Selfie zamiast PIN-u. Nowy pomysł MasterCard

Kod pin to już przeżytek. Wkrótce zawierane drogą elektroniczną transakcje będziemy potwierdzać przykładając palec do urządzenia (aby potwierdzić zgodność linii papilarnych), a także… robiąc sobie selfie
selfie
Oszustwa i kradzieże z wykorzystaniem kart płatniczych to coraz częstszy problem. Firmy, chcąc to zjawisko zminimalizować, pracują nad coraz lepszymi zabezpieczeniami i metodami weryfikacji właściciela konta. MasterCard od jakiegoś czasu testował zupełnie nowe rozwiązanie na tym polu, a zostanie ono rozpowszechnione już wkrótce.

Chodzi o zatwierdzenie transakcji poprzez zrobienie sobie autoportretu – czyli popularnego selfie. Specjalna aplikacja ma analizować informacje biometryczne zawarte w zdjęciu oraz odcisk palca użytkownika. Program będzie brał pod uwagę głębię obrazu, a przy każdorazowym użyciu będzie od użytkownika wymagał mrugnięcia. Dzięki temu nie będzie możliwe użycie tej samej fotografii więcej niż raz. Faktycznie trzeba będzie zrobić sobie zdjęcie na bieżąco.

W najbliższych miesiącach, z technologii tej mają skorzytać niektóre duże banki w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i kilku krajach Europy (na razie wiadomo o Wielkiej Brytanii). A jeśli wymóg zrobienia sobie selfie okaże się niewystarczającym zabezpieczeniem, to MasterCard już pracuje nad technologią rozpoznawania użytkownika poprzez analizę uderzeń jego serca.
źródło:
http://www.forbes.pl/selfie-zamiast-pin-u-nowy-pomysl-mastercard,artykuly,203131,1,1.html

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, Eksperymenty, Matrix, robotyka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Selfie zamiast PIN-u. Nowy pomysł MasterCard

  1. Mezamir pisze:

    Banki to jest takie coś co należy bojkotować i za wszelką cenę nie korzystać z usług tych lichwiarzy.

  2. margo0307 pisze:

    Piękna opowieść „Twórca Dusz”, dlatego pozwolę sobie wkleić ją w całości🙂❤

    "Najpierw usłyszałam pisk opon i dźwięk zgniatanej karoserii, potem poczułam przerażanie, szybkie i gwałtowne. Nie moje — jej. Ja czułam… ulgę.
    Wreszcie będę wolna, tak długo tkwiłam w tym ciele, tak długo jej umysł mnie niszczył. Zbyt długo. Czekam tylko na ostatnie bicie jej serca. Już ledwo je słyszę. Wiem, że nie ma więcej siły.
    Trzy, dwa, jeden, jeden, jeden
    Cisza.
    Spadła na mnie tak nagle, że na początku nie wiedziałam, co się dzieje.
    Nie jestem przyzwyczajona do ciszy. Jej umysł ciągle krzyczał.
    Ciepło.
    Przeniknęło mnie całkowicie. Dawno nie czułam ciepła. Jej ciało ogarnęło zimno wiele lat temu.
    Światło.
    Tak czyste i piękne. Światło, którego ona mnie pozbawiła. Światło z domu dusz.
    Nagle zobaczyłam Jego .
    Patrzył się na mnie i ułożył usta w uśmiechu. Chciałam go odwzajemnić, ale zapomniałam, jak się uśmiecha.
    Widząc to, podszedł do mnie i mocno przytulił. Tak jak tylko ojciec może przytulić dawno niewidziane dziecko.
    — Twórco… – zdołałam wyszeptać.
    — To nie jest jeszcze twój czas na powrót. Ona jeszcze walczy. Jej serce jeszcze bije – powiedział ze spokojem, nie wypuszczając mnie z objęć.
    — Nie. Jej serce się zatrzymało. Nie słyszałam jego bicia – niemal krzyknęłam.
    Chciałam się bronić, choć on wcale mnie nie atakował.
    — Nie słyszałaś, bo nie chciałaś już słyszeć. Tak bardzo pragnęłaś od niej odejść, że nie zauważyłaś, jak kurczowo trzyma się życia.
    Musisz wrócić, dusza może opuścić ciało dopiero po śmierci – upomniał mnie.
    — Ale ona już nie żyje! – teraz krzyknęłam naprawdę.
    Usłyszałam w swoim głosie dźwięk rozpaczy – Umarła wiele lat temu. A ja wraz z nią.
    Spójrz na mnie! Czy tak powinna wyglądać dusza?
    Nie ma we mnie spokoju, nie ma we mnie ciepła, nie ma we mnie krztyny światła.
    Zabijała mnie godzina po godzinie, minuta po minucie.
    Nie jestem już żadną duszą – jestem jej karykaturą!
    Wzrok Twórcy przenikał mnie na wskroś. Jakby chciał znaleźć we mnie jakikolwiek blask nadziei. Nie znajdzie. Jestem tego pewna.
    — Jej żebra pękły jak zapałki, jedno z nich przebiło płuco, krew zalewa jej narządy, ale wciąż walczy.
    Dlaczego nie możesz też o nią zawalczyć?
    Czułam nadchodzącą falę złości.
    — Walczyłam o nią bardzo długo. Od samego początku.
    Przelewałam w nią światło, zapewniałam ciszę, obdarzałam miłością, odkąd po raz pierwszy zaczerpnęła powietrza.
    Na początku było wspaniale, była ciekawa życia, radosna i pełna energii. Mogłam jej pomagać bez problemu.
    Po raz pierwszy jej serce złamało się, kiedy odeszła od niej matka, a ona została wysłana do obcych ludzi. Swojego ojca nigdy nie znała.
    Długo sklejałam jej serce, ale w końcu mi się to udało. Było łatwiej, była jeszcze dzieckiem, a dzieci wierzą w życie, nawet jeśli to pluje im w twarz. Ale potem nastały cięższe czasy.
    Mężczyźni, fałszywi przyjaciele, utracone szanse i zniszczone marzenia łamały jej serce na nowo, coraz boleśniej, coraz drastyczniej.
    Mimo to udało mi się tchnąć w nią życie na tyle, że choć osłabiona, wstawała z łóżka gotowa na przyjęcie nowego dnia.
    Kolejny cios nastąpił, gdy zostawił ją narzeczony. Tydzień przed ślubem.
    Jak stwierdził, dlatego że się pomylił. Jego pomyłka kosztowała ją bardzo wiele. Był kolejną osobą, która ją opuściła, a ona nie potrafiła zrozumieć dlaczego.
    Zamknęła serce na wiele długich i pustych lat, a znalezienie odpowiedniego klucza, aby ponownie je otworzyć, pochłonęło mnie całkowicie.
    Ale i tym razem mi się udało, choć przyznam, że jej kruchość mnie przerażała.
    I nagle, zupełnie niespodziewanie, na jej drodze stanął pewien mężczyzna.
    Zaczął przywracać jej wiarę w drugiego człowieka, napełnił jej życie dziecięcą radością i światłem równie wartościowym jak to pochodzące ode mnie.
    Był pierwszym człowiekiem, który powiedział jej „tak” i „nie opuszczę Cię aż do śmierci”.
    Kilka miesięcy po dniu, w którym usłyszała od niego to słowo, zaczęło rodzić się w niej nowe życie. Odkąd dowiedziała się, że będzie miała dziecko, jej serce zaczęło się zmieniać.
    Z każdym dniem stawało się piękniejsze, silniejsze i pełne miłości.
    Fakt, że dawała komuś życie, sprawiał, iż odnalazła prawdziwe życie w sobie.
    W chwili gdy po raz pierwszy wzięła w ramiona swojego synka, śmiała się każda komórka w jej ciele, a światło bijące z jej oczu mogło zawstydzić samo słońce…
    Siedem tygodni później jej dziecko przestało oddychać. W nocy. Na zawsze…
    Nie ma takich słów w żadnym języku tego świata, żeby opisać ból, który ją obezwładnił.
    Śmierć synka wyssała z niej wszystko: szczęście, nadzieję, resztki miłości.
    Serce, które jeszcze chwilę wcześniej wydawało mi się niezniszczalne, nie złamało się – ono się rozkruszyło . Na wiele tysięcy kawałków.
    Próbowałam pozbierać choć część z nich, ale poniosłam porażkę, ponieważ dla niej każdy z odłamków stanowił symbol innej osoby, która ją opuściła.
    Przestała walczyć, uczyniła ze swojego męża wroga i tylko czekała, aż i ten ją opuści, a świat zaczęła traktować jako karę. Gasła i obojętniała, a ja razem z nią.
    Od śmierci synka minęły trzy lata, a jej ciało nafaszerowane zostało lekami na depresję.
    Otępiły one jej umysł, ale nie naprawiły tego, co ja powinnam naprawić. Jej serca…
    Ja… już… nie wiem, gdzie ono jest…

    Nie byłam w stanie niczego więcej powiedzieć.
    Z całej siły próbowałam zachować spokój, ale i to mi się nie udało. Płakałam tak głośno, jak jeszcze nigdy wcześniej.
    — Przepraszam. Tak bardzo przepraszam – wyjąkałam i upadłam na ziemię. Wstydziłam się swojej porażki. – Zawiodłam ciebie, siebie, ale przede wszystkim zawiodłam ją.
    Nagle poczułam silne ramię Twórcy. Ostrożnie, ale pewnie, postawił mnie na nogi.
    — Płaczesz, a to znaczy, że jeszcze coś czujesz, a jeśli czujesz, to zostało w Tobie więcej z duszy, niż myślisz.
    — Nie, jestem teraz nikim – wydusiłam z siebie, nie będąc w stanie spojrzeć Twórcy w oczy. Obrażając siebie, obrażam jego dzieło, ale nie mogłam uciekać od prawdy.
    — Chodź, pokażę Ci coś – powiedział po chwili.
    Podeszliśmy w milczeniu do wielkich, białych drzwi. Twórca nacisnął klamkę i uśmiechając się po nosem, obrócił się w moją stronę.
    — Chcę, żebyś zobaczyła, nad czym teraz pracuję – powiedział i otworzył drzwi na oścież.
    Blask wydobywający się z wnętrza na chwilę mnie oślepił.
    Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, mogłam zorientować się, dokąd zabrał mnie Twórca.
    — Twoja pracownia… – wydusiłam z siebie zachwycona, jednak po chwili dotarła do mnie straszliwa prawda.
    – Nie pasuję tutaj. Wszystkie te dusze są piękne, dobre i pełne nadziei. Ja taka nie…
    — Ciii – przerwał mi Twórca i wskazał na stół znajdujący się na środku pomieszczenia – Spójrz tam.
    Mój wzrok powędrował w kierunku stołu i… nagle ją dostrzegłam.
    Najczystszą, najpiękniejszą i najjaśniejszą duszyczkę, jaką można było sobie wyobrazić.
    Była malutka, jeszcze niedokończona, ale po jej cudownym blasku i niezwykłym cieple, którymi emanowała, mogłam stwierdzić, że jest przeznaczona dla wyjątkowej osoby.
    — Mogę podejść bliżej? – zapytałam, nie odrywając od niej wzroku.
    — Oczywiście – odparł Twórca, a w jego głosie wyczułam zadowolenie.
    Z bliska dusza była jeszcze piękniejsza. Tak piękna, że nie mogąc się powstrzymać, dotknęłam jej. Kiedy tylko to zrobiłam, poczułam w sobie ciepło, a czarna poświata otaczająca mnie zaczęła powoli blaknąć. Mogłabym nawet przysiąc, że dostrzegłam w sobie promyk jej światła.
    — To niemożliwe – wyszeptałam. – To nie jest możliwe.
    Utkwiłam wzrok w Twórcy, a potem w tej małej duszy i nagle poczułam, że ze wszystkich sił muszę ją chronić.
    Chronić przed brakiem nadziei, przed zwątpieniem w rolę odgrywaną przez duszę, a przede wszystkich chronić przed utratą wiary w człowieka, którego dusza powinna strzec.
    — Co się dzieje? Kim ona jest? – zapytałam Twórcę, choć wpływ, jaki wywarła na mnie duszyczka, sprawiał, że odpowiedź stawała się oczywista.
    Twórca podszedł do stołu i z miłością w oczach spojrzał na swoje nowe dzieło.
    — Ta dusza przeznaczona jest dla nienarodzonej jeszcze dziewczynki.
    Dziewczynki rosnącej pod sercem kobiety, która miała wypadek samochodowy.
    Dusza tej kobiety chwilowo się zagubiła, bo uważała, że nie jest już w stanie pomagać.
    Ale to nieprawda, pomagała tej kobiecie samą obecnością, nawet jeśli uznała, że obecność ta nic nie znaczyła.
    Dlatego chciałbym, aby ta dusza wróciła tam, gdzie wciąż jest jej dom i czekała na przybycie maleńkiego gościa.
    Wtedy przypomniałam sobie, jak się uśmiechać. Usłyszałam w oddali bicie ❤ Wracam.
    Jeden, jeden, jeden… jestem„.

    http://workitgirl.pl/2016/02/22/tworca-dusz-miedzynarodowy-dzien-walk-z-depresja/

  3. margo0307 pisze:

    Widzę, że jakoś temat… Selfie.. nie cieszy się zainteresowaniem, wykorzystam więc miejsce i podzielę się z Wami kolejną… bardzo fajną opowieścią o… Przypadku 🙂

    Żył sobie w świecie ludzi Przypadek. Sam nie bardzo wiedział skąd się wziął.
    Wydawało mu się, że był od zawsze.
    Przypadek był taki naturalny, taki bezpośredni – jak dziecko. I – podobnie jak wszystkie dzieci – chciał tylko się bawić i cieszyć.
    Bardzo lubił wpaść do kogoś znienacka, żeby zadziwić i rozweselić. Ale ludzie zwykle bali się go i mówili różne przykre rzeczy:
    – Co za durny Przypadek, – mówili. – że też mnie to musiało spotkać!
    – Jaki głupi Przypadek!
    – Okropny Przypadek mi się wczoraj przytrafił!
    Ludzie nie lubili Przypadku a jemu było przykro.
    Przypadek nie rozumiał, dlaczego nikt nie cieszy się z jego obecności.
    Z czasem Przypadek posmutniał i stał się nieszczęśliwy.
    Wówczas ludzie wpadali w panikę.
    – Nieszczęśliwy Przypadek! – tłumaczyli sobie każde zdarzenie, które stawało się ich udziałem przez własne niedopatrzenie, brak zaufania albo bezmyślność.
    Z powodu tego globalnego braku zrozumienia i akceptacji, Przypadek popadł w rozpacz.
    Pewnego pochmurnego dnia naburmuszony Przypadek siedział na ławce pod mokrą topolą i ponuro myślał:
    – Dobrze, jak sobie chcą, będę Nieszczęśliwym Przypadkiem! Jak nie chcą się bawić to nie!
    Sami sobie winni głupi ludzie!
    Tymczasem alejką szła sobie Ona.
    Miała zielone oczy i biały płaszcz. Z przeciwka zaś – płynnie i w pełnej zadumie – sunął na rolkach On.
    Ich drogi w żaden sposób nie mogły się skrzyżować, ale to naprawdę – w żaden!
    I wtedy wtrącił się Przypadek.
    Wyłącznie za jego sprawą On się potknął, wykonał parę idiotycznych wymachów rękoma, próbując złapać równowagę, ale Przypadek nie odpuścił.
    On wylądował na brzuchu w samym środku głębokiej błotnistej kałuży z impetem ochlapując Ją od stóp do głów.
    Przypadek patrzył ponuro na dzieło swoich rąk i czekał, kiedy zaczną go przeklinać.
    Lecz nagle… wydłużająca się pauza została przerwana wybuchem niepohamowanego śmiechu. On, leżąc w kałuży, patrzył na Nią i śmiał się:
    – Nigdy, przenigdy nie padłem jeszcze damie do stóp w tak elegancki sposób!
    Ona uśmiechnęła się niepewnie… A następnie też się roześmiała…
    A potem? Potem Jej śmiech dźwięczał niby wesoły srebrny dzwoneczek w całej alejce, w całym parku, na całym świecie.
    – Nigdy przenigdy nie czułam się jak zmokła kura! Teraz już wiem jak to jest!
    – Jako człowiek uczciwy, muszę teraz panią dostarczyć dokądkolwiek pani zechce! – powstając z kałuży oświadczył On.
    – Mieszkam w tamtym domu. Jako prawdziwa dama jestem zmuszona zaproponować panu możliwość umycia się, ogrzania i wypicia herbaty z miodem i malinami, – uśmiechnęła się Ona.
    Przypadek był w szoku. Nie rozumiał co się dzieje, kiedy wreszcie zaczną go przeklinać i oskarżać? Wlókł się za poszkodowanymi, kombinując co robić dalej.
    Mokra para wsiadła do windy.
    – Chyba czas, abym znowu się wtrącił, – mruknął Przypadek.
    Winda skrzypnęła, drgnęła i stanęła między piętrami. Przypadek przygotował się na awanturę.
    – Ale romantycznie! – powiedziała Ona.
    – Jak w najlepszej komedii rodem z Hollywood! – ucieszył się On.
    – Lubi pan filmy? – spytała Ona.
    Nic tak nie zbliża ludzi jak wspólne ugrzęźnięcie w windzie.
    Po pół godzinie wiedzieli już o sobie prawie wszystko.
    Po godzinie On chuchał na Jej zmarznięte dłonie.
    Po półtorej – ich usta po raz pierwszy się zetknęły.
    Gdy ekipa techniczna uruchomiła windę i jej drzwi nareszcie się otworzyły – para wyszła trzymając się za ręce, nad ich głowami latały szczęśliwe amorki, a na klatce schodowej słychać było w tle marsz Mendelsona.
    Przypadek wraz z technikami obserwował tę scenę z zachwytem.
    – Jakiż to szczęśliwy Przypadek nas ze sobą zetknął? – po paru godzinach zapytał On, siedząc w przytulnej kuchni i patrząc w oczy swojej księżniczce, która tak niedawno, za sprawą Przypadku, była zmokłą kurą.
    – Ciekawa sprawa, – roześmiała się Ona. – Mogłoby się wydawać, że nieszczęśliwy Przypadek, a okazał się być bardzo szczęśliwym Przypadkiem.
    – Czy to o mnie mówią? – speszył się Przypadek. – Może coś jeszcze fajnego im zrobię? Prąd wyłączę? Do rana… a co tam!
    Gdy w jednej chwili zgasło światło w całej dzielnicy, On i Ona po prostu stali przy oknie i patrzyli na migające gwiazdy, które dopiero się obudziły.
    Teraz Przypadek naprawdę był absolutnie szczęśliwy.”🙂

  4. Dawid56 pisze:

    Generalnie w temacie Selfie chodziło o tożsamość .Pamiętacie może film System o podstawieniu elektronicznej tożsamości zbrodniarki za pomocą systemu głównej bohaterce filmu?
    Po drugie kiedyś „wymyśliłem”, że wygląda na to że nie będziemy używać kiedyś żadnych PIN-ów, aby wypłacić pieniądze z bankomatu wystarczy chip RFID.- ale to koszmarna wizja….

  5. adept pisze:

    Wpadamy w pułapki Matrix , logiczne myślenie wzmacnia matrix .. i tak nagle pieniądz jako środek płatniczy ( ten papier i te monety złomu m- wszystko to o sztucznej manipulowanej wartości) jest niewygodny ? przecież jest nadal niezawodny….
    Tu chodzi o kontrolę…ale jaką ?
    Mamy już wiele fajnych przykładów upadlania nas..(. choćby rejestr zadłużonych i niewypłacalnych…).
    Może chodzi o to ,że w ogóle wszystko ma być racjonowane przez ciemnych ..i wymuszane bezwzględna posłuszeństwo … bo jak nie, to kara i jeść nie dostaniesz i karcer czeka TO BYŁ SCENARIUSZ CIEMNYCH W NWO. był, bo ciemni już nie mają siły…
    Czyli teraz będzie obowiązywał Światła Scenariusz – Reset i Waluty narodowe „w pokryciu w złocie” – Może będzie jakaś korekta – bo jesteśmy opóźnieni i rzeczywiście może być propozycja kont bankowych i kart płatniczych ale gdzie ? to nasze tutaj doświadczanie na 3D miało być wsparte NESARA !!!!

    Na 5D nie ma pieniądza ..
    Czyli okres przejściowy by ludzie mogli się spokojnie przyzwyczaić do dobrobytu ( bo to jest nasz naturalny dar kosmosu ….)
    I o czym dużo się mówi ,by ludzie mogli wreszcie zająć się swoim Duchowym rozwojem…..
    Rano się obudzisz i będziesz inaczej widzieć Jakoś świetliście .., poczujesz,że masz więcej sił,że masz lepsze rozeznania i oczekujesz ogłnych zmian … nic negatywnego już nie odczujesz ,bo to wszystko znikło…
    a jak pójdziesz do swojego banku , to powiedzą tobie ,że masz KUPĘ KASY NA KONCIE I NIE MASZ NIC DO SPŁACENIA – ZNIKŁY DŁUGI….
    Miłego dnia życzę …i dużo Radości…
    spodziewajmy się samych dobrych wieści …

    Więc warto odstawić to STRASZENIE CIEMNYCH….
    ONI TEŻ ZNIKNĄ…..ukryją się, bo przebudzeni będziemy wzajemnie wszystko o sobie wiedzieć….i nie będą mogli nas już oszukać…

    • Maria_st pisze:

      „ONI TEŻ ZNIKNĄ…..ukryją się, bo przebudzeni będziemy wzajemnie wszystko o sobie wiedzieć….i nie będą mogli nas już oszukać…”

      Kochany adepcie gdzie ciemni sie ukryja?
      Ciemni to MY……
      Musimy sobie to UZMYSŁOWIĆ że gramy tu rolę taką ktora ukazuje to co w nas nieuświadomione, strach przed poznaniem tego co w nas CIEMNE…..
      Boimy się ciemności, ale gdy ja poznamy…lęki miną a wtedy decyzje będą inne.
      GRA
      WYBORY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s