Kultura umierania

Tybetańska księga umarłych mówi: Dusza(Atman) od osoby która prowadziła życie godne oddziela się stopniowo i ostatecznie oddziela się po 3,5 lub 4,5 doby od chwili śmierci, jeśli natomiast człowiek żył niegodziwie to oddzielenie duszy trwa tyle co zjedzenie posiłku, również jeśli ciało jest zniszczone chorobą, to proces oddzielenia atmana trwa stosunkowo krótko. W dzisiejszym Świecie śmierć z powodu starości( wyczerpania sił życiowych) ma miejsce bardzo rzadko. Najczęściej śmierć występuje w wyniku wyniszczającej śmiertelnej choroby jak rak lub wylewu krwi do mózgu, rzadziej choroby wirusowej, albo zawału serca lub wypadku. Każda choroba powoduje stopniowe wyniszczanie organizmu, w końcu następuje ten moment kiedy Dusza niejako zmuszona jest oddzielić się od swojego ciała. Pitagorejczycy wierzyli, że dusza zanim „ubierze się” w cieliste powłoki przechodzi przez sferę planetarną, w której kształtuje się charakter i predyspozycje przyszłej istoty ludzkiej, w momencie umierania następuje proces odwrotny, dusza staje się naga niczym obierana cebula – zatraca osobnicze cechy ludzkie poprzedniego żywota.
Cytat z Tybetańskiej Księgi Umarłych:
„U Pitagorejczyków( później gnostyków i dualistów wszelkiego autoramentu) dusza zstępując na świat poprzez sfery świetliste( planety), obrasta w rozmaite władze i zdolności intelektualne oraz afektywne, po śmierci zaś odbywa drogę odwrotną przez owe sfery, stopniowo pozbywając się wyposażenia osobowego w procesie swoistej „kenozy” aby na koniec stać się czystym duchem, „umysłem” ( nus po grecku). Pisze o tym m.inn. Plutarch. Trzeba pamiętać, że u gnostyków i alchemików poszczególne sfery planetarne odpowiadają żywiołom( elementom, później pierwiastkom chemicznym) Zestawić to można z częścią wędrówki „duszy” po bar-do , w której dąży ona od jednej mandali Dhjanibuddy do drugiej, pozostawiając w każdej z nich( resorpcja we właściwych owym Djanibuddom żywiołach” ziemi, wodzie, ogniu i powietrzu część swoich władz .Opadają one z niej jak łuski z cebuli tak że „dusza” niejako się „oczyszcza” – bo te władze to nic innego jak buddyjskie skandy, psychofizyczne „zespoły” osobowości empirycznej(..)
Wędrujący w bar-do duch nie rzuca cienia; podobnie u Plutarcha (O Izydzie i Ozyrysie), u którego jest to rzecz jasna echo wierzeń egipskich. Tak pisał o nich Champolion: „Zgodnie z pospolitymi wierzeniami Egipcjan dusze w przerwie pomiędzy jednym wcieleniem a drugim, błądziły przez pewien czas uwolnione z więzów cielesnych, w przestrzeni niebios zawartej pomiędzy Ziemią a Księżycem .”
Od dawien dawna w Kościele katolickim trwa dyskusja na temat kremacji. Zgodnie z przekazami pisemnymi ciało Chrystusa zostało pogrzebane po śmierci ,a ciało Buddy Sakjamuniego skremowane . Niektórzy duchowni w kościele katolickim twierdzą ,że kremacja narusza świętość ciała a koronnym argumentem jest to, że ciało ma zmartwychwstać w godzinie Sądu Ostatecznego. W innych pismach jest mowa o tzw uświęconym ciele, a nie ciele fizycznym. Istnieje jednak zasadnicza sprzeczność w pojmowaniu życia po śmierci w buddyzmie i religii katolickiej. Katolicyzm twierdzi że ma zmartwychwstać nasze ciało fizyczne ( nie ma mowy o jakimś duchowym ciele). Nasuwa się pytanie jeśli po śmierci ciało prowadzi żywot duchowy po co mu jest potrzebne ponowne przyjście w godzinie sądu ostatecznego na Ziemię. Być może chodzi o tzw. ciało uświęcone podobne do tego jakie posiadał Chrystus po zmartwychwstaniu .W buddyzmie jest zupełnie inaczej –dusza po śmierci podlega procesom wcieleń zgodnie z Samsarą ( kołem życia). Dusza może się wcielić w 6 istot –istotę piekielną, zwierzę , „głodnego ducha”, człowieka, asura( tytana- złego ducha), boga( Devę) .Nirwana to nic innego tylko stan umysłu – wyzwolenie od koła Samsary- koła wiecznych wcieleń.
Samsara
Prawdopodobnie kremacja ciała pozwala na szybsze rozluźnienie i przerwanie więzów łączących duszę z ciałem. Wydaje się, że kremacja nie powinna rozpocząć się wcześniej aniżeli 5 dób od wstrzymania zewnętrznego oddechu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Ezoteryka, Istota Ludzka, Rozwój duchowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

140 odpowiedzi na „Kultura umierania

  1. Maria_st pisze:

    umieranie…śmierć..odejście
    nie znam sie na umieraniu ale od dawna chcialam aby moje cialo zostało skremowane po śmierci…no chyba że ” żywcem pójde do nieba” ha ha ha
    odejscie, czy to czujemy, wiemy?
    mamy tego symptomy ?

  2. Mezamir pisze:

    http://108mohicans.blogspot.com/search/label/cia%C5%82o%20t%C4%99czowe

    „U Pitagorejczyków( później gnostyków i dualistów wszelkiego autoramentu)

    Dualizm to sytuacja przypominająca tę w której znajduje się zezowaty,
    gdy widzi na niebie dwa Księżyce chociaż na niebie jest tylko jeden.

    Niektórzy duchowni w kościele katolickim twierdzą ,że kremacja narusza świętość ciała a koronnym argumentem jest to, że ciało ma zmartwychwstać w godzinie Sądu Ostatecznego.

    Po pierwsze:a dlaczego kościół i jego doktryny,mają być wyznacznikiem prawdy?

    Po drugie:Czy to nie kościół na podstawie swych ksiąg,stwierdził już dawno
    że ciało po zmartwychwstaniu będzie nowym ciałem?
    Gdyby rzeczywiście chodziło jakąś wiedzę z duchowego poziomu
    to wątpię aby miejsce na cmentarzu było opłacone na 25 lat
    po czym rozkopywane dla kolejnych zwłok bez martwienia się o poprzednie szczątki.

    Tu chodzi o kasę,za przechowywanie ciała w ziemi należy się kasa🙂
    Kremacja nie daje możliwości aż takiego drenażu portfeli.

    Mam jeszcze inny koronny argument

    „Lecz powie ktoś: A jak zmartwychwstają
    umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie
    ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem,
    którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub
    jakimś innym. Bóg zaś takie daje mu ciało, jakie zechciał; każdemu z nasion
    właściwe. Nie wszystkie ciała są takie same: inne są ciała ludzi, inne
    zwierząt, inne wreszcie ptaków i ryb. Są ciała niebieskie i ziemskie, lecz
    inne jest piękno ciał niebieskich, inne – ziemskich. Inny jest blask słońca,
    a inny – księżyca i gwiazd. Jedna gwiazda różni się jasnością od drugiej.
    Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne –
    powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne;
    sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe [cielesne]-
    powstaje ciało duchowe”.

    To tylko dowodzi jak mało wiarygodny jest ten system,jego elita zaczyna się gubić w doktrynach
    bo sami sobie te doktryny wymyślają ,nic do nich nie dociera od boga tylko z fantazji

    Powyższe słowa należą do Szawła,wiadomo,dla mnie seryjny morderca nie jest żadnym autorytetem,ale nie wolno zapominać o tym że Biblia to księga przepisywana z innych ksiąg
    i dlatego ludziom tworzącym elitę kościoła,wkładano w usta różne mądrości zaczerpnięte
    z dziedzictwa kulturowego podbitych/schrystianizowanych narodów.

    Żydzi wierzyli w życie pozagrobowe. Wierzyli w to, że tacy ludzie jak Abraham lub Eliasz żyją w niebie. Czy Jezus również w to wierzył? W rozmowie z Nikodemem, stwierdził:
    „I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego” (Jn.3:13,
    BT).

    Co z tego wynika?
    Dwie rzeczy co najmniej.
    1- Żaden człowiek nie pójdzie do nieba bo żaden człowiek nie jest bogiem w równym stopniu
    co jego Syn,żaden człowiek nie zstąpił z nieba,nikt nie jest synem/córką boga,nikt z ludzi nie został stworzony na obraz i podobieństwo.

    2-Jeszua mówiąc o swojej boskości,miał na myśli że jest bogiem ALE
    nie bardziej niż my wszyscy

    (jako dzieci bogów stworzeni na obraz i podobieństwo,wiele cytatów z Biblii o tym świadczy,o tym że Jeszua mówiąc o swojej boskości nie miał na myśli bycia bogiem w większym stopniu niż wszyscy boscy synowie i córki )

    i tylko wtedy możemy marzyć o niebie gdy uznamy punkt 2
    Istnieje wiele miejsc w Biblii gdzie Jeszua wyraźnie zaprzecza swojej boskości
    tzn boskości rozumianej jako coś więcej niż to na co może sobie pozwolić człowiek.

    Ewentualnie może być też tak,że Elohimowie mają DNA swoich owieczek na statku matce
    i tylko swoim sługom,odpowiednio zaczipowanym poprzez chrzest komunię bierzmowanie itp
    będą odnawiać zużyte ciała.
    Co nie znaczy że inni pójdą na stracenie,po prostu Elohimowie nie będą się interesować życiem poza swoją zagrodą.

    Watykan przestał być wiarygodny od momentu gdy zaczął głosić bzdurę o płaskiej Ziemi
    Tym co głoszą nie warto się przejmować,mylą się tak jak dawniej,tylko potrzeba czasu
    kolejnych setek lat aby fałsz wyszedł na jaw.

    Swarga – wg. hinduizmu, to układ niebiańskich światów, które ulokowane są na szczycie oraz powyżej Góry Meru. Swarga postrzegana jest jako bardzo szczęśliwe i pełne błogości miejsce przejściowe, do którego można dostać się prowadząc prawe życie, wypełnione dobrymi czynami, pomaganiem innym. Nie jest to jednak cel duchowej praktyki, gdyż ma charakter jedynie czasowy – trwa do czasu wyczerpania się nagromadzonego pozytywnymi czynami potencjału – i nie stanowi właściwego wyzwolenia.

  3. Mezamir pisze:

    Izajasz pisał: „Ożyją Twoi umarli, zmartwychwstaną ich trupy, obudzą się i
    krzykną z radości spoczywający w prochu, bo rosa Twoja jest rosą światłości,
    a ziemia wyda cienie zmarłych” (Iz.26:19, BT). Czy, według Izajasza,
    zmartwychwstaną wszyscy? Wcześniej czytamy: „Jeżeli okazać łaskę złoczyńcy,
    on nie nauczy się sprawiedliwości. Nieprawość on czyni na ziemi prawych i nie
    dostrzega majestatu Pana. […] Umarli nie ożyją, nie zmartwychwstaną cienie,
    dlatego że Tyś ich skarał i unicestwił i zatarłeś wszelką o nich pamięć” (Iz.
    26:10,14, BT).

    Słowa te wypowiedziano w kontekście rozprawy z niegodziwymi,
    przy końcu obecnej epoki (por. Iz.26:20,21). Podobną myśl wyrażono w Psalmie
    92: „Chociaż występni plenią się jak zielsko i złoczyńcy jaśnieją przepychem,
    i tak [idą] na wieczną zagładę” (Ps.92:8, BT).

    Wieczna zagłada nieśmiertelnej duszy?Coś tu nie gra.
    No i ciekawe kto stworzył tych niegodziwców których można tylko zlikwidować bo do niczego więcej się nie nadają?😉
    Na czyje podobieństwo i obraz zostali stworzeni ułomnymi?😉

    Z nauki Jeszua wynika, że po śmierci można dostać się do Hadesu (hebr. Szeol)
    lub do Gehenny. Z Hadesu wyjdą wszyscy. Apostoł Jan pisze: „I morze wydało
    zmarłych, co w nim byli, i Śmierć, i Otchłań [gr. Hades] wydały zmarłych, co
    w nich byli, i każdy został osądzony według swoich czynów. A Śmierć i Otchłań
    [gr. Hades] wrzucono do jeziora ognia. To jest śmierć druga -jezioro ognia.
    Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do
    jeziora ognia” (Ap.20:13-15, BT). Biblia mówi o Hadesie i jeziorze ognia,
    które przedstawia śmierć drugą, oznaczającą wieczne zniszczenie. Takie samo
    znaczenie ma Gehenna.

    Nieśmiertelna dusza,zniszczenie wieczne…za dużo książek przepisali do jednej książki
    Gdy się przepisuje w pośpiechu różne rzeczy to czasem się przepisze rzeczy wzajemnie się wykluczające🙂

    Biblia,jej treść,jest doskonałym argumentem świadczącym przeciwko Biblii.
    Wystarczy Biblia i jej wewnętrzne sprzeczności,żadne inne dowody nie są potrzebne
    do podważenia wiarygodności Biblii

    • Maria_st pisze:

      obrazek na tej ksiedze umarlych skojarzyl mi sie z pawiem…ha ha ha

      • Mezamir pisze:

        Trzy pawie oczka,co?😀

        Tylko pamiętaj żeby buddyjskiej ikonografii nie traktować jak fotografii🙂
        To nie są zdjęcia😀 to są symboliczne rysunki atrybutów.
        Atrybutem potężnych istot jest siła.
        Siła w ikonografii buddyjskiej wyrażana jest poprzez kły i pazury
        Jak inaczej wyrazić siłę na obrazku?Przesadną ilością mięśni?😀
        Można i tak,niemniej Tybetańczycy mieli własną kreatywność
        i dlatego w ich ikonografii kły i pazury znaczą to samo co w „naszej”
        infantylne buźki aniołków ubrane w różowe pastelowa fatałaszki

        Zwróć uwagę jak to o czym piszę jest wykorzystywane przez kk do manipulowania wiernymi i podsycania w nich strachu(z którego wynika agresja,pierwszy odruch który pojawia się ze strachem,to chęć niszczenia źródła strachu,zabijania…weźmy typową kobietę i jej reakcję na mychę😀 KRZYK!
        ZABIJ! ZABIIIJ! WEŹ JĄ STĄD!!😀 )

        Bóstwa związane ze śmiercią przedstawiane są jako diabły zsyłające śmierć
        ale Dżibril/Gabriel anioł zsyłający śmierć,ma zawsze spokojną twarz
        Jak psychopata mordujący z zimną krwią
        Obraz ważniejszy niż treść,tak łatwo można sterować ludźmi którym brakuje wiedzy…

        • Maria_st pisze:

          Obraz ważniejszy niż treść,tak łatwo można sterować ludźmi którym brakuje wiedzy

          zgadza sie Mezamir, a psychopatów wciąż przybywa….ciekawe o czym to może świadczyć?

      • margo0307 pisze:

        „..PIERWSZA ZASADA

        Aby móc osiągnąć zupełną Harmonię WIEDZIEĆ I WIDZIEĆ potrzebna jest odpowiednia doza duchowej dojrzałości Czystości Serca i Myśli a przede wszystkim Rozumu.
        Ponieważ aby móc osądzać należy posiadać odpowiednie Duchowe Zdolności i Boskie Poznanie, kto ich nie posiada – niech powstrzyma się i zajmie się raczej osądzaniem samego siebie.
        Tak brzmi Pierwsza Zasada …”

        http://cialka.net/pierwsza-zasada_4702.html

        Opracowała i nadesłała… nnka😀

  4. Mezamir pisze:

    „W wielu systemach religijnych utozsamiano z nim sily wrogie swiatlosci a takze uwazano go za istote ze swiata duchow. W tradycji srodkowoamerykanskiej np gigantyczny nietoperz pozeral slonce. Stada nietoperzy towarzyszyly takze azteckiemu bogowi swiata podziemnego – Mictlantecuhtli. Rowneiz w chrzescijanstwie dominowalo podejscie negatywne. Uwazano to zwierzatko za zwiazane z szatanem i czarownicami, na co z pewnoscia mial wplyw jego tryb zycia, a takze dziwne zdolnosci – jak echolokacja czy bezszelestne szybowanie w powietrzu. Byl tez symbolem szalenstwa i satanizmu.
    Niemniej, nie wszystkie kultury obdarzaly go tylko pejoratywnymi chechami:
    Z uwagi na nietypowa budowe (latajaca mysz), czesc tradycji obdarzala nietoperza zdolnoscia zmiany postaci. W Grecji i niekórych rejonach Afryki byl on symbolem czujnosci. Jest takze zwiazany z kobieca plodnoscia i szczesciem. W Chinach symbolizuje zdrowie, bogactwo, dlugowiecznosc i lekka smierc.
    W alchemii uzywano jego symbolu zamiennie ze smokiem i hemafrodyta.”
    forum.shamanika.pl/zwierzeta-mocy-f23/nietoperz-t395.html

    Zwróciłaś uwagę na to jak jedna istota może może być odbierana w zależności od
    doktryn i cudzych myśli które się przyjmuje w miejsce własnego myślenia?

    Wiesz o tym że czarny kot był utożsamiany z satanizmem i dlatego dzięki..
    światłości😉 oraz boskiemu natchnieniu wyzwalającej prawdy😉
    urządzono masowy mord kotów,przez co populacja myszy tak się podniosła
    że ludzie zaczęli umierać z głodu w wyniku strat jakie wynikły z nadmiaru gryzoni?

    Tymczasem okazuje się że czarny kot i jego mruczenie,ma zbawienny wpływ na ludzie serce!

    Jaki z tego wniosek??

    Kościół jest natchniony,to oczywiste,ale źródłem natchnienia jest wszystko co wrogie życiu.

    „Dzień Czarnego Kota we Włoszech
    Jego inicjatorem jest Krajowe Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt, które domaga się jego rehabilitacji. Sens inicjatywy najlepiej tłumaczy hasło dnia „Wszyscy razem przeciwko zabobonom”.

    Posłuchaj sobie audycji online
    http://www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/999744,Felinoterapia-czyli-leczenie-kotem

    Wracając do nietoperzy
    nietoperze.pl/nietoperze/nietoperze-w-sztuce/

    Symbolika buddyzmu tybetańskiego

    Lama Ole Nydahl
    „Jeżeli wyobraża się łagodną formę buddy, to na kwiecie lotosu leży najpierw dysk księżyca, promieniujący łagodnym światłem współczucia. Formy gniewne stoją w kręgu płomieni na dysku słońca, będącego mocą natychmiastowego działania.
    Wspominałem już wcześniej o tej „palącej” mądrości słońca. Czasami, jak na przykład w przypadku VIII Karmapy, występuje jednocześnie dysk księżyca i słońca lub słońca i księżyca. Buddowie na ogół stoją lub siedzą (czasami pod wpływem hinduizmu lub bonu z jednym kolanem opuszczonym) często na różnych zwierzętach, dla podkreślenia ich wyjątkowych właściwości. Promienna Bogini, Palden Lamo, jedzie na mule przez ocean krwi. Odcina ego i przeszkody jakie ono powoduje, nie można jej w tym powstrzymać, jest zawzięta jak muł. Siedzi bokiem w siodle, na ludzkiej skórze, ma dwie lub cztery ręce (cztery jeśli występuje jako partnerka Mahakali).

    Wszystkie kultury mówią o różnego rodzaju promieniowaniach, gloriach, aureolach i zbawiennych energiach. W chrześcijaństwie przyznawanie się do posiadania wyjątkowych mocy było niebezpieczne. Można było następnego dnia z wyroku inkwizycji zostać spalonym na stosie, być posądzonym o konszachty z diabłem itd. Wśród buddystów można otwarcie powiedzieć: mój umysł osiągnął pewien stopień przejrzystości, doświadcza nie tylko materialnych rzeczy, ale również pól energii.
    Na ogół buddowie mają jedno pole mocy dookoła ciała i jedno dookoła głowy (jeżeli mają kilka głów, pole mocy również jest jedno) . Dobrze to widać na przykładzie Buddy Medycyny. U niego, jak i u innych form łagodnych, jedno pole mocy emanuje z serca, a drugie z głowy. Kolor promieniującego światła zależy od rodziny buddy, do której dana emanacja należy.

    Jeśli przyglądacie się tankom, musicie widzieć również to, co nie zostało namalowane. Poza górami i chmurami często o psychodelicznych kolorach, jest to orszak niezliczonych buddów wypełniających całą przestrzeń. Znajdują się oni zawsze wewnątrz mandali, swojego pola mocy. Wyobraźcie sobie, że jesteście buddą, oświeconą radością, mądrością, współczuciem, nieustraszonością lub ochroną i znajdujecie się w centrum. Posiadacie trzydzieści dwie doskonałe właściwości powstałe dzięki zniknięciu waszego ego, podziału na ja i ty. Wasza energia została uwolniona, a swobodna gra umysłu i przestrzeni stała się możliwa. Siedzicie w tęczowym domu o kwadratowej podstawie. Ściany wewnętrzne, te najbliżej was, są tego samego koloru, co wy i wasza rodzina buddy. Czterech wejść umieszczonych z czterech różnych stron świata strzegą strażnicy kierunków. Przy zachodniej bramie stoi czerwony, północnej pilnuje zielony, wschodniej niebieski, a południowej żółty. Pozwalają wejść do środka i otrzymać błogosławieństwo tylko tym, którzy chcą uwolnić się od swojego ja oraz wszelkich neuroz i są gotowi na otwarte, szczere spotkanie. Wewnątrz, dookoła was znajduje się osiem aspektów żeńskiej energii (jak u Hewadżry) lub cztery (jak u Demczoga). Wypromieniowania gniewne mają mandale o podstawie w kształcie trójkąta, brązowo – lub czerwono – czarne.
    Dukar, Biała Parasolka, jest wyjątkowo blisko związana z Buddą, nazywana jest jego córką serca. Jej mantra nie została nigdy wypowiedziana. Pojawiła się po prostu w tym samym momencie, kiedy Dukar wyłoniła się z węzła na czubku głowy Buddy. Biała Parasolka jest strażnikiem, swą moc koncentruje szczególnie na ochronie przed wrogami i wypadkami. Pojawia się błyskawicznie jak biała chmura, przeszkoda o którą miałeś uderzyć znika, a ty jedziesz dalej bezpiecznie.

    Jedna z najważniejszych tanek Białej Parasolki znajduje się w Muzeum Etnograficznym w Hamburgu. Wywiera rzeczywiście wyjątkowo silne wrażenie.
    Dookoła Dukar możecie zobaczyć pole płomieni oświeconego współczucia, znacie je z wyobrażeń Mahakali i innych strażników. Oznacza ono natychmiastowe, gwałtowne i niepowstrzymane działanie, które nie przekształca waszych problemów w delikatny i miły sposób, lecz rozbija was na kawałki, scala od nowa, a wy, dopiero kiedy jest już po wszystkim, łapiecie się za głowę i pytacie, co się stało. Biała Parasolka ma tysiąc rąk, tysiąc głów i tysiąc nóg. Prawymi rękoma łagodnie panuje nad wewnętrznymi przeszkodami. Trzyma w nich podwójne dordże, sztandary zwycięstwa, sztandary rozwoju, pomoce naukowe. W lewych rękach trzyma różne rodzaje broni, którymi kontroluje świat w gniewny sposób: łuki, strzały, dzidy, miecze, noże itd.

    Łapie na przykład na lassa i haki złe energie, przyciąga je do swojego łagodnego serca, przeobraża składając im propozycje nie do odrzucenia, by pracowały dla dobra ludzi, po czym je uwalnia. 😀😀

    • Mezamir pisze:

      PS Galeria tradycyjnych słowiańskich obrazów

      http://bialczynski.wordpress.com/2014/08/19/rosyjskie-nieci-slowianskiej-baji-2014-czesc-6-aleksander-uglanow/#comments

      „Czyż tradycja tam nie jest przepiękna i radosna, wobec mrocznej i smutnej judeo-chrześcijańskiej?

      To prawda, ukazuje piękno i radość życia. A w kk tylko żal za grzechy i ciągłe biadolenie”.

    • Maria_st pisze:

      Dzięki Mezamir za netoperki.
      Troszkę mi coś przybliżyło

    • margo0307 pisze:

      „…Biała Parasolka jest strażnikiem…
      Pojawia się błyskawicznie jak biała chmura, przeszkoda o którą miałeś uderzyć znika, a ty jedziesz dalej bezpiecznie…
      Dookoła Dukar możecie zobaczyć pole płomieni oświeconego współczucia…
      Oznacza ono natychmiastowe, gwałtowne i niepowstrzymane działanie, które nie przekształca waszych problemów w delikatny i miły sposób, lecz rozbija was na kawałki 😛 scala od nowa…”

      W tym miejscu przypomniał mi się wpis Nnki:

      https://nnka.wordpress.com/2012/02/02/kim-bedzie-%E2%80%9Ejasiu-kiedy-mu-zabiora-wszystkie-znaczki-czyli-zawieszona-w-czasie-ludzkosc-2012/

      „..Z czym mamy tak naprawdę do czynienia?
      Ze zbiorowym polem nieświadomości (popularnie zwanym zbiorową świadomością)…
      Sfera Cienia, w której funkcjonujemy jest sferą istot nieświadomych, stąd konieczność wprowadzania praw lub też walki z nimi.
      W przestrzeni świadomych istot prawa są zbędne, bo Świadomość sama w sobie jest Prawem. 😛
      Czym jest Dheat ?
      To granica życia i śmierci, miejsce gdzie nasza wiedza ma stać się mądrością (transformować).
      I nie da się tego inaczej sprawdzić niż przez doświadczenie. 😉 (…)

      Jeśli chodzi o kabałę jest tam … Adam Kadmon pierwszy człowiek który rozpadł się na kawałki – stąd rozbicie.
      Z punktu widzenia kabały przyczyną wszystkich problemów ludzkości ogólnie i każdego indywiduum z osobna jest niezgodność z prawami wszechświata –
      TO JEST WŁAŚCIWE ROZBICIE…”

      • Mezamir pisze:

        Jeśli chodzi o kabałę jest tam … Adam Kadmon pierwszy człowiek który rozpadł się na kawałki – stąd rozbicie.

        Pięć skupisk (skupisko; sans. स्कन्ध skandha; pali khandha; tyb. ཕུང་པོ་ལྔ་, Wylie: phung po lnga; chiń. 蘊 yùn; – nagromadzenie; agregat) – skupiska (skandhy) w buddyzmie są zbiorami stosowanymi przez buddę w celu klasyfikowania wielu rozmaitych fizycznych i mentalnych zjawisk na poziomie pięciu psychofizycznych komponentów

        Skandy to składniki tego co nazywamy sobą,nami.

        Nawie – w wierzeniach słowiańskich określenie dusz zmarłych.

        Skandynawia – skupisko dusz.

        Skanda (niepoprawnie nazywane: Szkanda, Skonda, Skandynawskie) – jezioro w Polsce położone w woj. warmińsko-mazurskim, na południowo-wschodnich obrzeżach Olsztyna na terenie osiedla Mazurskiego, na północ od drogi krajowej Olsztyn–Szczytno, w dorzeczu Łyny-Pregoły.

        Skanda, also known as Wei Tuo, is a Mahayana bodhisattva regarded as a devoted guardian of Buddhist monasteries who guards the Buddhist teachings. He is also sometimes called in the Chinese tradition „Hufa Weituo Zuntian Pusa”, meaning „Honored Dharma Protector Skanda Bodhisattva”, because he is the leader of the twenty-four celestial guardian deities mentioned in the Golden Light Sutra.

        Cóż można dodać…korzenie Europy nie leżą na egzotycznych pustyniach.

        • margo0307 pisze:

          „..Cóż można dodać…”

          Dodałabym, że… w każdej filozofii na Ziemi znajduje się po troszkę maleńkich nasionek Prawdy😉
          Może, gdyby bez uprzedzeń zainfekowanych w nasze umysły przez… hmm…, a dobra – nie ważne😉 zacząć solidnie studiować wszystkie istniejące systemy wierzeń, systemy filozoficzne etc.., to może szybciej doszlibyśmy do Prawdy Obiektywnej ?
          Tyle tylko, że – jak zostało wyżej zaznaczone:
          – nie da się tego inaczej sprawdzić niż przez doświadczenie😛

          „.. Ludzie potrzebują edukacji, a edukacja zaczyna się od podstaw.
          Wszystkie nauki o oświeceniu zaczynają od wielkich koncepcji: oświecenie, samadhi, moksza, nirwana.
          Ale nikt póki co naprawdę nie dotyka fundamentalnych składników ludzkiej świadomości. Bez tej wstępnej samowiedzy, nie ma mostu pomiędzy człowiekiem i duszą.
          Nikt tak naprawdę nie rozumie, czym jest nasz umysł, jaki jest właściwy związek z myśleniem, czym jest ja w swojej naturze, kim jest obserwator, na czym polega zawiły proces w którym ja rozwija się i wzrasta w sobie, i tak dalej.
          Ludzie chcą urzeczywistnić boga lub stać się Buddą, lecz najpierw potrzeba, by odrobili podstawową pracę domową, co oznacza wejście w kontakt ze swoją zwykłą, codzienną jaźnią.
          Ta jaźń nie może być po prostu ignorowana pod pretekstem bycia fałszywą bądź iluzoryczną.
          Ma dość realności by wstąpić na ścieżkę i musi spotkać siebie od samego początku, jako esencję ja.
          Ja które wkracza na ścieżkę jest tym samym ja które ją urzeczywistnia, stając się pełnym i czystym.
          Jeśli to ja nie szanuje siebie jako światła na ścieżce, jak może wypełnić swoje przeznaczenie?..”

          Polecam🙂
          http://www.taraka.pl/odkrywanie_wyzszego_celu_pytania

        • Mezamir pisze:

          Nikt tak naprawdę nie rozumie, czym jest nasz umysł, jaki jest właściwy związek z myśleniem, czym jest ja w swojej naturze, kim jest obserwator, na czym polega zawiły proces w którym ja rozwija się i wzrasta w sobie, i tak dalej.

          Rozdział XII – Roboty, które myślą, że myślą

          Czy mózg funkcjonuje jak komputer, w którym system nerwowy odpowiadałby sprzętowi, a umysł programowi? * Osobiste doświadczenie interakcji z otoczeniem zgodnie z procesem wzajemnej przyczynowości jako źródło „poczucia świata”? * Komputer, którego jedyną umiejętnością jest liczenie, nigdy nie będzie mógł nadać znaczenia informacjom, które nie mają dla niego żadnego sensu * Mózg jest odmienny od komputera * Test Turinga i „chiński pokój” Searle’a * Czy komputer może zadać sobie pytanie, co się z nim stanie, kiedy dopływ prądu zostanie odcięty? * Skąd biorą się pytania: Jaka jest natura mojego umysłu? Kim jestem? Jaki jest sens istnienia? Co się stanie ze mną po śmierci? * Według neurobiologów poczucie istnienia świata pojawia się: a) gdy organizacja neuronów w mózgu przekroczy pewien poziom złożoności b) z interakcji tego mózgu z otoczeniem * Czy to poczucie może się pojawić u robotów? Świadomość podstawowa a świadomość refleksyjna * Małe roboty organizujące się między sobą * Czy wolna wola jest tylko złudzeniem, a świadomość zwykłym statystą? * W systemie wzajemnej przyczynowości świadomość musi mieć możliwość współdziałania z mózgiem * Jak nieistniejąca świadomość mogłaby pragnąć udowodnić, że istnieje? * Negowanie istnienia świadomości jest wynikiem metafizycznego wyboru czy naukowego dowodzenia? Czy świadomość czysto neuronowa byłaby zdolna do równie nagłych i całkowitych zmian w swojej ocenie świata?

          http://www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=337

          A jednak ktoś coś wie i uczy o tym🙂 to brak reklamy sprawia
          że do większości osób nie docierają te informacje.

          • margo0307 pisze:

            „A jednak ktoś coś wie i uczy o tym🙂 ”

            Masz słuszność Mezamirze 😉

            Spójrzmy na to poniższe zdanie:
            „..a) gdy organizacja neuronów w mózgu przekroczy pewien poziom złożoności ..”

            Ciekawe prawda ?! 😀
            Czy możemy odpowiedzieć na pytanie:
            – kiedy następuje organizacja neuronów i jak wysoki musi być poziom ich złożoności aby zaistniało poczucie istnienia świata ?

          • Mezamir pisze:

            Możemy spróbować🙂

            Szczegóły procesu przejawiania

            Poziom TEGO omówiony jest dokładniej poniżej. – Ogólnie mówiąc, następuje zasianie „‚”złotego nasienia” w niezróżnicowanym, przedwiecznym, pozostającym w równowadze oceanie energii – salila, „pierwotnych wodach”. Równowaga zostaje zakłócona – i zaczyna się ruch, twórczość.
            Poziom przyczynowy – zapisanie idei.
            Poziom mentalny – pochwycenie idei, obrazu bądź symbolu; stworzenie wzorca.

            – Subtelna energia zaczyna wibrować mocą intencji, w umyśle powstają modyfikacje, myśli mające postać „wirków”.
            – Wirki gęstnieją w cząstki elementarne.
            Poziom energii i materii
            – cząstki elementarne skupiają się w atomy.
            – atomy wypełniają wzorzec przedmiotu.
            – wzorzec zapisuje się w przestrzeni (akaśi), gdzieś na granicy światła i cząstek elementarnych. (Walter Russell, oświecony Amerykanin, podaje w swym dziele Secret of Light, że zapis istnieje w gazach szlachetnych.)
            – wzorzec rozchodzi się w przestrzeni w nieskończoność na zasadzie fraktalnej
            – wzorzec ładuje się, przyciągając podobne wzorce
            – wzorzec manifestuje się na poziomie energii elektromagnetycznej
            – wzorzec manifestuje się fizycznie.

            Uwagi:

            1. Umysł spokojny nie tworzy. Odbija światło duszy (atmy). W tym świetle ogląda „zapisy” wiedzy. Potem jej ewentualnie użyje.
            2. Na poziomie fal elektromagnetycznych (antaryksza) zapis wzorca ma prawdopodobnie postać dwójkową. Na poziomie umysłu abstrakcyjnego – symbolu, litery, innego znaku?, a na poziomie umysłu konkretnego – obrazu, wyobrażenia.
            3. Z chwilą zapisu wzorca, umysł może go dowolnie wychwytywać z przestrzeni i cały proces zaczyna się od nowa.

  5. Mezamir pisze:

    http://magazyn.salamandra.org.pl/m33a14.html

    http://forum.przyroda.org/topics1/masakra-nietoperzy-w-rezerwacie-w-mru-vt13540.htm

    Kto mógł tego dokonać?
    Tylko ktoś kto widzi diabła w zwierzętach takich jak kot czy nietoperz.
    Takie są efekty psychozy w którą nas wpędza kościół.

    Skoro ludzie są w stanie mordować innych ludzi z powodów religijnych

    http://www.sodahead.com/living/all-christian-holidays-are-pagan-will-they-ever-admit-that/question-2571969/?page=5&postId=81707853#post_81707853
    „They have been killing Pagans in Africa by Fire even today calling them Witches” :

    (bo na pewno nie duchowych,religijność i duchowość to przeciwne bieguny)

    to czy będą mieli opory przy mordowaniu zwierząt?
    Nie będą ich mieli pod warunkiem że ich psychoza sięgnie zenitu
    Strach skutecznie wyłącza logiczne myślenie,liczy się tylko przetrwanie.

  6. Mezamir pisze:

    Delog. Podróż do sfer pośmiertnych

    Przedstawiona tu relacja deloga Dała Drolmy z podróży w zaświaty jest niezwykle barwna, sprawia wręcz wrażenie opowiadania turysty opisującego dopiero co odwiedzony kraj. Jej opowieść dotyczy jednak wędrówki świadomości przez czyste i przez naznaczone splamieniami stany świadomości. Relację rozpoczynają słowami „Idąc za wskazówkami Tary, pozwoliłam, by mój umysł się wyciszył. Przebywając w nieograniczonej i pełnej szczęścia przestrzeni świadomości, doświadczyłam jej całkowitej przejrzystości… Jednocześnie byłam w pełni świadoma podstawowego stanu swojego umysłu w całej jego zwyczajności. Ponieważ świadomości tej nic nie blokowało, było to tak, jakbym słyszała wszystkie dźwięki i głosy – nie tylko z najbliższego otoczenia, ale i te, które rozbrzmiewały we wszystkich zakątkach świata”. Praktykujący, który, oczyściwszy strumień swojej świadomości dzięki swej szlachetności, zebrał odpowiedni potencjał zasługi, może doświadczać tych czystych sfer w wizjach, snach – a nawet, jak moja matka, odwiedzać je jako delog. Jej relacja jest wyjątkowa także ze względu na bardzo szczegółowe opisy symbolicznych światów – ale krainy, które odwiedziła, są niematerialne, stanowią bowiem przejawy umysłu, których doświadcza się wtedy, gdy medytujący przedziera się przez ograniczenia zwyczajnej percepcji”.

    • Mezamir pisze:

      Delog – podróż w krainy pośmiertne

      Matkę czczono w Tybecie za jej niezwykłe jogiczne moce, ale lepiej znano ją jako
      deloga – czyli kogoś, kto przekroczywszy próg śmierci, powrócił do życia, by
      opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Jej przeżycia nie były bowiem ulotnymi
      wizjami, krótkotrwałymi doświadczeniami z pogranicza życia i śmierci: ciało
      Drolmy było zimne przez całych pięć dni. Matka nie oddychała, nie dawała żadnych
      innych oznak życia, a tymczasem jej świadomość – często w towarzystwie bogini
      mądrości Białej Tary – swobodnie wędrowała po innych światach. Drolma podjęła to
      niezwykłe wyzwanie zgodnie z pouczeniami otrzymanymi w wizjach właśnie od Tary,
      postępując jednak wbrew życzeniu lamów, którzy usilnie prosili, by nie
      podejmowała tak wielkiego ryzyka.

      Kiedy znika zwyczajne lgnięcie, awersja i podziały na podmiot i przedmiot,
      doświadczamy naturalnej, czystej świadomości – pustki doskonałej, niedwoistej,
      poza pojęciami, przepełnionej wszelkimi czystymi właściwościami potencjału
      oświecenia przejawiającego się jako niepodzielny i całkowity. Taka jest natura
      buddy – ukryta i nierozpoznana u zwykłych istot, lecz w pełni urzeczywistniona w
      przypadku oświeconych.

  7. Mezamir pisze:

    Recenzja książki Sztuka umierania Czagduda Tulku

    Biorąc pod uwagę stosunek do śmierci i umierania, można podzielić ludzi, a zwłaszcza buddystów, na dwie kategorie: entuzjastów tematu oraz tych, którzy te zagadnienia omijają. Pasjonaci przeczytali większość dostępnych na rynku pozycji (przeważnie mają ich pokaźną kolekcję). Ci z radością witają każdą nową książkę, którą mogą dołączyć do swojego zbioru. Do drugiej grupy zaliczają się osoby, które unikają czytania o śmierci (i często mają przez to pewne poczucie winy, wszak buddysta musi się interesować śmiercią).
    Obecnie wydawnictwo DAMARU, odpowiadając na potrzeby przedstawicieli obu kategorii wydało książkę autorstwa Czagduda Tulku Rinpoczego pt. Sztuka umierania. Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że jest to kolejna pozycja dla entuzjastów, a pozostali jak zwykle ominą ją szerokim łukiem. Jednakże już pobieżne nawet przejrzenie odkrywa przed nami głęboką mądrość opata Czagdud Gompy. Książka została tak przygotowana, by przyciągnąć czytelnika umiarkowanie zainteresowanego ars moriendi. Mianowicie:
    jest krótka, ma zaledwie 94 strony (sam wykład Rinpoczego stanowi około 50 stron);
    jest esencjonalna i prosta; najważniejsze informacje o śmierci i umieraniu oraz ich miejscu w tradycji buddyjskiej można przyswoić w 2 godziny i to bez zaglądania do słownika;
    jest praktyczna i inspirująca; na końcu książki znajdują się postanowienia jakie możemy sporządzić na wypadek naszej śmierci, które są wprawdzie przystosowane do warunków zachodnich, ale w zamyśle mają skłonić nas do przygotowania podobnych odpowiadających naszej rzeczywistości;
    wykład i sama książka mogą posłużyć nie tylko buddystom, a większość technicznych uwag dotyczących procesu umierania może być z powodzeniem wykorzystana przez ludzi innych wyznań.
    Sztukę umierania, zapewne, bez mojej rekomendacji nabędą wielbiciele tematu i słusznie zrobią. Jest to bowiem rodzaj pigułki, która w zwięzłej formie zawiera wiedzę na temat śmierci w tradycji tybetańskiej. Taka formuła ma wiele niewątpliwych plusów, np. można tę książkę pożyczyć znajomym bez narażenia się na wymówki dotyczące objętości tomu. Pozycję tę jednak powinny zakupić szczególnie osoby, które za ars moriendi nie przepadają.
    Nauczyciele buddyjscy nauczają, że jeśli drażni nas albo męczy jakiś aspekt praktyki jest to nieomylny znak, że z tym właśnie elementem powinno się zacząć głębiej pracować. Jeśli się go zbagatelizuje może okazać się, że nie tylko utrwalamy niechęć, ale również zaczynamy uważać, że nasz niewłaściwy stosunek jest jak najbardziej słuszny. Szczególnie niebezpieczne mogłoby się okazać trywializowanie śmierci, która niewątpliwie czeka nas wszystkich, i która jednocześnie, dla praktykujących, stanowi niezwykłą szansę zrealizowania prawdziwej natury umysłu.
    Książka Czagduda Tulku posiada niewątpliwie większość zalet dobrej publikacji. Jest zwięzła i zarazem esencjonalna. Autor przebija się przez całą tradycję buddyzmu tybetańskiego i wskazuje miejsce śmierci w całym systemie. Proponuje krótkie, choć niekoniecznie łatwe, medytacje nad naszym własnym umieraniem, wskazując ich wagę w nieuchronnie zbliżającej się chwili. Mają one podobnie jak pisemne postanowienia, które proponuje sporządzić, ukonkretnić fakt że to MY będziemy umierać. Będzie to bardzo wstrząsające, ale zarazem ważne wydarzenie. Należy spoglądać na nie świadomie, lecz również z akceptacją i spokojem. Koniecznie musimy być przygotowani na moment śmierci, aby móc go w pełni wykorzystać. Może nam w tym pomóc praktyka phoła. Nie będzie chyba straszną prywatą jeśli napiszę, że w tym roku w Ośrodku Benchen Karma Kamtzang w Grabniku Czcigodny Tenga Rinpocze zgodził się przekazać nauki dotyczące praktyki phoła praktykującym w Polsce.

    Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie Ośrodka Benchen Karma Kamtzang: http://www.benchen.org.pl.

    Nauki buddyzmu tybetańskiego stanowią żywą tradycję, z której wciąż możemy czerpać inspiracje i fachowe instrukcje. Otrzymując niepowtarzalną możliwość korzystania z wiedzy wielkich praktyków, jakimi niewątpliwie są tybetańscy nauczyciele, nie zmarnujmy jej. Może ona bowiem przynieść wiele pożytku nam i innym istotom. Oby tak się stało.

    http://mahajana.net/publikacje/czagdud_tulku-sztuka-umierania-recenzja.html

    • margo0307 pisze:

      Sporoo zadałeś pracy do odrobienia😀 zacznę może od końca…

      „..Nauczyciele buddyjscy nauczają, że jeśli drażni nas albo męczy jakiś aspekt praktyki jest to nieomylny znak, że z tym właśnie elementem powinno się zacząć głębiej pracować…”

      Tzw. „zachodni nauczyciele duchowi”, nazywają to „pracą z Cieniem” (*) twierdząc, że jeśli drażnią nas np. ludzie o innych poglądach albo odmiennym od naszego postrzeganiu rzeczywistości znaczy to, że mamy w sobie problem i powinniśmy u siebie, w sobie go przepracować i rozwiązać…😉
      (*) Cień – zepchnięte do podświadomości „różniste rupiecie”😉
      I tak na ten przykład:

      „..Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę,
      pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
      ono zmiażdży ci głowę,
      a ty zmiażdżysz mu piętę…

      Powyższy cytat jest ważnym potwierdzeniem mechanizmu cienia nie tylko na poziomie psychologicznym co opisał C.G. Jung ale i duchowym – że Duch uwięziony w podświadomości będzie jawił się jako „nieprzyjaciel” czyli cień człowieka (zmiażdżenie pięty) natomiast – to człowiek będzie miał nad nim władzę i będzie mógł go transformować i zbawiać (zmiażdżenie głowy).
      Oznacza to również, że od tej chwili Ewa jako żeńska reprezentacja ludzi, będzie w nieprzyjaźni z męskim Duchem, który wcześniej był Wyższą Jaźnią, a teraz stanie się najgłębszym cieniem – Szatanem…”
      Powyższy cytat pochodzi z
      http://ciemnanoc.pl/2013/12/14/klucz-do-alchemii-upadlych-mandala-cienia-cz10/

      Co zaś tyczy się deloga Dała Drolmy z podróży w zaświaty… właśnie zamówiłam tę książkę, bo bardzo mnie zainteresowała – dzięki Mezamirku – jak przeczytam – pogadamy😉

      • Mezamir pisze:

        Co zaś tyczy się deloga Dała Drolmy z podróży w zaświaty… właśnie zamówiłam tę książkę, bo bardzo mnie zainteresowała

        Żartujesz ? : >

        Ja książkę przeczytałem już dawno a zdobyłem ją w typowy,zwyczajny sposób😉
        Trafiłem na stronę 108 Mohikanów,gdzie autor bloga postanowił
        że pożyczy mi ją do przeczytania.
        Przeczytałem,odesłałem,typowe 😀

        • margo0307 pisze:

          „…Przeczytałem,odesłałem,typowe😀 ”

          Lubię mieć w domu wartościowe książki, wielokrotnie później do nich wracam i przeważnie zawsze odkrywam COŚ nowego😉

          • Mezamir pisze:

            Może się powymieniamy korespondencyjnie,co Ty na to?😀
            Pochwalisz się co masz? :>

          • Mezamir pisze:

            Praktyki cmentarne Czie

            „Można poczytać o nich np w książce „Kobiety Mądrości”, wydanej w Polsce przez wydawnictwo „A”.
            W jednym z rozdziałów jest biografia Maczik Labdryn.
            Po za tym jest tłumaczona przez Sarę Harding ” Machik’s Complete Explanations – Meaning of Chod.
            czasem w Grabniku bywają przekazy mocy ( inicjacje) Czie ,
            kilka razy był też kurs z wyjaśnieniami.
            Czie jest praktyką Wadżrajany, więc szczegółowe wyjaśnienia i opisy praktyk mogą otrzymać tylko posiadający przekaz mocy”

            http://forum.medytacja.net/viewtopic.php?f=104&t=4199&sid=82b13ffe4be45ab0d85f90654e5a1e9b

          • Mezamir pisze:

            „Czod Mahamudry” przedstawia oświeconą perspektywę drugiego cyklu nauk Buddy w powiązaniu z ćwiczeniami mantrajany; służy treningowi świadomości. Jest to radykalna metoda, polegająca na przecinaniu rozbuchanej fiksacji na ego; dokonuje się dzięki zaakceptowaniu tego, co niepożądane, bez względu na trudne okoliczności, dzięki zrozumieniu, że bogowie i demony są naszym umysłem, zaś my sami i inni przebywamy w stanie absolutnej równości. Jeśli nie rozumiemy tego w taki sposób, jeśli podczas praktyki zamglone projekcje podsuwają nam wizje wrogów, jeśli angażujemy się we wstrętne postępki w nadziei zwyciężenia demonów i złych duchów lub zyskania sławy czy jedzenia, wówczas rzecz taka nazywa się wypaczoną praktyką czodu i błędnymi poglądami. Tak więc już na początku nastrójcie swe umysły na właściwy ton i skierujcie je w dobrym kierunku.
            Dziamgon Kongtrul Lodro Taje

            http://www.awyd.pl/odciecie-ego,ksiazka,130.html

          • margo0307 pisze:

            „Może się powymieniamy korespondencyjnie,co Ty na to?😀 ”

            Proszę uprzejmie🙂
            Księgozbiór mam spory, nie wiem więc od czego zacząć i co konkretnie Ciebie interesuje ? 🙂

          • Mezamir pisze:

            Hm,interesuje mnie ,trochę…wszystko😀
            Dużo masz książek o świadomości i umyśle w kontekście śmierci?

            Jeśli masz dużo książek w ogóle,nie tylko o śmierci itp
            to może lepiej zrobić zdjęcie tak żeby było widać tytuły
            i ja sobie posprawdzam w sieci o czym dana pozycja jest,może mnie zainteresuje
            bo nie chciałbym się ograniczać do jednego tematu i stracić możliwość przeczytania czegoś co może mi się bardzo spodobać:)

      • JESTEM pisze:

        WITAJCIE.
        Byłam w podróży. Nie mam komputera… się zepsuł… pisze na sprzęcie, którego nie znam…
        Nie mogę cytować waszych wypowiedzi…
        Wypowiedzi dotyczących coraz ciekawszych tematów, w coraz mniej emocjonalnym ujęciu. Czytam je z radością.
        Temat Bardo, strefy cienia, wizji pogłębiających świadomość… wspaniałe tematy🙂
        Które od pewnego czasu mnie mocno zajmowały…
        O mojej pracy z Lustrem… cieniem… troche tu pisalam:
        http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/zadymione-lustro.html

        fakt, ze kazdy rozumie z tego, ile moze i chce, jest dla mnie oczywisty…😉 ale zmiany wciaz moga zachodzic w naszym postrzeganiu siebie i otaczajacej nas rzeczywistosci czy naszych iluzji, ktorych nie jestesmy jeszcze swiadomi…😉

        Pozdrawiam was serdecznie.

  8. Mezamir pisze:

    „Druga kategoria to przybysze spoza Ziemi, którzy skrycie przylatują na Ziemię aby cichcem ją rabować. Wyglądają oni dokładnie tak jak ludzie, chociaż ludzmi wcale nie są. Podszywają się jednak za ludzi. Zajmują też kluczowe pozycje w ludzkim społeczeństwie. Faktycznie to oni rządzą Ziemią i ludzkością. To oni są też zainteresowani aby Ziemia i ludzkość egzystowała w ciągłym fermencie i w nieustannych wojnach. To także oni są zainteresowani, aby ludzie kłamali, postępowali niemoralnie, oraz aby ludzkość jako całość staczała się w dół zamiast wspinania się w górę. Swoją nadrzędną techniką istoty te spowodowały, że przeciętni mieszkańcy Ziemi ani nie widzą ich istnienia i działalności, ani też nie chcą o nich niczego się dowiedzieć”. Jan Pająk

    Jaki z tego wniosek?
    Wrogie ludzkości istoty bez problemu mogą nas wyniszczać
    jednocześnie istoty przyjazne,nie mają do nas żadnego dostępu.

    Jak to wyjaśnić?
    Może tak:
    to my jesteśmy istotami nieprzyjaznymi i wrogimi życiu a giniemy ponieważ ktoś się przed nami broni
    tak jak każdy zdrowy organizm przed wirusem.

    „Na przekór więc że informacje na ich temat biją ludzkość w oczy z każdego miejsca i z każdej gazety, a także na przekór że Biblia ostrzega o nich aż kilka razy na każdej swej stronie, większość ludzi na Ziemi żyje w ignoracji istnienia i działalności tych szatańskich istot. Tymczasem to one są głównym źródłem publicznego kłamstwa. To one stwarzają i promują na Ziemi zakłamane i niemoralne wzorce postępowania. To oni ustanawiają prawa które karzą moralne postępowanie zaś nagradzają niemoralność. To oni także upowszechniają ferment i podżegają do wojen.”

    Kolejny kwiatek,ja Biblię czytałem i żadna inna książka(poza Koranem i Torą)
    nie mówi z taką pasją o tym jak należy zabijać innowierców.
    Znów mamy jakiś złych onych i siebie ,reprezentantów tzw dobra.
    Po raz kolejny ktoś wskazuje na zewnątrz i mówi że to są istoty czyniące zło
    my jako wskazujący na inne istoty,jesteśmy tymi którzy czynią dobro
    a rezultaty naszego dobra widać gołym okiem gdy się spojrzy na ludzkość
    z perspektywy zwierząt i roślin.

    Śledząc historię ludzkości nie da się nazwać człowieka istotą która stoi po dobrej stronie
    i powinna opierać się stronie złej.

    Ludzkość reprezentuje złą stronę a klęski jakich doświadczamy
    są reakcją obronną organizmu który wyniszczamy.

    • Maria_st pisze:

      Ludzkość reprezentuje złą stronę a klęski jakich doświadczamy
      są reakcją obronną organizmu który wyniszczamy.

      Zgadza sie Mezamir, a pan Pająk konfabuluje — może nie bez powodu ma takie nazwisko ha ha ha🙂

      • Michaela pisze:

        ” Nie sądź nikogo po minie,
        Bo się w sądzeniu poszkapisz”
        Jean de La Fontaine
        PS. Tutaj akurat sądzisz Mario po nazwisku.Nie jest to miernik do stwierdzenia, czy ten pan konfabuluje., nie wydaj pochopnych sądów, bo dużo jest prawdy w tym ,co napisał …
        co potwierdzaja inni badacze.

        • Maria_st pisze:

          może nie bez powodu ma takie nazwisko ha ha ha🙂
          To powinno wyjaśnic, nie zawsze daje ” ” .
          Czytałam tego pana prace i dlatego tak napisałam…a jacy to inni badacze?
          Kazdy z nas jest badaczem, dlatego doswiadczenia mamy rózne–chyba nie bez powodu….wszystko to w naszych glowach sie dzieje–jak napisal kiedys Alef Stern…..kazdy z nas konfabuluje…….i to tez jest dobre….bo nic sie nie zadziewa bez powodu—ot takie moje konfabulacje……

          • margo0307 pisze:

            „..kazdy z nas konfabuluje…….i to tez jest dobre….bo nic sie nie zadziewa bez powodu—ot takie moje konfabulacje…”

            Sialala zabawa trwa..😀 … choć niektórzy zrzucili już maski…😛

        • Michaela pisze:

          (…) nie wydawaj pochopnych sadów …..

      • mały budda pisze:

        Pająk w naturze tworzy pajęczynę dla zdobycia ofiary.
        Ofiara to jedzenie.
        Człowiek też tworzy pajęczynę dla ofiary jako manipulacji. Taką siecią pajęczą ludzi oplata.
        Człowiek też jest również rybakiem.
        Najlepsze jest, że rybak człowiek w sieci łowi nie ryby tylko ludzi.
        Uniwersalna prawda jest taka.
        Poznaj sam samego siebie a będziesz widział-a ludzi jako pająki i ludzi jako rybaków.
        Którzy lubią łowić ludzi aby mieć swoje ofiary.
        Zaiste prawdą jest, że kiedy religie powstały. Człowiek zapomniał wiedzę swoich przodków.
        Było to wówczas, kiedy w człowieku zrodziła się zazdrość.
        Zazdrość jest przyczyną upadku człowieka.

  9. Mezamir pisze:

    „Niestety, jeśli spojrzy się na ludzkość z perspektywy owego Boga, wówczas się okazuje że sytuacja kiedy wszyscy ludzie głęboko wierzą w Boga wcale owemu Bogu NIE jest na rękę.

    Bóg stworzył bowiem ludzi aby ci bez przerwy powiększali swoją wiedzę, poszukiwali prawdy, tworzyli, rozwijali się, pokonywali przeszkody, nie dawali za wygraną, itp. Tymczasem ludzie głęboko wierzący w Boga typowo zaprzestają poszukiwań wiedzy i prawdy. Typowo zaprzestają też upartych zmagań i walki z przeciwnościami losu i zaczynają we wszystkim dawać tym przeciwnościom za wygraną. Z myślących poszukiwaczy prawdy i twórczych wynalazców tacy głęboko wierzący w Boga ludzie zwykle przekształcają się w bezmyślnych schlabiaczy i czcicieli Boga, którzy spędzają czas na nieskończonym odklepywaniu w kółko tych samych paciorków. Przykładowo, jak opisano to w punkcie #A2 strony will_pl.htm – o wpływie „wolnej woli” ludzi na losy całej cywilizacji ziemskiej,

    ludzie głęboko wierzący w Boga zaprzestają dociekania i powiększania swojej wiedzy, bowiem na wszystko mają już gotową odpowiedź „bo Bóg to stworzył”. Nie dociekają jak Bóg coś stworzył, jak jego stworzenie działa, dlaczego Bóg tak postąpił, ani jaki naprawdę ów Bóg jest – bo się boją że swoimi dociekaniami „urażą Boga” lub popełnią „bluźnierstwo – blasfemię”.

    Zarzucają prowadzenie badań naukowych „bo gdyby Bóg chciał abyśmy to wiedzieli, to by nam to ujawnił”.

    Nie udoskonalają swojego charakteru bo „jakim mnie Bóg stworzył, takim widać mnie chce mieć”.

    Nie walczą z chorobami, wypadkami, ani niewygodami bo „Bóg widać chce abym cierpiał”.

    Przestają tworzyć nowe wynalazki bowiem czekają aż „Bóg im je da”.

    Zaprzestają walczyć z przeciwnościami losu bowiem „Bóg najwyraźniej chce aby tak było”.

    Zaprzestają nawet poszukiwania bardziej efektywnych i lepiej przyjmowanych przez Boga sposobów modlenia się – takich jak przykładowo sposób modlenia się opisany w punkcie #G7 strony o nazwie will_pl.htm. Itd., itp.

    W rezultacie, głęboka wiara w Boga ma wstecznicze i szkodliwe następstwa.
    Zamraża bowiem postęp twórczości, wiedzy, techniki i wiary.
    Stąd społeczeństwo przepełnione ludźmi głęboko wierzącymi w Boga
    zamraża i zatrzymuje swój rozwój intelektualny i techniczny, a stąd także i rozwój duchowy oraz religijny. Najlepszą ilustracją zaniku poszukiwań wiedzy i rozwoju techniki u ludzi głęboko wierzących,
    jest chrześcijański kult z USA zwany „Amish”.
    Członkowie tego kultu do dzisiaj produkują żywność metodami sprzed wieków,
    używają wyłącznie siły mięśni oraz koni, NIE używają też elektryczności, telewizji, ani radia.

    Gdyby od początku dziejów świat był pełny ludzi głęboko wierzących w Boga, wówczas do dzisiaj mieszkalibyśmy w jaskiniach i nie znalibyśmy ognia”

    Jan Pąjak

    • Mezamir pisze:

      Teraz zamieńcie słowo Bóg z oryginalnego tekstu,na słowo Budda😉
      i powstanie nam kwintesencja buddyzmu,który wyraża pogląd Anatmana
      właśnie po to by ludzi zmusić do poszukiwań wynikających z wątpliwości

      O tym że tak jest świadczy pośrednio również ilość metod danych nam do praktykowania.
      Mahajana,Hinajana ,Wadżrajana – w zależności od predyspozycji człowieka
      różne metody badawcze a rezultat możliwy do osiągnięcia jest jeden i ten sam.

      • mały budda pisze:

        Dla mnie odkryciem było, iż boga i stwórcę wymyślił sam człowiek. Przynajmniej zapis energetyczny myśli boga,stwórcy pochodzi od człowieka i powstał na ziemi.
        Tak to odczytałem podczas wglądu w naturę pustki.
        Przykre, że ludzie szukają dobra w religiach a później kiedy opuszczają ciało doświadczają własnego przez siebie stworzonego religijnego piekła.
        Mało tego pod postacią boga i stwórcy kryją się kapłani religijni. Mają darmową energię od ludzi aby móc zniewolić i wykorzystać. nieświadomych wiernych.
        Straszą śmiercią a sami niewiedzą,iż śmierć nie istnieje.
        Jak może człowiek bać się opuścić swoje ciało. Kiedy już pora pożegnać się z iluzją życia i czas powrócić do prawdziwego domu.
        Każdy ma obowiązek aby samemu w zaciszu przygotować się na odejście.
        Jeśli za życia człowiek nie zrozumie narodzin i śmierci. To będzie w kółko się doradzał.
        To praca decyduje i dążenie do samoświadomości człowieka dają możliwość osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Aby od wewnątrz poznać Samego Siebie.
        Ja nie mogę się doczekać kiedy rzucę ubranie tj. ciało i poszybuje do światła.
        Jeśli się uda odpowiednio podnieść własną energię czi. To będzie można zabrać ciało. Rozpuszczając swoje fizyczne ciało w tęczowe światło.
        Zabawne nasi przodkowie to Buddowie.

  10. Teresa Chacia pisze:

    Czy w umieraniu jest coś poetyckiego
    nie chyba nie znajdziesz tam tego
    sa tylko rany które sie nie zagoją
    zawsze nieodpowiednie słowa które nigdy nie ukoją

    Czy w obserwowaniu umierania jest coś poetyckiego
    nie nie znajdziesz tam tego
    żal patrzeć gdy ktoś odchodzi
    żal samemu zostawać gdy życie zaczęło zawodzić
    wszystkiego żal gdy tak patrzysz w ciemną dal

    Czy w odwiedzaniu grobów jest coś poetyckiego
    i tu nie znajdziesz tego
    prócz kwiatów i smutków skrywanych między zniczami
    czy nie jest to sztuczne czasami
    w roku jeden dzień pamiętanie
    i tylko być może dla oczu innych odwiedzanie

    Pochyl się nad tym czego nie zdążyłeś dokonać
    lawina zabrała wszystko nie możesz jej pokonać
    bo w umieraniu nie ma nic poetyckiego
    tak nie ma tam faktycznie tego.

    • mały budda pisze:

      Narodziłem się w ciele małego dziecka. Jako dusza której formą jest energia. Przybyłem na matkę ziemię,aby poznać życie jako formę materii.
      Życie w materii tj. na ziemi. Dają możliwość nauki oraz zdobywanie doświadczenia w procesie życia.
      Więc z mojego punktu nie widzę istoty śmierci. Ona nie istnieje. Natomiast istnieje w ludziach stan lęku przed pożegnaniem się życiem. Dlaczego?
      To proste jest, gdyż ludzie niewiedzą co jest po śmierci ciała fizycznego.
      To niewiedza sprawia ból w ludziach. Gdyby pamiętali ,iż wracają do domu. To by wiedzieli, że nie umierają. Jedynie ubranie porzucają w trakcie przygotowania się, do powrotu do domu. Więc ten kto świadomie porzuca swoje ubranie. Nie umiera, lecz zmienia swój stan jako świadomość. Będąc świadomym nie panikuje się, lecz zdobywa doświadczenie.
      Dlatego przybywamy na matkę ziemię aby w nauce procesu życia. Wyzwolić się z karmy. Więc należy mieć świadomość i dążyć za życia do pracy nad własnym sobą. Aby poznać siebie samego od wewnątrz.
      Nie boję się śmierci, gdyż ona jak dla mnie nie istnieje.
      Jednym z wcieleń byłem Lamą.
      Więc w tym wcieleniu oczyściłem się z karmy.
      Będąc Lamą słuchałem myśli co inni uczniowie powiedzą jeśli nie ukarze ucznia.
      Powinienem słuchać samego siebie. Nie zrobiłem tego. Więc musiałem ponownie się narodzić.
      Więc w tym roku mija rok. Od momentu zrozumienia swojego błędu karmicznego.
      Przeżycie niesamowite. Dostałem energię z piramid w serce aby z mojego serca do słońca poszybować.
      Płakałam jak dziecko w momencie zrozumienia swojego błędu karmicznego.

    • Dawid56 pisze:

      Widziałem kiedyś taki wspaniały film „Każdy umiera w samotności”..Masz racje Tereso w umieraniu nie ma nic pięknego ale nie powinno być w nim też cierpienia !

      • Mezamir pisze:

        Umieranie/śmierć,niesie ze sobą ogromny potencjał
        To jest chwila w której oświecenie może się wydarzyć w kilka sekund
        Można w ułamku sekundy dokonać czegoś co było nieosiagalne przez lata.

        Kiedy przybyłem na Zachód, zaszokowała mnie różnica w postawach wobec śmierci – między tą, w której wzrastałem, a tą którą ujrzałem tutaj. Mimo wielkich osiągnięć technicznych współczesne społeczeństwo zachodnie w ogóle nie rozumie śmierci i nie wie, co dzieje się podczas procesu umierania i po nim.

        Przekonałem się, że ludzi uczy się tu zaprzeczać śmierci, że ucz się ich, iż jest ona jedynie unicestwieniem i stratą. Większa część ludzkości żyje więc zaprzeczając śmierci, albo jest nią przerażona. Nawet mówienie o śmierci uważa się za chore; wielu ludzi sądzi, że samo wypowiedzenie słowa „śmierć” może ją sprowadzić. Inni z kolei patrzą na śmierć z naiwną, bezmyślną pogodą, sądząc, nie wiedzieć czemu, że w ich przypadku wszystko dobrze się skończy i że nie ma się czego obawiać. Kiedy o nich myślę, przypominają mi się słowa pewnego tybetańskiego mistrza: Ludzie często popełniają błąd, lekceważąc śmierć. Myślą: „Cóż wszyscy umierają. To normalne, nie ma w tym nic strasznego. Nic mi nie będzie”. To ładna teoria. Dopóki nie zacznie się umierać.

        Pierwsi uważają śmierć za coś, przed czym należy uciekać, drudzy sądzą, że nie ma się czym martwić, bo śmierć zadba o siebie sama. I jedni, i drudzy są bardzo daleko od zrozumienia prawdziwego znaczenia śmierci.

        Wszystkie wielki duchowe tradycje świata, w tym oczywiście i chrześcijańska, mówią nam wyraźnie, że śmierć nie jest końcem. Wszystkie przekazują wizję przyszłego życia, które nadaje święte znaczenie życiu, jakie prowadzimy teraz. Mimo to współczesny świat jest duchową pustynią, której większość mieszkańców wierzy, że poza tym życiem nie istnieje nic. Większość ludzi, nie mająca prawdziwej wiry w życie pozagrobowe, wiedzie egzystencję pozbawioną najgłębszego znaczenia.

        Uświadomiłem sobie, że zgubne efekty zaprzeczania śmierci dotykają nie tylko jednostek; wywierają wpływ na całą planetę. Współczesnym ludziom, głęboko wierzącym, że nie ma nic poza życiem doczesnym, brak szerszej perspektywy. Nic nie powstrzymuje ich więc przed plądrowaniem naszej planety dla doraźnych celów, przed egoistycznym postępowaniem, które może kiedyś okazać się zgubne. Ilu jeszcze ostrzeżeń potrzebujemy, choćby takich jak to, wypowiedziane przez byłego ministra środowiska Brazylii, odpowiedzialnego za puszczę amazońską?

        Współczesne społeczeństwo przemysłowe to fanatyczna religia. Niszczymy i zatruwamy wszystkie ekosystemy naszej planety. Podpisujemy weksle, których nasze dzieci nie będą w stanie spłacić (…). Zachowujemy się tak, jakbyśmy byli ostatnim pokoleniem na tej planecie. Jeśli nie zajdą radykalne zmiany w naszych sercach i umysłach, jeżeli nasze poglądy zasadniczo się nie zmienią, to Ziemia skończy jak Wenus; wypalona i martwa.

        Strach przed śmiercią i nieświadomość życia po śmierci są paliwem owych zniszczeń, które zagrażają wszelkiemu życiu. Czyż nie powinno nas więc niepokoić to, że ludzi nie uczy się, czym jest śmierć? Że nie uczy się ich umierać? Że nie daje się im żadnej nadziei na życie po tym życiu, że nie mówi się im, co czeka ich po śmierci? Czyż to nie ironia, że młodych ludzi uczy się na tak wysokim poziomie wszystkiego, z wyjątkiem tego, jak zdobyć wiedzę na temat sensu życia, która to wiedza, być może, pomoże nam przetrwać?

        Zawsze intrygowało mnie to, że pewni buddyjscy mistrzowie, których dane było mi znać, zadawali ludziom przychodzącym do nich po nauki jedno proste pytanie: „Czy wierzysz w jakieś życie po tym życiu?” Nie pytali o wiarę w filozoficzną tezę, lecz o prawdziwe, głębokie przekonanie. Mistrz wie, że ludzie wierzący w życie pozagrobowe patrzą na świat inaczej, mają poczucie osobistej odpowiedzialności. Mistrzowie musieli podejrzewać, że ci, którzy nie wierzą w życie pozagrobowe, stworzą społeczeństwo zorientowane na osiąganie doraźnych celów, nie zaprzątających sobie głowy konsekwencjami własnych czynów. Może właśnie dlatego stworzyliśmy ów brutalny świat, w którym teraz żyjemy; świat prawie zupełnie pozbawiony prawdziwego współczucia? (…)

        Los bogów przypomina mi o tym, jak traktuje się dziś starych, chorych i umierających ludzi. Nasze społeczeństwo opętane jest młodością, seksem i siłą; starości i rozkładu unikamy jak ognia. Czy to nie przerażające, że ludzi, którzy są za starzy, by pracować, uważamy za bezużytecznych i traktujemy jak odpadki? Czy to nie wstrząsające, że zamykamy ich w domach starców, gdzie umierają samotni i porzuceni? (…)

        Nawet gdy umiera ktoś bliski i kochany, często odkrywamy, że nie mamy pojęcia, jak mu pomóc. A kiedy już jest martwy, nikt nie zachęca nas do zadumy nad jego losem, nad tym, co się z nim stanie, i nad tym, jak moglibyśmy mu pomóc. Prawdę mówiąc, ryzykowne jest już sformułowanie takich pytań – mogą one zostać uznane za bezsensowne i śmieszne.

        Na szczęście zaczyna się to zmieniać. Na przykład wspaniałą opiekę – zarówno praktyczną, jak i emocjonalną – zapewniają hospicja. A jednak to zbyt mało: umierający potrzebują nie tylko miłości i troski, lecz czegoś znacznie głębszego. Potrzebują odkrycia prawdziwego znaczenia śmierci. I życia. Jak bez tego możemy dać im prawdziwe pocieszenie? Umierającym potrzebna jest więc również pomoc duchowa, bo tylko wiedza duchowa pozwala stanąć oko w oko ze śmiercią i tylko ona pozwala śmierć zrozumieć.

        Poczułem się podniesiony na duchu, kiedy w ostatnich latach pionierzy, tacy jak Elisabeth Kubler-Ross i Raymond Moody, podjęli na Zachodzie temat śmierci i i umierania. (…)

        To bardzo smutne, że większość z nas zaczyna doceniać życie dopiero, gdy umiera. Często wspominam słowa wielkiego buddyjskiego mistrza Padmasambhawy: Ci, którzy wierzą, że mają mnóstwo czasu, są gotowi dopiero w chwili śmierci. A wtedy dręczy ich żal. Czyż nie jest za późno na coś innego? Większość ludzi umiera nie przygotowana na śmierć, tak jak żyła nie przygotowana do życia. Trudno o bardziej przygnębiającą refleksję na temat współczesnego świata.

        Wielkie oszustwo.

        Po śmierci mojego mistrza miałem szczęście nawiązać bliski kontakt z Dudziomem Rinpocze, jednym z największych mistrzów medytacji, mistyków i joginów naszych czasów. Pewnego razu Rinpocze i jego żona jechali samochodem przez Francję, podziwiając urocze krajobrazy. Kiedy mijali rozległy cmentarz, świeżo pomalowany i obsadzony kwiatami, żona Dudzioma Rinpocze powiedziała:

        -Spójrz, Rinpocze, na Zachodzie wszystko jest takie czyste i schludne. Nawet miejsca, w których trzymają zwłoki, są tu nieskazitelnie czyste. Na Wschodzie trudno by było znaleźć tak wysprzątane mieszkanie.

        – O tak, masz rację – odpowiedział Rinpocze. – To taki cywilizowany kraj. Mają cudowne domy dla zwłok. Ale musiałaś chyba zauważyć, że mają także fantastyczne domy dla żyjących zwłok?

        Ilekroć przypominam sobie tę historię, myślę o tym, jak puste i płytkie może być życie oparte na fałszywej wierze w ciągłość i trwałość. Jeżeli tak żyjemy, stajemy się nieświadomymi, żywymi zwłokami, o których mówił Dudziom Rinpocze.

        I większość z nas tak właśnie żyje: zgodnie z przygotowanym z góry planem. Młodość mija nam na zdobywaniu wykształcenia. Potem szukamy pracy, spotykamy kogoś, pobieramy się i rodzą się nam dzieci. Kupujemy dom, staramy się osiągnąć sukces, próbujemy ziścić marzenia, takie jak domek letniskowy i drugi samochód. Wyjeżdżamy na wakacje z przyjaciółmi. Planujemy sobie emeryturę. Największe dylematy, przed jakimi stają niektórzy z nas, to pytanie, gdzie spędzić wakacje i kogo zaprosić na Boże Narodzenie. Nasze życie jest monotonne, błahe i nudne, zmarnowane w pogoni za banałem, gdyż nic lepszego zdaje się nie przychodzić nam do głowy.

        Żyjemy w takiej gorączce, że ostatnią rzeczą, na jaką mamy czas, jest myślenie o śmierci. Tłumimy ukryty lęk przed nietrwałością, otaczając się kolejnymi przedmiotami, kolejnymi wygodami i luksusami po to tylko, by odkryć, że jesteśmy ich niewolnikami. Utrzymywanie ich pochłania nasz cały czas i całą energię. Wkrótce jedynym celem naszego życia staje się chronienie tego, co dotychczas zgromadziliśmy. Kiedy zachodzi zmiana, znajdujemy najprostsze, zgrabne, prowizoryczne rozwiązanie. I tak toczy się życie, dopóki poważna choroba lub katastrofa nie wyrwie nas z letargu i odrętwienia.

        Nie poświęcamy też wiele czasu na myślenie o tym życiu. Spójrzcie na ludzi, którzy pracowali całymi latami i musieli przejść na emeryturę po to tylko, by przekonać się, że stojąc na progu starości i śmierci, nie mają co ze sobą zrobić. Jakby na przekór całej tej paplaninie o praktyczności, na Zachodzie często oznacza ona ciemnotę i egoistyczną krótkowzroczność. Krótkowzroczne skupienie się na życiu doczesnym, i tylko na nim, jest wielkim oszustem, przyczyną ponurego, niszczycielskiego materializmu współczesnego świata. Nikt nie mówi o śmierci i o życiu po niej, ponieważ ludziom każe się wierzyć, że mogłoby to przeszkodzić tak zwanemu „postępowi” na świecie.

        Jeśli jednak naszym największym pragnieniem jest naprawdę żyć, żyć nadal, to czemu uparcie obstajemy przy tym, że śmierć jest końcem? Dlaczego nie spróbujemy choć zbadać możliwości istnienia życia po śmierci? Dlaczego – skoro jesteśmy tak pragmatyczni, jak utrzymujemy – nie zadamy sobie szczerze pytania: gdzie jest nasza prawdziwa przyszłość? W końcu nikt nie żyje dłużej niż sto lat. A potem zaczyna się wieczność, o której nic nie wiemy …

        „Tybetańska księga życia i umierania” Sogjal Rinpocze

        „W jednej ze swych ostatnich nauk w pełni oświecony Budda wprowadził pojęcie Tathagatagarbhy, esencji Buddy, zawartej w każdej czującej istocie. Nauki mówią wyraźnie, że Tathagatagarbha \ jednakowo przenika wszystkie istoty, zarówno pod względem ilości, jak też jakości. Ta pierwotna esencja jest zawsze czysta, zostaje jednak splamiona, gdy ktoś wykonuje negatywne działania i zbiera w ten sposób złą karmę. Uniemożliwia mu ona rozpoznanie Tathagatagarbhy. Postępujący tak zwani są czującymi istotami, ci natomiast, którzy rozpoznali Naturę Buddy, oświeconymi. To poznanie stanowi jedyną różnicę pomiędzy czującymi *-a oświeconymi istotami, ponieważ zarówno jedne jak i drugie posiadają Tathagatagarbhę w tej samej ilości i o tej samej jakości. Nie tylko posiadamy wszyscy ową Naturę Buddy – doświadczamy jej również w pewnych momentach naszego codziennego życia. Ponieważ chwile te trwają bardzo krótko, nie rozpoznajemy owego przeżycia jako Tathagatagatagarbhy i pełni pomieszania znowu pogrążamy się w samsarze. Nawet ktoś, kto nagromadził bardzo wiele złej karmy może doświadczyć na krótko Natury Buddy, jednak ów negatywny potencjał utrudnia mu rozpoznanie tego doświadczenia i dlatego wyzwolenie jest niemożliwe.”
        http://diamentowadroga.pl/dd02_10/o_naturze_buddy_stanie_posrednim_i_smierci_dd5

        Rinpocze próbował usiąść, ale sprawiało mu to wiele trudności. Lama Gjaltsen, czując, że nadszedł już czas i że pozostanie w pozycji leżącej może stać się dla Rinpocze przeszkodą, pomógł mu wyprostować plecy. Rinpocze wyciągnął do mnie rękę, pomogłem mu więc usiąść. Rinpocze chciał być zupełnie wyprostowany; powiedział to i podkreślił gestem ręki. Lekarz i pielęgniarka zaczęli się denerwować. Rinpocze zmienił więc nieznacznie pozycję, niemniej przyjął postawę medytacyjną (…) Ułożył dłonie na padołku, otworzył szeroko oczy, jego wargi poruszały się bezgłośnie. Wszystkich nas ogarnęło głębokie poczucie spokoju i szczęścia. To niewysłowione szczęście było zaledwie bladym refleksem stanu umysłu Rinpocze(…) Rinpocze powoli opuścił wzrok, jego powieki przymknęły się i ustał oddech.
        (Tybetańska księga życia i umierania Sogjal Rinpocze )

        W tej tak aktualnej książce Sogjal Rinpocze mówi o tym, jak zrozumieć znaczenie życia, jak zaakceptować śmierć, jak pomagać umierającym i umarłym. Śmierć jest naturalną częścią życia i wcześniej czy później każdemu z nas przyjdzie stawić jej czoło. Moim zdaniem, póki żyjemy, możemy podejść do niej na dwa sposoby, ignorować ją bądź śmiało spojrzeć w oczy perspektywie własnej śmierci, i trzeźwo o niej myśląc, spróbować zmniejszyć cierpienia, jakie ze sobą przyniesie. Niezależnie jednak od tego, na co się zdecydujemy, nie zdołamy jej pokonać.
        Jako buddysta, uważam śmierć za naturalny proces, rzeczywistość, i godzę się z tym, że będzie się ona pojawiać tak długo, jak długo żyję na Ziemi. Wiedząc, że nie mogę przed nią uciec, nie widzę powodów, dla których miałbym się nią zadręczać. Myślę o śmierci jak o zmianie starego, znoszonego ubrania, a nie jak o ostatecznym końcu. Jednak śmierć jest nieprzewidywalna: nie wiemy, kiedy przyjdzie ani jak to się stanie.
        Mądrze więc byłoby przygotować się do niej, nim rzeczywiście nadejdzie. Oczywiście, większość z nas chciałaby umierać w spokoju, jednak równie oczywiste jest to, że nie możemy liczyć na łagodną śmierć, jeśli nasze życie było pełne przemocy, a umysł owładnięty gniewem, przywiązaniem czy strachem. Jeżeli chcemy dobrze umrzeć, musimy nauczyć się dobrze żyć; jeżeli liczymy na spokojną śmierć, musimy znaleźć spokój umysłu i pokój w życiu.
        Czytając książkę „Tybetańska Księga Życia i Umierania”, dowiecie się, że z buddyjskiego punktu widzenia doświadczenie śmierci jest niezwykle ważne. Choć zasadniczo miejsce i rodzaj odrodzenia zależą od sił karmy, może na nie wpłynąć stan umysłu umierającego. Tak więc w chwili śmierci, mimo różnorodności nagromadzonych karm, próba wzbudzenia prawego stanu umysłu może wzmocnić i ożywić karmę pozytywną, przynosząc szczęśliwe odrodzenie. W momencie śmierci mogą również pojawić się najgłębsze i najpożyteczniejsze doświadczenia wewnętrzne. Poprzez ustawiczne poznawanie procesu umierania w czasie medytacji doświadczony praktykujący może wykorzystać moment śmierci do osiągnięcia wielkiego duchowego spełnienia.

        Dalajlama, 2 czerwca 1992 (z przedmowy do książki )

        „Ta cudowna książka jest – w najgłębszym sensie – kwestią życia i śmierci. Naszego życia i naszej śmierci”.
        Peter Matthiessen

        „Książkę tę napisał buddysta, ale może się ona przydać również chrześcijanom. Rzecz jest o umieraniu, ale – zgodnie z tytułem – także o życiu. Można tu znaleźć podstawową zasadę dobrego życia: wyzbyć się miłości do fałszywego „ja”. Mimo różnic – jakże tu mądrość Wschodu bliska jest nauce Chrystusa”.
        Jan Turnau

        „Moc budzenia serca i umysłu, którą przesycona jest ta książka, to bezcenny dar”.
        San Francisco Chronicle

        „Nic bardziej nie przekonuje o palącej potrzebie chronienia tybetańskiego dziedzictwa kulturowego i religijnego”.
        Senator Clairbone Pell

        „Sogjal Rinpocze umie przedstawić najgłębsze nauki buddyjskie z taką jasnością, humorem, radością i tak niezwykłym ciepłem, że bez trudu docierają one do serca i umysłu każdego czytelnika”.
        Richard Gere

        Tybetańska koncepcja śmierci

        We wszystkich kulturach i systemach myślowych dają się zauważyć liczne podobieństwa w podejściu do problemu śmierci. Chyba najwyraźniejszym jest założenie, że nie ma absolutnej nicości. Zawsze po śmierci następuje jakiś rodzaj dalszej egzystencji. Jednak, tak naprawdę, nikt na świecie nie jest specjalistą w tej dziedzinie. Dla każdego człowieka ten temat stanowi zagadkę. Stosunek do śmierci większości ludzi charakteryzuje niepokój, strach, a w skrajnych przypadkach przerażenie. Choć przecież tak naprawdę dla nas żywych śmierć – jak powiedział Epikur – nie istnieje, bo kiedy my jesteśmy, nie ma śmierci, a kiedy jest śmierć, nie ma nas. Dlatego można powiedzieć, że każdy z nas jest kompetentny, aby przedstawić swoją wizję śmierci.

        Każda kultura, jaką zrodziła nasza planeta zetknęła się z tym problemem. Od najdawniejszych czasów ludzie interesowali się faktem odejścia ich bliskich i próbowali konstruować takie wizje życia po śmierci, aby żyło im się łatwiej i spokojniej. Podstawowym elementem propagandowym wielu religii świata była zaś koncepcja zaświatów i samego momentu śmierci. Współczesna cywilizacja końca XX wieku nadbudowana została na poglądach, które swymi korzeniami sięgają starożytnych wierzeń z regionu Morza Śródziemnego oraz dorzecza Tygrysu i Eufratu. Już w tych najstarszych wierzeniach i mitach, które spisano około 4 tysiące lat temu przez Sumerów, śmierć przerażała ludzi. Strach przed nią towarzyszył także innym wierzeniom, które rozwinęły się tu przed powstaniem chrześcijaństwa.

        Po okresie starobabilońskim na Bliskim Wschodzie pojawił się prorok Zoroaster, będący założycielem religii, która wywarła niesłychany wpływ nie tylko na rozwój chrześcijaństwa, ale również na rozwój wielu innych religii Wschodu, a przede wszystkim hinduizmu, islamu i buddyzmu. Opierał się na starych wierzeniach wedyjskich i nauczał, że podstawą tej religii jest wiara w istnienie dwóch sił rządzących światem – sił dobra i zła[1]. Eschatologiczne koncepcje wielkich religii Europy i Azji są powiązane ze sobą znacznie silniej, niż nam się to obecnie wydaje. Jednakże powód tego jest bardzo prozaiczny. Efektem rozpowszechnienia eschatologicznych stereotypów była sieć tysiąca szlaków handlowych przecinających te dwa kontynenty. Również hordy „dzikich” wojowników i żołnierzy wielkich armii przemierzający drogi i ścieżki starożytnych miast i miasteczek, były swoistym transportem dla mitów, legend, wierzeń a także religii.

        I może właśnie dlatego, z dala od wielkich religii Europy, z dala od wielkich wojen, wysoko za murem Himalajów, w tybetańskich klasztorach, przyklejonych do stromych i ośnieżonych zboczy gór, wyrosła zupełnie inna kultura wraz ze swoją odrębną religią. Nauczanie kolejnych etapów ścieżki ku oświeceniu przyszło do Tybetu z Indii. Buddyzm nie był bowiem znany w Tybecie przed VIII wiekiem. Jednakże już w IX wieku na tyle się rozpowszechnił, że król Lang-dar-ma zakazał jego praktykowania i zamknął klasztory będące głównymi ośrodkami nauczania. W XI wieku do Tybetu przywędrowały dwie szkoły praktykowania buddyzmu: sutra, czyli ścieżka oddania się studiom i praktyce prowadzącym do oświecenia poprzez wiele wcieleń oraz tantra – praktyki, dzięki którym osiągnięcie oświecenia jest możliwe w jednym wcieleniu
        http://www.anthropos.us.edu.pl/anthropos1/teksty/tybeta.htm

        „Narodziny człowieka są narodzinami jego smutku. Im dłużej żyje, tym robi się głupszy, gdyż pragnienie uniknięcia nieuchronnej śmierci dokucza mu coraz bardziej. Jakież to gorzkie! Żyje nieosiągalnym! Pragnienie przetrwania w przyszłości czyni go niezdolnym do życia w teraźniejszości.” CZUANG TZU

        • JESTEM pisze:

          szacunek do smierci, procesu umierania ciala, wyzwolenie od lęku przed smiercią… to tez jest nam potrzebne do osiagniecia pelni czlowieczenstwa.

          czuje i wiem, ze moment umierania i ooddzielania sie duszy od ciala moze byc piekny. i chcialabym takiej smierci na koniec tego zycia doswiadczyc. kto wie, moze bedzie mi to dane…

          Pieknie też napisal o tym maly budda: https://nnka.wordpress.com/2014/08/21/kultura-umierania/#comment-31784

          I ciekawe, ze w niektorych praktykach szamanskich bardzo istotny jest proces umierania … jako uzdrawiajacy proces inicjacji do… nowego zycia… i jest to proces troche symboliczny, a troche transformujacy, bo pozwala porzucic (przetransformowac) stare wzorce myslenia i dzialania. Umierajac tracimy wszystko, co mielismy na ziemi… i od ziemi… ciala, jedzenie, ubranie, itd.itp… I moze tracimy to wszystko tylko na… moment? Jak to opisane jest w Ksiedze Bardo…

          artykul o znaczeniu smierci jako inicjacji do zmartwychwstania – przejscia do nowego zycia:
          http://projektinfinitus.pl/swiadomosc/szamanizm/347-szamanizm5.html

  11. Dawid56 pisze:

    Porównałem Zodiak z Kołem Samsary – coś w tym jest😉
    sfera zwierząt to Baran i Byk
    sfera ludzka Ryby Wodnik
    sfera Bogów Strzelec i Koziorożec
    sfera asurów Skorpion i Waga
    sfera głodnych duchów Panna i Lew
    sfera piekielna Rak i Bliźnięta
    a Rakiem rządzi Księżyc a Bliźniętami Merkury
    Rak to też emocje te najbardziej skrywane

    • Maria_st pisze:

      Dawidzie a jak ma sie do tego co wkleies ta wypowiedz :
      „Czy wg Ciebie, ma to jakikolwiek wpływ na ludzi zrodzonych pod tym znakiem? I czy w ogóle czas narodzin pod względem astrologicznym ma znaczenie dla ludzkich losów.

      Nie…… Przez lata obserwacji i spostrzeżeń i [porównań tak to się ułożyło i utarło. do realizmów dołożono przepowiednie przypowieści i związano spostrzeżeniami z losem ludzi,

      Era Wodnika to nie astrologia.
      To czasowy przedział obecności naszej planety na tle gwiazd i dla takiego a nie innego znaku i ułożenia w przestrzeni rodzaj wypiętrzania i manifestowania się nadwyżki zdarzeń w tym p[przypadku Wody nad innymi formami fizycznymi..np ognia.
      Era Wodnika to era wody. Wody pod różnymi postaciami,
      Wiec kataklizmy związane z wodą przede wszystkim.

      Losy ludzi których to dotknie lub dotyka nie dwuznacznie również są z ową Erą związane.
      czy astrologiczni?
      Tego nie wiem.
      MUKI15:09 ”
      http://muki.salon24.pl/599739,kain-urubamba-i-tenochtitlan#comment_9357600

      • Dawid56 pisze:

        Przykro mi powiedzieć, ale Wodnik to nie żywioł wody.Natomiast Zodiak trzeba rozumieć jak koło rozwoju i wówczas wszystko staje się zrozumiałe.Wodnik to jedna z najwyższych faz.Symbolem Chrześcijaństwa są Ryby.Baranek ofiarny to główny symbol w Starym testamencie a Byk Egiptu Bliźnięta – nowy Neolit a Rak oczywiście potop a Lew królestwo Atlantydy i złoty wiek
        Wodnik rozlewa z dzbana „wodę życia” to nie jest żywioł wody
        Wodnik to era powietrza i komunikacji. Warto prześledzić co się działo gdy Uran „wszedł” do Wodnika w latach 1995-2002 ( rozwój internetu , komórek, komputeryzacji,odkrycie planet pozasłonecznych)

    • JESTEM pisze:

      https://nnka.wordpress.com/2014/08/21/kultura-umierania/#comment-31786
      Dawidzie kochany,
      ciekawe to twoje porownanie zodiaku do kola samsary…
      Ja juz jestem spod 13.tego „znaku zodiaku”.🙂

      Pisalam kiedys u siebie, ze wedlug w kazdej chwili mozna wyjsc z kola samsary. Nie na kazdym rysunku to widac, ale na tym https://nnka.wordpress.com/2014/08/21/kultura-umierania/#comment-31786

      A i „dusza oswiecona pamieta caly kolowrot swoich wcielen w samsarze i jest dusza tanczaca na trupie swojego wlasnego ciala”. Choc niektorym taki obraz moze wydawac sie jeszcze przerazajacy…

      • JESTEM pisze:

        „Ze zrozumieniem przychodzi wyzwolenie”

        – te słowa to motyw przewodni Tybetanskiej Księgi Bardo…😀

        niedawno pisalam o tym np. tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/2014/04/smierc-i-narodziny-smierc-i.html

        • Mezamir pisze:

          „Czy wiesz dokąd stąd podążają stworzenia?” – „Czy wiesz, w jaki sposób ponownie tu wracają?” – „Nie, nie wiem, Czcigodny.” Gdy przybył jego ojciec, wtedy król wyjaśnił tę kwestię.

          „Zaś ci, którzy w wioskach czczą ofiarę, czyny i dary,

          Wchodzą w dym, z dymu w noc,

          Z nocy w połowę miesiąca o malejącym księżycu,

          ….Z tych miesięcy do świata przodków,

          Ze świata przodków w przestworza, z przestworzy na księżyc,

          ….Tam przebywają tak długo,

          Jak wielka jest pozostałość ich czynów,

          I tą samą drogą, którą tam przybyli, stamtąd powracają

          Wracają w przestworza, z przestworzy w wiatr,

          Stając się wiatrem, stają się dymem,

          Stając się dymem, stają się mgłą.

          Stając się mgłą, stają się chmurą,

          Stając się chmurą, spływają z deszczem”…

          Taka była pierwsza teoria wędrówki dusz zamieszczona w Czhandogji i polegająca na wykorzystaniu wody do przemieszczania się duszy. W późniejszych upaniszadach istnieją także inne teorie wykorzystujące, np. ogień lub wiatr, czyli oddech. W tej samej upaniszadzie natkniemy się również na prawo karmana.

          „Ci którzy tu na ziemi postępowali właściwie,

          Mogą mieć nadzieję, że odrodzą się w dobrym łonie,

          Łonie bramina, kszatriji czy wajśji,

          A ci, których postępowanie było złe, odrodzą się w złym łonie,

          Psa, świni lub czandali.”

          Brahman i atman . Najważniejszą jednak nowinką upaniszad było pojęcie brahmana, duszy wszechświata i atmana, duszy jednostkowej. W samhitach naczelnym bogiem był Indra, on był najpotężniejszy, lecz nie był on jednak stworzycielem świata, gdyż jak głosi hymn Rigwedy , najpierw powstał świat a potem bogowie. Już w brahmanach uważano, że to Pradżapati stworzył świat i bogów. Lecz kto stworzył Pradżapatiego? W tym okresie panowało mniemanie, że Pradżapati sam się stworzył. W Brihadaranjaka-upaniszad stoi napisane:

          „To na początku istniało jako wody,

          Wody stworzyły to, co rzeczywiste,

          To co rzeczywiste, to brahman,

          Brahman stworzył Pradżapatiego, a Pradżapati bogów…”

          Późniejsze upaniszady snują swe spekulacje coraz głębiej i próbują rozwikłać zagadkę bytu i kosmogonii. Jadżniawalkja , mędrzec, odpowiada na różne pytania różnym osobom. Między innymi pytania zadaje mu Gargi Waczaknawi:

          Wody są otoczone przez wichry. Co jednak otacza wichry?

          Wichry są otoczone przez przestrzeń. Co jednak otacza przestrzeń?

          Przestrzeń jest otoczona przez światy powietrzne. Co otacza światy powietrzne?

          Światy powietrzne otaczają światy niebieskie. Co otacza światy niebieskie?

          Światy niebieskie otaczają światy słoneczne. Co otacza światy słoneczne?

          Są one otoczone przez światy księżycowe. Co otacza światy księżycowe?

          Są one otoczone przez światy gwiaździste. Lecz co otacza światy gwiaździste?

          Są one otoczone przez światy boże. Lecz co otacza światy boże?

          Są one otoczone przez światy gandharwów . Lecz co otacza światy gandharwów?

          Są otoczone przez światy Pradżapatiego. Lecz co otacza światy Pradżapatiego?

          Są one otoczone przez światy Brahmana. Lecz co otacza światy Brahmana?

          – Nie pytaj zbyt wiele, Gargi, aby ci głowa nie pękła. Nie należy zbyt wiele pytać o rzeczy boskie

          Pozostaje jeszcze zagadnienie atmana. Czym jest atman? Na to pytanie odpowiada Uddalaka Aruni swojemu synowi:

          tat twam asi śwetakaketu. – To ty jesteś nim, Śwetaketu!

          Jaki jest jednak stosunek atmana do brahmana. Oto jest pytanie naczelne upaniszad. Czym jest dusza wszechświata? A czym jest dusza człowieka?

          „To jest mój Atman wewnątrz serca będący! Większy niźli ziemia, większy niż przestrzeń powietrzna, większy niż niebo, większy niż światy…Obejmuje on wszechświat milczący, beztroski! – Oto mój Atman wewnątrz serca będący, oto Brahman.”

          Jadżniawalkja . Mędrzec, któremu przypisuje się autorstwo wielu ksiąg należących do wed, m. in. Śiatapathabrahmany , jednej z wersji Jadżurwedy oraz Manadharmśastry . W upaniszadzie Brihadaranjaka, zwanej też Jadżniawalkijam Kandam, występuje w głównej roli, w której wygłasza naukę, zawierającą prawo karmana i samsary, jak również określenia brahmana i atmana oraz relację zachodzącą między nimi.

          „Co znajdując się w przestrzeni, od przestrzeni jest różne, czego przestrzeń nie zna, czyim ciałem jest przestrzeń, co przestrzenią wewnętrznie kieruje, to jest twój Atman, twój wewnętrzny nieśmiertelny kierownik.

          To Jadżniawalkja wypowiada słynne słowa, gdy chce określić atmana: neti neti – „ani to, ani tamto”, bo atmana nie da się objąć słowami ani umysłem, ani wzrokiem, ani słuchem, ani dotykiem.

          …to Nieprzemijające widzi, choć niewidzialne, słyszy, choć niesłyszalne, myśli, choć nie dające się objąć rozumem, poznaje, choć niepoznawalne!”

          „Kto o tym wie, staje się wolnym od lęku brahmanem”

          Jest to najstarsza upaniszada, należąca do dwunastu kanonicznych upaniszad i zaliczana do Jadżurwedy Białej. Uważana za najważniejszy tekst wedanty , głównie ze względu na wyraźne przedstawienie relacji duszy jednostkowej atmana do duszy wszechświata brahmana, co czyni ideologię upaniszad systemem monistycznym w odróżnieniu od religii samhit , w których panował politeizm. Wskazuje to na różne pochodzenie autorów upaniszad, przy czym, gdy weźmie się pod uwagę, że w dialogach polemicznych występujących w upaniszadach bardzo często stroną pouczającą są królowie, będący kszatrjami , można wysnuć wniosek, iż są one przykładem ścierania się poglądów opozycyjnych z poglądami bramińskimi. Podobnie jak to się stało później w buddyzmie i dżinizmie , gdzie kszatrjowie, Gautama i Wardhama stworzyli heterodoksyjne systemy religijne, na przekór nauce bramińskiej. Podobnie też w ideologia upaniszad wzięła górę nad niewątpliwie bardziej prymitywną ideologią hymnów wedyjskich.

          http://kazwid.w.interia.pl/upaniszady.htm

          • JESTEM pisze:

            Atman – drobinka, a Brahman – wszechswiat otaczajacy drobinke…
            Jestem najmniejsza z mozliwych drobinek, a otacza mnie nieskonczenie ogromny wszechswiat i jednoczesnie ten nieskonczenie ogromny wszechswiat zawiera sie we mnie, tej najmniejszej drobince…
            Atman… ani to, ani tamto… bo nieutozsamione ani z tym ani z tamtym, nie przywiazane ani do tego ani tamtego, chociaz polaczone z tym i z tamtym… wiec polaczone takze z Brahmanem…
            ani to, ani tamto… jednak utozsamione i z tym i z tamtym… z drobinka i z JEDNIA, Caloscia, ktora jest na zewnatrz i wewnatrz jednoczesnie…

            🙂

  12. Mezamir pisze:

    Niesamowite jak kilka zwyczajnych nut połączonych ze sobą w odpowiedniej kolejności
    potrafi wstrząsnąć emocjonalnie,rrrrrrr.
    ..a gdy do dźwięków dodamy obrazy…

  13. klonek pisze:

    Jakiś czas temu śniła mi się Nnka. Nie pamiętam czy wam to już pisałam. Powiedziała mi w śnie, że schodzi na ziemię. Pomyślałam sobie o reinkarnacji. Nawet się zastanawiałam czy może ktoś w rodzinie jest w ciąży. Wczoraj zobaczyłam córkę Joli z niemowlaczkiem wózku . Ale się zaskoczyłam. Być może ten sen to nie przypadek. Jak myślicie?”

    • Dawid56 pisze:

      Witaj Klonku🙂 myślę że na pewno to nie przypadek!

    • siola pisze:

      A moze wracaja wszyscy ,Danusia pytala mnie wczoraj czemu w jej snach zawsze jest mloda jak w dzien slubu .Jak powiedzialem jej ze moze bedzie za niedlugo tak wygladac to mi sie oberwalo ,nie mam jej robic nadzieji jezeli nie moge nic zmienic.Ciekawe a moze jednak moje mysli sa prawdziwe ,moze to nie iluzja .Ciekawe czy egzamin zdalem mam nadzieje ze tak .Zycze karzdemu by swoj egzamin zdal ,wiem nie jest to proste i rzucaja nam klody pod nogi.Ale karzdy wie o co mi chodzi,czysta karta ,droga pod gore do domu.
      Zachowajcie czysta karte w sobie ,to droga pod gore nie bedzie tak uciarzliwa.Droga w dol jest latwiejsza ale czy przynosi szczescie,nie trzeba miec czystej karty by nia isc .Ale wtedy oddalamy sie od prawdziwego domu coraz dalej i moze nam zniknac w chmurach a szkoda jest karzdego niewinnego.

      • Maria_st pisze:

        A moze wracaja wszyscy ,Danusia pytala mnie wczoraj czemu w jej snach zawsze jest mloda jak w dzien slubu

        Bo jest mloda.
        Ten sen wskazuje ze lata kalendarzowe sa nieistotne tylko zapominamy o tym w ” realu”.
        Ubranie sie starzeje, tylko nie MY.

    • Maria_st pisze:

      klonku czy niemowle jest pci meskiej…znaczy chopczyk?
      To co napisalas ma gleboki sens .

  14. Dawid56 pisze:

    Jak to się wszystko ze wszystkim łączy ! Właśnie dzisiaj wyświetlają film p.t Harry Potter i insygnia śmierci

    • Maria_st pisze:

      Dawidzie…nie m przypadkow.
      Wczoraj w jednym z komentarzy nt smierci, chcialam napisac : szkoda ze nnka nam nie podpowie co po drugiej stronie a dzis klonek pisze na ten temat……

  15. Mezamir pisze:

    oKultura umierania

  16. mały budda pisze:

    Kultura umiera wynika z przygotowania się do porzucenia ciała jako odzienia. Na którym dusza za życia ciała fizycznego, zdobywa doświadczenie.

    Jakoś ostatnio mam wrażenie odczucia w materii, iż manifestuje się wewnętrzna strona antymaterii.
    Doświadczam własnego wewnętrznego lustra.
    Stąd przemyślenia na temat natury śmierci.
    Żyć i być świadomym dwóch światów.
    Więc historia kołem się toczy na naszych oczach.
    Koło się w lewą stronę toczy do źródła prawdy.
    Więc i znak upływu czasu z linku poniżej załączam.

    http://innemedium.pl/wiadomosc/oko-horusa-wpisane-w-kregu-w-zbozu-wielkiej-brytanii

    IZYDA+ OZYRYS= HORUS.

    • margo0307 pisze:

      „IZYDA+ OZYRYS= HORUS.” 😀

      Ciekawe opracowanie wierzeń jest także tutaj:

      http://www.eioba.pl/a/1ncr/czy-plagiat-chrzescijanstwa-byl-mozliwy

      • Mezamir pisze:

        „Pod koniec IV wieku p.n.e. misjonarzy buddyjskich można było spotkać w Atenach” – E.M.Layman.

        Wspomina też, że pierwsi misjonarze chrześcijańscy napotykali nauki buddyjskie wszędzie, dokądkolwiek się udali !!!!

        A gdy misjonarze katoliccy przybyli do Japonii, wzięto ich nawet za przedstawicieli nowej sekty buddyjskiej.

        „Pierwsze wizerunki Buddy sporządzili Grecy” – podaje E.M.Layman.

        Chrześcijaństwo jest od samego początku synkretyczne i eklektyczne.
        Kościół gdziekolwiek dotarł,pozwalał ludziom wierzyć w to zawsze wierzyli
        pod warunkiem że zmienią otoczkę na nową kościelną.

  17. Mezamir pisze:

    Wygląda na to, że najwyraźniej papież zapoznał się, jakkolwiek bez głębokiego zrozumienia, tylko z południową szkołą buddyzmu, zwaną również therawadą. Filozoficzne bogactwo tradycji mahajany i wadżrajany z obszarów Chin i Japonii, jak również radosne przekazy z regionów Himalajów, Mongolii i Tybetu, wybiegają prawdopodobnie poza zasięg jego doświadczenia.

    Buddyzm nie zakłada, że świat jest zły. Ciało nie jest grzeszne, a seksualność nie jest czymś brudnym. Świat jest iluzją, ponieważ ciągle się zmienia. Nie jest on postrzegany takim, jakim naprawdę jest, z powodu subiektywnych stanów umysłów, jak również z powodu ograniczonych możliwości organów zmysłowych. Przywiązanie do fizycznej formy, które niesie z sobą chorobę, starość i śmierć, jest bolesne, aczkolwiek ciało samo w sobie jest cennym narzędziem, przynoszącym innym ochronę, dobrobyt i miłość.

    Buddyzm uznaje istnienie bogów, lecz woli trzymać się od nich z daleka. Święte księgi różnych religii wskazują na co najmniej trudne charaktery swoich bogów. Prześcigają się oni w nieprzyjemnych właściwościach, takich jak: zaborczość, zazdrość, mściwość, a Allah pozostaje zdecydowanym zwycięzcą. Natomiast cel buddyzmu – oświecenie czy też stan buddy – nie posiada żadnych ograniczeń osobowych i całkowicie wybiega poza stan jakiegokolwiek boga.

    Istnieją dwie nirwany. Mała nirwana (w południowej tradycji, therawadzie) jest wyzwoleniem i pojawia się wraz z usunięciem zasłony przeszkadzających uczuć. Urzeczywistniwszy brak osoby, duszy, czy też ego, zarówno w ciele, które jest nieustannym przepływem atomów, jak i w zmieniających się myślach i uczuciach, wydarzenia we własnym życiu nie będą już więcej odbierane osobiście; nie będzie się już dłużej tarczą na strzelnicy. Wielka nirwana (północnych szkół: mahajany i wadżrajany) oznacza pełne oświecenie, wszechwiedzę czy też stan buddy. Tutaj zostaje usunięta również druga zasłona zakrywająca świadomość: zasłona pojęć. W ten sposób umysł wyzwala swe nieograniczone właściwości dla dobra wszystkich istot – jest to cel ostateczny.

    Nirwana północnego buddyzmu jest wyrażeniem pełni umysłu i staje się w związku z tym nieograniczona. Aby być prawdą absolutną i prawdziwym schronieniem, prawda ostateczna musi zawierać w sobie wszelkie czasy i miejsca, nie może też podlegać żadnym ograniczeniom osobistym, w związku z czym musi przekroczyć wszystkie pojęcia na temat boga.

    W rzeczywistości cieszy mnie fakt, że papież odważył się na szczerą wypowiedź. Siły odpowiedzialne za byt świata będą miały tyle pracy z naprawieniem tego, co papież pozostawia nam w spadku (przeludnieniem świata przez najsłabszych i najmniej wykształconych), że już teraz ważne jest zapoznanie się z jego motywacją.

    Ole Nydahl urodził się w Danii. Był uczniem XVI Karmapy, głowy zakonu karma kagju. W Polsce, dokąd przyjeżdża od końca lat 70-tych i gdzie ma wielu oddanych uczniów, jest najbardziej znanym nauczycielem buddyzmu. W języku polskim wydano wiele jego książek.

    http://www.buddyzm.edu.pl/biblioteczka/prog/nydahl.html

  18. Mezamir pisze:

    Chociaż wielu przedstawicieli hinajany przyznaje, że buddyzm jest religią ateistyczną, czyli odrzucającą pojęcie Boga-stwórcy, to jednak żaden z nich nie zgadza się na to, aby buddyzm zrównywać z materialistycznymi systemami zachodniej myśli, które prowadzą do destrukcji wszelkich wartości. Zauważył to Czesław Miłosz, kiedy (podobnie jak Cziegjam Trungpa) nazwał buddyzm religią nieteistyczną: „nie można powiedzieć, że jest to religia ateistyczna, ona jest tylko nie-teistyczna” 4. Jeśli przypomnimy sobie niechlubne dzieje dualistycznych religii teistycznych o patriarchalnych, pustynnych i semickich korzeniach z ich licznymi „świętymi” i „słusznymi” wojnami i porównamy z bezkrwawymi dziejami religii niedualistycznych, takich jak dżinizm, taoizm czy właśnie buddyzm, to fakt, że ten ostatni jest religią nieteistyczną należy uznać za jego siłę, a nie słabość. Tam, gdzie pojawia się idea Boga, natychmiast zaczynają się kłopoty. niemożliwe do rozstrzygnięcia sprzeczności pomiędzy wolną wolą a przeznaczeniem, czy pomiędzy różnymi wizjami tego, czym ma być Bóg: czy ma dzieci, czy nie, a jeśli ma to czy syn jest ‚współistotny’ z ojcem, czy może jest do niego tylko ‚podobny’, a jeśli ‚podobny’, to w jakim stopniu: większym czy mniejszym. Wszystko to prowadzi do niekończących się polemik, które zbierają krwawe żniwo nietolerancji.

    http://www.buddyzm.edu.pl/biblioteczka/prog/sieradzan.html

    • Mezamir pisze:

      W Brahmajala Sutta Budda wyjaśnia okoliczności, w jakich pojawili się bogowie, mówi o tym, że nie są to istoty wszechmocne, ani wszechwiedzące i pokazuje, jak Brahma, pierwszy spośród bogów, którzy odrodzili się w naszym systemie zaczął się uważać za boga-stworzyciela (Digha-nikaya I.17-19). W Tika nipata Budda kwestionuje pewne nauki, wedle których w czynach człowieka ma swój udział stwórczy akt Boga (Anguttara-nikaya)5. W Mahagovinda Sutta Budda wspomina swoje poprzednie życie, kiedy to jako bramin dążył do zjednoczenia się z osobowym Bogiem jako celem i kresem swej wędrówki. Celu jednak nie osiągnął i ponownie musiał się odrodzić w samsarze, bowiem tego rodzaju postępowanie „nie prowadzi do rozwiania złudzeń (…) do nibbany, ale wyłącznie do odrodzenia się w świecie Brahmy” (Digha-nikaya, II.251).

      Buddyzm odrzuca zarówno eternalizm (pal. sassatavada; skt. śaśvatavada) jak i nihilizm (ucchedavada), ponieważ jest ścieżką środkową pomiędzy obiema skrajnościami: „‚Wszystko istnieje’ to jedna skrajność, Kaczczano, ‚nic nie istnieje’, Kaczczano – to druga skrajność” (Samyutta-nikaya III.135) 6. Pod pojęciem eternalizmu kryją się wszystkie formy teizmu, przyjmujące istnienie w człowieku jakiejś stałej zasady (duszy, ducha, ego czy Jaźni), którą potwierdza i sankcjonuje istniejąca poza nim jakaś transcendentna istota boska (Jahwe, Allah, Iśwara, Brahma, Wisznu itp.). Budda osobiście występował przeciw dwóm poglądom, które uniemożliwiają wyzwolenie z samsary: (1) teorii adżiwików Makkhali Gosali, wedle którego wszelka praktyka jest pozbawiona sensu, z powodu istniejącego ścisłego determinizmu: wola Boga zaplanowała już całą przyszłość w najdrobniejszych szczegółach, a wszelka próba wyłamania się z niej jest niemożliwa (Digha-nikaya, I.53-4), oraz (2) teorii stałej jaźni, która przemieszcza się poprzez wszystkie żywoty, a którą głosił mnich Sati (Majjhima-nikaya, sutta 38) 7. Przeciwnie niż eternalizm, według którego wszystko na świecie dzieje się zgodnie z myślą jakiegoś boga lub bogów, czy nihilizm, głoszący, że zjawiska toczą się całkowicie przypadkowo a wszystko jest pozbawione sensu, buddyzm głosi ideę współzależnego powstawania (skt. pratitya-samutpada), w myśl której wszystkie zjawiska (od powstawania wszechświatów aż do przeżyć fizycznych i mistycznych człowieka) są wzajemnie od siebie uzależnione: przyczyna powoduje skutek, a skutek przyczynę, zaś wszystkie wynikają z niewiedzy czyli nieznajomości natury własnego umysłu.

  19. Mezamir pisze:

    W krytyce buddyzmu za tzw. „soteriologię negatywną” papieża Jana Pawła II, odzwierciedlają się echa oszacowywania nauk buddyjskich, które były szeroko głoszone przez chrześcijańskich misjonarzy w XIX wieku. Wedle tego poglądu buddyzm jest ponurą doktryną, której eskapizm neguje świat i ma na celu unicestwienie jednostki w bezimiennej nicości. Uczeni badacze azjatyckiej religii, włączając w to chrześcijan o otwartych umysłach, od dawna uważają tą charakterystykę buddyzmu za błędną. Ten negatywny pogląd na buddyzm był po części zakorzeniony w zwykłym nieporozumieniu, a po części w rozważnym wykoślawieniu, mającym na celu usprawiedliwienie ewangelizacyjnych ambicji chrześcijańskich misji. Dlatego dziwne jest, że obecna głowa kościoła katolickiego powtarza te przebrzmiałe argumenty, pozostające w sprzeczności z polityką „otwartości”, zainaugurowaną na II soborze watykańskim w latach 60-tych. Trudno nie podejrzewać, że dokonana przez papieża negatywna ocena buddyzmu jest – podobnie jak jego XIX-wiecznych poprzedników – motywowana tkwiącym u podstaw misjonarskim programem.

    Papież nie wyjaśnił wystarczająco jasno, dlaczego uważa buddyzm za negatywną soteriologię. Pogląd ten wysnuł prawdopodobnie dlatego, że buddyjski program wyzwolenia nie obejmuje uznania osobowego Boga za sprawcę i cel zbawienia. Papież ma bez wątpienia rację, kiedy uznaje nieteistyczny charakter buddyzmu, co jednak nie czyni tego schematu negatywnym. Co więcej, dla zwykłego czytelnika słowo „negatywna” wywołuje inne skojarzenia, uniemożliwiające pojawienie się jakichkolwiek życzliwych opinii na temat buddyzmu.

    http://www.buddyzm.edu.pl/biblioteczka/prog/bodhi.html

  20. Mezamir pisze:

    Przyznam się, że nie ma rzeczy, która mi bardziej „nie leży”, niż dyskutowanie z J.Św. papieżem, i to po polsku, i na użytek Polaków. Jako nauczająca buddyzm, jestem również zdecydowanym przeciwnikiem tzw. dialogów ekumenicznych, ponieważ absolutnie nie ma w nich miejsca dla buddyzmu. Buddyzm JEST RELIGIĄ, gdyż oferuje różnego stopnia, aż po najwyższy, rozwój duchowy, oparty na Mądrości pozaintelektualnej (czyli przekraczającej intelekt; nie mylić z intuicją), ale tym się różni od większości religii, w tym tzw. wielkich religii światowych, że NIE OPIERA SIĘ NA WIERZE, ANI NA DOGMATACH, ale wskazuje (dość zróżnicowanie zresztą) drogi INDYWIDUALNEGO ROZWOJU CZŁOWIEKA (I INNYCH CZUJĄCYCH ISTOT, w tym zwierząt i roślin), W WYŻEJ ZORGANIZOWANE UMYSŁY, Z KTÓRYCH ABSOLUTNIE DOSKONAŁY UMYSŁ ZWANY JEST BUDDĄ.

    Buddyzm wnosił i wnosi w praktykę dnia codziennego perspektywę kosmosu i bazuje na tym, co człowiek myśli, mówi i czyni, a nie na wierzeniach, zakazach czy nakazach. Te ostatnie, jeśli występują w większości buddyjskich tradycji klasztornych, noszą nazwę WSKAZAŃ, a nie przykazań, oddając w ten sposób względne podejście Buddy do wszystkiego, co się przejawia. Buddyzm nie uczy, co jest dobre, a co złe na tym świecie czy w człowieku, natomiast uczy, jak osiągnąć taki punkt widzenia rzeczywistości, w którym widzi się wszystkie negatywne i pozytywne aspekty każdego zjawiska, zdarzenia czy istoty. Pozwala to bowiem uniknąć dyskryminujących postaw: bezwzględnej aprobaty czegoś, czy absolutnego zwalczania czegoś w imię jakichś tam racji. Buddyjski punkt widzenia świata jest więc TOLERANCYJNY i rozumiejący PRZYCZYNY POWSTAWANIA zjawisk.

    Buddyzm NIE JEST RELIGIĄ SOTERIOLOGICZNĄ. Idea zbawienia nie istnieje w buddyzmie, albowiem NIE MOŻNA ZBAWIĆ NIKOGO OD NIEGO SAMEGO. Obiegowe doświadczenie TEGO świata już niejednemu okazało, że rozumu można się nauczyć wyłącznie osobiście; nikt nikomu przysłowiowego oleju nie naleje do głowy. Budda jest to STAN UMYSŁU. Każda istota, nie tylko człowiek, jest potencjalnym buddą, czyli mówi się, że posiada naturę buddy. Jest to coś takiego, jak każde niemowlę ma możliwość rozwinięcia się w dorosłego człowieka. I teraz chodzi tylko o to, by ten potencjał rozwinąć i rzeczywiście dorosnąć w sensie duchowym. Buddowie czyli STAN UMYSŁU istniejący w KOSMOSIE i rozwinięty uprzednio przez istoty, które kiedyś były podobne do nas, są nam w stanie pomóc w tym rozwoju, jeśli my ze swej strony udostępnimy im w tym celu swoje umysły. Ten akces, to udostępnienie umysłu, nosi nazwę praktyk buddyjskich (bardzo różnych, bo ludzie są różni). Budda nie jest KIMŚ ani CZYMŚ odrębnym od nas. W jakimś sensie jest to część nas, podobnie jak i my jesteśmy w pewien sposób częścią buddy, podobnie jak żadne niemowlę nie jest człowiekiem dorosłym, choć ma w sobie możliwość bycia później dorosłym, a przez to należy do tego samego gatunku, co dorośli

    http://www.buddyzm.edu.pl/biblioteczka/prog/myoshu.html

    • Mezamir pisze:

      Buddyzm nie jest ani ateistyczny, ani teistyczny. Jest PONAD TAKIM ROZRÓŻNIENIEM. Filozofia buddyjska wyróżnia 10 „światów” istnienia świadomości (umysłu). Są to (w kolejności dyktowanej zmniejszającą się dawką odczuwanego w danym „świecie” cierpienia): 1) świat piekielny, przynoszący najsroższe cierpienie; 2) świat głodnych duchów (tych, których pożerają nie dające się zaspokoić żądze); 3) świat zwierząt; 4) świat ludzi; 5) świat gniewnych bogów (tych, co nie umieją przestać walczyć, bo cierpią z powodu zazdrości); 6) świat bogów, czyli istot, którym jest dobrze i których jedynym cierpieniem jest świadomość, że ich boskie bytowanie ma jednak swój kres i że nie mogą się utrzymać w tym świecie na zawsze; (7) świat śrawakow czyli bezpośrednich uczniów Buddy (tych, co są w stanie doprowadzić swój umysł do kontaktu z Umysłem Buddy i pobierać Nauki, rozwijając się w ten sposób); 8) świat pratjekabuddów czyli tych, którzy rozwijają swój umysł bez utraty osobistej identyfikacji, niejako wciąż osobowo, czyli nie są wolni od iluzji „ego” (iluzji własnego „ja” jako odniesienia identyfikacyjnego); 9) świat bodhisattwów o 52 stopniach zaawansowania, w którym z powodu utraty iluzji ego (lub świadomego dążenia do tejże utraty), następuje transfer własnych zasług dla dobra wszystkich czujących istot; oraz 10) świat najwyższej realizacji czyli świat stanu umysłu buddy, kontrolowany przez Absolutną Współczującą Mądrość, która nie powoduje nawet cienia cierpienia; świat bez form (każda forma bowiem oznacza określone ograniczenia „ja” charakteryzujące, jak np. liczba zmysłów u człowieka), czyli świat nieograniczony, ponad przestrzenią i czasem, bezosobowy, to znaczy zawierający w sobie doświadczenie nie tylko osób, ale także nieosobowych form życia (osoba boska również stanowi ograniczenie; jak wiadomo nauki chrześcijan stosują się wyłącznie do ludzi jako panów świata); świat zawierający w sobie wszystko, porównywalny do niewyczerpanego źródła światła, które nie zna przeszkód, świat niesłychanie dynamicznej Potęgi i Radości czyli nirwana (zwana również niezbyt fortunnie Pustką, dla podkreślenia braku w niej jakichkolwiek zanieczyszczeń); świat Doskonałej Czystości, Mądrości, Absolutnego Współodczuwania ze wszystkim, co świat przejawia (nie tylko z osobami, ale np. odczuwanie życia planet czy kamieni); świat Absolutnej Harmonii, skąd nieprzerwanie płynie niczym nieuwarunkowane (nie dające się zastopować) promieniowanie, wspomagające wszystko, co się przejawia, by uwolniło się od cierpienia i zaistniało w świecie nirwany, która jest aktywnym zrealizowaniem szczęścia w połączeniu z całym kosmosem (zaprzeczeniem obojętności), nirwany, która jest autentyczną identyfikacją ze wszystkimi formami życia i radosną grą Mądrości.

  21. Mezamir pisze:

    Kwanty i Kobiety Buddy
    Pierwsza na polskim rynku wydawniczym pozycja o tematyce buddyjskiej, która przynosi Czytelnikom prosto napisane wyjaśnienia, w jaki sposób nowoczesna fizyka teoretyczna potwierdza Prawo Przyczyny i Skutku – Prawo Karmy, czy reinkarnację, której idea jest wcale nieobca również chrześcijaństwu ortodoksyjnemu. To jedna z nielicznych książek poruszających temat Oświecenia wśród kobiet. Czytając „Kwanty i Kobiety Buddy” Czytelnicy znajdą wiele przykładów przełożenia doktryny buddyjskiej na codzienne ludzkie dylematy zarówno we fragmentach listów sensei Myoshu będących odpowiedzią na przeróżne pytania, jak i we fragmentach mów Dharmy utrwalonych „na żywo”. Książka ukazuje buddyzm pełną mądrości żywą nauką o codzienności, wkomponowaną w odwieczne pulsowanie wszechświata.

    http://www.jodoshinshu.pl/jodopl/data/ksiazki.html

    • Mezamir pisze:

      „Nie sądzę, żeby z tego krótkiego z konieczności opisu można było wyciągnąć wnioski, do jakich doszedł Ojciec Święty. Niezależnie od autorytetu, jakim papież cieszy się w świecie katolickim i w Polsce, stanowczo trudno go uznać za autorytet buddyjski, bowiem – jak widać – po prostu nie zna znaczeń podstawowych pojęć filozofii buddyjskiej. Należy też przyznać, że nie miałby on prawdopodobnie łatwego zadania, gdyby chciał się czegoś o buddyzmie nauczyć. Obecnie tylu chrześcijańskich misjonarzy „studiuje” buddyzm, praktykując jednocześnie chrześcijaństwo, że pomieszanie pojęć i dziwaczne interpretacje filozofii buddyjskiej są w wyniku tego galimatiasu całkowicie zrozumiałe, co nie znaczy to, że są usprawiedliwione. ”

      Jak widać,całe to gadanie o rzekomej nieomylności papieży jest tylko zwyczajną propagandą
      Zawsze powtarzam że tym co głosi kościół nie warto się przejmować
      ponieważ kościół niczego nie wie.Kościół nie jest autorytetem w żadnej sprawie.
      No może tylko w kwestiach bankowych i socjotechnicznych,polityka itp.

      Problem w tym że zgodnie z księgą, to papieże są od definiowania prawd judeo-chrześcijaństwa
      a nie wierni.
      Zatem,każdy kto się nie zgadza z kościołem może co najwyżej opuścić ten kościół
      Niestety,przeważnie te wszystkie rozczarowane kościołem owieczki ,biorą się za definiowanie „prawdy” i dzięki niezrozumieniu tego o czym właśnie napisałem,mamy setki jeśli nie tysiące
      sekt „prawdziwie” chrześcijańskich🙂 gdzie po pewnym czasie część rozczarowanych nową „prawdą” owieczek znowu odchodzi od swojego guru, tworząc kolejne sekty gdzie sami mogą być mistrzem i panem dla innych itd itd bez końca

      To właśnie decyduje o podstępnej naturze tej ideologii,koń trojański 100%
      Raz się zarazisz i wirus przechodzi z komórki na komórkę,rozlewa się jak fraktal.

  22. Mezamir pisze:

    Kami-sama no Inai Nichiyoubi
    O tym jak pewna dziewczynka pragnie ocalić opuszczony przez Boga świat.

    A siódmego dnia Bóg opuścił świat i od tego momentu nikt się nie urodził i nikt nie mógł umrzeć. Pojawiły się jednak istoty zwane Grabarzami, które jako jedyne są w stanie dać ludziom upragnioną śmierć. W takiej rzeczywistości przyszło żyć dwunastoletniej Ai, która mieszka w małej wiosce i od śmierci matki opiekuje się tamtejszym cmentarzem, gdzie niestrudzenie kopie mogiły dla każdego mieszkańca… Nie jest zwykłym człowiekiem, gdyż przyszła na świat, kiedy to teoretycznie było już niemożliwe i odziedziczyła po rodzicielce moce Grabarza. Spokojne dni niespodziewanie przerywa pojawienie się młodego mężczyzny, Hampniego Hambarta, który zabija mieszkańców wioski i sugeruje zszokowanej Ai, że wcale nie jest Grabarką. Dziewczynka dopiero w tym momencie zaczyna zdawać sobie sprawę, jak niewiele wie o świecie… A co gorsza, Hampnie to imię ojca, którego Ai zna tylko z opowiadań matki…

    Co byście pomyśleli, gdybyście zobaczyli słodką dziewuszkę, która z ogromnym zapałem i uśmiechem na twarzy co dzień kopie groby dla swoich najbliższych?

    Sama wizja pewnie prezentuje się dość upiornie, albo wyjątkowo absurdalnie, albo i tak i tak jednocześnie.

  23. Mezamir pisze:

    „Jestem na granicy szaleństwa. Od przedszkola do matury chodziłam na lekcje religii (teraz mam 20 lat) i nigdy nie potrafiłam uwierzyć w to, co się na religii mówiło, nawet w przedszkolu (jak to dziecko, gdzieś tam w środku czułam, że coś się tu nie zgadza), chociaż jednocześnie bałam się straszliwego Boga, że ukarze mnie piekłem za to, że nie umiem w niego wierzyć, że nie lubię chodzić do kościoła i się modlić. Z wiekiem było coraz gorzej, coraz więcej pytań i wątpliwości, na które nikt mi nie chciał odpowiedzieć, a jeśli już, to tylko odpowiedzi księży, rodziców i katechetek w stylu „Tak jest i koniec. Nie zastanawiaj się. Moja babcia całe życie Biblii nie czytała, a do kościoła chodziła i się nie zastanawiała. Po co ci czytać te książki, zawracasz sobie tym głowę.” Jedna katechetka powiedziała mi, że mogę być opętana. Powiedziałam, że nie, bo nie wrzeszczę, gdy dotykam krucyfiksu i wody święconej, a ona mi na to „tak się dzieje, gdy ktoś jest już totalnie opętany.”
    W wieku 9 lat, zaraz po komunii, przeczytałam Biblię, którą mi wtedy podarowano. Jako dziecko wszystkie książki pochłaniałam, więc zaciekawiło mnie, co tam jest napisane. Była to wstrząsająca lektura, już od opowieści o pierwszych ludziach, Bóg wydał mi się straszliwy, później w V klasie podstawówki brałam udział w konkursie bibilijnym, Nowy Testament i Chrystus nie był lepszy, też robił i mówił rzeczy ciężkie do zrozumienia.
    Rozpłakałam się przed swoją pierwszą spowiedzią, bałam się mówić księdzu o swoich grzechach, ledwo to wszystko przeszło mi przez gardło. Mój ojciec to zauważył, powiedziałam mu „Nie, nie powiem, nie umiem!” On na to tylko „Nie martw się, Pan Bóg wszystko słyszy.” i było po dyskusji, co mnie przeraziło jeszcze bardziej, że Wszechmocny będzie słyszał o moich występkach i nie będzie z tego zadowolony.
    Zostałam wyklęta w rodzinie, musiałam opuścić dom, bo przestałam chodzić w wieku 19 lat do kościoła. Rodzice powiedzieli, że będę chodzić do kościoła, dopóki z nimi mieszkam, więc opuściłam dom i zamieszkałam u dziadków, którzy, o dziwo, akceptują i rozumieją moją decyzję, są „postępowymi” dziadkami, moi rodzice są tysiąc razy bardziej konserwatywni od nich, nienawidzą dziadków, że się „starcy zrobili nowocześni, pokolenie hipisów i się im w głowach poprzewracało.”
    Nie interesują mnie inne religie ani inne odłamy chrześcijaństwa, wszystko jest dla mnie niezrozumiałe. Jednak wychowano mnie w tradycji katolickiej. Boję się zwłaszcza ultrakonserwatywnego, ortodoksyjnego katolicyzmu i protestantyzmu, ich nienawiści i lęku przed współczesnością. Nie uważam, że wszystko, co współczesne jest złe, widzę wiele pozytywów, i też lękam się, że spotka mnie za to twierdzenie straszliwa kara.
    Z jednej strony źle mówię o Kościele, religii, Bogu, ale z drugiej strasznie się Go boję, że ma władzę nad światem, niebem i piekłem, boje się, że pewnego dnia skaże mnie na wieczne potępienie za moje postępowanie, za moje pragnienia, życzenia, za moje pragnienie niezależności, chęć dobrej zabawy, spełnienia marzeń, chęć zainteresowania płcią przeciwną.
    Nie sądzę, żebym była opętana, mogę wejść do kościoła, dotknąć wody święconej, ale ogarnia mnie taki strach, gdy tam wchodzę, mam tak samo, gdy patrzę na księży, mogę z nimi rozmawiać, ale mam wrażenie, jakby „prześwietlali” mnie na wylot, byli „urzędnikami” Boga, którzy mają napominać grzeszników, jeżeli grzesznik ich nie posłucha, to pójdzie do piekła.
    Czasem zapominam, a potem w nocy dręczą mnie te myśli, że szykuje na mnie karę, patrzy na mnie z odrazą i wymyśla dotkliwą i wieczną mękę. Proszę o poważne odpowiedzi, to nie jest żart ani prowokacja. Ciężko mi to wszystko opisać, ale napisałam, wyraziłam się najlepiej, jak umiem”.

    Anubis

    Nic dodać nic ująć,musiałbym powtarzać to co już wiele razy mówiłem.
    Znalazłem taki oto kwiatek na forum psychologicznym,myślę że warto zobaczyć do czego doprowadza ludzi wrażliwych,ta egzotyczna ideologia.

  24. Mezamir pisze:

    To jest genialne!

  25. margo0307 pisze:

    „To jest genialne!”

    Genialne ?… hmm.. , jakoś mi nie pasuje to słowo do tych obrazów, chyba że… uznamy za genialny matrix, w którym bezmyślnie egzystujemy…😦

    Cyt. cz.I:

    „.. gdy opadłem z sił ogarnęło mnie przerażenie – może sam oddaliłem Boga urąganiem…”

    No właśnie…, gdy człowiek opadnie z sił albo zetknie się „oko w oko” z realnym cierpieniem fizycznym, śmiercią czy przemocą wówczas to… upadają wszelkie duchowe mrzonki i … trzeba „zejść na ziemię”…
    Czy to nie wtedy właśnie popadamy ze skrajności w skrajność i zapominamy o wszelkich naukach nt. duchowości, o duchowych doświadczeniach, które były naszym udziałem i ogniskujemy całkowicie naszą uwagę na cielesności, materialności, gdzie niejednokrotnie odczuwamy żal, niesprawiedliwość czy nawet złość… ?

    Można by powiedzieć: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 😀

    Cyt. cz.II:

    „..Przynęty…” [życia] … 😮 tu się zgodzę – one są rzeczywiście genialne😀 bo celnie utrafiają w sam środek naszych słabości 😉

    Dawid nie tak dawno napisał art poświęcony książce Roberta Monroe’a, w którym jest takie znamienne zdanie::

    „..Kiedy przejście zostanie już dokonane, jedynie najciężej uzależnieni [sic!] pozostają w bliskich związkach z życiem fizycznym, które właśnie zakończyli.
    Dla większości rezonans (zainteresowanie), powiązania, zaczynają tracić na znaczeniu prawie natychmiast…”

    https://nnka.wordpress.com/2014/06/16/najdalsza-podroz-podroz-w-glab-wlasnego-ja-misterium-ostatecznego-odejscia/#comments

    R. Monroe, podczas jednego ze swoich licznych doświadczeń pozacielesnych opisał zdarzenie, w którym… dokładnie nie pamiętam ale chodziło o Jego reakcję na epizod, w którym jakiś duży pies zagryzł Jego ukochanego pieska, co wywołało w Robercie najpierw wściekłość… KLIK…,
    następnie żal…, KLIK… a w końcówce – całkowite pogodzenie się z tym faktem, po którym piesek puścił do Niego oko 😉 na znak, że była to prawidłowa reakcja 🙂

    Ten drobny przykład dokładnie obrazuje te tzw. „przynęty życia”, przynajmniej w moim odczuciu😉

    Helena Bławatska w swoim „Głosie Milczenia” napisanym w 1889r !! stwierdza:

    „.. Jeżeli twa dusza skąpana w słonecznym blasku swego własnego żywota raduje się i uśmiecha;
    jeżeli śpiewa, zamknięta w swej ciasnej powłoce;
    jeżeli płacze w swym złudnym mieszkaniu;
    jeżeli walcząc usiłuje zerwać srebrną nić co ją łączy z Mistrzem, wiedz uczniu, iż twa dusza jeszcze do ziemi należy…”

    • Mezamir pisze:

      Genialne tzn genialni aktorzy,sceneria,scenariusz,przekaz,dialogi,muzyka…
      To nie jest kolejne eM jak mydlenie oczu drewnianym aktorstwem😀

      • margo0307 pisze:

        No tak, nie spojrzałam na to widowisko pod tym kątem, patrząc na grę aktorów, scenerię i muzykę… to rzeczywiście świetnie przedstawione🙂
        Bardziej zwróciłam uwagę na teksty wypowiadane przez ludzi i… całkowicie mnie pochłonęły, wzbudzając głębię wspomnień…

  26. Teresa Chacia pisze:

    A gdy przyjdzie mój czas
    gdy śniedź mnie przykryje
    powiem do wszystkich Was
    żyłam pięknie i wciąż jeszcze żyję
    usiądź przy mnie blisko
    bym mogła być z Tobą sama
    opowiedz jak przeżyliśmy to wszystko
    człowiek facet i człowiek dama
    narwij jak kwiatów słów
    i wspólny nasz film opowiedz
    bym go przeżyć mogła znów
    co było piękne jeszcze dopowiedz
    mów o drodze w ciemności
    kiedy wciągał mnie wir
    a Ty byłeś w jasności
    i nie pokrył mnie kir
    mów o chwili sprzed lat
    gdy podałeś mi rękę
    przeżyliśmy życia szmat
    radosne chwile ale też życia udrękę

    A gdy przyjdzie mój czas
    gdy nie będzie już mnie
    musisz wierzyć w nas
    w ulubionym miejscu spotkamy się
    czekaj na jakiś znak
    jak papier bądź cierpliwy
    ja poproszę w górze tak
    będą wspólne cuda i dziwy

    Wszystko ma swój czas
    i kres przychodzi
    dla każdego z nas
    wiecznie nie będziemy młodzi

    Wszystko ma swój kres
    więc na śmierć się nie obrażaj
    życie wiemy niełatwe jest
    tylko uważaj jak żyjesz uważaj.

  27. Mezamir pisze:

    W systemie filozoficznym zwanym sankhja, świadoma jaźń nie odradza się, lecz procesowi temu podlega jedynie subtelne ciało (sukszmaśarira). To ono w chwili śmierci oddziela się od pierwiastka duchowego (puruszy). Jest swego rodzajem wzorem, układem. Tłumaczy się je jako wiązkę dyspozycji indywidualnych będących możliwościami. To właśnie one aktualizują się (“mogą doznawać”), kiedy łączą się z ciałem fizycznym. Koncepcja ta stała się punktem wyjściowym teorii szkoły filozoficznej zwanej adwajtawedantą (wedanta).
    Wedle nauk Siddharty Gautamy zwanego Buddą (,,przebudzonym”) Śakjamunim (,,mędrcem z rodu Śakjów”), nowy karman jest wynikiem ludzkiej chęci bycia i stawania się (sanskr. trsna, pal. tanha). To pragnienie tworzy łańcuch bodźców prowadzących nieuchronnie do reinkarnacji. Wyzwolenie z łańcucha wcieleń polega na pokonaniu pragnienia, które jest lgnięciem do niezależnej, indywidualnej jaźni. Buddyjska nauka o niejaźni (anatcie) nie przyjmuje istnienia jaźni i “duszy”. Problem ciągłości istnienia polega na przekazanie pewnego potencjału energii a nie substancji. W tej koncepcji nie ma bowiem wewnętrznie istniejącej jaźni, która się ponownie rodzi. Jest natomiast zespół energii psychicznych i duchowych uformowany we wzajemnym działaniu elementów bytowania (skandha). Zespół ten niczym matryca odciska się na kontinuum świadomości. Dlatego też istnieje ciągłość między poszczególnymi momentami egzystencji. Jest to możliwe dzięki więzi owej matrycy z tym, co cielesne. W mahajanie (,,wielkim wozie”) od ok. III w. p.n.e. nauczano o niezniszczalnym kontinuum świadomości, w jogaćarze o “świadomości zbiorczej” (alaya-vijnana), która po zlikwidowaniu wrażeń karmicznych zapewniała ciągłość w kołowrocie ponownych narodzin.

    Z kolei w świetle nauk żydowskich, elementy duchowe człowieka to nefesz i neszama oraz ruah. Nefesz oznacza zasadę życia znajdującą się we krwi. Nefesz jest boskim pierwiastkiem w człowieku. Uważa się ją za obraz Boga. Neszama obejmuje część duchową człowieka, która emanowała bezpośrednio od Boga. Przy narodzinach neszama przychodzi ostatnia natomiast przy śmierci odchodzi pierwsza. Z kolei ruah (tchnienie) jest siedliskiem życia lub samym życiem. Ruah rozumie się jeszcze jako życie wewnętrzne, osobowość i jakość człowieka oraz łącznik ciała i ducha.

    Księga Jecira głosiła, że człowiek jest połączeniem ducha, duszy i części materialnej. Nieśmiertelna dusza ludzka która jest odbiciem proto-człowieka (Adama Kadmona) jest środkową częścią człowieka i odbiciem świata (mikrokosmosem).

    Więcej → http://www.rodman.most.org.pl/J.T.Babel10.htm

  28. Mezamir pisze:

    „Ewolucyjna odwaga hominidów, aby dźwignąć mózg w spionizowanej postawie, była największym krokiem rozwojowym życia, którego wagi nie uświadomił sobie nawet człowiek współczesny – spadkobierca tego osiągnięcia. To było ułożenie osi własnego ciała, a więc wszelkiej jego anizotropii, równolegle do energetycznej osi Wszechświata. Ów genialny, choć nieświadomy, krok włączył naturę człowieka w energetykę Wszechświata.”

    Działalność człowieka ogarniająca promień od jądra Ziemi do przestrzeni międzygalaktycznych czyni z niego najprawdziwszego Obywatela Wszechświata z czasowym pobytem na Ziemi. On jeden uzyskał przywilej wiedzy o tym i prawo wejścia w nieuświadomiony świat zdarzeń, którym podlega jako układ bioelektroniczny.

    Lecz wyobraźmy sobie Ziemię oglądaną z innego układu odniesienia i przez innego Homo electronicusa, kierującego się ku naszej planecie. Jego wrażenia? Magnetosfera… Planeta otoczona plazmą jonosferyczną, a ta wyraźnie burzy się. Wstrząsa nią szok niepokoju, wystrzelają fale elektromagnetyczne, których dawniej nie było. Wygląda to tak, jakby coś ustawicznie w jonosferę uderzało od spodu, jakby się coś z niej wydobyć pragnęło, a nie mogąc, tylko wstrząsało jej masą. Patrząc na niepokój jonosfery, ów electronicus wyraźnie dostrzega, że perturbacja przesuwa się tak, jak na powierzchni wody przesuwa się ślad płynącej głębiej ryby. Nie widzi, ale odbiera ruch płynącej istoty w plazmie. Co więcej – słyszy, jak plazma jęczy, jak roznosi się w niej pogłos dalekiego grzmotu. Czuje spaleniznę w jonosferze, dawniej czystej, i odbiera to jako zakłócenia pracy elektronicznego serca. Czy Ziemia gorzeje?

    Tu, pod jonosferycznym plazmowym kloszem, inżynierkuje Homo sapiens, twórca i odbiorca cywilizacji technicznej, opartej głównie na elektronice. To przecież on nadawczymi stacjami bodzie elektromagnetycznie jonosferę, zapyla chemicznie spalinami z dysz odrzutowców i rozsiewanym sodem lub metalicznym barem, badając kierunek wiatrów w wysokiej atmosferze. To przecież on produkuje decybele, awanturuje się pracą odrzutowych silników, pojazdów kosmicznych, satelitarnych stacji przekaźnikowych. To przecież on posiekał przestrzeń życia siatką elektromagnetycznych pól o oczkach rozmaitej wielkości. Ponieważ jego czujnikiem jest tylko świadomość, nie wie jeszcze, co uczynił.

    (…) Człowiek dostrzegł zaledwie stożek rzeczywistości Wszechświata i wypełnił go swą myślą, poznaniem, zainteresowaniem, niepokojem. Wszechświatowi jest obojętny wszelki stożek czy jakakolwiek inna bryła geometryczna. Wszystko w nim ma sens, jeśli jest podmiot poznający jego konstrukcję. Z całej biosfery jeden człowiek, wyczuwając ssące działanie energetycznej osi Wszechświata, wystrzelił w jej kierunku głową, w szalonym piruecie omiótł horyzont, rozłożył ramiona – zakreślił stożek Wszechświata. Linie rzeczywistości świata przecinają się od tamtej pory tylko w nim, przez niego i wyłącznie dla niego.

    Homo cosmicus, raz jeden znalazłszy się na energetycznej osi Wszechświata, na niej penetrować musi własną naturę, gdyż oś Wszechświata przechodzi przez niego. Człowiek jest po prostu jej częścią niewyobrażalnie małą, lecz ważną – bo świadomą.
    Zaiste, Homo cosmicus.

    http://www.eioba.pl/a/1im4/homo-cosmicus#ixzz26FqLe8eV

  29. Mezamir pisze:

    Rozdział 1 Czym jest jaźń
    Historia koncepcji jaźni
    Podczas poprzednich konferencji z Jego Świątobliwością przekonaliśmy się, jak wiele znaczyudział w dyskusji profesjonalnego filozofa. Przede wszystkim –refleksja i dyscyplina filozoficzna są w tradycji tybetańskiej wysoko cenione i starannie kultywowane. Ponadto,jeśli podczas konferencji wśród zachodnich naukowców znajdował się filozof, niejednokrotnie ułatwiał on budowanie pomostumiędzy kulturami, dostarczając uczestnikom bardziej przejrzystych i łatwiejszych do przyswojeniaprzez tradycję tybetańską sformułowań. Idealnym kandydatem okazał się Charles Taylor, znany filozofi pisarz, który w swojej ostatniej książce, Sources ofthe Self, wnikliwie i obrazowo przedstawił procespowstawania koncepcji jaźni na Zachodzie C. Taylor, Sources of the Self: The Making ofthe Modern Identity, Harvard University Press, Cambridge, Mass. 1990]. Jego wystąpienie cechowały precyzja iżywiołowość.
    – Chciałbym przedstawić najważniejsze aspekty zachodniego rozumienia jaźni. W tym celukonieczne jest naszkicowanie historycznego rozwoju tej koncepcji. Zacznę od samego wyrażenia , ja”. W naszej historii stwierdzenie Jestem jakimś ja”, „to jest moje ja” pojawiło się dopiero przed kilkomawiekami. Nigdy przedtem nie używano zaimka osobowego, ja” w takim znaczeniu („jakieś” ja, „moje”ja). W starożytnej Grecji i Rzymie, a później w wiekach średnich nie traktowano wyrażenia „ja”opisowo. Teraz powiemy, że w sali jest trzydzieści jakichś „ja”, jakichś jaźni, ale nasi przodkowie nigdyby tak nie powiedzieli. Stwierdziliby raczej, że w sali znajduje się trzydzieści „dusz”. Sądzę, że fakt ten ilustruje podstawy naszego rozumienia czynnika ludzkiego, rozumienia głęboko osadzonego wzachodniej kulturze.
    Obecnie słowa „ja”, „jaźń” definiują, czym jest istota ludzka. Co prawda nigdy nie powiedziałbym o sobie, że jestem jakimś , ja”. Stwierdziłbym: „Ja jestem istotą ludzką. Jestem z Kanady”. Ale w XXwieku mogę także powiedzieć: „Jestem jaźnią”. Sądzę, że to bardzo ważne, ponieważ wybieramywyrażenia opisowe, które odzwierciedlają nasz pogląd na to, co jest ważne w istocie ludzkiej z moralnego lub duchowego punktu widzenia. Dlatego nasi przodkowie określali siebie jako „dusze” –pod względem duchowym i moralnym właśnie dusza była dla nich ważna.

    Dlaczego określenie „dusza” przestało być odpowiednie i dlaczego zaczęto używać słów , ja”, „jaźń”? Ponieważ stały się one istotne z duchowego punktu widzenia. Nasza zdolność do obserwacjisiebie i do dokonywania w sobie zmian stała się w kulturze zachodniej czynnikiem decydującym zperspektywy duchowej i moralnej. Dawniej mogliśmy nazywać siebie „duszą” lub „inteligencją”,ponieważ były to ważne pojęcia. Obecnie nazwiemy siebie , jaźnią”, ponieważ w samym centrumzainteresowania zachodniej kultury znalazły się dwa sposoby koncentrowania się na „ja” i obserwacji”ja”. Są to: samokontrola i samopoznanie –we współczesnym świecie pozostają one we wzajemnejdynamicznej zależności.
    Przyjrzyjmy się wpierw samokontroli. Już Platon, wielki filozof z IV wieku p. n. e., mówił opanowaniu nad sobą. Twierdził, że rozum ma władzę nad żądzami. Gdyby to żądze panowały nad rozumem, człowiek nie byłby panem siebie.

    – Bardzo mądre – zauważył Dalaj Lama.
    – Co ciekawe – kontynuował Charles Taylor –samokontrola w ujęciu Platona znaczyła jednak coś innego niż współcześnie. Platon definiował rozum jako zdolność istoty ludzkiej do pojmowaniaporządku wszechświata, porządku idei, nadających wszechświatowi kształt. Władać duszą za pomocąrozumu znaczyło dla Platona władać duszą za pomocą porządku wszechświata: gdy patrzę naporządek rzeczy, moja dusza nabiera ładu, albowiem miłuje ona porządek. Zatem kontrolę sprawujęnie ja, lecz porządek wszechświata. Zadaniem istoty ludzkiej jest zatem nie tyle zwracanie się dowewnątrz i badanie swojej duszy, co zwracanie się na zewnątrz, by zgłębić porządek wszechświata.
    W IV wieku chrześcijaństwo, wraz ze św. Augustynem, zmieniło ten pogląd całkowicie. Choćfilozofów pozostawał pod wpływem Platona, ujmował to zagadnienie zupełnie inaczej. Według niegomożemy zbliżyć się do Boga poprzez zwrócenie się do wewnątrz. Odkrywamy wówczas, że w istocie podlegamy woli boskiej, toteż badając swoje wnętrze, odkrywamy ją.

    Mamy zatem dwa duchowe kierunki: Platon, zwracający się na zewnątrz, i Augustyn, zwracający się do wewnątrz; obaj jednak z zamiarem dotarcia do czegoś, co jest poza nami – Boga.

    Trzeci kierunek narodził się w XVII wieku. Przykładem może być Kartezjusz. Wierzył on w Boga iuważał się za spadkobiercę św. Augustyna. Jednak jego pojmowanie samokontroli było odmienne.Według Kartezjusza jest to instrumentalna władza, którą ja jako podmiot sprawuję nad myśleniem iuczuciami. Pozostaję w relacji do siebie tak samo jak w relacji do każdego innego instrumentu,którego mogę użyć w dowolny, wybrany przez siebie sposób. Kartezjusza interesowało, na ilemożemy wykorzystać w ten sposób siebie. I tak oto zaczęto postrzegać nasz byt cielesny wkategoriach mechanizmu, którego możemy użyć, a stało się to we wspaniałej epoce narodzinmechanistycznej koncepcji wszechświata.
    Współczesne pojmowanie samokontroli stanowczo różni się zatem od platońskiego, ponieważ pomija porządek wszechświata jako nieważny lub nie mający związku z problemem. Porządekwszechświata nie sprawuje kontroli. Nie zwracam się również do wewnątrz, by wykroczyć poza siebie– ku Bogu. Mam za to naturalną, daną od Boga zdolność władania swoimi myślami i życiem. Ważnestało się kontrolowanie własnego myślenia, tak aby przebiegało we właściwy sposób i zgodnie zokreślonym porządkiem; ważne stało się odnoszenie się do niego jako konkretnego obiektu, nadktórym w jakiś sposób można panować. Na tym zasadza się zachodni styl życia. Tak oto zaczęliśmymyśleć o sobie jako o jaźni, ponieważ ważna jest nie konkretna treść naszych uczuć i myśli, lecz mockontrolowania ich w sposób świadomy.

    Zgodnie z tradycją spotkań do każdego wykładu Dalaj Lama dorzucał swoje pytania, precyzująckonkretne aspekty omawianych zagadnień. Śledząc bacznie te pytania, Czytelnik może zauważyćróżnice między tradycją tybetańską a zachodnią.
    – Czy zgodnie z tą koncepcją – przerwał Dalaj Lama uprzejmie –owa jaźń, która sprawuje kontrolę, ma tę samą naturę co ciało i umysł, które podlegają tej kontroli?
    – Dla Kartezjusza jest tym samym [co umysł]. Jednakże ostatecznie zaczęto postrzegać jaźń jakocoś odrębnego, ponieważ sama nie zawiera żadnej konkretnej treści. „Ja” to moc kontrolowania wszelkich treści umysłowych i cielesnych, jakie się pojawiają.

    Fragment z książki Sen,Śnienie,Umieranie -Tulku Thondup.

  30. Mezamir pisze:

    „Buddyzm dzieli czujące istoty według różnych sfer egzystencji, umieszczając byt ludzki w sferzepożądania*. Konstytucja cielesna istot z tej sfery jest taka, że impulsy pożądania i przywiązania są dominujące. Można więc te skłonności uważać za biologiczne w swej naturze. Są jeszcze inneskłonności, które również mają związek z konstytucją fizyczną. Mówi się, że V Dalaj Lama pochodził zrodu wielkich mistrzów tantry, którzy miewali wizje i doświadczenia mistyczne. Takie niezwykłedoświadczenia zdarzały się V Dalaj Lamie dość często. Zawdzięczał to prawdopodobnie swojemudziedzictwu genetycznemu, a nie osobistym osiągnięciom duchowym. Bardzo głęboka praktyka tantry przekształca nie tylko umysł, ale także – na bardzo subtelnym poziomie –ciało. Wyobraźcie sobie, że ślad ten jest przekazywany potomstwu. Jest bardzo prawdopodobne, że jeśli wasi rodzice iwcześniejsi przodkowie zdołali przekształcić subtelnekanały*, centra oraz życiowe energie swojego ciała, wasze ciało będzie poniekąd zmodyfikowane przez osiągnięcia waszych przodków.
    Co więcej, w buddyzmie środowisko zewnętrzne uważane jest w pewnym sensie za rezultatzbiorowej karmy*. Tak więc, na przykład, egzystencja kwiatu powiązana jest z siłami karmicznymi istotżyjących w otoczeniu kwiatu. Natomiast dlaczego jedne kwiaty potrzebują więcej wody, a inne mniej,dlaczego pewne gatunki kwiatów żyją na danym obszarze, a inne nie, dlaczego kwiaty mają różnekolory i tak dalej – tych spraw nie da się wytłumaczyć na podstawie teorii karmy. Trzeba je wyjaśniać w kategoriach praw natury i biologii.”-Dalajlama

    W tradycji hinduskiej istnieją dwa rodzaje rytuałów przygotowawczych umożliwiających wejście w nowy stan. Pierwszym są typowe ryty przejścia czyli sanskary (skt. saXskāra), obligatoryjne dla wszystkich Hindusów.

    Spośród 16 sanskar najważniejszych jest 12 ceremonii, związanych z: poczęciem, płodzeniem mężczyzny, narodzinami,nadaniem
    imienia, pierwszym wyjściem z domu, pierwszym karmieniem, obcięciem
    włosów, „powtórnymi narodzinami” czyli upanajaną (upanayana), pierwszym goleniem zarostu na twarzy, powrotem do domu po zakończeniu nauk
    u guru, rytami małżeńskimi, oraz ceremonią pogrzebową.
    Najważniejsze z nich są „powtórne narodziny”. W czasach wedyjskich w noc przed inicjacją
    kandydat zachowuje milczenie, a jego ciało smaruje się żółtą substancją, co
    symbolizuje jego embrionalny charakter.

    Podczas niej wokół inicjowanego
    trzykrotnie zawiązuje się pas (mekhalā), symbolizujący zastąpienie pępowiny biologicznej duchową pępowiną ponownych narodzin. Następnie
    inicjowany otrzymuje święty sznur (yajopavita) równy wysokości jego
    ciała, który — od okresu po Grihjasutrach — stanowi zewnętrzną oznaką
    przyjęcia go do społeczności „dwakroć urodzonych” (dvija).

    Śatapatha brāhmaNa (VII 3.2.13) uważa święty sznur za duchowe ogniwo spajające
    wszechświat i wszystkie zamieszkujące go istoty.

    Spośród czterech warn (varNa, „barwa”, „kształt”), zwanych niekiedy
    kastami, na jakie dzieli się społeczeństwo hinduskie — kapłanów (braminów),
    wojowników (kszatrijów), kupców (waiśjów) oraz wytwórców (śudrów)
    — tylko członkowie trzech pierwszych są upoważnieni do uczestniczenia
    w ceremonii inicjacyjnej, w wyniku której stają się „dwakroć urodzonymi”
    (dvija). Niektóre autorytety dopuszczają możliwość inicjowania śudrów
    w cztery z 16 sansakr, w tym w ryty małżeńskie i ceremonię pogrzebową, ale bez poznania formuł wedyjskich, zastrzeżonych dla „dwakroć
    urodzonych”.

    Po inicjacji „dwakroć urodzony” je ostatni posiłek ze swoją matką,
    symbolizujący zerwanie pępowiny.

    Posiłki spożywa odtąd w towarzystwie mężczyzn, a kobiety mu usługują. Bramini przechodzą ceremonię
    upanajana w wieku ośmiu, kszatrijowie mając 11, a waiśjowie w wieku 12
    lat od chwili poczęcia.

    Po inicjacji bramini otrzymują potrójny pas z trawy
    muńdzia, skórę czarnej antylopy i laskę z drzewa palaśa lub bilwa, kszatrijowie pas z trawy murwa, skórę plamistego jelenia i laskę z drzewa wata lub
    khadira, a waiśjowie pas konopny, skórę krowy lub kozła i laskę z drzewa
    pilu lub udumbara.

    Początkowo prawdopodobnie inicjowano również
    dziewczynki, ale później zwyczaj ten ograniczono do chłopców.

    Brahmany zawierają opis rytuałów mających na celu „ponowne narodziny”.
    Inicjowanego zamyka się w specjalnym pomieszczeniu, gdzie „kapłani
    przemieniają go w embrion”,aby umożliwić mu ponowne odrodzenie się
    w świecie niebiańskim, „przejście od bogów do ludzi”i „stanie się jednym z bogów”,na przykład Wisznu.

    Centralnym punktem inicjacji upanajana i chwilą, w której kandydat
    staje się „dwakroć urodzonym”, jest przekaz mantry Gajatri (gāyatrī), którą
    otrzymuje się od przyszłego guru. Brzmi ona: OX bhūr bhuvaG svaG / OX
    tatsavitur vareNyam / bhargo devasya dhīmahi / dhiyo yo naG pracodyāt.
    W tłumaczeniu oznacza to: „Om, ziemia, powietrze, niebo. / Obyśmy
    światłość tę posiedli / cudowną boga Sawitara, / niech on pobudzi nasze
    myśli”.
    Ci, którzy nie przeszli przez rytuał upanajana, czyli wratjowie
    (vrātya), stawiają się poza społeczeństwem hinduskim: nie mogą odmawiać
    mantry Gajatri, czytać Wed, ani wchodzić w związki małżeńskie z „dwakroć
    urodzonymi”.
    Natomiast inicjowani wstępują w pierwszą z czterech aśram
    (āśrama), czyli okresów w życiu Hindusa, których tradycja sięga w Indii
    co najmniej 3000 lat wstecz. Chłopiec staje się uczniem bramińskim, czyli
    brahmaćarinem (brahmacarya). Usługuje swemu guru, zbiera dla niego
    jałmużnę i przez cały czas nauki żyje w celibacie. Po ukończeniu u guru nauki
    tradycji wedyjskiej, co zwykle zajmuje około 12 lat, przechodzi ceremonię
    powrotu (samāvartana) do społeczeństwa. Może wtedy założyć rodzinę,
    czyli stać się gospodarzem, grihastą (gPhasta). Księgi prawne zobowiązują
    go do wykonywania rytuałów razem z żoną.
    Potem, gdy jego dzieci już
    dorosły, przekazuje dom najstarszemu synowi, a sam lub z żoną udaje się
    do leśnej pustelni. Staje się leśnym ascetą, wanaprasthą (vānaprastha).

    Po stwierdzeniu, że odciął wszelkie przywiązanie do świata, porzuca pustelnię
    i samotnie, jako sanjasin (saXnyāsin), ubrany jedynie w lwią skórę, mając
    przy sobie tylko miseczkę żebraczą, laskę, sznur, naczynie na wodę i płótno
    do cedzenia wody,udaje się na wędrówkę, której kresem jest wyzwolenie
    lub śmierć.
    Drugi rodzaj rytuału bramińskiego to dobrowolna inicjacja, diksza
    (dīkRā).

    Najbardziej znaną formą dikszy jest konsekracja człowieka dla
    oi ary wedyjskiej, podczas której na pewien czas przenosi się w stan upodabniający go do bogów. Rytualnie przekształca się w embrion, a po powtórnych
    narodzinach zyskuje nowe ciało: „Nauczyciel bierze wedyjskiego ucznia
    i nosi go w swoim brzuchu przez trzy noce, czyniąc zeń zarodek; bogowie
    gromadzą się nad nim, aby ujrzeć jego narodziny”.

    Dla innych jest on tabu;
    nie mogą go dotykać, ani nawet wymieniać jego imienia. Po kąpieli rytualnej na zakończenie uroczystości powraca do zwykłego stanu.
    Podobne cechy posiadała koronacja władcy, również zwana diksza.

    Zdaniem Jana Gondy: „nie ma wątpliwości, że wedyjska dīkRā miała na
    celu doprowadzić do wstępnej sanktyi kacji Arji, chcącego dokonać oi ary
    z Somy, była więc środkiem realizacji ponownych narodzin i wyższego
    statusu egzystencji”.

    Upaniszady podkreślają boskie pochodzenie
    dikszy, która wywodzi się od osoby najwyższego Puruszy,oraz opiera się
    na prawdzie.

    Diksza pojawia się też jako niezbędna część rytuału wejścia do wspólnoty
    religijnej: bramińskiej (pasowanie na ascetę, czyli sanjasina), oraz buddyjskiej i dżinijskiej (pasowanie na mnicha). Nowy członek społeczności otrzymuje imię oraz wyróżniający go strój, przedmioty (np. miseczkę żebraczą,
    kij itp.). Niekiedy diksza wiązała się z próbami, np. wyrywaniem włosów
    albo piętnowaniem.
    O tym, że diksza była ważnym elementem koronacji księcia na władcę i, jako
    taka, była ściśle związana ze społeczeństwem feudalnym, pokazał jeszcze
    w 1919 roku Narendra Nath Law. Skomplikowana ceremonia inicjacyjna
    obejmowała: rytuał ognia (homa), kąpiel księcia w ziemi pochodzącej z wielu
    miejsc królestwa, którym miał władać, spryskiwanie go płynami przez
    ministrów, braminów i kapłana królewskiego, ukazanie mu pomyślnych
    obiektów, koronację, przedstawienie urzędników księciu, wypłatę honorariów dla kapłanów, ucztę koronacyjną, uroczyste przejście króla w orszaku
    przez miasto, oraz powrót do pałacu i rozdanie darów poddanym.

    W odróżnieniu od restrykcyjnego braminizmu, tantra wydaja się
    oddychać duchem swobody. Piszący w latach 20. XX w. sir Charles Elliot
    stwierdził: „Restrykcje kastowe są [tutaj] zminimalizowane, dozwolone
    jest podróżowanie, kobiety są czczone; mogą też nauczać. Istnieje zakaz
    palenia wdów na stosie, wdowy mogą ponownie wyjść za mąż, a mord na
    kobiecie uważa się za rzecz wyjątkowo ohydną. Szczególnie mocno potępia
    się prostytucję”.

    U wiraśiwaitów czyli lingajatów (czcicieli lingi Śiwy) nie
    ma odrębnej dikszy, a dziecko jest inicjowane w społeczność od razu przy
    narodzinach, a potem w wieku ośmiu lat. Ponadto — w przeciwieństwie
    do tradycyjnej społeczności bramińskiej — wiraśiwaici traktują kobiety na
    równi z mężczyznami i udzielają im kompletnych inicjacji.

    Tantryczna upanajana stanowi zmodyi kowaną kontynuację wedyjskiej
    upanajany. Niewielkie różnice polegają na dodaniu kilku niewedyjskich
    formuł, które — w odróżnieniu od tradycyjnego początku mantr wedyjskich i nie tylko — zaczynają się na od HRIM, zamiast od OM. Ponadto,
    poza oi arami do męskich bóstw wedyjskich, składa się oi ary do bóstw
    żeńskich (głównie do Durgi).

    Mówiąc ogólnie, tantra hinduska wyróżnia dwa główne rodzaje ceremonii inicjacyjnych: (1) inicjację czyli dikszę (dīkRā) podczas której guru
    identyi kuje się z uczniem, a następnie wprowadza go w swój stan umysłu
    czyli doświadczenie ostatecznej rzeczywistości; oraz (2) przekaz mocy
    czyli abhiszekę (abhiReka), która jest przekazem iluminacji, boskiej energii
    i wszechwiedzy, co daje możliwość osiągnięcia wyzwolenia za życia. Według
    jednej z etymologii termin diksza składa się z dwóch słów: dā („dawać”)
    i kRi („niszczyć”), co wskazuje na podwójną naturę inicjacji: jako czegoś,
    co obdarza urzeczywistnieniem i niszczy splamienia umysłu.

    Jak pisał Utpalabhatta: „Diksza niszczy wszystkie splamienia umysłu i obdarza realizacją”.

    Zgodnie z tradycją tantryczną osiągnięcie wyzwolenia bez inicjacji
    jest niemożliwe, podobnie jak niemożliwe jest prawidłowe otrzymanie
    inicjacji bez obecności kwalii kowanego nauczyciela.

    Uczniowi nie wolno
    czynić żadnych różnic pomiędzy guru a Śiwą.

    Przed otrzymaniem inicjacji
    uczeń musi pościć i zachować wstrzemięźliwość. Los osoby nieinicjowanej
    nie jest do pozazdroszczenia: po śmierci odradza się ona w piekle Raurawa,
    a jeśli guru i uczeń nie sprawdzili się wzajemnie, grozi im odrodzenie się
    w postaci demonów piśāca.

    http://www.jaceksieradzan.pl/inicjacja-w-braminizmie.pdf

  31. Mezamir pisze:

    „My nie daliśmy nieśmiertelności żadnemu człowiekowi przed tobą […].
    Każda dusza zakosztuje śmierci” Koran (21, 34-35)

    MY ,tzn oni🙂
    ŻADEN człowiek nie posiada nieśmiertelnej DUSZY

  32. Mezamir pisze:

    Grzebanie zmarłych
    W grobie kładzie się zmarłego tak, aby leżał na prawym boku z twarzą zwróconą w kierunku Mekki. Następnie wszyscy uczestnicy pomagają zasypać grób, recytując przy tym fragment Koranu:

    „Z ziemi was stworzyliśmy(MY) i sprawiMY, iż do niej powrócicie i z niej was wyprowadzimy po raz drugi” (20,55).

    Po raz drugi?
    Niby reinkarnacja ale przecież zgodnie z tym

    „My nie daliśmy nieśmiertelności żadnemu człowiekowi przed tobą […].
    Każda dusza zakosztuje śmierci” Koran (21, 34-35)

    nie może być mowy o reinkarnacji,tutaj może chodzić tylko o zombi,żywe trupy
    o czym można poczytać w Biblii

    Księga Ezechiela
    Ożywienie wysuszonych kości

    1 Potem spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny.
    Była ona pełna kości. 2 I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe. 3 I rzekł do mnie: “Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?” Odpowiedziałem: “Panie Boże, Ty to wiesz”. 4 Wtedy rzekł On do mnie: “Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: “Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana!”
    5 Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. 6 Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Pan”.
    7 I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. 8 I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha.
    9 I powiedział On do mnie: “Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg:
    Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli”.
    10 Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie. 11 I rzekł do mnie: “Synu człowieczy, kości te to cały dom Izraela.
    Oto mówią oni: “Wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas”.
    12 Dlatego prorokuj i mów do nich:
    Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela

    Bardzo interesujące rzeczy🙂

    • Mezamir pisze:

      Grzebanie zmarłych w islamie.
      W grobie kładzie się zmarłego tak, aby leżał na prawym boku

      a to jest pozycja lwa znana w buddyzmie
      Na prawym boku należy spać gdy się chce mieć świadome sny
      Nie wiem czy u kobiet nie jest odwrotnie…kobieta na prawym boku
      ma nieświadomą jawę ;D

      • JESTEM pisze:


        Śniąca kobieta leży na na niskim łożu, jej głowa opiera się na prawej ręce.🙂
        Kreski na jej spódnicy są interpretowane jako liczba kolejnych ceremonii inkubacji… snów albo kolejnych śnionych „wcieleń” – [„awatarów”?].
        http://tonalinagual.blogspot.com/2013/08/sniaca-istota-i-przebudzenie-d.html

        „Wisznu zastanawiał się czasem, co dzieje się, gdy zasypia. Czy wszystko to ginęło i rozpływało się w niebycie? Czy zastygało jak wielowymiarowa fotografia, po to by ożyć, gdy tego znów zapragnął? Nie wiedział, a raczej nie chciał tego wiedzieć. Gdyby tylko autentyczne pragnienie pojawiło się w jego świadomości, natychmiast przyszłaby też odpowiedź.”

  33. Mezamir pisze:

    W momencie umierania pojawia się Anioł Śmierci (Izra’il)

    Izrael
    Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela/Anioła śmierci

    który zabiera duszę umierającego i zgodnie z tradycją zanosi ją do nieba.
    Jeśli należy do sprawiedliwych, dowie się w niebie, że Bóg wybaczył jej wszystkie grzechy i przewinienia oraz że jej miejscem jest raj. Po tym pierwszym sądzie dusza wraca do swego ciała, oczekując zmartwychwstania(a jeśli ciało spłonęło albo zgniło?)

    Jeśli jednak dusza należy do przeklętych, zostaje zawrócona już przy bramie niebios i odrzucona wraca na ziemię. (albo wraca na Ziemię albo wraca na Ziemię…świetnie że ma wybór😀 )

    • Maria_st pisze:

      Jeśli jednak dusza należy do przeklętych, zostaje zawrócona już przy bramie niebios i odrzucona wraca na ziemię.

      przekleci odrzuceni mieszkaja na Ziemii?

  34. Mezamir pisze:

    Faces of Death II

    Film składa się z krótkich scen przedstawiających prawdziwą śmierć. Wszystkie materiały sfilmowane zostały przez ekipy telewizyjne oraz kamery video, najczęściej pochodzą z wypadków.

    „Men Behind the Sun (1988) oryginalny tytul to „Hei tai yang 731″ ten film to dopiero masakra odczuć ludzkich, dostępny na youtube , nie ma wersji po polsku ale przekaz jest tak prosty ze nie potrzebne tłumaczenie”

  35. JESTEM pisze:

    Znalazłam taki swój zapis z 14 marca 2010

    ILUZORYCZNA WIELKOŚĆ EGO

    Ten, który nienawidzi ciemnego motłochu…

    To, czego nie rozumiem, nazywam szaleństwem.
    Tych, których nie rozumiem, nazywam wariatami.
    Boję się, ale nie chcę się bać, nie chcę czuć strachu,
    więc szukam zabawy, biegnę na karuzelę.

    Kręcić się, ach kręcić, by zapomnieć o swych lękach,
    co dręczą mnie czasem tylko koszmarami w snach.

    Szukam sobie kozłów ofiarnych dla moich drwin.
    Żeby się nie bać muszę straszyć innych,
    a jak nie straszyć, to muszę drwić i obrażać.
    W drwinach moich ukrywam swoje przerażenie
    i strach przed Nieznanym, którego nie rozumiem.

    Nie, nie mogę poniżyć się przed nikim i niczym.
    Nie przed szaleństwem. Szalony może być tylko
    nieoświecony motłoch – ja to dobrze wiem.
    Nie wierzę, że w nim może być ukryta jakaś mądrość.

    Ja, oświecony oślepiającym blaskiem,
    pluję w Twarz nieoświeconego motłochu.
    I w nienawiści swej trwam, bo takie ustaliłem sobie
    zasady mojej gry. Bo zagubiłem gdzieś części siebie.

  36. Mezamir pisze:

    W książce Powtarzając Słowa Buddy,znajduje się wyjaśnienie że dzień w Bardo
    oznacza „dzień medytatycjy”,czyli okres w jakim dany człowiek potrafi przebywać w Rigpie
    Zwykle jest to krótka chwila dla przeciętnego człowieka,a ludzie nie zaznajomieni z praktyką,znajdując sie w Rigpie,doświadczają jej jako luki,przerwy w świadomości.
    Czyli to co nazywamy urywającym się filmem i nieprzytomnością,wcale nie jest przerwą ,trzeba się nauczyć jak być świadomym bez myśli,czyli to o czym się mówi w kontekście Dzogczen/Mahamudry…

  37. Mezamir pisze:

    Moja śceżka dźwiękowa do rozmyślań i poczytajek o śmierci🙂

  38. Mezamir pisze:

    W filmie pojawia się Grof jak również autor Kosmicznej Spirali🙂 tej książki o smoku/wężu
    który ukrył przed nszczycielem, życie na Ziemi w postaci DNA.

  39. Mezamir pisze:

    Często pytano Czagduda Rinpocze o przebieg ceremonii pogrzebowych w Tybecie. Poniższy opis jego autorstwa może posłużyć za punkt wyjścia dla rozważenia procedur własnych pośmiertnych obrządków:

    Poza stuknięciem w koronę głowy zmarłego, który właśnie wydał ostatnie tchnienie, służącym skierowaniu jego uwagi ku górze, nikt nie miał prawa dotykać ciała aż do czasu, gdy lama przeniósł jego świadomość, uzyskując przy tym jasne oznaki powodzenia praktyki. Następnie owijano ciało płótnem, lecz nie poddawano go kremacji ani też nie uszkadzano – pozostawiano zmarłego w spokoju trzy dni. Przez czterdzieści dziewięć dni od chwili śmierci odprawiano też specjalne ceremonie i modlitwy. Odprawiali je razem ze swoimi mnichami lamowie, co tydzień inny. Uczestniczyło w nich zazwyczaj dziesięciu lub piętnastu mnichów, choć moja rodzina zwykle finansowała pośmiertne obrządki z udziałem trzydziestu pięciu mnichów.

    Tego rodzaju ceremonie wiązały się z dużymi wydatkami, które obejmowały zarówno wyżywienie mnichów, datki dla lamów, jak i rytualne ofiary. Ofiary słano także do różnych klasztorów wraz z prośbą o modlitwę. Wreszcie czterdziestego dziewiątego dnia lama przeprowadzał rozbudowany uroczysty rytuał, podczas którego podpalał papier z wypisanym imieniem zmarłego. Następnie szukał znaków wskazujących miejsce kolejnego odrodzenia. Jeśli były one niepomyślne, przeprowadzano dalsze ceremonie i modlitwy. Często było to sto tysięcy powtórzeń mantry Buddy Akszobhi
    .
    W przypadku zmarłych przedwcześnie, a za takich w Tybecie uważano odchodzących między osiemnastym a pięćdziesiątym rokiem życia, przeprowadzano specjalną ceremonię zwaną dur po to, aby zneutralizować wszelkie negatywne moce, które doprowadziły do zgonu. Nie tyczyło się to jednak zmarłych przed osiemnastym rokiem życia – chyba, że śmierć nastąpiła z powodu nagłego wypadku lub (co w Tybecie prawie się nie zdarzało) – samobójstwa. Śmierć przed osiągnięciem dorosłości była bowiem uważana za naturalną.

    Większość rodzin chętnie godziła się na wszystkie tego rodzaju rytuały oraz związane z nimi wydatki. Uznawano je za środki zapewniające zmarłemu wyzwolenie, a przynajmniej odrodzenie w kontakcie z duchową ścieżką. Pod koniec siódmego tygodnia ciągłych modlitw członkowie rodziny zmarłego zwykle zauważali, że ich żal przemienił się w pewność, iż zapewnili krewnemu jak najlepszą pomoc w pokonaniu burz stanu przejściowego. Nadal mogli jednak pomagać zmarłemu składając w jego imieniu ofiary w trakcie klasztornych ceremonii albo prosząc urzeczywistnionych mistrzów o modlitwę. Mogli także dedykować zmarłemu zasługę płynącą z własnych szlachetnych uczynków i duchowej praktyki.

    Wiem, że wielu wymienionych rytuałów nie można przeprowadzić na Zachodzie. Odnosi się to zwłaszcza do osób umierających w szpitalach.

    Inne tradycje religijne również mają swoje ceremonie, lecz jestem zdania, że uniwersalna mądrość niektórych wspomnianych buddyjskich rytuałów przekracza wszelkie ograniczenia. Ktoś, kto nie ma doświadczenia w praktyce phoła z pewnością odniesie korzyść wyobrażając sobie w chwili śmierci źródło schronienia ponad koroną własnej głowy – bez względu na to, czy będzie to Budda, Jezus czy też inne uosobienie oświeconej mądrości. Modlitwa z wiarą w wyzwolenie na pewno poskutkuje.

    Stuknięcie w koronę głowy zmarłego mające skierować świadomość w górę, ku źródłu schronienia, uważa się w buddyzmie i hinduizmie za niezwykle ważne – praktykujący w innych duchowych tradycjach także powinni rozważyć, czy tego nie zrobić, jeśli tylko intuicyjnie czują, że może to pomóc umierającemu. Silne przeświadczenie tybetańskich buddystów, że ciała nie powinno się niszczyć przed upływem trzech dni po śmierci może mieć związek z innymi duchowymi tradycjami. W świecie Zachodu przygotowujący ceremonie pogrzebowe również zaobserwowali, że przetrzymanie ciała kilka dni po śmierci często pomaga przyjaciołom i krewnym zmarłego pogodzić się z rzeczywistością i stratą.

    Najważniejszą ceremonią pogrzebową jest (wykonywana zgodnie z własną duchową tradycją) modlitwa za zmarłego przez pierwsze trzy dni po śmierci oraz co siódmy dzień przez czterdzieści dziewięć dni po zgonie. Czterdziestego dziewiątego dnia grupa żałobników powinna zebrać się na wspólnej ceremonii, podczas której ofiarują źródłu duchowego schronienia substancje takie jak jedzenie, napoje, kadzidła, kwiaty i świece. Ofiarowanie pożywienia po czyjejś śmierci oraz organizowanie nabożeństw żałobnych jest zachowaniem powszechnym – w buddyzmie tybetańskim wyjątkowe jest tu za to podkreślenie znaczenia wybranych dni.

    Ofiary, które składamy duchowej kongregacji wraz z prośbą o odprawienie grupowych rytuałów, mają wykorzystać siłę, która tkwi w intencjach ludzi o czystej duchowej motywacji. W wielu ośrodkach Czagdud Gonpy podczas porannej sesji medytacyjnej czyta się na głos listę zmarłych. Kilka razy w roku odprawia się też specjalne ceremonie poświęcone zmarłym. Wiem, że inne grupy religijne mają podobne listy modlitw, praktykuje się również składanie datków ku pamięci przyjaciół i krewnych.

    Powinniśmy pamiętać o zmarłych przy okazji wszelkich modlitw dedykacji zasługi, by bezustannie, bez względu na czas i miejsce pobytu, czerpali korzyści z naszych szlachetnych działań i duchowych aktywności. Tym, którzy przewinęli się przez nasze życie, przyniesie to znacznie więcej pożytku, niż potoki rzewnych łez czy wystawne pogrzeby.

    Łączę się z Rinpocze w pragnieniu, by książka „Życie w świetle śmierci” znalazła czytelników nie tylko w świecie anglojęzycznym, ale i pośród Portugalczyków, Hiszpanów i Niemców, dla których została już przetłumaczona. Mam także nadzieję, że załączone wzory dokumentów zainspirują wielu do spisania ostatniej woli, postanowień na wypadek stanu krytycznego oraz ostatnich przygotowań. Dzięki temu nasza śmierć – nagła czy spodziewana – stanie się nieco mniejszym problemem, nie będziemy dodatkowo obciążeni niedokończonymi doczesnymi sprawami. Dzięki temu zyskamy więcej swobody w odkrywaniu istoty umysłu.

    Czagdud Khadro
    Khadro Ling, Trés Coroas, Brazylia
    Jesień 1999 roku

  40. Mezamir pisze:

    Ewolucję wyobrażeń życia przyszłego zarysuję w oparciu o hinduizm i buddyzm wychodząc od okresu wedyjskiego. Wedy datowane nawet na XV wiek przed Chrystusem uważane są za najstarsze posiadane dokumenty myśli ludzkiej. Wedyjscy Ariowie kochali życie i nie okazywali większego zainteresowania życiem po śmierci. Życzyli sobie stu jesieni życia ( Rygweda X, 18) niemniej byli przekonani, że śmierć nie jest ostatecznym końcem. Istoty, które kiedykolwiek istniały nie mogą przestać istnieć.

    „Według wierzeń ówczesnych, człowiek po śmierci docierał do królestwa Jamy. Jama wynalazł dla nas miejsce, dom własny, którego nic nam nie odbierze. Po odrzuceniu ciała dusza przybiera jaśniejszą formę spirytualną i udaje się do miejsca pobytu bogów, gdzie Jama i ojcowie wiodą nieśmiertelny żywot. Wierzono, że zmarli dostają się do raju” ( S. Radhakrishnan, filozofia indyjska, t.1 s.137, PAX ). Dusze oddają się tam doskonalszym i liczniejszym radościom ziemskim. Wedy ukazują zmysłowy charakter przyszłego życia. Dusze ucztując razem z Jamna nie odczuwają ani głodu, ani pragnienia, nie wchodzą w związki małżeńskie. „Są oznaki wskazujące na to, że wedyjscy Ariowie wierzyli w możliwość spotkania swych przodków po śmierci” ( tamże, s.138). Na tym etapie nie ma jeszcze wypracowanego pojęcia ponownych narodzin ( sansary). Natomiast jest już pojęcie duszy jako poruszającej zasady życia. Rygweda zna pogląd, że każdy człowiek rodzi się trzy razy: najpierw jako dziecko, po raz drugi przez rozwój duchowy i po raz trzeci po śmierci (Rygweda IV. 27.1). Zasadą jest niebo dla sprawiedliwych i piekło dla grzeszników. Według Wed grzech to oderwanie się od Boga.

    W koncepcji Boga Waruny występuje pojęcie grzechu i przebaczenia, przypominające doktrynę hebrajską i chrześcijańską. (Rygweda VII, 86).

    (Próba manipulacji,a własciwie dwie:
    1 sugestia że hinduizm jest wzorowany na hebrajskim judeo-chrześcijaństwie,a jest dokładnie odwrotnie,
    oraz 2 sugerowanie że chrześcijaństwo nie jest odnowionym judaizmem,czyli neojudaizmem
    podczas gdy fakty mówią same za siebie ,nie ma chrześcijaństwa bez judaizmu,obie gałęzie sa jak dwie strony tej samej monety)

    Wyrwanie się z kołowrotu ponownych narodzin w szczęśliwość niebytu wiekuistego jest ideałem tego okresu.
    (Jakiego niebytu???)

    Buddyzm odrzuca wędrówkę dusz; gdy człowiek umiera, kończy się także jego życie psychiczne. To nie zmarły człowiek rodzi się ponownie, lecz inny człowiek.

    (Buddyzm odrzuca ideę duszy jako substancji,a jeśli uznamy że duszą jest jaźń/strumień umysłu,buddyzm nie odrzuca istnienia umysłu,wręcz przeciwnie).

    „Człowiek, który się znów rodzi, jest spadkobiercą uczynków zmarłego. A jednak jest on nową istotą. Chociaż nie zachodzi tu trwała tożsamość, nie ma zarazem unicestwienia lub odcięcia. Nowa istota jest tym, czym ją uczyniły jej uczynki” ( S. Radhakrishnan, tamże, s.419).

    (Kolejne inkarnacje są jak dzieci rodziców,rodzic nie jest kontynuacją dziecka,jest przyczyną
    Jeśli w buddyzmie nie ma wędrówki dusz to co wędruje w czasie Bardo?Dla kogo jest praktyka Phowa?)

    Osiągnięcie absolutu określa także jako przebywanie w Brahmanie (V,20) albo wejściem w pokój Brahmana ( V,24). Jest to także zjednoczenie z boską Energią, która tworzy wszechświat. W tym najwyższym stanie znika wszelka odpowiedzialność za wszelki czyn, a zatem także za rodzinę. Człowiek staje się wolny od wszelkich skutków swego postępowania, bowiem „żaden nie dotyka Mnie czyn, żaden nie nęci mnie plon. Kto takim Mnie zna, tego własne jego czyny nie wiążą” (IV, 14).

    Późny buddyzm niewiele różni się od religii Bhagavatgity. Zasadniczą prawdą buddyzmu jest nauka Nirwany. Nirwana to święta tajemnica, gdzie ustają procesy stawania się, ustaje pożądanie, następuje zdmuchnięcie lampy. Budda jest tym, który ten stan osiągnął. Jest oświeconym, który wskazuje drogę innym do celu ( ośmioraka ścieszka). Bóg Ojciec to Nirguna Brahman, nagie Bóstwo, otchłan Bytu, boska ciemność, absolutna nicość, z której wszystko wychodzi, niebyt, z którego wypływa wszelki byt. W tej Nirwanie Brahmana wszystko, co wynurzyło się nie tylko w czasie, ale i w wieczności znajduje się w absolucie, pełni Bytu, która wydaje się nam niebem, próżnią, otchłanią, nicością.

    Kobieta w religiach Wschodu kosmocentrycznych była od początku dyskryminowana. W Indiach od zarania była podporządkowana mężczyźnie i nigdy nie była podmiotem swych praw.
    Chrystus dał kobiecie pełne prawo rozwoju duchowego i dostępu do źródeł wiedzy.

    (Tego nawet nie będę komentował bo mógłbym pisac godzinami o „wyższości” neojudaizmu nad religiami wschodu na których neojudaizm jest od początku wzorowany😀 )

    http://teologia.deon.pl/wiezi-rodzinne-po-smierci-w-swietle-filozofii-indyjskiej/

    PS.Manipulacja= trochę prawdy i nieprawdy,półprawdy to g. prawdy🙂
    i dlatego trzeba dużo czytac żeby nam Robert Koss w głowie nie namącił

    „Jednak religie Wschodu, poza licznymi sektami, nie stworzyły jakiejś nowej uniwersalnej wspólnoty nadprzyrodzonej, opartej na wierze i miłości.”

    Tekst ewidentnie pisany na zamówienie ale warto go przeczytać żeby się uodparniać na manipulacyjne sztuczki

  41. Mezamir pisze:

    http://bialczynski.wordpress.com/2014/09/14/kosciol-i-kobiety-cala-prawda/

    „Kobieta w religiach Wschodu kosmocentrycznych była od początku dyskryminowana.
    W Indiach od zarania była podporządkowana mężczyźnie i nigdy nie była podmiotem swych praw.
    Chrystus dał kobiecie pełne prawo rozwoju duchowego i dostępu do źródeł wiedzy”.

    „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca

    i matki, żony !!!
    i dzieci, braci

    i sióstr !!!

    nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”- Jeszua z Nazaretu

    Jestem bardzo ciekawy jak należy odczytać to metaforyczne😉 słowo nienawiść
    bo to musi być metafora,taki specjalny rodzaj miłości zwłaszcza do kobiet😉

    Inne religie uczą: “Szanuj religie innych ludzi, ale bądź wierny własnej”
    Judeochrześcijaństwo natomiast uważając, iż bogowie wszystkich innych religii to diabły
    skazałoby najchętniej wszystkich innowierców na ogień i potępienie wieczne.
    Nie oszukujmy się🙂 bo to nie tak, że jeśli jakiś wyznawca księgi nie ma ochoty zabijać
    tzn że cała księga jest cacy.
    Cacy jest ten który nie chce się stosować do instrukcji w księdze
    ale czy wobec tego może mówić o sobie że jest wiernym/wyznawcą tej księgi?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s