Jaźń

Dla mnie te pojęcia użyte w poniższym artykule są cokolwiek niejasne.Tak naprawdę, nie bardzo wiem o co chodzi.Jest w nim użyte pojęcie indywiduacji jako procesu kształcenia jaźni.Jaźń to oś pomiędzy tym co świadome i nieświadome w człowieku.

Jaźń

Jaźń – jest osią, wokół której organizuje się struktura psychiczna człowieka. Jest odpowiedzialna za przepływ informacji z części świadomej do nieświadomej i odwrotnie. Pełni funkcję integrującą. Celem Jaźni jest własne urzeczywistnienie w procesie teleologicznym (celowościowym), ale w trakcie rozwoju jednostki elementem pośredniczącym na tej drodze jest wytworzenie „ja” (czyli ego).

W terminologii Carla Gustava Junga Jaźń stanowi centrum życia psychicznego i całości psychiki[1]. Z poziomu nieświadomości podejmuje próby kierowania psychiką jednostki[2]. Jest celem i źródłem energii dla rozwoju człowieka poprzez proces indywiduacji, jak również motorem wszelkiej twórczości i duchowych poszukiwań[3]. Jaźń zaliczana jest do archetypów. Zawiera obraz Boga[4][5]. Przez późniejszych autorów bywa określana jako cząstka istoty ludzkiej w Bogu , odpowiednik Królestwa Bożego wewnątrz człowieka z doktryny chrześcijańskiej[6].

Spis treści

1 Semi-empiryczny charakter Jaźni
2 Jaźń a „ja”
3 Konfrontacja z Jaźnią
4 Zobacz też
5 Bibliografia
6 Przypisy

Semi-empiryczny charakter Jaźni

Pojęcie Jaźni ma charakter tylko częściowo empiryczny. Ogarnia sobą zarówno to, co doświadczalne, jak i to, co jeszcze nie doświadczone, a nawet to, co nie jest doświadczalne w ogóle. A ponieważ – ze względu na jej cechę wykraczania poza domenę świadomości – jest istotnością, którą można opisać jedynie częściowo, zatem pozostaje ona dla nas w zasadniczej mierze niepoznawalna i postulatywna. Tej nieopisywalnej Całkowitości człowieka: „której co prawda nie można unaocznić, która jest jednak nieodzowna jako pojęcie intuicyjne. Na płaszczyźnie empirycznej można tylko stwierdzić, że ja z każdej strony otoczone jest przez jakąś nieświadomą istotę. Dowodu na to dostarczyć może dowolny eksperyment skojarzeniowy, który ad oculos demonstruje jakże często występujący fakt, iż „ja” i jego wola zawodzą. Psyché to pewne równanie, które nie zafunkcjonuje bez czynnika nieświadomości – psyche stanowi pewną całość, która z jednej strony ogarnia „ja” empiryczne, z drugiej zaś jego transcendujące świadomość podłoże” [7].

Jaźń obejmuje sobą całe istnienie psychiczne człowieka i tym samym jest z definicji czymś dużo bardziej obszernym od świadomej osobowości związanej z „ego”. Zawiera bowiem obok niej również cień jednostki oraz nieświadomy aspekt kolektywny. Jest to jednak jakiś szczególny rodzaj zawierania, bo jak czytamy we fragmencie pracy Jolande Jacobi: „Jaźń stanowi centrum systemu psychicznego, obejmuje go i przenika siłą swego promieniowania, to nasz prawdziwy „punkt środkowy”, [który] jest ośrodkiem napięcia między dwoma światami i ich siłami” [8] , tymi światami jest świat wewnętrzny i zewnętrzny, które zresztą w sensie ostatecznym i tak ona sama powołuje”.
Jaźń a „ja”

Gdy rozpatrujemy problem Jaźni, nieodłącznie pojawia się ona w kontekście „ja” oraz świadomości. I nie jest to przypadek, bo przecież jedyną treścią Jaźni, jaką znamy, jest to co pojawia się w polu świadomości, czyli odnosi się i jest „gruntowane” właśnie w odniesieniu do „ja”, a stosunek tegoż „ja” do Jaźni jest wyjątkowy:

z jednej strony bowiem „ja” jest jedynym punktem „podparcia” dla centrującego się wokół niego pola świadomości, czemu towarzyszy tendencja do względnej emancypacji i traktowania siebie jako jedynego, niezależnego od wszystkiego, co mogłoby istnieć poza nim samym;
z drugiej zaś strony „ja” zawiera się w Jaźni i jako jej część może występować wobec niej na zasadzie pars pro toto. Ego czyli „ja” powstaje z Jaźni w procesie rozwoju psychiki i staje się względnie samodzielnym tworem. [9] Jung porównywał ego do dziecka, które choć pochodzi od rodziców, staje się samodzielnym dorosłym człowiekiem.

„Ja” jest jednak przede wszystkim świadomościowym eksponentem Jaźni i: „pozostaje do niej w takim stosunku jak patiens do agensa albo jak przedmiot do podmiotu, albowiem pochodzące z Jaźni postanowienia są bardziej ogólnej natury i dlatego są nadrzędne wobec tych, które podejmuje „ja”. Jak to, co nieświadome, tak Jaźń jest dana a priori, z czego wynika „ja”. Jaźń, by tak rzec, kształtuje „ja” w zarodku.

Nie ja tworzę samego siebie, lecz raczej ja dzieję się samemu sobie.

Dlatego, kiedy Jung porusza kwestię poznania Jaźni, zwraca także uwagę, że poznanie to nie odnosi się w żadnym przypadku do samoświadomego siebie „ja” w sensie personalistycznym, lecz do owego ukrytego względem „ja” czynnika, będącego de facto psyche samą w sobie. Czynnik ten jest „nieznany” świadomemu podmiotowi i jednocześnie domaga się od niego nieuprzedzonego poznania. Jung twierdzi wręcz, parafrazując początkowy fragment Fundamentum Ignacego Loyoli, że: „świadomość zrodziła się po to, by rozpoznać (laudet), że pochodzi od wyższej Jedności (Deum), żeby starannie uwzględnić to swoje źródło (reverentiam exhibeat), a w ten sposób zapewnić całej psyche optimum możliwości życia i rozwoju (salvet animam suam)” [10].

W tym kontekście należy podkreślić, że tym, co według Junga jest człowiekowi „znane”, są wszelkie treści powiązane bezpośrednio z „ja”, natomiast na to, co jest człowiekowi „nieznane” składa się ze wszystkiego tego, co nie znajduje się z nim w wewnętrznej bądź zewnętrznej relacji.

Czym jest samo „ja” – podkreśla Jung – trudno jednoznacznie określić, gdyż jest ono czynnikiem złożonym i spoczywa na dwóch podstawach: na podłożu psychicznym i somatycznym. O podstawie somatycznej wnioskujemy z całości doznań endosomatycznych, które ze swej strony są już natury psychicznej, gdyż są skojarzone z ego, a tym samym i świadome. Natomiast o podstawie psychicznej wnioskujemy, odbierając z jednej strony treści znajdujące się w ogólnym polu świadomości, a z drugiej, treści napływające spoza tego pola – treści nieświadome.
Konfrontacja z Jaźnią

Zetknięcie się z Jaźnią, następuje u końca procesu indywiduacji. Jednostka uwrażliwia się na symbolikę Jaźni – symbole oddające jedność przeciwieństw [11] . Charakterystycznymi sygnałami zbliżania się do konfrontacji z Jaźnią, są obrazy przypominające swą konstrukcją mandale, wzmożenie wrażliwości na uniwersalne symbole religijne, nasilające się doświadczenia indywidualnego wizerunku Boga ( również wskutek możliwości zaistnienia utożsamienia Jaźni z Bogiem ) [12]. Odnosząc to do przykładowego chrześcijanina, wizerunek Chrystusa może stać się symbolem Jaźni [13]. Również Gautama Budda stanowił dla Junga inkarnację jaźni [14]. Niezdrowe dla stanu psychiki jest zbyt ścisłe związanie ego z Jaźnią. Wówczas rozdęcie ego [15] ( inflacja psychiczna ) objawia się wrażeniami wszechmocy, wszechwiedzy i niezniszczalności [16]. Pożądane jest natomiast urzeczywistnienie Jaźni, które przynosi człowiekowi objawienie natury Absolutu [17].

Nieco inna definicja jaźni występuje w filozofii indyjskiej

Jaźń w filozofii indyjskiej – zależnie od rozpatrywanego kierunku filozoficznego ( darśana ) , określana jest jako indywidualna jaźń istoty ludzkiej pod różnymi terminami.

Spis treści

1 Hinduizm
1.1 Śankara
1.2 Purnajoga
1.3 Siddhajoga
1.4 Krijajoga
1.5 Zobacz też
2 Buddyzm
3 Zobacz też
4 Przypisy

Hinduizm

Upaniszady prezentują jaźń jak i jej siedzibę w symbolu twierdzy[1].

Zależnie od rozpatrywanego nurtu hinduizmu, indywidualna jaźń istoty ludzkiej określana jest następującymi terminami :

purusza,
nara,
dźiwa, atman, dźiwatman
sakala, atiwahikatman, antaratman.

Istota dążeń dewocyjnych i ascetycznych w religii hinduistycznej bywa obejmowana określeniem religii Jaźni[2]. Upaniszady prezentują jaźń jak i jej siedzibę w symbolu twierdzy[3].
Śankara

W ujęciu Adiśankaraćarji jaźń to atman, pozornie różny od dźiwy dla jednostki uwikłanej w iluzję świata (maję)[4].
Purnajoga

W nauczaniu jogi integralnej, Śri Aurobindo właściwą jaźń człowieka określa terminem sat-ćit-ananda[5] . Jej doświadczenie następuje po pełnej transformacji wnętrza jogina, przebiegającego wskutek otwarcia na działanie Śakti.
Siddhajoga

Swami Muktananda Paramahansa problematykę jaźni porusza w książce „Dokąd idziesz”.

Medytując spokojnie możemy sprawić, aby Jaźń zamanifestowała się przed nami (s.31). Dzięki medytacji osiąga się poznanie Jaźni, swojej wewnętrznej zasady. Doświadczenie Jaźni powoduje wewnętrzną rewolucję w ciałach subtelnych i umyśle człowieka, sadhaka zostaje przeobrażony. Odtąd inaczej odbiera zewnętrzny świat i ludzi. Muktananda podaje, że w Jaźni zawiera się teraz cały wszechświat . Jest to czysta i głęboka świadomość ja jestem. To ona odpowiada na praktyki religijne ludzi , życzenia i modlitwy kierowane do jakiegokolwiek boga . Ryszi przydają jej przymioty sat-ćit-ananda, to to w nas, które wie . Jest świadkiem umysłu, jest obserwatorem gdy używamy zmysłów – dlatego poprzez zmysły jest nieosiągalna. Siebie samą poznać może tylko poprzez medytacje .
Gdy umysł ludzki stopi się z Jaźnią, osiąga anandę i ból ‚tego świata nie może go dotknąć . Pomocne w tym jest obudzenie kundalini : umysł zwraca się w głąb i wycisza, prowokując samoobjawienie się Jaźni .
Muktananda namawia do poszukiwań Jaźni, nawet dla zdobycia własnej trwałej radości. Samorealizację definiuje jako rozpuszczenie ( laja ) umysłu w Jaźni i zjednoczenie z nią ( umysł przybiera formę Jaźni ) – chociaż nadal jest żywy, zmienia się jego charakter na bardziej introwertywny. Osiąga też dostęp do siddhi przynależnych naturze Jaźni.
Doświadczaną w medytacjach Jaźń śiwaizmu kaszmirskiego określa terminem Błękitna Perła. Medytacja typu sawikalpasamadhi pozwala doświadczać formy Jaźni jako jaskrawych barw i oślepiającej jasności.

Krijajoga

Ostatecznym celem życia człowieka jest urzeczywistnienie jaźni, która jest dostępna percepcji medytującego człowieka . Jaźń atma to forma w jakiej wewnątrz człowieka istnieje bóg, którego wszechświat jest manifestacją[6]. Dla tych, którzy osiągnęli percepcję jaźni, staje się ona przewodnikiem[7]. Dla pozostałych ludzi atma jest ich nierozpoznanym świadkiem, czuwającym również podczas stanu marzeń sennych i snu głębokiego[8].
Zobacz też

Ahamkara – źródło ego
Asmita – stan „jestem”

Buddyzm

Information icon.svg Osobny artykuł: Ego (buddyzm) .

Zależnie od rozpatrywanego nurtu pojęcie jaźni określane jest w terminach :

anatman

Anatman rozumie się jako nawykowo błędnie przyjmowaną tożsamości „ja”, źródło cierpienia dukkha. Tożsamość ta wydaje się być pojedyncza, niezależna i niezmienna, pomimo, że wszystkie mentalno-materialne czynniki na bazie których owa tożsamość jest projektowana, nie są w żaden sposób pojedyncze, niezależne i niezmienne[9].

tathagatagarbha

Buddyjska mahajana wyróżnia termin natura Buddy , tłumaczony jako przyczynę i podstawowy warunek, dzięki któremu staje się możliwym osiągnięcie oświecenia, czyli stanu Buddy. Termin ten, choć potocznie można tłumaczyć jako naturę umysłu i rzeczywistości i odnosić do „ostatecznej” tożsamości, rozumieć jednak należy jedynie poprzez doktryny filozoficzne czittamatra i madhjamaka poza jakimikolwiek poglądami nihilizmu czy eternalizmu[10].

Kōdō Sawaki:

„”Brak jaźni” znaczy, że „ja” nie jest oddzielnym podmiotem. Kiedy „ja” nie jestem oddzielnym podmiotem, wtedy wypełniam cały wszechświat. To, że wypełniam cały wszechświat, jest tym, co mam na myśli mówiąc „wszystkie rzeczy są prawdziwą formą””[11].

źródło
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ja%C5%BA%C5%84
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ja%C5%BA%C5%84_w_filozofii_indyjskiej

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Człowiek, Mistyka, Świadomość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

320 odpowiedzi na „Jaźń

  1. Mezamir pisze:

    Kiedykolwiek byśmy żyli, zawsze stoimy ze swą świadomością w centrum czasu, nigdy w jego punktach końcowych; moglibyśmy z tego wnosić, iż każdy nosi w sobie nieporuszony punkt środkowy całego nieskończonego czasu. I to daje mu w gruncie rzeczy ufność, z którą żyje z dnia na dzień bez odczuwania stałego dreszczu śmierci. Kto jednak, wskutek intensywności swych wspomnień i imaginacji, może sobie jaskrawo uprzytomnić dawno minione epizody własnego żywota, ten staje się – wyraźniej niż inni – świadomy tożsamości «teraz» we wszelkim czasie.

    Być może zdanie to jest nawet bardziej prawomocne na odwrót. W każdym jednak razie taka wyraźniejsza świadomość tożsamości wszelkiego «teraz» jest istotnym warunkiem uzdolnień filozoficznych. Za jej pomocą ujmuje się to, co najbardziej przelotne, jako jedynie trwające. Kto więc w taki intuicyjny sposób dostrzega, że teraźniejszość, będąca przecież jedyną formą wszelkiej realności w najściślejszym sensie, ma swe źródło w nas, a zatem wypływa z wewnątrz, nie zaś z zewnątrz, ten nie może wątpić o niezniszczalności swej własnej istoty. Pojmie raczej, że w chwili śmierci ginie dlań wprawdzie obiektywny świat, wraz z medium jego (świata) przedstawiania, intelektem, to jednak nie nadweręża w niczym jego istnienia: tyleż bowiem realności było wewnątrz, co i na zewnątrz. Powie on z pełnym zrozumieniem: ego eimi pan lo gegonos, kai on, kai esomenon.

    Kto się na to wszystko nie godzi, musi twierdzić coś przeciwnego w rodzaju:
    „Czas jest czymś czysto obiektywnym i realnym, istniejącym całkiem niezależnie ode mnie. Jestem weń wrzucony tylko przypadkowo, zawładnąłem małą jego cząstką i tym samym osiągnąłem pewną przemijającą realność – tak jak przede mną tysiące innych, którzy już są nicością, i także ja wkrótce obrócę się w nicość. Czas natomiast, ten jest realny; biegnie dalej beze mnie”.

    http://minos-minal-omfalos.blogspot.com/2010/09/metafizyka-zycia-i-smierci-artur.html

    Gdybyśmy własną istotę na wskroś – aż po najskrytsze wnętrze – całkowicie rozpoznali, śmiesznością zdałoby się nam żądanie nieprzemijalności indywiduum; znaczyłoby to bowiem, iż wyrzekamy się samej tej istoty na rzecz jednej z jej niezliczonych manifestacji – przebłysków. Żadna jednostka nie nadaje się do wiecznego trwania; ginie bowiem w śmierci. Nic jednak przy tym nie tracimy, gdyż u podstaw indywidualnego jestestwa tkwi całkiem inna istota, której manifestacją owe jestestwo jest. Nie zna ona czasu, a więc i dalszego istnienia, ani też zagłady.

    Utrata intelektu, doznawana wskutek śmierci przez wolę, która stanowi rdzeń ginącego tu zjawiska i jest jako rzecz w sobie niezniszczalna – jest Letą dla tej właśnie indywidualnej woli; bez niej to przypominałaby ona sobie wiele zjawisk, których rdzeniem już była.

    Umierając, trzeba odrzucić swą indywidualność niczym starą odzież i radować się nową i lepszą, którą się teraz – po otrzymanym pouczeniu – w zamian przyjmuje. Gdyby się zarzuciło duchowi świata iż unicestwia jednostki po ich krótkim istnieniu, to rzekłby on: „Przypatrz się im tylko, tym indywiduom, przyjrzyj się ich błędom, śmiesznościom, podłościom i ohydom! I im to miałbym pozwolić na zawsze istnieć?”

    http://minos-minal-omfalos.blogspot.com/2012/02/zycie-i-smierc-artur-schopenhauer-czesc.html

    Wszystko byłoby piękne gdyby nie to że autorka bloga rekalmuję się tak

    • margo0307 pisze:

      „…Wszystko byłoby piękne gdyby nie to że autorka bloga reklamuje się tak”

      Mazamirze nie sądź wszystkich jedną miarą 😦

      • margo0307 pisze:

        ” Dla mnie te pojęcia użyte w poniższym artykule są cokolwiek niejasne.
        Tak naprawdę, nie bardzo wiem o co chodzi…”

        „Jaźń – jest osią, wokół której organizuje się struktura psychiczna człowieka … odpowiedzialna za przepływ informacji z części świadomej do nieświadomej i odwrotnie. Pełni funkcję integrującą(…)
        Doświadczenie Jaźni powoduje wewnętrzną rewolucję w ciałach subtelnych i umyśle człowieka, sadhaka zostaje przeobrażony.
        Odtąd inaczej odbiera zewnętrzny świat i ludzi…”

        Figaro, na naszym wspaniałym Forum napisał m.in. takie piękne słowa:
        „..Nie ważne i zwodnicze jest to „Światło” które krzyczy i mami nas z daleka, wydumane, przyodziane w splendor…
        wejrzyj w siebie, tam dostrzeżesz maleńkie światełko, które jest esencją duszy i drogowskazem niezawodnym…”

        Czym więc jest Jaźń ?
        Myślę, że jest chyba tą ESENCJĄ DUSZY, tym maleńkim światełkiem, drogowskazem… 🙂

        W notce nr 52. napisałam:
        Mellen-Thomas Benedict, artysta – witrażysta, w swojej książce – „Doświadczenia bliskie śmierci” pisze, że
        „…Oznaką, że dochodzisz do ludzkiego poziomu jest to, że zaczynasz rozwijać indywidualną świadomość…
        Podkreśla, że różne problemy, jakie ma każdy z nas, są bardzo, bardzo ważne, ponieważ w ten sposób, poprzez każdego z nas – Najwyższa Istota zgłębia swoją Jaźń i doświadcza…
        Radzi nam:
        „..Dlatego pytaj, poszukuj, zagłębiaj się…
        Znajdziesz swoją Jaźń i odkryjesz w niej Boga, gdyż jest tylko ta jedna Jaźń..”…

        Nawet jeśli w jakimś momencie się potkniemy lub upadniemy – nie zniechęcajmy się, ponieważ jesteśmy tutaj, aby nauczyć się odpowiedzialnego tworzenia.
        Wielu z nas akceptuje, że jesteśmy tutaj w tym celu, ale trudno nam uwierzyć, że również tworzymy swój scenariusz życia, zwłaszcza wtedy, gdy wydarzenia, które występują są dla nas nieprzyjemne…
        „..Jeśli szukasz ostatecznej bratniej duszy na zewnątrz siebie, nigdy jej nie znajdziesz
        – jej tam nie ma.
        Tak samo, jak Boga nie ma ‚tam’. Bóg jest tutaj.
        Nie szukaj Boga ‚gdzieś tam’. Tutaj szukaj Boga.
        Patrz przez swoją Jaźń.
        Zacznij największy romans, jaki kiedykolwiek miałeś … ze swoją Jaźnią.
        Dzięki temu pokochasz wszystko…”

        W notce Nr 53. napisałam:
        „..Esencja Ducha to Świadomość, jego największym cieniem w tej perspektywie jest Nieświadomość (podświadomość – sfera cielesności czyli Animy, wszystko co zostało wyparte, niepoznane, nieuświadomione, zapomniane).
        Duch uwięziony w podświadomości to Duch w upadku, który nie ma wiedzy o sobie, jest odłączony od Wyższej Jaźni, dlatego ten stan jest dla niego piekłem i przejawia się jako cienie psychiczne dla człowieka, nękania czy w skrajnych przypadkach opętania…”

        Eckhart Tolle twierdzi:
        „…Nie jesteś myślą – Jesteś przestrzenią dla myśli.
        Nie jesteś emocją – Jesteś przestrzenią dla emocji.
        Jesteś bezforemną przestrzenią świadomości samą w sobie…”

        Sadhaka pisze:

        „Ludzka Dusza jest Płomieniem, wiecznie palącą się Miłością
        Patrzysz w Ogień, czujesz się bezpiecznie i dobrze, bo ogień podobny jest do Duszy Twojej, czystej, wypalonej Boskością.
        Boski Ogień wypala każdą zmienność, Ogień kuje Cię jak niezniszczalną stal, nieugiętą przed złamaniem, Dusza spalona Boskością, nie ma w sobie lęku.
        Na końcu już wiesz, że zawsze byłeś Boskim Ogniem.
        I zawsze Będziesz, jest to jedyna Święta Niezmienność.. 😀

        Na stronach WingMakers, dr Neruda przedstawia praktyczne wskazówki jak wykaraskać się z oparów snu 😉

        „…Wycentruj siebie w teraźniejszości, poprzez zachowanie wewnętrznej ciszy i bycie świadomym swojego oddechu.
        Na początku może to zająć trochę czasu, ale wraz z praktyką przychodzi szybciej.
        Musisz zatrzymać wzorce myślowe, które łączą ciebie z oddzieleniem.
        Także to samo musisz zrobić z zachowaniami.

        Aby żyć i wyrażać siebie w teraźniejszości, potrzebne jest zachowywanie na co dzień dużej czujności.
        Ludzie mają tendencję do życia swoimi wspomnieniami z przeszłości albo potencjalnymi przyszłymi problemami.
        Gdy tymczasem – to teraźniejszość jest tym, w czym wyraża siebie nasza esencja życiowa.
        Nasza esencja życiowa nie wyraża siebie w przeszłości ani w przyszłości, to jedynie ramy świadomości skaczą sobie pomiędzy przeszłością a przyszłością, tak więc gdy kiedykolwiek spostrzeżesz, że odleciałeś myślami w przeszłość lub w przyszłość, to możesz być pewien, że nie przebywasz wtedy w swojej esencji życiowej. 🙂

        „Kiedy już to zrozumiałem, przeczytałem w filozofii WingMakers, że oddech był magnesem teraźniejszości. Był on elementem, który doprowadził istoty ludzkie do teraźniejszości, poprzez to, że stały się one świadome swojego oddychania. 🙂

        Sednem tutaj jest to, że proste świadome zdawanie sobie sprawy z mojego oddechu pomogło wycentrować mnie w ciszy.
        Nawiasem mówiąc, nie oznacza to, że musisz przebywać w cichym pomieszczeniu.
        Możesz być na spotkaniu w pracy i centrować siebie w ciszy poprzez swój oddech. Przebywając w takim wewnętrznym wycentrowaniu byłem w stanie lepiej odczuwać mój własny zmysł wyrażania siebie, a to było to, czego brakowało w moich początkowych próbach zintegrowania tego procesu z moim życiem.
        Tym samym nie miałem korzystnego punktu startowego do praktykowania cnót serca, i naprowadzałem je tylko na zewnątrz – do innych ludzi lub zdarzeń, zamiast w pierwszej kolejności do mnie samego.
        „Kiedy już dokonałem korekty, zmiana ta pomogła mi zidentyfikować moją esencję życiową oraz odróżnić ją od mojego systemu umysłu.
        Esencja życiowa jest autentyczna tylko w jedności i równości, oraz porusza się ona tylko i wyłącznie w teraźniejszości.
        Ramy świadomości skaczą pomiędzy przeszłością, teraźniejszością, a przyszłością, funkcjonując w oddzieleniu.
        Jeśli wyrażasz cnoty serca z poziomu ram świadomości, zwłaszcza przy naprowadzaniu ich na zewnątrz, to nie będą one miały takiej samej mocy czy też siły działania.”

        Możesz powiedzieć tak:
        zidentyfikowałem zachowanie wspierające oddzielenie w tym świecie.
        Powiedzmy, że polega ono na tym, że trzymam się przekonania, iż muzułmanie są mniej moralni niż ateiści, a zatem jest mniejsze prawdopodobieństwo dostania się przez nich do nieba, niż przez osoby, które nawet nie wierzą w boga.
        Takie postrzeganie to przekonanie czy też myślokształt podłączony do oddzielenia.
        Mogę powiedzieć: zatrzymuję to, koniec z tym, lecz w przypadku większości ludzi nie jest to zbyt skuteczna metoda.
        Mogę powstrzymywać działanie danego przekonania za każdym razem kiedy wyraża się ono w moim życiu, jednakże wiele przekonań jest tak bardzo subtelnych i podświadomych, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wyrażają się one poprzez nasze zachowania i wybory.
        Jeśli zastosujesz wobec siebie cnoty serca, jak na przykład przesłanie sobie przebaczenia za to, że pojawiło się u nas takie postrzeganie, to miej wobec siebie nieco współodczuwania i pamiętaj, że za sprawą podświadomych i nieświadomych warstw umysłu każdy jest zainfekowany przekonaniami podłączonymi do oddzielenia 😮
        Zachowaj skromność, mając świadomość, że wykonując taką powstrzymującą modyfikację robisz ją nie tylko dla siebie, ale w pewnym sensie, robiona jest ona dla każdego, z uwagi na to, że wszyscy stanowimy jedno.
        Doceń i bądź wdzięczny za to, że pracujesz nad tym dla dobra wszystkich.
        Poczuj dzielność w obliczu tego, że udało się tobie powiedzieć dość i powstrzymać systemy oddzielenia czające się w twoich zaprogramowanych ramach świadomości…”

        http://tamar102.bloog.pl/id,342180317,title,Wywiad-z-dr-Neruda,index.html

        • Mezamir pisze:

          Kogo to obchodzi?! Unikalne Nauki – opis produktu:

          Zapis rozmów przeprowadzonych z wybitnym panditą z Bombaju, Rameshem Balsekarem dotyczących rozwoju duchowego, natury umysłu, świadomości, Boga i rzeczywistości. Ramesh Balsekar to bezpośredni uczeń Nisargaddata Maharaja oraz Ramana Maharishiego, dwóch urzeczywistnionych joginów, którzy w swoich naukach wychodzili poza koncepcję osobowego Boga a rzeczywistość pojmowali jako niepodzielony twór, który jest emanacją Jaźni, Boga, Pustki ale nie jest od nich różny.

          Ramesh Balsekar w swoim rozmowach w bezkompromisowy i przenikliwy sposób ukazuje nam świat widziany oczami mędrca, w którym podziały na ciało i umysł, Boga i Człowieka, dobro i zło to tylko funkcje ego, uwarunkowania nieistniejącego złudzenia, które rządzi nami od zarania dziejów. Ramesh dekonstruuje ludzkie ego i pokazuje, że prawdziwa wolność od przeciwieństw, wolność od awersji i lgnięcia są możliwe dopiero wówczas, gdy złudzenie to się rozpuści.

          • margo0307 pisze:

            Z tego, co mówi ten pan wynika, że…coś się nam przytrafia…, tak po prostu, ot tak sobie…, bez naszego udziału…, bo miało się przytrafić…😉
            Mezamir, dla mnie to nie ma żadnego sensu 😀
            Natomiast stwierdzenie, że powodem niezadowolenia jest nasze poczucie osobistego sprawstwa – jak dla mnie brzmi bardzo sensownie 😀

          • Mezamir pisze:

            Z tego, co mówi ten pan wynika, że…coś się nam przytrafia…, tak po prostu, ot tak sobie…, bez naszego udziału…, bo miało się przytrafić…

            To jest wycinek z całości więc może brzmieć bezsensownie
            Chodzi o karmę,rezultaty działań w przeszłości,po prostu się dzieję w teraźniejszości,gdy nasiona karmy dojrzeją,gdy warunki pozwolą im wykiełkować

        • Teresa Chacia pisze:

          Margo przywołałaś wspomnienia związane z Markiem (Tamar) i mój pierwszy wiersz z nim związany
          Ale to nie umniejsza mojej chwale
          poniewaz zachowałem się doskonale
          i zamiast uciekać i narobić w gacie
          to teraz bohatera przed sobą macie
          stawiłem dzielnie tym zwierzakom czoła
          i teraz mogę chwalić się dokoła
          mogę opowiadać i przy kawie
          w każdej sytuacji nawet na trawie
          ujarzmiłem groźne psiska
          niech mi tutaj nikt nie wciska
          że nie mogę być bohaterem
          kto inaczej myśli niech idzie w cholerę.

          • margo0307 pisze:

            Wiersz świetny tak samo, jak jego bohater 🙂
            Teresko, na tym blogu (Tamar), jest sporo ciekawych opisów ale… najbardziej mnie poruszyła historia życia Admina stronki, w której opisuje swoją drogę wiodącą od niedoskonałości do doskonałości 😀 zaczynając ją od słów:

            „..Jestem zwyczajnym człowiekiem, takim samym jak Wy.
            Pracuję nad sobą od pewnego czasu, walczę z pokusami i przeciwnościami i ta walka nigdy się nie kończy ale jestem w niej coraz silniejszy i nie sprawia mi takich kłopotów jak na początku.
            Nie dajcie sobie wmówić, że wam się nie uda, że jesteście zwykli,
            że nie macie zdolności – przeciwnie, macie wszystko, co potrzeba by zmienić swoje życie, by stać się szczęśliwymi…” 😀

          • Teresa Chacia pisze:

            Tak z Markiem mamy wiele wspólnego a tak napisałam kiedy nie bardzo chcieli mnie przyjąć do grupy a ja potrzebowałam „kogoś” na mojej rozpoczynającej się duchowej drodze i właśnie Marek mnie przywołał z powrotem.

            Twoja Alicante wróciła
            była wszędzie ale na tym forum nie była
            długo to nie trwało
            i mnie do Was znów przywiało
            wywołaliście temat mój
            więc teraz postów będzie rój
            a farmaceutka zawód mój
            i z tej samej branży Marku Twój
            po studiach nie chciałam do apteki
            chyba wyczuwałam że nie dla mnie chemiczne leki
            do toksykologi trafiłam
            o wszystkich truciznach wiele się nauczyłam
            te które mają leczyć trują
            a ludzie coraz bardziej chorują
            po 20 latach trafiłam jednak do apteki
            chciałam sprzedawać tylko naturalne leki
            holistyczne podejście od początku pokochałam
            tylko homeopatyczne i naturalne polecałam
            że pragnę pomagać ludziom odkryłam
            i to pasja wielka była
            kiedy w świadomości wzrastałam
            z apteki się zwalniałam
            a własny zielarski biznes w myślach zakładałam
            odkryłam że nie tędy droga
            a ja mam energetycznie tych co chcą prowadzić do Boga
            pracuję w aptece dalej
            ale wiem teraz doskonale
            że każdy wybór ma
            jeżeli chce chemii to mu ją dam
            na własne moce niektórych ukierunkowuję
            kiedy potrzebna rozmowa też wyczuję.

            tyle 10 lat temu
            teraz nie jest po staremu
            nigdzie już nie pracuję
            najważniejsze że nikogo nie truję
            żyję skromnie ale szczęśliwa
            teraz rodzina najważniejsza tak to teraz u mnie bywa.

          • margo0307 pisze:

            „..wywołaliście temat mój
            więc teraz postów będzie rój..”

            Cieszę się jak… nie wiem co 😀

          • Teresa Chacia pisze:

            Wtedy się bez roju obyło
            a nawet dla większości na tym się skończyło
            więc jeśli historia zatacza koło
            to nie będzie Ci Margo z tego powodu wesoło.

    • mały budda pisze:

      Matka ziemia ma duszę.
      Ta dusza to prawdziwy duch natury.
      Ziemia w wewnętrznej pamięci posiada zapis. Mówiący o możliwości zwiększenia swej wibracji energii aby uzyskać blask. W postaci widzialnego światła.
      Drzewa posiadają pamięć swoich poprzedników tj. świecących światłem drzew.
      Istotą zmian na ziemi jest oczyszczenie karmy matki ziemi. Aby odtworzyć pierwotną początkowa formę matki ziemi. Jako świecącej matki ziemi, która dzieli się swoim światłem z otaczającą ją dokoła życiem.
      Matka ziemia to kryształ i serce wszelkiego życia.
      Jeśli człowiek zatracił zdolność miłości do matki natury. To skierował swoje życie na ludzką naturę manipulacji.
      Jeśli ludzie z Gwiazd mają możliwość stwarzania z miłości. To mogą swoją cząstką stworzyć choćby matkę ziemię.
      Wydaje mi się, że matkę ziemię stworzyli z światła.
      Idea.
      Niech wszelkie czujące życie doświadcza procesów nauki życia.
      Więc życie na ziemi jest darem aby osiągnąć pierwotną doskonałość rozumienia idei procesów życia.
      Ludzie naruszyli fundament życia tj. zakłócili rozwój świadomości matki natury.
      Więc ludzie kiedyś doświadczyli destrukcji matki natury wobec ludzkiej głupoty.
      Oni mówili. Pamiętajcie i chowajcie swoje dzieci w miłości do matki natury.
      Słońce jest darem dla rozwoju wszelkiego życia na ziemi.
      Może się okazać, iż słońce to Wielki Budda.
      Czy odnajdą w Polsce stary symbol postaci Buddy.

  2. Mezamir pisze:

    Wczoraj dokonałem pewnych odkryć,jeśli chodzi o to co właściwie próbują nam powiedzieć wszystkie religijne teksty na temat świadomości i jej losu p ośmierci

    No cóż…zajęło mi to w sumie kilka lat i nie wiem czy się cieszyć z tego że doszedłem do punktu zero Chyba dobrze się stało że już nie muszę się zastanawiać o co tym ludziom chodzi
    ale nie mam sumienia mówić o tym co odkryłem ;p

    Bo mnie nie chodzi o to że religie są bezbłędne i trzeba wierzyć w to co głoszą
    ja tylko odkryłem co głoszą a czy mają rację czy nie…potem się zobaczy
    Póki co racji nie mają ci którzy uważają się za religijnych,wyznając coś czego ich religia wcale nie głosi
    Ludzie religijni są po prostu niezgodni z religiją której urzywają jako podpory dla swoich doktryn
    Te doktryny których ludzie bronia religią,ich religia wyklucza ;p
    Wszystko dlatego że religia nie mówi wprost o tym co głosi,fakt,zależy też która religia.
    Niektóre mówią o tym co głoszą mniej delikatnie,inne bardziej
    Gdyby nie to ze i tak wszystkie one są ze sobą zgodne,można by się było zastanawiać która opcja jest prawdziwsza.
    W tej chwili prawdziwsza jest każda,otwarta pozostaje jedynie kwestia czy to co głoszą jest faktem.
    Eh…

    Zwróćcie uwagę że zeznania ludzi na temat śmierci klinicznej,są zawsze zeznaniami osób żywych,które nie umarły a jedynie były uwazane za martwe przez osoby żyjące.
    Nikt nie umarł,nie zgnił i nie powrocił opowiedzieć o tym jak to było stracić ciało w 100%.

    Śmierć kliniczna to nie śmierć a tzw śmierć,termin medyczny stosowany w przypadku charakterystycznej grupy pacjentów którzy byli przez jakiś czas uznanwani za martwych
    ale nie byli martwi.

    Faktycznie martwi są tylko ci których ciała uległy zniszczebniu.
    Czy ktoś posiada zeznania takich osób?
    Nie
    Seanse spirytystyczne?
    Doświadczenia dostępne dla ludzi żyjących,którzy nie są tam,po tamtej stronie
    Są osobami zakorzenionymi tutaj,w tym życiu,a ludzki mózg osoby żywej
    jest zdolny do wielu niezwykłych i odlotowych wyczynów🙂

  3. Mezamir pisze:

    Śmierć i odrodzenie
    Reinkarnacja rozumiana z buddyjskiego punktu widzenia

    Buddyjskie spojrzenie na reinkarnację całkowicie różni się od hinduistycznego czy wczesnochrześcijańskiego poglądu na to zagadnienie. Skoro w buddyzmie uważa się, że nie istnieje nic stałego, co więc mogłoby się odradzać? W najprostszy sposób wyjaśnia to metafora: o ile powszechnie rozumianą transmigrację duszy można przyrównać do kolejnych koralików nanizanych na jedną nić, o tyle w buddyjskiej doktrynie proces ten przypomina raczej ustawianie wieży z klocków, jeden na drugim. W tym drugim przykładzie utrzymana jest ciągłość przyczynowo-skutkowa nie wymagająca wprowadzenia niezmiennego bytu, podczas gdy w pierwszym całość opiera się na istnieniu niezmiennej i trwałej konstrukcji – duszy (nić).

    buddyzm – Cyber Sangha – medytacja
    Na Zachodzie wiele nieporozumień wokół buddyjskiej doktryny odradzania się, wywołanych zostało użyciem określeń jak reinkarnacja, transmigracja i dusza.

    (…) wieloznaczny termin dusza nigdy nie został jasno zdefiniowany przez zachodnią myśl religijną, ale najogólniej zdaje się oznaczać istotę indywidualnej osobowości, trwałe istnienie – ego, które jest mniej lub bardziej niezależne od fizycznego ciała i posiada zdolność przetrwania po jego śmierci. Duszę uznaje się za czynnik osobowościowy odróżniający daną jednostkę od innych. Przypuszcza się, że składa się ona z elementów świadomości, umysłu, charakteru i wszystkiego tego, co stanowi psychiczną, niematerialną stronę ludzkiej istoty. (…)

    Budda kategorycznie zaprzeczał istnieniu duszy w znaczeniu określonym powyżej. W buddyzmie twierdzi się, iż wszystkie uwarunkowania i złożone zjawiska są nietrwałe, a to wyklucza możliwość istnienia takiej duszy.

    Na czym więc polega owa tożsamość, która usprawiedliwia użycie słowa odrodzenie, tożsamość mająca zachodzić pomiędzy tą samą osobą na przestrzeni dwóch różnych żywotów? Odpowiedź brzmi: polega ona na powiązaniu czysto serialnym, które może być opisane jedynie przy użyciu terminów przyczynowego kontinuum.

    (…) Jak, dokładnie rzecz biorąc, dokonuje się ludzkie odrodzenie? Moc-myśl przyciągana jest przez fizyczne warunki ludzkiej prokreacji, które umożliwiają jej ponowne zaistnienie i tym samym danie wyrazu zawartemu w niej potencjałowi-pragnieniu. Wyzwolona energia działa za pośrednictwem męskich i żeńskich komórek rozrodczych na niemalże tej samej zasadzie, co prąd elektryczny w druciku lampy, gdy wytwarza światło. Ślepa siła twórcza potencjału-pragnienia przystosowuje i rozwija owe komórki, modelując strukturę ich wzrostu w taki sposób, aby mogły służyć jej celom w obrębie ograniczeń, jakie niesie ze sobą jako swoją karmą. Ponadto jest ona ograniczona również przez ogólne cechy właściwe danej grupie rasowej oraz cechy osobowe rodziców. Jednakże nawet w obrębie tych ograniczonych ram istnieją nadal niezliczone odmiany fizycznych i psychicznych cech, które mogą rozwinąć się pod wpływem przyszłej karmy. Uważać, że wszyscy Chińczycy są tacy sami dlatego jedynie, że najłatwiej uchwytne dla nas jest to, co ich od nas różni, jest tak absurdalne jak sądzić, że wszyscy Anglicy lub Rosjanie są tacy sami.

    – Francis Story –

    * * *

    Buddyzm ujmuje odradzanie się nie jako transmigrację niezmiennej, erialnej istoty (atmana) od jednego fizycznego ciała do drugiego, lecz w sposób głębszy i subtelniejszy. Dokładnie tak, jak w trakcie obecnej egzystencji poprzedzający stan umysłu staje się warunkiem następnego po nim, tak samo pierwszy moment-myśl przyszłego życia zrodzi się jako następstwo ostatniego momentu-myśli życia obecnego. Związek łączący obydwa żywoty, podobnie jak relacja zachodząca pomiędzy kolejnymi stanami umysłu, jest związkiem przyczynowej ciągłości. Odpowiednią ilustracją takiego stanu rzeczy jest nie tyle obraz człowieka, który zmieniając jedno ubranie po drugim sam pozostaje niezmienny, co wyobrażenie płomienia karmiącego się w swym pochodzie kolejnymi wiązkami paliwa. (…)

    Twierdzić, że w chwili śmierci wraz z życiem ciała kończy się również i życie psychiczne, to jedna skrajność. Druga, to pogląd, zgodnie z którym każdy element psychiczny, taki jak nieśmiertelna dusza, posiada zdolność przetrwania śmierci w niezmienionym stanie. Buddyzm, jak wszędzie zresztą, kroczy tu ścieżką środkową nauczając, że „istota” z jednego żywota nie jest ani dokładnie taka sama, ani też zupełnie odmienna od „istoty” z żywota kolejnego. Chociaż buddyzm przystał na termin „odradzania się”, wyklucza możliwość błędnej interpretacji podkreślając, że nie ma nikogo, kto zostałby odrodzony.

    – Bhikszu Sangharakshita –

    * * *

    Król spytał: „Czcigodny Nagaseno, czy osoba, która odrodziła się jest tą samą osobą (która zmarła), czy też kimś innym?”
    „- Nie jest ona tą samą osobą, ani też inną”.
    „- Wytłumacz mi to na przykładzie”.
    „- (…) Przypuśćmy, Wasza Wysokość, że człowiek zapalił lampę. Czy ta lampa będzie płonąć przez całą noc?”
    „- Tak, Czcigodny Panie”.
    „- A zatem, Wasza Wysokość, czy płomień palący się podczas pierwszej straży nocnej jest tym samym płomieniem, który pali się podczas drugiej?”
    „- Nie, Czcigodny Panie, z pewnością nie”.
    „- A czy płomień, który pali się podczas drugiej straży, jest tym samym, który płonie w trakcie trzeciej straży?”
    „- Oczywiście, że nie. Czcigodny Panie”.
    „- A zatem, Wasza Wysokość, czy lampa płonąca w trakcie pierwszej straży była inna niż lampa płonąca w czasie straży środkowej i trzeciej?”
    „- Nie, Czcigodny Panie, światło przez całą noc pochodziło od tej samej lampy.”
    „- W taki sam sposób, Wasza Wysokość, ludzkie istnienie jest nieprzerwanym następstwem fizycznych i umysłowych stanów. Gdy jeden odchodzi, rodzi się inny i dzieje się to tak, że nie ma żadnego oddzielenia pomiędzy poprzedzającymi i następującymi stanami. Dlatego to, co pojawia się jako końcowy wynik świadomości, nie jest ani tą samą ani też inną osobą”.

    – Milinda Pańha –

    • JESTEM pisze:

      w jednej ze swoich notek ukazalam, jak wrecz nielogiczna byla interpretacja pojecia duszy – czym jest dusza (i najwyzsza Dusza) przez Plotyna, a za nim te interpretacje przejela niemalze cala „zachodnia mysl filozoficzna” po Plotynie.😀

      zdecydowanie blizszy mi oraz bardziej logiczny – jak dla mnie – jest sposob jej opisu przez buddyzm (choc szkol reprezentujacych rozne sposoby interpretacji tzw. nauk Buddy jest wiele).

      • Maria_st pisze:

        a ja to widze dość elektrycznie….
        a jeśli chodzi o Budde to lubie Buda–peszt ha ha ha to tak dla rozlużnienia…
        Mnie w tej grze słówek ciagnie do Peru i Himalajów ha ha ha………fletnia Pana i pełen LOT nad górami
        no i znów pisze niezrozumiale ale wiem ze jest osoba ktora wie co pisze…….buziak

      • Mezamir pisze:

        Ale pamiętasz swoje haha pod cytatem z Koranu o braku nieśmiertelnej duszy?😀

        Właśnie o to chodzi że nie haha😀
        Koran,Biblia,Tora,buddyzmy,spora część hinduizmów
        wszyscy są zgodi że niestety,śmierć ciała
        oznacza koniec tego co mamy na myśli mówiąc o życiu wiecznym.

        Nie ma czegoś takiego jak latające sobie dusze i odwiedzające swoich bliskich
        Dusza może sobie latać i odwiedzać,dopóki człowiek jako całość czyli razem ze swoim ciałem,jest żywy.
        Gdy człowiek umiera,umiera również to,na nieśmiertelność czego liczy większość ludzi
        a czego NIE MA,w doktrynach większości religii.
        Czy religie maja rację czy się mylą,to nie ważne w tym momencie.
        Chodzi o to że religie są zgodne co do tego że w trakcie śmierci ciała
        ginie świadomość
        Nie musi znikać od razu,może sobie trwać dłuższa lub krótszą chwilę
        ale nigdzie się nie wciela ponownie,a jedynie rozpada na wiele różnych częstotliwości
        które są fundamentem dla zupełnie nowej istoty.

        • Maria_st pisze:

          Ale pamiętasz swoje haha pod cytatem z Koranu o braku nieśmiertelnej duszy?😀
          nie

        • Maria_st pisze:

          ZNACZY po śmierci, cos co nazywamy ” dusza” nie odwiedza jakis czas ” żywych „?

          • Mezamir pisze:

            Jakiś czas może,bo gaśnięcie nie musi odbywać się nagle,im subtelniejsze ciało tym jego rozpad wolniejszy.
            Coś przecież bierze udział w Bardo,i coś tworzy fundamenty dla nowej istoty.

            Chodzi o to że to COŚ,co chcielibyśmy uwiecznić,jest tak samo przemijajace jak ciało,z tym że: tak jak materia nie może być i zniknąć,a jedynie zmienić forme
            tak samo nasze duchowe skłądnicki/częstotliwości,trwają jakiś czas a potem znikają
            Zupełnie jak akrod w muzyce.
            Uderzasz w klawisze,akrod brzmi,akrod to minimum trzy dźwięki,pryma,tercja i kwinta.
            Im dłużej akrod brzmi,tym słabiej brzmi,w koncu przestaje brzmieć
            Uderzasz znowu.

            Czym jest kadencja w muzyce?
            Kadencja to trzy najwazniejsze akordy w dowolnej gamie:
            Toniczny,Dominantowy i Subdominantowy.
            Razem tworzą triadę harmoniczną danej tonacji.

            T,S,D – w tonacji Cdur będą to:
            durowy akrod toniczny C (w skład akordu wchodzą dźwięki c,e,g)
            durowy akord subdominantowy F ( f,a,c)
            durowy akrod dominantowy G (g,h,d)

            Tonika ma wspólny dźwięk z dominantą i subdominantą.

            Co to oznacza?

            Jeśli gram akord C dur,to w momencie gdy on przestanie brzmieć,przestanie istnieć
            pozostawi po sobie zasadę,według której może powstać akord dominantowy lub subdominantowy,zawierający ten sam składnik co akord toniczny.

            Dominanta Gdur to nie jest akrod toniczny Cdur
            ale dźwięk „g” który oba akordy mają wspólny,jest tą „duszą”
            która przechodzi z jednego akrodu w inny,z jednego wcielenia w inne.
            Dźwięk ten sam ,no bo „g” zawsze ma tę samą cześtotliwość
            ALE
            grając dwa razy ten sam dźwięk,powołujemy do życia dwie różne istoty
            Kolejny raz grając ten sam dźwięk,nie wskrzeszamy poprzedniego dźwięku któy minął
            Każdy kolejny dźwięk jest nowym dźwiękiem,zastępującym dźwięk poprzedni

            Pauza między dźwiękami tej samej wysokości jest jak śmierć
            Dźwięk trwa,znika,pojawia się nowy

            O tym czy zagram ten konkretny X dźwięk w nowym akordzie
            decyduje akord poprzedni
            Znając zasadę harmonii mogę łatwo przewidzieć przysżłość😉
            i określić kolejną inkarnację nowej istoty ;D

            Grasz akrod C dur?Toniczny?
            Aha,więc dominantą może być tylko akord Gdur7
            zbudowany z dźwięków „g,h,d,f ” (czterodźwięk,w przypadku dominanty zawsze dodaje się septymę)
            Jeszcze go nie grasz a ja już wiem co zagrasz🙂 bo znam zasadę.

            Dominanta septymowa Gdur7 posiada dźwięk f,który w dominancie jest septymą
            ale w subdominancie Fdur jest toniką tego akordu
            Tonika to ten dźwiek akordu w oparciu o który nazywamy akord
            Jeśli zacznę budować akord od c,to utworzę akord c.
            Tonika akordu a Tonika w Tradzie Harmonicznej to nie to samo🙂

            Eh,żeby zbytnio nie gmatwać😀

            Chodzi o to że w gamie „do,re,mi,fa,sol,in,vic,tus,ro,mek,i,a,to,mek”😉
            np w tonacji C dur (c,d,e,f,g,a,h,c)
            mamy aż siedem różnych akordów i każdy z nich pozostaje w zwiazku z pozostałymi
            Żaden z nich nie jest samodzielny i przypadkowy,wszystkie są połączone.

            Każdy z nich,wynika jakoś z poprzedniego.
            Wszystkie mają wspólną tonację,należą do swojej tonacji w której pełnią określoną funkcję
            To właśnie one i ich funkcja określają ze dana tonacja jest WŁASNIĘ TĄ tonacją a nie inną.

            Podobnie wygląda sprawa życia i śmierci z punktu widzenia religii.

            Jesteśmy akordami,tworzą nas nasze składniki,wszyscy jesteśmy ze sobą połaczeni
            Przemijając pozostawiamy po sobie skłądniki akordu które nas tworzyły
            a dzieki którym nastęne akordy mogą powstać
            Z tym że aby móc zagrać dominantę,najpierw należy zagrać tonikę
            (bez toniki nie ma dominanty) a następnie pozwolić jej umrzeć/pauza
            aby dominanta Gdur7 mogła się pojawić w zastępstwie
            jako dominanta Gdur
            a nie jako pięciodźwięk Cdur 7/9

            czyli połączenie akordów C i G,połączenie toniki z dominantą tworzące w dalszym ciagu tonikę,tylko że wychodzącą poza minimalne trzy dźwięki potrzebne do tego,
            by móc nazwać współbrzmienie akordem.
            Dwa dźwięki to interwał,jeszcze nie akord🙂
            …ale namieszałem co?😀

            Nikt nic nie zrozumiał,świetnie,zasymulowałem właśnie religię😀

            Na tym to polega!!😀
            Nikt Ci nie powie: brzmisz sobie coraz słabiej aż w końcu przestaniesz być słyszalna

            Każdy Cię pociesza: Jesteś nutką która nie może przestać istnieć w zasadach muzyki,dźwię c zawsze istniał w muzyce i będzie w niej istniał,bo ta zasada muzyki/bóg😉
            jest niezmienna ,w muzyce zawsze istnieje dźwięk c ,spójrz
            tyle utworów się skończyło w ciągu setek lat a dźwię c nadal istnieje na pieciolinii😀 bo jest nieśmiertelny!!

            -No tak ale czy da się tak zagrać dźwięk c żeby trwał wiecznie?
            -…Noooo wieeeesz ,ten ,bo…to kwestia ekumeniczna ;D
            W sumie da się ale najpierw trzeba zrobić pauzę😉

            -Ale jakto,przeciesz gdy zrobię pauzę to…
            – Ci ciciiiii ,nie bluźnij ( i koniec tematu gdy robi się gorąco)
            Gdy zrobi pauzę to przestanie być,a wtedy nie będzie nikogo kto mógłby doświadczać tego że nie istnieje,a wtedy …nie będzie nikogo kto mógłby mieć do mnie pretensje
            o to że go okłamałem se se seeee ;D więc powiem jej coś na otarcie łez

            Trzeba wierzyć że akord który wybrzmiał nagle zacznie brzmieć od nowa
            albowiem pismo albowiem coś tam,albowiem blablablaaa,fą forąfą ,cała teologia,życia ci nie starczy aby to przeczytać więc lepiej się…prawda…nie przejmuj
            tylko sobie prawda…żyj wiarą w to,że stanie się coś co nigdy się nie stało
            albowiem…wiara w to co nam się podoba bez wzgledu na prawdę,to doskonały sposób na złagodzenie bólu wynikającego z prawdy o tym,czego nie akceptujemy

            _______________________________________________________

            Ooooo…ja chyba wstapię do seminarium😄

          • Maria_st pisze:

            o jacie……teoryjne granie ha ha ha
            „…ale namieszałem co?😀 ”
            może jakies falszywe nutki sie wgrały🙂

            doswidczenia Mezamirze, doświadczenia, o to mi chodziło……. a nie granie-banie🙂

          • JESTEM pisze:

            ZNACZY po śmierci, cos co nazywamy ” dusza” nie odwiedza jakis czas ” żywych „?
            ————-
            Przeciez jesli juz cos odwiedza ludzi to DUCHY, a nie DUSZE.🙂
            Najpierw wypadaloby dodac jeszcze, co rozumiane jest pod pojeciem duch i dusza😉, bo przeciez nie PLEC, ha, ha, ha…😀

          • JESTEM pisze:

            Znając zasadę harmonii mogę łatwo przewidzieć przysżłość😉
            i określić kolejną inkarnację nowej istoty ;D
            ————–
            Zdaje sie, ze czyms takim zajmowali sie wlasnie majowie🙂 Bo oni tzw KINY traktowali jako odpowiedniki pewnych „kosmicznych” czestotliwosci – dzwiekow i twierdzili, ze jesli urodziles sie w jakim kinie np. NOJ, to znaczy, ze zostales splodzony w kinie Toj, a jesli swoja „karme” wypelniles, to mogles stac sie Ajq’ij czyli kims w rodzaju medrca. Zdaje sie, ze twoje odkrycie”, Mezamirze moze wyjasniac takze „system kinow” majanskich😉

        • Maria_st pisze:

          Dusza może sobie latać i odwiedzać,dopóki człowiek jako całość czyli razem ze swoim ciałem,jest żywy.

          a po co ma latac i odwiedzac za życia?

        • Maria_st pisze:

          ale nigdzie się nie wciela ponownie,a jedynie rozpada na wiele różnych częstotliwości

          kolejne ludzkie bajanie?

        • Figaro pisze:

          A jak się mają do tego co piszesz, dusze które wracają z pamięcią dokładną lub szczątkową poprzedniego wcielenia?

          • Maria_st pisze:

            a mnie ciekawi jak Wy widzicie/odbieracie ten temat–” nieśmiertelność duszy” poprzez wlasne doświadczenia….

          • Mezamir pisze:

            Po prostu one nie wracają a jedynie powstają tu i teraz
            w oparciu o wzorzec/poprzednią istotę.
            Tamta poprzednia istota zostawiła silne ślady/częstotliwości w przestrzeni
            a nowa istota uformowana w oparciu o te ślady,przyswoiła sobie
            wystarczajaco dużo składników tworzacych poprzednią istote.

            Dlatego w nowej istocie pozostają ślady poprzedniej istoty
            przez co nowa istota może mieć wrażenie że jest tamtą istotą
            ale czy faktycznie jest tak że ktoś kto pamięta poprzednie wcielenia
            czuje się poprzednią istotą w nowym ciele?
            Nie,zawsze jest tak ze osobnik pamietający,czuje się istotą w obecnym wcieleniu
            istotą która pamięta przeszłość a nie jest przeszłoscią w nowej wersji.

            No niestety.

            Ja wcale nie twierdzę że to jest prawda,ja tylko staram się być buddyzmem i hinduizmem,który wyjaśnia o co mu chodzi🙂

            Takie są doktryny,właśnie to głoszą.
            Czy mają rację?…lepiej żeby nie miały😀

          • Figaro pisze:

            We mnie jest przekonanie, iż dusza wraca. Pytanie brzmi, czy dobrowolnie czy istnieje proces, który sprawia ze dusza musi ponownie powrócić, aby doświadczać i osiągnąć poziom Boskości, ktory ten proces zakończy.
            A jak naprawdę, tego nie powinien wiedzieć nikt, poza wspomnianymi wyjątkami dusz z pamięcią.

            Nie wiem czy już tu było kiedykolwiek, ale wkleję link do art na ten temat. Ciekawy bo dotyczy m.in chłopca z terenów Polski, czyli ponownego narodzenia z fascynującą wręcz pamięcią poprzedniego wcielenia.

            http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=485

        • JESTEM pisze:

          „Właśnie o to chodzi że nie haha😀
          Koran,Biblia,Tora,buddyzmy,spora część hinduizmów
          wszyscy są zgodi że niestety,śmierć ciała
          oznacza koniec tego co mamy na myśli mówiąc o życiu wiecznym.”

          No przecież nie całkiem, bo jak podałeś powyżej:

          „Budda kategorycznie zaprzeczał istnieniu duszy w znaczeniu określonym powyżej. W buddyzmie twierdzi się, iż wszystkie uwarunkowania i złożone zjawiska są nietrwałe, a to wyklucza możliwość istnienia takiej duszy.

          Czyli Budda „zaprzeczał” istnieniu „duszy oznaczającej istotę indywidualnej osobowości, trwałe istnienie – ego, które jest mniej lub bardziej niezależne od fizycznego ciała i posiada zdolność przetrwania po jego śmierci. Duszę uznaje się za czynnik osobowości „ (…)

          I dla mnie TAKIE postrzeganie duszy jest błędne🙂 Ale również wniosek, jaki wyciągnąłem i przedstawiłem jak tezę🙂 , że „Koran,Biblia,Tora,buddyzmy,spora część hinduizmów
          wszyscy są zgodi że niestety,śmierć ciała oznacza koniec tego, co mamy na myśli mówiąc o życiu wiecznym”, ponieważ… Każdy może mieć co innego na myśli mówiąc o życiu wiecznym.

          • Mezamir pisze:

            Każdy może mieć co innego na myśli mówiąc o życiu wiecznym.

            Nie tylko może a nawet ma,stąd całe zamieszanie🙂
            Bo jeśli chodzi o to że po śmierci NIC nie ma to oczywiście jest to nie prawda.
            COŚ jest,ale to nie jest TO co byśmy chcieli żeby było🙂
            To jest po prostu coś co pozostaje,czego się zniszczyć nie da,co jest nieśmiertelne.
            Z tym że to jest nasz składnik a nie my.

            Skręcamy kawałeczki i powstaje zegarek i sobie tyka,działa
            Potem rozkręcamy zegarek,śrubki zostają ale zegarek zniknął,nie działa,nie ma go.
            W trakcie rozkęcania zgubiliśmy kilka trybików i śrubek,nie ma problemu wstawimy nowe.
            Skęcamy zegarek,znowu działa ale to już nie jest ten sam zegarek,wygląda tak samo,działa tak samo ale nie jest tym samym zbiorem tych samych elementów.
            Gdyby nie kawałki poprzedniego zegarka,nigdy by nie powstał,a więc jest inkarnacją poprzednika tyle tylko że nie jest poprzednikiem w nowej wersji ;p

            Poprzednia wersja upadła i zrobiła rysę na tarczy
            Nowa inkarnacja/naprawiony zegarek z nowymi częśiami też posiada tę rysę ale to tylko ślad z poprzedniego wcielenia a nie dowód że to co były pojawiło się ponownie.

          • JESTEM pisze:

            Mezamir:
            ***Bo jeśli chodzi o to że po śmierci NIC nie ma to oczywiście jest to nie prawda.
            COŚ jest,ale to nie jest TO co byśmy chcieli żeby było🙂 ***
            ————

            No wiec… domyslam sie, co masz na mysli piszac, ze „to nie jest TO, co bysmy chcieli, zeby bylo”, ALE ja na przyklad wcale nie chce, zeby TO czyli dusza byla tym, co inni mogliby chcec, zeby byla. Wiem, ze dusza to cos, co trudno nam sobie wyobrazic… Moze mozna jakas „polaczyc sie” ze swoja dusza…

            Mezamir:
            ***To jest po prostu coś co pozostaje,czego się zniszczyć nie da,co jest nieśmiertelne.
            Z tym że to jest nasz składnik a nie my.***
            —————-
            To dla mnie oczywiste, ze dusza jest jak esencja… Zastanawiam sie nad porownaniem… Mam… gabka w oceanie😉 nasiaknieta woda. „smierc” gabki „nastepuje, gdy zostanie z niej zabrana woda. Ta woda w gabce to… dusza. wraca do oceanu i łączy się z oceanem – Naddusza🙂, a potem ta woda – jej część wypelnia inna ‚forme’😉
            Woda ma pamięć i przenosi informacje. Więc dusza to cząstka jakiejś energetycznej esencji wypełniającej nasze fizyczne, zbudowane z atomów i komórek ciała😉 jakiejś substancji takiej jak np. eter.😉

            Maria:
            a mnie ciekawi jak Wy widzicie/odbieracie ten temat–” nieśmiertelność duszy” poprzez wlasne doświadczenia….
            —-
            Z moich doswiadczen wynika, ze to moze jakas energia, esencja…🙂

          • Maria_st pisze:

            Z moich doswiadczen wynika, ze to moze jakas energia, esencja…🙂

            ŁADNIE

            ja dusze postrzegam jako światełko, a naddusze–ducha jako ŚWIATŁO……..

          • JESTEM pisze:

            ***ja dusze postrzegam jako światełko, a naddusze–ducha jako ŚWIATŁO…….. ***
            Też ładnie. I rozumiem to, w jaki sposób to określają. Dla mnie to światło bywa także przezroczyste…

            jakby była to energia o zróżnicowanych bardzo częstotliwościach. A dusze w naszych ciałach są jak … gestii, szelki na tkaninie światła- energii.

            http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/06/ciemnosc-i-krysztaowe-swiato.html

            I jeszcze coś…http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/09/kokardki-i-motyle.html

          • JESTEM pisze:

            **A dusze w naszych ciałach są jak … gestii, szelki na tkaninie światła- energii. Ha, ha, ha…
            A dusze w naszych ciałach są jak gęstki, supelki na tkaninie światła – energii.😀

          • Maria_st pisze:

            fajne te szelki…..
            czym więc jest biala mgielka nad karkiem osoby ktora niedlugo ma umrzeć, kilka godzin, albo mgielka poza osoba, gdy ma odejść póżniej ?
            czy to para?
            dlaczego wiec widac ja w czasie odejscia?
            biala mgłe widze tez w czasie ” przeskoków świadomości” gdy przenosze sie w różne miejsca .
            czy w czasie umierania jest podobnie?
            świadomość przenosi sie ?
            mgiełka/para nie jest świadomościa, jednak wystepuje wtedy gdy nastepuje przenoszenie świadomości.

            fizyka, chemia….

          • Maria_st pisze:

            Nauka zajmująca się badaniem światła to optyka. Współczesna optyka, zgodnie z dualizmem korpuskularno-falowym, postrzega światło jednocześnie jako falę elektromagnetyczną oraz jako strumień cząstek nazywanych fotonami.

            http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiat%C5%82o

    • Dawid56 pisze:

      O.K Mezamirze.Jak buddyzm wypowiada się odnośnie „wymazywania pamięci” z poprzednich żywotów?

      • Figaro pisze:

        Mezamir…
        Niczego nie wiemy i nic nie jest jakąkolwiek pewnością.
        To co piszesz o pamięci poprzedniej: czyli śladach pozostawionych, do mnie nie przemawia. Opieramy się na religiach i ich przesłankach, ale tu nic nie jest pewnością, popycha nas jedynie w rożne strony, ktore intuicyjnie wybieramy.

        To jest niewiadoma, czy nas to smuci czy cieszy, nie mamy możności oglądania tego z tego pułapu, na którym tu i teraz jesteśmy.

        • Mezamir pisze:

          Niczego nie wiemy i nic nie jest jakąkolwiek pewnością.

          No więc włąśnie,będąc buddyzmem w dalszym ciągu😉 chcę powiedzieć ze nie głoszę dogmatów w które trzeba wierzyć,nie twierdzę że czego nie ma w buddyzmie to nie istnieje albo że buddyzm to kompletna filozofia z gotową poprawną odpowiedzią na każde pytanie

          Przeciez jako buddyzm wyraźnie głosze że istnieją pytania bez odpowiedzi
          pytania których nie ma sensu zadawac bo i tak nie jesteśmy w stanie na nie odpowiedzieć
          próby odpowiedzi na te pytania są stratą czasu.

          Jako buddyzm,głosze jedynie że dopóki nie znajdziemy dowodów potwierdzajacych istnienie czegoś więcej niż wiemy obecnie,nie ma sensu wymyślać teorii i wierzyć w nie.

          Nie ma duszy – oznacza że nie istnieją żadne dowody na jej istnienie a poszlaki to za mało.

          Może dusza istnieje,tylko niech ktoś to zbada i udowodni a wtedy buddyzm zaakceptuje ten fakt w swoich naukach.Nikt nie potrafi udowodnić a więc nie ma sensu rozszerzać nauk buddyjskich o niepewne teorie doktryny i dogmaty.

          Buddyzm polega na tym samym na czym polega praca w laboratorium
          Nikt nie twierdzi że X istnieje bo istnienie X jest mu potrzebne do tego aby dostać podwyżkę i zdobyć tytuł profesora😀

          Bierzemy mikroskop i sprawdzamy próbkę,odkrywamy że istnieje to to i tamto
          a więc tego można uczyć,że xyz istnieje ponieważ zostało odnalezione.

          CZego nie znaleźliśmy tego nie głosimy że istnieje
          ALE
          nie głosimy też że tego czego nie znaleźliśmy nie istnieć na 100%

          Może kiedyś znajdziemy,gdy użyjemy lepszego mikroskopu lub będziemy badać odpowiednia próbkę materiału..najpierw trzeba ten materiał znaleźć…

          Odpowiedni materiał może istnieje ale jeszcze go nam nie dostarczono więc nie możemy powwiedzieć co zawiera lub czego na 100% nie zawiera
          Jesteśmy otwarci na wszystkie możliwości😀

          A nie łątwiej by było uznać że odpowiedni materiał istnieje i że zawiera wszystko co nam się podoba?

          Byłoby łatwiej ale my jesteśmy buddyzm/laboratorium badawcze
          a nie religia/chciałbym żeby x było faktem
          a zatem X JEST FAKTEM bo tak mi się podoba,x jest takie atrakcyjne,będę sobie wierzył że mam rację😀

          A jesli ktoś odkryje że x nie istnieje?
          Wtedy buddyzm pozostanie buddyzmem a religia zniknie.

          Tylko jak udowodnić niesitnienie np smoków?
          Jak może wyglądać istniejacy materialny dowód
          na nieistnienie czegoś co nie istnieje?😀

          Brak dowodu nie jest dowodem braku
          ale coś czego nie ma i nigdy nie było
          nigdy nie będzie się dało potwierdzić nieistnienia tego X
          za pomocą istniejącego dowodu😀

          Dwód na nieistnienie X musiałby być cząstką tego czego nie ma😀
          To czego nie ma może mieć cząstki?
          ____________________________

          Nie istnieją żadne dowody na istnienie niebytu :> niebytu nie ma i nie da sie tego udowodnić
          Cała reszta bytów któyrch jeszcze nie odnaleziono,może istnieć
          ale zanim uznamy ich istnienie,wypadało by najpierw odnaleźć te byty.
          To właśnie jest buddyzm:znajdziemy X to uznamy istnienie X,
          a dopóki nie znajdziemy nie uznamy
          ALE
          wcale nie głosimy że X napewno nie istnieje,nie wiemy tego.
          Wiemy że brak nam dowodów na istnienie X i ten brak dowódów głosimy😀

          • JESTEM pisze:

            „Anatman (skr. nie-ja, w języku pali anatta) – podstawowa doktryna buddyjska, według której nie istnieje nic takiego jak atman.”
            Coś jak „zaprzeczenie istnienia duszy”.

            „Atman w językach dewanagari आत्म‍ oraz sanskrytu आत्मा oznacza duszę (dosłownie oddech). W terminologii buddyjskiej to również tożsamość „ja” o cechach pojedynczości, niezależności i niezmienności. Przy czym cechującą „ja”, bądź duszę, owa niezmienność może dotyczyć również pojęcia reinkarnacji (w odróżnieniu do pojęcia duszy używanego w chrześcijaństwie). Znaczenie dwóch członów można tłumaczyć jako brak atmana, brak duszy.”

            Skoro atman oznacza dusze, oddech, to w ciele, gdy jest oddech, ciało jest żywe. A gdy oddech zostaje zatrzymany, to ciało umiera, ale co dzieje się z oddechem?
            Jeśli Batman, dusza, oddech ma cechy pojedynczosci, niezależności i niezmiennosci, to w jaki sposób?
            Oddech jednego ciała może być niezależny od oddechu w innych ciałach. Choć w tym jednym ciele także może być zróżnicowany.
            Oddech jednego ciała może być uznany jako pojedynczy względem oddechow w innych ciałach.
            Ale co z niezmiennoscia oddechu?

            Oddech to także wdech i wydech, więc w tym sensie bywa niezmienny: zawsze po wdechu następuje wydech, a po wydechu wdech, nawet, gdy nastąpią przerwy pomiędzy nimi.
            Anatman więc – jako „zaprzeczenie istnienia duszy” byłby w tym porównaniu bezdechem, ale czy może być „antydusza”?
            Bezdech w ciele pojawia się w momencie śmierci, ale co wtedy dzieje się z oddychaniem?

            Jeśli dusza byłaby czymś jak wir energii (światła) „rozswietlajacy życiem ciało”, to czy taki wir opuszczając ciało przestawiał by istnieć?

            POLE SWIADOMOSCI BUDDY🙂

          • mały budda pisze:

            Jakiś czas temu ćwiczyłem technikę pranajamy.
            Doświadczyłem, odczułem i doznałem możliwości wdychania prany czyli światła.
            Prana jest energią z której można czerpać spokój i doładować swoje ciało.
            Więc jest prawdą, że śmierć to wykreowana iluzja.
            Gdyż istnieje wieczne prana życia, która nigdy nie umiera.

          • JESTEM pisze:

            Dziękuję Mały Buddo, bo dzięki temu, co napisałeś o swoim ćwiczeniu z oddychaniem też przypomniałam sobie coś..

            Kiedyś zdarzyło mi się spontanicznie w czasie medytacji, że przestałam oddychać. Nie wiem na jak długo, ale mialam odczucie, że względnie długo🙂, ponieważ kiedy powrócił mi oddech, byłam w szoku, że ” tak długo mogłam nie oddychać”… byłam, istniałam w tym bezdechu… bez żadnej mysli, bardziej jako świadomość tego, że jestem, ale nie byłam utozsamiona z niczym konkretnym. Jakbym była obecnością niby w swoim ciele, ale jednak poza nim też… bo tamtym stanie nie odczuwalna swojego ciala… a jeśli je odczuwalna jakoś, to całkiem inaczej i nawet nie musiałabym tego opisać… bardziej byłam przestrzenią niż czymkolwiek lub kimkolwiek🙂

      • Mezamir pisze:

        Nie rozumiem pytania …pamięć zawdzięczamy składnikom które nas tworzą
        te składniki są jak foldery w któych coś zapisujemy żyjąc
        Im bardziej wstrząsające jest dla nas jakieś wydarzenie,tym wyraźniej jest odciśnięte/zapisane.

        Potem umieramy ale zostawiliśmy po sobie pełne informacji foldery/częstotliwości w przestrzeni.

        Później materia organizuje się wokół tych częstotliwości ale jądrem nowej istoty są te foldery w których zapisane jest to,co było najbardziej wstrząsające dla poprzedniej istoty
        Dzięki temu nowa istota może mieć łatwiejszy dostęp do tych folderów
        bo nikt z nas nie jest ani swoimi myślami ani uczcuciami,jesteśmy świadkami uczuć i myśli

        CZyli będąć świadomością któa pojawia się w nowej istocie uformowanej w oparciu o informacje ze starych „folderów” ,możemy coś odczytać w folderów odpowiedzialnych za pamięć ale to będą odczyty cudzych folderów które obecnie wchodzą w skład naszego ciała ,to nie będzie odczytywanie naszego poprzedniego życia w którym braliśmy udział w poprzednim ciele.

        Pamięci się nie wymazuje tylko posiada się pamięć w trakcie życia
        wiadomo jak jest z pamięcią,nie wiemy co jedliśmy miesiac temu na obiad a chcemy pamiętać poprzednie wcielenia😉

        Pamięć słabnie,tzn nasz dostęp do folderów z informacjami.
        Dlaczego?Bo wyczerpuje się nasza energia życiowa.

        Potem powstaje nowe żywe stworzenie,zapas energii życiowej 100%
        Dlatego w pierwszych latach życia najłątwiej jest odczytać „foldery” tworzące poprzednia istotę.
        Poprzednią istotę dzięki której istniejemy,a nie poprzednich nas którzy będą tworzyć kolejnych nas w przyszłym życiu.

        • JESTEM pisze:

          Rozumie, Mezamirze twoje tłumaczenie tego zjawiska. Może bardzie nawet jakoś wewnętrznie odczuwam niż poprzez rozumienie literalnie słów, których użyłeś🙂.

          • Mezamir pisze:

            To nie jest moje tłumaczenie zjawiska🙂 to jest tłumaczenie buddyzmu przez buddyzm którym byłem przez chwilę,w trakcie tłumaczenia😀

          • Mezamir pisze:

            PS.Byłem buddyzmem tłumaczącym nie tylko buddyzm ;p
            Hinduizmy i judeochrzęscijaństwa w tym islamy również.

          • Mezamir pisze:

            Tydzień temu nawiazałem kontak z kisędzem biblistą🙂
            Był bardzo wesoły i otwary na dyskusję a co za tym idzie
            ja również😀 Oboje byliśmy szcżęśłiwi do czasu aż zadałem księdzu bibliście
            członkowie stowarzyszenia biblistów
            dwa pytania w oparciu o trzy może cztery cytaty z Biblii :>
            Nagle kontakt nam się urwał eh…teologia,biblistyka😀
            na trudne pytania i tak nikt z Tobą nie bedzie dyskutował,możemy porozmaiwac o miłości :> bo o tym najłatwiej dyskutować.
            Łatwiej dyskutwać niż robić dlatego powinniśmy dyskutować😀
            to stwarza wrażenie że robimy :>

          • Mezamir pisze:

            Potem znalazłem innego księdza który sam się prosi o to żeby go pytać😀
            na swojej stronie internetowej chce rozmawiać,bardzo dobrze,rozmawiajmy😀
            Oczywiście że zapytałem o to samo co członka stowarzyszenia biblistów
            sam tego chciał ,ja tylko wykonywałem polecenia😀 i co się okazało?
            Nic,cisza :> ciekawe o czym to świadczy

            Co najmniej o dwóch rzeczach
            Po pierwsze nie powiem😀
            a po drugie ,najwidoczniej wierni nie zadają tak głębokich pytań,zyją sobie powierzchownością ,nie pytają o esencjonalne sprawy,nie wnikają,NIE CZYTAJA Biblii :>
            a nawet gdy czytają to i tak bez zrozumienia(pewnie na tej samej zasadzie czytają Biblbię
            na jakiej ja czytałem lektury szkolne,zamiast ksiazki opracowanie😀 )
            toteż ksieża nie mają gotowych odpowiedzi i milczą gdy Mezamirowie zaczynają pytać😀

        • Maria_st pisze:

          bardzo dobrze napisałeś…….ja to nazywam dotknięciem zapisu ale wyjaśniłeś idealnie…a napisz swoimi slowami jak do tych zapisów ma się karma?

  4. mały budda pisze:

    Spotkałem na swojej drodze kobietę o imieniu Maria.
    Wspaniała kobieta która uczyła mnie leczyć energią.
    To ona odblokowała mi czakrę, którą zablokował mi czarownik podczas chrztu.
    Później powiedziałem jej o wewnętrznej wizji w której byłem Lamą.
    Miałem swoich uczniów.
    Więc Maria w wrześniu 2006 roku zabrała mnie do Wilga koło Warszawy na Khenpo Tenpa Yungdrung Rinpocze.
    Nauki dzogczen- Siedem Zwierciadeł
    Ona musiała wiedzieć co robi wspaniałego dla mnie.
    Miałem spotkanie dzięki Marii z Lamą.
    Rozmawiałem z nim przez tłumacza.
    Dla niego nie byłem filozofem.
    Będąc dzieckiem dorośli mówili mi, że filozofuje.
    Dzisiaj jestem też nazywany filozofem.
    Wracając do rozmowy z Lamą, który mnie rozumiał.
    Odniosłem wrażenie komunikacji za pomocą myśli.
    To była cudowna chwila bycia wśród swoich.
    Przyjąłem nauki i chrzest Buddyjski.
    Dostałem imię Sama życiowa mądrość.
    Podobno zostałem wyróżniony, gdyż inni byli zaskoczeni moim nadanym imieniem.
    Proszę nie śmiejcie się z mojego imienia.

    • Maria_st pisze:

      piękne imie maly buddo, ja czesto sie smieje ale nie z tego co ktos mowi…..lubie sie smiac….

      • mały budda pisze:

        Pamiętam dwa swoje życia.
        Pierwsze wizję miałem jako dziecko. Widząc i przeżywając okrucieństwa wojny.
        Pamiętam, że byłem żołnierzem i zginąłem w okopie.
        Odczułem, że nie mogłem zabijać ludzi. Więc zginąłem.
        Najlepsze jest to, że świadomie doszedłem do wniosku. Nie będę zabijał, lecz wybiorę śmierć.
        Urodziłem się w Polsce a wizjach przeżywałem strach, lęk jaki człowiek doświadcza w czasie wojny.
        Za życia doświadczyłem skutków II wojny jakie Polskie społeczeństwo doświadczyło.
        Ten strach, lęk, obawy to krzywa wyrządzoną ludziom w Polsce.
        Drugie życie to bycie Lamą.
        Monastyr wysoko na górze. Gdzie są również złote kopuły na budynkach.
        Dziwiło mnie, że Monastyr znajdował się w małym miasteczku. Wysoko do góry.
        Być może kiedyś była równowaga dobrych energii, gdyż w drugiej wizji bycia Lamą. Doświadczyłem równowagi mocy w tamtym życiu.
        Teraz żyje w tym życiu i piszę.
        Odnoszę wrażenie że mało schodziłem na ziemię.
        Jakby trzeci raz powróciłem na ziemię aby odczyścić się wobec mojego ucznia. Którego skrzywdziłem.
        Ta wątpliwość jaką doznałem. Myśląc, iż co powiedzą moi uczniowie jeśli nie ukarze ucznia łasucha. Który wykradał jedzenie dla zaspokojenia swojego łakomstwa.
        Doznałem poznania.
        Nie miałem słuchać co inni powiedzą.
        Miałem słuchać Sam Samego Siebie. Ponieważ mógłbym zrozumieć ucznia i poznać jego słabość a wówczas bym jego nie ukarał.
        Więc mój błąd był natury słuchania innych.
        Powinienem sam Samego zapytać aby móc zrozumieć.
        Stąd dzisiaj wiem kim jestem.

        • JESTEM pisze:

          Pięknie Mały Buddo.

          A czy już spotkałem tamtego ucznia? Wiesz, kim on jest teraz? (właśnie chyba zobaczyłam go… :-))

          Ja „byłam” kimś bardzo mądrym i mialam wiele różnych umiejętności, i podobnie jak ty, byłam bardzo harmonijną istotą … na Atlantydzie. Tamte doświadczenia też sobie pzypomnialam, opisałam i dokonałam podobnego odkrycia jak ty – zrozumiałam, jaką mialam wtedy „lekcje” i że teraz mogłam wyciągnąć wnioski z tamtej „lekcji” i ddokonac rozpoznania i zmiany w sobie.

          ***Miałem słuchać Sam Samego Siebie.***
          Też piękne rozpoznanie. Ja również słucham Siebie, choć przypomniałam sobie również to, że wszyscy wzajemnie w jakimś sensie także jesteśmy nauczycielami i uczniami. To jedno z moich rozpoznan🙂

    • Dawid56 pisze:

      Uważam podobnie, jak Ty Mały Buddo, to trzecia droga- zjednoczenie się duchowe ( i fizyczne) z Matką Naturą i Ziemią – jest to tzw. droga środka- inne alternatywy to samozagłada lub cyborgizacja człowieka( co się w zastraszającym tempie dzieje na naszych oczach)

      • mały budda pisze:

        Zgadza się to trzecia droga tak jak piszesz Dawidzie.
        Zjednoczenie się duchowe ( i fizyczne) z Matką Naturę i Ziemią- jest to tzw. droga środka.

        Więc czas został ziemi przyspieszony aby dojść z Matką Naturą do stanu początkowego.
        Energia ziemi wzrasta aby mogła świecić od środka.
        To ostatnia nadzieja dla matki ziemi.
        Matka ziemia to taki sam organizm jak u człowieka.

    • JESTEM pisze:

      Mały Budda:
      *** Odczułem, że nie mogłem zabijać ludzi. Więc zginąłem.
      Najlepsze jest to, że świadomie doszedłem do wniosku. Nie będę zabijał, lecz wybiorę śmierć.***

      A to ciekawe.
      Mialam bardzo podobne przypomnienie do twojego, Mały Buddo:
      ///Jest wojna. Jestem żołnierzem plutonu egzekucyjnego. Przed nami stoją ludzie pod ścianą, których mamy rozstrzelać. Pada rozkaz. Strzelam celując w przestrzeń ponad głowami ludzi. Mój dowódca zauważył to. Krzyczy na mnie. Wydaje drugi raz rozkaz, a ja robię to samo. Dowódca podchodzi do mnie wściekły. Wolno sięga do kabury, otwiera ją i wyjmuje swój pistolet. Lufę pistoletu zbliża do mojej skroni. Nie czuję żadnego strachu, lęku.

      Czuję się wspaniale – wiem, że jestem przy sobie, w zgodzie i harmonii ze swoim sercem, że wykonałam ( wykonałem ) swoje „zadanie” najlepiej, jak umiałam ( umiałem ).

      Słyszę strzał i w błogości osuwam się w śmierć./// – http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/12/przyjecie-smierci.html

      Minerałami w młodości, bo nie uległa presji, programowi- wzorców i zabijania.

      Mam takie odczucie, że poprzez sny przypomniałam sobie wiele moich jakby poprzednich wcielen, ale mam odczucie, że także przypomniałam sobie jakieś cząstki siebie z równoległych, wielowymiarowych światach…
      w zasadzie odkryłam, że to nie ma znaczenia, czy to były moje wcielenia, lecz, że to są jakby *cząstki mnie*, które… integrowalam w sobie. Ze to były/są ważne informacje dla mnie i mojego rozwoju w tym życiu. I dlatego może rozumiem to, co pisze Mezamir :

      **CZyli będąć świadomością któa pojawia się w nowej istocie uformowanej w oparciu o informacje ze starych „folderów” ,możemy coś odczytać w folderów odpowiedzialnych za pamięć ale to będą odczyty cudzych folderów które obecnie wchodzą w skład naszego ciała ,to nie będzie odczytywanie naszego poprzedniego życia w którym braliśmy udział w poprzednim ciele.**
      Choć nie do końca – według mnie – są to ” cudze foldery”, ponieważ są one jednak w jakiś sposób polaczone z tym, co we mnie…

      I wiele takich rozpoznan ze snow i świadomego śnienia wspieralo mój „rozwój”, poszerzając moją świadomość i pokazując mi… jak *drogowskazy* kierunki, w których mam podążać albo sytuacje i wzorce związane z tymi sytuacjami, które mam ” uzdrowic” i przetranformować w sobie.

      A to inny sen, który także był jednym z wazniejszych dla mnie *drogowskazów*:

      http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/12/swiat-kradziezy-energii-zycia-i-wyjscie.html

      Teraz doceniam, ile wspaniałych informacji docierały do mnie poprzez sny. Niektórych oczywiście nie rozumiałam od razu, ale teraz na bieżąco pracuje ze synami i w zasadzie każdy sen jest wspirajacy moje *życie na jawie*. Jakbym dokonywala integracji tej części (tych części) siebie, ktora istnieje (które istnieją) w *innych, wielu „wymiarach” z tą częścią, ktora jest … powiedzmy osadzona w trojwymiarowosci plus czas…🙂

      • JESTEM pisze:

        http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/09/przenikanie.html :
        /// (…)
        wnikałam w głębię jestestwa innych ludzi i widziałam – wiedziałam, kim są, z jakich wzorców i energii (częstotliwości) utworzone są ich tożsamości. Ale nie miałam tego zapamiętać. Wiedziałam, że tylko przepływam, mam dostęp do tych informacji tylko na tu i teraz, a nie po to by pamiętać. Czułam wzajemne PRZENIKANIE, PRZEPŁYW, POŁĄCZENIE. Ale wiele z tych istot ludzkich nie miało pojęcia, że moglibyśmy wzajemnie tego doświadczać.

        Nie ważne było zapamiętywanie tych wszystkich informacji, ponieważ one wszystkie są zapisane w naszych sercach. Poprzez serca albo coś, co jest umieszczone w sercach wszystkich istot. mamy dostęp do tej wiedzy, ale nie poprzez umysł (w mózgu). ///😀

        • mały budda pisze:

          Jestem serce ludzkie jest kryształem. Widziałem kryształ serca. To dzięki Plejadom które przekazały jak posługiwać się promieniem światła serca.

          • JESTEM pisze:

            Mialam takie przypomnienia… wtedy na Atlantydzie mieliśmy zielonkawe kryształy w sercu🙂

            ///doświadczyłam głębokiego połączenia „dwóch przeciwieństw”, które się zintegrowały we mnie jakby Bóg i Bogini w Jedno, jak Mózg i Serce w Jedno, jak dwie półkule mózgu, jak dwie „komory” serca”… jak światło i ciemność, jak dobro i zło… Jak Świadomość i Umysł w JEDNO… Które nie są już przeciwieństwami, lecz współdziałającymi w pełnej harmonii dwiema częściami Jedni…
            Wydobyłam z siebie, z mojego serca ów płynny zielony kryształ… Miał kolor podobny trochę do tego:http://2.bp.blogspot.com/-e_tVeonnAw4/Ugqrm8sNFxI/AAAAAAAADI0/BH0x8gx-GF4/s227/kamien_gai.jpg
            i wysłałam go przez Słońce i centrum Galaktyki do Źródła. Płynął jak mały jasnozielony delfin w kosmos…

            „Umowa” powoli się wypełnia… może wkrótce zostanie zrealizowana. W sercu pojawiały się biel i róż… i tęcza…/// – http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/05/swiato-w-krysztaach.html

            Życie jest piękne, tylko czasem o tym zapominamy.
            Nawet cierpienie i strach… dla wielu bywa ekscytujący… i nie chcą zobaczyć swoich własnych demonów… wolą się bać i… obzerać sie cukierkami, jak były uczeń Lamy – obecnie małego buddy.🙂 Ale może kiedyś zobaczą… wszyscy zobaczymy… SIEBIE…😀 takimi, jacy JESTEŚMY…

          • mały budda pisze:

            Jestem ja odnoszę wrażenie, że wszyscy ludzie zobaczą sami siebie. Takimi jacy są naprawdę. Gdyż iluzja gry słabnie aby zniknąć. Jako hologram gry ludzi.
            Ten ,w/wym. proces zachodzi.
            Ludzie są zbyt uwikłani w grę iluzji życia. Więc nie widzą zachodzących istotnych zmian w matce naturze i wszechświecie.

      • mały budda pisze:

        Och te cudowne Plejady połączyły moc serc.
        Jestem tylko prawdziwi świadomi Buddowie nie lękają się śmierci za życia godnie umierają.
        To Buddowie wszelkie czujące istoty życia wyzwalają od cierpienia.
        Odnoszę wrażenie, że Buddowie do tego celu zostali stworzeni.
        Dziwne za życia miałem odczucie doznania wglądu w minerał. Ziemia ma nie tylko duszę, lecz posiada swoją własną świadomość.

        • Maria_st pisze:

          drzewo–ma też świadomość……kamień……wszystko jest świadomościa…

          • JESTEM pisze:

            Tak kochana Mario. Och, Taaaaak…
            Nawet kiedyś to narysowałam i nie dawno ten rysunek tu wkleiłam😉
            Dziękuję, dziękuję, dziękuję…
            Chyba ostatni sercowy wybuch Słońca mocno działa…
            Wiele moich znajomych zaczęło coraz wyraźniej uświadamiać sobie swoje własne oszustwa i kłamstwa…
            A tu ostatnio … czyżby jakaś coraz większą synchronia zaczynala się przejawiać…?❤

  5. mały budda pisze:

    Energia słońca dociera do ziemi i wchodzi do serca matki ziemi.
    Gorąco odczuwam od środka.
    Uwierzycie czy nie.
    Czuję móc promieni słońca od środka.
    Widocznie czuję móc burzy energii.

  6. mały budda pisze:

    Człowiek tworzy zapis energetyczny za życia.
    Kiedy człowiek umiera. Kończy się zapis przeżytego życia.
    Prawdą jest, że oczy ludzkie są zwierciadłem duszy.
    Oczy widzą obrazy w trakcie życia człowieka.
    Po śmierci informacje,wytworzone w trakcie życia.
    Będą przebytą lekcją życia na ziemi.
    Więc nie można się przyzwyczajać do materii życia.
    Gdyż to program stworzony dla rozwoju życia.
    Początkowy program był prawidłowy, lecz zazdrość w ludzkich sercach się pojawiła. Program życia wywróciła.
    Nie tak miało być.
    To ludzie ludziom zgotowali okrutny los zniewolenia.
    Religie powstały na bazie wzbudzonej u twórców religii zazdrości.
    Nie mogli osiągnąć własnej doskonałości. Więc stworzyli schematy i dogmaty aby wybielić swoje własne życie kosztem ludzkich owiec.
    To ludzie sami sobie są wini.
    Po śmierci mają to co wytworzyli.
    A takie to proste gdy się umiera. Prosić o wybaczenie wszelkiego czującego życia. Gdyż się krzywdziło za życia.
    Prosić i Wybaczać gdy się umiera.
    Przychodzi się na ziemie dla nauki procesów życia.

    Więc głównie chodzi o wyzwolenie się z niewiedzy.
    Ten kto żyje w iluzji życia. Ten cierpi, bo nie zna wartości szczęścia.
    Miłość też jemu jest obca.
    Taka jest natura programu ludzkich stworzonych bogów.
    Więc ludzie wierzą w ludzkich bogów i posyłając im swoje energie.
    Od strony wewnętrznego mistrza płyną myśli i słowa.
    Na ziemi jest religijny wampiryzm tj. tworzenie ludziom cierpienia dla istnienia pamięci ludzkich bogów.

    Więc to się, zmieni.
    Już się zmienia.
    Najlepsze, że za naszego życia wszystko się zmieni.
    Tak jak Andrzej powiedział jest plan pokojowy.
    Jest i plan zniszczenia życia na ziemi. Jeśli nie powróci równowaga w odpowiednim czasie na ziemi.

    • Maria_st pisze:

      nie tylko oczami się odbiera, zamknij oczy i wtedy postrzegaj.
      jako dziecko potrafilam widziec spodem dłoni—fajna to byla zabawa gdy po ciemku dotykajac materialu ” widzialam ” kolory i wzory na nim.
      Teraz jak chce cos dostrzec–zamykam oczy, wyciszam sie i ” patrze „

      • mały budda pisze:

        Jednak lubię spontaniczność.
        Pisząc tobie Mario_st. masz dar przenikania. Pisałem prawdę.
        Masz odczucie bycia dzieckiem.
        Ja się czuję wewnętrznie szczęśliwym małym dzieckiem.
        Stąd wiem bo wewnętrznie widziałem jakby sam samego siebie. Będąc medytującym małym dzieckiem doznałem poznania jakbym był małym Buddo- dzieckiem.

    • JESTEM pisze:

      ***Po śmierci mają to co wytworzyli.***

      Tak mi przyszło…
      Zdaje się, że nie tylko po śmierci, bo za życia tego, lub następnego… wraca prawdopodobnie do nas wszystko to, co *wygenerowalismy* z siebie kiedyś i *generujemy* z siebie teraz..

      • Maria_st pisze:

        ***Po śmierci mają to co wytworzyli.***

        nie wiem co po śmierci mają, ale gdy w śnie widze osoby ktore juz odeszly z tej „bajki” to widze ich tak jak za życia, tylko tam..jest duzo lepiej i co mnie zawsze dziwiło……osoby żyjace obecnie widze z nimi w takim wieku , ile mieli lat w czasie gdy te osoby odeszly.
        Dlugo mnie to intrygowało i doszłam do wniosku—, że jesteśmy tam z nimi ale mamy tyle lat ile mieliśmy gdy oni odeszli i tak nas pamietaja.

        • JESTEM pisze:

          Mario, kochana, osoby, które odeszły widzisz w takim wieku, jak za życia i w trochę lepszej ” kondycji” jak za życia? To CIEKAWE… Mam takie samo doświadczenie… z „odzyskiwania zagubionych cząstek swojej tożsamości” (tak określa to Bruce Moen).

          (Swoją mamę po jej śmierci widziałam tak samo, ale w ostatnim śnie widziałam ją jako mała dziewczynkę i wtedy się z nią pożegnalam i już więcej mi się nie śniła.)

          Ale w odzyskiwaniu było dokładnie tak, jak napisałaś. Mialam kilka takich doświadczeń, a to jedno ( powiązane z polem świadomości buddy :-)) przedstawię tym razem w większym fragmencie:

          ///Przy okazji „odzyskiwania” pewnej swojej cząstki tożsamości, która okazała się być młodym pięknym Hindusem, wybrałam się w rezultacie w podróż uzdrawiająco-uwalniającą. Ten młody Hindus, mimo, że był bardzo oddanym uczniem podążającym za naukami Buddy, był bardzo nieszczęśliwy. Jako dziecko został pozbawiony możliwości uprawiania seksu, ponieważ rodzina przeznaczyła go do pełnienia funkcji eunucha należącego do świty pewnej królowej. Umarł mniej więcej około roku 1750. Ów Hindus o imieniu Kali, bardzo cierpiał z powodu, że jego ojciec – gdy on był jeszcze małym dzieckiem – zadecydował za niego o jego kastracji. Kali nie mógł się z tym pogodzić i w rezultacie w wieku około 20 lat popełnił samobójstwo. Po śmierci utknął w miejscu, które było jego azylem. Spotkałam go siedzącego pod baldachimem w pustej kosmicznej przestrzeni modlącego się nieustannie do Buddy o przebaczenie. Gdy wraz z przewodnikiem zbliżaliśmy się do istoty, którą miałam odzyskać jako część mojej tożsamości, z daleka wydawało mi się, że zbliżamy się do pięknej kobiety siedzącej w pozycji kwiatu lotosu, ale gdy zatrzymaliśmy się kilka metrów przed tą istotą, zobaczyłam młodego, pięknego mężczyznę o długich do pasa, czarnych włosach i śniadej cerze.
          W tej pracy odzyskiwania moim przewodnikiem – Pomocnikiem w świecie niefizycznym był wtedy bardzo stary Hindus . Pojawił się obok mnie, ale początkowo nie widziałam dokładnie jego rysów. Przedstawił mi się w dziwny sposób. Kiedy zapytałam go o imię, powiedział, że prościej będzie, jak będę na niego mówiła „guru”. Ale nie było takiej potrzeby w naszej podróży, abym go jakkolwiek nazywala.

          Kiedy już udało mi się nawiązać z Kalim kontakt, kiedy wytłumaczyłam mu, po co przybyliśmy do niego razem z przewodnikiem, przewodnik zwrócił się do niego i powiedział o tym, że już czas, by Kali poszedł dalej i wyzwolił się ze swojego niefizycznego więzienia, w którym utknął. W pewnym momencie „eteryczna” postać młodego mężczyzny zaczęła zmieniać się w coś w rodzaju energetycznej kuli, która powoli zbliżała się do dłoni starego Hindusa i usadowiła w jej zagłębieniu. Przewodnik trzymał ją delikatnie jak świetlisty kolorowy bąbel.

          Wówczas udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu… 
Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos.

          (…) trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
          Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:

          – Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
 Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… (…) W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy.

          I ten stary Hindus… 
właśnie sobie przypomniałam, że to przecież może był i Budda🙂 (chyba niebiesko-błękitny), który „część mnie” jako Kalego zaprowadził do “Pola Świadomości Buddy” :-)/// -http://tonalinagual.blogspot.com/2013/05/odzyskiwanie-zagubionych-czesci-siebie.html

          • Maria_st pisze:

            Mario, kochana, osoby, które odeszły widzisz w takim wieku, jak za życia i w trochę lepszej ” kondycji” jak za życia? To CIEKAWE… Mam takie samo doświadczenie… z „odzyskiwania zagubionych cząstek swojej tożsamości” (tak określa to Bruce Moen).

            wiek–jak przy odejsciu, normalnie jak za zycia–zdrowi
            natomiast osoby obecnie żyjace mimo iz maja wiecej lat, w snie tyle ile mialy gdy odchodzila dana osoba .
            lepsze tylko miejsce i w sumie nie wiem dlaczego tak odbieram, ale jest roznica na korzysc

      • mały budda pisze:

        Masz Jestem rację.
        Rolą jaką trzeba wypełnić. To nie tworzyć ciężkiej materii za życia.
        Jedynie trzeba szukać swojego wewnętrznego mistrza aby wydobyć z siebie samego pierwiastek światła antymaterii.
        To antymateria niweluje i w końcowym procesie życia pochłania materię.
        Materia nie jest trwała lecz niestabilna jako forma życia.
        Materia jest na pewien czas.
        Życie wieczne jest wewnątrz nas samych.
        Poznanie polega na zrozumieniu że życie materii to symulacja gry. Iluzja gry życia.
        Rozumiem, że Religie stworzono aby człowiek nie poznał Sam Samego Siebie.
        Bo gdy zrozumie człowiek Sam Samego Siebie. To pozna prawdę o Samym Sobie.
        Religię stworzyły sztuczne religie aby człowiek nie poznał Sam Samego Siebie. Bo jeśli pozna człowiek Sam Samego Siebie.
        Wówczas podpalili ziemię i niebo.

        • JESTEM pisze:

          Wszystko, co w powyższym komentarzu napisałeś jest dla mnie oczywiste i zrozumiałe oraz zgodne z moim przypomnieniem… i rozpoznaniem.
          Dodam od siebie, że z tego, co jeszcze przypomniałam sobie i rozpoznalam, to to, że w każdej religii jest cząstka prawdy, ale tak, jak napisałeś, kapłani ukryli to, co najistotniejsze… z drugiej zaś strony tak miało być i to było doskonale… ponieważ istnieją różne światy, do których zmierzamy w konkretnym celu, a możemy to pojąć dopiero wówczas, kiedy się „budzimy” …

          i może będzie nam dane za naszego życia w pełni to dostrzec i pojąć…😀

          • mały budda pisze:

            Jest dane ludziom
            Jestem w tym życiu poznać w pełni Samego Siebie.
            Odczytałem sens pamięci z poprzedniego życia Marcinka.
            Marcinek zszedł z nadzieją.
            Lepszego życia ale również ma możliwość jak inne duszyczki wyzwolić się z niewiedzy. Zakończyć proces narodzin i śmierci.
            Odnoszę wrażenie, że dążenie do rozpuszczenia w tęczowe słoneczne światło swojego fizycznego ciała w momencie śmierci. Daje możliwość uwalniania Czujących istot od cierpienia. Ten stan będzie osiągnięty.
            Wewnętrzna praca polega na pracy dla natury światła czyli świadomości Buddy. Co prowadzić, ma najpierw do poznania- wyzwolenia samego siebie. Aby później przejść do wyzwolenia otaczającego czującego świata.
            Dzieci które się rodzą mają pamięć świadomą swoich przyszłych żyć.
            Schodzą na ziemię dusze, które wiedzą, iż będzie możliwe wyzwolenie.

        • Dawid56 pisze:

          Materia i ciało fizyczne Człowieka podlega po prostu prawu entropii- nie jest wieczna.Co innego z ciałem niematerialnym – ono może być wieczne- zdecydowanie w mniejszym stopniu ( jeśli w ogóle) podlega prawu entropii.

    • margo0307 pisze:

      „…To ludzie sami sobie są winni. Po śmierci mają to co wytworzyli…
      Początkowy program był prawidłowy, lecz zazdrość w ludzkich sercach się pojawiła. Program życia wywróciła…
      Więc głównie chodzi o wyzwolenie się z niewiedzy…
      A takie to proste..
      Prosić o wybaczenie wszelkiego czującego życia. Gdyż się krzywdziło za życia.
      Prosić i Wybaczać …”

      Buddziątko dziękuję za te ważne słowa 🙂 potwierdzasz nimi dokładnie to, co przekazał nam poprzez swoje freski Michał Anioł 😀

  7. Mezamir pisze:

    Dźwięk jest przykładem bytu niematerialnego
    Dźwięk podlega prawu entropii ,wystarczy uderzyć w gong i słychać jak dźwięk powoli umiera

    Duszą granatu jest niematerialny huk,kiedy granat umiera/wybucha
    jego ciało przestaje istnieć ale dusza trwa ,słychać jej echo,po czym znika
    zostaje tylko ślad po wybuchu

  8. Dawid56 pisze:

    Z dźwiękiem jest jeszcze inna sprawa. Warto porównać prędkość dźwięku w różnych ośrodkach fizycznych
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Pr%C4%99dko%C5%9B%C4%87_d%C5%BAwi%C4%99ku

  9. Zbyszek pisze:

    Artykul fajny, podane jak na tacy. W komentarzach za to caly swiat. JAZN to nasz rdzen a tego trzeba poczuc, zobaczyc. Czytane opaslych tomow w tym nie pomoze. Rdzeniem sie jest. Widac go dobrze, gdy odetniemy sie od zmyslow, zatrzymamy mysli i poczujemy siebie pelna geba, tak na calego. To co odczujemy to nasza pozbawiona wewnetrznego ruchu jazn. Inna sprawka jest co ona moze i skad sie bierze. pozdro

  10. Mezamir pisze:

    To był tylko przykład,dźwięk nie może istnieć bez źródła dźwięku
    Źródłem świadomości jest energia w oddechu,zatrzymujac oddech tracimy przytomność.
    Ruch prany/powietrza wprawia w ruch świadomość w ciele,gdy umiera ciało,nie ma niczego co może podtrzymywać oddech i świadomość znika ale nie znikają składniki.
    Rozlatują się i skupiają w innym miejscu, tworząc nową mieszankę składników i nowe ciało mogące oddychać/być świadome

    • Maria_st pisze:

      Źródłem świadomości jest energia w oddechu,zatrzymujac oddech tracimy przytomność.
      Ruch prany/powietrza wprawia w ruch świadomość w ciele,gdy umiera ciało,nie ma niczego co może podtrzymywać oddech i świadomość znika ale nie znikają składniki.”

      czy w samadhi mają świadomość?
      czy więc oddychają, chyba tak tylko spowolnony mają oddech, tak?
      po co wchodzą w ten stan Mezamir?
      tak prawde mówiac to smierc uznana przez lekarzy nie zawsze nia jest bo są przypadki iż ludzie uzani za zmarlych się budzą….ciekawe jakie mają wspomnienia i co wtedy z ich świadomością.
      Pytam bo sama miałam przypadek śmierci tzw łóżeczkowej u miesięcznego dziecka–szczęście ze stało sie na moich rękach i jakoś udało sie mała uratować….co wtedy z ta świadomościa?
      mała po 4 latach sama o tym przypomniała a przecież w domu się o tym nie mówiło -skad to wiedziała.
      Jest duzo domnieman z tą świadomościa…….ja uważam ze świadomość JEST nie rozpada sie, zapisami sa nasze doświadczenia naszych ciał w których mamy pamięć tzw komórkową .
      Po prostu jesteśmy wszystkim we wszystkim i niczym , to trudno opisać bo nawet na temat wszechświata nie wszytko wiemy a tylko to co sami ” wymyślimy”

      • Mezamir pisze:

        tak prawde mówiac to smierc uznana przez lekarzy nie zawsze nia jest

        Oczywiście,dlatego śmierć kliniczna nie jest śmiercią,jest tylko jednostką chorobową obowiązującą w szpitalu.

        Pacjent nie umiera,pacjent jest zdiagnozowany jako umarły,po czym wraca do życia z którego w rzeczywistości nigdy nie odszedł🙂

        czy w samadhi mają świadomość?
        czy więc oddychają, chyba tak tylko spowolnony mają oddech, tak?
        po co wchodzą w ten stan Mezamir?

        Nie wiem,też jestem ciekawy.

        ja uważam ze świadomość JEST nie rozpada sie

        Bo nie rozpada się,jest niepodzielnym elementem,ona się tylko transformuje,tak jak możesz zmieniać ton dźwięku strojąc gitarę,tak samo zmienia się strumień świadomości

        Czy dźwięk dzwonu może umrzeć?Nie,jego dźwięk jest nieśmiertelny
        Co sprawia że dzwon wydaje dźwięk?Człowiek,bóg dzwonu😉
        Człowiek umiera,dzwon milknie,dźwiek/świadomość traci przytomność
        Przychodzi kolejny dzwonnik,uderza w dzwon,dzwon odzyskuje świadomość,dźwięk powraca ale to już nie jest ten sam dźwiek,ton ten sam ale dźwięk kolejny,nie da się zatrzymać w czasie dźwięku tak samo jak nie da się zatrzymać w czasie świadomości

        czyli uczynić jej nieśmiertelną w sposób o jaki nam chodzi myśląc o duchach zmarłych itp

        • Maria_st pisze:

          Pacjent nie umiera,pacjent jest zdiagnozowany jako umarły,po czym wraca do życia z którego w rzeczywistości nigdy nie odszedł

          Mnie nie chodzi o tzw śmierć kliniczna, bo bez tej nazwy być możę wiele osob zostało pochowanych ” zywcem”
          Smierć–kliniczna, ciekawa nazwa, to jak nazwać śmierc uznan przez lekarzy, gdy osoba juz w trumnie przez pewne zdarzenie powraca do życia…….i nie są to odosobnione przypadki….chyba nawet na tym blogu podany jest link kobiety uznanej za zmarla i ktorej po śmierci cos wycieta a ona–zyje do dziś i opowiada o tym.
          Jest naprawdę wiele takich przypadków…….normalnie jak sie o tym dowiaduje to ma sie wrażenie ze wszystko to gra absurdów i wszystko można pod to dopasowac.
          Zbyszku jestem ciekawa tego rdzenia o ktorym napisałes…może wiecej na ten temat, bo jest ciekawy i oparty na wlasnych doświadczeniach.

          • Mezamir pisze:

            Szkoda że nikt nie sprawidził ilu ludzi obudziło się w trumnie po tym jak zostali zasypani…
            Moja babdzia opowiadała mi historię kobiety którą złodziej przyszedł obrabować po pogrzebie,ona już była pochowana ale nie pod ziemią tylko w betonowej krypcie
            Złodziej uszkodził jakoś ścianę,chciał jej pozdejmować pierścionki ,sięgnął do ciała nieboszczyka a nieboszczyk złąpał go za rękę
            Złodziej zmarł na zawał a pochowana kobieta żyła długo i szczęśliwie😀

            Miała szczęście że nikt jej nie zakopał a ilu nie miało tego szczęścia?
            Aż strach pomyśleć co czuje osoba budząca się w trumnie pod ziemią …

          • Maria_st pisze:

            Miała szczęście że nikt jej nie zakopał a ilu nie miało tego szczęścia?
            Aż strach pomyśleć co czuje osoba budząca się w trumnie pod ziemią …

            ano, masz rację
            dlatego chce kremacji, no chyba ze ” zywcem zabiora mnie do nieba ” ha ha ha
            kiedyś zima przed 21 wracałam do domu koło cmentarza i już na samym początku usłyszałam ciche rozmowy dochodzące z jego głębi.
            Ponieważ był śnieg wiec widoczność była doskonała–patrze…nikogo nie ma a glosy slysze wiec pomyślałam ze to jakies echo od Tesco / niedaleko cmentarza – w dole/ wiec ide dalej, oslyszalam tez dziwny glos jakby ptaka ale taki gwizdzacy…….jakos mi sie nie spodobal, możliwe ze skojarzenie z tym miejscem tak podzialalo.
            Zatrzymałam sie przy bramie cmentarnej przy przystanku i znowu slysze glosy i ten gwizdzacy glos ” ptaka”, no wtedy troche cykora zlapałam, i zamiast wrocic w strone Tesco przyspieszyłam i szłam pomiedzy droga na Poznan a cmentarzem…..jeszcze na koncu cmentarza uslyszałam to samo co wcześniej……wyobrażnia czy przypomnienie snów ?!
            Może to ze panowała cisza zadziałała wyobrażnia…..
            Absurdy a my z nich mamy wyciągnąć ” normalność „?

        • Mezamir pisze:

          Tzn,nie da się…może się da,ale w Księde Rodzaju 3:22 jest wyraźnie napisane że wystarczy że człowiek zdobył wiedzę/zakazany owoc,dlatego nie wolno dopuścić do tego aby poznał również tajemnicę nieśmiertelnosci i stał się wieczny jak bogowie ;p

          To nie jedyny fragment Biblii w którym jest mowa o tym że po śmierci nie ma istnienia osoby zmarłej.

          Z kilku fragmentów wynika że zmartwychwstanie to efekt praktyk nekromanckich ,zwykłe ożywianie trupów,zombi,Księga Ezechiela zawiera fantastyczny opis ożywiania trupów
          Żadnych dwuznacznosći.

          Oczywiście,po to jest teologia żeby nam tłumaczyć że to co jest napisane znaczy coś zupełnie innego niż to co znaczy🙂

          Praktyka nekromancka stała się nagle poetycką metaforą a suche kości to tylko symbol narodu izraelskiego

          „Suche kości wyobrażają samych Żydów, którzy jako ludzie stracili w sercach nadzieję, mówiąc: „Uschły nasze kości, rozwiała się nasza nadzieja, zginęliśmy” – wszelka jedność państwowa przestała istnieć.

          Powrót do życia oznacza ponowne zgromadzenie i zjednoczenie całego domu Izraela, który sprowadzony zostanie spośród narodów. Rządzić będzie jeden władca, a ludzie zastosują się do nakazów Bożych: Będę wśród nich mieszkał; będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. I poznają narody, że ja jestem Pan, który uświęcam Izraela, gdy moja świątynia będzie wśród nich na wieki – Ezech. 37:27,28.

          Proroctwo o odrodzeniu Izraela jest w trakcie wypełniania się. Jego część dotycząca zmartwychwstania narodu urzeczywistniła się 14 maja 1948 roku, w dniu powstania państwa Izrael. Wizja mówiąca o rządzie Bożym należy do przyszłości: I tak okażę moją wielkość i moją świętość, i objawię się na oczach wielu narodów. I poznają, że ja jestem Pan – Ezech. 38:23.”

          Prosze bardzo,biblijne plany NWO🙂

          Tak czy owak, jeśli ożywianie trupów jest tylko metaforą,tym gorzej
          bo w takim razie nie ma w Bibli praktycznie niczego co by potwierdzało że po śmierci będziemy sobie istnieli w taki sposób jak nam się wydaje.
          Jest mowa o wieczności ale ogólnie,jakaś tam wieczność i nieśmiertelność
          Co autor miał na myśli?Nie wiadomo,co czytający to obyczaj🙂 każdy widzi to na co ma nadzieję.

          • Maria_st pisze:

            Co autor miał na myśli?Nie wiadomo,co czytający to obyczaj🙂 każdy widzi to na co ma nadzieję.

            Oj tam Mezamir, wciąz podajesz jakieś skrawki biblii — po co
            Jest to zrzynka z pism starozytnych–ktorzy w sumie też odeszli i ich nie ma, często sami siebie wzajemnie zabijajac–widac też lubili gry wojenne.
            Moze to wyjaśnia to co dzieje sie do dziś.
            Krew leje się strumieniami i ciekawe—” świete księgi” nic nie potrafia temu zadziałac, jakby niosły same w sobie zapis zagłady ?!
            Trudna ta gra w jakiej uczestniczymy….z kazdej strony zagrozenie….na planie fizycznym ale i astralnym……
            No cóż żęby to zmienić trzeba troche się wysilic, popracować….tylko po co?
            Lepiej płynąć nurtem destrukcji dalej?
            Ile nienawiści, pogardy dla inności, niezrozumienia……lepiej walczyć z samym soba niz się wyciszyć i zrozumieć ze ta droga prowadzi do NIKĄD ……pewnie tylko do kolejnego resetu i zaczynanie gry od poziomu ktory nie ukonczyliśmy.
            Podziały, podziały a przecież chcemy być razem….

          • Mezamir pisze:

            wciąz podajesz jakieś skrawki biblii

            Mam podać całą?😀

            Jest to zrzynka z pism starozytnych
            No właśnie,ale co to zmienia jeśli chodzi o znaczenie tekstu?

            Krew leje się strumieniami i ciekawe—” świete księgi” nic nie potrafia temu zadziałac, jakby niosły same w sobie zapis zagłady ?!

            No wiesz,poczytaj te księgi i zrozumiesz że przelewanie krwi wcale nie jest sprzeczne ze świętymi księgami
            Zawsze kogoś trzeba zarżnąć ,złożyć w ofierze,krew i trupy muszą być,to podstawa.

          • Maria_st pisze:

            Zawsze kogoś trzeba zarżnąć ,złożyć w ofierze,krew i trupy muszą być,to podstawa.

            czesto ludzie w zdenerwowaniu mowia:
            „krew mnie zalewa ”
            ” zaraz wybuchne ”
            ” trzęsę siejak galareta ”
            ” krew sie we mnie burzy ”
            ” jak grom z jasnego nieba ”
            Ogólnie bardzo często sie takie słowa słyszy– jak zaklęcia.
            Sami sobie piszemy scenariusze?
            Te słowa-zaklęcia to wizualizacja tego co dzieje sie z przyrodą jak na zawołanie :
            tsunami
            wybuch wulkanow
            trzęsienia ziemi
            meteoryty i inne kamulce z przestrzeni

          • Dawid56 pisze:

            Zapominasz Mezamirze o bezkrwawym przesłaniu Jezusa. W Mistrzu i Małgorzacie wszystkich ludzi nawet zbrodniarzy nazywa on „dobrymi ludźmi”.Można się tylko dziwić dla czego to wspaniałe przesłanie Jezusa nie zostało właściwie zrozumiane i nie weszło w życie😦

          • Mezamir pisze:

            Zapominasz że nawet on sam musiał się wykrwawić na krzyżu
            Symbolicznie czy historycznie,to bez znaczenia.
            Ważne że zrobił to samo co podobno robili Aztekowie,złożył się/został złożony w krwawej ofierze dla boga.

          • Mezamir pisze:

            PS Mało tego,do dziś dnia ludzie jedzą jego ciało i piją jego krew
            Symbolicznie ?
            Nie na poziomie podświadomym,tam wszystko jest dosłowne.

          • Dawid56 pisze:

            Moim zdaniem raczej jednak symbolicznie.Krew to dusza albo jak kto woli życie wieczne.W tym piciu krwi jest odniesienie do św Grala, czyli kamienia filozoficznego i eliksiry życia.Jest tylko inne pytanie dlaczego tak rzadko podaje się eucharystie w 2-ch postaciach.Moim zdaniem tu ortotoksyjni katolicy się ze mną zapewne nie zgodzą, dla mnie ów opłatek to po prostu ciało Chrystusa po zmarwychwstaniu- ciało świetliste, a nie ciało z krwi i kości.Ciało świetliste jest zdecydowanie bardziej „trwałe” niż śmiertelne ciało

          • Mezamir pisze:

            Symbole przestają być symbolami na poziomie podświadomym ;p
            Jeśli coś jest symbolem ciała i krwi to na poziomie podświadomym(a z tego poziomu jesteśmy sterowani ,w podświadomości odbywa się większość naszego ja) staje się kanibalizmem i nie ważne jakich metafor użyjemy w sposób świadomy.
            Aktor na scenie,grając drzewo wie że nie jest drzewem
            ale jego podświadomość tego nie wie.

            Dlaczego nie ma mowy o świetle jeśli o światło chodzi, tylko o ciele/mięsie?
            Bo ktoś kto tę symbolikę i rytuały pisał,miał sporą wiedzę z zakresu psychologii
            (której większość praktykujących nie posiada)i wykorzystał ją tak a nie inaczej
            co świadczy doskonale o jego intencjach.

            Większość kościołów znajduje się obok cmentarzy – jest to niekorzystne
            z punktu widzenia Wed
            Większość wiernych trzyma obrazki krzyżyki itp,nad oknami lub drzwiami
            -kolejny błąd z punktu widzenia Wed.
            Dlaczego w neojudaizmie/chrześcijaństwie,wszystko jest wywrócone do góry nogami?
            Aby tych którzy stoją na nogach a nie na głowie,móc nazywać wywrotowcami🙂
            Kolejna psychologiczna sztuczka a ich jest wiele.
            Np łatka satanisty w stosunku do innowiercy
            Wiadomo że tradycji duchowych jest wiele,napiszmy więc tak definicję satanizmu
            aby wynikało z niej że każdy innowierca jest satanistą a wtedy można będzie wskazać dowolnego innowiercę jako dowód potwierdzający prawdziwość naszej definicji🙂

            itd itd

            Wracając jeszcze do kościołów i cmentarzy.
            Dzięki łączeniu ich,ludzie na mszach mogą paść ofiarą agresywnych bytów
            Teraz tak,księża podkreślają że problemy z Szatanem😉
            mają tylko wierni,bo niewierni i tak są satanistami więc im Szatan nie dokucza😀
            Jest to próba wybrnięcia z sytuacji w której wierni są wpychani w sam środek mrowiska
            a potem pociesza się ich mówiąc:innowierców mrówki nie gryzą
            ponieważ mrówki są złe i atakują tylko dobrych ludzi😉

      • JESTEM pisze:

        Maria:
        ~Jest duzo domnieman z tą świadomościa…….ja uważam ze świadomość JEST nie rozpada sie, zapisami sa nasze doświadczenia naszych ciał w których mamy pamięć tzw komórkową .
        Po prostu jesteśmy wszystkim we wszystkim i niczym , to trudno opisać ~

        Tak, z mojego doświadczenia🙂 też tak wynika.

    • JESTEM pisze:

      Źródłem świadomości jest energia w oddechu,zatrzymujac oddech tracimy przytomność.”

      Nie wiem, co nazywasz przytomnościa, ponieważ z mojego doświadczenia wynika, że nie tracimy przytomności w sensie świadomości istnienia. Dlatego to,co piszesz:

      „Ruch prany/powietrza wprawia w ruch świadomość w ciele,gdy umiera ciało,nie ma niczego co może podtrzymywać oddech i świadomość znika ale nie znikają składniki.”
      jest niezgodne z moim doświadczeniem, choć niby nie umiałam. Ale ty także, więc to, co piszesz to nadal doprecyzowanie🙂 dalsze niż bliższe od moich i nie tylko moich doświadczeń.🙂
      Napisałam powyżej w jednym z komentarzy:

      Kiedyś zdarzyło mi się spontanicznie w czasie medytacji, że przestałam oddychać. Nie wiem na jak długo, ale mialam odczucie, że względnie długo🙂, ponieważ kiedy powrócił mi oddech, byłam w szoku, że ” tak długo mogłam nie oddychać”… byłam, istniałam w tym bezdechu… bez żadnej mysli, bardziej jako świadomość tego, że jestem, ale nie byłam utozsamiona z niczym konkretnym. Jakbym była obecnością niby w swoim ciele, ale jednak poza nim też… bo w tamtym stanie nie odczuwalam swojego ciala… a jeśli je odczuwalam jakoś, to całkiem inaczej i nawet nie umiałabym tego opisać… bardziej byłam przestrzenią niż czymkolwiek lub kimkolwiek🙂

      Wiedziałam wtedy, że mogłabym pozostać w tym stanie bezdechu jeszcze dłużej, ale przestraszyłam się…. moje ego przestraszył się tego:-) wówczas nie było jeszcze na to gotowe. Widocznie nasze ciało i umysł muszą na coś takiego być odpowiednio przygotowane. Możliwe, że to jest jakieś świadome przejście do „nicości”🙂 nie mam pojęcia – jeszcze:-)

      Możliwe, że nie możemy sobie czegoś wyobrazić, co jest nam nieznane, ale otrzymujemy pewną „wiedzę” dopiero, kiedy doświadczamy pewnych stanów.

      I jeszcze przypomniałam sobie, że po tamtym moim doswiadczeniu znalazłam na Youtube film z medytacja, w której mówiono o możliwości trwania w bezdechu…

      I postanowiłam znaleźć ten film. Udało się. Oto on:
      Jak medytować (Spiritual Reality – How to meditate) cz.1/5 PL

      Ten film ma 5 części.

      • mały budda pisze:

        Jestem jeśli znajdujesz się w świetlistej energii zwanej praną. To doświadczasz natury stanu Buddy.
        Buddowie oddychają światłem świadomości natury Buddy.
        Stan świadomości Buddy nie ma granic.
        Świadomość Buddy jest poza czasem i przestrzenią.

        Jestem jesteś Buddo- kobietą.
        Doznałaś świadomości stanu Buddy.
        Prawda jest taka, że świadomość stanu Buddy istnieje.
        Podobno na końcu swojej drogi Budda niszczy ludzkie demony.

        • JESTEM pisze:

          ; -)
          Budda przejawiajacy się w postaci kobiecej to ponoć Tara😉, ale dla mnie to już bez różnicy.🙂 ❤

          ****Podobno na końcu swojej drogi Budda niszczy ludzkie demony.****

          Możliwe, że Budda nawet ich nie niszczy, bo one się rozpuszczaja w polu jego świadomości. W jego wszechogarniajacej miłości. W polu świadomości buddy demony zostają ujawnione i przywrócona zostaje im świadomość oraz zrozumienie, dlaczego stali się tym, czym są czyli demonami w świecie iluzji. Stają się wtedy tylko wirami energii, które w polu jego swiadomości harmonizuja się z innymi…

  11. Mezamir pisze:

    Księgi Królewskie przekazują informację, Ŝe Jahwe przywracał do Ŝycia poprzez
    swoich proroków72. Oznaczenie Boga jako Tego, od którego zaleŜy Ŝycie
    wszystkich istot, zawarte w księdze Liczb73, bardzo mocno akcentuje władzę Jahwe
    nad śmiercią i Ŝyciem. J. Henninger twierdzi, Ŝe niepołamane kości posiadają swego
    rodzaju duszę (Knochenseele), która stwarza im moŜliwość ponownego powrotu do
    Ŝycia. Opierając się tylko na materiale czysto religijno-historycznym stwierdza on
    dalej, Ŝe taka ewentualność nie powinna być ograniczona przez wiarę. Słusznie
    natomiast zauwaŜa, iŜ w perykopie 37,1-14 myśli tego typu są całkowicie
    zredukowane. W uzasadnieniu stwierdza J. Henninger, Ŝe kości, ze względu na
    bardzo silnie zaakcentowaną ich martwotę, nie są tutaj nośnikiem sił witalnych74
    .
    Konsekwencją tego jest późniejsza odpowiedź człowieka, który przesuwa wszystko
    z płaszczyzny ludzkiej bezsilności na płaszczyznę stwórczej wszechmocy Boga75
    .
    W. 4 W sposób niedostrzegalny prorok pozostający dotychczas w sytuacji
    bezsilnego człowieka zostaje powołany do głoszenia BoŜej mocy. Otrzymuje on
    polecenie prorokowania ze szczególnym uwzględnieniem rzeczywistości śmierci.
    W. 5 Prorok jako „wszechmocny posłaniec”76 przekazuje BoŜe orędzie. Sam
    Jahwe – „Tak mówi Pan Bóg”77 – zapowiada teraz dar ducha Ŝycia, który oŜywi
    martwe kości. Mamy tu do czynienia z dynamiczną koncepcją i wyraźną
    personifikacją Słowa BoŜego, które posłane od Jahwe, spełnia na ziemi myśl
    BoŜą78. Zapowiedź proroka, rozpoczynająca się formułą: „Tak mówi Pan Bóg”,
    posiada niezwykłe znaczenie, bo kiedy Jahwe objawia naprzód swoje plany, to
    wiadomo z całą pewnością, Ŝe On je zrealizuje. „Siła słowa jest zawsze siłą tego,
    kto je wypowiada”79. Cała historia wszechświata, dzieje człowieka są jednym
    wielkim urzeczywistnieniem obietnic Boga80
    .
    http://pwtw.pl/wp-content/uploads/wst/6/Godlewski.pdf

    Doskonały opis praktyki magicznej i zaklęć🙂
    prorokowanie to nic innego jak wypowiadanie zaklęć
    Modlitwa to nie jest „niezaklęcie” ponieważ nazywamy to modltiwą a nie zaklęciem.
    Nazywać sobie możemy jak chcemy,nawet Dżordż ,żadna nazwa niczego nie zmieni.

    „Siła słowa jest zawsze siłą tego, kto je wypowiada”
    siła słowa jest siłą maga który je wypowiada🙂
    Abra kadabra,czary mary hokus pokus itp

    Jak można nazwać „Abra kadabra,czary mary hokus pokus”?
    Dowolnie🙂 to jest modlitwa,zaklęcie,tralala,miska z owsianką ,
    nazwa niczego nie zmieni w sile i działaniu słów Abra kadabra,czary mary hokus pokus
    Sok pomidorowy pozostanie sokiem pomidorowym choćbyśmy nie wiem jak zmieniali opakowanie

    • Maria_st pisze:

      Sok pomidorowy pozostanie sokiem pomidorowym choćbyśmy nie wiem jak zmieniali opakowanie

      no nie wiem….
      a pomidory gmo, to jaki sok bedzie…pomidorowy czy niewiadomo co?
      Mezamir absurd goni absurd….

      • Mezamir pisze:

        😀 ale Ty się czepiasz szczegółów …woda w butelce i woda w kubeczku
        to ta sama woda co na talerzyku i miseczce i spodeczku i termosie :>
        i na podłodze

        Opakowanie nie ma znaczenia🙂 nie wazne gdzie przelejesz wodę,zawszę będziesz mieć wodę .

        • Maria_st pisze:

          😀 ale Ty się czepiasz szczegółów …woda w butelce i woda w kubeczku
          to ta sama woda co na talerzyku i miseczce i spodeczku i termosie :>
          i na podłodze

          ha ha ha masz racje

          • JESTEM pisze:

            Woda tak, ale mleko od krowy prosto i mleko z Biedronki zwane „prawdziwe, świeże” to nie to samo mleko.🙂
            Mezamir:

            ~”ja uważam ze świadomość JEST nie rozpada sie
            Bo nie rozpada się,jest niepodzielnym elementem,ona się tylko transformuje,tak jak możesz zmieniać ton dźwięku strojąc gitarę,tak samo zmienia się strumień świadomości”~
            Transformację, ale według ciebie…jak dźwięk zanika.

            Chyba wiem, co próbujesz przekazać tymi wszystkimi przykladami i o czym nie chciałeś napisać wprost?🙂
            Ale wtedy Tybetanska Księga Bardo byłaby kolejna bajką.🙂

            Żyjemy często w iluzji świadomości działając według pewnych wzorców jak bioroboty nieświadome skutków naszych działań. Wiem coś o tym, bo znam to także z własnego doświadczenia. Maria przypomniała, jakich „czarów” dokonujemy używając takich, a nie innych słów. Trzeba być kompletnie nieświadomym, jeśli się nie rozumie, o czym Maria napisała.

            Ileż razy słyszałam: ” strasznie cię/jego ją kocham”…
            Ha,ha,ha… nigdy nie powie tak osoba, ktora żyje w szczęśliwym związku lub relacjach z innymi, lecz taka, której emocje ograniczają świadomość tego, co robi sobie i tej drugiej osobie, którą niby kocha, wypowiadając takie słowa. Ciekawe zestawienie: strasznosci i miłości… pasują do siebie jak ulał, co?🙂

          • Maria_st pisze:

            Jestem nie zawsze można opisać słowami nasze doświadczenia, możliwe jest to tylko w sposob połowiczny .
            Nie wszystko jest też zrozumiałe dla innych, bo każdy z nas potrzebuje czego innego do zrozumienia .
            Kiedyś na pewnym czacie osoba o niku Kane pisał ciekawe rzeczy, np to że jeśli uwierzysz ze cos jest ” złe- niedobre” dla czlowieka–to takim bedzie i dlatego co dla jednej osoby jest „czarne” dla innej moze byc ” białe ” choc tak naprawde nie ma takiego podzialu.
            To czlowiek dualizuje.
            Napisałam niedawno iz w czasie jednego mojego doswiadczenia przupomnialam/dowiedzialam sie iz nasza rzeczywistosc to uluda, projekcja a dlaczego tyle tu absurdu ?
            nieumiejętność ” gry „?

          • Maria_st pisze:

            Jestem, czy to co napisałas–odnosi sie do mnie, czy po prostu, jak sie domyślam–ogólnie ?

            „Ileż razy słyszałam: ” strasznie cię/jego ją kocham”…
            Ha,ha,ha… nigdy nie powie tak osoba, ktora żyje w szczęśliwym związku lub relacjach z innymi, lecz taka, której emocje ograniczają świadomość tego, co robi sobie i tej drugiej osobie, którą niby kocha, wypowiadając takie słowa. Ciekawe zestawienie: strasznosci i miłości… pasują do siebie jak ulał, co „

          • Mezamir pisze:

            Ale wtedy Tybetanska Księga Bardo byłaby kolejna bajką.

            Nie koniecznie,bo w tej księdze reinkarnacja i odrodzenie jest wzięte w duży cudzysłów.
            To jest księga zwięzła ,symboliczna,nadająca się do odczytania osobie umierającej w miarę szybko,a to o co w niej chodzi z tą całą reinkarnacją i odradzaniem się.jest wyjaśnione w wielu opasłych księgach.

            To zgrubne poziomy świadomości, które zanikają całkowicie w czasie procesu śmierci.

            Jednak dalej „reinkarnują” się te najsubtelniejsze, umożliwiając w bardo, jak i w kolejnym „odrodzeniu”, powrót do nawykowych sił.

            http://pl.wikipedia.org/wiki/Czittamatra

            Czyli chodzi tylko o to że w Bardo,gasnąca świadomość umierającej istoty,zostawia formę dla kolejnej istoty,ale nie dla powtórki samej siebie.
            Nikt z nas nie jest powtórką naszych poprzednich wcieleń
            bo nikt nie ma poprzednich wcieleń.
            Każdy ma jedynie swoich poprzedników,którym zawdzięcza swój obecny kształt psychofizyczny.

            Tak jak fale na wodzie pojawiają się i znikają,a woda nie jest zbiorem fal
            tak samo ludzie pojawiają się ciągle nowi a nie na nowo ci sami.
            To są idee buddyjskie i nie tylko.
            Czy są prawdą czy nie…gdyby jacyś buddowie istnieli po śmierci
            to przecież przekazaliby mistrzom medytacji żyjącym współcześnie informacje
            a ci mistrzowie nauczaliby ich tak jak wielu innych rzeczy zdobytych w świadomych snach,w kontaktach z dakiniami,mistrzami itp

            Żaden zmarły budda nie przekazał żadnemu żyjącemu lamie,informacji o tym że istnieje po śmierci tak jak istniał przed śmiercią.

          • JESTEM pisze:

            MARIA:
            ***Jestem, czy to co napisałas–odnosi sie do mnie, czy po prostu, jak sie domyślam–ogólnie ?***

            Ogólnie.
            Gdy pisze coś do Ciebie, to odnoszę się do Ciebie.

            Uważam, że bardzo – jak dla mnie – mądrze napisałaś:

            ***czesto ludzie w zdenerwowaniu mowia:
            „krew mnie zalewa ”
            ” zaraz wybuchne ”
            ” trzęsę siejak galareta ”
            ” krew sie we mnie burzy ”
            ” jak grom z jasnego nieba ”
            Ogólnie bardzo często sie takie słowa słyszy– jak zaklęcia.
            Sami sobie piszemy scenariusze?
            Te słowa-zaklęcia to wizualizacja tego co dzieje sie z przyrodą jak na zawołanie :****

            Dodałam tylko jeszcze ten – jak dla mnie niemal „klasyczny” przykład innego „zaklęcia” z „strasznie cię/jego/ją kocham. Czyli, że taka osoba tak, kocha, że aż się musi bać…

          • JESTEM pisze:

            Mezamir :

            ****Nikt z nas nie jest powtórką naszych poprzednich wcieleń***

            To jest dla mnie zrozumiałe i oczywiste.

            ****bo nikt nie ma poprzednich wcieleń.****

            To dlaczego wielu ludzi utożsamia się z postaciami historycznymi, a nawet nowinkami i bogami?
            nie wiem, co ty rozumiesz jako „poprzednie wcielenia”, bo dla mnie, poprzednie wcielenia to raczej pewne cząstki jakiejś mojej tożsamości, z którymi, jakimis energetycznymi, niewidzialnym nićmi jestem połączona …z jakimiś cząstkami… , które z pewnych względów wymagały, bym w obecnym „wcieleniu”, formie, zintegrowala je ze sobą W SOBIE, aby móc powrócić do „świadomości buddy”.🙂

            ****Każdy ma jedynie swoich poprzedników,którym zawdzięcza swój obecny kształt psychofizyczny.*

            To ciekawe. Możliwe, że tu nie chodzi tylko o kształt psychofizyczny.. Tylko skąd i dlaczego mamy takich, a nie innych „poprzedników ” według ciebie?

          • Mezamir pisze:

            Tylko skąd i dlaczego mamy takich, a nie innych „poprzedników ”

            Dlaczego naszymi praprapra dziadkami są ci a nie tamci ludzie
            którzy są praprapra dziadkami kogoś innego?

            Przyczyna i skutek,bez powodu,ktoś miał dzieci które miały dzieci które miały dzieci które miały nas.
            Jesteśmy tacy jacy jesteśmy,bo ktoś przed nami był sobą,dlatego że ktoś przed nim był tym kim był.

  12. Zbyszek pisze:

    Jazn nie traci ciaglosci trwania, ona jest zawsze. Chwilowe ubytki nam znanej swiadomosci dziennej to wielka lipa, zaden argument przeciw.
    Dlaczeg?
    Ze jej brak przy omdleniach? . Eeee, jej brakuje ciaglosci trwania w ciele fizycznym,. W momecie samego omdlenia, co oznaczy iz wycofala sie wtedy z dymnesyjnego swiata, odmierzonego jednostka czasu. Wracajac po omdleniu, czy wieloletniej komie ciagle jestesmy, tyle ze nie wiemy ile czasu uplynelo. Tak jakbysmy wyskoczyli z rzeki zycia i wskoczyli natychmiast kilometr dalej.
    Nie tylko zywi maja problemy z utrata dostepu do dymsnsji wieloswiata. z ciagloscia zdarzen. Po smierci tez sie ludzie zwieszaja

  13. Mezamir pisze:

    Czyli gdzie jesteśmy ze stwoim Ja Jestem,gdy jako ludzie tracimy przytomność?
    Nie ma nas i nawet nie wiemy o tym że nas nie ma bo jesteśmy nieprzytomni.
    Nasze ciało jest,ale my o tym nie wiemy,wiedzą o tym inni ludzie,ci przytomni.

    Gdzie jesteśmy gdy już śpimy ale jeszcze nie śnimy?
    Czemu nie mamy świadomości istnienia w tej czarnej plamie?
    Dlaczego dopiero w trakcie snienia zaczynamy być i dopiero po przebudzeniu mamy świadomość że spaliśmy i śniliśmy?

    Gdzie jest świadomość w czasie nieprzytomności?
    Co jak „gdzie jest wiatr gdy akurat nie wieje”?
    Wiatr raz wieje a raz nie wieje,jeszcze nigdy nie zniknął na zawsze ale czy kolejny podmuch wiatru to ten sam wiatr?”Kolejny” to nie znaczy „ponownie ten sam”.
    Dobra,moment świadomości kolejny i poprzedni to nie ten sam moment swiadomości
    ale są ze sobą połączone dzięki pamięci.

    Gdyby człowiek nie był w stanie zapamiętać nawet nanosekudny wstecz,to czy byłby w stanie powiedzieć ze jest?
    Każda chwila była by pierwszą chwilą,brak ciągłości,ciągle w punkcie zero
    Reset reset reset reset reset reset reset…

    • Maria_st pisze:

      Gdyby człowiek nie był w stanie zapamiętać nawet nanosekudny wstecz,to czy byłby w stanie powiedzieć ze jest?

      podczas hipnozy tez wiele nie pamieta….

      moj Ojciec miał cięzki zawał serca, z ledwościa Go odratowano / tak mi przekazali lekarze / a jednak pożniej opowiadal coś co uwazaliśmy za bajki……jednak wiele osób opowiada w stanie nieprzytomności to co się dzialo wokół nich — i o tym pisze też Zbyszek.
      Mój mąż jednak nic nie pamieta……i tak sobie myśle–gdzie Go wywaliło z powodu bólu jaki miał wtedy ?
      Zbyszek o tym pisze…..

      • mały budda pisze:

        Jeśli jest możliwe świadome życie w dwóch światach.
        To świat materii w formie ciała oraz świat antymaterii czyli świadomość energii są wynikiem rozpoznania własnej wewnętrznej świadomości.
        Więc prawdziwi Buddyści będą przygotowywać się za życia do świadomego doznania stanu śmierci ciała fizycznego.
        Lepiej być świadomym swojej śmierci aby nie tracić świadomości w momencie przejścia.

        • Maria_st pisze:

          Więc prawdziwi Buddyści będą przygotowywać się za życia do świadomego doznania stanu śmierci ciała fizycznego.
          Lepiej być świadomym swojej śmierci aby nie tracić świadomości w momencie przejścia.

          zgadza sie…,.

          • mały budda pisze:

            Więc prawdziwi Buddyści będą przygotowywać się za życia do świadomego doznania stanu śmierci ciała fizycznego.
            Lepiej być świadomym swojej śmierci aby nie tracić świadomości w momencie przejścia.

            Przypomniałem sobie pewną rzecz na temat natury śmierci od stronę Buddyzmu.
            Tradycja Bon daję znać o sobie.
            Prawdziwy Buddyści to przebudzeni, którzy za życia rozpoznali siebie samego jako forma pierwotna Stanu Natury Buddy.
            Więc życie traktują jako proces doświadczania nauki życia.
            Natomiast cały czas praktykują drogę diamentową tj. rozpoznając swoją wewnętrzną pierwotną istotę.
            Istotą jest wieczna świadomość stanu Buddy.
            Stan Buddy to wieczna świadomość życia w Świetle świadomości stanu Buddy.

          • JESTEM pisze:

  14. Mezamir pisze:

    Zabójca śmierci

  15. Zbyszek pisze:

    Ech zadreczasz sie swiatem fiyzycznym, nie wiedzac co jest poza nim. Sa kolejne dymensje, przeciez pisza w biblji o niebie , czyscu, piekle. Pisali jak omiejsach, ale pisali……Tam lecimy w takich mometach.. Co ciezko uwierzyc, by za zycia tam sie pojawiac?. Pamiec to tylko chmorka, obklejajaca jazn. Bez niej tez sie super egzystuje. Zyjemy we wszystkich dymesjach jednoczesnie, mogac pojawias sie w kazdej z nich. Korzystamy z tego w takich chwilach i tyle.Ale nie pisze wiecej, bo bedzie zem okultysta

    • Maria_st pisze:

      pisz, pisz Zbyszku dobrze piszesz
      Zastanawia mnie dlaczego buddyści w odmiennych stanach świadomości nie ” dostrzegli” tego?
      może nie o wszystkim mówia?

  16. Zbyszek pisze:

    Oni sie interesuja czyms innym, Docierajac do tych poziomow jazni nie ma potrzeby szukac dowodow na znikanie swiadomosci. To jest wazne tylko dla nas, bo wiekszosc z nas czyta swietobliwe teksty zamiast samemu sprawdzic. Buddysci to praktycy, oni sa w swietle jazni swiadomie i podaja sposoby dotarcia do tego swiatla jazni, W dymensjach sie tyle dzieje, ze kazdy cos znajdzie dla siebie i jeszcze zostanie dla innych na miliardy lat. Jest jeden trik duchowy, konstukcji wieloswiata, ktory mnie kiedys powalil na kolana,
    Zdalem sobie sprawe, iz istniejemy w weilu dymsnsjach jednoczesnie, majac w kazdej z nich swojego szpiega, przedstawiciela, znaczy cialo subtelne- Kazda z dymensji ma odmienne wlasciwosci i w sumie wszystkie tworza nasz umysl-swiadomosc dzienna. A wiec kazdy z nas niby zna te dymensje , tyle ze ma wymieszane w jednym kotle .
    Zalapalem sie pare razy na swiatlo jazni. Fajna sprawka , Zdalem sobie wtedy sprawe, iz znam to swiatlo z codziennego zycia, To byly zwykle chwile radosci, W chwilach szescia dostrajalem sie do tego poiomu jazni. Niby na chwilke ale jestesmy wtedy w swietle, hihi.

    • mały budda pisze:

      Brawo Buddyści to praktycy.
      Mało ludzi wie, że Buddyzm to nie religia.
      W Buddyzmie dąży się do poznania natury umysłu.
      Po przez własną wewnętrzną obserwacje.
      Monolog z wewnętrznym mistrzem jest prawidłowym kierunkiem aby widzieć lepiej iluzję gry życia.

    • JESTEM pisze:

      Jesteśmy podróżnikami w nieskończoności.🙂

  17. Mezamir pisze:

    Buddystom chodzi o to żeby żyć w teraźniejszości najpełniej jak się da.
    Ciekawe ile procent prawdy odkryli buddyści.
    Siakjamuni mówił że to co głosi to tylko fragment i że jest więcej do odkrycia

  18. Zbyszek pisze:

    TAk przeczytalem wlasnie na wiykipedii,co tam wypisuja na Jazn, malo sie polapalem, Choc pisaniny na pare stron, Co zdanie to bardziej wydumane a ile zagadnien sie w niej dopatrzona, maltretujac proste zagadnienie Nie che wyjsc na cymbala ale napisze dostepnie dla czlowieka od czlowieka czym jest jazn.
    Jazn to iskra swiadomosci bozej.
    Jak ja wylapac?
    Ano siadamy wygodnie i zagapiamy sie jak na nudnych lekcjach w szkole. Czekajac na ich koniec przetrzymujemy w byciu bez myslnie, oczekujac rychlego konca. Jak sobie przypomimy ten stan z nudnych lekcji to wykryjemy jazn. To bedzie to cos , co w nas czeka.
    A teraz rodzi sie neicierpliwosc , patrzymy na zegarek kiedy koniec. Uwaga staje sie czujna,czy aby juz nie po nudach, Ooo jazn sie budzi, wprawia w ruch, wzbudza umysl, ale usypia ponownie, choc wie ze jest. bo przeciez czeka.
    Nuda nadal a wiec czeka nadal bezmyslnie. To wlasnie jest JAZN rdzen czlowieka,- bez energii, napedzajacej ja energia psychiczna duszy-ruchu . OK dzwonek wszkoledzwoni dzowni, Jazn wyskakuje z nudy , otrzepuje sie jak kocur, nabiera rumiencow zdajac sobie sprawe ze jest i trzeba leciec dalej aktywnie przez codziennosc. MA swoje rozpoznawalne ja i cel.

    • Maria_st pisze:

      WOW, fajnie to napisales, dzieki Zbyszku

    • Mezamir pisze:

      Książka Lustro: Rady dotyczące obecności i świadomości

      została napisana podczas spotkania Wspólnoty Dzogczen w Lu Cumitoni w Sardynii podczas świąt Bożego Narodzenia w 1977 r. W bardzo prosty a jednocześnie głęboki sposób wyjaśnia ona trzy fundamentalne aspekty ścieżki dzogczen: (1) pogląd, czyli intuicyjne zrozumienie naszego pierwotnego stanu, (2) medytację, czyli zastosowanie tej wiedzy w praktyce i (3) postępowanie, czyli integrację medytacji ze wszystkimi codziennymi czynnościami. Czögjal Namkhai Norbu Rinpocze napisał ją głównie po to, by zdefi niować pojęcia świadomości i jej ciągłej obecności, które mogą zastąpić wszystkie zasady i ograniczenia obecne w różnych tradycjach religijnych. Książka zawiera również komentarz Autora, którego udzielił prezentując tekst swoim uczniom.

      Czögjal Namkhai Norbu często mawia: „Dzogczen nie mówi ci, byś zmienił swoją religię, fi lozofi ę czy ideologię, byś stał się kimś innym niż jesteś. Nauki dzogczen proszą cię tylko, być spojrzał na siebie i odkrył klatkę, którą zbudowałeś ze wszystkich swoich ograniczeń i uwarunkowań. Dzogczen uczy również, jak wydostać się z tej klatki nie tworząc kolejnej – jak stać się prawdziwie wolną, autonomiczną osobą”.

      Czögjal Namkhai Norbu

      Mistrz Czögjal Namkhai Norbu Rinpocze urodził się w Tybecie w 1938 roku. Studiował z wybitnymi mistrzami buddyzmu tybetańskiego XX w. W 1976 r. zaczął przekazywać nauki dzogczen we Włoszech zakładając Wspólnotę Dzogczen, która dziś rozwinęła się w wielu różnych krajach na całym świecie.

      Fragment książki:

      Aby przejąć władzę nad królestwem, musi się obalić króla; nie wystarczy pokonać kilku dworzan ani podbić kilku wiosek. Jeśli więc nie wiemy, jak utrzymywać obecność bez rozproszenia, a zamiast tego pozwalamy sobie zatracić się w rozproszeniu i iluzji, nigdy nie uwolnimy się z niekończącej się transmigracji. Jeśli zaś nasz umysł nie rozprasza się i nie zapomina, lecz uzyskuje samokontrolę i utrzymuje obecność swojego prawdziwego Stanu, nie warunkując się iluzją, wtedy staje się esencją wszystkich nauk i korzeniem wszystkich ścieżek. W rzeczywistości wszystkie zjawiska dualistycznej wizji: nirwana i samsara, szczęście i cierpienie, dobro i zło – wszystkie one powstają jedynie z umysłu i nie mają innego źródła. Dlatego mówi się, że umysł wolny od rozproszenia jest podstawą wszystkich ścieżek i najgłębszym punktem praktyki.

      Buddowie przeszłości osiągnęli Oświecenie podążając ścieżką ciągłej obecności bez rozproszenia i w ten sam sposób osiągną Oświecenie Buddowie przyszłości. Ci, którzy osiągają je teraz, robią to dzięki ugruntowaniu się w obecności, ponieważ nie istnieje inny sposób osiągnięcia Oświecenia. Rozpoznanie naszego prawdziwego Stanu i kontynuacja jego obecności są faktycznie esencją wszystkich ścieżek, podstawą wszelkiej medytacji, spełnieniem wszystkich praktyk, istotą wszystkich tajemnych metod i kluczem do wszystkich najgłębszych nauk. Dlatego właśnie musimy próbować utrzymywać ciągłą obecność bez rozproszenia.

      • mały budda pisze:

        Panie Mezamir niech Pan przyjmie od mojej osoby pokłon Buddyjski.
        Cóż mogę dodać?
        Poezja mądrości Buddów jednoczy człowieka w rozumieniu istnienia życia.
        Nie można negować życia.

        Brawo, cudownie Panie Mezamir.🙂

        • mały budda pisze:

          Zabawne, gdyż ludzie poszukują Gralla na zewnątrz.
          Wiecznego eliksiru życia.
          Aby żyć długo. Jeśli się, jest nieświadomym swoje procesu życia. To życie traci sens, gdyż gubi drogę na wiele żyć.
          Stąd wiele dusz wpadło w koło przyczyny tworząc podstawę do ciągłego wchodzenia w materię.
          Błędne koło na ziemi stworzono na bazie stadnego utrzymywania ludzi.
          Sam poszukuj swojej wewnętrznej prawdy.
          Sam nauki życia popieraj.
          Sam zrozum lęki i strach.
          W końcu zrozumiesz, że strach i lęk. To wymysł człowieka. Aby trzymać człowieka w niewoli.
          Żyjemy w czasach w którym bieguny życia zostały odwrócone.
          Zwierciadła życia ukazują wewnętrzną zapomnianą wiedzę. Jak zachować świadomość.
          Trzeba być sobą naturą prawdziwą. Pierwotną początkową formą istnienia.

        • mały budda pisze:

          Sama -Sam.
          Sam – Sama.

          Dobrze wibruje.
          Sama – Sam.
          Sam – Sama.

          Teraz użyjemy wibracji ,,OM”
          OM- OMA.
          OMA- OM.
          Piękne wibracje.
          Niech czująca istota poczuje.
          OM-OMA
          OMA- OM.🙂
          B-U-D-D-A T-O O-N I O-N-A.
          Budda to stan czucia miłości do matki natury. Ojca słońce ma Budda w swej wewnętrznej naturze.

  19. Mezamir pisze:

    Człowiek wedle Wastu powinien otwierać swój dom zarówno na wschód jak i na północ.
    Energia duszy, dźiva (Jiva) płynie od strony północy na południe.
    Dźiva to energia matczyna, żeńska, księżycowa, Ida.
    (Stąd określenie kobiety dziewka,dziewczyna,Dziewanna itp)

    Energia życia, prana (prańah) płynie ze wschodu na zachód.
    Energia prany jest męska, ojcowska, słoneczna, Pingala.

    Obrazków świętych osób, aniołów czy bóstw oraz wizerunków czy symboli o tematyce religijnej nigdy nie wolno wieszać nad drzwiami ani nad oknami, gdyż przynosi to domowi pecha, a domownikom biedę, chorobę i nędzę.

    http://www.macierz.org.pl/artykuly/zdrowie/feng_shui_i_wastu-podstawowe_praktyczne_porady_zdrowotne.html

    • Mezamir pisze:

      Świątynia czyli także kościół w pobliżu cmentarza to wedle praktyków Wastu jak i Feng Shui miejsce niebezpieczne, gdzie w czasie modlitwy może dochodzić nawet do masowych opętań i nawiedzeń przez złe duchy etc.

      • Maria_st pisze:

        Mezamir opętania, nawiedzenia–własnym strachem, niezrozumieniem?
        Zbyszek cos na ten temat napisał i sie z tym zgadzam….

    • JESTEM pisze:

      Wiedza czy Przesądy?
      A jak czarny kot przebiegnie ci drogę, to splun przez lewe ramię i obróc się się trzy razy dookoła siebie…, bo inaczej spotka cię n9eszczescie, bieda albo choroba?
      ;-D

      • Maria_st pisze:

        o, nawet nie wiedzialam ze trzeba tak czynic……..splunac za siebie itd

      • Mezamir pisze:

        Wiedza czy Przesądy?

        Weda wyklucza przesąd🙂

        Sthapatja Weda Maharishiego jest najstarszym, kompletnym systemem architektury, który oferuje, jak zbudować dom, wioskę lub miasto, aby mieszkańcy byli zdrowi i szczęśliwi oraz cieszyli się pomyślnością. Sanskryckie słowo „Sthapan” oznacza ustanawiać a „Weda” wiedzę o Prawie Naturalnym. Zatem Sthapatja Weda jest wiedzą o ustanawianiu (budowaniu) w zgodzie z Prawem Naturalnym.
        Jest to jedyny na świecie system architektury, który ma swoją podstawę w fundamentalnym i skoncentrowanym polu inteligencji Natury.
        Sthapatja Weda Maharishiego dostarcza uniwersalnych reguł i zasad, precyzyjnych wzorów matematycznych, równań i proporcji – by projektować domy i biura, osiedla i miasta tak, żeby mieszkający i pracujący tam ludzie odczuwali korzyści we wszystkich dziedzinach swojego życia.
        Wastu jest tym aspektem Prawa Naturalnego, które łączy indywidualną inteligencję z inteligencją kosmosu.
        http://www.wastu.pl/

    • Dawid56 pisze:

      To ciekawe co piszesz Mezamirze.Wystarczy teraz dodać, że północ południe to po prostu pole magnetyczne(energia magnetyczna)- energia żeńska , a wschód -zachód pole elektryczne energia męska.

      • Mezamir pisze:

        To jest pierwotny symbol krzyża,pionowa kreska pierwiastek męski,a pozioma żeński.
        Rzymska szubienica ze zwłokami centrum to tylko cień oryginału
        w dodatku dość wymowny cień,w centrum mamy mieć życie a nie martwe konające ciało.

        Kiedyś czytałem o badaniu energetyki krzyża/rzymskiej szubienicy.
        Okazuje się że krzyż „odwrócony” ma o wiele bardziej pozytywną wibrację
        niż ten „normalny”

        Piszę normalny i odwrócony w cudzysłowu bo kto ustala te normy?
        Normą jest krzyż równoramienny,swastyka etc
        Krzyż „normalny” ma południowe ramie dłuższe i to zakłóca równowagę
        „odwrócony” ciąży w kierunku północnym i to sprawia że mimo nierównowagi
        działanie jego wibracji jest korzystniejsze.
        Nawet śpiąc z głową na północ sen staje się zdrowszy niż sen z nogami na północ.
        Szkoda że sobie nie zapisałem tych tekstów bo teraz ciężko je odnaleźć i zweryfikować

  20. mały budda pisze:

    Dlatego nie lubię żadnych religii oraz cmentarzy.
    To są ciemne energie bytu jak czarna smoła.
    Przykre lecz prawdziwe jest,że nieświadomość jest bardzo bolesna.
    W końcu śmierć ukazuje prawdę o nas samych.

  21. Zbyszek pisze:

    E tam prana plynie ze wschodu , to ziemia sie kreci a cmentarze to zadne czarne energie

    • Maria_st pisze:

      Kiedyś często śnił mi sie cmentarz, widziałam jak będzie wyglądał w przyszlośći–i tak jest .
      Jedno było ciekawie, widziałam tam umarłych jako żywe istoty–jedyne co mnie zaintrygowalo to to, że nie moga opuszczać terenu cmentarza, ostatni sen—-cmetarz pusty, umarłi zeszli do swych grobów…..z jednego z nich słysze….wielkie boleści, wielkie boleści, tak jakby cos ich wystraszyło…….tylko co, umarłych?
      To był ostatni sen z cmentarzem.

  22. Mezamir pisze:

    Ósmy poziom Umysłu to alajawidżniana, wszechpodstawa dla pozostałych poziomów świadomości. Jest to magazyn wszystkich doświadczeń, miejsce w którym są gromadzone wszelkie wzorce działań, nawyki, tożsamości i splamienia. Poziom dzięki któremu rozwija się karma doświadczana indywidualnie, bądź wspólnie.

    Alajawidżniana (sanskryt: ālaya vijñāna, transliteracja Wyliego: rnam-shes) według nauk czittamatry może jednak być oczyszczona ze wszystkich nawykowych skłonności i splamień. W pełni odkryty wtedy będzie „samoświadomy i samorozświetlający się Umysł wolny od dualizmu doświadczenia i doświadczającego”, potocznie zwany naturą umysłu i zarazem naturą rzeczywistości.

    Poczucie tego „dualizmu subiekt-obiekt” stwarzają przykrywające tą naturę, zgromadzone indywidualnie zgodnie z prawem przyczynowo-skutkowym karma, nawykowe skłonności i splamienia.
    To zgrubne poziomy świadomości, które

    zanikają całkowicie w czasie procesu śmierci.

    Jednak dalej „reinkarnują” się te najsubtelniejsze, umożliwiając w bardo, jak i w kolejnym odrodzeniu powrót do nawykowych sił.

    Teksty buddyjskie przyrównują zgrubne poziomy świadomości do fal oceanu, najsubtelniejsze do głębin a „samoświadomy i samorozświetlający się Umysł wolny od dualizmu doświadczenia i doświadczającego” do wody oceanu.
    Pojedyncze fale/ludzie, pojawiają się i znikają, niekiedy uchodząc w głębiny, a niekiedy można je wyodrębnić (śmierć, bardo i kolejne odrodzenie), ale przez cały czas pozostają częścią wody oceanu.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Czittamatra

  23. mały budda pisze:

    Ten Budda robi znak nieskończoności.
    10 Budda to alfa i omega.

  24. mały budda pisze:

    https://nnka.wordpress.com/2012/07/31/
    comment-6334-7-lat-ucisku/

    Moja świadomość weszła na tą stronę.
    Nie przypadek, lecz świadoma forma istnienia.
    Świadomość Buddy się pojawia.

  25. mały budda pisze:

    Siedem Zwierciadeł.
    Rok 2014 jest rokiem siedmiu Zwierciadeł.
    Nauki zostały zrealizowane.
    Koniec- początek.
    Początek- Koniec.
    Mniej świadomość procesu życia. Za życia przygotuj się do odejścia z iluzji materialnego fizycznego życia.
    Kiedy będziesz widział odbicie siedmiu luster ludzkiego życia.
    Uświadomisz sobie drogi Buddo, że czas twojej drogi się kończy.
    Czas ziemi będzie się kończył wraz z końcem czasu twojej drogi.

  26. Mezamir pisze:

    Od tłumacza Poniższy tekst jest tłumaczeniem 4 rozdziału nie przetłumaczonej do tej pory na język polski książki Ramthy „A Master’s Reflection on the History of Humanisty. Part II Rediscovering the Pearl of Ancient Wisdom”, pt. „Pharaoh Ra-Ta-Bin, and the Egyptian Secret of Immortality”

    Podzielony mózg, skłócony dom 1 „Wyobraźcie sobie tego małego hominida, który wygląda tak jak wy. Jego skóra ma odcień cynamonu, jego oczy są zielone, a włosy czerwone. I stoi przed nimi [Bogami] i zwraca się do nich następującymi słowami: „Daliście mi życie. Jestem inkarnującym się Duchem pochodzącym z nieba, ale wy, moi najwspanialsi przodkowie, daliście mi ciało. Dziś wieczór stoję przed wami i za chwilę – za chwilę – wiecie jak podciąć mi gardło i wykrwawić mojego Ducha. Ale to nie wy stworzyliście mojego Ducha i dlatego on powróci . ” – Ramtha Nauka dzisiaj już zidentyfikowała gen nieśmiertelności w naszym DNA. Bardzo długo szukała tego genu. Jak myślicie, jaka będzie przyszłość nauki w trakcie waszego życia? Na którym z waszych genów zarobicie największą ilość kasy? Czy na genie warunkującym cukrzycę? Czy on zarobi najwięcej kasy? Czy też gen powodujący Alzheimera? A może na genie powodującym raka? Raka mózgu? Raka gardła? Raka płuc? Czy raka trzustki? Czy raka nadnerczy? Czy raka macicy? Czy raka prostaty? Czy raka piersi? Czy raka kości? Czy raka skóry? No, na którym z nich? Mogę wam powiedzieć, że na żadnym z nich, ponieważ najwięcej kasy zarobi gen nieśmiertelności. Drugim będzie gen odwracający proces starzenia. Zwróć się do swego partnera i powiedz mu to 2 . Ilu z was głosowało za tym ostatnim, niech podniosą ręce. Czyli na gen nieśmiertelności i na gen odwracania procesu starzenia się. Są oczywiście pewne polityczne implikacje tych badań… Tak przy okazji, badania nad tym genem trwały właściwie od początku tego wieku. Wyniki tych badań zostały przekazane wtedy tylko członkom elity. Lecz dopiero teraz są ujawniane i przekazywane nowym pokoleniom naukowców.

    Dlaczego Egipcjanie tak bardzo dbali o to, żeby balsamować ciało, żeby wypełniać rytuały z tym związane, rytuały, które wcześniej zostały spisane w „Księdze Umarłych” 3 ? Dlaczego wszyscy członkowie domu królewskiego musieli znać „Księgę Umarłych” i spędzali wiele lat studiując [ją] pod kierunkiem nauczyciela, który wyjaśniał im to wszystko. Dlaczego wydawali potem większość swoich fortun, [swojego majątku] budując hermetyczne grobowce, w których ich ciała zgodnie z „Księgą Umarłych” mogły być umieszczone wraz z innymi przedmiotami. Zapamiętajcie to ludzie! Dlaczego? Wyjaśniam: rzeczy, ludzie, czasy, wydarzenia. „Księga Umarłych” jest o rzeczach, ludziach, czasach, wydarzeniach i ich związku z przyszłym życiem. W „Księdze Umarłych” napisane jest, że dopóki nie przeczytasz i nie przestudiujesz tego tekstu – zgodnie nie z powszechnym zrozumieniem i twoją interpretacją, lecz z wyższym zrozumieniem twego umysłu – nie będziesz mógł powstać ze zmarłych i przenieść ze sobą ludzi, miejsc, czasów, faktów, wydarzeń jako pamięci z tego miejsca, z którego powrócisz [przybędziesz]. Tak więc ta wielka „Księga Umarłych” została zainspirowana przez Bogów, którzy wiedzieli, że ludzie nie byli nieśmiertelni, ale ponieważ właśnie ci ludzie byli genetycznie powiązani z Bogami, to znaczy sposób w jaki ludzie powstawali do tej uświęconej idei 4 jest właśnie tutaj

    Ale bogowie zrobili dosyć szczególną rzecz. Ci z was, którzy studiowali [budowę] ludzkiego mózgu zrozumieją, że ludzki mózg jest podzielony mostem zwanym ciałem modzelowatym 7 . Ilu z was rozumie [to, co zostało powiedziane] do tej pory niech podniesie ręce! Kiedy mówimy o świadomości mostu, posługując się terminologią [związaną] z pieczęciami, to tak naprawdę mówimy o czwartej pieczęci 8 w tym moście w mózgu. Ciało modzelowate jest mostem, który łączy dwa różne obszary ludzkiego mózgu, prawda? Ale Bogowie nie mają podzielonego mózgu!

    Bogowie – słuchajcie mnie uważnie – stworzyli was z pewnego podgatunku, z podgatunku hominidów 9 . Bogowie wzięli hominidy, a potem skrzyżowali je, tak jak dziś robi się to w laboratoriach, kiedy kobieta chce mieć dziecko, ale ma problem, bo na przykład ojciec jest impotentem i nie ma nasienia, które mógłby przekazać tej kobiecie. Będziemy [później] mówić, dlaczego on nie może go jej przekazać. No więc w takich sytuacjach nasienie bierze się z banku spermy, a potem zapładnia się jajo. Dawcę spermy wybiera mężczyzna, bo to mężczyzna mówi, co chciałby przekazać [dziecku]. Wypełnia kwestionariusz i zaznacza w nim listę cech, które chciałby dać dziecku. A potem w banku spermy znajdują dawcę, który jest najbliższej tego, czego taki mężczyzna sobie życzy. Czy to ma sens? Ilu z was zgadza się z tym? No wiec mamy to połączenie [genów], płód rośnie w macicy, a potem wychowują go rodzice. Ile z was to zrozumiało? Niech tak jest! A więc Bogowie wzięli naturalnie rozwijające się w swoim środowisku hominidy. Musicie pamiętać o tym, że ci Bogowie, którzy zeszli z tych poziomów [światła i świadomości], to byli ci, którzy dokonali tego zejścia nieco później niż zrobili to ich przodkowie. Nie jest tak, że te hominidy nie miały pierwiastka boskiego, albo, że Bogowie byli bardziej „selektywni”. Nie, Bogowie przyszli najpierw, a potem wpadli w to, co pojawiło się później 10 . Zatem, Bogowie 455 tysięcy lat temu upgrade’owali 11 ludzkość, bazując na wiedzy sprzed miliona lat.

  27. mały budda pisze:

    Uczeń pyta mistrza Buddę.
    Mój drogi mistrzu Buddo, możesz mi wyjaśnić dlaczego ludzie żyjąc w fizycznym ciele.
    Za swojego życia są duchowo martwi.
    Mistrz Budda uśmiech ma od ucha do ucha.
    Więc odpowiada.
    Mój drogi uczniu spójrz na ludzkiego ego.
    Zobacz prawdziwą naturę ludzkiego ego.
    Tak mistrzu Buddo.
    Widzę ego.
    Mistrz Budda wypowiada słowa, cynizm,zazdrość,obłuda i wieczna gra iluzji człowieka.
    Więc człowiek za swojego życia w grę iluzji się uwikła.
    Na to uczeń do mistrza Buddy.
    Już wiem dlaczego ludzie duchowo są za życia martwi.
    Ludzie nie znają prawdy o samym sobie.
    Swoje błędy uważają za celowe działanie innych ludzi.
    Nigdy nie potrafią ocenić własnej wewnętrznej natury.
    Tak mój drogi uczniu.
    To problem człowieka, gdyż przyjmuje od dziecka fałszywe wartości od tych, którzy go uczą.
    Więc miły mistrzu Buddo.
    Doszedłem do wniosku, że ludzie tworzą grę iluzji, gdyż nie znają swojej wewnętrznej nieskończoności.
    Tak miły uczniu.
    Ludzie to schemat gry pozorów, który dostali od swoich ludzkich bogów.
    Więc mistrzu Buddo. Wychodzi na to, iż ludzie nie znają własnej wewnętrzne natury światła.
    Tak właśnie jest uczniu.
    Ludzie mają w sobie świadomość światła, lecz inni ludzkie wmawiają im że są z natury ciemni jak mrok w swoim kolorze ciemności.

  28. mały budda pisze:

    Mistrz Budda pragną aby jego uczeń osiągnął swą doskonałość czyli życie w wiecznej świadomości natury Buddy.

    • Maria_st pisze:

      Ciekawe czy Ktosiowi tez o to chodzi w tym co pisze?

      • Dawid56 pisze:

        Nie wiem kim jest Ktoś .Dla mnie on nigdy nie posiadał swojego imienia.Nie zdradził ile ma lat, a nawet nie zdradził swojej płci.

        • Michaela pisze:

          Wiesz Dawid, myślałam nieraz ,czy komuś uda się zobaczyć na żywo tego „różowowego Ktosia” i udało się 😮 . Ciekawe jak wygląda bez maski , ale obie panie milczą na ten temat i nie wiadomo jakiej jest płci😦

          ozyrys19 pisze:
          14 Wrzesień 2014 o 13:47

          ” Kastoro,z Ktosiem był spory kłopot ,jak z Predatorem ,oni wskakują na miejsce z pozycji doskonałego pomocnika i przyjaciela .
          Następnie niepostrzeżenie zawłaszczają sobie pole energetyczne ofiary.
          Całe szczęście ,że codziennie chronię się od wszeteczników ,i kiedy ów Uzurpator ,wpadł w siec ,która została na niego założona ,bez mojej wiedzy ,ale w odpowiedzi na moje modlitwy,maska wówczas opadła i stała się jasność🙂
          A to dzięki spotkaniu ,które zorganizowałyśmy z Free ,by omówić sprawy kursu.
          Ktoś przyjechał i…wpadł…
          Zabezpieczenia miał zacne …ale maski opadły.
          Dlatego …zawsze najpierw należy się spotkać twarzą w twarz ,wówczas wszystkie zmysły odbierają sygnały, a następnie kontynuować znajomość .”

          http://mistykabb.wordpress.com/2014/08/25/ogloszenia/comment-page-1/#comment-9949

          • Maria_st pisze:

            szkoda że siola nie pisze z pewnościa by to odpowiednio podsumował……..cóż i to także przewidział…

          • Maria_st pisze:

            nic nie dzieje sie bez powodu…

          • mały budda pisze:

            Jak się, ich czyta. To można doznać choroby psychicznej.
            Mnóstwo w tym iluzji gry ludzkiej słabości wobec własnej natury.
            Nie mogą rozpoznać własnej tożsamości. Więc szukają tego u innych nieświadomych gry iluzji.
            Normalnie bez serc działają.
            Rozumem iluzję stwarzają aby mieć moc własnej satysfakcji.
            Gdyby wiedzieli, że od środka odeszli. Zrozumieli by, że zabłądzili swej próżności własnego ego.
            Zagubili siebie aby zagubić innych.
            Odeszli daleko od istoty natury światła. Nie poznając samych siebie. Doznali właśnie pychy.

          • Ktoś pisze:

            Skoro Anu – to Ojciec Niebieski (ten prawdziwy) a Nuth to Matka Boska to czemu ta która posądza wszystkich wokoło o „diabelskość” nie może się już z nimi łączyć. Czyżby już nie te „wibracje”?

            A zapomniałem, przestała przecież „omować”. Widać diabła w jej skórze „omowanie” zbyt paliło by pozwolił jej na kontynuowanie tego no i kontakt ze Stwórcą Wszystkiego się urwał. Teraz pozostałą tylko ARTYSTYCZNA ŚCIEMA ze ściemniaczem Samuelem zwanym niesłusznie Mardukiem.

            Co naprawdę oznacza slówo Marduk? Samuel jej tego nie powie, Samuel ten od Piramid Cheopsa. Generalnie od czasu utraty kontaktu z Nuth przekazy stały się nijakie, wcześniej podawano rzeczy do zrobienia z określonym planem jako całością prac. Teraz tylko przekazywane jest „to” co ci co robią w ezoprzekazach znają od dziesięcioleci. Dokładnie tak jak Samuel to robi z „lobos” zgrywając planetarnego ważniaka.

            Zauważyłem po wpisach, że i Predator stał się dla pani D de passe. A fakt zapomniałem, on też był nasyłany n a mnie (jego specjalność to …) i chyba tez zawiódł siedzącego w D demona wiec i jego porzucili w poszukiwaniu kolejnego frajera by im pomógł walczyć z tym co NIEPRZEMIJA. Pani D przeminie, pomagierka F przeminie a Ktoś pomacha im na pa pa chusteczką ….

            A i jeszcze jedno, taka techniczna uwaga – Stwórca czyli Anu NIE WOJUJE. Ogniste kule Stwórcy są brane od jego złego właściciela (pierwotnej samoemanacji). Wojowanie, jako takie, jest łamamiem PRAW STWÓRCY bo tylko WOJOWNICY MAJĄ PRAWO WALCZYĆ I ZABIJAĆ a takie B nim nie jest. Braminem zresztą też jeśli by się dalej poruszać w kategoriach słowiańszczyzny. Ot takie dziecko co myśli iż złapało „Boga za nogi” bo ukradło nitke z jego szaty a i ona nie jego.

            Jak już mówiłem Ktoś nie daje drugiej szansy bo rzadko komu daje tę pierwszą. W ramach wyjaśnień dodam iż każdy wpadnie w ręcę Ktosia bo taką ma funkcję. Też zresztą opisaną u Nostradamusa. ;D

            Ogólnie to jest fajnie tylko świeczka już co poniektórym ćmom za bardzo opaliła skrzydła. Znak iż pora drastycznie podkrecić wibracje.

            Samemu, bo przecież demoni ściemniacz Samuel wyzywajacy się per Marduk najchętniej w ogóle by je wyzerował co sam poprzez „Łobos” nie raz deklarował. Ot taki zapomniany niuansik w głoszonych ściemach.;)

          • mały budda pisze:

            Ktoś wyzwolenie oraz poznanie. Jest każdemu dane.
            Prawdziwe wyzwolenie i poznanie. Jest w stanie świadomości światła Buddy.
            Tam poprzednicy dążyli do stanu Buddy. Dążyli do życia w stanie świadomości Buddy.
            Więc wyzwolenie jest poprzez własne indywidualne doświadczenie- spontaniczne poznanie. Oceanu świadomości wiecznego stanu światła Buddy.
            Wybacz Ktoś ale wyglądasz na program stworzony przez ludzkich bogów.

          • mały budda pisze:

            Siedem Zwierciadeł.

            W tym roku Ktoś napisał, że słońce się wrednie uśmiecha.
            Było piękne zdjęcie z uśmiechem słońca.
            Zastanawiałem się nad tym, gdyż mnie to zabolało.
            Czułem, że słońce się do mnie uśmiechało.
            Słońce nie ma natury wrednej.
            Za to człowiek naturę wredną ma.
            Słońce to zwierciadło gwiazdy.
            Ktoś pisząc, że słońce wrednie się uśmiecha. Napisał nieświadomie o swoim wrednym uśmiechu. Jakim często ludzi obdarza.
            Udawany uśmiech nie szczery.
            Nie lubię masek obłudy.
            Zwierciadła tak działają, iż prawdziwe obrazy uwidaczniają.

          • figaro pisze:

            Otóż nie każdy wpada w łapska osób, które manipulują przy nas, musi zaistnieć wola i wew przyzwolenie na takie grzebanie. Wiem coś o tym.
            Jedno jest pewnikiem, byty demoniczne, które stoją za takimi osobami (czyścicielami mylnie nazywanymi uduchowionymi) nie są przy nich bez ich pełnej zgody i przystania na warunki tej współpracy…co ciekawe „kasa” jest dla nich cholernie ważna, dlatego za swoje usługi, „koszą” grubo bez mrugnięcia okiem:)
            Więc pewne jak słońce jest to, iż „przekazy” nie pochodzą i nigdy nie pochodziły od Światła…wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie!
            A pewne rzeczy się im zwyczajnie nie udają, gdyż „penetrowana” osoba nie przyzwoliła na to, mając do pomocy prawdziwe Światło Stwórcy, o które prosi.
            Być może kiedyś rozwinę ten temat, dzisiaj nie czuję takiej potrzeby, niech wygasną fałszywe ognie:)

      • mały budda pisze:

        Mały budda pisze ,to co czuje.
        Jest autentyczny sam dla siebie.
        Lepiej przez to widzę.
        Znam ludzi nie uwierzą, iż to co czuję i widzę to piszę.
        Dla mnie było fajne, gdy napisałem, że światło świadomości Buddy istnieje.
        Macie możliwość za życia się wyzwolić. Poznać prawdę i zwyciężyć pokonując strach i lęk przed śmiercią.

        • Maria_st pisze:

          Macie możliwość za życia się wyzwolić. Poznać prawdę i zwyciężyć pokonując strach i lęk przed śmiercią.

          Tak maly buddo i o tym tu piszemy na tym blogu który zalożyła nnka .

        • margo0307 pisze:

          ” W tym roku Ktoś napisał, że słońce się wrednie uśmiecha…”

          Widzisz Buddziątko, tak to już jest z tymi naszymi SUBIEKTYWNYMI odczuciami😉
          Do jednych z nas Słoneczko uśmiecha się wrednie, a do innych z nas – jak np. do Marysi – uśmiecha się… SERDECZNIE ❤

  29. Dawid56 pisze:

    To prawda ,że Człowiek nie czuje światłości w sobie i dlatego podąża drogą Cienia, co więcej stale szuka tej Światłości na zewnątrz siebie i ulega iluzji jak to mądrze napisałeś Mały Buddo🙂

  30. mały budda pisze:

    Więc skierował mistrz Budda swojego ucznia na drogę poznania.
    Uczeń wszedł w rolę małego dziecka, które nie miało swojej świadomości istnienia.
    Kiedy dziecko dorosło.
    To zrozumiało, że ludzkie życie to program oparty na wyzysku.
    Wyzysk to wpojone fałszywe informacje na temat prawdziwej natury procesu życia.
    Człowiek nie wie kim jest naprawdę, gdyż nie zna swojej tożsamości.
    Tożsamość to mieć świadomość nieskończoności. Czyli po śmierci ciała. Istnieje bezwarunkowa świadomość.
    Uczeń miał poznać prawdę.
    Do prawdy uczeń mógł dojść przez pracę nad samym sobą.
    Ta tożsamość wiecznego światła jest wszelkim Czujących życiu.
    Mistrz Budda pragnął aby uczeń poznał, że życie ucznia to symulacja gry.
    Więc uczeń miał poznać symulację gry aby zrozumieć iluzję życia.

  31. Maria_st pisze:

    Ktoś dałeś się wciągnąć Matrixowi a przecież chodzi by znależć droge do swej głębi a nie poza nia bajać i bajać i coraz głębiej wchodzić w las.
    Wkeliłam tu rysunek ANU namalowany na podstawie przekazów od—czegos/kogoś na zewnątrz i zobacz dziwną zbieżność.
    Ta bibla Yorka ukazuje część prawdy i częśc zaklamuje…..wszyscy ludzie razem z Anu, Nuth , Lilith sa czarni, pewnie w biblii rasy żółtej byliby żółci a czerwonej–czerwoni—-ot MATRIXOWE bajanie, wciąganie w ezoteryczne bzdury, mesjanizm, ot pochwała EGO–wynoszenie na piedestały.
    Bo przecież jako przelazniki Nuth, Anu, Szmaragdowych Strażników i innych wymysłow Matrixa—wiemy NAJlepiej i z czasem zapominamy co tak naprawde jest istotne w tej Materii.
    Lepiej wszedzie widziec diabły siedzące , zadomowione w innych, jak latwo rzuca sie oszczerstwa, wylgaryzmy uważajac sie jednocześnie za kogoś lepszego…….a potem upade z wysykości boli oj boli.
    Matrix potrafi manipulowac ludzmi doskonale, ze czesto zapominamy o rodzinie, dzieciach…bo przecież nasze EGO ma misje–to jest najważniejsze a nie warości w rodzinie, która coraz mniej przypomina rodzine……bo rodzice sobie a dzieci sobie…….niby chcemy polaczyc nasze cząsteczki a coraz bardziej sie one od nas odsuwaja……..my sie bawimy w szukanie na zewnatrz tego czego tu tak naprawde nie zgubiliśmy bo wszystko jest w nas…..poznaj sam siebie samego–jak pisze budda, siola pisze o sumieniu, intuicji…a Matrix ” kusi” ——takie szukanie i bieganie w koleczko za kroliczkiem.
    Ja lubie oglądac filmy ale nie utożsamiam sie z ” bohaterami” tam grajacymi swe role.
    ANU wg biblii Yorka
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/100/002.htm
    Damkina, matka Murdoka
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/100/018.htm
    Geb
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/456.htm
    Budda
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/300/246.htm
    Apsu
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/412.htm
    Shu
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/451.htm
    Tiamat
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/413.htm
    Tefnut
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/452.htm
    Mummu
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/415.htm
    Anshar
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/425.htm
    Kishar
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/425.htm
    Lahmu
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/427.htm
    Atum
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/438.htm
    Ozyrys
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/448.htm
    Isis
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/454.htm
    Horus
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/455.htm
    Lillith
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/439.htm
    Kadmon/Adam
    http://holytablets.nuwaubianfacts.com/400-500files/441.htm
    ok to na tyle bajania, jeśli ktos chce i ma ochote z tym sie zapoznac…..moze sobie poczytac i wyciagac wnioski….

  32. BasiaB pisze:

    Miałam już nie pisać na tej stronie .
    Jednak tekst Ktoś jest czystą kreacją chorego umysłu.
    Miałam wizję Anu i Nuth ,ale nigdy nie mówiłam i pisałam ,że miałam jakieś wytyczne od nich.
    Pisałam wówczas tylko o tym co zobaczyłam.
    Słowa jakie słyszałam od Nich dotyczyły czystości Serca i Duszy oraz czystej miłości,o czym bezpośrednio tutaj pisywałam.

    Adamie- czyżby do tej pory ,czyli przez kilka miesięcy nie przeszkadzała Ci ta nasza „diabelskość” ,jak to określiłeś ?
    Czyżby umysł człowieka ogarniętego żądzą władzy ,królowania ,by rządzić światem ,wielokrotnie przedstawiającego się jako Shiva wpółżyjącym z Kali,w mieszkaniu w którym smród ściele się gęsto ,a jeden pokój jest przeznaczony tylko do rytuałów satanistycznych,pełnym atrybutów satanistycznych,a jego właściciel zaprzedany całkowicie kolaboranctwu z siłami mroku,odpowiadając na nasze uwagi ,jakie mówiłyśmy wraz z Free Ktosiowi,by posprzątał swoje mieszkanie i nie siedział w takim brudzie,całymi dniami leżąc na łóżku lub siedząc przed komputerem,umysł tego biednego człowieka motywował ten obrzydliwy smród i całkowicie zanieczyszczone mieszkanie – działaniami maskującymi przed jego zidentyfikowaniem.
    Człowiek mający 44 lata ,nigdzie podobno nie pracujący ,jak sam mówił będący na utrzymaniu swoich przeszło osiemdziesięcioletnich rodziców,cuchnący, mający całkowicie odmienny sposób życia niż ten ,który przedstawia w swoich publikacjach ,ten „człowiek” kreuje się na Króla świata,wespół z istotami typu Kali .

    Nigdy nie mówiłam ,że kontaktuję się z Mardukiem bezpośrednio.
    Zarzuty ,które w przedstawił Ktoś są imaginacją osoby ,która całe lato spędziła w mieszkaniu,przez cały ten okres od maja do końca sierpnia nie udało nam się wpłynąć na niego w ten sposób ,by wyszedł choćby na spacer w piękny słoneczny ,letni dzień.

    W tym momencie muszę przyznać rację Małemu Buddzie ,który wielokrotnie pisywał o tym co mu zrobił Adam Werbliński vel Ktoś .
    Po tym jak ten osobnik się zorientował ,że został wyautowany z naszej strony ,ataki na moje serce były ogromne.
    Wcześniej przez 3 tygodnie Free miała prawie sparaliżowaną lewą stronę ,nigdy wcześniej przed poznaniem Ktosia ,ani teraz po całkowitym odcięciu się od tego niebezpiecznego” człowieka” nie miałyśmy tego typu sensacji.
    Wielu naszych czytelników również odczuło tego typu działania.

    Zawsze moim zamiarem było jest i będzie komunikowanie się tylko i wyłącznie w czystości Serca ze SWCI.
    Z tego powodu dzisiaj całkowicie odcięłam się od mojego nicka typu Ozyrys.
    Jest to bowiem zgoda na udział w grze pt. kody na wszelkich postaciach mitycznych i ich nazwach własnych.

    Wielokrotnie czytając żale MB na temat Ktosia ,byłam przekonana ,że inna osoba podszywa się pod tego człowieka ,by nie zostać zidentyfikowaną .
    Teraz myślę ,że się najprawdopodobniej myliłam.
    W tym momencie zastanawiam się czy aby Siola również nie został ofiarą tego kreującego się na władcę Świata uzurpatora,tym bardziej ,że do Sioli zajrzałam raz i ściągnęłam z niego 3 czarne obręcze.
    Być może i osoba pisząca pod pseudonimem figaro również ucierpiała przez niego,bowiem tak jak wspomniałam ,wielu naszych czytelników miało bardzo nieprzyjemne odczucia.
    Na chwilę obecną uważam ,że były to celowe działania Adama Werblińskiego ,by całkowicie zabrać zaufanie do mnie i do tego wszystkiego co pisuję .
    Mam prawo do swojego punktu widzenia tego co opisuję i na swojej stronie z niego korzystam.

    Sianie defetyzmu było domeną Adama Werblińskiego ,który mniemam ,że MB ma rację pisząc o jego powiązaniach z jezuitami ,ponieważ takie informacje dotarły do mnie kilka miesięcy temu ze strony osób powiązanych z P. Białczyńskim,które jednakże wówczas wydały mi się niewiarygodne i wyrzuciłam je z pamięci.
    Tak działają trolle internetowe i płatni kolaboranci najróżniejszych ugrupowań ,doprowadzając do całkowitej destabilizacji środowisk mających na uwadze tylko i wyłącznie pokój ,szczęście ,radość i miłość.

    Ogień jest artefaktem ,który był zawsze stosowany w ochronie przed ciemnymi siłami.
    Nie jest to żadne odkrycie,ogniska i posługiwanie się ogniem służyło do tych celów na przestrzeni dziejów zarówno jak sól oraz ziele piołunu.

    Powiem więcej ….podstępnie wykradł nam nasze zaufanie ,oszukał przyjaźń jaką go obdarzyliśmy ,wykorzystując niecnie do swoich podstępnych planów,następnie sabotował wszystkie nasze działania służące naszemu wyzwoleniu.

    Wszystko co robiliśmy o czym był na bieżąco informowany ,więc po raz kolejny sieje tutaj kłamstwo ,destrukcję i defetyzm przestawało przynosić oczekiwane rezultaty.
    Przestałam pisać o tych działaniach i wytycznych sądząc ,że to sprawka tzw. „szpiegów”
    o czym wielokrotnie pisałam ,więc Ktoś po raz kolejny kłamie ,że nie było wytycznych,były ,a jakże ,ale nie możecie o nich wiedzieć ,bo o nich przestałam pisać🙂

    Przywiązywanie się do wszelkiego typu opisów historycznych ,postaci mitycznych ,historycznych ,powielaniem jakichkolwiek schematów religijnych powoduje ,ze zasilamy siec zniewolenia ,która została opisana chociażby w art. pt Sen Chaszuma.

    W momencie ,kiedy Free w odpowiedzi na pytanie A.W ,co się dzieje ,co należy robić ,powiedziała mu ,że teraz jedyna rzeczą jaka mamy się zająć jest nasze Serce:
    „ Nie dajcie się wyłączyć ,dbajcie o Wasze Serca…”
    nafuczał na nią ,dyskredytując tą informację .
    Od tej pory zajęłyśmy się ziołami i naszymi bliskimi ,co zupełnie nie korelowało z jego pomysłami.
    Od czasu uwolnienia się od niego ,wyczyszczenia całej naszej energetyki i wszystkich łącz,nasze zdrowie powróciło na właściwy tor ,a ten człowiek ,jest całkowicie odcięty od jakichkolwiek manipulacji co również uczynił to tutaj posądzając nas o kontakt z jakimiś bytami typu samuel czy inne.
    Jeżeli teraz tak napisał…to dlaczego tak długo czekał z przekazaniem nam tej informacji???
    Połączyłam fakty…zaczął posądzać nas o to ,że jesteśmy mylone dopiero od momentu ,kiedy przyszły opisane przeze mnie informacje na temat dbałości o własne Serca.
    Czyżby to ,było mu nie w smak ,że mamy zadbać o nie?
    Dopiero od tej pory zostałyśmy mylone ?
    Biedny „człowiek” ,który zaprzepaścił swoje życie,oddając je we władanie obcym.
    Poza tym…nie połączyłam najważniejszej informacji,pierwszej…jaką miałam przy poznaniu Ktosia tutaj….wzięłam go za osobę ,która zrobiła mi wiele krzywdy na przestrzeni dziejów,to ten sam typ energii..!!!!

    Tak wygląda jego mataczenie i sposób manipulacji faktami.
    To jest powód ,dla którego zdecydowałam się tutaj napisać ,przy okazji przesyłam wyrazy miłości dla wszystkich czytelników tej strony oraz najczystsze energie SWCI.

    Czyżby modlitwy do SWCI i uczenie tego jak wyrwać się z sieci było złem?

    Pozdrawiam

    • margo0307 pisze:

      Witaj BasiaB 😀

      Widać musiał minąć aż rok byś przypomniała sobie łzy oraz byś mogła wypowiedzieć te słowa: „…Połączyłam fakty…” 😉 ale… lepiej późno jak wcale 😀

      Jak zwykle „przez przypadek”😉 zakupiłam książkę pt. „Efekt Synchroniczności”, w której autor – dr Kirby Suprise m.in. pisze:
      „…Posiadasz niezwykły dar.
      Twoje myśli i uczucia, twoje wspomnienia i doświadczenia pojawiają się w otaczających cię wydarzeniach jako zjawisko zbiegu okoliczności.
      Nie tylko ty posiadasz ten dar – mają go wszyscy.
      Wszyscy żyjemy w świecie, w którym nasze myśli i emocje ukazują się nam
      w postaci wydarzeń synchronistycznych (…)

      Dr Kirby Surprise udowadnia, że nie ma nic bardziej interesującego i tajemniczego niż ludzki umysł, który działa jak najwyższej klasy superkomputer – z jego strumienia odczytu danych składają się doświadczenia, w płatach konstruuje się wszechświat, a układ limbiczny nadaje mu wartość emocjonalną.
      Sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość, zależy więc tylko od nas. 😉

      Dowód na to stanowią wydarzenia synchronistyczne – odbicie ludzkich myśli, ujawniające się w zjawiskach występujących dookoła nas.
      Wywołanie takiego efektu synchroniczności jest niezwykle proste.
      Lustro bowiem ukazuje nam to, czego szukamy.
      To fenomen z gatunku: „proście, a będzie wam dane” 😀
      Jeśli uznamy dane zjawisko czy wydarzenia za wartościowe i zwrócimy na nie uwagę – wzmocnimy tę formę myślową, gdy je zignorujemy – zniknie…”

      • Maria_st pisze:

        Zapominamy że ten blog służy innemu celowi co wskazuje nazwa–Mistyka Życia a nie Fakty czy Rozmowy w tłoku.
        Swoje animozje powinno sie załatwiać poza blogami, mnie nazwisko Ktosia ani stan faktyczny Jego mieszkania nie interesuje, błędy każdy z nas popełnia .
        Prosze więc bez dalszych osobistych jazd .

        • margo0307 pisze:

          „…Prosze więc bez dalszych osobistych jazd.”

          Tak jest 😀

        • Michaela pisze:

          Mario_st sama napisałaś wyżej:

          „”nic nie dzieje sie bez powodu…””

        • JESTEM pisze:

          Wiecie co? A ja dziekuje BasiB (bylej Ozyrys), ze napisala to, co napisala. Napisala to, co chciala i potrzebowala. Mnie tez nie interesuje ani nazwisko Ktosia ani to, jak mieszka i czy to prawda, czy nie, ani to, co BasiaB czuje do niego obecnie.
          basiab przezywa to, co przezywa i nie sa to latwe przezycia. Podobnie Ktos moze byc na wskros nieszczesliwym czlowiekiem, ale wybral noszenie „ciezkich” masek… I tak przeciez moze byc. Czy wybral swiadomie czy nie, tego nie wiem, ale… pozwole sobie na to, a co?): zycze jemu, by stal sie tego swiadomy. I BasiB tez tego zycze, by stawala sie bardziej swiadoma siebie. Oczywiscie, jesli tego beda chcieli…🙂
          Bo cieszy mnie, ze BasiaB zaczela widziec wiecej, a moze jeszcze wiecej prawdy o SOBIE tez wkrotce zobaczy…🙂
          Ale wiem, ze moja radosc moze byc dla innych calkiem nieistotna😀.

          Jednak wiem, ze dzieki temu, co pisze teraz Ktos i co napisala BasiaB, inni teraz moga na przykladzie historii Ktosia i Ozyrys (obecnie BasiB), zobaczyc, jak skutecznie dzialaja „lustra”… i do jakiej destrukcji negatywne mysli i emocje moga nas (ludzi) doprowadzac.

          Wszyscy jestesmy dla siebie nawzajem nauczycielami i uczniami.😉 I gdybysmy zechcieli to dostrzec, z wieksza uwaga i szacunkiem moglibysmy siebie wzajemnie traktowac.

          Margo0307 – fragment tego, co zacytowala:
          „Dowód na to stanowią wydarzenia synchronistyczne – odbicie ludzkich myśli, ujawniające się w zjawiskach występujących dookoła nas.”

          Co zasiejemy – zbieramy, co zasilamy – wzmacniamy… itd.😀

          I drugi fragment z cyt,:
          „Jeśli uznamy dane zjawisko czy wydarzenia za wartościowe i zwrócimy na nie uwagę – wzmocnimy tę formę myślową, gdy je zignorujemy – zniknie…”

          Zgadzam sie, choc nie do konca, bo… zamieniam dla siebie dwa slowa z powyszego cytatu: „wartosciowe” oraz „ignorancja”.

          „Jeśli uznamy dane zjawisko czy wydarzenia za ‚istotne dla naszego rozwoju’ i zwrócimy na nie uwagę – wzmocnimy tę formę myślową, gdy je ‚przestaniemy zasilac swoimi myslami i emocjami’ – zniknie…”

          I dziekuje BasiB za pozdrowienia.
          I odwzajemniam.

        • BasiaB pisze:

          Maryś , a jak się ma ta wypowiedź pod moim adresem do wszystkich wypowiedzi Sioli i innych na mój temat ?

          Poza tym wielu z Was było ciekawym kim jest Ktoś ,w związku z tym napisałam o stanie faktycznym.

          Wiele razy napisane tutaj było że co w środku ,to i na zewnątrz ,opisałam zewnętrze ,widząc i wiedząc co jest w środku.
          Nie toleruję oszustów ,którzy na forach internetowych błyszcza ,mając całkowitą zgniliznę obok siebie ,do dbania o siebie i swój kąt na Ziemi nie potrzeba mieć pieniędzy bo to tylko kosztuje czas ,dobre chęci oraz trochę wody.

          Masz rację Mario ,zawsze piszesz ,że należy zacząć od siebie ,z tego powodu opisałam to wszystko ,by trzeba być uważnym obserwatorem ,by widzieć to co niewidzialne ,a najlepiej się widzi w Świetle Słońca face to face.

          Napisałam, bo wyrzucony z naszej stronki po raz kolejny zrobił sobie z Waszej platformę do Gry – kolejnej…zarzucając kotwy energetyczne i wirus umysłu.

          • Dawid56 pisze:

            Nie martw się Basiu, z naszej strony NA PEWNO nie zrobi sobie żadnej już platformy do jakiejkolwiek gry.Dostał tyle ostrzeżeń, że jakiekolwiek gry z jego strony zakończą się też na naszej stronie dla niego banem.

          • BasiaB pisze:

            Dziękuję Dawidzie za zrozumienie całej tej sytuacji,wiesz ,że nie napisałabym tu nic ,gdyby nie jego zakłamany atak personalny na mnie.
            Jego manipulacje słowem i faktami.❤

      • Maria_st pisze:

        Z tej synchronizacji powinniśmy wyciągać to, co istotne nie zapominając ze tkwimy w Matrixie a ten cały czas ” podkłada nam zgniłe jajka „.
        Wiesz Małgoś co zauważyłam…gdy nie zwracam uwagi na synchroniczność–ona nie zachodzi….powoli zanika….

        • margo0307 pisze:

          „…tkwimy w Matrixie a ten cały czas ” podkłada nam zgniłe jajka „…”

          Te zgniłe jajka 😀 – to odpowiedź Matrixa na nasze przyzwolenie na zadziewanie się tej rzeczy istności, ale też wszyscy podlegamy prawom przeznaczenia, a te dbają o dostarczanie nam możliwości poszerzania horyzontu naszej świadomości, a co za tym idzie o nasz rozwój duchowy 😀

      • mały budda pisze:

        Siedem Zwierciadeł.
        Pisałem prawdę.
        Czuję się szczęśliwy:-D
        Ósmy rok nauki i rozumienia mocy 7 Zwierciadeł.
        Dziękuję za nauki Dzogczen.
        Ach ,te zwierciadełka odbicia pokazują.

        • Maria_st pisze:

          Miałam nie zmieniac tego, ale usunęlam nazwisko Ktosia…..co się z nami ludżmi dzieje, skąd i dlaczego te podziały ?

          Nienawidzimy siebie i stad takie dzialania?
          Smutne to jest……

          • mały budda pisze:

            Pisałem prawdę.
            Że ktoś to ofiara na ołtarzu ofiarnym.
            Więc ktoś to ofiara intrygi.
            Wyrachowanej i ukierunkowanej na krzywdę.
            Być może kradzież tożsamości miała wpłynąć na przeszkodzenie aby matka ziemia nie zmieniła swej energetycznej właściwości.
            To celowe działanie aby w ludzkich i umysłach nie zaistniała świadomość natury stanu Buddy.
            Mogę być nie zrozumiały.
            Niestety urodziłem się Polakiem.
            Powinienem przyjść na świat wiosce buddyjskiej.
            Leżeć w kołysce i się wiecznie śmiać.

          • JESTEM pisze:

            „Miałam nie zmieniac tego, ale usunęlam nazwisko Ktosia…..co się z nami ludżmi dzieje, skąd i dlaczego te podziały ?”

            Kochana Mario_st, rozumiem, ze zrobilas tak, jak poczulas. Szanuje to. Ale nasunely mi sie pewne pytania i poczulam, by je zapisac, choc nie oczekuje na nie Twoich odpowiedzi😉 (czasem tak mam🙂 ):
            Dlaczego bierzesz odpowiedzialnosc za kogos innego nie pozwalajac tym, ktorzy nadal graja swoje gry ponosic konsekwencji swoich dzialan? Wtracasz sie jako niby arbiter do ich gry? uwazasz, ze BasiaB nie powinna ujawniac nazwiska Ktosia? W pewnym sensie zgadzam sie z Toba.
            Myslisz, ze dzieki temu rzeczywistosc stanie sie lepsza?
            Dlaczego ingerujesz w teksty pisane przez innych z pozycji tej, co wie lepiej, co mozna, a co nie mozna pisac?

            Wiesz, nie mam za zle innym tego, co wypisywalli kiedys o mnie. Czasem bylo trudno to przyjac, to fakt. Jednak to byly mocne, ale jakze potrzebne mi sytuacje, dzieki ktorym poznawalam sama SIEBIE i poszerzalam swoja SAMO-świadomosc.

          • Maria_st pisze:

            Jestem odpowiedziałam juz wczesniej, choc Ty powinnas to wiedziec bez pytania.
            Piszmy o sobie, bo siebie znamy najlepiej lub tak być powinno.
            Bedziemy teraz ciągnąc niepotrzebnie kilka dni temat Ktosia?
            Po co?

          • Ktoś pisze:

            „Że ktoś to ofiara na ołtarzu ofiarnym.
            Więc ktoś to ofiara intrygi.”

            – tak jak splugawiono swastyke robiąc z niej symbol żydowskiego nazizmu, tak jak splugawiono heksagram robiąc z niego znak żydowskiego przymierza z demonem yahwe tak też splugawiono archeotyp Ktosia a teraz szubrawcy plują na Ktosia jadem bo są wywłaszczani siłą z nienależnych im zaszczytów.

            Wloty i upadki, wloty i upadki a i tak kody do wyjścia są w posiadaniu….. Klucznika😀

          • BasiaB pisze:

            Jesteś nikim Ktosiu ,nic już nie możesz,Twój zaprzedany umysł steruje Tobą ,bez Światła i jakichkolwiek wyższych uczuć .
            Kim Ty jesteś ,by dawać komukolwiek jakakolwiek pierwszą czy drugą szansę ?
            Ta Twoja gra to Matrix – baw się dobrze, tylko to już nie będzie nikogo więcej GRA ,tylko Twoja.

          • Ktoś pisze:

            Tym którego na kolejnym spotkaniu (tym robiącym za „jedyne”) próbowałaś wespół z koleżanką okraść z czegoś naprawdę cennego i z którym, myśląc iż się wam ta kradzież udała, rozpoczęlaś wojnę nasyłając do walki calutką swoją naiwną gromadką poszukujących duchowości czytelników sama chowając się za ich plecami.

            W sumie to i ciekawe kiedy i ronitornado zacznie być stręczona do tej walki bo, że będzie to jest pewne. Tylko jej nie zapomnij przekazać iż to misja samobójcza i że już masz ze 20 osób na sumieniu takim na mnie nasyłaniem z szybka nadzieją na kolejne.

          • Maria_st pisze:

            Jesteś nikim Ktosiu ,nic już nie możesz,Twój zaprzedany umysł steruje Tobą ,bez Światła i jakichkolwiek wyższych uczuć .

            kazdy z nas jest nikim i wszystkim .
            Kazdy ma swoja droge .

          • Maria_st pisze:

            Ta Twoja gra to Matrix – baw się dobrze, tylko to już nie będzie nikogo więcej GRA ,tylko

            cała ta Gra to Matrix dlatego tyle tu roznych bóstw chanellingujacych ludzi, mesjaszy, a gre każdy musi przejść sam by wyjść z tej ułudy Umysłu.
            Zabawa jest przedna dopóty, dopoki nikomu nie szkodzi by potem nie obudzić sie z kacem.

          • Maria_st pisze:

            Tym którego na kolejnym spotkaniu (tym robiącym za „jedyne”) próbowałaś wespół z koleżanką okraść z czegoś naprawdę cennego i z którym, myśląc iż się wam ta kradzież udała, rozpoczęlaś wojnę nasyłając do walki calutką swoją naiwną gromadką poszukujących duchowości czytelników sama chowając się za ich plecami.

            gry wojenne prowadza niegrzeczne dzieci a potem długo wylizują sie z ran.

          • Ktoś pisze:

            Dlatego też myślę iż przyszła kolejna najwyższa pora by drastycznie podkręcić wibracje Gai by te wszystkie Ozyrys, „dziwnym” trafem nagle zmieniające swoj „image” na basiab (zacieranie śladów?!), zostały jak muchy rozpłaszczone na „szybie” nie mogąc się dostać do skarbu jaki będą oglądały tuż za nią już spadając wraz z barierą w przepaść…..

          • BasiaB pisze:

            Czy przekroczenie bariery czasem nie utrudni Ci brak tajnych kodów zabranych i utraconych w akcji dzika Kicia ?😀

            Ja teraz pięknie widać jak na dłoni ,jakiż to jesteś życzliwy😀
            I to nikomu nie przeszkadza,co wysyłasz to dostajesz z powrotem .
            Jesteś swoim zwierciadłem😀

          • Ktoś pisze:

            Naprawdę myslisz iz je ukradłaś?

            Buahahahahahahahaaaaaa.

            Powodzenia w korzystaniu z nich. ;D

          • Ktoś pisze:

            Pomyśleć, iż sam planowałem wam te kody podać a tu taki ZONK, taki falstart…..

            niach, niach, niach, niach, niach ……

    • Dawid56 pisze:

      Witaj Basiu!
      Dzięki za ten wpis.Cały czas intuicyjnie jako Rak z Rybą i Skorpionem częściowo i Strzelec czułem, że coś jest z tym Ktosiem „nie tak” ,Nnka też to czuła…

      • JESTEM pisze:

        „czułem, że coś jest z tym Ktosiem „nie tak” ,Nnka też to czuła…”

        No tak, kochany Dawidzie… zapomniales o mnie, ale ja JESTEM tez nikim.😀

        • Dawid56 pisze:

          Wiesz Jestem kiedyś ktoś dawno dawno temu powiedział Ja jestem i to mnie do Ciebie przekonało🙂

          • JESTEM pisze:

            Dziekuje, kochany Dawidzie, ze w jakims sensie JESTES do mnie „przekonany”😉
            Ale bedac szczera dodam, ze czuje, „ze cos z ta Ozyrys bylo tez „nie tak”… I moze inni tez to czuli albo czuja… A niektorzy jjuz tego „nie tak” nie zasilaja…🙂

          • Maria_st pisze:

            Moja siostra umarła bardzo mlodo, przezyłam to mocno–jak, trudno to opisac.
            Dziś po czasie patrze na to inaczej i dochodzę do wniosku że nie stalo sie to przypadkiem.
            Pamietam jak wykrzyczalam ze Boga nie ma, ze Go nienawidze…..
            Po czasie mamy inny ogląd na wiele spraw, nawet tych które nas bulwersuja, denerwują .

          • JESTEM pisze:

            „Po czasie mamy inny ogląd na wiele spraw, nawet tych które nas bulwersuja, denerwują .”

            Mario, kochana… och, jak kiedys wylam z rozpaczy… och, jaka bywalam okropna i wsciekalam sie na innych i obwinialam o cale zlo, ktore mnie sie (mojemu pieknemu, wybujalemu ja) wydarzalo. A nawet czasem potrafilam uzyc porzadnych wulgaryzmow.🙂

            taka tez bylam, a w innych czastkach…Calosci, Jedni… nadal taka jestem… i dlatego te inne czastki rozumiem, bo znam to i pamietam, bo nie wyparlam sie tego w sobie, a ponadto wiele sobie o sobie przypomnialam… i jestem (staje sie coraz bardziej) swiadoma tego, kim, czym JESTEM😉

            „uzdrawiajac” siebie uzdrawiamy innych w sobie i siebie w innych…

          • Maria_st pisze:

            och, jak kiedys wylam z rozpaczy… och, jaka bywalam okropna i wsciekalam sie na innych i obwinialam o cale zlo,

            ja tylko Boga…..cóz i takie cos trzeba przejsc by zrozumieć

      • Maria_st pisze:

        Z kazdym z nas jest cos nie tak, być może wynika to z naszej nieświadomości .

        • JESTEM pisze:

          Tak, w kazdym jest cos „nie tak”… „do czasu”…
          Widzimy innych i oni sa „nie tak”, ale siebie najczesciej widzimy „tak” albo widzimy siebie „nie tak”, ale przed innymi udajemy „tak”.

          Gdy widzimy SIEBIE jako innych takze, to widzimy SIEBIE i „tak” i „nie tak”…
          A LUSTRO dziala do momentu, kiedy… to, co inni generuja szarpie nami – naszymi emocjami.
          A kiedy nie szarpie, ale wprowadza w lekkie drganie,
          to zaczynamy czuc… wspolodczuwanie…

          wowczas nadal jestesmy LUSTREM dla innych, (OD KTOREGO ODBIJA SIE TO, CO PROJEKTUJA INNI), ale jestesmy takze w stanie odczuwania MILOSCI do wszystkich innych.. i rozumiemy, ze inni musza swoje doswiadczenia przejsc. . jako i my przechodzimy🙂 Dopoki nie wyciagniemy z nich wnioskow, powtarzaja sie, intensyffikuja… co czasem prowadzi nawet do chaosu i destrukcji…
          Ale… co ja tam wiem? Takie „bajanie” JESTEM…😉

          p.s. Dodam do tej „bajki”, ze:
          Kazda istota ludzka jest czastka Nieskazitelnego LUSTRA, ale niektore nie pamietaja, niektore sobie przypomnialy, a inne sobie przypominaja…

    • Ktoś pisze:

      Skoro potrafisz tylko kłamać niech taki będzie koniec tej nachalnej i natrętnej z twojej strony „znajomości”. Teraz naprawdę zaczynam się zastanawiać czy to co pisałyście we dwie miało w sobie choć słowo prawdy. Pewnie nie. Pewnie ważne było zdobyć na „ktosiu” renome by rozpocząć krecenie lodów na frajerach „kursami”.

      Ale cóż, powodzenia w locie na samo dno… szybko tam traficie…

      • Maria_st pisze:

        Skoro potrafisz tylko kłamać niech taki będzie koniec tej nachalnej i natrętnej z twojej strony „znajomości”.
        nie zapominaj sie Ktoś……..po cos się poznaliście i podziękujcie sobie za ta naukę, urazy to nic dobrego, czas je oczyścic

        • Ktoś pisze:

          Pamiętam też iż byłaś jej nachalną swatką. Jaki miałaś w niej swój cel?

          • Michaela pisze:

            No tego nie rozumiem. Maria swatała Ozyrys z Ktosiem ???
            Ale paranoja !😮

          • margo0307 pisze:

            Michaela: „No tego nie rozumiem…Ale paranoja ! ”

            Maria: „nie zapominaj sie Ktoś……..po cos się poznaliście [ z Ozyrys] i podziękujcie sobie za ta naukę, urazy to nic dobrego, czas je oczyścic”

            Czego tu nie rozumiesz Michaelo ?
            Prosto i wyraźnie Maryś powiedziała Ktosiowi co – Jej zdaniem – winien teraz zrobić 🙂
            Czy jednak zarówno Ktoś jak i Ozyrys tak postąpią ?
            Wątpliwe, zważywszy jak się obecnie do siebie odzywają… i wzajemnie obwiniają 😦
            Ktoś, chyba jest w „mniej komfortowej” sytuacji, bo pewnikiem ma bana na pisanie na blogu Ozyrys, dlatego też wrócił tu do nas na Mistykę 😀

          • Michaela pisze:

            Margo chodzi mi o to , co napisał Ktos pod kom Marii (?)
            „Pamiętam też iż byłaś jej nachalną swatką. Jaki miałaś w niej swój cel? ”

            A to co naisała Marys doskonale rozumiem , nie trzeba mnie tak „sztorcować” 😀

          • Maria_st pisze:

            „Margo chodzi mi o to , co napisał Ktos pod kom Marii (?)
            „Pamiętam też iż byłaś jej nachalną swatką. Jaki miałaś w niej swój cel? ”

            A to co naisała Marys doskonale rozumiem , nie trzeba mnie tak „sztorcować”😀
            Michaelo jeśli to Cię tak intryguje i jest tak ważne, zapytaj Ktosia co miał na myśli.

          • Michaela pisze:

            OK. Muszę to przemyśleć Mario😀

        • BasiaB pisze:

          Mario_st ,Twoja tajna misja niestety została odszyfrowana jako łącznika przez agentów Króla Polski😀

      • BasiaB pisze:

        Chciałam Cię Ktosiu powiadomić ,że tajna misja Dzika Kicia została zakończona powodzeniem !
        Kicia (kot dachowiec) została oddelegowana do odznaczenia przez Marduka😀
        Prawdopodobnie sam Anu będzie ją odznaczał😀😀😀
        Rondek – (czarny kot dachowy ) ,otrzymał szerokie uznania na piśmie od dowództwa Nibru ,za warczenie na Ciebie, reszta piecioosobowej ekipy kociej – nagrodzona podwójnym Whiskasem.
        Stratedzy SFL są bardzo ukontentowani działalnością całej grupy operacyjnej pięciu kotów !

        Twoje tajne kody przejęte wg ciebie przez Kicię i Twoja czarna rozpacz po ich stracie uświadomiły nam w co nas chciałeś wplątać .
        dziękuje ci za solidną lekcję logiki i życiowej mądrości.
        Dziękuje za szczere życzenia lotu 😀
        wzbijamy sie do Słońca ,dzięki temu ,że dostałyśmy niezłego kopa ,co nam bardzo ułatwiło sprawę 😀

        • JESTEM pisze:

          Kurczę, może jasnowidzka też jestem, bo widzę, że rzeczywiście – wygląda na to, że te rundę „wygrywa” była Ozyrys, obecnie BasiaB. A z Ktosia zrobiła kozła ofiarnego.
          Ale…
          Co wysyłamy… powraca. Więc…Kiedyś, jakiś ktoś i z BasiB, czy tego chce, czy nie, będzie musiał zrobić kozlice ofiarną… jeśli Basia w porę się nie opamieta…

          Tak to tutaj, w tym świecie działa… przepowiada wam to swym bajaniem skromna blablarka newageowa – jestem😉

          • BasiaB pisze:

            Jestem – właśnie się opamiętałam ,oby ta radość ,która ze mnie emanuje po odkryciu PRAWDY wracała jak najczęściej🙂
            Dziękuję ,że JESTEŚ😀

          • BasiaB pisze:

            Jestem ,właśnie wróciło do Ktosia to co nam powysyłał ,to ile razy może się kręcić w kółko w te i z powrotem ?

          • margo0307 pisze:

            „…wróciło do Ktosia to co nam powysyłał,
            to ile razy może się kręcić w kółko w te i z powrotem ?”

            Będzie „się kręciło w kółko w tę i z powrotem ” tak długo – aż wytraci całą energię, która wprawiła go w ruch, aż energia się „wyzeruje” 😉 – dokładnie tak, jak przedstawiła to JESTEM:
            „…Kiedyś, jakiś ktoś i z BasiB, czy tego chce, czy nie, będzie musiał zrobić kozlice ofiarną… jeśli Basia w porę się nie opamieta…”

          • margo0307 pisze:

            „…właśnie się opamiętałam ,oby ta radość ,która ze mnie emanuje po odkryciu PRAWDY wracała jak najczęściej…”

            Tak mi przyszło po przeczytaniu słów BabiB… 😉

            „…Jeżeli twa dusza skąpana w słonecznym blasku swego własnego żywota, raduje się i uśmiecha;
            jeżeli śpiewa zamknięta w swej ciasnej powłoce;
            jeżeli płacze w swym złudnym mieszkaniu;
            jeżeli walcząc usiłuje zerwać srebrną nić co ją z Mistrzem łączy, wiedz uczniu, iż twa dusza jeszcze do ziemi należy…”

        • Figaro pisze:

          Na mdłości człowieka zbiera, kiedy tak się ich czyta.
          Łapcze światła i łaski Bożej, łamacze kodów, programów, zrywacze sieci. Tylko czy aby na pewno to światło jest światłem, czy wrażliwców nie doją z prawdziwych więzów Światła? Czy to czego inni tak uparcie poszukują, nie jest na wyciągnie ich własnych rąk?
          Nigdzie nie trzeba chodzić i szukać, to jest w nich, w nas, koło nas, nieustannie świeci w naszych sercach, ale wrażliwi tego nie dostrzegają, szukają uparcie pośredników i dają się „zaczepić”, a odczepić się trudno, choć to to tylko złudzenie i omam, wystarczy własna wola i jest się uwolnionym.
          Światło bywa złudne, dlatego tak łatwo nadwątlić swe skrzydła, „skrzydła” które mamy z racji Boskiego ja.

          Nie ważne i zwodnicze jest to „Światło” które krzyczy i mami nas z daleka, wydumane, przyodziane w splendor…. wejrzyj w siebie, tam dostrzeżesz maleńkie światełko, które jest esencją duszy i drogowskazem niezawodnym.
          Nie wszystko złoto, co się świeci, więc nie odwracaj głowy za czymś co jest niczym.
          Prawdziwe Światło jest niepozorne, niczym Gral naskromniejszy, niewidzialne dla oszustów.
          Nie wychodź zatem na rozdroża szukać ułudy tego czego nie ma, wejrzyj w siebie człowieku i pogadaj ze swoim Stwórcą, to on ci co dnia i co noc zapala Twoje prawdziwe Światełko.

          • Teresa Chacia pisze:

            Figaro święte słowa
            lepiej by nie wymyśliła moja rymowana głowa
            Dawid znowu pięknie BasięB powitał
            czy znowu ma tu mamic i oszukiwać ludzi ta kobita
            przeciez juz dość u siebie omamiła
            odkąd swój blog założyła
            Maria do dyskusji Ktosia zaprasza
            i znów ta Mistyka nie będzie nasza
            będa dalej obrzucać się błotem
            będzie głośno z łoskotem
            ale czy o to chodzi
            komu to na dobre wychodzi
            czytających ten blog ludzi
            to co sie tutaj wyprawia obudzi
            na ich wnętrze pokazuje
            że każdy tym jedynym światłem emanuje
            NIE SZUKAJ NA ZEWNĄTRZ CZŁOWIEKU
            W KAŻDYM KRAJU W KAŻDYM WIEKU.

          • margo0307 pisze:

            „..Nie wychodź zatem na rozdroża szukać ułudy tego czego nie ma…”

            Czasem i ” na rozdrożach ” można znaleźć COŚ PIĘKNEGO…, COŚ MĄDREGO… 😉
            Wiem, bo tego doświadczyłam 🙂
            Gdybym – jak sądziłam – nie znalazła się ” na rozdrożach „, nie doświadczyłabym tego poznania, jakie stało się moim udziałem, nie dowiedziałabym się jak to jest gdy… 😀

          • margo0307 pisze:

            „..Maria do dyskusji Ktosia zaprasza
            i znów ta Mistyka nie będzie nasza(…)
            czytających ten blog ludzi
            to co się tutaj wyprawia obudzi…”

            Zobacz Tereso jak pięknie w tych czterech wierszach, pozorne „zmartwienie” przeobrażasz w mądrość, która posłuży dla wielu z nas… 😀

          • Maria_st pisze:

            Nie wychodź zatem na rozdroża szukać ułudy tego czego nie ma, wejrzyj w siebie człowieku i pogadaj ze swoim Stwórcą, to on ci co dnia i co noc zapala Twoje prawdziwe Światełko.

            Figaro racja.
            Tereniu jeśli ktoś czuje się mamiony to widocznie tak jest dla tej osoby i nie zawsze jest to z krzywdą dla niej—-bo takie lekcje, każda jakie napotykamy na drodze nam coś uzmysławia a od nas zależy jak ta nauke wykorzystamy.
            Nie patrze na to kategoriami dobra, zła .
            Przepychanki osobiste niczemu nie służą…,.może tylko podbudowują czyjeś ego .

          • Teresa Chacia pisze:

            Ja boję sie jednego
            dlatego tak piszę dlatego
            że mamiony w porę sie nie zorientuje
            nie zaliczy lekcji życia dostanie z niej dwóję
            chciałabym bardzo tego
            żebyś nie powtarzał życia kolego.

          • Maria_st pisze:

            Ja boję sie jednego
            dlatego tak piszę dlatego
            że mamiony w porę sie nie zorientuje
            nie zaliczy lekcji życia dostanie z niej dwóję
            chciałabym bardzo tego
            żebyś nie powtarzał życia kolego.

            To tylko i wyłacznie zależy od danej osoby, każdy z nas musi sam ” ukończyć te lekcje zycia TU ” .

          • Maria_st pisze:

            Zobacz Tereso jak pięknie w tych czterech wierszach, pozorne „zmartwienie” przeobrażasz w mądrość, która posłuży dla wielu z nas…😀
            Małgos a mogłabyś mi napisać jak to zrozumiałaś?

          • Teresa Chacia pisze:

            Nie każdy jest takim szczęśliwcem jak Ty
            nie każdy ma prowadzące go sny
            to że ktoś zagubił intuicję
            nie skazujmy go na banicję
            wielu szuka poza sobą
            i jest taką zagubioną osobą
            a co jest dobre dla jednego
            nie musi być dobre dla innego
            dlatego jeśli możemy kierujmy go do siebie
            niech nie szuka innych kiedy jest w potrzebie
            i tak sam musi przejść swoje doświadczenia
            doswiadczenia innych nie są do spełnienia
            człowieku jesteś Bogiem
            nie szukaj go za progiem
            tylko w sercu swoim
            nie twoim i nie moim.

          • Maria_st pisze:

            Mario to to o czym mówisz, zrozumieć z uśmiechem i bez żalu, no i tak jak Basia zrozumiała i potrafiła obrócić wszystko w żart, śmiech to zdrowie🙂 Już dawno się tak nie uśmiałam

            A ja się nie uśmiałam, ta lekcja wiele, wielu nauczyła.
            Widać miałas sie z tego usmiać, widać ta emocja byla Ci potrzebna na dana chwilę.
            Nie łapmy się za słowa, bo możemy to ciągnąc w nieskończoność.
            „JESTEM pisze:
            Wrzesień 15, 2014 o 19:58 (Edytuj)

            „Mnie wszyscy inspirują
            bo swoim swiatełkiem wiele mi ukazuja” itd…

            To akurat widze i postrzegam tak samo, jak Maria_st albo Maria_st postrzega tak samo, jak ja ;-D „

          • Maria_st pisze:

            dlatego jeśli możemy kierujmy go do siebie

            na swej drodze spotykałam wielu ludzi.
            Wielu szukało Nauczyciela poza soba, pytali mnie o zdanie…..mowilam wtedy—nie szukaj na zewnatrz a wewnatrz…sam jestes dla siebie tym Nauczycielem.
            Nasze dosiadczenia sa tylko dla nas choc nieraz sa inspiracja dla innych światełek, bo nie bez powodu sie spotykamy TU .

          • Teresa Chacia pisze:

            Kiedy o tym wiemy że mamią i oszukują inni
            wszyscy jesteśmy winni
            winni zaniechania
            i na manipulację nieświadomych przyzwalania.

          • Maria_st pisze:

            Kiedy o tym wiemy że mamią i oszukują inni
            wszyscy jesteśmy winni
            winni zaniechania
            i na manipulację nieświadomych przyzwalanIA

            Ci tzw mamiący i oszukujący–też myśla iz zbawiają innych a nie, ze jest inaczej.
            Każdy sam za siebie odpowiada, sam siebie poznac musi…nawet na bezdrożach.

          • Teresa Chacia pisze:

            W lutym jeszcze nie wiedzieliśmy a teraz już wiemy
            a może takimi jak oni się staniemy
            przecież my już przebudzeni
            a co będzie z innemi?
            kiedy setna małpa się obudzi?
            żebyśmy wreszcie żyli jak ludzie wśród ludzi.

          • Teresa Chacia pisze:

            Dla mnie to żadne usprawiedliwienie
            że są zbawcami ich myślenie
            sądzą że innych zbawiają
            a w czarny dół ich wciągają
            żeby sie przypadkiem nie wydostali
            bo może będą następnych wspierali
            w samotnej do źródla drodze
            w radości szczęściu
            nie w smutku i trwodze.

          • Figaro pisze:

            Tereso…rację masz niestety, nasze przyzwolenie i udawana obojętność niczemu nie służy. Nie każdego można ratując otrzeźwić, ale podmuch prawdy leży w gestii innych.

        • Iza pisze:

          Tak, to się nazywa przebudzenie🙂

          • Figaro pisze:

            Margo…jeśli szukasz prawdziwie i sercem nieprzyduszonym, to i rozdroża Ci krzywdy nie zrobią. Wrażliwcy to Ci, którzy sami sobie nie zaufają, ale ochoczo ufają obcym, ich mamią i pogubią obce drogi. Zależy czego szukasz i gdzie Twoja pewność siebie chadza, nie dasz się łatwo oczarować, bo rozsądek jaśnieje, ale są tacy, którym łatwo oczy zmamić.
            Idąc nad przepaścią wąskim chodniczkiem, pokładasz ufność w sobie, że dasz radę, ktoś idący za Tobą, może ją pokładać w Tobie, bo idziesz przed nim dodając mu otuchy, ale on właśnie tego nie wie, że może i powinien szukać tej ufności w sobie, wtedy droga mniej straszna.

          • Maria_st pisze:

            przebudzenie—–prze–cos co było……budzic–ze snu?
            o co chodzi w tym słowie?
            Czy o to ze upadek w Materie uśpił nas?
            I teraz śnimy koszmary ?

          • Iza pisze:

            Mario to to o czym mówisz, zrozumieć z uśmiechem i bez żalu, no i tak jak Basia zrozumiała i potrafiła obrócić wszystko w żart, śmiech to zdrowie🙂 Już dawno się tak nie uśmiałam

          • Iza pisze:

            Koszmary na własne życzenie?

          • Iza pisze:

            Koś mary – smiechem i radością🙂

          • Figaro pisze:

            Prze budzenie…dokładnie Mario, budzisz się z koszmaru iluzji życia, iluzji ślepej wiary, iluzji swojej wyjątkowości, iluzji siatki w której masz przeżyć ten określony czas tu i teraz.
            Prze budzenie to świadomość niezależności od czegokolwiek i kogokolwiek, nawet śmierci.
            Buddysci uważają że przebudzenie, zawsze uwalnia od cyklu narodzin i śmierci.

            A tak naprawdę, czy to jest tak ważne? Ważna jest nasza łagodna świadomość, że z niczym w życiu się nie walczy, bo ostatecznie i tak niczego to nie zmienia, czy to kody, czy to karma, czy jak jeszcze tego by nie nazwać, patrząc w tył i patrząc w przód, to krótka chwila. Póki światełko duszy nie zagaśnie ( póki sam go nie zgasisz świadomie) nasza świadomość trwania jest taka sama i tu na dole i tam na górze:)

          • margo0307 pisze:

            „..Maria do dyskusji Ktosia zaprasza
            i znów ta Mistyka nie będzie nasza(…)
            czytających ten blog ludzi
            to co się tutaj wyprawia obudzi…”

            „…jak pięknie w tych czterech wierszach, pozorne „zmartwienie” przeobrażasz w mądrość, która posłuży dla wielu z nas…😀 ”

            „…Małgos a mogłabyś mi napisać jak to zrozumiałaś? ”

            Tak po prostu…Maryś 🙂 , zdało mi się, że Tereska obawia się i martwi, że blog Mistyki znowu „nie będzie nasz” 😉 i że ponownie będą miały miejsce kolejne słowne przepychanki…
            ( cóż, jak widać – całkiem uzasadnione obawy😉 ) ale też dla mnie osobiście – dalsze słowa Tereski dają nadzieję, że… te tzw. przepychanki słowne czytane przez innych, mogą im coś uzmysłowić na ten przykład😉 i pomóc w prze budzeniu się – jak to ładnie ujął Figaro:
            „..z koszmaru iluzji życia, iluzji ślepej wiary, iluzji swojej wyjątkowości, iluzji siatki w której masz przeżyć ten określony czas tu i teraz [bo] Prze budzenie to świadomość niezależności od czegokolwiek i kogokolwiek, nawet śmierci…” 😀

          • Dawid56 pisze:

            Myślę Margo ,że nie, że zadbamy o to aby Ktoś już nie miał na nasz żadnego wpływu i nigdy nas już nie poróżnił jak to dawniej bywało🙂

    • A58 pisze:

      Piszę odpowiedź pod tekstem dotyczącym Ktosia.Znalazłem tekst na otwartej stronie Mistykibb , z którego wynika jasno ,że pani Basia kłamie w żywe oczy co do Ktosia..Powyżej napisała o wizycie u Ktosia.Co wynika z tego tekstu z jej strony:

      „Uzurpator ,wpadł w siec ,która została na niego założona ,bez mojej wiedzy ,ale w odpowiedzi na moje modlitwy,maska wówczas opadła i stała się jasność🙂
      A to dzięki spotkaniu ,które zorganizowałyśmy z Free ,by omówić sprawy kursu.
      Ktoś przyjechał i…wpadł…”
      „KTOŚ PRZYJECHAŁ”
      Z wypowiedzi pani Basi wynika ,że odbyło się tylko jedno spotkanie (Ktoś wspomina o większej ilości).Nic nie tłumaczy Basib z kolejnych kłamstw dotyczących wcześniej kilku osób.

      • Michaela pisze:

        Masz rację Andrzej, ja też myślałam ,ze Ozyrys-Basia i Free spotkały sie z Ktosiem pierwszy raz w sprawie tego kursu…ale one znały go wcześniej … i wygląda na to ,że już w maju z tego co napisała Basia-B :

        „””Zarzuty ,które w przedstawił Ktoś są imaginacją osoby ,która całe lato spędziła w mieszkaniu,przez cały ten okres od maja do końca sierpnia nie udało nam się wpłynąć na niego w ten sposób ,by wyszedł choćby na spacer w piękny słoneczny ,letni dzień.””

        i ten fragment komentarza Basi-B. mówiący o tym ,że były w mieszkaniu Ktosia :

        „”(…),odpowiadając na nasze uwagi ,jakie mówiłyśmy wraz z Free Ktosiowi,by posprzątał swoje mieszkanie i nie siedział w takim brudzie,całymi dniami leżąc na łóżku lub siedząc przed komputerem (…) „”

        To znaczy ,że wcześniej nie przeszkadzał im „stan ” mieszkania ani wygląd Ktosia,
        ani jego „prezenty” ? Tak jak napisał Figaro ,to jest wybielanie siebie, …

        PS. Wiem,że Ozyrys na pewno kłamała wmawiając mi przynależność do sekty (sic!),
        przekręcając sen Małego B., gdzie niby odwiedziły go Livia i Jestem , co nie jest
        prawdą. Podawała też „fantastyczne wieści” z tych przekazów, a były one fałszywe.

      • Figaro pisze:

        A czy kogokolwiek to jeszcze dziwi? Kłamstewka, kłamstewka i długo nic. Jeśli kiedykolwiek cokolwiek było z tego prawdą, to zamierzchła przeszłość.
        Ale oczy muszą to dojrzeć, rozum zrozumieć.
        Wczoraj na mistycebb, pojawiły się wpisy z linkiem, które zostały usunięte, ale ta wiedza została i mnie dane było to przeczytać.
        Tak opisał swoje doświadczenie nijaki predator, który został usunięty wraz z Ktosiem.

        http://humomundo.pl/2014/09/sekciarstwo/#more-1424

        Jeśli ten link, budzi kontrowersje, można usunąć, jednakże jest odpowiedzią na zarzuty.

        • Dawid56 pisze:

          Wygląda na to że jakaś ochrona wyższych(ponadnaturalnych) sił jest niestety potrzebna jeśli ktoś zajmuje się ezoteryką.Może to być modlitwa do Jezusa, Anioła Stróża albo Serca Kosmosu lub nawet buddyjska medytacja. Bardzo łatwo popaść w sekciarstwo, jeśli ktoś nie ma jakiegoś autorytetu czy punktu odniesienia.

  33. Figaro pisze:

    Tłumaczenia, tłumaczenia, kłamstwo, fałsz, wybielanie.
    Kto nie ma sobie nic do zarzucenia, nie tłumaczy się, kto jest czysty, nie szuka sposobów.

  34. Teresa Chacia pisze:

    Ja też wszystkim podziekuję
    chociaż z Waszego powodu szczęśliwa sie nie czuję
    historia Mistyki zatoczyła koło
    i nie jest mi z tego powodu wesoło
    bo nikt sie od nikogo nie nauczył niczego
    i każdy forsuje swój punkt widzenia dlatego
    nie byłoby nic w tym złego
    ale każdy uważa że ma monopol na prawdę dlaczego?
    każdy sie trzyma swego jak pijany płotu
    niektórzy szykuja sę ze swoimi do odlotu
    szkoda ludzi których Ozyrys zwodzi
    czy z Ktosiem czy bez Ktosia na to samo wychodzi
    jak nie Budda to Jezus jak nie Jezus to Anu
    takie to Wasze „duchowe” menu
    tutaj każdy anonimowy
    trochę nieświadomego fałszu trochę prawdy do połowy
    niby każdy dzieli się swoimi doświadczeniem
    i jest to jego życzeniem
    żeby inni szli jego jak mniema właściwą drogą
    ale oni tego zrobić nie mogą
    czy Mezamir przekonał Dawida
    nie przekonał ale bida
    kto idzie Jestem drogą
    tylko ona sama inni z nią iść nie mogą
    Maria Ktosia broni z jakiś powodów
    i ona też ma swoje doświadczenia teraz i za młodu
    Ozyrys każe wszystko palić
    i nic nie wolno ocalić
    nie można być sobą
    z własnym rozumem i sercem jako ozdobą
    burdel w widzialnym świecie
    w astralu chyba same śmiecie
    nie wiadomo kto ci szepce do ucha
    a może to tylko jak w przypadku Ozyrys podpucha
    więc jeśli tego chcesz to słuchaj
    a nie przekazuj dla innych ucha
    bo tego nie można zweryfikować
    więc musisz to głęboko schować
    żeby innych nie mamić
    oni muszą przejść przez życie sami
    znów wrócił Jezus i jest na tapecie
    o kościele sie wciąż plecie
    nie chcecie widzieć że tak ludzi zniewolili
    ogłupili i otumanili
    Michaela duże postępy zrobiła
    na większe możliwości sie otworzyła
    najbliższa jest mi Muchomorek
    w każdy dzień tygodnia nie tylko we wtorek
    na siłę nikogo nie przekonuje
    mądre przemyślenia przekazuje
    ale to jest też tylko jej droga
    droga do Stwórcy do Boga
    miłość radość tak
    szczęście zachwyty a jak
    dzielenie się doświadczeniami
    ale bliźni przejdą przez życie sami
    bo może kogoś coś zainspiruje
    kiedy smutny lepiej sie poczuje
    na koniec moje przesłanie
    takie dla każdego zadanie
    przez życie musisz przejść sam i najpiękniej jak się da
    tak po prostu zadowolony na sto dwa.

    • Figaro pisze:

      No strzał w 10, nareszcie. Juz kiedyś to było napisane: ułudą jest tylko ułudą. Przepychanki, kto lepszy, kto czystszy po wybielaniu, a prawda jest jednaka, ta sama glina ich ukształtowała, podobne cienie im towarzyszą…kto lubi byc mamiony i oszukiwany?

      • Maria_st pisze:

        kto lubi byc mamiony i oszukiwany?
        jesli czujesz że jestes mamiony i oszukiwany to zweryfikuj dlaczego tak czujesz i co z tym zrobic musisz, lecz nie u kogos a u siebie .
        Pisze to ogólnie .

        • Figaro pisze:

          Kto lubi byc mamiony i oszukiwany?
          Otóż my droga Mario, my, którzy z jakis powodów ufają takim Ktosiom czy Ozyrysom…weryfikację mam za sobą. Tak sobie tylko obserwuję to wybielanie Mario.
          Tez tak piszę ogólnie.
          Rzucone w eter na luźno.

          • Maria_st pisze:

            Rozumiem Figaro .

          • margo0307 pisze:

            ” Kto lubi byc mamiony i oszukiwany?
            Otóż my (…), my, którzy z jakis powodów ufają…”

            Figaro, bardzo proszę – jeśli już coś mówisz – mów za siebie😉
            Ponieważ bardzo nie lubię być oszukiwana, więc nie pozwalam sobie także oszukiwać innych, zdaję sobie sprawę z faktu, że jeśli ja kogokolwiek oszukam, wówczas LOS, prędzej czy później postawi na mojej drodze kogoś, kto mnie także oszuka 🙂
            Jedynym więc – w moim odczuciu – właściwym postępowaniem jest nie oszukiwać i nie mamić nikogo niczym🙂
            Nie jest to łatwe w obecnej Rzeczy Istności😉 , szczególnie wśród bliskich osób, bo nie każdy chce i potrafi przyjąć prawdę…, wówczas zamykam buzię i… wolę nie mówić nic 😀

            Specjalnie dla Ciebie Figaro znalazłam taką piosenkę 😉

          • Figaro pisze:

            Margo…nie czuj się niepotrzebnie wyróżniona:) tak jak powyżej napisane ogólnie i rzucone w eter:)
            Za piosenkę dziękuję, czuje to wyróżnienie😉

          • JESTEM pisze:

            Fajnie piszesz – tak ogolnie – Figaro🙂
            Dzieki za podzielenie sie z nami swoim doswiadczeniem:
            „Kto lubi byc mamiony i oszukiwany?
            Otóż my droga Mario, my, którzy z jakis powodów ufają takim Ktosiom czy Ozyrysom…weryfikację mam za sobą. Tak sobie tylko obserwuję to wybielanie Mario.
            Tez tak piszę ogólnie.”

            I ciesze sie z twojej „weryfikacji”.🙂

            Nie czuje sie wyrozniona🙂, ale poczulam, ze warto dodac do tego, co napisales🙂, ze bywamy rozni. I sa wsrod nas tacy, co juz coraz mniej oszukuja siebie, a przeto coraz mniej oszukuja tez innych. Sa tez tacy, ktorzy mysla, ze nie oszukuja, ale oszukuja… Czy wiecie, dlaczego to robia?🙂

          • Figaro pisze:

            Jestem…ja mam swoje przemyślenia- dlaczego.
            Dlaczego?
            Bo załóżmy że na początku drogi, mamy dobre intencje, piękną wiarę i ideę w to co robimy, zgłębiamy wiedzę, pulsujemy nią wewnętrznie, aż w końcu chcemy się nią dzielić, aby uświadamiać i pomagać innym, zagubionym, wrażliwym, może nieporadnym- a to zawsze jest wzniosłe. Na tym etapie jeszcze jesteśmy sami z tym skarbem wiedzy, ale po czasie nasze Ego staje się nabrzmiałe, pęcznieje i rośnie, rośnie także fałszywe poczucie naszej wartości i wyjątkowości, odczuwamy prędkość z jaką pokonujemy kolejne etapy samozachwytu i samouwielbienia. I tutaj czeka przyjemna niespodzianka, „coś” zaczyna nam szeptać do ucha, przyjemności i obietnice, które ukazują „złote góry”…ale coś za coś.
            Od tej pory mamy „towarzysza” i poczucie rozmawiania ze Światłem.
            Ale ułuda jest tylko ułudą, kosztowną i niebezpieczną.
            Tę „umowę” można wypowiedzieć, to nie jest łatwe ani przyjemne, ale mamy „coś” co sprawia, że stanie się to proste, to nasza wola i świadomość- ona kreuje wszystko co nas określa.
            Pytanie, czy „oni” tego chcą? Nie łatwo zrezygnować z przywilejów, fałszywych bo fałszywych, ale blask złota i sławy jest kosztowną błyskotką, więc ja sądzę- że nie.

          • margo0307 pisze:

            „Margo…nie czuj się niepotrzebnie wyróżniona:) tak jak powyżej napisane ogólnie i rzucone w eter:) ”

            No to … sprowadziłeś mnie Figaro do pionu…😦
            A już, już… miałam nadzieję stanąć w blasku fleszy i burzy oklasków… 😀

          • Figaro pisze:

            Margo…ależ nie kokietuj, ty wiesz że ten blask, flesz- to nic, to trudna droga choć prosta i gładka, to nicość.
            Ale dobry żart, uśmiechu wart🙂

          • Maria_st pisze:

            „Jestem…ja mam swoje przemyślenia- dlaczego.
            Dlaczego? ”
            oszukuja, nie oszukuja…..oto jest pytanie.
            nnka nie zadawała takich pytan .
            Odkąd jestem w swiecie wirualnym / internet/ zauważyłam że każdy pisze jak może, jeden lepiej a drugi gorzej.
            Dobrze Ozyrys napisała ze trzeba czlowieka poznać w realu by cokolwiek o nim sie dowiedziec a nieraz jednak i lata nic nie dadzą jeśli nie ma tego ” CZEGOŚ ” w nas .
            Weszłam w ten świat tylko po to by zrozumieć po co i z jakiego powodu doświadczam pewnych zjawisk.
            Ciekawa to była lekcja i wiele z niej wyciagnęlam.
            Poznałam wiele wspaniałych osob .
            Po jakimś czasie otarłam sie o osoby po kursach ezoterycznych i tu zaczęły sie schody.
            Troche mnie tu ” potelepało „, bo różne kursy i różne odbiory.
            Tu też wiele zrozumiałam.
            Tylko że nie wiedzę ezoteryczną a po prostu, zrozumiałam że kazdy idzie swoją droga…na kazdym etapie spotyka światełka, doladowujac sie / one takze/ i im bliżej tym mniej światełek ale jest coraz silniejsze w tej drodze którą zmierza.
            Choć sam……to jednak nie sam.; czując obecnośc innych światełek.
            Ehh, trudno to opisać.

          • Figaro pisze:

            Dlatego Mario- to są moje przemyślenia.
            Nie twierdzę bo nie mogę, że mam rację, ale po części to są moje doświadczenia, coś czego dane mi było dotknąć i odczuć, przed czym trzeba było uciekać.
            Nie twierdzę, że każdy kto dostaję „dary losu” chciane czy też nie, jest fałszywym światełkiem, a nawet jeśli, to pod tym ciemnym płaszczem, jest światełkiem prawdziwym.
            Jeśli piszę tu i teraz, to o konkretnych „światełkach”, które świadomie i obecnie świecą fałszywym blaskiem. Nikogo do swoich przemyśleń nie przekonuję, nie wypytuję, nie oceniam- to nie moje role. Moją rolą tu i teraz jest świadomość siebie, moja wewnętrzna praca, która bywa bolesna, ale godzę się z tą nauką, bo ona jest rzeczywistą świadomością, moją świadomością.

    • JESTEM pisze:

      Kochana, no coz, ciekawie te nasze pisanine na Mistyce Zycia ujelas….🙂

      „kto idzie Jestem drogą
      tylko ona sama inni z nią iść nie mogą.”

      tez pieknie mnie podsumowalas🙂 Dziekuje.❤
      Ano, wiem, wiem. Nikt za mna isc nie musi: -) ide przez zycia sama, ale wspieram czasem i innych, jak i jesli moge…🙂

      "na koniec moje przesłanie
      takie dla każdego zadanie
      przez życie musisz przejść sam i najpiękniej jak się da
      tak po prostu zadowolony na sto dwa."

      dzieki Tereso Chacia. wiesz, czasem mi to wychodzi, choc moze nie doslownie "na sto dwa", ale tak… tralala.
      " I rym, cym, cym
      i trala la
      Idziemy przez zycie w podskookach…😉

      • JESTEM pisze:

        „historia Mistyki zatoczyła koło
        i nie jest mi z tego powodu wesoło
        bo nikt sie od nikogo nie nauczył niczego”

        Nie, kochana Tereso, ja nauczyłam się tu od innych sporo…
        I nadal „uczę się” SIEBIE W INNYCH I INNYCH W SOBIE🙂
        I widzę, że inni też się zmieniają… może te zmiany nie u wszystkich są takie same, ale wiele się zmienia, oj wiele…

        I pozdrawiam cię serdecznie

      • margo0307 pisze:

        Ale dobry żart, uśmiechu wart🙂
        Właśnie tak 😀

      • margo0307 pisze:

        „…Dobrze Ozyrys napisała ze trzeba czlowieka poznać w realu by cokolwiek o nim sie dowiedziec a nieraz jednak i lata nic nie dadzą jeśli nie ma tego ” CZEGOŚ ” w nas …”

        Maryś, nie sądzę by Ozyrys napisała dobrze… Z tego, co napisała wynika, że patrzy Ona na wszystko i wszystkich jedynie z poziomu ciała – patrzy tylko oczami a to właśnie one zaćmiewają nam jasne widzenie całości…
        A my przecież jesteśmy całością – czyli CIAŁEM, UMYSŁEM, DUCHEM 🙂
        Wydaje mi się, że najważniejszym dla nas jest chyba dobrze poznać… siebie samego 😉 , bo z powodu nieznajomości samego siebie powstają w nas wszystkie błędne wyobrażenia i to zarówno na swój własny temat jak i na temat innych ale co gorsza – także na temat otaczającej nas Rzeczy Istności pełnej – w przypadku Ozyrys, czy Ktosia – demonów, maszkar, obcych czy czego tam jeszcze…, które trzeba tępić, spalać, niszczyć, etc…

    • Dawid56 pisze:

      Bardzo trafne podsumowanie Tereso. Dziękuję🙂 Ile można się o sobie dowiedzieć i to wierszem. I są to bardzo trafne spostrzeżenia🙂

  35. Maria_st pisze:

    Mnie wszyscy inspirują
    bo swoim swiatełkiem wiele mi ukazuja
    Małe dziecko, babcia stara a
    nawet pijak co w kałuży leży
    Wszystko co nas w koło otacza
    wyszło także z naszej głebi

  36. Maria_st pisze:

    A u mnie piękna pogoda, Słońce swieci, cieplutko….

  37. Maria_st pisze:

    „Prze budzenie…dokładnie Mario, budzisz się z koszmaru iluzji życia, iluzji ślepej wiary, iluzji swojej wyjątkowości, iluzji siatki w której masz przeżyć ten określony czas tu i teraz.
    Prze budzenie to świadomość niezależności od czegokolwiek i kogokolwiek, nawet śmierci.
    Buddysci uważają że przebudzenie, zawsze uwalnia od cyklu narodzin i śmierci.

    A tak naprawdę, czy to jest tak ważne? Ważna jest nasza łagodna świadomość, że z niczym w życiu się nie walczy, bo ostatecznie i tak niczego to nie zmienia, czy to kody, czy to karma, czy jak jeszcze tego by nie nazwać, patrząc w tył i patrząc w przód, to krótka chwila. Póki światełko duszy nie zagaśnie ( póki sam go nie zgasisz świadomie) nasza świadomość trwania jest taka sama i tu na dole i tam na górze:)”

    Figaro DZIĘKUJE❤

    • Figaro pisze:

      Mario…ja także dziękuje:)
      Twoje pytanie, obudziło moją odpowiedź, która trwała gdzieś tam w podświadomości.
      Moja droga była czas temu po rozdrożach, dziś mam szczęście zobaczyć własny środek w którym lśni moje światełko, światełko za które codziennie dziękuje. Życie jest lekcją, nieważne jaką, ważne jest harmonią, którą codziennie dostajemy, wystarczy łagodnie wyciągnąć dłoń, jest Twoja:)

      • Maria_st pisze:

        wow, pięknie piszesz Figaro.

        • Figaro pisze:

          Tak Mario, słowa mogą być piękne, choć nie piszę tak dla ich krasy:)
          „Inni” także potrafią pięknie pisać, cóż z tego kiedy to piękno szybko przygasa, obnażone staje się własną karykaturą.

          Na rozdrożach nie było we mnie harmonii, ani łagodności, światełko było zagubione i przestraszone, ale to dzięki niemu udało mi się spojrzeć w górę, wtedy czas zatoczył krąg, nie zostawiając we mnie poczucia winy, bo życie jest tylko lekcją, krótką chwilą zrozumienia, nieważny jest czas, najważniejsza jest ta chwila, w której już wiesz:)

        • Mezamir pisze:

          ..bardzo Jaźniowy wątek
          …rozJaźniło się w nim strasznie,zaraz nam światłOŚĆ w gardle stanie i oczy wypali😉

          • Maria_st pisze:

            nawet nie wiesz jaka prawde napisales Mezamir….w tych słowach :
            „rozJaźniło się w nim strasznie,zaraz nam światłOŚĆ w gardle stanie i oczy wypali😉 ”
            albo Wiesz

          • Figaro pisze:

            Mezamirze…to światło niczego nie wypala, wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie:)
            Ale żart doceniam;)

          • Mezamir pisze:

            😀 będziemy światli jak krety😉 w stronę światła po zapachu😀
            Woń światłości
            albo jak ćmy,prosto w ogień i koniec.

          • Maria_st pisze:

            jednak nie wiesz Mezamir…..ale coż…

          • Mezamir pisze:

            Nie bądź taka strasznie poważna gdy czytasz to co piszę,ja nie jestem😉

  38. Mezamir pisze:

    Sensem życia jest najwidoczniej tylko to
    aby stać się pokarmem dla innych żywych pokarmów/istot.
    Aluzję widać nawet na niedzielnej mszy😉

    Czy istnieje we wszechświecie coś żywego co nie musi się odżywiać/spożywać?
    Źródłem życia jest życie,tzn życie jest pasożytem pasożytującym na sobie samym
    bo życie i śmierć jest jednym,życie to proces umierania.
    Życie zużycie wyrzucie.
    Perpetuum mobile.
    Śmierć zapewnia życiu pokarm niezbędny do życia.
    Żeby zlikwidować życie wystarczy…nieśmiertelność?
    Hmmm

  39. Teresa Chacia pisze:

    Mezamirze jesteś tak Buddyzmem oświecony
    że to co inni pisza to dla Ciebie farmazony
    jest tylko Buddyzm i Ty
    a dla niewybrednych żartów my
    lubię żarty
    więc Cię zaproszę na nasze światłości party
    będziesz światłem wypalony
    w krecie światłe oczy zaopatrzony
    będziesz jak ćma do światła szedł
    żebyś tylko od tej światłości w Buddyźmie nie zbledł.

    • Mezamir pisze:

      🙂 wiersz ładny ale morał „jesteś tak Buddyzmem oświecony,jest tylko Buddyzm i Ty”
      nietrafiony.
      Cóż,tak może napisać tylko ktoś kto mnie nie zna
      a my się nie znamy ,czyli wszystko się zgadza🙂
      To ja tez odpowiem wierszem😉

      Pozory mylą

      • mały budda pisze:

        Buddyzm to droga do środka.
        Buddyzm daje nauki aby zrozumieć fikcję iluzji życia.
        Buddyzm to ja mały budda.
        Moi poprzednicy w Buddyzmie zapisali wiedzę. Abym mógł mieć możliwość za życia poznać własną naturę.
        Buddyzm to wyzwolenie.
        Wyzwolenie to Buddyzm.
        Więc Buddyzm to poznanie i zrozumie. Jakie przychodzi w dążeniu do wyzwolenia samego siebie.
        Buddyzm to nie religia.Zwykły człowiek tak sądzi.
        Buddyzm to nauka o tym, że się ma cząstkę natury stanu Buddy.
        Więc Buddyzm mówi tobie, że mając cząstkę natury światła Buddy. Możesz za życia dzięki swojej pracy dążyć aby po śmierci żyć świetle stanu natury Buddy.
        Możecie się śmiać. Zamieszkam po śmierci w śród gwiazd. Domem moim będzie światło samego Buddy.
        Cóż wielkiego znać swoją świadomość niematerialnego i materialnego życia.
        Śmiech to zdrowie.
        Więc cieszę się, że wzbudzam was śmiech.

    • margo0307 pisze:

      „jesteś tak Buddyzmem oświecony
      że to co inni pisza to dla Ciebie farmazony
      jest tylko Buddyzm i Ty
      a dla niewybrednych żartów my…”
      😀 😀 😀 Tereska jesteś wspaniałą Istotą, dziękuję Ci za tę salwę zdrowego śmiechu, jaką we mnie wywołałaś 😀 😀
      Mezamirze wybacz szczerość – Tobie się to po prostu należało 😀

      • Mezamir pisze:

        ..i kto to mówi,ta która czyta po kątach Deloga ;D jestem tak samo winny jak Ty😀

        • margo0307 pisze:

          „..ta która czyta po kątach Deloga 😀 ”

          Ooo…, przepraszam bardzo – nie po kątach ! 😀
          Czytam tę wspaniałą, choć jak na razie dość pesymistyczną – obecnie cały czas pałętam się po piekle – książkę JAWNIE 😉
          Mój mąż kiedy zobaczył okładkę…, spojrzał na mnie i… nic nie powiedział 😀 – co jest wielce zastanawiające, bo też zupełnie do niego niepodobne 😀 😀

  40. Figaro pisze:

    Wszyscy jesteście wspaniali…ale i tak źródłem wszystkiego jesteśmy MY:)

    • margo0307 pisze:

      „…A to co napisała Marys doskonale rozumiem , nie trzeba mnie tak „sztorcować”😀 ”

      Michaelo, nie było moim zamiarem „sztorcowanie Ciebie” 😉 jeśli w ten sposób odebrałaś moje słowa to PRZEPRASZAM 🙂
      Na przyszłość postaram się lepiej dobierać słowa 🙂

  41. Mezamir pisze:

    Ponieważ jesteśmy coraz bliżej tematu jaźni😉 zacytuję tutaj fragment rozmowy.

    Śmierć i odrodzenie

    Reinkarnacja rozumiana z buddyjskiego punktu widzenia

    Buddyjskie spojrzenie na reinkarnację całkowicie różni się od hinduistycznego czy wczesnochrześcijańskiego poglądu na to zagadnienie. Skoro w buddyzmie uważa się, że nie istnieje nic stałego, co więc mogłoby się odradzać? W najprostszy sposób wyjaśnia to metafora: o ile powszechnie rozumianą transmigrację duszy można przyrównać do kolejnych koralików nanizanych na jedną nić, o tyle w buddyjskiej doktrynie proces ten przypomina raczej ustawianie wieży z klocków, jeden na drugim. W tym drugim przykładzie utrzymana jest ciągłość przyczynowo-skutkowa nie wymagająca wprowadzenia niezmiennego bytu, podczas gdy w pierwszym całość opiera się na istnieniu niezmiennej i trwałej konstrukcji – duszy (nić).

    buddyzm – Cyber Sangha – medytacja

    Na Zachodzie wiele nieporozumień wokół buddyjskiej doktryny odradzania się, wywołanych zostało użyciem określeń jak reinkarnacja, transmigracja i dusza.

    (…) wieloznaczny termin dusza nigdy nie został jasno zdefiniowany przez zachodnią myśl religijną, ale najogólniej zdaje się oznaczać istotę indywidualnej osobowości, trwałe istnienie – ego, które jest mniej lub bardziej niezależne od fizycznego ciała i posiada zdolność przetrwania po jego śmierci. Duszę uznaje się za czynnik osobowościowy odróżniający daną jednostkę od innych. Przypuszcza się, że składa się ona z elementów świadomości, umysłu, charakteru i wszystkiego tego, co stanowi psychiczną, niematerialną stronę ludzkiej istoty. (…)

    Budda kategorycznie zaprzeczał istnieniu duszy w znaczeniu określonym powyżej.

    W książce Powtarzając Słowa Buddy,autor wyjaśniać że nasze umysły nie są jednym umysłem
    ponieważ gdyby tak było,oświecenie zrealizowane przez jedną istotę
    byłoby równoznaczne z osiągnięciem oświecenia przez wszystkie istoty
    w tym samym momencie,nie dzieje się tak ponieważ każdy ma swój strumień świadomości.

    Skoro każdy jest indywidualnym strumieniem umysłu
    a po śmierci stajemy się przyczyną narodzin kolejnej istoty a nie kolejną istotą
    (tzn tym samym strumieniem umysłu w nowym ciele)

    wynika z tego że szansę na oświecenie mamy tylko raz,teraz.

    Albo uzyskamy oświecenie w obecnym życiu,albo stworzymy jedynie warunki
    do uzyskania oświecenia innej istocie pojawiającej się po naszej śmierci.

    W takim razie jaki jest sens praktyk takich jak Sutra gdzie oświecenie można uzyskać dopiero po wielu inkarnacjach?

    Czemu osoby idące ścieżką Sutr nie wybiorą Dzogczen gdzie można uzyskać oświecenie w tym życiu?

    Gdyby było tak,że jeden umysł przechodzi z ciała do ciała,zmienia powłokę cielesną,wtedy nie ma problemu

    Praktykujemy przez kilka wcieleń i osiągamy oświecenie,ale tak nie jest zgodnie z doktrynami.

    Po śmierci jesteśmy tylko przyczyną powstania kolejnej istoty,tak jak rodzice są przyczyną pojawienie się potomstwa
    dzieci nie są rodzicami w nowych ciałach,każdy ma swój oddzielny umysł,rodzic nie czuje że znalazł się w nowym ciele dziecka.

    O co w tym chodzi?
    Może o to chodzi ludziom nazywającym buddyzm ateizmem,czyli że:
    skoro śmierć jest końcem nas,naszego poczucia Ja Jetem,tzn że po śmierci nie ma „nic”
    w tym sensie że nie ma niczego co by zapewniało ciągłość istnienia między wcieleniami
    tak jak można zachować ciągłość między jawą a snem ,w czasie świadomego śnienia.

    Na czym więc polega owa tożsamość, która usprawiedliwia użycie słowa odrodzenie, tożsamość mająca zachodzić pomiędzy tą samą osobą na przestrzeni dwóch różnych żywotów? Odpowiedź brzmi: polega ona na powiązaniu czysto serialnym, które może być opisane jedynie przy użyciu terminów przyczynowego kontinuum.

    (…) Jak, dokładnie rzecz biorąc, dokonuje się ludzkie odrodzenie? Moc-myśl przyciągana jest przez fizyczne warunki ludzkiej prokreacji, które umożliwiają jej ponowne zaistnienie i tym samym danie wyrazu zawartemu w niej potencjałowi-pragnieniu. Wyzwolona energia działa za pośrednictwem męskich i żeńskich komórek rozrodczych na niemalże tej samej zasadzie, co prąd elektryczny w druciku lampy, gdy wytwarza światło. Ślepa siła twórcza potencjału-pragnienia przystosowuje i rozwija owe komórki, modelując strukturę ich wzrostu w taki sposób, aby mogły służyć jej celom w obrębie ograniczeń, jakie niesie ze sobą jako swoją karmą. Ponadto jest ona ograniczona również przez ogólne cechy właściwe danej grupie rasowej oraz cechy osobowe rodziców. Jednakże nawet w obrębie tych ograniczonych ram istnieją nadal niezliczone odmiany fizycznych i psychicznych cech, które mogą rozwinąć się pod wpływem przyszłej karmy. Uważać, że wszyscy Chińczycy są tacy sami dlatego jedynie, że najłatwiej uchwytne dla nas jest to, co ich od nas różni, jest tak absurdalne jak sądzić, że wszyscy Anglicy lub Rosjanie są tacy sami.

    – Francis Story –

    * * *

    Buddyzm ujmuje odradzanie się nie jako transmigrację niezmiennej, erialnej istoty (atmana) od jednego fizycznego ciała do drugiego, lecz w sposób głębszy i subtelniejszy. Dokładnie tak, jak w trakcie obecnej egzystencji poprzedzający stan umysłu staje się warunkiem następnego po nim,

    (No zaraz,ale każdy kolejny moment mojej świadomości nie zaburza mi poczucia tego że jestem obecną inkarnacją
    a nie jakąś nową co chwile,z każdym kolejnym momentem świadomości)

    tak samo pierwszy moment-myśl przyszłego życia zrodzi się jako następstwo ostatniego momentu-myśli życia obecnego. Związek łączący obydwa żywoty, podobnie jak relacja zachodząca pomiędzy kolejnymi stanami umysłu, jest związkiem przyczynowej ciągłości. Odpowiednią ilustracją takiego stanu rzeczy jest nie tyle obraz człowieka, który zmieniając jedno ubranie po drugim sam pozostaje niezmienny,
    (No właśnie,doświadczam kolejnych momentów świadomości tak jak zmiany ubrań)

    co wyobrażenie płomienia karmiącego się w swym pochodzie kolejnymi wiązkami paliwa. (…)

    Twierdzić, że w chwili śmierci wraz z życiem ciała kończy się również i życie psychiczne, to jedna skrajność. Druga, to pogląd, zgodnie z którym każdy element psychiczny, taki jak nieśmiertelna dusza, posiada zdolność przetrwania śmierci w niezmienionym stanie. Buddyzm, jak wszędzie zresztą, kroczy tu ścieżką środkową nauczając, że „istota” z jednego żywota nie jest ani dokładnie taka sama, ani też zupełnie odmienna od „istoty” z żywota kolejnego. Chociaż buddyzm przystał na termin „odradzania się”, wyklucza możliwość błędnej interpretacji podkreślając, że nie ma nikogo, kto zostałby odrodzony.

    – Bhikszu Sangharakshita –

    Czyli wszystko jasne,po śmierci nie pojawiamy się po raz kolejny,w obecnym życiu wpływamy tylko na to kto pojawi się po nas.
    W takim razie,jaki jest sens podążania za Sutrami skoro nie gwarantują nam oświecenia?
    Gwarantują je jakimś istotom które pojawią się setki a może tysiące lat po nas.

    Pytanie nr 2
    Gdy uzyskamy oświecenie w tym życiu a po śmierci i tak znikamy,to do czego nam to oświecenie potrzebne?
    Żeby umierając jako osoba oświecona,nie stać się przyczyną pojawienia się kolejnych istot?

    Załóżmy że jestem ostatnią żywą istotą,osiągam oświecenie,nadal jestem żywy.
    Umieram,nie pojawia się kolejna istota.
    Wszechświat staje się pozbawiony życia.O to chodzi?
    Żeby zlikwidować cierpienie likwidując wszystkich którzy mogą je odczuwać?

    Ad. 1)
    Kluczem do tego jest rozpoznanie, że nie ma żadnego stałego „ja” nie
    tylko między jednym wcieleniem a drugim, ale nawet w tym jednym życiu.
    To, co nazywamy „ja” to tylko poczucie skonstruowane na filarach naszej
    powierzchownej, niedoskonałej percepcji. Jest to tylko mentalny
    konstrukt, którym próbujemy przesłonić nietrwałość w jaką jest
    wpisane
    nasze życie. Oczywiście z punktu widzenia życia społecznego jest to
    konstrukt bardzo użyteczny, jednak błędem jest uznawanie go za coś
    stałego, prawdziwego w ramach kontinuum jednego życia, a nawet w ramach
    kontinuum jednej doby, nie wspominając o długim procesie wielu kolejnych

    wcieleń.

    Czogjam Trungpa omawia to tutaj:
    http://buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=49

    Tu jest jeszcze więcej:
    http://www.buddyzm.edu.pl/biblioteczka/ogniwa/index.html

    Ad. 2)
    Oświecenie nie jest ostatecznym unicestwieniem w jakieś próżniopodobnej

    nirwanie🙂

    Kiedyś JP2 podobnie błędnie zinterpretował to, co w buddyzmie
    określane
    jest jako oświecenie, czy też nirwana – skomentowali to buddyjscy
    nauczyciele w poniższej książce:

    buddyzm.edu.pl/biblioteczka/prog/index.html

    Przy okazji: na facebooku jest kilka grup buddyjskich, na których można
    zadawać pytania i nawet doczekać się na nie odpowiedzi – na „Buddyjscy
    racjonaliści” chyba najprędzej🙂 Polecam:

    facebook.com/groups/1381802495411623/?fref=ts

    facebook.com/groups/buddyzmpolska/?fref=ts

    facebook.com/groups/109986855792006/?fref=ts

    Pozdrawiam🙂

    jw

  42. Mezamir pisze:

    Tak naprawdę, to już Niels Bohr, pionier mechaniki kwantowej wiedział, że to co wynika z pierwszych eksperymentów wskazuje na to, że właściwie potwierdza to wszystko to co mówią podstawy Hinduizmu czy Buddyzmu to prawda.

    http://innemedium.pl/wiadomosc/starozytni-chinczycy-znali-zasady-fizyki-kwantowej

  43. Maria_st pisze:

    „WYŻSZA JAŹŃ – RELACJA Z ŻYWYM BOGIEM

    Tylko Wyższa Jaźń powoduje, że relacja z Bogiem jest ŻYWA a nie enigmatyczna. Człowiek przestaje być samotny, ponieważ Wyższa Jaźń daje mu to, czego nie jest w stanie dać żaden człowiek, ani żadna rzecz na tym świecie – prawdziwe spełnienie, bezpieczeństwo, doskonałą i mądrą miłość, do której zdolny jest tylko Bóg.

    anielskolDlatego osoby, czujące brak na poziomie pustki duchowej, którego w żaden sposób nie były w stanie zapełnić, zachęcam do nawiązania relacji ze swoją Wyższą Jaźnią. Co jest tu kluczowe? Pragnienie Ducha, swojego boskiego Oblubieńca w przypadku kobiet a u mężczyzn – swojego żeńskiego, duchowego dopełnienia – boskiej animy, Bogini. I nie dotyczy to już swojej potrzeby wolności i spełnienia. Tu już zapominamy o sobie, kochamy naszych rodziców – boga i boginię dla nich samych, a nie po to by odnieść korzyści duchowe, psychiczne i emocjonalne. Nie po to, by spełniać swoje zachcianki czy leczyć kompleksy ego poprzez „poczucie się bogiem”. To jest w tym wszystkim najtrudniejsze, dlatego sporo osób na drodze duchowej zatrzymuje się w miejscu, bo nie potrafi kochać Boga dla Niego samego, tylko odzywa się ego i chęć korzyści, mocy, wywyższenia na tle innych ludzi, bycia „wybranym” albo „samowystarczalnym”. Nie mówiąc o tym, że najtrudniej pokochać swojego osobistego demona , niszczyciela, wroga – największego cienia, z którego ujawnia się archetypowy skarb – kamień filozoficzny – najczystszy i zintegrowany już obraz boga lub bogini – łączników z Bogiem.”
    http://ciemnanoc.pl/author/ciemnanocpl/

    • Maria_st pisze:

      „PEŁNY KONTAKT Z WYŻSZĄ JAŹNIĄ

      Sporo adeptów duchowych ma lepszy czy gorszy kontakt ze swoją Wyższa Jaźnią. Ale zazwyczaj nie jest to pełen kontakt, bo jego płaszczyzną są toksyczne wzorce duchowe, które po kolei opisuję w cyklu Mandala Cienia. Te wzorce duchowe , objaw niedojrzałej świadomości człowieka, fałszują odbiór Wyższej Jaźni. Najczęściej wikłają człowieka w kolejne dualizmy – tym razem na poziomie duchowym -i każą walczyć ze swoim cieniem pod postacią złych kosmitów, szatanów, demonów, archontów, gadów, wampirów itd.

      Kluczowym jest zrozumienie, że dopóki z czymś walczymy na poziomie duchowym, dopóty nie będziemy mieć pełnej łączności z Wyższa Jaźnią, jako, że obiekt naszych duchowych walk nie jest niczym odrębnym od umysłu, tylko wypartym aspektem naszego Ducha czy Bogini, który projektujemy na zewnątrz – na ludzi, świat, siły kosmiczne i duchowe.

      Dlatego właśnie droga do najczystszego kontaktu z Bogiem prowadzi przez ciemność i jej cienie – mówią o świadomośćtym praktyki mistyczne całego świata. Konfrontacja ze swoimi cieniami – demonami jak wielokrotnie pisałam na swoim blogu, jest kluczowa bo niesie zdemaskowanie iluzji, asymilację paradoksów duchowych i wzrost świadomości.
      Każdy człowiek może doświadczyć swojej Wyższej Jaźni jako istoty inteligentnej, samoświadomej, w pewnym sensie „odrębnej” . Każdy może połączyć się z nią w mistycznej miłości (która nie jest toksyczna, jak miało miejsce na etapie wiązania się z egregorami czy zakotwiczaniu w jednej stronie archetypu) pod warunkiem, ze przepracuje swoje cienie, prześwietli całą podświadomość i zintegruje swoją Wyższą Jaźń o wyparte aspekty świadomości, które jawią się demonicznie, a następnie uwolni ze WSZYSTKICH projekcji, także… tych pozytywnych. O tym wszystkim będę szczegółowo pisać w następnych odcinkach. Jednym z najtrudniejszych i jednocześnie kluczowych etapów w tym procesie, jest pokochanie niszczycielskiego oblicza Wyższej Jaźni – mianowicie Śmierci, która jawi się jako ciemność, zło i cierpienie. I o tym w następnym artykule.”
      http://ciemnanoc.pl/author/ciemnanocpl/

      • JESTEM pisze:

        .„Kluczowym jest zrozumienie, że dopóki z czymś walczymy na poziomie duchowym, dopóty nie będziemy mieć pełnej łączności z Wyższa Jaźnią, jako, że obiekt naszych duchowych walk nie jest niczym odrębnym od umysłu, tylko wypartym aspektem naszego Ducha czy Bogini, który projektujemy na zewnątrz – na ludzi, świat, siły kosmiczne i duchowe.^

        .
        ///Wiem, że my (prawie wszyscy) jesteśmy jeszcze nieświadomi swoich własnych, wewnętrznych demonów, dlatego tak cierpimy. A przecież sami możemy się „uzdrowić” czy uwolnić z wpływu wszelkich „demonów” i „złych duchów” przede wszystkich uświadamiając sobie ich wyparcie i odepchnięcie ich do „strefy cienia”, Także tych „duchów i demonów czyhających na nas w Astralu”. (O tym między innymi traktuje na przykład joga śnienia albo bardo czy tolteckie śnienie.) Oczywiście to wymaga sporego wysiłku. Ale jest to możliwe tylko dla tych, którzy tego potrzebują, którzy są na to gotowi… w swojej podróży w nieskończoności. /// –
        _______

        http://tonalinagual.blogspot.com/2014/03/komputerowa-gra-z-przesaniem.html
        ______

        ///Nie tylko zrozumiałam, ale głęboko uświadomiłam sobie – ponieważ udało mi się z tego uwolnić – że czyjeś projekcje są czyimiś projekcjami, a moje projekcje są moimi… mojego indywidualnego ja. Dlatego nie chcę już projektować nic na innych. Chcę w innych widzieć doskonałe cząstki Całości. Przecież wszyscy wspólnie współtworzymy tę ziemsko- ludzko Rzeczywistość, ten Sen Planety Ziemia…

        Nie, nie walczę już z nikim, bo tak, jak napisałam wcześniej, podjęłam już dawno decyzję: koniec walki. I ta intencja jest realizowana, przemienia się w moją wewnętrzną rzeczywistość, określa mój nowy sposób działania… i wciąż się zmieniam…///
        _____

        http://tonalinagual.blogspot.com/2013/03/protesty-demonstracje-i-frustracje.html
        ///CZWARTEK, 14 MARCA 2013

        Jeśli mamy w sobie na przykład poczucie wyższości, to będzie ono nam “lustrzyło” nasze ja z zewnątrz… Podobnie z poczuciem niższości i wszelkimi naszymi przekonaniami, których nie jesteśmy świadomi…

        Być może najprościej byłoby, gdyby każdy z nas “pozbył się” swoich “demonów” osobiście. Przyjmując je i uwalniając w sobie. Tylko że ludzie nie wiedzą jak. Nie znają innej metody niż przy pomocy walki i chęci zabicia “demonów”, zwłaszcza w innych. Ludzie nie znają innej metody niż walka? Zazwyczaj nie chcą słyszeć o innych metodach. Bo tak jest wygodniej… 
Zmaganie się i walka “wyższych i “niższych” ras, zmaganie się i walka “dobra” i “zła”, “oczyszczanie”, “zaprowadzanie porządku”… nie w SOBIE, ale w INNYCH i wokół, to przyczyny ludzkich tragedii. Tak to działa…

        Żeby nie wiem jak “uduchowieni” chcieliby być wszelkiej maści “naprawiacze” świata, ich działania zawsze prowadzą do tragedii. Dlatego W OBECNYM CZASIE być może ważne jest, by zacząć od siebie. I nie tylko zacząć, ale kontynuować, a innych zostawić w spokoju. Inni są tylko naszymi lustrami. I jeśli nas np.: denerwują, to znaczy, że pokazują nam to, co mamy do uzdrowienia, uwolnienia w sobie. 
I co z tego, że ludzie demonstrują swoje niezadowolenie, swoje oburzenie postępowaniem innych? Oskarżają innych o całe zło? Najchętniej zmusiliby tych innych do uległości, bo sami są przekonani o słuszności swoich racji, przekonań, idei…///
        ______
        Jest już tyle przekazów od różnych Istot z kosmosu, że trudno się w tym wszystkim połapać. Prawie wszyscy twierdzą, że przybywają na pomoc ludzkości w tym trudnym czasie przemian na Ziemi. Apelują, odwołują się, namawiają, nawołują, radzą, przewodzą, organizują… tekstami channelingów, przekazów, przepowiedni… Jedni ostrzegają ludzi przed drugimi, jeszcze inni przed samymi sobą… Inni chcą otwierać portale, uwalniać ludzkie dusze? Uwalniać…? Być może…

        Kim są te wszystkie istoty? Obcy? My sami z przeszłości albo przyszłości? Ci, którzy nas stworzyli? Nasi bogowie? Anioły? Posłańcy boscy?

        Plejadianie, Orionici, Anunnaki, Nibirianie, Arianie, Kasjopejanie, Syrianie, Andromedanie … Bogowie, Anioły, Archanioły, Hathorzy, Ra, Enki/Ptahy, Jahwe, Samuele, Jezusy, Melchizedecy, Hatorrowie, Zeta Reticulli, Strażnicy Ziemi, Saint Germany… Matki Boskie, Marie Magdaleny, Białe Bractwa, Wielkie Uniwersalne Bractwa, Najwyższe Rady Bogów i… (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam🙂 ).

        Bogowie, Anioły czy Obcy, (a może inni My Sami?) przybędą na Ziemię, by ratować ludzkość… Przed czym? Przed kim? Przed innymi obcymi czy przed nami samymi?
        (…)
        Walka czy pokój? Wolny (?)… wybór.

        Ten świat opiera się na walce. Tkwimy rozdarci w dualizmie, w którym dwie siły, chociaż są podstawowymi siłami kreacji, ruchu, wszelkich twórczych działań i całego istnienia, traktujemy jako siły przeciwne, przeciwstawne. Walczymy o: życie, o utrzymanie, o zdrowie, o miłość, o sukces, o pieniądze, o szacunek, o wolność, o braterstwo, o równouprawnienie, o niezawisłość, o idee, o religie, o wiarę, o przekonania, o racje… w zasadzie jako ludzkość walczymy o wszystko. Albo walczymy za: ojczyznę, rodzinę, ojca, matkę, córkę, brata,… też jako ludzkość walczymy za wszystko. Walczymy też z: i tu każdy może sobie dopowiedzieć, z czym sam walczy.

        A ci, którzy chcą zniszczyć siły zła, wpadają w pułapki zła utrzymując stan walki – dobra i zła. Z pewnego punktu widzenia to jest dobre, tak samo, jak dobre jest zło, które musi istnieć dla dobrego człowieka, aby miał on jakiegoś przeciwnika – złego, by mógł uważać się za dobrego. I by móc udowadniać innym i sobie, że jest dobrym. Musi udowadniać? Dlaczego? Bo to mu pozwala na kontynuację walki na – jeśli nie fizycznym, to psychicznym i mentalnym planie. Więc kontynuuje tę walkę dobra ze złem. Że nieświadomie? Ale to działa! Dobry człowiek prowadzi walkę ze złym i staje się… kim? Również złym … wpada w pułapkę i staje się złym nieświadomie.

        Cierpią zarówno dobrzy i źli, choć próbują konsekwentnie zaprzeczać, że nie cierpią, wypierają to cierpienie do podświadomości. Zaczynają używać coraz bardziej inteligentnych form manipulacji i za pomocą swojej umownie wolnej woli próbują swoje własne przekonania narzucać innym – swoim wrogom. Dlaczego? Po co? Ano aby oni także mogli stać się takimi samymi „dobrymi” ludźmi, jak oni.

        Dopiero zrozumienie tego mechanizmu pozwala nam zakończyć walkę, zakończyć Grę, w której zawsze musi być zwycięzca i pokonany, kat i ofiara, ten dobry i ten zły…

        Kiedy podejmujemy decyzję o rezygnacji z tego schematu działania, przestajemy być ofiarą, i wychodzimy z tej roli. Nie stajemy się ponownie katem (nie wywala nas na drugi biegun), ale także wychodzimy z roli kata. Jesteśmy wszyscy istotami podwójnymi w tym świecie, wszystko jest „dualne”, więc gdy wydaje nam się, gdy utożsamiamy się z rolą ofiary, to i tak nieświadomie gramy rolę kata.

        Dlaczego w każdej relacji, gdy jedna strona uważa siebie za pokrzywdzoną ofiarę, druga strona także uważa siebie w pewnych obszarach za ofiarę tej innej strony? To odwieczna podstawa wszelkich konfliktów i wojen na tym świecie.

        Tylko wtedy, gdy przytomni uścisku i uwolnieni z tych wzorców dobrego i złego, kata i ofiary, przekształcamy energię tych wzorców, możemy zacząć działać w czystej miłości.
        (…)

        I w temacie🙂 : http://tonalinagual.blogspot.com/2012/02/podobienstwo-bogow-i-ludzi.html

        Bo…

        „ZROZUMIENIE PROWADZI DO WYZWOLENIA”🙂

  44. Maria_st pisze:

    „nnka pisze:
    Listopad 23, 2011 o 10:14 (Edytuj)

    Świadomość duchowa jest jedna… reszta to emanacje. Dlatego też ważne aby uporządkować nazewnictwo . Ale modne się stało nadanie tym samym Istnieniom nowych nazw stąd chaos. Świadomość nie jest stanem… to ISTOTA DUCHOWA. Za każdym razem kiedy się rodzimy w Materii nasza Świadomosć upada… Określenia z psychologii dotyczące świadomosci mówią o STANIE TEJ ISTOTY – tak też większość ludzi postrzega świadomość, co przekłada się potem na :”anioły i demony”… formy.Dodam tylko że Stan Swiadomości jest uwarunkowany Jaźnią a ta jest aspektem UMYSŁU… stąd często utozsamia się to okreslając w skrócie Wj a to zupełnie inne obszary Jestestwa. Jażń robi Projekcje a nie Emanacje i działa na Prawie Odwzorowywania… to jak klonowanie „zbawców”.”
    https://nnka.wordpress.com/2011/11/21/cheops-relacja-michala-papierskiego/

    • Maria_st pisze:

      „nnka pisze:
      Listopad 23, 2011 o 12:49 (Edytuj)

      Nie zaprzecza Stworzeniu Wszechświata tylko uderza w dogmat ze to JAZN jest Stworzycielem nie Świadomość… a co do psychologii nadświadomość podswiadomosc i świadomośc… to zbyt daleko odbiegające od tematu Boga Stwórcy i miesci sie w pojęciu Rdzenia. Dodam jeszcze , że to Jaźń została stworzna przez Świadomość a nie odwrotnie…”
      https://nnka.wordpress.com/2011/11/21/cheops-relacja-michala-papierskiego/

      • JESTEM pisze:

        – Świadomość duchowa jest jedna… reszta to emanacje.
        – Dodam tylko że Stan Swiadomości jest uwarunkowany Jaźnią a ta jest aspektem UMYSŁU…
        -Jaźń została stworzna przez Świadomość a nie odwrotnie…”

        ____
        Prawie klarowne, ale można prościej jeszcze, bo skoro stan świadomości jest uwarunkowany jaźnia, a jaźn jest aspektem umysłu, to stan świadomości jest uwarunkowany przez umysł…, a dokładniej przez utożsamienie cząstki świadomości z pewnymi wzorkami…
        A ponieważ jaźn jest aspektem umysłu, to wyłoniła się z umysłu…

        nigdy nie pisałam o jaźni z jednego powodu, bo nie było powodu🙂, a teraz tymi powyższymi wpisami mnie zainspirowała, kochana Mario_st.

        Ze ŚWIADOMOŚCI wyłania się UMYSL, choć jest z nią integralny… jak jajo z kurą…🙂 Ale…
        Z UMYSŁU wyłania się JAŹN… A Jaźn można porównać do matrycy wzorcowej danej osoby, ktora kształtuje się jeszcze dodatkowo w procesie wychowywania,. Ta „matryca” ma zapisy-wzorce. Poprzez proces wychowania osoba utożsamia się jednak tylko z częścią tych wzorcow- matrycy – jaźni i osoba nie jest świadoma pewnych swoich działań według tych wzorców- matrycy – jazni, z którymi się nie utożsamia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s