Wspomnienia sprzed 36 lat……

Ten wpis by się nie pojawił gdyby nie koment na blogu Livii(Dziękuję Livio :)), a właściwie zacytowanie fragmentu książki” Najdalsza Podróż” autorstwa znanego, zmarłego w 1995 roku, bussinesmana i parapsychologa Roberta Monroe. Przed 36 laty, być może rok wcześniej, albo rok później przydarzyło mi się to, co Robert Monroe opisuje w swojej pierwszej książce „Podróże poza ciałem”. Pamiętam jak jeszcze w starym mieszkaniu w Gdańsku pewnego ranka doznałem niezwykłego odczucia. Poczułem dziwny chłód i za chwilę ciało moje zaczęło wibrować, aż uniosłem się ponad swoje ciało i obserwowałem siebie niejako „spod sufitu”. Moja głowa była skierowana dokładnie tam gdzie kompas wskazywał północ( nie wiedziałem że to takie istotne).W czasie tego „OBE” miałem również spotkanie z istotami z innego wymiaru, ale nie to w tym wypadku jest tutaj najważniejsze. Najważniejsze jest to, że nie użyłem do tego swojego „OBE” żadnych kaset Hemi-Syc. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku chodziłem na kursy DU u Lecha Emfazego Stefańskiego. W żaden jednak sposób nie wiązałem kursów z DU z tym wydarzeniem sprzed 36 lat.Jednak w obydwu wypadkach okazało się, że chodziło o synchronizację fal z lewej półkuli ( tej analitycznej) i prawej półkuli( tej holistycznej). Zarówno w instytucie Roberta Monroe’a jak i w technikach DU są używanie te kasety. Z mojego punktu widzenia i doświadczenia wydaje się jednak, że proces OBE powinien zachodzić w sposób naturalny. Trzeba tez pamiętać, że w czasie jakiegokolwiek OBE powinniśmy zdawać sobie sprawę , że istoty które spotkamy po tamtej stronie niekoniecznie muszą nam być przychylne. Powinniśmy być niczym postacie z bajek, którym przekazano „nie oglądaj się za siebie” nawet gdy słyszysz jęki czy czujesz dotyk jakiś istot na swoich ramionach – idź prosto przed siebie!
Lewa półkula układa wydarzenia zawsze chronologicznie i sekwencyjnie, prawa natomiast w sposób całościowy .Lewa półkula widzi wszystko w sposób liniowy, a prawa holistycznie ( bezwymiarowo i bezczasowo). Lewa to świat materii, a prawa ducha. Należy po prostu połączyć jedno z drugim, coś co obecnie jest rozdzielone. Granicę pomiędzy Duchem i Ciałem stanowi śmierć. W stanie OBE połączony jest duch z ciałem .Po śmierci jest tylko Duch, a nie ma ciała.

Robert Monroe w swojej książce „Podróże poza ciałem” opisuje jak osiągnąć ten stan wibracji, będący wstępem do OBE:
Wytworzenie tego efektu jest najważniejszym ze wszystkich opisanych tu ćwiczeń. Subiektywne wrażenia jakie wywołuje osiąganie tego stanu, opisane są w innych miejscach. Kiedy już uda ci się osiągnąć wibracje, to nie sądź, że już odniosłeś sukces. Będziesz miał jeszcze kilka płotków do pokonania. Wszystko co mogę teraz zrobić to jedynie podać wskazówki. Przy obecnym poziomie wiedzy nikt nie wie jak i dlaczego to działa. Przypomina to przełącznik światła, o którym nie wiemy jak funkcjonuje, czym jest ani jak działa poprzez niego elektryczność i w jaki sposób wpływa na żarówkę. Przedstawiony tu materiał oparty jest na doświadczeniach, w których brałem udział wraz z kilkoma osobami. Chcieliśmy stworzyć pewien schemat postępowania. Wystarczy powiedzieć, że wszyscy osiągnęli pozytywne rezultaty. Wprowadzenie do stanu wibracji. Połóż się w pozycji, która najbardziej ci odpowiada, spełniając jednak jeden warunek ciało powinno leżeć wzdłuż osi północpołudnie, przy czym głowa ma być skierowana ku północy. Rozluźnij ubranie. Przykryj się, tak by ci było ciepło i wygodnie. Zdejmij biżuterię i wszelkie metalowe przedmioty dotykające skóry. Upewnij się, że pozycja szyi, rąk i nóg umożliwia swobodny przepływ krwi. Przygaś światło do tego stopnia, by nie przedostawało się przez zamknięte powieki. Nie gaś go jednak całkowicie utraciłbyś w ten sposób ważne punkty odniesienia. N i e z b ę d n e w y m a g a n i a. Musisz mieć całkowitą pewność, że podczas trwania eksperymentu nikt nie będzie ci przeszkadzał. Nie może być żadnych dzwonków do drzwi, telefonów czy hałasów z zewnątrz. Nie określaj z góry długości trwania eksperymentu. Miej świadomość, że czas spędzony w inny sposób nie przyniesie ci nic wartościowszego niż to co robisz w tej chwili. Osiągnięcie stanu relaksacji. Zastosuj metodę, która w twoim indywidualnym przypadku jest najbardziej odpowiednia. Osiągnięcie Warunku D jest równoznaczne z uzyskaniem stanu głębokiej relaksacji bez osłabiania świadomości. W chwili, w której uznasz, iż stan ten jest wystarczająco głęboki i trwały, powtarzaj w myśli następujące zdanie: „Będę w stanie świadomie postrzegać i zapamiętywać wszystko, co wydarzy się w trakcie relaksu. Po wyjściu z tego stanu będę zdolny przypomnieć sobie tylko te fakty i szczegóły, które będą miały korzystny wpływ na moje zdrowie fizyczne i psychiczne”. Powtórz to sobie pięć razy. Następnie zacznij oddychać przez półotwarte usta. Ustalenie fal wibracyjnych. W trakcie oddychania skoncentruj się na ciemności pod powiekami. Najpierw zwróć uwagę na ciemność znajdującą się w odległości 30 m od twojego czoła. Potem przesuń punkt koncentracji o metr dalej, a następnie o dwa metry. Skupiaj uwagę na tym punkcie aż do momentu, w którym poczujesz, że się utrwalił. Następnie przesuń ów punkt pod kątem 90° w górę, tak aby znalazł się ponad twoją głową, zaś przeprowadzona przez niego linia prosta była równoległa do osi twojego ciała. Następnie postaraj się sięgnąć po wibracje w tym punkcie, a kiedy je odnajdziesz, skieruj je na głowę. Ten prosty opis może wywołać wiele pytań. Jak sięgnąć po wibracje? Czym sięgać? Co kierować na głowę? Spróbujmy więc wyjaśnić to w inny sposób. Wyobraź sobie, że od zewnętrznych krawędzi twoich zamkniętych oczu wybiegają dwie linie, które przecinają się w odległości 30 cm od twojego czoła. Wyobraź sobie opór w miejscu, w którym się stykają, tak jakbyś miał do czynienia z dwoma przewodzącymi prąd drutami, które nagle się zetknęły (a więc spięcie), lub z dwoma złączonymi biegunami magnesu. A teraz przesuń ten punkt zetknięcia na metr od czoła lub na długość wyciągniętych ramion. Wyobraź sobie, że energia narasta i wydobywa się z większą siłą. Kiedy ustaliłeś już odległość jednego metra i utrzymałeś ją, przesuń punkt zetknięcia do dwóch metrów od czoła, wyobrażając sobie, że linie proste przecinają się pod kątem 30°. Możesz sobie pomóc rysując na papierze kąt 30° będzie ci łatwiej go sobie wyobrazić. Gdy nauczyłeś się już utrzymywać kąt 30° (przybliżona odległość punktu od czoła wynosi 2 metry), przesuń ten punkt o 90° i w stronę tyłu głowy, lecz równolegle do osi twojego ciała. Manipuluj teraz tym punktem, przesuwając go wyżej lub bliżej głowy, aż wyczujesz reakcję. Będzie to sycząca, pulsująca rytmiczna fala ognistych iskier, która dotrze najpierw do głowy, a później będzie się wydawała przepływać przez całe twoje ciało, czyniąc je sztywnym i nieruchomym. Gdy dobrze pojmiesz cały proces, nie będziesz musiał powtarzać za każdym razem wszystkich kolejnych kroków. Wystarczy wtedy, że w stanie relaksu pomyślisz jedynie o wibracjach, a one się pojawią. Można powiedzieć, że powstanie rodzaj odruchu warunkowego, lub zostanie przetarta odpowiednia ścieżka. Nie jest to technika, która może zaowocować rezultatami już przy pierwszej próbie. Prawdopodobieństwo sukcesu wzrasta proporcjonalnie do ilości poczynionych prób. Jednakże nawet jeśli odniesiesz sukces, to nie zawsze będziesz go mógł powtórzyć. Istnieje cały szereg czynników mających wpływ na to zjawisko, a ich charakter i pochodzenie nie zostało jeszcze ustalone. Niemniej jednak „działa” to dostatecznie często by zachęcić cię do dalszych prób.
astral_body

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Eksperymenty, Istota Ludzka, Kosmos. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 odpowiedzi na „Wspomnienia sprzed 36 lat……

  1. Dawid56 pisze:

    Chyba wiem Mario dlaczego nikt nie chce się tego podjąć. Chodzi o to, że w II ciele najlepiej poruszać się w tzw II obszarze i to raczej wzdłuż promienia Ziemi ( o tym mówi Monro’e) , czyli przedzierać się przez warstwy. Gdybyśmy chcieli przedostać się radialnie z Polski do Egiptu to tak czy owak musielibyśmy przedostać się niejako po średnicy przez bardzo gruba warstwę astralu- to mogłoby być bardzo niebezpieczne dla podróżującego. Lepiej by było odbyć taką astralną podróż będąc już w Egipcie, ale tu też nie ma pewności czy jakieś niekoniecznie przychylne byty nie strzegą tej komnaty Starożytni Egipcjanie znali się na magii bardzo dobrze😦
    Jakie byty można spotkać w astralu Monro’e opisuje w tym rozdziale.Ciekawi mnie co Siola i Mezamir o tym sądzi?
    „TAK MÓWI BIBLIA”
    „Jeżeli istota ludzka posiada Drugie Ciało, jeżeli to Drugie Ciało nie umiera wraz ze śmiercią, jeżeli osobowość i charakter żyją dalej w nowej formie to co wtedy? Znów to odwieczne pytanie, które jak na razie bezskutecznie domaga się odpowiedzi. Stwierdzam, iż w ciągu dwunastu lat mojej niefizycznej aktywności, nie znalazłem ani jednego dowodu, potwierdzającego biblijne wzmianki o Bogu i życiu pośmiertnym w miejscu nazywanym niebem. Być może widziałem to, ale po prostu nie rozpoznałem. Jest to całkiem możliwe. Może nie jestem odpowiednio „przygotowany”. Z drugiej strony, to co napotykałem mogło być pewnego rodzaju pierwowzorem, który w ciągu setek lat uległ znacznym zniekształceniom. Zacznijmy od modlitwy uważaną za bezpośrednią rozmowę z Bogiem. Ponieważ nauczono nas to robić, więc recytujemy ją niczym chemiczną formułkę, nie znając ani jej oryginalnego przeznaczenia, ani znaczenia składników. W ten sam sposób nasze dzieci śpiewają Most londyński wali się, nic nie wiedząc o pochodzeniu tej piosenki, czy o jej pierwotnym znaczeniu. Cała nasza cywilizacja przepełniona jest takimi irracjonalnymi zwyczajami. Modlitwa jest bez wątpienia jednym z nich. Ktoś kiedyś wiedział, jak się modlić. Próbował nauczyć tego innych. Niewielu się jednak nauczyło. Inni zapamiętali jedynie słowa, ale nawet i one przez lata uległy przemianie. Stopniowo zapomniano i samą technikę, choć na przestrzeni wieków okresowo i przypadkowo (?) odkrywana była na nowo. Bardzo rzadko jednak odkrywca był w stanie przekonać innych, że Stara, Ustalona Droga nie jest całkiem właściwa. Na ten temat, to już wszystko. Stara, Ustalona Droga nie jest wystarczająca, albo jak wspominałem, nie posiadam odpowiednich kwalifikacji lub co gorsza całe moje wychowanie religijne było niewystarczające bądź nieodpowiednie. W każdym razie w moim przypadku modlitwy nie działały. Oto przykład. W czasie jednej z moich niefizycznych wycieczek pędziłem poprzez nicość wracając do ciała fizycznego, mając pozornie wszystko pod kontrolą. Nagle uderzyłem w ścianę z jakiegoś nieprzenikalnego materiału. Nie byłem ranny, ale doznałem silnego wstrząsu. Przeszkoda była twarda, solidna i wydawała się wykonana z zachodzących na siebie ogromnych stalowych płyt, lekko wypukłych, jakby były częścią kuli. Próbowałem przecisnąć się przez nie, ale bez skutku. Poszybowałem w górę, w dół, w lewo, w prawo. Byłem absolutnie pewny, że moje ciało fizyczne znajduje się za tą barierą. Chyba po godzinie drapania, szarpania i pchania bariery, zacząłem się modlić. Po kolei wypowiedziałem wszystkie modlitwy, jakich mnie nauczono, a nawet wymyśliłem kilka nowych. Każde zawarte w nich słowo znaczyło dla mnie o wiele więcej niż cokolwiek w życiu. Tak bardzo się bałem. I nic się nie stało. Wciąż tkwiłem przylepiony do przeszkody, niezdolny do przejścia przez nią i powrotu do ciała. Wpadłem w panikę. Zaciskałem pięści, krzyczałem i płakałem. Po tym bezowocnym wysiłku uspokoiłem się, głównie z powodu emocjonalnego wyczerpania. Czując się zagubiony leżałem tam i odpoczywałem, od czasu do czasu stukając w zimną, twardą ścianę. Nie wiem, jak długo tak leżałem, zanim wróciła mi zdolność racjonalnego myślenia. Bo w końcu wróciła. Nie mogłem zostać tu na zawsze przynajmniej nie chciałem. Sytuacja wydawała się bez wyjścia. Usiłowałem sobie przypomnieć, czy kiedyś znajdowałem się już w takiej beznadziejnej sytuacji. I przypomniałem sobie. Przed laty kupiliśmy z przyjacielem samolot nie znając zasad pilotażu tego typu. Jedynym powodem; dla którego kupiliśmy właśnie ten samolot była niska cena i stosunkowo dobry stan. Po kilku lotach dookoła lotniska postanowiliśmy spróbować akrobacji. Z wypożyczonymi spadochronami wystartowaliśmy i wzbiliśmy się na około 3 tysiące metrów. Wykonaliśmy kilka wolnych ósemek, parę szerokich pętli i trochę przewrotów. Wszystko wydawało się w porządku. Ponownie wspięliśmy się na zaplanowany pułap, skierowaliśmy samolot lekko w dół i ściągnąwszy drążek zamierzaliśmy wykonać ciasną beczkę. Niespodziewanie wpadliśmy w korkociąg. Popchnęliśmy drążek do środkowego położenia i dalej do przodu jest to normalna procedura wyjścia z takiej sytuacji. Przedtem działało to wspaniale. Tym razem jakoś nie chciało. Korkociąg stawał się coraz bardziej płaski i szybki. Nie pomagało nic ani odpowiednie ułożenie steru, ani dodawanie mocy. Ziemia zbliżała się w zastraszającym tempie. Siedzący w przednim kokpicie Bill obejrzał się. Był wyraźnie blady. „Lepiej wyskakujmy!” wrzasnął przekrzykując ryk wiatru. Ja także byłem gotów to zrobić. Jedyną rzeczą, jaka trzymała mnie na miejscu była ewentualność utraty samolotu, na którego kupno tak długo oszczędzałem. Pomyślałem, że próbowaliśmy wszystkiego, prócz tej jednej rzeczy, jakiej nie wolno robić, kiedy wpada się w korkociąg ściągnąć drążek do siebie. Co miałem do stracenia? Pociągnąłem drążek do siebie. Samolot natychmiast wyszedł z korkociągu i nabrał szybkości. Powoli obracałem nim, dopóki ziemia nie znalazła się tam, gdzie być powinna. Wylądowaliśmy bezpiecznie, po czym cali drżąc, wygrzebaliśmy się z kabin i usiedliśmy na trawie. Wpadliśmy w zewnętrzny korkociąg. Żaden z nas nie widział przedtem takiego korkociągu, ani tym bardziej go nie próbował. Przypomniawszy sobie o tym korkociągu postanowiłem zastosować tamten pomysł także teraz, kiedy leżałem opierając się o barierę. Wszystkie kierunki, jakie do tej pory obrałem w górę, w dół, na lewo i prawo zakończyły się niepowodzeniem. Pozostał jeszcze jeden kierunek, choć cała moja wiedza podpowiadała, iż nie ma w tym sensu. Ale jeżeli spróbuję, nie pogorszy to przecież mojego położenia. Spróbowałem więc i po kilku chwilach znalazłem się z powrotem w ciele, wstrząśnięty, ale bezpieczny. W jaki sposób? Teraz, kiedy myślę o tym spokojnie jest to oczywiste: cofnąć się od przeszkody w kierunku, z którego przybyłem. Ale w jaki sposób to zadziałało, tego nie wiem do dziś. Nie wiem także, czym była ta bariera. Być może znaczy to, iż modlitwa poskutkowała wszak wróciłem do ciała. Jeżeli było tak istotnie, to z pewnością nie stało się w sposób, jakiego nauczyła mnie religia. Żadne anioły nie pośpieszyły mi z pomocą i dobrym słowem. Innym razem, będąc z wizytą u brata i jego rodziny zostałem u nich na noc. Po wejściu do pokoju gościnnego natychmiast poszedłem do łóżka, na zasłużony odpoczynek. Nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie, ale wezgłowie łóżka przylegało do ściany, za którą stało łóżeczko mojej czteroletniej bratanicy, opierające się o ścianę dokładnie w tym samym miejscu co moje, tyle że po przeciwnej stronie. Kiedy w ciemnościach wyciągnąłem się już wygodnie, poczułem znajomy przypływ wibracji. Postanowiłem wydostać się na moment z ciała, aby po prostu sprawdzić, jak to będzie przebiegać w obcym otoczeniu. W chwili opuszczania ciała natychmiast stałem się świadomy obecności trzech osób w pokoju. Pozostawałem przezornie blisko ciała, a one tymczasem zbliżyły się i zaczęły mnie ciągnąć. Niezbyt mocno, ale z pewnością robiły to celowo, jakby chcąc sprawdzić jak zareaguję. Miały przy tym dobrą zabawę. Próbowałem zachować spokój, ale była ich trójka. Nie miałem pewności, czy uda mi się wskoczyć w ciało fizyczne wystarczająco szybko, zanim zdążą mnie odciągnąć. Zacząłem się więc modlić. Raz jeszcze użyłem wszystkich modlitw, jakie znałem. Prosiłem o pomoc Boga. Modliłem się o pomoc do Jezusa Chrystusa. Wołałem też kilku świętych, o których słyszałem od mojej głęboko wierzącej żony. A rezultat? Moi dręczyciele śmiali się głośno i nawet rzucili się na mnie z większym entuzjazmem. „Posłuchajcie tylko, jak modli się do swoich bogów” prychnął z najwyższą pogardą jeden z nich. „Posłuchajcie go!” Chyba mnie tym trochę zdenerwował. Zacząłem ich odpychać, zbliżyłem się do mojego ciała fizycznego i zanurkowałem w nie. Właściwie to nie walczyłem z nimi, ale z całą pewnością przestałem być bierny. Kiedy usiadłem czując ulgę, że udało mi się bezpiecznie powrócić, usłyszałem płacz dziecka. Dobiegał z pokoju za ścianą. Czekałem kilka minut sądząc, że moja bratowa uspokoi dziewczynkę i położy ją znów spać. Ponieważ dziecko w dalszym ciągu płakało, wstałem i poszedłem do sąsiedniej sypialni. Bratowa już tam była i trzymając gwałtownie szlochające dziecko w ramionach próbowała je uspokoić. Zapytałem, co się stało i w jaki sposób mogę pomóc. „Myślę, że za chwilę się uspokoi” odparła bratowa. „Musiało jej się przyśnić coś złego, a ja nie mogłam jej obudzić”. Zapytałem, jak długo dziewczynka tak płakała. „Och, zaczęła zaledwie na kilka minut przed twoim wejściem. Zazwyczaj śpi bardzo spokojnie”. Ponownie zaoferowałem pomoc, o ile okaże się to potrzebne i wróciłem do pokoju. W jakiś czas później mała uspokoiła się i zasnęła. Czy ten podobny do transu koszmar mojej bratanicy był jedynie przypadkiem? A może to ja potrzebuję jakiejś nowej formy modlitwy? Mógłbym opowiedzieć jeszcze o wielu tego typu sytuacjach, w których uciekałem się do pomocy konwencjonalnych i uznanych modlitw. Za każdym razem bez rezultatu. Jednakże na poparcie teorii piekła i nieba pojawiły się także bardziej pozytywne przesłanki. O ile miejsca takie rzeczywiście gdzieś są, to raczej w Obszarze II. Jak wspominałem wcześniej, podczas niefizycznych podróży do Obszaru II często napotyka się warstwę bądź strefę, którą należy przebyć. Zdaje się to być częścią Obszaru II najbliższą naszego świata i w pewien sposób najbardziej z nim związaną. Jest to szaroczarny, wiecznie głodny ocean, gdzie najlżejszy ruch przyciąga okrutne i dokuczliwe stwory. To zupełnie tak, jakby się było przynętą. Jeżeli poruszasz się powoli i nie reagujesz na zwabione ruchem ciekawskie „ryby”, to przedostaniesz się przez ten obszar bez większych problemów. Ale spróbuj tylko poruszać się bardziej gwałtownie lub walczyć, a podnieceni mieszkańcy tych okolic już pędzą, aby gryźć, ciągnąć, szarpać i drapać. Czy może to być przedsionek piekła? Łatwo jest wysnuć wniosek, że momentalne wtargnięcie w tę sferę wywołałoby uporczywe myśli o „demonach” i „diabłach”, mieszkańcach tego rejonu. Istoty te wydają się być podludźmi, posiadają jednak niewątpliwą zdolność niezależnego działania i myślenia. Kim lub czym one są? Nie wiem. Nie zdecydowałem się nigdy zostać tam wystarczająco długo, by to sprawdzić. Tylko dzięki budzącym strach i przerażenie próbom odkryłem metodę pozwalającą mi przebyć tę strefę w miarę spokojnie. W światach tych, w których myśli są nie tylko rzeczami, ale są wszystkim, także tobą, twoja ułomność lub doskonałość jest twoim własnym wytworem. Jeżeli jesteś bezlitosnym zabójcą, możesz skończyć w tej części Obszaru II, gdzie wszystko toczy się według takiego właśnie schematu. Miejsce to może być prawdziwym piekłem dla ludzi podobnego pokroju, ponieważ nie będzie tam niewinnych, bezbronnych ofiar. Spróbuj to pojąć, a zaczniesz rozróżniać miliardy odmian. Twoje przeznaczenie w niebie czy piekle Obszaru II wydaje się być oparte na twych najgłębszych i stałych (choć być może nieświadomych) motywacjach, emocjach i cechach charakteru. Najtrwalsze i najsilniejsze z nich staną się twoimi „dewizami”, kiedy wejdziesz w tę rzeczywistość. Jestem tego pewien, ponieważ zawsze się tak działo, kiedy podróżowałem niefizycznie przez Obszar II. Działo się tak, czy tego chciałem czy nie. Mimowolne popędy lub głęboko ukryte emocje, których nawet nie byłem świadom, sterowały podróżą w tym właśnie kierunku. Miejsca przeznaczenia, do których w ten sposób docierałem, miały dla mnie wszystkie cechy piekła. Inne mogłyby prawdopodobnie mieć znamiona nieba, a jeszcze inne praktycznie niewiele różnią się od naszej ziemskiej rzeczywistości. A więc tak. Obszar II wydaje się zawierać elementy piekła, ale niewiele w nim naszych wyobrażeń o niebie. Gdzie więc powinniśmy szukać drogowskazu? Gdzie jest Bóg i Niebiosa, w które wierzymy? A może to ja coś przegapiłem? Czasami, kiedy odwiedzam Obszar II, obserwuję niezwykłe wydarzenie. Obojętne w jakiej okolicy tej strefy, przebiega zawsze tak samo. Otóż pośród normalnej aktywności gdziekolwiek się ona odbywa rozlega się odległy Sygnał, przypominający trąby heroldów. Wszyscy odbierają go bardzo spokojnie i zaprzestają wszelkich działań i rozmów. Jest to sygnał że ON (lub ONI) przemierza Swoje Królestwo. Nie ma w tym grozą wywołanej czołobitności czy upadania na kolana. Postawa jest nadzwyczaj konkretna. Jest to zjawisko, do którego wszyscy są przyzwyczajeni a kiedy zachodzi, ma absolutne pierwszeństwo przed wszystkim. Bez żadnych wyjątków. Na Sygnał wszystko co żyje kładzie się (miałem wrażenie, że na plecach) wyginając ciało w łuk i eksponując w ten sposób podbrzusze (ale nie części intymne). Głowy odwrócone są na bok, aby nikt nie widział Go, kiedy przechodzi. Celem wydaje się być tworzenie żywej drogi, po której ON podróżuje. Słyszałem pogłoski, jakoby czasami wybierał ON kogoś z tego żywego mostu, a istoty takiej nikt już później nie widział, ani o niej nie słyszał. Pozycja eksponująca podbrzusza jest wyrazem poddania i całkowitej zależności, jako że ta część ciała jest najbardziej podatna na zranienie. Kiedy ON przechodzi nikt się nie porusza, nawet nie myśli. Wszystko zamiera w chwilowym bezruchu, całkowicie i bez żadnych wyjątków. Kilkakrotnie, kiedy doświadczałem tego zjawiska, leżałem razem z innymi. W takich chwilach nie powstaje nawet cień pomysłu, by zrobić coś innego. Kiedy ON przechodzi, rozlega się głośna muzyka i doznajesz uczucia rozchodzącej się promieniście potężnej życiowej siły, której szczyt jest wysoko ponad JEGO głową a ona cała rozpływa się dopiero gdzieś w mglistej dali. Pamiętam, jak zastanawiałem się kiedyś, co by się ze mną stało, gdyby odkrył ON moją obecność jako chwilowego gościa. Nie byłem pewien czy chciałem się tego dowiedzieć. Po JEGO przejściu, każdy wstaje i wraca do przerwanych działań. Nie ma żadnych komentarzy czy wzmianek o tym incydencie, żadnej myśli o NIM. Akceptuje się to całkowicie, jako zwyczajną część życia w tym rejonie, lecz wyczułem jednak pewną subtelność. Zachowanie to jest tak samo obojętne, jak zatrzymanie się na światłach ruchliwego skrzyżowania lub czekanie przed szlabanem na przejazd pociągu. Nie jesteś zaniepokojony, ale czujesz jakiś niewypowiedziany respekt przed siłą, jaką reprezentuje rozpędzony pociąg. To wydarzenie ma także taki bezosobowy charakter. Czy to był Bóg? A może Jego Syn? lub Jego reprezentanci?Trzy razy zawędrowałem w to miejsce, dla opisania którego nie potrafię znaleźć odpowiednich słów. Wizja owego miejsca, jej interpretacja, ponownie przywodzi na myśl przekaz, tak często słyszany na przestrzeni całych dziejów człowieka. Jestem pewien iż mogła to być część nieba, jak określają to nasze religie. Musi to być także nirwana, samadhi, najwyższe doświadczenie, przekazywane nam przez mistyków wszystkich wieków. To rzeczywiście stan istnienia, bardzo podobnie interpretowany, choć na wiele różnych sposobów. Dla mnie było to miejsce lub stan czystego spokoju, gdzie występują cudowne, subtelne emocje. Jest to tak, jakbyś unosił się w miękkich i ciepłych chmurach, gdzie nie ma góry, ani dołu, gdzie nic nie istnieje jako oddzielna cząstka materii. Ciepło jest nie tylko dokoła ciebie przenika cię i jest tobą. Jesteś oszołomiony i do głębi przejęty Idealnym Środowiskiem, w jakim się znalazłeś. Chmura w której się unosisz, opromieniona jest światłem, a jego kształty i barwy ustawicznie się zmieniają. Jesteś w nich skąpany a one przenikają poprzez .ciebie. Rubinowoczerwone promienie światła, lub czegoś co znamy jako światło, gdyż nigdy światło nie niosło w sobie takich znaczeń. Wszystkie kolory widma świetlnego stale się zmieniają nie mieszając się ze sobą, a każda barwa niesie inne odmiany szczęścia i spokoju. To tak, jakbyś był w chmurze i równocześnie stanowił jej część, skąpaną w blasku wiecznego zachodu słońca, gdzie wraz ze zmianą żywych kolorów zmieniasz się i ty. Odczuwasz i wchłaniasz w siebie wieczność błękitów, żółci, zieleni, czerwieni i wszelkie odcienie pośrednie. Wszystkie są ci znajome i swojskie. Oto miejsce, do którego należysz. Oto Dom. Kiedy poruszasz się powoli i bez wysiłku przez chmurę, dokoła rozbrzmiewa muzyka. Nie jest to coś, co spostrzegłeś nagle. Ona jest tam cały czas, a ty wibrujesz razem z nią w harmonii. I znów jest to czymś więcej, niż muzyką, jaką znasz. Są to harmonie, delikatne i dynamiczne pasaże, wielogłosowe kontrapunkty, wzruszające głęboko tony wszystko to wywołuje w tobie gwałtowny przypływ najprzeróżniejszych emocji. To co doczesne, jest tutaj nieobecne. Chóry ludzko brzmiących głosów odpowiadają pieśnią bez słów. Wszechobecne dźwięki strun we wszystkich odcieniach subtelnej harmonii przeplatają się w cyklicznych lecz rozwijających się bez przerwy tematach, a ty dźwięczysz razem z nimi. Jest to Muzyka bez źródeł. Ona po prostu istnieje, jest wszędzie dokoła ciebie, jesteś jej częścią a ona jest tobą. To nieskażona prawda, która wcześniej objawiła ci się jedynie przelotnie. Smakowałeś zaledwie okruchy, dające ci nadzieję na istnienie Całości. Nienazwane emocje, tęsknoty, nostalgie, uczucie przeznaczenia, jakie były twoim udziałem kiedy oglądałeś spowity obłokami zachód słońca na Hawajach, kiedy stałeś bez ruchu pomiędzy wysokimi rozkołysanymi drzewami w cichym lesie kiedy utwór muzyczny i pasaż czy piosenka przywodziły wspomnienia z przeszłości lub budziły tęsknotę za czym nieokreślonym, kiedy tęskniłeś za miejscem, do którego mógłbyś należeć krajem, miastem, narodem czy rodziną to wszystko zostaje teraz spełnione. Jesteś w Domu. Jesteś w miejscu, do którego należysz. Tam gdzie powinieneś być zawsze. Najważniejsze jest to, że nie jesteś sam. Z tobą, obok ciebie i połączeni z tobą, są inni. Nie mają imion, nie odróżniasz ich kształtów, ale znasz ich i łączy cię z nimi jedna wielka wiedza. Są dokładnie tacy jak ty, są tobą i tak jak ty są w Domu. Czujesz razem z nimi, czujesz jak pomiędzy wami przepływają łagodne fale wibracji stanowiące pełnię miłości. Jedynie tutaj emocje występują bez potrzeby wyrażania ich czy jakiegokolwiek: uzewnętrzniania. Dajesz i otrzymujesz samoistnie, bez żadnych świadomych wysiłków, bez odczuwania potrze by i bez jej odbierania. „Sięganie” po coś, nie istenieje Wszelka wymiana zachodzi całkowicie naturalnie. Nie uświadamiasz sobie różnicy płci, ponieważ ty sam jako część całości jesteś równocześnie kobietą i mężczyzną pozytywem i negatywem, elektronem i protonem. Miłość kobiety i mężczyzny płynie do ciebie i od ciebie uczucia pomiędzy rodzicami a dziećmi, rodzeństwem wszystko współgra miękkimi falami w tobie, wokół ciebie i poprzez ciebie. Jesteś w doskonałej równowadze gdyż jesteś tam, gdzie być powinieneś. Jesteś w Domu Wraz z tym wszystkim świadomy jesteś źródeł swoich wszystkich doświadczeń, siebie i całego tego bezmian jaki rozciąga się poza twoimi zdolnościami postrzegania i wyobrażeń. Tutaj znasz i łatwo akceptujesz istnienie Ojca. Twego prawdziwego Ojca. Tego Ojca, który jest Stwórcą wszystkiego co jest lub było. Jesteś jedną z Jego niezliczonych kreacji. Jak czy dlaczego tego nie wiesz i nie jest to ważne. Jesteś szczęśliwy po prostu dlatego, że jesteś we właściwym Miejscu, do którego prawdziwie należysz. Byłem tam trzykrotnie i za każdym razem wracałem stamtąd nie z własnej woli. Wracałem niechętnie i ze smutkiem. Ktoś pomagał mi wracać. Za każdym razem kiedy powracałem, trapiła mnie intensywna tęsknota i przez wiele dni czułem się samotny. Czułem się tak, jak mógłby się czuć odmieniec w kraju gdzie nic nie jest „jak trzeba”, gdzie wszystko i wszyscy są „źli” w porównaniu z miejscem, do którego należysz. Zatrważająca samotność, nostalgia i coś podobnego do tęsknoty za domem. Było to tak ogromne, że nie chciałem przeżywać tego ponownie. Czy to było niebo?Kiedyś spróbowałem zrekonstruować to Miejsce w naszym świecie. Pamiętam, że będąc dzieckiem pływałem w basenie, który miał pod wodą wbudowane w ściany kolorowe reflektory. Przy naszym wiejskim domku także był basen, więc zabrałem się do pracy. Zainstalowaliśmy podwodne reflektory, a ja dobrałem barwne filtry. Próbowałem jak mogłem, ale nie ulało mi się uzyskać takiej głębi odcieni, jaką pamiętałem. Potrzeba było zbyt wiele energii. Rozmieściliśmy pod wodą głośniki, by leżąc w wodzie na wznak można było słuchać muzyki płynącej z domowej aparatury. Działało to całkiem nieźle, ale nie było tak, jak Tam. Nie było nawet podobnie. Na koniec pewna dziwna sprawa. Kiedy odwiedzałem okolice, gdzie spędzałem dzieciństwo, odnalazłem też basen, który pamiętałem, ale nie było w nim podwodnych kolorowych świateł. Nikt, nawet moi starzy przyjaciele, którzy pływali ze mną w tym basenie, nie mogli sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek były w nim kolorowe światła pod wodą. Rzeczywistość! Rzeczywistość!”

    • siola pisze:

      Wlasciwie jest obojentne co ja o tym sadze,obojetne co powiem nie uwierzysz .Tam gdzie dwuch sie bije trzeci korzysta .Juz kiedys pisalem ze to tylko Technika i niekturzy bawia sie z nia w bogow na ziemi. Wiem ze istnieje 3 sila co tym bogom troche miesza w planach .Jesli bedziesz przywiazywal wartosc do slowa zrozumiesz ta gre.Stan sie przykladem sam dla siebie bo dobrze wiesz co dobre a co zle i tak jak mowila moja Matka nigdy nie klam chociarz bylo by Ci z Prawda bardzo zle.Pytanie ktura strona pozwala Ci na te podrurze ,mowilem ze w jednej z podruzy spotkalem polskiego oficera do kturego powiedzialem ze za to zrobili nalezalo by ich zabic i od razu co niekture uznaly mnie za morderce .Chociarz sami wszyscy widza ze gorszego dziadowstwa i korupcji jak w Polsce cieszko gdzie indziej spotkac.Co do oficera wychodzil wlasnie z budynku do ktureg ja frunelem ,wiem ze komus jakby zdawalem raport o zbrodniach wiem ze chodzilo o Piastow. Nigdy jednak nie pamietam twarzy osob jakie spotkalem za wyjatkiem paru mordercow ale tez nie z twarzy a raczej z nazwisk jakie padly w czasie odpierania atakow energetycznych.

      • Dawid56 pisze:

        Al słowo jest twórcze słowo stwarza i staje się ciałem .Możesz do swojej zony powiedzieć Kochanie i się przytulić, możesz też wrzeszczeć na cały dom „Ty stara jędzo!”

      • siola pisze:

        Twoja wola jak postapisz nie zapomi ale o drugiej stronie medalu.

    • Mezamir pisze:

      Ciekawi mnie co Siola i Mezamir o tym sądzi?

      Skoro zostałem wywołany do odpowiedzi to powiem ale czy moja opinia cokolwiek zmieni w cudzych poglądach?

      „Jeżeli istota ludzka posiada Drugie Ciało, jeżeli to Drugie Ciało nie umiera wraz ze śmiercią, jeżeli osobowość i charakter żyją dalej w nowej formie to co wtedy?”
      Jeżeli…zwykłe gdybanie,a gdyby mama była tatą to by była ojcem.
      Tylko co z tego?Ojciec jest ojcem a mama jest mamą.
      ” Znów to odwieczne pytanie, które jak na razie bezskutecznie domaga się odpowiedzi”.
      Tak to jest gdy się mnoży teorie i gdyba nad nimi.
      Teorie można tworzyć bez końca.

      „Stwierdzam, iż w ciągu dwunastu lat mojej niefizycznej aktywności, nie znalazłem ani jednego dowodu, potwierdzającego biblijne wzmianki o Bogu i życiu pośmiertnym w miejscu nazywanym niebem. Być może widziałem to, ale po prostu nie rozpoznałem. Jest to całkiem możliwe. Może nie jestem odpowiednio „przygotowany”. Z drugiej strony, to co napotykałem mogło być pewnego rodzaju pierwowzorem, który w ciągu setek lat uległ znacznym zniekształceniom.”
      Sens doświadczenia zależy od interpretacji.
      Jeśli ktoś boi się wszystkiego czego nie zna i nie rozumie,będzie nazywał nieznane Szatanem
      a każdego kto ma większą wiedzę satanistą.

      „Ktoś kiedyś wiedział, jak się modlić. Próbował nauczyć tego innych. Niewielu się jednak nauczyło. Inni zapamiętali jedynie słowa, ale nawet i one przez lata uległy przemianie. Stopniowo zapomniano i samą technikę, choć na przestrzeni wieków okresowo i przypadkowo (?) odkrywana była na nowo. Bardzo rzadko jednak odkrywca był w stanie przekonać innych, że Stara, Ustalona Droga nie jest całkiem właściwa. Na ten temat, to już wszystko”.
      Żadna tajemnica,każdy „poganin” wie jak się modlić,żaden „wierny” tego nie wie.

      „W każdym razie w moim przypadku modlitwy nie działały”.
      Nie miały prawa działać.

      „Być może znaczy to, iż modlitwa poskutkowała wszak wróciłem do ciała. Jeżeli było tak istotnie, to z pewnością nie stało się w sposób, jakiego nauczyła mnie religia”.
      Religia to nauka o tym jak być zależnym od pośredników,niezależność od pośredników to „pogaństwo”.

      „Zacząłem się więc modlić. Raz jeszcze użyłem wszystkich modlitw, jakie znałem. A rezultat? Moi dręczyciele śmiali się głośno i nawet rzucili się na mnie z większym entuzjazmem”.
      Widoczni mieli poczucie humoru.

      ” Mógłbym opowiedzieć jeszcze o wielu tego typu sytuacjach, w których uciekałem się do pomocy konwencjonalnych i uznanych modlitw”.
      Nie ma czegoś takiego jak skuteczna modlitwa której uczą nas pośrednicy
      W interesie pośrednika jest to aby był potrzebny,w interesie lekarzy jest ludzka choroba
      Koncerny farmaceutyczne zbankrutują gdy ludzie przestaną chorować.
      Religia= koncern.

      „Jednakże na poparcie teorii piekła i nieba pojawiły się także bardziej pozytywne przesłanki.”
      TEORII.

      „O ile miejsca takie rzeczywiście gdzieś są, to raczej w Obszarze II.”
      Piekło lub niebo to stan w którym się znajdujemy,stan,nie miejsce.
      W stanie piełka można być nawet tutaj na Ziemi.

      „Zdaje się to być częścią Obszaru II najbliższą naszego świata i w pewien sposób najbardziej z nim związaną. Jest to szaroczarny, wiecznie głodny ocean, gdzie najlżejszy ruch przyciąga okrutne i dokuczliwe stwory.”
      Ludzie należą do grona tych dokuczliwych stworów.
      Szkoda że zwierzęta nie mogą mówić bo w ich wymiarze,ludzkość to Szatan.

      ” To zupełnie tak, jakby się było przynętą”.
      Ludzie prowadzą obozy zagłady dla zwierząt,farmy,hodują zwierzęta tylko po to by je zjeść
      Bóg Biblijny też jest farmerem który potrzebuje wysokokalorycznych dusz,więc je tuczy.
      Sensem życia na farmie jest niesienie krzyża,cierpienie związane z życiem w klatkach
      a potem niebo,czyli śmierć,koniec cierpienia,niebyt,pożarcie przez farmera który dzieki nam/pokarmowi,staje się silniejszy.

      Jeżeli poruszasz się powoli i nie reagujesz na zwabione ruchem ciekawskie „ryby”, to przedostaniesz się przez ten obszar bez większych problemów. Ale spróbuj tylko poruszać się bardziej gwałtownie lub walczyć, a podnieceni mieszkańcy tych okolic już pędzą, aby gryźć, ciągnąć, szarpać i drapać.”
      Zupełnie jak w restauracja z tonami ociekającego tłuszczem mięsa.

      „Istoty te wydają się być podludźmi, posiadają jednak niewątpliwą zdolność niezależnego działania i myślenia.”
      O podludziach mówią tylko nadludzie,ci sami którzy raz w tygodniu są marnym pyłem
      by następnie w pozostałe dni tygodnia stawać się panami wszelkiego stworzenia.

      ” Twoje przeznaczenie w niebie czy piekle Obszaru II wydaje się być oparte na twych najgłębszych i stałych (choć być może nieświadomych) motywacjach, emocjach i cechach charakteru. Najtrwalsze i najsilniejsze z nich staną się twoimi „dewizami”, kiedy wejdziesz w tę rzeczywistość”.
      Dokładnie to miałem na myśli wyżej.
      Piekło to stan umysłu,niebo to stan umysłu,piekło i niebo nie istnieje na zewnatrz nas.

      „Jestem tego pewien, ponieważ zawsze się tak działo, kiedy podróżowałem niefizycznie przez Obszar II. Działo się tak, czy tego chciałem czy nie. Mimowolne popędy lub głęboko ukryte emocje, których nawet nie byłem świadom, sterowały podróżą w tym właśnie kierunku”.
      Zgadza się.Autor odkrył coś co w naukach buddyjskich nie jest żadnym odkryciem.

      „Miejsca przeznaczenia, do których w ten sposób docierałem, miały dla mnie wszystkie cechy piekła. Inne mogłyby prawdopodobnie mieć znamiona nieba, a jeszcze inne praktycznie niewiele różnią się od naszej ziemskiej rzeczywistości”.
      Wszędzie gdzie dotarł i wszystko co zobaczył,było efektem tego kim on sam był,co nosił w sobie.Dla złych ludzi duchy są złe,a dla dobrych dobre.
      Innymi słowy,”tamten świat” jest tylko lustrem.
      Wizja karmiczna,ta sama substancja dla istot sześciu loka,będzie wyglądała inaczej
      Woda będzie nektarem,domem,pożywieniem,bronią lub krwią ropą albo lawą.

      ” A więc tak. Obszar II wydaje się zawierać elementy piekła, ale niewiele w nim naszych wyobrażeń o niebie”.
      Elementy piekła i nieba znajdują się w umyśle obserwatora.
      To co widzi obserwator jest przefiltrowane przez jego wnętrze i na tej podstawie doświadcza X jakby było piekłem,podczas gdy ten sam X jest niebem,dla innego obserwatora.

      „Gdzie więc powinniśmy szukać drogowskazu? Gdzie jest Bóg i Niebiosa, w które wierzymy?”
      Wierzymy w poglądy,nasze poglądy znajdują się w strumieniu naszej świadomości,nigdzie na zewnatrz nas ich nie ma.

      „Celem wydaje się być tworzenie żywej drogi, po której ON podróżuje. Słyszałem pogłoski, jakoby czasami wybierał ON kogoś z tego żywego mostu, a istoty takiej nikt już później nie widział, ani o niej nie słyszał.”
      No pewnie,a kiedy farmer przychodzi po świnkę lub kurkę na obiad
      wybiera ją i nikt ze stada już więcej nie widzi ani nie słyszy wybrańca.

      Pozycja eksponująca podbrzusza jest wyrazem poddania i całkowitej zależności, jako że ta część ciała jest najbardziej podatna na zranienie. Kiedy ON przechodzi nikt się nie porusza, nawet nie myśli. Wszystko zamiera w chwilowym bezruchu, całkowicie i bez żadnych wyjątków. Kilkakrotnie, kiedy doświadczałem tego zjawiska, leżałem razem z innymi. W takich chwilach nie powstaje nawet cień pomysłu, by zrobić coś innego. Kiedy ON przechodzi, rozlega się głośna muzyka i doznajesz uczucia rozchodzącej się promieniście potężnej życiowej siły, której szczyt jest wysoko ponad JEGO głową a ona cała rozpływa się dopiero gdzieś w mglistej dali.”
      Fajna przynęta,wabik.
      Ludzie kochają wybraństwo.Np Polska mesjaszem narodów,powtórka talmudycznego bełkotu o wybraństwie grupy semitów.Ludzie to kochają.
      Jak chcesz zwabić(zbawić) człowieka ,to pozwól mu poczuć się lepszym niż inni
      człowiek lubi mieć spasione EGO.

      „Czy to był Bóg? A może Jego Syn? lub Jego reprezentanci?”
      Gdybanie…mnożenie teorii o teoriach.Kolejna ulubiona zabawa ludzi i ich konceptualnych umysłów.Mnożenie koncepcji jest takie ekstra ze aż super😀

      Musi to być także nirwana, samadhi, najwyższe doświadczenie, przekazywane nam przez mistyków wszystkich wieków.
      Nirwana i samadhi nie jest miejscem tylko stanem.
      Coś czuję że ten pan mimo bogatych doświadczeń,nie posiadał podstawowej wiedzy

      ” To rzeczywiście stan istnienia, bardzo podobnie interpretowany, choć na wiele różnych sposobów. Dla mnie było to miejsce lub stan czystego spokoju, gdzie występują cudowne, subtelne emocje. ”
      No to w końcu miejsce czy stan?
      Chce zjeść ciastko i mieć ciastko.

      • Mezamir pisze:

        Ludzi religijnych interesują doktryny a nie prawda.
        Jeśli prawda wyklucza doktrynę,to prawdę należy odrzucić.

        Z chorymi nie ma sensu dyskutować na argumenty i dowody,bo żeby chory zrozumiał chorobę,najpierw musi wyzdrowieć.
        Chory nie wie że jest chory.
        Ludziom zdrowym często się wydaje że chyba są chorzy,że chyba coś z nimi nie tak
        i to jest dowód na to że są zdrowi,ponieważ są w stanie dostrzec anomalie.
        Chory człowiek żyje w przekonaniu że wszystko jest z nim dobrze
        a inni są dziwni,źli,ponieważ nie są tacy jak ten chory.

        • Mezamir pisze:

          ” Czarne Doskonałe Ciało”

          Chodzi o fizykę?
          Ciało doskonale czarne – pojęcie stosowane w fizyce dla określenia ciała pochłaniającego całkowicie padające na nie promieniowanie elektromagnetyczne, niezależnie od temperatury tego ciała, kąta padania i widma padającego promieniowania. Współczynnik pochłaniania dla takiego ciała jest równy jedności dla dowolnej długości fali.

        • Mezamir pisze:

          Yhm…a w ogóle KC to świetny zespół co nie?😀
          Mam prawie całą dyskografię,plus solowe albumy Frippa
          brakuje mi tylko EPek
          Nawet w internecie ich nie ma żeby zassać i posłuchać
          a co dopiero kupić…taki urok EPki.

          Poszukując EPek Kinga,trafiłem na równie ciekawy zespół

          Lubisz takie granie?
          Koncertowe wersje brzmią tragicznie w porównaniu do studyjnych ale
          gdy się widzi grającego to jakoś tak inaczej się odczuwa muzykę :>

          Ayreon „The Theory Of Everything”
          To też dobra ścieżka dźwiękowa do rozmyślań o mistyce.

      • JESTEM pisze:

        „” To rzeczywiście stan istnienia, bardzo podobnie interpretowany, choć na wiele różnych sposobów. Dla mnie było to miejsce lub stan czystego spokoju, gdzie występują cudowne, subtelne emocje. ”
        No to w końcu miejsce czy stan?”

        To i miejsce i stan (jednocześnie). A opis za pomocą słów jest trudny. To stan, w którym jesteś bardziej przestrzenią czyli miejscem, w którym to coś – ten stan się zadziewa, jest bardziej „tym” niż czymkolwiek innym.

  2. Dawid56 pisze:

    „Wiedziałem, że w pewien sposób jestem czymś więcej niż tylko materialnym ciałem i że właśnie doświadczyłem tego, czym jestem w mojej esencji – nieograniczonym duchem. To odkrycie naprawdę mną wstrząsnęło, a całe przeżycie zmieniło mój pogląd na rzeczywistość. Prawdziwa zmiana przekonań!”

    I to jest właśnie to!- po śmierci fizycznego ciała nie jest tak jak przed urodzeniem kiedy niczego nie pamiętamy

    • Mezamir pisze:

      „Przed urodzeniem” i „po śmierci”, to jest ten sam okres ,to samo Bardo.

      Szklanka z wodą do połowy, jest jednocześnie do połowy pełna i pusta.
      Pustka i pełnia w takiej szklance są jednym.
      Roztrząsanie czy jednak jest ona bardziej pełna niż pusta
      a może odwrotnie
      to typowa iluzja w którą lubi się gmatwać intelekt.

      To samo dotyczy światła i ciemności
      Nie ma ciemności,a raczej ciemność jest tym zakresem światła którego nie widać.
      Ciemność i światłość są jednym,chociaż wyglądają na przeciwne.

      • Dawid56 pisze:

        Chyba jednak nie. przed urodzeniem to jest niewłaściwe określenie – winno być przed nowym wcieleniem.Poziomy wibracyjne będą się bardzo mocno różniły przed i po wcieleniu:)

      • JESTEM pisze:

        „„Przed urodzeniem” i „po śmierci”, to jest ten sam okres ,to samo Bardo.”

        To zależy… jest bardo pośmiertne i jest bardo przed ponownymi narodzinami. To podobno dwa różne stany bardo…

        „Nie ma ciemności,a raczej ciemność jest tym zakresem światła którego nie widać.
        Ciemność i światłość są jednym,chociaż wyglądają na przeciwne.”

        No proszę… dla mnie to oczywiste🙂

        • Mezamir pisze:

          ” jest bardo pośmiertne i jest bardo przed ponownymi narodzinami.”

          To już są niuanse,co było pierwsze jajko czy kura *?

          Wyobraź sobie tarczę zegara,12 to życie a 6 to śmierć
          Do 12 można dojść na dwa sposoby,licząc od 6 w prawo 7,8,9…
          lub w lewo 5,4,3…

          3 i 9 wyglądają na przeciwne ale są w dokładnie tej samej odległości od 12.

          * Jajko i kura zawsze były razem.

          • Dawid56 pisze:

            A po co się rodzisz na tej Ziemi.To są dwa różne stany.Stan przed kolejnym zapisem i stan po zapisie.Wiadomo co było pierwsze – stan przed nowym zapisem!!!!!!
            Światło to Światło a Ciemność to Ciemność .W podróżach poza ciałem można wyróżnić poruszanie się w świetle i podróżowanie w ciemności.( a nawet w bezkształcie rzeczywistości)
            Relatywizacja tych stanów prowadzi donikąd a to donikąd nazywa się niezrozumieniem po co się narodziliśmy?

          • JESTEM pisze:

            Jestem:
            ” jest bardo pośmiertne i jest bardo przed ponownymi narodzinami.”
            MEZAMIR:
            „To już są niuanse,co było pierwsze jajko czy kura *?” itd…

            Niuanse? Można i tak to postrzegać. Wybieramy takie niuanse, które nam odpowiadają, a inne odrzucamy… I to już są gry umysłu…

            „* Jajko i kura zawsze były razem.”

            Istnieją. Tak. Równolegle i jednocześnie. I jajo i kura są ze sobą połączone w ciągu przyczynowo-skutkowym. I… w umyśle na przykład.
            Ale zawsze fizyczna kura znosi fizyczne jajko. A z fizycznego jajka wykluwa się fizyczna kura. itd… Pytanie, co było pierwsze? Pułapka umysłu, który wciąga w swoje gry.

          • JESTEM pisze:

            „Światło to Światło a Ciemność to Ciemność .W podróżach poza ciałem można wyróżnić poruszanie się w świetle i podróżowanie w ciemności.( a nawet w bezkształcie rzeczywistości)”

            Tak…
            Światło i Ciemność, Dzień i Noc itd…
            Istnieją jako odrębne, ale istnieją też razem. Przykład: gwiazdy na nocnym niebie.

            „Relatywizacja tych stanów prowadzi donikąd a to donikąd nazywa się niezrozumieniem po co się narodziliśmy?”

            Relatywizacja? Gwiazdy są dobre, a ciemność nocnego nieba zła?
            Już sobie kiedyś o tym rozprawialiśmy. Powtórka z rozrywki?😉

            „A po co się rodzisz na tej Ziemi. „

            Warto odpowiedzieć sobie na takie pytanie😉

            „To są dwa różne stany.Stan przed kolejnym zapisem i stan po zapisie.Wiadomo co było pierwsze – stan przed nowym zapisem!!!!!!”

            To oczywiste. W ciągu przyczynow-skutkowym…

          • Mezamir pisze:

            Światło to Światło a Ciemność to Ciemność .

            Gdzie jest wiatr gdy akurat nie wieje?
            Gdzie jest ogień gdy nic się nie pali?
            Gdzie jest światło gdy jest ciemno?
            Gdzie jest dzień gdy zapada noc?

            Ciemność jest światłem – bo tak mówi fizyka,nauka.
            Ciemność jest brakiem światła,przeciwnością światła – tak mówi doktryna.
            Wybieram naukę/prawdę,nie odrzucę prawdy żeby ocalić doktrynę
            Odrzucę każdą doktrynę jeśli okaże się fałszywa.

          • JESTEM pisze:

            „Ciemność jest światłem – bo tak mówi fizyka,nauka.”

            Która fizyka, nauka?
            To chyba już raczej Twoja doktryna😉
            Ciemność – dla Ciebie – nie jest różna od światła, ponieważ…
            Dla mnie ciemność jest niewidzialnym światłem, ciemność jest przestrzenią, obszarem wypełnionym fotonami o innej – powiedzmy, że częstotliwości drgań niż taka przestrzeń i obszarami, które nazywamy światłem widzialnym.

            Jako istota ludzka nie jesteś sam we wszechświecie. Są inni, którzy ciemność i światło postrzegają inaczej.

          • Mezamir pisze:

            Która fizyka, nauka?

            Normalnie…w szoku jestem.

            http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiat%C5%82o_widzialne

            W naukach ścisłych używa się określenia promieniowanie optyczne, tj. promieniowania podlegającego prawom optyki geometrycznej oraz falowej. Przyjmuje się, że promieniowanie optyczne obejmuje zakres fal elektromagnetycznych o długości od 10 nm do 1 mm, podzielony na trzy zakresy – podczerwień, światło widzialne oraz ultrafiolet.
            http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiat%C5%82o

            Czarne światło to np ultrafiolet.

  3. Dawid56 pisze:

    Mezamir zapewne wiesz że też jestem fanem KC szczególnie pierwszych 8 płyt .Na 9 płycie koncertowej w USA wszystkie utwory się powtarzały za wyjątkiem jednego Asbury Park

    i jeszcze raz Islands bo w poprzednim wpisie już „film nie istnieje”

    oraz Starless

    • Mezamir pisze:

      „Na 9 płycie koncertowej w USA wszystkie utwory się powtarzały za wyjątkiem jednego Asbury Park”

      Tzn powtarzały się studyjne utwory a studyjny AP nie był grany na żywo?


      To intro jest niezwykłe.

  4. Dawid56 pisze:

    Nie spotkałem nigdy studyjnego AP

  5. Dawid56 pisze:

    Ja bym raczej ujął to inaczej.Światło przysłania Ciemność.Światło Słońca przysłania gwiazdy.Światło Słońca zagłusza Światło z Centrum Galaktyki.

    • Mezamir pisze:

      Czyli wg Ciebie,wnętrze dzbana i przestrzeń na zewnątrz dzbana
      są dwiema przestrzeniami
      podczas gdy przestrzeń jest jedna,nie ma przestrzeni poza przestrzenią.
      Skorupa dzbana to iluzja każąca wierzyć dzbanowi w to
      że jego wnętrze jest czymś innym niż zewnętrze.

      Inny przykład.
      Rozpuść sól w wodzie i porównaj smak wody z wierzchu,ze środka i z dna.
      Jaka jest różnica w smaku?
      Żadna.
      Słona woda jest słona tak samo na dnie jak na powierzchni
      i jest to ta sama woda,nie ma wody powierzchni i wody dna oddzielonych od siebie.
      Dno i powierzchnia istnieją ale tylko pozornie,no bo gdzie kończy się powierzchnia?
      Gdzie zaczyna się dno?

      Gdzie kończy się światło a zaczyna ciemność?
      Nigdzie.
      Ciemność to takie coś czego doświadczamy z powodu takiej a nie innej budowy oczu.
      Promieniowanie optyczne obejmuje zakres fal elektromagnetycznych o długości
      od 10 nm do 1 mm.

      Od – do,bo takie mamy oczy,pasmo jest szersze ale my tego nie widzimy
      i to czego nie widzimy to dla nas ciemność,pozorny brak światła.

      Czy dźwięk Cis i Gis są od siebie oddzielone?
      Pozornie tak ale dźwięk ,każda częstotliwość,wynika z poprzedniej.
      Cis i Gis są dźwiękiem,wibracją,nie ma oddzielenia między wibracją a wibracją.
      Zmienia się częstotliwość ale zjawisko dźwięku jest jedno.

      Cis i Gis są jak dwa końce gumy do żucia ,rozciągamy gumę i potem mówimy
      to jest lewy koniec a to prawy,lewy jest przeciwnością prawego,to są dwie gumy😉

      Czy temperatury są od siebie oddzielone?
      10’C i -10’C?
      To są stopnie,wartości,ale zjawisko temperatury jest jedno.
      Zjawisko temperatury zawierza w sobie każdą wartość,między poszczególnymi stopniami nie istnieje żadna przegródka oddzielająca 1 od 2,2 od 3,3 od 4 itd

      Czy góra i dół są od siebie oddzielone?
      Góra i dół istnieje w jednej przestrzeni,która nie ma centrum ani brzegów.
      Z naszej perspektywy coś może być niżej lub wyżej bo my jesteśmy ograniczeni percepcją
      i staramy się ograniczać ,szufladkować wszystko wokół nas.

    • Mezamir pisze:

      Ja bym raczej ujął to inaczej.

      Tylko po co?
      Żeby…dopasować prawdę do doktryny.
      A jeśli prawda wyklucza doktrynę,co wtedy?

      • Dawid56 pisze:

        Mezamirze masz szczególny dar relatywizacji i gmatwania problem.Starasz się pojęciami dzisiejszej fizyki ( nawet nie kwantowej) opisywać rzeczywistość niewidzialną.Używam pojęcia niewidzialny a nie czarny ( chociaż może dla Ciebie to jedno i to samo- dla mnie nie).
        Po drugie- nie pamiętasz co pisałem o Słońcu że przejęło rolę tego, od którego jest wszystko zależne, komu składa się ofiary żeby nadal świeciło.Nie zastanowiłeś się nad tym że choć wszyscy naukowcy twierdzą, że gwiazdy są oddalone od 4 lat świetlnych do miliardów,to w rzeczywistości są na wyciągniecie ręki.Czas może być tylko zjawiskiem lokalnym dotyczącym Układu Słonecznego.Poza układem Słonecznym czas tak jak go rozumiemy po prostu nie istnieje.Nie ma po prostu czasu – wszystko odbywa się natychmiast.Mniej więcej odbywa się w ten sposób.Czas płynie nawet w obrębie Układu Słonecznego niejednorodnie.Na skraju układu zupełnie zanika wówczas podajesz adres podróży Wega i zostajesz niejako automatycznie tam przeniesiony.Zaczynasz podlegać prawom czasu panującym w tym układzie.
        To oczywiście jedna z możliwych koncepcji, gdyż nikt żyjący na ziemi nie jest w stanie autorytatywnie stwierdzić, czy Czas w całym kosmosie płynie tak samo ( zarówno jeśli chodzi o kierunek jak i szybkość upływu 🙂

        • Mezamir pisze:

          Używam pojęcia niewidzialny a nie czarny ( chociaż może dla Ciebie to jedno i to samo- dla mnie nie).

          Dokładnie tak.
          Niewidzialne wygląda jak czarne,bo czarne jest dziurą w tym co widzialne.
          Niewidzialne istnieje,musi istnieć żeby mogło być niewidzialne
          a to czego nie ma nie jest niewidzialne,po prostu nie istnieje.
          Czy w takim razie ciemność może być brakiem światła,nieistnieniem światła?
          Nie może, właśnie dlatego że ciemność to istniejące światło niewidzialne.

          To jest bardzo proste…a może nie jest.

          „Czas może być tylko zjawiskiem lokalnym dotyczącym Układu Słonecznego.”

          Arja Nagardziuna

          Jeżeli teraźniejszość i przyszłość
          zależą od przeszłości,
          wtedy teraźniejszość i przyszłość
          istniałyby w przeszłości.

          Jeżeli teraźniejszość i przyszłość
          nie istniały w przeszłości,
          to jak mogły by one wtedy
          zależeć od przeszłości?

          Jeżeli nie są one zależne od przeszłości,
          ani jedno ani drugie nie byłoby ustanowione.
          Dlatego ani teraźniejszość
          ani przyszłość nie istniałyby.

          W ten sam sposób
          pozostałe podziały – przeszłość i przyszłość,
          wyższe, niższe, środkowe, etc.,
          jedność, etc., powinny być rozumiane.

          Nie statyczny czas jest niepojęty.
          Nic, co można by pojąć
          jako statyczny czas, nie istnieje.
          Jeżeli czasu nie można pojąć,
          to w jaki sposób może być on znany?

          Jeżeli czas zależy od przedmiotu,
          to jak mógłby istnieć bez przedmiotu?
          Nie ma przedmiotu istniejącego samoistnie.
          Zatem, jak czas mógłby istnieć samoistnie?

          „naukowcy twierdzą, że gwiazdy są oddalone od 4 lat świetlnych do miliardów,to w rzeczywistości są na wyciągniecie ręki”.

          „NIE MOŻEMY JEJ POPRZEĆ, BO ONA WSZYSTKO BURZY.”

          CZY WSPÓŁCZESNA NAUKA ZACZYNA PODĄŻAĆ ŚLADAMI ŚREDNIOWIECZNEJ INKWIZYCJI?
          http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/prof_Drozdzynski.htm

          „Słońcu że przejęło rolę tego, od którego jest wszystko zależne, komu składa się ofiary żeby nadal świeciło”

          Pamiętam ale dla mnie to nonsens.Słońce jest dawcą życia a nie biorcą.
          Ksiądz Sedlak pisał o tym że życie jest światłem
          Niczego niezwykłego nie odkrył,spisał nauki Dzogczen
          używając terminologii judeo-chrześcijańskiej aby Dzogczen stał się zrozumiały
          dla osób nie mających pojęcia o filozofii indo-europejskiej
          (To jest właśnie dramat,mieszkańcy Europy nie rozumieją ,nie znają własnej kultury
          i trzeba im ją tłumaczyć za pomocą egzotycznych )

          Chodzi o to że życie jest światłem,świadomość jest światłem,materia jest światłem.
          Słońce jest dawcą życia,nie potrzebuje naszych serc,kości,mięsa i tłuszczu.
          Ludzie nigdy nie składali ofiar z ludzi Słońcu,to kości-ół tego uczy,
          tak jak uczył że Ziemia jest płaska albo że Szatan istnieje,bo konkurencja istnieje
          inteligencja istnieje,więc potrzebny jest pretekst do walki z nią.
          Kości-ół składał ofiary z ludzi na stosach,ofiara całopalna dla Jehowy
          wszystko jest spisane w Biblii.

          Czym było ukrzyżowanie mesjasza jeśli nie ofiarą z człowieka i jego krwi?
          Słońce nie potrzebuje ofiar z ludzi,bogowie stojący za Biblią Koranem i Torą owszem.

  6. Daimon pisze:

    Dawid i Mezamir🙂 w sumie mówicie o tym samym, tylko różnymi słowami😉 czytając Was przypomniał mi sie pewien film”8 części prawdy” jedno zdarzenie i 8 pkt. odniesienia:) Co do samego słońca, to chyba chodziło teorie że słonko jest tylko „okienkiem” słońca właściwego… ale kto tam wie…. za dużo punktów się spotyka na tej płaszczyźnie i trudno sie jeszcze połapać:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s