Kraina Szczęścia i Kraina Cienia

Chyba jedna z najpiękniejszych wizji przejścia na „tamta stronę” znajduje się w Opowieściach z Narni. Trzeba wiedzieć Carl Staples Lewis napisał tę ostatnią część swojego siedmioksiągu w roku 1956 – bardzo burzliwym roku – roku niepokojów społecznych w Polsce- czerwiec 56 i roku gorącej jesieni na Węgrzech i w Polsce. W Polsce w październiku 1956 roku władzę objął Władysław Gomułka a na Węgrzech miało miejsce wolnościowe powstanie jednak w dalszej kolejności nastąpiła interwencja wojsk Układu Warszawskiego i polała się krew . Jedną z najtragiczniejszych postaci węgierskiej rewolucji był Imre Nagy jeden z członków plutonu egzekucyjnego, który dokonał stracenia ostatniego cara Rosji wraz z jego rodziną w lipcu 1918 roku
http://pl.wikipedia.org/wiki/Imre_Nagy
W roku 1956 miały miejsce jeszcze następujące wydarzenia:
Na Kubie zaczęła się rewolucja
W Polsce i Bułgarii zalegalizowano aborcję
Wojska izraelskie zaatakowały półwysep Synaj
Miała miejsce pierwsza detonacja bomby atomowej na atolu Bikini
Zatonęła Andreadoria w wyniku kolizji z drugim statkiem
Rok 1956 to był rokiem ognistej małpy wg chińskiego kalendarza.
Warto zwrócić jeszcze uwagę na pewna prawidłowość występującą dla roku małpy w Polsce
1. 1944- powstanie Warszawskie
2. 1956 poznański czerwiec i październik 1956
3. Wydarzenia marcowe 1968
4. Strajki sierpień 1980
5. 1992 odwołanie rządu Jana Olszewskiego
6. 2004 rozłam w SLD i dymisja rządu Leszka Milera

Ciekawe bo właśnie małpa była jedną z głównych bohaterek ostatniej części Opowieści z Narni zatytuowanej „Ostatnia Bitwa”. Ostatnia Bitwa zaczyna się od gigantycznego oszustwa.Na polecenie małpy szympansa Krętacza osioł ubrał się w znalezioną skórę Lwa i udawał Aslana tego lwa który swoim rykiem dawno dawno temu stworzył Narnię. W „Ostatniej Bitwie” Narnia został podbita przez wojska Kalormenu , król został uwięziony nastąpił bunt i zdrada karłów. W końcu przyszedł ratunek ze strony dawnych władców Narni króla Piotra i królowej Łucji i Króla Edmunda.
Oto cytat z ostatnich stron ostatniej części „Opowieści z Narni”

„Pół godziny później – a może sto lat później, bo czas nie jest tu podobny do
żadnego czasu – Łucja stała ze swym ukochanym przyjacielem, najdawniejszym ze
wszystkich, z faunem Tumnusem, patrząc ponad murami na całą rozpościerającą się
przed nimi Narnię. Bo kiedy stanęła na samym szczycie wzgórza, okazało się, że jest
ono o wiele wyższe, niż myślała. Lśniące zbocza opadały daleko, tysiące stóp w dół, a
jeszcze dalej, w tym niższym świecie, drzewa wyglądały jak ziarenka zielonej fasoli.
Potem odwróciła się plecami do muru i znowu spojrzała na ogród.
– Ach, więc to tak – powiedziała w końcu w zamyśleniu. – Ten ogród jest jak ta
Stajnia. Jest o wiele większy wewnątrz niż z zewnątrz.
– Oczywiście, Córko Ewy – rzekł faun. – Im dalej wzwyż i im dalej w głąb, tym
wszystko staje się większe. Wnętrze jest zawsze większe od tego, co na zewnątrz.
Łucja spojrzała uważnie na ogród i zobaczyła, że naprawdę nie jest to jakiś
ogród, lecz cały świat, z rzekami i lasami, z morzami i górami. Nie były jej obce: znała
je dobrze.
– Rozumiem – powiedziała. – To jest wciąż Narnia, jeszcze bardziej prawdziwa i
jeszcze piękniejsza od tej Narnii w dole, tak jak ta w dole jest bardziej prawdziwa i
piękna od Narnii za Drzwiami Stajni! Ach, tak… świat wewnątrz świata, Narnia w
Narnii…
– Tak – rzekł pan Tumnus – jak cebula, tyle tylko, że im głębiej się wchodzi, tym
większa jest średnica.
Łucja spojrzała w ten sposób i wkrótce odkryła jeszcze jedną cudowną rzecz.
Gdziekolwiek spojrzała – i jakkolwiek daleko – gdy tylko zatrzymywała na czymś
spojrzenie, to miejsce przybliżało się i powiększało jak w teleskopie. Kiedy zechciała,
widziała dokładnie całą Południową Pustynię, a za nią wielkie miasto Taszbaan; na
wschodzie widziała Ker-Paravel na skraju morza i nawet okno komnaty, w której
kiedyś mieszkała. A daleko, na morzu, odkrywała wyspy, jedną po drugiej, aż do
Końca Świata, a jeszcze dalej potężną górę, którą nazywała krajem Aslana. Teraz
zobaczyła, że jest to tylko jeden szczyt w wielkim łańcuchu gór, otaczającym cały
świat. Spojrzała w lewo i zobaczyła coś, co w pierwszej chwili wzięła za skraj wielkiej,
jaskrawokolorowej chmury, oddzielonej od nich bezmierną przepaścią. Wytężyła
jednak wzrok i ujrzała, że to wcale nie chmura, tylko prawdziwy ląd. A kiedy utkwiła
spojrzenie w jednym miejscu, zawołała:
– Piotrze! Edmundzie! Chodźcie tu i popatrzcie! Chodźcie szybko!
Nadbiegli i spojrzeli, a ich oczy też stały się takie jak Łucji.
– Ależ to Anglia! – wykrzyknął Piotr. – A to… to jest ten dom na wsi… stary dom
Profesora Kirke, gdzie zaczęły się wszystkie nasze przygody!
– Myślałem, że został zburzony – rzekł Edmund.
– I nie myliłeś się – powiedział faun. – Patrzysz teraz na Anglię wewnątrz Anglii,
na prawdziwą Anglię, tak jak to jest prawdziwa Narnia. A w tej wewnętrznej Anglii
żadna dobra rzecz nie może ulec zniszczeniu.
Przenieśli spojrzenia w inne miejsce i nagle Piotr, Edmund i Łucja zaczerpnęli
głośno powietrza w płuca, a potem zaczęli nawoływać i machać rękami, bo oto ujrzeli
swoich rodziców, machających do nich w odpowiedzi poprzez wielką, głęboką dolinę.
Było tak, jakby widzieli ludzi machających do nich rękami z pokładu wielkiego statku
zbliżającego się do nadbrzeża w porcie.
– Jak można się do nich dostać? – zapytała Łucja.
– To bardzo proste – odparł pan Tumnus. – Ten kraj i tamten kraj, wszystkie
PRAWDZIWE kraje, są tylko ostrogami grzbietów, wyrastających z wielkich gór
Aslana. Trzeba tylko pójść wzdłuż krawędzi, w górę i do wewnątrz, aż się połączą. Ale
posłuchajcie! To róg króla Franka. Wszyscy musimy iść wyżej.
Wkrótce wszyscy szli razem – wspaniałą barwną procesją – w górę ku szczytom
o wiele wyższym od tych, jakie można by jeszcze zobaczyć w tym świecie, gdyby w
ogóle istniały.
Zboczy tych niebosiężnych gór nie pokrywał śnieg, tylko puszcze i zielone hale,
i rozkoszne sady, i połyskujące wodospady – jedne nad drugimi, coraz wyżej i wyżej.
Szli teraz wąską granią, z głębokimi dolinami po obu stronach, a poprzez jedną z dolin
widzieli coraz wyraźniej i bliżej kraj, który był prawdziwą Anglią.
Przed nimi narastała jasność. Łucja zobaczyła piętrzące się wielobarwne ściany
skał, prowadzące w górę jak schody olbrzymów. A potem zapomniała o wszystkim, bo
nadchodził sam Aslan, skacząc po tych schodach jak żywy, złoty wodospad mocy i
piękna.
Pierwszą osobą, którą Aslan wezwał do siebie, był Łamigłówek. Nigdy jeszcze
nie widzieliście osiołka wyglądającego tak nędznie i głupio jak Łamigłówek
wspinający się ku Aslanowi. A gdy już stanął przed nim, przypominał szczenię przy
wielkim bernardynie. Lew pochylił głowę i szepnął coś, a długie uszy Łamigłówka
nagle opadły, lecz potem szepnął coś jeszcze, a uszy znowu stanęły sztorcem. Ludzie
nie dosłyszeli tych słów. Aslan odwrócił się ku nim i rzekł:
– Nie wyglądacie na tak szczęśliwych, jak tego pragnę.
A Łucja odpowiedziała:
– Tak się boimy, że znowu nas odeślesz, Aslanie. Już tyle razy wysłałeś nas z
powrotem do naszego świata.
~- Nie lękajcie się – powiedział Aslan. – Czy jeszcze się nie domyślacie?
Serca zabiły im mocno i poczuli, jak wypełnia ich dzika nadzieja.
– NAPRAWDĘ wydarzył się wypadek kolejowy – rzekł miękko Aslan. – Wasz
ojciec, wasza matka i wy wszyscy jesteście, jak to zwykliście nazywać w Krainie Cieni,
umarli. Już po szkole: zaczęły się wakacje. Sen dobiegł końca: jest poranek.
A kiedy to powiedział, przestał wyglądać jak Lew, lecz to, co zaczęło się dziać
później, jest tak wielkie i piękne, że nie mogę o tym pisać. Dla nas to koniec
wszystkich opowieści i można tylko dodać, że odtąd już zawsze wszyscy żyli długo i
szczęśliwie. Lecz dla nich prawdziwa opowieść dopiero się zaczęła. Całe ich życie w
tym świecie i wszystkie przygody w Narnii były zaledwie okładką i stroną tytułową;
teraz rozpoczynali wreszcie Rozdział Pierwszy Wielkiej Opowieści, jakiej nikt jeszcze
na ziemi nie czytał – opowieści, która trwa wiecznie i w której każdy rozdział jest
lepszy od poprzedniego”.

To przejście Narni w inny wymiar kojarzy mi się trochę z pożeraniem jednej Galaktyki przez drugą. Innymi słowy „panta rei” –Każdy ze Światów, czy Wszechświatów, ma swój początek jak i ma też swój koniec. Jest jednak tutaj pewien optymizm- tylko od nas zależy, czy sami przyczynimy się do końca naszej Cywilizacji. Może to niepopularne nadstawianie drugiego policzka, jak nakazywał Jezus, jest w stanie powstrzymać Nicość, która powoli zasłania kurtynę przed prawdziwym Światłem dobywającym się z naszego wnętrza.

Kolejny rok małpy, tym razem ognistej małpy przypada w roku 2016.

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Kosmos, Matrix, Mistyka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 odpowiedzi na „Kraina Szczęścia i Kraina Cienia

  1. Ktoś pisze:

    Hmmm, to jest ten opis:
    https://nnka.wordpress.com/2014/03/21/listy-do-i-od-nnki/#comment-27471

    spodziewałem się czegoś bardziej ezoterycznego.

    A co do postu to jak pogrzebiesz w legendach to odnajdziesz taką w jakiej GORYLICA groziła Pierwszemu Człowiekowi iż będzie zabijać jego potomków jak on nie będzie się nią zajmować. Ową GORYLICĄ jest (znaczy był bo glebł wraz z miastem) bożek mieszkający w tzw Miedzianym Mieście w Afryce a ona sama jest PRZODKINIĄ wszelkich ASURÓW czyli także ŻYDÓW – fałszywy lew to LEW JUDY. Prawdziwy został ZAMORDOWANY wraz z najazdem wojsk Faraona Narmera na Egipt w poszukiwaniu Chrześcijańskich Pism i technologii. Ot taki peszek.

    „Ośli ludzie” też się co do strony konfliktu zgadzają a freski ze świątyń buddyjskich z krajów Dalekiego Wschodu potwierdzeniem ich najazdu.

    Trzymasz z przegranymi bo „królowa Łucja” to Leda oryginał i pierwowzór skatoliczonej i splugawionej Matki Boskiej. Ale to „twój wybór” czy raczej demonicznego inkluda jakiego od chrztu masz w sobie.

  2. margo0307 pisze:

    „…To jest wciąż Narnia, jeszcze bardziej prawdziwa i jeszcze piękniejsza od tej Narnii w dole, tak jak ta w dole jest bardziej prawdziwa i piękna od Narnii za Drzwiami Stajni!
    Ach, tak… świat wewnątrz świata, Narnia w Narnii…
    – Tak … – jak cebula, tyle tylko, że im głębiej się wchodzi, tym większa jest średnica…”

    Dziękuje Dawidzie za wstawienie tego fragmentu 🙂
    Po jego przeczytaniu, przyszedł mi na myśl cytat z „Jednolitej Teorii Czasoprzetrzeni” Adama Wiśniewskiego – Snerga, znajdujący się na stronie, poświęconej freskom Buonarottiego:
    http://kundabufor.pl/living-matrix-recenzja-filmu/

    „…Czasoprzestrzeń jest czterowymiarowym miejscem, które nazywam też wszechświatem, ponieważ zakładam, że znajduje się w nim wszystko, co istnieje.
    A miejsce to zajmuje tylko jeden przedmiot!
    Teoria moja opiera się na przekonaniu, że cała czasoprzestrzeń jest wypełniona jednolitym tworzywem i że tylko ono ma postać substancji, natomiast reszta form bytu sprowadza się do zjawiska falowego ruchu w tym ogromnym ośrodku czterowymiarowym.
    Zatem tworzywo czasoprzestrzenne wypełnia cały wszechświat, nasza przestrzeń zaś jest maksymalnym skupieniem tego tworzywa w podłużnej fali, która od miliardów lat z prędkością światła rozchodzi się w nim z jednego punktu – podobnie jak fala mechaniczna wywołana pośrodku jakiejś masywnej i sprężystej bryły.
    Maksymalne skupienie tworzywa czasoprzestrzennego w fali czasoprzestrzennej – czyli nasza przestrzeń – ma trzy wymiary…” 😉

    Z recenzji do filmu „Living Matrix” możemy m.in. się dowiedzieć, że:

    „..Najważniejsza jest nie materia (do której należy biochemia), ale umysł – inteligentne pola energii. Nauka nie jest raz na zawsze zapisaną kartą.

    Fizyka kwantowa mówi, że charakter materii określa pole – my nim jesteśmy. 😀
    Pole zmienia się w zależności od naszej formy fizycznej, jest raz bardziej gęste raz mniej…
    Okazuje się, że geny nas nie determinują, dają nam nowy potencjał.

    System informacyjny jest w naszym polu, a nie w naszym ciele, które czerpie dane z zewnętrznych pól elektromagnetycznych.

    Następuje wtedy wymiana informacji między wszystkimi komórkami. Choroba powstaje wtedy, kiedy w tym sprawnym systemie pojawi się wyrwa.

    Na tej podstawie starożytni stworzyli akupunkturę, która zajmuje się przywracaniem prawidłowego przepływu energii w kanałach informacyjnych ciała…

    Badania pokazują, że ciało posiada własne pole morfogenetyczne, w którym zawierają się mniejsze pola organów komunikujące się z genami…”

    • Mama Tika pisze:

      Margo, nie mogę znaleźć pewnego filmu na You Tubie, w którym pewien człowiek w swoim wykładzie potwierdza z znacznej mierze to, co przytoczyłaś powyżej… o komórkach, genach itd. Mówi np, że nie jądro jest centrum dowodzącym komórki, że nie jesteśmy zdeterminowani ani przez geny ani przez nasze DNA… Może znajdę. Jak znajdę, to wkleję.

  3. Mezamir pisze:

    Bruce Lipton tak?

    Tymczasem ja wkleję coś co przed chwilą znalazłem i bardzo mnie to co tam wyczytałem ucieszyło

    í jig znaczy „jedna podstawa”. Bardzo ważne, by rozumieć to w poprawny sposób. Niektórzy znają pogląd hinduistyczny, który zawiera odmienne wyjaśnienie. Mówi on, że absolutny stan wszystkich istot, zwany dul munpa nyingtob, zawiera trzy rodzaje wymiarów. Gdy osiąga się urzeczywistnienie, wtedy wszystko stapia się z Brahmą. Nawet jeśli jest dziesięciu ludzi, dziesięć czujących istot; gdy osiągają oświecenie, stapiają się w jedno. Hinduiści mają taką ideę. Nie wolno mylić tego ze znaczeniem xi jig , „jednej podstawy”. Czasem, gdy mówimy xi jig, „jedna podstawa”, możemy pomyśleć, że wszystko staje się jednym; czymś jak Samantabhadra.
    Możemy osiągnąć stan Samantabhadry, jest on ten sam dla wszystkich czujących istot. Gdy osiągamy urzeczywistnienie i przebywamy w czystym wymiarze, znika dualistyczna wizja, nie ma dłużej rozróżnienia pomiędzy „dobrym” a „złym”. Wszystko ma wtedy jednakową naturę Samantabhadry. To właśnie znaczy „jedna podstawa” – wszystko ma jednakową naturę, ale nie staje się jednym. Bądźcie ostrożni i nie mylcie tego z Hinduizmem. Wielu ludzi popełnia ten błąd i wpada przez to w pomieszanie.

    Lam ñis oznacza „dwie ścieżki”. Chociaż jest jedna podstawa, manifestuje ona dwa aspekty, ponieważ prawdziwy stan jest naturą Samantabhadry. Tłumacząc podstawę zgodnie z naukami dzogczen, mówimy, że jest ona esencją, naturą i energią. W ten sposób dokonujemy relatywnej analizy, nie znaczy to jednak, że istnieją trzy odrębne stany. Wszystkie one są jedynie różnymi aspektami jednej podstawy, która jest naturą Samantabhadry.

    Samantabhadra nie jest czującą istotą, jest stanem: prawdziwym stanem.

    Samantabhadra jest szczególnym stanem. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy prawdziwą naturą wszystkich istot sześciu loka, a stanem Samantabhadry. Jest on czymś w rodzaju źródła.
    Bardzo ważne, by było to dobrze rozumiane przez praktykujących na zachodzie.

    Większość z ludzi zachodu otrzymało chrześcijańskie wykształcenie.
    W tradycji chrześcijańskiej, wyobrażenie Boga jest dość rozmyte. Jest on postrzegany jako coś oddzielnego od nas samych, coś na zewnątrz.
    Brakuje zrozumienia, że Bóg jest naszą prawdziwą naturą.
    Jeśli mamy to zrozumienie, wtedy czytając biblię, co chwilę znajdujemy fragmenty
    wskazujące na to, że Bóg jest naszą prawdziwą naturą.

    Jednak pogląd tradycji chrześcijańskiej rozwinął się w kierunku dualizmu,
    mówiąc „jedyny Bóg, włada całym światem, który został przez niego stworzony”. Łatwo z tego wywnioskować, że Bóg wpływa na wszystko.
    Ta koncepcja nie oddaje jednak rzeczywistej sytuacji.

    To bardzo ważne, by podążając za naukami dzogczen, zrozumieć co tak naprawdę oznacza „Bóg”. Nie trzeba się zastanawiać nad tym, czy Bóg istnieje, czy nie. Niektórych ludzi martwi to, że w buddyzmie nie ma Boga. Tak naprawdę, w buddyzmie jest wielu bogów, jednak żaden z nich nie jest uznawany za jedynego Boga. Esencję buddyzmu stanowią nauki dzogczen, które są najwyższymi i ostatecznymi naukami Buddy Siakjamuniego. Dzięki nim, możemy zrozumieć czym naprawdę jest Bóg, bez przejmowania się czy naprawdę istnieje, czy nie. Bóg istnieje od niemającego początku czasu, jako jedna podstawa: prawdziwa natura wszystkich czujących istot.
    http://www.melong.com/pl/teachings/5-gundu-sanboi-monlam.html

  4. Mezamir pisze:

    Biblia 3:22
    I przemówił Jehowa Bóg:
    „Oto człowiek stał się jak jeden z nas pod względem znajomości dobra i zła,
    a teraz, żeby nie wyciągnął ręki i nie wziął owocu również z drzewa życia,
    i nie jadł — i żyłby po czas niezmierzony…”

    Z Biblii wynika że bóstwa(nie jedno bóstwo)i ich lider
    stojące za tą księgą
    dbają tylko o to by człowiek
    przypadkiem nie osiągnął nieśmiertelności.

    Koran 50:16

    My stworzyliśmy człowieka
    i wiemy, co podszeptuje jemu dusza.
    My jesteśmy bliżej niego
    aniżeli arteria jego szyi

    Skąd się wziął w wyznawcach tych ksiąg pomysł na monoteizm?

  5. JESTEM pisze:

    Film pt. Niebo Korfu:
    http://wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/spektakularne-spojrzenie-na-rozgwiezdzone-niebo-korfu/8t3kl#.UzKMEy2enIo.email
    zobaczcie na to dziwne zjawisko od 02.53 do 02.58 (chodzi o kółko, a potem dwa kółka po lewej stronie Słońca (Słońce „porusza się” w prawo i w górę, a to „kółko” w lewo i w dół). Czy to tylko jakieś optyczne zjawisko?

  6. JESTEM pisze:

    Margo0307 na swoim blogu http://margo0307.wordpress.com/2014/03/29/kim-jestesmy-skad-pochodzimy/ podała namiar na ciekawy artykuł http://pracownia4.wordpress.com/2012/10/18/dna-racjonalny-projekt-i-poczatki-zycia/.
    A to, co mnie najbardziej w nim zainteresowało to ten fragment:

    „Niespodziewanie pojawiła się zagadka. Rozpad promieniotwórczy niektórych pierwiastków, spoczywających sobie spokojnie w laboratoriach na Ziemi, może być zaburzany przez procesy zachodzące wewnątrz Słońca, czyli z odległości 150 milionów kilometrów. […]

    Ephraim Fischbach, professor fizyki w Purdue, przeglądał sprawdzał wyniki obserwacji tempa rozpadu promieniotwórczego kilku izotopów, jako ewentualnego źródła przypadkowych liczb, generowanych bez jakiegokolwiek uczestnictwa człowieka. […] W miarę jak naukowcy zagłębiali się w opublikowane dane dotyczące specyficznych izotopów, odkryli niezgodności w zmierzonych prędkościach rozpadu – coś dziwnego, skoro dotyczyło czegoś, co uważano za stałą fizyczną.

    Sprawdzając dane zgromadzone w Laboratorium Narodowym Brookhaven na Long Island oraz w Federalnym Instytucie Fizycznym i Technicznym w Niemczech, odkryli coś jeszcze bardziej zaskakującego – długotrwałe obserwacje tempa rozpadu krzemu Si-32 i radu Ra-226 zdawały się wykazywać niewielkie okresowe zmiany. Szybkośc rozpadu była zawsze nieznacznie większa w zimie niż w lecie. […] „Wszyscy myśleli, że musiała to być wina błędów w eksperymencie, ponieważ wszyscy zostaliśmy wychowani w przekonaniu, że prędkości rozpadu promieniotwórczego są stałe” – powiedział Sturrock. […]

    13 grudnia 2006 roku samo Słońce dostarczyło istotnej wskazówki, kiedy wybuch plazmy słonecznej wysłał strumień cząstek i promieniowania w kierunku Ziemi. Jere Jenkins, inżynier nuklearny w Purdue, dokonując pomiarów tempa rozpadu manganu Mn-54, izotopu o krótkim okresie trwania, używanego w diagnostyce medycznej, zauważył, iż tempo spadło nieznacznie podczas tego rozbłysku i że spadek ten rozpoczął się około półtora dnia przed wybuchem plazmy. […]

    Co taki rozbłysk mógł wysłać na Ziemię, co mogłoby mieć aż takie skutki?

    Jenkins i Fischbach domyślali się, że winnymi tych zmian prędkości rozpadu były prawdopodobnie słoneczne neutrina, cząstki nieposiadające masy, sławne z racji podróżowania z prędkością niemal równą prędkości światła przez fizyczny świat – przez ludzi, kamienie, oceany czy planety – praktycznie bez żadnych wzajemnych oddziaływań z czymkolwiek. […]

    Wszystkie dowody wskazują na to, że Słońce „komunikuje się” z promieniotwórczymi izotopami na Ziemi, powiedział Fischbach. Ale jedno, dość ważne pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Nikt nie wie, w jaki sposób neutrina mogłyby oddziaływać z materiałami radioaktywnymi, żeby zmienić jego prędkość rozpadu.

    „To nie ma sensu w świetle konwencjonalnych idei – powiedzial Fischbach. Jenkins dodał żartobliwie: “To, co tutaj sugerujemy, to że coś, co naprawdę z niczym nie oddziałuje, zmienia coś, co nie może ulec zmianie”.”

    Zatem Słońce – jeśli tak „zechce”🙂 mogłoby nawet uniemożliwić wszelkie próby ewentualnych „nieudanych eksperymentów”… prowadzonych w różnych laboratoriach na Ziemi. Albo… zmienić ich wyniki…

    • Dawid56 pisze:

      Bardzo ciekawa koncepcja wskazująca na to że Słońce nasze jest po porostu….żywą Istotą!

      • Mezamir pisze:

        Nic nowego🙂

        Dźjotisz (sanskryt: ज्योतिष, ang. jyotisha ) – system astrologii i astronomii praktykowany od czasów starożytnych w Indiach, a obecnie na całym świecie.

        Dźjotisz jest okiem w symbolicznym ciele Boga. Dźjotisz jest nazwą piątej Wedy napisanej podczas treta jugi. Jest nauką postrzegania wpływu indywidualnych układów, oraz innych punktów horoskopu, na istotę ludzką i Wszechświat.

        W kulturze wedyjskiej każdej planecie oraz księżycowi i gwiazdom przypisuje się posiadanie boskiej Duszy (Jaźni) uważając, że są to byty duchowe mające materialne ciała. Stąd personifikowanie planet, Księżyca i Słońca oraz ważniejszych gwiazd. Skutkiem takiego pojmowania przyrody i kosmosu jest pogląd, iż cała planeta jest żyjącą istotą, duszą, a wszystkie formy życia są ze sobą powiązane jako żyjące w świadomości Logosu planety, duszy czy ducha planety. Następstwem jest bogata mistyka i mitologia istot planetarnych i kosmicznych.

        “Słońce jest jaźnią całego świata.
        Ze Słońca rodzą się, zaiste, żywe istoty.
        Ze Słońca ofiara, Deszcz (Pardżanja = Perkun), pożywienie i dusza.
        Pokłon Ci Aditjo, Synu Bezkresu!
        Ty jesteś naocznym sprawcą czynów,
        Ty jesteś naocznym Brahmanem – tym który się rozszerza,
        Ty jesteś naocznym Wisznu – tym, który przenika,
        Ty jesteś naocznym Rudrą – tym, który gromki dźwięk wydobywa,
        Ty jesteś naocznym Ryczem (Rygwedą) – hymnem pochwalnym,
        Ty jesteś naocznym Jadżusem (Jadżurwedą) – hymnem ofiarnym,
        Ty jesteś naoczną Samą (Samawedą) – hymnem-pieśnią,
        Ty jesteś naocznym Atharwanem (Atharwawedą) – hymnem-zaklęciem.
        Ze Słońca rodzi się Wiatr,
        Ze Słońca rodzi się Ziemia,
        Ze Słońca rodzą się Wody,
        Ze Słońca Ogień się rodzi.
        Ze Słońca Przestwór i kierunki w przestrzeni się rodzą,
        Ze Słońca Bogowie – świetliści się rodzą,
        Ze Słońca Wedy powstają,
        Zaiste, takie właśnie Słońce, tę oto tarczę rozpala.
        Tamto Słońce to Bahman, który się rozszerza,
        Słonce jest wewnętrzną strukturą człowieka –
        umysłem, rozumem, świadomością, tożsamością,
        Słońce zaiste jest tchnieniem życiowym, które wszędzie się rozchodzi,
        i tchnieniem życiowym, które integruje,
        i tchnieniem życiowym, które w górę płynie,
        i tchnieniem życiowym, które do dołu ciągnie,
        i głównym tchnieniem życiowym.
        Słońce zaiste jest słuchem i tym, co czuć pozwala przez skórę,
        i wzrokiem, i tym, czym smak się czuje, i tym, czym zapachy,
        Słońce zaiste jest dźwiękiem i tym, czego się dotyka,
        barwy postacią, smakiem i zapachem,
        Słonce zaiste jest mową i ręką, i nogą,
        i tym, dzięki czemu można się rozmnażać,
        i tym, czym nieczystości wydalać,
        Słonce jest zaiste i mówieniem, i braniem, i przemieszczaniem,
        i wytwarzaniem, i radością,
        Pełne radości, pełne mądrości, pełne rozróżniania jest Słońce!

        Pokłon Słońcu-Mitrze – Przyjacielowi Miłemu
        Pokłon Słońcu-Bhanu – który blaskiem świeci,
        Chroń mnie przed śmiercią!

        Pokłon Świetlistemu, Świata przyczynie!

        Ze Słońca powstają stworzenia
        i pod opieką są Słońca,
        W Słońcu się rozpuszczają
        i to, co jest Słońcem jest tym, czym jest ‘ja’ we mnie.

        Okiem naszym jest Savitar – Stwórca,
        i okiem naszym jest Słońce – to, które jest w górze.
        Niech Stwórca okiem nas obdarzy.

        Słońca wiedzę mamy, Tysiąc-promiennego dumamy,
        Niech więc nas Słońce obudzi”.

        Ostatnie dwa wersety to tzw. Surja Gajatri – czyli najświętsza medytacja Słońca…

        Jeśli ktoś chce się u mnie uczyć sanskrytu, to zahęcam do dołączenia od 28 lutego we wtorki w godzinach 18:00 – 21:00 na cykl spotkań z sanskrytem (do 3 czerwca).
        Nauka na takich właśnie tekstach z recytacją i z uwzględnieniem naszych wspólnych korzeni z Hindusami. Moim konikiem jest wywodzenie słów polskich z sanskryckich i wskazywanie na ogromne podobieństwo i historyczne związki. http://www.vivaswan.pl/pl/node/197

        Acha, jeszcze zamieściłem swoje rozważania na temat kultu Słońa w indiach: http://www.vivaswan.pl/pl/node/194

        Filip Ruciński

  7. margo0307 pisze:

    „…Wszystkie dowody wskazują na to, że Słońce „komunikuje się” z promieniotwórczymi izotopami na Ziemi, powiedział Fischbach.
    Ale jedno, dość ważne pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
    Nikt nie wie, w jaki sposób neutrina mogłyby oddziaływać z materiałami radioaktywnymi, żeby zmienić jego prędkość rozpadu…”

    Aby przybliżyć choć troszkę ten ciekawy i mało znany temat neutrin, takim laikom jak np. ja😉 poszperałam troszkę w przepastnych czeluściach internetu i dowiedziałam się, że… :

    Cyt: „..Neutrino jest cząstką elementarną o zerowym ładunku elektrycznym.
    Z innymi cząstkami materii oddziałuje tylko za pomocą tzw. oddziaływań słabych, najsłabszych oddziaływań (nie licząc grawitacji) występujących w przyrodzie…

    Neutrina istnieją w trzech odmianach (zapachach):

    neutrino elektronowe
    neutrino mionowe
    neutrino taonowe

    Po co w ogóle zajmować się tak ulotną cząstką?
    Okazuje się, że neutrina towarzyszyły narodzinom Wszechświata, dają wgląd we wnętrze naszego Słońca i we wnętrze Ziemi…

    Cząstka ta może zmieniać swoją masę a także tzw zapach, czyli może się przeistaczać w trakcie przemierzania swojej drogi, pędząc z prędkością prawie równą prędkości światła, (a nawet przekraczać tę „stałą” 😉 predkość), w inny rodzaj neutrina np elektronowe w mionowe, a mionowe w taonowe.
    Neutrina produkowane są podczas rozpadu beta jądra atomowego, podczas którego emitowane są także elektrony, a źródłem ich są takie procesy jak reakcje syntezy termojądrowej w gwiazdach, wybuchy supernowych, rozpad pierwiastków promieniotwórczych w ziemi a także promieniowanie kosmiczne po wtargnięciu do atmosfery ziemskiej.
    Przy czym co ciekawe okazało się, że neutrin „kosmicznych” jest dwa razy więcej od strony atmosfery niż tych samych – lecz od drugiej strony, czyli spod ziemi.
    To właśnie przy przejściu pod ziemią następowała ta dziwna przemiana jednych w drugie, czyli tzw „oscylacja” neutrin.

    Neutrina produkowane są w wielu źródłach.
    Naturalnymi źródłami są między innymi: Słońce, inne gwiazdy oraz oddziaływania cząstek promieniowania kosmicznego z atomami atmosfery ziemskiej.
    Źródłami tworzonymi przez człowieka są akceleratory cząstek elementarnych oraz reaktory jądrowe…”

    Dotychczasowe detektory potrafiły jedynie rejestrować neutrina o małej energii pochodzące ze Słońca.
    Neutrina o dużej energii najprawdopodobniej powstają w wybuchach supernowych, podczas emisji promieniowania gamma i przez aktywność związaną z czarnymi dziurami i być może ciemną energią…
    Choć pojedyncze neutrino może ważyć niewiele, to cząstek tych jest tak dużo w każdym centymetrze sześciennym Wszechświata, że łącznie wszystkie neutrina stanowią znaczny ułamek masy Wszechświata i mogą być częścią ciemnej materii.
    A wartość całkowitej masy Wszechświata decyduje, czy będzie się on dalej bez przerwy rozszerzać, czy też w pewnym momencie zacznie się kurczyć…

    W każdej sekundzie przez nasze ciało przenika około 50 bilionów neutrin.

    Na każdy centymetr kwadratowy powierzchni na Ziemi pada kilkadziesiąt miliardów neutrin na sekundę, wynika więc z tego, że liczba neutrin padających na znacznie większą powierzchnię ludzkiego ciała jest też wielokrotnie większa, sięgająca bilionów…

    Wykorzystując dostępną wiedzę na temat budowy materii, jesteśmy w stanie wyjaśnić prawie wszystko, co widzimy we Wszechświecie. Problem w tym, że możemy zaobserwować zaledwie jedną dziesiątą jego zawartości, zaś resztę stanowi wciąż tajemnicza ciemna materia i energia, a do potwierdzenia Modelu Standardowego, wyjaśniającego budowę i oddziaływania najmniejszych cząstek, brakuje jeszcze wykrycia paru elementów układanki…”😀

    Zobacz więcej na: http://www.wykop.pl/link/332499/neutrina-najpopularniejsze-czasteczki-we-wszechswiecie/

    Źródła:
    http://info.fuw.edu.pl/~neutrina/eksperymenty.html
    http://fizyka.net.pl/aktualnosci/aktualnosci_no.html
    http://news.astronet.pl/print.cgi?6480

  8. Mezamir pisze:

    Stary Testament. Księga Rodzaju. Dzieje Noego. Potop:

    „W sześćset pierwszym roku, w miesiącu pierwszym, w pierwszym dniu miesiąca wody wyschły na ziemi, i Noe, zdjąwszy dach arki, zobaczył, że powierzchnia ziemi jest już prawie sucha. A kiedy w miesiącu drugim, w dniu dwudziestym siódmym ziemia wyschła, Bóg przemówił do Noego tymi słowami: «Wyjdź z arki wraz z żoną, synami i z żonami twych synów. Wyprowadź też z sobą wszystkie istoty żywe: z ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi; niechaj rozejdą się po ziemi, niech będą płodne i niech się rozmnażają». Noe wyszedł więc z arki wraz z synami, żoną i z żonami swych synów. Wyszły też z arki wszelkie zwierzęta: różne gatunki zwierząt pełzających po ziemi i ptactwa, wszystko, co się porusza na ziemi. Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. Gdy Bóg poczuł miłą woń, rzekł do siebie: «Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem».”
    – Biblia Tysiąclecia. Wydawnictwo Pallottinum w Poznaniu.

    Gdy Bóg poczuł miłą mu woń pieczonego mięsa, udobruchało go to w końcu. Nie wiem jak wy, ale tak jak Bóg, ja również gdy po ciężkim dniu powącham nozdrzami dochodzącą z kuchni smakowitą woń podsmażanego dla mnie obiadu lub kolacji, to od razu wprawia mnie to w lepszy nastrój!

    Smakowita woń pieczonego dla niego mięsa sprawiła, że Bóg opamiętał się trochę i postanowił, że nie będzie już dokonywał masowych mordów na wszystkim, co żyje, tylko z tego powodu, że usposobienie ludzi jest złe od młodości (odpowiedzialność zbiorowa?). Lepiej późno, niż wcale.

    Ale zaraz! A kto nieudolnie stworzył takich złych ludzi? Kto nieudolnie stworzył takie wybrakowane anioły, które psują się i upadają, jak Lucyfer? Kto, bez pytania ich o zgodę, wymusił na ludziach, aby przyjęli wątpliwej wartości dar wolnej woli? Kto jest tak niekompetentny, że do tego wszystkiego dopuścił? Kto jest temu wszystkiemu winny?

    Kto? Bóg. Przykro mi, ale taka jest prawda.
    http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/stary_testament.htm

    „My, ludzie Zachodu jesteśmy spadkobiercami całkowicie odmiennego pojmowania świata. Na skutek utraty łączności z Tao, cywilizacja Zachodu wybrała zupełnie inną ścieżkę rozwoju. Skoncentrowała się wyłącznie na ego i na bogu ego – monoteistycznym ideale. Monoteizm rzutuje dogłębnie patologiczny wzór osobowości na swój ideał Boga – paranoiczne, zaborcze, opętane żądzą władzy męskie ego. Takiego Boga z pewnością nie chcielibyśmy zaprosić na swoją imprezę. Co ciekawe, ów zachodni ideał bóstwa nie posiada żadnego związku z kobietą w jakimkolwiek punkcie swego teologicznego mitu. W starożytnym Babilonie, bóg Anu przedstawiany był wraz ze swą partnerką, boginią Innaną. Religia grecka przypisywała Zeusowi żonę, wiele kochanek i córek. Tego rodzaju boskie pary są czymś normalnym w dziejach religii. Jedynie bóg cywilizacji zachodniej nie posiada matki, siostry, partnerki ani córki.” – trafnie zauważa Terence McKenna w swojej książce „Pokarm Bogów. Radykalna historia roślin, narkotyków i ewolucji człowieka”.

  9. Mezamir pisze:

    „Laktancjusz, pisarz i apologeta chrześcijański urodzony w Afryce Północnej około 250 roku, w rozdziale 13-tym swojego dzieła „O gniewie Bożym” tak oddaje przemyślenia antycznego filozofa greckiego Epikura:
    „Albo Bóg pragnie usuwać zło, ale nie jest w stanie tego uczynić,

    albo Bóg może to uczynić, ale tego nie chce,

    albo Bóg nie chce i zarazem nie może tego uczynić,

    albo Bóg chce i może to uczynić.
    Jeśli Bóg chce, ale nie może – nie jest wszechmocny;

    jeśli może, ale nie chce – nie jest wszechdobry;

    jeśli nie może i nie chce tego uczynić – nie jest ani wszechmocny, ani wszechdobry;

    ale jeśli chce i może – dlaczego nie usunie zła?”

    No właśnie. Dlaczego? Być może dlatego, że ma złe serce, jak to sugerowali powyżej Richard Dawkins i Terence McKenna. Dlaczego nie usunie zła? Może po prostu dlatego, że nieistnieje. Może dlatego, że ten Bóg, to fikcyjna postać z mitologii, która w rzeczywistości nigdy niczego nie była w stanie stworzyć”.

  10. Mezamir pisze:

    „NIE MOŻEMY JEJ POPRZEĆ, BO ONA WSZYSTKO BURZY.”

    CZY WSPÓŁCZESNA NAUKA ZACZYNA PODĄŻAĆ ŚLADAMI ŚREDNIOWIECZNEJ INKWIZYCJI?

    „Ptolemeusz wynalazł wszechświat i przetrwał on dwa tysiąclecia. Newton wynalazł wszechświat i przetrwał on dwa wieki. Teraz Einstein wynalazł nowy wszechświat i nikt nie wie, jak długo on przetrwa.”
    – George Bernard Shaw, 1930

    Tak. Albert Einstein nie tylko mógł się mylić, ale pomylił się. Publicznie przyznał się do swojego błędu, nazywając go największą pomyłką swojego życia. Była to jego słynna stała kosmologiczna, Lambda. I co? I nic. Pomyłka została usunięta i już. Tak właśnie postępują prawdziwie wielcy naukowcy. Nie trwają z uporem w swoich błędach. Mają odwagę się do nich przyznać. Mylić się jest przecież rzeczą ludzką. Nikt nie jest doskonały. Nawet Albert Einstein. Historia rozwoju nauki, to wbrew pozorom bardzo często historia odkrywania tego, że naukowcy zastępują stare błędy nowymi. Hans C. Ohanian, profesor fizyki teoretycznej, w swojej książce Błędy Einsteina, odnotował, że Albert Einstein opublikował w swoim życiu 180 prac naukowych z dziedziny fizyki, a w 40 z nich znaleziono istotne błędy merytoryczne już w jakiś czas po ich publikacji w prestiżowych periodykach i żurnalach. Przez dłuższy czas błędy te były celowo przemilczane, aby nie psuć reputacji Einsteina, jako nadludzkiego geniusza. Dwóch amerykańskich fizyków, Stephen Boughn z Haverford College Pensylvannia oraz Tony Rothman z Princeton University New Jersey, odkryło, że słynne równanie: E=mc2, zaproponował wcześniej od Einsteina mało znany austriacki fizyk Friedrich Hasenöhrl.

    Historia watykańskiego, rzymskiego katolicyzmu, to częściowo historia początkowego wprowadzenia dogmatów, ich ślepej obrony i brutalnej walki z konkurencyjnymi dogmatami. Dogmaty nie podlegają racjonalnej, naukowej dyskusji, ani empirycznej, fizycznej weryfikacji, gdyż są z natury metafizyczne, aprioryczne i mitologiczne. W dogmaty można jedynie ślepo wierzyć. Albo nie. Wtedy jest to herezją. A wszyscy dobrze wiemy, jak to się skończyło dla Giordano Bruno, o czym tak przejmująco napisał Czesław Miłosz w swoim pięknym wierszu Campo di Fiori

    http://www.zbigniew-modrzejewski.webs.com/teksty/prof_Drozdzynski.htm

  11. Dawid56 pisze:

    Wszystko się zgadza, ja metod postępowania Jahwe ( czy grupy Jahwe) wobec Człowieka nie popieram i zaprawdę powiadam nie ma to nic wspólnego z działalnością i naukami Jezusa Chrystusa

    • Mezamir pisze:

      Jest tylko jedno ALE…a nawet dwa.
      Biblijny Jeszua głosi ideały i ideologie wedyjskie i buddyjskie(wystarczy porównać,zerknąć do tekstów,każdy może sprawdzić,to żaden dogmat,Jahwe jest imieniem boga wziętym z Rygwedy).

      Po drugie,biblijny Jeszua nazywa starotestamentowego boga swym Ojcem
      Działa w jego imieniu na jego polecenie.
      Coś tu jest nie tak.

      Albo Jeszua przyszedł do narodu wybranego(wybranego do zbawienia,do nauki)
      aby ich czegoś nauczyć i nie jest synem Ojca z Biblii(skoro głosi co innego niż Ojciec to jak można uważać że został przez Ojca posłany i wypełnia jego polecenia?)

      albo jest współistotny Ojcu a wiec jest takim samym psychopatą.

      Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka,albo albo.

      • Dawid56 pisze:

        Nie, Nie nie tędy droga. Przypomnij sobie słowa Jezusa „PRZYKAZANIE NOWE DAJĘ WAM, abyście się wzajemnie miłowali”- to cała kwintesencja nauk Jezusa zwanego Chrystusem.Jest to zaprzeczenie starym prawom „Oko za oko, ząb za ząb”

  12. Mezamir pisze:

    Nie chodzi o to, że taki człowiek jak biblijny Jeszua nie mógł się narodzić.
    Przeciwnie: Tacy ludzie rodzili się i rodzą nieustannie
    i będą się rodzić przez wieki jako Inkarnacje Logosu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s