Rzecz o kłamstwie

Na samym początku trzeba by zadać pytanie: co to jest kłamstwo świadome, a co to jest kłamstwo nieświadome (lepiej nieuświadomione)?. Moim zdaniem bardziej tu chodzi o tzw. oszukiwanie siebie, czyli przekonywanie siebie, że jest inaczej niż jest w rzeczywistości. Nie jest to jednak kłamstwo. Kłamstwo to w pełni świadoma decyzja, w pełni świadome wprowadzanie w błąd innych lub siebie. Wynika z tego, że mogą być myśli niezgodne z rzeczywistością- to coś jak trochę świat we śnie. Te myśli, niezgodne z rzeczywistością, powstają zgodnie ze stanem wiedzy myślącego i w tym momencie powstaje problem definicji tzw. prawdy obiektywnej.Najczęściej prawda jest zawsze cząstkowa w nawiązaniu do stanu wiedzy i umiejętności konkretnej osoby.
Rozpatrzmy takie jedno zdanie – nie mogę czegoś zrobić. Wypowiadam głośno to zdanie. Jeśli ktoś udowodni mi, że mogłem coś zrobić a nie zrobiłem, czy to znaczy, że kłamałem? Może jednak w dobrej wierze twierdziłem, że nie potrafię czegoś zrobić, czyli najważniejsza jest czystość myśli w momencie, gdy wypowiedziałem to zdanie, że nie potrafię czegoś zrobić. W chwili, kiedy wypowiadałem zdanie, że nie potrafię czegoś zrobić, wierzyłem, że tak jest w rzeczywistości, czyli najważniejsza jest wiara i dobre intencje i tak zwany pierwszy odruch. W tym pierwszym odruchu łączymy się bezpośrednio ze swoimi najbardziej pierwotnym i czystymi myślami na dany temat- nie ma tu miejsca na kłamstwo. Najłatwiej ujawniane jest kłamstwo, dla którego jest inny „zapis” w materii. Na przykład mówimy( zapieramy się), że czegoś nie zrobiliśmy( na przykład nie zdradziliśmy kogoś czy nie zdradziliśmy jakiegoś sekretu, chociaż wiemy że jest akurat odwrotnie.
Z kolei zatajenie nie jest również kłamstwem, lepiej czasami w niektórych sytuacjach, nie ujawniać całej prawdy aniżeli skłamać.
Czy można kłamać w dobrej wierze?
(Opinia pewnego internauty)

Tak, można kłamać w dobrej wierze lecz w sytuacjach ostatecznych, kiedy w grę wchodzi dobro drugiego człowieka, lub jego życie. W niektórych (beznadziejnych) przypadkach jesteśmy niemal zmuszeni do kłamstwa i nie mamy co do tego wyboru. Dajmy na przykład bohaterkę tragedii „Romeo i Julia”. Julia musiała okłamywać własnych rodziców i przyjaciół dla miłości. Nie miała zbyt wielkiego wyboru, ponieważ rodziny obojga kochanków były ze sobą skłócone. Do tego jeszcze Romeo został wygnany z Werony za zabójstwo Tybalta – krewnego Julii. Jednak te wszystkie przeszkody nie pozwoliły na zabicie tego wielkiego uczucia.

Na co dzień również spotykamy się z kłamstwem w dobrej wierze. Pewnie nie raz broniłeś(aś) kolegę lub koleżankę przed zarzucanym mu oskarżeniem, choć niestety ten czyn został przez niego popełniony. Może to po prostu dla tego, że lubisz tą osobę i nie chcesz żeby miała ona jakieś kłopoty…

No to teraz drugi przykład. Stan pacjenta w szpitalu jest niemal krytyczny lecz lekarz łagodzi sytuacje, mówiąc, że pacjent jest silny, że wyjdzie z tego itp. Mówi tak dlatego, ze nie chce zamartwiać lub pogarszać stanu psychicznego osoby opiekującej się chorym. Tak, to nieprawidłowe z jego strony, ale lekarz chciał dobrze.

Jest wiele takich przypadków, w których chce się dobrze, ale nie zawsze wychodzi tak, ja chcemy. Należy się zastanowić parę razy zanim się coś powie, bo jak stare przysłowie mówi – „kłamstwo ma krótkie nogi.”

http://zadane.pl/zadanie/652629

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, Psychologia głębi, Świadomość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „Rzecz o kłamstwie

  1. margo0307 pisze:

    „…Kłamstwo to w pełni świadoma decyzja, w pełni świadome wprowadzanie w błąd innych lub siebie…”
    _______
    Moim zdaniem – kłamstwo – tak, jak napisała Maryś w poprzednim temacie… „ma wiele imion”…
    Każdorazowe rozmijanie się z Prawdą – ja nazywam kłamstwem !… i nie ma znaczenia z jakiego powodu to czynimy…
    Czy będzie to zatajanie Prawdy…, czy będzie to mówienie tzw. „pół-prawd”…, czy „koloryzowanie” Prawdy – czyli dodawanie do Prawdy czegoś, co nią nie jest… – zawsze będzie kłamstwem !

    Kłamanie w „dobrej wierze” ?…
    No cóż – znam to z autopsji…, bo nie raz w swoim życiu skłamałam – jak mi się wówczas wydawało – „w dobrej wierze”…, po czasie jednak, kłamstwo wyszło na jaw i… poniosłam tego sromotne konsekwencje…😛

    Opowiem o jednym, takim zdarzeniu…
    Pracowałam z koleżanką X na jednej zmianie…, nasza praca polegała na przygotowaniu dokumentów celnych do odpraw celnych towarów przekraczających granicę…
    Nasi stali klienci – z reguły importerzy, zostawiali w naszym biurze duże kwoty pieniędzy w kopertach, przeznaczone na opłacenie cła i… „gratyfikacji” za… czynności celników…😉
    „Gratyfikacja” dla celników z reguły… była „stała” i każdy importer wiedział ile, komu dać za odprawę konkretnego towaru…
    Po pewnym czasie zauważyłam, że, moja koleżanka X… również „partycypuje w tej swoistej „gratyfikacji”, wychodząc zapewne z założenia, że… jej także się należy…😉
    Nie interesowałam się tym… wolałam o tym nie wiedzieć…, ponieważ uważałam, że jest osobą dorosłą i wie co robi…, choć zdawałam sobie sprawę, że jest to zwykła kradzież…😕
    Pewnego jednak razu…, wezwał mnie do siebie szef i zapytał czy wiem, że koleżanka X – bierze pieniądze z kopert ?
    Odpowiedziałam, że… nie wiem !, bo zdawałam sobie sprawę, że jeśli powiem Prawdę – moja koleżanka X wyleci z hukiem z pracy… – a ja… nie chciałam się do tego przyczyniać…
    Finał tej opowieści jest taki, że… to ja razem z koleżanką X – wyleciałam z pracy !…😀 , ponieważ Prawda o tym i tak wyszła na jaw z „innej strony”…, a mój szef zwalniając mnie z pracy powiedział, że… zawiódł się na mnie, ponieważ kryłam złodzieja w biurze… !!!
    Wówczas to…doświadczyłam poważnych skutków kłamstwa… „w dobrej wierze” i prawdę mówiąc, odchodząc z bardzo dobrze płatnej pracy, nawet nie miałam żalu do mojego szefa, że mnie zwolnił, bo będąc na jego miejscu – postąpiłabym dokładnie tak samo !😛
    Tak więc kłamstwo… nawet to – „w dobrej wierze” – jest pozornym dobrem…, jest niczym innym – jak tylko kłamstwem, które przynosi jedynie przykre skutki…, można by rzec, że… jest to „zło” ukryte za maską fałszywego.. „dobra”…😛

    • JESTEM pisze:

      Tak więc kłamstwo… nawet to – „w dobrej wierze” – jest pozornym dobrem…, jest niczym innym – jak tylko kłamstwem, które przynosi jedynie przykre skutki…, można by rzec, że… jest to „zło” ukryte za maską fałszywego.. „dobra”…😛 „

      Dziękuję, kochana Margo0307.
      To doświadczenie Twoje, które opisałaś jest świetnym przykładem tego, jak oszukujemy siebie sami nieświadomi tego, co robimy. Dziękuję.🙂❤

  2. Dawid56 pisze:

    Czasami się kłamie żeby usprawiedliwić swoje zapominanie.Coś komuś obiecaliśmy i nie zrobiliśmy tego.Skłamaliśmy, aby nie było temu komuś przykro i za chwilę robimy to co obiecaliśmy ale zapomnieliśmy.Skłamaliśmy ale staraliśmy się „odpokutować” „zadośćuczynić” temu kłamstwu.
    W czasie wojny bardzo często kłamało się okupantowi aby ocalić kogoś życie. W tym wypadku mówienie prawdy okupantowi to będzie po prostu z innego punktu widzenia zdrada.

    • JESTEM pisze:

      „Czasami się kłamie żeby usprawiedliwić swoje zapominanie.Coś komuś obiecaliśmy i nie zrobiliśmy tego.Skłamaliśmy, aby nie było temu komuś przykro i za chwilę robimy to co obiecaliśmy ale zapomnieliśmy.Skłamaliśmy ale staraliśmy się „odpokutować” „zadośćuczynić” temu kłamstwu.”

      Co masz na myśli pisząc o „zadośćuczynieniu”? Spełnienie obietnicy tylko „później”?

      Wiele razy słyszałam słowo „przepraszam”, ale mówienie „przepraszam” bardzo często niczego nie zmienia. Podobnie jak spowiedź w kościele. Ludzie idą do spowiedzi, wracają do domu (albo już po wyjściu z kościoła) wracają natychmiast do starych, nawykowych działań. To nic nie zmienia.

      „W czasie wojny bardzo często kłamało się okupantowi aby ocalić kogoś życie. W tym wypadku mówienie prawdy okupantowi to będzie po prostu z innego punktu widzenia zdrada.”

      W czasie wojny… no tak… A czy Ty jesteś w czasie wojny TERAZ? Bo przecież tu i teraz decydujesz czy będziesz kłamał „w dobrej wierze” czy nie. I możesz uświadomić sobie, że „kłamstwo w dobrej wierze” pozostaje jednak kłamstwem. Tak, jak Margo0307 napisała:
      Tak więc kłamstwo… nawet to – „w dobrej wierze” – jest pozornym dobrem…, jest niczym innym – jak tylko kłamstwem, które przynosi jedynie przykre skutki…, można by rzec, że… jest to „zło” ukryte za maską fałszywego.. „dobra”…😛 „

      A każda i każdy z nas może sam/a sobie zadać pytanie: czy kłamstwo jest mi niezbędne do przeżycia czy bardziej potrzebne jest naszym ego czyli temu czemuś z czym się utożsamiamy (jako naszymi przekonaniami o sobie i o innych), a co jest jedną z głównych przyczyn naszego cierpienia?

  3. Mezamir pisze:

    Dopóki nieświadome kieruje naszym życiem rzutując na świadomość, trudno mówić o Wolnej Woli.
    Aby dokonać w pełni świadomego wyboru należy znać WSZYSTKIE implikacje
    jakie wynikną z naszej decyzji,a takiego wglądu nigdy nie mamy

    Czym jest prawda?
    Autor : Richard Dawkins
    Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

    Odrobina wiedzy jest rzeczą niebezpieczną. Nigdy nie wydawało mi się, by była to szczególnie głęboka lub mądra myśl [_1_], ale nabiera głębi w wyjątkowym przypadku, kiedy owa odrobina wiedzy zaczerpnięta jest z filozofii (jak to często bywa). Naukowiec, który ma czelność wypowiedzenia słowa na „p” („prawda”) narazi się najprawdopodobniej na pewien rodzaj filozoficznego wygwizdywania, które wygląda mniej więcej tak:

    Absolutna prawda nie istnieje. Dajesz wyraz osobistej wierze, kiedy twierdzisz, że metoda naukowa, włącznie z matematyką i logiką, jest uprzywilejowaną drogą do prawdy. Inne kultury mogą wierzyć, że prawda znajduje się we wnętrznościach królika albo w majaczeniach proroka na wysokim słupie. To tylko twoja osobista wiara w naukę powoduje faworyzowanie twojego rodzaju prawdy.

    Ten typ niedowarzonej filozofii paraduje pod nazwą kulturowego relatywizmu. Jest jednym z aspektów Modnych bzdur ujawnionych przez Alana Sokala i Jeana Bricmonta czy Wyższych przesądów Paula Grossa i Normana Levitta. Feministyczną wersję znakomicie odsłoniły Daphne Patai i Noretta Koertge, autorki książki Professing Feminism: Cautionary Tales from the Strange World of Women’s Studies:

    Studentki studiów feministycznych uczą się teraz, że logika jest narzędziem dominacji (…) standardowe normy i metody badania naukowego są seksistowskie, ponieważ są niezgodne z „kobiecymi sposobami zdobywania wiedzy” (…) Te „subiektywistyczne” kobiety widzą metody logiki, analizy i abstrakcji jako „obce terytorium należące do mężczyzn” i „cenią intuicję jako bezpieczniejsze i owocniejsze podejście do prawdy”.

    Jak mają naukowcy reagować na zarzuty, że nasza „wiara” w logikę i prawdę naukową jest tym właśnie – wiarą – nie zaś prawdą „uprzywilejowaną” (ukochane modne słowo) wobec alternatywnych prawd? Minimalistyczną odpowiedzią jest stwierdzenie, że nauka osiąga rezultaty. Tak pisałem o tym w Rzece genów:

    Trudno o lepszy przykład hipokryty niż kulturowy relatywista na wysokości dziewięciu tysięcy metrów. (…) Jeżeli lecisz samolotem na międzynarodowy kongres antropologów albo krytyków literackich, masz duże szanse, by dolecieć, a nie roztrzaskać się w szczerym polu, właśnie dlatego, że całe mnóstwo wykształconych inżynierów z plemienia nazywającego się cywilizacją Zachodu zrobiło mnóstwo obliczeń, które im się zgodziły.

    Nauka podbudowuje swoje roszczenia do prawdy spektakularną zdolnością do zmuszania materii i energii, by skakały przez obręcze na rozkaz, jak również do przewidywania co i kiedy się zdarzy.

    Ale czy to, że imponuje nam zdolność dokładnego przewidywania wydarzeń; że imponuje nam zdolność wystrzelenia rakiety tak, by okrążyła Jupitera i dotarła do Saturna, czy przechwycenie teleskopu Hubble’a; że imponuje nam sama logika, czy jest to tylko nasze zachodnie, naukowe skrzywienie? No cóż, przyznajmy tu rację i zacznijmy myśleć socjologicznie, a także demokratycznie. Przypuśćmy, że zgadzamy się traktować prawdę naukową jako jedną prawdę wśród wielu i postawmy ją obok rywalizujących z nią zawodników: prawdy Triobriandczyków, prawdy Kikuju, prawdy Maori, prawdy Inuitów, prawdy Nawahów, prawdy Yanomamo, prawdy !Kung San, prawdy feministek, prawdy muzułmańskiej, prawdy hinduskiej. Lista jest nieskończona – i tutaj dotrzemy do wiele mówiącej obserwacji.

    Teoretycznie ludzie mogą przenosić lojalność z jednej „prawdy” na każdą inną, jeśli uznają, że ma ona większą wartość. Na jakiej podstawie mogą to robić? Dlaczego ktoś miałby zamienić prawdę Kikuju na prawdę Nawahów? Takie zmiany oparte na wartościach są rzadkie. Z jednym zasadniczym wyjątkiem. Prawda naukowa jest jedynym członkiem tej listy, który regularnie przyciąga konwertytów swoją wyższością. Ludzie dochowują lojalności innym systemom wierzeń z jednej tylko przyczyny: wychowano ich w ten sposób i nie znają niczego lepszego. Kiedy ludzie mają dość szczęścia, by móc głosować nogami, lekarze i im podobni prosperują, podczas gdy szamani podupadają. Także ci, którzy nie chcą bądź nie mogą otrzymać naukowego wykształcenia, chętnie wybierają korzyści płynące z technologii rozwiniętej dzięki naukowemu wykształceniu innych. To prawda, że misjonarze z powodzeniem nawracali wielką liczbę ludzi w całym słabo rozwiniętym świecie. Odnosili sukcesy jednak nie z powodu zalet swojej religii, ale z powodu opartej na nauce technologii, za którą (co zrozumiałe, ale niesłuszne) otrzymywali kredyt.

    Z pewnością chrześcijański Bóg musi być lepszy od naszego Juju, ponieważ przedstawiciele Chrystusa przyszli z karabinami, teleskopami, piłami łańcuchowymi, radiem, kalendarzem, który przepowiada zaćmienie słońca co do minuty, i lekarstwami, które działają.

    Tak działa kulturowy relatywizm w praktyce. Inny typ wygwizdywaczy prawdy preferuje powoływanie się na Karla Poppera lub (co modniejsze) na Thomasa Kuhna:

    Absolutna prawda nie istnieje. Twoja prawda naukowa to zaledwie hipotezy, które jak dotąd opierały się falsyfikacji, a ich przeznaczeniem jest, by zastąpiły je inne hipotezy. W najgorszym wypadku, po następnej rewolucji naukowej, dzisiejsze „prawdy” będą wydawały się staroświeckie i absurdalne, jeśli nie fałszywe. Najlepsze, czego naukowcy mogą się spodziewać, to seria przybliżeń, które stopniowo zmniejszają błędy, ale nigdy ich nie wyeliminują.

    Popperowskie wygwizdywanie wywodzi się częściowo z przypadkowego faktu, że filozofowie nauki tradycyjnie mają obsesję związaną z pewnym fragmentem historii nauki: porównaniem między teoriami ciążenia Newtona i Einsteina. To prawda, że prawo ciążenia Newtona okazało się przybliżeniem, wyjątkowym przypadkiem ogólnej formuły Einsteina. Jeśli tylko tyle wiesz z historii nauki, faktycznie możesz dojść do wniosku, że wszystkie oczywiste prawdy są tylko przybliżeniami, które zostaną zastąpione. W pewnym dość ciekawym sensie całą naszą percepcję zmysłową – „rzeczywiste” rzeczy, które „widzimy własnymi oczyma” – można uznać za niesfalsyfikowane „hipotezy” o świecie, narażone na zmianę. Jest to dobry sposób myślenia o złudzeniach, takich jak sześcian Neckera.

    Płaski wzór atramentu na papierze zgodny jest z dwoma alternatywnymi „hipotezami” solidnej formy. Widzimy więc sześcian, który po kilku sekundach „przeskakuje” w inny sześcian, a potem przeskakuje z powrotem w pierwszy i tak dalej. Być może dane zmysłów zaledwie potwierdzają lub odrzucają umysłowe „hipotezy” o tym, co jest w rzeczywistym świecie.

    No cóż, to bardzo ciekawa teoria; ciekawy jest również pogląd filozofów, że postęp w nauce dokonuje się przez potwierdzanie i odrzucanie; i ciekawa jest analogia między jednym a drugim. Ta linia rozumowania, że całe nasze postrzeganie to hipotetyczne modele w mózgu, może prowadzić do obaw o przyszłe zamazanie rozróżnienia między rzeczywistością i iluzją u naszych potomków, których życie będzie coraz bardziej zdominowane przez komputery zdolne do tworzenia własnych „ożywionych” modeli. Bez zapuszczania się w wysoce techniczny świat wirtualnej rzeczywistości już wiemy, że nasze zmysły łatwo oszukać. Sztukmistrze – zawodowi iluzjoniści – potrafią nas przekonać, jeśli bardzo brak nam sceptycznego zakotwiczenia w rzeczywistości, że dzieje się coś nadnaturalnego. Faktycznie, wielu notorycznych niegdysiejszych iluzjonistów żyło z tego bardzo dostatnio: znacznie bardziej dostatnio, niż kiedy uczciwie przyznawali, że są sztukmistrzami [_2_]. Niestety, naukowcy nie są najlepiej wyposażeni do demaskowania telepatów, mediów i zginających łyżki szarlatanów. Tę pracę najlepiej powierzyć zawodowcom, a to znaczy innym iluzjonistom. Iluzjoniści, zarówno ci uczciwi, jak i oszuści, uczą nas, że bezkrytyczna wiara we własne zmysły nie jest nieomylnym przewodnikiem prowadzącym do prawdy.

    Nic z tego jednak nie wydaje się podważać zwykłego pojęcia o tym, co to znaczy, że coś jest prawdą. Jeśli stoję na miejscu dla świadka i prokurator grożąc surowo palcem pyta: „Czy jest prawdą, że był pan w Chicago w noc morderstwa?”, szybko by się ze mną rozprawiono, gdybym odpowiedział:

    Co pan rozumie przez prawdę? Hipoteza, że byłem w Chicago nie została jak dotąd sfalsyfikowana, ale jest tylko kwestią czasu zanim zobaczymy, że jest to zaledwie przybliżenie.

    Albo, powracając do pierwszego wygwizdywania, nie spodziewam się, by przysięgli, nawet przysięgli Bongolandii, wysłuchali ze zrozumieniem mojej obrony:

    To tylko w waszym zachodnio-naukowym sensie słowa „w” byłem w Chicago. Bongolanie mają zupełnie inne pojęcie „w”, zgodnie z którym jest się naprawdę „w” jakimś miejscu, jeśli jest się namaszczonym członkiem starszyzny, uprawnionym do zażywania tabaki z wysuszonej moszny kozła.

    Jest po prostu prawdą, że Słońce jest gorętsze od Ziemi, jest prawdą, że biurko, przy którym piszę, jest zrobione z drewna. Nie są to hipotezy oczekujące falsyfikacji; nie są to tymczasowe przybliżenia do wiecznie umykającej prawdy; nie są to żadne lokalne prawdy, którym można zaprzeczyć w innej kulturze. I to samo można powiedzieć o wielu prawdach naukowych, także kiedy nie możemy ich zobaczyć „na własne oczy”. Jest na zawsze prawdą, że DNA to podwójna helisa, jest prawdą, że jeśli ty i szympans (lub ośmiornica czy kangur) prześledzicie swoich przodków wystarczająco daleko wstecz, natraficie na wspólnego przodka. Pedanci uważają, że te hipotezy wciąż mogą zostać jutro sfalsyfikowane. Ale tak się nigdy nie stanie. Ściśle mówiąc prawda, że w okresie jury nie było istot ludzkich, jest nadal przypuszczeniem, które można obalić lada moment dzięki znalezieniu jednej skamieniałości, wiarygodnie datowanej całą baterią radiometrycznych metod. To się może zdarzyć. Chcesz się założyć? Nawet jeśli nominalnie są to hipotezy w okresie próbnym, te twierdzenia są prawdziwe w dokładnie tym samym sensie, co zwyczajne prawdy życia codziennego; prawdziwe w tym samym sensie jak prawdziwe jest, że masz głowę i że moje biurko jest drewniane. Jeśli prawda naukowa jest otwarta na filozoficzne wątpliwości, nie jest ona na nie otwarta bardziej niż zwykła prawda zdroworozsądkowa. Bądźmy przynajmniej bezstronni w filozoficznym wygwizdywaniu.

    Tutaj powstaje poważniejsza trudność dla naukowego pojęcia prawdy. Nauka dalece nie jest synonimiczna ze zdrowym rozsądkiem. Co prawda nieustraszony bohater nauki T. H. Huxley powiedział:

    Nauka to nic innego jak wykształcony i zorganizowany zdrowy rozsądek, różniący się odeń tylko tak, jak weteran może różnić się od nowego rekruta: a jej metody różnią się od metod zdrowego rozsądku tylko o tyle, o ile cięcia i pchnięcia gwardzisty Gwardii Królewskiej różnią się od sposobu, w jaki dzikus wymachuje maczugą.

    Huxley mówił jednak o metodzie w nauce, a nie o jej wnioskach. Jak podkreślał Lewis Wolpert w The Unnatural Nature of Science wnioski te mogą być niepokojąco sprzeczne z intuicją. Teoria kwantowa jest sprzeczna z intuicją do tego stopnia, że fizycy czasami wydają się walczyć z chorobą psychiczną. Proszą nas, byśmy uwierzyli, że pojedynczy kwant zachowuje się jak cząstka przechodząca przez jeden otwór, zamiast przez drugi, ale równocześnie zachowuje się jak fala wpływając na nieistniejącą kopię samej siebie, jeśli istnieje drugi otwór, przez który ta nieistniejąca kopia mogłaby podróżować (gdyby istniała). Dalej jest jeszcze gorzej, aż niektórzy fizycy uciekają się do olbrzymiej liczby paralelnych, lecz wzajemnie nieosiągalnych światów, które mnożą się, aby pomieścić każde alternatywne zdarzenie kwantowe; podczas gdy inni fizycy, w równej rozpaczy, sugerują, że zdarzenia kwantowe są zdeterminowane retrospektywnie przez nasze decyzje badania ich konsekwencji. Teoria kwantowa wydaje nam się tak dziwaczna, tak wyzywająco sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, że nawet wielki Richard Feynman rzucił uwagę: „Sądzę, że mogę bezpiecznie powiedzieć, iż nikt nie rozumie mechaniki kwantowej”. Niemniej, wiele prognoz, którymi testowano teorię kwantową, utrzymały się z dokładnością tak zdumiewającą, że Feynman porównał to do pomiaru odległości między Nowym Jorkiem a Los Angeles z dokładnością do szerokości ludzkiego włosa. Na bazie tych zadziwiająco udanych przepowiedni teoria kwantowa, lub jakaś jej wersja, wydaje się być równie prawdziwa, jak cokolwiek, co wiemy.

    Współczesna fizyka uczy nas, że w prawdzie jest coś więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka; lub niż się wydaje zbyt ograniczonemu umysłowi człowieka, który rozwinął się do radzenia sobie z obiektami średniej wielkości, poruszającymi się ze średnią prędkością na średnich dystansach w Afryce. W obliczu tych głębokich i wzniosłych tajemnic niskogatunkowe intelektualne popisy pseudofilozoficznych kabotynów wydają się niegodne uwagi dorosłych ludzi.

    *

    Powyższy esej pochodzi z książki A Devil’s Chaplain: Reflections on Hope, Lies, Science, and Love (Phoenix 2003). Publikacja w Racjonaliście za zgodą Autora.

    • margo0307 pisze:

      „…Iluzjoniści, zarówno ci uczciwi, jak i oszuści, uczą nas, że bezkrytyczna wiara we własne zmysły nie jest nieomylnym przewodnikiem prowadzącym do prawdy…

      Współczesna fizyka uczy nas, że w prawdzie jest coś więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka…”
      __________________________________
      Nieco przydługi ten tekst ale… warty zapoznania się z nim, choćby dlatego by spróbować samemu dociec co… dla każdego z nas – tak naprawdę jest ważne… i co uznajemy za własną, wewnętrzną Prawdę…🙂

      Prawdę… można przyrównać do… matematyki, gdzie… jeden maleńki błąd… albo… nie w tym miejscu postawiony przecinek lub inny znak… i całe działanie, łącznie z wynikiem końcowym… okaże się fałszywe…
      Można też Prawdę przyrównać… na ten przykład do… chemii, gdzie jeden niepozorny błąd, nie taki, jak należy – składnik zmieszany z innymi…, albo nie w tej kolejności lub proporcji… i całe doświadczenie okaże się… nic nie warte…
      Czy nie podobnie zadziewa się czasem w naszym życiu ?
      Jeden mały błąd…, jakiś pogląd…, „czyjaś prawda” przyswojona sobie, która może – nawet czasem przez całe życie – utrzymywać nas w jednym miejscu tak, że przestajemy się rozwijać…

  4. margo0307 pisze:

    „…Kto nie wierzy w to, w co my wierzymy…” 😀

    Ciekawa rozmowa Janusza Zagórskiego z Romanem Nachtem… 🙂

    • Ta przypowieść o ego jest mi bliższa ;-):

      Ego to ta „cząstka”, która „chce sprawiedliwości” i… sięga po młotek…
      bo kiedy dwie ręce wiedzą, że są razem i jedna nie jest ani lepsza ani gorsza od drugiej, nie ma już ego… ego jest… rozpuszczone, wchłonięte przez… obie ręce😉

  5. margo0307 pisze:

    Doskonałe te filmiki… 🙂

    „… Isnieją 4 trucizny umysłu:
    – zmysłowe pożądanie
    – przywiązanie
    – niewłaściwe poglądy
    – niewiedza

    Całe nasze cierpienie pochodzi z niewłaściwego postrzegania…, z ignorancji…, niewiedzy…
    Posiadamy złą percepcję (złe postrzeganie) siebie i innych…, to jest powodem strachu, przemocy, nienawiści…
    Poglądy takie jak bycie, nie-bycie, narodziny i śmierć, przychodzenie i odchodzenie są niewłaściwymi poglądami…
    Jeśli potrafisz dotknąć rzeczywistość w pełni, uświadomisz sobie, że takość jest wolna od narodzin, od umierania, od przychodzenia, od odchodzenia, od bycia, od nie-bycia…, bo istnieje tylko transformacja…, kontynuacja
    Nie możesz powiedzieć, że… śmierć istnieje, ponieważ w twoim mniemaniu – umrzeć oznacza – stać się niczym z czegoś… Z kogoś nagle stajesz się nikim…
    Tak więc pojęcie śmierci nie pasuje do rzeczywistości…
    Brak strachu jest fundamentem wielkiej szczęśliwości…
    Jeśli strach jest w twoim sercu – szczęście nie jest możliwe…
    Nirvana jest wolnością…., wolnością od opinii…
    W Buddyzmie wszystkie opinie są… złymi opiniami…
    🙂

    • Dawid56 pisze:

      I tak i nie. Z punktu widzenia szeroko pojętej „duchowości” fajnie to brzmi.Niestety tę „fajną” Duchowość trzeba zestawić z klonowaniem i energią jądrową i po prostu…….Techniką prze duże „T” .Ktoś kiedyś powiedział że wysokorozwiniętej techniki nie uda się odróżnić od magii😉

      • „I tak i nie. Z punktu widzenia szeroko pojętej „duchowości” fajnie to brzmi.Niestety tę „fajną” Duchowość trzeba zestawić z klonowaniem i energią jądrową i po prostu……”
        ???
        Dawidzie, a coo mają wspólnego ludzie, którzy kierują się taką „duchowością”, a dokładniej wiedzą stosowaną w praktyce, którą dzieli się np.Thich Nhat Hanh (a co zacytowała Margo0307) np. z… klonowaniem?

        • Dawid56 pisze:

          Filmik jest zatytułowany „całe nasze cierpienie pochodzi z niewłaściwego postrzegania” .Nie zgadzam się z tym, bo „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Wcale nie muszę się zgadzać z tym, że powołano mnie do życia jako klon, albo jako wynik jakiegoś eksperymentu genetycznego mającego duszę.

          • Mezamir pisze:

            Filmik jest zatytułowany „całe nasze cierpienie pochodzi z niewłaściwego postrzegania” .Nie zgadzam się z tym, bo „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.

            Czyli?
            Część naszego cierpienia pochodzi z właściwego spojrzenia?
            Czy może z niewłaściwego spojrzenia pochodzi również szczęście?

      • margo0307 pisze:

        „…Z punktu widzenia szeroko pojętej „duchowości” fajnie to brzmi….”
        ________________________________
        Fajnie brzmi ???
        Dawidzie, wg. mnie – tu nie chodzi o fajne brzmienie… lecz o stan naszego ducha…, o uświadomienie sobie…, o zanurzenie się w tej świadomości i życie w niej na co dzień… 🙂

        „Jeśli potrafisz dotknąć rzeczywistość w pełni, uświadomisz sobie, że takość jest wolna od narodzin, od umierania, od przychodzenia, od odchodzenia, od bycia, od nie-bycia…, bo istnieje tylko transformacja…, kontynuacja…”

        To powyższe zdanie jest – jak dla mnie – tak prawdziwe, że… niewiele ma wspólnego z… fajnością… to po prostu PRAWDA 🙂

        takość = istność = istnienie…, a ISTNIENIE to – nieustanna ZMIANA, nieustająca transformacja NAS i wszystkiego, co nas otacza 🙂

        Nie bardzo też kapiszi – co masz na myśli używając określenia :

        „…szeroko pojęta „duchowość”…” ?

        Ale pomijając już tą… szeroko…, czy też… wąsko pojmowaną duchowość…😉 wystarczy, że z-rozumiemy i uświadomimy sobie – kim oraz czym – każdy z nas jest – jako Osoba… jako Istota … jako Osobowość… 🙂
        Bo tylko dzięki z-rozumieniu struktury oraz natury nas samych jako Osoby i Istoty będziemy w stanie dokonać właściwych przemian…
        Będziemy w stanie zmieniać naszą Rzeczy Istność wedle naszych pragnień… z większą łatwością… – a w końcowym efekcie – z doświadczaniem przez nas coraz mniejszej ilości bólu i cierpienia – a coraz większej radości istnienia…🙂

        Czy się komuś to podoba… czy też nie – każdy z nas bez wyjątku – stanowi część Wszechistnienia… 🙂❤

        Prawdą oczywiście jest, że przez setki…, a może i tysiące lat… wpajano nam, że jesteśmy nie godni…, że rodzimy się z grzechem…, mało wartościowi…, albo… nic nie znaczący… ale… to wg. mnie – jest totalną bzdurą i nie prawdą !
        Tyle, że… bez z-rozumienia i uświadomienia sobie przez każdego z nas – naszej własnej wartości, bez z-rozumienia naszego znaczenia w… Planie Stwórcy… niewiele zdziałamy…
        Poczucie własnej wartości pomaga nam w z-rozumieniu struktury naszej osobowości…, która – jak mi się wydaje – jest sztuczną…, tymczasową konstrukcją…, co nie znaczy, że jest ona nie naturalna…, dla mnie – znaczy jedynie tyle, że jest to… swego rodzaju „przebranie”, czy może… na chwilę założona, czy też utworzona i wykreowana przez nas maseczka…, nad którą ciężko pracujemy i rzeźbimy ją już od kołyski… 😉 a która składa się z 3 zasadniczych koncepcji:
        – systemu naszych poglądów…
        – naszych emocji

        oraz
        naszego zachowania
        Jeśli te 3 koncepcje będą ze sobą w harmonii, wówczas… góra się przesunie…😀 ponieważ energia, którą emanujemy w oparciu o nasze własne opinie…, emocje… i zachowanie…- ta nasza wibracyjna częstotliwość, nasz osobisty podpis…, którym emanujemy – określa w jaki sposób doświadczamy Rzeczy Istności, która nas otacza…
        Wiemy już, że tak naprawdę… wszystko jest ENERGIĄ, wszystko wibruje, a więc… fizyczna rzeczywistość – sama w sobie nie istnieje , a jest jedynie odzwierciedleniem naszych najsilniejszych poglądów na temat tego, co według nas jest prawdą…
        Wniosek z tego, że… wszystko czym jest fizyczna rzeczywistość, która nas otacza – tak naprawdę jest… naszym lustrem… i działa na podobnej – jak lustro zasadzie…🙂
        Nie zmieni się NIC dopóty – dopóki my pierwsi tego nie uczynimy…, ale jeśli my dokonamy zmiany… – Rzeczy Istność nie będzie miała wyboru i będzie musiała zrobić tak samo, ponieważ jest to jedynie odbicie tego co dajemy od siebie…🙂

        Jeśli spoglądamy w lustro i widzimy swoje odbicie z grymasem na twarzy…, to przecież nie chwytamy lustra i nie zmuszamy go do tego, aby nasze odbicie w nim się uśmiechnęło 😀 Wiemy, że jeżeli pragniemy, by odbicie w lustrze miało uśmiech na twarzy… sami musimy się najpierw uśmiechnąć…
        Jak będziemy patrzeć w lustro z marsową miną – ono będzie spoglądać na nas dokładnie tak samo…, bo nasze lustrzane odbicie nie ma wyboru i musi tak samo postąpić, ponieważ nie ma ono własnej woli… 🙂
        Podobnie rzecz się ma – wg. mnie – z Matrycą, zwaną przez nas Matrixem…, mówiąc inaczej – wszystkim tym, co uznajemy za otaczającą nas „fizyczność”… – ta Matryca także nie posiada własnej woli…, to MY – dokonując wyborów w oparciu o nasze motywacje, wynikające z naszych poglądów nadajemy kierunek, w jakim toczy się nasze doświadczanie tej „fizycznej rzeczywistości”…

        Dlatego m.in. Mądrzy Ludzie nawołują… Poznaj siebie…, poznaj własny systemem wartości i poglądów… 🙂
        Kiedy zastanowimy się – dlaczego… definiujemy jakąś rzecz jako przyjemną… lub jako bolesną…, a następnie… zmienimy tę naszą definicję dotyczącą tej rzeczy, wówczas… momentalnie zmieni się również nasza motywacja, a co za tym idzie… nasze wybory…, ponieważ wszyscy kierujemy się jakąś motywacją… i każdy z nas – bez wyjątku – w pełni czemuś ufa…
        Ważne jest – by odkryć to, w czym to zaufanie pokładamy oraz które z naszych definicji motywują nas do działania ? 🙂

        • Dawid56 pisze:

          Zastosowałem specjalnie to sformułowanie „fajnie brzmi” jako kontrast, do zdania „całe nasze cierpienie pochodzi z błędnego postrzegania” .W tezie tej tkwi moim zdaniem zasadniczy błąd gdyż, zło i cierpienie istnieje obiektywnie a nie subiektywnie.
          Gdy patrzę na cierpienie nie powinienem przejść obok niego obojętnie.Gdy cierpię to czasami dzieje mi się krzywda( psychiczna czy fizyczna) która często jest krzywdą obiektywną a nie wypływającą z błędnego postrzegania ( np oszustwo, jakiekolwiek inne złe uczynki). Ego w tym wypadku nie ma nic do tego.
          (Chyba że cały świat razem ze mną jest iluzja i matrixem albo hologramem) , ale to juz „zupełnie inna para Kaloszy”

          • Mezamir pisze:

            Gdy cierpię to czasami dzieje mi się krzywda( psychiczna czy fizyczna) która często jest krzywdą obiektywną a nie wypływającą z błędnego postrzegania

            Ale Twoja krzywda dzieje się z powodu czyjegoś błędnego poglądu np.
            Niewłaściwe „spojrzenie” oznacza działanie.
            Nasze cierpienie jest wynikiem niewłaściwego postępowania
            (naszego lub kogoś w stosunku do nas)

          • Dawid56 pisze:

            „Nasze cierpienie jest wynikiem niewłaściwego postępowania
            (naszego lub kogoś w stosunku do nas)”
            I tu masz rację🙂

          • Mezamir pisze:

            O to chodzi w tym filmiku😀

  6. Mezamir pisze:

    Ubrana Naga😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s