Las między światami- lokalne Wszechświaty

Las Między Światami – powiedziała Pola rozmarzonym głosem. – To brzmi
bardzo ładnie.
– Dalej! – zawołał Digory. – Którą sadzawkę próbujemy?
– Posłuchaj – powiedziała Pola – nie mam zamiaru wypróbować żadnej nowej
sadzawki, dopóki nie będę miała pewności, że MOGĘ wrócić przez tę starą. Nawet nie
wiemy, czy to działa.
– Tak. Wrócić i zostać złapanym przez wuja Andrzeja, który nam zabierze
pierścienie, zanim zdołamy ich użyć. Nie, dziękuję.
– A czy nie możemy wskoczyć do naszej sadzawki i przebyć tylko część drogi w
dół? Po prostu, żeby zobaczyć, czy to działa. Jeśli będzie działało, możemy zamienić
obrączki i wrócić tu, zanim znajdziemy się na dobre w pracowni pana Ketterleya.
– Przebyć tylko CZĘŚĆ drogi?!
– No przecież wynurzanie się trochę trwało. Myślę, że zanurzanie też trochę
potrwa.
Digory’emu pomysł nie bardzo przypadł do gustu, ale w końcu dał za wygraną,
bo Pola stanowczo odmówiła udziału w odkrywaniu nowych światów, dopóki nie
będzie pewna, że może wrócić do starego. Była dzielną dziewczynką i nie bała się
różnych niebezpiecznych rzeczy (na przykład os), ale nie interesowało jej aż tak
bardzo odkrywanie czegoś, o czym nikt dotąd nie słyszał. Digory natomiast chciał
poznać wszystko. Kiedy dorósł, stał się owym słynnym profesorem Kirke, o którym
możecie przeczytać w innych moich książkach.
W końcu po długiej dyskusji uzgodnili, że włożą na palce zielone obrączki,
chwycą się za ręce i skoczą. Gdy tylko zaczną się zbliżać do pracowni wuja Andrzeja
albo tylko do ich starego świata, Pola ma zawołać „Zamiana!”, a wówczas oboje
natychmiast zamienią zielone obrączki na żółte. („Teraz już rozumiesz, po co są dwa
kolory – powiedział Digory – żeby się nie pomylić.”) Digory upierał się, że to on
powinien zawołać „Zamiana!”, ale Pola postawiła na swoim.
Włożyli zielone obrączki, wzięli się za ręce i na „raz – dwa – trzy!” skoczyli do
sadzawki. Tym razem podziałało. Bardzo mi jest trudno opowiedzieć, co czuli, bo
wszystko stało się niezwykle szybko. Najpierw zobaczyli jaskrawe światła na tle
czarnego nieba. Digory był później przekonany, że widzieli planety i gwiazdy, i
przysięgał, że widział z bliska Jowisza, dość blisko, by rozpoznać jego księżyce. Ale
prawie w tej samej chwili pojawiły się rzędy dachów i kominów, zobaczyli Katedrę
Świętego Pawła i zrozumieli, że patrzą na Londyn, tyle że mogli widzieć przez ściany
wszystkich domów. Zobaczyli postać wuja Andrzeja, najpierw bardzo zamgloną i
jakby przezroczystą, lecz gęstniejącą i z każdą sekundą coraz bardziej wyraźną, tak jak
w soczewce lunety dostrajanej do odległości. Lecz tuż przedtem, zanim stała się
prawdziwym, żywym człowiekiem, Pola zdążyła zawołać: „Zamiana!”. Szybko
zamienili obrączki i nasz świat rozwiał się jak sen, a zielone światło w górze robiło się
coraz mocniejsze i mocniejsze, aż w końcu głowy dzieci wynurzyły się nad
powierzchnię sadzawki. Wdrapali się na brzeg. A naokoło rósł gęsty las, tak zielony,
rozświetlony i cichy jak zawsze. Próbna wyprawa nie trwała dłużej niż minutę.
– No i co? – zawołał Digory. – Wszystko działa. A teraz: na poszukiwanie
przygód! Każda sadzawka jest ich pełna. Wypróbujmy tę.
– Poczekaj! – Pola złapała go za rękaw. – Czy nie powinniśmy zaznaczyć TEJ
sadzawki?
Spojrzeli na siebie i twarze im pobladły, gdy zrozumieli, co chciał przed chwilą
zrobić Digory. Bo przecież w lesie były tysiące sadzawek, a wszystkie jednakowe,
podobnie jak drzewa, więc gdyby tylko raz opuścili sadzawkę prowadzącą do naszego
świata bez zrobienia przy niej jakiegoś znaku, to szansa ponownego jej odnalezienia
równałaby się w najlepszym razie jednej do stu.
Digory’emu ręce się trochę trzęsły, gdy otwierał scyzoryk i wycinał długi pas
darni na brzegu sadzawki. Gleba pachniała przyjemnie, a jej kolor – czerwonobrązowy
– wyraźnie się odcinał od zieleni trawy.
– To dobrze, że przynajmniej JEDNO z nas ma trochę oleju w głowie –
powiedziała Pola.
– Nie musisz się tym wciąż chwalić – burknął Digory. – A w ogóle nie marudź,
okropnie jestem ciekawy, co nas czeka w jednej z tych sadzawek.
Pola odpowiedziała mu coś niezbyt miłego, a on odpowiedział jej jeszcze
bardziej ostro. Sprzeczka trwała kilka minut, ale nie sądzę, by warto było dokładnie ją
opisywać. Przejdźmy od razu do chwili, w której oboje stali już – z bijącymi sercami i
nieco przerażonymi twarzami – na krawędzi nie znanej sadzawki, z żółtymi
obrączkami na palcach. Raz jeszcze chwycili się za ręce i raz jeszcze zawołali: „Raz –
dwa
– trzy!”
Plusk! I raz jeszcze okazało się, że wskoczyli do kałuży. Zamiast znaleźć się w
nowym świecie, stali znowu po kostki w wodzie, już drugi raz tego ranka (jeżeli to był
ranek; w Lesie Między Światami pora dnia wydawała się nigdy nie zmieniać).
– Niech to piorun trzaśnie! – zawołał Digory.
– Co się tym razem stało? Przecież włożyliśmy żółte obrączki. Wuj mówił, że
żółte służą do podróży na zewnątrz.
Prawda była taka, że wuj Andrzej, który nie miał zielonego pojęcia o istnieniu
Lasu Między Światami, mylił się też co do właściwości pierścieni. Żółte nie oznaczały
wcale „na zewnątrz”, a zielone nie oznaczały „z powrotem”, w każdym razie nie w ten
sposób, jak myślał. Wszystkie pierścienie zrobione były z pyłu, który pochodził z tego
właśnie Lasu. Ale jedynie materiał, z którego zrobiono żółte pierścienie, miał moc
przenoszenia każdego do Lasu: był to pyl, który chciał wrócić na swoje miejsce, czyli
do Międzyświata. Natomiast materiał, z którego były zrobione zielone pierścienie –
przeciwnie: chciał opuścić swoje dawne miejsce, dlatego też zielony pierścień
przenosił właściciela z Lasu do jakiegoś świata. Jak widzicie, wuj Andrzej zajmował
się rzeczami, których do końca nie rozumiał, jak zresztą bywa z większością
czarodziejów. Oczywiście Digory też nie znał dobrze właściwości pierścieni, ale kiedy
przedyskutował z Połą wszystkie możliwości, postanowili wypróbować zielone z nową
sadzawką, po prostu po to, żeby zobaczyć, co się stanie.
– Jeśli ty się nie boisz, to i ja nie – powiedziała Pola. Nie oznacza to, że była taka
odważna. Tak naprawdę, w głębi serca, była teraz pewna, że w nowej sadzawce nie
działają ani żółte, ani zielone pierścienie, więc nie ma się czego bać. Nie jestem
całkiem pewien, czy Digory nie myślał podobnie. W każdym razie, kiedy włożyli
zielone obrączki na palce, stanęli na krawędzi sadzawki i wzięli się za ręce, z całą
pewnością czuli się o wiele lepiej i o wiele mniej uroczyście niż za drugim razem.
– Raz – dwa – trzy! Naprzód! – zawołał Digory. I skoczyli.

Przytoczyłem ten fragment opowieści z Narni bo wydaje sie szczególnie interesujący.
Wygląda na to ze Kosmos który widzimy bezchmurną noc to widok lasu między światami, albo Wszechświatami. Wystarczy jednak mieć „świadka” z innego Wszechświata albo z innej czasoprzestrzeni nasza podróż do drugiego Wszechświata odbywa się w sposób bezczasowy. Jest to jednocześnie największa tajemnica i teleportacji – „Świadek” Świadek jest czymś w rodzaju nawigacji do orientacyjnego punktu. Dlatego „dotykanie” przedmiotów „nie z tego świata” może być bardzo niebezpieczne i spowodować natychmiastową teleportację do miejsca z którego pochodzi dany przedmiot. Dlatego wybitni jasnowidze potrzebują jakiś przedmiot należący do osoby zaginionej, a bioenergoterapeuci zdjęcie osoby jeśli chcą wykonać jakiś zabieg na odległość. W ten sposób działa też muzyka( konkretny utwór) która przenosi nas w sposób natychmiastowy do chwili w przeszłości .Z danym utworem mogą nam się kojarzyć zarówno i dobre jak i trudne chwile w naszym życiu.
Wielu z nas zapewne często zadawało sobie pytanie czym był „ów grzech pierworodny”. Jednym z możliwych wytłumaczeń jest że na drzewie wiadomości dobra i złego, rosły nie jabłka ale owoce które były swoistego rodzaju świadkami czyli pochodziły „nie z tego Świata” i miały magiczną moc teleportacji czyli przeniosły Adama i Ewę w błyskawiczny do miejsca gdzie zostały wytworzone. W wielu grach przygodowych znajduje się „świadek komunikacyjny ” do innych Światów. Co ciekawe to to, że w lesie między Światami z Opowieści z Narni ,tym bezczasowym panowała niezwykła zieloność.
Szmaragdowy proszek Fiu był tez używany przez Harrego Pottera do przemieszczania się pomiędzy światami
fiu
W grze Atlantis 3 przemieszczanie pomiędzy światami odbywa się również w sposób bezczasowy. Światy te przedstawione są jako „bąble „ w czasoprzestrzeni. Komunikacja miedzy nimi odbywa sie za pomocą kryształowej czaszki
miedzyswiaty

Ten wpis został opublikowany w kategorii ., Ezoteryka, Fraktale, Matrix. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Las między światami- lokalne Wszechświaty

  1. Ktoś pisze:

    Jest takie anime „Darker than Dark”. Tam „świateka” są zdecydowanie lepiej wytłumaczone.😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s