Wiara czyni cuda.

Uwierzyłeś , bo mnie ujrzałeś, błogosławieni którzy uwierzyli, a nie widzieli. Twoja wiara Cię uzdrowiła – to słowa Jezusa. Człowiek głęboko wierzący w Opatrzność Bożą też potrafi czynić cuda. Zdarza się ,że jeśli pacjent wierzy, że wyzdrowieje to się dzieje, a jeśli powątpiewa to nie będzie mu to dane. Jeśli zaufa Bogu i odda mu się całym umysłem i sercem to Bóg go nie opuści w potrzebie.

Jogananda też doświadczył tej miłości i opieki Bożej w czasie podróży ze swoim przyjacielem do Brindabanu bez pieniędzy. Jogananda godząc się jednak na próbę całkowicie zaufał Bogu.Tę podróż bez pieniędzy opisuje w „Autobiografii jogina”.

Podróż dwóch chłopców bez pieniędzy do Brindabanu

– Dobrze by ojciec zrobił, gdyby cię wydziedziczył, Mukunda! Jakiś ty głupi, że odrzucasz swe życie! – Kazanie mego najstarszego brata szturmowało moje uszy.
Dżitendra i ja, prosto z pociągu (to tylko przenośnia, nie byliśmy jeszcze pokryci pyłem) przybyliśmy właśnie do domu Ananty, który niedawno przeniósł się z Kalkuty do starożytnego miasta Agry. Brat był buchalterem nadzorczym Departamentu Robót Publicznych Rządu.
– Wiesz dobrze, Ananto, że szukam tylko mego Ojca Niebieskiego.
– Najpierw pieniądze: Bóg może przyjść później! Któż to wie? Życie może trwać zbyt długo.
– Najpierw Bóg; pieniądz jest Jego niewolnikiem! Kto wie? Życie może być zbyt krótkie.
Odpowiedź moja była tylko wyrazem nastroju chwili i nie wyrażała żadnego przeczucia. (A jednak los niewiele lat wyznaczył Anandzie; w kilka lat później59 odszedł do kraju, w którym banknoty nie zajmują ani pierwszego, ani ostatniego miejsca).
– To zapewne mądrość wyniesiona z pustelni! Widzę jednak, że rozstałeś się z Benares. – Oczy Ananty zabłysnęły z nieukrywaną satysfakcją. Miał nadzieję, że zwinę swe skrzydła w rodzinnym gnieździe.
– Mój pobyt w Benaresie nie był bezowocny! Znalazłem tam wszystko, za czym tęskniło moje serce! Możesz być pewny, że to nie jest twój pandita lub jego syn!
Ananta zaśmiał się razem ze mną na to wspomnienie; musiał się zgodzić, że „jasnowidzący” w Benaresie, którego wybrał, był krótkowzroczny.
– Jakież masz plany, mój wędrowny bracie?
– Dżitendra namówił mnie na wyjazd do Agry, spragniony zobaczyć tam piękno Tadż Mahalu60 – wyjaśniłem. – Potem udajemy się do mego niedawno znalezionego guru, który ma pustelnię w Serampore.

Ananta zatroszczył się uprzejmie o nasze wygody. Kilka razy w ciągu tego wieczoru zauważyłem, że jego oczy zatrzymały się na mnie z namysłem.
„Znam to spojrzenie!” – pomyślałem. „Szykuje się spisek”. Wszystko się wyjaśniło nazajutrz podczas pierwszego śniadania.
– Zatem czujesz się całkowicie niezależny od majątku ojca. – Spojrzenie Ananty było całkiem niewinne, gdy zarzucał tę wędkę z haczykiem w wyniku wczorajszej rozmowy.
– Jestem świadomy swej zależności od Boga.
– Słowa są tanie! Życie cię dotąd oszczędzało! Ładnie byś wyglądał, gdybyś musiał oczekiwać pożywienia i opieki od Niewidzialnej Ręki! Wnet byś zaczął żebrać po ulicach!
– Nigdy! Nigdy bym nie zaufał przechodniowi zamiast Bogu! On ma tysiąc innych sposobów oprócz miseczki żebraczej na okazanie pomocy człowiekowi!
– To frazesy! Przypuśćmy, że zaproponowałbym poddanie próbie twojej chełpliwej filozofii w realnym, materialnym świecie.
– Czy miałbym się zgodzić? Czyżbyś chciał ograniczyć Boga do tego spekulatywnego świata?
– Zobaczymy, dam ci dzisiaj sposobność rozszerzenia twoich lub potwierdzenia moich poglądów! – Ananta zatrzymał się w tym dramatycznym momencie, a potem mówił dalej powoli i poważnie:
– Proponuję, abyś razem ze swym przyjacielem Dżitendrą pojechał dziś rano do niedalekiego miasta Brindabanu. Nie możesz zabrać ze sobą ani jednej rupii; nie możesz nikogo prosić o pożywienie ani o pieniądze; nie możesz też nikomu wyjawiać swego trudnego położenia; nie możesz też w Brindabanie głodować, nie jeść ani tam pozostać. Jeżeli wrócicie tu do mego domu przed godziną dwunastą w nocy, nie złamawszy żadnego z warunków próby, będę najbardziej zdumionym człowiekiem w Agrze!
– Przyjmuję to wyzwanie! – Nie było żadnego wahania w mych słowach ani w mym sercu. Miałem we wdzięcznej pamięci przykłady szybkiej pomocy: moje wyleczenie ze śmiertelnej choroby dzięki zwróceniu się do portretu Lahiri Mahasayi, żartobliwy dar dwóch latawców dla Urny na dachu domu w Lahore, amulet darowany w chwili mego zniechęcenia, decydująca wiadomość poprzez nieznanego sadhu w Benaresie zewnątrz ogrodzenia domu filozofa, wizja Boskiej Matki i Jej wspaniałe słowa miłości, jej szybka odpowiedź na prośbę Mistrza Mahasayi w momencie mego dziecinnego przygnębienia, pomoc, która zmaterializowała mój dyplom szkoły średniej; ostatni dar, mój żywy Mistrz, wymarzony w ciągu całego życia! Nigdy, żadną miarą nie mógłbym się zgodzić, że moja „filozofia” nie wytrzyma surowej próby walki na twardym gruncie ziemi!
– Twoja gotowość każe mi ufać tobie. Odprowadzę was zaraz do pociągu. – Ananta zwrócił się do stojącego z otwartymi ustami Dżitendry: – Musisz pojechać razem z nim jako świadek i, co bardzo prawdopodobne, jako ofiara!
W pół godziny później Dżitendrą i ja znaleźliśmy się w posiadaniu biletów w jedną stronę na naszą nieoczekiwaną podróż. Schroniliśmy się w ustronnym zakątku stacji. Ananta przekonał się wnet z zadowoleniem, że nie mamy przy sobie żadnych ukrytych skarbów; nasze skromne dhoti61 nie ukrywało nic ponad to, co było konieczne.
Gdy sprawa wiary wkroczyła w poważną dziedzinę finansów, mój przyjaciel odezwał się z protestem: – Ananta, daj mi na wszelki wypadek jedną lub dwie rupie, abym mógł do ciebie zatelegrafować w razie niepowodzenia.
– Dżitendrą – krzyknąłem zdecydowanie – nie ma mowy o jakimkolwiek sprawdzianie, jeżeli weźmiesz dla asekuracji jakieś pieniądze!
– Można być trochę spokojniejszym, gdy się ma parę monet – Dżitendrą nie powiedział już słowa więcej, gdy spojrzałem na niego poważnie.
– Mukunda, nie jestem bez serca. – W głosie Ananty zabrzmiał ton pokory. Być może, iż ruszyło go sumienie z powodu wysyłania dwóch niewypłacalnych chłopców do obcego miasta, a może z powodu jego religijnego sceptycyzmu. – Jeśli przez przypadek lub łaskę przejdziesz szczęśliwie przez próbę Brindabanu, poproszę cię, abyś mnie wtajemniczył jako swego ucznia.
Obietnica była niezwykła, jeśli się weźmie pod uwagę wyjątkowe okoliczności. Najstarszy syn w hinduskiej rodzinie rzadko skłania głowę przed swym młodszym bratem; należy mu się szacunek i posłuszeństwo jako drugiej osobie po ojcu. Nie było jednak czasu na moją odpowiedź, pociąg właśnie odjeżdżał.
Dżitendrą trwał w smutnym milczeniu, gdy tymczasem pociąg posuwał się mila za milą. Wreszcie poruszył się i pochylając się ku mnie uszczypnął mnie boleśnie:
– Nie widzę żadnego znaku, że Bóg zamierza dostarczyć nam najbliższego posiłku!
– Bądź spokojny, niewierny Tomaszu! Pan współdziała z nami.
– Czy nie mógłbyś sprawić, abym się pocieszył? Już przymieram z głodu na samą myśl o tym, co nas czeka. Opuściłem Benares, aby zobaczyć mauzoleum Tadż, a nie żeby znaleźć się we własnym.
– Głowa do góry, Dżitendro! Czyż nie widać pierwszych zarysów świętych miejsc w Brindabanie?62
– Głęboko cieszę się na myśl, że będę stąpał po ziemi uświęconej stopami Pana Kriszny.
Otwarły się drzwi do naszego przedziału i wsiadło dwóch mężczyzn. Najbliższa stacja miała być ostatnią.
– Młodzi chłopcy, czy macie przyjaciół w Brindabanie? – Siedzący naprzeciw mnie obcy człowiek objawiał zadziwiające zainteresowanie.
– To nie pańska sprawa – szorstko odparłem.
– Zapewne uciekliście od swych rodzin pod czarem „Złodzieja serc!” Ja też mam pobożne usposobienie. Uważam za mój obowiązek dopilnować, abyście otrzymali pożywienie i schronienie przed tym przemożnym upałem.
– Nie, panie, proszę nas zostawić. Jest pan bardzo uprzejmy, ale myli się pan biorąc nas za uciekinierów z domu.
Nie było czasu na dalszą rozmowę; pociąg stanął. Gdy Dżitendra i ja wyszliśmy na peron, nasi przygodni towarzysze ujęli nas za ręce i wezwali dorożkę konną.
Wysiedliśmy przed okazałą pustelnią, położoną wśród wiecznie zielonych drzew dobrze utrzymanego ogrodu. Dobroczyńcy nasi byli tutaj najwyraźniej znani, uśmiechnięty młodzieniec wprowadził nas bez pytania do salonu. Zostaliśmy niebawem przedstawieni starszej pani o dostojnej postawie.
– Gauri Ma, książęta nie mogli przybyć – mówił jeden z naszych towarzyszy do gospodyni aszramy. – W ostatniej chwili plany ich zostały pokrzyżowane, przesyłają wyrazy głębokiego żalu. Przywieźliśmy jednak dwóch innych gości. Gdy tylko spotkałem się z nimi w pociągu, poczułem do nich głęboką sympatię jak do czcicieli Pana Kriszny.
– Do widzenia, młodzi przyjaciele. – Nasi dwaj znajomi skierowali się do drzwi. – Spotkamy się jeszcze, jeśli Bóg zechce.
– Witam was w naszej aszramie – Gauri Ma uśmiechała sif macierzyńsko do swych nieoczekiwanych pupilów. – Nie mogliści6 przybyć w lepszy dzień. Oczekiwałam dwóch królewskich opiekunów naszej pustelni. Cóż by to był za wstyd, gdyby się nie znalazł nikt, kto by mógł ocenić przygotowane przeze mnie potrawy!
Te dodające apetytu słowa wywarły zgubny wpływ na Dżitendrę: wybuchnął płaczem. Perspektywa, której się obawiał w Brindabanie, okazała się królewskim przyjęciem, potrzeba nagłego przeskoku myślowego była dla niego zbyt trudna. Gospodyni nasza spojrzała na niego z umiarkowanym zainteresowaniem: widocznie była chyba przyzwyczajona do młodzieńczych wyskoków.
Zapowiedziano obiad. Gauri Ma poprowadziła nas do jadalni, w której rozchodziły się zapachy przypraw. Sama zniknęla w przyległej kuchni.
Przewidywałem tę chwilę. Wybrawszy odpowiednie miejsce w anatomii Dżitendry uszczypnąłem go solidnie w odwet za uszczypnięcie mnie w pociągu.
– Niewierny Tomaszu! Pan działa – nawet się spieszy.
Gospodyni wróciła z punkhą i równomiernie wachlowała nas na wschodni sposób, podczas gdy my siedzieliśmy przykucnięci na ozdobnych siedzeniach z koców. Uczniowie aszramy przechodzili tam i z powrotem ze trzydzieści razy. Był to nie „obiad”, lecz „wystawna uczta”. Od momentu pojawienia się na tej planecie nigdy dotąd ani Dżitendra, ani ja nie kosztowaliśmy takich przysmaków.
– Potrawy rzeczywiście godne książąt, Czcigodna Matko! Co pilniejszego mogli sobie znaleźć wasi królewscy opiekunowie niż przybycie na ten bankiet, nie mogę sobie wyobrazić! Zapisaliście się w naszej pamięci na całe życie!
Związani przez Anantę żądaniem milczenia – nie mogliśmy wyjaśnić miłosiernej pani, że nasze podziękowanie miało podwójne znaczenie. Przynajmniej nasza szczerość była oczywista. Oddaliliśmy się z jej błogosławieństwem i zaproszeniem zachęcającym do ponownego odwiedzenia pustelni.
Upał na ulicy był niemiłosierny. Obaj z moim przyjacielem schroniliśmy się pod wspaniałe drzewo kadamby przy bramie aszramy. Nastąpiły przykre słowa. Dżitendrę ogarnęła raz jeszcze obawa.
– W ładną kabałę się wplątałem: nasz obiad to tylko przypadkowy uśmiech fortuny. Jakże zobaczymy osobliwości tego miasta nie mając ani jednej rupii? I jak sprowadzisz mnie z powrotem do domu Ananty?
– Szybko zapominasz o Bogu, gdy masz żołądek pełny. – Moje słowa zawierały łagodny wyrzut. Jakże krótka jest pamięć łask Bożych u człowieka! Nie ma człowieka, który by nie miał za sobą jakichś spełnionych modlitw.
– Chyba nigdy nie zapomnę mej głupoty, że naraziłem się na takie ryzyko z takim wariatem jak ty!
– Bądź spokojny, Dżitendra! Ten sam Pan, który nas nakarmił, pokaże nam Brindaban i zapewni też powrót do Agry.
Drobny młody człowiek o przyjemnej powierzchowności zbliżył się do nas szybkim krokiem. Stanął pod drzewem i pochylił się przede mną:
– Drogi przyjacielu, ty i twój towarzysz jesteście z pewnością tutaj obcy. Proszę pozwolić mi przyjąć was jako gości i być waszym przewodnikiem.
Dla Hindusa jest niemal niemożliwe zblednąć, ale twarz Dżitendry nagle poszarzała jak u chorego. Uprzejmie odmówiłem.
– Chyba mnie pan nie odpędził? – W innych okolicznościach zatrwożenie tego obcego człowieka byłoby komiczne.
– Dlaczego nie?
– Jesteś moim guru – oczy jego szukały moich z zaufaniem. – Podczas mego południowego nabożeństwa ukazał mi się błogosławiony Pan Kriszna. Ukazał mi dwie opuszczone postacie pod tym właśnie drzewem. Jedna z nich miała twoją twarz, mój mistrzu! Często widywałem ją w medytacji! Jakaż byłaby to dla mnie radość, gdybyście przyjęli moje skromne usługi!
– I ja również jestem zadowolony, że mnie znalazłeś. Ani Bóg, ani ludzie nas nie opuścili! – chociaż zostałem zewnętrznie niewzruszony, uśmiechając się tylko do przejętej twarzy przede mną, w głębi swej istoty dziękowałem Bogu na kolanach.
– Drodzy przyjaciele, czy nie zaszczycicie mego domu swymi
odwiedzinami?
– Jesteś uprzejmy, lecz plan ten jest niewykonalny. Już jesteśmy
gośćmi mego brata w Agrze.
– To przynajmniej pozwólcie mi zwiedzić Brindaban razem
z wami.
Chętnie się zgodziłem. Młody człowiek, który powiedział nam, że nazywa się Pratap Chatterji, wynajął powóz. Zwiedziliśmy świątynię Madanamohana i inne przybytki Sri Kriszny. Noc zapadła, gdy jeszcze odprawialiśmy swe nabożeństwo w świątyni.
– Przepraszam na chwilę, kupię sandesz. – Pratap wszedł do sklepu w pobliżu stacji kolejowej. Dżitendra i ja wałęsaliśmy się bez celu po szerokiej ulicy, teraz pełnej ludzi, bo powietrze się nieco ochłodziło. Przyjaciel nasz był przez pewien czas nieobecny, lecz w końcu powrócił, niosąc w darze wiele słodyczy.
– Proszę, pozwólcie mi spełnić tę religijną przysługę. – Pratap uśmiechał się przepraszająco, trzymając w rękach plik banknotów i dwa właśnie zakupione bilety do Agry.
W głębi mego serca wyraziłem wdzięczność dla Niewidzialnej Ręki za zgotowane nam przyjęcie. Czyż wykpiona przez Anantę, nie okazała hojności ponad konieczność?
– Pratap, nauczę cię Kriya-jogi Lahiri Mahasayi, największego jogina ostatnich czasów. Jej technika będzie twoim guru.
Wtajemniczenie dokonało się w ciągu pół godziny. – Krija jest twym czintamani64 – powiedziałem nowemu uczniowi. – Technika, która, jak widzisz, jest prosta, ucieleśnia sztukę przyspieszenia duchowej ewolucji. Święte księgi hinduskie nauczają, że wcielające się „ego” potrzebuje miliona lat na wyzwolenie się od mayi. Ten naturalny okres można wybitnie skrócić z pomocą Kriya-jogi. Podobnie jak Jagadis Chandra Bose dowiódł, że można znacznie przyspieszyć wzrost rośliny, tak również z pomocą wiedzy wewnętrznej można przyspieszyć rozwój psychologiczny człowieka. Wypełniaj wiernie swe ćwiczenia, a zbliżą cię one do Guru wszystkich guru.
– Jestem szczęśliwy, że znajduję od dawna poszukiwany klucz do jogi – mówił Pratap z zadumą. – Jej działanie, rozkuwające kajdany moich zmysłów, wyzwoli mnie do życia w wyższych sferach. Dzisiejsza wizja Pana Kriszny może oznaczać tylko moje najwyższe dobro.
Siedzieliśmy chwilę w pełnym zrozumienia milczeniu, a potem powoli poszliśmy na stację kolejową. Przepełniała mnie radość, gdy wsiadałem do pociągu, lecz dla Dżitendry był to dzień do płaczu.
Mojemu pełnemu miłości pożegnaniu z Pratapem towarzyszyło tłumione łkanie obu mych przyjaciół. W czasie jazdy koleją zalała Dżitendrę jeszcze raz fala smutku. Tym razem nie w obronie siebie, lecz przeciw sobie.
– Jakże płytka jest moja wiara! Serce moje było z kamienia! Nigdy już w przyszłości nie będę wątpił w opiekę Boga!
Zbliżała się północ. Dwóch „kopciuszków” wysłanych w świat bez grosza weszło do sypialni Ananty. Twarz jego wyrażała najwyższe zdumienie. W milczeniu zasypałem stół rupiami.
– Dżitendra, powiedz prawdę! – Ton Ananty był żartobliwy. – – Czy ten młodzik nie gra komedii?
W miarę jednak jak rozwijało się opowiadanie, brat mój poważniał, a potem stał się uroczysty.
– Prawo popytu i podaży sięga do subtelniejszych niż przypuszczałem dziedzin – Ananta mówił z uduchowionym zapałem, którego nigdy przedtem u niego nie widziałem. – Po raz pierwszy rozumiem twoją obojętność na powszednie dobra świata.
Późno już było, lecz brat nastawał, abym mu udzielił dikszy (inicjacji) w krija-jodze. „Guru” Mukunda musiał w tym jednym dniu wziąć na siebie odpowiedzialność za dwóch nieszukanych uczniów.
Następnego dnia jedliśmy śniadanie w harmonii, jakiej nie było dzień przedtem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, Ezoteryka, Świadomość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Wiara czyni cuda.

  1. Maria_st pisze:

    Jeśli zaufa Bogu i odda mu się całym umysłem i sercem to Bóg go nie opuści w potrzebie.

    hmm to dlaczego mowi sie ze człowiek jest kowalem swego losu .
    Uważam ze sobie nalezy zaufac……

  2. margo0307 pisze:

    „…Jakże krótka jest pamięć łask Bożych u człowieka!
    Nie ma człowieka, który by nie miał za sobą jakichś spełnionych modlitw…”

    Dziękuję Dawidzie za ten piękny wpis z „Autobiografii jogina”.
    Słowa, które wyżej zacytowałam dokładnie odzwierciedlają – może… nie nazbyt piękne ale trafne powiedzonko:
    „jak bida to do żyda, jak po bidzie mam cię w d… żydzie”
    Wiele razy się z takim zachowaniem spotkałam niestety…😦
    * * *
    „… to dlaczego mowi sie ze człowiek jest kowalem swego losu…”

    Bo to jest prawda🙂
    Człowiek o niezachwianej wierze, bez względu na to, w co wierzy – jest kowalem swego losu i sam go wykuwa ale…
    Strach, lęk czy jakiekolwiek ziarno wątpliwości w sercu człowieka potrafi skutecznie zniweczyć wszelką wiarę 😉
    Wszyscy w COŚ wierzymy i wierzymy w to, w co chcemy wierzyć.
    Nikt nas nie zmusi byśmy w coś uwierzyli…
    My po prostu wierzymy albo nie ! ale zawsze jest to nasz wybór.
    Tyle tylko, że nie zawsze wiara uczyni cud 🙂
    Nasza wiara – w cokolwiek – nie uczyni żadnego cudu, jeśli wierząc w coś, jednocześnie odczuwamy lęk…, bo lęk, obawa czy wątpliwość zawsze wygra „pojedynek” z wiarą, z uwagi na to, że jest jedną z najsilniej oddziałujących emocji na naszą psychikę, nawet wówczas kiedy wierzymy w coś na 99% a tylko 1% stanowi lęk czy wątpliwość – to i tak lęk zwycięży 🙂
    Wiara czyni cuda tylko wówczas, gdy na 100% jesteśmy pewni tego w co wierzymy…

    Jogananda celnie to ujął:
    „…Nie było żadnego wahania w mych słowach ani w mym sercu.
    Miałem we wdzięcznej pamięci przykłady szybkiej pomocy…” 🙂

    • Dawid56 pisze:

      Tak , nie może być żadnego wahania i jak słusznie napisałaś Margo, że wszelki lęk zakłóca ów Cud , który ma się zdarzyć😦

  3. Mezamir pisze:

    Naukowcy dogonili matkę naturę i stworzyli najgroźniejszą odmianę słynnego wirusa H5N1, która potrafi przechodzić z człowieka na człowieka. Zdążyli nawet pochwalić się swoim osiągnięciem i je wytłumaczyć, po czym subtelnie zamknięto im usta. Rząd Stanów Zjednoczonych wymusił, by produkcja wirusa była tajna. Żadnych informacji, żadnych konkretów, żadnych podpowiedzi. W niepowołanych rękach wirus mógłby się stać bronią skuteczniejszą od konwencjonalnej.

    http://www.tvn24.pl/-1,1740576,0,1,smiertelny-wirus-utajnili-badania,wiadomosc.html

    W USA stworzono wirusa grypy, który jest zdolny zabić całą ludzkość

    Pracując w laboratorium ze względnie niskim drugim poziomem bezpieczeństwa biologicznego, mało znany profesor Yoshihiro Kawaoka z University of Wisconsin-Madison stworzył szczep wirusa grypy, który jest w stanie całkowicie ignorować system immunologiczny człowieka. Nowy, zmodyfikowany genetycznie wirus oparty jest na żałośnie sławnym H1N1.

    Większość ludzi na dzień dzisiejszy posiada już pewną odporność na wirusa H1N1, który obecnie jest uważany za stosunkowo niewielkie ryzyko. Kawaoka genetycznie zmodyfikował tego wirusa – tak, aby mógł on „uniknąć” naszych przeciwciał. To sprawia, że układ odpornościowy człowieka – i całej ludzkości jako całości – nie jest w stanie oprzeć się wirusowi w przypadku pandemii.

    Wyniki badań nie są dostępne publicznie, jednak niektórzy naukowcy, którzy mieli możliwość zapoznania się z nimi, są przerażeni potencjałem sztucznego wirusa. Profesor Kawaoka jest gotowy do przedstawienia wyników w czasopiśmie naukowym. Według niego, eksperyment jest przeznaczony „do monitorowania zmian w obronie immunologicznej przy zastosowaniu zmodyfikowanego szczepu wirusa H1N1 w 2009 roku, w celu udoskonalenia opracowania szczepionek”.

    Miejscem badań był Instytut Badania Grypy w Madison. Instytut posiada trzeci poziom bezpieczeństwa biologicznego – o jeden poziom niższy niż laboratoria, które prowadzą badania wirusa gorączki Ebola. Jednak Kawaoka stworzył swój wirus w laboratorium o drugim poziomie bezpieczeństwa biologicznego.

    University of Wisconsin „zapewnia, że prace były w pełni bezpieczne, a wirus nie miał możliwości opuszczenia murów laboratorium”, w międzyczasie, w podobnym laboratorium rządowym w Centrum Kontroli i Profilaktyki Chorób w Atlancie o wyższym – trzecim poziomem bezpieczeństwa biologicznego – całkiem niedawno co mniej 75 pracowników laboratorium zaraziło się wąglikiem.

    Przypominamy, że 2 lutego 2012 roku Kierownik Narodowej Rady Naukowej dla bezpieczeństwa biologicznego USA Paul Keim powiedział, że w laboratoriach kontrolowanych przez żydokrację w Holandii i USA stworzono szczególnie niebezpiecznego wirusa ptasiej grypy, publikacje o którym zostały zakazane: „Potencjał wirusa H5N1 jest tak wielki, że ja nie mogę sobie wyobrazić, do czego jeszcze jest on zdolny.” P. Keim powiedział, że obecnie ptasia grypa – stanowi główne zagrożenie dla przetrwania ludzkości. Zabija on połowę zainfekowanych osób, a śmiertelność jest znacznie wyższa niż przy wspomnianej przez nas wyżej „hiszpanki” w 1918-1919 roku. Urząd poprosił dwóch wiodących naukowców czasopisma Nature i Science, aby nie publikowali wyników badań. Rada Bezpieczeństwa wyjaśniła swoją decyzję tym, że te dwa stworzone szczepy mogą wpaść w ręce bioterrorystów.

    Społeczność naukowa i polityczna apeluje do naukowców, aby zniszczyli niebezpieczne szczepy. Obrońcy eksperymentatorów osłaniają szczególnie niebezpieczne eksperymenty tłumacząc się tym, że „szczepy laboratoryjne jakoby nie są prawdopodobnie w stanie przeżyć w środowisku naturalnym”.

    Tymczasem czołowi rosyjscy specjaliści przypominają, że „wirus – to najtańszy rodzaj broni masowego rażenia”

    Ideologiczne potwierdzenie tych planów można znaleźć w Talmudzie: „Gdybyśmy my ich nie potrzebowali (kto nie studiuje Talmudu), dla handlu, to już dawno zabilibyśmy wszystkich” (XIV Pesachim, 22b). Dziś, kiedy pieniądze utraciły swą wartość (brak pokrycia np. w złocie lub in. towarach; ros. – товарностное наполнение – od tłum.), stając się wirtualnymi zapisami w komputerze, a pojawiła się możliwość automatyzacji wielu procesów produkcyjnych, globalna żydokracja uczepiła się „problemu przeludnienia” planety. Tak, na przykład, znany ze swego niepohamowanego języka książę Filip, mąż Elżbiety II, wygadał się:

    „Gdybym mógł się przeistoczyć, to chciałbym powrócić na ziemię jako wirus – zabójca, aby zmniejszyć populację ludzką.”

    communitarian.ru/novosti/medicina/v_ssha_sozdali_novyy_virus_grippa_kotoryy_sposoben_polnostyu_ubit_chelovechestvo_09072014/

    Tłumaczył Janusz Sielicki

    13.7.2014 r.

    • Maria_st pisze:

      no coment

    • margo0307 pisze:

      „..Dziś, kiedy pieniądze utraciły swą wartość(…) globalna żydokracja uczepiła się „problemu przeludnienia” planety…”

      Można by powiedzieć: wszystko idzie zgodnie z planem😉 , bo na ten przykład już w latach‘80-tych rabin Chabad Lubawicz Boaz Kelly wzywał armię izraelską do masakry cywilów w Libanie:
      „Śmierć albo przyjęcie Prawa Noachickiego”…
      A dzisiaj ? – dzisiaj pan Putin wprowadza Prawa Noachickie w życie, w których posłuszeństwo dla władzy żydowskiej jest pierwszym przykazaniem dla Noachitów. 😀
      „…Nie dziwi więc sierpniowa (2014) wypowiedź rabina Chabad Lubawicz Boaz Kelly’ego:

      „Ci, którzy nie przestrzegają Prawa Noachickiego nie mają prawa istnieć w tym świecie”

      Ostatnim Prawem Noachickim, które będzie wprowadzone będzie zakaz bałwochwalstwa wyrażony jako zakaz czczenia jakiegokolwiek „Boga” poza antychrystem.

      To co z zewnątrz wydaje się być powrotem do wartości chrześcijańskich jest de facto stanowieniem prawa rabinicznego w oparciu o nauki Talmudu.

      Nowy Porządek Świata, ubrany w tradycyjną maskę wartości chrześcijańskich, zostanie przyjęty przez społeczeństwa zmęczone uciążliwą propagandą sodomitów i dewiantów wszelkiej maści…”

      http://wolna-polska.pl/wiadomosci/rosja-wprowadza-prawa-noachickie-2014-10

      • JESTEM pisze:

        I czemu dajecie swoją uwagę, swoją energię? Co zasilacie swoją uwagą i energią – swoimi myślami i słowami?
        No tak… wolna wola…
        Wiara czyni cuda… itp. Nawet…

        „Można by powiedzieć: wszystko idzie zgodnie z planem😉 „

        No jasne.
        A jak ma się do tego:

        „Nowy Porządek Świata, ubrany w tradycyjną maskę wartości chrześcijańskich, zostanie przyjęty przez społeczeństwa zmęczone uciążliwą propagandą sodomitów i dewiantów wszelkiej maści…””

        to, co pisałaś Margo0307 np.:

        „Stosownie do wiary waszej wam się stanie.″

        Więc kto i w co wierzy, a bojąc się czegoś albo potwierdzając coś właśnie to coś realizuje? A te intencje, które w ufności naszej mogłyby się realizować, blokuje.

        To, co wysyłamy, do nas powraca… itp. Jak ECHO…

        Echo miłości
        Rozsypie po niebie noc gwiazd złoty pył
        I księżyc srebrzysty zagości.
        Usłyszę cię, choćbyś o tysiąc był mil.
        My – echo, my – echo.
        My – echo nieziemskiej miłości.

        I dotknę cię, gdzie by nie rzucił mnie los,
        Swym sercem, bo kocham nad życie.
        Miłości odwiecznej przywoła nas głos.
        My – tkliwość, my – tkliwość.
        Tkliwości lustrzane odbicie.

        I nawet za granią, gdzie wieczny trwa czas
        I ciemność całunem okrywa,
        Wiem, nigdy i nikt nie rozłączy już nas.
        My – pamięć, my – pamięć.
        Nas pamięć gwiaździsta ożywia.

        My – echo, my – echo.
        Nas pamięć gwiaździsta ożywia.

        Przekład: Tadeusz Rubnikowicz

        I wersja tej samej piosenki z filmu o Annie German

        • JESTEM pisze:

          I dopełnienie:
          „Człowieczy los”

          Czlowieczy los nie jest bajką, ani snem.
          Czlowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
          Czlowieczy los niesie trudy, żal i łzy.
          Pomimo to można los zmienić w dobry, lub zły.

          Uśmiechaj się,
          do każdej chwili uśmiechaj,
          na dzień szczęśliwy nie czekaj,
          bo kresu nadejdzie czas,
          nim uśmiechniesz się chociaż raz.

          Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata.
          Tęczowym mostem zapłonie nad dniem, co ulata.
          Marzeniom skrzydeł doda, wspomnieniom urody.
          Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody…

          Uśmiechaj się,
          do każdej chwili uśmiechaj,
          na dzień szczęśliwy nie czekaj,
          bo kresu nadejdzie czas,
          nim uśmiechniesz się chociaż raz.

          Uśmiechaj się, uśmiechaj się!

          Anna German – „Człowieczy los” (m. Anna German – sł. Alina Nowak), 1970r.

          UFNOŚĆ CZYNI CUDA…

        • margo0307 pisze:

          „…I czemu dajecie swoją uwagę, swoją energię?
          Co zasilacie swoją uwagą i energią – swoimi myślami i słowami?
          No tak… wolna wola…”

          Mhm… wolna wola kochana JESTEM🙂
          Wiesz…, dzisiaj mam „dziwny dzień”😉 – Dzień STYKU …, rozdwojenia i może jeszcze… Dzień konfrontacji…
          Nie wiem za bardzo jak to ująć bardziej zrozumiale.. ? 😉
          Poza tym… mam się całkiem dobrze🙂 podobnie jak to, co opisuje Dawid:
          „…Święci, którzy rozumieją swą boskość, nawet będąc w ciele, wiedzą o swym podwójnym istnieniu. Starannie wykonują swą ziemską działalność, pozostają jednak pogrążeni w wewnętrznym stanie szczęścia…” 😀
          „Można by powiedzieć: wszystko idzie zgodnie z planem😉 „

  4. margo0307 pisze:

    Czemu Maryś – „no coment” ?
    Rada bym poznać Twoje zdanie na ten temat 🙂

  5. siola pisze:

    Młody pisze:

    10 października 2014 o 10:30

    Wedy Słowiańsko-Aryjskie
    …Czcijcie Rodziców swoich,
    i utrzymujcie ich w starości,
    bo jak wykażecie troskę o nich,
    tak i o was zatroszczą się dziecięta wasze…
    5 (21). Zachowajcie pamięć o wszystkich Przodkach Rodów waszych
    i wasi potomkowie będą pamiętać o was…

    Wedy Słowiańsko-Aryjskie
    http://piotrbein.wordpress.com/2013/07/07/wedy-slowiansko-aryjskie/

    Księga Welesa
    http://www.smakizpolski.com.pl/tajemnica-ksiegi-welesa/4/

    Rody na ziemiach polskich są skażone, zdemoralizowane, brudne, pralnia świadomości pokoleń sięga jakieś 1500 lat wstecz według nieodległej historii.
    https://www.youtube.com/user/rationalatheist100/videos

    Bardzo dużo rodów jest zmarnowanych, gdy córka albo syn żyje z obcokrajowcem innej koloru skóry niż posiada własną.

    Ta cywilizacja jest chora i budowanie rodu na chorych fundamentach przestrzeni zawsze będzie nosić agresję, syf, brud, zgniliznę a potem wszystko łączy się w obrazach ducha i energii w następnych pokoleniach. Lepiej przejrzeć na oczy, oczyści obrazy pra-przodków, kanały, połączenia i strumienie energetyczno-genetyczno-duchowe. Puki brud jest w nas, zawsze będziemy mieli problemy wszelkiej maści a budowana miłość w szambie i bagnie duchowo-energetycznym bardzo szybko traci blask i staje się bezwartościowym i wynaturzonym stanem oślepiającym na następne wcielenia. Prawda jest okrutna i przerażająca.

    Odpowiedz

    Kalina pisze:

    10 października 2014 o 12:53

    Dziekuje Mlody za ten wpis Bardzo mi sie podoba🙂

    Odpowiedz

    Majestic pisze:

    10 października 2014 o 15:32

    Młody, jak zwykle trafiłeś w sedno ,temat bardzo istotny, bo to podwaliny przeszłości i przyszłości Pozdrawiam

    Nic dodac nic ujac,skad my to znamy ,tylko przedtem byly Germany teraz Slowiany ,tylko glosno wolac sieg hei.Ma ten wariat z Riese troche racji ,zaczynaja zmory swoja piesn nienawisci i rasizmu spiewac na nowo ,Nie skura i kosci robia z nas ludzi ,chorej duszy nie naprawi nikt szerzacy nienawisc.Od chore dupki nie wiedza nawet chyba co laczy Inkow ze Gerlachami ,ot mala sprawa pismo wezelkowe ,jak by sie jeden baran z drugim pokapal z Morsem w zimnej wodzie to wiedzial by o co w tej grze chodzi.

    • margo0307 pisze:

      „…Ta cywilizacja jest chora i budowanie rodu na chorych fundamentach przestrzeni zawsze będzie nosić agresję, syf, brud, zgniliznę a potem wszystko łączy się w obrazach ducha i energii w następnych pokoleniach…”

      No, no… ostro powiedziane – cywilizacja jest chora…😉
      A mnie się wydaje, ze cywilizacja jest ” wporzo” 😉 i całkiem zdrowa poza… nielicznymi wyjątkami, które także mają prawo nosić miano Istot Bożych 😉

      Tu przypomina mi się zdanie z readingów Cayce’ego:
      „..Setki tysięcy i miliony dusz, które żyły w Atlantydzie, wcielają się w dzisiejszych czasach, aby kolektywnie przerobić lekcje egoizmu, zniewolenia i destrukcji.
      Są to wszystkie te sprawy, które pozostały nierozwiązane z tamtych czasów…” 😉

      Mona, na swojej stronie tak pisze na temat Edgara Cayce:

      „..Po dwudziestu latach udzielania readingów ratujących zdrowie i życie ludzi nastąpił punkt zwrotny w życiu tego fenomenalnego mistyka.
      Artur Lamers, właściciel drukarni, zaproponował Cayce’mu przeprowadzenie readingów na temat starożytnych cywilizacji i religii oraz astrologii.
      Sesja odbyła się 10 sierpnia 1923 w hotelu w Dayton (Ohio).
      Po przebudzeniu się i przeczytaniu zapisków z readingu, Cayce, który był głęboko religijnym protestantem, co roku czytającym w całości Biblię, przeżył szok.
      Dowiedział się, że będąc w transie, mówił o tym, iż reinkarnacja „nie jest mitem, lecz logicznym, niezaprzeczalnym faktem.”
      Szok ten był tak ogromny, że przez jakiś czas Cayce rozważał skończenie z udzielaniem readingów.
      Jednak pod namową Lamersa, który był przekonany o istnieniu inkarnacji, Cayce zgodził się przeprowadzić jeszcze jeden seans po to tylko, by się dowiedzieć, dlaczego, jeśli inkarnacja jest faktem, nie ma o niej mowy w Piśmie Świętym.
      Ku swemu zaskoczeniu i obecnych na seansie, Cayce wymienił cały szereg wersetów w Biblii, które mówią wprost lub pośrednio o reinkarnacji człowieka.
      Po kolejnych transach uwierzył ostatecznie, że reinkarnacja to nie wymysł fantazji, a z upływem czasu nie tylko udało mu się pogodzić wiarę chrześcijańską z treścią przekazów, jakich dostarczał w stanie hipnozy, ale wręcz dostrzec spójną całość, jaką tworzyły z treściami zawartymi w Biblii…”
      http://monamornak.wordpress.com/2014/03/18/66-edgar-cayce-1877-1945-spiacy-prorok-wizjoner-jasnowidz-diagnosta-zdrowia-i-doradca-duchowy/

  6. siola pisze:

    O jednym zapominaja oswiecency ,ze nie cialo a dusza jest warzna .Mlody jak bedzie mial pecha i urodzi sie nastepnym razem murzynem co bedzie gadal wtedy wyznawca odwruconego slowa .Jedna nadzieja w tym ze Przodkowie nie beda wszystkich osadzac na miare takich jak mlody itp bo zastosuja nam rzeczywiscie nowy holokaust Nie wazne jakie cialo masz wazne co za dusza wcieli sie w nie,debile Maja roznr kolory skury i nic tego nie zmieni ,bo trzeba jatrzyc po obu stronach barykady.Ludziom pozostalo pozbyc sie barykad i nie zapominac ze na cudzym sie nie wzbogaca .Wierze ze nadejdzie dzien oczyszczenia z marasu jaki zasial sie na tej pieknej ziemi,i nie ucierpi nikt sprawiedliwy i prawdomowny.Nie zapominajcie klamcy ,Prawda boli!

  7. Dawid56 pisze:

    Człowiek „składa się” z dwóch zasadniczych części (poza ciałem oczywiście) z duszy i umysłu.Umysł związany jest z pierwiastkiem boskim, a dusza związana jest z pierwiastkiem życia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s