Atak, który zmienił świat. 70. rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę

To wydarzenie zmieniło świat. To wydarzenie jako punkt przełomu przyjęli zarówno Terence Mc Kenna w swojej teorii Nowości jak i też Jose Argules w swoim „Faktorze Majów”. Dzisiaj pytanie podstawowe brzmi jak można odsunąć groźbę ponownego użycia broni atomowej w nieskończoność i jak zlikwidować arsenały broni atomowej we wszystkich państwach , które nimi dysponują.

W Hiroszimie uczczono w czwartek rano czasu lokalnego pamięć tysięcy ofiar amerykańskiej bomby atomowej, zrzuconej na to miasto 70 lat temu. W uroczystościach wziął udział m.in. premier Japonii Shinzo Abe.
Pamięć ofiar uczczono m.in. minutą ciszy. Burmistrz Hiroszimy Kazumi Matsui zaapelował o całkowitą likwidację broni atomowej, a szef japońskiego rządu zapowiedział w swym wystąpieniu, że podczas wrześniowej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Japonia przedstawi nowy projekt rezolucji w sprawie całkowitego rozbrojenia jądrowego na świecie.

W tym roku w uroczystościach w Hiroszimie wzięło udział ponad 40 tysięcy ludzi, w tym przedstawiciele 100 krajów.
Nowa era konfliktów
70 lat temu, 6 sierpnia 1945 roku, amerykańska superforteca B-29 zrzuciła na japońskie miasto Hiroszima pierwszą z dwóch użytych dotąd bojowo bomb atomowych, otwierając w dziejach międzyludzkich konfliktów erę nuklearną.

Wybuch był równoważny z detonacją 16 tysięcy ton (16 kiloton) trotylu, ale w przeciwieństwie do eksplozji chemicznej towarzyszyło mu dodatkowo zabójcze promieniowanie jonizujące.

Według różnych japońskich szacunków sam wybuch i skutki promieniowania spowodowały do końca października 1945 roku zgon od 90 do 166 tysięcy mieszkańców Hiroszimy, przy czym około połowa tych osób zginęła 6 sierpnia.
Hiroszima perzed i po
Źródło: Wikipedia / domena publiczna Hiroszima przed i po zrzuceniu bomby atomowej
„Enola Gay”

Decyzję uruchamiającą program budowy broni nuklearnej prezydent USA Franklin D. Roosevelt podjął jeszcze 9 października 1941 roku – na dwa miesiące przed atakiem na Pearl Harbor i ponad rok przed uruchomieniem w Chicago pierwszego reaktora jądrowego. Prezydent dał się przekonać uczonym z Albertem Einsteinem na czele, że budowa bomby atomowej jest technicznie możliwa, a jej wcześniejsze skonstruowanie przez wrogów USA miałoby tragiczne skutki.

Pierwsza bomba atomowa eksplodowała 16 lipca 1945 roku na tajnym poligonie w stanie Nowy Meksyk. Gotowe były już wtedy dwie następne, przeznaczone do użytku wojskowego.

Sytuacja militarna Japonii była wówczas beznadziejna, ale sztab amerykański wciąż liczył się z koniecznością krwawej inwazji na japońskie wyspy. Prezydent Harry Truman i jego dowódcy wojskowi uznali broń atomową za ostateczny argument, który zmusi Japończyków do natychmiastowej i bezwarunkowej kapitulacji.

6 sierpnia nad ranem B-29 z bombą atomową wystartował z wyspy Tinian w archipelagu Marianów. Dowódca załogi, pułkownik Paul Tibbets, dzień wcześniej rozkazał wymalować na kadłubie bezimiennego dotąd bombowca imię i panieńskie nazwisko swej matki – „Enola Gay”.
„Sądzę, że to koniec wojny”
Do ataku wybrano jako cele cztery miasta – Hiroszimę, Nagasaki, Kokurę i Niigatę. Lotniczy zwiad meteorologiczny doniósł, że tylko Hiroszima jest wolna od pokrywy chmur, co zdecydowało o jej losie.

Bombę zrzucono o godzinie 8.15 z wysokości ponad 9 kilometrów. Po 44 sekundach spadania, około 600 metrów nad ziemią, pobudzony sygnałem radiowysokościomierza zapalnik sprasował uranowy rdzeń bomby w masę krytyczną. W ułamku chwili wyzwolona została niszczycielska niekontrolowana reakcja łańcuchowa.

„Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”. Próba pierwszego narzędzia zagłady
– Wiedzieliśmy, że świat już nie będzie taki sam. Kilka osób się śmiało, kilka płakało. Większość patrzyła w ciszy – powiedział Robert Oppenheimer, wspominając po latach moment, gdy zobaczył oślepiający błysk i poczuł potężny podmuch pierwszej eksplozji jądrowej. 16 lipca 1945 roku test o kryptonimie „Trinity” nieodwracalnie zmienił ludzkość i historię. Człowiek zyskał broń, która prawdopodobnie zapobiegła III wojnie światowej, ale też dała mu możliwość samozagłady.
– W tym momencie na myśl przyszedł mi werset z jednej ze świętych ksiąg hinduizmu „Bhagawadgita”. […] „Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”. Wydaje mi się, że wszyscy wtedy czuliśmy się mniej więcej w ten sposób – wspominał swoje uczucia Oppenheimer, ówczesny szef zespołu naukowców pracujących nad amerykańską bombą atomową. Później nadano mu przydomek „ojciec bomby”.
Ucieczka fizyków z Europy

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Adolf Hitler i jego antysemityzm. Na początku lat 30. Niemcy były światowym liderem w dopiero rodzącej się fizyce jądrowej. Wielu wybitnych naukowców pracujących na tym polu było jednak Żydami, którzy po umocnieniu się nazistów u władzy zaczęli wyjeżdżać do USA.
Przywództwo III Rzeszy nie martwiło się jednak ich ucieczką, bowiem w latach 30. nie zdawano sobie jeszcze w pełni sprawy z militarnego potencjału drzemiącego w rozszczepieniu atomu. Wówczas była to przede wszystkim ciekawostka naukowa, blednąca przy gwałtownym rozwoju broni pancernej czy lotnictwa.
W USA początkowo też nie traktowano sprawy zbyt poważnie. Pierwszym bodźcem był list napisany przez Leo Szilarda, Żyda urodzonego na Węgrzech, który wiele lat pracował w Niemczech i uciekł do USA. Ostrzegał w nim, że jest możliwe zbudowanie broni jądrowej o niewyobrażalnej mocy i III Rzesza dysponuje odpowiednimi środkami, aby to zrobić. Namówił do podpisania się pod listem Alberta Einsteina, co dało mu dość wagi, aby w listopadzie 1939 roku przeczytał go sam prezydent Franklin D. Roosevelt. Sprawę uznano za istotną i nakazano rozpoczęcie amerykańskich badań nad bronią jądrową, ale nie nadano im wysokiego priorytetu.
Sprawy przyśpieszyły ostro dopiero pod koniec 1941 roku, kiedy Amerykanie nie mogli już dłużej ignorować faktu, że „europejski” konflikt tak naprawdę jest „światowy”. W listopadzie Roosevelt nadał pracom nad bronią jądrową wysoki priorytet, a po przystąpieniu przez USA do wojny miesiąc później, sprawa zyskała znaczenie kluczowe. Prowadzonemu w absolutnej tajemnicy programowi nadano kryptonim „Manhattan”. Na jego czele po początkowym zamieszaniu stanął generał Leslie Groves z Korpusu Inżynierów US Army, który dopiero co skończył kierować budową Pentagonu, czyli wówczas największego budynku świata.
Na szefa naukowców pracujących nad bronią jądrową wojskowy wybrał Oppenheimera, choć wiele osób mu to odradzało. W momencie otrzymania stanowiska miał zaledwie 38 lat i musiał zarządzać pracą wielu starszych i bardziej utytułowanych kolegów, z których kilku miało na koncie nagrody Nobla. Gen. Groves wykazał się jednak wyczuciem i Oppenheimer go nie zawiódł. Okazał się bardzo dobrym menedżerem i przywódcą dla z zasady niezdyscyplinowanych naukowców. Miał też odznaczać się, według słów gen. Groves’a, „nieokiełznaną ambicją” oraz niezwykłą błyskotliwością.

Program Manhattan, czyli wielka budowa

Wyzwanie stojące przed Amerykanami było gigantyczne. Dotychczas całe badania nad rozszczepieniem atomu i reakcją łańcuchową miały charakter czysto laboratoryjny. To, że udało im się w ciągu trzech lat przejść do etapu seryjnej produkcji bomb jądrowych, jest jednym z największych osiągnięć inżynierii XX wieku. Do końca wojny na program „Manhattan” wydano równowartość współczesnych 25 miliardów dolarów, czyli niemal tyle samo, ile kosztowała cała wojenna produkcja broni ręcznej (od pistoletów po karabiny maszynowe).
90 procent pieniędzy przeznaczonych na broń jądrową wydano nie na badania, ale na budowę niezbędnej infrastruktury. Największym problemem nie było bowiem opracowanie konstrukcji bomby, której pierwsze koncepcje istniały jeszcze zanim rozpoczęto program. Trzeba je było dopracować, czym zajmował się Oppenheimer i jego zespół.
Większym wyzwaniem było zdobycie materiału do budowy bomb. Według wstępnych przymiarek, konieczne były dziesiątki kilogramów wysoko wzbogaconego uranu, a dokładniej jego izotopu U-235. Później zorientowano się, że przy innej konstrukcji bomby można użyć też plutonu Pu-239.
Problem w tym, że U-235 naturalnie występuje jedynie w znikomych ilościach w rudzie uranu i trzeba go z niej wydobyć poprzez proces nazwany wzbogacaniem, a Pu-239 nie występuje nigdzie i trzeba go produkować w reaktorach jądrowych. W 1942 roku była to niemal fantastyka naukowa. Czas wojny rządził się jednak swoimi prawami i zanim naukowcy opracowali odpowiednie procedury i urządzenia, już trwały szeroko zakrojone prace budowlane przy wielkich zakładach produkcyjnych.
Gen. Groves zadecydował, że powstaną linie produkcyjne do każdej możliwej metody uzyskiwania U-235 i Pu-239 a praktyka pokaże, która jest najlepsza. Koszty się nie liczyły.

Największe zakłady powstały w Oak Ridge w Tennessee na wschodzie USA. Pochłonęły 62 procent całych pieniędzy wydanych na projekt „Manhattan”. Umieszczono tam produkcję U-235. Na pustkowiu w ciągu niecałych dwóch lat powstały jedne z największych zakładów przemysłowych w USA i miasto liczące 75 tysięcy mieszkańców. Drugie najważniejsze centrum produkcyjne umieszczono w Hanford w stanie Waszyngton, gdzie postawiono serię pierwszych przemysłowych reaktorów do produkcji Pu-239. Wszystkie obiekty powstawały w nieprawdopodobny tempie. Prace budowlane w Hanford rozpoczęto w styczniu 1944 roku i choć nie wiedziano wówczas jak dokładnie ma wyglądać produkcja Pu-239, to już rok później pierwsza próbka izotopu trafiła do naukowców.
Skala obu przedsięwzięć musiała być gigantyczna, bo po osiągnięciu pełnych mocy produkcyjnych w Oak Ridge i Hanford miesięcznie wytwarzano po kilka kilogramów koniecznych izotopów. U-235 i Pu-239 były wówczas najcenniejszymi substancjami na świecie. Koszt wytworzenia każdego kilograma był liczony w milionach współczesnych dolarów.

Dwa modele broni ostatecznej
Trzecim głównym punktem na mapie projektu „Manhattan” było centrum naukowe Los Alamos w Nowym Meksyku, też zbudowane od podstaw. To tam Oppenheimer i grono wybitnych naukowców przekuwali teoretyczne koncepcje tego jak ma wyglądać bomba atomowa w rzeczywistą broń. Tam też produkowano metodą rzemieślniczą pierwsze ładunki. Każdy był rękodziełem, bowiem nie stworzono jeszcze odpowiednich procedur i narzędzi do seryjnej produkcji. Każdy nieco się różnił ze względu na ciągłe poprawki.

Największym wyzwaniem w całym przedsięwzięciu było stworzenie odpowiedniej metody zainicjowania niekontrolowanej reakcji łańcuchowej w bombie i ustalenie, ile właściwie uranu czy plutonu potrzeba do osiągnięcia zamierzonego efektu. Równolegle pracowano nad dwoma ładunkami, uranowym i plutonowym. Ten pierwszy miał znacznie prostszą konstrukcję i naukowcy byli pewni, że zadziała, wobec czego nie zdecydowano się go nawet testować. Przeszedł próbę bojową w Hiroszimie.
Na kolejną bombę tego rodzaju i tak nie starczyłoby w 1945 roku uranu, bo jedna wymagała 64 kilogramów. Na potrzebę ładunku Little Boy zrzuconego na Hiroszimę zużyto niemal cały izotop U-235 wyprodukowany w 1944 i połowie 1945 roku.
Znacznie bardziej skomplikowana była konstrukcja bomby plutonowej, oparta o tak zwaną metodę implozyjną. W zamian była jednak znacznie bardziej ekonomiczna, wymagała zaledwie kilku kilogramów Pu-239. Ponieważ jego produkcja okazała się znacznie łatwiejsza niż U-235 a naukowcy nie byli pewni czy ładunek implozyjny zadziała, postanowiono przeprowadzić test, któremu nadano kryptonim „Trinity”.
Próba przy pomocy stu ton trotylu
Przygotowania rozpoczęto w ostatnich dniach 1944 roku. Na miejsce próbnej eksplozji wybrano kawałek pustyni w stanie Nowy Meksyk. Nie wiedziano jednak jak mierzyć skutki eksplozji jądrowej, więc w maju 1945 roku przeprowadzono próbę przy pomocy stu ton normalnych ładunków wybuchowych, która pozwoliła sprawdzić różne urządzenia pomiarowe. Świadkowie opisywali ją jako „potężną”, a kula ognia była widoczna z odległości stu kilometrów. Pozwala to sobie wyobrazić, jakie wrażenie musiał zrobić właściwy test Trinity, który miał moc ponad sto razy większą.

Do końca czerwca cała infrastruktura była gotowa. Centralnym punktem była wysoka na 30 metrów stalowa wieża, na której szczycie miała zostać umieszczona sama bomba. Dookoła niej rozmieszczono aparaturę pomiarową i trzy bunkry obserwacyjne w odległości 9,1 kilometra. Montaż samej bomby, nazwanej „Gadżet”, rozpoczęto mniej niż tydzień przed testem.
Początkowo planowano przeprowadzić go około 20 lipca, kiedy miała być najlepsza pogoda. Do gry wkroczyła jednak polityka. 16 lipca rozpoczynała się konferencja w Poczdamie i prezydent Harry Truman chciał na jej początku wywrzeć wrażenie na Józefie Stalinie, informując go o próbie nowej superbroni. Nieprzekraczalnym terminem stał się więc 16 lipca.
Dzień wcześniej wieczorem „Gadżet” był już w pełni złożony na szczycie wieży. Na poligonie poza niezbędną obsługą pozostała jedynie delegacja dziesięciu najważniejszych osób w programie „Manhattan”, w tym Oppenheimer i gen. Groves. Napięcie wśród naukowców i wojskowych sięgnęło zenitu. Obawiano się przede wszystkim tego, że „Gadżet” nie zadziała jak powinien i włożone w niego sześć kilogramów bezcennego plutonu zostanie zmarnowane.
Wśród części ludzi pracujących przy broni jądrowej panowała też obawa, że eksplozja spowoduje reakcję łańcuchową w atmosferze i jej zapłon, który doprowadzi do zagłady ludzkości. Choć naukowcy w Los Alamos już wcześniej wyliczyli, że to niemożliwe, to strach pozostał. Co więcej nie wiedziano jak silna będzie eksplozja i organizowano zakłady. Większość uczestników zabawy zdecydowanie nie doceniła potencjału „Gadżeta” i przewidywała wybuch o mocy mniej niż 10 kiloton. Oficjalnie spodziewano się od pięciu do dziesięciu kiloton.

Wielka kula ognia nad pustynią
„Gadżet” jednak zaskoczył swoją siłą. Detonacja nastąpiła 16 lipca o godzinie 5:29 czasu lokalnego. Po raz pierwszy na Ziemi zabłysła mała namiastka Słońca stworzona ludzką ręką.
– Lewe oko zasłoniłem maską spawalniczą, a prawie miałem nieosłonięte. Patrzyłem się prosto na wieżę. Nagle moje prawe oko zostało całkowicie oślepione przez niezwykle jasne światło, które zabłysło od razu z pełną mocą. Żadnego stopniowego zwiększania jasności. Moje lewe oko widziało kulę ognia, która najpierw wyglądała jak ogromna bańka a potem przerodziła się w grzyb – opisywał jeden z nielicznych świadków eksplozji, Ralph Carlisle Smith, prawnik pracujący z naukowcami w Los Alamos.
Huk usłyszeli mieszkańcy miejscowości odległych o 80 kilometrów, a błysk wywołał popłoch w niemal całym stanie Nowy Meksyk. Było go widać nawet 320 kilometrów dalej. Wojsko oficjalnie poinformowało, że doszło do wybuchu amunicji w arsenale na pustyni.

Potężna eksplozja zniszczyła większość instrumentów pomiarowych umieszczonych najbliżej wieży. Jej moc udało się oszacować bardzo pobieżnie na równowartość około 10 tysięcy ton trotylu, ale po latach, przy pomocy dokładniejszych metod obliczeniowych, uznano, że było to raczej 21 kiloton.
Skomplikowana konstrukcja ładunku implozyjnego zadziałała zgodnie z planem i jako ta bardziej efektywna stała się podstawą przyszłych seryjnie produkowanych bomb atomowych. Ładunek „Fat Man” zrzucony miesiąc później na Nagasaki był niemal identyczny z „Gadżetem”.
Chwilę po eksplozji Oppenheimer powiedział głośno „zadziałało!” i dodał „teraz wszyscy jesteśmy kimś”, po czym pogrążył się w zamyśleniu. Jak wspominał po latach, to wtedy na myśl przyszły mu wersety z hinduskiej księgi. Wtedy też zaczął sobie uświadamiać co właściwie uczynił wraz ze swoimi kolegami naukowcami. Myśl o tym, jak niezwykle niszczycielską broń dał ludzkości, nie opuściła go już nigdy. Podobnie jak większości pierwotnych naukowców z Los Alamos. Wielu z nich opuściło program „Manhattan” po zakończeniu wojny i stało się zwolennikami zakazania broni jądrowej. Jednym z nich był Leo Szilard, którego list zapoczątkował prace nad amerykańską bombą.
próba trinity
Źródło: tvn24.pl / Artur Tarkowski Pierwsza eksplozja jądrowa. Próba Trinity

Wśród naukowców z Los Alamos kilku okazało się być też zdrajcami, którzy przekazywali informacje na temat prac GRU, radzieckiemu wywiadowi wojskowemu. Sowietom sprawę ułatwiało to, że wielu fizyków miało mocno lewicowe poglądy i sympatyzowało z ruchami komunistycznymi na uniwersytetach. Część obawiało się też świata, w którym USA będą miały monopol na broń jądrową, przez co będą bardziej skłonne jej użyć. Informacje od takich ludzi jak Klaus Fuchs, Theodore Hall i David Greenglass prawdopodobnie przyśpieszyły radziecki program atomowy o kilka lat, dzięki czemu ZSRR przeprowadziło swój pierwszy test jądrowy już w 1949 roku, zdecydowanie szybciej niż szacowało amerykańskie wojsko.

Kabinę „Enoli Gay” zalał jaskrawy blask, wkrótce potem kadłubem dwukrotnie wstrząsnęła potężna fala uderzeniowa. „Chłopcy, właśnie zrzuciliście pierwszą w historii bombę atomową” – uspokoił swą załogę Tibbets. Po zawróceniu nad ocean powiedział do drugiego pilota Roberta Lewisa: „Sądzę, że to koniec wojny”.

To ostatnie sformułowanie nie okazało się zbyt ścisłe – brak pożądanej przez Amerykanów oferty kapitulacyjnej sprawił, że w trzy dni później, 9 sierpnia, pilotowana przez majora Charlesa Sweeneya superforteca „Bockscar” zrzuciła bombę atomową na Nagasaki. W porównaniu z Hiroszimą bilans ofiar był tam nieco mniej tragiczny – od 39 do 80 tys. zabitych i zmarłych do końca października 1945 r.
W przeciwieństwie do zrzuconego na Hiroszimę „Chłopczyka” (Little Boy) z uranem 235, materiałem rozszczepialnym drugiej bomby, nazwanej „Grubasem” (Fat Man), był pluton. Eksplodował z mocą 21 kiloton trotylu. W obliczu dwóch uderzeń atomowych i wypowiedzenia 8 sierpnia wojny przez Związek Radziecki władze Japonii zdecydowały się na bezwarunkową kapitulację, co oznajmił narodowi w orędziu radiowym cesarz Hirohito.

Jest oczywiste, że postęp techniczny musiał doprowadzić do zbudowania broni jądrowej. Czy jej użycie przeciwko Japonii było słuszne i czy bomba atomowa uratowała potem (jak chcą niektórzy) świat przed trzecią wojną światową – na te pytania każdy musi znaleźć własną odpowiedź.

źródło:
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/70-rocznica-zrzucenia-bomby-atomowej-na-hiroszime,566317.html
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/pierwszy-wybuch-bomby-atomowej-historia-testu-trinity,560484.html

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, OSTRZEŻENIE, Transformacja 2012. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Atak, który zmienił świat. 70. rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę

  1. Maria_st pisze:

    Dawidzie ogladajac Warszawę po powstaniu miałam skojarzenie właśnie z Hiroszimą .
    Wyglądała jak po zrzuceniu na nia bomby atomowej.

  2. Dawid56 pisze:

    Bo to prawie ten sam czas 1.08.1944 godzina 17.00 wybuch Powstania a 6 i 9 sierpnia zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki.Niepokojące jednak jest to co powiedział Oppenheimer:
    Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”
    Powiedział to w nawiązaniu do bitwy pod Kurukszetra 18 lutego 3102 p.n.e pomiędzy Pandawami i Kaurawami.Kryszna pomimo że bezpośrednio nie angażował się w walce stanął po stronie Pandawów.Ku przestrodze warto zamieścić ponownie tel film:

    • Maria_st pisze:

      ależ on ma „zimne oczy” i puste.

      • margo0307 pisze:

        „ależ on ma „zimne oczy” i puste”
        ____________________________
        I mnie przyszła podobna myśl do głowy…
        Jego oczy patrzą w jeden punkt…, gdzieś poniżej kamery i są jakieś takie… nijakie…, puste…, jakby pozbawione uczuć…😕

        • marek pisze:

          Oczy są zwierciadłem duszy , a jeżeli się jej nie ma , to co mają odzwierciedlać – pustkę .

          m

          • margo0307 pisze:

            ” Oczy są zwierciadłem duszy , a jeżeli się jej nie ma…”
            ____________________________
            Tego nie wiemy – czy ten pan ma duszę czy jej nie ma…😉
            Tak na prawdę to… sporo jeszcze nie wiemy…😛

          • :-) pisze:

            ‚I mnie przyszła podobna myśl do głowy…
            Jego oczy patrzą w jeden punkt…, gdzieś poniżej kamery i są jakieś takie… nijakie…, puste…, jakby pozbawione uczuć…😕
            ____________________________
            ” Oczy są zwierciadłem duszy , a jeżeli się jej nie ma…”
            ____________________________
            Tego nie wiemy – czy ten pan ma duszę czy jej nie ma…😉
            Tak na prawdę to… sporo jeszcze nie wiemy…😛 ”
            ————————————————————————–
            Coś wiemy i nie wiemy.
            Myśli przychodzą różne i wydaje się, że już, już wiemy, że „odkryliśmy prawdę o kimś o czymś”, ale nagle bańka pryska i… nie wiemy…😉

            „Cała wiedza, która pochodzi z myśli, jest rodzajem pseudo wiedzy. Ponieważ w myślach, kiedy nazywamy coś, myślimy, że wiemy. Kiedy mamy na coś etykietę, myślimy, że to właśnie tym jest. Nie zdając sobie sprawy z tego, że każda etykietka jest abstrakcją. A to jednak nie jest tym [o czym egotyczny umysł myśli, że jest].
            Stan niewiedzy [bezwiedzy] – oczywiście – jest również stanem (…), kiedy chodzimy gdzieś albo siedzimy i postrzegamy bez interpretacji, bez etykietowania. I po raz kolejny jest to stan niewiedzy, a tym samym głębokiej wiedzy [Milczącej Wiedzy], która jest poza umysłem [egotycznym].

            Kiedy świadomość, nieuwarunkowana świadomość wyłania się (pojawia), oddzielająca wiedza, która pochodzi z umysłu (ponieważ każda etykietka oddziela nas od tego, co etykietujemy stając się barierą), ta oddzielająca wiedza zastąpiona zostaje przez jednoczące… poznanie [rozpoznanie zrozumienie poza myślami]. I możemy zauważyć, jak to zmienia nasze relacje z przyrodą i jak to transformuje nasze relacje z innymi ludźmi. Ponieważ kiedyś większość ludzkich interakcji odbywało się poprzez oddzielające przyklejanie etykietek innym ludziom. Interpretowanie, osądzanie… bez zdawania sobie sprawy, że każda interpretacja i każdy osąd jest niczym więcej niż bardzo ograniczoną perspektywą. Jeden punkt widzenia – jedna malutka perspektywa. Nic więcej.

            Kiedy raz to pojmiemy, nie jesteśmy już dłużej oszukiwani przez umysł [egotyczny] i nie wierzymy, że jedna perspektywa zawiera prawdę, że jedna myśl, którą wyrażamy z pozycji [egotycznego] umysłu, może kiedykolwiek zawierać prawdę. To malutka perspektywa. Nic więcej. Jest to skrawek [fragment] ogromnej całości, nie więcej niż maleńki skrawek.”

          • :-) pisze:

            cyt. z Ekharta Tolle.😉

          • Dawid56 pisze:

            Wydaje sie jednak że Oppenheimer jak był nieco starszy żałował tego co zrobił

            Mam krew na rękach.
            Opis: po skonstruowaniu bomby atomowej.

            Optymiści sądzą, że to jest najlepszy ze wszystkich możliwych światów. Pesymiści obawiają się, że to może być prawda.
            Zobacz też: optymizm, pesymizm

            Po co tak bardzo przejmować się przyszłością skazanego świata?

            Stałem się śmiercią; niszczycielem światów.
            Opis: po wybuchu w Los Alamos.
            Źródło: Bhagawadgita
            https://pl.wikiquote.org/wiki/Julius_Robert_Oppenheimer

          • Maria_st pisze:

            |Wydaje sie jednak że Oppenheimer jak był nieco starszy żałował tego co zrobił

            Mam krew na rękach.
            Opis: po skonstruowaniu bomby atomowej.

            Optymiści sądzą, że to jest najlepszy ze wszystkich możliwych światów. Pesymiści obawiają się, że to może być prawda.
            Zobacz też: optymizm, pesymizm

            Po co tak bardzo przejmować się przyszłością skazanego świata?

            Stałem się śmiercią; niszczycielem światów.
            Opis: po wybuchu w Los Alamos.
            Źródło: Bhagawadgita
            https://pl.wikiquote.org/wiki/Julius_Robert_Oppenheimer

            Przypomina to powiedzenie :
            ” mądry Polak po szkodzie ”
            Mysle ze dotyczy to każdego człowieka który nie pracuje nad swoim rozwojem.
            Przyszlośc to takze terażniejszość i nie zwalnia to nikogo od myślenia nad konsekwencjami postępowania.
            Po owocach ich poznacie….mądre słowa .

            Stałem się śmiercią; niszczycielem światów. ”

            Musiał sobie zdawać sprawę z tego co czyni….podobnie jak teraz CERN — czy ludzie nie myśla ze nieść moga zagładę?
            A potem jakoniczne stwierdzenie–poczucie sie bogiem…
            szok

          • margo0307 pisze:

            „…Interpretowanie, osądzanie… bez zdawania sobie sprawy, że każda interpretacja i każdy osąd jest niczym więcej niż bardzo ograniczoną perspektywą…”
            ________________________________
            Jak najbardziej – zgadzam się z tym twierdzeniem…🙂
            Jednak… umiejętność utrzymania równowagi… w momentach kiedy zadziewające się wydarzenia powodują skrajne nasilenie się sytuacji biegunowych, wywołujących w nas emocje😉 jest… niezwykle trudną sztuką… w tym… idealnie skonstruowanym Matrixie😀
            Wiem to oczywiście z własnego doświadczenia…, bo choć posiadam już… co – nieco wiedzy i – jak sądzę – rozwinęłam troszkę swą świadomość faktu, że Wszyscy bez wyjątku – podlegamy Prawom, w których zmuszeni jesteśmy doświadczać biegunowości wolnej woli… czyli dokonywania wyborów…, to jednak… bezpośrednia, życiowa konfrontacja – uzmysławia mi fakt, że często zapominam o tym, co najważniejsze – o tym, że są to jedynie… doświadczenia… szlifowania, oczyszczania i uzdrawiania… i że jestem – tak jak metal – poddawana… obróbce i skrajnym temperaturom, w celu wydobycia na powierzchnię cenniejszej strony mojej Natury…😉

            Pamiętam też doskonale, co pisałam na ten temat…

            Wszelkiego rodzaju skrajności… czyli nie ujarzmione przez nas skrajności pod postacią EMoCji😉 – prowadzą nas do konfliktu – konfliktu, który każdy z nas nosi w sobie… i jeśli… nie zostanie on rozwiązany w nas samych – nigdzie nie może zostać rozwiązany, bowiem znajduje się on między dwiema częściami naszego umysłu…🙂
            Wynika więc z tego, że… naszym najpilniejszym zadaniem w tym wcieleniu jest… wypracowanie w sobie harmonijnej współpracy i zrównoważenie energii duszy z energią osobowości…, łagodne połączenie doświadczanych… dualizmów życia 🙂

            Pamiętam też, o czym pisał w tym temacie dr Michael Newton w „Przeznaczeniu Dusz” t.1:

            „…Kiedy to duchowe „ego” połączy się z bardziej rozbudowaną osobowością naszego fizycznego mózgu, powstaje pole o wyższej gęstości.
            Niuanse tej symbiozy są wysoce skomplikowane (…)
            Oba schematy energii -energii duszy oraz energii osobowości – reagują na siebie na nieskończoną ilość sposobów, by wobec świata zewnętrznego stać się jednością.
            Dlatego właśnie nasze samopoczucie fizyczne.., zmysły… i emocje są tak silnie związane z naszym umysłem duchowym.
            Myśl bowiem jest ściśle powiązana ze sposobem, w jaki kształtują się i stapiają ze sobą oba wzorce energii…”

            Oraz Osho:

            ” Zamiast nocy przeciwstawiającej się dniu, czy ciemności dławiącej światło, widzimy, jak dualizmy współistnieją, tworząc jednolitą całość, nieskończenie przemieniając się w sobie, a każdy z nich w swej głębi zawiera nasienie tego, co jest jego przeciwieństwem „ 🙂

  3. margo0307 pisze:

    W temacie
    https://nnka.wordpress.com/2014/02/05/44-nowy-mesjasz-i-ostatni-papiez-i-liczba-prezydenta-usa/
    Adept48 napisał:
    „…szkoda ,że jezuici go [Mickiewicza ?] otruli…”
    _____________________________________
    I tak mi przyszło zadać pytanie:
    A czy… nasz wieszcz… nie miał przypadkiem jakichś konszachtów z… Jezuitami ?
    Może był im „potrzebny” w jakimś konkretnym celu…, a kiedy spełnił już swoją rolę, stał się… zbędny…, a wręcz – niewygodny…

    Na stronie:
    http://detektywprawdy.pl/2014/08/12/jezuici-rzadza-swiatem-mega-ciekawy-tekst-wielka-odslona/
    napisany jest hmm…, dość kontrowersyjny w swej wymowie art…, co prawda z translatora ale… ogólnego sensu można się domyślić…, w którym autorzy, opierając się na faktach – ponoć – historycznych, przedstawiają koncepcję jakoby…

    „… Jezuici sprytnie zmanipulowali społeczność światową przerzucając winę na Żydów i Watykan i „niewidzialnych” Illuminati.
    Do tych dwu grup podsycana jest nienawiść. Nienawiść nie bez powodu.
    Żydzi systemowi (komunistyczni, diasporowi w biznesie) to zachłanni na pieniądze ludzie zazwyczaj ateiści.
    Ludzie kościoła to odstępcy od wiary, którzy pod płaszczykiem nauczania o Bogu znaleźli sobie sposób na życie…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s