Jak pogodzić teorię Ewolucji z przekazami z Biblii albo eposu o Gilgameszu?

Od dłuższego czasu zastanawiam się jak to możliwe ,ze nagle ok. roku 3200 p.n.e pojawiają się bardzo wysoko rozwinięte cywilizacje( Chińczycy, Majowie, Egipcjanie, Sumerowie, państwo Ramy), a w 4000 p.n.e nikt jeszcze o tych cywilizacjach nie słyszał? Mówi się co prawda o jakiś rysunkach naskalnych jaskiniowców , ale jak te rysunki się mają do piramid albo budowli megalitycznych? Inne mity wspominają cywilizację legendarnej Atlantydy czy kontynentu MU( Pacyfidy). Dzisiejsi ezoterycy i badacze starożytnych kultur sytuują Atlantydę na Atlantyku albo Antarktydzie, a kontynent MU na Pacyfiku. Istnieje jeszcze inna hipoteza, którą postawił nieżyjący już pisarz literatury popularnonaukowej Alan Alford w swojej książce „Zagadka Atlantydy rozwiązana”. Teza zawarta w tej hipotezie brzmi: Atlantyda istniała na planecie , która z jakiś powodów eksplodowała. Planeta ta znajdowała się pomiędzy Marsem a Jowiszem. Uciekinierzy z tej planety osiedlili się na 3 planecie od Słońca. Wznieśli również we wielu rejonach tej planety za pomocą wysoko rozwiniętej techniki piramidy czy Angkorwat . Na nowej planecie tej żyły istoty człekokształtne. Postanowili z tych istot stworzyć istoty cywilizowane. Stwarzanie nowych istot było dwutorowe: krzyżówki genetyczne pomiędzy przybyszami, a istotami człekokształtnymi , druga metodą było przystosowanie ( sztuczne) genetyczne człekokształtnych istot. Dokładnie te dwie metody stwarzania nowej istoty( hybrydy) przedstawił Steven Spielberg w swoim filmie „Taken”. Pierwsze istoty jako „półbogowie” byli traktowani znacznie lepiej aniżeli sztucznie zmodyfikowani. Istoty zamieszkujące 3 planetę były wielokrotnie modyfikowane genetycznie i niszczone. W Biblii jest to nazywane Potopem czy jakąś inną karą boską. Nie rozumiem jednak dlaczego w Biblii, a szczególnie Nowym Testamencie od początku założona jest tzw tymczasowość stwarzanej(kontrolowanej) cywilizacji.Objawia się to tym,że Ludzkość czeka na tzw Koniec świata(Sąd Ostateczny) od początku Chrześcijaństwa , a nawet jeszcze wcześniej, co ciekawe data tego sądu jest cały czas przesuwana do przodu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Eksperymenty, Matrix, UFO cywilizacje pozaziemskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

48 odpowiedzi na „Jak pogodzić teorię Ewolucji z przekazami z Biblii albo eposu o Gilgameszu?

  1. Dawid56 pisze:

    Zgodnie z tą hipotezą w bardzo łatwy sposób można by było wytłumaczyć dlaczego pierwsi ludzie mogli dożywać nawet 1000 lat.

    • margo0307 pisze:

      „…Nie rozumiem… dlaczego w Biblii, a szczególnie Nowym Testamencie od początku założona jest tzw tymczasowość stwarzanej(kontrolowanej) cywilizacji.
      Objawia się to tym,że Ludzkość czeka na tzw Koniec świata(Sąd Ostateczny)…”

      _____________________
      Bardzo podobają mi się i wspaniale ze mną współgrają słowa – jakie zapewne kazała wyryć – na ścianie swojej świątyni w Sais, w Egipcie – Izyda:

      „Jestem wszystkim, co jest, było i kiedykolwiek będzie”🙂

      A w związku z tym…, hmm…, nie wiem jak Ludzkość…, ja tam… nie czekam na żaden koniec świata…, a tym bardziej na czyjkolwiek nade mną sąd…, mam bowiem świadomość tego, że sama odpowiadam za swoje błędy i sama też… ewentualnie poniosę… – błędów tych – konsekwencje…😀

      Co zaś do tymczasowości… to można rzec, że jest ona… jedyną stałą 😉 w cyklicznych zmianach, którym podlega wszystko, co istnieje w fizyczności… łącznie z nami… 😀

  2. Mezamir pisze:

    Jednym z bardziej znanych europejskich podań o potopie jest to pochodzące z Grecji, którego bohaterami są Deukalion i Pyrra. Według tego podania król Likaon (Lykaon), aby sprawdzić wszechwiedzę bogów, nakarmił podróżującego po ziemi Zeusa ludzkim mięsem, a ten rozgniewany zesłał na ziemię potop. Uratowali się tylko Deukalion i Pyrra, którzy z porady Prometeusza zbudowali sobie specjalną skrzynię. Płynęli w niej przez 9 dni i przez 9 nocy, aż przybili do góry Parnas w Fokidzie. Wszyscy inni ludzie zginęli poza kilkoma, którzy schronili się w wysokich górach. Góry w Tesalii były podzielone i cały pozostały świat poza Istmusem i Peloponezem był przykryty wodą. Starsza wersja opowiedziana przez Hellanikusa określa miejsce lądowania „arki” Deukaliona jako górę Othrys w Tesalii. Inne podanie mówi o osadzeniu na szczycie, prawdopodobnie Phouka, w Argolidzie, o późniejszej nazwie Nemea. Gdy deszcze ustały, Deukalion złożył ofiarę Zeusowi. Po potopie Deukalion i Pyrra, przerażeni swą samotnością, udali się do wyroczni bogini Temidy, która nakazała rzucać im za siebie kości matki. Staruszkowie zaczęli rzucać kamieniami – kośćmi Ziemi-matki. Z kamieni rzuconych przez Deukaliona wyrastali mężczyźni, z kamieni zaś Pyrry kobiety. Inne stworzenia spłodziła po obfitym deszczu sama żyzna ziemia. Apollodoros z Aten podaje to jako etymologię dla greckiego laos (ludzie), które miało jakoby pochodzić od laas (kamień).

    Sagi zawierają mit o potopie, który nastąpił w czasach, kiedy nie istniały jeszcze karły ani ludzie. Według tych mitów synowie Borra (Odyn, Wili oraz We) postanowili zabić Ymira, swojego praojca, aby z jego krwi utworzyć morza i jeziora, jednak krew (lub też zimna woda), która trysnęła, gdy dokonali planowanego przez siebie czynu, była nadspodziewanie obfita i spowodowała wielki potop, w którym zginęło całe „Pierwsze Pokolenie Olbrzymów”. Wszystkie olbrzymy uciekały w góry lub do jaskiń, starając się schronić przed niebezpieczeństwem. Jedynie Bergelmir („Mruczący jak Niedźwiedź” lub „Wołający w Górach”), syn Trudgelmera (Þrúðgelmir), a wnuk Aurgelmira lub Ymira, ocalał wraz z żoną i dziećmi chroniąc się w statku – „ludrze” wykonanym z szuflady do przechowywania mąki. Inna wersja mówi o tym, że wczołgali się do dziury wydrążonego pnia drzewa. Fale miotały nimi przez wiele dni, aż w końcu dotarli do samotnej skały na rubieżach świata. Z ciała Ymira powstał świat, w którym obecnie żyjemy, a z jego krwi powstały oceany. Rodzina Bergelmira dała początek „Drugiemu Pokoleniu Olbrzymów”, osiedlając się w Jotunheimie. Od czasu tej zagłady olbrzymy stały się zaciekłymi nieprzyjaciółmi bogów.

    Mitolog Brian Branston zwrócił uwagę na podobieństwo pomiędzy mitem skandynawskim a wydarzeniem opisanym w anglosaskim poemacie Beowulf, który według tradycji był utożsamiany z biblijnym potopem. Istniał zatem prawdopodobnie porównywalny incydent zarówno w szerszej germańskiej mitologii, jak i w mitologii anglosaskiej.

    W Indiach zapis o potopie odnajdujemy w Matsja Purana (Matsja – sanskr. Ryba) – pierwszym i najstarszym tekście hinduistycznym (opowiadającym w głównej mierze historię pierwszego wcielenia Wisznu w formie ryby), a także w innym starym tekście Shatapatha Brahmana (I-8, 1-6). Pan Matsja stanowi wcielenie Wisznu, w którym ostrzegł on protoplastę ludzkiego rodu, króla legendarnej Drawidy, który jest synem mędrca Wiwaswata lub zarazem synem „Boga Słońca” Surji, pobożnego Stayavatę znanego później jako Manu przed zbliżającym się kataklizmem.

    Arka to jedno z imion Surji

    Manu mył ręce w rzece, gdy mała rybka wpłynęła do jego dłoni i błagała go, aby ocalił jej życie, chroniąc przed większymi rybami. Włożył ją do dzbana, który szybko stał się dla niej za mały. Przenosił ją kolejno do misy, zbiornika, rzeki i w końcu do oceanu. Wtedy ryba ostrzegła go, że za tydzień nastąpi potop, który zniszczy wszelkie życie. Manu, zwany „Ojcem wszystkich Ariów”, schronił się wraz z rodziną i siedmioma mędrcami, synami Angirasa, do zbudowanego w pośpiechu okrętu. Przed zagładą ocalił nasiona wszelkich roślin, przedstawicieli wszystkich gatunków żywych stworzeń oraz Wedy, święte księgi hinduizmu objawione mu przez Matsję wraz z normami nowej aryjskiej lub wedyjskiej drogi życia. Wisznu-Ryba powiózł okręt, przytroczony do własnego rogu, na bezpieczną wyspę, czy też górę Himalaja[1]. Inną inkarnacją Wisznu związaną z potopem jest żółw Kurma.

    Według mitologii chińskiej w odległej przeszłości bóg Gonggong, rozwścieczony po przegranej z bogiem Zhuanxu walce o władzę, uderzył głową w górę Buzhou. Złamał w ten sposób jeden z filarów świata, sprawiając że ziemia przechyliła się i została pochłonięta przez kosmiczny kataklizm. Rozgorzał dziki ogień i nastąpiła wielka powódź. Świat uratowała Nüwa, podpierając go w miejscu pękniętej góry pięcioma stopionymi kolorowymi kamieniami oraz nogą wielkiego żółwia Ao. Odtworzyła również ludzkość lepiąc z gliny nowych ludzi

    Można wyróżnić co najmniej dwa rodzaje podań o potopie występujące w Korei. Według jednego typu podania z potopu uratowało się rodzeństwo – brat z siostrą, którzy płynąc na pniu wielkiego drzewa dobili do szczytu wysokiej góry. Nie współżyli ze sobą aż do momentu otrzymania znaku z Nieba. Wydarzenie stanowiące oczywisty znak polegało na tym, że gdy pewnego razu staczali z góry kamienie na żarna to oba te kamienie spoczęły na sobie u podstawy góry chociaż jedno staczało kamień z zachodniego a drugie ze wschodniego zbocza. W wyniku tego stali się małżeństwem i mieli wiele potomstwa. Drugi typ podania jest bardziej rozbudowany. Bohaterem jest dobry chłopiec Mok Dorjong, syn niebianki i wielkiego drzewa laurowego. Ojciec pomaga synowi uratować się z potopu. Mok Dorjong, płynąc na drzewie laurowym, ratuje z wód mrówki, komary, a także innego chłopczyka. Potem dopływają do szczytu góry, na której mieszka kobieta wraz z rodzoną i przybraną córką. Ponieważ z powodzi nie uratował się już nikt więcej, kobieta postanawia wydać córki za chłopców. Dla swojej rodzonej córki chce jednak wybrać lepszego męża. Mok Dorjongowi w zadaniu pomagają uratowane przez niego mrówki, które oddzieliły dla niego proso od piasku oraz owady, które po ciemku doprowadzają go do jego wybranki. Drugiemu chłopcu mimo podstępu przypada przybrana córka. Obie pary doczekały się wielu potomków oraz żyły długo i szczęśliwie

    W Afryce podania o potopie odnotowano w Kamerunie oraz u ludów: Basonge, Kikuju z Kenii, Komililo Nandi, Masajów, Pigmejów, Kwaya z Tanzanii, Mandingo z Wybrzeża Kości Słoniowej oraz Ababua, Bakongo i Bena-Lulua z Zairu, Efik-Ibibio i Ekoi z Nigerii.

    Joruba z Nigerii opowiadają tę historię w następujący sposób:
    Po tym jak bóg Ifa zmęczony powrócił do Obatali w niebie, ludzie, nie mając jego pouczeń, nie potrafili rozpoznawać woli bogów. Olokun w przypływie gniewu zniszczyła prawie wszystkich z pomocą powodzi.

    Bóg Obatala stworzył ludzi i wszyscy inni bogowie oprócz bogini Olokun byli z tego powodu szczęśliwi. Olokun – władczyni wszystkiego pod niebem, nie podobało się to, że Obatala zawłaszczył dla siebie tak dużą część jej królestwa i zalała ziemię. Wielu ludzi utonęło, a przetrwali tylko ci, którzy dotarli do najwyższych punktów ziemi. Tam spotkali boga Eszu, który akurat wizytował ziemię. Bóg ów zgodził się (pod warunkiem złożenia Obatali oraz jemu ofiar) zanieść wieść o tych wydarzeniach do nieba. Ludzie ofiarowali bogom kozy i Eszu dostarczył wiadomość. Usłyszał o tym Orunmila i po spuszczeniu złotego łańcucha i wypowiedzeniu wielu zaklęć spowodował, że powódź ustąpiła.

    Atabaskowie
    Mit tego ludu opowiada o tym, jak podczas srogiej zimy zwierzęta, chcąc się ogrzać, skradły worek z ciepłem, jaki znajdował się w posiadaniu niedźwiedzia (ówczesnego pana nieba). Pewnego wieczora mała myszka przez swoją lekkomyślność spowodowała, że w worze powstał otwór, z którego wydostało się ciepło i roztopiło śniegi tak, że błyskawicznie powstała powódź, która zakryła nawet najwyższe góry. Przewidział to stary Indianin o imieniu Etsie, ale nie chciano go słuchać. Etsie namawiał aby zbudować wielką łódź, ale został wyśmiany. Uratował się tylko Etsie oraz po parze wszelkich stworzeń, które ze sobą zabrał. Będąc w łodzi Etsie wypuścił gołębia, który wracając przyniósł w dziobie gałązkę jedliny.

    Aztekowie
    Jedno z podań głosi, że piramida w Choluli została wybudowana przez siedmiu gigantów, którzy uciekli przed potopem. Miała posłużyć za ratunek przed mogącym się powtórzyć kataklizmem. Przywódcą tej grupy miał być Xelhua, który wraz z pozostałymi wspiął się w tamtym czasie na górę deszczowego boga Tlaloca. W indiańskim języku nahutal miasto nosiło nazwę cholöllan lub chol-öl-tlan. Co oznacza „miejsce ucieczki, w którym spada woda”. Wierzono, że wyłamanie kamieni z piramidy doprowadzi do błyskawicznej powodzi.

    Kaddo
    W mitologii Kaddo cztery potwory wzrastały rozmiarem i potęgą tak, że aż dosięgnęły nieba. W tym czasie człowiek usłyszał, że ma wyhodować pustą w środku trzcinę. Uczynił tak, a trzcina w bardzo krótkim czasie urosła ogromnie. Człowiek wkroczył do wnętrza trzciny wraz ze swoją żoną i z parami ze wszystkich dobrych stworzeń. Wody podnosiły się i pokryły wszystko oprócz szczytu trzciny i oprócz głów potworów. Następnie żółw wodny zabił potwory, podkopując ziemię pod nimi. Wody opadły, a wiatry wysuszyły ziemię.

    Hopi
    W mitologii ludu Hopi ludzie raz za razem oddalali się od stworzyciela Sotuknanga. On zniszczył świat za pomocą ognia, a potem poprzez mróz i za każdym razem wywodził ludzkość na nowo od tych, którzy wciąż byli posłuszni prawom stworzenia, a którzy przetrwali, kryjąc się pod ziemią. Także za trzecim razem ludzie stali się zepsuci i skorzy do wojny. Dlatego Sotuknang poprowadził ludzi do Kobiety – Pająka, a ona ucięła olbrzymie trzciny i ukryła ich w pustym wnętrzu tych trzcin. Potem Sotuknang spowodował wielką powódź i ludzie unosili się na wierzchu wody w swoich trzcinach. Trzciny przybiły do małego skrawka lądu, na który ludzie wyszli z taką ilością jedzenia, jaką mieli na początku. Ludzie wędrowali w swoich kanoe kierowani swoją wewnętrzną mądrością (która jak powiadają przychodzi od Sotuknanga poprzez drzwi na czubku ich głowy). Podróżowali na północny wschód, mijając większe wyspy, aż dotarli do czwartego świata. Kiedy dotarli do niego, wyspy zatonęły w oceanie.

    Mikmakowie
    W mitologii Mikmaków zło panujące pomiędzy ludźmi spowodowało, że zaczęli się zabijać nawzajem. To stało się powodem wielkiego smutku dla stworzyciela-słońca-boga, który płacząc zalał łzami Ziemię tak, że spowodowało to potop. Ludzie próbowali przetrwać unosząc się na barkach kanoe, ale przeżyła tylko para staruszków, mężczyzna i kobieta, którzy na nowo zaludnili Ziemię.

    Podanie to posiadają także: Algonkini, Czejenowie, Czirokezi, Dakotowie, Inuici (Herschel-Eiland), Huroni, Lenape, Menomini.

    Majowie
    W Ameryce Środkowej jedną z najstarszych relacji na temat potopu znaleźć można w majańskiej księdze Popol Vuh narodu Quiche. Kataklizm dotknął pierwszych ludzi stworzonych przez bogów. Byli oni drewnianymi kukłami. Potrafili rozmnażać się, lecz nie mieli rozumu i nie oddawali czci swym bogom. Ci sprowadzili na nich wielką powódź. Powódź stała się karą za ich niedoskonałość. Opowieść ta, zdaniem Raphel Girard, jest symbolem zakończenia pierwszego etapu ewolucji człowieka i jego przejścia z koczowniczego trybu życia do zorganizowanych struktur społecznych.

    W innej majańskiej księdze Chilam Balam z Jukatanu potop jest przyczyną zniszczenia pierwszego słońca Nahui-Atl. Zalanie ziemi trwało 52 lata. W kodeksie Chimalpopoca czytamy:

    Quote-alpha.png Kiedy nadeszło Słońce Nahui-Atl, minęło czterysta lat, plus dwa wieki, plus siedemdziesiąt sześć lat. Wówczas wszyscy ludzie zginęli, potopili się lub zostali zamienieni w ryby. Niebo zbliżyło się do wody. W ciągu jednego dnia wszystko zginęło. Nawet góry pogrążyły się pod wodami. Woda zaś pozostała spokojna przez pięćdziesiąt dwie wiosny, po czym wymknęło się dwoje ludzi w pirodze

    Inne plemiona
    Prócz Indian tworzących amerykańskie cywilizacje, pamięć o potopie przetrwała wśród mniejszych plemion. Indianie Cora, żyjący w wysokich górach Nayarit w Meksyku, wierzyli, iż świat otoczony jest wodą, która zalała ziemie zaraz po jej powstaniu. Kataklizm spowodował wielki wąż żyjący w zachodnim morzu, symbolizujący nocne niebo. Po potopie pozostało jezioro Św. Teresy, znajdujące się na jednym z płaskowyżów. Dziś Indianie Cora wierzą, iż Wąż codziennie zabijany jest przez Gwiazdę Poranną, a jego ciało ofiarowane jest bogu słońcu, który swe niszczycielskie promienie zamienia w łaskę w postaci rosy. Cora wierzą, iż może nastać kolejny potop i z tego powodu w każde święto zwracają się do Gwiazdy Porannej, by ta chroniła ich przed wężem.

    Wśród ludów karaibskich Arawaks, świat został zniszczony przez potop wody i ognia wywołany przez trzy wielkie duchy Mokanaimy, Aimon-Kindi i Morereway, które walczyły między sobą.

    Ameryka Południowa
    Obfitość różnych podań o potopie przechowywanych zwłaszcza przez plemiona górskie Ameryki Południowej zadziwiła Hiszpanów, którzy podjęli się gorliwego ich przebadania. Napisane na polecenie króla Francisco de Toledo Informaciones (ok. 1570 r.)
    zawierają szczególnie bogaty ich zbiór

    Inkowie
    W Ameryce Południowej najwyżej rozwiniętą cywilizacje tworzyli Inkowie. W ich mitologii bogiem, który zesłał potop na ludzi, którzy nie odnosili się do niego właściwie, był Paricia (być może inne imię Pacha Kamaqa)[36]. W inkaskich podaniach wywodzących się od Indian Ajmara Wirakocza Paczajaczaczi („Stwórca Wszystkiego”) pierwotnie stworzył olbrzymów. Uczynił ich z pomalowanych kamieni. To pierwsze stworzenie było niejako szkicem, nie posiadało słońca ani gwiazd, a olbrzymy przewyższały Wirakoczę znacznie wzrostem oraz nie miały dobrych manier. Z tego powodu stworzył ludzi wzrostu podobnego do niego, jak to jest i w obecnym czasie. Ponieważ ludzie ci nie byli wierni nakazowi Wirakoczy by go czcić, szanować, służyć mu oraz żyć moralnie i w zgodzie, to zesłał na nich klęski. Niektórzy zostali przemienieni w kamienie, inni w zwierzęta; jednych pochłonęło morze, innych zaś ziemia. W końcu nastąpiło uno pachacuti – „potop, który zgładził Ziemię”. Ocalała tylko dwójka ludzi. Po potopie Wirakocza stworzył na nowo zwierzęta i ludzi z gliny oraz stworzył księżyc i słońce.

    Inną wersję legendy podawali inkascy Kipokamajokowie. Według nich, potop przetrwało tylko trzech sług boga, który stworzył potem ludzkość na nowo.

    Pozostałe plemiona
    Również wśród obecnie żyjących plemion Ameryki Południowej istnieją różne wersje potopu i jego konsekwencje. Przeważnie z kataklizmu ratuje się przedstawiciel gatunku, mężczyzna lub kobieta, rzadziej para, która daje początek nowej populacji. W podaniach Indian Botokudów podczas potopu wszyscy Botokudzi siedzieli na drzewach. Ci z nich, którzy zeszli po opadnięciu wody stali się ludźmi, a pozostali zamienili się w małpy[39]. U Indian Chiriguano z potopu uratowała się młoda para, która w czasie kataklizmu przebywała w glinianym dzbanie. W naczyniu przechowali również nasiona wszystkich rodzajów roślin. Podobna wersja znajduje się u Yaruro, gdzie z potopu uratowało się dwóch mężczyzn oraz dwie kobiety U Maina samotny uratowany mężczyzna, zamieszkał w chacie, gdzie co dzień dostarczały mu jedzenia dwie papugi, które następnie zamieniły się w dwie kobiety. Jedna z nich została służącą, a druga panią. Przez to, że mężczyzna wybrał panią na swoją małżonkę, kobiety obecnie są leniwe. Również i u Indian Patangoro z potopu uratował się jeden mężczyzna, któremu duch dostarczył kobietę. W podaniu Nambicuara uratowała się jedynie stara kobieta. Ludzie wywodzący się od niej zasiedlili później ziemię.

    Według tradycji kolumbijskich Indian Kagaba, ze względu na rozwiązłe zachowanie ludzi, bogowie zniszczyli ziemię potopem. Jedynie prawy kapłan Mulkueikai został ostrzeżony przed potopem i ocalał wraz ze swoją rodziną, budując arkę, która osiadła na szczytach Sierra Nevada de Santa Marta.

    Poświadczono istnienie podań o potopie u Aborygenów z: Arnhem Land (północne Terytorium Północne), Maung (Wyspy Goulburn, Arnhem Land), Gunwinggu (północne Arnhem Land), Gumaidj (Arnhem Land), Manger (Arnhem Land), obszaru rzeki Fitzroy (zachodnia Australia), Mount Elliot (wybrzeże Queensland), zachodniej Australii, Andingari (Południowa Australia), Wiranggu (Południowa Australia), Narrinyeri (Południowa Australia), Wiktorii, okolic Jeziora Tyres (Wiktoria), Kurnai (Gippsland, Wiktoria), południowo-wschodniej Australii.

    W Oceanii podania o potopie odnotowano u Dajaków z Borneo, na Markizach, w Indonezji, na Nowej Zelandii, na Tahiti.

    Według podania z Wysp Banksa melanezyjski bohater Quat zbudował czółno na wzniesieniu i na nim oczekiwał ustania potopu.

    Według podania z Fidżi stwórca świata, wężowy bóg Degei rozgniewał się na dwóch braci z pierwszego pokolenia ludzi (którzy podobno mieli ogony) i postanowił ukarać ich wielką powodzią za zabicie jego najlepszego przyjaciela, jastrzębia Turukawy. Bracia próbowali ratunku wznosząc ostrokół, jednak morze wezbrało i pochłonęło ich schronienie. Wtedy obydwaj ukorzyli się i zaczęli błagać o przebaczenie. Degei ulitował się i zesłał im olbrzymią pomarańczę, która unosiła ich na wodzie. W tym kataklizmie zginęło całe pierwsze pokolenie ludzi (według niektórych[według kogo?] były to wyłącznie kobiety). Po opadnięciu wód pomarańcza osiadła na innej wyspie.

    Podanie z Hawajów przekazuje, że długo po śmierci pierwszego człowieka świat stał się przerażającym i złym miejscem. Jedynym dobrym człowiekiem jaki pozostał był Nuʻu (Nuʻu-pale „Nuʻu modlący się”). Jego żoną była Lili-noe. Uratował się wraz z rodziną przed globalną powodzią, budując ogromne czółno z nadbudówką na pokładzie. Nuʻu zabrał ze sobą też psy, świnie, korzenie kava i orzechy kokosowe. Wody rozlały się nad całą ziemią i wszyscy ludzie zginęli; tylko Nuʻu wraz z rodziną pozostali przy życiu. W czasie gdy potop zaczynał ustępować, wielka łódź wylądowała na szczycie hawajskiej góry Mauna Kea. Następnie, gdy omyłkowo złożył ofiarę księżycowi z kava, świni i orzechów kokosowych, zszedł do niego z tęczy bóg Kāne i wytłumaczył mu błąd. Innym hawajskim podaniem odnoszącym sie do potopu jest to mówiące o drzewie rosnącym nad Ka-wai-o-ulu („Wody Pokoleń”), które swoimi korzeniami skupia wody na jednym miejscu, nie dopuszczając, aby zatopiły one doliny.

    Na Polinezji podanie głosiło, że „papa” – ziemia została zalana w wyniku wojny, jaką w rozgniewaniu wytoczył bóg burzy swoim boskim braciom – bogu lasów, bogu oceanów i innym, którzy tak jak on byli synami uranicznego boga Rangi. Podanie wspomina o „Ua-Roa” – długim deszczu, który spowodował zalanie ziemi. Potem potop ustał i gdy woda opadła ukazały się wyspy Polinezji.

    • margo0307 pisze:

      Albo nie zauważyłam…, albo… nie ma tutaj wśród tych wszystkich legend, podań i barwnych opowieści…, Sumeryjskiego źródła, które – jak się wydaje – jest chyba najstarszym, zapisanym źródłem na tabliczkach, a które – być może – jest… pierwowzorem ich wszystkich…🙂

      „… Zusiudra (Utnapisztim) – Ziusudra słuchał stojąc podle niego, stojąc po lewej stronie ściany…
      Ściano, chcę ci rzec słowo, słowo moje zachowaj, zaprawdę rady mojej wysłuchaj.
      Wszystkie siedziby zaleje potop, który przejdzie nad stolicami, aby zniszczyć nasienie ludzkości…
      Ostateczny to wyrok, słowo zgromadzenia (bogów), słowo wypowiedziane przez Ana, Enlila i Ninhursang.
      [kolejny fragment jest zniszczony]

      Wszystkie niszczycielskie wichury i nawałnice razem sunęły ławą, potop przetoczył się nad stolicami.
      Po siedmiu dniach i nocach, po potopie, który przewalił się przez kraj, na wysokiej wodzie wicher kołysał barką.
      Bóg Utu pojawił się roztaczając światło na niebo i ziemię.
      Ziusudra przebił otwór w barce i promienie boga Utu rozbłysły w niej.
      Wówczas król Ziusudra padł na twarz przed bogiem Utu!
      Król ubił woły i liczne owce (na ofiarę): na życie nieba, na życie ziemi, niech będą zaklęci.
      An i Enlil, na życie nieba, na życie ziemi niech będą zaklęci!…
      Za ich sprawą pojawiły się (znów) stworzenia, które podniosły się z ziemi.
      Król Ziusudra padł na twarz przed Anem i Enlilem.
      An zaś i Enlil… obdarzyli go życiem podobnym boskiemu, podnieśli go do wiecznego życia podobnego boskiemu.
      Wtedy to króla Ziusudrę, który… nasienie ludzkości ocalił, osiedlili w krainie zamorskiej, w kraju Diimun, w kraju, skąd wschodzi bóg słońca Utu…

      Przekazy o potopie są znane na całym niemal świecie.
      Trudno uwierzyć, że w tak oddalonych od siebie miejscach można by wymyśleć identyczną historię.
      Potop jednak musiał być i to o ogólnoświatowym zasięgu…”

      Na stronie:
      http://www.uleszka.uprowadzenia.cba.pl/webacja/01potop/potop.htm
      skąd zaczerpnęłam powyższy cytat, znajduje się pytanie:

      „…Co mogło być przyczyną Potopu? Woda. Banalne, prawda ?
      Ale jak tę wodę zmusić do zatopienia najwyższych gór i do tego jednocześnie i wszędzie ? Równomierne zatopienie całego świata nie wchodzi w rachubę.
      Z prostego wyliczenia wynika, że po prostu zabrakło by wody.
      Druga metoda to „potrząśnięcie tą wanną” – jaką jest Ziemia…, lecz Kto lub Co… może tego dokonać ?
      Stan mojej wiedzy podparty tezami C. Wadowskiego podsuwa trzy rozwiązania:

      1. Krótkotrwałe działanie grawitacji dużego ciała niebieskiego…
      2. Upadek wielkiego meteorytu do któregoś z oceanów…
      3. Gwałtowny wstrząs całej skorupy Ziemi, czyli „wielki uskok skorupy ziemskiej”…”

      • marek pisze:

        cztery : opad wody na Ziemię z atmosfery z pochodzącej z rozbitej na kawałki w niedalekiej odległości innej wodno skalistej planety .

        m

        • margo0307 pisze:

          <i?"cztery : opad wody na Ziemię z atmosfery z pochodzącej z rozbitej na kawałki w niedalekiej odległości innej wodno skalistej planety"
          ___________________________
          Z czego, ewentualnie ma takie twierdzenie wynikać ?

  3. marek pisze:

    Nie rozumiem jednak dlaczego w Biblii, a szczególnie Nowym Testamencie od początku założona jest tzw tymczasowość stwarzanej(kontrolowanej) cywilizacji.

    Nie rozumiem , bo unikam stwierdzenia iż Ziemia posadowiona w pierwszym Wszechświecie Harmonicznym / przeznaczonym dla przejawienia fauny i flory / jest miejscem eksperymentu polegającym na próbie zasymilowania trzeciogęstościowych odzwierzęcych ciał do przejawienia się w nich ŚWIADOMOŚCI istot samoświadomych .

    Jest to zjawisko głębsze w swych subtelnościach niż asymilacja przez nas dzikiego wilka do roli psa domowego , jednakowoż to porównanie wyraża rozrzut uzyskanych ras od bezbarwnych stworzeń” poduszkowców ” przez różne formy użytkowe , aż po groźne bestie.

    Pragnę tym przykładem zwrócić uwagę że jakakolwiek by nie była zewnętrzna forma owego pra-wilka to każdy pies potrafi ugryźć – i ta cecha nieprzewidywalności charakteryzuje również ludzi .

    Ta nieprzewidywalność efektu końcowego eksperymentu wyjaśnia , przesuwanie terminu jego zamknięcia oraz informacje o weryfikacji na jego końcu jakości poszczególnych osobników .

    Domniemuję ,że z perspektywy kosmicznej Ziemia wraz z ludzkością jest określana jako coś na miarę naszych wyobrażeń o Parku Jurajskim .

    Dlaczego , dlatego że pomimo tego że eksperyment oparty jest o wysoce wartościowy garnitur genetyczny , to jednak jako gatunek przejawiamy się jako bardzo agresywny bez względu na to czy wynika to cech genetycznych , czy z niskiego poziomu świadomości poszczególnej jednostki .

    Takie spojrzenie na nas samych umożliwia spójne przejście do zrozumienia mechaniki i praw rządzących przemieszczaniem się po kosmosie Istot będących w określonym stanie rozwoju . Zasadność istnienia blokad i grodzi uniemożliwiających dowolne się poruszanie osobników do tego nieupoważnionych . Oraz daje spojrzenie na przyczyny separacji dokonywane zarówno przez eksperymentatorów / bogów / jak i te grupy istot które określamy mianem sprzymierzeńców.

    Boga na wojennych chorągwiach już większość nacji ludzkości niosła do boju przeciw drugiej, teraz jest czas by zdać sobie sprawę z bagażu swej odzwierzęcości i z tym zrobić porządek .

    Wtedy może zrodzi się ludzkość będąca w tu i teraz , a nie pogubiona w swej przeszłości względnie nieistniejącej jeszcze przyszłości .

    m

    • Rozumiem to, co napisałeś. Rozumiem tez i wiem, że na pewnym etapie intensywnego rozwoju (ekspansji) ŚWIADOMOŚCI istot samoświadomych w „trzeciogęstościowych odzwierzęcych ciałach” nie jest łatwo być nierozumianym…😉

      • Dawid56 pisze:

        Tak o to o to dokładnie chodzi Jestem, o stanie się w pełni świadomą istotą najpierw trzeciej a potem czwartej gęstości.:)Prawdopodobnie bez świadomości nie jest możliwa swobodna zamiana z trzeciej na czwartą gęstość.

        • Ina pisze:

          Spróbuję wam przekazać co ja na ten temat dostałam od Boga i jak to zrozumiałam. To nasze ciała, ziemia i wszystko co na tej planecie się znajduje zostało stworzone w taki sposób aby istnieć w trzeciej gęstości /w tzw. trzecim wymiarze/. Słońce i cały układ planetarny temu sprzyja. Ktoś czuwa nad tym, nad naszym bezpieczeństwem i rozwojem. Aby to wszystko stworzyć trzeba mieć wiedzę na temat materii, trzeba umieć ją wykreować. Materia ożywiona potrzebuje środowiska w którym może zaistnieć. /Życie jest w każdej nanocząsteczce/ Praprzyczyna istnień ludzkich. Duch tworzy materię w której może zaistnieć. Żeby stworzyć materię zwaną ożywioną trzeba ją najpierw wykreować, dać jej kształt niewymierny w czasie i przestrzeni, którą znamy, która tworzy komórki istnień molekularnych o potrójnym widzeniu czasu i przestrzeni, przez którą może się rozmnażać. Wszystko co żyje jest ze sobą skorelowane, walczy o przetrwanie. Każdy gatunek ma za zadanie przetrwać, tworzyć i rozwijać się. Pierwiastek twórczy jest przystosowany do życiowych zadań /wszystko zależy od środowiska w którym się znajduje/. Życie jest wieczne trwa w nieskończoność. Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, wyższego bytu. Bóg zamieszkał w człowieku, Boska cząsteczka jest w nas. /Zawiść diabła/ Duch Boży w nas mieszka – to jest to co jest wieczne. Dusza tworzy, myśli, czuje. Duch ma za zadanie przyjrzeć się jej. Duch Boży nas odmładza, przeistacza nas w istoty niewymierne. To jest to co jest nieskończone. Wzniesienie się na wyższy poziom istnienia może przyśpieszyć nasz rozwój. Żyjemy w czasie niewymiernym. Nie ma zamkniętej przestrzeni, jest otwarta, nieskończona. Świat ducha jest niewymierny. Duch daje świadomość. Jestem istnością w czasie. Bóg jest stwórczą świadomością. Budzi się nasza świadomość do istnienia, do życia wiecznego, życia w prawdzie. Boskie decyzje są nieodwołalne. Otwiera się w nas Boskie DNA. Bóg przeistacza nas w istoty niewymierne, których życie nie kończy się tu i teraz. DNA człowieka jest niewymierne. Teraz jest czas aby o tym myśleć. Bóg jest stwórczą świadomością i zabiera nas w jedną wielką przygodę spotkania się ze sobą. Podam przykład: kiedy mówię Ja jestem Kasia, ja jestem Marek, ja jestem Ania – doświadczam obecności Boga w sobie. / Przypomina mi się kiedy Jezus był w Ogrójcu i przyszli po niego żołnierze powiedział „Ja jestem” oni padli na ziemię, taka była moc w tych słowach. Zawsze jak w szkole nauczycielka czytała listę obecności przy moim nazwisku odpowiadałam jestem, czułam niepokój, zaczęłam się nad tym zastanawiać i zamiast mówić jestem mówiłam obecna. Byłam nieświadoma tego co czułam i dlaczego/.

          • Michaela pisze:

            Ina:
            „Spróbuję wam przekazać co ja na ten temat dostałam od Boga i jak to zrozumiałam.”
            ________
            Ciekawi mnie Ina w jaki sposób dostajesz te wiadomości i dlaczego odbierasz je jako od samego Boga a nie od kogoś innego?

            Pozdrawiam🙂

    • marek pisze:

      Minuta mądrości”- Oświecenie
      Opublikowano Grudzień 21, 2011 by nnka

      „Powrót do domu”
      – Można wyróżnić trzy etapy w rozwoju życia duchowego – stwierdził Mistrz. – Etap cielesny, duchowy i boski.
      – Na czym polega etap cielesny? – pytali poruszeni uczniowie.
      – Na tym etapie widzi się drzewa jako drzewa i góry jako góry.
      – A etap duchowy?
      – Na tym etapie człowiek widzi rzeczy głębiej, a więc drzewa nie są już drzewami, a góry nie są już górami.
      – A etap boski?
      – Ach, to już Oświecenie – powiedział Mistrz ironicznie uśmiechając się.- Na tym etapie drzewa znowu stają się drzewami, a góry górami.

      („Minuta mądrości” – Anthony de Mello Sj

      Mirek pisze:
      Grudzień 21, 2011 o 11:54

      Najprościej rzecz ujmując wynikałoby z tego że etap cielesny to oświecenie…
      Odpowiedz
      nnka pisze:
      Grudzień 21, 2011 o 12:05

      Nie cielesny, tylko zrozumienie cielesności z całym bagażem duchowości, strukturą prawami i zależnościami Materii. Wtedy obraz jest Całością Poznania, a nie cielesnością niepojętą

      m

  4. Mezamir pisze:

    Tytuł „III Rzesza” to nie tylko następstwo numeracji zjednoczonego państwa niemieckiego.
    Nazwa ta ma więcej wspólnego z ideologią, niż z potrzebą zachowania szeregu numerycznego.
    Idea powołania do życia Trzeciego Imperium, które przetrwać miało tysiąc lat zrodziła się w głowie cysterskiego mnicha Giacchino da Fiore (1130-1202). Inspirujący się Apokalipsą duchowny wierzył, że odkrył symetryczną jedność Starego i Nowego Testamentu.

    Twierdził, że tak odczytywana Biblia nie tylko opowiada o przeszłości ale i odsłania przyszłość.
    Da Fiore uznał, że Trójca Święta to dosłowne oznaczenie trzech etapów losu rodzaju ludzkiego. Według niego po Wieku Ojca następuje nie tylko Wiek Syna ale i trzeci, Ducha Świętego.
    Ostatni wiek ma powołać do życia nowego człowieka, potrafiącego żyć w wolności i miłości. Niczym nowy Mesjasz, miał się wtedy narodzić, panujący przez tysiąc lat „papa angelo”.
    Wspaniałe Trzecie Imperium, podobnie do opisanego w Apokalipsie Królestwa Chrystusa, miało utrzymać się na ziemi do nadejścia Sądu Ostatecznego i nastania niebiańskiej Jerozolimy.

    Germański mit
    Już po śmierci cysterskiego mnicha pojawiło się przypisywane mu proroctwo. Mówiło ono że władca, który rozdzieli dobra Kościoła wśród wiernych rozpocznie panowanie Trzeciego Imperium. Miał nim zostać skłócony z papiestwem cesarz Fryderyk II. Władca zmarł jednak w 1250 roku, na dziesięć lat przed określoną w przepowiedni datą nadejścia wiecznego królestwa. W ludowych wierzeniach pojawiła się wtedy legenda, że cesarz śpi wewnątrz góry Kyffhäuser w Turyngii, w oczekiwaniu nadejścia Imperium Sprawiedliwości.

    W 1935 roku, podczas pochodu zwycięstwa, dumni Niemcy wypowiadali do swoich rodaków hasło: „Zmartwychwstaliście w Trzeciej Rzeszy” co było odniesieniem do nazistowskiego sloganu „Królestwo nasze jest właśnie z tego świata” (parafraza do biblijnego „Królestwo moje nie jest z tego świata”, J 18:36).
    Co ciekawe Hitler w „Main Kampf” ani razu nie użył określenia „Trzecia Rzesza” jednak już 1 września 1933 roku ogłosił, że państwo na czele którego stoi nosi właśnie tę nazwę. Dodał też, że nowe mocarstwo przetrwa tysiąc lat, świadomie nawiązując do milenium z Apokalipsy.

  5. Dawid56 pisze:

    Cesarz Fryderyk II stał się bohaterem opowieści muzycznej Petera Sinfielda ( In the court of the Crimson King, In the wake of Poseidon, Lizard, Islands)
    http://www.songsouponsea.com/Promenade/ChapterOneA.html

  6. Mezamir pisze:


    You’ll know when you get here


    All the clergy is weeping

  7. Mezamir pisze:

    Jak pogodzić teorię…
    Z wszelkimi teoriami najlepiej zrobić tak: olać😀

  8. Mezamir pisze:

    Jak pogodzić teorię Ewolucji z przekazami z Biblii albo eposu o Gilgameszu?

  9. margo0307 pisze:

    „…Jak pogodzić teorię Ewolucji z przekazami z Biblii albo eposu o Gilgameszu?…”
    ________________________________________
    Zaakceptować fakt, że… nasze życie – Ludzkie życie – nie umiera 🙂
    Możemy mówić jedynie o zmianie formy…
    A my przecież – nie jesteśmy formą, lecz ją posiadamy…
    Być może – nadszedł czas abyśmy zaczęli akceptować również inne formy… ?
    Tak czy owak – nasza myśl nadal trwa i możliwe też, że rozpoczyna całkiem odmienny proces zadziewający się we Wszechświecie… 🙂

  10. Mezamir pisze:

    Człowiek uzyska kolejne zdolności i poprzez epokę kamienia łupanego dojdzie do wysoko rozwiniętej cywilizacji. Jest to proces cyklicznie się powtarzający (mniej więcej co 12 tysięcy lat) i trudno się oprzeć wrażeniu, że celowo przez twórców wszechświata i człowieka przygotowany. Taka refleksja, jest uzasadniona w sytuacji, gdy spojrzymy co stało się z człowiekiem w wysoko rozwiniętej cywilizacji.

    Czyli co,rozwój oznacza regres,jakikolwiek rozwój jest pozbawiony sensu
    ponieważ i tak trzeba zrobić reset,no więc po co marnować czas i energię?

    Syzyfowe prace należy przerwać zamiast kontynuować.

    • margo0307 pisze:

      „…Syzyfowe prace należy przerwać zamiast kontynuować.”
      _________________________________
      Czy uważasz Mezamirku, że… woda…, ogień…, czy co tam jeszcze.. ?, aha… reset pamięci…😉 – jest straszny dla Ducha i wyrządzi mu jakąś krzywdę ? 😀

      • Mezamir pisze:

        Po co one istnieją jeśli rozwój oznacza reset?
        Poza tym woda i ogień nie jest mną🙂

        • „Po co one istnieją jeśli rozwój oznacza reset?”

          A po co kwitną kwiaty, jeśli przekwitają i więdną?
          „syzyfowa praca”?😀

          „Poza tym woda i ogień nie jest mną :)”

          No to są tym, od czego siebie oddzielasz. ;-D

          • Mezamir pisze:

            A po co kwitną kwiaty, jeśli przekwitają i więdną?

            No właśnie po co rosną i przekwitają i więdną skoro i tak do niczego to nie prowadzi?
            Po co marnować czas i energię na wzrost i kwitnięcie?
            Prościej nie rosnąć nie kwitnąć nie więdnąć.

          • „No właśnie po co rosną i przekwitają i więdną skoro i tak do niczego to nie prowadzi?”

            Czy to cel taki ważny? Może dla Ciebie, ale nie dla drzew, kwiatów czy jakichkolwiek form, które się przejawiają, manifestują nie tylko energetycznie, ale także w materii…
            A może to nie cel stanowi istotę i sens istnienia, lecz droga i zmienność…🙂

            „Po co marnować czas i energię na wzrost i kwitnięcie?
            Prościej nie rosnąć nie kwitnąć nie więdnąć.”

            To po co jeszcze żyjesz? A może wcale nie prościej jest nie istnieć?

            „Istnienie jest bez sensu jeśli dąży do resetu.”

            A czy taki „reset” nie daje możliwość zmiany… formy i treści… zmiany stanu świadomości…?

            „Prościej byłoby zlikwidować istnienie,wtedy nic by nie ewoluowało
            i niczego nie trzeba by było resetować”

            Logiczne, a jakże… „prościej” – ocenianie, wartościowanie… Póki jednak oceniasz, wartościujesz, to wciąż jest „trudniej” niż „prościej”.🙂
            Ha, ha, ha… czyżby powrót do nicości Ci się marzył.. ?

          • Mezamir pisze:

            A czy taki „reset” nie daje możliwość zmiany…

            Inwolucja to regres a nie progres.

            Poza tym,w naturze wszystko odbywa się po najmniejszej linii oporu.
            Kula to najlepszy przykład.

          • „Inwolucja to regres a nie progres.”

            Inwolucja jest taką samą częścią CAŁOŚCI jak ewolucja… Tylko ich „kierunki” wydają się być „przeciwne” jak: góra i dół, jak przód i tył, jak prawo i lewo… jak światło i ciemność, a przecież góra bez dołu nie istniałaby, tak samo przód i tył czy prawo i lewo… światło i ciemność… gdyby ich nie było…
            nie byłoby narodzin, gdyby nie było śmierci.
            Nie byłoby zachodów słońca, gdyby nie było nocy i wschodów…
            Nie byłoby radości i smutków, rozkoszy i cierpienia itd., itd…

          • Mezamir pisze:

            To jest zupełnie co innego
            W tekście który cytowałem była mowa o tym by cofać rozwój do zera,resetować nas
            Nie było w nim mowy o dalszym ciągu tylko o powtórce,jak zacięta płyta.
            1,2,3,1,2,3,1,2,3,1,2,3…byle nie 4
            Jeśli celem jest uniknięcie 4 to lepiej niech będzie 0000000000…
            Wtedy 4 też się nie zdarzy ale z dużo mniejszym nakładem pracy

          • „To jest zupełnie co innego
            W tekście który cytowałem była mowa o tym by cofać rozwój do zera,resetować nas
            Nie było w nim mowy o dalszym ciągu tylko o powtórce,jak zacięta płyta.
            1,2,3,1,2,3,1,2,3,1,2,3…byle nie 4
            Jeśli celem jest uniknięcie 4 to lepiej niech będzie 0000000000…
            Wtedy 4 też się nie zdarzy ale z dużo mniejszym nakładem pracy”

            Acha. Twój przykład to coś jak nieskończenie wirująca karuzela.🙂 Jednak jedna i ta sama karuzela, bez „przesiadki” na inny „pojazd”.😉

            Więc jaki wybór? „0000000000” czyli NICOŚĆ?

            Są różne cykle. Stosując Twój przykład:
            a) 1,2,3…1,2,3… itd. (cykle po okręgu) w nieskończoność… tu: „wznoszenie” i „spadanie” w kółko.
            b) 1,2,3…4.5.6… itd. (cykle po helisie) w nieskończoność… tu tylko „wznoszenie”…
            c) 1,2,3… 4,5,6… 7,8,9… następnie „X”… jako koniec i od nowa… (cykle po spirali – dochodzimy do X na czubku i… spadamy i znów: 1,2,3…) tu także „wznoszenie” i „spadanie” w kółko.
            d) 1,2,3… 4,5,1… 2,3,4… 5,6,3… itd… tu cykle są zróżnicowane, zmienne ale też jako ciągłe naprzemienne „wznoszenie i spadanie”…

            Ale możemy na te cykle spojrzeć z innej perspektywy:

            nieświadome odradzanie w tych różnych cyklach i nagle…
            „wyzerowanie karmy” i przebudzenie… czyli realizacja = samoświadomość (rozpoznanie urzeczywistnienia), które powoduje tak wielką zmianę, której – do momentu osiągnięcia owego przebudzenia – nie jesteśmy w stanie ani przewidzieć ani sobie wyobrazić.
            Bo nawet nie jest to osiągnięcie jakiegoś zakresu wiedzy z tych wszystkich „światów”: 1,2,3,4,5,6,7,8,9, a nawet X.😀 Ale… następuje tak diametralna zmiana samoświadomości, która daje nam coś jak „wgląd” w te wszystkie światy, że uwalniamy się od przywiązania do wzorców tworzących struktury „sieci” tych światów… powodujących wcześniejsze nasze uzależnienie od nich i istnienie w nieświadomości konsekwencji działania tychże wzorców…

            Niedawno podobny temat poruszałam w swojej notce:
            http://tonalinagual.blogspot.com/2015/05/strach-przed-pustka-czarna-dziura-i.html

            ///
            (…)
            W świecie z jednego z moich SNÓW istniała jedna alternatywa (dualizm):
            NICOŚĆ lub KONTYNUACJA …
            istnienia w „Grze” o niezmiennych regułach. Kontynuacja w jednej formie (nieco modyfikowanej)… w nieskończoność…?
            (…)
            Strach przed nicością powodował kontynuację „utkwienia” w tamtym świecie „pochłaniania” jednych istot przed drugie. Co i tak w rezultacie prowadziło do „kolapsu” tamtego świata… W taki sposób, że jedne istoty, które pochłaniały coraz więcej innych w pewnym momencie nie miałyby już co pochłaniać [ w rezultacie stawałyby się jedną, co pochłonęła wszystkie pozostałe indywidualne]… Wtedy nie było już nic więcej do pochłaniania, więc i tak rozpadała się taka „istota” nieświadomie w „nicość”. I „Gra” zaczynała się od nowa… ponownym rozdrobnieniem na wiele części… (możliwe, że „kiedyś” właśnie tę wersję „przerabiałam” wielokrotnie🙂 ).

            Wyszłam z „tamtego świata”, świadomie wybierając nicość,
            która jednak okazała się nie być nicością, a raczej „pustką”, w której istnieje wyłącznie
            ŚWIADOMOŚĆ ISTNIENIA
            poza jakąkolwiek formą, poza jakimkolwiek utożsamieniem z czymkolwiek.

            Stamtąd „wyruszyłam” w dalszą „podróż” i trafiłam do tego świata.
            W tym świecie także „dualizmy” w dużo bardziej zróżnicowanych formach:
            dobro – zło
            oprawca – ofiara
            zwycięzcy – pokonani
            itp., itd…

            Najpierw kiedyś, w dzieciństwie pojawiła się wizja z powrotem do DOMU, gdzie byłam maleńką drobinką, cząstką, którą otaczał nieskończenie wielki wszechświat, a jednocześnie ten nieskończenie ogromny wszechświat zawierał się we mnie – najmniejszej drobince… i nie było tam żadnej dualności…
            Potem w młodości pojawiła się niezgoda na „ten świat dualizmu”, ponieważ wchodząc tutaj weszłam także w te dualistyczne wzorce i wchłonęłam je – byłam nieświadoma ich działania, ale jednak działałam według nich…
            I wtedy pojawiły się myśli o samobójstwie, poczucie bycia ofiarą itp. i nastąpiła próba samobójstwa… Nieudana.
            A potem pojawiła się decyzja o pozostaniu w tym świecie – bo „przyjęłam” informację ze środka siebie (nazywałam to kiedyś „głosem”), że mam tu zostać, bo mam tu coś do zrobienia, bo i tak będę musiała tu wrócić, by ten świat zrozumieć, a potem będę wiedziała, co dalej… czyli, że miałam tu się czegoś „nauczyć”, coś rozpoznać, zrozumieć… odkryć…

            Trzykrotna rezygnacja z tamtego świata we śnie, a potem trzykrotna rezygnacja z ego w tym życiu, w tym świecie… to nie przypadek…🙂

            Ego dokładnie tak właśnie postrzega ekspandującą obecnie ŚWIADOMOŚĆ – jako „sztuczną czarną dziurę” jako jakiś „sztuczny twór, rozdrabniacz, niszczarkę”, która wciąż się powiększa… „fantomowy stwór”… albo nicość…

            Ego się boi takiego rozdrobnienia, „unicestwienia”, bo nie może pojąć, że istnieje coś więcej, czego objąć nie może, nie jest w stanie.///

          • Dawid56 pisze:

            A dlaczego mamy uniknąć „4”? Czwórka to w układzie trójkowym „1” a normalnie 4 to czwarty żywioł czyli ziemia.Trójca zakotwicza się w Ziemi to trochę zubożone drzewo życia( krzyż z trzema ramionami równymi i dłuższą podstawą).
            Cztery to też Rak czwarty znak kardynalny w układzie zodiakalnym Woda.

          • Mezamir pisze:

            A dlaczego mamy uniknąć „4”? Czwórka to w układzie trójkowym „1” a normalnie 4 to czwarty żywioł czyli ziemia.

            Nie o to mi chodziło,po prostu przykład,są do zrobienia 4 kroki a my robimy 3
            i cofa się nas do punktu zero,koło się kręci ,stagnacja trwa
            bo nie możemy zrobić kolejnego czwartego kroku na przód

            Ostatnio trafiłem na panię Ilonę Kubacką i ona coś wspominała o tym że…
            hm,to skomplikowane jest,mówiła coś o trójkącie,że nasza dusza jest formą geometryczną
            To co tworzy trójkąt jest trójcą bóstw/duchów i w czasie śmierci trójkąt(czworościan)
            z bryły rozpada sie na cztery płaszczyzny a nasza świadomość wsysana jest do tunelu
            na końcu którego mamy coś w rodzaju maszynki do mielenia mięsa😀

            Czyli tak naprawdę (o ile dobrze zrozumiałem)
            Przejście przez tunel oznacza właśnie reset,rozpad na czynniki pierwsze.
            Mieli się nas a z tej mielonki lepi kolejne istoty🙂

            Z drugiej strony nie można żyć wiecznie unikając przejścia przez tunel
            dlatego że kończy się nam energia
            Energę trzeba pobierać z żywych stworzeń,karmić się na nich
            ale ludzie też żerują na innych,na roślinach i zwierzętach

            Już dawno temu zwróciłem na to uwagę ze wszystko się czymś żywi
            Zwierzęta roślinami i zwierzętami,ludzie zwierzętami i roślinami
            bogowie ludźmi/ich wiarą i może nawet duszami,zwierzętami i roślinami składanymi w ofierze a bogami kto się żywi?Rośliny?

      • Mezamir pisze:

        Istnienie jest bez sensu jeśli dąży do resetu.
        Prościej byłoby zlikwidować istnienie,wtedy nic by nie ewoluowało
        i niczego nie trzeba by było resetować

        Raczej wygląda to wszystko tak jakby istnienie za wszelką cenę chciało się wyrwać o krok dalej,a coś lub ktoś pilnował i przeszkadzał w tym
        za każdym razem gdy zostaje ostatni decydujący krok

        Przypomina mi się Biblia i cytat o nieśmiertelności

        Rodzaju 3:22

        Tak więc wypędził człowieka, a po wschodniej stronie ogrodu Eden
        postawił cherubów i płomieniste ostrze miecza,
        który się stale obraca, by strzec drogi do drzewa życia
        żeby człowiek nie wyciągnął ręki i nie wziął owocu
        i nie jadł — by żyć po czas niezmierzony

        • Jesteś jednocześnie śmiertelny i nieśmiertelny… śmiertelny w sensie zmienności form i nieśmiertelny w sensie istnienia poza formami…
          Przykład:
          brahman, atman i dżiwa są tym samym w swej esencji…

          „Atman jest więc kluczem do wyzwolenia, jedyną drogą poznania Brahmana – prawdziwej rzeczywistości i najwyższej, transcendentnej zasady bytu. Poznanie atmana-brahmana jest możliwe przez wgląd w siebie, przy czym należy posłużyć się intuicją, by obejść przesłaniającego atmana to, co osobowe, a związane z bieżącą inkarnacją czyli ego, które omamione mają ulega iluzji oddzielenia od Absolutu oraz od reszty istot.”

          W tym rozumieniu „trójcy świadomościowej” mamy:

          a) świadomość indywidualna – to świadomość każdej indywidualnej osoby powiązana z tzw, ja -ego. (Tu przykład: Dżiwa w hinduiźmie)

          b) świadomość zbiorowa – to inaczej podświadomość (dla) każdej indywidualnej osoby – podświadomość jest wszystkimi wzorcami myślenia i działania związanego z całą zbiorowością wszystkich istot (z pamięcią tego, kim „byliśmy”, choć w rezultacie bardziej tego, kim jesteśmy😉 . (Tu przykład: Atman)

          c) świadomość absolutna – to inaczej nad-świadomość (dla) każdej indywidualnej osoby -nadświadomość obejmująca Wszystko Co Jest. (Tu przykład: Brahman).

          Dla świadomości indywidualnej człowieka obie strefy: podświadomości i nad-świadomości często bywają „zakryte”. Jednak, gdy zaczynamy odkrywać swoje wcześniej nieświadome wzorce – te „matrixowe” (myślenia i działania), to nasza (samo)świadomość poszerza się, ekspanduje… I z „indywidualnej” staje się coraz bardziej „zbiorową”. Podświadomość zostaje przetransformowana w świadomość „zbiorową”…Dzieje się tak, gdyż istota ludzka przestaje utożsamiać się z wyłącznie indywidualnym ja-ego, ciałem, myślami, przekonaniami, płcią, zawodem, społeczeństwem czy narodem… itd., a nawet gatunkiem czy rodzajem.

          W dalszym procesie ze „zbiorowej” świadomości indywidualna świadomość „ekspanduje” coraz bardziej aż zaczyna stawać się… coraz bardziej „absolutną” świadomością… Wtedy, gdy odpuszczamy oceny, osądy, oczekiwania i wychodzimy z dualnego rozdarcia… itp.
          To wszystko dzieje się na poziomie świadomości, a nie umysłu.
          Natomiast umysł wówczas „radośnie”😉 podąża za świadomością.😀

          Bo nie ilość wiedzy najważniejsza…🙂

          • marek pisze:

            Rozpatrywanie pojęcia ” resetu ” w oderwaniu od całości zagadnień dotyczących historii rodzaju ludzkiego , może stwarzać płaszczyznę rozumienia prowadzącą do akceptacji takiego stanu rzeczy .

            Jednakże gdy dołoży się do tego zagadnienia analizę cyklicznie powtarzającej się amnezji między jednym a drugim inkarnacyjnym wcieleniem , wówczas nie podpierając się naciąganą retoryką , można łatwiej dojść do wniosku ,że coś jest nie tak z tym procesem inkarnacji , bo albo wskazuje on na sczytywanie informacji z osobników pozbawionych fizycznej powłoki / i dlatego to istnienie jest tak bezproduktywne w zakresie zapewnienia przyrostu świadomości , jak kładzenie sadzeniaka w ziemię , które służy uzyskaniu plonu masy , a nie podniesieniu jakości / albo jest cyklicznie stosowanym procesem zaburzającym osobniczy i zbiorowy rozwój gatunku .

            Połączenie analizy tych dwóch zagadnień i jeszcze paru je wspierających stawia pod znakiem zapytania zasadność /pozytywności / resetu w stosunku do rodzaju ludzkiego w tak krótkich przedziałach czasu i w tak niekomfortowych warunkach ewolucji.

            Chyba że w miejsce tych dywagacji zaakceptujemy twierdzenie że jesteśmy jedynie poletkiem białka na planecie Ziemia wtedy to inna para kaloszy i za temat należy się zabrać z zupełnie innej strony .

            m

        • margo0307 pisze:

          „…by strzec drogi do drzewa życia żeby człowiek nie wyciągnął ręki i nie wziął owocu
          i nie jadł — by żyć po czas niezmierzony”

          _______________________________
          ” Legenda głosiła, że Bóg wysłał Anioła do Mistrza z następującym posłaniem:

          – Proś o milion lat życia, a będą ci udzielone lub o milion milionów lat.
          Jak długo pragniesz żyć ?

          – Osiemdziesiąt lat – odparł bez chwili wahania Mistrz.

          Uczniowie przyjęli tę wiadomość w osłupieniu 😮

          – Ależ, Mistrzu, gdybyś żył milion lat, pomyśl, ile pokoleń mogłoby korzystać z twojej mądrości.

          – Gdybym żył milion lat, ludzie nastawiliby się bardziej na przedłużenie swego życia, niż na zdobywanie mądrości. 😛

      • Dawid56 pisze:

        Po coś jednak istniejemy w fazie 3D .Z poziomu ducha trudno zarządzać materią, najlepiej robić to z 3D. Z 4D byłaby to magia w zasadzie nikomu niepotrzebna.Reset to przegrana.W4D niestety chyba istnieje zupełnie inny system wartość i w 4D niekoniecznie uczucia mają jakikolwiek sens( strachu, miłości,ciepła zimna).
        Czy duch się może bać?Czy duch może kochać? ale duch może cierpieć!

        • margo0307 pisze:

          „… Czy duch się może bać?
          Czy duch może kochać? ale duch może cierpieć!”

          _____________________________________
          Dlaczego uważasz Dawidzie, że duch może cierpieć, wykluczając jednocześnie, że nie może się bać i nie może kochać ?

          • Dawid56 pisze:

            Sam nie wiem dlaczego tak napisałem. Myślę że chodziło mi o niespełnienie np w stosunku do jakiejś reinkarnacji, ze nie zrobiłem wszystkiego co było w mojej mocy.Np cierpienie po popełnieniu samobójstwa.Oczywiście jest to inny pogląd niż zaprezentowany w „Rozmowach z Bogiem” ale myślę że to duchowe cierpienie mogłoby być w jakiś sposób twórcze.Co do miłości ducha to myślę, ze może kochać wszystkie inne duchy albo żadnego. Co do strachu tu jestem pewny Duch się niczego nie boi.

        • Mezamir pisze:

          Uczucia wiążą się z chemią w mózgu a cierpienie(nawet psychiczne) z cielesnością.
          Uczucia są najwidoczniej niemożliwe gdy nie ma ciała i chemii
          więc dlatego mamy ciała,żeby czuć.
          Bez ciała nie ma hormonu stresu ani endorfin itp jest cisza,spokój —–

          Gdy zasypiamy smutni lub zdenerwowaniu,we śnie następuje reset emocjonalny
          Chemia wraca na odpowiedni poziom.
          Wstajemy rano i dopiero po chwili wracamy do tego co nas zabolało przed snem

          Strach i gniew można wyłączyć za pomocą relanium np
          Zwykłą tabletka odpowiada za to co czujemy, w duchu🙂

          Duchy nie mogą kochać ani nienawidzić i pewnie dlatego nic nie robią
          by powstrzymać wojny na Ziemi.
          Są sprawiedliwe ponieważ nie kierują się emocjami,emocje przeszkadzają
          Nawet się mówi by nie podejmować decyzji pod wpływem emocji,a dlaczego?

        • Cytaty z artykułu o Kronice Akaszy http://www.paranormalne.pl/topic/12351-kronika-akaszy/ [opracowane na podstawie książki Artura Powella „Ciało mentalne”]:

          „Kronika akaszy…
          odbicia kroniki są dostępne w sferach: buddhi, mentalnej i astralnej. Jak to sie dzieje że powstają owe odbicia można sie dowiedzieć w literaturze na ten temat.

          [1] Zacznijmy od sfery astralnej: fragmenty kroniki i jej odbicia istnieją w tej sferze w sposób fragmentaryczny i zniekształcony . To tak jakby włożyć przedmiot do wody – też zmienia swoją długość, wielkość, załamuje sie , bądź faluje (stąd nie przez przypadek symbolem astralu jest woda!). Co więcej w świecie astralnym nigdy nie możemy mieć stanu, który choć odrobinę byłby podobny do spokojnej powierzchni wody – tu wszystko faluje, zmienia sie i porusza.
          W astralu można znaleźć jedynie zniekształcone fragmenty Akaszy.
          Poza tym w sferze astralnej zazwyczaj widzi sie pojedyncze obrazy, no niekiedy obdarzone ruchem.
          W pewnym szczególnym przypadku obserwator ma możność nawiązania intymniejszego kontaktu z kroniką.

          [2] W świecie mentalnym z kolei panują odmienne warunki i niepodobna pomylić sie przy odczytywaniu. Inaczej mówiąc każdy jasnowidz który posługuje sie wzorkiem mentalnym widzi to samo i to samo opisuje – nie tak jak w astralu – każdy widzi swoje i to jeszcze przez pryzmat swojej podświadomości, bądź świat symboli i archetypów….. Poza tym każdy jasnowidz widzi przedmiot jakby całą swoją istotą – nie tylko zmysłami – rozumie wszystko dokładnie CO SIE DZIAŁO, BĄDŹ CO ZACHODZIŁO W UMYSŁACH innych ludzi. To nie tak jak w sferze fizycznej – że każdy opisuje widziany wypadek inaczej, subiektywnie…

          W sferze mentalnej za to widzi sie już dokładnie całe wydarzenia – w zależności jak wygodniej – albo ogląda sie jakby sie oglądało aktorów na scenie. Albo można sie znaleźć wśród „aktorów” i oglądać wszystko jakby „od wewnątrz” (przytaczany przykład: jeśli zapragnąłby widzieć lądowanie Juliusza Cezara w Bretanii to natychmiast znalazłby sie na brzegu morza wśród legionistów, a całe zdarzenie widziałby tak jak ono było w 55 roku pne). Nie ma możliwości wpływania na wydarzenia, ani też nikt z „aktorów” nie jest świadomy jego obecności. Jedyne na co ma wpływ to prędkość, z jaką dramat rozgrywa sie przed jego oczami. Co więcej nie tylko widzi co sie dzieje, ale też słyszy i rozumie co mówią, a nawet wie co myślą.

          Gdy obserwuje scenę w której sam w przeszłości uczestniczył, otwierają sie przed nim dwie drogi:

          1. może odnieść sie do wydarzeń w zwykły sposób – jako obserwator o doskonałym widzeniu, wrażliwości i rozumieniu.
          2. może raz jeszcze utożsamić sie z dawno nieżyjącą postacią (którą był) i przeżyć ponownie myśli i uczucia dawnych czasów. Odnajduje ongiś w świadomości powszechnej tę cząstkę, z którą sam był związany.

          Problem za to może stworzyć przeniesienie wizji z poziomu mentalnego na słowa……..” [tłumacz ego może fałszować dane dokonując – Właśnie poziom klarowności czy też przejrzystości „tłumaczenia” tego, co ‚widzimy’ czy ‚słyszymy’ w naszej kontemplacji (medytacji, wizji a nawet snach), jest zależny od zakresu naszej indywidualnej (samo)świadomości. I wzorce ego stanowią spore ograniczenie dla wewnętrznego ‚tłumacza’. – http://tonalinagual.blogspot.com/2015/05/ewolucja-swiadomosci-i-trojjednia.html%5D.

          [3] Natomiast w sferze buddhi kronika akaszy jest czymś więcej niż tylko zwykłym zapisem pamięci! Bowiem w tej sferze nie ma już ograniczenia ani przestrzeni (to to już w ogóle mało kto jest w stanie pojąć – najpierw trzeba zacząć od pojęcia świata astralnego i mentalnego, żeby dojść do sfery buddhi😉 Obserwator w tej sferze nie musi przeglądać długiego łańcucha zdarzeń (tak jak w mentalnym – gdzie jakby przekłada kolejne karty kroniki, w zależności co chce odczytać). Otóż w buddhi wszystko dzieje sie w wiecznym teraz! Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Przeszłość i przyszłość dzieją sie równocześnie w teraz!!!! Wszystko na raz w teraz!”

          [Słowo buddhi moze zostac przetlumaczone jako ‚przebudzenie’…]

          [4] „w sferze fizycznej – każdy opisuje widziany wypadek inaczej, subiektywnie….” [z powodu filtrów indywidualnych wzorców – przekonań ego]

  11. Mezamir pisze:

    UPANISZADY VI.I.3

    Dzięki czemu to,co nieusłyszane,zostaje usłyszane

    Niepomyślane zostaje pomyślane a nierozpoznane rozpoznane?

    To jest tak mój drogi,jak dzięki jednej grudce gliny
    Poznaje się wszystko co zostało zrobione z gliny
    Wszelka przemiana to tylko nazwa wynikła z mowy
    A w istocie jest to glina

    Na początku mój drogi To było istniejące

    Jedno zaiste,bez drugiego
    A są tacy co powiadają:
    To na początku było nieistniejące,jedno,bez drugiego
    i że z nieistniejącego się zrodziło

    Lecz jakże to możliwe,mój drogi
    Czy z nieistniejącego istniejące może się narodzić?
    istniejące mój drogi było na samym początku
    Jedno,bez drugiego

    TO tak sobie pomyślało

    Obym było wielością,obym się rozmnożyło
    I wtedy żar się narodził
    Żar sobie pomyślał

    Obym był wielością
    Wtedy wody się narodziły
    Dlatego gdy człowiek się smuci lub poci
    Wtedy z żaru wody powstają

    Wody tak sobie pomyślały
    Obyśmy były wielością,obyśmy się narodziły
    i stworzyły pokarm
    Dlatego tam gdzie deszcz spadnie powstaje obfitość pokarmu

    Z wód zaiste pokarm się rodzi
    Z tych trzech trzy rodzaje stworzeń powstają
    Zrodzone z jaja,z żywej istoty i z nasienia

    Owo bóstwo tak sobie pomyślało
    W te trzy bóstwa poprzez żyjącą duszę wchodzę
    Nazwę i kształt rozdzielę
    Niech każde z owych trzech potrójnym uczynię

    I owo bóstwo poprzez żyjącą duszę wchodząc

    Nazwy i kształty rozdzieliło
    i tak każde z owych trzech uczyniło potrójnym
    W jaki to sposób mój drogi każde z owych trzech
    Potrójnym się stało,tego dowiedz się ode mnie

    Każda czerwona formaognia to forma żaru
    Każda białą to forma wód,a czarna-pokarmu
    Istota ognia wyszła z ognia
    Wszelka przemiana to tylko nazwa wynikająca z mowy

    Rzeczywiście są tylko trzy formy
    Każda czerwona forma Słońca to forma żaru
    Istota Słońca wyszła ze Słońca
    Każda czerwona forma Księżyca to forma żaru

    Każda biała to forma wód a czarna pokarmu
    Istota Księżyca wyszła z Księżyca
    Każda czerwona forma błyskawicy to forma żaru
    Istota błyskawicy wyszła z błyskawicy

    To właśnie ongiś wiedzieli wielcy panowie domu

    Wielcy uczeni gdy zwykli mówić:
    Teraz już nikt nam nie powie nic takiego
    Czegośmy nie usłyszeli,nie pomyśleli anie nie zrozumieli
    Gdyż dzięki tym trzem elementom wszystko zrozumieli

    Oni zrozumieli ze
    To,co wydaje się czerwone ma formę żaru
    To co wydaje się białe ma formę wód
    To co wydaje się czarne ma formę pokarmu

    Oni zrozumieli iż wszystko co wydaje się nierozpoznane

    Jest zmieszaniem trzech bóstw
    Człowieka osiągając potrójnym się staje
    Spożyty pokarm staje się trójdzielny
    Ich najgrubsza część przekształca się w kał

    Środkowa w ciało a najsubtelniejsza w umysł
    Wypite wody stają się trójdzielne
    Ich najgrubsza część to mocz
    Środkowa-krew,najsubtelniejsza to oddech

    Spożyty żar staje się trójdzielnym
    Jego najgrubsza część to kości
    Środkowa-szpik kostny,a najsubtelniejsza to mowa

    Przeto mój drogi umysł uczyniony jest z pokarmu
    Oddech z wód a mowa z żaru
    Ze zsiadłego mleka gdy jest ubijane

    To co najsubtelniejsze idzie do góry,tak powstaje masło
    W ten sam sposób gdy pokarm jest spożywany
    To co najsubtelniejsze idzie do góry,tak powstaje umysł

    Dowiedz się ode mnie o stanie snu.

    Gdy człowiek śpi,powiada się o nim
    Że staje się doskonałym bytem,wchodzi w samego siebie
    Dlatego ten który śpi nazywa się
    Tak jak ptak na uwięzi latając na wszystkie strony
    A nie znajdując spoczynku przysiada byle gdzie

    Tak samo umysł błąkając się tu i tam
    i nigdzie spoczynku nie znajdując
    Spoczywa tylko dla odpoczynku oddechu
    Gdyż umysł mój drogi,związany jest z oddechem

    Przeto mój drogi jak kiełek szukaj korzenia
    w wodach
    w żarze
    w bycie

    Gdyż dla wszystkich stworzeń
    Byt jest korzeniem byt jest schronienie,byt jest domem.
    Zaiste każde z owych trzech bóstw
    Kiedy w człowieka wejdą,każde z nich staje się potrójne

    Kiedy człowiek stąd odchodzi
    Jego głos wchodzi w jego umysł
    umysł w oddech
    Oddech w żar

    A żar w najwyższe bóstwo
    To jest właśnie to co najsubtelniejsze
    To jest dusza całego wszechświata,to rzeczywistość
    To Atman,Tattwamasi-ty jesteś tym

    Kiedy pszczoły miód gromadzą
    Z różnorodnych drzew nektar zbierają i łączą go w jeden smak
    i nie są w stanie odróżnić

    Podobnie wszystkie stworzenia choć w byt weszły
    Nie rozpoznają ze osiągnęły byt
    i czymkolwiek tu były:tygrysem,lwem,wilkiem czy dzikiem
    Robakiem,motylem,muchą czy komarem
    Tym samym staną się znowu

    Z czego życie uchodzi to zaprawdę umiera
    Lecz życie nie umiera nigdy
    „Włóż tę sól do wody i przynieś ją rano
    Tę sól którą do wody wrzuciłeś

    Proszę ,przynieś mi ją teraz”
    gdy po nią sięgnął nie znalazł jej,gdyż się rozpuściła
    Nabierz trochę wody z wierzchu,jaki ma smak?Słony
    Nabierz trochę wody ze środka,jaki ma smak?Słony
    Nabierz trochę wody z dna,jaki ma smak?Słony

    Wszystko jest takie samo

    W ten sam sposób
    To czego tu nie dostrzegasz to zaprawdę tu jest

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s