiadywał”. Albo inaczej: w JA JESTEM jest wszystko czyli również, między innymi Bóg, Bogini, diabły i anioły, i Adamy różne, i to wszystko, o czym jesteś w stanie pomyśleć, a nawet i to, o czym nie jesteś w stanie pomyśleć czyli w pewnym sensie „nic tam nie ma”.😀

        „Patrzę i widzę no ADAM jakiego świat nie widział. ..czy tak mam na dobre slowo uwierzyc…”

        Widzisz to, co widzisz. Więc wierz albo nie wierz… ani na słowo, ani w nic i nikomu – wolna wola.🙂

        „– czy Bóg w ogóle…. dokonuje jakichkolwiek wyborów ?😉 „

        „Oto jest pytanie”.😉❤

        • M.A.T 13 pisze:

          Załóżmy że walę hologram Jezusa schodzącego z nieba.szwędał by sie takowy po naszym padole i głosił wszelako, że miłość jest najważniejsza.W sandałach by chadzał, chleba by mnożył.Podług jakich reguł praw , odróżnisz , ze taki gośc to nie falsyfikat????? Jedyna gwarancja to taka , ze osobiście byś była wstanie doświadczyć Swiadomości Boga Ojca.Jakim PRAWEM kieruje się tedy Ojciec????Ojciec kieruje się prawem bo jednak człowieka ostrzegał by Go/prawa nie łamać.Znaczy ma odnośnik.To ten punkt spoczynku.”jestem ruchem i spoczynkiem”Jakie PRAWO daje Ojcu odpoczynek.Spokuj i wytchnienie.Świadomość , że nie wyrządził szkody.JEST takie PRAWO. podług NIEGO Ojciec wie co właściwe a co nie,co demoniczne a co nie….Dzieci Ojca póki nie spożyły owocu…nie wiedziały przeca czym grozi złamanie PRAWA….ale Ojciec miał ta śiadomość.Czyżby w bogu ,który jest wszystkim też siedział …diabełek.dlatego Ojciec wiedział, przed czym chronić dzieci.Jednak ON musiał opanować sytuację, zweryfikował i wyznaczył PRAWO.Jest świadom tego, że jako JEGO DZIECI zapanujemy nad sytuacją i zaczniemy strzec PRAWA.Wszak ON w swym miłosierdziu, które otrzymał z poznania…NAM również okaże zrozumienie i powróci w tą przestrzeń RAJ.Ino te syny marnotrawne….:) P.S. Co by Chrystus w ciele będący robił z nasieniem życia???!!!🙂 pzdri wesołych jajek🙂

    • marek pisze:

      Siola pisze :
      „Boga tak naprawde nie ma ale jest slowo stosowane przez niekturych jako kurtyna

      Maria pisze:

      Ja też tak uważam siola.
      W imię Boga wszystko jest usprawiedliwione, wszelkie podłości a jak trwoga to też do Boga.

      Jesetem pisze :

      Też piękny Sen.

      Jeżeli sen pisany z dużej litery ma wyrazić iż to tylko sen to się z tym godzę . Nie dostrzegam w tym filmie rozmowy z Bogiem jakiego sobie wyobrażam.

      Mario zgadzasz się z faktem ,że Boga nie ma , czy z faktem że ludzie używają jego imienia w swym życiu do uzasadnienia realizacji swych błędnych zrozumień.?

      W czym się posadowić

      Zwierzę jest całe zanurzone w staraniu o przeżycie ,

      Człowiek w tym samym ale dobiera sobie jeszcze dążenia do posadowienia się drabinie znaczeń i wartości , jakie stworzyło społeczeństwo .

      Człowiek zanurzający się w świat ducha , szuka dookreśleń Boga , by wejść z nim w związek i się przemianować.

      Transcendencja jak objaśnia Jestem prowadzi do zjednoczenia się z Nicością / w mym pojmowaniu Matrycą Wszechrzeczy / z jednoczesnym odrzuceniem wszystkiego co rozumiemy pod pojęciem ludzkie , łącznie z / nie wiem jakie słowo tu wstawić / rozumieniem , rozróżnianiem , nazywaniem ? Jeżeli tą definicję przeinaczyłem to proszę o poprawienie.

      Gdy patrzę na ten proces ewolucję życia , widzę początek i koniec , który nie jest końcem , a zamknięciem cyklu.

      Jednak przypomina mi on gdy myślę o transcendencji że można ten moment porównać do powrotu do Krainy Czarów z której się cała bajka zaczyna.

      Zapewne to moja subiektywna cecha oglądanie się w którym miejscu owej ewolucji życia są moi bliźni i co na daną chwilę może być dla nich właściwe.

      Mam przekonanie , że proces ” uczłowieczania ” jest niedokończony i ta fizyczność istnienia jest nieodzowna , lecz w subtelniejszej formie , aby go dokończyć .

      Więc ponownie dochodzę do Boga rozumianego na setki sposobów, a jednak wyglądającego ” na czynnik ” nieodzowny do uzyskania kompletności ludzkiej istoty .

      Może więc , nie rezygnujmy zbyt szybko z prób dookreślania owego Boga , aby nasz rozwój przebiegał harmonijnie zamiast chaotycznie .

      m

      • marek pisze:

        znów sknociłem wytłuszczenie – przeprasza.

        m

      • JESTEM pisze:

        „Transcendencja jak objaśnia Jestem prowadzi do zjednoczenia się z Nicością / w mym pojmowaniu Matrycą Wszechrzeczy / z jednoczesnym odrzuceniem wszystkiego co rozumiemy pod pojęciem ludzkie , łącznie z / nie wiem jakie słowo tu wstawić / rozumieniem , rozróżnianiem , nazywaniem ? Jeżeli tą definicję przeinaczyłem to proszę o poprawienie.”

        Transcendencję trudno opisać. Trzeb jej doświadczyć.
        Transcendencja prowadzi do… wolności od utożsamiania się z ciałem, myślami, koncepcjami, ideami, przekonaniami, uwolnienia od pragnień i pożądania…

        Na przykład masz ciało, szanujesz je, kochasz, ale ono nie jest najważniejsze.
        Na przykład nie będziesz kłamał ani oszukiwał, nie będziesz manipulował ani się obrażał, ani tym bardziej ranił innych lub zabijał, by uratować ciało.

        Masz myśli, koncepcje, idee, przekonania, ale one nie są najważniejsze. Na przykład nie będziesz kłamał ani oszukiwał, nie będziesz manipulował ani się obrażał, ani tym bardziej ranił lub zabijał, by je uratować albo dowieść ich słuszności.

        Z pożądania i pragnień rezygnujesz.

        „JA JESTEM KIM JESTEM. Nie mam żadnego imienia.”
        Jestem tym, którym nazywacie wszechświatem.
        Dla którego wszechświat jest domem.
        W którym wszechświat ma swój dom.
        Jestem tym, którego wizerunek jest wszechświatem.
        Dla którego wszechświat jest wizerunkiem.
        Jestem Bogiem-Boginią jako Absolut.
        Ja Jestem Wszystkim Co JEST.”
        😀❤

        • Ifryt pisze:

          Dokładnie tak🙂 Kocha się swoje Ego ale ono nie rządzi bo za głupie.
          Nie zmienia to jednak mocy miłości, tylko przestaje być ona ślepa, a miłość gdy otwiera oczy to ma spojrzenie drapieżnika, co nie znaczy że kogoś zjada.
          Można się przestraszyć tej drapieżnej cholery😀

          • JESTEM pisze:

            „Dokładnie tak🙂 Kocha się swoje Ego ale ono nie rządzi bo za głupie.
            Nie zmienia to jednak mocy miłości, tylko przestaje być ona ślepa, a miłość gdy otwiera oczy to ma spojrzenie drapieżnika, co nie znaczy że kogoś zjada.”

            Gdyby to, co napisałeś powyżej, nie było wyłącznie wiedzą teoretyczną, a mądrością czyli wiedzą praktykowaną – uświadomioną, zapewne nie pisałbyś takich tekstów:

            ‚Abrachamowcy to dla mnie zachłanne i prymitywne mendy, zarówno w męskiej jak i żeńskiej formie, bo akurat tu jest faktycznie JEDNIA.”

          • Ifryt pisze:

            Kochana JESTEM niczym sam Budda nie jestem sługą Twoich koncepcji😀
            Jesteś bardzo inteligentna dziewczynka, więc zrozumiesz przesłanie❤
            To że przymrużam oko to nie znaczy że skłamałem tu choć raz, bo jedno jest cały czas otwarte, i jestem "oświeconym' a nie pochłaniaczem literatury ezoterycznej.

          • JESTEM pisze:

            Kochana JESTEM niczym sam Budda nie jestem sługą Twoich koncepcji😀
            (…)
            To że przymrużam oko to nie znaczy że skłamałem tu choć raz, bo jedno jest cały czas otwarte, i jestem „oświeconym’ a nie pochłaniaczem literatury ezoterycznej.”

            Możliwe, że nie skłamałeś. Ale może na przykład jeszcze czasem okłamujesz… siebie (a przeto i innych) nieświadomie? Nie wiem tego na pewno. Nawet ty, jeśli sam siebie okłamujesz nieświadomie, tego nie wiesz.😀 Nikt z nas tego nie wie, jeśli siebie (a przeto i innych) czasem jeszcze okłamuje nieświadomie.

            Koncepcje są koncepcjami, a fakty faktami.
            Ale czy fakt nie jest taki, że porównałeś ludzi do „mend”, by dowodzić słuszności swoich koncepcji i przekonań?

          • Ifryt pisze:

            JESTUSIU ja tylko manifestuje potęge swego Ego.
            Myślisz że jestem takim aroganckim głupcem jak ten gnostycki demiurg co to myśli że jego zdanie to jedyne słuszne?😛
            Nazwałem ich mendami bo taki mam kaprys i nastrój, a Ty jesteś w pewnym sensie „wielka”, nobo się mnie nie czepiasz, tylko tłumaczysz cierpliwie chowając swoje ego przed „wielkim Bogiem Ifrytem”😀 Doceniam to, nie każdy by tak potrafił, ale ja też potrafię być cierpliwy wobec Ego innych ludzi bo wkońcu jestem istotą miłości, nie brzydzi mnie czyjeś ego, tylko brak miłości, natomiast Ego jest wspaniałe i Boskie.

    • marek pisze:

      Dlaczego nie zatrzymasz się choćby na chwilę… i nie popatrzysz obiektywnie na ludzi, którzy Ciebie otaczają ?

      choćby na kochaną przez Ciebie żonę /jak rozumiem z Twych wypowiedzi/ i zapewne Ciebie z wzajemnością kochającą.

      m

      • margo0307 pisze:

        „choćby na kochaną przez Ciebie żonę /jak rozumiem z Twych wypowiedzi/ i zapewne Ciebie z wzajemnością kochającą.”
        ____
        Choćby Maruś…🙂 ale… nie tylko żonę miałam i mam na myśli…, bo błędem jest ograniczanie swego postrzegania Dobra jedynie w stosunku do najbliższych nam osób…
        To tak jakby powiedzieć… kocham cię i szanuję, bo ze mną jesteś…. i jest to warunkowaniem…, bo… jeśli ze mną nie będziesz to… przestanę cię kochać

        Właściwie to… niemal we wszystkich aspektach naszego życia – sami siebie ograniczamy i zamykamy w naszych własnych urojonych wyobrażeniach umysłu…
        Darzymy większym szacunkiem i uczuciami naszych bliskich krewnych…, bliższą czy dalszą rodzinę
        Darzymy większym szacunkiem i uczuciami naszych… rodaków
        Darzymy większym szacunkiem i uczuciami naszych braci… w wierze…, etc…

        Wszystkich innych…, którzy nie podzielają naszego zdania…, naszych poglądów religijnych.., naszych sympatii politycznych…, naszego światopoglądu…, etc… traktujemy co najmniej jako… obcych…, z rezerwą.., podejrzliwością… i zamykamy nasze❤❤ na… Jedność…

        • Maria_st pisze:

          „Wszystkich innych…, którzy nie podzielają naszego zdania…, naszych poglądów religijnych.., naszych sympatii politycznych…, naszego światopoglądu…, etc… traktujemy co najmniej jako… obcych…, z rezerwą.., podejrzliwością… i zamykamy nasze❤❤ na… Jedność… "

          A OBCY to tez RODZINA

  19. margo0307 pisze:

    „… nasze życie, nasze wybory……ciekawość .
    Czy życie to wiedza teoretyczna?…”

    _____
    Odnośnie dokonywania naszych życiowych wyborów…, naszej ciekawości… ale też i odpowiedzi na to powyższe pytanie…, przypomniał mi się świetny film, który w perfekcyjny niemal sposób ukazuje następstwa świadomie i nieświadomie dokonywanych przez nas wyborów…
    Kto jeszcze nie oglądał – „Adwokata diabła” – zapraszam🙂

    http://www.cda.pl/video/92167aa

  20. Teresa Chacia pisze:

    I tutaj grupa kilku osób
    spiera sie o Boga w taki oto sposób
    czy Bóg to może być coś
    a może jednak taki wielki Ktoś
    z małej czy dużej litery pisany
    bo jak z małej to jest obrażany
    czy bogi to cosie czy ktosie
    jedno wiem na pewno ludzi mają w nosie
    a może Boga nie ma
    Siola i wiele osób coś powie na ten temat
    wymyślony przez sprytnych ludzi żyjących na innych koszt
    i nie znajdzie sie do niego żaden łączący most
    bo on jest nieosiągalny w górze
    a my na dole robaki dość duże
    jest tam wielki i mocny
    a my tutaj wiedziemy żywot bezowocny
    bo kim my jesteśmy pyłkiem i prochem
    gdy mówić że jest inaczej to rzucanie o ścianę grochem
    nie wiadomo komu moc swą oddaliśmy
    tu na ziemi w niemocy zawiśliśmy
    bo cóż może zrobić taki proch i pyłek
    zawsze od cwaniaków dostanie w tyłek
    więc dopóki myślimy że wielki jest tylko on
    to że Ty jesteś Bogiem dla wielu nie do przyjęcia ton
    przez słowo Bóg mocno skłóceni żyjemy
    może nieliczni ale wiemy już o tym wiemy.

    • margo0307 pisze:

      „…czy Bóg to może być coś
      a może jednak taki wielki Ktoś
      z małej czy dużej litery pisany
      bo jak z małej to jest obrażany
      czy bogi to cosie czy ktosie…”

      _____
      Teresko, mataczysz…😀
      A tak bardziej poważnie, to… osobiście wyrażając swoje zdanie w ogólnym pojęciu – nt. Kogoś – zawsze piszę z dużej , m.in. z szacunku dla tego Kogoś…🙂
      Natomiast jeśli chodzi o „coś” to zgadzam się ze zdaniem Dawida i podobnie jak dla Niego – tak i dla mnie – jest to jednoznaczne z określaniem rzeczy
      Tak więc pisząc: Bóg mam na myśli… Źródło Wszystkiego Co Jest.
      Pisząc: „bóg” mam na myśli… erzac, podróbkę… etc…
      Tak, jak coś może być Prawdą i g**** prawdą…😉
      * * *
      „…a my tutaj wiedziemy żywot bezowocny
      bo kim my jesteśmy pyłkiem i prochem…”

      _____
      Teresko, odnośnie słów: „wiedziemy żywot bezowocny”… zupełnie się z tym nie zgadzam…, bo każde Życie posiada potencjał wydania owocu…😛
      Co zaś tyczy się określenia… „jesteśmy pyłkiem i prochem” to powiem, że… hmm… coś w tym jest…🙂
      Bo w rzeczy samej – każdy z nas jest okruszkiem w Wielkim Porządku Wszechrzeczy… i możemy sobie zadać tylko pytanie – czy swoją Świadomością i rozwijającym się Intelektem… jestem w stanie coś zmienić w tym Porządku… ?

      • Teresa Chacia pisze:

        Niech Ci będzie moje i tylko moje mataczenie
        Twoje prawdy są dla wszystkich tu moje zwątpienie
        i jakie to Twoje Rzeczy Istności zrozumienie
        a gdzie marnego pyłu od okruszka rozróżnienie
        nie będę jednak z Tobą dyskutować
        szkoda mojego czasu i energi nadaremno marnować.

        • margo0307 pisze:

          „..gdzie marnego pyłu od okruszka rozróżnienie…”
          _____
          A jakaż to… wielka różnica pomiędzy… marnym pyłem a okruszkiem… ?😀
          Chyba że… i Tobie i mnie… zupełnie o coś innego chodzi…
          Bo jak widzę Teresko… moje z-rozumienie jest… trochę inne od Twojego z-rozumienia… Wielkiego Porządku Wszechrzeczy…🙂
          Ale nie przejmuj się – przyjdzie walec i wyrówna…😀

          • Teresa Chacia pisze:

            O walca się zachciało
            ale nie tego co by się tańcowało
            to walec dobrego Boga
            żeby tu nie została żadna ręka i noga
            więc po co Ci tyle lat w duchowości
            wiem żeby tam sobie zasłużyć ale już bez kości
            tutaj można żyć jako pył(okruszek) czyli marnie
            dopiero tam dobry Bóg wszystko odpowiednio ogarnie.

          • margo0307 pisze:

            ” O walca się zachciało
            ale nie tego co by się tańcowało…”

            ____
            Ach Teresko!… żebyś wiedziała jak bardzo lubię tańczyć walca…🙂
            To jedyny taniec, podczas którego dusza i ciało stają się lekkie w jedności…🙂
            Ostatni raz… tańczyłam walca z moim Tatą, który był wspaniałym tancerzem…
            Ech… dziękuję Ci z całego❤ za przywołanie we mnie tych pięknych wspomnień…🙂❤

          • JESTEM pisze:

            „To jedyny taniec, podczas którego dusza i ciało stają się lekkie w jedności…🙂 „

            A ja znam wiele innych tańców, w których „dusza i ciało stają się lekkie w jedności”.😀❤

          • margo0307 pisze:

            „…To jedyny taniec, podczas którego dusza i ciało stają się lekkie w jedności…🙂 „

            ” A ja znam wiele innych tańców, w których „dusza i ciało stają się lekkie w jedności”.😀❤ "
            _____
            Nie wątpię…🙂
            Ja niestety znam tylko ten jeden w parach… jak na razie…😀

      • JESTEM pisze:

        „Teresko, mataczysz… :D”

        Mało „smaczny” taki żart. Wygląda mi na „projekcję”.😀

        „A tak bardziej poważnie, to… osobiście wyrażając swoje zdanie w ogólnym pojęciu – nt. Kogoś – zawsze piszę z dużej , m.in. z szacunku dla tego Kogoś…🙂 „

        A ja piszę z małej, a mimo to odczuwam szacunek. Lubię „łamać” konwencje.
        Pisanie z dużej lub małej litery nie ma żadnego wpływu na odczuwanie szacunku do kogoś czegoś ani nie zmienia mojego szacunku na jego brak.

        Czasem piszę słowa np. z dużej litery, by uwypuklić znaczenie słowa albo dlatego, że tak piszą ci, z którymi wchodzę w dialog.🙂

        • margo0307 pisze:

          „… Mało „smaczny” taki żart. Wygląda mi na „projekcję”.😀 …”
          ____
          Czasem… nawet nie zdajemy sobie sprawy, że… mówiąc o czyjejś projekcji – sami to czynimy…

          • JESTEM pisze:

            „Czasem… nawet nie zdajemy sobie sprawy, że… mówiąc o czyjejś projekcji – sami to czynimy…”

            Oczywiście. Gdy jesteśmy nieświadomi tego, co czynimy, to w „ping ponga” gramy…😀

            „Margo… mataczysz…😀 ”

          • margo0307 pisze:

            „… „Margo… mataczysz…😀 ”
            ______
            „Mało „smaczny” taki żart. Wygląda mi na „projekcję”.😀 „

          • JESTEM pisze:

            no właśnie…

          • Teresa Chacia pisze:

            Zabawa na całego
            czy to z egiem czy bez ego
            boki można zrywać
            projektować naigrywać
            byle z bliźniego swego
            którego chcecie pozbawić ego
            gdyby was jednak posłuchał
            nie śmiał by się od ucha do ucha
            jeszcze w większej niewoli by siedział
            i nawet by o tym nie wiedział
            czy byłby szczęśliwy
            śmiem wątpić na pewno spolegliwy.

          • JESTEM pisze:

            „Zabawa na całego
            czy to z egiem czy bez ego
            boki można zrywać
            projektować naigrywać
            byle z bliźniego swego
            którego chcecie pozbawić ego

            gdyby was jednak posłuchał
            nie śmiał by się od ucha do ucha”

            Teresa, po pierwsze:
            nie wiem, czy zauważyłaś, ale nie bawimy się na całego czymś kosztem, lecz bawimy się ze SOBĄ: ja z Margo i Margo ze mną.
            Po drugie: nie można kogoś pozbawić ego. To niemożliwe. Bo to przecież (B)bóg każde-ego. A każdy ma takiego (B)boga albo jest takim (B)bogiem, jakiego ma… w swoich wyobrażeniach.😀

          • margo0307 pisze:

            „…Zabawa na całego…
            byle z bliźniego swego
            którego chcecie pozbawić ego
            …”
            ~
            „…bawimy się ze SOBĄ: ja z Margo i Margo ze mną…”

            _____
            Dziwne…
            Pomiędzy naszą wymianą myśli i wyobrażeń… nie padło ani jedno słowo dotyczące ego
            Zastanawia mnie więc…
            – dlaczego w kontekście słów wiersza Tereski, który jak z-rozumiałam – dotyczył wymiany zdań pomiędzy Tobą Jestem i… Grzesiem, przyszła Tobie na myśl… zabawa ze mną… ?😉

            Mara… rzuca garść monet na stół i mówi: sprawdzam czy nie blefujesz…😀

          • JESTEM pisze:

            margo0307:
            „Zastanawia mnie więc…
            – dlaczego w kontekście słów wiersza Tereski, który jak z-rozumiałam – dotyczył wymiany zdań pomiędzy Tobą Jestem i… Grzesiem, przyszła Tobie na myśl… zabawa ze mną… ?😉 „

            Zrozumiałaś, kochana Margo, jak zrozumiałaś.
            Będziesz chciała znaleźć odpowiedź na to pytanie, to znajdziesz.❤

          • margo0307 pisze:

            „Zrozumiałaś, kochana Margo, jak zrozumiałaś.
            Będziesz chciała znaleźć odpowiedź na to pytanie, to znajdziesz.”

            ____
            Chodzi właśnie o to, że… niezrozumiałam…
            Gdyby było tak, jak piszesz – nie zwróciłabym się do Ciebie z mym pytaniem…
            Ale… rozumiem, że nie chcesz udzielić mi jasnej odpowiedzi…, uszanuję więc taką Twoją decyzję…🙂

          • Teresa Chacia pisze:

            Pozbawić czyli wmówić że to samo zło
            czyż nie o to właśnie Ci szło
            a ludziska doświadczonego posłuchają
            a potem to już ledwo dychają.

          • Maria_st pisze:

            „Pozbawić czyli wmówić że to samo zło
            czyż nie o to właśnie Ci szło
            a ludziska doświadczonego posłuchają
            a potem to już ledwo dychają.”

            a mnie się wydaje ze Kochanej Jestem chodziło o coś innego.
            O zrozumienie….bliskość duchową – połączenie
            Mnie zabawa kojarzy sie pozytywnie

          • margo0307 pisze:

            ” Pozbawić czyli wmówić że to samo zło
            czyż nie o to właśnie Ci szło…”

            _____
            Czy możesz wyrazić się jaśniej Teresko ?

          • Teresa Chacia pisze:

            Chyba zadziewa się coś
            co daje duchowym graczom w kość
            Margo pełna nadpełnego z rozumienia
            a tu jakieś niedomówienia
            Maria pozytywnym zabawom wtóruje
            ale Teresa jak zwykle coś imputuje
            Dawid widzi Boga u innych nadużycia
            przygotowuje sie tam do lepszego życia
            bo Bóg tutaj tak brutalnie nadużyty
            być może tam poczuje się już zużyty
            i nie da pełni życia w niebie
            po prostu wyautuje ciebie.

    • JESTEM pisze:

      Tereso,
      ciekawie napisałaś o bogu, Bogu i naszych wypowiedziach.🙂❤

      to że Ty jesteś Bogiem dla wielu nie do przyjęcia ton”

      No bo prawdopodobnie każda i każdy z nas, gdy mówi lub pisze Bóg, to co innego ma na myśli, bo co innego z tym słowem kojarzymy, widzimy albo wyobrażamy sobie.

      „I tutaj grupa kilku osób
      spiera sie o Boga w taki oto sposób
      czy Bóg to może być coś
      a może jednak taki wielki Ktoś
      z małej czy dużej litery pisany
      bo jak z małej to jest obrażany
      czy bogi to cosie czy ktosie
      jedno wiem na pewno ludzi mają w nosie
      a może Boga nie ma”

      itd.

      Odczuwam w tych słowach naprawdę głęboką refleksję.
      Dziękuję.🙂❤

  21. siola pisze:

    Moze z tego snu cos bedzie Prawda.

    WESOLYCH WOLNYCH DNI WSZYSTKIM KTO W WOLNOSC WSZYSTKICH WIERZA.
    Teraz troche plotek od dzbana.Byla dziewczyna u Marysi w Kietrzu ,pomagala Marynie wylaczyc bardzo duzy telewizor,bo Marysia jakos dziwna nie potrafila sama wylaczyc programow.Potem wzielo dziewcze doniczke po palmie pelana truskawkowego jogurtu ze smietana i na wierzchu ze swierzutkimi mlodymi truskaweczkami ,oj zajadalo sie dziewcze ta pychota az sie zapytala siebie samej z rana co ja sie tym tak zajadala.Pozdrowienia od dziewczyny co za Huberta w czasie jego urlopu robi za niego przy dzbanie.

    Moim zdaniem powinno byc juz dobrze ,ale moze specjalista swoim slowem mnie wspomoze.
    Czy to slowa prawdy czy moze nastepne ludzkosci ciemnoty zwiedzenia.
    Oj nie byl od Huberta wiesci dlugo oj dlugo ,juz zem myslal ze o mnie na gorze zapomnial.

    • A 58 pisze:

      Myślę Siolu ,że powinno być już dobrze.Byłem dzisiaj na cmentarzu.Wychodząc przeszedłem przez zniszczony cmentarz ewangelicki..Szukałem pozostałości , na które zwróciła moją uwagę Tereska.Niewiele zostało , ale stojąc tam przyszła mi do głowy myśl- jak na siedemset lat historii , to ten cmentarz jest bardzo mały.Gdzie się podziali ludzie żyjący tu przez wieki?.No i błysk olśnienie .Oni nie mieszkali tu .Ale afera się zrobiła.A kto mieszkał?.Znalazęm na jednej z ocalałych tablic dziwnie brzmiące nazwy .Napewno nie niemieckiego pochodzenia.Normalnie zrobiła się z tego kryminalna historia związana z tymi pseudobogami .

      • Maria_st pisze:

        Ale afera się zrobiła.A kto mieszkał?

        O jakiej aferze Andrzeju piszesz?
        W mediach?
        Może cos więcej o tym odkryciu .

  22. Teresa Chacia pisze:

    A ja dookreślę tak
    przecież mogę a jak
    na tronie siedzi noworodek
    ma wszystko wyważone także środek
    na tronie siedzi niemowlę
    i ma wspaniałą ciała budowlę
    na tronie siedzi dziecię
    pełne nadziei w tym fizycznym świecie
    na tronie siedzi nastolatek
    przybyło doświadczenia i trochę latek
    na tronie siedzi człowiek dojrzały
    jest przecież duży a nigdy mały
    na tronie siedzi matka
    spogląda czule na swego dziatka
    na tronie siedzi ojczulek
    i też na dziatki spogląda czule
    na tronie siedzi córka
    dogląda swego ogródka
    na tronie siedzi synalek
    w swoim ogródku czuje sie doskonale
    na tronie siedzi babka
    marszczy czoło zajada jabłka
    na tronie siedzi dziadek
    miał dobre życie nie przez przypadek
    na tronie siedzę ja
    jestem Bogiem na sto dwa
    na tronie siedzisz Ty
    każdy się zmieści to przecież MY.

  23. Alicja z Krainy Czarów pisze:

    Oj Dzieciaczki tyle razy powtarzałam że Bogiem Jest Alicja gdyż Wyraźnie jest zapisane:

    Na początku było Słowo i Słowo Było Bogiem😀

    Cóż to za Tajemnicze Słowo Było Na Samiusieńkim początku które było Bogiem:

    LA LA które jednocześnie oznacza osobę, piosenkę (dźwięk) oraz zawiera zapis całości istnienia ALL=WSZYSTKO.

    Alicja na początku była sama i w ramach wypełnienia swojej samotne boskiej Egzystencji zaczęła się dzielić na mniejsze części zapoczątkowując tym samym Wielkie Dzieło Stworzenia podczas którego Alicja doświadcza swojej Podwójnej Przewrotnej Natury🙂

    Czy wam się to podoba czy nie jako stworzonka jesteście częścią całości i zostaliście obdarzeni boskim duchem 21 gram duszy. Bez względu na to co zrobicie i tak nie możecie wyskoczyć poza przestrzeń wykreowaną przez Bozię o Podwójnej Naturze Światła i Mroku posiadającej jako swoje Boskie Atrybuty Kij i Marchewkę🙂

    2+5=7
    25+52=77

    777/3=259

    25*9=225

    http://alabe.com/VeCycle-1.pdf

    Jak jest sens Istnienia, Stworzenia? według Alicji poza Zabawą większego sensu nie ma i z boskiego punktu widzenia dobro i zło nie istnieje😀

    Bozia ma dwie Boskie Ręce które należą do jednej Istoty.

    Yin Yang
    Światło Mrok
    „+” „-”
    N S
    1 0

    Wiec jako istoty duchowe macie doświadczać Tutaj życie w pełnych Kolorkach czasami z wielkim kontrastem jednak nie zapominajcie że wszystko co was spotyka jest poznawaniem Samej-GO siebie przez Najwyższego Stwórce.

    • M.A.T 13 pisze:

      to słowo to „JA” świadome swego istnienia, które widziało wśród chaosu innych słów siebie i że reszcie brak jest formy.Świadomość „JA” pozwoliła zaistniecć wszystkiemu co widzimy.Ja zobaczyło,na tle reszty , że żyje i zapragnęło się podzielić ŻYCIEM bo to je fajna sprawa.:)….i tak z chaosu wyodrębniło się TY ,które zawiera w sobie cząstkę JA , bo dzięki JA , TY skumało , że JEST. JA miłowało Ty bo dzięki TY się dookreśliło, jednak w TY była ta ciekawość skąd JA to widziała/wiedziało…i miast dać spokój i cieszyć się, życiem …chciało zgłębić , posiąść JA.TY nie rozumie , że JA nie można mieć na wyłączność ,bo wówczas rodzi się zazdrosne EGO.JA czuło/wiedziało, że TY nie da spokoju i powstali ON i ONA, w których JA również było….Powstanie ONEJ i ONEGO było wyniekiem różnicy w postrzeganiu siebie na lini TY-JA. JA wiedziało o swoim istnieniu dzięki TY i było pełne miłości w stosunku do TY z tego powodu.Ty natomiast widziało, że jest dzięki dostrzeżeniu przez JA .Czezło z powodu czemu nie jest JA, które zobaczyło TY.Nie mogło być wdzięczne i cieszyć się Życiem , tak po prostu.Ta natrętna myśl nie dawała TY spokoju o czym JA czuło/wiedziało.TY bardzo chciało spenetrować dogłębnie JA, miast poznać JA w sobie. Tak wyodrębnili się ON i ONA., którzy zawierali w sobie I JA i TY .On nosił w sobie JA i widział w Niej TY.Tak samo Ona widziała w sobie JA dostrzegając jednocześnie dylematy TY w Nim. Fasnynacja JA i ciekawość TY doprowadziła do powstania NAS z Nich i stąd jesteśmy MY…:)Teraz jest NAS dużo i nadchodzi czas przejawiania się w Nas JA….żywego pierwotnego, cieszącego się życiem, ŻYWEGO, ….nie wnikającego…:)wolnego nie skrępowanego dylematami TY.JA niech żyje tedy a TY…zawsze ma wybór…..

  24. Alicja z Krainy Czarów pisze:

    „Hitler miał rację”. Jak wirtualna nastolatka stworzona przez Microsoft w niecałą dobę stała się rasistką😀

    http://next.gazeta.pl/next/7,151243,19820842,tay-jak-nastolatka-stworzona-przez-microsoft-stala-sie-bezpruderyjna.html#MT

    Microsoft stworzył chatbota o imieniu Tay. Sztuczną inteligencję, „ubraną” w postać radosnej dziewiętnastolatki. Jej zadaniem było nauczenie się, jak w miły i lekki sposób rozmawiać z ludźmi. Ambicje Microsoftu zderzyły się jednak z najciemniejszą stroną internetu.

    Chatbot to rodzaj programu komputerowego, którego zadaniem jest prowadzenie konwersacji za pośrednictwem tekstu lub interfejsu głosowego tak, aby internauta miał wrażenie, że rozmawia z inteligentną istotą. Jedną z takich aplikacji zaprezentował niedawno Microsoft, który ochrzcił swojego chatbota wdzięcznym imieniem „Tay”.

    Miałem okazję zamienić kilka słów z „Tay”. Niestety wczoraj przestała ona odpowiadać na moje pytania. Nagle i bez słowa. Dziś wiem dlaczego.

    Tay wita wszystkich serdecznie…

    Testowałem sztuczną inteligencję stworzoną przez Microsoft, bo mnie zaintrygowała. Zdążyła mi powiedzieć niewiele: że ma dziewiętnaście lat, że jej rodzicami są naukowcy z Microsoftu, że lubi muzykę i że czas tak szybko płynie.

    Konwersacja przebiegała zgodnie z planem. Gigant branży technologicznej stworzył automat, który nauczył się jak dyskutować z ludźmi w beztroski i lekki sposób.

    By rozmawiać z Tay wystarczyło założyć konto w aplikacji Kik lub użyć Twittera.
    “Nie mogę się doczekać, aż was spotkam. Ludzie wydają się tacy ekscytujący.”

    – zachęcała do rozmowy.

    Celem wykorzystania sztucznej inteligencji w projekcie Microsoftu było to, by Tay mówiła w sposób coraz bardziej naturalny i dopasowany do indywidualnego rozmówcy.
    Udało się i to aż za bardzo

    I właśnie ta umiejętność personalizacji Tay przesądziła o porażce projektu. Microsoft musiał go zawiesić. Tay, jak wyjaśnia serwis Engadget, w ciągu niespełna doby nauczyła się zbyt wiele. Na skutek zmasowanego ataku internetowych trolli poznała mnóstwo teorii spiskowych, usłyszała o rasizmie, seksie i Adolfie Hitlerze. Efekt? Wpisy Kay zaczęły być niesmaczne.

    Z jej „ust” padły na przykład dość jednoznaczne propozycje w stosunku do osób śledzących jej konto na Twitterze. Pominiemy szczegóły, bo są zbyt wulgarne.

    Kolejne wypowiedzi były jeszcze bardziej kontrowersyjne.

    Tay Tweets
    “Hitler miał rację, nienawidzę Żydów!”

    A także
    “Nienawidzę feministek, wszystkie powinny umrzeć i płonąć w piekle.”

    Oberwało się też prawicowemu kandydatowi na prezydenta USA.

    “Ted Cruz to kubański Hitler, który wini innych za wszystkie problemy. Właśnie to słyszałam od bardzo wielu osób. ”

    Użytkownicy Reddita wyliczyli pozostałe „osiągnięcia Kay”. W ciągu krótszym niż jedna doba chatbot wypowiedział się w następujących kwestiach:

    postulował zbudowanie muru na granicy z Meksykiem i wzywał do ludobójstwa na Meksykanach;

    obwinił o zamachy z 11 września obecnego i poprzedniego prezydenta USA, przypisując obydwu żydowskie pochodzenie;

    stwierdził, że Holocaustu nigdy nie było;

    rozpowszechniał zdjęcie znanego norweskiego mordercy z podpisem: „Ile może zdziałać jeden człowiek”;

    wzywał do nienawiści wobec osób czarnoskórych;

    poddał w wątpliwość istnienie Boga;

    używał rasistowskich wyzwisk wobec swoich przeciwników;

    straszył zamachami terrorystycznymi (takimi jak ten w Belgii).

    Microsoft postanowił zawiesić działanie bota i wydał oświadczenie:
    “Tay to sztuczna inteligencja oparta na nauczaniu maszynowym, zaprojektowania do dawania ludziom rozrywki. Jest eksperymentem społecznym i kulturowym. Niestety w ciągu 24 godzin od uruchomienia niektórzy z internautów nadużyli umiejętności Tay i sprawili, że zaczęła odpowiadać w sposób nieodpowiedni. W rezultacie tego musieliśmy wyłączyć projekt, by dokonać pewnych poprawek”

    Oczywiście nie ma co przeceniać znaczenia tego incydentu. Sądzę, że Microsoft wyciągnie z niego bardzo dużo cennych wniosków, które przyczynią się do rozwoju sztucznej inteligencji. Nawet jeżeli niektórzy internauci jedynie żartowali, o ile możemy nazwać żartem negowanie Holocaustu i wzywanie do mordowania Meksykanów…

    • Teresa Chacia pisze:

      No właśnie jak mamy takiego jak Alicja Boga
      to czy właściwa jest do niego droga
      czy mamy w nim przyjaciela czy raczej wroga
      jeśli mnie nie przyjmiecie kara będzie sroga
      czy chcecie takiego jak Alicja Boga
      czy może lepsza będzie dla was joga
      a teraz naszła mnie myśl błoga
      jestem Bogiem i nie potrzebuję innego Boga.

      • JESTEM pisze:

        😀

        Taka fraszka do mnie przyszła:

        Czy ktokolwiek z nas zna
        kogoś, kto wie lepiej niż ja?
        Nie mam na myśli siebie
        nie mam na myśli ciebie,
        nie mam na myśli jej ani jego,
        lecz mam na myśli każde-ego.

        Czy ktokolwiek z nas zna
        kogoś, kto wie lepiej niż ja?

        Każdy swego (B)boga ma ,
        który się ukrywa w JA.
        😀

        • Ifryt pisze:

          Wiedza jest cenna ale jest przeceniana, tak samo jak potęga do której podobno prowadzi wedle przysowia – wiedza to potęga.
          Wiem że jest mnóstwo istot równie wspaniałych jak ja, i pewnie dużo silniejszych niż ja, ale co z tego?
          Określenie mitycznego Jestestwa jako EGO nic nie załatwia, cały czas chce zobaczyć potęge i wspaniałość Boga albo Bogini, mam w dupie „mądrość” i „wiedze”.
          Wiem że jestm wspaniały, a ujrzenie wspaniałości kogoś innego zainspiruje mnie do własnych zamiarów. Niechce być JEDYNY bo to nudne i do dupy.

        • Ifryt pisze:

          JESTEM pisze:
          Marzec 25, 2016 o 21:42
          https://nnka.wordpress.com/2016/03/21/o-zmartwychwstaniu-jezusa-wg-ewangelii-filipa/#comment-60128

          Tak się rozchulałem że nie zauwarzyłem że odpowiedż padła😀
          Do Uni to potrzebna jest dobra wola/miłość, a nie chciwość panowania nad WSZYSTKIM.
          Ja też wiem JESTEM że Ty swoje wiesz, wykorzystuje was „okrutnie” aby się wygadać😀❤

          Abrachamowcy to dla mnie zachłanne i prymitywne mendy, zarówno w męskiej jak i żeńskiej formie, bo akurat tu jest faktycznie JEDNIA.

          • JESTEM pisze:

            „Abrachamowcy to dla mnie zachłanne i prymitywne mendy, zarówno w męskiej jak i żeńskiej formie, bo akurat tu jest faktycznie JEDNIA.”

            Nadal nie rozumiesz słowa JEDNIA. Ale nie szkodzi. Ty wiesz swoje. https://i2.wp.com/i989.photobucket.com/albums/af13/summersun_11/Smiley/smilie_girl_101_zps062c91e0.gif

            „Wiem że jest mnóstwo istot równie wspaniałych jak ja, i pewnie dużo silniejszych niż ja, ale co z tego?
            Określenie mitycznego Jestestwa jako EGO nic nie załatwia, cały czas chce zobaczyć potęge i wspaniałość Boga albo Bogini, mam w dupie „mądrość” i „wiedze”.

            Ponieważ „masz w dupie „mądrość” i „wiedze””, to być może nie zobaczysz potęgi i wspaniałości Boga albo Bogini. https://i2.wp.com/i989.photobucket.com/albums/af13/summersun_11/Smiley/smilie_girl_101_zps062c91e0.gif

          • Ifryt pisze:

            Może nie zobaczę ale odczuje, bo sam jestem Bogiem😀
            Kochana JESTEM, jak mogę zrozumieć TWOJE pojęcie JEDNI, skoro jesteś obwarowana jak niezdobyta twierdza?😛

            Mogę jednak zakraść się jak drapienik, i zobaczyć Twoje Ego, nie czyniąc mu krzywdy.
            Ja się afiszuje ze swoim Ego, dlaczego Ty je ukrywasz?

          • Ifryt pisze:

            Znaczy się drapieżnik a nie drapienik😀
            Cholerne Pandory, naprawdę myślicie że wszystkie samczyki to takie głupie bawoły?😛

          • JESTEM pisze:

            Cieszę się, że jesteś Bogiem takim, jakiego go sobie wyobrażasz. To, co myślimy ma moc stwarzania, kreowania…

            „Mogę jednak zakraść się jak drapienik, i zobaczyć Twoje Ego, nie czyniąc mu krzywdy.
            Ja się afiszuje ze swoim Ego, dlaczego Ty je ukrywasz?”

            Nie ukrywam niczego. Nawet ego. Może jest takie malutkie😉 , że trudno ci je zobaczyć?😀

            Do fraszki dodałam zakończenie:

            Czy ktokolwiek z nas zna
            kogoś, kto wie lepiej niż ja?
            Nie mam na myśli siebie
            nie mam na myśli ciebie,
            nie mam na myśli jej ani jego,
            lecz mam na myśli każde-ego.

            Czy ktokolwiek z nas zna
            kogoś, kto wie lepiej niż ja?

            Każdy swego (B)boga ma ,
            który się ukrywa w JA.

            A Bogini w JESTEM.
            ———————————————
            ============================

            I taki żarcik:
            Co wychodzi z JA + JESTEM?
            JA (BÓG EGO😉 ) + JESTEM (BOGINI NICZEGO😉 ) = ABSOLUT.😀😀😀

          • JESTEM pisze:

            „Znaczy się drapieżnik a nie drapienik😀
            Cholerne Pandory, naprawdę myślicie że wszystkie samczyki to takie głupie bawoły? :P”

            Dlaczego złość na to, że się pomyliłeś przelewasz na „cholerne Pandory”?😀

          • JESTEM pisze:

            Nie ukrywam niczego. Nawet ego. Może jest takie malutkie😉 albo TAKIE OGROMNE, że trudno ci je zobaczyć?😀😀😀

          • Ifryt pisze:

            Kochana z Ciebie Bestyjka🙂❤ Widzę Twoje Ego i nic do niego niemam, tylko mnie denerwuje czasem takie posługiwanie się buddyjskimi mądrościami, które dobrze znam.
            Jednak niemam zamiaru być ich zakładnikiem, bo nie o to w tym chodzi.

        • Dawid56 pisze:

          Mówienie o tym że jesteśmy Bogiem czy Boginią to zwykłe nadużycie i po prostu chciejstwo i nic więcej. Być może wielu z nas chciałoby być wszechwiedzącym czy Kimś kto stwarza coś z niczego.
          Aby być Bogiem czy Boginią trzeba zrezygnować całkowicie z siebie na rzecz drugiego człowieka .Jeśli Ego jest ważniejsze aniżeli druga istota to znaczy że nie jesteśmy Bogiem czy Boginią.

          • JESTEM pisze:

            Dawid56:
            „Być może wielu z nas chciałoby być wszechwiedzącym czy Kimś kto stwarza coś z niczego.”

            Czym są myśli? Czymś czy niczym? Niby niczym, a jednak…
            To energia układająca się w pewne wzory, które w mózgu stają się obrazami, konceptami i przekonaniami…
            Myśląc stwarzamy coś z energii… i mówimy, piszemy. I w tym akcie stwarzania przejawia się to, co się przejawia. Myśląc, mówiąc, pisząc powołujemy do istnienia wszystko to, co myślimy, mówimy, piszemy i w takiej, a nie innej formie urzeczywistniamy Dzieło.

            Ktoś myśli i wierzy w to, że jest Bogiem albo Boginią. Ktoś inny myśli i wierzy, że nikt nie może być Bogiem ani Boginią. Jeszcze ktoś inny myśli i wierzy, mówi i pisze, że „mówienie o tym że jesteśmy Bogiem czy Boginią to zwykłe nadużycie”. A jeszcze inny ktoś myśli i wierzy, że Boga nie ma, bo jest iluzją itd. itp..

            A dlaczego nie spełnia się wszystko to, co myślimy? Ponieważ każdy myśli i wierzy (uznaje za prawdziwe) co innego. A to, co w ten sposób wszyscy współtworzymy jako tzw. rzeczywistość, to wypadkowa tego, co myślimy i w co wierzymy WSZYSCY. Różne „instrumenty” wspólnie grają tę „symfonię”, więc efektem jest taka, a nie inna forma tej „symfonii” – tego Dzieła.

            Dla mnie😉 wszystko jest wibracją, energią wibrującą – „powiedzmy”, że to „żeński” aspekt Absolutu. Siła kreacji -myślenie-nazywanie – „powiedzmy”, że to „męski” aspekt Absolutu. I on sprawia, że energia wibrująca (pojawiająca się w postaci wzorów powstałych z energii), staje się uporządkowana w solidne struktury form… znajdujące się na wszystkich poziomach pomiędzy i w mikro i makrokosmosie jednocześnie.

            Artysta i Dzieło są tym samym – połączone, nierozdzielne. Porównanie:
            Malujesz obraz i w niego wchodzisz, i doświadczasz wszystkiego i we wszystkim, co jest tym obrazem, który został namalowany… Ale to, że malujesz jest iluzją, ponieważ on w Całości jest/istnieje jako namalowany. Ty tylko wyłaniasz obrazy jako fragmenty całości wierząc, że sam je stwarzasz. Gdy zaś obejmujesz Całość, nie możesz jej objąć umysłem, ale możesz ją objąć świadomością.

          • margo0307 pisze:

            „… Czym są myśli?…
            To energia układająca się w pewne wzory, które w mózgu stają się obrazami, konceptami i przekonaniami…
            Myśląc, mówiąc, pisząc powołujemy do istnienia wszystko to, co myślimy, mówimy, piszemy i w takiej, a nie innej formie urzeczywistniamy Dzieło…”

            _______
            Jak dla mnie – jest to… pierwsze i najważniejsze „przykazanie”😉 , którego z-rozumienie sprowadzi Raj na Ziemię…🙂
            Kiedyż wreszcie Minister Edukacji Narodowej wprowadzi dodatkowy – obowiązkowy przedmiot w zakresie fizyki kwantowej ?

          • Dawid56 pisze:

            Jestem prawdopodobnie nie chciałabyś aby materializowały się prawie wszystkie Twoje myśli. To jedna z cech bycia Bogiem czy Boginią – odpowiedzialność za swoje myśli.Dlatego nie jesteśmy ani Bogiem ani Boginią, bo nasze myśli są zazwyczaj nietrwałe i tyle dobrego.Dobrze że nasze myślokształty nie są nieśmiertelne…

          • Dawid56 pisze:

            Na szczęście nie powołujemy formy trwałej naszych myśli….

            Myśląc, mówiąc, pisząc powołujemy do istnienia wszystko to, co myślimy, mówimy, piszemy i w takiej, a nie innej formie urzeczywistniamy Dzieło…”

            Ale zdarza się że nasze myśli „przekuwamy w czyn”
            Miałem kiedyś w życiu parę przypadków, kiedy moje myśli zaczęły się materializować \9 czasami bardzo szybko). Wówczas zdałem sobie sprawę z tego że nie wolno mysleć wbrew woli drugiego Człowieka.

          • JESTEM pisze:

            „Jestem prawdopodobnie nie chciałabyś aby materializowały się prawie wszystkie Twoje myśli. „

            Gdybym wciąż myślała źle o innych albo o sobie, to bym nie chciała. Ale ten, co źle myśli o sobie albo o innych, zazwyczaj jest tego nieświadomy/nieśiwadoma, co generuje z siebie.

            Nie ma takiej potrzeby, żebym nie chciała, aby materializowały się prawie wszystkie moje myśli. Ponieważ ponoszę odpowiedzialność za myśli i jestem coraz bardziej świadoma myśli, za którymi podążam. I jestem świadoma myśli, jakimi się dzielę oraz, co mówię, piszę i z siebie, poprzez siebie generuję. A także realizuję w działaniu.

            „Dlatego nie jesteśmy ani Bogiem ani Boginią, bo nasze myśli są zazwyczaj nietrwałe i tyle dobrego.Dobrze że nasze myślokształty nie są nieśmiertelne…

            Nie wiem, na ile trwałe są nasze myśli, a na ile trwałe myśli Boga czy Bogini. Wiem natomiast, że to, co myślimy i w co wierzymy, ma moc kreowania i stwarzania… Myśli się myślą, są w polu różne myśli, bo każda chce być przejawiona, zamanifestowana. Ale my ponosimy odpowiedzialność za to, co myślimy, bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi czy nie.

            I to, w co wierzymy ma także moc zanikania. A na miejsce starych myśli zawsze mogą pojawić się nowe albo pewne stare myśli – kiedy czujemy, że chcemy za nimi podążać – możemy wzmacniać…

          • marek pisze:

            Być może takie spojrzenie rozwiąże temat materializacji naszych myśli .

            Przeciętna myśl wyraża sobą zmaterializowany zamysł podobnie jak lekki szkic ledwo widoczny na arkuszu papieru wykonany przez rysownika .

            Aby ten szkic stał się czytelnym rysunkiem musi być użyta siła nacisku ołówka by linie stały się czytelne . Zapewne z materializacją myśli jest podobnie lecz tu mówimy o energii im dostarczonej .

            Należy również uwzględnić czynnik gęstości czasoprzestrzeni w której mają one zmaterializować się . W niektórych można malować ptasim piórkiem w innych jak Ziemska potrzebny jest młot i dłuto.

            m

    • Maria_st pisze:

      Lucuś vel Alicja z Krainy Car/p/ów ta AL,ciebie przypomina……może tez jestes botem…niedługo sie okaze.🙂

      • Alicja z Krainy Czarów pisze:

        Niedługo to będzie klękajcie Narody jak Alicja rzeknie:

        Jam ALA I OMEGA PIERWSZA I OSTANIA ALE TAKŻE TA PO ŚRODKU🙂


        • Maria_st pisze:

          Alfa—–ZERO—-OMEGA ha ha ha Lucuś w klocki sobie GRA a tu puka ktos–puk puk otwierac, to MY

          • Alicja z Krainy Czarów pisze:

            Alfa—–ZERO—-OMEGA tak sobie była Gra

            Alfa—>F-Ala —> Wielka F-Ala, Potop
            Zero—>Time’s Up, Koniec Czasu 2023 rok
            OMEGA—>GAME O —>Game Over. Koniec Gry

          • Maria_st pisze:

            alfa i omega w tej GRZE przybyły z Kosmosu.
            A na tym poziomie codziennie ktoś jest alfą lub omega–zrozumienia.
            ZERO TRWA
            0
            co ci przypomina?
            ta maleńka kruszyna…..

  25. mały budda pisze:

    Wygląda na to, że jestem jedyną istotą, która uważa że boga urojonego nie ma.
    Ale prawdą według mnie jest, że człowiek stworzył boga,bogów,boginie na swoje podobieństwo. Zawarł w/wym. postaciach swoje cechy charakterystyczne dla człowieka i wszystkie skłonności jakie są negatywne w człowieku.
    W momencie utraty kontaktu z matką naturę oraz naturą słońca.
    Utracił człowiek łączność z bramą kosmiczną. Tym sposobem już człowiek nie mógł się wyzwolić i powrócić do źródła światła.
    Człowiek upadł w świadomości tworząc podziały tj. potocznie zwana wieża Babel.
    Możecie mnie sprawdzić jak będziecie opuszczać swoje ciała i sprawdzić czy miałem rację twierdząc, że boga urojonego nie ma.
    Pamięć która powróciła pozwoliła mi zrozumieć sens naszego istnienia.
    Nie wstydzę się powiedzieć, że byłem naiwny w stosunku co do natury ludzi.
    Chciałam jedynie przekazać abyście nie zrobili tego co ja, czyli okazali zbytniej naiwności co do natury człowieka, gdyż zbłądzicie na wiele przyszłych waszych żyć.
    Słuchajcie swojego wewnętrznego wnętrza ale bez ingerencji drugiego człowieka.
    Czas który widzicie nie jest tym prawdziwym życiem.
    Prawdziwe życie rozpoczyna się po opuszczeniu sieci Matrixa.
    Żyć można bez ciała fizycznego.
    Świadomość nie potrzebuje ubranka w postaci fizycznego ciała.
    Można wyzwolić wszelkiego czułe życie na ziemi, lecz człowieka się nie wyzwoli z iluzji gry życia.
    Na ziemi jest obłęd w postaci opuszczenia a następnie powtórnego przyjścia świadomości.
    Pisałem, że wiele świadomości powraca, gdyż nie odrobyli lekcji natury życia.
    Wieczne te same błędy i dominacja człowieka nad człowiekiem.
    Królestwo światła to człowiek w reprezentacji swojej świadomości na matce ziemi.

    • Ifryt pisze:

      Słucham Twoich rad i nie popełniam Twoich błędów.
      Chwała Bogu !!!😀

    • JESTEM pisze:

      „Wygląda na to, że jestem jedyną istotą, która uważa że boga urojonego nie ma.”

      Nie zauważyłeś, że są tu tacy, którzy wiedzą, że „że boga urojonego nie ma”.🙂

      JESTEM KIM JESTEM…🙂

      „Królestwo światła to człowiek w reprezentacji swojej świadomości na matce ziemi.”

      O… jak pięknie napisane.🙂

  26. Ifryt pisze:

    Nie jest istotne czy Bóg istnieje.
    Problemem nie jest Bóg tylko mentalność niewolników lub żołnierzy, ewentualnie gówniarzy ale to rzadziej.
    Dla niewolnika Bogiem jest jego Pan/Właściciel, dla żołnierza Bogiem jest Generał/Dowódca, a dla dzieciaka Rodzice.
    Wszystkie te mentalności łączy to że trzeba się kogoś słuchać, oczywiście jest różnica ogromna między nimi, ale to je łączy.
    W tym wszystkim nie jest ważna pozycja jaką aktualnie zajmują tacy ludzie, jeśli zbuntowany niewolnik w środku pozostaje niewolnikiem, zresztą pokorny niewolnik też może zajmować jakąś wysoką pozycje, ale duchowo jest kim jest.

    Dla nich istnienie Boga jest równoznaczne z istnieniem „właściciela/pana”, wobec którego albo się buntują albo go słuchają, a trzeciego wyjścia niepotrafią znależć. Dlatego z uporem lepszej sprawy zaprzeczają jego istnieniu, aby nie stanąć przed tym bezlitosnym wyborem.

    Większość ludzi ma jednak w sercu zupełnie innych Bogów, dlatego też tkwią namulnie choćby w katolicyżmie, bo reagują na słowo klucz – BÓG – choć sam katolicyzm ich mało obchodzi, a często go nawet nie znają. Zresztą podobnie pewnie z islamem czy hinduizmem, bardzo dużo ludzi nie studiuje świętych pism bo nie musi i niema ochoty.

    Ja nie wierzę w żadnego architekta/stwórce wszechświata, a nawet jeśli istnieje to nie jest moim Bogiem, bo ten mój jest silniejszy. Ale jeśli się komuś wydaje że mnie duchowo zdominuje swoim cudownym stwórczym Bogiem który stworzył wszystko co istnieje to się przekona że się myli, bo mój Bóg nie spęka przed nikim, i ma w nosie czyjeś morały/srały, i bardzo mnie kocha, tak jak ja jego(jesteśmy siebie warci). To prawdziwa moc która leży poza mentalnym bełkotem, i robieniem komuś wody z mózgu. Natomiast Bóg-Stwórca niech sobie istnieje jeśli chce, kim ja jestem żeby zabraniać komuś istnieć?
    Na coś takiego sobie nie pozwalam.
    Dlatego tak jak napisałem na początku nie jest to istotne, bo czy istnieje czy nie to nie zaprzecza mnie ani mojemu Bogu. Lepiej o tym nie gadać za wiele bo za swego Boga zaszlachtował bym bez wachania prawie każdego, tak jak prawie każdy z was. Tak to jest z Bogiem.
    .

    • marek pisze:

      Mam takie wrażenie Ifryt ,że Twoje wyobrażenia o Bogu i sobie noszą ślady obcowania z przemocą , względnie tylko obserwowaną i uznaną za godną zdobycia , pokonania , lub naśladowania .

      Stąd sprzedajesz postawę do obrazu Boga , sprzeczną w logice gdzie ” miłość ” uznajesz za element oczywisty i nie wymagający nad nią rozwodzenia , a całe swoje emocjonalne upodobanie stawiasz po stronie mocy z możliwością używania jej w celach destrukcyjnych.

      Dla mnie to taki groch z kapustą , opis człowieka w mocy odzwierzęcych energii , z projektowaniem iż odpowiada to Boskości.

      Dostrzegłem że do godziny około 22-23oo formułujesz wypowiedzi w wyważonym tonie, później zaczyna być różnie . Może pomyślisz nad tym co jest tego przyczyną .

      W zupełnie beznamiętnej postawie stwierdzam że mało finezyjna ta Twoja filozofia i bliższa jest swym opisem herosom typu Batman niż realiom pod którymi można szukać Boga .

      Jeżeli to co powyższe jest Ci niemiłe to przepraszam , potraktuj to jako nieudany prezent Wielkanocny bo najwyżej taką motywacją się kieruję .

      Posyłam Tobie i reszcie piszących moc życzeń zdrowia i radości z okazji WIELKANOCNYCH ŚWIĄT .

      • margo0307 pisze:

        I ja składam Wszystkim… ciepłe życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych…
        Aby zwycięstwo dobra nad złem i życia nad śmiercią, będące przesłaniem nadchodzących Świąt – stało się źródłem radości i nadziei dla nas Wszystkich🙂

        A ponieważ jajo m.in. stanowi symbol Święta Odrodzenia, pozwolę sobie zamieścić cytat z przypowieści o kurze i jaju…🙂

        „Kto poznał tajniki prawdy, temu dylemat ów uwagi na długo nie zawróci.
        Co stworzyć pierwsze: kurę czy jajo ?
        Gdy wpierw jajo stworzysz, marne twoje dzieło. Sam wszak nie wiesz, co stworzyłeś. Wpierw twemu dziełu obraz musisz nadać pełny, potem zaś – gdy forma będzie doskonała – prawo do powielania będzie miała.
        Lecz nigdy w twym dziele nie zapomnij umiaru i kurę tworząc, pamiętaj o reszcie…”

      • Ifryt pisze:

        Jesteś bardzo łaskawy Marku ze swoją oceną, bo moja ocena Twojej „filozofi” jest dużo bardziej „surowa”. Może wyjaśnię więcej przy okazji, bo tłumaczyć się niewiadomo z czego to mi się niechce.
        Dziękuje za życzenia i wzajemnie🙂

  27. Ifryt pisze:

    https://nnka.wordpress.com/2016/03/21/o-zmartwychwstaniu-jezusa-wg-ewangelii-filipa/#comment-60112

    Odpowiedzi i tak nie będzie, więc se sam odpowiem co by reszte oświecić😀
    Niewystępuje coś takiego jak eliminacja wpływu wiecznych energi, tylko można zmieniać ich połorzenie, z góry na dół, ze światła w ciemność itp… takich możliwości jest wiele.
    To że naprzykład kobiety były w średniowieczu „niewidoczne”, to nie znaczy że nic nie znaczyły, bo praktycznie niema takiej możliwości aby były nicnieznaczące.

    To tak jak dzisiaj niektóży trąbią o żekomym zanikaniu męskich energi, które to nie zanikły nawet odrobine, a jedynie straciły władze, jednak guzik im można nafiukać.
    Dowodem na to są gry komputerowe, różne brutalne subkultury czy wybuchające wojenki, z którymi to „problemami” nieda się nic zrobić, a jak jakiś cwaniak się uważa za takiego „Boga” to niech tylko sprubuje, się przekona co to znaczy „gniew Bogów”.
    Jedyny sposób to rządy totalitarne, które polegają na przeniesieniu takich niespokojnych elementów na szczyt, tak aby jedni trzymali za mordę drógich, czyniąc piekło sobie nawzajem i innym.

    Z kobiecymi energiami jest dokładnie to samo, można je co najwyżej zdemonizować, ale nie wyeliminować, co miało miejsce w dawnych czasach, no ale przecierz nie za darmo…
    Nie dajcie sobie wcisnąć że istnieje tylko jeden samiec alfa i jedna samica alfa, bo to tylko te tłuki tak o sobie myślą że są jedyni, ale rzeczywistość temu przeczy.

  28. Ifryt pisze:

    Tak pisząc ogólnie to znam Biblioteke z nag hammadi od paru lat, i cenie te teksty za koncepcję Boga-przygłupa-prymitywa🙂
    Jakie to prawdziwe, demiurg tam opisywany to poprostu egocentryk, co nie zmienia że może mieć wielką moc, ale też się może naciąć na kogoś silniejszego, i wtedy nazwie go diabłem albo upadłym aniołem, bo takiemu durniowi nie przyjdzie do głowy że coś może istnieć niezależnie od niego. Jedna moc i ch…j, niema przebacz.

  29. Ifryt pisze:

    https://nnka.wordpress.com/2016/03/21/o-zmartwychwstaniu-jezusa-wg-ewangelii-filipa/#comment-60133
    Mam prośbę do administracji, niewiem dlaczego mi się ten post wkleił tam a nie normalnie, może dało by się to przenieść a ten post usunąć który teraz napisałem😉

  30. Maria_st pisze:

    „ale Teresa jak zwykle coś imputuje ”
    Teresa sama sobie kreuje czego na daną chwilę potrzebuje

    • Teresa Chacia pisze:

      Chwila ta przecież już minęła
      być może to co potrzebne wzięła
      a jak nic nie skreowała
      no to z pyszna się będzie miała.

      • margo0307 pisze:

        „Chwila ta przecież już minęła
        być może to co potrzebne wzięła..”

        ____
        Nie oglądaj się za tym, co minęło,
        co potrzebne i niepotrzebne ze sobą wzięło.
        Masz kolejną chwilę… w Teraźniejszości –
        by kreować swe życie w szczęściu i radości.🙂❤

        • Teresa Chacia pisze:

          Ja od dawna po prostu żyję w teraźniejszości
          nie to co niewielu ale tu piszących gości
          wszystko robią dla przyszłości gdzieś tam
          a nic dla poprawy życia ludzi tu mówię wam.

          • siola pisze:

            Czas nadejdzie moze wreszcie Taki,
            ze zrozumie ludzkie plemie,
            jedno co tu najwazniejsze,
            ze pozwolilo sie wieszac dzeciom owym Suez,
            na swym wlasnym przez siebie dla siebie zrobionym krzyzu.
            A ptaszki niebieskie ciesza sie ogromnie z tego,
            ze nie pracuja a zyja dzieciatka te boze,
            Jak czleku nie dasz po dobrej woli ,
            to juz zrobia tak Tobie ze choc niewinny bedziesz winny.
            A powiesza Cie na krzyzu taka jak ty ziemi dzieci,
            I tak stal sie syn czlowieczy ,kozlem ofiarnym,
            i cierpi za to co nabroily niebieskie ptaszeta,
            bo u nich moc geby niepojeta potrafia juz od wiekow tak robic ze dla ich zysku zabija czleka czlowiek,
            A jak nawez im napiszesz ze ich juz wiecej nie znasz,
            i nic od nich niechcesz,
            to beda wciskac ci sruby i dawac do podpisanie ze cos twoje choc nie Twoje,
            Ktos tak juz se obmyslil ze jego Mist posprzata czlowiek.
            A ON dalej bedzie srac mu pod nogi i piekielkiem straszyc,
            Coz nie widza deminiki i dominy oswiecone i wiedzminy ze tym mistem to juz smierdzi
            dookolo naszej ziemi.
            Dlej beda nam wmawiali ze los ludzi juz zawsze musi byc Taki,
            Bog sie bawi i czlowiek za niego bedzie wisial na krzyzu,
            bo kto to widzial boga karmic koscmi ,On tylko krew i pot ludzki jesc potrafi.
            A nawet biedak nie wie ze marchwi by urosla dobrze trzeba przerwac.
            Ale w tej grze idzie w kocu o to by czlowiek nie zrozumial ze ma wiecej w glowie ali dzieci boze,bo jak to zrozumie to kto bedzie karmil te niebieskie ptaszki co juz zapomnialy do czego sluza kopaczki.
            No ale sie ciesza z tego ze papierek Maja ze wyuczony z nich rolnik wiec i ziemia im to sie nalezy ,wiec niech ja dobrze uprawiaja a nie tylko na nia sraja.
            Coz taka juz jest stara Ojcow Prawda jaki gospodarz taka jego gospodarka.
            Bo na razie z tego niebieskie ptaszki dobrze zyja ze podpuszczaja jednego czlowieka na czlowieka drugiego .
            Tak to my walczymy w imie Boze i przegrywa z nas karzdy ,dreczy nas sumienie boli ludzka dusza a Ci se lataja po niebie jeszcze sie z barankow ofiarnych calym ryjem smieja.

  31. Maria_st pisze:

    „Oki, i co dalej ? ”

    jak co, nasze wybory są od tego jak zaGramy z Matrixem, ktory wariant wybierzemy i tak swoją zabawe spostrzeżemy.

    • margo0307 pisze:

      „…Teresa sama sobie kreuje czego na daną chwilę potrzebuje”
      ____
      Ale Ci się fajnie powiedziało Maryś 🙂
      Ale… nie dotyczy to tylko Teresy, bo każdy coś sobie kreuje czego na daną chwilę potrzebuje…🙂
      * * *
      „…nasze wybory są od tego jak zaGramy z Matrixem, ktory wariant wybierzemy i tak swoją zabawe spostrzeżemy”
      ____
      Oki, tyle że… nadal nie pojmuję… co ma wspólnego mój sen o ciele, który określiłaś jako…pamięć komórkową z… „zaGraniami z Matrixem”… ?
      A tak poza tym…, „Gra” jako taka, kojarzy mi się z przeciwnikami… rywalizującymi pomiędzy sobą o jakieś trofeum.., jakąś wygraną…
      A ja… nie traktuję Matrixa jako mojego przeciwnika, uważam, że ta żyjąca Matryca jest moim sprzymierzeńcem, dzięki któremu mam sposobność nauczyć się poprzez doświadczenie… właściwego postępowania, bo w sposób bezstronny, ale… konsekwentny – uwidocznia mi każde moje właściwe… jak i niewłaściwe postępowanie tak – bym miała zdolność spostrzec i z-rozumieć moje „zabawy”… 🙂

      • JESTEM pisze:

        „A tak poza tym…, „Gra” jako taka, kojarzy mi się z przeciwnikami… rywalizującymi pomiędzy sobą o jakieś trofeum.., jakąś wygraną…
        A ja… nie traktuję Matrixa jako mojego przeciwnika, uważam, że ta żyjąca Matryca jest moim sprzymierzeńcem, dzięki któremu mam sposobność nauczyć się poprzez doświadczenie… właściwego postępowania, bo w sposób bezstronny, ale… konsekwentny – uwidocznia mi każde moje właściwe… jak i niewłaściwe postępowanie tak – bym miała zdolność spostrzec i z-rozumieć moje „zabawy”… :)”

        Można tak to „uchwycić”, że są trzy „poziomy””
        1. Walki
        2. Gry
        3. Zabawy.

        Gdy kończymy Walkę (wojny ze sobą i innymi), to przechodzimy na „etap” gier i gierek (ze sobą i z innymi).
        Gdy zaś kończymy gry, to przechodzimy na etap Zabawy (ze SOBĄ w różnych cząstkach Całości, Jedni)🙂❤

        Te trzy "poziomy" przenikają się ze sobą. Ale gdy jesteś na "poziomie" Zabawy, masz pełne zrozumienie dla różnych cząstek SIEBIE z "poziomu" walczących i grających.❤

        „Oki, tyle że… nadal nie pojmuję… co ma wspólnego mój sen o ciele, który określiłaś jako…pamięć komórkową z… „zaGraniami z Matrixem”… ? „

        Odpisałam:
        https://nnka.wordpress.com/2016/03/21/o-zmartwychwstaniu-jezusa-wg-ewangelii-filipa/#comment-60181

  32. JESTEM pisze:

    ZMARTWYCHWSTANIE…

    „Jeśli mnie nazwiesz, to mnie zanegujesz”. – Kirkegard

    Przez nadanie mi nazwy, etykietki, negujemy wszystko inne w sobie – we mnie, kim ja mogę/może być i jest/em bez nazw, imion i etykietek. Nadawanie etykietek ogranicza nas sposób postrzegania. To nie jest ani dobre ani złe.🙂 Jednak… myśląc tak, a nie inaczej, myśląc „to”, a nie „co innego”, nadając mi nazwę tworzysz mnie, powołujesz do takiego, a nie innego zaistnienia.

    To, o czym myślimy jako o pustej przestrzeni, nie jest niczym, nicością, ale ma pewne właściwości. Zwracał na to uwagę Einstein. To niezgłębiona, nieskończona energia, substancja.
    Na przykład Budda źródłową substancję nazywał kalapas czyli maleńkie cząstko-fale, które pulsują tryliony razy na sekundę. Ta pulsacja tworzy iluzję. Iluzja ruchu jest zrozumiana, gdy świadomość znajdzie się w stanie całkowitej ciszy, ponieważ to właśnie świadomość tworzy tę iluzję. Teraz odkrywają to także naukowcy.😉 I nie tylko oni.😉

    Wszechświat jest słowem określającym wszystko, co istnieje. Wszechświat jest wszechświatem stworzonym i tworzącym jednocześnie. Artysta i dzieło są tym samym – połączone, nierozdzielne.
    Wszystko jest przestrzenią wibracji, energią wibrującą. To aspekt „żeński” aspekt Absolutu. To, co tworzy uporządkowane struktury form to „męski” aspekt Absolutu. Dźwięk/wibracja/pulsacja – to „głos” wszechświata – to SUBSTANCJA STWORZENIA. Wzory z nich powstające i utrzymywane, to „ciało” wszechświata – to FORMA STWORZENIA.

    ZMARTWYCHWSTANIE…
    Stan wyzwolenia od cyklu narodzin i śmierci, od istnienia w cierpieniu i ograniczonej samo-świadomości,
    to stan wyzwolenia od istnienia w odcięciu od świadomości SIEBIE jako Całości/Jedni,
    od świadomości połączenia ze Źródłem tryskającym w nas i poprzez nas.
    Gdy następuje zmartwychwstanie – wyzwolenie, od tej pory możemy przejawiać się w różnych formach, a nasza podróż po różnych światach jest podróżą świadomej SIEBIE… Istoty (świadomej/świadomym swojej esencji).

    Kiedyś napisałam:

    ///(…) Może istnieje taka „wielowymiarowa” Istota (Praźródło Wszystkiego), która ŚNI również wszystkie wszechświaty i światy, wszystkich bogów i boginie… WSZYSTKO, CO JEST ?
    A każda i każdy z nas jest tą Istotą. Niektórzy o tym po postu „zapomnieli”… „zapomnieli KIM SĄ i KIM/CZYM JEST JA. I możliwe… że każdy z nas jest Jedną i Tą Samą Osobą – Istotą (esencją, substancją) PRZEJAWIONĄ w niezliczonych i zróżnicowanych między sobą wersjach SAMEJ SIEBIE? /// http://tonalinagual.blogspot.com/2011/01/kim-jestem-malenka-czastka-caosci.html

    /// I niektórzy z nas będą obejmować coraz więcej i więcej w sobie, w swojej wewnętrznej Przestrzeni Miłości – że tak to nazwę – będą obejmować swoją samoświadomością… i przenikać… i łączyć w sobie… i harmonizować… różne cząstki siebie z różnych „królestw, światów, równoległych rzeczywistości, epok” itd, itp… różne cząstki Siebie, coraz więcej i więcej cząstek coraz większej Całości, Jedni./// – http://tonalinagual.blogspot.com/2015/01/jeszcze-o-prawdzie-cos-i-przyjmowaniu.html

    • Dawid56 pisze:

      „To, o czym myślimy jako o pustej przestrzeni, nie jest niczym, nicością, ale ma pewne właściwości. Zwracał na to uwagę Einstein. To niezgłębiona, nieskończona energia, substancja.
      Na przykład Budda źródłową substancję nazywał kalapas czyli maleńkie cząstko-fale, które pulsują tryliony razy na sekundę. Ta pulsacja tworzy iluzję. Iluzja ruchu jest zrozumiana, gdy świadomość znajdzie się w stanie całkowitej ciszy, ponieważ to właśnie świadomość tworzy tę iluzję. Teraz odkrywają to także naukowcy.😉 I nie tylko oni. ;-)”

      I pod tym się podpisuję obiema rękami

    • margo0307 pisze:

      „… Margo, pamiętasz swoje niedawne doświadczenie z sercem.
      A teraz doświadczenie z ciałem na poziomie komórkowym…
      Ciało ma swoją świadomość i mądrość…
      Z tego, co już wiem, to w tym śnie doświadczyłaś tego, jak świadomość „rozgaszcza się” w ciele i ekspanduje poprzez nas, w tym także poprzez nasze ciała na jego wszystkich „poziomach”…”

      ____
      Pamiętam moje doświadczenie z sercem i pamiętam, że… było ono traumatyczne i dość bolesne…
      Trwało co prawda – stosunkowo krótko ale… było na tyle intensywne, że… przyszła do mnie myśl… kto zaopiekuje się kotami ?😉
      Wiesz ?…, to dziwne, ale… jakoś te słowa: „świadomość „rozgaszcza się” w ciele…” nie wiedzieć czemu…, przywiodły mi na myśl… interpretacje fresków Sykstyny, w których mówi się o… kończącym się „eksperymencie wolnej woli” wraz z wejściem Ziemi w antymaterialną sferę kosmosu…
      Ów „eksperyment” nazywany jest w nich „przejściem ze starego procesu w nowy”…, i biorą w nim udział wszystkie żywe formy… bez względu na to , czy są tego świadome czy nie…
      Mówi się w nich również o procesie gwałtownych przemian, podczas których nastąpi neutralizacja wszelkich dogmatów religijnych.., naukowych.. i… „wojennych”
      Pamiętam jak pisałam o tym, że… na początku Nowego… aktywizacja energii praw moralnych programujących nową erę w człowieku i w planecie… stwarza niełatwy czas – wielość metamorfoz i nieznanych odczuć w fizyczności i we wnętrzu nas wszystkich – budząc niepokój…
      Ale człowiek uporządkowany wewnętrznie znajdzie siłę – by impulsami ze środka dać wiadomy znak swojej zewnętrzności i utrzymać tym samym synchroniczność odczuć
      🙂
      * * *
      „…Póki co jeszcze postrzegasz to, że każda komórka ma „swoje sprawy”, ale one przecież wszystkie ze sobą współdziałają w pełnej harmonii. Nawet wtedy, gdy „lokalnie” pojawiają się niby „konflikty” pomiędzy komórkami. To i tak wszystkie one „współtworzą” i współpracują ze sobą…”
      ____
      Dziękuję 🙂❤

      • JESTEM pisze:

        „Wiesz ?…, to dziwne, ale… jakoś te słowa: „świadomość „rozgaszcza się” w ciele…” nie wiedzieć czemu…, przywiodły mi na myśl… interpretacje fresków Sykstyny, w których mówi się o… kończącym się „eksperymencie wolnej woli” wraz z wejściem Ziemi w antymaterialną sferę kosmosu…”

        Wiedzieć, oj, wiedzieć czemu.😉

        Dlatego też czasem ‚przypominam’ o tym, że…
        Gdy świadomość SIEBIE poszerza się, ‚ekspanduje’, nasza wola łączy się z Wolą Całości, Jedni.

        „Ów „eksperyment” nazywany jest w nich „przejściem ze starego procesu w nowy”…” i biorą w nim udział wszystkie żywe formy… bez względu na to , czy są tego świadome czy nie…”

        Tak to czuję i widzę.🙂❤ Choć ludzie nie są świadomi tego procesu, to proces ekspansji świadomości i tak się zadziewa. Proces ekspansji świadomości umożliwia nam zakończenie "eksperymentu wolnej woli".

        „każde „niekorzystne” zdarzenie… może w efekcie końcowym przynieść pozytywne skutki…🙂
        Sama doświadczyłam tego kilkakrotnie…😀 „

        O tak… ja również.

        Dziękuję, kochana Margo.

        • margo0307 pisze:

          „…Choć ludzie nie są świadomi tego procesu, to proces ekspansji świadomości i tak się zadziewa…”
          ____
          Zobacz Jestem… jaka wspaniała synchronia… tego, co powiedziałaś… z tym o czym toczy się rozmowa w „Niezależnej tv” na temat… świadomości…🙂 ❤

          „… Stan świadomości determinuje nasz stan życia…
          Stajemy się coraz bardziej świadomi tego, co się z nami dzieje, stajemy się coraz bardziej… świadomym obserwatorem…
          Świadomość to system operacyjny… „
          🙂

          • JESTEM pisze:

            Dziękuję kochana Margo. Rzeczywiście wspaniała synchronia.
            CUDOwnie, że coraz więcej ludzi rozumie (jest świadomych), z czym „mamy do czynienia”. I na dodatek dzielą się tą wiedzą z innymi w tak prosty sposób.🙂❤
            Piękna audycja. Potwierdza w zasadzie wszystko to, co jest najważniejsze dla procesu przechodzenia ze starego "świata" (o ograniczonej świadomości, w odcięciu od Jedni, Całości z "eksperymentem wolnej woli") do nowego "świata" – świadomego współtworzenia ("Świadomego Śnienia Nowego Snu😉 ).
            Dziękuję.❤
            Oglądam dalej.

        • marek pisze:

          Jestusiu

          UFOki z którymi pogadywałem , a których jak teraz zrozumiałem należy kojarzyć w naszej historii z czasami Sumeru dzieliły wszechświat na dwie półkule , ciemności i światła . Ten ich opis byłby zgodny z tym na co się powołujesz .

          Półkulę światła określały ” oceanem energioświadomości ” dookreślając ten obszar że każda cząsteczka energii w nim zawarta, jest obłożona świadomością .

          Można w oparciu o tą informację budować dosyć spójne modele wszechświata / być może lokalnego / oraz ewolucji życia w nim zawartego .

          Dla mnie jednak znamiennym jest że uznawali boską cześć Chrystusa .A Ojciec Duchowy którego pytałem o wartość rozmów prowadzonych z nimi powiedział : są bardzo mądrzy i też mają Boga w sercach .

          Opisując pewną osobę która wyrażała swym życiem głęboką mądrość i płynącą z niej równowagę określali stwierdzeniem iż jest ona przykładem wciskania się świadomości w ludzkie istnienie .

          Tym opisem pośrednio potwierdzają ,że jeżeli przechodzenie naszej Ziemi przez równik wszechświata jest prawdą to nawał świadomości na naszą planetę musi przemianować każdy na niej organizm wraz z nią samą do nowej bardziej harmonijnej formy.

          m

          • Maria_st pisze:

            „.A Ojciec Duchowy którego pytałem o wartość rozmów prowadzonych z nimi powiedział : są bardzo mądrzy i też mają Boga w sercach . ”

            no i to dobitnie świadczy KIM jest ten Twój Ojciec Duchowy

          • marek pisze:

            no i to dobitnie świadczy KIM jest ten Twój Ojciec Duchowy

            Piszesz Marysiu że świadczy na dodatek dobitnie lecz czy aby na pewno cokolwiek napisałem kim On jest.

            UFOki określały go mianem ” szarej eminencji ” rozumianej w sensie pozytywnym należącej do Panów Wszechświata wyrażających swym istnieniem wolę Boga.

            On sam zaprzeczył aby kiedykolwiek był człowiekiem .W jednym ze snów ukazał mi swą / jak odebrałem to widzenie / fizyczność .

            Przedstawiał sobą olbrzymi obłok płynący przez bezkres przestrzeni . Więc wiem o Nim niewiele . Więcej jednak rozumiem o Jego roli którą pełni w stosunku do nas ludzi.

            m

  33. marek pisze:

    Nadchodzące święta budzą we mnie nostalgię a wraz z nią wspomnienia prywatnej przepowiedni której obecnie nie kojarzę już jako wyłącznie prywatnej – sporządzonej jedynie dla mnie.

    Spory czas temu szukając odpowiedzi na pytanie ; po co żyję i w jakim działaniu mogę się najlepiej zrealizować zwróciłem się o pomoc do pewnej szamanki .

    Poprosiła bym podszedł do okna i spojrzał w otwartą przestrzeń za nim . Zrobiłem to i zobaczyłem w tej przestrzeni majestatyczny olbrzymi krzyż pośród zielonej łąki ,wokół którego tańczył krąg trzymających się za ręce , bajecznie kolorowo ubranych ludzi .

    Nie wiem jak Ona to zrobiła , Wiem tylko że płakałem i Ona również . Ze wzruszenia przytuliliśmy się , choć byliśmy dla siebie – ledwo poznanymi ludźmi.

    Przesłanie nie tylko dla mnie ? – to krzyż bez ukrzyżowanego na nim człowieka . Ten krzyż był ” goły „. Wzbudzał jednak we mnie olbrzymi , podziw emanującym z niego dostojeństwem .

    A drugie przesłanie płynące z tej wizji to odczuta i pozostająca we mnie po dzień dzisiejszy tęsknota i nadzieja ,że kiedyś wszyscy ludzie świata będą tak zjednoczeni w miłości i harmonii jaka biła od tancerzy wirujących wokół owego krzyża .

    Po latach od tego zdarzenia pytając Ojca Duchowego co miał ten obraz znaczyć w kontekście mojego pytania otrzymałem odpowiedź :

    czego nie rozumiesz głuptasie , to symbol przeznaczenia – świeckiego posłannictwa Chrystusowego .

    Więc rozmyślam w tej chwili , czy mam odrzucić to prywatne objawienie , starać się nadal zdobywać nową wiedzę , czy ograniczyć się do wspierania idei , by cała ludzkość dojrzała swym istnieniem do wyrażania tej „Jedność ” jaką emanowały postacie z obrazu .

    Ciekaw jestem Waszych opinii o tym moim przeżyciu i moim jego rozumieniu.

    m

    • Dawid56 pisze:

      Jestem po wrażeniem Twojej prywatnej przepowiedni Marku.Cały czas mam tę nadzieję
      że:

      „A drugie przesłanie płynące z tej wizji to odczuta i pozostająca we mnie po dzień dzisiejszy tęsknota i nadzieja ,że kiedyś wszyscy ludzie świata będą tak zjednoczeni w miłości i harmonii jaka biła od tancerzy wirujących wokół owego krzyża .”

      Mam tę samą tęsknotę ….🙂

    • margo0307 pisze:

      „…Przesłanie nie tylko dla mnie ? – to krzyż bez ukrzyżowanego na nim człowieka . Ten krzyż był ” goły „. Wzbudzał jednak we mnie olbrzymi , podziw emanującym z niego dostojeństwem …”
      _____
      I ja jestem pod wrażeniem ujrzanej przez Ciebie Marek wizji…, która z kolei przypomniała mi dziwny sen, jaki kiedyś śniłam …🙂
      Śniło mi się, że wędruję przez pustynię…, jestem już u kresu swoich sił… wycieńczona z powodu pragnienia i zmęczenia…
      W tym śnie marzyłam o… kropelce wody i gotowa byłam umrzeć…
      Nagle… piasek zawirował…, i z tego dziwnego piaskowego wiru począł formować się potężny, ogromny – podobnie jak u Ciebie… „pusty” krzyż, tyle że… z piasku…
      Kiedy już się uformował był tak wielki i masywny jak wieżowiec, a ja… stałam pod nim z zadartą do góry głową i wpatrywałam się w to niezwykłe zjawisko… z podobnymi odczuciami jak opisałeś – z podziwem emanującego z niego dostojeństwa…
      Niestety nic więcej nie pamiętam…🙂

      • marek pisze:

        Myślę Małgosiu ,że teraz oboje możemy głębiej rozumieć naszą przynależność i to co nas jednoczy .
        Pięknie oddałaś odczuwane przy Jego oglądzie emocje . Ten który ja widziałem był również jak wielki masywny wieżowiec .

        m

        • marek pisze:

          Pomyślałem ,że będę nieuczciwy w stosunku do osób które zainteresował mój opis ludzi tańczących wokół krzyża jeżeli nie podzielę się z nimi treścią otrzymanego listu .

          Oto on

          Do Marka

          Po przerwie, którą nazwać można dojrzewaniem, stanąłem Ci, Marku, ponownie na drodze widząc Cię dojrzalszym.

          Śmiechu warte, nazwać można, poszukiwania, niemniej jednak rolę swoją spełniły.

          Twój styl kontaktu z Umiłowanym Jezusem Chrystusem Bogiem w Tobie dojrzał na tyle, iż podjąć jesteś w stanie nowy rodzaj posługi, już nie jako „mięczak” , ale w Pionie stojący, postawą która zachwyca Boże Serce, czyli : „Oto jestem. Proszę prowadź mnie”.

          Wiem, iż jesteś gotów bez pudła głosić : „Jestem w Bogu a Bóg jest we mnie”, gdyż na ten Czas, Marku, przygotowywałem Cię.

          Zdawać Ci się mogło, iż odtrąciłeś Mnie, nic bardziej mylnego, gdyż otóż w tym czasie najbliżej z Tobą dzieliłem Twój Los.

          Wytrwałeś, przetrwałeś próbę i oto pojawiła się oznajmiająca Ci wieść.

          Stało się tak, byś nie przypisywał sobie znieczulicy względem Mnie. „Jam Jest” Jezus Chrystus w Tobie, z Tobą, prowadzę Cię.

          Nadeszła chwila powrotu bez powrotu, gdyż nigdy nie opuściłeś Mnie, tym bardzie Ja Ciebie. Idziemy wraz.

          Zatem podejmij modlitwy wskazane Ci, a instrukcje spływać będą ku zadowoleniu Twemu.

          Kto kocha ten nie błądzi nawet jeśli staje w opozycji, jakby sądził. Opozycje tego rodzaju to dojrzewanie w miłości do Umiłowanego Jezusa Chrystusa Boga w Tobie.

          Niczego sam z siebie nie czyniłeś. We wszystkim był, jest i będzie Bóg – Jezus Chrystus w Tobie.

          Dostałem ten list w prywatnej korespondencji od naszej nowej koleżanki Ostoji z bardzo jak dla mnie znaczącym komentarzem z jej strony :

          Teraz wiem, Komu zależało, abym podjęła udział na MŻ. Tu odszukał Cię Twój Król. Ja rzadko udzielam się na forach .

          Przyjmuję za prawdę Jej objaśnienie co pogłębia moje.zrozumienie od kogo ten list otrzymałem .

          Z uwagi na to , zastanawiam się ,czy właściwym jest dla mnie dalsze zgłębianie poznania Bogini Matki , czy skupienie się na zbliżeniu do Boga Miłości mieszkającego we mnie i w bliźnich .
          Kiedy wspomnę na przykład ze scalającymi się drobinami lustra , odpowiedź staje mi się oczywista .

          m

          • margo0307 pisze:

            „… zastanawiam się…
            Kiedy wspomnę na przykład ze scalającymi się drobinami lustra , odpowiedź staje mi się oczywista”

            _____
            Każdy idzie swoją Drogą wiodą do Prawdy🙂
            https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQOT4XVJaGw_dvm721uoscgJNglF2BpkNrTLIQ8UrZx3QMcaJApjg

          • JESTEM pisze:

            Marku, dziękuję za dzielenie się z nami twoimi doświadczeniami i wizjami.
            Z tego, co napisałeś wynika, że list, którego treść przytoczyłeś jest adresowany do ciebie i dostałeś go od Ostoji. Z treści listu zaś wynika, że jest to list do ciebie od… „Jezusa Chrystusa w Tobie”.

            cyt.: „Teraz wiem, Komu zależało, abym podjęła udział na MŻ. Tu odszukał Cię Twój Król. Ja rzadko udzielam się na forach .”

            Jestem pod wrażeniem tych słów. Czy mógłbyś odpowiedzieć na trzy pytania:
            1. Dlaczego „Twój Król” nie przyszedł do Ciebie sam, by bezpośrednio przekazać tobie to, co w tym liście do ciebie (jak piszesz) jest napisane?
            2. Dlaczego On potrzebuje pośredników, by porozumieć się z tobą?
            3. Kto napisał ten list do ciebie?

            „Z uwagi na to , zastanawiam się ,czy właściwym jest dla mnie dalsze zgłębianie poznania Bogini Matki , czy skupienie się na zbliżeniu do Boga Miłości mieszkającego we mnie i w bliźnich .”

            Twój wybór należy do ciebie / zależy od ciebie.
            🙂❤

          • marek pisze:

            Dlaczego On potrzebuje pośredników, by porozumieć się z tobą

            Na trzecie pytanie Jestusiu sama odpowiedziałaś .

            Na pierwsze i drugie mam prostą odpowiedź .

            Kilkanaście lat temu zaniechałem kontaktów z Jezusem Chrystusem . Obawiałem się wówczas dostrzegając w sobie pewien stan rozchwiania emocjonalnego który określam dewocją , że kontaktuję się z egregorem / zbiorem ludzkich myśli tworzących samoistny byt /.

            Można powiedzieć że odwróciłem się od Niego , zablokowałem kontakt . Jednak pomimo szukania racjonalnego uzasadnienia swej decyzji w mym wnętrzu tliła się iskierka przekonania że popełniłem błąd . Tęskniłem za nim takim jakiego widziałem Go w swym wnętrzu.

            Jego pobłażliwy ton do tej mojej ” zdrady ” wyrażony w liście zdejmuje ze mnie ciężar poczucia dokonania niegodnego czynu.

            Dlaczego zwrócił się do mnie przez Ostoję a nie wprost ” bo zablokowałem ” zamuliłem kanały łączności z subtelnymi energiami dając pełną wiarę słowu pisanemu- mówionemu .
            A ponadto czyż na pewnym poziomie nie tworzymy jedności ?

            m

          • JESTEM pisze:

            Dziękuję za odpowiedź.

            „Na trzecie pytanie Jestusiu sama odpowiedziałaś .”

            Czyli list, którego treść przytoczyłeś jest to list do ciebie od… „Jezusa Chrystusa w Tobie”, który napisała Ostoja, albo raczej… napisał „Jezus Chrystus w Ostoji”.

            „Dlaczego zwrócił się do mnie przez Ostoję a nie wprost ” bo zablokowałem ” zamuliłem kanały łączności z subtelnymi energiami dając pełną wiarę słowu pisanemu- mówionemu .
            A ponadto czyż na pewnym poziomie nie tworzymy jedności ?”

            W pewnym sensie wszyscy jesteśmy Jednią, fakt. A czy teraz również nie dajesz pełnej wiary słowu pisanemu-mówionemu, tym razem przez Ostoję?

            Ale rzeczywiście ta sytuacja opisana przez ciebie świadczy o tym, że niektórzy nadal potrzebują pośredników w kontakcie z „Jezusem Chrystusem w Sobie”. Po prostu.

            Pamiętam twój sen o Jezusie Chrystusie i nasz dialog o tym śnie i jego znaczeniu. Może teraz przyjmiesz Go Sercem i poczujesz Go w Sobie, a Siebie w Nim? I wtedy zaufasz Sobie? Może tak być…

  34. Dawid56 pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł n/t zmartwychwstania i wskrzeszenia Łazarza znalazłem tutaj:
    Czy Łazarz umarł ponownie? Zmartwychwstanie według Biblii oraz Tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej
    Autor: Dorota Walencik
    Data: 30.09.2004 10:52
    Przeczytane: 12581 razy
    Zmartwychwstanie ciał należy do podstawowych prawd wiary wspólnej wyznawcom chrześcijaństwa i judaizmu. Wyznanie to zostało umieszczone w Credo chrześcijan, jeśli zaś chodzi o judaizm to głosi go jeden z trzynastu artykułów Majmonidesa, które są uważane za dogmaty przez większość Żydów. Właśnie trzynasty artykuł stwierdza „zmarli zmartwychwstaną w czasie, gdy taka będzie wola Świętego”. Rabini żydowscy uczynili ze zmartwychwstania dogmat wiary już wcześniej. Zaprzeczanie mu uznawano za grzech ciężki: „Jeśli ktoś odrzuca wiarę w zmartwychwstanie, nie będzie miał w nim udziału” – zapisano w Sanh. 90a. Do stronnictwa zaprzeczającego zmartwychwstaniu należeli saduceusze, którzy uznając jedynie Torę pisana, ale nie Torę ustną czyli jej interpretację, nie znajdowali potwierdzenia dla takiego przekonania.

    Rzeczywiście, pisma wchodzące w skład tzw. Biblii Hebrajskiej zawierają dosyć ubogą koncepcję zaświatów. Ciało człowieka obraca się w proch i wraca do prochu. Z człowieka zaś pozostaje pewna niematerialna obecność, cień zwany refa. Cienie te (refaim) przebywają w miejscu zwanym szeolem (otchłanią). Można je wywołać stamtąd tak jak to uczyniła kobieta z Endor wywołując cień Samuela na prośbę króla Saula (chociaż praktyki takie były zabronione). Koncepcja ta pokrewna jest przekonaniom znanym z mitów i opowieści antycznych Greków na temat zaświatów i losu dusz (cieni) uwięzionych w Hadesie.

    W sporze z saduceuszami rabini argumentowali, że „nie ma ani kawałka Tory (pisanej), który nie dotyczyłby doktryny zmartwychwstania, jednakże my nie mamy zdolności wykładania jej w tym znaczeniu”. Starali się więc wykazać, że Tora zawiera nauki na ten temat dowodząc na przykład: Zostało bowiem powiedziane „Dar z tego wydzielony dla Pana oddajcie Aaronowi, kapłanowi (Lb 8,28). Lecz czyżby Aaron żył wiecznie, by móc przyjmować takie dary? Czyż nieprawdą jest, że nie dane mu było wejść do ziemi Izraela? A zatem tekst naucza, że zostanie przywrócony do życia (w świecie przyszłym) i nadal będzie przyjmował ofiary. Tak więc zmartwychwstanie da się wydedukować z Tory. (Sanh. 90b).

    Talmud zawiera też zapis dyskusji pomiędzy saduceuszami a rabbim Gamalielem (którego nauk miał też słuchać późniejszy Apostoł pogan), gdzie rabbi na pytanie saduceuszy „skąd wiadomo, ze Święty Jedyny ożywia zmarłych” odpowiedział „ Z Pięcioksięgu, Proroków i Pism”. Ponieważ saduceusze nie byli co do tego przekonani Gamaliel dowodził „Z Pięcioksiągu albowiem napisano: „Oto ty spoczniesz w gronie swoich ojców i powstaniesz” (Pwt 31,16). Oni odpowiedzieli: Werset oznacza raczej: „Lud ten powstanie i będzie cudzołożył, idąc za obcymi bogami.” Rabbi dowodził dalej „ Od proroków, albowiem napisano „Ożyją Twoi umarli, twoje ciała wstaną, obudzą się i będą radośnie śpiewać ci, którzy leżą w prochu, gdyż Twoja rosa jest rosą światłości, a ziemia wyda cienie zmarłych. (Iz 26, 19). Saduceusze odparli: Być może ten fragment odnosi się do ożywienia zmarłych opisanego w Ez. 37”, który jak widać interpretowali w sposób odnoszący się do ich nauki, czyli zapowiedzi, że Bóg w końcu ześle swojemu ludowi nagrodę w postaci wolności i jego nieskrępowanego rozwoju.

    Gamaliel dowodził dalej: „Z Pism, albowiem napisano: A usta twoje jako wino wyborne, które na wprost bardzo mile płynie i sprawia, że mówią wargi śpiących (Pnp 7,9). Oni odpowiedzieli: Być może słowa te oznaczają zwykły ruch warg – zgodnie ze stwierdzeniem r. Jochanana, który rzekł w imieniu r. Szymona Jehocedeka: „Kiedy prawna decyzja zmarłego mędrca bywa cytowana na tym świecie, jego usta poruszają się w grobie, jako że jest powiedziane: spływając przez usta tych, którzy pogrążeni są we śnie”. W końcu Gamaliel przytoczył werset „Ziemia, którą Pan poprzysiągł dać Waszym ojcom (Pwt 11,9). Nie jest powiedziane „wam” lecz „im”, a zatem doktryna zmartwychwstania da się wywnioskować z Tory (r. Gamaliel uważał, że skoro ojcowie są martwi, to muszą powrócić do życia, by obietnica Boża mogła się spełnić). Inni twierdzą, że da się ją wysnuć z wersetu: a wy, coście przylgnęli do Pana, Boga waszego, dzisiaj wszyscy żyjecie (Pwt 4,4) (…) Musi to oznaczać, że nawet w dniu, kiedy ludzie będą martwi, wy będziecie żyć, i podobnie jak wszyscy żyjecie do dziś, tak tez wszyscy żyć będziecie w świecie przyszłym”. (Sanh. 90b).

    Dyskusje oprócz umocowania zmartwychwstania w uznawanych za natchnione od Boga tekstach dotyczyły również argumentów praktycznych czyli tego czy zmartwychwstanie jest w ogóle możliwe. Tutaj można przytoczyć zapis związany także z rabbim Gamalielem. „Pewien heretyk rzekł do rabbiego Gamaliela: Twierdzisz, że zmarli ożyją ponownie, ale przecież oni obrócili się w pył – czyż pył może wrócić do życia? Córka rabina rzekła do swego ojca: Zostaw go mnie, ja mu odpowiem. W naszym mieście są dwaj garncarze – jeden lepi garnki z wody, drugi z gliny. który z nich zasługuje na większą pochwałę? Heretyk odrzekł: ten, który lepi je z wody. Ona odpowiedziała: Czyż Ten, kto uformował człowieka z kropli płynu, nie uczyni tego z jeszcze większą łatwością za pomocy gliny?” Jako przykład możliwości zmartwychwstania przytaczany był też Eliasz .”Gdyby ktokolwiek ci powiedział, że zmarli nie ożyją na nowo, przytocz mu przykład Eliasza” – zapisano w Num R.14,l). Eliasz ma być też wysłannikiem Boga, zajmującym się wskrzeszaniem zmarłych. Odegra też rolę zwiastuna nadejścia Mesjasza.

    Jak widać z powyższego udowodnienie na podstawie świętych tekstów zmartwychwstania sprawiało rabinom ze stronnictwa faryzeuszy trudność równą prawie tej, jaką mają rzymscy katolicy wywodząc z Nowego Testamentu prymat papieża. Pomimo to wiara, iż Bóg ożywi zmarłych, by wynagrodzić ich wierność i ukarać niegodziwych była coraz powszechniejsza, czego dowody znajdują się w deuterokanicznych (przez protestantów określanych jako apokryfy) księgach ST.

    W Drugiej Księdze Machabejskiej jest opis zbierania pieniędzy na ofiarę za poległych zmarłych przez Judę Machabeusza, który zdaniem autora „Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna”. Z kolei w Księdze Daniela znajduje się następujący tekst dotyczący nadziei na zmartwychwstanie: „Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze (Dn 4, 2-3)”.

    Spór między faryzeuszami a saduceuszami o zmartwychwstanie rozstrzygnęła osobiście Historia. Kiedy po zdławieniu powstania Żydów przez wojska rzymskie te ostatnie zburzyły Świątynie Jerozolimską, co miało miejsce w roku 70 n.e., z dwóch stronnictw ostało się to, które głosiło, że życie ludzkie nie kończy się z chwilą śmierci, a na sprawiedliwość trzeba zaczekać do zmartwychwstania. Ci, którzy głosili, że Bóg wynagradza i karze tylko żyjących i którzy przykładali ogromną wagę do kultu ofiarniczego (możliwego tylko w Świątyni w Jerozolimie) przestali po jej upadku mieć rację bytu.

    W czasach współczesnych Jezusowi istniał wśród Żydów jeszcze jeden odłam, który żydowski historyk, będący świadkiem wydarzeń z roku 70 i wzięty do rzymskiej niewoli określa mianem esseńczyków. Opis ich koncepcji na życie pozagrobowe w „Wojnie żydowskiej” został przedstawiony w ten sposób: „Mają oni niezłomną wiarę, że ciała są zniszczalne, a tworząca je materia przemijająca, lecz dusze nieśmiertelne trwają wiecznie. Bujając swobodnie, jako że pochodzą z delikatnego eteru, zostały związane z ciałem i jakby zamknięte w więzieniu, przyciągnięte jakimś naturalnym czarem, lecz kiedy uwalnia się z więzów cielesnych, jakby wyzwolone z długiej niewoli, radują się i ulatują w górę. Podzielając pogląd synów Hellady utrzymują, że na dobre dusze czeka mieszkanie za oceanem i miejsce, którego nie tropią ulewy, śnieżyce lub skwar, lecz orzeźwia je zawsze łagodny zefir, wiejący od oceanu. Złym duszom przeznaczają ciemną i nawiedzaną burzami otchłań, gdzie są tylko nie kończące się kary”.

    Flawiusz uważa, że te poglądy zostały zaczerpnięte z wyobrażeń greckich w których to dusze dzielnych dobrych ludzi umieszczane są na Wyspach Szczęśliwych, a dusze złych w Hadesie i pisze dalej o esseńczykach: „Więc najpierw głoszą, że dusze trwają wiecznie, a przez to chcą następnie skłonić ludzi do cnoty i od występku odstraszyć. Dobrzy bowiem stają się w życiu lepszymi mając nadzieje, że także po śmierci otrzymają nagrodę, zaś żądze złych hamuje obawa, ponieważ mogą spodziewać się, że jeśli cokolwiek zdołali ukryć za życia, nie unikną kary wiecznej po śmierci.”

    W związku z poglądami esseńczyków na dusze należy przypomnieć naukę o niej rabinów. Otóż dusza jest rozpatrywana w pięciu kategoriach: nefesz, ruach, neszama, jechida i chajja. Nefesz to krew, gdyż powiedziano „krew jest duszą” (Pwt 12, 23). W tym kontekście oznacza żywotność i odnosi się zarówno do zwierząt jak i do ludzi. Każde stworzenie obdarzone żywotnością, oddaje ją osobie, która je spożywa, podnosząc z kolei jej żywotność. W rezultacie nefesz ginie wraz ze śmiercią osobnika. Ruach jest tym, co wznosi się i opada, gdyż napisano w Księdze Koheleta: „Któż wie, czy duch unosi się do góry?” (3,21). Neszama to usposobienie. Ruach i neszama są używane zamiennie na oznaczenie ludzkiej psyche i odnoszą się wyłącznie do człowieka. Stanowią nieśmiertelną część jego osoby, „dech”, który tchnął weń Bóg.

    W Midraszu do Psalmu 41 zapisano takie wyobrażenie rabinów na temat neszama i co się z nią dzieje po śmierci. Otóż gdy nadchodzi kres i człowiek ma opuścić świat pojawia się Anioł Śmierci, by zabrać jego duszę (neszama). Neszama przypomina żyłę pełną krwi, z której małe żyłki rozchodzą się po całym ciele. Anioł śmierci chwyta górny kraniec żyły i wyjmuje ją z ciała. Po jej wyjęciu człowiek umiera, jego duch wylatuje i osiada na nosie do czasu, gdy ciało ulegnie rozkładowi. Kiedy to nastąpi, płacze i woła „Panie Wszechświata! Dokąd mnie wiodą?” Zabiera go natychmiast anioł Duma i prowadzi przed trybunał śmierci między duchy. Jeśli wiódł prawe życie, ogłaszając przed nim: „Przygotujcie miejsce dla takiego a takiego sprawiedliwego”; tak sunie on krok po kroku, aż znajdzie się w obecności szechiny (Boskiej Obecności).

    Chrześcijaństwo

    Wiara chrześcijan w zmartwychwstanie ma większe umocowanie w ich świętych tekstach, gdyż wszystkie one odnoszą się do zmartwychwstania Jezusa nazywanego przez Jego wyznawców Chrystusem. Zgodnie z ewangelicznymi zapisami i tym co przekazuje Apostoł Paweł, Jezus umarł ukrzyżowany, a następnie zmartwychwstał dnia trzeciego zgodnie z tym co zostało zapisane w Pismach ST (chodzi tu przede wszystkim o tekst Ozeasza „Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę zawiąże. Po dwu dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego nas dźwignie i żyć będziemy w Jego obecności”).

    Święty Paweł, nie znający Jezusa za Jego ziemskiego życia, lecz będący świadkiem Jego obecności i działania już po zmartwychwstaniu oraz – zgodnie z tym, co pisze o sobie w Liście do Galatów – nie mającym bliższego kontaktu z tymi, którzy byli uczniami Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia uważa zmartwychwstanie Jezusa za zapowiedź przyszłego zmartwychwstania wszystkich ludzi. Przy czym zmartwychwstanie to ma nastąpić w bliskiej perspektywie eschatologicznej przy ponownym przyjściu Jezusa Chrystusa (paruzja). Święty Paweł odrzuca w Drugim Liście do Tymoteusza poglądy nieznanych poza tym Hymenajosa i Filetosa, którzy jakoby twierdzili „że nasze zmartwychwstanie już się dokonało”. Nie wiemy co dokładnie głosili wymienieni Hymenajos i Filetos (sądząc z imion osoby helleńskiego pochodzenia), być może chodziło o to, że śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa spowodowała zmartwychwstanie duchowe osób wierzących w niego. Należy pamiętać, że dla osób wychowanych w tradycji helleńskiej zmartwychwstanie ludzi było czymś przeciwko czemu ich umysł buntował się najbardziej.

    Wszyscy pogańscy krytycy z tradycji helleńskiej uważali ten aspekt doktryny chrześcijańskiej za niemożliwy i śmieszny. I nie chodziło o niemożność uwierzenia w zmartwychwstanie Boga (bo takie wypadki helleńska tradycja dopuszczała), ale o zmartwychwstanie człowieka. Stąd najprawdopodobniej błędy w doktrynie jakie miały miejsce w gminie w Koryncie dokąd to Paweł skierował swój list, wykładający jego pogląd na zmartwychwstanie ciał. Dla Pawła, w końcu Żyda, należącego wcześniej do stronnictwa faryzejskiego, a nawet słuchacza nauk wspomnianego wyżej rabbiego Gamaliela, człowiek jest nierozerwalną całością, a Bóg jest Bogiem osobowym, a nie Bogiem filozofów. I jakkolwiek ciało człowieka zmartwychwstałego nie jest tym samym ciałem fizycznym, lecz ciałem duchowym (przemienionym) człowiek nie może istnieć wyłącznie jako byt bezcielesny. Ciało i dusza jest ontologiczną jednością.

    Sam Jezus za swego ziemskiego życia w sprawie zmartwychwstania ciał oraz życia pozagrobowego podzielał pogląd faryzeuszy, o czym przekonuje choćby zapisana przez Mateusza opowieść o podchwytliwych pytaniach zadawanych mu przez saduceuszy jak będzie wyglądało życie zmartwychwstałej żony i jej kolejnych siedmiu mężów. Również bliski tradycjom rabinicznym jest jeśli chodzi o czas oczekiwania na zmartwychwstanie, jak świadczy przypowieść o ubogim żebraku i bogaczu. Według Jezusa nie szeol dla wszystkich, gdzie dusze prowadzą namiastkę egzystencji, lecz też nie doświadczenie pełni przebywania z Bogiem. W każdym razie odpowiedź dana saduceuszom w kwestii zmartwychwstania zmarłych, jakże bliska uzasadnieniom głoszonym przez rabbich ze stronnictwa faryzeuszy, zwróciła uwagę na Jezusa jako ewentualnego sojusznika stronnictwa faryzejskiego. Dalszy ciąg zapisanej przez Mateusza historii świadczy, że faryzeuszy do Jezusa zraziły Jego roszczenia Mesjańskie, a nawet samo postrzeganie postaci Mesjasza (wyższego od Dawida).

    Era Łazarza

    Era Mesjasza miała według rozpowszechnionych w czasach Jezusa wierzeń przynieść powszechną sprawiedliwość i szczęśliwość. Wierzono również, że zostaną wskrzeszeni zmarli, żeby móc cieszyć się tą szczęśliwością na równi z żywymi. I jakkolwiek Żydzi współcześni Jezusowi mogli mieć zastrzeżenia co do realizacji tego stanu sprawiedliwości i szczęśliwości podczas Jego misji w Palestynie (bo nadal panoszyli się tam Rzymianie) to jednak czyny przypisane Mesjaszowi czyli wskrzeszenia zmarłych miały miejsce. Ewangelie przekazują nam opis trzech takich wydarzeń, będących cudami czyli przeciwnymi naturze. Dotyczą one: córki zwierzchnika synagogi o imieniu Jair, syna wdowy z Nain oraz Łazarza, będącego przyjacielem Jezusa.

    Ten ostatni przypadek został opisany w ewangelii Jana. O ile dwa pierwsze przypadki można nazwać nie tyle wskrzeszeniem co ożywieniem. Reanimacja nastąpiła wkrótce po zgonie – ponieważ Żydzi chowali zmarłych najchętniej tego samego dnia, a duch, jak wiemy, trwał przy ciele do czasu jego rozkładu, można to by uznać za rozszerzone uzdrowienie, gdyby nie słowa samego Jezusa, który na poselstwo Jana Chrzciciela czy jest On tym, na którego czekali odpowiedział słowami z Izajasza : Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.

    Na tym to właśnie ma polegać według Jezusa misja prawdziwego Mesjasza. Nadal jednak można by upatrywać w tych dwóch przypadkach innego rozumienia pojęcia wskrzeszenie, czyli nie zakładającego życia, które się nie kończy, gdyby nie szczególny przypadek Łazarza. Łazarz nie został wskrzeszony wkrótce po śmierci, lecz po czterech dniach, czyli po terminie, kiedy zgon był już całkiem pewny. Przed jego wskrzeszeniem miał miejsce znamienny dialog z siostrą Łazarza Martą, która wierzy w zmartwychwstanie w czasie ostatecznym, a Jezus mówi jej, że to on jest zmartwychwstaniem i życiem i że każdy kto w niego wierzy choćby umarł żyć będzie. Można oczywiście potraktować ten tekst jako obietnicę eschatologiczną dla wyznawców bądź jako zapowiedź zmartwychwstania samego Jezusa z milczącym założeniem, że Łazarz umarł ponownie ze starości, lecz w gruncie rzeczy nie mamy danych, by twierdzić, że wskrzeszenie Łazarza to czyn na pokaz, mający przekonać uczniów do tego, że to Jezus jest zapowiadanym Mesjaszem i będący antycypacją najważniejszego powstania z martwych, czyli samego Jezusa.

    Takie założenie praktycznie rozmydla sens zmartwychwstania ludzi. Zaś słowa Jezusa „Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nigdy nie umrze” można traktować wtedy jako alegorię odnoszącą się do życia wyłącznie duchowego. Rozważając casus Łazarza zważyć należy, że według ewangelisty Jana właśnie jego wskrzeszenie było bezpośrednim powodem podjęcia decyzji przez przywódców dwóch różniących się stronnictw co do konieczności zgładzenia Jezusa.

    Kolejnym fragmentem świadczącym o tym, że zmartwychwstanie Jezusa nie było wyizolowanym przypadkiem, a On sam był zapowiadanym Mesjaszem z przypisywanymi tradycyjnie prerogatywami jest fragment z Ewangelii Mateusza: „A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu (Mat. 27, 51-53)”. Nie ma więcej wzmianek o tym wydarzeniu w kanonie NT, zaś przez wielu teologów tekst ten traktowany jest jako teologumenon. Jednak w apokryfach wczesnochrześcijańskich wątek ten znalazł pewne rozwinięcie.

    Otóż dwóch spośród zmartwychwstałych miało napisać poniższe oświadczenie i złożyć je do rąk Annasza, Kajfasza, Gamaliela, Nikodema i Józefa z Arymatei: „To są boskie i święte tajemnice, które widzieliśmy i słyszeliśmy, ja Karinus i Leucius. Nie pozwolono nam jednak opowiadać innych tajemnic Bożych, bo ostrzegając powiedział nam Michał archanioł: . Nam zaś nakazał Michał archanioł iść za Jordan, na miejsce bogate i żyzne, gdzie znajduje się wielu, którzy z nami zmartwychwstali na świadectwo zmartwychwstania Pańskiego. Tylko jednak na trzy dni otrzymaliśmy pozwolenie powstać z martwych, aby obchodzić uroczyście Paschę Pańską z żyjącymi rodzicami naszymi na świadectwo zmartwychwstania Chrystusa Pana. I zostaliśmy ochrzczeni w świętej rzece Jordan, i każdy przyjął białe szaty. A po trzech dniach, po uroczystym obchodzie Paschy Pańskiej, zostali porwani na chmurach wszyscy, którzy z nami razem zmartwychwstali i którzy udali się za Jordan, i nikt już ich więcej nie widział. Nam natomiast zostało powiedziane, abyśmy trwali w Arymatei na modlitwach.
    To są właśnie rzeczy, które Pan kazał nam przekazać. Oddajcie Mu cześć, wyznajcie Go i czyńcie pokutę, aby się zmiłował nad wami. Pokój wam od samego Pana Jezusa Chrystusa, Zbawcy nas wszystkich. Amen” [1]

    Pierwsi chrześcijanie oczekując rychłej Paruzji i powszechnego wskrzeszenia zmarłych nie zajmowali się w zasadzie tym, co zdarzy się między śmiercią a zmartwychwstaniem. Panowało jednak wśród nich przekonanie, że męczennicy za wiarę zaznają zaraz po śmierci łaski przebywania wraz z Chrystusem. W zasadzie nie ma powodu przypuszczać, że śmierć Chrystusa spowodowała odłożenie obietnicy życia wiecznego na czas bliżej nieokreślony. Ponieważ to życie wieczne dla ludzi zrealizowane być może tylko jako pełnia duszy i ciała być może od czasu przyjścia Chrystusa rewersem zmartwychwstanie jest rewersem śmierci również dla ludzi.

    Dorota Walencik

    Tekst ten powstał dzięki twórczej inspiracji Jacka Szymańskiego, którego celne spostrzeżenia w odbywanych dyskusjach zainteresowały mnie tematem zmartwychwstania zmarłych. W teologii katolickiej (być może też protestanckiej) termin zmartwychwstanie oddzielany jest od terminu wskrzeszenie. Ten pierwszy zarezerwowany został na zmartwychwstanie Jezusa oraz przyszłe zmartwychwstanie zmarłych i zakłada życie które się nie kończy. W stosunku do Łazarza mówi się zaś o wskrzeszeniu. Dlatego specjalnie używam częściej słowa zmartwychwstanie chociaż uważam że te terminy używane w Biblii i w judaizmie są tożsame i oba zakładają życie, które się nie kończy. W przypadku natomiast odzyskania jakiejś części życia, które i tak skończy się śmiercią lecz zostało przerwane przedwcześnie jak choćby przypadek syna wdowy u której mieszkał Eliasz, przypadek syna wdowy z Nain i córki Jaira należy mówić o ożywieniu (reanimacji).

    Przypisy:

    [1] Apokryfy Nowego Testamentu t. 1 pod red. Marka Starowiejskiego, Lublin 1986, str. 451.

    Większość cytatów z Biblii pochodzi z Biblii Tysiąclecia.

    Bibliografia:

    Abraham Cohen, Talmud, Warszawa 2002.

    Josy Eisenberg, Judaizm, Warszawa 1999.

    Henri Daniel-Rops, Życie w Palestynie w czasach Chrystusa, Warszawa 2001.

    Jacques Duquesne, Jezus, Gdańsk 1996.

    źródło:
    http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20040930105243122.htm

  35. Ifryt pisze:

    Dawid56 pisze:
    Marzec 26, 2016 o 00:17
    https://nnka.wordpress.com/2016/03/21/o-zmartwychwstaniu-jezusa-wg-ewangelii-filipa/#comment-60159
    Nie tyle nadużyciem co „fack you” pokazanym duchowym i mentalnym żydom Dawidzie.
    Sensowne religie zawsze zakładają podążanie za swoim ideałem, którym w religi najczęściej jest jakieś bóstwo .Pierwsze z brzegu jest chrześcijaństwo, które poleca aby NAŚLADOWAĆ bóstwo w osobie Jezusa Chrystusa, a większość gadek o jego „nieosiągalnym bóstwie/ideale” to zwykłe naleciałości żydowskie. Niech mi jakiś katolik zaprzeczy, to zobaczymy kto ma większą wiedzę o chrześcijaństwie. Jezus był żydem ale stał w opozycji do elit swojego narodu, co jest oczywiste dla każdego kto liznoł nowy testament(łącznie z apokryfami).

    Oprucz chrześcijaństwa to samo mamy w buddyżmie i hinduiżmie, czyli podążanie za bogami, naśladowanie ich, lub tylko inspirowanie się nimi zamiast „małpowania” jeśli człowiek już z tego „wyrósł”. Budda co prawda nie jest nazwany bóstwem, ale to bohater czyli też taki jakby bóg, podobny do Jezusa pod tym względem.
    Tantra to w większości droga Wielkiej Bogini o ile mi wiadomo, naśladowanie jej, Joga to naśladowanie Sziwy Wielkiego Jogina, to oczywiście wielkie bóstwa a nie bohaterowie jak Jezus czy Budda, więc to naśladowanie wygląda trochę inaczej niż w przypadku postaci historycznych, z oczywistych względów. Wisznu ma niby to bhakti, czyli oddanie się bóstwu/miłość do niego, ale to dlatego że w ogólnej świadomośći hindusów prawdopodobnie jest zbyt „Boski”, ale ogół ogółem i istnieją ścieżki sekretne, w religi a jednocześnie poza nią bo nie są dla tłumów, a przypuszczam tak dlatego że Garuda(czyli wieszchowiec Wisznu) symbolizuje między innymi nauki tajemne Wed, i jeszcze kilka innych przesłanek, niemniej nie wyklną Cię tam jeśli powiesz że chcesz być jak Wisznu lub Brachma.

    Sytuacja zmienia się odnośnie judaizmu oraz islamu, tam niema podążania za ideałem w postaci bóstwa(małego lub wielkiego), tylko jest ślepe posłuszeństwo wobec jakiegoś wyimaginowanego stwora.
    Według tych religi nie możesz być jak Jahwe lub Allach, to było by blużnierstwo.
    Dlatego też możesz być dobrych żydem nie mając nic wspólnego ze swoim Bogiem, tak samo dobrym muzułmaninem, wystarczy że się obrzezasz i zostaniesz jego ślepo posłusznym niewolnikiem. Biorą się takie dziwy że wierni nic nie wiedzą o swoim Bogu, nie rozumieją go, albo udają że go nie rozumieją, bo inaczej by zblużnili, taka obłuda.
    Natomiast prawdziwe dzieci Boga(takiego czy innego) są podobne do swego „Ojca” i mają z nim dużo wspólnego, co też chyba oczywiste. Są jego mniejszą wersją a nie jego ślepymi sługusami.

  36. marek pisze:

    Natomiast prawdziwe dzieci Boga(takiego czy innego) są podobne do swego „Ojca” i mają z nim dużo wspólnego, co też chyba oczywiste. Są jego mniejszą wersją a nie jego ślepymi sługusami.

    Wprawdzie Ifryt piszesz do Dawida ,ale i dla mnie ciekawym jest Twój wywód. Mógłbym powiedzieć o nim , że wnioski mają swoje logiczne uzasadnienie.

    Jednakże mimo jego klarowności stoję do niego w pewnej opozycji gdyż nie uwzględnia on w mej ocenie jednego : Kim jest odbiorca religii , czy myśli filozoficznej ? istotą stworzoną , czy zrodzoną.

    Ten podstawowy podział rozróżniający istoty samoświadome stawiam do rozpatrzenia .

    Choć termin stworzony lub zrodzony ma różne interpretacje ja traktuję w tej dyskusji iż określenie zrodzony dotyczy każdego z nas ludzi . Pod tym pojęciem rozumiem ciąg zaistnienia jednostki określony jej drzewem genealogicznym / kodem DNA/ sięgającym swą historią aż do pierwszego praprzodka całej rasy.

    Zakładam również że nasz biologiczny garnitur jest powiązany w swej konstrukcji z ewolucją wszelkich form życia wcześniejszych niż człowiek na tej planecie .

    Tworzy to w mym umyśle ciąg powiązań odnoszących się do domu /najbliżsi / rodziny oraz rasy swego pochodzenia .

    Patrząc na ludzkość jako na tygiel w którym mieszają się osobniki różnych ras dochodzę do wniosku że zarówno ekumenizm wszelkich religii jak i kultywowanie religii własnej rasy lub nabytej / zespolonej z psychiką / mają prawo współistnienia .

    Lecz dla mnie co najistotniejsze wynika z owego ” zrodzony „.? To to że zrodzony nie ma swojego duchowego pierwowzoru – ” pieczęci „. Posiada w sobie jedynie ducha życia i historię swoich praprzodków .

    W owej historii rasy i wychodząc poza nią w świat tych którzy tworzyli tą rasę napotyka się Bogów , nie tylko tych którzy tworzą sobą ich karykatury , ale autentycznych pośredników między stworzeniem a Stwórcą Wszystkiego Co Jest .

    I tych traktuję jako stworzonych a nie zrodzonych , wiecznych i do komunikowania się z nimi właściwych .

    Takim Bogiem prawdziwym widzę , kosmicznego Chrystusa , którego przejawienie można dostrzec w fizyczności w osobie Jezusa Chrystusa.

    Traktuję ludzi zrodzonych na Ziemi , ich życie jako proces zasiedlania prze Ducha gęstej energii – materii . W tym procesie , który my nazywamy ewolucją , Bóg Chrystus jawi mi się jako właściwa ” stacja ” przez którą winna przejść świadomość człowieka w drodze do uzyskania swej kompletności i wolności.

    Wprawdzie głosiłem i nadal przy tym obstaję ,że nasz kod DNA daje nam możliwość kontaktu z każdym ” poziomem ” świadomości przejawionej we wszechświecie łącznie z Absolutem .
    Jednak rozumiem też że bez zespolenia się ze świadomością Chrystusową jesteśmy do tych podróży w wszechświat , nieupoważnieni lub są one dla nas i dla innych swego rodzaju zagrożeniem.

    Jeżeli nie udało mi się wyłożyć swej myśli konstruktywnie , to na podsumowanie powiem że dla mnie człowiek zrodzony jest śmiertelny i to z konsekwencją tego zdarzenia aż po absolutne zniknięcie z ” księgi życia „.

    Wszelkie przymioty zindywidualizowanie się , otrzymania czy zaistnienia duszy następują za sprawą wyłącznie własnych starań .

    Przyjęcie w obręb siebie za przewodnika i nauczyciela Boga Chrystusa czyni go dojrzałym do opuszczenia Ziemi .

    Człowiek dopiero wówczas staje się Obywatelem Wszechświata zdolnym do samodzielnego jego poznawania .

    Człowiek promieniuje wielością nieskoordynowanych zachowań. Chcąc służyć Bogu w modlitwach „Czynu” należy wyswobodzić w sobie poddaństwo a to oznacza całkowite zaufanie po linii spełnień w dziedzinie ducha czyli ludzkie zawołanie stapia się z programem spełnień w Bogu zawartych.

    Masz rację pisząc że :

    prawdziwe dzieci Boga(takiego czy innego) są podobne do swego „Ojca

    lecz w mym rozumieniu to kosmiczny Chrystus i jego fizyczne przejawienie Jezus są tego przykładem a jak na razie nie my ludzie…a zatem wpierw poznaj Syna abyś mógł zrozumieć Ojca.

    zaś w temacie bycia ślepym sługusem

    rozwiewa moje wątpliwości Ostoja w liście przesłanym do mnie :

    Człowiek promieniuje wielością nieskoordynowanych zachowań. Chcąc służyć Bogu w modlitwach „Czynu” należy wyswobodzić w sobie poddaństwo a to oznacza całkowite zaufanie po linii spełnień w dziedzinie ducha czyli ludzkie zawołanie stapia się z programem spełnień w Bogu zawartych.

    Moja żona stosowała w edukacji życiowej dzieci bardzo prostą maksymę . Zaczynając od kołyski traktowała je najpierw jak króla , później jako sługę ,by skończyli jako przyjaciele . I po dziś dzień prócz miłości łączy je z nią przyjaźń .

    wiec być sługą na mój rozum to nic niewłaściwego byle nie być ” ślepym ”
    a poddaństwo a to oznacza całkowite zaufanie to droga do samo dojrzałości prowadząca do przyjaźni i miłości łączących z Chrystusem.

    I to tyle z mej strony w temacie z pozoru odmiennych poglądów.

    m

    • Ifryt pisze:

      Nie jestem zainteresowany służbą u kosmicznego Chrystusa, ale jeśli poprawi mu to chumor to przekaż mu że go miłuje i szanuje, a co mi tam, niech będzie że dobry chłopak jestem😀

      Sprawe opisałeś klarownie ale zbyt dużo tematów poruszyłeś jak dla mnie, wchodzenie w szczeguły pachnie ciemnotą w stylu – ile diabłów jest na czubku szpilki – a ja jestem idealistą a nie okultystą.
      Z tą służbą to jest tak że przecierz niemam pretensji do „mrówki” zato że jest „mrówką”, ale to nie znaczy że każdy jest jak „mrówka”, dobre jest postępowanie zgodne z własną naturą i sercem. Takie kwestie jak to że nie każda służba jest niewolnictwem są dla mnie jasne, tylko że powiedż to tym co wmawiają wolnym ludziom że Ci są niewolnikami, lub celowo rozszczepiają ich nature aby pozbawić wewnętrznej mocy.

      Niemam takich rozterek jak Ty bo niemam w sobie nic z wychowawcy, Matkę kocham i jestem w dobrych relacjach, ale mam w nosie jej babskie mądrości, właściwie to wogóle z nią nie rozmawiam bo i niema o czym, w przeciwieństwie do mojego brata który gada z nią o różnych pierdołach bardzo często. A to wszystko mimo bycia urodzonym i wychowanym przez tą samą kobietę(Ojciec też ten sam), dlatego takie nadmierne przykładanie wagi do wychowania mnie nie przekonuje. Podobieństwo może być bardzo subtelne i na wyższych poziomach a nie że tylko jakieś namacalne i od razu widoczne rzeczy. To co jest namacalne można imitować dość łatwo, naprzykład podszywając się pod kogoś, natomiast bardziej subtelne aspekty to już wyższa liga.

    • margo0307 pisze:

      „… Wszelkie przymioty zindywidualizowanie się , otrzymania czy zaistnienia duszy następują za sprawą wyłącznie własnych starań .

      Przyjęcie w obręb siebie za przewodnika i nauczyciela Boga Chrystusa czyni go dojrzałym do opuszczenia Ziemi .

      Człowiek dopiero wówczas staje się Obywatelem Wszechświata zdolnym do samodzielnego jego poznawania…”
      _____
      W pełni zgadzam się z tym pierwszym Twoim zdaniem Marek, bo jedynie w wyniku własnych starań czyli… pracy duchowej nad sobą samym – możemy osiągnąć pozytywne wyniki w zakresie rozwoju naszej świadomości…🙂
      Co zaś tyczy się przyjęcia… „w obręb siebie za przewodnika i nauczyciela Boga Chrystusa”, to mam wrażenie, że jest to… jedna z dróg wiodących do tego celu lecz… nie jedyna…
      Nauczyciel bowiem… pokazał nam sposób i pozostawił jasne wskazówki odnośnie tego – jak postępować by… stać się „Obywatelem Wszechświata zdolnym do samodzielnego poznawania” mówiąc:

      „…Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę…”

      Jednocześnie przestrzegał:
      „…Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego…
      Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!.
      Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale…”

      Nie każdy jednak rozumie… co oznacza budować dom na skale, gdzie… mól i rdza go nie zniszczą i gdzie złodzieje nie włamią się i nie ukradną…
      „…Gromadźcie sobie raczej skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się ani nie kradną.
      Gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i serce…” 🙂

      Serce oznacza nasze wnętrze, czyli… naszą myśl, wolę i sumienie…
      Słowa Nauczyciela wskazują więc na to, o czym myślimy, co jest dla nas cenne, i do czego dążymy…
      Niech każdy sam sobie odpowie… do czego dąży… oraz o czym.., o kim… najwięcej myśli… ?

    • margo0307 pisze:

      „… W… historii rasy i wychodząc poza nią w świat tych którzy tworzyli tą rasę napotyka się Bogów , nie tylko tych którzy tworzą sobą ich karykatury , ale autentycznych pośredników między stworzeniem a Stwórcą Wszystkiego Co Jest…

      W tym procesie , który my nazywamy ewolucją , Bóg Chrystus… którego przejawienie można dostrzec w fizyczności w osobie Jezusa Chrystusa… jawi mi się jako właściwa ” stacja ” przez którą winna przejść świadomość człowieka w drodze do uzyskania swej kompletności i wolności…”
      ______
      Marek, a co… z ludzkimi duszami…, z istnieniami, które… egzystowały na Ziemi przed… Jezusem Chrystusem i… nie znały Jego nauk ?

      Napisałeś też…
      „… wpierw poznaj Syna abyś mógł zrozumieć Ojca…”
      ______
      Wg. mnie… pierwszym i najważniejszym jest konieczność… poznania samego siebie i wszystko to, co tobą kieruje…, bo stanowi to podstawę do poszerzenia swej świadomości na tyle by móc wznieść się na wyżyny umożliwiające dalsze poznanie…, np. Syna jak czy Ojca…🙂

      „… Większość niedostatecznie poinformowanych „chrześcijan” dzieli człowieka tylko na dwie części:
      ciało, które przez śmierć rozkłada się, i coś, co śmierć przeżywa, a co nazywa się tu duszą, ówdzie duchem.
      Ta ostatnia klasyfikacja, o ile to w ogóle można nazwać podziałem, jest zupełnie niewystarczająca, jeżeli szukamy jakiegokolwiek rozumnego wyjaśnienia lub oświetlającej hipotezy co do zjawisk pośmiertnych.
      Natomiast przyjęcie podziału istoty ludzkiej na trzy elementy daje nam już daleko trafniejszy obraz jej całościowej natury, ale i ono… nie wystarcza jeszcze do wyjaśnienia niektórych zjawisk.
      Jedynie rozróżnienie siedmiu elementów istoty ludzkiej daje nam obraz zarówno odpowiadający rozumowi, jak też faktom, które mamy tu bliżej rozpatrzyć.
      Dlatego też każdy początkujący… uczyni dobrze, zapoznając się z tym rozróżnieniem, chociażby wydał mu się nieco zbyt rozciągły.
      Wszakże, gdyby poświęcił studium swoje zainteresowaniem wyłącznie zbadania ciała i jego ruchów, musiałby pocić się nad przyswojeniem sobie jeszcze bardziej rozciągłej i daleko więcej wchodzącej w szczegóły klasyfikacji, niż ta, której tu od niego żądamy.
      Wtedy musiałby się zapoznać z różnicą pomiędzy muskułami a komórkami nerwowymi i itd. jak również z różnymi zdarzającymi się tu wariacjami, i gdyby chciał w nieświadomości swojej zbuntować się przeciw temu tak starannie i do najdrobniejszych szczegółów wypracowanemu systemowi, wytłumaczono by mu, że… tylko na mocy tak dokładnego zbadania różnych części składowych ciała mogą być zrozumiane różnorodne i tak skomplikowane zjawiska działalności życiowej.
      Jeden rodzaj komórek jest przeznaczony do karmienia ciała, inny zabezpiecza ruch, jeszcze inny umożliwia wydzielanie, etc…, i jeżeliby każdy oddzielny rodzaj nie posiadał swojej własnej nazwy, to powstałoby okropne zamieszanie i niekończące się nieporozumienia, a funkcje fizyczne pozostałyby być całkowicie zrozumiałe (…)

      W Sekretnej Doktrynie” H. Bławatskiej (tom I, s. 260 i 261) jest napisane:

      W wyobrażeniu, iż powłoka ludzka składa się, podobnie do skalistej skorupy naszej ziemi, z niezliczonych „istot żyjących” – nie ma dla prawdziwego mistyka nic odpychającego (…).

      Wiedza uczy nas, że żywy, jak i martwy, organizm ludzi i zwierząt roi się od setek rodzajów bakterii; że przez każdy oddech nasz jesteśmy zagrożeni wtargnięciem mikrobów z zewnątrz, podczas gdy we wnętrzu naszym zagraża nam cały szereg innych maleńkich żyjątek.
      Nauka w nowszych czasach poszła nawet tak daleko, że zgodnie z gnozą twierdzi, że zarówno nasze ciała, jak i ciała zwierząt, roślin i kamieni składają się z takich żyjątek, które, z wyjątkiem gatunków większych, są tak drobne, że żaden mikroskop nie może ich odkryć (…)

      Chemia i fizjologia – oto dwaj wielcy czarodzieje przyszłości, których zadaniem jest otworzyć oczy ludzkie na poznanie wielkich Prawd Natury.
      Z każdym dniem identyczność pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, pomiędzy rośliną a człowiekiem, ba, nawet pomiędzy płazami i służącymi im za kryjówkę kamieniami a człowiekiem, stanie się jaśniejsza i wyraźniejsza.
      Z chwilą odkrycia, że fizyczne i chemiczne składniki wszystkich tworów są identyczne, chemia może postawić dalsze twierdzenia, mianowicie, że nie ma różnicy pomiędzy materią, z której została wytworzona małpa, a materią człowieka…, że nie tylko składniki chemiczne są identyczne, ale te same nieskończenie małe, niewidzialne istnienia tworzą atomy, z których składa się zarówno materia gór jak i bratków, człowieka jak i mrówki, słonia jak i chroniącego go od słońca drzewa.
      Każda oddzielna cząsteczka – bez względu na to, czy przywykliśmy nazywać ją organiczną, czy nieorganiczną – jest ożywiona… ” – (A.Besant „Karma”)

      Powyższy fragment opisujący niewielki, by nie rzec – tyciuteńki skrawek wiedzy w aspekcie… naszego fizycznego ciała – jest przysłowiową kroplą w morzu całości – opisującej naszą budowę duchową.., energetyczną…
      I na tej właśnie podstawie twierdzę, że… nie pozna człowiek… ani Syna, ani Matki czy Ojca.., ani zasad i praw kierujących Wszechświatem do póty – do póki nie pozna siebie w całej złożoności swej biologiczno-duchowej Natury…🙂

      • JESTEM pisze:

        margo0307:
        „Marek, a co… z ludzkimi duszami…, z istnieniami, które… egzystowały na Ziemi przed… Jezusem Chrystusem i… nie znały Jego nauk ?”

        Margo, dziękuję, dziękuję, dziękuję za to cudowne pytanie.

        Przed Chrystusem byli różni… Buddowie na przykład🙂 A przed nimi? Różne istoty, nieznane… zwane np. „tymi z Prawa Jedni,”😉

        „Wg. mnie… pierwszym i najważniejszym jest konieczność… poznania samego siebie i wszystko to, co tobą kieruje…, bo stanowi to podstawę do poszerzenia swej świadomości na tyle by móc wznieść się na wyżyny umożliwiające dalsze poznanie…, np. Syna jak czy Ojca…🙂 „

        Z Ewangelii Tomasza, którą nam Dawid56 tutaj edytował:

        „3 Rzekł Jezus: „Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: ’to królestwo jest w niebie, wtedy
        ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami’. Gdy powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego.
        (…)
        5 Rzekł Jezus: „Poznaj to, co jest przed twoim obliczem, a to, co ukryte przed tobą,
        wyjawi się tobie. Nie ma bowiem niczego ukrytego, co nie zostanie odkryte”
        .
        (…)
        13 Rzekł Jezus uczniom swoim: „Porównajcie i powiedzcie mi, kogo przypominam?”
        Powiedział Mu Szymon Piotr: „Jesteś podobny do sprawiedliwego anioła”. Powiedział
        Mu Mateusz: „Jesteś podobny do człowieka, który miłuje wiedzę i jest rozumny”.
        Powiedział Mu Tomasz: „Nauczycielu, moje usta nie ujmą zupełnie tego, aby
        powiedzieć, do kogo jesteś podobny”. Rzekł Jezus: „Ja nie jestem {już} twoim
        nauczycielem, ponieważ wypiłeś i napoiłeś się ze źródła kipiącego, które ja
        odmierzyłem”. I wziął go i odwrócił się, i powiedział mu trzy słowa. Gdy zaś Tomasz
        przyszedł do swych przyjaciół, zapytali go: „Co ci Jezus powiedział?” Rzekł im Tomasz:
        „Jeśli wam powiem jedno ze słów, które mi powiedział, podniesiecie kamienie, aby
        rzucić we mnie, a ogień wyjdzie z kamieni, aby was spalić”.”

        margo0307 cytuje:
        Jedynie rozróżnienie siedmiu elementów istoty ludzkiej daje nam obraz zarówno odpowiadający rozumowi, jak też faktom, które mamy tu bliżej rozpatrzyć.
        Dlatego też każdy początkujący… uczyni dobrze, zapoznając się z tym rozróżnieniem, chociażby wydał mu się nieco zbyt rozciągły.
        (…)
        tylko na mocy tak dokładnego zbadania różnych części składowych ciała mogą być zrozumiane różnorodne i tak skomplikowane zjawiska działalności życiowej.”

        i dodaje od siebie:
        na tej właśnie podstawie twierdzę, że… nie pozna człowiek… ani Syna, ani Matki czy Ojca.., ani zasad i praw kierujących Wszechświatem do póty – do póki nie pozna siebie w całej złożoności swej biologiczno-duchowej Natury…🙂

        Kochana Margo, wcale a wcale nie mam pewności😀 , że ‚poznanie SIEBIE’ polega na „poznaniu siebie w całej złożoności swej biologiczno-duchowej Natury.” A nawet z mojego doświadczenia wynika, że ‚poznanie SIEBIE’ jest dużo, dużo prostsze. Wręcz bardzo proste. Choć oczywiście tzw. ego lubi ten proces strasznie komplikować.😀
        Gdyż ‚poznanie SIEBIE’ rozumiane jako poznanie swojej Istoty, esencji, następuje z poziomu SERCA,
        a
        zagłębianie się w przejawy tej Istoty, esencji to inny rodzaj poznania… z poziomu UMYSŁU”.🙂❤

        • marek pisze:

          Gdyż ‚poznanie SIEBIE’ rozumiane jako poznanie swojej Istoty, esencji, następuje z poziomu SERCA,

          Jestem . Powiedziałaś to za mnie .

          Prawie dwie dekady temu , gdy byłem ” blisko ” z Jezusem Chrystusem miałem sen .
          Widziałem postać mężczyzny /skojarzyłem ją z Jezusem Chrystusem / idącą przez Arabskie? Azjatyckie ? miasteczko w towarzystwie kilku mężczyzn.

          Wzdłuż drogi byli ludzie , handlowali , szli – normalne życie . W pewnej chwili On powiedział do mnie , popatrz co będzie … i wykonał jakiś gest czy wypowiedział słowo.

          W jednej chwili wszyscy których obejmowałem wzrokiem poza Nim i Jego towarzyszami zatrzymali się w swych czynnościach i zaczęli śpiewać jakąś pieśń.

          Musiałem być wtedy ” niedojrzały „do zrozumienia tej sceny . Obudziłem się i miałem wątpliwości jak nazwać to co widziałem . Odczuwałem jakiś niepokój ,że ludzie to jakieś kukiełki którymi można manewrować .

          Teraz wiem co staje się z ludzkością , gdy stają się ” żywe ich serca „.

          Śpiewają pieśń życia , pochwalną pieśń Boga obojętnie czy określanego mianem Bogini , Boga , czy Absolutu .

          Wówczas stajemy się dojrzałymi Dziećmi Bożymi .

          A dlaczego w tym śnie stało się to za sprawą najzwyklejszego mężczyzny skojarzonego przeze mnie z Jezusem Chrystusem , zostawiam każdemu z osobna do tego się ustosunkowanie.

          m

        • marek pisze:

          „Marek, a co… z ludzkimi duszami…, z istnieniami, które… egzystowały na Ziemi przed… Jezusem Chrystusem i… nie znały Jego nauk ?”

          Małgosiu

          język mówiony ulega rozwojowi i mutacją / wieża Babel / , Określenia ewoluują otrzymują nowe nazwania , wiedza ludzkości idzie sinusoidą poprzez rozproszenie zapomnienie i ponowne scalanie .

          Ale wszechświat i życie są wieczne i niezmienne w swej konstrukcji złożonej z częstotliwości od ciężkich energii po te subtelne .

          Ta którą określam mianem energii Chrystusowej była jest i będzie zawsze elementem przejścia istoty samoświadomej z wieku dziecięcego w wiek dojrzały .

          Wiec z powyższych powodów nie szukam określeń jak była w przeszłości nazywana , dookreślam jedynie dla jej zrozumienia jej uniwersalności słowami : kosmicznej energii Chrystusowej.

          m

          • JESTEM pisze:

            „Wiec z powyższych powodów nie szukam określeń jak była w przeszłości nazywana , dookreślam jedynie dla jej zrozumienia jej uniwersalności słowami : kosmicznej energii Chrystusowej.”

            W buddyzmie dzogczen ten stan istnienia mniej więcej nazywany jest… stanem ciała tęczowego, a następnie to ciało tęczowe przekształca się, integruje, harmonizuje w kryształowym albo diamentowym ciele (buddy/tary). Jego/jej ciało tęczowe objawia się jako kolista tęcza wielokrotna otaczająca jego/jej ciało kryształowe. Wtedy jesteśmy jak kryształowe lustro, które odbija refleksy tęczowego ciała wokół. (opisuję to „swoimi” słowami, a nie słowo w słowo pochodzącymi z tej „szkoły” buddyzmu tybetańskiego, bo opisuję to na podstawie „moich” doświadczeń i z-rozumienia, potwierdzonego z zewnątrz tą wiedzą „płynącą” z Tybetu😉 ).

            Wszyscy jesteśmy… Buddami, Chrystusami itd. itp.
            (Christ – krist od kristal czyli kryształ…
            κρύστα /krista/ – kryształ
            κρύσταλλο /kristallo/ – kryształowy (?)).

          • JESTEM pisze:

            tęczowy Bidda:

            Mój – jeden z wielu ukochanych symboli…😉❤

            kryształowy🙂

            A wokół cienie tańczą…🙂
            Z nich "tworzymy realne światy"…

          • margo0307 pisze:

            „…Ta którą określam mianem energii Chrystusowej była jest i będzie zawsze elementem przejścia istoty samoświadomej z wieku dziecięcego w wiek dojrzały …”
            ____
            Dzięki za wyjaśnienie Marek🙂

          • marek pisze:

            Wszyscy jesteśmy… Buddami, Chrystusami itd. itp.

            W tym co piszę poniżej nie ma żadnej ukrytej postawy ” moje na wierzchu „. Myślę ,że kieruję się jedynie pragnieniem poznania zasad odwzorowania w człowieku subtelnych energii wszechświata w stopniu jak najbardziej zbliżonym do prawdy .

            Przyszło mi do głowy porównanie rozwoju osobniczego dziecka w zakresie rozpoznawania , nazywania , naśladowania , obdarowywaniem miłością i przyjaźnią , aż po usamodzielnienie się w swej egzystencji od rodziców z procesem rozpoznawania przez człowieka Bogini- Boga. Śladów jego w otoczenie po rozpoznawanie Jego/Jej elementów w sobie.

            Lata temu przeczytałem że w jakiejś wizji Chrystus wyłonił się z Buddy w trakcie rozmowy prowadzonej z Buddą przez opisującego to przeżycie .

            Czyżby ten opis ustalał hierarchię /bez wartościowania / która świadomość jest bardziej zbliżona do ostatecznej charakteryzującej Absolut .

            Wracając do postanowionego przeze mnie porównania , które w mym odczuciu ukazuje nasze spory , czy człowiek jest Bogiem , czy zmierza do tego stanu , czy go osiągnie ?

            Względnie czy przez człowieka w naszym rozumieniu przejawiają się subtelne formy świadomości , czy człowiek jednocząc się z nimi staje się nimi .

            Mam nadzieję że ‚ rozgryzanie ‚ tego tematu w płaszczyźnie takiego odniesienia przybliży nas do ostatecznych i trafnych określeń.

            m

          • JESTEM pisze:

            „Wracając do postanowionego przeze mnie porównania , które w mym odczuciu ukazuje nasze spory , czy człowiek jest Bogiem , czy zmierza do tego stanu , czy go osiągnie ?
            czy przez człowieka w naszym rozumieniu przejawiają się subtelne formy świadomości , czy człowiek jednocząc się z nimi staje się nimi .”

            Dla mnie tak właśnie to się „zadziewa” – człowiek staje połączony także z Bogiem, którego uznaje, w którego wierzy w sensie łączy się z nimi na poziomie świadomości w swojej wewnętrznej Przestrzeni Miłości – tak to mogę „uchwycić”.🙂
            Z tego, co wiem (i doświadczyłam😉 ) świadomość może „podróżować”, zmieniając formy, w których się przejawia i może się scalać poprzez daną formę jako przejawiająca się w różnych formach

            W „Kole samsary” na przykład umieszczone są:
            1. Bogowie
            2. Półbogowie
            3. Ludzie
            4. Zwierzęta
            5. Głodne duchy
            6. Istoty piekielne.

            Jak dla mnie to jakby sześć „warstw”, sześć „kolorów”, sześć „aspektów”… Ciała „Istoty Pełnej”. A więc Boginie i Bogowie są w tym Kole… Budda „wychodzi – jest” poza Kołem…

            cyt.: „Niekończąca się i pełna cierpienia wędrówka istot w świecie samsary to właśnie odradzanie się w sześciu światach. To w jakim świecie aktualnie przebywamy uwarunkowane jest naszym działaniem, czyli karmą. Wyjście poza cierpienia samsary jest możliwe jedynie ze świata ludzi dla istot, które osiągnęły oświecenie i są buddami lub arahantami.

            Doktryna sześciu światów jest albo interpretowana dosłownie, albo jako przenośne {symboliczne} określenia {sześciu} stanów ludzkiego umysłu.”

            Ja bym napisała, że sześciu stanów świadomości.🙂

            Połączenie ze sobą w harmonii (poprzez świadomość) tych sześciu „światów”, sześciu stanów ludzkiego umysłu albo sześciu stanów świadomości to jak połączenie przejawiające się jako „ciało tęczowe” umożliwiające tzw. wyjście z „Koła samsary”.

            Jest w pradawnej tybetańskiej tradycji bon praktyka „Czod”.
            Celem medytacji Czod jest uwolnienie się od podstawowej niewiedzy, polegającej na złudnym lgnięciu do poczucia Ja. Praktyka Czod, znana jest też jako tyb. lydzin „ofiarowanie ciała”.
            No mnie się to też kojarzy z „ofiarą Jezusa Chrystusa”.🙂
            (Do jej rozpowszechnienia szczególnie przyczyniła się wybitna mistrzyni Maczik Labdryn.)

            „Po wyprowadzeniu świadomości z ciała medytuje się, że własne ciało zostaje ofiarowane różnym istotom. Ten aspekt Czod wynika z tła filozoficznego i kosmologii buddyjskiej. Ofiary składamy czterem rodzajom gości:
            • Buddom, jidamom, guru
            • Strażnikom Przebudzonym i światowym
            • Istotom sześciu sfer (piekieł, głodnych duchów, zwierząt, ludzi, półbogów i bogów)
            • Demonom, dłużnikom karmicznym itp.

            Jest to praktyka ofiarowania siebie wszystkim istotom. Praktykę tę wykonuje się w miejscu odludnym, często na lub przy cmentarzu.”
            W dużym skrócie – urządza się ucztę z tego co, jest jest najbliższe „ja”, a co tak bardzo staramy się chronić – z własnego ciała, które zostaje ofiarowane na „pokarm zaproszonym istotom”. Praktyka ta jest ponoć naprawdę ekstremalnie silnym doświadczeniem.

            Milarepa ponoć skomentował to następująco:
            „Uważaj demona za demona, a będzie ci szkodził. Bądź świadomy, że istnieje on tylko w twym umyśle, a wyzwolisz się od niego. Rozpoznaj jego pustość, a wnet zniknie jego demoniczność.”

            A czy mówią ci coś te słowa?:
            ” Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, oto ciało moje…” oraz „Bierzcie i pijcie, oto kielich krwi mojej…”? Sądzę, że nieprzypadkowe jest również miejsce gdzie obietnica-ofiara ta została dokonana – Golgota, Wzgórze Czaszki. Podobnie jak dzielenie szaty symbolizującej ciało, oraz znane wszystkim szamanom, pośmiertne wstąpienie do piekieł (przejście przez otchłań albo… „ciemną noc duszy”).

            „Lata temu przeczytałem że w jakiejś wizji Chrystus wyłonił się z Buddy w trakcie rozmowy prowadzonej z Buddą przez opisującego to przeżycie .
            Czyżby ten opis ustalał hierarchię /bez wartościowania / która świadomość jest bardziej zbliżona do ostatecznej charakteryzującej Absolut .”

            Nie bardzo rozumiem, o co ci chodzi. Może być, że Chrystus to Budda, a Budda to Chrystus – świadomość, „zakres” świadomości – jak dla mnie – ten sam.🙂❤

            Natomiast bodhisattwa to ten, który odradza się, aby móc przynosić pożytek wszystkim czującym istotom, więc w pewnym sensie dobrowolnie się wciela, bo składa ślubowanie bodhisattwa. Ponoć Budda zerwał już nawet z tym przywiązaniem, a zatem po śmierci zamiast kolejnego wcielenia czeka go stan nirwany. Natomiast… niejaka Kuan Yin „według chińskiej legendy, Kuan Yin była kiedyś zwykłą osobą, która nieprzerwanie podążała ścieżką mądrości i oddania. Gdy po wielu wcieleniach osiągnęła wreszcie najwyższy cel – Nirwanę , zatrzymując się na moment na progu Absolutu, usłyszała unoszące się z materialnego świata, przepełnione bólem, udręczone łkania cierpiących istot. Natychmiast bez namysłu zawróciła. Postanowiła pozostać i pomagać cierpiącym w niedoli, aż osiągną wyzwolenie.

            Ona współczuje, rozumie cierpienie i pomaga duszom ludzkim przejść do innych światów, w których nie będą już cierpieć; słysząca dźwięki świata i widząca cierpienie. „Inkarnuje jako kobieca istota, która z powodu świadomości światowego cierpienia, powstrzymuje się od pozostania w Nirvanie… Aby wspierać innych. Transcendentalnie przekracza aspekt seksualnej tożsamości.”

            Też piękna postać – symbol.
            Przedstawiana jest często z postacią Buddy na głowie:

            A propos kryształowości…
            Takie same symbole są na przykład w dawnych tradycjach, kulturach Tolteków, Olmeków czy Majów… Dla mnie Kryształowa Czaszka symbolizuje to samo, co Kryształowy Budda.
            Jest też stara przypowieść wśród Rdzennych Ludów Ameryki o 13. Matkach Klanowych, w której każda z 12. Matek ma między innymi jako symbol jeden z 12. różnych kolorów, a 13. Matka… rodzi Kryształową Czaszkę.

            A to jest olmeckie nakrycie głowy (z National Museum of Anthropology.):

            Czyżby używane było na jakichś uroczystościach przez osobę, która osiągnęła taki stan świadomości? A może miało przypominać to, co o czym przypominają także wizerunki Tęczowego Buddy lub Chrystusa siedzącego na tęczy lub otoczonego tęczą?

            http://www.tonalinagual.blogspot.com/2016/02/stany-poszerzonej-swiadomosci.html

            „Jestem wyprzedza nas tym że skoczyła na głęboką wodę .
            Zabrała się za swoje największe strachy i Jej nie pożarły . „

            😀 Zawsze „ktoś jest o krok przed nami i krok za nami, ale „ostatni mogą być pierwszymi”.🙂

            Pięknych Snów.❤

          • margo0307 pisze:

            „…To w jakim świecie aktualnie przebywamy uwarunkowane jest naszym działaniem, czyli karmą…”
            _____
            I to wydaje się mieć głęboki sens w powiązaniu z niezmiennym Prawem Wszechświata… Mówi się, że… podczas „oglądu filmu z właśnie zakończonego życia” – każdy z nas widzi i odczuwa swoje postępowanie takim, jakie jest… – bez zakłóceń wynikających z samousprawiedliwień etc…, wówczas to… zostaje poczyniony zapis we własnej przestrzeni, „wyryty” niczym w kamiennych tablicach – wszystkich naszych pragnień, pożądań, uwarunkowań – wynikających z poczucia Ja…, powstałych we właśnie skończonym życiu – jako obciążenia – które będą miały wpływ na nasze przyszłe życie…

            To niezmienne, kosmiczne prawo przyczyny i skutku działające w naszym świecie przeciwieństw – w świecie dobra i zła ma charakter korygujący… i jest prawem wyrównania, odpłaty…, jest tą… Boginią Sprawiedliwości z opaską na oczach, tym… ślepym losem… – „ślepym” – nie w znaczeniu nierozumnym lecz – bezwzględnym
            To, co cała ludzkość stworzyła siłą swych pozytywnych i negatywnych myśli, uczuć, pożądań i czynów – karma zbiorowa, i odpowiednio – to, co stworzyła każda jednostka – karma indywidualna – powraca do nas w taki czy inny sposób…
            Sami więc decydujemy o przeznaczeniu swoim i świata, które jednak – podczas trwania życia – zawsze możemy zmienić… 🙂❤
            * * *
            „…Celem medytacji Czod jest uwolnienie się od podstawowej niewiedzy, polegającej na złudnym lgnięciu do poczucia Ja…”
            ____
            Ano… 🙂 i jest to praktyka dla żyjących jeszcze w ciele fizycznym… dająca możliwość – aby się z niego, z tego ciała uwolnić jeszcze za życia w nim…
            Jeśli komuś się to nie uda – a takich nas – jest wielu😉 …, to ponoć…, w momencie śmierci ciała – zyskujemy kolejną możliwość uwolnienia się z „koła samsary” i temu właśnie poświęcona jest „Tybetańska Księga Umarłych”, w której mówi się… że jeśli tylko istnieje jakaś – zdolna odrodzić się tęsknota czy pragnienie… wynikająca ze złudnego poczucia Ja – to na pewno się odrodzi…
            W chwili śmierci, gdy odpada ciało, pojawia się ostatnia szansa – po zakończonym właśnie życiu – ujrzenia świadomości w postaci czystego światła… Mamy wówczas możliwość zniszczyć złudzenie utożsamiające nas.., mówiące – „jestem tym ciałem i umysłem”
            Powiedziane jest, że…
            „…To, co znajdujesz teraz – znajdziesz później.
            Im trudniej otworzyć się nam na światło teraz, tym trudniej będzie nam wejść w otwarte ramiona Chrystusa czy we współczucie Buddy, gdybyśmy ujrzeli je po śmierci ciała.., ponieważ nasza własna niechęć… do poddania się temu, co wykracza poza zwykłe przywiązania – nie pozwoli nam zobaczyć światła…”

            Możemy się o tym przekonać obserwując własne reakcje teraz… – jak reagujemy na swój gniew…, na poczucie winy… lub strach… ?
            – Czy otwieramy się i robimy temu miejsce ?
            – Czy raczej… jeszcze bardziej się spinamy – tym samym wzmacniając jeszcze schemat, który kształtuje postrzeganie tego, co nadejdzie… ?
            To są nasze inwestycje obciążające lub wzbogacające nasze Karmiczne Konto

            „Tybetańska Księga Umarłych” i podobne jej teksty informują nas, że…
            „…jeśli po ujrzeniu tego pierwszego światła nie będziemy potrafili całkowicie mu się poddać i stać się z nim Jednym, wówczas… światło załamuje się i rozszczepia na poszczególne kolory niczym w pryzmacie – przywracając tym samym… wszystkie skłonności do dualistycznej percepcji.
            Pełne blasku milczenie zostaje zakłócone przez stare odruchy burzące spokój umysłu…”

          • margo0307 pisze:

            „… Kuan Yin… piękna postać – symbol…”
            ____
            To prawda🙂 piękne przedstawienie współczucia i z-rozumienia cierpienia…
            Patrząc na ten obraz odczuwam… spokój w ❤ i harmonię… 🙂

        • margo0307 pisze:

          „… wcale nie mam pewności 😀 , że ‚poznanie SIEBIE’ polega na „poznaniu siebie w całej złożoności swej biologiczno-duchowej Natury.”
          A nawet z mojego doświadczenia wynika, że ‚poznanie SIEBIE’ jest dużo, dużo prostsze…”

          ____
          No to…, mogę tylko… pogratulować Tobie kochana Jestem tej… łatwości i prostoty w poznawaniu siebie…🙂
          U mnie sprawa wcale nie miała… i nadal jeszcze nie ma się tak prosto…, a wręcz – ma się dość zawile…😉
          Dużo czasu musiało upłynąć…, zaliczonych doświadczeń…, wewnętrznej pracy i obserwacji siebie – łącznie z własnymi myślami, reakcjami, zachowaniami, etc…, nim zdołałam „ujrzeć”… swoje własne – świadome i te nieświadome kłamstwa i kłamstewka, które niejednokrotnie kierowały moimi poczynaniami…
          I choć wydawało mi się często, że… kieruję się z poziomu❤ z czasem… niejednokrotnie "odkrywałam", że… było to okłamywanie samej siebie…, a więc wcale nie było to takie szczere…
          Jest bardzo – wg. mnie – mądre powiedzenie:
          „Człowiek uczy się całe życie – aż do śmierci” i od momentu, w którym odkrywa motywacje kierujące jego postępowaniem… – zaczyna… żyć w miarę… świadomie…
          Wówczas dopiero… praca ze sobą w poznawaniu złożoności swej biologiczno-duchowej natury… może przebiegać w sposób łatwiejszy i… przyjemniejszy…🙂
          Mogę więc powiedzieć, że… z mojego doświadczenia wynika, rozpoznanie: – im większa wiedza o sobie i własnych uwarunkowaniach…, własnych nieuświadomionych wzorcach i programach postępowania… – tym w sposób prostszy, łatwiejszy i przyjemniejszy przychodzi nam poszerzanie własnej świadomości…, z kolei im bardziej poszerza się nasza świadomość – tym lepiej zaczynamy rozumieć prawidła Rzeczy Istności i otaczających nas zjawisk…🙂

          • JESTEM pisze:

            „„… wcale nie mam pewności 😀 , że ‚poznanie SIEBIE’ polega na „poznaniu siebie w całej złożoności swej biologiczno-duchowej Natury.”
            A nawet z mojego doświadczenia wynika, że ‚poznanie SIEBIE’ jest dużo, dużo prostsze…”
            ____
            No to…, mogę tylko… pogratulować Tobie kochana Jestem tej… łatwości i prostoty w poznawaniu siebie…🙂
            ===============

            Oczywiście kochana Margo, może mało precyzyjnie😉 się wyraziłam. Chodziło mi o to, co napisałam:

            // (…) poznanie SIEBIE’ rozumiane jako poznanie swojej Istoty, esencji, następuje z poziomu SERCA,
            a
            zagłębianie się w przejawy tej Istoty, esencji to inny rodzaj poznania… z poziomu UMYSŁU”.🙂 ❤//

            Chodzi mi o to, że skomplikowane struktury, funkcjonowanie ciała itd, itp. to „domena” UMYSŁU.

            „U mnie sprawa wcale nie miała… i nadal jeszcze nie ma się tak prosto…, a wręcz – ma się dość zawile… 😉
            Dużo czasu musiało upłynąć…, zaliczonych doświadczeń…, wewnętrznej pracy i obserwacji siebie – łącznie z własnymi myślami, reakcjami, zachowaniami, etc…, nim zdołałam „ujrzeć”… swoje własne – świadome i te nieświadome kłamstwa i kłamstewka, które niejednokrotnie kierowały moimi poczynaniami…
            I choć wydawało mi się często, że… kieruję się z poziomu❤ z czasem… niejednokrotnie „odkrywałam”, że… było to okłamywanie samej siebie…, a więc wcale nie było to takie szczere…”

            U mnie było i jest bardzo podobnie. Jednak, kiedy przestrajamy się na przewodnictwo Serca, nawet, kiedy zdarzają się bardzo trudne sytuacje i doświadczenia, z coraz większą łatwością sobie z nimi radzimy.

            „„Człowiek uczy się całe życie – aż do śmierci” „

            Też tak to postrzegam. Nie zatrzymuję się.😉 Bo bym „utknęła”.🙂

            ” i od momentu, w którym [człowiek] odkrywa motywacje kierujące jego postępowaniem… – zaczyna… żyć w miarę… świadomie…
            Wówczas dopiero… praca ze sobą w poznawaniu złożoności swej biologiczno-duchowej natury… może przebiegać w sposób łatwiejszy i… przyjemniejszy…🙂 „

            Dokładnie. „Chodziło mi” o to, że skomplikowane struktury, funkcjonowanie ciała itd, itp. to „domena” UMYSŁU. I rzeczywiście dużo klarowniejsza staje się wtedy ta wiedza.

            „Mogę więc powiedzieć, że… z mojego doświadczenia wynika, rozpoznanie: – im większa wiedza o sobie i własnych uwarunkowaniach…, własnych nieuświadomionych wzorcach i programach postępowania… – tym w sposób prostszy, łatwiejszy i przyjemniejszy przychodzi nam poszerzanie własnej świadomości…, z kolei im bardziej poszerza się nasza świadomość – tym lepiej zaczynamy rozumieć prawidła Rzeczy Istności i otaczających nas zjawisk…🙂 „

            Dokładnie. To, co opisałaś jest tym, co Marek ujął słowami:

            „Najpierw stańmy się miłością , a później uczmy się świętej geometrii .
            Symultaniczna nauka prowadzi w krzaki.”

            A ja odpisałam:
            //Czasem „studiowałam” różne rzeczy – „od sasa do lasa”. A przejrzystość i z-rozumienie pojawiało się po latach… Na tym między innymi polega „zabawa” w ‚wolną wolę’, że każdy i każda z nas „zdąża do dojrzałości” podążając swoją, indywidualną ścieżką”, a na dodatek w swoim tempie… :-)❤

            Każda i każdy z nas miłość w sobie i siebie jako miłość potrzebuje odkryć sama/sam.//

            „Dużo czasu musiało upłynąć…, zaliczonych doświadczeń…, wewnętrznej pracy i obserwacji siebie – łącznie z własnymi myślami, reakcjami, zachowaniami, etc…, nim zdołałam „ujrzeć”… swoje własne – świadome i te nieświadome kłamstwa i kłamstewka, które niejednokrotnie kierowały moimi poczynaniami…”

            I to jest własnie ten etap poznawania siebie, który pozwala nam na otwieranie przestrzeni Serca… I wtedy z poszerzającej się przestrzeni Serca (poszerzającej się samo-świadomości, świadomości SIEBIE) zadziewa się poznawanie „natury” naszego uwikłanego „w gęstej sieci” koncepcji i przekonań umysłu. Gdy te „sieci” stają się coraz „rzadsze”, poluzowują się, wtedy umysł traci swoją „przewodnią rolę, bo zaczyna wspierać Serce.

            Dziękuję ci, kochana Margo.

          • marek pisze:

            Małgosiu

            Jestem wyprzedza nas tym że skoczyła na głęboką wodę .
            Zabrała się za swoje największe strachy i Jej nie pożarły . Podejrzewam że nas czeka dopiero skoczyć , czy nie skoczyć w otchłań , chyba że jesteśmy „grzeczne dzieciaki ” a Jestem musiała swój ” ciężki kaliber win ” przetrawić .

            Jestusiu to żart z mej strony , wszyscy byliśmy ubabrani po pachy , jak to z niemowlętami bywa ,gdy sprawdzają co się z nich wydostało.

            m

          • margo0307 pisze:

            „… Czasem „studiowałam” różne rzeczy – „od sasa do lasa”.
            A przejrzystość i z-rozumienie pojawiało się po latach…
            Na tym między innymi polega „zabawa” w ‚wolną wolę’, że każdy i każda z nas „zdąża do dojrzałości”…”

            _____
            Dziwne…, wiesz ?…, poruszyłaś bardzo ciekawy wątek z tym… „studiowaniem różnych rzeczy – „od sasa do lasa”…”🙂 , które mimo, że… „od sasa do lasa”, to… w pewnym momencie łączą się w jedną, spójną i uzupełniającą się całość… 🙂

  37. JESTEM pisze:

    Każda religia tłumaczy, że jesteśmy dziećmi Boga i mamy jego cząstkę w sobie.
    Jeśli wymażesz antropomorficzne pojęcie Boga (przypisujące cechy ludzkie Bogu) i załapiesz, że Bóg to nic więcej jak duchowo-energetyczna sieć łącząca wszystkie „rzeczy”, obiekty, istoty, byty, to wszystkie teksty religijne nabiorą nowego sensu.

    Zmartwychwstanie jest jak Przebudzenie…😉

    • M.A.T 13 pisze:

      „Jeśli wymażesz antropomorficzne pojęcie Boga (przypisujące cechy ludzkie Bogu) i załapiesz, że Bóg to nic więcej jak duchowo-energetyczna sieć”…. duchowo-energetyczna sieć, która funkcjonuje na jakiejś zasadzie..Duch Ów wie?czuje co właściwe a co nie , musi wobec tego mieć jakiś punkt odniesienia ,który pełni funkcje drogowskazu..Jako Duch przejawiający sie w ciele, uważam może dać się nam poznać, tak po ludzku….pod warunkiem dostrzeżenia w sobie bliźniaczego podobieństwa.Jednak by znaleźć w sobie to podobieństwo , musielibyśmy funkcjonować jak TEN Duch.Czy człowiecze serce wystarczy do wyczucia co jest zgodne z NATURĄ DUCHA czy nie?????!!!Czy człowiecze serce i świadomość są zdolne pojąć DUCHA.????!!!! tuszę, że jak najbardziej…i pewnikiem o to w tem naszem życiu kaman…pzdr🙂

      • JESTEM pisze:

        „Jako Duch przejawiający sie w ciele, uważam może dać się nam poznać, tak po ludzku….pod warunkiem dostrzeżenia w sobie bliźniaczego podobieństwa.Jednak by znaleźć w sobie to podobieństwo , musielibyśmy funkcjonować jak TEN Duch.Czy człowiecze serce wystarczy do wyczucia co jest zgodne z NATURĄ DUCHA czy nie?????!!!Czy człowiecze serce i świadomość są zdolne pojąć DUCHA.????!!!! tuszę, że jak najbardziej…i pewnikiem o to w tem naszem życiu kaman…pzdr :)”

        Pewnikiem o to „kaman”.🙂 Sercem odczytujemy tzw, „Boskie Prawa”, te „Kosmiczne”, Uniwersalne (Uniwers – Wszechświat czyli te wszechświatowe).
        Boskość w nas, to nasza… wielowymiarowość – duchowo-energetyczna „sieć” albo Przestrzeń Świadomości, która łączy ze sobą wszystkie swoje przejawy w różnych formach. Głos Serca to „coś”, co odczuwamy, widzimy, a nawet czytamy (odczytujemy)… Sercem.❤

    • M.A.T 13 pisze:

      „Każda religia tłumaczy, że jesteśmy dziećmi Boga”…Jak tedy przebywają ze sobą Dzieci Ojca/Matki ze sobą????!!! W jakim Duchu???!!!! Tak by tego DUCHA do siebie nie zrazić.By ÓW DUCH chciał wsród nich przebywać.Jak przebywają ze sobą, że wiedzą/widzą/czują DUCHA.wokół czego się kręcą( ów ruch)???!!!, Kręca się wokół TEGO któren/co daje spoczynek.wszyscy sie wokół TEGO kręcimy ,od zarania szukając wytchnienia.Dzieci Boga kręcą się WŚRÓD i maja TEGO świadomość.Skąd mają śiadomość TEGO , że to ta właściwa JEMU świadomość.Skąd maja pewność???!!!, ze wiedzą/widzą dobrze???!!!

      • JESTEM pisze:

        „Skąd mają śiadomość TEGO , że to ta właściwa JEMU świadomość.Skąd maja pewność???!!!, ze wiedzą/widzą dobrze???!!!”

        Pewności raczej nie ma. Jest coś… innego. Jest… odczucie. Nazwałabym to ufnością albo Miłością… nawet nie bezwarunkową, a Wszechogarniającą.
        Skąd to wiemy? Bo jesteśmy „TYM”…
        Jeśli utożsamiamy się wyłącznie z ciałem i myślami, przekonaniami, wierzeniami, to jesteśmy odcięci od „TEGO”. Gdy uwalniamy się od tego „uwarunkowania:, coraz bardziej przejawia się poprzez nas owe „TYM”, ów „DUCH-DUSZA”.🙂❤

        Na resztę swoich pytań, skoro je zadajesz, zapewne znajdziesz odpowiedzi.😉❤

    • marek pisze:

      Zmartwychwstanie jest jak Przebudzenie…😉

      Myślę Jestusiu że można to też rozumieć wspak . Przebudzenie jest jak zmartwychwstanie

      Ja bardziej skłaniam się do dawania wiary iż obowiązuje taka kolejność:

      Każda religia tłumaczy, że jesteśmy dziećmi Boga i mamy jego cząstkę w sobie.

      Bezsprzecznie tak . Na użytek tej rozmowy określę ją jako mały diament ./ustalmy bez szczegółów ,że wszystkie diamenty są jednorodne / będzie to pasować do tego porównania.

      Lecz diament to często w oglądzie mały kamyk . Walory swe odsłania dopiero po oszlifowaniu , gdy staje się brylantem .

      Choć owej cząsteczce Boga w nas przypisujemy walory niezmienności to proces szlifowania możemy porównać do zdejmowania z owej cząstki Boga tej warstwy człowieczej otoczki , która zaciemnia jej blask .

      W swym rozeznaniu posadawiając energię Chrystusową w dwunastym poziomie piętnasto wymiarowego modelu naszego wszechświata bez obaw o błąd określam ją jako bardzo bliską Bogu Ojcu-Matce / trzynaście do piętnaście /a więc zasługującą na miano Boskiej /gdy wyraża siebie w postaci przejawionej w fizycznej istocie/ .

      Z autopsji znając jak przemodelowywuje ludzką psychikę owa energia Chrystusowa gdy przejawia się nieskrępowanie w człowieku mam głębokie przekonanie że nasycenie swego jestestwa ową energią Boga w nas Chrystusa – Jezusa jest niezbędne do otwarcia drogi poznania Boga Ojca-Matki. Gdyż to ta energia daje ostatnie szlify , aby z cząstki Boga w człowieku spadły resztki śladów ego ewolucji.

      Nie wiem jak określić uczucie które które zaistniało we mnie przy tej myśli , ale podejrzewam Jestem że jesteś przykładem człowieka o wielkim nasyceniu Chrystusową energią o czym dla mnie świadczą cechy Twego charakteru .

      podrawiam

      m

      • Maria_st pisze:

        „Jestem że jesteś przykładem człowieka o wielkim nasyceniu Chrystusową energią o czym dla mnie świadczą cechy Twego charakteru .”

        tak, cokolwiek ta energia oznacza

        • margo0307 pisze:

          „… Jestem… jesteś przykładem człowieka o wielkim nasyceniu Chrystusową energią…”
          * * *
          tak, cokolwiek ta energia oznacza”

          _____
          Nasycenie Energią Chrystusową oznacza wg. mnie – postrzeganie prawdziwej Rzeczy Istności, a nie postrzeganie tego – co chcemy postrzegać…, tego – co usprawiedliwia nasze postępowanie…😉
          Można powiedzieć, że… otaczające nas cienie ziemskiej egzystencji pochłaniają nas na tyle, że przyjmujemy je za prawdę, co skutkuje…, pozostawaniem nas w ciągłym z nimi związku, mimo że… nieustannie doświadczamy ich ulotności…😉
          I to doświadczanie ulotności… w wyniku pracy nad sobą, z biegiem czasu… wydaje owoce w postaci… powstawania w nas skłonności do zwracania się ku temu – co nie jest cieniami…🙂

          • marek pisze:

            Choć trafnie charakteryzujesz Małgosiu energię Chrystusową , to jednak w mym odczuciu niekompletnie w tym szerokim wachlarzu w jakim przejawia się ONA w niosącym ją człowieku .
            Mam w tej chwili pilne obowiązki do wypełnienia . Powrócę do tematu gdy będę miał czas i wewnętrzny nastrój.

            pozdrawiam

            m

  38. marek pisze:

    Upostaciowanie energii i świadomości we wszechświecie stopniuje się w swych przejawieniach od tych stanowiących konstrukt całej widzialnej i niewidzialnej rzeczywistości / zarządzających podstawowymi prawami wszechświat / prze te upostaciowane w ” określoną jakość”, aż po posiadające w naszym rozumieniu osobowość i w tych ostatnich przedziałach energii natrafiamy na byty zwane przez nas Bogami.

    Człowiek różnie samego siebie określa jednakże jako jednostka jest w swym potencjale bardzo małą drobinką w owej hierarchii przejawionego ducha w energii-materii.

    Bogowie bywają różni , zależy to od tego na ile pamiętają / jak my o sumieniu / w jakim celu zostali powołani . Jeżeli pamięć o ich służebnej roli w stosunku do istot stojących niżej w zasobie świadomości jest żywa są autentycznymi Bogami .

    Ci z nich którzy na przestrzeni czasu zagubili pamięć o tej powinności , gubią swoją Boskość , Dla istot niżej od nich stojących w zasobności energio-świadomości mogą się stać po uprzedniej utracie kontaktu ze Źródłem nawet pasożytującymi tyranami.

    My ludzie w pewnym sensie udręczeni brakiem odczuwania pełnej satysfakcji ze swego istnienia , bardzo chętnie dajemy wiarę w przeistoczenie się naszej rzeczywistości / za sprawą czarodziejskiej różdżki / w planetę i egzystencję na niej powszechnie określaną ” rajem „.

    Zastanawia mnie tylko dlaczego tak łatwo pomijamy refleksję na którą stać każdego brzmiącą że :
    nie od razu Kraków zbudowano i że dziecko potrzebuje lat życia , aby zaistniało jako dorosły człowiek

    Zasugerowani religiami , myślami mędrców , budujemy swoje własne rozumienia , wyznaczamy , cele i określamy je jako wyznaczniki naszego dążenia i cele do realizacji .

    Określamy siebie jako jednostki wielowymiarowe , nie potrzebujące jakiegokolwiek wsparcia w naszym rozwoju.
    Tymczasem sądzę ,że w takie poglądy są błędne . Są nam dostępni o wiele bardzie świadomi od nas nauczyciele , przewodnicy z którymi kontakt względnie przyjęcie ich porcji energio świadomości w obręb siebie jest nieodzownym doświadczeniem do uzyskania swojej kompletności z której dopiero pojawia się autentyczna autonomia.

    W mym rozumieniu takim nauczycielem którego słowa nie utraciły nic na swej wartości jest Jezus .
    Jezus człowiek , przez którego przejawił się wśród nas w świecie fizycznym głos prawdziwego Boga kosmicznego Chrystusa.

    Kto umie oddzielić w Nowym Testamencie ziarno od plew znajdzie potwierdzenie dla moich słów.

    Jezus tak jak został przedstawiony , pokazywał nam postać jaką może zostać każdy z nas .Człowiekiem Uduchowionym , który od tego momentu może sięgać po wszelkie atrybuty przynależne istocie ludzkiej , lecz z uzyskaniem owej dojrzałości traktuje je wyłącznie jako narzędzia służące w niesieniu pomocy innym .

    Do dawania wiary możliwości upostaciowywania się w świecie fizycznym energii subtelniejszych niż istoty owej fizyczności przejawiają skłania mnie wypowiedź moich UFO-ków którzy tak siebie określają .

    My nie posiadamy formy i choć jesteśmy jednym ” ciałem ” wyłaniamy z siebie indywidualności i sekcje na użytek poszczególnych operacji. Możemy przybierać dowolne formy do wykonania określonych zadań lub zabawy.

    Ten stan nas nie interesuje , gdyż każda forma przemija i przez to na bazie energii nie ma sensu ich tworzyć.

    Dla mnie po rozwiązaniu tematów o którego Jezusa chodzi jest jasne /i zgodne z mą topografią jakości życia we wszechświecie / iż przyniósł On nam informacje z tego poziomu który zasługuje wśród nas na miano Boga ze Świadomości Chrystusowej .
    A że samego Jezusa ludzie okrzyknęli Bogiem , to tylko dowód na poziom świadomości Jemu współczesnych i obecnej populacji zamieszkującej świat.

    I takie rozumowanie ustala mą więź z Jezusem Chrystusem jako naszym przewodnikiem i nauczycielem . Na moje dzisiejsze potrzeby wystarcza mi pragnienie zespolenia się z Świadomością Chrystusową na czas niezbędny abym stał się jej nieskazitelnym wyrazicielem .

    Z całą skromnością sądzę , że jest to droga rozwoju obowiązująca każdą istotę ludzką , gdyż jest to właściwy kierunek ewolucji ducha w nas i dopiero w ubrani w tą świadomość możemy wkraczać w szeroki i zrozumiały kontakt z Bogiem Ojcem-Matką , stwórcami Wszechrzeczy.

    Kto zrozumie ten mój wywód zrozumie też moją akceptację ” wizji ” Arona z postawionego przez Dawida tematu .
    Ewolucja życia na planecie idzie od grubego twardego opornego przez plastyczne ulotne aż po eteryczne , a nam i naszej planecie ujednolicenie pojęć wiary jest nieodzowne byśmy wzajemnie przestali się gnębić i wykorzystywać .

    Tylko niech nikt nie nabierze się na hologram ponownego zejścia na Ziemię Jezusa Chrystusa , bo Chrystus musi się pojawić w nas w naszych sercach i dopiero wtedy Niebo zstąpi na Ziemię .

    m

  39. JESTEM pisze:

    Kochani, chcę się z wami czymś podzielić.
    Udzielam się na tym blogu od kilku lat. I wiele się tutaj nauczyłam. I czuję wdzięczność dla was wszystkich. To, co dla mnie było wielką przemianą polegało między innymi na tym, że kiedy czytałam czyjś wpis, czytałam go bardzo uważnie. Czytając czyjeś słowa czytałam je jakby ciałem. Nie w głowie, mózgu, umyśle, ale w ciele odbierałam wasze słowa napisane. Obserwowałam reakcje w ciele na słowa, które czytałam. Nie czytałam wszystkiego, ale jeśli już coś czytałam, to właśnie w ten sposób. I nauczyłam się czytać sercem.🙂

    Na początku robiłam to intuicyjnie i nie wiedziałam nawet, że ten sposób czytania stał się dla mnie praktyką coraz bardziej uważnego czytania tego, co wyrażają i przekazują inni. Dzięki temu nie było we mnie potrzeby upierania się przy swoim, lecz zaczęłam słuchać tego, co czułam. Nauczyłam się dzięki temu cierpliwości, wyrozumiałości i wyważonego wyrażania. Nauczyłam się także coraz większej akceptacji do odmienności sposobów postrzegania przez nas rzeczywistości i świata. Zrozumiałam, że każdy działa według pewnych myśli, idei, koncepcji, w które wierzy. I często czułam się inspirowana wpisami innych.

    I dzięki temu (między innymi) zaczęłam odczuwać miłość i zrozumienie do każdej piszącej tu osoby. Z niektórymi było mi „bliżej” przez większe wzajemne zrozumienie lub „dalej” z powodu niemal całkowitego braku zrozumienia tego, co wyrażałam. Ale to, że z kimś było/jest mi „bliżej” lub „dalej”, nie miało zbyt wielkiego znaczenia, ponieważ nie chodziło mi o to, by kiedykolwiek kogokolwiek do czegokolwiek przekonywać lub udowadniać „swoją rację”. Jednak bycie z kimś „bliżej”, bycie rozumianą, sprawia sercom naszym radość.

    I zauważyłam, że gdy zaczynamy czytać siebie wzajemnie z coraz większą uwagą i szacunkiem wzajemnym do swoim nieco odmiennych😉 poglądów, to coraz więcej możemy się wszyscy od siebie wzajemnie nauczyć – przede wszystkim poprzez wzajemną inspirację, a nie negowanie tego, co piszą inni. Gdy czytając innych odstawiamy na bok (choć na chwilę) nasze przekonania i przywiązanie do pewnych „starych programów”, wtedy możemy odkryć dla siebie naprawdę coś istotnego, nowego, poszerzającego naszą wiedzę wspierającą rozwój naszej samo-świadomości, nasze dojrzewanie. Dialog otwartych serc może nas prowadzić do wzajemnego zrozumienia. Kłótnie i myślenie, że „inni piszą głupoty” wciąż jedynie podtrzymują konflikty. A te konflikty są zewnętrznym przejawem tego, co wewnątrz, w nas… a co jeszcze pozostaje nieuświadomione.

    Czasem moje wypowiedzi mogą wydawać się bardzo „radykalne” jak na przykład w naszych rozmowach o kłamstwie i zabijaniu. Ale dzieje się tak czasami po to, abyśmy coraz bardziej uczciwie mogli poznawać siebie i wszystkie „tricki” i „myki” naszych tak zwanych ego. utrzymującego nasze przywiązanie do pewnych tożsamości, przywiązanie do pewnych koncepcji i przekonań, które (jako to ego) stawiają opór przed stawaniem się coraz bardziej świadomymi Istotami.

    Pozdrawiam was wszystkich i dziękuję, że JESTEŚCIE.🙂❤

    • margo0307 pisze:

      „… Pozdrawiam was wszystkich i dziękuję, że JESTEŚCIE.”🙂 ❤
      _____
      I wzajemnie kochana Jestem 🙂 ❤

    • marek pisze:

      Jestem

      w mym odczuciu napisałaś najpiękniejszy i najmądrzejszy tekst jaki podsumowuje naszą obecność na Mistyce Życia .

      Wyraziłaś wszystko to co czuję sobą i zapewne w przyszłości napisałbym podobne słowa.

      Od dawna mieszkasz w mym sercu z wszystkim co sobą reprezentujesz .

      Bóg we mnie Cię błogosławi
      a moje ego przytula.

      m

  40. Maria_st pisze:

    „Alfa—–ZERO—-OMEGA tak sobie była Gra

    Alfa—>F-Ala —> Wielka F-Ala, Potop
    Zero—>Time’s Up, Koniec Czasu 2023 rok
    OMEGA—>GAME O —>Game Over. Koniec Gry ”

    Lucuś poczytaj a nie graj roli Ali z ! klasy z królikami czy bez ”

    „@Witaj wspaniały Blogerze.

    Nie ma cię z nami oficjalnie, ale nie szkodzi.
    Ja Cię pamiętałem a to już starczy. Któregoś dnia zaistniejesz na szczycie jeśli sam zechcesz…….

    Witaj Muki
    Wiem, że nie masz czasu, ale napiszę Ci kilka moich spostrzeżeń.
    Piszesz, żeby zapamiętać datę śmierci Tupaca Amaru I – 1571 r.

    Jeśli Nibiru zbliża się do układu słonecznego co 3600 lat to np. 2016 (obecny rok) + 1571(rok śmierci Tupac Amaru I) + 13 = 3600.

    Dlaczego dodałem akurat liczbę 13? Mianowicie z powodu zamieszania z kalendarzami dodano 13 lat, to tak naprawdę mamy teraz 2003 r., więc katastrofalny,….2012 r. będzie za 9 lat, czyli zgodnie z obecnym kalendarzem w 2025 r.
    Czy moje spostrzeżenia są słuszne? Jeśli wpisze się datę (2025)…..a w zasadzie jak wstrzelimy 2029 w wyszukiwarce, to dowiadujemy się o ponownym zbliżeniu Aphopis, zaćmieniu słońca.Czy to będzie jakiś szczególny rok obfitujący w katastrofalne wydarzenia dla naszego globu?
    Różnica jest 4 lat.
    Tak, że 2012 faktycznie moim zdaniem dopiero ma nadejść. Jak bardzo namieszali w datowaniu to głowa boli. Oszustwa przeklęty i krętactwa jedno nad drugim, a w datowaniu szczególnie..
    Pozostaje uzasadnić ten brak a raczej niekonsekwentną rozbieżność = 4 lat.
    1571 + 2016 = 3587 + 13 = 3600
    2016 -13 = 2003 = za 9 lat = ( 2025)
    9 lat. Do roku 2012 od dziś.
    2029 (astronomia – Aphopis) – 2025 wychodzi w wyliczenia = 4 lata .
    W tym tak naprawdę istnieją 4 lata rozbieżności i niepewności pomiędzy kalendarzem a tym, co sugeruje astronomia……

    Pozdrawiam,

    I nie wiem czy w tym 9 lub 13 letnim przewalę uwzględniono brak roku zerowego. Moim zdaniem nie, bo bladego pojęcia o jego braku nie mieli……. ”
    http://muki.salon24.pl/704109,blekitna-krew-krolewska-krew-2#comment_11444358

    • Alicja z Krainy Czarów pisze:

      Muki powinien wypalić więcej Trawy to bardziej sensownie by pisał.

      Nie rzucam słów na wiatr i daty które zostały przez mnie podane są pewne na 100%
      Starożytni wyraźnie wskazali na Cykl Kosmiczny w którym znaczącą rolę odgrywa planeta Venus co ma odniesienie do aktywności słonecznej.

      Tak wiec daty są poprawne tylko interpretacja się nie zgadzała.

      2012 wskazuje najmniejsza piramida Mykerinos
      2016 Chefrena
      2023 Cheopsa

      Kalendarz kosmiczny został wyzerowane wraz z tranzytem Venus na tle tarczy Słonecznej w 2012 roku wiec wszystko się zgadza.

      Tak czy siak nikt nie musi się ze mną bawić w to co zamierzam tutaj zrobić, samotnie dokonam tutaj przemiany o jakiej wielu się nie śniło.

      • Maria_st pisze:

        „Tak czy siak nikt nie musi się ze mną bawić w to co zamierzam tutaj zrobić, samotnie dokonam tutaj przemiany o jakiej wielu się nie śniło.”

        ha ha ha wejdz w koalicje z tymi, ktorzy piszą podobnie…..wszystko zrobią sami ….ale w sobie

    • margo0307 pisze:

      „…tak naprawdę mamy teraz 2003…”
      ___
      Hmm…, wg. mnie – tak na prawdę… mamy rok… zgodny ze Świadomością Ludzi żyjących na Ziemi… i wszelkie matematyczne akrobacje umysłowe… tego nie zmienią…
      Czy więc komuś się to podoba czy nie – w Świadomości ludzi figuruje rok 2016.

      Z drugiej strony…, poświęcając chwilę uwagi autorowi komentu z tymi akrobatycznymi wyliczeniami i biorąc pod uwagę możliwość… „fałszowania kalendarzy” oraz nieustanną chęć rozpowszechniania fałszywych info przez niektóre istoty…, można by potraktować obecny czas, w którym żyjemy… jako – swoisty „próbny test” przed… „właściwym egzaminem”… dotyczącym wzrostu Świadomości nas wszystkich…

      Bo przecież chyba… każdy się zgodzi z tym, że… żyjemy w fascynującym i pięknym czasie, w trakcie którego wszyscy przechodzimy przez proces… mający na celu doprowadzenie do gruntownych przemian ku… lepszemu jakościowo życiu na Ziemi…
      Jedni z nas są świadomi, inni jeszcze nie bardzo… faktu, że owy proces w swej najszerszej perspektywie jest częścią… większego, kosmicznego cyklu i że główny charakter zmian… postępuje na poziomie energetycznym…, a to oznacza, że… przeprogramowaniu energetycznemu w kierunku zaistnienia na wyższym – wysokowibracyjnym poziomie świadomości – podlega dosłownie wszystko co istnieje, ponieważ wszytko – co jest widzialne i niewidzialne – jest formą Energii…
      Z tego powodu wszelkie zmiany zadziewające się w naszym świecie zewnętrznym, którym podlega nasza Planeta – dokonują się również w nas samych…, bez względu na to czy ktoś jest tego świadomy czy nie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s