Niezwykłe wydarzenie w życiu Nicola Tesli- pożegnanie białej gołębicy

Zgodnie z niektórymi relacjami słynny Meteor Tunguski z 1908 roku było niczym innym, jak nieudanym eksperymentem Nikoli Tesli z przesyłaniem energii na odległość. Eksperyment miał udowodnić słuszność jego teorii, ale Tesla popełnił błąd w wyliczeniach i eksplozja zamiast nad Biegunem Północnym miała miejsce nad syberyjską Tundrą. Ten wieczór w Bazie FN z „Nikola Teslą” w roli głównej był naprawdę niezapomniany… Dlaczego o tym piszemy?

Otóż wśród ogromnej ilości historii związanych z wynalazcą świadczących o jego kontakcie z „czymś wielkim i tajemniczym” jedna wydaje się wyjątkowa. Została ona szczegółowo opisana w autobiografii Tesli „Prodigal Genius: The Life of Nikola Tesla”, której autorem jest John J. O’Neill. Był on jednym z dwóch dziennikarzy New York Times`a, który usłyszał tę historię wprost z ust wynalazcy.

Związana ona jest z białym gołębiem, a ściślej gołębicą, którą Tesla – jak sam przyznawał – kochał tak, jak najdroższego człowieka.
biala_golebica
Była cała biała. Bardzo często wlatywała do jego pokoju w hotelu „New Yorker”, gdzie samotnie mieszkał. Ptak siadał na biurku i potrafił godzinami towarzyszyć wynalazcy w jego pracy. Nikola Tesla zauważył także dziwną rzecz. Wystarczyło, że nagle zaczął myśleć o tej gołębicy, a kilka minut później ona zjawiała się na jego parapecie.

– Wystarczyło przywołać ją, a ona przylatywała. Ona mnie rozumiała, a ja rozumiałem ją – opowiadał wynalazca.

Kiedy gołębica była chora, Tesla bardzo starannie się nią opiekował aż do czasu, kiedy wyzdrowiała i mogła o własnych siłach opuścić jego hotelowy pokój. Twierdził, że ten ptak był radością jego życia. Najbardziej niezwykłe wydarzenie miało miejsce którejś nocy. Była północ, Nicola Tesla pracował rozmyślając nad szczegółami swoich projektów. W pewnym momencie zobaczył, jak przez otwarte okno do pokoju wleciał jego ukochany ptak. Wiedział, że go potrzebuje i chce mu coś powiedzieć. Tym razem gołębica zachowywała się inaczej. Praktycznie natychmiast zrozumiał, że ptak umiera i przyleciał się z nim pożegnać. I wtedy stało się coś niewytłumaczalnego.

Według relacji samego Tesli nagle z oczu gołębicy wystrzeliły dwa świetliste promienie. Tak opisywał je sam wynalazca:

– To było prawdziwe światło. Silne, w pewien sposób oślepiające, ale jednocześnie nie rażące w oczy. Bardziej intensywne niż to, jakie mogłem uzyskać w moich najsilniejszych lampach w laboratorium. Cały pokój był zalany tym światłem.

Po śmierci gołębia Tesla mówił przyjaciołom, że wraz z nim umarła jakaś cząstka jego samego, a jego zadanie dobiegło końca.

źródło:
http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=2902

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ezoteryka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

149 odpowiedzi na „Niezwykłe wydarzenie w życiu Nicola Tesli- pożegnanie białej gołębicy

  1. Maria_st pisze:

    Piękna opowieść choc poraz pierwszy o tym czytam.

    • margo0307 pisze:

      To prawda Maryś – piękna opowieść🙂
      Zobaczcie jakie to… hmm, dziwne…😉
      Dawid wstawił art o Pierzastym Bracie❤ Tesli, a między nami wywiązała się dyskusja o naszych snach związanych z lataniem 😀

  2. tk pisze:

    Witam wszystkich Czytelników Mistyki Życia!
    Chciałbym podziękować Dawidowi i Komentatorom, którzy piszą na tej stronie. Wszystkie wpisy czytam bardzo uważnie i jest to jedna z moich ulubionych stron. Ograniczę się do podziękowań, bo moja wiedza (a właściwie poważne luki w tej wiedzy) nie daje mi podstaw do zbyt częstego wypowiadania się w tematyce, o której piszecie. Będę więc raczej siedział cicho.;)
    Pozdrawiam,
    tk

    • margo0307 pisze:

      „…Będę więc raczej siedział cicho.😉 ”

      Witaj Tk 🙂
      Raczej zachęcam Ciebie do tego, byś wyrażał swoje myśli zamiast „siedzieć cicho” 😉
      Uważam, że w momencie wyrażania swoich myśli – dowiadujemy się sami o sobie więcej, niż ktokolwiek inny jest nam w stanie przekazać…
      Aby jednak to osiągnąć – jest tylko jeden warunek – należy wyrażać to, co wewnętrznie uznajemy za naszą prawdę, a nie to, co – jak nam się zdaje – zaakceptują inni😉

      • tk pisze:

        Ok, trafiłaś w samo sedno.
        Tylko co zrobić w sytuacji, gdy ciągle się kwestionuje własną prawdę, gdy wciąż istnieje przekonanie, że mogę się mylić?
        Co zrobić, gdy jest obawa, że wyrażenie własnej prawdy może zaszkodzić słuchaczowi?

        • Mezamir pisze:

          Tylko co zrobić w sytuacji, gdy ciągle się kwestionuje własną prawdę”-Cieszyć się

          Te „prawdy” to tylko koncepcje i doktryny.
          Trzeba je wszystkie odrzucić jako zbędne wytwory intelektu
          i cieszyć się z wyzwolenia spod ich wpływu/ograniczeń.

          • margo0307 pisze:

            „… Trzeba je wszystkie [ koncepcje i doktryny ] odrzucić jako zbędne wytwory intelektu”

            – i znaleźć się w czarnej d*** 😀

            Koncepcje i doktryny służą nam na wiele różnistych sposobów 😉
            Ważne jest, by starać się je zrozumieć i wyciągnąć z nich dla siebie to, co jest nam w danej chwili potrzebne by uświadomić sobie nasze rozumienie PRAW rządzących Rzeczy Istnością…😉
            Intelekt natomiast jest po to – by go rozwijać, czyli uczyć się PRAWDY o nas i o wszechświecie🙂
            Jeśli nie będziemy rozwijali intelektu, wówczas… staniemy w miejscu po czym – zaczniemy się cofać😛

            Zobacz Mezamir, jak fajnie przedstawił to Abulafia omawiając znaczenie poszczególnych figur geometrycznych🙂

            „…Wyszedłeś z punktu, który jest myśli skupieniem na materii.
            Od tego czasu po drodze poznania kroczyłeś, horyzont swój coraz większy miałeś.
            Z punktu dróg prowadzi wiele. Żadna z nich drogowskazu nie ma.
            Przed tobą dróg stoi tysiące. Nikt właściwej ci wskazać nie zdoła.
            To myśl cię wiedzie przez nieznane rewiry, a stopy twoje ślad po sobie znaczą, co w spiralę się układa.
            Spirala ruch napędza, do marszu układa twe stopy.
            Tak też kroczy ludzkie poznanie.
            Spirala jest znakiem tajemnym, co mówi, że u źródła są treści, które szerszej prawdy są zaczynem.
            A ty, gdy zechcesz poznać je, po spirali toczysz swe poznanie, a szukać masz nie gdzie indziej, jeno wokół siebie. 🙂
            W spiralę układają się ludzkie losy – bo coś wczoraj poznał, temu przyjrzeć musisz się znów dziś.
            Zobaczyć, czy treści jakiejś nie przeoczyłeś, bo dzisiaj dzień jest nowy, a twoim rozumieniem mądrzejszyś o wycinek łuku.
            Rozwijać spiralę, to twoja szczególna praca.
            Detale składać, aż zbiór się dopełni.
            Gdy o kwadrat oprzesz swoje poznanie, wtedy okrąg zamkniesz a znaczyć to będzie, żeś wiedzę swą dopełnił i klucz do prawd wielu posiadł, które Wszechświat tworzą.
            Odtąd ciężar na twych barkach spoczywa wielki – boś wiedzę posiadł nie tylko dla siebie !!!
            Taka jest wszechrzeczy kolej – że gdy po owoc wiedzy wyciągniesz ramię, w rozkoszy jego smaku nie będziesz się pławił po kres.
            Czeka cię kolejna praca. Po następny owoc już sięgać trzeba.
            A za tobą inni jeszcze kroczą.
            Spocząć więc nie sposób, ni mądrości dla siebie zatrzymać.
            Bo jeśli będziesz się ociągał, tamci ponad tobą przejdą, a ty ostaniesz się, niczym kołek w szczerym polu.
            I niczym było twoje staranie, boś z biegu wypadł i wiedzyś nie przekazał.
            Inni ją dalej ponieśli…” 😀

          • Mezamir pisze:

            – i znaleźć się w czarnej d***

            Widzisz?Ta „czarna d.” to właśnie największa jasność jaka może się przydarzyć.
            Żadnych wytworów ograniczonego intelektu,żadnych ograniczeń i punktów zaczepienia.
            Jasność🙂 bez fantazji i urojeń.

          • tk pisze:

            Mezamir,
            Czy nie jest tak, że odrzucanie doktryn to też doktryna, którą należy odrzucić?;)

          • Mezamir pisze:

            Może tak być jeśli stworzysz koncepcję na temat tego co Ci zostanie po odrzuceniu doktryn.

            Jeśli stworzysz koncepcję „czarnej d. ”😀 wg której odrzucenie koncepcji oznacza nicość
            to wtedy będziesz siedział w tej koncepcji w przeświadczeniu że
            znajdujesz się w niedoktrynalnej nicości,ale to nie będzie ani nicość ani niedoktryna.

            To będzie…cosiość i koncepcja🙂

            Poza doktrynami też coś jest ale tego nie widać bo koncepcje i doktryny zasłaniają.

          • Mezamir pisze:

            A w ogóle😀 śmieszna sprawa
            Mało kto potrafi wyjść poza doktryny i koncepcje
            O wiele prościej jest tworzyć kolejne doktryny,maksymalnie pokręcone i zagmatwane
            niż pozbyć się ich😀

            Trudniej jest zrobić coś z czym nic nie trzeba robić,niż nie robić tego co jest trudne i wymaga kombinowania,gmatwania,układania etc😀

            Świetna zabawa z mózgiem,mózg kocha komplikować i wymyślać.
            Spróbuj mu zabronić😀 nie da się.
            Jedyne co można to spokojnie obserwować twory intelektu i nie biegać za nimi.
            Mózg niech sobie tworzy,od tego jest,a Ty sobie siądź z boku,zostaw mózga w spokoju😀
            nie przeszkadzaj mu,nie walcz z nim,po prostu niech sobie żyje😀
            a Ty spróbuj wyjść poza to wszystko co mózgi wytworzyły🙂

          • tk pisze:

            Mezamir,
            Dzięki, to może coś ode mnie:

            To się jakoś wpisuje w jungowskie teorie, no i w estetykę oraz treść utworów, które tu wklejasz.😉

          • JESTEM pisze:

            „Trudniej jest zrobić coś z czym nic nie trzeba robić,niż nie robić tego co jest trudne i wymaga kombinowania,gmatwania,układania etc😀 „

            A po co robić cokolwiek z czymś, z czym nic nie trzeba robić?😀

          • Mezamir pisze:

            A po co robić cokolwiek z czymś, z czym nic nie trzeba robić?

            Nie trzeba,po prostu jest trudniej(poradzić sobie z nietworzeniem).
            Łatwiej się wymyśla ultra trudne koncepcje niż nie wymyśla żadnej.

          • JESTEM pisze:

            „Łatwiej się wymyśla ultra trudne koncepcje niż nie wymyśla żadnej.”

            Wiesz i znasz to z własnego doświadczenia?

          • Mezamir pisze:

            Yhmmm🙂

        • margo0307 pisze:

          „…co zrobić w sytuacji, gdy ciągle się kwestionuje własną prawdę, gdy wciąż istnieje przekonanie, że mogę się mylić?
          Co zrobić, gdy jest obawa, że wyrażenie własnej prawdy może zaszkodzić słuchaczowi?”

          Nie martw się słuchaczem – każdy słuchacz ma swoją PRAWDĘ 😛

          Każda nasza wewnętrzna PRAWDA ulega ZMIANIE w wyniku zrozumienia i uświadomienia sobie innych, nowych PRAW-IDEŁ🙂
          Tak więc nie przejmuj się tym zanadto🙂
          Wszyscy nieustannie się rozwijamy i poszerzamy własne rozumienie pewnych prawd…, i to co wczoraj było dla nas prawdą – dzisiaj już niekoniecznie nią jest😉
          Jeśli czyjaś prawda z Tobą nie rezonuje – zostaw ją…
          Jeśli czujesz wewnętrzne poruszenie ❤ i zgadzasz się z tym co ktoś inny powiedział – postaraj się to zgłębić tak, by własnym rozumem i świadomością to potwierdzić lub… zaprzeczyć🙂

          • margo0307 pisze:

            „…Jasność🙂 bez fantazji i urojeń.”

            Tak, Jasność – niczym – ILUMINACJA…, przez którą można czasami oślepnąć albo… się nią zachłysnąć 😛 jeśli…, bez udziału INTELEKTU przytrafi się nam krótkotrwały, spontaniczny z nią kontakt… 😛

          • tk pisze:

            Dzięki.🙂

    • Dawid56 pisze:

      Witaj T.K na Mistyce Życia🙂. Każda wypowiedź jest mile widziana🙂

  3. margo0307 pisze:

    Zobaczcie jak Duch Światła Miłości i Prawdy cudnie pokolorował naszą Ziemię 🙂❤

  4. margo0307 pisze:

    ” A w ogóle😀 śmieszna sprawa
    Mało kto potrafi wyjść poza doktryny i koncepcje…”

    Mezamir a TY potrafisz wyjść poza doktryny i koncepcje ? 😛

    • Mezamir pisze:

      Nie wiem i nie chcę się na tym zastanawiać/tworzyć koncepcji na ten temat😀

      • margo0307 pisze:

        Mezamir a TY potrafisz wyjść poza doktryny i koncepcje ?😛

        „Nie wiem i nie chcę się na tym zastanawiać..”

        Moim zdaniem – to „zła” odpowiedź 😛

        Już A. Einstein zauważył że:
        „Tworzywo, z którego zbudowany jest świat, ma charakter pojęciowy ” – czyli…
        konceptualny😉
        Wszystko, cała nasza Rzeczy Istność najpierw powstaje w umyśle jako koncepcja😉
        W wyniku zaprzęgnięcia do pracy naszego intelektu i naszej świadomości …tworzymy Rzeczy Istność i swoje własne doświadczanie tej Rzeczy Istności…😀

        • margo0307 pisze:

          Koncepcja – inaczej – pomysł, plan, idea, projekt 🙂

          • JESTEM pisze:

            Wyjście poza takie pojęcie koncepcji: „koncepcja – inaczej – pomysł, plan, idea, projekt🙂 „… jest możliwe…
            Wtedy umysł po prostu przestaje działać.
            Nic nie mówimy, nie piszemy, a nawet nic nie myślimy.😀

            ;-*
            czyli „wulgaryzując nieco”… „Morda w kubeł” ew. „Buźka w ciup”

          • JESTEM pisze:

            „Koncepcja – inaczej – pomysł, plan, idea, projekt🙂 „

            Bo… w słownikach niektórzy dodają także „myśl”:
            „koncepcja
            znaczenia:
            rzeczownik, rodzaj żeński
            (1.1) idea, myśl
            (1.2) pomysł, projekt”

          • margo0307 pisze:

            „…„Morda w kubeł” ew. „Buźka w ciup”…” i… siedzimy w czarnej d*** 😛

          • margo0307 pisze:

            „… w słownikach niektórzy dodają także „myśl”:

            Dokładnie,🙂
            Przyznam, że w pewnych momentach słowo „myśl” jest dla mnie tożsame ze słowem „koncepcja”…
            Może to błąd ?

          • Maria_st pisze:

            Wyjście poza takie pojęcie koncepcji: „koncepcja – inaczej – pomysł, plan, idea, projekt🙂 „… jest możliwe…
            Wtedy umysł po prostu przestaje działać.
            Nic nie mówimy, nie piszemy, a nawet nic nie myślimy.😀

            ;-*
            czyli „wulgaryzując nieco”… „Morda w kubeł” ew. „Buźka w ciup”

            a mnie sie kojarzy z robotyzacja…
            robot włącz
            robot wyłącz

          • tk pisze:

            JESTEM,
            Co takim razie pozostaje robić, jeżeli się ma się przeświadczenie o tym, że to niedualność jest rozwiązaniem (takie rozumowanie na poziomie intelektualnym)?
            Czy pozostaje tylko czekanie ze świadomością, że nie ma metody, że będzie to dane lub nie?

          • margo0307 pisze:

            „..czekanie ze świadomością, że… będzie to dane lub nie? ”

            Aaaa.., kaszka manna spadająca z nieba – komuś widzę się marzy ? 😀

          • Maria_st pisze:

            tk–baw sie dobrze…..nie szkodząc nikomu……
            projekcje
            idee
            koncepcje
            poziomy
            heh
            to zabawa

          • tk pisze:

            Tak, to jest zabawa. Czasami pękam ze śmiechu, gdy obserwuję co mój umysł wyprawia, zdarza mi się to coraz częściej.😉
            Tylko wyobraź sobie sytuację, w której jestem obok osoby odczuwającej ból – egzystencjalny lub fizyczny. Załóżmy, że mam wystarczająco tyle empatii, żeby chcieć tą osobę wesprzeć. Co mam jej powiedzieć, jeżeli nie jestem w stanie jej pomóc, nie jestem w stanie rozwiązać jej problemów? Nie powiem przecież, że to tylko zabawa. Nie powiem, że to iluzja, jak mawiają niektórzy. Za taki tekst pewnie dostałbym w twarz, zasłużenie zresztą.
            Przepraszam, że zadaję takie pytania. Wszystkie sprowadzają się do jednego: Co robić?
            To pytanie naprawdę mnie gnębi.

          • JESTEM pisze:

            tk :
            ‚Tylko wyobraź sobie sytuację, w której jestem obok osoby odczuwającej ból – egzystencjalny lub fizyczny. Załóżmy, że mam wystarczająco tyle empatii, żeby chcieć tą osobę wesprzeć. Co mam jej powiedzieć, jeżeli nie jestem w stanie jej pomóc, nie jestem w stanie rozwiązać jej problemów? Nie powiem przecież, że to tylko zabawa. Nie powiem, że to iluzja, jak mawiają niektórzy. Za taki tekst pewnie dostałbym w twarz, zasłużenie zresztą.
            Przepraszam, że zadaję takie pytania. Wszystkie sprowadzają się do jednego: Co robić?
            To pytanie naprawdę mnie gnębi.”

            TK, może… zadaj to pytanie sam sobie. I otwórz się na wszystko, co w tej sprawie usłyszysz. A może znajdziesz odpowiedź.

            W takiej sytuacji być może zrobiłabym to, co bym poczuła, że mam zrobić i powiedziała to, co poczułabym, że mam powiedzieć. Bez myślenia, kombinowania, oceniania ani sytuacji ani tej osoby w tej sytuacji, ani siebie wobec tej osoby i tej sytuacji. Z powodu zaufania do tego, co się przeze mnie przejawia…i z powodu zaufania do tego, czego doświadczam…

            Dla mnie to nie jest takie oczywiste, że gdybyś takiej osobie powiedział, że to tylko zabawa lub gra, „dostałbyś zasłużenie w twarz”. To jest właśnie przykład projekcji swoich przekonań i przejaw braku zaufania do tej drugiej osoby. A może inaczej by zareagowała?

        • Mezamir pisze:

          „Wtedy umysł po prostu przestaje działać”.

          Umysł nie przestaje działać,jeśli to takie proste to niech przestanie😀

          „Nic nie mówimy, nie piszemy, a nawet nic nie myślimy”.

          Spróbuj nie myśleć o niczym😀
          Jak to nic nie robimy?Relaksujemy się🙂 cieszymy się z przestrzeni która powstała
          Nic nie zasłania nam widoku,nic nas nie ogranicza,nic nas nie przytłacza
          Relaks,odprężenie…oddychamy z ulgą😀

          • margo0307 pisze:

            „…Relaks,odprężenie…oddychamy z ulgą😀 ”

            Mezamir, to mów od razu, że chodzi Ci o relaks 😀
            A nie plączesz coś o koncepcjach, doktrynach i o tym, że:
            „..Mało kto potrafi wyjść poza doktryny i koncepcje…” …😛

          • Mezamir pisze:

            Jedno nie wyklucza drugiego.
            Nie odprężysz się móżdżąc nad kolejną doktryną i koncepcjami.

            Koncepcje i doktryny to zagracanie sobie pokoju
            w którym jest coraz mniej miejsca dla Ciebie.

            Wywal wszystkie graty i co Ci zostanie?
            Przestrzeń która zawsze była razem z Tobą ale ją zagraciłaś więc nie było jej widać😉
            Szukałaś jej w coraz większej ilości gratów i coraz bardziej zapełniałaś przestrzeń.

            Rozumiesz?

            Inny przykład,dlaczego ktoś nie podróżuje po świecie?
            Bo tu gdzie mieszka coś go trzyma,rodzina,praca,coś tam jeszcze.
            Gdyby tego nie miał,mógłby się poruszać swobodnie,wszędzie.
            Podobnie z doktrynami i koncepcjami.
            Wybierz sobie atrakcyjną super zagmatwaną koncepcję,doktrynę
            i resztę życia spędzisz w tej skorupie,próbując ją ogarnąć.

            Koncepcje trzymają i nie pozwalają się ruszyć nigdzie dalej
            (poza te koncepcje,które z prawdą mają tylko tyle wspólnego
            że są koncepcjami na jej temat ,tak jak palec wskazujący Księżyc
            jest palcem wskazującym,a nie Księżycem)

          • JESTEM pisze:

            „Wtedy umysł po prostu przestaje działać”.

            Umysł nie przestaje działać,jeśli to takie proste to niech przestanie😀

            Wiem, co masz na myśli😀

            A nie wyczułeś ‚żartobliwego tonu” w tym, co napisałam tu
            https://nnka.wordpress.com/2014/11/22/niezwykle-wydarzenie-w-zyciu-nicola-tesli-pozegnanie-bialej-golebicy/#comment-36784

            „Nic nie mówimy, nie piszemy, a nawet nic nie myślimy”.

            „Spróbuj nie myśleć o niczym😀
            Jak to nic nie robimy?Relaksujemy się🙂 cieszymy się z przestrzeni która powstała
            Nic nie zasłania nam widoku,nic nas nie ogranicza,nic nas nie przytłacza
            Relaks,odprężenie…oddychamy z ulgą😀 ”

            Tak, tak… znam, wiem,
            i „relaksuję się”😀
            ale ile można?😉

          • JESTEM pisze:

            Mezamir, to dla Ciebie:

            >Koncepcje i doktryny to zagracanie sobie pokoju
            w którym jest coraz mniej miejsca dla Ciebie.

            Wywal wszystkie graty i co Ci zostanie?
            Przestrzeń która zawsze była razem z Tobą ale ją zagraciłeś więc nie było jej widać😉
            Szukałeś jej w coraz większej ilości gratów i coraz bardziej zapełniałaś przestrzeń.<

            Dokładnie…😀

            „Inny przykład,dlaczego ktoś nie podróżuje po świecie?
            Bo tu gdzie mieszka coś go trzyma,rodzina,praca,coś tam jeszcze.
            Gdyby tego nie miał,mógłby się poruszać swobodnie,wszędzie.
            Podobnie z doktrynami i koncepcjami.
            Wybierz sobie atrakcyjną super zagmatwaną koncepcję,doktrynę
            i resztę życia spędzisz w tej skorupie,próbując ją ogarnąć.”

            To kiedy wyruszasz w „podróż”?

        • JESTEM pisze:

          TK:
          ‚JESTEM,
          Co takim razie pozostaje robić, jeżeli się ma się przeświadczenie o tym, że to niedualność jest rozwiązaniem (takie rozumowanie na poziomie intelektualnym)?:

          Ech… nie wiem, komu i czemu ma służyć „takie rozumowanie na poziomie intelektualnym”. Nie wiem, co to jest i jak się tym posługiwać względem np. pojęcia niedualności.🙂 Może Margo0307 coś o tym wie.😉 Ale odpowiem.

          Jeśli ma się jakiekolwiek prze-świad-czenie, to… ma się przeświadczenie i jest się do niego przywiązanym, jak to do przeświadczeń. Nic z tego jednak nie wynika, prócz tego przywiązania.

          Można mieć takie” przeświadczenie, że niedualność jest rozwiązaniem„. Ale takie przeświadczenie… czego miałaby by być rozwiązaniem? Problemów życiowych? Rozwianiem się wszystkich kłamstw?

          Można nawet udowadniać sobie i innym, że ” niedualność jest rozwiązaniem”, ale co to udowadnianie ma „rozwiązać, póki będzie wyłącznie li tylko przeświadczeniem, póki nie zacznie się tego „sprawdzać” przez praktykę w życiu?

          „Czy pozostaje tylko czekanie ze świadomością, że nie ma metody, że będzie to dane lub nie?”

          Pozostaje tylko czekanie? Czekanie zawsze kończy się… tylko czekaniem. Więc żeby to „było dane” musi zajść jakaś zmiana (i to „odpowiednia”, ale my zazwyczaj nie wiemy, na czym ma polegać :-)), więc potrzebna jest jakaś „metoda” ,jakieś działanie, by ta zmiana mogła się dokonać.

          Taką „metodą” może być np. choćby podjęcie decyzji zmiany…😉

          p.s. nigdy nie twierdziłam, że dualność jest gorsza od niedualności lub odwrotnie.😀
          Słowo nie-dualność jest samo w sobie przeciwieństwem wobec słowa dualność. Więc być może jest to tylko przejście z jednej skrajnej pozycji wahadła na drugą… z jednego bieguna na drugi?

          Lubię jednię powiązaną z wielością, różnorodnością…
          Są antonimy dla słowa jedność: konflikt, napięcie, niezgoda, niesnaski, swary, tarcia, waśń, napięte stosunki, wielość. konkurencja, walka, rywalizacja, współzawodnictwo,
          ale dla jedni nie ma żadnego… hm…

          A czucie jedni to tak, jakbyś był Przestrzenią, w której mieszczą się wszystkie jej „antonimy” i jednocześnie przenikał je wszystkie😉 Nie można tego naprawdę opisać, bo to będzie tylko konceptualnym opisem tego, z czym można się „spotkać w sobie” poprzez bezpośrednie doświadczenie – doznanie.❤

          • tk pisze:

            Podjęcie decyzji zmiany niewiele zmieniło moją sytuację, raczej skomplikowało. Rzeczywiście, poruszam się pomiędzy skrajnościami, jak wahadełko. Gdy opisujesz tą Przestrzeń (Jednię), to odczuwam jakąś tęsknotę. Zazdrość też. Niestety.

          • JESTEM pisze:

            ‚Gdy opisujesz tą Przestrzeń (Jednię), to odczuwam jakąś tęsknotę. Zazdrość też. Niestety.”

            Dlaczego „niestety”? Od czegoś można zacząć… i może to być odczucie jakiejś tęsknoty choćby z zazdrością połączone.🙂

          • tk pisze:

            Napisałem „niestety”, bo znowu odezwał się krytyk w moim umyśle, który wartościuje to, co się przytrafia. Nie umiem się zdystansować od tego typu myślenia. Nie pozwalam takim myślom swobodnie płynąć, jak i odczuciom typu tęsknota i zazdrość. Nie potrafię tego puścić, wciąż się blokuję.
            Najgorsze jest to, że miałem już jakieś bezpośrednie doświadczenie, niezbyt klarowne. Pojawiło się – powiedzmy – przypadkowo, i z tym jest związany lęk, że nie ma metody, lęk pomieszany z lgnięciem do tego doświadczenia, chęcią powtórki. Na dodatek czasami wydaje mi się, że jestem lepszy od innych tylko dlatego, że czegoś doświadczyłem – pomimo tego, że w tym doświadczeniu wrażenia odseparowania od innych nie było.
            Problem chyba polega na tym, że za bardzo chcę to mieć, zamiast odpuścić i pozostawić wszystko tak, jak jest. Tylko że to też jest doktryna, metoda, która zakłada jakiś rezultat w przyszłości. Dlaczego to się nie przytrafi teraz, w momencie, w którym to piszę? Dlaczego tego nie zauważam?
            Sam muszę sobie na to pytanie odpowiedzieć. Niestety.😉

          • margo0307 pisze:

            ” Podjęcie decyzji zmiany niewiele zmieniło moją sytuację, raczej skomplikowało. Rzeczywiście, poruszam się pomiędzy skrajnościami, jak wahadełko…”

            „..Każdy z nas znajduje się pod wpływem określonej wibracji w jakimś miejscu rozwoju i dla Stwórcy nie ma znaczenia czy jest to wibracja niska, którą kwalifikujemy jako „ciemność” czy wysoka, którą określamy jako „jasność” .

            To my wszystko dzielimy na zło lub dobro ( tak jak nóż, woda, ogień i każda rzecz może służyć naszemu dobru i szczęściu, tak może przyczynić się do zła i rozpaczy…
            Na ten przykład:
            Nasi najeźdźcy zabijali, więc byli źli, ale bohaterowie narodowi też zabijali i byli dobrzy😉 Znajdujemy się właśnie w takim momencie rozwoju, aby nauczyć się akceptować „ciemność”.
            Akceptacja tego, to możliwość wybaczenia nieprzyjaciołom, co pozwala odblokować mechanizmy szczęścia i radości, których prawidłowe działanie jest zwieńczeniem rozwoju na Ziemi.
            Ziemia jako całość nigdy nie będzie Rajem, gdyż jest szkołą dla różnych Dusz o różnych stopniach wibracji także tych, których wibracje pochodzą z „ciemności”, a które pragną podwyższyć swoje wibracje dzięki przebywaniu w otoczeniu tych o wyższej wibracji i na odwrót – Ci o wyższych wibracjach uczą się współistnienia z tymi o niższych wibracjach.

            Takim nauczycielem może być każdy z nas, jeśli przestrzega reguł miłości, sam jest szczęśliwy i obdarza szczęściem innych i nie musi posiadać odpowiednich dokumentów to potwierdzających.😀

            Warto prześledzić prawa naturalne i w większym stopniu je sobie przyswoić, bo od tych praw nie można uciec czy ich ominąć…

            1.Kochaj bezwarunkowo.
            2.Miłuj bliźniego swego jak siebie samego.
            3.Nie czyń Drugiemu, co Tobie niemiłe.
            4.Doceniaj siebie i innych.
            5.Słuchaj ze zrozumieniem.
            6.Nie pożądaj cudzego.
            7.Pracuj uczciwie i twórczo.
            8.Nie zazdrość.
            9.Przebaczaj innym.
            10.Akceptuj i ufaj innym.
            11.Kieruj myśli i słowa w realnym celu.
            12.Nie oceniaj bezpodstawnie.
            13.Bądź szczery w myślach, słowach i uczynkach.
            14.Szukaj tego, co łączy dając radość i szczęście.
            15.Wybaczaj sobie i temu w kogo wierzysz.
            16.Dziękuj za wszystko, co otrzymujesz.
            17.Bądź wdzięczny temu, w kogo wierzysz.

            Jeśli jesteś szczęśliwy i potrafisz przekazywać to szczęście i radość innym, to jesteś na najwyższym stopniu rozwoju🙂

            Bez względu na płeć, pochodzenie, majętność, wykształcenie czy nawet wrodzone dolegliwości ciała, na które zasłużyłeś sobie swoim postępowaniem w poprzednich wcieleniach – teraz prawidłowym zachowaniem możesz to zniwelować i zostać szczęśliwym człowiekiem…” 🙂❤

          • JESTEM pisze:

            Margo, skąd ten cytat?

          • JESTEM pisze:

            Dziękuję.❤

          • tk pisze:

            Coś do mnie dotarło, czego nie byłem świadomy.
            Dziękuję za wszystkie odpowiedzi i przepraszam za moje głupawe posty, wynikają z zakłamania, w którym tkwię.

          • margo0307 pisze:

            „..Coś do mnie dotarło, czego nie byłem świadomy…”

            Nie chcesz podzielić się nami wnioskami ?🙂

          • tk pisze:

            To nie było nic odkrywczego. Spostrzeżenie na temat siebie. Wniosek, który mi się nasunął po tym, co tu przeczytałem. Taki impuls. Jest to trochę zbyt intymne, żeby się w tej chwili z Wami podzielić.

          • JESTEM pisze:

            „Coś do mnie dotarło, czego nie byłem świadomy.”

            Gratulacje😉
            Poważnie ucieszyłam się, jak przeczytałam te Twoje słowa.

        • margo0307 pisze:

          „…projekcje idee koncepcje poziomy heh to zabawa”

          Zabawa ?😮
          Jeśli nawet to dziś dla mnie… tragiczna… 😥 mój piesek Atos odszedł… :cry :

          • margo0307 pisze:

            „..Jest to trochę zbyt intymne, żeby się w tej chwili z Wami podzielić…”

            Oki, rozumię 🙂

          • JESTEM pisze:

            ‚mój piesek Atos odszedł… „
            Niesamowite. To on miał raka jąder?
            Myślałam o tej operacji, że byłaby bez sensu, że tylko służyłaby przedłużaniu jego cierpienia i powstrzymywaniu czegoś, co nieuniknione…
            Margo, to, co napisałaś wtedy było dla mnie istotne. Odkryłam, że chcemy czemuś zapobiec i wtedy walczymy, bo nie ma w nas zgody na przyjęcie tego, co moglibyśmy (powinniśmy) przyjąć. Nawet ból z powodu rozstania… z ukochaną istotą.

            Dlatego kilka dni temu napisałam te słowa:
            ///Kiedy umrę, „chciałabym”, by zaprzyjaźnieni ludzie cieszyli się z tego, że odeszłam, ponieważ… śmierć jest bramą do istnienia w nowej formie… Tylko zbytnie przywiązanie ego-ja do tej jednej, aktualnej formy życia powoduje, że cierpimy z powodu czyjejś choroby lub śmierci. Że użalamy się nad innymi zamiast po prostu dać im wsparcie i „emanować” miłością.
            (…)
            I „nie pozwoliłam” nikomu martwić się moją chorobą. Byłam „mądrzejsza” o doświadczenie mojej mamy, która umarła na raka, a którą opiekowałam się przez prawie rok, ten ostatni z jej życia. I czuję za to także dla niej wielką wdzięczność. I nie rozpaczałam po jej śmierci. Przyjęłam jej śmierć z pokorą, a nawet ulgą, że jej cierpienie zakończyło się. ///

            Wiem, że jeśli potrzebujemy żałoby po utracie kogoś, to może ona się przejawić na wiele sposobów. Bo najważniejsze, byśmy pozwolili sobie być prawdziwi w odczuwaniu tych uczuć, które się przez nas przejawiają… Po to, byśmy stawali się świadomi ich i zrozumieli ich przyczyny… jak i przyczyny naszych lęków i naszego cierpienia. Wtedy możemy się uwolnić od tych przyczyn, „uzdrowić” je w sobie.

            Dziękuję Ci, że JESTEŚ🙂

            Przesyłam Ci Miłość.❤

          • margo0307 pisze:

            Dziękuję Ci, że JESTEŚ🙂
            Przesyłam Ci Miłość.❤ 🙂❤

            "To on miał raka jąder?.."
            Nie, wątroby…
            Było mi tak smutno, że opisałam moje doświadczenie u siebie…
            http://margo0307.wordpress.com/luzne-dyspyty/

          • JESTEM pisze:

            Margo, pisłaś:
            „Jest mi smutno😦 Wróciłam właśnie od weterynarza, u którego byłam z moim piechem…
            Okazało się, że ma… nowotwór jader i musi zostać poddany kastracji…😥 „
            https://nnka.wordpress.com/2014/11/20/tworzenie-negatywnych-mysloksztaltow-a-pytanie-o-szczescie/#comment-36665

            A ja o tym wspomniałam pisząc powyżej. ( Myślałam o tej operacji, że byłaby bez sensu, że tylko służyłaby przedłużaniu jego cierpienia i powstrzymywaniu czegoś, co nieuniknione…
            Margo, to, co napisałaś wtedy było dla mnie istotne. (…) itd)

            – „To on miał raka jąder?..”
            – Nie, wątroby…

            Czyli wiele organów było zaatakowanych? No tak… się zdarza. Pies mojej sąsiadki odszedł kilka tygodni temu na raka. Pies moich przyjaciół odszedł niedawno też prawdopodobnie na raka… Moja sunia wiele lat temu też odeszła… z powodu raka… A po jej śmierci rak ujawnił się w moim ciele… hm…

            Zaraz zajrzę na Twój blog.

    • JESTEM pisze:

      „Mezamir a TY potrafisz wyjść poza doktryny i koncepcje ?😛

      Kochana Margo, „Bingo!”😉

      Mezamir:
      „Nie wiem i nie chcę się na tym zastanawiać/tworzyć koncepcji na ten temat :D”

      Ha, ha, ha… gierka…😀

      • Mezamir pisze:

        Koncepcja gierki jest doktryną😀
        Nietworzenie koncepcji na temat pozbywania się koncepcji nie jest doktryną.

        To takie proste/trudne/proste…trudne/proste.

        • JESTEM pisze:

          >i?”Koncepcja gierki jest doktryną :D”

          To Twoja koncepcjo-doktryna?😉

          Opis konceptualnego działania jest koncepcją, a samo działanie konceptualne nie jest koncepcją, bo jest przejawem, wynikiem konceptualnego myślenia.😀
          To takie… proste.😀

          • Mezamir pisze:

            Robisz to o czym pisałem,bo łatwiej jest to robić niż nie robić tego😀

          • JESTEM pisze:

            ‚Robisz to o czym pisałem,bo łatwiej jest to robić niż nie robić tego :D”

            Nie całkiem….😉

            Dla jednych łatwiej jest robić coś w wolności i nieprzywiązywaniu się do koncepcji niż robić coś z powodu przywiązania do koncepcji, a dla drugich łatwiej jest robić coś i „tworzyć” koncepcje niż się od nich uwolnić.
            Proste.

          • Mezamir pisze:

            Proponuję to😀

          • JESTEM pisze:

            Mezamir, chyba zapędziłeś się w „kozi róg”…

            Oczywiście, możesz każdą myśl nazwać koncepcją. Ale wtedy zaczynasz tworzyć paradoksy i spiętrzać je. Wtedy każde uchwycenie – czegoś, co jest – za pomocą słów jest/będzie koncepcją.

            Czym zatem są w rzeczy samej koncepcje?
            Są rzeczy, zjawiska i działania, które da się uchwycić słowami, ponieważ są poznawalne przez umysł i są zjawiska, które nie są poznawalne przez umysł. Kiedy próbujemy uchwycić to, co niepoznawalne dla umysłu, wtedy pojawiają się koncepcje.

            Jest także taki sposób działania, który komplikuje bezpośrednie poznanie rzeczy, zjawisk i działań. Powoduje to konceptualne ego i ocenianie rzeczy, zjawisk i działań zgodnie z przekonaniami np. w kategoriach dobre-złe. Gdy wychodzimy poza ego i konceptualne ocenianie, opis rzeczy, zjawisk i działań poznawalnych dla umysłu nie jest koncepcją.

            Oczywiście umiejętność opisu rzeczy, zjawisk i działań takimi, jakie one są jest czym innym niż próby opisu zjawisk, które nam się wydają być takimi, jakimi je postrzegamy przez filtry naszych przekonań a nie koncepcji.

            Umiejętność opisu rzeczy, zjawisk i działań takimi, jakie one są wynika ze zrozumienia poprzez doświadczenie różnicy pomiędzy koncepcjami i tworzeniem koncepcji a dostrzeżeniem i nazywaniem czegoś takim, jakie to jest.😀

        • margo0307 pisze:

          „..proste/trudne/proste…trudne/proste.”

          Mezamir, JESTEM napisała wspaniałą notkę „Poznawanie siebie”, a pod nią w komentarzach, napisała o swoim odczuwaniu, o przepływie intensywnych fal energii…
          „.. Czasem jakieś myśli jakby chciały się zaplątać typu:
          „chcę – nie chcę, chcę – nie chcę, chcę – nie chcę, chcę – nie chcę, chcę – nie chcę, chcę – nie chcę, chcę – nie chcę”
          albo
          „bez sensu – ma sens, bez sensu – ma sens, bez sensu – ma sens, bez sensu – ma sens…” – przeczytaj – polecam🙂

          http://tonalinagual.blogspot.com/2014/11/poznawanie-siebie.html#comment-form

  5. JESTEM pisze:

    „Niezwykłe wydarzenie w życiu Nicola Tesli- pożegnanie białej gołębicy.”

    Wszystko, co żyje może komunikować się ze sobą… Rdzenni Amerykanie dawniej nawet kamienie i rośliny traktowali z szacunkiem, a niektórzy z nich mieli dar porozumiewania się z nimi.
    Podobnie dawniej Słowianie potrafili komunikować się ze zwierzętami. I są ludzie, którzy nadal to potrafią.
    Zwierzęta, rośliny, a także minerały i kamienie to istoty żywe tak samo jak ludzie. Indianie nazywają ich swoim krewnymi. Tyle, że różne istoty żyjące na Ziemi mają różną świadomość, z którą po prostu ludziom trudno się połączyć.

    Na przykład świadomość indywidualnych istot ludzkich jest ograniczona do zakresu „odgrywanej roli” (archetypowej) w danej czasoprzestrzeni, ale jest także bardzo zróżnicowana i różnorodna w różnych istotach ludzkich. W obecnym świecie i czasie pojawiła się zmiana częstotliwości, która umożliwia uwolnienie się od wzorców-idei tego świata wszystkim duszom tu istniejącym i przejawiającym się. Ta możliwość zachodzi przez połączenie świadomości i umysłu istot ludzkich z innymi świadomościami innych ludzi, a nawet innych różnych istot. Patrz notka ŚWIADOMOŚĆ. Ludzkie doświadczenie jest po prostu nauką w Ziemskiej Szkole, którą każda dusza przechodzi w celu powrotu do jedni.
    Stąd mamy między innymi taki „wysyp” czanelingowców, jasnowidzących i mediów różnego rodzaju.
    Na przykład świadomość indywidualnych istot ludzkich jest ograniczona do zakresu „odgrywanej roli” (archetypowej) w danej czasoprzestrzeni, ale jest bardzo zróżnicowana i różnorodna. W obecnym świecie i czasie pojawiła się zmiana częstotliwości, która umożliwia uwolnienie się od wzorców-idei tego świata wszystkim duszom tu istniejącym i przejawiającym się. Ta możliwość zachodzi przez połączenie świadomości i umysłu istot ludzkich z innymi świadomościami innych ludzi, a nawet innych różnych istot. Patrz notka ŚWIADOMOŚĆ. Ludzkie doświadczenie jest po prostu nauką w Ziemskiej Szkole, którą każda dusza przechodzi w celu powrotu do jedni. http://tonalinagual.blogspot.com/2012/10/przenikanie-natury-umysu-przez_19.html

    _____
    Jest możliwa empatia człowieka w odniesieniu np.do stanów świadomości psa. Myślisz, że nie można z siebie zedrzeć swojej skóry i przynależeć do tego oto gatunku, bo nie stanę się psem, nie osiągnę świadomości psa? Może to Cię trochę ubawi, ale moja świadomość może wykraczać poza formę mojego bytu. Miałam doświadczenia połączenia ze świadomością innych bytów… np. czarnej pantery. Ale nie wiem, czy zmieniłam się w czarną panterę czy nie. ;-D Było to na poziomie „odczuwania” bardziej, chociaż fizycznie miałam świadomość, że poruszałam się przez moment jak czarna pantera. „Latałam” po ogrodzie i czułam, że poruszam się jak pantera. Po prostu swoboda ruchu w porównaniu do tego, jaki wykonuję „normalnie” jako człowiek była niesamowita i całkiem „nowa”. Ktoś może powiedzieć, że zwariowałam🙂 Ha, ha, ha… Jestem świadoma, że to było doświadczenie… coś jak OOBE wyjścia ze swojego ciała i „wejście” w inne. Ale normalnie funkcjonuję w społeczeństwie, wykonuję pracę i nikt się nie domyśliłby nawet, że miałam takie doświadczenia w swoim życiu. Ale są tacy ludzie, z którymi można się dzielić takimi doświadczeniami i którzy uważają tego typu doświadczenia za coś całkiem naturalnego😉

    A jest to możliwe, ponieważ świadomość np. anioła, świadomość owcy (barana) i świadomość ludzka to ten sam rodzaj „bytu” czy „substancji energetycznej”. Takim „bytem” czy „substancją energetyczną” pośredniczącą między świadomościami tych dwóch „rodzajów” istot:np. anioła i człowieka może być eter, jako „substancja świadomości”, więc „wypełnia” on każdą z form. Na tym poziomie oddziaływanie (połączenie) różnych „zakresów” świadomości będzie możliwe i całkowicie naturalne.

    • margo0307 pisze:

      „…Miałam doświadczenia połączenia ze świadomością innych bytów… np. czarnej pantery…”

      Wspaniałe doświadczenie i NIE wątpię, że jeszcze wspanialsze przeżycie🙂
      Podobnie opisywał Monroe swoje doświadczenie wejścia w ciało… (nie pamiętam dokładnie – tygrysa, czy lamparta…), będąc świadomością w swojej podróży pozacielesnej 🙂

      • JESTEM pisze:

        „Podobnie opisywał Monroe swoje doświadczenie wejścia w ciało… (nie pamiętam dokładnie – tygrysa, czy lamparta…), będąc świadomością w swojej podróży pozacielesnej :)”

        No proszę, tego nie wiedziałam.

        • margo0307 pisze:

          „No proszę, tego nie wiedziałam.”

          Tak JESTEM, a ja czytałam ten Jego opis doświadczenia niemal z wypiekami na twarzy 😉
          Monroe opisuje jak poczuł prężność i ogromną siłę mięśni kota, jak poczuł nieskrępowanie ruchów…, ich płynność, sprężystość…, wolność… 🙂
          A ja w wyobraźni poczułam niemal to samo, czułam tak wielką ekscytację jak bym sama była w tym pięknym ciele kota 😀 😀 zważywszy, że uwielbiam koty szczególnie😉

          • JESTEM pisze:

            Czytając w wyobraźni poczułaś niemal to samo? To też mocne doświadczenie.
            A może pamiętasz mój sen, w którym… byłam orłem?
            http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2010/01/nauka-latania-we-snie.html
            ///(…) Szłam sobie krętą ścieżką górską w bardzo wysokich górach. Powyżej czterech tysięcy metrów nad poziomem morza. Podeszłam do skraju tej drogi i w dole zobaczyłam strome ściany wąwozu, głębokiego na jakieś tysiąc metrów. Odbiłam się stopami od krawędzi urwiska i nagle poleciałam. Najpierw w dół, a potem w górę. Szybowałam raz w dół, raz w górę wąwozu tak, jak szybują najszybsze ptaki. W pewnej chwili jednak spowolniłam swój lot i przysiadłam na długiej gałęzi pokrytej kilkoma zaledwie liśćmi. Wystawała ona trochę zadziornie ze ściany urwiska. Poczułam, jak trzepocząc skrzydłami składam je wzdłuż tułowia. Trochę mało płynny zdawał mi się ten ruch. A gałąź w tym czasie lekko się zakołysała. Ledwo, ledwo… leciuteńko.///
            To też było mocne doświadczenie.

    • margo0307 pisze:

      „..W obecnym świecie i czasie pojawiła się zmiana częstotliwości,..”

      To prawda, ewidentnie wyczuć można, że… COŚ WISI W POWIETRZU 😀❤

      • JESTEM pisze:

        Nie tylko WISI, ale czasem nawet PRZENIKA i… działa…😀❤

          • margo0307 pisze:

            „…To też było mocne doświadczenie.”
            Tak JESTEM, cudne doświadczenie i przyznam, że i ja miałam bardzo, bardzo podobny sen😉 tyle, że nie jako ptak, tylko jako ja, osoba, istota ludzka…

            Otóż śni mi się, że też stoję na krawędzi ogromnego urwiska, a właściwie to ogromnego leju o średnicy jakichś może 50, 80 m…, i wiem, że muszę skoczyć w dół ale… bardzo się boję😮
            Jakiś głos z tyłu mówi mi: – no, skacz wreszcie…, i powtarza bez końca te trzy słowa…
            Mówię, że nie utrzymam się w powietrzu i spadnę na dół…
            Głos się uśmiecha (tak to odczuwam)😉 i mówi, że nie spadnę, tylko muszę uwierzyć w siebie…
            Trudno…, myślę sobie i w tym momencie czuję lekkie szturchnięcie z tyłu i… spadam…😮
            Spadając głową w dół, zaczynam sobie przypominać…, wydobywa się na powierzchnię mojej świadomości coś jakby wiedza nt. latania :D…, rozpościeram więc ręce na boki i w tym samym momencie balansując całym ciałem robię półobrót i już łagodnie skręcam a następnie łagodnie wznoszę się do góry jakby … po spirali…
            Wystawiam prawą rękę do przodu i w tym momencie ostro wzbijam się w kosmos…
            W pewnym momencie, spoglądam w dół i widzę pod sobą niezliczoną ilość maleńkich światełek na Ziemi, co uświadamia mi, że jestem bardzo wysoko w kosmosie…😀

          • JESTEM pisze:

            Wiesz, że wszystkie nasze sny są odzwierciedleniem nas i pomagają nam „zintegrować wewnętrznie nasze Istnienie”… (tak to nazwę🙂 ). Mamy podobne doświadczenia, choć trochę różnią się ze sobą, ale uwolnienie się i przyzwolenie sobie na latanie w snach może mieć wielki wpływ na nasze życie i tę „integrację wewnętrzną naszego istnienia”…😀
            Wspaniałe to Twoje senne doświadczenie. Ktoś Ci pomógł w tym śnie popychając Cię lekko do przodu…, choć niby nie wiadomo kto…😀

            Tu mam kolejne skojarzenie ze swoim „skokiem ufności”:
            /// 15. październik 2006
            Wsiadam do samolotu, z którego będę skakać. Kiedy nadchodzi moment i zbliżam się do otwartego otworu samolotu, okazuje się, że nie mam na sobie spadochronu. Zawahałam się. Ktoś stojący obok mówi:
            – A po co spadochron? To są skoki ufności.

            Zastanowiłam się chwilę i wyskoczyłam. Leciałam przez jakiś czas w przestworzach aż spadłam do pewnego poziomu „krytycznej wysokości” tej, na której powinnam otworzyć spadochron, którego nie mam. Zamknęłam oczy. Ciemność. Skok ufności – myślę. Ufność – mówię. Tak, ufam. Bezgranicznie, bezwarunkowo, całkowicie ufam. I opadam. Lecę w dół aż przestałam lecieć. Zatrzymałam się. Otwieram oczy. Jestem na Ziemi. Żyję. Zaufałam i nic mi się nie stało. ///😀❤

          • JESTEM pisze:

            Margo0307:
            „Trudno…, myślę sobie i w tym momencie czuję lekkie szturchnięcie z tyłu i… spadam… :o”

            Na filmie 3.minuta 27. sekund:
            „Wszystko, czego potrzebował, to drobne popchnięcie lub bezpośrednia rozmowa i byłem szczęśliwy, że mogłem mu to ofiarować.”🙂

  6. margo0307 pisze:

    „..Lecę w dół aż przestałam lecieć. Zatrzymałam się. Otwieram oczy. Jestem na Ziemi. Żyję.
    Zaufałam i nic mi się nie stało.😀❤ "

    Ten Twój piękny sen również wskazuje drogę – drogę zaufania sobie🙂❤

    Miałam kiedyś sen, podczas którego leciałam w "dziwnym przezroczystym ciele", a zaraz za mną widzę mojego kolegę Piotrka…
    Myślę sobie – to niewiarygodne – Piotrek lata😮 ( niewiarygodne dlatego, że kierował się zasadami "niewiernego Tomasza", co mi z kolei – wówczas – wydawało się "nie właściwe" 😀 )
    Tak więc lecimy sobie nisko nad ziemią, tak ok. 1 m i w pewnym momencie przelatuję nad siedzącym na ziemi kotem… Kot wystraszony wyskakuje w górę i zadrapuje mnie w nogę… Patrzę…, a z nogi leci krew… Dziwne…, ciało mam niemal przezroczyste ale krew z niego lecąca jest CZERWONA…❤ Mam wiele miłości do kota, bo wiem, że udrapał mnie ze strachu, wiem już także, że nie powinnam tak nisko latać bo straszę zwierzęta…😀

    • Dawid56 pisze:

      Dzięki Jestem i Margo🙂 za przepiękne opowieści o snach o lataniu.
      Ze wszystkich snów najbardziej lubię te o lataniu, a w zasadzie o wznoszeniu się pionowym.To tak jakbyś unosił się na sprężynach. Jeśli chodzi o „latanie” to często mi się śni jakiś ogród .Wtedy próbuję pionowo unieść się w powietrze siłą woli( umysłu) i mi to się udaje.Jak już jestem w powietrzu to cały czas jakby panuje nad tym swoim pionowym unoszeniem

      • margo0307 pisze:

        „…próbuję pionowo unieść się w powietrze siłą woli( umysłu) i mi to się udaje.
        Jak już jestem w powietrzu to cały czas jakby panuje nad tym swoim pionowym unoszeniem ” 🙂

        Opowiem jeszcze o jednym śnie, oczywiście z lataniem w roli głównej😀 tyle że sen zaczyna się horrorem…
        Śni mi się, że uciekam po korytarzach jakiegoś wielkiego budynku, może to szkoła ?…, goni mnie ktoś…, biegnę po s chodach w dół, przeskakując po parę stopni i… nagle widzę, że znalazłam się w ślepym zaułku… Podchodzi do mnie trzech mężczyzn w zielonych fartuchach z zielonymi czapeczkami na głowach… Wykręcają mi ręce i prowadzą do drzwi, które otwierają kluczem…
        Wchodzę do pomieszczenia, w którym jedynym meblem jest ogromny kwadratowy stół, obity blachą (kiedyś widziałam takie stoły u weterynarza w Szczecinie)…
        W pokoju nie ma okien prócz jednego, maleńkiego, które znajduje się jakieś 2m nad stołem…
        Jestem bardzo słaba, czuję się zrezygnowana i właściwie nie mam już ochoty ani na walkę, ani na ucieczkę, bo wiem, że i tak już przegrałam…
        Mężczyźni patrzą na mnie i nad czymś się naradzają…, mam wrażenie, że odczytali moje myśli, bo uśmiechają się lekko i.. spokojnie wychodzą sobie z pokoju, wiedząc, że i tak im nie ucieknę…
        Leżę skulona na tym zimnym stole i w pewnym momencie mój wzrok pada na malutkie okienko pod sufitem…
        Patrzę w nie, patrzę i przychodzi do mnie myśl: MYŚL…, MYŚL…, czuję, że całe moje ciało spina się, czuję jak mięśnie zaczynają pracować…, NIE…, NIE…, NIE TAK…😮
        Patrzę w to okienko bez przerwy i…. w pewnym momencie – siłą mej woli unoszę się nad stołem, skręcam ciało tak, aby ułożyło się po przekątnej okienka i… wyfruwam przez nie na zewnątrz… Oglądam się jeszcze za siebie i widzę w okienku zdziwione miny moich niedawnych „stróżów”… Przez moment, w wyniku „utraty kontroli”, obniżam lot, ale już za chwilę wznoszę się i lecę nad wierzchołkami wysokich lip… budzę się szczęśliwa i… spłakana 🙂

        • Dawid56 pisze:

          Margo , to trochę wygląda jak spotkanie( wzięcie) przez UFO.Rzeczywiście horror, całe szczęście, że szczęśliwe zakończenie🙂

          • margo0307 pisze:

            ” Margo , to trochę wygląda jak spotkanie..”
            To prawda Dawidzie, że trochę może to tak wyglądać i prawdę mówiąc nie wiem co ten sen oznaczał, bo przez kilka dni obserwowałam bacznie co wokół mnie się zadziewa (pisałam ) pamiętnik😉 ale nic szczególnego nie zaobserwowałam…🙂

  7. Mezamir pisze:

    Tymczasem gdzieś w Azji…

    Tam mieszkają istoty bo to nie mogą być normalni ludzie😀
    Kiedy te dzieci zdążyły się nauczyć muzyki?
    Nigdy(uczą się ludzie,nie istoty z Azji😄 )

    • JESTEM pisze:

      Coś Ci przeszkadza, kiedy ludzi nazywam istotami ludzkimi?😉
      Są różne istoty przecie na naszej Ziemi.
      Istoty ludzkie, istoty rośliny, istoty minerały, istoty zwierzęce to tylko kilka przykładów różnych ISTOT.

      Istota, esencja, eidos (gr. είδος, łac. essentia) – w filozofii istota ma jest „samym sednem rzeczy, ich prawdziwą naturą”… Istota jest taka, jaka jest w swej istocie.🙂

      Na filmiku:
      4.minuta 20.sekuda… widzieliście, jak dzieciak podziękował za ustawienie mikrofonu?🙂

      I dla tych, dla których zbyt wiele rocka to za dużo🙂 :

      • margo0307 pisze:

        Piękne te dzieciaczki i pięknie grają🙂

      • Maria_st pisze:

        pięknie graja.
        mnie się jednak nie podoba……ubrane jak pod ” komende”, miałam wrażenie ze ogladam laleczki a nie prawdziwe dzieci….
        jako dziecko nigdy nie lubiłam robic coś z przymusu…kto pierwszy, kto lepiej powie itd..
        sorry, wiem marudze, ale pisze tylko to co czuje a czuje i odbieram coraz więcej sztuczności ” naszego życia”.

        • margo0307 pisze:

          „..sorry, wiem marudze…”

          Nie Maryś, dla mnie nie marudzisz🙂
          Ja będąc dzieckiem też nie lubiłam robić cokolwiek pod przymusem i… tak mi zostało do dzisiaj😀
          Preferuję wolność i nie znoszę przymuszania do czegokolwiek, co często bywało powodem do niesnasek😉 a i czasem … jeszcze się zdarza😉
          Dzieciaczki jak to dzieciaczki – słuchają starszych i pod ich dyktando postępują…
          Mimo tej sztuczności choreograficznej – grają pięknie na gitarach, które są większe od nich samych🙂

        • JESTEM pisze:

          A ja będąc dzieckiem byłam w zespole, w którym śpiewaliśmy i tańczyliśmy, i mieliśmy takie same ubranka, jak występowaliśmy. I nie zakładaliśmy ich pod żadnym przymusem, ale z radością. I żeby było zabawnie, to spódnice (wszystkie dziewczynki🙂 ) miałyśmy na przykład po jednej stronie na wierzchu szare, a pod spodem w różnych kolorach. I do innej piosenki przebierałyśmy się i zakładałyśmy spódnice „na lewą” stronę i wtedy robiło się kolorowo…

          „Czarne wrony czarno kraczą, w czarnych barwach widzą świat
          i na próżno im tłumaczą mądrzy ludzie już od lat:
          zamiast krakać weźcie pędzel, przemalujcie, co się da.
          Czarnych barw nie chcemy więcej, każdy w kolor gra…”

          Trala lala la…

  8. Maria_st pisze:

    To pytanie naprawdę mnie gnębi.

    Rozumiem.
    Sama doświadczałam tego o czym piszesz i miałam podobne dylematy–dlaczego ?
    Dziś inaczej na to patrzę, co nie znaczy że nie odczuwam podobnie jak wtedy…….po prostu więcej rozumiem.
    Może to prozaiczne co napisze–na wszystko jest czas i pora.

    • JESTEM pisze:

      „Może to prozaiczne co napisze–na wszystko jest czas i pora.”

      Dla kogoś może to „prozaiczne”. Dla mnie nie jest.

      Kochana Mario_st, pewnie wiesz, że ludzie określają pewne sformułowania banałami, ponieważ w czymś, co jest niby ogólnie znane, nie dostrzegają TREŚCI. Widzą tylko formę, która dla nich nie jest „oryginalna” czy „atrakcyjna”…

      Na przykład hasło: „dwa w jednym” zostało ośmieszone przez reklamy szamponów. I co z tego? Nadal jest w tym sformułowaniu i głębia, i prostota, i wieloznaczna treść.🙂

  9. Dawid56 pisze:

    No cóż być może owo stworzenie biblijne człowieka dotyczyło jednej z ras.Słyszałem że np Wietnamczycy mają pewne właściwości psychoficzne. Właśnie te specyficzne właściwości mózgu Wietnamczyków pozwoliły im prawdopodobnie zwyciężyć USA. Chodzi prawdopodobnie o podobne właściwości mózgu, jaki mają Indianie.
    http://www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Mozg/10-3-wyzsze.htm

  10. marek pisze:

    Odnośnie mózgu bardziej skłaniam się do koncepcji iż jest on jedynie przetwornikiem ,a nie twórcą jakichkolwiek pojęć. Myślenie płynie z umysłu , nie z mózgu . Świadomość jest twórcą myśli jednak konstruuje je w procesie skupienia swej uwagi / ześrodkowania -utworzenia soczewki- , jak czytnik laserowy / i przepuszczania zebranych informacji przez przetwornik – mózg.
    Można funkcjonować na jawie i utrzymywać mózg w stanie ” biegu jałowego ” jak komputer z wygaszonym ekranem / bez przepływu myśli /.
    Dzieje się tak , gdy zogniskujemy swą świadomość w innym ciele / innej częstotliwości / w relacji do tej która nas pozycjonuje w gęstości trzeciej naszego ciała i planety , czyli częstotliwości wyższej od wibracji splotu słonecznego.
    Stan utworzenia czytnika / skupienia świadomości w częstotliwości czakry serca , gardła i w górę , daje efekt wyłączenia mózgu do stanu czuwania z jednocześnie działającą jedynie funkcją podobną do autopilota podczas poruszania się w czasoprzestrzeni .
    Pobudzenie do funkcji przetwornika danych następuje wyłącznie na decyzję płynącą z ośrodka aktualnego naszego ześrodkowania.
    Zjawisko to może służyć do weryfikacji takich pojęć jak ego , myślenie , posadowienie osobowości , oraz zrozumienia patologi naszego funkcjonowania / nawał myśli -nie mających podstaw zaistnienia , szum informatyczny w głowie , czy inne odstępstwa od stanu wzorcowego
    mózgu trwającego na biegu jałowym .
    Takie metafory w biblii jak : przechodził mimo , przejście przez most i wiele innych , są odniesieniem do tak ustawionej pracy mózgu i skupieniu soczewki świadomości w innej częstotliwości niż sam mózg.

    marek

  11. marek pisze:

    Zapomniałem odnieść się do zdarzenia przypisywanemu Tesli .
    Przypuszczam iż ów błysk z oczu ptaka był rejestracją przez mózg Tesli niezrozumiałej dla niego informacji płynącej ze skupienia soczewki świadomości w ciele o wyższej wibracji skupionej na tym ptaku.
    Samemu lata temu przeżyłem przypuszczalnie takie samo przepięcie , gdy twarz bardzo bliskiej i szanowanej przeze mnie osoby zmieniła się na ułamek sekundy przed moimi oczami w światło niczym słońce.
    pozdrawiam

    marek

  12. Mezamir pisze:

    Obraz Płonąca Żyrafa reprezentuje typową dla surrealizmu próbę zgłębienia najciemniejszych obszarów podświadomości człowieka. Dzieło jest niejednoznaczne, a interpretacja treści może przebiegać wielowarstwowo. Przedstawione istoty ulegają procesowi destrukcji, który może oznaczać nietrwałość ludzkiego życia, fascynację śmiercią czy też typowe dla autora przekonanie, że cywilizacja ludzka osiągnęła stadium upadku i rozpadu.

    Maczugi wystające z pleców żeńskich postaci podparte są inwalidzkimi kulami, które są częstym rekwizytem w twórczości artysty. Dali jako dziecko miał erotyczne fantazje związane z kulami i stanowiły one dla niego swoisty fetysz. Pozbawiony roślinności krajobraz nawiązuje do faktycznych krajobrazów północnej Hiszpanii, a wystające z ciała pierwszoplanowej postaci szuflady są oczywistym nawiązaniem do freudowskiej psychoanalizy.

    http://www.edvard-munch.com/gallery/death/deadMother&child.htm

  13. mały pisze:

    Właśnie czytam Zygmunta Freuda Wstęp do psychoanalizy.
    Czytając część II Marzena Senne. Nie pasowało mi to co Zygmunt Freud pisze. Tym bardziej, iż jestem pewien że stosował hipnozę.
    Podświadomość można ocenić jedynie jeśli ,jest się świadomym tego stanu.
    Sam doszedłem do wniosku, że hipnoza ogranicza percepcję.
    Nigdy nie wiadomo jaką hipnotyzer zastosuje jako autosugestie.
    Więc nie mam wątpliwości, że hipnoza to włamanie do umysłu człowiecza- króliczka. Aby przeprowadzić swoje chore doświadczenia.
    Można samemu wyciszyć swój własny umysł aby mieć wgląd w swoją podświadomość.
    Później pojawia się percepcja wglądu i własnej obserwacji.
    Człowiek poznając sam samego siebie. Zdobywa ogromną wiedzę o życiu. Zatem dochodzi sam do prawdy.

    Natomiast godne uwagi jest u Zygmunta Freuda tzw. Nauka ogólna o nerwicach.
    Tutaj dobrze Freud opisuje przyczynę.
    Tak już jest, że to czytamy trzeba filtrować.

  14. margo0307 pisze:

    „..Nigdy nie wiadomo jaką hipnotyzer zastosuje jako autosugestie.
    Więc nie mam wątpliwości, że hipnoza to włamanie do umysłu człowiecza- króliczka. Aby przeprowadzić swoje chore doświadczenia…”

    „W rękach mądrych ludzi trucizna staje się lekiem;
    w rękach głupców nawet lek czy nektar musi stać się trucizną.” (Osho) 😉

  15. marek pisze:

    Dostrzegam ludzki wysiłek w dążeniu do poznania mechanizmów rządzących Spektrum poprzez prowadzenie analizy symboli określających tajemnicę Jego i naszego istnienia . Rozumiem starania Jungowsko -Freudowskiej interpretacji „cząstek ” ludzkiej psychiki analizą podświadomości i libido w celu określenia konstrukcji człowieka .
    Pozostaję jednak w przekonaniu iż najtrafniejsza interpretacja ” Wszystkiego co jest ” łącznie z istotą ludzką prowadzi przez analizę spektrum , potencjałów , współzależność i cech – energii tworzących owo ” Wszystko co jest ” i nas samych .
    Budulcem / dostępnej dla nas do odbioru rzeczywistości / jest energia , zaistniała z transformacji światła którego niestety , badanie wykracza poza nasze obecne możliwości .
    Stąd płynie moje przekonanie wyrażone powyżej – połącz swe oczekiwania wdrukowane w Ciebie poprzez treści religijne twej przeszłości i obecnego czasu , z tym co dostarcza nauka w tych zakresach które są zbieżne z prawdą o konstrukcie Uniwersum .
    To działanie w zależności od pozycji posadowienia Twej świadomości ,/ treści skonstruowane o bazę rozumienia roli energii / , mogą przynieś Ci wzrost i ukojenie Twych najgłębszych poszukiwań i tęsknot.

    pozdrawiam

    marek

    • margo0307 pisze:

      „…Stąd płynie moje przekonanie wyrażone powyżej – połącz swe oczekiwania wdrukowane w Ciebie poprzez treści religijne twej przeszłości i obecnego czasu , z tym co dostarcza nauka w tych zakresach które są zbieżne z prawdą o konstrukcie Uniwersum…”

      Tak, mam podobne przekonanie…

      „Rozmowa Ateisty ze Śmiercią

      Śmierć: Boisz się?
      Ateista: Nie.
      Śmierć: Dlaczego?
      Ateista: Boga nie ma.
      Śmierć: Widzę, że jednak Boga się boisz, dlatego mu zaprzeczasz.
      Ateista: Nie zaprzeczam tylko wyjaśniam, Boga nie ma – jest tylko Śmierć.
      Śmierci się nie boję.
      Śmierć: Oto jestem. To dobrze, że mnie jesteś pewien i to dobrze, że boisz się Boga.
      Ateista: Nie mogę się go bać, skoro nie istnieje.
      Śmierć: Skoro go nie ma, to dlaczego zaprzeczyłeś jego istnieniu w swoim pierwszym zdaniu?
      Jaki sens zaprzeczać czemuś co nie istnieje?
      Ateista: Nie zaprzeczam, tylko wyjaśniam swoje poglądy w obliczu Śmierci.
      Śmierć: „Boga nie ma” – takie są twoje poglądy?
      Ateista: Tak.
      Śmierć: Czyli wierzysz, że Boga nie ma?
      Ateista: Tak.
      Śmierć: Jak silna jest twoja wiara?
      Ateista: To nie jest wiara, ja w nic nie wierzę.
      Śmierć: Skoro to nie jest wiara, to znaczy że nie wierzysz w swoje poglądy?
      Ateista: To nie są moje osobiste poglądy. One są prawdą obiektywną, dlatego nie są wiarą lecz twierdzeniem, kwintesencją natury, prawem fizyki.
      Nie są podparte moją wiarą, lecz przekonaniem o ich słuszności.
      Śmierć: Czyli jest to twierdzenie?
      Ateista: „Boga nie ma” – to jest twierdzenie naukowe.
      Śmierć: Twierdzenie naukowe? Czym ono się różni od zwykłego twierdzenia?
      Ateista: Jest podparte nauką, a nie wiarą.
      Śmierć: Nauka jest lepsza od wiary?
      Ateista: Nauka jest znacznie lepsza od wiary. Nauka jest prawdą, a wiara złudzeniem.
      Śmierć: Czym nauka różni się od wiary?
      Ateista: Nauka podparta jest dowodami naukowymi, nauka jest uzasadniona, a wiara nie. Wiara powoduje, ciągle wiele zła, bo jest pozbawionym uzasadnienia zabobonem.
      Śmierć: Czy masz jakieś dowody na brak istnienia Boga?
      Ateista: Nie, ale nie o to chodzi.
      Śmierć: Czyż twierdzenie, które nie jest podparte dowodami, nie jest wiarą?
      Ateista: Niektóre twierdzenia nie potrzebują dowodów, aby były prawdziwe, ponieważ wynikają one z ogólniejszych naukowych zasad.
      Śmierć: Z jakiej ogólnej zasady wynika brak istnienia Boga?
      Ateista: Z Brzytwy Ockhama, czyli podstawy myślenia naukowego, która mówi, że „nie należy mnożyć bytów ponad miarę, a prostsze wyjaśnienie jest zwykle prawdziwe.”
      Śmierć: Co dokładnie w tym stwierdzeniu odnosi się do Boga?
      Ateista: To proste, jeżeli nie mam na coś dowodów naukowych to w to nie wierzę, a na istnienie Boga nie ma żadnych naukowych dowodów.
      Nie będę więc uważał, że istnieje byt, który jest zbędny.
      Śmierć: Skąd wiesz, że Bóg jest zbędny?
      Ateista: Dla mnie jest zbędny, ponieważ nie ma dowodów na jego istnienie.
      Śmierć: Co, jeśli takie dowody istnieją, a ty ich po prostu nie znasz?
      Ateista: Takie dowody nie mogą istnieć, ale nawet jakby istniały, a ja bym ich nie znał, to jako naukowiec mam pełne prawo zaprzeczać istnieniu Boga.
      Śmierć: Jesteś naukowcem?
      Ateista: Nie, ale o Bogu i religii, myślę w sposób naukowy.
      Szukam dowodów istnienia takich zjawisk, jeśli ich nie ma to nikt mnie nie przekona, że Bóg istnieje.
      Śmierć: Ktoś cię do tego przekonywał?
      Ateista: Różni, religijnie zacietrzewieni osobnicy. Nie chcę o tych wariatach rozmawiać.
      Śmierć: Uważasz ich za wariatów?
      Ateista: Tak, bo wierzą w coś na co nie ma dowodów.
      Śmierć: Co jeśli wiedzą oni o tym więcej niż ty, mają zestaw nie znanych tobie dowodów na istnienie Boga?
      Ateista: Jakby jakieś mieli, to użyliby ich do przekonania mnie do swojej religii.
      Na tej podstawie wiem, że takie dowody nie istnieją, bo nie mogą istnieć.
      Śmierć: Na pewno nie mogą istnieć?
      Ateista: Nie mogą istnieć.
      Śmierć: Skąd wiesz?
      Ateista: Po prostu wiem, to wynika z logicznego rozumowania.
      Gdyby taki byt istniał i na wszystko wpływał, to dałoby się ten wpływ bardzo łatwo zmierzyć. Im większy byt, tym jego wpływ łatwiej wykryć.
      Dowodów działania Boga nie ma, a więc Bóg nie istnieje.
      Śmierć: Czyli Bóg nic nie robi, co byś mógł ujrzeć.
      Ateista: Gdyby Bóg istniał, wiedziałbym na pewno o jego istnieniu, bo pojawiłyby się dowody.
      Śmierć: Czyli Bóg robiąc coś, automatycznie produkuje dowody swojego istnienia i nie może działać niepostrzegany przez ludzką naukę?
      Ateista: Gdyby Bóg istniał, jakieś dowody na pewno by się pojawiły.
      Bóg nie może ukrywać się przed naukowcami wiecznie – wiedziałbym o Nim gdyby istniał.
      Śmierć: Naukowcy są sprytniejsi od Boga, w rezultacie On na pewno nie zdoła się przed nimi ukryć?
      Ateista: Nie przekręcaj moich słów. Naukowcy nie mogą być sprytniejsi od czegoś czego nie ma.
      Śmierć: To dobrze, że Boga tak łatwo wykryć, dzięki temu wiemy na pewno o jego braku istnienia.
      Ateista: Ja wiem to na pewno. Nie może istnieć byt, którego nie da się zmierzyć i zbadać naukowo. Dlatego na pewno nie istnieje Bóg.
      To nie jest mój osobisty pogląd, to nie jest wiara – to fakt.
      Śmierć: Skąd wiesz, że to fakt?
      Ateista: To jest fakt naukowy, więc jest to fakt potwierdzony, potwierdzony jest Brzytwą Ockhama.
      Śmierć: Brzytwa Ockhama to twierdzenie naukowe?
      Ateista: Jak najbardziej.
      Śmierć: Skąd wiesz, że jest prawdziwe, masz jakieś dowody?
      Ateista: Co masz na myśli, przecież ta zasada sprawdza się na każdym kroku, dzięki niej i braku mnożenia bytów ponad miarę mogła powstać nauka, a nie jakaś religijna teologia mówiąca o demonach, aniołach i duchach.
      Dzięki Brzytwie Ockhama wiemy, że świat poznaje się dzięki doświadczeniom naukowym, z nich wyciąga się ogólne wnioski, następnie tworzy się na ich podstawie teorię i dzięki konkurencji wyjaśnień danego zjawiska, wybiera się najlepsze z nich, aby wpisać je do paradygmatu naukowego.
      Dzięki temu wzrastamy w siłę i stajemy się bezpieczniejsi, ewoluujemy od patrzenia na rzeszę dawniej tajemniczych zjawisk, jak na przykład elektryczności – by w rezultacie widzieć konsekwencje przepływu elektronów, ich zachowanie zaś wynika ze sprawdzonej teorii naukowej.
      Jesteśmy w stanie przewidzieć jakościowe i ilościowe skutki działań, a także dokonywać odkryć na podstawie wniosków z teorii naukowych, bez konieczności przeprowadzenia doświadczeń, to poszerza nasze możliwości twórcze, poszerza nasze perspektywy i właśnie dzięki nauce wszyscy jesteśmy tak ważni i potężni.
      Śmierć: Już spokojnie, nie unoś się tak. Czyli chcesz powiedzieć, że Brzytwa Ockhama często się sprawdza?
      Ateista: Ona zawsze się sprawdza.
      Śmierć: A więc nauka powstała zgodnie z twierdzeniem: że „zwykle prostsze wyjaśnienie jest prawdziwe.”
      Ateista: Dokładnie i dlatego wolę myśleć o elektryczności kumulującej się w chmurach, a nie o Zeusie rzucającym pioruny na Ziemię.
      Śmierć: A co w sytuacji gdy prostsze wyjaśnienie nie jest prawdziwe?
      Ateista: Czasami się tak zdarza, dlatego Brzytwa Ockhama mówi, że „zwykle”, a nie „zawsze” – prostsze rozwiązanie jest prawdziwe.
      Śmierć: Co jeśli Bóg należy do takich wyjątków?
      Ateista: Nie ma na to żadnych dowodów.
      Śmierć: Czy wszystkie wyjątki mają dowody?
      Ateista: Oczywiście, stąd wiemy, że są wyjątkami i możemy odejść od ogólnej zasady o prostszym wyjaśnianiu zjawisk.
      Śmierć: Jak pojawiają się te dowody?
      Ateista: Coś okazuje się być prawdą w wyniku doświadczenia, a gdy okaże się jeszcze, że ta prawda jest skomplikowana, wtedy musimy zaakceptować taki stan faktyczny, porzucając prostsze wyjaśnienie.
      Śmierć: Czyli, abyś przyznał że Bóg istnieje musiałbyś zobaczyć dowody, że jest on właśnie takim wyjątkiem w Brzytwie Ockhama, która to zasada istnienie wyjątków dopuszcza.
      Ateista: Właśnie, a ponieważ dowodów nie ma, to sprawa Boga jest zamknięta – do wyjątków na pewno nie należy.
      Śmierć: Jaki dowód na istnienie Boga, by cię przekonał?
      Ateista: Nie ma dowodów na istnienie Boga, sprawdzałem.
      Nie ma dowodów na istnienie Boga z definicji, ponieważ On nie istnieje.
      Śmierć: Czyli nie ważne jak wielki i znaczący byłby to dowód i tak by cię on nie przekonał.
      Ateista: Boga nie ma, a wszystko można wyjaśnić naukowo.
      Dlatego jakby się jakiś dowód pojawił, to bym czekał aż komuś uda się to zjawisko wyjaśnić naukowo, bez Boga, nawet jakby musiało to zająć wiele czasu.
      Śmierć: Jak wiele czasu?
      Ateista: Aż do skutku, tyle ile trzeba – aż do spotkania ciebie, aż do Śmierci.
      Śmierci: Stoisz przed moim obliczem, a jeszcze nie wyjaśniono naukowo wszystkich zjawisk w tym Wszechświecie.
      Ateista: Nauka jeszcze nie zdążyła, ale nauka jest bliska stworzenia „Teorii Wszystkiego” – ja tego nie dożyję, ale nadejdzie czas ostatecznego pozbycia się wszystkich irracjonalnych z definicji religii i triumfu ateizmu, tą świętą misję będą kontynuowali inni naukowcy.
      Śmierć: Świętą?
      Ateista: Tak mi się powiedziało. Ważne jest tylko, że nauka wyjaśni kiedyś wszystko co istnieje, a czego nie wyjaśni, temu istnieć zabroni.
      Kiedyś nauka Bogu istnieć po prostu zabroni.
      Śmierć: Jesteś przekonany, że naukowcom się to uda?
      Ateista: Tak.
      Śmierć: Masz na to jakieś naukowe dowody?
      Ateista: Nie. Nikt nie zna przyszłości.
      Ostateczny triumf nauki, a więc odkrycie oraz zbadanie wszystkiego co istnieje, to misja i powołanie, każdego inteligentnego gatunku – że nie przyjdzie jakiś kataklizm, który cofnie nas w rozwoju i że nam się to wszystko uda – w to akurat wierzę.
      Śmierć: Do wymarzonego przez ciebie momentu, czyli do chwili triumfu tworzonej przez człowieka nauki nad Bogiem, nie będzie jednak można definitywnie zaprzeczyć istnieniu Boga.
      Dlaczego więc obecnie Ty – umierający człowiek, przy całej niedostrzeganej przez naukę sferze efemerycznych zjawisk, tak bardzo zaprzeczasz istnieniu Boga?
      Ateista: Nie zaprzeczam, nie mogę zaprzeczać bytowi, który nie istnieje.
      Ja zabraniam istnieć Bogu, wspiera mnie nauka, Brzytwa Ockhama.
      Śmierć: Co, gdyby Bóg był wyjątkiem, który przecież twoja Brzytwa dopuszcza, co wtedy zrobisz bez wsparcia nauki – co zrobisz bez wsparcia swojego Boga?
      Ateista: Wtedy będę stał sam. Silny jest najsilniejszy kiedy stoi sam.
      Nawet jeśli nie będzie wspierała mnie nauka, nie wmówisz mi istnienia Boga!
      Jeśli to konieczne będę krzyczał samotnie na szczycie góry, zaprzeczając istnieniu Boga!!
      Śmierć: To zadziwiające. Spokojnie – już dobrze.
      Zaraz ogarnie cię wieczny spokój, lecz zanim odejdziesz mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.
      Człowieku nauki, powiedz mi proszę – co sprawia, że w obliczu Śmierci masz tyle hartu ducha, co dodaje ci tyle siły?
      Ateista: Nie wiem, to chyba kwestia siły mojej wiary.” 😉

  16. Mezamir pisze:

    Śmierć: Czyli wierzysz, że Boga nie ma?
    Ateista: Tak.
    Śmierć: Jak silna jest twoja wiara?
    Ateista: To nie jest wiara, ja w nic nie wierzę.

    Sofizmat🙂

    Wierzysz w czajniczek herbaty na Słońcu?
    Nie wierzę
    AHA! Ty wierzysz w jego nieistnienie.

    Wierzysz w Zeusa?
    Nie wierzę
    Wierzysz,w jego nieistnienie.

    Brak wiary to wiara,yhm…nie jedz na czczo😀

  17. Mezamir pisze:

    Centralnym punktem albumu Current jest chyba utwórHitler As Kalki.W szesnastominutowym utworze Tibet opisuje Hitlera jako Kalki czyli dziesiąty awatar Vishnu. Vishnu jest oczywiście bogiem Hinduzimu, Kalki jest jego ostatnim, apokaliptycznym wcieleniem. Nie jest to teoria wymyślona przez samego Tibeta. Taką koncepcję przedstawiła niejaka Savitri Devi, francuska pisarka urodzona w 1905, zmarła w 1985r. Jej idea czy może raczej teoria, spotkała się na świecie z wieloma zwolennikami, mimo że nie jest zbyt rozpowszechniona, w internecie można jednak znaleźć jej ślady. Niby prosta interpretacja, czy naprawdę? Co na to sam David Tibet?

    Hitler był Antychrystem, nie mam co do tego wątpliwości. Jezus zabił Hitlera. (…)

    To teraz niech każdy kombinuje sobie sam.

    Inny album Current, który absolutnie uwielbiam to Black Ships Ae the Sky.Album z kolei opowiada historię ze snu Tibeta, on sam oczywiście jest przekonany, że tak będzie i już. Przyśniła mu się kiedyś apokalipsa. We śnie widział czarne okręty, które zjadły niebo, pojawił się Cesarz czyli Antychryst, a potem wyłonił się Chrystus na białym koniu. No i jak Wam się podoba? Nie mam zamiaru opisywać dalej, bo popadnę w banał, ale taka jest prawda. Tibet w każdym wywiadzie stwierdza to samo. To jest kolejna jego płyta zagłębiona w religijnych spektach i trzeba się dokładnie w to wpuścić, bo może przelecieć obok, a naprawdę warto się skupić.

    Skąd u Tibeta takie przekonania religijne? Nie należy do żadnego kościoła, nie opowiada o kaznodziejach, moralności, nakazach, przykazaniach, nie próbuje przekonać innych do swoich idei, mało tego. W latach 80 – tych, zaraz po wydaniu debiutu Nature Unveiledmówił w książce Tape Delaytak:

    Religia; to tylko kupa gówna, czyż nie?

    W 2000r. leżał w szpitalu w wyniku zakażenia krwi. Był bardzo bliski śmierci, podawano mu morfinę. W pewnym momencie morfinę odstawiono (na jego życzenie) i twierdzi, że gdy umierał człowiek na łóżku obok, ujrzał anioła śmierci. Od tamtej pory za każdym razem opowiada o Chrystusie na białym koniu, apokalipsie itd.

    Zastanawiam się czy mówi prawdę. Czy to aby nie jest tylko artystyczna kreacja. Kiedy słucham jego albumów słyszę człowieka, który nie goni za tłumem, nie podąża ślepo za zasadami, nad którymi nawet nie chce się zastanowić. On naprawdę wariuje na punkcie tematów mistycznych. Gnoza, Hinduizm, Chrześcijaństwo, to wypełnia jego głowę i nie tylko. On nie wymaga od słuchacza poświęceń, nie wymaga bezgranicznego wsłuchania się w album i idee na nim wyśpiewane. On po prostu nagrywa, z pasją,szczerze, i dlatego jego albumy są tak interesujące. Można kompletnie nie ogarniać tego o czym śpiewa, można dojść do zupełnie innych wniosków, ale nie sposób odmówić mu pasji, a przecież pasja prowadzi do najciekawszych rzeczy stworzonych nie tylko przez muzyków. Gdyby każdy chrześcijanin opowiadał o swojej wierze w taki sposób, a w jaki robi to Tibet, to byłaby piękna religia. Nie tylko chrześcijaństwo. Kim właściwie jest David Tibet? On chyba sam do końca tego nie wie:

    Current, od początku swego istnienia, z mojego punktu widzenia, to po prostu ja spoglądający w lustro i próbjący zrozumieć moje obsesje, moje fascynacje, moje strachy, moje miłości, moje nadzieje. (…)

    Zawieszam link do utworu Then Kill Caesarz płyty Black Ships Ate the Sky, żeby zachęcić. Utwór jest bardzo radiowy. Dodam jeszcze, że na płycie jest mnóstwo gości, ale już nazwiska przemilczę, kto będzie miał ochotę sam zgłębi. Tyle o Tibecie. Musiałem o nim napisać, żeby się trochę od niego uwolnić. A poza tym w słuchawkach za chwilę rozbrzmi Hitler As Kalki, a przy tym nie chcę pisać. Tego muszę posłuchać.
    http://dawrweszte.salon24.pl/275661,david-tibet-hitler-oraz-chrystus-na-bialym-koniu

    • margo0307 pisze:

      „..Current, od początku swego istnienia, z mojego punktu widzenia, to po prostu ja spoglądający w lustro i próbjący zrozumieć moje obsesje, moje fascynacje, moje strachy, moje miłości, moje nadzieje…”

      Mezamir, naprawdę masz obsesje i strachy ? 😮
      Szczerze Tobie Współczuję 😕

    • Dawid56 pisze:

      W samym utworze czuje się niepokój i obsesje, (potem zabijasz( zostanie zabity Cezar)To jednak jest mroczna strona ludzkiej duszy.Zmaganie się z samym sobą i swoimi obsesjami.

      • JESTEM pisze:

        Tacy jesteśmy / bywamy.

        • margo0307 pisze:

          „… czuje się niepokój i obsesje, (potem zabijasz)..
          To… jest mroczna strona ludzkiej duszy. Zmaganie się z samym sobą i swoimi obsesjami.

          Tacy jesteśmy / bywamy. ”

          Tak bywamy…, ale tylko do czasu przeprowadzenia wewnętrznej retrospekcji i zadania sobie w ciszy pytań:
          – dlaczego odczuwam niepokój czy obsesje ?
          – co jest tego powodem ?

          Jeśli szczerze potraktujemy siebie, a naszą intencją będzie usłyszenie prawdy o sobie, bez względu na to – jaka by ona nie była, wówczas dowiemy się co jest podłożem powstawania w nas niepokojów czy obsesji…
          Bo jedną z przyczyn powodujących te nasze wewnętrzne niepokoje i obsesje jest m.in. – lęk przed spokojem, brak samodzielnego myślenia i unikanie odpowiedzialności za własne myśli, słowa i postępowanie 🙄

          Potrzebujemy ciągłego napływu bodźców z zewnątrz, nie czujemy się komfortowo w ciszy i spokoju…, nazywając te stany stagnacją i nudą…

          • Mezamir pisze:

            Szukaliście czegoś o Savitri Devi?
            Ja znalazłem i od razu widać że ta pani była inspirowana przez to samo środowisko
            które wypromowało Hitlera.
            Tzn,widać albo nie widać,im więcej wiedzy tym lepiej widać.
            Ogólnie temat ciekawy,fajnie się o tym czyta ale doszukiwać się w tym czegoś głębszego nie ma sensu.

            Hitler wyśmiał „pogaństwo” i ezoterykę czy okultyzm w Main Kampf
            Okultyzmem i „pogaństwem” oczywiście był zainteresowany,jego niszczeniem.
            Dlaczego?

            „Fuehrer(Hitler) doszedł do władzy dzięki głosom Katolickiego Centrum(partii rządzonej przez jezuitę Ludwiga Kaasa) zaledwie pięć lat wcześniej (1933) ale większość celów cynicznie wyjawionych w Mein Kampf było już zrealizowanych. Ta książka, została napisana przez jezuitę Ojca Staempfle, a podpisana przez Hitlera. Bo to Zakon Jezuitów udoskonalił słynny pan-germański program opisany w tej książce, a Hitler się pod nim podpisał.”

            Edmond Paris, 1965 French Historian The Secret History of the Jesuits.

            Dlatego.

            Jego myśl była myślą kościoła a konkretnie jezuitów.
            Savitri Devi też była tylko twarzą inspiratora ukrytego w cieniu🙂

            Tutaj można poczytać coś więcej ale…
            http://www.bhpoland.org/strona/pl_savitri.htm

            Ta organizacja (jak wszystkie radykalne organizacje) musi być odgórnie sterowana przez iluminatów/jezuitów.
            Skąd ta pewność?To bardzo proste🙂
            1- Hitler i jego nazizm był produktem zakonu jezuitów(SS-nowsza wersja krzyżowców)
            2 – Jak ktoś wielbiący Hitlera i jego „mistyczny nazizm”
            może nie wiedzieć o czym Adolf pisał i jaki był jego stosunek do mistycyzmu/okultyzmu?

            Ci ludzie albo są zmanipulowani albo doskonale znają fakty i ukrywają je
            aby manipulować.

            W odróżnieniu od przypisywanych nazistom po II wojnie światowej tendencji
            Hitler nie skłaniał się ku wierzeniom ezoterycznym, neopogaństwu i okultyzmowi.
            Wyśmiał je w “Mein Kampf” (str. 282).

            Dziwi mnie że Tibet o tym nie wie…

          • siola pisze:

            Oj wy wszyscy Bogowie ,wyzbadzcie sie tego waszego rasizmu,wasza glupia walke popieracie na udawadnianiu drugim ze jestescie lepsi .Co slowianie lepsi bo sraja kwiatkami a moze niemcy sraja czyms lepszym .Jedno w tym macie wspolne nawet z KK,idzie wszystkim o pasorzydowanie na ludziach.Moim skromnym zdaniem ,wszyscy morduja i okradaja swoich pobratyncow dla kogos kto miesza im w ich glowach ,naprawde trzeba byc slepem zeby tej gry trwajacej od tysiacleci nie rozpoznac.Sprytnie zrobione ,trza tylko paru glupcow by szerzyli nienawisc i zabijali,a reszta barankow za nimi leci jak slepi.Dla mie karzdy kto namawia do rasizmu to jedna i ta sama banda .Poznalem to dobrze bo w polsce bylem dla nich Gebels,co ciekawe ze dla tych samych ludzi teraz w niemczech to jestem swinski polok,sa to ludzie zyjace jak hieny na padlinie (AS):Teraz przecierz jak Hitler latacie po calym swiecie ,szukacie tego czego w sobie nie macie ,a slinicie sie do Slezy czy Piramid.Wasza sprawa panowie rasisci czarujcie puki sie jeszcze da.Chce sie nowego wodza ,aby szlo za jego plecami szabrowac a na koniec z niego zrobic kozla ofiarnego.

      • Mezamir pisze:

        To jest utwór Tibeta

        • Mezamir pisze:

          Hitler staje się Kalki
          Kalki staje się Hitler
          Biały koń, czerwony koń
          Chrystus zwija się na krzyżu
          Hitler uśmiecha się z ociekającego gruzu
          Nie przynosi pokoju, lecz miecz
          Pewnie to ocean ryczy nieskazitelny
          Pewnie to gwiazdy spadają niepojęte
          Och wszystko to do mnie mówi
          Och wszystko to przemawia do mnie
          Hitler jako Kalki
          Kalki jako Hitler

          Gdzie się podział twój bóg?
          Pokażę ci jego różne formy:
          Pierwszą, gdzie wisi na drzewie
          Drugą, gdzie przybity jest do ramion
          Tego samego drzewa
          I trzecią, gdzie kręci się i wzbija
          I śmieje w przestrzeni
          Pewnego dnia świat zobaczy
          Och pewnego dnia świat zobaczy
          Hitler jako Kalki
          Kalki jako Hitler

          Leży splątany
          Pół w czasie, pół w przestrzeni
          W unoszącym się dymie kadzideł
          Widzę go w zatłoczonym pokoju
          Widzę jak przechodzi łańcuch górski
          Jeśli zobaczymy najbardziej krwawego człowieka
          Jeśli zobaczymy najbardziej podłego człowieka
          Czyż wtedy mamy powiedzieć
          „Taka jest rzeczywistość; to jego natura”?
          Co sprawia, że ból
          Jest bardziej realny od radości?
          Oba są tak pomieszane
          I razem zamącone
          Kiedy je rozdzielamy
          Zarzynamy istotę
          Przekręcamy znaczenie

          Bóg jest na krzyżu
          A może trzej bogowie
          Jeśli są jednością
          Ani idąc ani goniąc
          Ani wchodząc ani schodząc
          Bezgraniczni w swej jedności
          Materia i przestrzeń
          On jedzie między przestrzeniami
          I jedzie między bólem
          W tajemnym sercu stawania
          W tajemnych stylach ciemności
          Jego oczy to teraz rozbite okna
          Ach człowieku człowieku człowieku człowieku
          Ze szponami i kłamstwami
          Z pokojem i bólem
          Z miłością i cierpieniem
          Ze świecą nadziei
          Co jęczy i umiera
          Nie ma wyzwolenia poprzez słyszenie
          Kiedy dźwięk upadającego świata
          Ogłusza ogłusza ogłusza nasze uszy
          I przeszywa nam serce

          Hitler jako kalki
          Kalki jako Hitler
          Kręcący się i wrzeszczący
          Spadający i wznoszący się
          Unoszący się z radością, roztrzęsiony
          Cierpienie, cierpienie, cierpienie
          Tam gdzie fruwa orzeł
          Tam gdzie dygocze orzeł
          Tam gdzie opada orzeł
          Tam gdzie puszy się orzeł
          Wszystko się zlewa
          I wszystko się rozpuszcza
          Wtedy spadają gwiazdy
          Wir zaczyna się w przestrzeni
          Zbiera się gruz
          Gromadzi się zwietrzelina
          Czas zaczyna drżeć
          Krew z mojego serca

          Jeśli rozpuszczę się w Twym ciele
          Jeśli wolno mi będzie nadzieję mieć
          Na odnalezienie białego światła w Twej duszy
          Jeśli nawzajem pogrążymy się w sobie
          Czy zapomnimy o niepokoju
          Który już nie czeka dłużej?

          Najpierw nadchodzi
          Ze wzgórza
          Potem biegnie
          Przez miasto
          Zatrzymuje się
          Bez pokoju
          Bez miejsca
          Bez litości

          Och mój drogi Chrystusie
          Cały połamany na tej brązowej ziemi
          Zęby. Zęby. Zęby. Zęby. Zęby.
          Hitler jako Kalki
          Kalki jako Hitler
          Hitler
          Kalki
          http://www.tekstowo.pl/piosenka,current_93,hitler_as_kalki.html

        • JESTEM pisze:

          Kalki uwiedziony przez Sziwę zamienionego w piękną tancerkę przybywa za późno, by ocalić świat… taki jest morał przypowieści (być może jednej z wielu wersi) o „wybawcy” Kalkinie.

          „Hiter As Kalki”… hm…
          podobno: Sanskryckie słowo „kalka” oznacza „brud” lub „obrzydliwość”, a kalkin tego, który je niszczy.
          Więc Hitler jako Kalki (bez „n”) jest raczej „brudem”, a nie Kalkin-em, który go niszczy.

          • JESTEM pisze:

            KALKA – służy do kopiowania…
            Kalkowanie to sporządzanie kopii… za pomocą kalki.

          • Mezamir pisze:

            Savitri Devi była pisarką nurtu new age i to co pisała było tworzeniem „nazi mistyki”
            tworzeniem na siłę.

            Kalać,nieskalany,pokalany…z drugiej strony,Hitler był uważany za Mesjasza Europy
            za zbawcę🙂 modliło się o niego/do niego wielu papieży,nawet tych przyszłych.

            Z punktu widzenia pewnych środowisk😉
            Hitler był mesjaszem i odnowicielem bo miał zniszczyć „brud”
            (tzn zrealizować plany NWO,zniszczyć tych którzy przeszkadzają)
            ale to wszystko było po prostu zabawą elit rządzących

            Co nie zmienia faktu że twórczość Tibeta i historie które opowiada są bardzo ciekawe.

  18. JESTEM pisze:

    CI TWARDZI LUDZIE

    Tocząc kulę, tocząc kulę, tocząc na mnie kulę.
    Tocząc kulę, tocząc kulę, tocząc na mnie kulę.

    Przyszli w nieodpowiednim momencie,
    Gdy siedziałam w pokoju,
    ukrywając się w swych myślach.
    Dzięki nim spojrzałam na siebie.
    Zobaczyłam to dokładnie.
    Wyrzuciłam tych ludzi z mojego życia.

    A teraz łapię każdą okazję.
    Wspaniali nauczyciele gotowi by mnie uczyć.
    Muszę popracować nad sobą.
    Aż w końcu uświadomiłam sobie,
    Każdy z nas ma w sobie niebo.

    Ci twardzi ludzie trafiają w mój czuły punkt.
    Ci twardzi ludzie pomagają mi.
    Ci twardzi ludzie trafiają w mój czuły punkt.
    Tocząc kulę, tocząc kulę, tocząc na mnie kulę.

    Otwierają drzwi które, jak myślałam,
    Są zamknięte na zawsze.
    Czytają mi Gurdjieffa i Jezusa.
    Wzmacniają moje ciało, łamią moje emocję.
    To prawie mnie zabija, lecz jakież to piękne uczucie.

    Uwielbiam taniec derwiszów.
    Uwielbiam piękno czystej niewinności.
    Nie potrzebujesz kryształowej kuli.
    Nie daj się nabrać magicznej różdżce.
    My ludzie mamy to wszystko.
    To my czynimy cuda.

    Ci twardzi ludzie trafiają w mój czuły punkt.
    Ci twardzi ludzie pomagają mi.
    Ci twardzi ludzie trafiają w mój czuły punkt.
    Tocząc kulę, tocząc kulę, tocząc na mnie kulę.
    Tocząc kulę, tocząc kulę, tocząc na mnie kulę.
    Tocząc kulę, tocząc kulę…

    Tłumaczenie: OVBHazy.

    • JESTEM pisze:

      Co na zewnątrz
      Dociera do środka
      Poprzez jej skórę
      Wcześniej byłam na zewnątrz
      Lecz tym razem o wiele bezpieczniej jest w środku

      Zeszłej nocy, na niebie,
      Tak jasne światło.
      Moje przeczucie powiedziało mi niebezpieczeństwo
      Lecz moje instynkty każą mi wciąż

      Oddychać
      („Wydech, wdech, wydech, wdech, wydech…”)
      Wdychać to
      Wdychać moją matkę
      Wdychać mego ukochanego
      Wdychać to
      Wdychać jej nikotynę
      Wdychać to
      Wdychać ten pył
      Wydech wdech, wydech wdech, wydech wdech, wydech wdech.

      Utraciliśmy naszą szansę
      Jesteśmy pierwsi i ostatni, och
      Po Wybuchu.
      Cząsteczki plutonu
      Skrzą się we wszystkich płucach.

      Kocham mego
      Ukochanego, och,
      Wszystko i wszędzie,
      Tylko ci głupcy zniszczyli to,
      Ty i ja
      Wiedzieliśmy, że życie samo w sobie jest
      Oddychaniem
      („Wydech, wdech, wydech, wdech, wydech…”)
      Wdychać to,
      Wdychać moją matkę,
      Wdychać mego ukochanego,
      Wdychać to,
      Wdychać jej nikotynę,
      Wdychać to,
      Wdychać ten pył,
      Wydech wdech, wydech wdech, wydech wdech, wydech wdech,
      Wydech wdech, wydech wdech, wydech wdech, wydech…
      (‚Wydech!”)

      „W gruncie rzeczy, możliwe jest wskazanie różnicy
      („Wydech!”)
      pomiędzy eksplozją nuklearną małą a
      dużą za pomocą bardzo prostej metody. Cechą
      charakterystyczną bomby atomowej jest jaskrawy blask,
      daleko bardziej oślepiający niż jakiekolwiek inne światło ziemskie… jaśniejszy
      nawet od samego Słońca… kierując się właśnie czasem trwania
      owego blasku jesteśmy w stanie zdeterminować rozmiar
      („Co poczniemy bez niego?”)
      broni. Po lśnieniu, widoczna staje się kula ognista
      oraz przywierające do niej odpady, pył
      i organizmy żywe w obrębie eksplozji,
      a w miarę wznoszenia się, wkrótce zaczyna się
      formować w, potocznie zwany, grzyb atomowy. W ramach demonstracji
      okresu trwania lśnienia, spróbujmy policzyć
      ilość sekund, w jakich trwa lśnienie emitowane przez bardzo
      małą bombę; następnie, przez solidną bombę
      średniego rozmiaru; i w końcu, jedną z naszych
      najsilniejszych,
      bomb dużego zasięgu”

      „Co poczniemy bez niego?”
      Och, proszę!
      „Co poczniemy bez niego?”
      Pozwólcie mi oddychać!
      „Co poczniemy bez tego?”
      Och, szybko!
      „Wszyscy umrzemy bez niego?”
      Głęboki wdech!
      „Wszyscy umrzemy bez niego?”
      Zostawcie mi coś do oddychania!
      „Wszyscy umrzemy bez niego!”
      Och, zostawcie mi coś do oddychania!
      „Wszyscy umrzemy bez niego!”
      Och, Boże, prosimy, zostaw nam coś do oddychania!
      „Bez tego umrzemy”
      Och, życie jest… oddychaniem

  19. siola pisze:

    Dzieki Tesli pojac mozna ,ze jestesmy jednym z faunem i Flora.

  20. margo0307 pisze:

    ” Dzieki Tesli pojac mozna ,ze jestesmy jednym z faunem i Flora.”

    Dokładnie Siolu – dokładnie 🙂

    [audio src="http://recordings.talkshoe.com/TC-134992/TS-911046.mp3" /]

    • margo0307 pisze:

      Coś nie wyszło poprzednio, może teraz wyjdzie🙂
      [audio src="http://recordings.talkshoe.com/TC-134992/TS-911046.mp3" /]

      • margo0307 pisze:

        No, niestety – nie chce się zapisać poprawnie i nie bardzo wiem z jakiego powodu😮
        Chciałam wkleić linka z nagraniem na mp3 parominutowego przekazu nt. wdzięczności🙂❤
        Jeśli ktoś z Was jest tym zainteresowany, to na moim blogu w zakładce "poezje", nad obrazkiem z wiewiórkami znajduje się "odtwarzacz mp3", który można uruchomić i odsłuchać 🙂

      • JESTEM pisze:

        [audio src="http://recordings.talkshoe.com/TC-134992/TS-911046.mp3" /]

  21. JESTEM pisze:

    Sioła:
    „naprawde trzeba byc slepcem zeby tej gry trwajacej od tysiacleci nie rozpoznac”.

    Maja oczy, a nie widzą… ot, „ciekawostka”…

    • siola pisze:

      Gra Bogow ,wkladac noz w plecy z tylu ,a ustami gloszac swa niewinnosc i milosc,bez sumienia nie ma milosci ,mozna glosic ale nie miec pojecia czy to milosc czy kochanie.Mozna ograniczac milosc do spolkowania ,ale czy spolkowaniem osiagniesz milosc.Napisalem juz pewnej Pani czym nie jest milosc a ONA z prawdziwa miloscia we mnie kosa ,Ktos powie napisalem wulgarnie ,przecierz musialem dostosowac moj jezyk do tego jaki ta osoba rozumie .Milosc za ktora stoi tylko skakanie nie jest miloscia ,a polorzysz pieniadz na to staje sie szybko nienawiscia gdy zniknie cielesny pociag.Papa pieknie wyglasza w parlamencie europejskim o milosci bliznich,a z drugiej strony dopuszcza do mordowania i okradania przez swych wiernych innych i tp z Bogiem na ustach .Czyszby bog slowo ktore ma zaslepiac,prowadzic do mordow i zarazem byc jego usprawiedliwieniem.Czy naprawde musza ludzie z afryki ,bliskiego wschodu i innych krajow do europy uciekac,czy nie lepszym sposobem jest umozliwic im dobre zycie na miejscu urodzenia .Moze jest pies pogrzebany w tym ze bogowie potrzebuja ludzi mniej wyksztalconych by bylo lepiej sterowac i zarazem powoli budowac niechec jednych do drugich.Jak zawsze chodzi o zwykle pasorzydowanie w imieniu jakiegos boga ,przy czym nie gra roli jego imie prawde mowiac mogl by sie Pasorzyd czy Krwiopijca nazywac.Jakos trzeba to sterowane niewolnictwo tuszowac i udowodnic temu bydlu na dole ze sa grzesznikami i na nic lepszego nie zasluguja ,jak tylko na to by sie w imie bogow mordowac.Jasne tylko bogowie Maja prawo zniszczyc gospodarki i je na nowo budowac na to Maja srodki,a ludzie to pionki kturym przypisze sie grzech i sprawa zalatwiona ,bedzie druga sod OMA I go MORA.Bozki co bedzie jesli przekaz prawdy jak tunguska kula poszedl w niebo i Ci co prawde znac powinni juz ja znaja i manipulacje juz na nic sie zdaja.Od to jest moja nadzieja glupca,blazna jak kto woli.

      • JESTEM pisze:

        „Napisalem juz pewnej Pani czym nie jest milosc a ONA z prawdziwa miloscia we mnie kosa ,Ktos powie napisalem wulgarnie ,przecierz musialem dostosowac moj jezyk do tego jaki ta osoba rozumie .”

        A skąd takie przekonanie, że „musiałeś dostosować swój język do takiego, jaki ta osoba rozumie”? Dla mnie – gdybym ja tak zrobiła – byłby to przejaw mojej ignorancji i braku szacunku przede wszystkim wobec siebie i no i tej drugiej osoby.Choć przyznaję, że kiedyś tak robiłam… dawno, dawno temu… Ale, kiedy sobie to uświadomiłam (już jakiś czas temu🙂 ), przestałam i teraz używam takiego języka, który – jak dla mnie – jest prosty, a słowa, których używam mają odzwierciedlać to, co chcę wyrazić. Bez sztucznego „dostosowywania się” do „języka” innych.

        • siola pisze:

          Kiedys uzywalem przenosni ,ale i tak przekrecali jak chcieli albo jak sie naprawde czuly ,Uzylem slowa osiol to uznaly ze uwazam je za glupie.Napisalem ze „uzywacie slowek jak panienki z burdelu”to uznaly ze nazwalem je k (zakretem).W jednym jest troche racji karzdy czyta przenosnie po swojemu,po prostu zdradze podswiadomie swoja nature.Uzyl bym przenosni i tak by nie zrozumiala i przkrecila .Sumienie i milosc sa to dwa slowa kture nie da sie rozdzielic,nie na darmo mowia „Prawdziwego przyjaciela poznasz w potrzebie „.Ten kto naprawde miluje nie opusci milowanej osoby w potrzebie ,bo milosc to nie tylko sex jak chcial mi ktos przypisac chorobe psychiczna z powodu braku sexu.Widac jednak chlopska odpowiedz byla trafna ,ujawnila swym nastepnym wpisem u siebie jej prawdziwe wnetrze.To jak z krowa slucha dobrej muzyki to i da wiecej mleka da ,dasz jej metalu do sluchania to po mleku ani sladu.Dlatego tez nasi przodkowie gadali ze jak krowa zobatrzyla zmore to mleko tracila,widok tej zduszy musial byc straszny dla biednej krowy.Caly rozwoj tej chorej cywilizacji polega na szukaniu coraz lepszych broni,odpowiedzcie sobie sami dlaczego tak jest.I to co najdziwniejsze tu na ziemi ciagle ktos prubuje drugiemu przypisywac swoje winy ,no i karzdy to chodzacy przyklad milosci blizniego,Takich manipulacji ludzka psychika to mozna chyba w kosmosie wiecznie szukac.Niekture osoby czuja sie jakby mogly waszymi uczuciami manipulowac ,jak wyjdzie na jaw ze nie wychodzi to beda probowac z was zrobic wariatow.Byl czas ze trza bylo nastawiac drugi policzek ,by uniknac jeszcze wiekszych zbrodni,ale czy to zmienilo gre.Czy mozna wiecznie nastawiac drugi policzek tzw bogom bez sumienia i trzci ,czy naprawde chcemy wszyscy nastawiac wiecznie policzek-patrzec jak zabija sie wszystkie ludzkie uczucia w ludziach -czy to droga by wyisc z boskiego obledu.Czy naprawde tak cieszko uzywac swojego sumienia ,czy musimy byc wiecznie straszeni kataklizmami.Tak naprawde ile ludzi ma strach przed Bogiem,bog jako przykrywka do mordowania innych ,czy naprawde jest to droga do milosci czy moze bardziej nienawisci.Dlaczego widzialem puste miasta ale zwlok nie ,dlaczego inni moga sie cieszyc z tego ze beda lezec trupy na ulicach ,to jest ta milosc i sumienie czy to cos to jeszcze czlowiek czy kukla.CZY NAPRAWDE ZIEMIA ZASLURZYLA NA TO BY NOSIC PRZEZ WIECZNOSC DUCHOWA PUSTKI NIE ZNAJACE WARTOSCI SUMIENIA.Ilu dajac komus slowo dotrzymuje danego slowa.Jestem masz racje z uzywaniem slow ,ale moze czasami uzyc do pewnych osob ich stylu pisania ,to jakby terapia szokowa dla nich,widza znowu siebie.

  22. margo0307 pisze:

    „…Miłość po prostu jest.
    Ty musiałeś odrzucić tę Miłość, aby móc być oddzielonym „ja” ale ona ciągle istniała.
    Odkrycie, że ty naprawdę kochasz, że to jest twoja natura… jest początkiem końca
    wszystkiego w tobie, co myśli, że jest oddzielone…
    To jest prawdziwa, duchowa miłość, która jest głębokim, niewypowiedzianym połączeniem…”

    Dziękuję JESTEM🙂❤

  23. siola pisze:

    Dziwne ze rzeczy proste sa nie widziane ,wymysla sie rzeczy skaplikowane oparte na klamstwach lub w najlepszym wypadku polprawdach.Coz widac na prawdzie nie da sie zarobic,bo i tak nikt nie uwierzy ze jest to tak proste.Zauwarzylem ze szuka sie prawdy ,serwujac ludziom polprawdy.Znalezc wyjscie z tego blednego kola klamstw i polprawd,wiem ze ja nie zmienie swiata i systemu jaki tu jest ,ale przynajmniej dla siebie zachowam czysta karte ,moze uda mi sie wyjsc z wiezienia jakim jest w obecnym systemie Ziemia.Klatwa jak klatwa czasami moze obrucic sie przeciw temu co ja wysyla.Wiem wiekszosc szuka wyjscia z wiezienia ,szuka Prawdy ,ale ukrywajac przed innymi swoja wiedze o niej.Mam jagby dziwna pewnosc siebie ze nie ta droga dojda do prawdy,klamstwem i polprawda nie dojdziesz do prawdy.Czy klamstwo,szantarz ,przekupstwo,chciwosc i mord to masza droga do przyszlosci,mam gleboka nadzieje ze nie.Sumienie otrzymuje karzdy ,jest tylko karzdego wolna wola co z tym darem przodkow zrobi.Skarb jest w was ,klucz do wiedzy i wyzwolenia.I nie sluzy On zniewoleniu innych jak sie niektorym sni po nocach.Brak szacunku dla innych ,choroba tysiacleci.Przypisywanie sobie prawa zabierania innym rzycia czy czestowania chorobami poprzez falszywe oskarzanie,ciekawe jak sie ta chora zabawa zakonczy .Kobiety dzieci i ja bezbronny w snie ,czasami strach pomyslec jak zmory wsrod nich beda.

    • margo0307 pisze:

      „…Klatwa jak klatwa czasami moze obrucic sie przeciw temu co ja wysyla..”

      Zgadza się Siolu, tyle że… zgadzam się z tym, co mówi pani Ewa Renata Cyzman-Bany, że klątwa – czyli zogniskowana wiązka negatywnej energii złości, zawiści, etc…, wysłana pod adresem innej osoby, dotyka w równym stopniu tak adresata jak i jej nadawcę…😛
      ______________
      „..wiem ze ja nie zmienie swiata..”

      Jeśli tak będziesz myślał i zgodnie z tym myśleniem mówił i postępował to masz jak w banku😉 że tak właśnie będzie…
      – co to jest świat ?
      – kto tworzy świat ?
      Wszyscy razem i każdy z nas z osobna – tworzymy swoje małe światy😉 które łącząc się tworzą nasz wspólny „wielki” świat…
      ______________
      „..Czy klamstwo,szantarz ,przekupstwo,chciwosc i mord to nasza droga do przyszlosci,mam gleboka nadzieje ze nie..”

      Ja nie mam już nadziei – mam pewność, że NIE😀

      Mam również pewność, że pomimo całej przenikliwości umysłu pana Bohma, o której wspomniał Marek – poglądy tego pana pozostaną tylko poglądami i niczym więcej😉
      Oskarżając czy oceniając innych o (……….?!………), winniśmy też zawsze pamiętać, że:
      – bez przyczyny nie ma winy – wszystko więc, co się zadziewa teraz z nami razem, i z każdym z osobna – ma swoje głębsze przyczyny, dla nas być może – na chwilę obecną – nie możliwe do ujrzenia😉

      • Dawid56 pisze:

        Przypadkowo utożsamiłem słowo „klątwa” z dzisiejszym „ban” – przypadek to , czy synchroniczność?

        • siola pisze:

          Pisalem juz ze banowanie nic nie daje, swiadczylo by tylko ze nie mamy nic do powiedzenia tej osobie .Tracimy przy tym sami szanse poznania i dania odpowiedzi.Zlo ma to do siebie ze wpisami samo zdradza istote zla,dobrry sposob poznania zla ,nie praktykujac go sam.Ban ==nie mamy nic do powiedzenia brak argumentow.Nie banujac mamy mala ale jednak szanse kogos jeszcze zmienic ,jego sposob patrzenia na swiat.Banujac dajemy tylko swiadectwo naszej niskiej inteligencji .Czy nie lepiej pokazac falszywe slowo ,Ono samo sie kolejnymi wpisami zdradza,iteligentny zrozumie ,mniej inteligentny nauczy sie rozumiec ,zarazem jego inteligencja wzrasta .Szacunek dla innych -banowaniem pokazujrmy ze go takrze nie mamy.Wiem czasami ma sie nerwy stargane czytajac wypowiedzi pokazujace brak szacunku do innych,ale istnieje mala iskierka nadzieji ze nasze pisanie pozwoli ta osobe zmienic,banujac zabieramy mu szanse nauki.
          Coz niektorzy ucza ze ,milosc ,jednosc,nadzieja,sumienie to slowa kturych nie powinno sie urzywac ,czy biora pod uwage ze tracac slowa traca tez te uczucia.Najczesciej jesli mowisz prawde jak myslisz ,banuja Cie albo probuja robic wariatem -swiadczy tylko o braku inteligencji ,na nic wiecej nie stac ICH.Banowanie pokazanie swej mocy w stosunku do innych ,ale nie inteligencji.Przepraszam ze tak haotycznie .Gdziesz ta Harmonia sie zawieruszyla.

          • margo0307 pisze:

            „..banowanie nic nie daje,…”

            Zgadzam się z Siolą🙂
            _________________
            „…Gdzież ta Harmonia sie zawieruszyla ”

            Nigdzie się NIE zawieruszyła – jest w NAS… 🙂

            Właśnie „wróciłam z podróży”…, króciutkiej, cudownej podróży…❤

            Stałam na brzegu urwiska… Spoglądnęłam w dół i ujrzałam GO…
            Płynął wartko, spieniając się srebrzyście co chwilę…
            Ogromny…
            Czułam respekt, ale przemożna ciekawość była tak silna, że bladły przy niej wszelkie inne odczucia…
            STRUMIEŃ, skrzył się srebrzyście w promieniach ŚWIATŁA…
            Obejrzałam się za siebie i ujrzałam ICH…
            Tyle uśmiechniętych, pełnych życzliwości twarzy…
            Kocham Was Moja RODZINO… Uczucie Miłości wypełniło mnie po brzegi tak, że nie byłam w stanie go w sobie zatrzymać…, wylewało się ze mnie i smużkami otaczało każdego z NICH…
            Patrzyli jak szykuję się do skoku… Jedni z tęsknotą machali mi na pożegnanie…, inni z rodzącą się już nadzieją na.. powitanie…
            Przez chwilę uczułam niepewność…, ale już w następnej chwili – podniecenie, radość i ciekawość znowu całkowicie mnie wzięły w swe objęcia…
            Jeszcze raz odwróciłam głowę w ICH stronę i posłałam ciepły uśmiech…
            Do zobaczenia Kochani…🙂❤
            Mocno, z całych sił odbiłam się sprężyście od urwiska i poszybowałam w dół skrzącej się, wzburzonej Rzeki Życia… 🙂

  24. tk pisze:

    Jestem kłamczuchem.😀

  25. Dawid56 pisze:

    Czy Świat oszalał czy my?

    „..wiem ze ja nie zmienie swiata..”

    Jeśli tak będziesz myślał i zgodnie z tym myśleniem mówił i postępował to masz jak w banku😉 że tak właśnie będzie…
    – co to jest świat ?
    – kto tworzy świat ?
    Wszyscy razem i każdy z nas z osobna – tworzymy swoje małe światy😉 które łącząc się tworzą nasz wspólny „wielki” świat…”
    Zgadzam się z Tobą Margo w całej rozciągłości
    To My jesteśmy Światem i My jesteśmy tez Wszechświatem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s