„Mistrz i Małgorzata” – wizyta Wolanda (Szatana) na Ziemi

Michaił Bułhakow urodził się w Kijowie w 1891 roku, a zmarł 10 marca 1940 roku. Jego dzieło „Mistrz i Małgorzata” to prawdziwy bestseller tłumaczony na wiele języków. W powieści tej, w pierwszych rozdziałach, są zaprezentowane dwa wątki. Pierwszy to rozmowa literatów na temat historyczności Jezusa, przerwania ich rozmowy przez Wolanda (Szatana) , który twierdził że był podczas przesłuchania Jezusa przez Poncjusza Piłata, rozważania przez literatów i Wolanda(Szatana) tematu przeznaczenia i słynnego zdania Wolanda o Anuszce, która kupiła już olej słonecznikowy. Drugi wątek to przesłuchanie Jeszui Ha-Nocri przez hegemona prokuratora Judei, próba jego ułaskawienia, jednak w wyniku dodatkowych okoliczności skazania go na karę śmierci. Z dalszych stron powieści dowiadujemy się o celu wizyty Wolanada (Szatana) w Moskwie w okresie międzywojennym. Woland zapytał się w pewnym momencie swojego współpracownika: Czy ludzkość się zmieniła od jego ostatniej wizyty paręset lat temu. Otrzymał odpowiedź, że oczywiście są takie różne maszyny i pod względem ubioru. Woland odpowiedział, że nie o to chodzi, chodzi o to czy ludzkość zmieniła się wewnętrznie, czy stała się lepsza? Niestety otrzymał odpowiedź ,że nie. Pamiętajmy mamy lata 19332 -1940 kiedy Bułhakow napisał „Mistrza i Małgorzatę”. Za rok wybuchnie wojna w Rosji Radzieckiej, która zostanie potem nazwana „Wielką Wojna Ojczyźnianą” –Bułhakow tego nie doczekał, ale czy nie przewidział jej w pewien sposób?
Mistrz napisał powieść o Poncjuszu Piłacie, natomiast Małgorzata została wiedźmą. Dla Mistrza, którego pokochała gotowa była zaprzedać swoją duszę nawet Szatanowi.Z końcowych stron powieści dowiadujemy się ze Jezus zaproponował Szatanowi aby wziął do siebie zarówno Mistrza i Małgorzatę, aby zapewnił im wieczny spokój.

-Nie zamierzam z tobą dyskutować, stary sofisto-odparł Mateusz Lewita
-Nie możesz ze mną dyskutować, z powodu, o którym już wspomniałem, albowiem jesteś głupi-odpowiedział Woland i zapytał – No, mów krótko i nie zawracaj mi głowy. Po coś tu przyszedł?
-On mnie przesyła
-Cóż Ci polecił przekazać, niewolniku?
-Nie jestem niewolnikiem-odpowiedział coraz bardziej rozwścieczony Mateusz Lewita-Jestem jego uczniem.
-Mówimy, jak zawsze różnymi językami-powiedział Woland- Ale rzeczy ,o których mówimy, nie ulegną od tego zmianie, prawda?
-On przeczytał utwór mistrza – zaczął mówić Mateusz Lewita- prosi cię, abyś zabrał mistrza do siebie i w nagrodę obdarzył go spokojem. Czyż trudno ci to uczynić, duchu zła?
-Nic dla mnie nie jest trudne- odpowiedział Woland- i ty dobrze o tym wiesz-Milczał przez chwilę, po czym dodał- a dlaczego nie weźmiecie go do siebie, w światłość?
-On nie zasłużył na światłość, on zasłużył na spokój- ze smutkiem powiedział Lewita
-Możesz powiedzieć, że zostanie to zrobione- odpowiedział Woland i dodał, a oko mu przy tym błysnęło- I opuść mnie natychmiast
-On prosi, abyście zabrali także tę, która go kochała i która przez niego cierpiała- Po raz pierwszy Lewita zwrócił się do Wolanda błagalnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Ezoteryka, Mistyka, Ostrzeżenie ceremonie, Przeznaczenie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na „„Mistrz i Małgorzata” – wizyta Wolanda (Szatana) na Ziemi

  1. Maria_st pisze:

    Bułhakow tego nie doczekał, ale czy nie przewidział jej w pewien sposób?

    Ten okres gdy powstawała ta powieść ” nasycona ” była niepokojem, wojne sie ” czuło” stad takie pytania o ludzkość i jej wewnetrzne zmiany….po prostu podswiadomośc ukazywala to co nieuchronne jeśli człowiek nie zmieni swojego zachowania.
    Teraz mamy podobnie…..

  2. Maria_st pisze:

    Japonia – Od roku wyłączone są wszystkie reaktory jądrowe, błyskawicznie rozwija się rynek odnawialnych źródeł energii

    Od roku Japonia nie korzysta z energetyki jądrowej. W sumie wyłączono 54 reaktory, które produkowały 30 proc. potrzebnej Japończykom energii elektrycznej. Ale nie ma problemów z jej dostawami. Jest to możliwe, bo w kraju błyskawicznie rozwija się rynek OZE (odnawialnych źródeł energii) – wynika z raportu Greenpeace.
    Katastrofa w Fukushimie zmusiła władze Japonii do zweryfikowania polityki energetycznej kraju. PAP/EPA

    Katastrofa w Fukushimie zmusiła władze Japonii do zweryfikowania polityki energetycznej kraju. PAP/EPA

    15 września 2014 roku mija dokładnie rok od kiedy Japonia nie korzysta z energetyki jądrowej. Ostatnio taki stan odnotowano prawie pół wieku temu. W ostatnich latach wyłączono aż 54 reaktory atomowe, które dostarczały jedną trzecią potrzebnej energii elektrycznej.

    Zielona energia

    Było to możliwe, bo kraj postawił na OZE, czyli odnawialne źródła energii. Według japońskiego Ministerstwa Gospodarki Handlu i Przemysłu w 2013 roku o 134 proc. rok do roku wzrosła ilość energii wyprodukowanej z zielonych źródeł.
    wiecej TU:
    http://losyziemi.pl/japonia-od-roku-wylaczone-sa-wszystkie-reaktory-jadrowe-blyskawicznie-rozwija-sie-rynek-odnawialnych-zrodel-energii

    To cieszy, tylko dlaczego w Polsce chce sie stawiac na energetyke jadrowa?

    • margo0307 pisze:

      „..dlaczego w Polsce chce sie stawiac na energetyke jadrowa?”

      Hmm…, powiedziałabym może tylko tyle, że nie chciałabym dostać takiego kopniaka od Losu jaki zainkasowali Japończycy, co w efekcie – jak widać – wyszło im na dobre…bo kraj postawił na OZE, czyli odnawialne źródła energii…
      Cóż, może wszystko jeszcze przed nami jeśli… się nie opamiętamy😉

  3. Ktoś pisze:

    „Z dalszych stron powieści dowiadujemy się o celu wizyty Wolanada (Szatana) w Moskwie w okresie międzywojennym. Woland zapytał się w pewnym momencie swojego współpracownika: Czy ludzkość się zmieniła od jego ostatniej wizyty paręset lat temu. Otrzymał odpowiedź, że oczywiście są takie różne maszyny i pod względem ubioru. Woland odpowiedział, że nie o to chodzi, chodzi o to czy ludzkość zmieniła się wewnętrznie, czy stała się lepsza? Niestety otrzymał odpowiedź ,że nie. ”

    – jak odpowiedź na to pytanie zabrzamiała by obecnie?

    Oh, ach, ech, ich … jesteśmy tacy wspaniali, jesteśmy tak „doświetlewni, że niemalże tak swietliści jak sam bug”…., nie?

    A najbardziej zabawne jest to iż Woland wcale nie musiał o to nikogo pytać bo też umie bezproblemowo czytać w ludzkich Duszach, są one bowiem jego. Zdziwka nie? ;D

    Wydaje się wam iz „zdobyliście planszę” a nie przeszliście nawet „krzaków i bajora” z pierwszego pola. Nie rozumiecie związków miedzy tymi istotami reagując wyuczonym lękiem. Nawet MB w jakim pokładam bardzo duże nadzieje dał się uwieść 1 kotarze (nie wspomijając o jakichś „cyckach”).😀

    A ogólnie to mam bękę bo to co odczuwacie w swoich sercach to też zewnętrzna magia ….
    Te wszyskie „rozzanielenia” to i tak tylko upominające szczekanie pasterskiego wilka. Tylko to i nic więcej. MAJA. MIRAŻ.

    Nie ma łatwego wyjscia z Iluzji starszej niż Wszechświat. Tym bardziej błakając się bez planu po kolejnych jej sceneriach jak w Cube. Z tej GRY tylko jedna droga prowadzi na zewnątrz. Ta o jakiej już pisałem…..

    ta z PRAWIDŁOWYM KODEM do wyjścia, niach, niach, niach……;)

    Jeśli mnie intuicja nie zawodzi to macie aż 4 miesiące na znalezienie wyjścia. Potem może już nic być takie jak dawniej. Czerwona Kahina wam zatańczy …. taniec waszych najskrytszych marzeń. Z tych najciemniejszych pokładów waszego serca.

    CIAO.

    Do zobaczenia przy „wyjściu”…… może chociaż na jedną osobe się tam doczekam. Niach, niach, niach, niach, niach…..

    • Iza pisze:

      zapominasz o jednym
      Możliwość wolności to móc, możliwość przekształca się w rzeczywistość a w niej nic nie zachodzi tak lekko, albowiem trzeba jakiegoś określonego przejścia. Określeniem pośredniczącym jest tutaj lęk…lek to nie jest określenie konieczności i wolności, jest wolnością w pułapce gdzie wolność nie jest wolna, lecz usidlona, nie przez konieczność lecz przez samą siebie… tak mnie więcej mawiał Kierkegaard no cóż takie czasy idee fixe , produkcja mitów rozumu…prawdziwe zrozumienie to przyznanie , że to co się komuś zdarzyło może zdarzyć się także mnie….

      • Ktoś pisze:

        „Wolność” to głowologia. Bugi są uprzątnięte więc kto odpowie „gdzie wyjście z labiryntu”?

        Przecież macie go już w rękach?

    • JESTEM pisze:

      „tylko jedna droga prowadzi na zewnątrz. Ta o jakiej już pisałem…..

      ta z PRAWIDŁOWYM KODEM do wyjścia, niach, niach, niach……;)

      Jeśli mnie intuicja nie zawodzi to macie aż 4 miesiące na znalezienie wyjścia. Potem może już nic być takie jak dawniej. Czerwona Kahina wam zatańczy …. taniec waszych najskrytszych marzeń. Z tych najciemniejszych pokładów waszego serca.”

      Znow przyszedles tu straszyc ludzi?
      No, no…
      Ciekawe, kto tym razem na to „bajanie” twoje „zalapie”…?
      Komu jeszcze potrzebne sa takie doswiadczenia?
      Pisales duzo o roznych rzeczach, ale nigdy nie opisales zadnej drogi, poniewaz kazdy i tak sam idzie swoja droga. Czasem tylko jakis kawalek, jakis odcinek przejdzie z innymi…

      Twoja rola moze niektorym wydawac sie trudna i co najmniej niewdzieczna, ale znam aktorow, ktorzy uwielbiaja grac takie wlasnie role, niektorzy wrecz lubuja sie w tym.

      Polecam Wam do obejrzenia – jesli macie taka mozliwosc – film pt. Kumare – prawdziwa historia falszywego proroka. Tu opis: http://zyjwiecej.pl/recenzja-kumare-prawdziwa-historia-falszywego-proroka-goscinnie-low/. Nawet, jak zna sie tresc, to film nadal oglada sie z zainteresowaniem, oczywiscie jesli ktos wogole jest tym tematem zainteresowany.😉

      Tu zwiastun:
      http://religia.tv/program,508-kumare_guru_dla_kazdego.html

  4. Dawid56 pisze:

    Ktoś już podawał tyle dat i straszył.Ja mu po prostu nie wierzę.Co ma być to będzie i tyle🙂 .Trzeba go po prostu ignorować- to najlepsze lekarstwo na Ktosia🙂

    • Ktoś pisze:

      1) „nie podaje dat” tylko czasem przeklejam info o tych niebezpiecznych

      2) data jaką „podałem” się sprawdziła

      3) data jaką „podaje” też się sprawdzi

      4) możesz ignorować do woli wiec korzystając z okazji gratuluje kolejnych 3.600 lat w labiryncie Samsary.

  5. Michaela pisze:

    Hmm… Andrzej58 i Siola coś się nie odzywają ?

  6. mały budda pisze:

    http://poewiki.org/index.php?title=Adam_Mickiewicz/Stepy_akerma%C5%84skie

    Polska- Tybet
    Tybet- Polska.

    Akslop- Tebyt.
    Tebyt – Akspol.

    Polak żołnierz w carskim rosyjskim mundurze podążał do Tybetu.
    Więc nadszedł czas powrotu wiedzy z Tybetu do Polski.
    Wszystkie nauki miały być połączone.
    Wychodzi może na to Polak spotkał na swojej drodze samego przyszłego Buddę.
    Polak był żołnierzem a przyszły Budda był małym dzieckiem.
    Na link z Mickiewicz trafiłem odwracając słowa Polska na Akslop.

  7. mały budda pisze:

    Jadeitowy Budda jest opowieścią historyczną napisana przez naukowca- Rafała Krawczyka.
    Jest to opowieść naukowo- dydaktyczna, przeplatająca wątek sensacyjny- międzynarodowy spisku dążącego do opanowania potężnych mocy, tkwiących w podziemiach Lhasy- informacjami przybliżającymi czytelnikowi człowieka Wschodu. Jej bohaterem jest buddyjski mnich, najbliższy współpracownik Thubtena ,Gyatso XIII Dalajlamy ( 1875-1933) urodzony na rosyjskim Zabajkalu, twórca jego polityki zagranicznej zmierzającej do uzyskania przez Tybet niepodległości.
    Główni aktorzy powieści, to prawdziwe postacie historyczne, które autor wyposażył w wiedzę i emocje, pozwalające czytelnikowi lepiej zrozumieć tło wielkiej międzynarodowej polityki, rozgrywającej się wokół tybetańskiego państwa mnichów.
    Główny bohater, który widział habit w dziewiątym roku życia, poddaje się dharmie- kosmicznemu prawu kosmosu, żądającemu od niego spółdzielnia dziecka, potomka oczekiwanego by wyłonić boczną linię reinkarnacji Awalokiteśwary, która- zgodnie z przepowiednią pierwszego lamy Tybetu, Padmasambhawy – ma doprowadzić do tego, że , kiedy pofrunie ptak z metalu a konie potoczą się na kołach, wtedy Tybetańczycy rozproszą się po świecie jak mrówki a nauka Buddy dotrze do najodleglejszych krajów”
    W realizacji przeznaczenia czytelnik, wraz z bohaterem, zwiedzi połowę Azji, pozna ostatnich carów Rosji, znajdzie się w – nieistniejącym dzisiaj. Mongolskim Karakorum, przez pustynne góry Sinkiangu i oazy Jedwabnego Szlaku dotrze do tajemniczego miasta Dachu Świata, a potem przez Pekin przełomu stuleci, do Szanghaju, Singapuru, Rangunu i indyjskiej Kalkuty. Spotka ostatnich cesarzy Chin.

    To książkę zmysł wyszukał.
    Widocznie te koło się domyka.😀

  8. mały budda pisze:

    Jadeitowy Budda.
    Rozdział piąty:
    LHASA TRZYNASTY DALAJLAMA. Strona 135.
    ,,Thubten Gyatso okazał się niewysokim, dziewiętnastoletnim młodzieńcem. Aywan zaskoczyła różnica wzrostu. Był wyższy od młodego Dalajlamy o całe pół głowy.
    Thubten Gyatso siedział na wysokim krześle rzeźbionym w złocone lwy, wsparty łokciami na blacie wielkiego biurka pełnego rożnego rodzaju dziwnych przedmiotów. Aywan stał w milczeniu, zdziwiony zwyczajnością i prywatnym charakterem pomieszczenia, w którym miał być głównym nauczycielem Tybetu.
    – Rzeczywiście! -pomyślał zadziornie- Inkarnacja nie mogła być ‚ jednojajowa’!- Młody człowiek patrzył na niego z sympatią. Włosy miał krótko ostrzyżone, kruczoczarne, twarz pociągłą, o skórze lekko brunatnej, typowej dla Tybetańczyków. Ale oczy, wąskie, nieco przymrużone, patrzyły z ciepłą przenikliwością.
    – Jesteś Aywan czy Ngawang? – zapytał- Chcesz aby nazywać cię imieniem własnym imieniem, czy przybranym?
    – Imię nadała mi matka, imię mnisie- Ngawang brzmi trochę sztucznie. Poza tym, Ngawang, znaczy ‚ pan dobrej mowy’ – to zobowiązanie, które trzeba dopiero wypełnić. Nie stawiajmy wozu przed wołem.
    Wolę być ‚ Aywan’ !
    – Do mnie mów ‚ Thubten’! – młody Dalajlama wstał z za biurka, podszedł do niego energicznym krokiem i wyciągnął rękę tak, jak robią to młodzi ludzie, gdy mówią sobie ‚ cześć’.
    Nie było w nim niczego sztucznego ani specjalnie świątobliwego. Awyan miał uczucie jakby spotkał się z kolegą z irkuckiej szkoły.
    -Wasza Świątobliwość! Jak mogę do Was się zwracać po imieniu? – był szczerze zaskoczony propozycją.
    – Inni nie mogą- roześmiał się Thubten- ale ty możesz! Jesteś moim bratem! I do tego- śmiał się dalej- jedynym bratem i jeszcze bliźniaczym. Wiesz, że nigdy dotąd nic takiego się nie zdarzyło! Nigdy przedtem- Thubten sprawił wrażenie rozbawionego niecodzienną sytuacją- Dalajlama nie miał brata- bliźniaka i kolegi jednocześnie. Ale reinkarnacja- przecież wiesz o tym – nie podlega rygorom ludzi!
    – Czuję się zaszczycony! – zachował się grzecznie Aywan- Nie wiem czy potrafię się przemóc.
    – No cóż! – uśmiechnął się Thubten- Tylko ty masz do tego prawo. Przecież niewiele brakowało, a byłbyś na moim miejscu!
    Aywan nie był pewien, czy chciałby być na miejscu Thubtena. Reżim, jaki ograniczał Dalajlamę, cała ta oficjalna etykieta i ceremonialność odradzają od ludzi, utrudniają poszerzanie wiedzy, prowadzącej do realistycznego spojrzenia na świat. Aywan miał w tym względzie swobodę. Wyznał swoją wątpliwość młodemu Dalajlamie.
    – To prawda! zafrasował się Thubten- Te okoliczności są męczące. Tyle, że – dodał pośpiesznie- nie wybieramy sobie wcielenia. To ono nas wybiera. Dlatego- uśmiechoł się znowu do Aywana- jesteś mi potrzebny. Posiedzeniu mi to, co sam wiesz, a czego ja nie mogę się dowiedzieć”. CDN.

    • mały budda pisze:

      cd.
      ,, To ono nas
      wybiera. Dlatego- uśmiechoł się znowu do Aywana- jesteś mi potrzebny. Powiesz mi to, co sam wiesz, a czego ja nie mogę się dowiedzieć.
      – Od czego zaczynamy? – Aywan był gotów.
      – Od tego, czego jeszcze nie wiem! Dalajlama znowu się śmiał.- Dotąd uczono świętych tekstów, które musiałem zapamiętywać w całości! – uderzył dłonią w zapisany zwój rozwinięty na biurku – Teraz chcę je zrozumieć! Mów zatem, do czego mogą służyć mnie i mojemu nardowi.
      – O! – szczerze zdziwił się A

      ywan- Interesujesz się nie tylko religią.
      – Interesuje się wszystkim!- Dalajlama znowu się śmiał.
      Aywan nawet Niebiańską zauważył, że atmosfera stała się nieformalna, żeby nie rzecz- niefrasobliwa. Poczuł się pełnym energii i optymizmu młodym człowiekiem. Pod wpływem klasztornej dyscypliny takie nastroje zdarzały mu się coraz rzadziej.
      Rozmowa miała miejsce w pałacu Potala, w prywatnych apartamentach Dalajlamy. Pokój, którego Thubten używał do pracy był obszerny, ale sprawiał wrażenie przytulnego. Był przy tym pełen dziwnych przedmiotów. Środek okupował blat stołu z ciemnego drewna z rzeźbioną figurką Buddy na środku, ale na biurku i pod ścianami było tłoczno: stał tam mały globus, obok niego leżały żarówki- produkt tutaj nieznany i niezdatny do użytku, w Tybecie nie było ani jednej elektrowni- a pod ścianą coś, co później okazało się być małym generatorem prądu. Po drugiej stronie pomieszczenia, jak uważnie zaparkowany przez małego woźnicę, stał czerwony wózek z dyszlem, pokraczna lokomotywa z wagonikami i mnóstwo ołowianych żołnierzyków. Aywan pamiętał takie zabawki jeszcze z domu rodzinnego, ale to były przecież zabawki dla dzieci, a Thubten był dorosłym mężczyzną. Nic z tego nie rozumiał. Dalajlama zauważył konsternację Aywana i pospieszył z wyjaśnieniem.
      – Wszystko, co widzisz- powiedział- to prezenty od zagranicznych dyplomatów, z czasów, gdyż byłem jeszcze mały.
      Ale prawdę mówiąc- nagle spoważniał- jeszcze dzisiaj bawię się nimi, kiedy czuje się samotny.
      Zapadło milczenie. Aywan już rozumiał, dlaczego nie pragnął dla siebie Lwiego Tronu, chociaż teoretycznie mógł znaleźć się na miejscu Dalajlamy. Sam, na oceanie wiedzy nigdy nie czuł się samotny.
      Zrobiło mu się żal Thubtena. W nagłym odruchu współczucia uścisnął mu rękę w milczeniu. Popatrzyli na siebie jak dwaj bracia zagubieni na bezprawnej pustyni.
      cdn.

      • mały budda pisze:

        Cdn.
        – Wiem wiele- mówił Thubten- o podstawach nauczania Oświeconego. O tym, że przyczyną cierpienia człowieka jest pożądanie i niemożność jego spełnienia. Wyjaśnij mi praktyczną- życiową i społeczną stronę zagadnienia.
        – Podstawowe uczucia, jakie leżą w naturze człowieka- Aywan przysiadł na długiej ławce, ciągnącej się wzdłuż rzeźbionego stołu- to złość, pogarda, oburzenie, strach, szczęście, smutek, miłość, przebaczenie, wdzięczność, żal i wstyd. Jest to mieszanina- tłumaczył- dobrych i złych emocji.
        Pozytywne, te dobre- zmniejszają przestrzeń dla negatywnych i złych. I odwrotnie, powiększając

        przestrzeń dla tworzenia się nowych emocji pozytywnych.
        – Wyjaśnij mi istotę destrukcyjnych stanów umysłu- poprosił Thubten.
        – Stany destrukcyjne- mówił Aywan- to niskie poczucie własnej wartości, nadmierna pewność siebie, zazdrość i zawiść, brak współczucia, niezdolność do bliskości z innymi.
        – A konstruktywne? – Dalajlama miał minę ciekawego ucznia.
        Podbródek spoczywa na dłoniach, łokcie oparł o blat stołu. Spoglądał na Aywana spod zmarszczonego od skupienia czoła.
        – To szacunek dla siebie, usprawiedliwione poczucie własnej wartości, zrozumienie dla prawości, umiejętność współczucia, wspaniałomyślność, dostrzeganie prawdy, dobra i słuszność, wreszcie- miłość i przyjaźń. Mówimy – Aywan dla podkreślenia wagi każdego pojęcia wystukiwał je po blacie stołu rytmem palców- że istnieje osiemdziesiąt cztery tysiące rodzajów emocji negatywnych. Mówimy tak, aby podkreślić nie tylko liczbę, ale zdolność do samopowielania.
        – Czyli, że emocje negatywne- dopytywał się Thubten- mnożą się jak bakterie i jedne rodzą drugich?
        – Otóż to! -pochwalił ucznia Aywan- Chociaż cały ten wachlarz można sprowadzić do pięciu głównych rodzajów:
        nienawiść, pożądanie, zmieszania, pychy i zazdrości.
        Nie idzie tylko o to – Aywan obawiał się, że wpadnie w rolę gadającego belfra- że one znajdują się tobie- Spojrzał z uwagą na Dalajlamę, sprawdzając czy nie posunął się za daleko w wątku bardzo osobistym. – Idzie o to- zawahał się w poszukiwaniu właściwej ilustracji – że nie istnieją bez ciebie. Nie istnieją same. To ty je tak traktujesz, ale tak naprawdę sam je tworzysz.
        – Czy one- dopytywał się Thubten- opanowują nasze ‚ja’ czy też po prostu są nim?
        – Bardzo dobre pytanie!- Aywan był zadowolony z postępów i poczuł się rozluźniony- Problem w tym, czy owo’ ja ‚s w ogóle istnieje, czy jest to tylko twoje złudne przywiązanie do ‚ ego’ twój własny wymysł.
        cdn.

        • mały budda pisze:

          – Przecież każdy człowiek- tym razem Thubten nie zrozumiał- się, że ma swoje ‚ ego’ , rozmawia z nim i się z nim liczy. Jak można mówić, że go nie ma?
          – To może być, raczej- to jest złudzenie!- Aywan poprawił się na ławie. Nabrał powietrza wiedząc, że musi wyjaśnić to dokładnie- Gdyby twoje ‚ ja ‚ było stałe, własne i niezmienne, dzisiaj miałbyś taką samą świadomość, jak wtedy,gdy byłeś niemowlęciem. Nic nie zmieniłoby się także wtedy, gdy będziesz starcem. A przecież wiesz że tak nie jest- zmieniasz się codziennie.
          Młodych Dalajlama poczuł się jak mysz zagoniona do nory.
          Rzeczywiście, człowiek zmienia się codziennie dowiaduje się nowych rzeczy i codziennie inaczej reaguje na to samo. A więc to jego ‚ ja ‚ się zmienia, czy zmienia się jego otoczenie? Co jest stałe, a co się zmienia?
          – Jeśliby przyjąć- cierpliwie tłumaczył Aywan – że nasze ‚ ja’ istnieje jako coś stałego, nie mielibyśmy na nie wpływu.
          Raz urodzone, pozostałoby niezmienne, a my bylibyśmy jego niewolnikami. Czyż Nie?
          – To prawda, ale czy nie można uznać, że jest ono zarazem stałe jak i zmienne.
          – Musielibyśmy wtedy przyznać, że to ‚ ono’ góruje nad ‚ nami ‚, a nie ‚ my’ nad ‚ nim’. Skazalibyśmy się na niemożność kierowania nim i prowadzilibyśmy do konstatacji, że jesteśmy niewolnikami czegoś, nad czym nie panujemy, a to coś jest nami.
          – No, to mów jak to rozwiązać! – poprosił Thubten.
          – Rozwiązanie jest proste- Aywan wstał i wyprostował się na całą wysokość- jeśli uznamy, że wszystkie destrukcyjne emocje wynikają z przekonania o obiektywnej niezmienności naszego ‚ ja ‚. A jeśli przyjąć, że możemy nad nim, znaczy nad tym ‚ ja- nie- ja’, zapanować, a jeśli nie panujemy, to jest to tylko wynik naszej niewiedzy?
          – To, czym ono jest?
          – Strumieniem, wiązką energetyczną, która jest nami, ale którą możemy również kształtować.
          Jest to kwestia techniki, a nie wiary, nie religii i nie ideologii. Techniki!
          cdn.

  9. mały budda pisze:

    c.d.
    Aywan już rozemocjonowany tematem chodził teraz po całym pomieszczeniu gestykulując dla ilustracji wywodu- Ta wiązka- mówił- jest ‚ nami’, ale również ‚ my’ nad nią panujemy, bo jesteśmy jej częścią, czy inaczej – jej istotą! To jest nasza jaźń, która jednocześnie jaźnią nie jest, bo jest również przedmiotem, który możemy kształtować, jeśli potrafimy.
    Oświecony nazwał ‚ to’ anatmanem- niejaźnią, aby przeciwstawić hinduistycznemu przekonaniu o istnieniu atmana- jaźni, stałego i niezmiennego ‚ ja’

    – Uff! – westchnął Thubten i też powstał z krzesła- Teraz rozumiem. Teraz rozumiem! – powtórzył z wyraźną ulgą.- Powiedz więc, jaki to związek z naszą niewiedzą!

    – Bezpośredni- Aywan poczuł się jak ryba w wodzie.- Jeśli jesteś przywiązany do swojego pozornego ‚ ja ‚, to chcesz je żywić. Myślisz, zastanawiasz się nad tym, co ‚ ono ‚ lubi, chce ‚mu’ pochlebić, pożądasz tego, co sądzisz, że ‚ono’ pożąda i… jesteś nieszczęśliwy, cierpisz, bo tego nie dostajesz. Nie dostajesz, bo chcesz za dużo, chcesz niejako to swoje ‚niby-ja’ zarzucić prezentami. To się udaje, więc cierpisz!
    – A więc po proste! – wykrzyknął Thubten- Odwrócić się od świata, nie szukając niczego.
    – Przeciwnie!- Aywan wiedział, że docierają powoli do końca rozumowania- Zamiast schlebiać złudzeniom, szukaj prawdziwych wartości, nie wiążących się z pożądaniem.
    Nie sądź, że miłość, przyjaźń, majątek są rzeczami, które będą trwać wiecznie. Przecież wiesz, że nie będą! Kochaj, przyjaźnij się, żyj dostatnio, ale nie ulegaj złudzeniom, złudzenia wynikającej z niewiedzy. Porzuć niewiedzę. To w gruncie rzeczy nietrudne!
    Młodych Dalajlama przez dłuższą chwilę nie mówił nic.
    Potem westchnął jakby zepchnął z siebie jakiś ciężar.
    – Mam wrażenie, że na pierwszym spotkaniu powiedziałeś mi wszystko, co ważne!- zamilkł i myślał coś przez chwilę- O czym będziemy rozmawiali jutro!-zmartwił się na koniec.
    – Nie martw się!- odrzekł Aywan- Tematów jest cały ocean.
    – Przecież ocean, to ja! – uśmiechnął się Thubten. W języku mongolskim ‚dalaj lama’ oznacza, ni mniej ni więcej tylko-‚ mądrość wielka jak ocean’!

    – A ja jestem twoim ‚ oceanem bliźniaczym’ – odparł Aywan mrużąc porozumiewawczo oczy- a na styku dwóch oceanów horyzont nie istnieje!
    Zderzyli dłonie i wybuchnęli głośnym, młodzieńczym i radosnym śmiechem”.❤

  10. Dawid56 pisze:

    Namaste
    Moja dusza rozpoznaje Twoją duszę, oddaję pokłon światłu, miłości, pięknu, prawdzie i dobroci, które mieszkają w Tobie, bo są one także we mnie. Gdy dzielimy się nimi, nie ma między nami dystansu, ani różnic, jesteśmy tym samym, jesteśmy jednością.❤
    La'kesh – Ja jestem innym TY

    • margo0307 pisze:

      „…człowiek zmienia się codziennie dowiaduje się nowych rzeczy i codziennie inaczej reaguje na to samo…”

      W pełni się z tym zgadzam🙂
      Ażeby było ciekawiej, to naukowcy także już to potwierdzają😀

      Pierre Magistretti, włoski neurobiolog i współautor fizjologicznego modelu psychoanalizy opowiada o pułapkach, w jakie może nas wpakować i to właśnie czyni nasz własny mózg😉 , m.in. o szkodliwej rutynie, uzależnianiu od przyjemności i popędzie ku śmierci.

      Twierdzi, że nasz mózg nigdy nie jest taki sam, to znaczy, że nie można dwa razy myśleć tym samym mózgiem, bo zmienia się on z każdym doświadczeniem i w każdej chwili.

      Uzasadnia to w ten sposób, że neurony organizują się i przeorganizowują w sieci, które modyfikuje nasze nieustanne, codzienne doświadczenie.
      Polega to na tym, że neurony które się ze sobą łączą, w konsekwencji tworzą okablowanie, mapę, czy też swego rodzaju system.
      Proces ten powtarza się, modelując wciąż na nowo nasz mózg😛
      Doświadczenie modyfikuje synapsę, sposób przekazywania informacji między neuronami.
      Kiedy tworzymy obraz, pozostaje w mózgu ślad – mentalna mapa z…korzeniami…
      Mapę tę uaktywniamy za każdym razem, gdy przywołujemy ten obraz, tyle że w tym momencie tworzymy już nieco inną, nową mapę wzbogaconą o przeżyte doświadczenie…
      Pisałam na ten temat w notce Nr 55 .

  11. mały budda pisze:

    Dawidzie piękne napisałeś.
    „Moja dusza rozpoznaje Twoją duszę, oddaję pokłon światłu, miłości, pięknu, prawdzie i dobroci, które mieszkają w Tobie, bo są one także we mnie. Gdy dzielimy się nimi, nie ma między nami dystansu, ani różnic, jesteśmy tym samym, jesteśmy jednością”

    Mały budda doda od siebie.
    Poznając prawdę rozpoznajesz własną osobę. Masz świadomość własnej wewnętrznej prawdy. Znasz swoją tożsamość czyli natury światła.

  12. mały budda pisze:

    Więc będzie prawdą, iż żyjący obecnie Dalajlama. Jest ostatnim Dalajlamę. Ma świadomość procesu życia.
    Może się okazać, iż żyjący obecnie Dalajlama ma równolegle do swojego życia bliźniaczą duszę czyli żyjącego człowieka.
    Co jest raczej realne i końcem rozumienia w pełni procesu karmy. Przyczyny i skutku.Przejawiającej się świadomości w człowieku.
    Nie spotkali się obecnie za życia.
    Więc Dalajlama siedzi na tronie i odgrywa rolę ucznia życia.
    Natomiast mistrz ma przeciwne życie niż uczeń Dalajlama.
    Mistrz odgrywa ostatnią rolę swojego życia. Rozpoznając swoją własną naturę jako rolę mistrza.
    Mistrz zakończyć powinien cykl w pełnym rozumieniu procesu życia. Więc uczeń musi czuć koniec błędnego koła iluzji.

  13. mały budda pisze:

    Wychodzi mi, że kamienny olbrzym. To kamienny Budda, który równa się kamiennemu Sfinksowi.
    Wraz z obudzeniem kamiennego Buddy miał obudzić się kamienny Sfinks.
    Abyśmy pamiętali kim jesteśmy naprawdę i patrzeli na niebo. Podziwiając życie gwiazd patrzyli na niebo.
    Które przypomina na pochodzenie z gwiazd.
    Człowiek jest gwiazdą. Taką samą jak gwiazda słońca, gwiazda matka ziemia.
    Tylko człowiek przez swoją ignorancję zapomniał własnej natury światła.
    Człowiek z światła dla swojej wygody uczynił ciemność.
    Kamienny Budda i Sfinks. To pamięć o cudownej doskonałości człowieka.
    Co mogli pozostawić?
    Cząstkę siebie. Co przetrwa wieki w zapisanym kamiennym obrazie.
    Więc ludzie nie powiedzą, ze nie wiedzieli. Wiedzieli. Mieli poddane wszystko na tacy.

  14. mały budda pisze:

    Uświadomiłem sobie, że Dalajlama obecnie żyjący ma uśmiech natury słońca.
    Zrozumiałem tą naturę uśmiechu słońca.
    Przykre dlaczego Ktoś pisał o Dalajlamie nie korzystnie.
    Teraz czuję, że Dalajlama odegrał istotą role w tym życiu.
    Nie łatwo być Dalajlamą i widzieć tragedię ludzką. Szczególnie swojego narodu.
    Lecz mieć uśmiech słońca. To znaczy mieć naturę słońca.
    Widzieć, iż słońce zwycięży.
    Zalewając swoim słonecznym światłem całą przestrzeń. Dając moc radości i poznania wiedzy. Dzielenia się wiedzą jako pokarmem dla lepszego życia samego człowieka.
    Kiedy człowiek posiada wiedzę, czuję się spełniony. Cudowny wolny i przede wszystkim jest sobą.
    Widząc odbicie wiecznego życia w sobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s